Flughafen Tegel & macierzanka

Tibor Jagielski

der weisse maybach

berlin-west (1961 – 1989) und heiko (1959 – 2018) in memoriam

wir trafen uns
schon nach dem untergang
der insel

so wie sie plötzlich erschien
verschwand sie wieder

ich zugezogen in den siebziegern
er – insulaner, mit dieser stadt aufgewachsen

mit allen grenzen gewaschen
(– gänsefleisch waffen? munition?)

manchmal stundenlanges warten
manchmal durchgewinkt

wir fuhren diesselben strecken
und besuchten diesselben discos
ohne voneinander ahnung zu haben

zum beispiel dreilinden – hamburg
oder sound

ja wir traffen uns erst
als unsere wilde jugend zu ende war

als wir keine zweihundertfünfzig sachen mehr auf der autobahn fuhren
und die durchtäntzte nächte hinter uns liesen

zum sterben waren wir damals zu jung
und gegen die walze, die kam
keine chance

auf eine art und weise
waren wir von der furie des verschwindens
entsetzt

und retteten uns manchmal
in die vergangene träume
vergebens

aus dem band “tod in tegel”
2020

macierzanka

same tragedie
nawet herakles po powrocie do domu
otrzymuje w darze od dejaniry koszule
koszule!

na polach elizejskich
szary popiół spada z nieba
jak śnieg
na tłumy
wędrujące po monotonnej szarej równinie

syzyf to pestka
kompleks edypa?
nieznany
elektra?
bajka na dobranoc

tylko macierzanka
rośnie razem z nami
jak milczenie starego telefonu
nikt nie wykręci już jego tarczy

tylko macierzanka
różanopalca pozdrawia nas o świcie
i pozwala
na oddech

Lucy Wielka Mistrzyni 2

Tibor Jagielski

lucy w drodze

podczas jednej ze swoich licznych wędrówek zatrzymała się lucy w przydrożnej gospodzie
i stwierdziła, że pracują tam dwie dziewczyny: jedna bardzo piękna, a druga okropnie brzydka; przy czym piękna pracowała na zapleczu, a brzydka obsługiwała;
zdzwiona odrobinę takim stanem rzeczy, zapytała właściciela gospody o przyczynę
– ach – westchnął – ta piękna  jest przekonana o swojej piękności, goście więc odbieraja ją jako arogancką, natomiast ta brzydka, wie o swojej szpetocie i się stara…

lucy w drodze (2)

gdy pewnego dnia lucy wędrowała przez pustkowie, zaskoczył ją zmierzch
rozłożyła się na nocleg i rozejrzała za odpowiednim kamieniem, aby podłożyć go sobie pod głowę, i, jakie było jej zdziwienie, znalazła ludzką czaszkę.
– ha – zapytała – co rzuciło cię w te strony? prowadziłaś rozwiązłe życie i zrujnowałaś sobie zdrowie? a może byłaś przestepcą, który zginął z ręki kata, albo uczynilaś coś,
co przyniosło hańbę twojej matce, żonie i dzieciom, tak, że popełniłaś samobójstwo?
– a może zabłąkałaś się tu i umarłaś z głodu, albo osiągnąwszy podeszły wiek
postanowiłaś tu samotnie umrzeć? – mówiąc to, chwyciła czerep, położyła go sobie pod głowę jak poduszkę i zasnęła, jak zwykle krzepko.
lucy śni się czaszka
– nawijasz jak kumata – powiedziała czaszka – to są wszystko ziemskie problemy;
jak się umrze, to ma się to wszystko w nosie, chcesz się czegoś dowiedzieć na temat życia po śmierci?
– oczywiście – przytaknęła stara mistrzyni.
– posłuchaj… w śmierci – ciągneła czaszka – nie ma ani kanclerzyn, ani sprzątaczek;
nie ma też pór roku; jesteś całkowicie wolna, a ziemia i niebo są dla ciebie jak wiosna
i jesień pełne wiecznej szczęśliwości.
lucy nie chciała jej jednak uwierzyć i zapytała:
– a gdybym poprosiła stworzycielkę, aby przywróciła ci uprzednią postać,
tak byś mogła ponownie cieszyć się życiem w szczęśliwej rodzinie?
– spadłaś chyba z byka – odparła czaszka – mam wracać do ziemskiej harówki?

lucy w domu

raz jeden z filozofów, którzy czasami odwiedzali lucy, zapytał,
widząc jak przyszywa ona pilnie łatę do sukienki
– jeśli jesteś, tak jak mówią, wielką mistrzynią, to dlaczego zajmujesz się tak błahymi sprawami?
– ludzie mali – odpowiedziała lucy – zajmują się wielkimi rzeczami; wielcy – małymi.

Lucy Wielka Mistrzyni 1

Tibor Jagielski

lucy – przepis na zupę z kaczki

pewnego pięknego, słonecznego poranka stanęła lucy na progu swojego domostwa,
spojrzała na baraszkujące w sadzawce kaczki i poczuła ogromną ochotę na kaczą zupę;
ponieważ żadna z kaczek, mimo wielkiego szacunku jakim darzyły  mistrzynię, nie dała się
namówić na to, aby skończyć życie w wiszącym nad paleniskiem kociołku,
postanowiła lucy zrobić kaczą zupę bez kaczki:
do gotującej się wody wrzuciła pokrojone warzywa i zioła, następnie skrzydelka,
udka i nóżki nieistniejącej kaczki, a na koniec sporo nieistniejącego smalcu
z nieistniejacej kaczki, ciągle i dokładnie mieszając
i po niedługim czasie zupa była gotowa;
lucy spróbowała ostrożnie i powiedziała
– ho, ho, tak dobrej zupy już dawno nie jadłam
i nalała ją także swoim kaczkom do korytka;
na ptactwo nie trzeba było długo czekać
i wkrótce wszyscy zajadali się ze smakiem,
podczas gdy słońce wzosiło się powoli na niebo.

lucy i  koty

raz jeden z okolicznych kotów wbiegł do chatki mistrzyni i położył się spać akurat na poduszce,
na której zwykła siadywać lucy.
– czy mam go wyrzucić? – zapytał jeden z uczniów.
– jak wpadłeś na ten pomysł? – rzekła lucy – czyżbyś nie znał moich nauk?
– ale jaki z tego pożytek, że traktujesz tego kota po królewsku? – odparł uczeń.
a lucy na to
– co to byłby za pożytek, gdybym dzieliła się z innymi
tylko tym co bezwartościowe, albo bez znaczenia?
nie słyszysz jak mruczy? to ta muzyka jest mi zapłatą.

lucy na polowaniu

pracującej w ogrodzie lucy przeleciał raz przed samym nosem bażant
i zatrzymał się nieopodal
ach, wspaniale – pomyślała – dawno nie wylądował w moim garnku – i
mimo że była w trakcie w pielenia grządek, narzuciła sukienkę,
chwyciła procę i ruszyła za ptakiem…
jednakże bażant okazał się niełatwym kąskiem i ledwo lucy zbliżała się na odleglość rzutu,
on jakby tknięty przeczuciem odfruwał…
nie spostrzegła się lucy, a czas mijał, jak wylądowała w sadzie kasztanowców pobliskiego pgr-u
i tam też wreszcie znalazła właściwą do miotu pozycję, lecz zamiast rzucić kamieniem,
rzuciła najpierw okiem i spostrzegła w cieniu liścia cykadę,
a na samym liściu dokładnie obserwującą ją modliszkę,
a znowu modliszce przypatrywal się intensywnie bażant,
którego miała dotychczas w oku lucy
i zdumiona takim obrazem znieruchomiała na moment…
wtem rozległ się hałas i z pobliskich krzaków wybiegli chlopi z kijami,
myśląc, że mają do czynienia ze złodziejem i nieźle by się lucy oberwało,
gdyby im szybko nie wytłumaczyła, dlaczego zabłądziła do ich ogrodu…
wracając do domu była bardzo markotna;
– co się stało? – zapytała jedna z uczennic
– ach, wskoczyłam do brudnego potoku i zapomniałam o moim czystym jeziorze –
westchnęła lucy i wróciła do pielenia.

lucy umiera

gdy lucy umierała, zebrały się w jej domku uczennice i uczniowie
i radzili jaki jej urządzić pochówek i jakie drogocenności włożyć do grobu…
stara mistrzyni przerwała im:
– nie troszczcie się o to; moją trumną i zarazem grobem jest niebo i ziemia,
a słońce, księżyc i gwiazdy to moje klejnoty, a pożegna mnie cała natura.
– ale co będzie gdy przylecą sępy i wrony? – zatrwożyli się uczniowie.
– nad ziemią zjedzą mnie sępy, a pod ziemią mrówki,
wolicie mrówki?

Jagielski na rok 2021

Tibor Jagielski

Kraj
Gdzie nawet umierający są szczęśliwi

Na krótko przed śmiercią
Idzie się do fryzjera
Lub na piwo

Ein Land
Wo sogar die sterbenden glücklich sind

Kurz vor dem tode
Wird noch frisiert
Oder man geht ein Bier trinken

11.10.2016

***

ród Zamyslidów
wyginął w zagadkowy sposób;
Zamysł, zwany Ostatnim,
wyszedł z siebie i nie wrócił.

Erdbeere

Pablo Neruda
Oda do pomidora

Tłumaczył Tibor Jagielski

ulica
pęczniała od pomidorów,
południe,
lato,
na dwie połówki pomidora
dzieli się
światło,
płynie
sok
przez ulice.

W grudniu
pomidor
spada
i ląduje w kuchniach
pojawia się przy śniadaniu
siada
spokojnie
wśród słoików
maselniczek
lazurowych solniczek
promienieje
własnym światłem,
łagodną wyniosłością.

Co za nieszczęście, musimy
go zabić:
nóż tnie
żywy miąższ,
krwistoczerwone
wnętrze,
świeże,
głębokie
niewyczerpane
słońce,
on to czyni
sałatę doskonałą,
święci wesele
z jasną cebulą,
aby to uczcić,
bierze się
oliwę
z oliwek
najczystszą esencję,
kropić
na w pół otwarte półkule
dodać pikantny
aromat pieprzu,
i magnetyzm soli:
To jest wesele
dnia,
pietruszka
potrząsa
zieloną buławą
a pyry
gotują się z całej mocy,
pieczeń
puka do drzwi zapachem
nadszedł czas!
zaczynajmy!
A na stole,
na ciele lata,
pomidor,
konstelacja ziemi
częsta
i płodna gwiazda,
objawia nam,
swoje krągłości
i kanały,
pyszną doskonałość
i pełnię,
bez kości,
bez pancerza
bez łusek i kolców,
przynosi nam dary,
ognistej farby
i świeżości.

Pablo Neruda (1904 -1973)

tales from black forest2

Rose Ausländer
Piernik

Tłumaczył Tibor Jagielski

przyjaciółka
piecze piernik

pachnie matką
smakuje dzieciństwem
które jeszcze we mnie kwitnie

pszczoły piją sok kwiatów
umarła matka
kołysze moje łóżko
i śpiewa strare dziecięce piosenki

plaster piernika
przeistacza świat

Rose Ausländer (1901- 1988)

Pożegnanie z rokiem 2020

Teresa Rudolf
Co znaczy dla mnie ten trudny, ostatni rok?

