Ksiądz, filozof, poeta, rebeliant

Ewa Maria Slaska

30 marca 2022 roku pojechałam do Zielonej Góry na spotkanie autorskie Alfreda Marka Wierzbickiego, księdza, który jak to już napisałam w tytule, jest poetą, filozofem – etykiem, wykładowcą i rebeliantem. Gdy byłam młoda, taki zestaw określeń był na porządku dziennym. Najrzadszy był fakt, że mógł być również poetą, ale było właściwie oczywiste, że ksiądz był mądry, etyczny, porządny i że stał po “naszej stronie”, czyli przeciwko władzy. Przewartościowanie słowa ksiądz z opozycjonisty w kanalię odbyło się w Polsce (zresztą nie tylko w Polsce) dopiero w ostatnich dziesięcioleciach. W Polsce było to w sposób oczywisty związane z uzyskaniem, czy też odzyskaniem suwerenności. Nagle okazało się, że musimy jako państwo i jako społeczeństwo zapłacić za wsparcie, jakiego udzielał nam Kościół Katolicki w czasach Komuny. Nagle Kościół okazał się pazerny i zachłanny, egoistyczny, nietolerancyjny, żądny władzy. Nagle pojawiło się słowo pedofilia, a potem fakt, że Kościół firmował i skrywał księży pedofilów.

Poza okresem szkoły podstawowej nie byłam dewocyjna, a od połowy lat licealnych zaczęłam sobie, jak to określiła kiedyś moja przyjaciółka, “fundować ateizm”. Nawet w działalności opozycyjnej skłaniałam się raczej ku lewicującym demokratom, niż wiernym Kościoła. Tym niemniej postać księdza nie była w moim obrazie świata niczym obciążona. Gdzieś jakiś ksiądz porzucił kapłaństwo i ożenił się. No cóż, każdy z nas jest tylko człowiekiem. Jakiś inny ksiądz dość swobodnie prowadził interesy finansowe, ale zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczał na odbudowę swojego kościoła. Jasne, w PRL, każdy musiał kombinować. Przykazanie “nie kradnij” było mocno wyciarachane po brzegach. Jakiś inny ksiądz chętnie zapraszał do siebie moich kolegów z klasy, ale zawsze chodzili tam w dwóch, trzech, i chodzili chętnie, bo mogli się napić koniaku, popalić papierosy, posłuchać muzyki i podyskutować o filozofii. W gruncie rzeczy wszystko razem było dość niewinne i nikt nigdy niczego poza tym nie sugerował i nie insynuował.

W okresie Solidarności pojawiły się nagle jakieś oszołomy żądające pomników życia nienarodzonego, ale nie byli to w ogóle księża, tylko jakieś dewotki w moherowych beretach i nawiedzeni nieudacznicy.

Byłam już na Zachodzie, już upadł Mur i cieszyliśmy się wolnością, gdy różne “dziady”, jak o nich wtedy mówiliśmy, zaczęli głosić ideał życia rodzinnego, w którym mąż pracuje, a żona wychowuje dzieci. Ale i to nie byli księża, tylko wpływowe osoby z (byłej) opozycji, które nagle stawały na świeczniku. Chyba najlepiej zapamiętałam tu wygłoszoną w tym duchu wypowiedź trzeciej żony Onyszkiewicza, Joanny Jaraczewskiej. Onyszkiewicz był nader zasłużonym opozycjonistą, w owym czasie (w latach 1992–1993) – ministrem obrony narodowej, a jego żona była wnuczką Józefa Piłsudskiego. Pamiętam, że ta jej wypowiedź, stanowiąca pochwałę życia Kury Domowej, zrobiła na mnie wstrząsające wrażenie. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że zaczyna się robić groźnie.

No i tak się stało. Wprawdzie w roku 1992 premierką została Hanna Suchocka i było to wydarzenie znaczące w historii Polski, bo od czasów królowej Jadwigi nie mieliśmy w Polsce władczyni, ale już w 1993 roku pod auspicjami pani premier, wprowadzono w Polsce praktycznie rzecz biorąc całkowity zakaz aborcji, który z jakichś nieznanych mi powodów, w ostatnim dziesięcioleciu nazwany został kompromisem aborcyjnym. Ale to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia.

Wtedy po raz pierwszy poczuliśmy, że Kościół wyciągnął łapę po nasze losy. A potem już poszło. Konkordat, śluby kościelne, świętość zygoty, pomniki dziecka nienarodzonego, wymuszane porody kalekich dzieci, przywracanie Kościołowi utraconych majątków, zwolnienie z podatków, radio Maryja, przymierze z PiS-em… Miliony dla księży a nie dla lekarzy i nauczycieli. Religia w szkole. Zasady życia dla dziewczynek. Wróg powszechny pod postacią Gender. Marsze Niepodległości. Zawłaszczanie patriotyzmu. Ordo Iuris. Kaja Godek. Czarnek. I tak dalej, i tak dalej. Gdzieś po drodze księża stracili szacunek, i nasz, i sami dla siebie – sprzedali go za pieniądze i przywileje. Powstały filmy takie jak Kler i Tylko nie mów nikomu. Wydawało się nam, że odmienią oblicze tej ziemi, nie uzyskały nic. Społeczeństwo jak wierzyło księdzu, tak wierzyło, jak płaciło, tak płaciło, jak robiło to, co mu ksiądz kazał, tak robiło.

I nagle pojawiają się Odnowiciele, a ich przywódcą jest ksiądz Alfred Wierzbicki, profesor etyki na KUL-u (póki co profesor na KUL-u, bo właśnie odchodzi). To człowiek, który zrobił wiele dla odbudowy wizerunku księdza w Polsce. W życiu publicznym pojawił się w sierpniu 2022 roku, gdy poręczył za Margot, osobę niebinarną aresztowaną za obrzucenie obelgami kierowcy ciężarówki Pro (czyli Pro Life) oraz przykrycie tęczową flagą figury Jezusa przed kościołem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

To było spektakularne. Jego główne osiągnięcie – zorganizowanie ruchu Zwykli. pl / zwykli księża, zwykłe zakonnice, jest znacznie mniej widowiskowe, choć dla obrony godności ludzkiej (a i autorytetu Kościoła) zapewne znacznie ważniejsze. O Ruchu Zwykłych Księży już tu na blogu pisał nasz ksiądz-autor Stefan Andrzejewski: TU.

Wymyślił w swoich wierszach postać pana Credo. Jak sam powiedział, żeby pan Cogito nie czuł się samotny.

Jesienny portret Pana C

Pan C chciałby złapać przemijanie
jak srokę, bażanta lub kosa.
Wystarczą iskierki października
i już zapala się od pochodni lipy
od płomyków dzikiego wina.
Radość mocuje się z żałością
i nie wiadomo, który z osiłków zwycięży.

Pan C przeżył wiele rzeczy, które wypaliły się
chciałby wreszcie zająć postawę bezstronną.
Miejsce Pana C znajduje się pomiędzy A i B
na zawsze pozostanie trzecim
jak reporter, sędzia, pielęgniarz.

Nie buja w obłokach
nie przenosi drzew
nie zniża do poziomu kopczyków liści
ćwiczy się w horyzontalnej sztuce
uwagi i współczucia.


