#GlobalScream #Globalny Krzyk #AufschreiGlobal

Globalny Krzyk to akcja artystyczna i performance polityczny polegający na minucie krzyku kobiet w określonej intencji, stworzony przez przez polską artystkę i aktywistkę Annę Krenz z kolektywu Dziewuchy Berlin (www.dziewuchyberlin.org) w 2019 roku. (https://www.dw.com/en/my-body-my-choice-anna-krenz/av-56776102)

Akcja powstała jako propozycja na obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet w 2019 roku dla niemieckiego Feministycznego Strajku Kobiet (Feministischer Frauen*Streik). Podczas zjazdu organizacyjnego 17 lutego 2019 roku w Berlinie propozycja została przedstawiona i przyjęta w głosowaniu większością głosów jako jedna z głównych akcja Feministycznego Strajku w Niemczech (obok akcji #IchStreike również zaproponowanej przez Annę Krenz / Dziewuchy Berlin). Akcja #GlobalScream po raz pierwszy odbyła się 8 marca 2019 roku w Berlinie i innych niemieckich miastach, w niektórych miejscach w Polsce (Poznań – Black Venus Protest, Kraków – Siostry Rzeki), Danii, Belgii czy Afryce Zachodniej. W samym Berlinie, krzyczało 25.000 osób (https://kommon.jetzt/globalscream-womenstrike-2019-berlin-2/).

W 2020 roku akcja ponownie przeprowadzona była w Berlinie i innych miastach podczas Międzynarodowego Dnia Kobiet (https://frauenstreik.org/event/aufschreiglobal-global-scream-globalnykrzyk/) (https://www.neues-deutschland.de/artikel/1134009.frauentag-ein-schrei-aus-tausenden-kehlen.html ) (https://www.altersdiskriminierung.de/themen/artikel.php?id=10972&search=Streik&searchin=all), na przykład w Norymberdze o godzinie 17.00 (https://femstreiknbg.home.blog/2020/03/11/8-marz-20-feministischer-sitzstreik-demonstration/) lub we Freiburgu (https://www.badische-zeitung.de/suedwest-1/um-17-uhr-aufschrei–167469460.html)

28 września 2020 Safe Abortion Day Foto Oliver Feldhaus

Koncepcja

Kolektyw Dziewuchy Berlin zainicjował #GlobalnyKrzyk jako symboliczną, ale i realną akcję solidarności kobiet ponad granicami, w której każda osoba może wziąć udział, bez względu na różnice ideologiczne, narodowość, język, wyznanie czy płeć.

Globalny Krzyk powstał również jako próba zjednoczenia podzielonego środowiska feministycznego w Berlinie w Międzynarodowy Dzień Kobiet. Tego dnia odbywają się dwa różne marsze, organizowane przez dwa kolektywy: Frauen*Kampftag i Alliance of Internationalist Feminists, które mają różne programy, ideologie i trasy przemarszów. (https://berlinlovesyou.com/anna-krenz/)

Dzięki symbolicznej akcji przeprowadzonej o tej samej godzinie uczestniczki obu marszy mogły zrobić coś wspólnie, choć znajdowały się w różnych miejscach – krzyczały przez minutę, razem choć osobno, a każda z osobistych powodów.

Z opisu akcji: „Global Scream jest kobiecym krzykiem wściekłości, gniewu, żalu a może i radości – każda z nas zna te emocje, nawet jeśli ich przyczyny są różne. I każda może krzyczeć. Nie musimy nawet mówić tym samym językiem, aby stać się jednym głosem. Głosem kobiet.
Krzyk staje się rodzajem katharsis, który wyzwala emocje. Fizycznie krzyk zamienia nasze negatywne emocje na pozytywne, a tlen uwalnia moc i energię.
Oddajemy nasz głos! Jesteśmy kobietami, jesteśmy wściekłe i nie poddamy się! Wszystkie kobiety razem!

To tylko minuta dla kobiety, ale globalny krzyk dla kobiet świata!
Będziemy głośno!
Dołącz do nas! Podnieś głos!” (Anna Krenz / Dziewuchy Berlin)

Hashtag

Globalny Krzyk posługuje się hashtagami: #GlobalScream, #AufschreiGlobal, #GlobalnyKrzyk, #ElGritoGlobal. Niemiecka wersja nazwy jest nawiązaniem i ukłonem w kierunku hasła #Aufschrei, spopularyzowanego przez niemiecką feministkę Anne Wizorek 23 stycznia 2013 roku na Twitterze (https://de.wikipedia.org/wiki/Aufschrei#). Była to reakcja na seksistowskie wypowiedzi polityków w niemieckich mediach i zapoczątkowała lawinę komentarzy w mediach społecznościowych – dotycząych doświadczeń seksizmu w życiu codziennym. Hashtag #Aufschrei był niemieckim odpowiednikiem hashtagu #MeToo, który powstał kilka lat później – w 2017 roku (https://www.augsburger-allgemeine.de/themenwelten/leben-freizeit/Chauvinimus-Debatte-MeToo-wir-alle-der-neue-Aufschrei-id43026451.html)

Kolejne performance Globalny Krzyk (#GlobalScream)

Kolektyw Dziewuchy Berlin (https://www.exberliner.com/features/zeitgeist/poland-abortion-protests/) organizuje Globalny Krzyk w Berlinie i współorganizuje akcje w innych krajach. Wybrane przykłady:

“Wir leben Widerstand! Für ein Ende der Gewalt gegen Frauen*” / Dość! Stawiamy opór!

Dziewuchy Berlin wzięły udział w Proteście na rzecz zaprzestania przemocy wobec kobiet*” 16.11.2019 na Hermannplatz w Berlinie i przeprowadziły akcję #GlobalScream.

(https://www.youtube.com/watch?v=05PxlO_CR6I)

Dzień BezpiecznejAborcji 2020

W Międzynarodowy Dzień Bezpiecznej Aborcji 28 września 2020 pod Bramą Brandenburską Dziewuchy Berlin zorganizowały protest i performance „Voices“, którego częścią była mobilna instalacja Ambasada Polek (Botschaft der Polinnen*) i Globalny Krzyk. Na proteście głos zabrały członkinie organizacji jak Ni una menos Berlin, Berlin-Ireland Pro Choice Solidarity czy Bündnis für sexuelle Selbstbestimmung.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2020/09/30/28-9-2020-voices-botschaft-der-polinnen-performance/) (https://www.sexuelle-selbstbestimmung.de/15893/pressemitteilung-berlin-feiert-den-internationalen-safe-abortion-day/)

CZARNY SPACER, czyli nigdy nie będziesz szła sama

Marsz solidarności z kobietami w Polsce, zorganizowany przez kolektyw Dzieuwchy Berlin w ramach Krwawych Tygodni, który odbył się 5 listopada 2020, prowadził z Bebelplatz do Bramy Brandenburskiej, gdzie zakończył się Globalnym Krzykiem.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2020/11/03/2-bloody-week-5-11-2020-czarny-spacer-black-walk-you-will-never-walk-alone/)

GlobalScream w Brukseli

Kongres Kobiet w Brukseli i Black Brussels Balloons zorganizowały protest 25 listopada 2020 “Protest #SolidarityWithPolishWomen – Manif de soutien“, którego częścią był Globalny Krzyk (https://www.facebook.com/events/400180964501763/)

Protest “Hańba! Schande! Disgrace! Soli demo with Polish women”

Po opublikowaniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku dotyczącego zakazu aborcji z powodu wad letalnych płodu, Dziewuchy Berlin zorganizowały protest solidarności z Polkami na Placu Paryskim, którego częścią był Globalny Krzyk.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2021/01/30/31-1-2021-hanba-schande-disgrace-soli-demo-with-polish-womxn/);

Międzynarodowy Dzień Kobiet 2021

Na demonstracji zorganizowanej wspólnie z Omas Gegen Rechts Berlin na Nettelbeckplatz w Berlinie, Dziewuchy Berlin zorganizowały performance z manifestem „Jesteśmy Istotne“ oraz poezją poznańskiej aktywistki zamordowanej podczas II Wojny Światowej w więzieniu w Ploetzensee w Berlinie – Ireny Bobowskiej (https://www.dziewuchyberlin.org/2021/03/11/irena-bobowska-die-vergessene-heldin-zapomniana-bohaterka/). Częścią performance był Globalny Krzyk.

Więcej linków:

#AufschreiGlobal / #GlobalScream / #GlobalnyKrzyk 2019:

“8M in Berlin” (in spanish) / von Radosveta Strumenlieva >>>

“O prawach kobiet w Polsce i w Niemczech: Anna Krenz i Anna Czechowska” – Radio COSMO Po Polsku >>>

Global Scream –  video by kommon.jetzt/

Berlin: “Um 17 Uhr soll es eine Aktion geben, die auch diejenigen anspricht, die weniger gut Deutsch sprechen: Beim „globalen Aufschrei“ soll durch Schreien auf Arbeitskämpfe, fehlenden Klimaschutz oder Kinderbetreuung aufmerksam gemacht werden.” taz.de >>>

Leipzig: “Dort findet um 17 Uhr der globale Aufschrei statt: Wir werden bundesweit 100 Sekunden schreien, um darauf aufmerksam zu machen, dass Frauen* und Queers jeden Tag 100 Minuten mehr arbeiten müssen, um das gleiche zu verdienen wie Männer. ” kreuzer-leipzig.de >>>

Stuttgart: Internationaler Frauentag in Stuttgart / StN.de >>>

Hamburg: “Um 17 Uhr startete die Demo „Ohne uns steht die Welt still“ mit dem „globalen Aufschrei“, der bundesweit mit Trillerpfeifen, Töpfen etc. durchgeführt wurde. Die Demonstration kam auf halber Strecke mit der Demonstration des Pflegebündnisses zusammen. Insgesamt waren 10.000 Menschen auf den Straßen”. anfdeutsch.com >>>

Halle: “Kreative Protestformen wie ein globaler Aufschrei, die Niederlegung der Erwerbs- und Hausarbeit, Fahrraddemos, Performances zeigen, dass der Unmut unter den Frauen* wieder zunimmt und vielfältige Ausdrucksformen findet.”  www.hallelife.de >>>

Bonn: „Wir schreien 100 Sekunden für die 100 Minuten, die Frauen in Deutschland pro Tag unbezahlt mehr arbeiten“ www.rundschau-online.de >>>

“Internationaler Frauenkampftag am 8. März: Aktionsformen vom kollektiven Aufschrei bis zum diskreten Bummelstreik” www.jungewelt.de >>>

Polka niepodległa

Anna Krenz (Dziewuchy Berlin)

List do polityków / Brief an die Politiker: 2021 bobowska list

Irena Bobowska – Die vergessene Heldin / Zapomniana bohaterka
11 March 2021
Przypominamy o brakującej połowie dziejów. Nadajemy twarz herstorii. 

W naszych działaniach mówimy często o kobietach zapomnianych, anonimowych bohaterkach, jako, że w cywilizacji opartej na patriarchacie, historia pisana jest przez zwycięzców – mężczyzn. Zapisana historia opiera się na ciągu wojen, konfliktów, przemocy, gdzie dominują bohaterowie – generałowie, przywódcy, żołnierze, papieże. Im stawia się pomniki, o nich pisze.
Dopiero od ok 100 lat kobiety są pełnoprawnymi obywatelkami, dopiero od ok 100 lat mogą studiować i pracować w zawodzie. Tym bardziej, by nadgonić stracone lata, należy pisać i mówić o bohaterkach, też tych dnia codziennego. Nikt za nas tego nie zrobi.

