Letnie party
Lato,
wdzięczysz
się do człowieka
jak jakiś podlotek,
wyśpiewujesz mu
szlagiery ptasie,
mamisz zapachami,
malujesz codzienność
setkami barw kwietnych,
aromatycznych wielce,
zapraszasz na wielką zabawę
z tłumami różnych gości,
chciwych wielkich przygód,
jesteś tak wyczekiwane,
prawie już wymodlone,
pachniesz niewiadomą.
Lato,
a czy nie zapomniałeś
o słońcu, pławiącym się
w złocie próżnym bożku,
spalającym powoli
na popiół ciebie,
i twoich gości,
rozwalając ci
z chichotem
to ziemskie
party???
Okno
Myśl, jak kot
wślizgnęła się
przez otwarte okno,
trochę nieśmiało
rozejrzała się
w mojej głowie,
a co ze sobą
zrobić przyjdzie,
wciąż nie wie...
przykucnęła więc
przy gorącym
dziwnym lecie,
powoli dopełzła
do wiadomości
wszechobecnych;
do podłości ludzkiej
względem zwierząt,
do koszmaru wojen,
też i do piękna świata,
geniuszu ludzkiego,
wspaniałości natury...
złapała się za głowę
przyznając bezsilność,
myśli wślizgującej się
przez otwarte
letnią porą okno...
... byłoby chyba lepiej
legalnie
jak każdy,
wchodzić
drzwiami,
i pozostać
na dłużej...
IRENA BOBOWSKA
(geb. 3.9.1920, Poznań; gest. 27.9.1942, Berlin-Plötzensee)
Eine junge Frau. Eine hochbegabte Malerin und Dichterin. Eine Schwerbehinderte im Rollstuhl. Eine Pfadfinderin, Aktivistin der Posener Waffen Organisation, dh. Militärorganisation im Westen Polens (Großpolen). Mitgründerin und Mitherausgeberin der Untergrund-Zeitschrift “Pobudka” (Weckruf). Sie sammelte die Informationen aus der Funküberwachung und bereitet sie zum Ausdrucken vor. Sie transportierte die konspirative Dokumente versteckt in ihrem Rollstuhl. Wegen ihrer Untergrundarbeit wurde sie von der GESTAPO verhaftet. Sie verbrachte zwei Jahre im Gefängnis (Fort VII in Poznań, Gefängnis in Wronki, Gefängnis Alt-Moabit, Gefängnis Barnimstraße und schließlich Gefängnis Berlin-Plötzensee). Sie wurde gefoltert und gedemütigt und fand ihren Ausweg im Schreiben von Gedichten und im Zeichnen.
Sie wurde am 27. September 1942 im Morgengrauen im Gefängnis Berlin-Plötzensee hingerichtet.
Das Gedicht “Weil ich lerne …”, geschrieben in Fort VII in Posen, wurde von ihrer Tante Stanisława Kwiatkowska, die aus dem Gefängnis in Wronki entlassen wurde, in einem Schuh aus dem Gefängnis gebracht. Dieses Gedicht, voller Schmerz und Hoffnung, verbreitete sich anonym in Gefängnissen und Konzentrationslagern. Es wurde von weiblichen Gefangenen in Oświęcim, von weiblichen Gefangenen im Nachkriegs-Fordon gelesen. Das von Ewa Maria Slaska ins Deutsche übersetzte Gedicht wurde u.A. anlässlich des Internationalen Frauentags am 8.3.2021 vom Kollektiv Dziewuchy Berlin während der Performance “We are relevant” auf dem Nettelbeckplatz in Berlin vorgetragen.
mehr: DEMO Wir sind Widerstand.
Wir erinnern an sie. Weil sie war und ist – relevant.
Im Rahmen des Projekts wurden die acht gefundenen Gedichte ins Deutsche übersetzt von: Agnieszka Dębska (2022), Elżbieta Jagiełło (2022), Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Das Gedicht “Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen” wurde 1995 von Bettina Eberspächer übersetzt und in der Publikation “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995), herausgegeben von Ewa Maria Slaska, veröffentlicht.
IRENA BOBOWSKA
(Urodzona 3 września 1920 r. w Poznaniu, stracona 26 września 1942 r. w Berlinie-Plötzensee)
Młoda kobieta. Niezwykle utalentowana rysowniczka i poetka. Osoba z niepełnosprawnościami, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Harcerka, działaczka Poznańskiej Organizacji Zbrojnej, tj. organizacji wojskowej w zachodniej Polsce (Wielkopolska). Współzałożycielka i współredaktorka podziemnego pisma “Pobudka”. Zbierała informacje z monitoringu radiowego i przygotowała je do druku. Dokumenty konspiracyjne przewoziła ukryte w swoim wózku inwalidzkim. Z powodu swojej pracy konspiracyjnej została aresztowana przez GESTAPO. Dwa lata spędziła w więzieniu (Fort VII w Poznaniu, więzienie we Wronkach, więzienie Alt-Moabit, więzienie Barnimstraße i wreszcie więzienie Berlin-Plötzensee). Torturowana i poniżana, ucieczkę znalazła w pisaniu wierszy i rysowaniu. Została stracona o świcie 27 września 1942 roku w więzieniu Berlin-Plötzensee.