Der Weber und Schriftsteller, Hugo Lubliner

Ewa Maria Slaska:

2018 wurde mein (auto)biographischer Roman Die Lubliner auf Polnisch herausgegeben. Es war eine, leicht beletrisierte, Familiengeschichte. 20 Jahre habe ich mich auf diese Aufgabe vorbereitet. Danach noch sieben Jahre recherchierte ich. Ich dachte, ich habe damals alles gefunden, was man über die Familie finden konnte, auch manche Lubliner in den Verinigten Staaten, die zur Familie nicht gehören, nur den gleichen Namen besitzen. Lubliner, der aus Lublin.

Im letzten Jahr aber schrieb Ela Kargol das Wort “Lubliner” in Internet ein und fand sofort einen deutschen Schriftsteller (und Weber) aus Berlin, einen gewissen Hugo Lubliner, von dem ich nie gehört habe.

Nun ja, was kann ich jetzt sagen: Bravo Ela!

Zu meiner Erleichterung fand ich später, dass der Wikipedia-Eintrag über Hugo Lubliner, von Ulrich Goerdten, einen pensionierten Bibliothekar in Berlin, erst November 2020 verfasst wurde.

Wikipedia:

Lubliner, Hugo (Pseudonym Hugo Bürger), Bühnendichter, Romanschriftsteller
* 22.4.1846 Breslau, † 19.12.1911 Berlin. (israelitisch)

Sein Vater war Kaufmann in Breslau. Die Familie zog nach dessen Tode 1858 nach Berlin, wo Hugo die Realschule besuchte und anschließend eine kaufmännische Lehre durchlief. Er war von 1865 bis 1873 Leiter einer Weberei.

1865 wurde sein erstes Lustspiel aufgeführt. Ein paar Jahre später entschied er sich für den Schriftstellerberuf und schrieb seit 1873 ständig Lustspiele, die im Königlichen Schauspielhaus in Berlin sowie am Burgtheater in Wien und anderen Theatern aufgeführt wurden. Seine Stücke waren bei den Theatern beliebt und beim Publikum erfolgreich.

Lubliner schrieb auch Romane, in denen das Großstadtleben seiner Zeit geschildert wurde. 1892 gründete er die Zeitung Der Abend, die jedoch keinen geschäftlichen Erfolg hatte. Für den Österreichischen Lloyd redigierte er unter seinem Pseudonym Hugo Bürger vier, 1901 und 1902 erschienene, Reisehandbücher.

Lubliners Grab befindet sich in Berlin auf dem Jüdischen Friedhof Schönhauser Allee.

Die Liste seiner Werke ist sehr lang und das Wort “Auswahl” lässt vermuten, dass sie länger hätte sein können:

  • Nur nicht romantisch! Dramatischer Scherz in einem Akt. Michaelson, Berlin 1864.
  • Der Frauenadvokat. Marschner & Stephan, Berlin 1876
  • Die Frau ohne Geist. Lustspiel in 4 Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1879.
  • Der Jourfix. Lustspiel in vier Akten. Berlin 1881.
  • Die Modelle des Sheridan. Lustspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1875
  • Die Adoptirten. Schauspiel in vier Acten. Bloch, Berlin 1876.
  • Die Florentiner. Trauerspiel in 5 Aufzügen. Marschner & Stephan, Berlin 1876.
  • Eine Fessel. Schauspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1877.
  • Gabriele. Schauspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1877.
  • Auf der Brautfahrt. Lustspiel in vier Akten. Entsch, Berlin 1880.
  • Forschungsresultate. Lustspiel in 1 Act. Sittenfeld, Berlin 1880.
  • Gold und Eisen. Schauspiel in 4 Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1881.
  • Aus der Großstadt. Schauspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1883.
  • Die Mitbürger. Lustspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1884.
  • Gräfin Lambach. Schauspiel in vier Akten. Bloch, Berlin 1886.
  • Die armen Reichen. Lustspiel in 4 Aufzügen. Entsch, Berlin 1886.
  • Die Gläubiger des Glücks. (Berlin im Kaiserreich I.) Roman. Schottländer, Breslau 1886.
  • Die Frau von neunzehn Jahren. (Berlin im Kaiserreich II.) Roman. Schottländer, Breslau 1887.
  • Wenn der Sommer kommt. Lustspiel in 3 Akten. Bernstein, Berlin 1887.
  • Der Name. Schauspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1889.
  • Im Spiegel. Schauspiel. Bloch, Berlin 1890.
  • Der kommende Tag. Schauspiel in vier Aufzügen. Lehmann, Berlin 1891.
  • Der Riegnitzer Bote. Schauspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1894.
  • Das neue Stück. Lustspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1894.
  • An der Riviera. Schottländer, Breslau 1896.
  • Die junge Frau Arneck. Lustspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1896.
  • Andere Luft. Schwank in 3 Akten. Entsch, Berlin 1897.
  • Nacht und Morgen. Schauspiel in 5 Aufzügen. Boll, Berlin 1897.
  • Der Zoller. Historie in 5 Aufzügen. Boll, Berlin 1897.
  • Das fünfte Rad. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1899.
  • Splitter und Balken. Lustspiel in 4 Aufzügen. Bloch, Berlin 1899.
  • Roman eines anständigen Mädchens. Hillger, Berlin 1899.
  • Die lieben Feinde. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1901.
  • Redaktion: Der Österreichische Lloyd und sein Verkehrsgebiet. Offizielles Reisehandbuch der Dampfschiffahrtsgesellschaft. Rudolf M. Rohrer, Wien 1901 u. 1902 (4 Bände)
  • Der blaue Montag. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1903.
  • Frau Schubels Tochter. Roman. Schottländer, Breslau 1905.
  • Die glückliche Hand. Lustspiel in drei Aufzügen. Bloch, Berlin 1911.

Ein Buch von Hugo Lubliner habe ich gerade in einer Berliner Bibliothek gefunden. Es ist jedoch, wie man sieht, nicht entleihbar. Man kann es nur im Lesesaal lesen und dafür fehlt mir momentan sowohl Zeit als auch Muse. Irgendwann Mal lese ich es… 🙂

***

Am Ende erlaube ich mir noch einen Ausflug ins Reich der Ethymologie. Hugo Lubliner war ein Weber und ein Autor, und dies ist eine sehr logische Zusammensetzung der Berufe. Der Weber erstellt die Textilien, der Autor - Texte. Es ist kein Wortspiel; so ist in der Tat das Wort Text entstanden - vom Stoffe webern. Bei dem Text-Herstellen gibt es noch andere Begriffe aus dem Wortschatz eines Webern. Zum Beispiel ist es sehr wichtig, dass sich durch den ganzen Text konsequent der rote Faden hindurchzieht, so wie sich im gewebten Tuch am Rande der rote Faden durchzieht. Auch die Dichtung und der Dichter sind mit dem Webern eng verwand. Der Dichter baut die Worte eng zusammen, dichtet sie, so wie der Weber mit einem Dichtkamm die Schussfäden eng zusammen... na ja, eben dichtet. In polnischer Sprache gibt es wiederum im Text Kett- und Schussfaden, also Hauptstrang der Narration und die sich drum herum webende Fäden der Nebengeschichten. Also der Schriftsteller und der Weber sollen immer eng miteinander kommunizieren. 

