Teresa Rudolf

Okno marzeń A ona miala takie, tylko swoje własne, dziwne okno marzeń... co otwierało się codziennie rano, na całkiem coś innego... Wdychała ten swieży zapach swych fantazji, z kolorytem nieba... I nie było nigdy końca tym pięknym podróżom, na leniwych chmurach, na śpiewnych falach morza, na zieleni wilgotnej ogrodów, i na skrzydłach ptaków. Bała się tylko jednego: by nie otworzyć go kiedyś niespodzianie... ...na bezbrzeżną pustkę.

Łąka Poczuła ciche ciepło w duszy, czułość niebywałą. Ujrzała znów w sobie tę znaną, jak ze snów łąkę. Taka ona niby normalna, a jakby wyszyta cierpliwie, zielenią soczystą nadziei na wiosnę, kwiatów słonecznością. I nagle poczuła ten skurcz bolesny myśli, lęk przed burzą, groźnie miotającą błyskawicami wojną, tuż obok.. ...ale też i przed słowem, co straszy, i zabija.


