Durch den Gang und am Ende links…

chmura1Achtung, auf Wunsch des Künstlers wurde der Text stark gekürzt. Ich finde es Schade, aber…

Ewa Maria Slaska

(…)

(…)

(…)

(…)

chmura3(…) Himmel voller Licht und Wolken (…)  Es ist Abend. Ich weiß es. Jemand hat mich letztens informiert, dass wenn die Strahlen nach unten gehen, ist es Sonnenuntergang, weil bei einem Aufgang gehen sie logischer grammatikalischer Weise eben auf.

chmura4 copyEs gab auch Porträts. Die waren nicht schlecht. Eigentlich waren sie sehr gut. Aber ich kann mich nicht zerstreuen und nicht zerstreuen lassen. Was zählt, sind die Wolken.

Ach ja, der Maler. Der heißt Bernd Beierlein. Ich habe seine Bilder während des Tages der offenen Ateliers am 2. Juni in Schöneberg gesehen. In einem alten Atelier und in einem neuen. Dort wird er Maltechniken unterrichten. Eigentlich erst seit September, aber man kann sich schon jetzt melden oder gar anmelden.

berndbeierlein [at] web.de

Man kommt in das Haus rein, geht in die 2. Etage rauf, dann durch den Gang und am Ende links…

chmura2Da sind die Wolken.

5 czerwca 1898 roku urodził się Federico García Lorca. Zginął rozstrzelany 19 sierpnia 1936 roku. Miał 38 lat.
NOKTURN SCHEMATYCZNY
tłum. Irena Kuran-Bogucka
Koper, żmija i półcień.
Ślad, aromat i trzcina.
Ziemia, wiatr i samotność.
O księżyc wsparta drabina.

Praca kobiet

Ewa Maria Slaska

Praca kobiet

Różne myśli chodzą różnymi drogami i spotykają się w nieoczekiwanych miejscach, na przykład na skrzyżowaniu czerwonej sukienki i wpisu o Międzynarodowym Dniu Prostytucji, jaki na 2 czerwca przygotował nasz autor, Zbyszek Milewicz. Sukienka się podarła, ale bardzo ją lubię, trzeba ją więc zaszyć, a może nawet odnieść do krawcowej.

olwen-huftonPrzypomina mi się lektura wspaniałej książki pani Olwen Hufton o kobietach od renesansu po koniec wieku XVIII.
O tym jak pracowały, z czego żyły. Była tam oczywiście mowa o prostytucji, ale była też piękna historia o ubraniach. Bo to kobiety, korzystając przez kilkaset lat z tych samych starych sukien, tunik, prześcieradeł i płaszczy, cerując, nicując, zszywając, dopasowując, łatając i przerabiając, ubierały całą Europę. Sięgam  po gazetę, którą jeszcze raz chcę przejrzeć przy porannej kawie, zanim ją na dobre wyrzucę – to “Polityka” z 8 maja – a tam informacja Piotra Sarzyńskiego o wystawie grafik zatytułowanej “Praca kobiety nigdy się nie kończy” w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. Można ją jeszcze obejrzeć prawie przez całe wakacje – do 11 sierpnia.

baner2Tytuł wystawy – czytamy na stronie MCK – nawiązuje do angielskiego przysłowia, rozpowszechnionego zwłaszcza w Ameryce: „a woman’s work is never done”. Tematem jest praca – zawodowa, ale też czynności domowe i zajęcia kobiet,  potraktowane realistycznie lub metaforycznie, a ujrzane oczami dawnych i obecnych mistrzów – Dürera, Rembrandta, Rubensa, Hogartha. Ekspozycja prezentuje liczne prace twórców szkoły włoskiej, francuskiej i niderlandzkiej oraz stosunkowo rzadkie prace kobiet rytowniczek. Jednym słowem to, co znaleziono w Gabinecie Rycin Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, uzupełnione o zbiory sztuki współczesnej. Dunikowski, Szapocznikow, Kozyra. Nazwiska dla każdego pokolenia odbiorców.