Frauenblick: Krieg

Monika Wrzosek-Müller

Die Ungerechtigkeit der Welt, der westlichen Welt, war mir immer klar und ein Dorn im Auge, doch jetzt sticht sie mit einer Schärfe und Dringlichkeit, dass ich, sollte ich es nicht aussprechen, krank würde. Auch wir werden durch den Krieg auf eine Seite, auf eine Möglichkeit festgelegt, was sich für die Zukunft wahrscheinlich verheerend auswirken kann.

Wir erleben einen Krieg – einen Angriffskrieg, den es in unserem Jahrhundert nicht mehr geben sollte. Es sind völlig archaische Methoden der Kommunikation, durch Druck und Gewalt auf das eigene Recht zu pochen und es einzufordern. Ich war während des ersten Kriegsmonats in Warschau; habe erlebt, wie die Polen sich zusammengerissen haben, um den Kriegsflüchtlingen zu helfen, wie sie den Krieg verurteilt haben, ihn verfolgt und immer wieder dazu Stellung genommen haben. Der Westen vergisst, dass doch noch Menschen mit Kriegserfahrungen aus dem Jahr 1939 leben und dass für sie ein déjà vue entsteht, dass von Deutschland mehr verlangt wird, eben wegen dieser Kriegserinnerung, aber auch wegen ihrer Nähe zu Russland und zu Putin, dass sie selbst für die Abhängigkeiten von Gas, Öl und Kohle verantwortlich sind. Versprechungen, Bekundungen und Mitleid helfen nicht viel, es müssen Taten folgen, ganz entschiedene und schnelle.

Unter den ukrainischen Frauen, die ich in der Wohnung in Warschau aufgenommen habe, war eine junge Frau mit einem Kleinkind, die mir als die Tochter der Freundin des Bruders meiner Mieterin vorgestellt wurde. Nach zwei Tagen stellte sich heraus: sie mit dem Baby und einen kleinen Jungen haben die anderen auf dem Bahnhof in Lemberg gefunden; die drei wussten nicht wohin, hatten seit ein paar Tagen nichts gegessen, lebten auf dem Bahnhof. Der kleine neunjährige Junge hatte seine Eltern, seine Mutter verloren, oder sie haben ihn so losgeschickt, damit er überlebt, das wussten sie nicht. Auf jeden Fall waren sie plötzlich bei mir, in der Wohnung meiner Mutter, mit den anderen drei Frauen und zwei Jungen. Zum Glück haben sie eine andere Bleibe gefunden, alle drei; so haben die anderen fünf Leute in der kleinen Dreizimmerwohnung genug Platz zum Leben.

Da wurde gesagt: in Polen gäbe es Flüchtlinge zweiter Klasse, ich habe nur gedacht, Gott sei Dank, wir haben noch Platz frei, wir können die aufnehmen. Und ja, sie sind mir willkommen, weil sie das erleben, was Polen immer wieder fürchten muss, und weil sie wirklich Frauen mit Kindern sind, und alles passiert so nah und ich will mich nicht hinter der Heuchelei der Menschenliebe für alle auf der ganzen Welt verstecken und die eigentlich gar nicht so wirklich hierher wollen. Denn es ist ein großer Unterschied, ob man etwas macht, was einem am Herzen liegt und brennt, oder man mehr oder weniger die eigene Überlegenheit über die arme Welt vorführt und den guten Onkel spielt, ohne die Menschen im Geringsten zu verstehen und eigentlich verstehen zu wollen. Ich habe die Aussagen: „Die werden nie arbeiten können, so wie wir das tun, ihre Ausbildung ist nicht annähernd unserer gleich…“ zu überhören versucht, denn ich bin selbst auch davon betroffen. Meine Ausbildung wurde für nicht würdig in Deutschland befunden, ich bekam den Grad “Magister pl“ zuerkannt und hatte damit keinerlei Recht, an Schulen etc. zu unterrichten. Gerade die Flüchtlinge spüren, ob sie wirklich willkommen sind, ob man für ihre Sache steht. Deswegen gehen auch viele Ukrainer lieber nach Polen als anderswohin in der EU und am liebsten gehen sie sowieso in ihr Land zurück.

In Polen hat die Sache noch einen Aspekt, den man wahrscheinlich nicht vergessen sollte. Die Ukrainer sind für den polnischen Wohlstand mitverantwortlich, haben ihn mit ihren Händen mit erarbeitet. So wird jetzt ein Teil der Schuld bei ihnen abgetragen, beglichen. Polen hat immerhin innerhalb dieser drei Wochen 2,2 Millionen Menschen aufgenommen, ohne zu klagen, ohne sich aufzuspielen, dass es Verteilung geben müsse, dass die anderen nicht wollten; da war die Not dieser Menschen und das war das wichtigste. Manchmal muss man über den eigenen Schatten springen, sich mutig zeigen und riskieren, sonst gehen unsere Werte, das, was man jahrelang versucht hat aufzubauen, verloren. Vertrauen, Glaubwürdigkeit gewinnt man langsam und es wäre schade oder ist schade, sie so schnell zu verspielen.

Pomagajmy

Zostańmy patronami Serhija Żadana

Bardzo Państwa zachęcam do zostania patronem ukraińskiego poety i pisarza, Serhija Żadana. To najlepsze wsparcie jakiego możemy udzielić Charkowowi i jego mieszkańcom.

Serhij napisał (przekład Wiery Meniok):

Zazwyczaj bardzo ostrożnie proszę was o pomoc, ponieważ jestem pewien, że większość z tych, kto czyta tę stronę, w taki czy inny sposób dają środki na coś. I nawet nie większość – wszyscy. Albo prawie wszyscy).

Potrzeb jest naprawdę bardzo dużo, nie potrafię określić, jaka z nich jest ważna bardziej czy mniej. Co jest ważniejsze – kupić powerbank dla żołnierza na linii frontu czy butelkę mleka dla babci, którą ten żołnierz chroni? Sami ustalcie priorytety, ja tylko powiem, że pracuję z różnymi grupami wolontariuszy, a otrzymane od was koszty (bezpośrednio z rąk do rąk, przez patreon czy na konta wolontariatu), wydaję na bardzo różne rzeczy – wczoraj na przykład dałem 20 000 na samochód dla bojowników oraz 10 000 na żywność dla cywilów. Na jutro również mamy mnóstwo zamówień. Bardzo chcę, byście mnie usłyszeli – większość tych zamówień i potrzeb pojawia się nie dlatego, że „państwo nic nie robi” – tylko dlatego, że państwo nigdy wcześniej nie stanęło przed takimi wyzwaniami i dlatego potrzebuje naszej pomocy. Jeśli państwo będzie uratowane – wszystko odzyskamy))

Krótko mówiąc, sami widzicie, czym się zajmujemy z moimi przyjaciółmi, komu pomagamy, kogo wspieramy, piszę o wszystkim, o czym można pisać. Jeśli będzie możliwość i chęć pomóc – pomagajcie. Jeśli macie inne pomysły jak pomóc i wesprzeć – chwała Bogu. Szczegółowego sprawozdania z fakturami nie będzie) (wiele rzeczy jest kupowanych i znajdowanych, sprowadzanych i uzyskiwanych bez faktur)))) Ale potem napiszę dla was powieść o wolontariuszach)))

To jest moja ukraińska karta bankowa wolontariusza:

4149 6090 0342 8085

To jest mój patreon:

www.patreon.com/serhiyzhadan

To jest mój nowo otwarty PayPal, tutaj można przesłać środki spoza Ukrainy:

Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com

Chciałbym jeszcze raz podkreślić: wszystkie środki otrzymane na tych kontach wykorzystuję na wolontariat – na wsparcie walczących o wolność Ukraińców.