Najbardziej znany wiersz Bobowskiej, “Bo się uczę…”, napisany w Forcie VII w Poznaniu, przyniosła w bucie z więzienia zwolniona z więzienia we Wronkach ciotka Stanisława Kwiatkowska. Wiersz ten, pełen bólu i nadziei, rozchodził się anonimowo w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Był czytana przez więźniarki w Oświęcimiu, przez więźniarki w powojennym Fordonie. Na niemiecki wiersz przetłumaczyła Ewa Maria Slaska, odczytywany był przez kolektyw Dziewuchy Berlin między innymi w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet (8.3.2021) podczas performance “Jesteśmy istotne” na Widerstandsplatz (Nettelbeckplatz) w Berlinie. więcej: DEMO Wir sind Widerstand.
Pamiętamy o niej. Bo była i jest – istotna.
W ramach projektu znalezione osiem wierszy na niemiecki przetłumaczyły: Agnieszka Dębska (2022), Elżbieta Jagiełło (2022), Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Wiersz “Ostatnie pozdrowienie” przetłumaczony był przez Bettinę Eberspächer w 1995 roku i opublikowany w publikacji “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995) pod redakcją Ewy Marii Slaskiej.
Ostatnie pozdrowienie
Przez gwiazdy i księżyc i słońca promienie,
Przez wszystkie blaski istniejące,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje serce tęskniące.
Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie,
Przez wszystko, co kwitnie i rośnie,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje sny o wiośnie.
Przez świeżą zieleń, przez błękit nieba,
Przez grę kolorów tęczową, lśnienia,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Tchnące miłością purpurową.
Przez bicie dzwonów, przez ptaszęce pienia,
Przez wszystkie śpiewy i dźwięki,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
W tonach żałosnej piosenki.
Przez sny złote i srebrne marzenia,
I poprzez myśli tęsknych roje…
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Przyślijcie Wy mi serca swoje.
(Alt-Moabit, 1941?)
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Von Mond und Sternen, von Sonnenstrahlen,
Von allem Lichtschein der Welt,
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und mein sehnendes Herz.
Von allen Bäumen und Sträuchern, des Windes Atem,
Von allem, was wächst und was blüht
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und meinen Frühlingstraum.
Von Himmelsblau und von frischem Grün,
Vom Glanz, von des Regenbogens Spiel der Farben
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Von purpurner Liebe behaucht.
Von Vogelgesängen, von der Glockenschlägen,
Von allem, was tönt und was singt
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen,
Der wie ein Klagelied klingt.
Von goldenen Träumen, silbernen Verlangen,
Von der Sehnsuchtsgedanken Spiel
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
– Schickt Ihr euer Herz zu mir
(übersetzt von Bettina Eberspächer, 1995)
***
Modlitwa
Za wszystkie dobre z Bożej ręki wzięte
Za skarby wiary, za pociechy święte
Za trudy, prace i trudów owoce
Chwile szczęścia i długie niemoce
Za spokój, walkę
Za chwile szczęścia i dni żałoby
(23.4.194?)
Das Gebet
Für all das Gute aus Gotteshand erfasste
Für Glaubensschätze, für die heiligen Troste
Für Arbeit, Mühen und deren Gewinn
Die Glücksmomente und Tage ohne Sinn
Für Kampf und Frieden weltweit
Für Glück und für die Trauerzeit.
(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)
***
Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Słońce nam zaświeci,
Otworzą Fortu drzwi.
O szczęściu i swobodzie
Gromada więźniów śni.
Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień,
Więzienne znikną mury,
Fortecy zniknie cień.
I radość znów zagości
Wśród śmiechu jasnych śnień.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.
Hasłem naszym będzie:
Rodzina, kraj i Bóg.
Ochoczo chwycim w dłonie
Młot twardy, miecz i pług.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.
(194?, Fort VII, Poznań)
Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Die Sonne scheinen
Die Tore der Festung sich öffnen
Von Glück und Freiheit
Träumen die Gefangenen.
Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Die Gefängnismauer verschwindet
Der Schatten der Festung auch.
Die Freude wird einziehen
Im Lachen heller Träume
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Alles wird gut
Wir kehren heim
Unser Schlagwort heißt
Familie, Vaterland und Gott
Mit Freuden greifen wir
Zu Hammer, Schwert und Pflug
Alles wird gut
Wir kehren heim.
(übersetzt von Monika Wrzosek-Müller, 2022)
***
Kochanej Mamusi w dniu imienin 15.5.
Ach tak bym chciała dziś pod stopy Twoje,
jak wonnych kwiatów, rzucić marzeń roje,
życzeń tysiące.
Ale są chwile, gdy nie można w słowa
oblec tych uczuć,
które w sobie chowa
serce bijące…
Ale są chwile, gdy wielkie wzruszenie
zamienia rwący się okrzyk – w milczenie
i głos tamuje…
Matuś, wiesz dobrze, że Twoja pieszczocha
Z całego serca prawdziwie Cię kocha.
Ty wiesz, co czuję…
Nenia dla Matuli
(1942)
Der geliebten Mama zum Namenstag 15.5.
Ach, wie gern würd ich dir heute
Hände voller Träume und lauter gute Wünsche
wie duftende Blüten auf deinen Weg streuen!
Aber es gibt Zeiten, in denen die Gefühle,
die das schlagende Herz in sich verbirgt,
keine Worte finden können…
Es gibt Zeiten, in denen der innere Aufruhr
den Schrei, der sich lösen will, in Schweigen verwandelt
und die Stimme lähmt…
Mami, du weißt genau, dass dein Schatz
dich von ganzem Herzen liebt.
