Fińska lekcja

Jarosław Suchoples

W ostatnich dniach przez polską prasę przetacza się dyskusja o tym, jak to możliwe, że Finlandii premierem została 34-letnia kobieta, a większość członków jej gabinetu to również panie. Wśród głosów zdziwienia lub zachwytu nie znalazłem jednak właściwie niczego, co tłumaczyłoby polskim czytelnikom w sensowny sposób ten fiński, a w nieco szerszym kontekście północnoeuropejski fenomen.

Dlaczego więc w Finlandii 34-letnia kobieta na czele rządu to nic dziwnego (nic dziwnego dla Finów)? Polscy dziennikarze właśnie po raz kolejny odkryli Amerykę. I nie bardzo wiedzą, jak to odkrycie wytłumaczyć. Próbują konstruować swoje teksty albo w oparciu o biadolenie, że na szczytach władzy na świecie za mało jest kobiet, a Europa Północna to chlubny wyjątek (niestety, nie tłumaczą, z czego się ten wyjątek wziął), albo wpisują się w feministyczną narrację o tym, że świat jest zbyt mało kobiecy, tylko akurat na północy Europy jest bardziej kobiecy (i też nie tłumaczą dlaczego).

No właśnie, dlaczego światem Europy Północnej, bardziej niż gdzie indziej, rządzą kobiety? Odpowiedź jest jednocześnie prosta i skomplikowana. Najkrócej można by powiedzieć – “historia (i geografia, i klimat), głupcze!”

Zacznijmy od historii, trwających dziesiątki, a nawet setki lat procesów emancypacyjnych. Gdy w XVI wieku do władzy w Królestwie Szwecji, którego częścią Finlandia była wtedy, doszedł Gustaw Waza, skoncentrował się on na ugruntowaniu swej władzy monarszej,  założeniu dynastii i umocnieniu państwa, które dzięki temu nie mogło już stać się łatwym łupem zaborczych sąsiadów (brzmi znajomo, co?) Po to, by mieć pieniądze na utrzymanie dworu, administracji i armii, król przeszedł na luteranizm i skonfiskował majątek kościoła. Pastorzy stali się z czasem urzędnikami państwowymi, których państwo wynagradzało, ale i od których wymagało. Wymagało między innymi transmitowania do głów ludu bożego (wolnych chłopów – Szwecja i Finlandia nie znały pańszczyzny) treści zgodnych z programem państwa, a był on na wskroś pragmatyczny: czasy wikingów się już dawno skończyły, lud boży ma pracować, wystrzegać się pijaństwa, złodziejstwa i wszelkiego występku, przestrzegać prawa i płacić podatki.

W zamian władca otaczał poddanych opieką, tworząc sprawnie funkcjonujące państwo, co leżało i w jego interesie, i w interesie poddanych (zapewniał porządek prawny, spokój wewnętrzny, udział we władzy ustawodawczej i możliwość szybkiego wzbogacenia się poprzez udział w łupieżczych wyprawach wojennych, których ofiarą w wieku XVII stała się również Polska, ale przecież strach przed szwedzkim orężem znali też Duńczycy, Rosjanie, Niemcy, a nawet Czesi). Królowie, opierający swoją władzę na wsparciu otrzymywanym od stanu trzeciego, mogli pokusić się zarówno o złamanie potęgi arystokracji (z czasem stała się ona bazą warstwy urzędniczej, korzystającej nadal ze swego bogactwa, wykształcenia i ogłady, ale pozbawionej już władzy politycznej), jak i próbę stworzenia przynajmniej regionalnego mocarstwa. Niejako przy okazji chłopi i mieszczanie również korzystali z  wolności. Jedni lepiej, inni gorzej, jedni wykorzystując nadarzające się okazje, a inni tracąc je lub przeoczając, ale czyniąc to na własny rachunek i odpowiedzialność.

Tutaj dochodzimy do pierwszego warunku emancypacji kobiet z północy kontynentu. Skoro chłopska rodzina musiała się na własny rachunek utrzymać na gospodarstwie, którego ziemia specjalnie urodzajna nie była, a warunki klimatyczne (długie zimy) nie rozpieszczały, to stała ona przed prostym wyborem: albo wszyscy razem pracujemy po to, żeby razem przeżyć, albo razem zginiemy, jeśli zaczniemy “wydziwiać”, np. dzielić prace na męskie i kobiece. Mróz i głód nie zapytają czyś mężczyzną, czy kobietą. Spiżarnia musi być przed zimą pełna, dom zaopatrzony i wyremontowany, a kto to zrobi (lub nie), to już Wasza sprawa.