Przez ostatnie lata w Berlinie odbywała się debata na temat miejsc pamięci i możliwej lokalizacji pomnika polskich ofiar nazizmu. Debata była długa, toczyła się wśród mężczyzn na różnych stanowiskach, wśród polityków, w Bundestagu. Kobiety, szczególnie młode, nie brały w niej udziału.

Kiedy Bundestag debatował pod koniec października 2020 na temat miejsca pamięci polskich ofiar nazizmu, my odprawiłyśmy ceremonię Dziadów (1.11.2020) pod Pomnikiem Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty (Volkspark Friedrichshain), przypominając w spektaklu postaci kobiet w historii, polityce i kulturze: https://www.dziewuchyberlin.org/2020/10/27/bloody-week-all-saints-dziady/

Natomiast 11 listopada, w Święto Niepodległości Polski, nieformalnie zmieniłyśmy nazwę pomnika na Pomnik Walczących o Naszą i Waszą Wolność, ujmjując i podkreślając brakującą połowę społeczeńswa – kobiety*, które również walczyły, również przyczyniły się do odzyskania niepodległości Polski, ale nie wspomina się o nich na kartach historii. Podobnie o wolność walczą kobiety w Polsce dziś. I im poświęcamy również symboliczną przestrzeń wolności.

Z powodów politycznych odmówiono nam (w ostatniej chwili) udziału w uroczystym zasadzeniu Drzewa Polonii w grudniu 2020, podczas którego planowałyśmy odczytać wiersze polskich migracyjnych poetek – w tym, Ireny Bobowskiej. Dla Biura Polonii poezja kobiet okazała się problematyczna. Dlatego…

Podczas performance, jaki zorganizowałyśmy 8 marca 2021 w Berlinie, przypomniałyśmy postać poznańskiej antyfaszystowskiej działaczki, Ireny Bobowskiej (*3.9.1920 Poznań, +26.9.1942 Berlin, Plötzensee). We wrześniu 1942 r. przed gilotyną w berlińskim więzieniu Plötzensee stanęła Irena Bobowska, młoda poznańska poetka, w wieku 22 lat skazana na karę śmierci za wydawanie niepodległościowej gazety Pobudka.

W wieku dwóch lat przeszła chorobę Heinego-Medina, w wyniku której do końca życia jeździła na wózku inwalidzkim. Przez rodzinę i przyjaciół nazywana była Nenią. Po klęsce wrześniowej 1939 r., już w pierwszych tygodniach okupacji Irena Bobowska przystąpiła do działalności konspiracyjnej pod pseudonimem „Wydra”. Od listopada 1939 r. stała na czele redakcji podziemnego pisma pt. Pobudka. Irena zajmowała się także pisaniem artykułów oraz powielaniem i kolportażem gazet – do tego służył jej wózek inwalidzki. Przewoziła w nim także broń.

20 czerwca 1940 r. została aresztowana przez Niemców wraz z pozostałymi członkami redakcji Pobudki i osadzona w Forcie VII w Poznaniu. Wówczas mogła jeszcze przesyłać rodzinie paczki z brudną bielizną i otrzymywać je wypełnione tylko chlebem, kilkoma dekagramami tłuszczu, cebulą oraz cukrem bądź słodkim pieczywem. Irena chowała w tych opakowaniach krótkie grypsy, w których pisała rodzinie, że wszystko jest w porządku. W Forcie VII zarekwirowano jej wózek inwalidzki, mimo że przez chorobę nie umiała chodzić. Była tam bita, głodzona i torturowana.

Następnie przeniesiono ją do więzienia we Wronkach, potem w Spandau, a w końcu do szpitala więziennego w Alt-Moabit, w Berlinie. Tam 12 sierpnia 1942 r. stanęła przed sądem wojskowym. W trakcie rozprawy pozwolono jej zabrać głos. Wypowiedź trwała 30 minut i nie było w niej ani jednego słowa usprawiedliwienia, czy prośby o ułaskawianie. Bobowska mówiła o czasie zaborów, germanizacji, okrucieństwach trwającej wojny. Otrzymała wyrok śmierci, który wykonano przez ścięcie na gilotynie 26 września 1942 r. Pozostawiła po sobie więzienne wiersze i wiele rysunków.

Wiersz Bo ja się uczę…, napisany w Forcie VII w Poznaniu, na wolność wyniosła w bucie jej ciotka, zwolniona z więzienia we Wronkach. Wiersz ten, pełen bólu, ale i nadziei, krążył anonimowo po więzieniach i obozach koncentracyjnych. Czytały go więźniarki w Oświęcimiu, czytały go więźniarki w powojennym Fordonie.

Przypominamy. Bo była istotna. Bo jest istotna.

****************
Bo ja się uczę największej sztuki życia:

Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego, co przeszło,
I nie bać się tego, co będzie!
Poznałam smak głodu
I bezsennych nocy (to było dawno),
I wiem, jak kłuje zimno,
Gdy w kłębek chciałbyś skulony
Uchronić się od chłodu.
I wiem, co znaczy lać łzy niemocy
W niejeden dzień jasny,
Niejedną noc ciemną.
I nauczyłam się popędzać myślami
Czas, co bezlitośnie lubi się dłużyć,
I wiem, jak ciężko trzeba walczyć z sobą,
Aby nie upaść i nie dać się znużyć
Nie kończącą zda się drogą…
I dalej uczę się największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie,
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego, co przeszło,
I nie bać się tego, co będzie!

(Fort VII, Poznań)

Wir erinnern Sie an die fehlende Hälfte der Geschichte. Wir geben Herstory ein Gesicht.

In unseren Aktionen sprechen wir oft über vergessene Frauen*, anonyme Heldinnen, denn in einer Zivilisation, die auf dem Patriarchat basiert, wird die Geschichte von den Siegern – Männern – geschrieben. Die aufgezeichnete Geschichte basiert auf einer Abfolge von Kriegen, Konflikten, Gewalt, in der Helden dominieren – Generäle, Führer, Soldaten, Päpste. Ihnen werden Denkmäler errichtet, über sie wird geschrieben.

Erst seit etwa 100 Jahren sind Frauen* vollwertige Bürgerinnen, erst seit etwa 100 Jahren können sie studieren und in ihren Berufen arbeiten. Um die verlorenen Jahre aufzuholen, ist es umso wichtiger, über Heldinnen zu schreiben und zu sprechen, auch über Alltagsfrauen. Niemand wird das für uns tun.

In den letzten Jahren gab es in Berlin eine Debatte über Gedenkstätten und den möglichen Standort eines Denkmals für polnische Opfer des Nationalsozialismus. Die Debatte war lang, sie fand unter Männern in verschiedenen Positionen statt, unter Politikern, im Bundestag. Frauen*, insbesondere junge Frauen*, nahmen daran nicht teil.

Als der Bundestag Ende Oktober 2020 über die Gedenkstätte der polnischen Opfer des Nationalsozialismus debattierte, veranstalteten wir am Vorabend des polnischen Soldaten und deutschen Antifaschisten (Volkspark Friedrichshain) die “Totenfeier” (1.11.2020) und erinnerten an die Figuren von Frauen* in Geschichte, Politik und Kultur in der Aufführung. > https://www.dziewuchyberlin.org/2020/10/27/bloody-week-all-saints-dziady/

Am 11. November, dem Unabhängigkeitstag Polens, haben wir den Namen des Denkmals informell in Denkmal für den Kampf für unsere und Ihre Freiheit geändert, um die fehlende Hälfte der Gesellschaft einzufangen und hervorzuheben – Frauen*, die ebenfalls gekämpft haben, haben ebenfalls zur Wiedererlangung der Unabhängigkeit Polens beigetragen, aber Sie werden auf den Seiten der Geschichte nicht erwähnt. Frauen in Polen kämpfen heute auf ähnliche Weise für die Freiheit. Und wir widmen ihnen auch einen symbolischen Raum der Freiheit.

> https://www.dziewuchyberlin.org/2020/11/10/11-11-2020-za-nasza-i-wasza-wolnosc-fur-eure-und-unsere-freiheit/

Aus politischen Gründen wurde uns (in letzter Minute) die Teilnahme an der feierlichen Pflanzung des Polonia-Baumes im Dezember 2020 verweigert, bei der wir die Gedichte polnischer Migrantinnen Dichterinnen – darunter Irena Bobowska – lesen wollten. Für die Biuro Polonii Verein erwies sich die Poesie der Frauen* als problematisch. Deswegen…

Während der Aufführung, die wir am 8. März 2021 in Berlin organisierten, erinnerten wir an Irena Bobowska (*3.9.1920 Poznań, +26.9.1942 Berlin, Plötzensee), eine polnische Dichterin, die während der nationalsozialistischen Besatzung Mitgliederin von Untergrundorganisationen in Posen war.

Am 26. September 1942 stand Irena Bobowska, eine junge Dichterin aus Posen, im Alter von 22 Jahren wegen Veröffentlichung der Unabhängigkeitszeitung „Pobudka“ zum Tode verurteilt, vor der Guillotine im Berliner Gefängnis Plötzensee.

Im Alter von 2 Jahren litt sie an der Heine-Medina-Krankheit, wodurch sie bis zu ihrem Lebensende im Rollstuhl fuhr. Sie wurde von ihrer Familie und ihren Freunden Nenia genannt.

Nach der Niederlage im September 1939 begann sie in den ersten Besatzungswochen unter dem Pseudonym “Wydra” unterirdische Aktivitäten. Ab November 1939 leitete sie die Redaktion der Untergrundzeitschrift “Anreiz”. Irena schrieb auch Artikel sowie vervielfältigte und verteilte Zeitungen – dafür war ihr Rollstuhl gedacht. Sie trug auch Waffen darin.

Am 20. Juni 1940 wurde sie von den Deutschen zusammen mit anderen Mitgliedern der Redaktion von “Pobudka” festgenommen und in Fort VII in Posen inhaftiert. Zu dieser Zeit konnte sie noch Päckchen mit schmutziger Wäsche an ihre Familie senden und sie nur mit Brot, ein paar Dekagrammen Fett, Zwiebeln und Zucker oder süßem Brot gefüllt erhalten. In diesen Paketen hielt Irena kurze Nachrichten, in denen sie ihrer Familie schrieb, dass alles in Ordnung sei. In Fort VII wurde ihr Rollstuhl beschlagnahmt, obwohl sie wegen einer Kinderkrankheit nicht laufen konnte. Sie wurde dort geschlagen, verhungert und gefoltert.

Dann wurde sie in das Gefängnis in Wronki, dann in Spandau und schließlich in das Gefängniskrankenhaus in Alt-Moabit, Berlin, gebracht. Dort wurde sie am 12. August 1942 vor ein Militärgericht gebracht. Während der Anhörung durfte sie sprechen. Die Erklärung dauerte 30 Minuten und es gab kein einziges Wort der Entschuldigung oder der Bitte um Verzeihung. Bobowska sprach über die Zeit der Teilung, die Germanisierung und die Gräueltaten des andauernden Krieges. Sie wurde am 26. September 1942 durch Guillotine Schneiden zum Tode verurteilt. Sie hinterließ Gefängnis Gedichte und viele Zeichnungen.

Das Gedicht “Weil ich lerne …”, geschrieben in Fort VII in Posen, wurde von ihrer Tante, die aus dem Gefängnis in Wronki entlassen wurde, in einem Schuh aus dem Gefängnis gebracht. Dieses Gedicht, voller Schmerz und Hoffnung, verbreitete sich anonym in Gefängnissen und Konzentrationslagern. Es wurde von weiblichen Gefangenen in Oświęcim, von weiblichen Gefangenen im Nachkriegs-Fordon gelesen.