Du weißt, was ich fühle…
Nenia für Mutti
(übersetzt von Anja Witzel, 2022)
***
Ktoś po klawiszach palcami wodzi
O struny skrzypiec czyjaś ręka trąca
Jakaś melodia z dala nadchodzi –
Chcę ją spamięta, lecz tony się mącą –
Śni mi się w nocy nasze pianino –
Czarne i lśniące stoi pod ścianą –
I na mnie czeka, gdy dni szare miną
Wrócę do niego – gdy wolna zostanę…
Na razie śnię tylko i rymy układam
Czasem – choć rzadko – łzy leje
I bajki sobie opowiadam,
I do snów moich się śmieję
Buduję przyszłość promienną, jasną
Podkłady daję z dobroci
I wtedy cela przestaje być ciemną
Przez kraty słońce ją złoci –
A w słonecznej jasnej strudze
W blasku prawdziwych urojeń
Dusza się kąpie jak w strudze
I lżej oddycha serce moje
(1941, Wronki)
Sanfte Finger berühren die Tasten,
Jemand anders zupft die Geigensaiten
Und ich höre ein Lied von ganz Weitem –
Doch der Klang lässt sich nicht festhalten –
Nachts im Traum mein Klavier mir erscheint –
An der Wand glänzend schwarz wartet dort –
Ist das Gräuliche vorbei, bin ich wieder daheim.
Kehre ich zurück, werd‘ ich wieder frei sein…
Bis es soweit ist, kommt ein Traum, kommt ein Reim
Manchmal wein‘ ich, doch zugegeben: selten
Kindheitsmärchen erzähle ich mir
Schaffe es, meinen Träumen zuzulächeln
Eine Zukunft mir baue, eine strahlende, helle
Ihr Fundament ist Güte
Dann weicht das Dunkel der Zelle
Die Sonne dringt ein durch die Gitter
In dem breiten Sonnenstrahl
Phantombilder wirken wahr
Und meine Seele badet wie in einem Bach
Und mein Herz atmet leichter, fast wirklich leicht
(übersetzt von Elżbieta Jagiełło, 2022)
***
Serce me
w złudnym śniepogrążone było.
Przyszedł dzień
Zniknął sen
Szczęście się prześniło.
Tylko myśl
Jeszcze dziś
Przypomina sny.
Dawne piosnki
Budzą troski
Przywołują łzy.
(Moabit, 20.1.1942)
Mein Herz
war vertieft
in Träumerei.
Mit dem Tag
schwand der Traum
das Glück war vorbei.
Heut erinnert
ein Gedanke
an des Traumes Glück
Alte Lieder
bringen Kummer
und Tränen zurück
(übersetzt von Agnieszka Dębska, 2022)
***
Ja lubię sobie wyobrażać
Że jestem z bajki taką dobrą wróżką
Przedziwne cuda mogę stwarzać
Mą czarodziejską różdżką.
I wtedy chodzę i sieję po świecie
Taki radosny, dźwięczny śmiech.
Śmiech, który wszystko zło wymiecie,
Przed którym umknie wszelki grzech.
W takt mojej różdżki tańczą dzieci
Kłonią się kwiaty, szumią drzewa
Gdy zechcę, wiatr swawolny leci
I na mój rozkaz słowik w parku śpiewa.
W dzień wodzę w górze słońce ogniste
I co noc gwiazdy zapalam,
I mgły na łąkach snuję srebrzyste,
I księżycowi świecić pozwalam.
Rankiem rozpylam perliste rosy,
Zawrotnych woni udzielam ziołom,
Rok rocznie złocę pszeniczne kłosy
I deszcz spragnionym zsyłam siołom.
Dzień i noc oraz 4 pory roku
Elfy, chochliki, wszystkie kwietne duszki
I nimfy z łąki przy potoku,
Syreny w morzu – też są moje służki.
(Moabit, 24.12.1941)
Ich stelle mich gerne so vor
Als gute Fee, vorm Märchentor
Mit einem Zauberstab in meiner Hand,
die große Wunder bewirken kann.
So gehe ich freudig durch die Welt
Mit meinem Lachen, das fröhlich klingt
Und all das Böse was im Wege steht
Und jede Sünde vertreiben wird.
Zum Takt meines Zauberstabs tanzen die Kinder
Durch meinen Willen befreie ich Winde.
Die Nachtigal zum Singen ich bezwinge,
Die Blumen zum Grüßen, die Bäume zu Schwingen.
Tagsüber befehle ich der Sonne zu wandern,
Nachts zünde ich Sterne am Himmel an,
Silbrige Nebel lasse ich auf Wiesen landen,
und den Mond leuchten, solange er kann.
Am Morgen sprühe ich perlenden Tau
Betörende Düfte schenke ich den Kräutern
Die Weizenähren bestreue ich mit Gold
Und sende Regen den durstigen Orten.
Der Tag und die Nacht und die Jahreszeiten
die Elfen, Kobolde, jegliche Blumengeister
und all die Nymphen und Wasserjungfrauen
auch die sollen mir ihre Dienste leisten.
(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)
***
Bo ja się uczę…
Bo ja się uczę największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!
Poznałam smak głodu
I bezsennych nocy (to było dawno)
I wiem jak kłuje zimno,
Gdy w kłębek chciałbyś skulony,
Uchronić się od chłodu.
I wiem co znaczy lać łzy niemocy
W niejeden dzień jasny,
Niejedną noc ciemną.
I nauczyłam się popędzać myślami
Czas co bezlitośnie lubi się dłużyć
I wiem jak ciężko trzeba walczyć z sobą,
Aby nie upaść i nie dać się znużyć
Nie kończącą zda się drogą…
I dalej uczę się największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!