kobieta-rubens-czy nie rubensWystawę przygotowały nader uczone kuratorki. Było ich siedem. Czy dlatego starannie podzieliły 126 grafik mistrzów na siedem grup? „Matka”, „Towarzyszka i sługa”, „Przedmiot”, „Muza”, „Wojowniczka”, „Wzór dobry, wzór zły” oraz „Szafarka dobra i zła”.  Siedem to liczba symboliczna. Tyle było planet w starożytności. Tyle dni w tygodniu, ustalonym obrotem Księżyca. Siedem cudów, siedem grzechów, siedem cnót. Siedem kuratorek. Patrzę na stworzoną przez nie listę i myślę, że pełniłam już w życiu wszystkie te role. I kilka innych. Córka. Kochanka. Żona. Artystka. Samotna wilczyca. Babcia. Wnuczka. Synowa. Urzędniczka. Feministka. Menedżerka. Kucharka. Kelnerka. Nawet szyłam już w życiu coś, co dało się nosić. Haftowałam, robiłam na drutach, sadziłam pietruszkę, pielęgnowałam chorych, karmiłam spragnionych, pocieszałam bogatych… To wszystko jest pracą.

Na tych siedmiu zdjęciach jestem ja. Ja i moje funkcje. Matka, a pod spodem – córka matki. Obok – córka ojca. Samotna kobieta na cmentarzu. Modelka. Pielgrzymka w dniu ukończenia pielgrzymki w Santiago de Compostela. Babcia.

ewa7razy

Nè son già morto

Michelangelo Buonarroti  (1475-1564)

wiersz XVI z cyklu “Na śmierć Cecchina Bracci”

Qui vuol mie sorte c’anzi tempo i’ dorma:
Nè son già morto: e ben c’ albergo cangi,
resto in te vivo, c’ or mi vedi e piangi;
se l’un nell’ altro amante si trasforma.

Qui son morto creduto; e per conforto
del mondo vissi, e con mille alme in seno
di veri amanti: adunche, a venir meno,
per tormen’ una sola non son morto.

Cecchino Bracci Tomba

Es sandte mir das Schicksal tiefen Schlaf.
Ich bin nicht tot, ich tauschte nur die Räume.
Ich leb in euch, ich geh in eure Träume,
da uns, die wir vereint, Verwandlung traf.

Ihr glaubt mich tot, doch dass die Welt ich tröste,
leb ich mit tausend Seelen dort, an diesem wunderbaren Ort,
im Herzen der Lieben. Nein, ich ging nicht fort,
Unsterblichkeit vom Tode mich erlöste.

groby-pocztowkaLos chciał, bym spał tu, nim moja wybije
Pora; nie zmarłem; po siedziby zmianie
W tobie płaczącym, żywy, mam mieszkanie,
Jeśli kochany w kochającym żyje.

Tłumaczyli na polski Leopold Staff /Lucjan Siemeński

Cecchino Braci był uczniem i prawdopodobnie ukochanym Michała Anioła. Zmarł w roku 1544
w wieku 16 lat (Mistrz miał wtedy 69 lat), został pochowany w Rzymie w kościele Santa Maria dell’Aracoeli, a Mistrz sam zaprojektował wspaniały nagrobek wykonany z marmuru karraryjskiego.

Linijki “Ich bin nicht tot” i “Nie umarłem” (przepraszam tłumaczy w zaświatach za zmianę litery, ale tak brzmiało lepiej) stały się tytułem wystawy, którą przygotowuję i która zostanie otwarta 8 czerwca w Berlinie.

PS.
Es ist derselbe Gedanke /To ta sama myśl.
In Deutschland stammt er von Voltaire, in Polen von Molier.
W Niemczech wypowiedział ją Wolter, w Polsce Molier.
„Wir sind verantwortlich für das, was wir tun, aber auch für das, was wir nicht tun.“                                                                                            Voltaire
“Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, co robimy, także za to, czego nie robimy.”                                                                                     Molier

Cropp. Metki w gruzach.

Wpis o katastrofie fabryki produkującej tanią odzież w Bangladeszu ukazał się dwa tygodnie temu: https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/15/polska-zielona-siec/. Zaproponowałam wówczas koordynatorce Polskiej Zielonej Sieci, że mogę publikować na blogu informacje o podejmowanych przez nich akcjach. W poniedziałek 27 maja wpłynęła następująca informacja wraz z petycją.

gruzyMetki polskiej marki odzieżowej Cropp, należącej do firmy LPP S.A., znaleziono na gruzach zawalonego budynku fabryk odzieżowych Rana Plaza w Bangladeszu. W katastrofie 24 kwietnia zginęło 1127 pracowników i pracownic szyjących ubrania znanych marek, w tym jak się okazuje, również Cropp. Clean Clothes Polska wzywa LPP do natychmiastowego wzięcia odpowiedzialności za warunki pracy w Bangladeszu.

