Spotkania z Księciem Ciemności 1

Ksawery Kopański

Historyjka, którą chcę wam przedstawić, opiera się – jakby na parze filarów – na dwóch paradoksach. A wiadomo, że żaden stół ani żadne krzesło na dwóch nogach w pionie się nie utrzyma. Dlatego nie dziwcie się, jeśli moja gawęda co i rusz fiknie na ryj. Rzecz jasna: są i tacy, którzy stoją pewnie na dwóch nogach. Ale nasza klechda dotyczy akurat czworonogów, więc to żaden argument.
Paradoks pierwszy: diablę, o którym opowiem, choć z piekła rodem, przynosi ze sobą samo najlepsze. Jak to robi? Nie mam pojęcia.
Paradoks drugi: właściwie to ja jestem od dziecka zaprzysięgłym psiarzem. Koty lubię, szanuję, podziwiam i tak dalej; świadczy o tym zresztą choćby niniejsza opowiastka. Ale gdyby postawiono mnie przed twardym, bezalternatywnym wyborem, bez wahania wybrałbym psa. Tym razem – szczęśliwie – nie muszę wybierać.

*****

Książę Ciemności nie był nim od początku. Gdy pojawił się jakiś czas temu w mojej okolicy, wyglądał jak wypłosz: drobny, zagubiony i przerażony. Na małym ciałku Kreator osadził wielką głowę, z której spoglądały jeszcze większe, intensywnie zielone, trochę smutne, a trochę zaciekawione, oczyska. Typowe kilkumiesięczne kocię. Tyle, że uroczo intensywnie czarne. Na boku blizna po sporej ranie: już wygojonej i po części obrośniętej futerkiem.
Skąd się wziął? Co dotąd przeżył? Nie wiadomo. Dlaczego wybrał naszą posesję? To akurat oczywiste. Dom zamieszkany jest przez osiem rodzin, więc szansa, iż ktoś pomoże, spora. Niby miasto, ale okolica o wiejskim charakterze: przy domu cała masa komórek, bud, szopek. Łatwo znaleźć jakiś ciepły i bezpieczny kąt. Wypłosz nie zawiódł się w swych rachubach. Raz ten, raz inny mieszkaniec dom rzucał mu coś do jedzenia, brał na ręce, pogłaskał. A menda jedna potrafiła się przymilić, oj potrafiła!
Przez chwilę zagościła w mojej głowie myśl, aby go po prostu wziąć do siebie. Niestety: mam już sześcioletnią sunię, która w młodości cięta była na koty, że hej. Trochę się tego bałem. Poza tym tryb życia, obowiązki zawodowe – cała ta dolegliwa proza życia – wykluczały możliwość zaopiekowania się znajdką.
Głównymi opiekunami stało się przeto jedno z małżeństw moich sąsiadów. Nie przepadamy za sobą nawzajem, nawet się do siebie nie odzywamy (stara historia; ech, szkoda gadać…), ale lojalnie muszę przyznać, iż wobec czarnego wypłosza zachowali się bardzo ładnie. Regularnie go karmili, a on nocował głównie w ich komórce.
Kropka, nasza ukochana sunia, jest trochę samotna. Ma co prawda dwoje zakochanych w niej starych dziwaków, czyli moją Żonę i mnie, ale to jednak nie wszystko, co małemu pieskowi do szczęścia potrzebne. Łatka (nie była jej biologiczną matką, ale ją wychowała i wychuchała) z którą Kropka była mocno zżyta, dwa lata temu, po siedemnastoletnim pobycie na tym łez padole, przebiegła po tęczowym moście…
Od tego czasu Kropka jest samotna, choć, jak wspomniałem, ma nas. Kropka jest samotna, a czarnuch – uroczy. A może zaryzykować? Jeśli nie domownik, to chociaż kolega do zabawy „na przychodne”?
Pierwsze wizyty kiciuś spędził wyłącznie w moich ramionach, sycząc na Kropkę, która z kolei intensywnie go obszczekiwała: nie ze złości, lecz z dezorientacji. Ale potem, stopniowo, było coraz lepiej. Po jakimś czasie oba zwierzątka radośnie bawiły się, z zapałem turlając razem już to po łóżku, już po podłodze. W tym czasie mały kiciuś wyrósł na pięknego, dużego kota. Czarnego z zielonymi oczyma – o takim zawsze marzyłem. Zaczął też przybierać na wadze. Ale w taki sposób, iż przez chwilę myśleliśmy z Żoną, iż chyba jednak jest kotką, która, jak to się mówi, zaciążyła.
Co teraz? Kto się zajmie tą sprawą? Czy sąsiedzi staną na wysokości zadania?
I wtedy zdarzyło się nieszczęście. Kot(ka) zniknął(ęła). Jeden dzień, drugi… Rozpacz w całym domu, bo wszyscy już zdążyli go (ją) autentycznie polubić. Po czterech dniach sąsiadka – ta, z którą od kilku lat nie rozmawiam – z radością oznajmiła mi na korytarzu, że jest, wrócił! Murzyn jeden! Ciąża? Nie, to kot; przytył po prostu.
Od tego czasu piekielny osobnik ma wolny wstęp do naszego mieszkania. Zazwyczaj podczas spaceru, jaki odbywam z Kropką, przyłącza się do nas i wchodzi z nami „na pokoje”. Nie pyta o pozwolenie. Wchodzi jak na swoje. Z uniesionym dumnie ogonem.
Cała jego czarna sylwetka woła: „Jam jest Książę Ciemności”! Zostaje u nas, ile chce.
Siada, gdzie mu się podoba. Bawi się z Kropką. A potem odchodzi do swych kocich spraw. Drań wie doskonale, co mu wolno i dlaczego. Zna swą wartość.