(Wronki, 1941)
Weil ich lerne…
Weil ich die größte Kunst des Lebens lerne:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!
Ich kenne den Geschmack von Hunger
Und schlaflose Nächte (das ist lange her)
Und ich weiß, wie kalt es sticht
Wenn du dich zu einem Ball
zusammenrollen möchtest
Dich vor Kälte schützen.
Und ich weiß, was es bedeutet,
Tränen der Hilflosigkeit zu vergießen
An vielen hellen Tagen
Und einer dunklen Nacht.
Und ich habe gelernt, die Zeit voran zu treiben,
Die sich gnadenlos hinzieht,
Und ich weiß, wie hart man sich selbst bekämpfen muss
Um nicht zu fallen und nicht zu ermüden,
Dass der Weg endlos zu sein scheint…
Und ich lerne immer noch die größte Kunst des Lebens:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst zu haben vor dem, was sein wird!
(übersetzt von Ewa Maria Slaska, 2021)
Z Archiwum Generał Elżbiety Zawackiej
Rysunek Ireny Bobowskiej / Zeichnung von Irena Bobowska (Foto: “Nenia” / Stowarzyszenie Przyjaciół Dąbrówki)
Gołąb z ulicy Chopina
Dziś przyleciał
gołąb poranny,
z ulicy Chopina,
moje dzieciństwo.
Gruchnął znów,
z jakąś skargą,
w zaciśniętym
dziobie jak wtedy.
Zagłuszał inne
ptaki, psy i koty
biadoleniem tępym,
nieprzetłumaczalnym.
I nagle
dzwony
kościelne,
w czystym
powietrzu
poranka,
odebrały
od niego
tę skargę...
Dziwne lato
Lato,
wyśpiewane ptakami,
od lasów po balkony.
Lato,
przepięknie kolorowe,
rozsłonecznione niebiesko.
Lato,
grzmiące z nienawisci,
miotające piorunami.
Lato,
prażące gorącem ziemię,
jakby kawę kolumbijską.
Lato,
goniące ludzi dla ochłody
w wody rzek i basenów.
Lato,
całe lądy na wiór suszące,
kradnąc wodę, paląc lasy.
Lato,
cierpiące na
niestabilność,
jak człowiek,
co kocha
...i zabija.
Na fali
A życie płynie
...a w nim i my,
z innymi bliżej
z innymi dalej,
czasem zawiruje.
Mówi się:
"płyniemy
na tej
samej
fali"...
...a tu
nagle ktoś
już płynie
na innej,
już z innymi,
na innym statku...
...i tak
pokrętne
prawa
wciąż
falują
naszą
rzekę,
zwaną
...ŻYCIEM.
lügen-diktator
putin der kranke eunuch.
eines nachts: angriff.
alles ausverkauft:
gaskocher. mehl. batterien.
deutschland war bereit.
ein grässlicher ton.
ein widerliches klirren.
eiserner vorhang.
die sonne lacht so,
als wären alle nachrichten vom krieg
fake news
putin droht mit knopf.
und die ganze welt zittert.
während charkiew stirbt.
wie kann es schön sein
wie können blumen blühen
wenn nebenan krieg
gesprengte brücken.
asche und schutt. übrig:
patriotismus.
der kopf rafft es nicht,
dass ein mann soviel macht hat.
und die welt bedroht.
man sagt dass putin
mit goldener klo-bürste
die kindheit wett-macht
STOP MAIL EGO DESTROY THE WORLD!
(to nie haiku)
manchmal ein funke
ein kleiner funke hoffnung
dass es noch gut wird
Noc tajemnicza
Muchy, komary,
w nocnej sieci
chytrze złapane...
Dźwięki tajemne,
z przodu, z tylu,
zaczepiają uszy...
Dotyk powietrza,
tak odurzający,
świeżością swą...
I te rozkołysane
kościelne dzwony,
rozwalające nagle
...spiętrzone
myśli w mej
głowie...
Już świt
Świergot ptaków
wybudzonych,
ścigających
piewsze
słoneczne
promyki...
Już motory aut
nachalnie tną
zaspaną
jeszcze
nocną
ciszę...
Niebiesko-złoty
dzień dzisiejszy,
z granatowej
wynurzony
pościeli...
...ziewa
szeroko...
Człowiek w człowieku
Ach, być człowiekiem
i być z człowiekiem,
piekielnie trudno...
W miłości, w przyjaźni,
w radości, smutku,
w skardze, złości i żalu...
Trudno ciągle nim być,
by nie stracić siebie,
tych, co ranią, nie ranić...
Zostać wciąż człowiekiem,
"mimo i jednak i chociaż"
dopóki uporu i siły starczy...
Być człowiekiem gotowym
do spotkania z drugim,
na chwiejnym moście,
z całą słabością człowieka
w człowieku, by ujrzeć znów
w człowieku... człowieka.
Mimo burz i sztormów,
kiedy serce ciągle...
niezaradnie z głową
...się kłóci.
I czasem przegrywa...
Popatrz
Popatrz, znów
pszczoła
w amoku
kwiaty całuje...
Popatrz, znów
mucha
odkrywa
świat czułkami...
Popatrz, znów
czerwienią się
krwiście
polne maki...
Popatrz, znów
koty nocą
prowadzą swe
podwójne życie...
Popatrz, znów
i znów i znów...
po prostu wciąż
jestem, jesteś...
Piękny bukiet
Polne
kwiaty
delikatne,
jedwabiste,
z ozdobnej wazy
spoglądają na świat
...z wyrzutem,
wielkim żalem,
płacząc każdy cicho:
Nie chcę
z mej łąki
na ten stół,
gdzie moje
nogi z korzenia,
czemu tyle wody,
...zobacz
topię się,
zachłystuję...
