Sąsiedzi 20 (koniec)

Teresa Rudolf

Ich troje…

Filomena patrzyła smętnie przez okno, nawet  już zgubiła poczucie czasu, jak długo siedzą wszyscy pozamykani w  tych swoich klateczkach. Nieraz myślała, jak przedziwnym fenomenem jest wiedzieć, że dotyczy to całego świata, można śledzić  to przecież w wiadomosciach TV, lub w internecie. Szczególnie dziwne wrażenie zrobiło na niej  to “Zostań w domu” na  wideo z  Indii, gdzie normalnie ulice to tłum ludzki, jak płynąca, kolorowa rzeka, nierzadko wychodząca poza brzegi, a na filmiku widoczne jest osiedle skladające się z mnóstwa identycznych, szarych bloków z balkonami, a na każdym mnóstwo ludzi (pewnie okolo dwudziestu osób z malymi dziećmi, wszystkie generacje), przy całkiem pustych ulicach. Jak uda się taki kraj zamknąć w domach? Wszyscy coś wykrzykują do siebie równocześnie z różnych balkonów, śmieją się głośno, opowiadając chyba kawały, gdyż słychać w tym samym momencie śmiech tysięczny, jak w ogromnym teatrze, na super komedii, albo na jakimś wielkim party. Niesamowite, pomyślała wtedy z niepokojem, co może się jednak dziać wewnątrz tych mieszkań, przy tak przeogromnej masie ludzi? Czytała przecież, że izolacja zamkniętych” klatek rodzinnych” sprawia, że nawet w normalnych rodzinach często dochodzi do eskalacji niebywałej agresji, cierpią najbardziej dzieci, no i też jak zwykle kobiety. Wiadomo, pomyślała ironicznie, stworzenia pozbawione nadwyżki testosteronu.

Filomena odeszła od okna. Była już po śniadaniu, trzymała w ręku kubek z pachnącą, mocną kawą. Siadła do swej zawodowej pracy przy komputerze.
Ciekawe, że jej praca niczym nie różniła się od tej, jaką wykonywała jeszcze przed “Coroną”, gdyż miała samodzielną firmę i zawsze pracowała z domu, wykonując jako ekonomistka różne finansowe zestawienia dla wielu firm.
To co różniło zasadniczo czas teraz od poprzedniego okresu przed pandemią, to dużo mniej zamówień, gdyż niektóre firmy zawiesiły zupełnie działalność, inne pracowały na tak “małym płomieniu,”, że niewiele mogła zarobić. Kiedy zrobiła też analizę własnych finansów, po raz pierwszy poczuła prawdziwie gęsią skórkę. Co będzie dalej z krajem, co będzie ze mną?