Сергей Жадан:

Друзі, що хочу сказати. Зазвичай дуже обережно прошу вас про допомогу, оскільки певен, що більшість із тих, хто читає цю сторінку, так чи інакше сьогодні на щось перераховує кошти. Та навіть і не більшість – всі. Чи майже всі)

Потреб справді дуже багато, визначити яка з них більш важлива чи менш важлива мені особисто складно. Що важливіше – купити повербанк бійцю на передовій чи пляшку молока бабусі, яку цей боєць захищає? Ви самі собі визначайтеся з пріоритетами, я лише скажу, що співпрацюю з різними волонтерськими групами, і кошти, отримані від вас (безпосередньо з рук у руки, через патреон чи на волонтерські картки), витрачаю на дуже різні речі – вчора, скажімо, кинув 20 000 на авто для бійців і 10 000 на їжу для цивільних. На завтра теж маємо купу замовлень. Знову ж таки, дуже хочу, аби ви мене почули – більшість цих замовлень і потреб виникають не тому, що “держава нічого не робить” – вони виникають тому, що держава ніколи не стикалась із такими викликами й тому потребує нашої допомоги. Збережеться держава – ми все собі повернемо))

Одне слово, ви бачите, чим ми з друзями займаємося, кому допомагаємо, кого підтримуємо, я про все, про що можна писати, пишу. Буде можливість та бажання допомогти – допомагайте. Маєте інші варіанти допомогти та підтримати – слава Богу. Детальних звітів із чеками не буде) (багато чого купується й знаходиться, переганяється й дістається без чеків)))) Але потім я вам напишу роман про волонтерів)))

Ось моя українська волонтерська картка:

4149 6090 0342 8085

Ось мій патреон:

www.patreon.com/serhiyzhadan

Ось мій щойновідкритий PayPal, сюди можна переказувати кошти з-поза меж України:

Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com

Ще раз наголошу: всі кошти, отримані на ці рахунки, я використовую на волонтерство – на підтримку українців, які воюють за свою свободу. Собі я з цього нічого не беру: працюю на австрійський генштаб, мені там нормально платять.

Дякую всім за підтримку та допомогу. Хай у всіх буде тихий вечір. Завтра прокинемось ще на один день ближче до нашої перемоги)

Сергій Жадан is creating writing/journalism and music | Patreon

Serhij Żadan, Ukrainian writer, now in Kharkiv, where he collects funds to help the people of Ukraine.

“Usually, I ask for your help very carefully, because I am sure that most of those who read this page are giving money to something in one way or another.

The needs are really a lot, I cannot define which of them is more or less important. What is more important – buy a powerbank for a front-line soldier or a bottle of milk for grandma, which this soldier protects? Set your priorities yourself, I will just say that I work with various groups of volunteers, and the costs received from you (directly from hand to hand, via Patreon or to volunteer accounts), I spend on very different things – yesterday, for example, I gave 20,000 for a car for fighters and 10,000 for food for civilians. We also have a lot of orders for tomorrow. I really want you to hear me – most of these orders and needs arise not because “the state does nothing” – but because the state has never faced such challenges before and therefore needs our help. If the country is saved – we will recover everything))

In short, you can see what we do with my friends, who we help, whom we support, and I write about everything that can be written about. If there is an opportunity and willingness to help – help. If you have other ideas on how to help and support – thank God. There will be no detailed report with invoices) (many things are bought and found, brought and obtained without invoices)))) But then I will write a novel for you about volunteers)))

This is my Ukrainian volunteer bank card:

4149 6090 0342 8085

This is my Patreon:

www.patreon.com/serhiyzhadan

This is my newly opened PayPal, you can send funds from outside of Ukraine here:

Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com

I would like to emphasize once again: I use all the funds received in these accounts for volunteering – to support the Ukrainians who fight for freedom.

Mucha Kierkegaarda, czyli o płci, włosach, skórze…

Garść wiadomości:

  1. A group of astronomers had led a community petition to change the name, alleging that the telescope’s namesake, former NASA chief James Webb, had been complicit in the persecution and firing of gay and lesbian federal employees during his career in the US government in the 1950s and 1960s.
  2. die hannoversche Ortsgruppe von Fridays for Future hat die weiße, Dreadlocks tragende Musikerin Ronja Maltzahn von einer Demonstration ausgeladen. Begründung, Ronja hat Dreadlocks und es handle sich dabei „um kulturelle Aneignung, da wir als weiße Menschen uns nicht . . . mit dem kollektiven Trauma der Unterdrückung auseinandersetzen müssen“.
  3. The Guardian napisał że jak się biali oburzają na Smitha/Rocka (za dawanie po pysku podczas wręczania oskarów) to jest to zachowanie rasistowskie. https://www.facebook.com/10513336322/posts/10160941912291323/?d=n

Powtórzmy:
Rozważa się zmianę nazwy nowego wspaniałego teleskopu (James Webb był szefem NASA), tak żeby uwzględnić wkład mniejszości seksualnych w podbój przestrzeni kosmicznej.
Organizacja dzieciaków, która napisała sobie na sztandarach, że zadba o świat lepiej niż my to zrobiliśmy, najpierw zaprosiła, a potem jednak “odprosiła” z demonstracji białą muzyczkę, bo ta nosi dredy, a dredy są elementem kultury innych i wara nam, białym od innokolorowych symboli przynależności kulturowej.
Jedna z najpoważniejszych gazet na świecie uważa, że krytykowanie zachowania panów Smitha i Rocka podczas gali oskarowej ma podłoże rasistowskie.

A teraz dodam jeszcze:
W amerykańskim serialu Bridgerton, którego akcja dzieje się w XIX wieku, co trzeci arystokrata (i arystokratka) angielski jest w różnych odcieniach czarny. Jak gdyby nigdy nic. Nawet królowa.
W serialu Ania z Zielonego Wzgórza (który będzie się teraz nazywał Ania z Zielonych Szczytów) ciotka Diany Barry jest lesbijką, Gilbert Blythe oddaje swoje gospodarstwo czarnemu koledze, Ania zaprzyjaźnia się z Indianką, a jej najlepszym kolegą z klasy jest sfeminizowany chłopak, uprawiający rzeźbę postmodernistyczną.

Oba seriale stanowią dobitny przykład netfliksyzacji przeszłości. Przeszłość zostaje napisana od nowa zgodnie z naszymi dzisiejszymi wymogami poprawnościowymi i jest w tych filmach tak dalece realistyczna, że nie zdziwmy się, jak za dziesięć lat nikt nie będzie wiedział, o co chodzi feministkom, kolorowym, tranwestytom, gejom, lesbijkom, bo przecież oglądali Anię i Bridgertonów, czyli wiedzą, jak było. A było dobrze i wszystkie te grupy społeczne miały się nadzwyczaj dobrze.