Wojny prowadzone przez Szwedów i Finów (tak, tak, szwedzka kawaleria składała się głównie z Finów, którzy na swoich małych, a silnych koniach siali, tak jak niegdyś Mongołowie, popłoch w szergach przeciwników) kosztowały jednak życie wielu ich żołnierzy, a ubytek ten w słabo zaludnionym Królestwie Trzech Koron trudny był do zrekompensowania. Mąż ruszał na wojnę, żona i dzieci zostawały same. Czasem na wiele lat, a czasem na zawsze. To ona musiała przejąć wszystkie obowiązki, nakarmić rodzinę i zapłacić podatki. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że falę funkcjonalnej emancypacji Szwecja, a wraz z nią Finlandia praktykowała przez całe stulecia, począwszy od wieku XVI, podzas gdy reszta Europy miała z nią do czynienia dopiero w wieku XIX, w epoce napoleońskiej (ok. 25 lat) i w wieku XX, w czasie I wojny światowej (4 lata).

Przejście ziem fińskich w roku 1809 pod panowanie rosyjskie nie oznaczało zerwania z dotychczasowymi schematami. W Finlandii nadal obowiązywało szwedzkie prawo, a kraj cieszył się autonomią, która szczególnie po 1863 roku zataczała coraz szersze kręgi. Przydał się tutaj bardzo zależny od państwa (również od Cesarstwa Rosyjskiego) kościół luterański. To w oparciu o jego struktury stworzono efektywny system wiejskiej edukacji (w kraju, gdzie miast prawie nie było, można w zasadzie uznać go za system edukacji narodowej). To wiejski pastor organizował szkołę i uczył dzieci. Religii również, ale przede wszystkim pisania, czytania i podstawowej wiedzy o świecie. Z czasem, po sieci szkół elementarnych, zaczęto tworzyć sieć szkół średnich. Zwieńczeniem systemu było istnienie znakomitego Uniwersytetu Helsińskiego, kuźni kadr administracji kraju, który był oczkiem w głowie wielkich książąt Finlandii, czyli carów Rosji.

Ludzie, którzy umieją czytać, muszą mieć co czytać. I co robić. Nie dziwi więc eksplozja fińskiej prasy, dla kobiet i mężczyzn, rozwój klubów i stowarzyszeń, a wreszcie partii politycznych. Wszędzie tam fińskie kobiety były aktywne w zasadzie od samego początku. Przy tym miały one, moim przynajmniej zdaniem, pewną przewagę. Wciąż było ich więcej. Mężczyźni wędrowali często za pracą, chociażby do pobliskiego St. Petersburga. Nierzadko też emigrowali za ocean, pozostawiając rodziny. I znowu to kobiety musiały stawić, często samotnie, czoła życiowym wyzwaniom. Nic więc dziwnego, że symbolem fińskiej kobiety są jej niezliczone klucze i kluczyki od drzwi, szaf i szuflad całego domostwa. To ona zań odpowiadała. A mąż? Nawet jeśli wrócił, to i tak nie wiedział, gdzie i co się znajduje, a poza tym, to nie on już w domu rządził. W domu był gościem i to nieraz kłopotliwym (ach to pijaństwo i skłonność do przemocy!)

Czymś naturalnym było więc, że kiedy w 1906 roku przeprowadzono reformę parlamentu i systemu wyborczego, kobiety uzyskały w Finlandii prawo do wybierania posłów i prawo bycia wybieranymi jak posłanki. W pierwszym powołanym według nowych zasad parlamencie było ich 19, to znaczy 9,5% ogółu posłów. To był rok 1907. A później już poszło… Jeszcze nie w okresie międzywojennym (wtedy kobiety działały w partiach politycznych i w parlamencie), ale jakieś 25-30 lat po II wojnie światowej już tak, i to nie tylko coraz aktywniej w polityce, ale i w biznesie. Przyszedł czas na pierwsze kobiety ministrów, przewodniczące parlamentu i piastujące urząd prezydenta czy prezesek i członkiń zarządu dużych firm. Dlatego powołanie Sanny Marin na stanowisko premiera rządu to najnaturalniejsza sprawa pod słońcem. I chyba tylko w tak bardzo zajętej sobą Polsce może to stanowić sensację.

Jej premierostwo to również egzemplifikacja fińskiego pragmatyzmu i koncepcji społeczeństwa. Przecież pięcio i pół milionowy naród nie może zrezygnować z połowy, z grubsza rzecz biorąc z połowy, talentu, pracowitości i poświęcenia swoich obywateli (przepraszam, obywatelek). Nie może też powiedzieć połowie z nich, że są gorsi albo że się do czegoś nie nadają. W państwie, którego fundamentem są dwie zasady: poszanowanie prawa i bezwględna równość wszystkich jego dzieci, to po prostu niemożliwe. Czasem wydaje mi się, że ta równość, to jakiś fetysz Finów, ale chyba lepiej tak, niż jakieś dziwaczne podziały na pierwszy sort i inne, panów i chamów, patriotów i zdrajców itd.