Gdzie moje
aromaty
świeżości,
przezielone
powietrze,
zachwyt ptaków?
...nic już
nie słyszę,
nie wącham...
Gdzie
te stokrotki
obok mnie,
takie białe,
i niewinne,
a i te mlecze
...tyle życia,
a na wietrze
taniec kwiatów...
Nagle,
aroganckim
ruchem
ze stołu strącony
bukiet w niełasce,
w ciemność wpada.
...a na stole wielki,
nowy, piękny bukiet
z kwiatów przerażonych...
Tekst znaleziony na Facebooku 22 czerwca 2022 roku. Tytuł ogólny tego wpisu pochodzi ode mnie. Wydaje mi się, że wakacje, słońce, plaża, jezioro sprawiają, że zapominamy, co się dzieje na wschód od Polski. Tekst opublikowała na Facebooku Justyna Sobolewska, która podała go za Tomaszem Sikorą. Autorką tekstu jest Halyna Kruk, ukraińska pisarka i poetka, która wygłosiła go w Berlinie podczas otwarcia Festiwalu Poezji.
Zdjęcie tytułowe na stronie facebookowej Halyny
Halyna Kruk
Wojna nie jest metaforą
W czerwcu 2014 roku, kiedy rosyjskie kolumny czołgów wjeżdżały na ukraińskie regiony Doniecka i Ługańska, powiedziałam podczas odczytu w starej, dobrej Europie, że w takiej sytuacji nam, Ukraińcom, trudno będzie rozmawiać o poezji. Po czym moderatorka – 30-letnia Rosjanka z Berlina – wzięła się za pouczanie, że poezja jest ponad wojną, że wielka kultura rosyjska jest ponad wojną, że Cwietajewa, Achmatowa czy Pasternak nigdy nie zniżali się do tak przyziemnych, zwykłych tematów jak wojna, patrzyli na wieczność, byli ponad tym wszystkim. A w ogóle co to miałoby mieć wspólnego z Rosją? Przez osiem lat staraliśmy się, aby nasze głosy były słyszalne: hej, jesteśmy na wojnie, część naszego kraju jest okupowana, tu codziennie giną ludzie. Upominano nas i pouczano jak uparte dzieci: nie mów o tym, przestań, bądź mądrzejszym, bądź ponad tym.
Rosja od ośmiu lat budowała swoją armię i przygotowywała się do inwazji na pełną skalę, a apetyt rósł. Rosyjscy poeci nadal uparcie spoglądali w wieczność, nie zdając sobie sprawy, jak ich kraj stał się autorytarnym państwem imitującym demokrację, kultywując jednocześnie narrację o własnej wielkości. Ci, którzy nie mogli już sobie poradzić, wyemigrowali i nadal prezentowali rosyjską kulturę jako wysublimowaną rosyjską fasadę. Przypuszczam, że moje słowa nie spodobają się wam, zaznajomionym z najlepszymi świadectwami kultury rosyjskiej. Nie musicie w to wierzyć, tak jak mieszkańcy Borodjanki , Hostomla i Buczy pod Kijowem nie chcieli uwierzyć, że Rosjanie przyszli ich zabić, nieuzbrojonych cywilów, bez powodu, bez przyczyny, bez różnicy. Mężczyźni i kobiety, dzieci i starcy. Zabijaj, gwałć, niszcz. Nie przychodzi mi do głowy żadna metafora, która uczyniłaby te słowa bardziej atrakcyjnymi lub przynajmniej mniej szokującymi.
Metafory nie działają przeciwko ludziom z karabinami maszynowymi. Kiedy twój samochód, którym ty i twoje dzieci próbujecie uciec przed wojną, zostanie przejechany przez czołg, żaden wiersz nie pomoże. Kiedy siedzisz całymi dniami przed zawaloną piwnicą wieżowca i słyszysz w środku krzyki swoich dzieci i wnuków, ale nie możesz ich wydostać, poezja jest nie na miejscu. Wydarzenia te są mocnym materiałem, europejski autor mógłby napisać o nich książkę na wieczność, a którą będzie czytać się w kółko. Ale ktoś, kto sam tego doświadczył, nie napisze tej książki. Ponieważ nikt nie ma siły, by przez to wszystko przejść, a potem tłumaczyć ten ból innym.
Wojna tworzy przepaść między tymi, którzy jej doświadczyli, a tymi, którzy znajdują się w bezpiecznej oddali. Widzę, że z każdym dniem coraz trudniej jest wytłumaczyć osobom z zewnątrz, jak się czujemy my, którzy jesteśmy w środku. A moja potrzeba wyjaśniania czegoś znika. Mówimy językiem, który staje się coraz bardziej niezrozumiały, nie mamy nastroju na poezję. Kiedy twój mąż jest na froncie, część krewnych jest poddawana straszliwej okupacji w obwodzie chersońskim, a inni w obwodzie charkowskim są pod ciągłym ostrzałem; kiedy ciągle trzeba być przygotowanym na kolejny alarm przeciwlotniczy, bo czasem naprawdę przylatuje coś, co zabija – wtedy trudno być wzniosłym. Poezja przybiera wtedy swoje własne formy, jako spontaniczna modlitwa, lament, a nawet przekleństwo przeciwko wrogowi. Te formy poezji są obce współczesnej poezji europejskiej, są funkcjonalne i rytualne, niezwykle istotne w swoich emocjach, niezwykle subiektywne, bardzo żałosne i nietolerancyjne. Trudno być tolerancyjnym wobec wroga, który zabija ciebie lub twoje dzieci. Kiedy zabije jednego, bierze się za następnego. Nie sądzę, że możesz być ponad to.