Nic nie rozumiem. I czuję się, jak za młodych lat: Jestem za, a nawet przeciw.

Niemożliwe, możliwym

Teresa Rudolf

Moje serce

Przesmutne 
czyjeś
oczy
wkręcają
mi się 
w serce
i wiercą, 
wiercą, 
wiercą.

Upokorzone,
czerwone
ze wstydu,
za cudze 
straszne 
świństwa,
ledwie 
ze smutku 
cicho bije.


Dziwna wiosna

Już wiosna dotyka
oczu, twarzy, duszy
wyczekana, wytęskniona.

Pokazuje się i chowa,
chowa się i pokazuje,
boi się i też cieszy.

Najazdu się boi tego
głośno-czerwonego,
na niebieskie niebo.

I znów dotyka 
oczu, twarzy, duszy,
pełznąc po drzewach,

zieleniąc się nadzieją
niebieszcząc się radością,
czerniąc się powodzią...
...ludzkich łez.

Nieprawda prawdą

Tak trudno znieść
prawdę, co nie chce
być nieprawdą...

A może bawi się ona
w chowanego i wyjdzie
 jak dziecko zza szafy?

Urodziny, czyjaś śmierć,
radość, bolesna żałoba,
dziwny taniec z figurami.

Tyle skłonów, obrotów,
oklasków, ale i odarcia
z powagi, elegancji, honoru.

Wszystko po to, bo trudno
uwierzyć, że część świata 
jest na skraju  moralnego...

wyczerpania 
zasobów
człowieczeństwa,
bojąc się o ropę 
i gaz...

Wenus wschody i zachody

Tibor Jagielski

13 IV 2017

” IS kann nur militärisch bekämpft werden”
(martin kobler, ambasador niemiecki w egipcie 2003 -2006, iraku 2006 – 2007)

14 IV 2017

sie schreit und schlägt mit den händen auf den lenkrad
” ich lag dir zu den füßen!”
” und ich habe dich auf die beine wieder erhoben” – antworte ich ruhig und wasche die innenseite der vorderscheibe ab

17 IV 2017

von GROFAZ zum GROVAZ


21 IV 2017

nie ma innej rady – vis pacem para bellum;


28 IV 2017

rituelle waschungen – schafiten akzeptieran auch stehendes wasser;
hanafiten – nur fließendes wasser ist akzeptabel;

dar  al – harb – haus des krieges

haduna – waffenstillstand

schahid – märtyrer


5 V 2017

er ruft und lacht: ” du surensohn!”

14 V 2017
 
718 n,e. – pierwszy meczet w konstantynopolu (dla niewolników i handlarzy);

torschi

je 4 auberinen, karotten, gurken
8 knoblauchzehen
halbes kopf weißkohl
1 pfund perlzwiebeln

– kleinschneiden

je 2 esslöffel salz und zucker
je 1  teelöffel paprika (scharf), kurkuma, kreuzkümmel, kardamon

– dazugeben

je 1 bund petersilie,bohnenkraut, basilikum, minze, koriander

–  kleinschneiden und dazugeben

 mit einem liter essig und notwendigen menge gekochtes wasser gut bedecken
und mit einem stein  zugedrückt
4 wochen stehen lassen

– fertig;


15 V

Jetzt sind LAF (Landesamt für Flüchtlingsangelegenheiten) und LAGeSo (Landesamt für Gesundheit und Soziales)
unter einem Dach und diese Herberge heisst  ICC – der größte Flüchtligslager Deutschlands.

Und so ist die Situation wieder ernst – aber nicht ernsthaft genug.

17 IV

die schlange scheint endlos zu sein;
– was machen die da, unter dem dach? – fragt mich der rabbiner 
und schaut ensetzt auf den pulk der asylbewerber,
die sich, den schatten suchend in eine dicke menschentraube verwandelt hat.
– na, die sonne- antworte ich – sonst fangen sie umzufallen, die frauen sind gut geschuetzt, tragen kopftuecher,
aber die meisten, vorwiegend jungen maenner tragen ja keine kopfbedeckung.

21 IV

ich versuche mein altes gedicht ins deutsche zu übersetzen, aber die musen stehen mir nicht bei:

Stepowa wiosna

Wiatr strząsa śnieg z gałęzi sosen,
A słońce muska wygłodzoną twarz.
Wreszcie powraca jedna z moich wiosen
I kropelkami spada z sopli czas.

Gdybym zaklinał, jedno okamgnienie,
Klucz dzikich gęsi prący w nieba błękit,
To wiem, że tylko jest marzeniem,
Iż pozostanie i nie odejdzie więcej.

Krym, IV 1992

(c.d.n.)











Kafka in Berlin

Ewa Maria Slaska (nach dem Buch von Rainer Stach)

Am 12. August 1912 kommt nach Prag Felice Bauer. Sie ist Cousine von Max Brods Schwager, Max Friedmann. Sie wohnt im Hotel Blauer Stern. Am 13. August besucht Kafka seinen Freund und lernt Felice kennen. Sie plaudern sehr intensiv und schon an diesem ersten Tag verabreden sie sich, dass sie gemeinsam nach Palästina fahren wollen.

Am nächsten Tag reist Felice weiter nach Budapest. Felice stammt aus Breslau, ihre Familie wohnt aber schon in Berlin, in der Immanuelkirchstraße 29. Sie stammt aus kleinbürgerlichen jüdischen Verhältnissen und war bei der Carl Lindström AG beschäftigt, die u. a. Grammophone und sogenannte Parlographen herstellte, und stieg dort von der Stenotypistin zur leitenden Angestellten auf.

Am 20. September schreibt Kafka auf der Schreibmaschine im Büro den ersten Brief an Felice. Sehr freundlich-unverbindliche Antwort kommt eine Woche später in Prag an. Felice teilt mit, dass ihre Eltern ihr nicht erlauben werden, nach Palästina zu fahren.

Es muß eine Liebe auf ersten Blick gewesen sein. Nur acht Tage später, in der Nacht vom 22. zum 23. September 1912 schreibt er die Erzählung Das Urteil in nur acht Stunden. Und erfindet sich als Schriftsteller vellkommen neu.

Sie schreiben einander viele Briefe, obwohl Kafka viele nicht abschickt. Am 23. Oktober gesteht er ihr, dass die Hälfte seines Lebens aus Warten auf ihr Brief besteht. Ein paar Tage später schreibt er ihr einen “riesen Brief” von 30 Seiten.

Seit dem 5. November versprechen sie sich, täglich zu schreiben. Aber schnell ändern sie den Rhythmus und sollen sich einmal der Woche schreiben. Seine Produktion an Liebesbriefen wird sich bis zu drei täglich aufsteigern.