Ważne było ciagle świadome  spostrzeganie każdego dnia, gdyż nikt nie wie, co jest mu dane, a co mu zabrane będzie… i kiedy.
Podam tutaj przemądry cytat:
 “Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Naucz się, jakbyś miał żyć wiecznie.”
Mahatma Gandhi
 
Ważne też było dla mnie potwiedzenie wartości przeróżnych form stosunków międzyludzkich, np. tak ważnej dla mnie przyjaźni.
I tu znów przepiękny tekst:
“Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.”
Albert Camus

 
Janina Kowalska
Tak bym chciała przespać ten odchodzący rok.
 
 
 
 
 

Tabor Regresywny
W rok 2020 weszliśmy z widmem katastrofy klimatycznej i ekologicznej na horyzoncie i niemocą kolejnych szczytów klimatycznych. I wtedy pojawiła się pandemia. Gospodarka zaczęła się zatrzymywać, a przyroda odżywać. A wtedy pojawiło się widmo recesji. Rok się kończy mamy szczepionkę, Unia Europejska uchwaliła budżet odnowy gospodarczej. Ruszy budowa zbiorników retencyjnych, powstaną fermy wiatrowe, u mnie na wsi już pojawiło się ogłoszenie – wynajmę pole pod fotowoltaikę. Samochody wymienimy na elektryczne, zainstalujemy klimatyzację, powstaną nowe drogi, nowe lotniska i znów ruszymy na wakacje do egzotycznych krajów.
 
Tylko czy nie można by inaczej?
***
Ta pandemia może nie odpuścić, bo jak tylko trochę odpuszcza to premier od razu ogłasza, że wygraliśmy z pandemią i ona wtedy wraca. Owszem, premier może zmądrzeć, ale na to się nie zanosi. Jeśli pandemia nie odpuści, to czeka nas taka recesja gospodarcza, że nawet Fundusz Odbudowy nie pomoże. Co w tej sytuacji robić? Jeśli chodzi o mnie to idę do Ewy Marii zagrać w scrabble.
 

Tibor Jagielski

 

19/20
taka konstelacja
jowisz saturn
15
śmierć i śmiech
celtyckie pancerze
snute przez druidow
gazeta w rynsztoku
pozostaje
trans
form
akcja
fly!


Christine Ziegler

Hoffen wir drauf, dass uns dieses verflixte jahr 2020 genug an lehren um die ohren gehauen hat und wir gelassener ins neue jahr aufbrechen können.

Nehmen wir die ruhigen tage und schöpfen etwas kraft und füttern unsere geduld und unsere empathie, dann wird es uns schon gut ergehen, so hoffe ich.

Sham, my “very own news curator” hat mir was zu denken gegeben, was ich dir für den blog geben will: “today, I wanted us both to leave 2020 with the reminder that 2020 wasn’t special and that we need to think further ahead.” https://www.whathappenedlastweek.com/


Margaret (Małgorzata) Kowalska
25 grudnia 2020, Ottawa, Kanada

Ten dziwny rok dobiega już końca, czas na retrospekcje i podsumowanie. W sumie nie było tak źle, chociaż inaczej. Szybko przystosowaliśmy się do „social distancing”, maseczek i kolejek przed sklepami. Co prawda jak pierwszy raz włożyłam maseczkę, idąc do sklepu, pomyślałam, że wyglądam idiotycznie, ale w sklepie wszyscy mieli maseczki, więc przestałam się przejmować. Nauczyłam się również oceniać te przepisowe dwa metry odległości i czuję fizyczny niepokój, jak ktoś stoi za blisko.

Tuż przed wybuchem pandemii zdołaliśmy z rodziną mojej córki zaliczyć dziesięć dni na Florydzie. Wróciliśmy na tydzień przed zamknięciem granic. W mojej pracy zawodowej nic się nie zmieniło, ponieważ i tak pracowałam z domu i do biura jeździłam raz w tygodniu, żeby się pokazać. No to przestałam jeździć.

Z wnuczką najpierw widywałam się na odległość – ona na ganku, ja koło samochodu. Stopniowo, w miarę ocieplania się, zaczęłyśmy spotykać się u córki w ogródku. A pewnego dnia moja córka pozwoliła mi wejść do ich domu, ale tylko do jednego pokoju. No a potem stałam się częścią ich bąbla (buble) i już wszystko było w porządku. Zainicjowałam również czytanie książek na dobranoc przez video. Moja wnuczka to uwielbia.

W czerwcu miałam trochę nerwówki, bo dostałam gorączki i bolały mnie kości. Typowe objawy grypy, ale w tych czasach… Pognałam oczywiście zrobić wymaz (trzy godziny stania w kolejce na zewnątrz – miałam ze sobą składany stołeczek), potem dwa dni czekania na wynik i radość, że negatywny.

Zrobiłam się niestety nietolerancyjna – w stosunku do ludzi, którzy narzekają na niewygodę i obostrzenia, którzy twierdzą, że się nie zaszczepią. Wojuję z takimi wypowiedziami i na FB, i osobiście, tłumacząc, że w czasie wojny ludziom było znacznie gorzej i jakoś nikt nie protestował. Bo to jest przecież nasza mała wojna, która kiedyś się skończy i naprawdę nic się nikomu nie stanie, jak w tym roku nie pójdzie do knajpy czy na mecz. A te szczepionki nie zmienią nas w długłowe potwory czy roboty.

Patrzę z nadzieją na rok 2021, chociaż wiem, że daleka jeszcze droga przed nami.
A od córki dostałam pod choinkę taką oto zawieszkę, którą 1 stycznia powieszę na drzwiach mieszkania!


Maria Marucelli (Włoszczyzna)

Zdjęcie Ponte Vecchio we Florencji to najsmutniejsze, dla mnie, zdjęcie tego roku; wygląda jakby to była makieta, nie ma ludzi, a tak jak już pisałam – miasto musi żyć!

Zdjęcie Warszawy, to skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Marszałkowską podczas pierwszej manifestacji Strajku Kobiet! Zdjęcie które wypełnia serce nadzieją!

Krystyna Koziewicz
Goodbye Stary Roku

Rok 2020 sporo namieszał w naszym życiu codziennym, dopadła nas śmiercionośna pandemia, która wszystkim bez wyjątku zmieniła styl życia, także nasze nawyki, przyzwyczajenia. Pomimo problemów, jakie przysporzył wirus jestem wdzięczna losowi, że dane mi było przeżyć kolejny rok bez wielkich wstrząsów. Miałam cudowny czas z rodziną podczas świąt wielkanocnych, także urlopu w Małopolsce i Karkonoszach. Było wiele innych okazji do celebrowania życia doceniając każdą chwilę korzystając z dobrodziejstw kulturalnych Berlina. Tegoroczne święta Bożego Narodzenia wprawdzie bez fizycznej obecności najbliższych, pomimo tego nie brakowało mi bliskości za pomocą spotkań na Messengerze. No cóż, takie mamy czasy!

Rok 2020 obfitował w smutne wydarzenia, odeszła do wieczności wspaniała duchowa koleżanka Joanna, która służyła życzliwą radą, potrafiła szczerze pocieszyć i doradzić w trudnych sytuacjach. Co było bezcenne u Joanny – to skromność, takt i dyskrecja. Brakuje mi Jej ciepła, spokojnego dystansu, rozmów telefonicznych, smsów, postów na WhatsAppie.

Żegnaj Joanno!

Trudno mi było uwierzyć, że zmarła w zupełnym zaciszu Wiktoria Korb, która ze swoim talentem i dorobkiem publicystyczno-literackim należała niewątpliwie do grona berlińskiej bohemy. Wszędzie, gdzie pojawiała się, przyciągała wzrok, robiło się barwniej i weselej, świetnie się spędzało wspólny czas podczas rozmaitych spotkań polonijnych.

Cześć Jej pamięci!

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia 2020 odszedł w Warszawie Wojtek Borowik – prezes ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, działacz opozycji antykomunistycznej, który wielokrotnie brał udział w polonijnych projektach w Berlinie. Wojtek łączył ludzi, nie dzielił, posiadał dobre umiejętności komunikacyjne.

Żegnaj Wojtku!

Koronowirus wywrócił do góry nogami nasze życie, całkowicie zdominował naszą codzienność. W internecie mamy zalew sprzecznych informacji, chaos zapanował wszędzie i w dużym natężeniu, nasza codzienność to plątanina spraw i emocji. To, co mnie wewnętrznie definiuje, to prawo życia w zgodzie z sobą i swoimi wartościami, a nie kogoś innego. Mam pełne zaufanie do profesjonalnych zaleceń medycznych, ufam wiedzy i ekspertyzom naukowców, tylko ich zalecenia mogą nas wszystkich uchronić przed nieszczęściem! Powszechnie dostępną szczepionkę przeciw Covid-19 traktuję jako dobro publiczne, z którego zamierzam naturalnie skorzystać.

Nie ubolewam specjalnie z powodu narzuconych ograniczeń w kontaktach społecznych, także braku bliskości z rodziną. Na szczęście media społecznościowe Facebook, WhatsApp czy Skype, czyli tzw. cyfrowa rzeczywistość umożliwia nam kontakt ze sobą. Sądzę, że ta sytuacja wzmocniła jeszcze bardziej nasze relacje interpersonalne, chociaż najważniejszą wartość stanowią jednak spotkania twarzą w twarz.

Prawdą jest, że na świecie nagromadziło się sporo zła, choć zawsze wydawało mi się, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i dalej tak uważam. Świat potrzebuje od nas dobra, które tkwi w naszym sercu, musimy kierować się zasadami miłości, wiary i nadziei w stosunku do drugiego człowieka.

Nie skarżę się na los, wierzę mocno w to, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie. Cieszę się z faktu, że jestem zdrowa, że święta spędziłam w domowym ciepełku, a nie w szpitalu, pod respiratorem, w trumnie czy na cmentarzu. W sytuacji pandemicznej nic mi więcej nie potrzeba, żyję według własnego scenariusza w przyjaznym otoczeniu, uwielbiam to, co mnie otacza.