Wir erinnern an sie. Weil sie war und ist – relevant.

****************
… Weil ich die größte Kunst des Lebens lerne:

Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!
Ich kenne den Geschmack von Hunger
Und schlaflose Nächte (das ist lange her)
Und ich weiß, wie kalt es sticht
Wenn du dich zu einem Ball zusammenrollen möchtest
Dich vor Kälte schützen.
Und ich weiß, was es bedeutet, Tränen der Hilflosigkeit zu vergießen
An vielen hellen Tagen
Und einer dunklen Nacht.
Und ich habe gelernt, die Zeit voran zu treiben,
Die sich gnadenlos hinzieht,
Und ich weiß, wie hart man sich selbst bekämpfen muss
Um nicht zu fallen und nicht zu ermüden,
Dass der Weg endlos zu sein scheint…
Und ich lerne immer noch die größte Kunst des Lebens:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!

Übersetzung: Ewa Maria Slaska


Fotos: Gabriella Falana

Safe Abortion Day: Soliaktion in Berlin, 28.09.2020

28.9.2020 | #SafeAbortionDay | 19.00 Brandenburger Tor
Together with Berlin-Ireland Pro Choice Solidarity
Ni una menos Berlin
Bündnis für sexuelle Selbstbestimmung
and many other organisations and individuals,
we stand in solidarity for choice, for rights, for dignity and safe and legal abortion.

Fotos: Gabriella Falana
Tanz: Magdo Magdo
Art: Anna Krenz
Performance: Anna Krenz, Magdo Magdo, Urszula Bertin, Agnieschka Glapa, Ania, Elisabeth

Scenariusz do performance “VOICES” by #DziewuchyBerlin @ #BotschaftDerPolinnen
28.9.2020 | #SafeAbortionDay | 19.00 Brandenburger Tor – Screenplay/Drawings: Anna Krenz
Directed by Dziewuchy, music/ light: Kuba Pierzchalski, dance: Magdo Magdo, storyteller: Anna Krenz, Sisters: Urszula Bertin, Agnieschka Glapa, Ania, Elisabeth; Scenography: Anna Krenz


Fat women (Lewandowska)

Ciekawe jak nasze blogowe rozważania starszego pana, który po prostu szczerze pisze o tym, co lubi, pokrywają się niespodziewanie z wielką polską kampanią przeciw wyśmiewaniu grubych kobiet. Sprawa zatacza szerokie kręgi, a zaczęła się od występu słynnej polskiej celebrytki, żony piłkarza, Anny Lewandowskiej, która…

Maja Staśko, znana aktywistka kobieca napisała:

Anna Lewandowska nakręciła filmik, w którym tańczy przebrana za grubą kobietę. Nazywa to „body positive”. To wyraz totalnego braku empatii. Superszczupła laska, którą stać dosłownie na wszystko, na każdy zabieg upiększający i usługę, i która ma mnóstwo czasu, by ćwiczyć – w stroju grubej osoby robi sobie żarty. No naprawdę, boki zrywać.

Lewandowska nie widzi swoich przywilejów – jako szczupła, bogata osoba nie musi się zmagać z mnóstwem problemów. Dla niej strój grubej to śmieszna odmiana, a dla innych to ciało, w którym żyją. Ciało, przez które lekarze ignorują choroby, mówiąc „schudnij”. Przez które nie dostają pracy. Przez które ludzie ich poniżają i uznają za gorszych.

Nie chodzi o wasze zdrowie. Chodzi o pieniądze

Żarty z grubych osób są tak samo śmieszne jak żarty z gwałtów. Grube osoby to ludzie, nie obiekt żartów czy inwektywa. „Grubość” to nie jest nazwa choroby, tylko wyglądu. Neutralna, nie obraźliwa, podobnie jak szczupłość. „Gruba” to nie inwektywa! Chorobą przewlekłą spowodowaną stanem zapalnym tkanki tłuszczowej jest otyłość, nie grubość. I to także nie jest inwektywa – nazwy chorób to nie sposób na obrażenie kogoś.

Grube ciała to nie są ciała „przed” – przed zmianą na te lepsze, chude. Przed życiem jako pełnowartościowa osoba. Nie – to są ciała „teraz”. Często zdrowsze niż te chude „po” – zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Jeśli miałoby chodzić o zdrowie, to dlaczego trenerki fitness nie pokazują wyników badań lekarskich „przed” i „po”? Badań krwi, ale i tych psychologicznych i psychiatrycznych? Pokazują tylko kształt ciała – kształt, który nie znaczy nic ponad to, że wpisuje się bardziej lub mniej w aktualne trendy.

Trenerki mogą powtarzać milion razy, że tu chodzi o samopoczucie i zdrowie. Ale gdy to wygląd ciała jest wyznacznikiem zmiany „przed” i „po” i to za jego pomocą trenerki motywują kobiety – to w centrum jest wygląd, a nie zdrowie. Tak to działa – obrazy realnie na nas oddziałują i wpływają na nasze samopoczucie i wartości.

Jak muszą czuć się osoby grube, gdy widzą, że są dla innych synonimem tego, co nieatrakcyjne i do zmiany? Przecież to wielka machina dręczenia grubych osób.

A jak czują się te szczupłe? Sama jestem i zawsze byłam szczupła, zmagam się z zaburzeniami jedzenia. Uwielbiam sport, trenuję gimnastykę artystyczną od piątego roku życia. Przez całe swoje życie codziennie ćwiczę – choćby brzuszki albo plank, cokolwiek. Ale gdy patrzę na kolejne zdjęcia trenerek fitness, czuję, że ciągle nie jestem wystarczająco szczupła.

Bo o to w branży trenerskiej tak naprawdę chodzi. By sprzedać jak najwięcej towarów, przemysł kosmetyczny i fitness od lat wzbudzają w ludziach wieczne poczucie niezadowolenia z własnego wyglądu. Dzięki niemu klienci nigdy się nie kończą – klientem jest każdy z nas w każdej chwili, bo zawsze czujemy, że coś jest do poprawy. Treningi mające służyć lepszemu samopoczuciu zaczynają działać jak tresura. Bo towar nie zastanawia się, jakie społeczne i psychiczne konsekwencje może mieć jego reklama – towar musi się sprzedać, jak najszerzej i za wszelką cenę.

Reklamy treningów i umięśnionych ciał u osób z zaburzeniami jedzenia mogą być olbrzymim triggerem. Zdjęcia kolejnych wyfotoszopowanych ciał przypominają o tym, że w tym momencie nie ćwiczą, a przecież Chodakowska powtarza: „Dasz radę! Dupa z kanapy!”. Więc dupa z kanapy, nawet ostatkiem sił i kosztem zdrowia. U osób cierpiących na ortoreksję to może wywołać nieprzespaną noc.

Zdjęcia idealnych, odchudzonych w programach graficznych ciał z wydłużonymi nogami dla osób zmagających się z anoreksją mogą być powodem, dla którego nie zjedzą dzisiaj obiadu. I kolacji. A jutro śniadania. Ale za to wykupią kolejną płytę z ćwiczeniami. Dla trenerek, które na tym zarabiają, to czysty zysk.

To nie jest zdrowe, prawda? Dlaczego zamiast fałszywej troski o grube osoby, podszytej w istocie pogardą do nich, nie wspieramy osób, które mają zaburzenia psychiczne właśnie przez stygmatyzowanie grubości? Bo zupełnie nie chodzi o zdrowie, tylko o pieniądze.

W komentarzach czytam, że Anna Lewandowska sama zapracowała sobie na taki wygląd. Ale to nieprawda. Dietetycy, lekarze, makijażystki, fotografowie, montażyści, graficy, osoby od social mediów, od PR-u – to wielki zespół, który sprawia, że trenerki fitness wyglądają na zdjęciach i filmikach tak, jak wyglądają. Do tego dostęp do siłowni, zabiegi upiększające, operacje chirurgiczne, dobre aparaty, studia fotograficzne, profesjonalne programy do przeróbki zdjęć i filmów – to olbrzymie pieniądze, które wkładane są w wygląd trenerek. Idealne ciało to coś, za co się sporo płaci. Batonik czy trening na płycie dają tego tylko złudzenie. Nigdy nie doprowadzą do ciała, które mają trenerki. Także dlatego, że to ich praca.

Żadna osoba, która pracuje osiem godzin dziennie na stanowisku niezwiązanym z fitnessem, nie będzie w stanie poświęcić tyle czasu ćwiczeniom. Z tego prostego faktu, że te osiem godzin musi poświęcić na coś innego. A po pracy mogą dojść dodatkowe obowiązki – opieka nad dziećmi i starszymi z rodziny, gotowanie, sprzątanie, nadgodziny, dorabianie czy studia.

Gdy nie jesteś bogaty czy bogata, nie stać cię na opiekunkę do dziecka, sprzątaczkę, kucharkę, dietę pudełkową, wypady do restauracji, prywatnego lekarza, prywatne zaoczne studia czy płatną psychoterapię, które dawałyby ci przestrzeń i czas na ćwiczenia. Sam(a) musisz zadbać o zdrowie i życie swoich najbliższych i własne.

I tak naprawdę sam(a) zapracowujesz na wszystko, co osiągasz.

Dlaczego biedni są grubi?

burger otyłość

Bardzo ciekawa w tym kontekście jest książka Sabriny Strings, Fearing the Black Body: The Racial Origins of Fat Phobia. Według niej fatfobia służy dystynkcji klasowej: oddzieleniu elit od całej reszty. Szczupłe, białe ciało to wyznacznik elit, do których dążyć ma cała reszta. Autorka przedstawia, jak elity okresu Oświecenia za wszelką cenę próbowały dowieść swojej biologicznej wyższości nad czarnymi niewolnikami. Przekonywali, że grubość jest wyrazem niższości rasowej i klasowej. To służyło dwóm celom: miało jednocześnie upokarzać czarne kobiety i dyscyplinować te białe. Wizja „grubej czarnej kobiety” – leniwej, roszczeniowej i prostackiej – miała działać tak, by białe chrześcijańskie kobiety dążyły do osiągnięcia odpowiedniej „formy” i podporządkowania ich sobie przez wyrzeczenia, odpowiednie zabiegi i dietę.

Coś wam to przypomina?

Anna Lewandowska zdecydowała się poświęcić swoją karierę wyglądowi i sprawności fizycznej ciała.

I okej, to jej wybór. Ale wywieranie presji na tych, którzy nie wybrali (i wybrać nie mogli) życia podporządkowanego temu samemu i których ciała wyglądają inaczej, jest bardzo średnim etycznie sposobem na zarabianie. Zwłaszcza pod hasłami akceptacji siebie i #bodypositive.

Bo Lewandowska nazywa swój filmik „body positive”. A to, co zrobiła, to dokładne przeciwieństwo ciałopozytywności. Oznaczanie się „body positive” przez kobietę, która swoją karierę oparła na przedstawianiu grubych osób jako tych „przed” – tych do poprawy – to już szczyt hipokryzji.

Trenerki zgarniają wielkie pieniądze na tym, że grubość jest stygmatyzowana. Mogą wcale tego nie chcieć i nie robić celowo, mogą nawet nie widzieć konsekwencji swoich działań (wierzę, że tak jest!) – ale mogą, bo mają taki przywilej, żeby tego nie widzieć. Grube osoby go nie mają. Osoby z zaburzeniami odżywiania też nie. To te osoby na własnym ciele odczuwają przemożne i bardzo bolesne konsekwencje presji przemysłu fit. Trenerki fitness wpisują się w fatfobiczne reguły, zamiast je zmieniać. Linie kosmetyków, przekąsek, kolejne płyty z treningami – odpowiednio uformowane ciało mają dawać przepustkę do lepszego życia. Tego „po”, nie „przed”.