Obecnie jedna piąta mojego kraju jest czasowo zajęta. I niestety to nie jest metafora. Ludzie z okupowanych terytoriów są zabijani, terroryzowani, deportowani do obozów filtracyjnych w Rosji, rodzice i dzieci rozdzielani, wynaradawiani. Żadna poezja nie ma na to słów. Moja tablica na Facebooku aż roi się od zdjęć niesamowicie pięknych ludzi – mężczyzn i kobiet, rodziców, dzieci, zamordowanych przez Rosję. To nie jest metafora. Facebook blokuje lub usuwa te zdjęcia jako informacje zawierające intymne treści, które mogą zdenerwować użytkowników mediów społecznościowych. Ci ludzie nie urodzili się, by zginąć na wojnie, nie dostali dyplomu ukończenia studiów lub jakiegoś niższego stopnia, by zginąć na wojnie, nie rozwinęli swoich talentów, by umrzeć na wojnie. Utrata tych ludzi rozdziera ziejącą ranę, która pozostaje – w naszych duszach, w naszej kulturze, nauce, gospodarce, przemyśle, społeczeństwie. To nie jest metafora.
Nie znam żadnej poezji, która mogłaby uleczyć tę ranę. Ta wojna zabija nas wszystkich, każdego na swój sposób, chociaż na zewnątrz możemy wyglądać bezpiecznie i zdrowo, ale teraz poruszamy się małymi skokami, nawet na otwartej przestrzeni, głośne dźwięki sprawiają, że drżymy, a nasze małe dzieci, które miały doświadczenie siedzenia w piwnicy pod ogniem, nie płaczą już, kiedy się boją. Nawet najmłodsi wiedzą, że płacz może kosztować ich życie. I to też nie jest metafora.
Wojna wszystko wyjaśnia do tego stopnia, że praktycznie nie ma już miejsca na poezję. Tylko na świadectwa.
Tymczasem nasi rosyjscy koledzy tworzą wzruszającą i głęboką poezję o wieczności, w bezpiecznym miejscu, na emigracji, gdzie nie ma strzelania, mając na uwadze artystyczne podejście i nie rozpraszając się brudem i przeciwnościami rzeczywistości. I ani syrena, ani kule, ani okupant z karabinem maszynowym lub czołgiem nie powstrzymują ich od skoncentrowanej pracy.
Wycieczka pierwsza, wymuszona przez prace na odcinku kolejowym Frankurt nad Odrą – Berlin.
Wracałam z Poznania. Pociąg dowiózł nas do Frankfurtu nad Odrą, dotąd sprzedała mi pani bilet w Poznaniu, a dalej „pojedzie pani sobie regionalnym“, dodała. Czyli w ramach mojej rocznej karty na komunikację miejską w Berlinie, pomyślałam. Od czerwca do sierpnia włącznie można po całych Niemczech podróżować pociągami regionalnymi i komunikacją miejską w ramach tzw 9–Euro-Ticket. A kto ma bilet roczny, jak ja, kupiony za drogie pieniądze, dostanie zwrot różnicy (cena biletu miesięcznego minus 9 Euro) i to przez 3 miesiące.
No więc pojechałam do Frankfurtu, bo dalej pociąg nie jechał. Dalej to chciałam z tym biletem, który miał wszystkich zachęcić do pozostawienia w domu samochodu i do przesiadki na pociąg.
Do jazdy koleją namawiać mnie nie trzeba. Lubię pociągi, dworce, wagony, przesiadki, Wars, opóźnienia, tak, opóźnienia, wagony sypialne, kuszetki, restauracje dworcowe, których coraz mniej…
Podróż pociągiem to dla mie przygoda, często odpoczynek, dobra kawa, stukot kół po torze, krajobraz za oknem, głośny gwizd i jeszcze głośniejsze: „Proszę wsiadać!!!“ konduktora.
Podróż pociągiem to czas dla mnie, który nie stwarza mi wielu możliwości jego wykorzystania, bądź zagospodarowania.
Podróż pociągiem to czas na pewno nie stracony, wręcz odwrotnie, zyskany.
Wysiadłam w nadodrzańskim Frankfurcie i wyszłam na plac przed dworcem, a plac jakby wiedział, że przyjeżdżam z Poznania, już od dawna nazywa się Posener Hof. Nazwa wiąże się z koleją – z Koleją Marchijsko-Poznańską.
Wydawać by się mogło, że droga kolejowa z Poznania do Berlina prowadziła zawsze przez Frankfurt. Nic bardziej mylnego. Wcale nie było tak prosto dojechać z Poznania do Frankfurtu i dalej do Berlina. Jeździło się przez Szczecin, a potem przez Wrocław i dopiero gdy w 1870 roku wybudowano most na Odrze i poradzono sobie z nierównościami terenu, pociągi Kolei Marchijsko-Poznańskiej dojeżdżaly z Poznania do Frankfurtu i dalej. Stąd Posener Hof, który przyjmował podróżnych z Poznania i żegnał tych którzy w tym kierunku zmierzali.
Została nazwa, kilka budynków, aleja platanów i stara lokomotywa.