Często słucham refleksyjnej piosenki Johna Lennona „Wyobraź sobie”, którą Państwu dedykuję z okazji Nowego Roku 2021

WYOBRAŹ SOBIE (IMAGINE)

Pomyśl, że nie ma nieba
To przecież proste tak
Pod nami nie ma piekła
Nad głową – tysiące gwiazd.
Wyobraź sobie ludzi
Gdy pokój ogarnia świat
Pomyśl, że nie ma granic
To takie proste…wiesz
Nikt nie zabija za nic
Religii nie ma też.
Wyobraź sobie, że ludzie
Żyją dzisiejszym dniem
Powiesz że to marzenia
Lecz przecież nie jestem sam.
Któregoś dnia staniesz ze mną
Bo to jest nasz wspólny świat
Pomyśl, że nie ma głodu
To łatwe, przecież wiesz
Już nie ma żadnej biedy
Chciwości ani łez.
Wyobraź sobie ludzi
Dbających o cały świat
Powiesz, że to marzenia
Lecz przecież nie jesteś sam
Któregoś dnia staniesz ze mną
Jeden jest nasz wspólny świat.

tłum. Michał Worgacz


Ela Kargol
Ten rok był wyjątkowy, zaczął się dobrze, kończy mniej dobrze. W tym całym “mniej dobrze” jest dużo dobrego. Na wiele rzeczy pozwala inaczej spojrzeć, inne rzeczy docenić. W moim przypadku nie tylko pandemia namieszała.
Gdy zachodziło słońce na czerwono, moja babcia zawsze mówiła, że będzie wojna, albo coś gorszego. Nie zawsze spełniały się przepowiednie babci.
Ta czerwień powstaje z rozproszenia światła na zawieszonych pyłach. Nawet nie wiem, czy to o te smogowe pyły chodzi. Jakby tak było, to im gorzej tym piękniej?


Zbigniew Milewicz
Nie będzie to specjalnie odkrywcze, co napiszę, ale na przekór trendom starałem się nie myśleć za dużo o wirusie, tylko robiłem swoje, czyli żyłem. Jak corona człowiekowi spadnie z głowy, to żyje mu się lżej. Poza tym układałem nowe rymy, ale nawet totalnie niemuzyczne ucho do słowa Biontec dobrałoby “majątek”, a więc faktycznie nie był to dla mnie zbyt odkrywczy rok. Mam nadzieję, że pod tym względem Nowy będzie lepszy, czego i Państwu życzę.

 


Brigitte von Ungarn-Sternberg
Einen Gruß zur Jahreswende!
Das Video hat mich sehr fasziniert, wie man nämlich per Videokonferenz einen ‚Götterfunken‘ erzeugen kann, bzw. Freude.
Wie die das wohl gemacht haben!?!

Ein gesundes, frohes 2021 wünsche ich allen!
Brigitte

Da diese Melodie zur Europahymne geworden ist, kann mit ihrer Aufführung möglichst eine ‚Europabegeisterung‘ neu angefacht werden. Das hat unser Kontinent auch wirklich immer wieder nötig, nämlich dass wir unseren Zusammenhalt stärken.

Die Völker und Nationen in Europa werden immer sie selbst bleiben mit ihrer Sprache, Geschichte und Kultur. Man braucht keine Angst zu haben ein Schmelztiegel oder schlimmer noch ein Einheitsbrei zu werden. Außerdem gab es in allen Jahrhunderten der Geschichte ständig europaweite Entwicklungen zusammen oder auch gegeneinander. Wenn man mit offenen Augen durch europäische Städte geht, kann man das ablesen z.B. in Stadtplanung und Architektur.

Der Dirigent Christian Thielemann hat einmal gesagt, dass er an Beethoven besonders bewundert, dass er niemals aufgegeben hat trotz Taubheit und abnehmender Gesundheit.

Ich glaube, dass das als Energie zu uns über die Musik kommt:

Niemals aufgeben!


Ewa Maria Slaska
I na końcu życzenia i podziękowania ode mnie, Adminki i Redaktorki tego bloga. Dziękuję Wam wszystkim za Wasze teksty, ale jeszcze bardziej za przyjaźń, jaką od Was otrzymuję. Niech ten Nowy Rok 2021 pozwoli nam zachować to, co udało się nam ocalić w minionym roku, czyli właśnie Przyjaźń, Miłość i Solidarność.

Nie damy się!

Als Redakteurin und Administratorin dieses Blogs möchte ich mich bei Euch allen für Eure Texte bedanken, aber vielmehr sogar für die Freundschaft, die ich mit den Texten von Euch bekomme. Ich hoffe, dass das Neujahr 2021 uns erlaubt, dies zu bewahren, das wir vom vergangenen Jahr rübergerettet haben: Freundschaft, Liebe, Solidarität.

Niemals aufgeben!


Ciąg dalszy – Fortsetzung

Wiersze / Gedichte

Tibor Jagielski

F

faun jest dziki, faun jest zły,
faun ma ostre rogi, kły,
jeśli spotykasz fauna w gaju,
wiedz, że kluczem jest do raju.

tegel in nebel

mein flughafen blieb still heute nacht
die radarflügel
die lichter
schutdown

50 jahre sah ich zu dir hin
brachte dort jemanden
oder empfing

ich werde dich
vermissen

IX XI MMXX

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Schloss_Tegel_Sammlung_Duncker.jpg

lato czarnych stóp

lato było pełne jagód
lepiły się do stóp
ich sok tryskał obficie
i farbował wszystko na czarno

panował upał jeżyny
pęczniały od słodyczy
śliwki dojrzewały przedwcześnie
a żarłoczne osy dobierały się
im do skóry

nawet zmrok nie przynosił ulgi
nie spadła kropla na ziemię
i co raz to wybuchały pożary
zmęczeni ludzie chwytali za wiadra i sikawki
przeciwko smokom
ogień! ogień!
rozlegało się wkoło

a ja
niczym łoś wędrowałem po mokradłach i bagnach
przepływałem jeziora
by spocząć w cieniu olch

nie byłem sam
towarzyszyła mi miłość
niosła mnie ścieżka
drzewa rozwierały gałęzie
a nawet skały rozsuwały się
i wiatr dodawał skrzydeł

gwiazdy
mrugały do mnie na dobranoc
budziło słońce
tego lata obrodziły jagody
nie byłem sam

26 VIII 11/ 22 XI 20

Autor podpisał to zdjęcie / Autor gab dazu so eine Unterschrift: Amrumtasse

Chwila poezji. Hallowen.

Zachciało mi się jako admince, by ten jesienny weekend na granicy października i listopada, gdy cmentarze zamknięte, stał pod znakiem poezji. Mietek i Teresa grzecznie nadesłali jesienne wiersze  funeralne (czytajcie jutro i pojutrze), Tibor stawiał opory, w końcu nadesłał jeden wiersz. Poszukałam zatem wśród jego wierszy, tych, które przez te lata u nas opublikował, tych o śmierci i jesieni. W inkryminowanym dniu nadeszły jeszcze dwa wiersze i nagrobek. Jeden z dawnych wierszy jest na dziś.

Tibor Jagielski

endmorene/zagrycha

ciepło się zrobiło i deszczowo
brzozy i lipy zrzucają ostatnie liście
miłorząb szasta iglastą feerią
tak, aż maślaki wyskakują mu pod korzeni

zbieram je
i wekuję w słoikach
złociste pamiątki jesieni
okruszki słońca to go

t.j. X 20

syrakuzy, p.n.e.
w związku z ukończeniem nowego poematu słynny z zamordyzmu
tyran dionizjusz ma dobry humor
ogłasza amnestię i zaprasza, zesłanego na roboty do kamieniołomów,
krytyka jego twórczości, filoksenesa na uroczysty odczyt
amfiteatr nabity do ostatniego miejsca, cisza jak makiem zasiał,
ledwie władca (najpotężniejszego wówczas państwa greckiego) jedno zdanie wygłosił,
słychać, nagle gwałtowny rumor…
dionizjusz niemieje, patrzy – to filoksenos!
– a ty gdzie? – wrzeszczy
– do kamieniołomów!
————————————————————————–

raz wysłałem jakieś teksty (chyba były to wiersze) do „twórczości”;
przychodzi odpowiedź, proszę zadzwonić, nr telefonu,

dzwonię, odbiera sekretarka. ach tak, naczelny (był nim wtedy fedecki) chce się z panem
koniecznie zobaczyć, kiedy ma pan czas, termin, ustalamy, idę…
dzwonię do drzwi otwiera sekretarka, dzień dobry, proszę uprzejmie, kawa, herbata?
proszę spocząć,… czekam nawet niedługo i wpada fedecki z „obstawą”

(zawsze pętało się za nim paru lizusów)
– aaa, pan… (sekretarka podrzuca) tak, pan tibor,

wie pan o czym chciałbym z panem porozmawiać,?
– no, nie wiem – zajaknąłem się myśląc o moich heksametrach i trochejach.
– musi mi pan koniecznie wyznac skąd udało się panu zorganizować, tak dobry papier…

I jeszcze z wierszy znalezionych na blogu:

obraz szkoły flamandzkiej XVI w. “polowanie na dzika”

niepomny przestróg
przyglądasz się starym obrazom
jęk rogu tnie stalowe niebo
czerwone ręce napinają łuki
psy mkną wraz ze spojrzeniami
wiatr targa brunatne opończe
śledzisz martwe jeszcze oszczepy
a już gotowe do ciosu
w niewidzialną zwierzynę
i nagle zrywasz się
sfora wypada na ciebie
i świst pocisków znaczy drogę bólu
ciało pokrywa się szczeciną
a ryj już orzą psie zęby
zwycięski krzyk rogu
niesie się niesie się niesie

Sigrid Krien (10.02.1936, Berlin – 2.06.2020, Freiburg)

Liebe Sigrid
die du bist im Himmel, oder in einer besseren Welt,
wo sich die Seelen treffen, unsere,
und die von Katzen und anderen Lebewesen,
die uns begleitet haben.

Dein account funktioniert noch,
also schreibe ich ein paar Worte an Dich,
Du weißt, es wird nicht lange dauern, dann treffen wir uns wieder
und auch Maxi und Erna kommen bestimmt gerne mit.

Auf Wiedersehen, meine liebe Freundin!

Dein Tiborchen

brzydcy, szesnastoletni

dla romka i marka

czasami zazdroszczę wam
samobójstwa
poprosiliście o zwolnienie z lekcji historii
(niektórzy nazwą to dezercją)

pozostały nieme gitary
sztambuchy – niezapisane
nierozwiązane zadania maturalne

czasami zazdroszczę wam cholernie
że mieszkacie już na champs d´elysees
a nie na skrzyżowaniu
marszałkowskiej z wall street
albo wałów jagiellońskich z jp II

nigdy was nie zapomnę
brzydkich, szesnastoletnich…
a gdy nadejdzie mój kres
poproszę o rozgrzeszenie
ale bez spowiedzi.

haloween

nieciekawe czasy
nazwijmy je eufemistycznie
feministycznymi
ani wielkiej wojny, ani rewolucji,
tylko potyczki
przeważnie out of area

niekiedy eksploduje list
i urywa nos sekretarce
albo adjunkt dostaje amoku
i wbiega do auli z siekierą…

powiedzmy szczerze: jest nudno
bohaterem takich dni
jest akuszerka
no i sprzątaczka

gdy dochodzi do zmiany rekwizytów
(co czasami się zdarza)
to pierwsza odlatuje na miotle
a druga idzie z torbami.

 

Jagielski vs Handke

…tej powieści nie da się przeczytać, ewo kochana, napisał Tibor na temat wpisu o utraconych obrazach, czyli powieści Petera Handke, zasypiam po trzech stronach; ale lubię jego pierwsze rzeczy, też próbowałem pisać o sporcie, np w 2006 roku.