Oczywiście, nie dają jej – to tylko chwyt reklamowy. Dawałaby ją powszechna opieka zdrowotna, darmowy dostęp do kultury czy krótszy tydzień pracy. Dzięki temu również otyłość mogłaby być lepiej leczona – osoby miałyby dostęp do specjalistów i czas na leczenie. Ale znacznie łatwiej zamiast postulatów politycznych wymagających wspólnej walki i organizowania się w celu zmiany systemu – co polepszyłyby życie wszystkich – oferować zmianę personalną, polegającą na dostosowaniu się do panujących wymogów atrakcyjności. To może polepszyć twoje życie.

Chociaż raczej tego nie zrobi – możesz mieć ciało kilka kilogramów lżejsze, ale wciąż będziesz mieszkała w wynajmowanym pokoju i pracowała w magazynie albo korpo, by przez osiem godzin dziennie wykonywać polecenia swojego szefa na śmieciówce, bez ubezpieczenia i emerytury. Więc czy jest sens zaprzęgać swoje ciało do kolejnej orki, gdy przez osiem godzin było już na usługach szefa?

Czy to oznacza, że Anna Lewandowska nie pomogła żadnej kobiecie? Skądże! Na pewno jest sporo takich kobiet – i wspaniale. Sama dobrze wiem, jak porządny trening potrafi poprawić nastrój i poczucie pewności siebie. Niestety, w tym fatfobicznym świecie nawet dobre, sportowe działanie przeradza się szybko w towar, który trzeba sprzedać. Za wszelką cenę. Nawet kosztem ludzi, ich zdrowia i życia.

„I can’t breathe”

Ewa Maria Slaska

Zbieram w mediach informacje o tym, co się zdarzyło, i co to może oznaczać. Uderza mnie symbolizm tego wydarzenia. Bo czy to nie symboliczne, że ostatnie słowa, jakie wypowiedział George Floyd brzmiały właśnie tak:
„I can’t breathe”? W czasach pandemii coronawirusa, gdy ci, którzy umierają, umierają na zapalenie płuc, a ci, którzy najciężej chorują, leżą pod respiratorami, bo nie mogą oddychać, czy to nie symbolicznie złowrogie zatem, że ostatnie słowa czarnego człowieka udoszonego kolanem przez białego policjanta tak właśnie brzmiały.

A zobaczyłam je jako hasło na zdjęciu profilowym na FB u dziewczyny, która kilka dni później ze zdiagnozowanym coronawirusem trafiła do szpitala. Nie ma mnie, jestem w szpitalu, napisała. Proszę nie chcieć ode mnie niczego. Bardzo źle się czuję. Aha, jakby ktoś nie wierzył, że wirus istnieje, zdiagnozowano u mnie właśnie wirusowe zapalenie płuc. 

Nie mogę oddychać. I can’t breathe.
Biały policjant z Minneapolis, Derek Chauvin, trzymał kolano na szyi unieruchomionego kajdankami czarnego George’a Floyda przez 8 minut i 46 sekund (2 minuty i 53 sekundy po tym, jak Floyd przestał się ruszać). Słowa Floyda „I can’t breathe” od wielu dni odbijają się o widzialne i niewidzialne mury w Stanach Zjednoczonych i nie tylko, napisał na Facebooku Jacek Pałasiński. Talmud powiada, że „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”. To zdanie jest wyryte na medalach wręczanych sprawiedliwym wśród narodów świata. To zdanie można odwrócić: „Kto zabija jednego człowieka, zabija cały świat”.
Derek Chauvin, który zabił George Floyda, być może zabił cały znany nam świat.


Arkadiusz Łuba napisał jako kometarz: wrapped in smoke, can democracy breathe? – where is the world going?! (cartoon from Sinisa Pismestrovic, in: “Süddeutsche Zeitung” 02.06.2020, p. 4) – more

Nasze europejskie #blacklivesmatter wygląda trochę inaczej niż w Stanach, pisze Antoni Komasa-Łazarkiewicz. To życie osób tonących w wodach Morza Śródziemnego w drodze na nasz kontynent. To życie i zdrowie uchodźców stłoczonych w obozach w Grecji, porzuconych i zapomnianych przez swoją Ziemię Obiecaną, wystawionych na postrach kolejnym, którzy spróbowaliby wyrwać się z nędzy, suszy i wojny, sprowadzonej na nich przez białego człowieka rabunkiem, kolonizacją i imperializmem.
To życie setek tysięcy ludzi stłoczonych w nieludzkich warunkach w Libii, gdzie opłacamy lokalnych zbirów, żeby trzymali ich z dala od nas. (…) To, że u nas policjant nie udusił niewinnego czarnego człowieka kolanem, to że problem jest mniej widoczny w naszym codziennym życiu, nie oznacza, że nie istnieje, a jedynie że udało nam się zepchnąć go dostatecznie daleko od naszych oczu. Ale on jest.

Chora odpowiada ze szpitala jednym słowem: jest.

Ale oczywiście i w Polsce są protesty. Wczoraj (3 czerwca) kilkuset poznaniaków położyło się na ziemi z rękoma na plecach. Był to spontaniczny protest po śmierci George’a Floyda. Protestujący przeszli w milczeniu przez centrum miasta. Takie działania są w Polsce zabronione, ale policja nie interweniowała.

A polski Avaaz przysłał apel o podpisanie protestu (podpisałam):

Przyjaciele i Przyjaciółki!

To są ostatnie słowa George’a Floyda, 46-letniego mężczyzny, który zmarł po tym, jak funkcjonariusz policji przygniótł go do ziemi i klęczał na jego szyi przez niemal 9 minut, dopóki się nie udusił:

„To moja twarz, człowieku
człowieku, nie zrobiłem niczego takiego
proszę
proszę
proszę, nie mogę oddychać
błagam, człowieku
proszę was
proszę, człowieku
nie mogę oddychać
nie mogę oddychać
proszę
(niezrozumiałe)
człowieku, nie mogę oddychać, moja twarz
wstań
nie mogę oddychać
proszę, kolano na karku
nie mogę oddychać
k****
ja zaraz…
nie mogę się ruszać
mamo
mamo
nie mogę
moje kolano
mój kark
jestem wykończony
jestem wykończony
mam klaustrofobię
boli mnie brzuch
boli mnie kark
wszystko mnie boli
dajcie wodę, cokolwiek
proszę
proszę
nie mogę oddychać, panie oficerze
nie zabijaj mnie
człowieku, oni mnie zabiją
daj spokój, człowieku
nie mogę oddychać
nie mogę oddychać
oni mnie zabiją
oni mnie zabiją
nie mogę oddychać
nie mogę oddychać
panie, proszę
proszę
proszę
błagam, nie mogę oddychać”

Potem jego oczy się zamknęły. Jego prośby ucichły. George Floyd nie żył.

Stoimy teraz przed wyborem. To może być po prostu kolejna tragiczna śmierć z rąk funkcjonariusza amerykańskiej policji – albo moment, w którym wreszcie nastąpi zmiana.

Jesteśmy ruchem ponad 60 milionów osób – gdy wszyscy razem zabieramy głos, nie sposób nas zagłuszyć. Więc zawołajmy głośno, razem z wszystkimi innymi, którzy wzywają do zatrzymania tej fali rasistowskich zabójstw, i wymagajmy tego samego od osób dzierżących władzę.

Podpisz ten list. Gdy będzie nas mnóstwo, Avaaz opublikuje jego treść w najważniejszej prasie w USA i na portalach na całym świecie. Niech to będzie hymn wzywający do zatrzymania tej fali zabójstw i oddający cześć wszystkim tym, których do tej pory straciliśmy.

Podpisz teraz
Jako Obywatele i Obywatelki całego świata, opłakujemy bezsensowną śmierć kolejnego człowieka z rąk amerykańskiego policjanta.

Stajemy jako społeczność po stronie tych, którzy teraz cierpią.

Te brutalne zabójstwa muszą się skończyć. Każde z nich to rana na sercu całej ludzkości oraz wstydliwa, niedająca się zmyć plama na wspaniałej fladze Stanów Zjednoczonych.

Rasizm rośnie w siłę w ciszy – a my nie zamierzamy milczeć. Rasizm jest problemem, który dotyczy nas wszystkich. To nasza walka.

Ale nie pozwolimy, aby tę walkę opanowała nienawiść, bo wtedy nie będziemy wcale lepsi od tych, których serca chcemy zmienić. Jak mówił Martin Luther King: „Ciemność nie może wypędzić ciemności, tylko światło może to zrobić. Nienawiść nie może wypędzić nienawiści; tylko miłość może to zrobić.”

W tym właśnie duchu wzywamy wszystkich sprawujących władzę by działali TERAZ i oczekujemy od prezydenta Trumpa oraz władz stanowych i lokalnych USA by wzięli odpowiedzialność za:

  • Zapewnienie, że wszyscy oficerowie zamieszani w zabójstwo George’a Floyda staną przed sądem.
  • Wydalenie ze służby i konsekwencje prawne dla funkcjonariuszy nawet za pojedynczy przypadek użycia nadmiernej siły lub nie zapobieżenia jej.
  • Zapewnienie, że każde policyjne zabójstwo będzie przedmiotem niezależnego i transparentnego dochodzenia.

Zobowiązujemy się robić to, co do nas należy, mierząc się twarzą w twarz z ignorancją, gniewem, strachem i rasizmem, mając po swojej stronie całą nadzieję, miłość i siłę naszego człowieczeństwa.

Spoczywaj w Mocy, George Floyd.
Twoja śmierć nie pójdzie na marne.

Podpisz teraz

Z niekończącą się nadzieją,

Mike, Marie, Meetali, Sarah, Andrew, Ricken i Bert wraz z całym zespołem Avaaz

Dowiedz się więcej:

Jego śmierć wstrząsnęła Ameryką. Kim był i jak zginął George Floyd? (RMF24)
https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-jego-smierc-wstrzasnela-ameryka-kim-byl-i-jak-zginal-george-,nId,4527878

Oczywiście, że są protesty. Państwo zawodzi osoby czarnoskóre (New York Times – tekst w języku angielskim)
https://www.nytimes.com/2020/05/29/opinion/george-floyd-minneapolis.html


PS: Tymczasem Spiegel (i oczywiście wiele innych gazet) donosi, że w USA jest już ponad 40 milionów bezrobotnych i przybywa ich w taki sam sposób jak chorych na koronę – w ciągu wykładniczym czyli zgodnie z funkcją potęgową. Bezrobocie jednej osoby dotyczy zazwyczaj również rodziny, czyli w każdym wypadku dotknięte zostały co najmniej trzy osoby. Jest ich zatem sto kilkadziesiąt milionów. Trzy państwa wielkości Polski. Kilkadziesiąt milionów ludzi straciło nie tylko pracę, ale i dach nad głową. Powstają ogromne obozowiska bezdomnych, gdzie za chwilę stosunki będą takie same jak w obozach dla uchodźców na granicy Europy. USA zmieniają się w oazy białych i bogatych otoczone płonącym morzem nędzy i buntu.

Prasa podała też, że w ciągu pandemii właściciele Amazona i Facebooka wzbogacili się o 500 miliardów dolarów.