Pogoda ładna, nie muszę zaraz jechać do Berlina. Pociągów regionalnych i tak nie ma, jest komunikacja zastępcza do Fürstenwalde. Już kiedyś chciałam zobaczyć Wyspę Kozią, nawet w planie była rodzinna wycieczka. Ale chyba dobrze, że wybrałam się sama. Nazwę swoją wyspa zawdzięcza, jak łatwo można się domyśleć, kozom, które nadodrzańscy rybacy wypasali na wyspie, albo karmili je trawą z wyspy. Mostów pewnie nie było, a więc kozy pędzono na wyspę „furtem” czyli brodem.
Gdyby moja mama zobaczyła Kozią Wyspę, powiedzialaby, „widziałam ładniejsze“, a 13-letni wnuk stwierdziłby, że tu nic nie ma. Może mieliby trochę racji w swoim pojęciu ładności i potrzeb.
Wyspa położona jest między odnogą Starej Odry a Odrą główną, z widokiem na drugi brzeg i drugi kraj.
Wyspę można obejść dookoła, na co się zdecydowałam, wędrując ścieżką od wschodniej strony Odry, pozdrawiając rybaków (jednak to chyba byli wędkarze) po drugiej strony rzeki, ocierając się o trzciny, wdychając zapach przekwiłych akacji i hyczki (dla niepoznaniaków – czarnego bzu), oganiając się od puchu kwitnących topól i muszek, i próbując zgadywać, jakie to zioło, przystając, wąchając. Rozpoznałam miętę, podagrycznik pospolity, o którym dosłownie kilka dni temu opowiadała mi sąsiadka, koniczynę, krwawnik, podbiał, babkę lancetowatą. Resztę przeoczyłam, nie znam, nie pamiętam. Hyczka kwitnie na całej wyspie. Pamiętam, jako dziecko zbierałam kwiaty czarnego bzu u cioci w Sośnicy. Najwięcej ich było na starym niemieckim cmentarzu. Po hyczce zakwitała lipa, też niemieckocmentarna. Koszykami przynosiliśmy do stodoły. Wujek rozkładał kwiecie w odpowiedni sposób do suszenia. Pod koniec lata braliśmy wszystkie wysuszone zioła do miasta. O syropie z czarnego bzu i nalewce dowiedziałam się dużo pózniej.
Wyspowa ścieżka prowadzi przez obszar w dużej mierze zachowany jeszcze w pierwotnym stanie, obszar często zalewany wiosną i jesienią, z nierównym brzegiem, poprzecinanym cyplami, wbijającymi się w rzekę. Ścieżka w pewnym momencie dochodzi do ukształtowanej już ręką architekta promenady i otwartego w roku 2003 tzw. Ogrodu Europejskiego. Ogród opowiada o rzece, o jej źródle, biegu, życiu, pracy… Aranżacja ogrodu nie w każdym miejscu mnie przekonywała. Ze ścieżką wśród sitowia nie może się równać. Plac zabaw bardzo ciekawy, prawie pusty. Obok duży plac z dmuchaną zjeżdżalnią dla dzieci, wata cukrowa, piwo i jakieś kiełbaski, a do tego z głośników Cała naprzód Heleny Fischer (Volle Kraft voraus). Gdy opuszczałam wyspę, zeszłam jeszcze raz do ścieżki, tej dzikiej, wśród trzcin i sitowia. Zaczęła kukać kukułka. Za mąż już nie wyjdę, skorzystałam więc z tej drugiej wróżby, wróżącej długie życie, bo kukułka nie przestawała kukać.
Do dworca wracałam częściowo szlakiem Heinricha Kleista. Doszłam do byłej szkoły garnizonowej, gdzie mieści się Muzeum Kleista. W ogrodzie znajduje się kopia krzyża nagrobnego przyrodniej siostry Kleista, Ulriki (1774 –1849), oryginał płyty nagrobnej Christiana Ernsta Martiniego (1762 –1833), nauczyciela domowego Kleista, kopia płyty nagrobnej Heinricha von Kleista z Berlina. Oryginał z 1862 roku stał do 1936 roku w miejscu jego samobójczej śmierci i pochówku nad jeziorem Kleiner Wannsee, w Berlinie. Z okazji Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku nacjonaliści próbowali podpisać się pod twórczością Kleista, usunęli nagrobek, a wersy żydowskiego poety Maxa Ringa (Żył, śpiewał i cierpiał / W ponurych, trudnych czasach, / Szukał tu śmierci / I znalazł nieśmiertelność) zastąpili cytatem z samego Kleista, Teraz, o nieśmiertelności, jesteś cała moja.
Po gruntownej renowacji jesienią 2011 roku na nagrobku (tym przy Wannsee) napis jest po obu stronach. Na froncie ponownie umieszczono cytat Maxa Ringa, na tylnej stronie kamienia widać stary napis, a do nazwiska poety dodano nazwisko Henriette Vogel, współtowarzyszki Heinricha w śmierci z wyboru.