Er ist 29 Jahre alt, Felice schätzt ihn aber viel jünger an, höchstens 25, vielleicht gar 18. Diese Bemerkung mag er nicht. Möchte zu Felice nach Berlin fahren, sie wünscht es nicht. Ab einem Brief vom 13. November dutzen sie sich. Er ist sensibel und depressiv. Wenn ihre Briefe nicht kommen, schickt er Telegramme. Hegt Gedanken an einem Selbstmord. Er schreibt die Verwandlung. Am 24. November schickt er ihr eine Liebeserklärung. Ende November schicken sie sich ihre Fotos. Sie liebt ihn auch. Es stecke “Großes” in ihm. Schreibt Der Verschollene.

Am Ende des Jahres schreibt er ihr: Wir gehören unbedingt zusammen. Sie fragt sich, ob er lachen kann. Er leidet an Kopfschmerzen und Schlaflosigkeit.

Sie schrieben einander insgesamt rund dreihundert Briefe, trafen sich insgesamt nur sechs Mal.

Am 22. März 1913 kommt Kafka das erste Mal nach Berlin und bezieht wie später jedesmal ein Zimmer im Hotel Askanischer Hof. Das Hotel auf Kurfürstendamm war in der wilhelminischen Epoche und in den ersten Jahren der Weimarer Republik sehr bekannt; es wurde 1878 eingerichtet und 1923 geschlossen.

Franz und Felice, falls sie sich mal treffen, gehen gern spazieren. In Grunewald, in Tiergarten. Bevor Franz wieder nach Berlin kommt, fragt er, ob er Felice überhaupt alleine shen würde?

1913 zieht die Familie Bauer in eine Wohnung in Wilmersdorfer Str. 73 ein, in Berlin Charlottenburg. Er gesteht, heiraten zu wollen.

Im Juni 1914 kam es zur offiziellen Verlobung in Berlin – doch schon sechs Wochen darauf – zur Entlobung. Er zegt sich vollkommen unwillig und unfähig, ein verheirateter Mensch zu sein.

Sie trennen sich jedoch nicht. Mehr noch, während gemeinsamen Aufenthalts in Marienbad im Juli 1916, verloben sie sich noch einmal; diesmal verharren sie dabei fast ein Jahr. Nach dem Ausbruch von Kafkas Tuberkulose im Sommer 1917 wird ihre Verlobung jedoch wieder gelöst.

Seitdem kommt er jahrelang überhaupt nicht nach Berlin. Erst am 23. September 1923 kommt er und bezieht sein Zimmer in Steglitz, Miquelstr. 8 bei Moritz Hermann. Auch diesmal zieht ihn eine Frau in die Hauptstadt – Dora Diamant, geb. 1898, eine polnische Jüdin (aus orthodoxer Familie), politische Aktivistin und Schauspielerin. Sie war seine letzte Lebensgefährtin. Er lernte sie im Ostseeheilbad Graal-Müritz kennen. Sie ist, schreibt er, vom wunderbaren Wesen. Kafka und Diamant schmieden Heiratspläne, die zunächst am Widerstand von Diamants Vater und schließlich an Kafkas Gesundheitszustand scheiterten. Man geht viel Spazieren, Botanischer Garten liegt ganz nah; das Haus selbst ist ruhig gelegen. Meine Gasse, schreibt Kafka, ist etwa die letzte halb städtische, hinter ihr löst sich das Land in Garten und Villen auf.

In Steglitz ist sehr ruhig. Er geht selten aus seiem Stadteil raus. War nur etwa drei mal auf dem Potsdamer Platz. Leben beide, er und Dora, vom Geld, das ihm die Mutter zuschickt (1000 Kronen im Monat). Es ist aber nicht Elternshilfe, sondern überweisung der Kafkas Krankenrente.
In Berlin herrscht Inflation.

Ich frage mich, ob die beiden Vegetarier sind? Es ist mir nicht ganz klar. Kafka schon sehr krank und schwach. Ab November 1923 besuchen Dora und Franz die Hochschule für die Wissenschaft des Judentums im heutigen Leo-Becks-Haus. Berlin beginnt teuer zu sein. Es kommen mehrere Esspakete von den Eltern. Im Kafkas Zimmer ist bitterlich kalt, man muss direkt am Ofen sitzen. Am 15. November zieht Kafka in eine neue Wohnung um, ebenfalls in Steglitz: Grunewaldstr. 13 (bei Seifert). Die neue Wohnung, schreibt er, ist ausserordentlich schön. Hat zwei Zimmer, Zentralheizung, elektrisches Licht und Telefon.

Es sind Zwanziger. Berlins Boheme blüht, das Leben ist jedoch schwierig. Franz schreibt an seine Schwester und bittet um Zusenden von… Butter, “da die Berliner Butter nicht essbar ist”. Butter wird am 3. Oktober ankommen. Später wird sie Franz um Eier bitten. Sie verspricht nach Berlin zu kommen, sonst möchte Kafka niemandem aus Prag in Berlin empfangen. Er möchte sein neues Leben vor “Prag” schützen. Aber… eventuell seine Wäsche zum Waschen alle sechs Wochen nach Prag schicken.

24. Dezember 1923. Kafka fiebert sehr, man wird den Arzt holen müssen. Sein Honorar ist so hoch, dass Dora darüber verhandeln muss. Es ist sehr kalt in Berlin.

Februar 1924. Ein neuer Umzug, in Berlin-Zehlendorf, Heidestr. 25-26 (Heute Busseallee 7-9). Die Krankheit verschlechtet sich.

Geldsituation aber verbesert sich, weil er einen Verlagsvertrag unterzeichnet für Herausgabe drei seiner Erzählungen, darunter Ein Hungerkünstler.

Am 17. März 1924 reist er aus Berlin nach Prag aus. Wird hier schon nie mehr zurück kommen. Die Diagnose ist klar: Kehlkopftuberkulose. Danach wird noch Herzschwäche diagnostiziert.

Nachdem sich Kafka im April 1924 schwerkrank in ein kleines privates Sanatorium im Dorf Kierling bei Klosterneuburg zurückgezogen hatte, wurde er dort von Dora bis zu seinem Tod am 3. Juni 1924 gepflegt.

Herzlähmung.

Reblog: Dzień Ateizmu

Janusz Malinowski! dziękuję za podanie tego do wiadomości na Facebooku

Adam Patrzyk

Kazimierz Łyszczyński – zapalał światło rozumu

Powoli zbliża się rocznica męczeńskiej – nie bójmy się tego słowa – śmierci Kazimierza Łyszczyńskiego (1634-1689), która przypada na 30 marca. Piszę o tym z dużym wyprzedzeniem, bo bardzo chciałbym, aby nie była to kolejna, „prywatna” rocznica grupki polskich ateistów, znana nielicznym jako Dzień Ateizmu.

Zastanawia mnie i bulwersuje obojętność polskiego środowiska akademickiego – szczególnie wydziałów filozofii – oraz ludzi kultury wobec tej wielkiej, niemal nieznanej i powszechnie niedocenianej postaci. Etykietka “pierwszego polskiego ateisty” zdaje się wszystkim przysłaniać fakt, że Kazimierz Łyszczyński był filozofem i wybitnym, niezwykle nowoczesnym oraz nadal aktualnym krytykiem religii.