Bogaci się nadal bogacą, biedni nie mają czym oddychać.

Walk of Shame

Foto: Anton Lee Slaski, marzec 2020

Ewa Maria Slaska

Tak od kilku dni wygląda moje zdjęcie profilowe na Facebooku.
Walk of Shame to ruch, idea, myśl. Myśl o wstydzie.

MANIFESTO

We are citizens of Europe and we feel ashamed. Each of us witnessed that the European migration policies resulted in a systematic dehumanisation of people stuck at the borders of Europe. We are not pointing fingers at anyone. We believe this is on all of us.

It’s not that we have not tried. Some of us brought tents and food, some of us signed petitions and joined protests, some of us will continue to do so. But we have to face the fact that despite all our efforts, the situation has only gotten worse over the last years: there has been no European-wide attempt to solve the crisis since the European Relocation Decisions of 2015.

It’s time to acknowledge the fact that Europe has failed to uphold some of its values and no change is foreseeable in the near future. So we will acknowledge publicly and personally that we, as Europeans, have failed to act according to the European standards we have worked so hard to establish in the past. Let this be our protest and let it be known by people stuck in refugee camps, by family, friends and decision makers: a loud statement of the shame we feel. Nothing more for now, nothing less.

‘Walk’ with us in Shame. For we might feel powerless, but we will still connect. We might feel helpless, but we won’t stay silent. We cannot walk physically, as we planned earlier, due to the coronavirus pandemic, but we will Walk Together, Stand Together, Talk Together and Share Together. Be it online, as we do daily with friends, family and loved ones.

What can you do?

Share your Shame with us

Do you feel shame about the current situation of refugees in Europe? Share it with us. Write to us about the moments you felt shame, as specifically and personally as possible, to openly admit shame, restores justice and brings us closer to each other.

Join our Walk Of Shame Talks

Together we will have many conversations with friends who are stuck in refugee camps in Europe. We will create Walk Of Shame stories out of it, podcasts and videos. Some will turn these stories into art. Join our conversations, share the Talks.

Let’s rehumanise the relation between residents of Europe and people on the move – step by step, click by click – and as soon as the pandemic ends we will Walk. Together.


Czego się wstydzę?

Pierwsza, natychmiastowa odpowiedź brzmi: tego, że w ogóle o nich nie myślę, a, jeżeli, to z ulgą przyjmuję do wiadomości, że uchodźcy zostali TAM. TAM czyli za kordonem. Nie, to nawet nie jest myśl, nie jest sprecyzowana tak jak tu, nie jest zdaniem, nie ma wielkiej litery na początku, ani kropki na końcu zdania. To nie statement, to uczucie, ale jest i nic nie pomaga, że już w sekundę po tym, jak się pojawi, myślę z odrazą i nienawiścią o sobie samej i moich małych, mieszczańskich ideałach życiowych. Najbardziej przeraża mnie myśl, że w zakamarkach mojego nieświadomego ja czai się coś, czego się wstydzę, o czym JA świadoma wcalę nie chcę wiedzieć, nie chcę tak myśleć ani tak odczuwać.

Można by o tym nie pisać, po co, skoro w swoim świadomym życiu staram się robić to, co mogę, żeby pomóc, złagodzić, zlikwidować. Ale piszę, bo wydaje mi się, że trzeba najpierw spojrzeć na siebie, zanim się zrobi coś, co, chociażby pośrednio, jest krytyką tego, co robią inni. Bo jeżeli polityka w lutym 2020 roku szybko i z lubością skorzystała z możliwości zatrzaśnięcia bram Europy i zamienienia jej w twierdzę, przez którą zgromadzeni na granicy Europy uchodźcy się nie przedostaną, to nie dlatego że sama z siebie jest dziełem nieludzkich potworów, ale dlatego że politycy dokładnie wiedzą, co tkwi w człowieku, co tkwi w NAS. Polityka dobrze wie, iż pod werniksem nowoczesnego, uczciwego człowieka jesteśmy małymi zagubionymi istotami sprzed pięciu milionów lat, i właśnie zapaliły się lasy, w których mieszkamy, za co odpowiada jakiś potworny demon, i musimy uciekać, uciekać jak najprędzej, dopaść jaskini, schować się tam, zabić kamieniami skorpiony i skolopendry, wygonić żmije i zjeść króliki i szczury, które tak jak my, poszukały tu schronienia przed katastrofą.

My, nowocześni ludzie w XXI wieku, wciąż jeszcze, jak się robi choć tylko trochę gorzej, siedzimy znowu tam w tej strasznej jaskini, w której rodziło się człowieczeństwo. To jeszcze zwykła jaskinia, jeszcze nikt z nas nie namalował na ścianach i sklepieniach wspaniałych obrazów, nie zrobił ołtarzy, nie stworzył bogów, którzy mieli zastąpić stare demony. Minie pięć milionów lat, zanim w Grecji urodzi się mężczyzna o imieniu Platon i zobaczy, że na sklepieniu tej jaskini kłębią się idee i pojęcia, według których poza jaskinią budujemy świat. Platon uznał, że to jakaś siła wyższa tam te pojęcia umieściła, jako wzór dla nas, zwykłych ludzi. Ale to nieprawda, to są nasze ludzkie myśli. Mieliśmy pięć milionów lat, żeby skuleni w jaskini, chroniąc się przed ścianą lodu, huraganem ognia, lejącym się z niebios potopem, uciekając przed strasznymi zwierzętami, wyposażonymi w zęby, kły, rogi i pazury, wyobrazić sobie, jak byłoby dobrze, gdyby tego wszystkiego nie było.

Minęło jeszcze kilkaset lat. Pewien prorok w Izraelu zmartwychwstał, odrzucił kamień barykadujący wejście do tej jaskini i wyszedł, a potem wstąpił do nieba, siedzi po prawicy ojca, ale kiedyś przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwu jego nie będzie końca. Ale to zaledwie dwa tysiące lat temu. A to, co nas prowadzi przez codzienne życie, to strach nagromadzony przez pięć milionów lat.

Żadne z naszych ludzkich uczuć nie ma za sobą dłuższego życia niż to jedno: schować się w jaskini, nie widzieć niebezpieczeństwa, przeczekać, aż przeminie. Humanizm, patriotyzm, demokracja, współczucie dla innych, prawo i sprawiedliwość społeczna, ochrona tych, co są słabsi, umiejętność dzielenia się, opiekuńczość, niesienie ulgi… To wszystko są wymysły ostatnich dwóch tysięcy, dwustu albo dwóch lat. Ich moc wypływa z sumienia, serca i rozumu, może z miłości, ale ich siła jest niczym w porównaniu z pięcioma milionami lat w jaskini.

Oczywiście fakt, że ten strach trwał pięć milionów lat, tylko wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje, natomiast w niczym nas nie usprawiedliwia. Bo wokół nas są ci, których nawet pięciomilionowy strach nie sparaliżował.


Foto: Dorota Cygan, kwiecień 2020
Czasy zarazy – ja w mojej jaskini.

Pięć milionów lat.

Gdy się nad tym zastanawiam, nie mogę się nadziwić, że jednak czasem udaje się nam coś zrobić, że udaje się pokonać to dziedzictwo, że pojawia się śliczna, słodka, szczuplutka Ania Alboth, z tym swoim pięknym mężem i dwoma niezwykłymi córeczkami, i coś robi. Że w ogóle ktoś coś robi. Że Ania płacze na widok bombardowanego szpitala pedriatycznego w Aleppo, a w trzy miesiące później z lotniska Tempelhof wyrusza marsz tych, co chcą zaprotestować. W marszu weźmie ogółem około pięciu tysięcy osób, niektórzy jak ja – przez kilka dni, inni od początku do końca, przez osiem miesięcy i w końcu dojdą do granicy z Syrią, tylko do granicy a nie do Aleppo, bo dalej nie wpuści ich polityka.

Przez kilka dni maszerowałam z Anią. Nie, nie ma mnie na tym zdjęciu, ale jednak gdzieś jestem na jakichś zdjęciach. Robią wrażenie, bo akurat przedzieramy się przez skute mrozem, owiane zamiecią polne drogi na trasie między Brnem a Wiedniem. Nie wiem, ile kilometrów tym razem pokona Ania, nie wiem, ile ja z nią przejdę, przede wszystkim oczywiście nie wiemy, kiedy skończy się kryzys i pandemia, ani, i to najważniejsze, co się zdarzy w obozach dla uchodźców po drugiej stonie murów, którymi się otoczyła Europa.

Meeting Walk of Shame podczas pandemii

To wspaniale, że jeszcze są ludzie, którym się chce podejmować wysiłek rehumanizacji Europy. Ja sama niczego nie wymyślę, a jak czasem nawet coś bym wymyśliła, jakieś małe maleńkie myślątko, to nie ma we mnie tej siły, która pozwoli je zamienić w myśl, a myśl w działanie. Nie jestem przywódczynią. Gdyby nie było tych innych, pewnie zawsze tylko bym siedziała na ławce i karmiła wróble. No, ale skoro są, to jak się skończy pandemia, to wstanę i pójdę, a na razie przyznaję się do własnego wstydu.

Jeśli macie ochotę, napiszcie, co o tym sądzicie, co sądzicie o ruchu walk-of-shame, co o jego przyzczynach? Czy Europa powinna się wstydzić? Czy my powinniśmy się wstydzić? Co możemy zrobić, co powinniśmy, co zrobimy?

Dekameron

Oczywiście, jak zawsze, pierwszy był poeta

Tibor Jagielski

cisza w mediolanie

ta cisza jest inna
zwiastująca niebezpieczeństwo
zamykam się na cztery spusty
i czytam decamerone

tylko gołębie na placu del duomo
uwijają się jak gdyby nigdy nic

24.02.2020

Sejm RP
Choroba zakaźna COVID-19, wywołana przez koronawirusa SARS-CoV-2, pojawiła się w grudniu w Wuhanie w środkowych Chinach. Od 31 grudnia 2019 r. do 1 marca br. zanotowano 87 tys. 24 potwierdzonych przypadków COVID-19, w tym 2 tys. 979 zgonów – podał w niedzielę Główny Inspektorat Sanitarny.

2.03.2020

Tabor Regresywny

Co nam biednym ludziom pozostało, gdy medycyna rozkłada bezradnie ręce, gdy politycy jak zwykle coś kręcą, gdy biznes liczy straty, a spekulanci zyski? Nam biedakom nie pozostaje nic innego, jak odwołać się do średniowiecznych sposobów i wyruszyć na pielgrzymkę. Pytanie tylko dokąd? Miejsc świętych już nie ma, Ziemia Święta wcale nie jest taka święta. Może do Wałkonii, krainy wolnej od śmieci, bo nikt ich nie produkuje, wszyscy się wałkonią.
Przyjechałem kiedyś moim wozem na konferencję pt. Koniec świata i co dalej? Konferencję zorganizował Papieski Uniwersytet Teologiczny w Krakowie. Po wystąpieniach plenarnych były pytania z sali. Zabrałem głos jako ostatni:
– Przyjechałem tu z Ławicy, małej wioski w Kotlinie Kłodzkiej. Proszę moją wypowiedź traktować jako wypowiedź wieśniaka z Ławicy. Mam taki problem. Spytałem syna, kim chciałby być, jakby nie był tym kim jest. Odpowiedział: wałkoniem. On jest wybitnym wałkoniem amatorem. Potrafi przez kilka miesięcy włóczyć się po Europie, ale przez resztę roku ciężko na to pracuje. A ja bym chciał, żeby przeszedł na zawodostwo, rzucił pracę i żył z emerytury babci. Ale jeden warunek. Babcia ma być przeszczęśliwa. Ani syna, ani teściowej nie mogę do tego przekonać. Możecie mi pomóc, jakoś teoretycznie to uzasadnić? Wszystkich zatkało. Jakiś dr ksiądz czegoś nauczał, że może na innej uczelni za pieniądze mi pomogą. Atmosfera robiła się nieprzyjemna. Wtedy wstał wysoki mężczyzna z imponującą łysiną i odwracając się do mnie powiedział.
– To jest cynizm. To jest cynizm w tym najpiękniejszym Greckim wydaniu, za którym kryje się głęboka etyka. Ja panu bardzo dziękuję za tę wypowiedź.
Na dworzec wracałem w towarzystwie dwóch kobiet, wózek ciągnął syn jednej z nich. Corona wirus jest tak skonstruowany, że najwieksze żniwo zbiera wśród emerytów i rencistów. Nie mam zamiaru oddawać emerytury bez walki. Żal mi tylko młodzieży, dla której może nie starczyć. Na waszym miejscu postawiłbym ultimatum. Najpierw emerytura a potem praca. Jak sie nie zgodzą, to chodźcie z nami.