Uwaga Adminki: Autor wcale nie pisze o sporcie, tylko o życiu codziennym w Niemczech 14 lat temu podczas organizowanych przez Niemcy mistrzostw świata w piłkę nożną. Sama też oglądałam te mistrzostwa, nierzadko w strefie kibica między Bramą Brandenburską a Kolumną Zwycięstwa, i zapamiętałam je zupełnie inaczej niż autor, czyli jako wesoły ruchomy uliczny festyn, który sprawił, że młodzi Niemcy mogli wreszcie bez wyrzutów sumienia poczuć się tak samo jak młodzi Francuzi czy młodzi Szwedzi, bo radosne święto młodej wieloetnicznej drużyny niemieckiej pozwoliło im odetchnąć i zapomnieć, że dźwigają na grzbiecie ciężar potwornej odpowiedzialności za to, co było. 

Tibor Jagielski

1

Jens Lehman z Arsenalu Londyn zapytany przez dziennikarzy, co myśli o czerwonej kartce w finale Ligi Mistrzów, zaśmiał się krótko i rzekł, że w ogole o tym nie myśli, bo nie ma czasu, gdyż zajęty jest przygotowaniami do mistrzostw świata; machnął jeszcze ręką i poleciał do Genewy, aby dołączyć do drużyny niemieckiej, gdzie jest pierwszym bramkarzem, po detronizacji, przez trenera Jürgena Klinsmanna, Olivera Kahna, co wywołało niemałą burzę w bundesrepublikańskim świecie piłkarskim.

Najbardziej wściekli się bawarczycy i ludzie z nimi związani; posypały się gromy na zbyt „amerykański“ styl pracy Klinsmana – „co on tam robi w tym San Francisco? Niemiec mu mało?“, a gdy na dodatek „Cesarz“ Franz Beckenbauer, po wymianie raczej delikatnych epitetów, obraził się i ostentancyjnie nabrał wody w usta, to spadły – o zgrozo! – akcje Adidasa.

Młody trener, nazywany zdrobniale “Klinsi“, jest jednak konsekwentny i nie daje sobie dmuchać w kaszę. Wyrzucił nawet gwiazdę (tak, to smutne, dziewczyny) Kuranyi’ego, który od pozowania przed kamerami zapomniał ostatnio, gdzie znajduje się bramka.

Tak więc powoli krystalizuje się jedenastka, z którą Niemcy wystapią na organizowanym przez nich turnieju. Bardzo możliwe, że na spotkanie z Costa Ricą wybiegną dwaj piłkarze pochodzenia polskiego, napastnicy, Lucas Podolski i Miroslav Klose.

Mózgiem drużyny jest niepodzielnie Michael Ballack z FC Bayern München – tegorocznego mistrza Bundesligi. O niebo inteligentniejszy od Kuranyi´ego, potrafił pogodzić intratne umowy reklamowe z zawodem piłkarza. Jest wielką nadzieją trenera Klinsmanna, mistrza świata z roku 1990. Last but not least: do obrony wrócił 33-letni weteran Jens Novotny i ma ustabilizować stosunkowo młodych i – uwaga – często ofensywnych obrońców.

Krótko mówiąc, Jürgenowi Klinsmanowi udało się zebrać ciekawą drużynę, którą bookmacherzy stawiają zaraz za Brazylią; bo gospodarzowi, jak wiemy, pomagają i ściany.

2

W Niemczech trwa dyskusja nad “no go areas”. Jedni ostrzegają – “aj, waj, u nas biją murzynów”, drudzy się oburzają – “a sam sobie winien, po co tu przyjeżdżał?”; jedni potakują, drudzy zaprzeczają. O co “biega”? Po prostu są okolice, miasteczka, czy dzielnice miast, gdzie pobyt osobom o innym kolorze skóry lub sposobie bycia, niż ogolone na łyso lub ostrzyżone na szczoteczke zakapiory – nie jest, mówiąc eufemistycznie, wskazany.

Wśród 1,5 miliona spodziewanych kibiców i turystów z niemałą ciekawością oczekuje się przybycia dwóch do trzech tysięcy polskich chuliganów.

Zwłaszcza minister spraw wewnętrznych, Wolfgang Schäuble, szukający już od dawna pretekstu do wprowadzenia Bundeswehry w kompetencje policyjne, liczy na to, że Prawdziwie Polscy Polacy i Niesamowicie Niemieccy Niemcy, zbratają się w znaku pałki i butelki, i tak dadzą ochroniarzom, oraz gliniarzom po dupie, że Angeli Merkel, kanclerzowi (kanclerce? kanclerzynie?) RFN nie pozostanie nic innego, jak wezwać na pomoc dywizję spadochronową.

Jak powiedział Gerhard Schröder, były piłkarz i kanclerz, a obecny specjalista od ruskich pierogów i rurociągów?: “piłka to nie jest zawód, to jest powołanie”.

W Berlinie przemalowano na piłkę nawet kopułę wieży telwizyjnej. Co ciekawe, nie na czarno-, tylko fioletowo-biało.

Dlaczego wybrano kolor fioletowy, było przedmiotem wielu rozmów i dyskusji wśród, i nie jedynie, mieszkanców niemieckiej stolicy.

Również design oficjalnej piłki tegorocznych mistrzostw wzbudził ożywioną wymianę myśli i opnii, nie tylko w piwnych ogródkach. Mianowicie: kawałki skóry, z których zszyty jest Najwiekszy Fetysz Kibica, przypominają ksztaltem… damskie podpaski.

Kardynalska purpura i higiena osobista?

Tak, powiedzmy otwarcie, dzis piłka wtargnęła wszędzie – do sypialni i do konfesjonału.

3

Dystrybutor oficjalnej maskotki mistrzostw “Goleo” (nawiasem mówiąc, bardziej przypominającej osła z ostatnich filmów Disneya niż lwa) wylądował w areszcie śledczym.

Powód? Defraudacja 20 milionów euro, z hakiem. Ma zresztą chłopak szczęście, że akurat papież jest w Polsce, bo prasa by go rozszarpała; a tak wylądował na drugich stronach tabloidów, koło prognoz pogody i horoskopów, co przeważnie oznacza, że dolepią mu z zawieszeniem.

Jedyna dzielnica w Berlinie rządzona obecnie przez purytanów, Reinickendorf (nawiasem mówiąc połową Berlina na poziomie komunalnym i w ogóle całym Berlinem, rządzą nadal – w koalicji z socjaldemokratami – postkomuniści) zabroniła transmisji meczów w stylu open air.

Powód? Zorganizowany protest mieszkańców, obawiających się brudu, smrodu i hałasu.

Podobno protest podpisali głównie Turcy, którzy porażki w kwalfikacjąch nie mogą jeszcze przeboleć.

Otworzono właśnie DEN GRÖSSTEN HAUPTBAHNHOF DER WELT (największy kolejowy dworzec centralny świata). Gdzie? W 25-milionowym Pekinie? W 15-milionowym Sao Paulo? W 12-milionowym Karaczi? A może w 10-milionowym Londynie? Nie: w 3,5-milionowym Berlinie; niezbyt skorzy do żartów mieszkańcy ochrzcili zaraz ten projekt imieniem BAHNHOF GRÖSSENWAHN (dworzec manii wielkości).

ACHTUNG! ACHTUNG!UWAGA! UWAGA! Kibice piłkarscy przybywający do stolicy RFN! Dobra rada. Wysiadajcie już na dworcu wschodnim i bierzcie taksówkę. Koniec zapowiedzi.Ende der Durchsage.

Natomiast turystom przybywającym tutaj w celach rekreacyjno-atletycznych dworzec centralny gorąco polecam. Bo na jakich to innym peronach tego świata można ciagnąć za sobą walizki dwa i pół kilometra, aż do nastepnego połączenia?

Dodam jeszcze, że architekt tego cudu strasznie się ostatnio zdenerwował i podał, co ciekawe, egipskie kierownictwo budowy, do sądu.

Przyczyna? Drobiazg. Obiekt wygląda inaczej niż projekt.

***
Co robią Brazylijczycy w Szwajcarii, każdy głupi wie.
Natomiast, że pierwsza drużyną, która przybyła do republiki federalnej jest Ghana – nie.
Pytają zawodnika, co ledwo wyszedł z samolotu, jak mu się w Niemczech podoba
(a leje właśnie i termometr wskazuje 12° C)? Zimno, odpowiada; dziennikarze potakują.

4

“Nigdy nie szpiegowałem kolegów”, zaręcza wytrawny reporter Wilhelm Dietl, który robił karierę agenta w enerdowskiej bezpiece (STASI) od 1982 do 1989 roku, a po roku przerwy do namysłu, kontynuuje ją od 1991 roku w erefenowskiej (BND) do dzisiaj. “Poza tym nie denuncjuję, tylko pracuję z calych sił dla dobra Ojczyzny”, podkreśla z naciskiem, głosem pękającym od patosu, łysawy i otyły mężczyzna pod czterdziestkę. Wzruszona tym patriotyzmem specjalna komisja parlamentarna decyduje się w swoim, już gotowym, raporcie donosy Dietla zaczernić, czyli utajnić. Samo życie.

Afera szpiegowska w świecie dziennikarskim (która, mówiąc nawiasem, w nawale ważniejszych wydarzeń, jak ciąża Angeliny Jolie, czy amok stolecznego wyrostka, który poranił nożem kilkadziesiąt osób w dziesięć minut – wylądowała podobnie jak autor Goleo, na dalszych stronach prasy) wykazała jedno: donosicieli nie brakuje.
“Często jesteśmy przepracowani z powodu nawału otrzymywanych informacji” przyznał szczerze przed kamerami Dietrich Urlau, szef Federalnej Służby Wywiadowczej.

***
Pojechałem do knajpy na na piwo.
Na ekranie (6 x 3 m) Niemcy trenują z Luksemburgiem (7 : 0).
A komu ja tak w ogóle kciuki trzymam, pyta jakiś ciekawski?
Meksyk, odpowiadam. Skrzywił się, jakbym mu piołunu do kufla wrzucil, a ja dalej, że mogą dojść do półfinału, na co on się jeszcze bardziej krzywi, bo nie może pojąć, że można kibicować drużynie niejako z drugiej ligi i na dodatek nie własnej; chwyta kufel i wędruje, klnąc pod nosem “scheiss Pollacke” (zasrany Polaczek), na przeciwległą stronę baru.

W drodze powrotnej o mało nie dochodzi do wypadku. Cztero- czy pięcioletni brzdąc wjeżdża mi swoim, napędzanym silnikiem elektrycznym, pojazdem prosto pod koło – hamulce do dechy, uff… udało się. Oburzona babcia wymachuje parasolką (na krótko przestało padać) i wrzeszczy po niemiecku z rosyjskim akcentem, “ihr verdammten Fahrradfahrer (przeklęci rowerzyści)!”

Tłumaczyć, że droga rowerowa nie jest piaskownicą, byłym mieszkańcom Karagandy, Kujbyszewa czy Nowosybirska przestałem już dawno. Rzucam tylko „Paszla won, bljad prakljata!“ Naciskam pedały i zmykam.

Jeśli pogoda się utrzyma –  stawiam na Anglików.