Chyba dlatego Polacy Finlandii mogą zazdrościć (przynajmniej niektórzy). Jednak trzeba mieć świadomość, że w Polsce szybko drugiej Finlandii czy Szwecji dla kobiet i wszystkich innych jej mieszkańców nie stworzymy. Najpierw musielibyśmy przekształcić w ekspresowym tempie nasz katolicki kościół w instytucję służącą państwu na wszystkich frontach (kościół luterański jako element systemu obrony państwa – zgrabny temacik na zupełnie inną pogadankę; inną, ale jakby nie do końca), stworzyć rozsądny system edukacji i nie “reformować” go co 4 albo 8 lat, i jeszcze mieć rządy, których absolutnym priorytetem byłoby umacnianie praworządności w kraju i świadomości prawnej wśród jego obywateli oraz koncepcji równości, równości wobec prawa i siebie nawzajem z żelazną konsekwencją, nieznającą albo prawie nieznającą wyjątków. Pewnych spraw nie przeskoczymy. Trzeba je w mozole przerobić i przetrawić. I chociaż dzisiaj wszystko dzieje się dużo szybciej niż w XVII wieku, to wciąż mówimy o czasie liczonym nie w latach, a w pokoleniach. Równość płci nigdy nie była w Finlandii czy w ogóle w Europie Północnej celem samym w sobie. To “tylko” efekt pewnej drogi rozwoju państwa i społeczeństwa. Tylko tyle i aż tyle. To trochę jak z hokejem. W 1976 roku w czasie mistrzostw świata w Katowicach Polska grała z Finlandią dwa razy. Było 3:3 i 5:5. Dzisiaj Finlandia jest mistrzem świata, a gdzie jest polski hokej? Niestety, bez pracy, konsekwencji, wysiłku popartego dobrym planem…, ale o czym ja właściwie piszę.

A tak w ogóle to Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku! Hyvää joulua ja onnellista uutta vuotta!


Jarek Suchoples jest profesorem wizytującym w Instytucie Sztuki, Muzyki i Badań nad Kulturą Uniwersytetu w Jyväskylä. W latach 2017-2019 był Ambasadorem RP w Finlandii

4 thoughts on “Fińska lekcja”

  1. Ewo Masz rację W Polsce prędzej świat pójdzie drogą katolicyzmu, niżeli emancypacji. Kościół próbuje utrzymać patriarchat za wszelką ceną. Mam wrażenie, że w Polsce i nie tylko ( mimo, że kobiety sa u władzy) pewne elity próbują sztucznie narzucić inne wartości,czyli likwidację homofobii, bo świat wg. nich musi się zmienić i podążać w kierunku NWO czyli jednej religii, jednej władzy, jednej ideologii, Za tym wszystkim idzie technologia i zamiana człowieka w robota i zrównanie płci, Rozmnażanie będzie w jakiś sztuczny sposób i już nie będzie podziału na kobietę i mężczyznę. – jakieś sztuczne zespolenie człowieka w robota i jedną płeć. Nie wiem co lepsze. Patriarchat z ludzką twarzą, czy ta niezupełnie iluzoryczna przyszłość?? !! Świat robi się dziwny, nie wskutek wcale nie samoistnej ideologicznej ewolucji ale pod wpływem narzucania specjalnych norm ( LBGT ) gdzie nie będzie już podziału na kobiety i mężczyzny No cóż ! Świat się zmienia. Dzisiaj na Onecie artykuł o dwóch panach adoptujących kilkoro dzieci ( jacyś muzycy) – swietna reklama dla tego środowiska ( do których nie mam nic, a nic) ale gdybym miała doczekać, to wolałabym ideologię STAREGO ŚWIATA czyli KOBIETA I MĘŻCZYZNA -dwie przeciwstawne sobie siły.i energie, bo tak już świat ułożony Myślę żę wówczas wszystko powróci do równowagi zwłaszcza zdrowie fizyczne .i psychiczne i moralne., bo emancypacja w pełnym wydaniu nic dobrego światu nie przyniosła- taki jest mój subiektywny odbiór

  2. Bardzo interesujacy jest ten wpis pana Profesora Suchoplesa, wyjasniajacy mechanizmy rozwoju pozycji kobiet w krajach skandynawskich.
    I mysle, ze dzis najwazniejsza jest tam wolnosc kobiety, gdyz moze ona byc w zyciu, tym kim chce byc, kim ze wzgledu na kompetencje moze byc, ma prawo do wlasnych zyciowych wyborow, a na koncu zawsze zostac kobieta, jaka chce…
    I nikt sie niczemu nie dziwi.
    T.Ru.

  3. Definitely politically correct article (no wonder most Polish ambassadors and their staff vote for PO and SLD). Liberals like women as political leaders as long as it’s not Margaret Thatcher. As for Swedish people they feel sorry they didn’t suffer during WW I and WW II and now they open borders for tens of thousand of “refugees” from Africa and Middle East. They are tired and sick of their wealth so they are declaring: Look whole world – how liberal we are, how tolerant we are, how we care about global warming, etc,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.