03.03.2020

TIP (Jacek Slaski)

Kwarantanna w Berlinie. Planszówki, telewizja, wyspać się (Zachód). Piec ciasteczka z dziećmi, ćwiczyć na skrzypcach. Spandau (Szpandawa). Chleb chrupki, zupki w proszku. Panika. Seks, poliamoria. No sex, please. Wina Merkel (być może po polsku powinno się przetłumaczyć jako Wina Tuska). Prywatnym samolotem na prywatną wyspę. Queer-Sex. Marihuana i play station. Planszówki, telewizja, wyspać się (Wschód).

Jak chomikuje Berlin? Piwo, chipsy, karma dla psów (Zachód). Tofu, soja, mieszkanie na poddaszu. Spandau (Szpandawa). Czerwone wino, krakersy serowe. Sushi & szampan. Olewam. Chomiki. Płaski ekran 70 cali. Wołowina z Kobo i Dom Perignon. Kondomy. Karty pamięci i orientalne klopsiki. Piwo, chipsy, karma dla psów (Wschód).

Berliner Zeitung, Pieniądze albo będę kichał…

Znalezione na Facebooku. Ula Ptak. Zdjęcie zrobione w metrze. Zakupy jakiejś syryjskiej współpasażerki.

Urzędy

Szkoła zamknięta. W Berlinie już trzy szkoły zamknięto. Ale może tylko dwie. Prasa podaje różne wersje.

Pracuję w ministerstwie. Na korytarzu przy wejściu ustawiono przenośny dezynfekator rąk. Ale nikt nie kontroluje, czy go używamy.

Ktoś z rodziny jest w szpitalu. Poszłam go odwiedzić. Ani lekarze i personel, ani pacjenci nie noszą masek. Dezynfekatory w każdym pokoju, ale tu też nikt nie kontroluje, czy się dezynfekuje ręce.

Odwołano Festiwal książki w Lipsku, berlińskie Targi Turystyczne i wycieczkę z Nowego Targu.

My

Jadę metrem. Obok mnie siedzi młoda dziewczyna, widzę miodowego koloru płaszczyk, cienkie czarne rajstopy i gładkie czarne włosy. W pewnej chwili dziewczyna zaczyna kaszleć. Rzucam okiem na jej twarz. Być może azjatycka, ale może “tylko” ukraińska lub serbska. Patrzę na kobietę, która siedzi naprzeciwko. Uśmiechamy się do siebie. Smutno. No bo nawet jeśli to Chinka, nawet jeśli kaszle, bo jest chora, nawet jeśli właśnie nas zaraża, to co my możemy w tej sytuacji zrobić? Co w ogóle możemy my, ludzie, z tym zrobić?

Pancernik

Podobno tym razem to on, ale może zresztą nie on, wyprodukował wirusa. Mały pancernik. Zwierzę pod całkowitą ochroną. Mimo to łapie się go, zabija i zjada. Bo smaczny i bo wzmacnia potencję. Jeśli to naprawdę on, to jest to wręcz symboliczne. Nasza żarłoczność i nasz niepohamowany popęd seksualny jako przyczyna epidemii. Czy to Apokalipsa? Czy to wojna światów? W imieniu Natury, w imieniu Ziemi, pancernik rozpoczął z nami wojnę.  Aurora? Pancernik Potiomkin? Schleswig-Holstein?

Materiały źródłowe
wolnelektury.pl

Giovanni Boccaccio, Dekameron

Tłumaczył Edward Boyé

Zaczyna się księga Dekameron, w której zawiera się sto nowel, opowiedzianych przez siedem białogłów i trzech młodzieńców.

Prolog

Zaczyna się pierwszy dzień Dekameronu, w którym po wyjaśnieniach autora, dla jakiej przyczyny osoby, mające następnie wystąpić, zebrały się tutaj i gawędzą społem, pod przewodem Pampinei rozprawia się o tym, co każdemu najbardziej przypada do smaku.

Ilokrotnie, miłe damy, pomyślę o wrodzonym wam współczuciu, zaraz wystawiam sobie, że dzieło niniejsze będzie miało dla was smutny i przykry początek. Zaczyna się ono bowiem od wspomnienia morowej zarazy, strasznej i żałosnej dla każdego, kto był jej świadkiem albo też jakimkolwiek sposobem o niej uznał. Nie chciałbym jednak, abyście przeraziły się, nim czytać poczniecie, i pomyślały, że przez cały czas czytania płakać i wzdychać będziecie. Niechajże ów smutny początek będzie dla was tym samym, czym dla wędrowców stroma i spadzista góra, za którą skrywa się miła i piękna równina. Im trudniejsze było wejście i zejście, tym słodsze jest później odetchnienie.

Nieskończona radość boleścią się kończy, a po boleści znów radość nastaje. Po tym krótkotrwałym smutku (mówię krótkotrwałym, bowiem w niewielu słowach on się wyraża) wkrótce nastąpi wesele i radość, które wam już przyobiecałem. Bez stosownego uprzedzenia, po tak posępnym początku, nie mogłybyście wróżyć sobie później nijakiego ukontentowania. Gdyby to możliwe było, powiódłbym was tam, gdzie chcę, całkiem inną drogą niż tą kamienistą ścieżką. Aliści, nie dotknąwszy tego wspomnienia, objaśnić bym wam nie mógł, jakim sposobem zdarzyły się te rzeczy, o których czytać będziecie; zatem k’temu konieczność mnie czysta przywodzi.

Chiny. Dwa dni w lutym 2020 roku

Reblogs

Jeśli myślicie, że Koronawirus, to wszystko, czym nas mogą przerazić Chiny…

1/ Artur Cieślar 
20 lutego 2020
Stracić twarz
codziennie, a raczej conocnie śledzę chińskich blogerów i vlogerów, którzy cudem pańskim omijają cenzurę komunistycznych władz i przemycają swoje relacje do sieci, do youtuba, nam, ludziom Zachodu. coraz mniej tych relacji, bo ci, którzy wykładali karty na stół i wprost mówili o manipulacjach władz dot. działań przeciwko wirusowi, ci, którzy wprost mówili: “hej, komunistyczny rządzie, ja się śmierci nie boję, a ty myślisz, że ciebie będę się bał!”, oni wszyscy zapadli się pod ziemię, znikali jeden po drugim, a ich relacje ustawały. i warto wiedzieć, warto przekazywać dalej, że mamy do czynienia z powtórką a la Czarnobyl, fałszowaniem danych, i aresztowaniami oraz mordami ludzi, którzy dla chińskich władz, ich wizerunku i podejścia, które nam jest obce – “za wszelką cenę nie można przed innymi stracić twarzy”, że komunistyczne Chiny prędzej cały świat zakażą wirusem niż przyznają się do swojej tępej polityki i odpuszczą sobie własne stołki, powołując do życia demokratyczne mechanizmy, których Chińczycy od wieków zwyczajnie nie znają – a bo cesarze, a bo Mao, a bo komuniści zaraz po nim.
przeraża mnie jako zwyczajnego konsumenta informacji o tym, co wydarza się na mojej planecie, że wszystkim rządzą pieniądze, że nawet w naszych mediach dziennikarze głównie martwią się stratami w gospodarce, spowodowanymi blokadą Chin w związku z wirusem. przeraża mnie, że jakoś nie słyszę o wielkich działaniach humanitarnych na rzecz walki z wirusem i pomocy. oni, czytaj Chińczycy, przemycają światu piękne obrazki z najnowocześniejszych szpitali, gdzie personel przypomina astronautów z NASA, gdzie wszystko lśni i jest na glanc monitorowane, zdjęcia ozdrowieńców, którzy z wdzięcznością machają lekarzom bukiecikami kwiatów i opuszczają szpital. tymczasem tam jest Armagedon. tam wszystkiego brakuje. większość Chińczyków jest zakażona i przebywa chorobę we własnych domach, całe bloki, osiedla chorują i nie ma szansy na ambulans ani miejsce w szpitalu. albo chorują na prowizrycznych łózkach polowych, gęsto porozstawianych w salach gimnastycznych szkół. cała masa przypadków zgonów jest nieopisana i nieudokumentowana. ciała zmarłych są zabierane bezpośrednio do krematoriów, a pracownicy tychże nie nadążają ze spalaniem zwłok, są przemęczeni i zdruzgotani tym, że oficjalne dane komunistów nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i że nikt im nie pomaga.
to jedna z najbardziej przerażających pułapek, jakie ludzie zastawili na ludzi w XXI w. to pułapka władz państwowych na własnych obywateli, gdzie metody sowieckie są stosowane na co dzień i po dziś dzień. nota bene: wydalono właśnie wczoraj amerykańskich dziennikarzy z Wall Street Journal, bo zbyt krytycznie przedstawiali sytuację w Chinach! to “mocarstwo”, gdzie ludzi się łamie, a ci, którzy znajdują w sobie pokłady siły i odwagi i nazywają rzeczy wprost, znikają w tajemniczych okolicznościach.
i światu nie przeszkadza handlować i przyjaźnić się z chińskimi władzami, które z każdym kolejnym sprzedanym iPhonem, parą butów, koszulką, garnkiem i samochodem, obrastają w tłuszcz mocy i jeszcze szczelniej obudowują własną twierdzę. twierdzę, która jest pułapką dla ponad miliarda mieszkańców naszej planety.

2/ Andrzej Titkow
23 lutego 2020
Jestem Ujgurem

Koronawirus zwrócił oczy całego świata na Chiny. Ale ten kraj próbuje ukryć przed nami inny horror: chińskie władze wtrąciły do brutalnych „obozów reedukacyjnych” już milion Ujgurów.

Kobiety się gwałci i torturuje, dzieci przemocą odbiera rodzicom.

Trudno uwierzyć, że coś tak makabrycznego może mieć miejsce w 2020 roku przy milczącej akceptacji naszych rządów. Ale my nie będziemy milczeć! Za kilka dni w ONZ może się odbyć debata w tej sprawie. Wierzymy, że światowy apel może skłonić kilka wpływowych państw, by sprzeciwiły się chińskiej bezwzględności. Jeśli każdy, kto to czyta, podpisze naszą petycję, zbierzemy milion podpisów i dostarczymy je na forum ONZ – po jednym podpisie za każdego zatrzymanego Ujgura!