5

Najważniejsze obecnie pytanie: czy, ostatnio lekko kontuzjowany, Michael Ballack wybiegnie dzisiaj na mecz sparringowy z Japonią i strzeli goru*? Tylko trzy pozycje w drużynie niemieckiej – Lehmann w bramce, Podolski i Klose w ataku – są obecnie bezdyskusyjne; o inne trwa nadal walka.

W spotkaniu z Luksemburgiem dobrze zagrał w pomocy Sebastian, zwany poufale “Schweini” (świnka) Schweinsteiger. Także Oliver Neuville, który po paru latach przerwy wrócił do reprezentacji, nieźle odgrał rolę reżysera i uwieńczył ją dwoma bramkami.

Tymczasem, na zakąskę, oglądam dwa mecze na raz, Czesi – Kostaryka, no i… zgadnij kto koteczku**?

Jak powiedział Chrystian Skrzyposzek***? Słynny mecz Kolumbia – Jamajka  zakończył się po dziesięciu minutach; Kolumbijczycy wciągnęli wszystkie linie, a Jamajkańczycy wypalili całą trawę, he, he. Kto tak się śmiał? Jasne, Stachu…

Ale tu już minut dziewięćdziesiąt. Wszystkim mnie żal. Oj, to nie dobrze! Porażka i to jaka. Patrzę na zegar: 91 minuta.

Nawet Chicquita**** zaczyna przepraszać, że kibicuje Kolumbii, nalewa sobie Coca-Colę, demonstracyjnie podrzuca “wielkie, niebieskie oczy” i dodaje, że zaraz “strzelimy” trzeciego.

Touché.

Zamawiam drugie piwo*****, odwracam oczy na ekran – bramka.

Czuje wzrok na karku: Chicquita zezuje w moim kierunku. A ty małpiszonie, ty deskorolko, cholero jedna, mówię sobie w myślach, a głośno – sauber******.

Piję strzemiennego i wracam do domu na tarczy*******.

Kostaryka skóry Czechom nie sprzedała tanio. Wyglada na to, że drużyna niemiecka będzie się musiała napracować, ale jak powiedział Klinsi********, ten orzech jest do zgryzienia! /muszę przerwać, bo zaczyna się mecz Niemcy – Japonia*********.

To be continued

—————————————————————————————————————–

*) jap. bramka, gol

**) Polska – Kolumbia 1:2

***) Jeden z najlepszych, po Przybyszewskim i Gombrowiczu, pisarzy polskich w Berlinie XX wieku; patrz też: Tibor Jagielski “Od Przybyszewskiego do Skrzyposzka. Pisarze polscy w Niemczech współczesnych”, 2003, Berlin.

****) wlaścicielka knajpy z teleścianą Sony (szaleństwo!)

*****)”Schultheiss”, berliński pilzner, 0,33 litra, zaw. 4,9% alk; najmniejsza i najtańsza butelka w knajpie (bo moja rodzina pochodzi z polskiego Glasgow, Poznania, stolicy Wielkiejpolski).

******) niem. czysto.

*******) tym razem na piechote.

********) przed miesiącem w San Francisco, Kalifornia, U.S.A.

*********) wynik 2: 2; pomogły gwizdy po zero dwa, no i kondycja Japończyków.

6

“Ciągle pada! Asfalt ulic jest już mokry jak brzuch ryby”, śpiewały Czerwone Gitary, gdy polska jedenastka odnosila sukcesy w Niemczech, dawno, dawno temu, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Gadocha, Szarmach, Lato! Dejna, Kacperczak! Gorgon i Szymanowski, Tomaszewski. No i o wielu innych, a przede wszystkim, przez nas wszystkich kochany czarodziej piłki, Włodzimierz Lubański.

Monachium, 1972 i Lipsk 1981* – to byly mecze graniczne pewnej futbolowej epoki. Rozmarzyłem się. Jak mówił Adam Asnyk**? Daremne żale, próżny trud… minionych czasów żaden cud nie wróci do istnienia.

W Prusach pada, a w Holandii natomiast leje się strumieniami jenever, bo rozpoczął się sezon śledziowy, wielkie święto ludowe. Przyslowiowa potencja zawodników Oranje w tej skromnej i niepozornej rybce ma podobno swe źródło.

Najpierw szklanka piwa, nóż naostrzyć, śledzia sprawić***, do tego tylko cebula, szczypta soli, pieprzu i … niebo w gębie! A na deser kieliszek kminkówki.

Franz „Cesarz“ Beckenbauer w wywiadzie dla berlińkieego Tagesspiegel stwierdza, że Niemcy są kwitnącym krajem, tylko niestety piłka nożna rozwija się nie w tym co trzeba kierunku. Poza tym apeluje dyskretnie do holów i zakapiorów, aby przynajmniej w okresie mistrzostw nie bili murzynów, bo to by było mu nie bardzo na rękę.

***
W sprawie dystrybucji biletów:

Wszystkie miejsca zajęte! – B.Z.
Na trybunach będą luki – tagesspiegel
Stadiony będą puste – tageszeitung

Zobaczymy.

___________________________________________________________________________

*) Polska – Wegry 2:0; NRD – Polska  2:4

**) bardzo ceniony w Wielkiejpolsce, a w innych częściach kraju przez nudziarzy, pisarz

***) jak sprawić śledzia, patrz: Tibor Jagielski „Mleczak i inni. Kuchnia mórz i oceanów. Od Szczecina do Szanghaju.”; roz. VII Śledzie, Dziwnówek, 1999

7

W Düsseldorfie legalna demonstracja NPD (partii neonazistowskiej); 300 neonazi przeciwko 3000 kontras; pomiędzy 1000 policjantów, a dookoła dwa razy tyle. No i… zaczyna się: kogoś pałują, lecą butelki i kamienie; falanga rusza, jak wilki u Jacka Londona na stado karibu; ze setka ludzi ląduje w sukach; niektórzy (i niektóre) mogą iść do domu – sześćdziesięciu wiozą do aresztu.
Sceny myśliwskie z Nadrenii-Westfalii.

Niemcy spodziewają się 150 tysięcy kibiców z Polski, w tym dwa do trzech tysięcy skorych do rozróby. Jesteśmy gotowi, oświadczył Hans-Jürgen Mörke, dyrektor brandenburskiej policji, każdego naszego chuligana mamy pod okiem, a jedyną niewiadomą są chuligani zagraniczni, nie tylko, ale glównie z Polski. Powolano wszystkie rezerwy i podwojono stan osobowy.
Specjalnie do zadan związanych z mistrzostwami świata przydzielono 1500 policjantów i 4 plutony oddziałów szybkiego reagowania. W każdej chwili możemy te liczbe podwoic, stwierdza w Poczdamie spokojny i pewny siebie Mörke,  a poza tym, dodaje, jestyśmy tylko krajem tranzytowym na drodze do zaglebia Ruhry.

Wyglada na to, że 14 czerwca w Dortmundzie  w bramkach będą stali Lehman i Boruc. drużyna niemiecka pokazała w meczu z Kolumbią (3:0), że też jest gotowa na przyjęcie gości, podczas gdy Polacy w meczu z Chorwacją(1:0) ciężko poprawiali nadszarganą reputację.

Leje i zimno; dla rozgrzewki obserwuję olimpiadę szachową w Turynie. Wygrywa Armenia; na trzy rundy przed końcem Ormianie pokonali największego konkurenta, Chiny( 2,5: 1,5 ) i wyprzedzają go o dwa punkty.

A tymczasem utonął, podczas regat Ocean Race dookoła Wielkiej Brytanii, 32-letni Holender Hans Horfevoest, wielka legenda żeglarska. Fala zmiotła go za burtę (a nie miał nawet kamizelki ratunkowej), sterowanego komputerem, wysokiego na 21 metrów monstrum z tworzyw sztucznych i stali; tego jachtu-potwora, który sunął z szybkością trzydziestu węzłów i zaczął zawracać dopiero po dziesięciu minutach; w każdym razie za późno…

Pozostawił żonę przy nadziei i córkę.

Sport to mord.

Też.

***
Podobno Aztecy mieli takiego fisia na tle piłki, że grali nawet jak Hiszpanie stali już u wrót Tenochtitlanu (dziś Mexico City), a drużynie, która ten mecz przegrała – z całą pompą na ołtarzu na szczycie piramidy wyrwano serca. Zdarza się.

W telewziji niemieckiej wywiad z dziarskim młodzieńcem wszechpolskim: “Naszym celem jest rekatolizacja Europy” ogłasza na tle monstrualnego, płonącego w czerwonawym świetle reflektorów, krzyża ten nasz nowy, już rodzimy Cortez, czy Pizarro.
Laboga! Znowu krucjata! Wracają stosy? Auto da fe? Hiszpańskie buty?
A może ogniem i mieczem?
A może… by tak te zapędy konkwistadorskie skierować, na przyklad, na murawę?
Smolarkowi przydałby się jeszcze kto do pomocy.

8

Dziewiąta; poniedziałek; i na dodatek zielone świątki – dzień w Niemczech wolny od pracy; pięć dni do rozpoczęcia mistrzostw.

Wyciągnąłem z lodówki sledzia i butelkę jeeneveru.

Za tych co na morzach i oceanach.

Ledwo strzeliłem w kopyto – wyszło slońce! Zakąszam – biją dzwony!

Włączam stację StarFM; najczęstsze wypadki przy seksie? Zwichnięcie nadgarstka, he, he.

Na warszawską paradę równości udają się również byli ministrowie rządu Claudia Roth i Wolfgang Beck, Joanna d´Arc i Ulrich von Jungingen zielonej sceny politycznej.

Mimo ciężkiej porażki na Placu Czerwonym Wielki Mistrz Beck nie poprzestaje na podstępnych knowaniach i kreciej robocie, tylko wsiada na motocykl i mówi, nach Warschau! A za nim zmotoryzowana chorągiew odzianych w skóry i łańcuchy Krzyżaków.

Po ptasiej grypie – inwazja na Warszawę lesbijek i gejów z Niemiec!
Nic Wszechpolakom, nic Purchawkom, nic Kaczorom nie będzie oszczędzone.

Polska, kiepska tragedia jest jednocześnie niezłą komedią; trafimy znowu do telewizji w programie nocnym, pocieszam się, piję na drugą nogę, gaszę radio, otwieram drzwi na balkon i słyszę walca.

Oj, mocny ten jeenever, myślę zrazu, ale nie, muzyka leci do mnie, to ślepa dziewczynka z katarynką, grająca stare piosenki berlińskie, ustawila instrument pod lipą, a jej młodszy brat z napięciem patrzy w okna. Troche się rozmarzyłem (jeenever?), ale jak to idylla? Nie trwa długo.

Nagle: „Scheisse!“ – jeb! łubudu! trzask!

To  Niesamowicie Niemiecki Niemiec, sąsiad z dołu, zaczyna wrzeszczeć i trzaskać oknem. Myślałem już, że to z mojego powodu, ale to tylko muzykanci (mały gra czasem na organkach), zakłócili jego spokój.
Ciekawy typ patologii; regularnie szpieguje i denuncjuje.
Na balkonie ma umocowany karmnik; a słowika, który siadał na brzozie, przepędził, bo mu spać nie dawał.