Ale, formalnie rzecz ujmując, to jednak nie nasz kot, tylko sąsiadów, którzy nazywają go Murzynkiem lub Bambusikiem, a po wspomnianym czterodniowym gigancie wyposażyli go w czerwoną obróżkę z dzwoneczkiem. Czerwień – owszem – dobrze się komponuje z czernią futerka w infernalną, czarcią całość. Ale ten dzwoneczek? Tragedia! Nie zdejmiemy go jednak, bo przecież ostatecznie – to nie nasz kot.

Ale taki układ nam odpowiada. Maksimum przyjemności z wizyt Księcia Ciemności i minimum zobowiązań. Wyjada co prawda cały pokarm Kropce (sąsiedzi, rzecz jasna, też go karmią) – przy całkowitej skądinąd akceptacji zacnej suni – ale to nie problem, stać nas na dodatkową puszkę.
Tyle tylko, że trzeba zachowywać zasady ścisłej konspiracji. Wolę, żeby sąsiedzi nie wiedzieli o jego odwiedzinach, bo trudno przewidzieć, jak by zareagowali. Nikt go co prawda do niczego nie zmusza – przychodzi kiedy chce i wychodzi, gdy ma ochotę – ale jednak lepiej nie ryzykować. Dlatego, choć pięknie tam wygląda, staram się, żeby nie przesiadywał na parapecie okiennym. Przynajmniej dopóki jest jasno.


Ufff… Mamy załatwione to, co niezbędne. Ekspozycja wykonana, akcja opowieści zawiązana. Czekajcie więc, jeśli taka Wasza wola, na kolejne odcinki opowieści o moim życiu z Księciem Ciemności.

3 thoughts on “Spotkania z Księciem Ciemności 1”

  1. Przepiekna historia o przepieknym kocie, blizniaku mojej Lili, czekam na dalej….😍❤💚
    Teresa Rudolf

  2. W takim razie moja corka w Danii ma Księcia Rudego. Wygląda jak mały jaguar. W dzięn przesiaduje w domu a wnocy wymyka -chyba na polowanie, Od maja ubiegłego roku dzieli wielka chałupę z nowym pieskiem ( taki Hadziko z filmu z Ryszardem Gere) i ni jak nie moga się zgodzic Fajnie obserwowac jak walcza o terytorium i jak się komunikuja. Sa chwile zabawy, kiedy Książe Rudy “mówi” do pieska ” słuchaj szczeniaku, bo jak cie pacne pazurem, to ci tą piękną lisia mordke uszkodze i jak pies z kotem żyja sobie pod jednym dachem. Z przyjemnościa więc czytam takie opowiastki, historie, bo zwierzaki mnie rozbrajaja i uszczęśliwiają.

Leave a Reply to Anonymous Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.