Wróćmy jeszcze do Frankfurtu. Domy Heinricha Kleista i jego narzeczonej Wihelminy nie przetrwały bombardowań drugiej wojny światowej. Przy Forstsrasse 1 do dzisiaj stoi odrestaurowany dom historyka Carla Renatusa Hausena, na którego wykłady uczęszczał młody Kleist. O byłym cmentarzu przykościelnym w parku przy kościele św. Gertrudy przypominają dwa zachowane do dziś pomniki nagrobne. Pomnik nagrobny profesora uniwersytetu Joachima Georga Darjesa (1714 -1791) i jego żony Marty Friderici Reichardt jest dziełem słynnego berlińskiego rzeźbiarza Johanna Gottfrieda Schadowa. Melchior Kambly jest autorem pomnika upamiętniającego Ewalda Christiana von Kleista (1715 –1759), stryjecznego dziadka Heinricha, który zginąl w bitwie pod Kunnersdorfem (dzisiejsze Kunowice). Sto lat po śmierci Heinricha Kleista Gottlieb Elster upamiętnił dramaturga rzeźbą, przedstawiającą siedzącego na cokole młodzieńca, który w lewej ręce trzyma lirę. Jego prawa ręka spoczywa na cokole, a wzrok skierowany jest w dal. Na froncie cokołu znajduje się napis Dem Andenken Heinrichs von Kleist (Pamięci Heinricha von Kleista), a nad nim okrągły medalion z wizerunkiem głowy poety. Na bokach pomnika znajdują się płaskorzeźby przedstawiające sceny z dramtów Kleista. Do parku Kleista nie dotarłam, choć to również były cmentarz, na którym pochowana została przyrodnia siostra Heinricha, Ulrike von Kleist. Jej nagrobek zaginął, a uproszczona wersja nagrobnego krzyża, o czym już wspominałam, znajduje się przed muzeum.
Plany budowy kolei między Frankfurtem a Berlinem powstawały dopiero 20 lat po śmierci Kleista. Od roku 1842 zaczęły jeździć pociągi do Berlina. Jeszcze później wybudowano most na Odrze i połączono oba miasta targowe, nadodrzański Frankfurt i Poznań koleją żelazną.
W trakcie budowy linii kolejowej Poznań – Frankfurt konieczna była przebudowa i rozbudowa stacji kolejowej. Linia z Poznania otrzymała własną część stacji, na wschód od głównego budynku dworca.
Szkoda, że w ramach 9–Euro-Ticket nie można ze sobą zabrać roweru. Ale może i dobrze. Prawdopodobnie pociągi pękałyby w szwach od ilości przewożonych jednośladów.
Sam 9–Euro-Ticket napełni pociągi podróżnymi ciekawymi świata.
Taka była wycieczka pierwsza. Dalsze na pewno nastąpią.
Rok temu nie było nas na urodzinach Wiktorii Korb, ale chyba nie miała nas wtedy jeszcze jak ugościć. Poziomki dopiero się zadomowiały, a kamieniarz wykuł dopiero co litery i słowa. Błyszczą obsypane złotem, pod datami, imieniem i nazwiskiem jest jeszcze jedno bardzo ważne złote słowo: PISARKA To wtedy powstała ta chyba nigdzie nie zmieszczona notatka.
U Viki w ogrodzie rośnie coraz więcej poziomek. Pchają się wszędzie. Ciekawe, czy wiosną będą znowu dojrzewać. Jest zielono, ale mało kwieciście. Z Viki tak naprawdę zaprzyjaźniłam się po jej śmierci. Znałyśmy się wcześniej, ale dopiero teraz często ją odwiedzam. Ten nowy adres, ten na wieczność, jest dość blisko mojego miejsca zamieszkania. Lubię ten cmentarz. Przejrzysty, z katakumbami. Mówią o nim cmentarz artystów. Jeżeli Joseph Beuys miał rację, to leżą tu sami artyści, bo artystą jest przecież każdy. To taka przyjaźń w jedną stronę. Nie byłoby śmierci, nie byłoby przyjaźni. Pewnie, że jestem w lepszej sytuacji. Wybieram kwiaty, które lubię, odwiedzam, kiedy chcę, odchodzę, kiedy chcę. Dopiero niedawno skończyłam czytać twoją pierwszą książkę. Lubię tu przychodzić. Gdy dowiedziałam się o tym, że mam raka, też tu przyszłam, z córkami, wnukami. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciastko. Z wnukami gonilismy wiewiórki. Wiktorii Korb tu jeszcze nie było. Była już Marlena Dietrich, Helmut Newton, Yaneck, Ferruccio Busoni, MichaelSchoenholtz, Ulrich Gressieker… byli inni. Teraz jest tu Viki, pisarka.
Wiktoria Korb skończyła 11 czerwca 2022 roku 77 lat, albo skończyłaby, jeżeli w niebie liczymy lata od początku. Fejsbuk przypomniał o urodzinach Viki, bo fejsbuk, od kiedy się pojawił, stał się nieśmiertelny. Wprosiłyśmy się trochę na twoje urodziny. No bo jak byś miała nas zaprosić? Ale znaki dawałaś. Przypuszczałyśmy, że nas nie ugościsz, kawę i ciacho wzięłyśmy ze sobą. A tu takie miłe zaskoczenie. „Stół“ zastawiony, aż się uginał.
Najpierw uczta dla oczu, a potem modły dziękczynne do stwórcy, za to, że oprócz wielu rzeczy, które stworzył, jedne z najpiękniejszych są poziomki.
Chmiel na bezsenność rezeda na nerwy tymianek na nieśmiałość chrzan co leczy chore korzonki to wszystko tak dużo że mało gdybyś nie stworzył poziomki, pisał Jan Twardowski.
A więc najpierw uczta dla oczu, potem dla ciała. Lepszego terminu na urodziny, nie mogłaś sobie wybrać, zresztą nie ty wybierałaś. Wszystko kwitnie, dojrzewa. Właściwie już lato, choć to późna wiosna. Już rok temu zauważyłam, że obok miejsca, które wybrałaś sobie na wieczność, albo wybrano je tobie, zakwitają poziomki. Jedną ci wtedy podarowałam, po prostu przesunęłam ją bardziej w twoim kierunku.