Arbeit macht frei.

***

Pod Berlinem powstaje mały, złożony z kontenerów, obóz koncetracyjny, a Burkhard Hirsch z FDP (wolni demokraci) obawia się głośno, czy aby on tam już na zawsze nie pozostanie. Szykuje się tam również specjalne klatki dla opornych wladzy wykonawczej, tudzież autobusy, które transportować bedą te klatki (a w nich tych, którzy „mieli pecha nie mieć” obywatelstwa niemieckiego), w trybie ekspresowym do granicy lub na lotnisko.

Ordnung muss sein.

Po poł godzinie słońce znika; znów 10-12° C.
Ekwadorczycy kazali sobie przyslać z Quito specjalne kombinezony termostatyczne.
A drużyna niemiecka zajęła siedzibę w zamożnej dzielnicy willowej zachodniej części Berlina, Grunewaldzie; co ciekawe – jedyną drużyną, która obozuje na terenie bylego enerde jest Ukraina (sic!) w Poczdamie (sic!). Zabawnie to na mapie wygląda.

Jedem das seine.

9

Na mecz otwarcia mistrzostw z Kostaryką nie wybiegnie, lekko kontuzjowany w łydkę, Michael Ballack tylko Tim Borowski. Jak powiedział napastnik drużyny, tak, niemieckiej. Lukas Podolski? Podczas meczu z Polską porozumiewamy się tylko po niemiecku.
Count down; w bloku naprzeciwko wisi pięć flag niemieckich i jedna rosyjska (na 60 mieszkań); zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.

Zastanawiam się, co ja mógłbym powiesić, gdybym już wieszać musiał?

Raz, dawno, dawno temu, na pierwszego maja w Szczecinie niosłem w pochodzie chorągiewkę węgierską, którą zrobiłem sam podczas zajęć praktyczno-technicznych klasy IV b w szkole podstawowej (nomen-omen) 69 na Niebuszewie, hm…
Dziadka w Wehrmachcie miałem, więc mógłbym rozwinąć i niemiecką, hm…
Mesykańskiej nie wywieszę, bo to mój konik, a o takich sprawach się milczy, hm…

Trynidad i Tobago!

Cool & megageil, a sąsiadka zzielenieje z zazdrości.

Kto tym razem na murawie poszarżuje, pomiesza szyki?

Może Ghana? Albo Ekwador, he, he.

Z innej beczki: świętuje się zabicie zakapiora-terrorysty Zarkawiego, natomiast fakt, że Mogadiszu, a tym samym cała południowa Somalia, wpadła w ręce islamistów, przemilcza. A tymczasem opanowali oni teren wielkości Polski i zmusili do ucieczki sprzymierzonych ostatnio z koalicją antyterrorystyczną, warlords (chrześcijan i animistów) gdzie pieprz rosnie.

Oj, chyba tę wojnę przegramy, boys!
Bo to Wietnam do kwadratu.

***

Ballak zagra jednak w meczu z Kostaryką. Wyszedł wściekły przed kamery i kazał się dziennikarzom od łydki odczepic.
Statystycznie na jednego piłkarza wypada dziesięciu dziennikarzy, a na jednego kibica dwóch stróżów ładu i porządku.
Cztery godziny przed meczem, blok naprzeciwko; przybyły dwie nowe flagi niemieckie (łącznie 7) i jedna… holenderska.

Arriba muchachos!!!

10

Niemcy – Kostaryka dwa jeden do przerwy; mecz, jak na otwarcie, nawet niezły.

Sąsiad z dołu, NNN, wystrzelił cały magazynek rakiet świetlnych; dobrze, że żaden helikopter nie leciał – mieszkamy mianowicie przy lotnisku.

W niektórych oknach bloku naprzeciwko są nawet dwie flagi; prym wiodą Niemcy z Syberii, którzy między staranie pielegnowanym geranium umieścili ze dwa tuziny chorągiewek, a dwa czarno-czerwono-złote sztandary flankują ten festiwal patriotyzmu.

Loggie tureckie są puste i nieme; zawzięty to naród, nadal przeboleć nie mogą porażki w eliminacjach.

Kismet.

***
Miro Klose strzela drugiego gola; Niemcy prowadzą w 62 minucie 3:1.

Tylko jedna rakieta z dołu – chyba magazynek się skończył.

Między Bramą Brandenburską a Kolumną Zwyciestwa w centrum Berlina – 10 tysięcy ludzi; skromnie.

Trzech podpitych Anglików chce wziąć taksówkę – taksówka ich nie chce.

Koniec końców lądują w areszcie; sędzia już czeka.

Wynik? Remisowy; mogą iść do hotelu, ale mają zakaz wstępu na stadiony i tzw. eventy. Na dodatek aresztowano pięciu kieszonkowców z Albanii i już siedzą w klatkach. A tymczasem Czope strzela bramkę kontaktową.

Arrribaaa!!!

Nie, 4:2; ładny strzał Schweinsteigera, który, wraz z Timem Borowskim, przejął w tym meczu rolę Ballacka (nawiasem mówiąc, Maradona który robi za eksperta w kabinie telewizji argentyńskiej, zamówił dwie kawy z… kofeiną!) Dzisiaj wieczorem w Gelsenkirchen, w Nadrenii-Westfalii, gra Polska z Ekwadorem, a jutro maszerują tam neofaszyści. Co ciekawe – mimo sprzeciwu burmistrza, policji, i wielu innych organizacji, Sąd Najwyższy Republiki Federalnej zezwolił na tę demonstrację dziwnej ligi Niesamowicie Niemieckich Rodzin.

Wot, diemakracja; pożywiom – posmotrim.

Banzai!

P.S.

A  może wywieszę jaką flagę?

P.S. P.S.

Umarł, w wieku lat sześćdziesięciu, Drafi Deutscher, niezły szansonista niemiecki („Marmor, Stein und Eisen bricht, nur unsere Liebe nicht…“)

Zdarza się.

P.S.P.S.P.S.

Wykrakałem, Ekwador górą!

11

Hiszpanie nieźle dali popalić Ukrainie; 4:0.

Godzina przed meczem Niemcy – Polska.

33° C; dwadzieścia więcej, niż przed tygodniem; pięciu owiniętych we flagi wsiada do autobusu; co ciekawe – w bloku naprzeciwko zniknęła w ostatnich dniach większość chorągwi niemieckich. Dlaczego? Strach tchórzów NNN przed tchórzami PPP ( zdanie bardzo prywatne). Zostały na balkonach (brawo za odwagę Niemcy z Syberii)  tylko dwie.

No i ta jedna, rosyjska – ten wspaniały znak kontynuacji na naszym (i nie tylko) kontynencie: Lenin-Stalin-Putin…

Hiszpański sędzia gwiżdże – zaczęło się.

Sąsiad z dołu oczywiście też flagę zwinął (sic!), ale już po pierwszym strzale Miro Klose rzucił petardę; znak dla swoich towarzyszy (przedwczoraj faszyści, wczoraj komuniści, a dzisiaj… jak ich nazwać? Po prostu sukinsyny?) z naprzeciwka.

40 minuta; mecz kiepski, brutalny.

Przerwa; strzelają pistolety, lecą petardy; ale skromnie.

W centrum Berlina, przed ekranami pomiędzy Bramą Brandenburską a Kolumną Zwycięstwa, 150 tysiecy kibiców, czyli dwa razy tyle, co na stadionie w Dortmundzie.

65 minuta; Ballack fauluje Jelenia; dwie minuty później – Bak fauluje Ballacka; remis, w brutalności.

78 min.; czerwona kartka dla zawodnika polskiego; rakiety szybują w niebo; NNN z dołu rzuca jedną petardę, zaraz drugą…

94 min…

Jutro – wetten das? – dziesięć flag.

Przed meczem, po i w trakcie?

Zwyczajne sceny myśliwskie, te, które dzieją się w obecnie Nadrenii-Westfalii już opisałem; a co z tego wyniknie, też.

Rezultat? Tymczasowy? 2006/6/14 godz. 23:07?

Dwustu aresztowanych Polaków tylko w Dortmundzie i pięćdziesięciu w ucieczce przed policją, która depcze im po piętach. Jak mawiał Heinrich Heine?

Denk ich an Deutschland in der Nacht,
da bin ich um den Schlaf gebracht.

Jedna dziewczyna spadła z balkonu (5 pietro), ale żyje, bo na drzewo.

12

Pan Bóg ulitował się nad naszą, ludzką, głupotą i zesłał burzę na Dortmund, która skuteczniej rozgoniła stojący krótko przed ogólną bijatyką tłum, niźli wszelkie policyjne kohorty razem wzięte.

Trzeba przyznać, że Wszechpsychiatra naszemu gatunkowi łaski, od lat już tysięcy, nie skąpi; obojetnie jaka monstrualna zbrodnię lub głupotę byśmy popełnili, obojetnie na jaki szalony pomysł byśmy nie wpadli – ON uśmiecha się tylko dobrotliwie i niczym Święty Mikołaj wyciąga kolejną szansę ze swojego, bezdennego zda się, worka historii.

Niespodziewanie słaby występ Ukrainy znalazł swoją przyczynę: żaby i komary. Potomkom narodu Bohdana Chmielnickiego, który niegdys znad Donu na czajkach docierał do Złotego Rogu (i to nie tylko w celach handlowych) rechot kradnie sen, a brzęk – forme.

Zapytano kiedys radio Erewań, czy jest jakiś sposób na pluskwy?
Tak – polubić.

Swoją drogą wielu ludzi narzeka w tym roku na komary i trochę się nawet z tego nabijałem, dopóki nie dopadł mnie jeden taki osobnik – uslyszalem tylko krótkie zzzzt i … bestia wbiła mi się w policzek! Wyrwałem gościa – komar, nie komar. Wracam do domu, wkladam bandytę pod mikroskop (ruski, na pchlim targu za 10 złotych) – komar, ale jakiś inny, zagraniczny. Taki komar turbo; a nasze, o krwia mać!, do niego, to jak fiacik do merca.

A flagi przestałem liczyć.

Arriba!

13

Powoli zbliża się francuskie Tour de Tortur.
W tym roku już bez Lance’a Armstronga, ale nadal z Janem Ulrichem.
Niestety, kolarstwo tak jak i piłka, zdają się słabnąć z roku na rok.

Tymczasem niedźwiedź brunatny zwany Bruno, który od pół roku wędrował bez paszportu przez kraje przyalpejskie, Słowenię, Włochy, Austrię i Niemcy, został (po dwumiesięcznym pościgu) zastrzelony.

„Odetchnęliśmy z ulgą” mówi burmistrz (burmistrzowa? burmisterka?) Hermenegilde Müller, mieszkanka Bawarii, która wynajmuje pokoje alpinistom, narciarzom i zwykłym śmiertelnikom z całego świata. Straty wynikłe z całej hecy tylko w jej gminie ocenia na pół miliona $, “przede wszystkim rodziny z małymi dziećmi skasowały urlopy”, dodaje, ocierając pot z czoła, zażywna pięćdziesięciolatka przy kości.