Następnie dostarczymy świadectwa samych Ujgurów do parlamentów całego świata. Będziemy naciskać na globalne koncerny, by przestały uczestniczyć w tym kulturowym ludobójstwie. Pokażmy Chinom i całemu światu, że żądamy, by Ujgurzy odzyskali wolność.

Podpisz

Do Rady Praw Człowieka ONZ, parlamentów naszych państw oraz do przedsiębiorstw prowadzących interesy w Chinach:

Brutalne internowanie i „reedukacja” co najmniej miliona niewinnych ludzi to zbrodnia przeciwko ludzkości. Żądamy reakcji. Apelujemy o potępienie tej potworności, nałożenie sankcji na osoby odpowiedzialne oraz o wycofanie inwestycji – po to, by nakłonić rząd Chin do respektowania fundamentalnych praw człowieka i prawa międzynarodowego. Nie możemy pozwolić na nieustanną inwigilację, reedukację, masowe internowanie, zorganizowane gwałty i tortury i na kulturowe wyniszczenie całego narodu.
Historia będzie pamiętać o Ujgurach – i o tym, co w ich sprawie zrobiliście.

Podpisz petycję

Worldwide Screening

Worldwide Screening on 75th International Day of Remembrance of the Victims of the Holocaust

We called for participation in the worldwide screening of “Shoah” by Claude Lanzmann. This can take place privately in a small circle, in a school, in a cinema, in a cultural institution or through a TV channel.

In the 9½-hour film “Shoah” both, surviving victims and perpetrators of the systematic extermination of Jews by the German Reich, have a chance to speak. Lanzmann worked on the film for eleven years, from 1974–1985. The Berlinale awarded the director the Honorary Golden Bear for his life’s work in 2013. His film is regarded as an »epochal masterpiece of memory studies«.

January 27, International Day of Remembrance of the Victims of the Holocaust, was introduced by the United Nations in 2005 to commemorate the Holocaust and the liberation of the Auschwitz-Birkenau concentration camp on January 27, 1945. The Auschwitz-Birkenau concentration camp was the largest German extermination camp during National Socialism. About 1.1 million people were murdered there. A total of over 5.6 million people fell victim to the Holocaust.

Until January 20th we will collect information about the screening you have organized. Please send us an to worldwidescreening@literaturfestival.com so that we can communicate the events on our website www.worldwidereading.com.

Here you find a list of participants. There will be screenings in Austria, Canada, Chile, France, Germany, Great Britain, Greece, Italy, Nigeria, Spain, USA.

Worldwide Screening am 75. Internationalen Gedenktag für die Opfer des Holocaust

Das internationale literaturfestival berlin [ilb] rief Personen, Schulen, Universitäten, Medien und kulturelle Institutionen zu einer weltweiten Filmvorführung von »Shoah« von Claude Lanzmann am 27. Januar 2020 auf. Damit knüpft das ilb an die Serie der weltweiten Lesungen an, die es seit 2006 zu verschiedenen Themen, vor allem auf die Menschenrechte bezogen, organisiert hat.

In dem 9½-stündigen Film kommen überlebende Opfer wie Täter der systematisch betriebenen Vernichtung der Juden durch das Deutsche Reich zu Wort. Lanzmann arbeitete an dem Film elf Jahre, 1974-1985. Die Berlinale verlieh dem Regisseur 2013 den Goldenen Ehrenbären für sein Lebenswerk.

Der 27. Januar, Internationaler Tag des Gedenkens an die Opfer des Holocaust, wurde 2005 von den Vereinten Nationen eingeführt, um dem Holocaust und der Befreiung des Konzentrationslagers Auschwitz-Birkenau am 27. Januar 1945 zu gedenken. Bei dem Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau handelte es sich um das größte deutsche Vernichtungslager während des Nationalsozialismus. Etwa 1,1 Millionen Menschen wurden hier ermordet. Insgesamt fielen über 5,6 Millionen Menschen dem Holocaust zum Opfer.

Bis zum 20.1. nehmen wir gern noch Veranstaltungshinweise an. Bitte schicken Sie uns eine Nachricht über Ihre Veranstaltung an worldwidescreening@literaturfestival.com. Auf unserer Website www.worldwidereading.com werden wir diese Informationen einstellen.

Eine aktuelle Veranstaltungsübersicht finden Sie hier. Es wird Veranstaltungen in Chile, Deutschland, Frankreich, Griechenland, Großbritannien, Italien, Kanada, Nigeria, Österreich, Spanien und USA geben.

Trailer #ilb19
With this video we commemorate a great festival in 2019 and look forward to the 20th ilb in Septembre 2020.

https://www.literaturfestival.com/%2B%2Bresource%2B%2Bcollective.flowplayer/flowplayer.swf

Mit diesem Video blicken wir zurück auf ein großartiges Festival in 2019 und schauen vorfreudig auf das 20. Jubiläum des ilb im September 2020.

internationales literaturfestival berlin
Chausseestr. 5
10115 Berlin
Fon +49 (0) 30 – 27 87 86 65
Fax +49 (0) 30 – 27 87 86 85
presse@literaturfestival.com

www.litfestodessa.com
www.worldwide-reading.com
www.comics-berlin.de
http://www.wordalliance.org
20. internationales literaturfestival berlin | 9-19. September 2020
#ilb20 #ilb2020


In Berlin gibt es Vorführungen sowohl heute als auch morgen:

Heinrich-Böll-Stiftung – Bundesstiftung Berlin
Schumannstr. 8
10117 Berlin
Sonntag, 26.01.2020
10.00 – 21.00 Uhr
Eintritt frei, Anmeldung unter
https://calendar.boell.de/de/civi_register/139583
https://calendar.boell.de/de/event/claude-lanzmann-shoah

Akademie der Künste
Hanseatenweg 10
Berlin
27.01.2020
10 Uhr
https://www.adk.de/de/programm/index.htm

Brotfabrik Berlin
Caligariplatz 1
13086 Berlin
27.01.2020
13 Uhr
Eintritt pro Teil: 5 EUR. Alle vier Teile: 15 EUR
https://www.brotfabrik-berlin.de

KulturMarktHalle
Hanns-Eisler-Str. 93
10409 Berlin
26.01., 12.00 Uhr (mit vier kleinen Pausen)
www.kulturmarkthalle-berlin.de

Container
Am Weidendamm 3
10117 Berlin-Mitte (Nähe Bahnhof Friedrichstraße, der Eingang wird ausgeschildert)
Sonntag, 26.01.2020, ab 13 Uhr in drei Etappen  (3,5h, 3h, 3h – jeweils eine Stunde Pause zwischen den Teilen)
Alle Mitschauenden werden gebeten, Essen und Getränke mitzubringen, damit in den Pausen zusammen gegessen werden kann
Interessierte werden gebeten ihr Kommen kurz per Mail an
verfolgt-verschwiegen-vergessen@riseup.net anzukündigen

Janusz-Korczak-Bibliothek
Berliner Straße 120
13187 Berlin
26. Januar, 10.00 – 19.30 Uhr
http://stadtbibliothek-pankow.berlin.de

SANDALIA – Un’isola a Berlino
Schillerstraße 106, 10625 Berlin-Charlottenburg
Montag, 27. Januar 2020, 11.00 Uhr – 21.00 Uhr
Eintritt frei
www.sandalia.org

 

Eine Utopie zu mithaben (Reblog+)

Im Voraus, weil es im Artikel keine Erwähnung findet und erst im Kommentar angesprochen wird. Wünsdorf ist eine nach der Wende gegründete Bücherstadt, wo sich vor allem Antiquariate mit ihren enormen Bücherdepots niederliessen. Mehr dazu HIER.

Roland Mischke

Grüner Visionär
Über eine Idee von Eckhart Hahn

Berliner Zeitung, 25.10.019

 

40 Kilometer vor Berlin
Wie Wünsdorf die erste Öko-Stadt der Welt werden könnte

Ausgerechnet Wünsdorf, die lange verbotene Stadt. Sie ist zu seinem Lieblingsprojekt geworden, zu seinem Lebensprojekt. In Wünsdorf will Ekhart Hahn die erste Öko-Stadt der Welt errichten.

Auf brandenburgischen Sand soll auf 90 Hektar Fläche eine Gartenstadt entstehen, der Gründer nennt sie „einen ökologischen Lernort, wie es ihn weltweit noch nirgendwo gibt. Ein neuer Lebensraum, ein Zukunftsmarkt.“ Und der Sand, sagt Hahn, der Siedlungsökologe, werde dabei kein Nachteil sein, ganz im Gegenteil.

Für DDR-Bürger war Wünsdorf gesperrt

Ausgerechnet Wünsdorf, 40 Kilometer südlich von Berlin. Seit 1910 Militärstadt mit Infanterieschule, Kasernen und Truppenübungsplätzen. Im Ersten Weltkrieg war hier das Hauptquartier der Reichswehr. 1935, zwei Jahre nach Machtergreifung der Nationalsozialisten, wurde das Oberkommando der Wehrmacht dorthin verlegt.

1945 übernahm der militärische Führungsstab der sowjetischen Streitkräfte der Roten Armee die Stadt, von Wünsdorf aus wurde die finale Schlacht um Berlin befehligt. Nach der Kapitulation rückte das Oberkommando der sowjetischen Streitkräfte ein, der Kalte Krieg begann. Für DDR-Bürger war Wünsdorf gesperrt.

1994 zogen die Russen ab und hinterließen eine heruntergekommene Stadt, teilweise vermint und weitgehend leer. Heute hat Wünsdorf knapp über 6000 Einwohner, nun sollen noch 10.000 dazukommen. Wenn es nach Ekhart Hahn geht.

(…)
Er ist Architekt, Raumplaner und Siedlungsökologe, 76 Jahre alt, Segler. Das erklärt seine Sprache.

Unsere Städte, sagt er, seien wie fossile Tanker, würden immer schwerfälliger. „Wir brauchen postfossile, wendige, gutorganisierte Segler. Wünsdorf soll zu dem Segelboot werden, das der Welt zeigen wird, wie sich die Städte umbauen lassen. Dass es in der Brandenburger Sandwüste steht, ist für unser Projekt von Vorteil. Mit neuen Nährkreisen werden wir daraus eine fruchtbare Gartenstadt machen.“

Ekhart Hahn ist ein nüchterner Mann, er hat alles durchgeplant und 2016 den Verein ICEC gegründet, International Campus Eco City. Hahn hat Kontakte zu großen Wirtschaftsunternehmen, zu Bundestagsabgeordneten, Brandenburger Landespolitikern und zu Softwareunternehmen. Für ein großes Projekt muss mit anderen zusammen groß gedacht werden. Und wenn sie es verstehen, werden sie zu Unterstützern. Wie der SPD-Politiker Wolfgang Thierse, Bundestagspräsident a.D., den Hahn vor Jahren kennenlernte.

Sie kamen ins Gespräch darüber, was jeder Einzelne dazu beitragen kann, den Klimawandel und die damit verbundenen Flucht- und Siedlungsbewegungen zu begleiten. Die größte Herausforderung auf dem Planeten, sagte Thierse. Hahn erzählte vom Plan einer Eco City. Im Grußwort für das Heft, das das ICEC-Projekt vorstellt schreibt Thierse: „Wir brauchen durchdachte Visionen, wie die zentralen Probleme unserer Zeit zu lösen sind. Ich wünschte sehr, dass dieses Projekt gelingen möge – als ein wichtiger Meilenstein auf dem Weg in eine hoffnungsvolle Zukunft.“

(…)

Ekhart Hahn ist in Stettin geboren, die Eltern waren Ärzte, die Familie wurde 1945 vertrieben und landete in Niedersachsen. Von dort ging Hahn 1970 an die TU Berlin, war nach fünf Jahren Studium Dozent und bereiste 1975 im Auftrag des Ministeriums für wirtschaftliche Zusammenarbeit China. „Noch in der Mao-Zeit, das Land war rückständig, aber es wollte vorankommen.“ In den Siebziger- und Achtzigerjahren hat Hahn in China gelehrt. Sein Thema: die umweltbezogene Siedlungspolitik.