Jakże daleko odpłynęły inne sprawy, z przymrużeniem oka zobaczyła swoje kiedyś krótkie zauroczenie sąsiadem z trzeciego piętra, Lesiem, lub też swoją antypatię zaszczepioną prawie od urodzenia przez rodziców, do pani Klary. Teraz okazało się, że rodzice mają wszędzie jakąś Klarę i permanentnie, konsekwentnie próbują ją z korzeniami  z ich otoczenia wyrwać. Nie mogła opanowac uczucia złosci, wstydu i smutku myśląc o nich. Ostatnimi laty oddaliła się znacznie od nich, widząc ich wrogie nastawienie do ludzi. Nieraz próbowała z nimi na różne tematy porozmawiać, niestety, zaczęły się, jak zwykle, wrzaski, przede wszystkim ze strony  matki, uniemożliwiające jakąkolwiek spokojną rozmowę.
– O Boże, toż to kompletna przekupa, jak z Kleparza, myślała Filomena z uczuciem wstydu i smutku, muszę bardzo uważac, co od niej przejmuję, ale, przyznawała sama przed sobą, jak na razie, bez dłuższego namysłu, było to jedynie… lepienie pierogów.
– Oj, teraz mam dużo czasu, by lepiej poznać samą siebie, czego ja tak naprawdę jeszcze chcę – powiedziała cicho do samej siebie.
~~~~
Klara spała dziś dlużej niż zwykle, jakoś tak nie mogła za dobrze w nocy… Już była 11, wcześniej wstała tylko na krótko do nakarmienia kotów.
Jak na razie Salomon przebywał dalej u niej, gdyż Lesio wcìąż nie mógł się sam nim zajmować, a z Reginą na pewno się nie polubią, myślała.
Wprawdzie spotkały się raz zamaskowane na schodach i o dziwo  kobieta ta, po raz  pierwszy powiedziała łagodnie “dzień dobry” i dodała: “gdyby Pani czegoś ze sklepu potrzebowala, niech Pani zadzwoni, to żaden kłopot  dla mnie”. Klara ze zdumienia wykrztusiła tylko dzień dobry, dziękuję Pani, i poszła do windy, gdy Regina tymczasem szybko zbiegała schodami.
Dzisiaj Klara była w nie najlepszym nastroju, nie mogła otrząsnąć się po śnie, w którym to Jerzy powiedział: “już te moje maki były kiczem, zostaw to malowanie, bo to jest jeszcze gorsze!!!!
Kiedy obudziła się zlana zimnym potem, poczuła okropny żal do niego myśląc: “nawet we śnie mnie krytykujesz?”
I po tylu latach przypomniala sobie teraz, że przecież kiedyś robił to bardzo często, przy byle jakiej okazji. Doszło do niej, że poprzez nagłą jego śmierć, stłumiła wiele niemiłych wspomnień o nim, całe lata go idealizowała i cierpiała z powodu utraty tego jedynego wtedy bliskiego czlowieka.
Poza nim nie miała  nikogo, żadnej rodziny dalszej i bliższej. Nie mogła pozbierać tych irytujących  myśli o sobie.
– Oj, teraz mam dużo czasu, by lepiej poznać samą siebie, czego ja tak naprawdę jeszcze chcę, powiedziała cicho do samej siebie.
~~~~~~
Lesio czuł się coraz bardziej niezręcznie w stosunku do pani  Klary. Opiekowała się bowiem jego kotem Salomonem od conajmniej czterech tygodni. Był pewien, że robiła to z takim samym ciepłem i  zaangażowaniem jak w stosunku do swej kotki Salci.  Ale w gruncie rzeczy była to dla niego obca kobieta, starsza sąsiadka, której czasem nieżle zaszedł za skórę swoją arogancją i sarkazmem .
Dziś wstydził  się tego, nigdy nie przyszłoby mu kiedyś do glowy, że to właśnie ona będzie mu pomagać, w jednej z najważniejszych dla niego spraw, opiece nad czteronożnym  pupilem. Wiedział, że tylko ona może to dobrze zrobić, gdyż od lat ma do czynienia przecież z jego siostra, miniaturką.
A Regina przed laty  bardzo dokuczała Salomonowi, wyraźnie będąc zazdrosną o niezrozumiałą dla niej  więź emocjonalną między Lesiem i jego kotem. Czuła się mniej ważna, mniej kochana, mniej warta jego uczuć, tak mu to właśnie w ostatniej, tysięcznej już awanturze wyjaśniła, dodając “nawet teraz, kiedy tu te parę godzin przebywał, wróciło natychmiast to moje dawne straszne uczucie, chociaż go po prawdzie nawet trochę lubię”.
Lesio poczuł nagle smutek i żal do obojga, co zrobili z tak wielkiej kiedyś miłości. Zobaczył z  uczuciem wstydu nagle cały swój wklad w jej zazdrość, w Stanach była bardzo samotna, a po powrocie do Polski nigdy nie potwierdzał prawdy, że jest mądrą i atrakcyjną kobietą….
Ale znów wrócił myślami do Klary, z uczuciem wdzięcznosci i pytaniem do siebie, co mógłby dla niej w przyszłosci zrobić. I nagle już wiedział!
Wziął słuchawkę do ręki i zadzwonił do niej.
– Pani Klaro, nawet nie wie Pani jak jestem wdzięczny Pani za opiekę nad Salomonem, tak chcialbym, kiedy już tylko będzie to możliwe, jakoś konkretnie się zrewanżowac. Na przykład Pani odpoczęłaby gdzieś od obu kotów, mogłaby gdzieś może wyjechać, kiedy już wszystko uspokoi się z tą epidemią, te wszystkie ograniczenia itd, możemy też otworzyć taką wspólnotę sąsiedzką, na przykład mogłaby Pani czasem na weekend też Salcię do nas podrzucać. Aaaa Regina? Ona się zmieniła, nie będzie problemu,  też na pewno się ucieszy. Długo była jedynie cisza w słuchawce, zanim usłyszał głos Klary: “dziś akurat myślałam, że muszę coś w moim życiu zmienić, pomyśłam więc, że zacznę od skorzystania z Pana propozycji i jak już to będzie możliwe, pojadę wreszcie do Sanatorium, od lat domaga się tego mój kręgosłup. Złożę wniosek o skierowanie… bardzo Panu dziękuję, życzę dalszego powrotu do zdrowia”.
Po rozmowie tej Lesio, pomyślał, że właśnie dzięki pomocy Reginy czuje się coraz lepiej, robi  szybkie postępy w poruszaniu się już bez kul, lasek itp.
Będzie dobrze, jest Reginie tak bardzo wdzięczny, ach, gdyby nie te wszystkie kobiety…
Do ostatniej pracy już nigdy nie wróci, nie chce już nikogo śledzić i sam być śledzony. Makabra!!!
Ciagle nie wiedział, komu się tak naraził, że omało nie stracił życia, lub mógłby zostać do konca życia kaleką.
Zyskał życzliwe dwie “dawne-nowe” sąsiadki, które tu przecież od zawsze mieszkały. Ależ to wszystko nieźle skomplikowane, myślał.
– Oj, teraz mam dużo czasu, by lepiej poznać sam siebie, czego ja tak naprawdę jeszcze chcę, powiedział  cicho do samego siebie.
~~~~~
Filomena wyjrzała przez okno i pomyślała: “musi kiedyś być wreszcie  dobrze i tego się właśnie  trzymam”.
~~~~~
Klara wyjrzała przez okno i pomyślała: “musi kiedyś być wreszcie dobrze i tego się  właśnie trzymam”.
~~~~~~
Lesio/Lesław wyjrzał przez okno i pomyślał: “musi kiedyś być wreszcie dobrze i tego się właśnie trzymam”.

Koniec

3 thoughts on “Sąsiedzi 20 (koniec)”

  1. happy end? alez to niemozliwe!
    dlatego tez dziekuje i czekam na ciag dalszy tej stawki wiekszej niz zycie w epoce pandemii;

  2. Dziekuje rowniez Panu, Tiborze!
    Za mile towarzyszenie…
    😍😍😍😍😍
    T.Ru

  3. Na koniec, chcialabym sie jeszcze podzielic dodatkowym
    pieknym utworem Tonci Hulijc’a:

    T.Ru

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.