Kazimierz Łyszczyński to fenomen na skalę światową. Był pierwszym filozofem od czasów Antyku, który napisał traktat – objętości książki – O nieistnieniu Boga. Wyprzedził w ten sposób o kilkadziesiąt lat dzieło Jana Mesliera znane jako Testament, a o sto lat ateistyczną twórczość wielkiego Paula d’Holbacha i idee radykalnego Oświecenia.

Jeśli chodzi o filozofię religii, to Łyszczyński nie tylko był prekursorem Oświecenia, ale na dodatek należy – wraz z d’Holbachem – do jego najbardziej radykalnego nurtu, odrzucającego popularny wśród oświeceniowych twórców deizm. Był więc nawet jak na epokę Oświecenia niezwykle postępowy.

Łyszczyński jest postacią, która przynosi chlubę polskiej kulturze. Mógłby rozsławiać w świecie polską myśl filozoficzną sprzed XX wieku, tym bardziej że do czasu Szkoły Lwowsko-Krakowskiej nie mamy się specjalnie kim pochwalić. Mógłby też zmienić w świecie wizerunek Polski postrzeganej głównie jako kraj fundamentalnie katolicki, którego nikt nie posądza o wydanie pierwszego męczennika za wolność głoszenia idei ateistycznych.

Pamiętajmy, że Giordano Bruno (1548-1600) – symbol męczeńskiej śmierci za wolność słowa – był niezaprzeczającym istnieniu Boga teologiem i jego śmierć można potraktować jako porachunki wewnątrz Kościoła katolickiego, tym bardziej że został skazany za herezję. Pierwszą znaną postacią skazaną za ateizm był również teolog, Lucilio Vanini (1584-1619), ale także on nie napisał żadnego jawnie ateistycznego dzieła, a swoje ateistyczne idee przemycał zakamuflowane pod postacią krytyki religii pogańskich oraz poglądów heretyków lub ateistów.

Sam proces Łyszczyńskiego też był w tamtym czasie niezwykłym wydarzeniem na skalę światową. Oto przed sądem oskarżony o ateizm stanął szlachcic piastujący na dodatek urząd sędziego, a nie jakiś wędrowny teolog czy student jak Thomas Aikenhead (1676-1697). Nie był to również jakiś przypadkowy bluźnierca jak słynny francuski kawaler de la Barre (1745-1766), lecz świadomie i metodycznie dowodzący nieistnienia Boga filozof.

Długotrwały proces Łyszczyńskiego toczył się przed sejmem i w obliczu króla jednego z najpotężniejszych wówczas państw europejskich, świeżo wsławionego uratowaniem Europy przed inwazją turecką. Proces był próbą sił między hierarchią kościelną a szlachtą broniącą swoich praw przed zakusami Kościoła. Jego przebieg na bieżąco relacjonowała pierwsza francuska gazeta. Po latach – w 1800 roku – francuski oświeceniowy filozof, Sylvain Marechal umieścił Łyszczyńskiego w swoim pionierskim Słowniku ateistów, liczącym 800 haseł.

Obraz, namalowany w czasach ZSRR przez A. Silwiestrowa, odnaleziony przez autora artykułu, Adama Patrzyka

Okrutność wyroku na Łyszczyńskiego jest symboliczna. Choć w drodze łaski król Jan III Sobieski zamienił spalenie żywcem na uprzednie ścięcie mieczem, to jednak nie odstąpiono od spalenia przedtem żywemu jeszcze Łyszczyńskiemu ręki, którą napisał swój traktat i w której miał trzymać go podczas tej tortury. Wyrwano mu też język. Prochy Łyszczyńskiego wystrzelono z armaty, aby nie miał grobu, a jego dworek zrównano z ziemią, zaś miejsce po nim mocą wyroku miało na zawsze pozostać ugorem. Żonę Łyszczyńskiego zamknięto w klasztorze, w którym miała doglądać chorych i bezdomnych. Którego filozofa na świecie spotkał taki los? Szczególnie jasno lśni ateizm Łyszczyńskiego na tle przekonań religijnych współczesnych mu wielkich filozofów, myślicieli i uczonych. Jego niemal rówieśnicy – John Locke, Gottfried Leibnitz, Blaise Pascal czy Izaak Newton – wszyscy byli zagorzałymi teistami. Jako teista deklarował się nieco starszy Kartezjusz, a najbardziej ateistyczny z nich, Baruch Spinoza próbował łączyć materializm z teizmem. Natomiast późniejsi wielcy filozofowie i myśliciele Oświecenia niemal wszyscy byli deistami.

W roku egzekucji Łyszczyńskiego John Locke wydał swój słynny List o tolerancji, spod działania której wykluczał jednakże ateistów. Tak od strony religijnej wyglądała elita intelektualna ówczesnej Europy.

Wielkość Łyszczyńskiego bywa kwestionowana przede wszystkim z powodu niezwykłe skromnej objętości jego spuścizny – zostało po nim tylko 5 cytatów, a dokładniej 12 zdań (plus opis dzieła). Trzeba jednak pamiętać, że nie są to zdania przypadkowe, które losowo ocalały z jedynego egzemplarza jego traktatu spalonego wraz z ciałem autora. To cytaty starannie wybrane przez prokuratora do mowy oskarżycielskiej, mające w pełni ukazać ateizm Łyszczyńskiego.

Te 12 zdań zainicjowało kilka doniosłych wątków intelektualnych, z których część do dzisiaj nie została w pełni przez filozofię, socjologię i psychologię religii rozwinięta. Religia jako świadome oszustwo i manipulacja, rola zaszczepiania strachu w religii, religia jako narzędzie ucisku politycznego i wyzysku ekonomicznego, religia jako forma zniewolenia umysłowego, motywującego zniewolonych do walki z próbującymi ich wyzwolić, wyzwolenie „ludu” ze zniewolenia religijnego jako zadanie elit intelektualnych i warunek postępu – to tematy, które nadal mogą stanowić inspirację ciekawych rozważań i dyskusji.

Pośmiertne dzieje Łyszczyńskiego dodają tej postaci nimbu myśliciela wyklętego – to właściwie historia milczenia na jego temat. W katolickiej Polsce nie mogło być inaczej. Na dodatek jego tragiczna śmierć kładła się cieniem na legendzie króla Jana III Sobieskiego. Także za czasów PRL Łyszczyński był postacią niewygodną dla władzy, bo urodził się o dosłownie kilka kilometrów za daleko na wschód – na terenie ówczesnego Związku Radzieckiego.

W Związku Radzieckim Kazimierz Łyszczyński był sztandarową postacią ateizmu. W Muzeum Ateizmu w Wilnie centralne miejsce zajmował monumentalny witraż przedstawiający jego egzekucję. Powstało też kilka upamiętniających Łyszczyńskiego dzieł malarskich. Niestety wspomniany witraż uległ kompletnemu zniszczeniu podczas prac remontowych, przywracających gmachowi Muzeum Ateizmu sakralny charakter (był to dawny i obecny kościół św. Kazimierza). Tylko w Białorusi Łyszczyński jest nadal oficjalnie czczony jako bohater narodowy i jeden z najważniejszych twórców kultury białoruskiej, bo urodził się po obecnie białoruskiej stronie polskiej granicy.