Beeindruckt von dem Report „Die Grenzen des Wachstums“ vom Club of Rome entschied er sich dann für eine berufliche Neuausrichtung und zog sich für sieben Jahre in das Dorf Riedlingen im Schwarzwald zurück. Dort entwickelte er die Thesen zur Siedlungsökologie, die er in mehreren Büchern verbreitete. Zurück in West-Berlin folgten weitere Bücher über die Zukunft der Städte. Die TU Dortmund berief ihn zum Honorarprofessor für Ökologische Stadt- und Raumplanung, das lehrt er seit 1998 auch in Japan.

(…)

Hahn und der Verein ICEC wollen in Wünsdorf 30 Millionen Euro in Grundstücke investieren. In den Machbarkeitsstudien gruppiert sich der Stadtplan um eine grüne Mitte, gerahmt von Wohnquartieren, einer Öko-Station als Herzkammer der Eco City und einem Besucherzentrum. Hier werden sämtliche Energie- und Stoffströme zusammenlaufen, permanent kontrolliert, neu aufbereitet und wieder in den Kreislauf des Stadtorganismus eingespeist. Auf 20 Hektar wird Gartenland, auf 3,5 Hektar werden Gewächshäuser für Gemüse, Obst und Beeren entstehen. Terra preta, schwarze Erde, die sich im Boden des Amazonasbeckens als fruchtbar erwiesen hat, wird den märkischen Sand bedecken. Dazu Biomasse aus Abfällen der Bewohner und ihre Fäkalien zum Düngen.

Die Energieversorgung geschieht nach dem Smart Grid System, es handelt sich um intelligente Stromnetze mit hocheffizienten Energiespeichern. Die kreislauforientierte Technik führt Grund- und Oberflächenwasser, Regen-, Grau- und Schwarzwasser zusammen. Es wird eingesetzt in der urbanen Landwirtschaft, in Gärten, Freiräumen und zur Kühlung. Angelegt werden Wasserläufe, Teiche und eine Fischzuchtanlage. Autos dürfen nicht hinein in die Gartenstadt, Fahrradwege werden gebaut, die Beförderung der Versorgung wird durch Lastenräder und Elektromobilität geleistet. Die Zugereisten sollen  in lichten Häusern mit bunten Fassaden leben.

„Öko-Städte werden unser Überleben sichern“

Angetan ist Ekhart Hahn von den massiven denkmalgeschützten Bauten Wünsdorfs. Die robuste Bausubstanz wird ökologisch saniert. In die einstige Panzerhalle, 120 Meter lang und ebenso breit, 90 Meter hoch, werden drei Etagen implantiert – für Seminarräume und Werkstätten des Campus-Instituts.

Der „Kulturpalast“, in dem einst führende Militärs der Sowjets Klassikkonzerten lauschten, wird zum interkulturellen Zentrum, zum House of One für lernende und lehrende Studierende, die Muslime, Buddhisten und Christen sind. „Öko-Städte werden unser Überleben sichern“, sagt Hahn. „Wenn alle zusammenhalten. ICEC Wünsdorf wird die Blaupause sein.“

Eine Schlüsselaufgabe der Menschheit

Die behördlichen Voraussetzungen sind erfüllt, dank einer großzügigen privaten Spende konnte ein Koordinationsbüro etabliert werden. Jetzt soll Hahns Vorarbeit Früchte tragen. Er hat einen Stab an Experten versammelt: für urbane Landwirtschaft, Landschaftsarchitekten, Pioniere des baubiologischen Planens, dazu Stadtplaner und Künstler.

Der Spezialistenpool wird Studierenden aus aller Welt zur Verfügung stehen, sie werden einige Monate oder Jahre in Wünsdorf leben und dann in ihre Länder zurückkehren.

So arbeitet ICEC inzwischen mit einem Büro in Singapur zusammen, dass dort eine völlig neue Wasserversorgung entwickelt hat. Hahns will Ideen von überallher in der Campusstadt zu konzentrieren. „Der ökologische Stadtumbau ist die Schlüsselaufgabe der Menschheit im 21. Jahrhundert“, sagt er immer wieder.

Er weiß aber auch, dass es nicht genügt, den weltweiten Anforderungen mit Plastikreduktion oder Wärmedämmung zu begegnen. Gebraucht wird ein überzeugendes Konzept. Die Aktivisten von Fridays for Future unterstützt er. Er sagt aber auch: „Sie kennen die Lösungen nicht.“ Ekhart Hahn hingegen glaubt, die Mittel zu kennen, um dem Klimawandel effektiv begegnen zu können.

Da ist die zellulare Vernetzung der Systeme: Wärme aus der Erdtiefe, Energie von der Sonne durch Fotovoltaik, Wasserrecycling und ein perfekter innerer Nährkreislauf. „Die Ressourcen, die wir zum Lebensunterhalt brauchen, werden auf Quartiersebene dezentral neu in Beziehung gesetzt“, sagt Hahn. „Das deutet bereits die neue Mobilität an: kurze Wege, Fahrrad- und Fußgängerbereiche, Frischemärkte, kleine Läden.“ Die lokale Ökonomie hat sich in Mikrostrukturen und der Kiezkultur durchgesetzt. In Wünsdorf sollen 80 Prozent des Gemüse- und Obstbedarfs in der Stadt produziert werden. Für Ekhart Hahn ist das „der Übergang ins postindustrielle Zeitalter“.

Noch wird in Wünsdorf nicht umgegraben und gebaut. Bald aber könnte es so weit sein.


Kommentare:

Anne Schmidt

Die Idee Herrn Hahns von der ökologischen Stadt in Wünsdorf erinnert mich an die Ökostadt Davis bei San Francisco und an die Aussteigerkolonie Eden bei Oranienburg, die Ende des 19. Jahrhunderts von Lilienthal aus Blockhohlsteinen errichtet wurde.
In der Zeit der Planung für ein neues Tempelhofer Feld teilten wir (Bürgerinitiative Flughafen Tempelhof) in einer der zahlreichen Pressekonferenzen der damaligen zuständigen Senatorin, Frau Junge-Reyer, mit, dass die Ökostadt Davis ein Vorbild für eine autofreie Siedlung auf dem Flughafen sein könne.
Leider gingen die späteren Planungen, die Volk sei`s gedankt, in einer Volksabstimmung abgelehnt wurden, völlig an diesen Visionen vorbei. Hätte die Utopie einer ökologischen, autarken kleinen Stadt zur Abstimmung gestanden, wäre das Ergebnis sicherlich anders ausgefallen.
Wünsdorf ist bahntechnisch gut an Berlin angebunden, aber sind die Altlasten aus Land und Wasser wirklich verschwunden? Die befürchteten Kosten für die Dekontaminierung des riesigen Militärareals bei Jüterbog haben die Entscheidungsträger und Lobbyisten Anfang der 1990er dazu bewogen, Schönefeld zum Standort für den Mammutflughafen BER zu küren.
Die Kosten, die bisher in Schönefeld und Umgebung entstanden sind, haben alle anderen wichtigen Problemfelder in Berlin in den Schatten gestellt. Die Brände vom letzten Jahr auf dem “Minenfeld” bei Jüterbog stellen ein weiteres Kapitel im Brandenburger Katastrophenarchiv dar.
Ich hoffe, dass Herr Hahn in der einstigen Bücherstadt Wünsdorf nur ein zurückgebliebenes Archiv und kein vergrabenes und versenktes Arsenal vorfindet. Vielleicht wäre es einfacher eine zweite Abstimmung zur Nutzung des
Tempelhofer Feldes herbeizuführen als in Wünsdorf Altlasten zu beseitigen.

Ewa Maria Slaska

Ach jej, Männer! Dieser Anspruch! ICH war der Erste, der Wichtigste! Noch nie in der Welt gab es so etwas, was ICH mir ausgedacht habe!
Wer verantwortet diese Alleinstellung-Ansprüche in dem obigen Text? Der Ekologe oder der Autor?
Anne Schmidt schreibt über Ökostadt Davis bei San Francisco und die Kolonie Eden bei Oranienburg. Ich habe hier auf diesem Blog mehrere Male über realisierten Utopien geschrieben. Vor allem über Silvio Gesell. Als Silvio Gesell, der übrigens auch zeitlang in der schon erwähnten Kolonie Eden wohnte, seine Teorie des “freien Geldes” veröffentlichte, entstanden in der ganzen Welt mehrere, meistens sehr erfolgreich wirtschaftende, Freie-Geld-Kommunen. Ich schrieb über Silvio HIER, HIER, HIER und HIER. Da er ein deutscher Autor ist, “polonisierte” und übersetzte ich seine Theorie in meine Sprache. Die deutschen Leser können ein Buch von Silvio Gesell über Wirtschaft mit dem Freien Geld HIER lesen.
Wichtiger ist aber, dass man – erfolgreich – versuchte die Gesellsche Theorien lebendig zu machen. In den 30ern gab es mehrere Städte, die es machten, am erfolgreichsten war die Stadt Wörgl in Österreich.

Die positiven Auswirkungen führten dazu, dass der Modellversuch in der Presse als das „Wunder von Wörgl“ gepriesen wurde. Das Interesse daran stieg derart, dass über hundert weitere Gemeinden im Umkreis von Wörgl dem Beispiel folgen wollten. Auch im Ausland und in Übersee fand die Aktion starke Beachtung und Nachahmer. Aus Frankreich reiste der Finanzminister und spätere Ministerpräsident Édouard Daladier nach Wörgl, und in den USA schlug der Wirtschaftswissenschaftler Irving Fisher der amerikanischen Regierung – wenn auch vergeblich – vor, ein Wörgl-ähnliches Geld mit dem Namen Stamp Scrip zur Überwindung der Wirtschaftskrise einzuführen.

Allerdings erhob die Oesterreichische Nationalbank gegen die Wörgler Freigeld-Aktion vor Gericht erfolgreich Einspruch, weil allein ihr das Recht auf Ausgabe von Münzen und Banknoten zustand. Das Experiment von Wörgl und alle weiteren Planungen wurden verboten. Nach Androhung von Armeeeinsatz beendete Wörgl das Experiment im September 1933.

Na, kann man sagen, dem neuen Visionär geht es nicht um Geld, sondern um, na ja, wie in jeder utopischen Narration – DIE RETTUNG DER WELT, die wie ein Wunder auf dem Sand wachsen wird.

Dazu kann ich nur sagen, der Sohn von Silvio Gesell, Carlos, baute die ganze grüne Stadt auf den Dünnen in Argentinien: Villa Gesell in der Mar de la Plata, wo nichts aber nichts wachsen wollte. Ich schrieb darüber HIER für meine polnische Leser. Der deutsche Leser kann viel über die Villa Gesell HIER erfaren. Auf dem Foto unten sieht man, wie Villa Gesell heute aussieht. Es wohnen dort im Winter ca. 30 Tausend Menschen, im Sommer wesentlich mehr, weil es ein Kurort ist.


Anne Schmidt
Mitbegründerin der aufgelösten BI Flughafen Tempelhof (BIFT)

Ewa Maria Slaska
Blogadministratorin und Utopistin