“Zastrzelimy strzelca!”, odgrażają się Zażarci Zwolennicy Zwierząt na swoich forach internetowych, zapomniawszy na krótko o delfinach, fokach i wielorybach.

No cóż, niejedna poduszka nastolatki była tej nocy mokra od łez, a ja – przyznać muszę – miałem sen koszmar. Śniło mi się, że jestem w raju. Słonko świeci, pszczoły brzęczą, zioła pachną, leżę sobie na polanie i studiuję chmury. A tu nagle cień na mnie jakiś dziwny pada i widzę, że zbliza się do mnie niedźwiedź, staje na tylnych łapach, paszczę otwiera i mówi:
„Ukraina, po finałowym zwycięstwie nad Hiszpanią, zostanie mistrzem świata i Blochin ogoli się na łyso, a wkrótce po tym, zostanie prezydentem, wypowie wojnę Polsce i ją wygra. Tobie wlepią 48 za jeżdżenie bez dzwonka, a murzyna, którego skatowali na Kurfürstendamm policjanci, za to że przeszedł ulicę na czerwonym świetle, powieszą publicznie przed Reichstagiem, podczas gdy Wolfgang Thierse na znak protestu zgoli brodę“.

W oddali słyszę jakby helikopter.
Niedźwiedź wyciąga łapy, chwyta mnie za ramiona, zaczyna trząść, a jego pełna klów morda zbliża się do mojej twarzy:
„ Wstawaj psiawiaro!“

Budzę się zlany potem; siódma; zaczęli strzyc trawę pod blokiem.
Biorę prysznic i zjeżdżam na dół po gazetę.

Malarze przy pracy (jeżeli to można pracą nazwać to ich certolenie się z pedzelkami po kątach, picie piwa w kiosku, przerwy na niezwykle ważne rozmowy telefoniczne, tudzież dyskusje nad każdym metrem zamalowanej powierzchni – w czwórkę (sic!) pomalowali wczoraj korytarz o powierzchni 40 m² – jak za komuny!), a Niesamowicie Niemiecka Niemka o włosach w kolorze gallenschwarz-hämatomrot-pissgelb, przechodzi obok mnie w pogardliwym milczeniu i zadzierając nosa. Na prawym ramieniu ma wytatuowany drut kolczasty, a na lewym ma bliznę, charakterystyczną dla amatorek tatuażu zawiedzionych uczuciowo; malarze witają ją wylewnie i rubasznie; ogólne zbratanie.
Podobno jest to patriotyzm.

14

Wracam z zakupów do domu i przechodzę obok placu zabaw.

– Spóźniłaś się o jedną minutę – mówi Niesamowicie Niemiecki Turek z dzieckiem na ramieniu do swojej żony, która biegła od przystanku autobusowego, a wiatr targał ją za wlosy, jakby ją chciał zatrzymać na miejscu. Starannie przystrzyżony wąs, wypomadowane włosy, Rolex na ręce, Opel na parkingu (z lewej choragiewka turecka, z prawej niemiecka), na balkonie wielka flaga (niemiecka).

No comments.

Muszę przyznać, że założyłem dzisiaj czarne spodnie, czerwony sweter i narzuciłem żółtą kurtkę rybacką, bo popaduje. I tak, chcąc-nie chcąc, stalem się żywą flagą republikańską, co pojąłem dopiero, kiedy, obficie oflagowane auto, wymijając mnie, krótko zatrąbiło, a sąsiad z dołu na mój widok zzieleniał i zatrzasnął drzwi balkonowe.

15

Deutschland – Rest der Welt 8:2.
Teraz kolej na Argentynę.
Spotkany przypadkowo, znajomy Niemiec pyta:
„Czy jesteście źli, że z nami przegraliście?”
Poczatkowo nie rozumiem, o co mu chodzi, ale powoli świta mi w głowie (choć od meczu Beckenbauer – Listkiewicz minęły już dwa tygodnie) – pluralis majestatis!
Wolfgang (tlum. pol. Wilczy Krok), bo tak ma na imię, chorągiewek co prawda nie wiesza, ale z dumy to prawie pęka.

Pierwsza polowa dogrywki; Argentyna rozpoczyna; Julio Cross zostaje po 10 sekundach skoszony; mecz jak się zaczął, tak się kończy; nieźle się walą po kościach ci nasi bohaterowie murawy. Postanowilem nie pojechać do Chicquity na piwo. Głównie z powodów alkoholowo-patriotycznych.

Wyglada na rzuty karne; w ciągu całego meczu Argentyna miała dwie dobre minuty

PRZERAŻAJĄCE!!!

Niemcy nie lepsi.

Nawiasem mówiąc, wybuchła sensacja i Jan Ulrich nie pojedzie tegorocznego Tour de France. Elektroniczni władcy stadniny zareagowali na hiszpańską aferę dopingową i wycofali niemieckiego zawodnika (razem z jego kolegą, Ivanem Basso) z wyścigu pięć minut przed dwunastą.

N.N., siedmioboistka enerdowska, mówi w wywiadzie,  jak zrobili z niej mężczyznę i jeszcze jej wmówili, że to fajne, jak jej wyrośnie mały kutas.

Stachanowcy strzykawki, bękarty z Sachsehhausen i Ravensbrück, ich hiszpańscy, ba, brazylijscy, czy czort wie go kumple – ONI, bo o nich mówi, nadal piastują wysokie funkcje, bo są świetnymi fachowcami w sprawie dopingu, a ich kolejne ofiary wegetują jako wraki na krawedzi spoleczeństwa, ogarnięte zmową milczenia.

Nietety i w Niemczech pachnie czasem dziwnie z doniczek na balkonie, o czym obszernie pisał np Heine, który znad Elby przeniosł się nad Sekwanę. Grunt to wygrać – olimpiadę zimową, mistrzostwa świata Formuły 1; zwycięstwo, Nike, która nas prowadzi na szczyty ekstazy, vae victis?

I tak to, wraz z sukcesami drużyny niemieckiej w tym turnieju rośnie w Niemczech patriotyzm, a Angela ”Angie” Merkel, zasiadając na trybunach stadionów, zbija punkty na następne wybory do Bundestagu.

Natomiast Franz “Cesarz” Beckenbauer” w helikopterze w drodze z Lipska do Frankfurtu, podpisuje kolejną umowę reklamową za mierne dwieście tysięcy zielonych.

16

Natomiast pani Beckham była bardzo zmartwiona; to koniec pewnej ery i pozostanie jej tylko pisanie dalszych ksiażek, nadal nie przeczytawszy jednej do końca.

Ciekawe, czy Podolski kopnie Zidane w jaja, jak odgrażają się blokersi na boisku koło jeziora, gdzie przed ćwierćwiekiem obroniłem wszystkie strzały i na dodatek sam strzelilem jednego gola – sic transit gloria mundi! Dzisiaj nie kuśtykam jeszcze o lasce, ale po paru minutach huśtawki ze szczeniakami mam schnauzevoll.

Jaki tytuł pojawi się na frontpages naszych ukochanych mediów?

Wir sind Weltmeister!?

Kurczę blade! To chyba najnudniejsze mistrzostwa świata mojego życia; przyznam szczerze, że parę razy zasnąłem, pomimo tytanicznych wysiłków, przed telewizorem, a raz miałem dziwny sen, że Ameryka Poludniowa się obudzila – ale to ja budzę się i co widzę? że szkopy i żabojady betonują i ani samba, ni tango, tylko czasami ordynarne mordobicie.

Mecz się skończył, a na boisku? Wojna; w mordę i nożem, gdyby był…

Czego tu wymagać od fanów, holów, zakapiorów?

Poszedłem kupić karpia i kawałek suma w hali targowej i ułożyłem wiersz:

Ryba od głowy śmierdzieć zaczyna.
Podobno u Polaka ta sama przyczyna,
że najpierw dostaje umysłowej sraczki,
A potem wybiera na przywodców kaczki.

Skandal w turynskim Juwentusie? HE, HE, HE…

Podobno Włosi tacy honorowi, a Ukraina gra tylko dla forsy, usłyszałem od jednego, ubranego w trykot drużyny niemieckiej firmy adidasa (ca. 50 euro), młodego idioty, który ciągle zapomina, gdzie postawił samochód. Pycha narodowa kłębi mu się dosłownie z porów, a zatacza kółko w poszukiwaniu swojego pojazdu. Tę scenę trzeba by sfilmować.

Natychmiast po powrocie znad jeziora, gdzie złapałem parę płotek i karasi na jutrzejszą zupę wegierską halasle, rzuciłem się w wir robót kuchennych: placek drożdżowy z owocami, kapuśniak po krzyżacku, łosoś atlantycki saute, ser harzeński po grecku, ogórki na małosolne nastawić, wystarczy?
Piwo i wino schłodzić, wódeczkę zamrozić i palce lizać.

W ten, i tylko w ten sposob postanowiłem wytrzymać do końca tych mistrzostw.

Bis zum bitteren Ende.

Czasami wiatr przynosi zapach lip i włączam pieśni Schuberta; czy wiecie, że mam pokój z widokiem na więzienie? Bywa.

17

Za piętnaście minut rozpocznie się w Dortmundzie mecz Niemcy – Włochy; połowa balkonów oflagowana, no proszę.
Włączam radio.

Ulice puste, czasami przemknie autobus, a w nim parę zagubionych postaci.
Między Bramą Brandenburską a Kolumną Zwyciestwa hymn z prawie miliona gardeł.
Berlin dzisiaj, wieczór czwartego lipca i miliardy modlą się do obrazu ze stadionu na całym świecie.

Kult! Kult! Kult!

Dwudziesta druga minuta – Podolski strzela piętnaście metrów ponad bramką.
A Włosi już pięć razy na spalonym, no ładnie – tunel panowie!
“Schneider! Mach dein Tor, mein Junge!“ woła rozentuzjazmowany komentator Deutschlandfunk….
Nie, do przerwy zero – zero.
Tak, tym razem nos mnie nie zawiódł.
Materazzi! Takiego nazwiska wymyśleć nie zdołasz, Lahm!
Kulawy na materacu, he, he, he.
Na brodę Proroka! München – Allah!

W przerwie układam wiersz:

Ostry atak satyry

Pan Kaczor był chory i leżał na worku.
I przyszedł pan doktor – Co ci jest kaczorku?
– Ach! Trójkąt weimarski w gardle ością stoi
A szwabski humor zołądek rozstroił.

Oj, biedny kaczorek, wśród orłów i sępów,
Rekinów politycznych, kagebeagentów!
Przestraszył się Angeli, przestraszył Chiraca
– dostał rozwolnienia, poci się i zwraca.

Ostry atak satyry, orzekł doktor madry
I zalecił pół litra i wędzone flądry.
Poza tym polecił nie opuszczać stawu,
A ten wiersz natychmiast skończyć.

Wrócę jednak do prozy – stało się, Niemcy za burtą legendy, trawestuję tu tytuł pewnej powieści.
Nad Berlinem wisi niesamowita cisza – es ist aus, vorbei.
Berneński cud się nie powtórzy; ogólny płacz i zgrzytanie zębów, vae victis!
Pozostał pojedynek pokonanych.