Postać Łyszczyńskiego, a także jego dzieło – choć znane tylko z kilku cytatów – ma duży, ciągle niewykorzystany potencjał kulturotwórczy. Jako ten, który „zapalał światło rozumu” i poniósł śmierć za prawo do wyrażania własnych poglądów, mógłby stać się nie tylko patronem międzynarodowych sympozjów czy konferencji naukowych, ale także przedmiotem dalszych badań nad nim samym. Dwie liczące zaledwie po kilkadziesiąt stron i niemal nieznane publikacje na jego temat z 1955 i 1989 roku (Józef Wielowski – Sprawa Kazimierza Łyszczyńskiego i Andrzej Nowicki – Kazimierz Łyszczyński 1634-1689) to stanowczo za mało, aby spopularyzować i docenić tę niezwykłą postać.

W Polsce niemal kompletnie brak zainteresowania elit intelektualnych przywróceniem społeczeństwu polskiemu pamięci o niezwykłej postaci Łyszczyńskiego i jego stanowiącym światowy ewenement traktacie O nieistnieniu Boga. Nie powstał komitet budowy pomnika Łyszczyńskiego, choć taki pomnik – ze względu na wagę intelektualną i niezwykłość losów Łyszczyńskiego byłby bez wątpienia wielką atrakcją turystyczną Warszawy. Mógłby wręcz stać się symbolem stolicy Polski, konkurującym z warszawską syrenką. A przede wszystkim kolejną, niezwykle atrakcyjną – i bardzo w duchu współczesnej Europy – wizytówka polskiej kultury. Od brawurowego przypomnienia Kazimierza Łyszczyńskiego dzięki pierwszym Marszom Ateistów w Warszawie kończącym się inscenizacją jego egzekucji – szczególnie wcieleniu się w tę postać Jana Hartmana – minęło już kilka lat. Mimo to postać ta nadal jest przedmiotem zainteresowania tylko nielicznego grona entuzjastów-amatorów, przy kompletnym braku zainteresowania świata nauki i kultury oraz innych środowisk opiniotwórczych. Chciałbym wierzyć, że w tym roku się coś zmieni.

“Człowiek jest twórcą Boga, a Bóg jest tworem i dziełem człowieka” – te przełomowe słowa po raz pierwszy od czasów Antyku napisał Polak, Kazimierz Łyszczyński. I prawie nikt na świecie o tym nie wie, a i w Polsce niewielu.

Autor – Adam Patrzyk https://www.facebook.com/adam.patrzyk.5

Kolejny tekst o Łyszczyńskim TU

Annuszka

Ewa Maria Slaska i przyjaciele

I wylała.

Zasadniczo zakładam, że każdy zna i wie, o co chodzi. Na wszelki wypadek przypominam bardzo ogólnie (opierając się tylko na dziurawej pamięci), że:

To zdanie pojawia się na początku powieści Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa. Annuszka kupiła olej, olej się wyleje. Zebranie się nie odbędzie.

A było tak:

W Moskwie (w Związku Radzieckim) pojawił się Szatan. Na Patriarszych Prudach spotyka się z dwoma pisarzami, którzy próbują go przekonać, że Boga nie ma. Ale Annuszka już kupiła olej. I go wylała. Jeden z pisarzy, Berlioz, poślizgnie się na rozlanym na torach tramwajowych oleju.
Kobieta-motorniczy szarpnęła elektryczny hamulec, wagon osiadł z nosem przy ziemi, potem błyskawicznie podskoczył, z brzękiem i łoskotem posypały się z okien szyby. I wtedy w mózgu Berlioza ktoś rozpaczliwie krzyknął: »A jednak!«

Tramwaj obciął Berliozowi głowę.

“Annuszka wylała olej” znaczy, że wydarzyło się coś bardzo ważnego dla historii. Motyl ruszył skrzydłami w puszczy nad Amazonką. Nawet jeśli Annuszka o tym nie wie, to cała opowieść o szalonym pobycie Szatana, jego pomagiera i kota Behemota w Moskwie (oraz o śmierci Jezusa) zaczęła się właśnie od tego.

Więc Putin niech uważa, bo Annuszka już kupiła olej. Kaczyński zresztą niech też uważa.

foto Malwina Kozłowska / Poznań

Zresztą, co ja tu będę opowiadać, skoro mam wszystko napisane na karteczce:

– Wiem mniej więcej dokładnie, co będę robił dziś wieczór, powiedział Berlioz. Oczywista, jeśli na Bronnej nie spadnie mi cegła na głowę…
– Cegła – z przekonaniem przerwał mu nieznajomy (Szatan, zwany u Bułhakowa Wolandem) – nigdy nikomu nie spada na głowę ni z tego, ni z owego. W każdym razie panu, niech mi pan wierzy, cegła nie zagraża. Pan umrze inną śmiercią.
– A może wie pan, jaką?
– Utną panu głowę!
– A któż to zrobi? Wrogowie? Interwenci?
– Nie – odpowiedział cudzoziemiec. – Rosjanka, komsomołka.
– Hm… – zamruczał zdegustowany żartem nieznajomego Berlioz. – No, pan daruje, ale to mało prawdopodobne.
– I ja proszę o wybaczenie – odpowiedział cudzoziemiec – ale tak właśnie będzie. Czy mógłby mi pan powiedzieć, jeśli to oczywiście nie tajemnica, co pan będzie robił dziś wieczorem?
– To żadna tajemnica. Teraz wpadnę do siebie, na Sadową, a potem o dziesiątej wieczorem w Massolicie odbędzie się zebranie, któremu będę przewodniczył.
– To się nie da zrobić – stanowczo zaprzeczył obcokrajowiec.
– A to dlaczego?
– Dlatego że Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała. Tak więc zebranie się nie odbędzie.

I się nie odbyło.

__________________

W czasie tej wojny Annuszka i jej olej nasuwają się nam wszystkim. Tak, Putin, pagadi. Annuszka kupiła już olej.

Simon Underwin (Szymon Podwin) napisał o niej wiersz (Marek Defee dziękuję za informację!):

Annuszka

Więc stanie się, co stać się musi
Nieuchronna to losu kolej
Krwi plama na mapy obrusie
Annuszka rozlała już olej

Władimir pod nosem zanuci
Poniosą się echem czastuszki
Za późno już, żeby zawrócić
Rozlany już olej Annuszki

Krew spłynie jak armia - czerwona
W łez błoto na ziemskim padole
Niejeden Leonid tu skona
Annuszka rozlała już olej

Przekroczą nad ranem granice
I staną w płomieni opałach
Wyrzutnie, platformy, haubice, 
Annuszka już olej rozlała

I zacznie się bal, śmierci taniec
I pójdzie Wołodia w niewolę
I skończy jak papa w Afganie
Annuszka rozlała już olej

Nim zamkną na klucz okrążenie
Pandory otworzy się puszka
I ześle na wszystkich cierpienie
Rozlała już olej Annuszka

I zwali się Iwan w czarnoziem
Wyrośnie mu kwiat w oczodole
A matka się nawet nie dowie
Annuszka rozlała już olej

Światowym kryzysem zaiskrzy
Zapłonie znów Wołyń, Podole
Lecz zajmie się Kreml od tej iskry
Rozlała Annuszka już olej

Noc z 14 na 15 marca 2022
Wrocław