Włosi mistrzem świata? Kto by pomyślał, że tak daleko, tak przecież przeciętni, makaroniarze zawędrują.
Wyznam szczerze, że piłki nożnej mam po dziurki w nosie.
Przede wszystkim tej, którą widziałem na tym turnieju.
Chyba ustąpię ze stanowiska szpiega murawy i poświęcę więcej uwagi szachom.

18

Miesiąc Dziecka w Dorosłym dobiega końca.
Powoli czas na bilans.
Mistrzostwa te były pod wieloma względami rekordowe:

1)      ilość kibiców wszelkiej maści
2)       kompletny brak nowych talentów oraz idei w grze
3)      wysoki poziom piłkarzy w kopaniu osób i przedmiotów za wyjątkiem piłki
4)      zarobków mafii, którą nazywają FIFA.

Ruszyły one trochę Niemców, którzy są z natury raczej sztywni i, nie obrażając, kwadratowi.
W pizerii, której właścicielem jest Turek, wybito okno; ale ogólnie jest elegancja francja i restauracje włoskie otrzymują tylko telefony z pogróżkami, na których się kończy.

Dziewczyna, która spadła na drzewo, nabawiła się tylko siniaków, bo miała, szczęście w nieszczęściu, nieźle w czubie. Natomiast menadżer Juventusu przy skoku przez okno tyle szczęścia nie miał i zamiast za kratki, trafił do szpitala.
Denuncjator Dietl zarabia nadal kapusiowaniem, dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, rok w rok, na nastepny milion $.

Niedźwiedzia Bruno wypycha się właśnie, aby postawić w muzeum (tylko jeszcze nie wiadomo jakim, bo, tak, Włosi zgłaszają pretensje).

Właśnie informują, że śledź atlantycki jest na wymarciu, a kraby z Kamczatki opanowały pół Norwegii; podobno nawet smaczne, ale mi nie przechodzą jakoś przez gardło.

W mojej dzielnicy Berlina, Reinickendorf, gdzie powstały ostatnio dwa meczety, jest już obecnie trzeci w budowie; natomiast zlikwidowano dwie fontanny (w tym jedną przed samym ratuszem) i zamknięto jeden (ostatni) sex shop; zamiast sklepu rowerowego mam teraz studio tatuażu; jak zapalę przez nieuwagę na ławce fajkę, to gonią mnie przez pół miasta świeżo upieczone służby ochroniarskie firmy T&S, uzbrojonej tylko (na razie?) w pałko-latarki i kajdanki, jak Steve’a McQueena w “Alcatraz”; jeśli włączę głośniej muzykę, to zaraz przyjeżdża na światłach i syrenie policyjne Überfallkomando, natomiast jeśli molo w porcie nad jeziorem płonie przez pół nocy, albo komuś poderżną gardło – to nikt nic nie wie. Czeski film.
Najlepsi policjanci świata, bo za takich się Niemcy uważają, szykują się teraz do Konga.
Wymarzone pole dla satyry?

August 1980. Es begann in Stettin.

Die August-Streiks 1980, schreibt Wikipedia, waren eine Reihe von Arbeitsniederlegungen in der kommunistisch regierten Volksrepublik Polen. Tatsächlich begannen sie schon Anfang Juli  in Lublin, in die Geschichte gingen sie aber ein durch die Streiks an der Ostseeküste. Der wichtigste Streik wurde am 14. August von den Freien Gewerkschaften (Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża) auf der Danziger Werft ausgerufen, dem sich die Delegationen anderen bestreikter Betriebe anschlossen. Es wurde aber auch in anderen Städten gestreikt, darunter auch in Stettin. Die Streiks endeten mit dem Unterzeichnen der drei Abkommen zwischen der Regierung Giereks und den Streikenden: In Stettin, Danzig und der Kohlengrube Jastrzębiec. Das Stettiner Abkommen wurde als Erste unterzeichnet. Somit wurde eigentlich in Stettin und gar nicht in Danzig das neue Kapitel der Geschichte angefangen. Das Kapitel, dem in nicht mal 10 Jahren der Frühling der Völker folgte, der Fall der Mauer, das Verschwinden des Eisernen Vorhangs, das Auflösen der feindlichen politischen Blöcke und die Entstehung des großen freien Europas der souveränen Statten. 
Es geschah heute vor 40 Jahren.

Unser Autor war dabei.


Unterzeichnung des Abkommens in Stettin am 30. August

Krzysztof Jagielski

Über Bord (2)

Die Gespräche zwischen Streikkomitee und Regierugskommission dauerten an. Tag für Tag, trozt des stürmischen Wetters, wuchs die Zahl der Menschen, die sich vor dem Haupteingang zur stettiner Werft versammelten um die zähen Verhandlungen direkt zu verfolgen. Die Stimmung war grandios, man kommentierte direkt und scheinbar schon ohne Angst das Geschehen und bekundete laut die Unterstützung für Marian Jurczyk und das Streikkomitee.

Am 23. August, es war Sonnabend, stieg die Zahl der in Westpommern (Pomorze Zachodnie) streikenden Betriebe auf 118 (…). Montag  früh, den 25. August, erfuhr ich, daß die Mannschaft des Containerschiffs  m/s „Wejherowo“, eines der modernsten Schiffe der polnischen Handelsflotte und bisher fest in der Hand des Kaders der kommunistischen Partei, sich weigerte, nach London, in See zu stechen.

Ich nahm das Fahrrad und fuhr zum Kai  wo m/s „Wejherowo“ angeleint war und als ich dort ankam, war eigentlich alles entschieden. Die Maschinen standen still und an Bord hing ein Riesenplakat  auf dem geschrieben stand STRAJKUJEMY! (Wir streiken!)

Plötzlich, nach wochenlangem Unwetter, kam durch die Sonne die Wolken. Unglaubliche, friedvolle Stimmung breitete sich aus und ich fiel auf die Knie und weinte zum ersten mal am 25. August, den Todestag meines Vaters Julian, aus Freude (…).

***
Im Jahre 1944, am fünf und zwanzigsten Tage des Warschauer Aufstandes fiel Julian Jagielski, Leutnant der Reserve und Kommendant de Luftschutz Mokotow, bei der Feuerlöscharbeiten in der Grottger Strasse. Das Feuer, das durch den Raketenbeschuss des deutschen Nebelwerfers entfacht wurde (polnisch, umgangssprächlich, „krowa“, die Kuh, wegen des charakteristischen  Lautes, das bei abfeuern der Projektile zu hören war) vernichtete fast den gesamten Häuserblock. So wurde ich an diesen Tag Vollweise, da meine Mutter, schon im Vorjahr, wegen der fehlenden Medikamente, an Lüngenentzündung starb (…).

Siehe HIER

Langsam kam ich wieder zu mir selbst, jetzt war mir klar, der Streik erfasste fast die gesamte Handelsflotte von Stettin bis Danzig. Ich stieg auf den Fahrrad und fuhr zurück zum m/s „Dęblin“, um die tägliche Ration Verpflegung für die streikenden Werftarbeiter vorzubereiten (…).
In der Nacht hörte ich den Sender RFE (Radio Free Europe, polnisch – Radio Wolna Europa).
Es wurde berichtet, dass in Danzig eine Expertenkomission zur Unterstützung der dortigen Streikkomitee mit Lech Walesa an der Spitze, sich gebildet hat; es fielen die Namen: Mazowiecki, Wielowieyski, Geremek, Kuczynski, Staniszkis.
Es wurde auch über Streiks in Warschau, Lublin und Oberschlesien informiert.
Trotz der der massiven Aktivitäten der Störsender erfuhr ich, dass die schlesischen Kumpels fast diesselben Förderungen wie Arbeiter an der Küste gestellt haben.
Die Lawine rollte.

Fortsetzung folgt. Übersetzung Tibor Jagielski

Debiut przed 40 laty

Debiut jest ze stycznia 1980 roku. W życiu jeszcze nic nie zapowiadało tego, co kilka miesięcy później miało się zacząć, a jak przyszło, to przeorało nasze życie i politykę na świecie, a dobre i złe konsekwencje tego, co się zdarzyło, odczuwamy do dziś. W styczniu 1980 roku świat się mógł jeszcze wydawać zwyczajny, ale poeci oczywiście wiedzieli…

Wiersze przypominam zatem w pewnym sensie rocznicowo. Właśnie się zaczynało. 7 sierpnia przed 40 laty wyrzucono z pracy na stoczni Annę Walentynowicz, co stało się początkiem końca PRL-u.

Obok kolumny debiutanckich wierszy Kultura publikuje dyskusję o nowej poezji, w której między innymi zarzuca się młodym poetom, że nie odtwarzają życia, jakie jest, a jest straszne, brudne, szare: zmęczone twarze w tramwajach, pejzaże przemysłowe współczesnej Polski, przeraźliwych nowobogackich, ulice zapełniające się jednakowymi samochodami…
A poezja tymczasem o miłości i śmierci, i naszych korzeniach w tym, co minęło.

Kultura – była tygodnikiem społeczno-literackim, ukazującym się w Warszawie w latach 1963–1981, jej redaktorami naczelnymi byli kolejno Janusz Wilhelmi (do 1973) i Dominik Horodyński. Tygodnik został zawieszony po wprowadzeniu stanu wojennego.

Tibor Jagielski

obraz szkoły flamandzkiej XVI w. “polowanie na dzika”

niepomny przestróg
przyglądasz się starym obrazom
jęk rogu tnie stalowe niebo
czerwone ręce napinają łuki
psy mkną wraz ze spojrzeniami
wiatr targa brunatne opończe
śledzisz martwe jeszcze oszczepy
a już gotowe do ciosu
w niewidzialną zwierzynę
i nagle zrywasz się
sfora wypada na ciebie
i świst pocisków znaczy drogę bólu
ciało pokrywa się szczeciną
a ryj już orzą psie zęby
zwycięski krzyk rogu
niesie się niesie się niesie

sonata

posadzono mnie
w ogrodzie kwartetów smyczkowych
więc siedzę kurczowo ściskając skrzypce
było to zaraz po tym
jak urodziłem zwierzę
wszystkie zmysły mówiły mi że to jest miłość
lecz zwierzę wstało i walnęło mnie w twarz
mówiąc
– no matka
gramy coś o waszym wielkim uczuciu –
teraz jest noc
ono stoi obok
przerzucając strony partytury
chociaż to niepotrzebne
wszystkie nuty bólu znam na pamięć

Średniowieczna uwertura

na trzy palce od horyzontu
namalowałem księżyc
teraz wędruję
prowadzony pędzlem Boscha
z obosiecznym mieczem wyobraźni na ramieniu
przez płócienną równinę niepokoju
a drogi do Twojego zamku strzeże
setka smoków
Czarny Rycerz
Śmierć
a zwłaszcza Ty

Zamach na agape

chwile gdy leżymy obok siebie
pełne są długich łodzi lądujących na brzegu
czerwonych i niebieskich
proszę Cię
zamknij oczy
żebyś nie widziała
jak biegnie czas
z toporem w ręku