LPP, producent ubrań Cropp, Reserved, House, Mohito i Sinsay, jest największą firmą odzieżową w Polsce, sprzedającą ubrania w 12 innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Firma odnosi sukcesy finansowe bijąc kolejne rekordy na Warszawskiej giełdzie. Powielając schemat działania gigantów przemysłu odzieżowego lokuje produkcję w krajach azjatyckich, głównie Chinach i Bangladeszu. W przeciwieństwie do zachodnich konkurentów nie podejmuje jednak widocznych działań na rzecz społecznej odpowiedzialności za warunki pracy w swoich łańcuchach dostaw.

Poproszona przez Clean Clothes Polska o oficjalne stanowisko LPP w sprawie produkcji ubrań Cropp w zawalonych fabrykach, przedstawicielka LPP S.A. stwierdza: „Trudno zaprzeczyć faktom. Nie możemy zaprzeczyć, że któryś z współpracujących z nami Agentów, tam właśnie znajdował podwykonawców”.

metki„Ta straszna katastrofa powinna stanowić ostateczny impuls dla LPP S.A., aby w końcu wziąć odpowiedzialność za zdrowie i życie pracowników w krajach takich jak Bangladesz. Fakt, że LPP S.A. nie wie albo nie chce wiedzieć, jakim fabrykom zleca produkcję może świadczyć o braku odpowiedzialności i transparentności tej firmy” – mówi Maria Huma, koordynatorka Clean Clothes Polska.

Ogrom tragedii w Rana Plaza ostatecznie zmotywował 31 światowych marek odzieżowych do podpisania i natychmiastowego wdrażania porozumienia dotyczącego ochrony przeciwpożarowej oraz bezpieczeństwa budynków w Bangladeszu. Obejmuje ono m.in. zobowiązania do niezależnych inspekcji bezpieczeństwa wraz z upublicznianiem raportów, napraw i remontów w fabrykach odzieżowych, szkoleń dla pracowników, a także zobowiązuje zleceniodawców do zrywania kontraktów z zakładami, które nie chcą przestrzegać niezbędnych procedur bezpieczeństwa. Sygnatariusze muszą także zapewnić finansowanie tego programu. Do porozumienia przystąpiły znane marki odzieżowe H&M, Zara, C&A, Marks and Spencer. Porozumienie podpisały również firmy, które w przeszłości  zlecały  produkcję fabrykom z Rana Plaza, w tym Mango i Benetton. W tym momencie trwają negocjacje dotyczące wypłat przez nie odszkodowań poszkodowanym pracownikom i rodzinom tragicznie zmarłych.

W marcu 2012, w wyniku internetowej akcji konsumenckiej przeprowadzonej przez Clean Clothes Polska, LPP S.A. zadeklarowała wypracowanie etycznego Kodeksu Postępowania będącego podstawą do zapewnienia standardów pracy w łańcuchach dostaw, przeprowadzenia monitoringu fabryk produkujących na potrzeby firmy oraz wypracowanie i wdrożenie planu naprawczego. LPP S.A. do tej pory nie ogłosiła publicznie rezultatów tych działań.

Clean Clothes Polska apeluje do LPP S.A. o natychmiastowe działania, w tym: zidentyfikowanie fabryk w Bangladeszu, w których produkowane są ubrania marek LPP S.A. i podanie ich listy do publicznej wiadomości, podpisanie i wdrażanie porozumienia dotyczącego ochrony przeciwpożarowej oraz bezpieczeństwa budynków w Bangladeszu oraz wzięcie odpowiedzialności za los pracowników z Rana Plaza szyjących ubrania na zlecenie LPP S.A. Dodatkowo, Clean Clothes Polska apeluje o wywiązanie się z deklaracji LPP S.A. z marca 2012 r. o opracowaniu i publicznym ogłoszeniu Kodeksu Postępowania firmy, wyników badań z monitoringu warunków pracy w fabrykach dostawców, oraz planu naprawczego zmierzającego do ich poprawy.

Clean Clothes Polska  zachęca  wszystkich konsumentów do przyłączenia się do apelu na stronie: http://www.ekonsument.pl/apel24_wyslij_apel_do_lpp.html

Zdjęcia metek polskiej marki odzieżowej Cropp, należącej do firmy LPP S.A., które znaleziono na gruzach zawalonego budynku fabryk odzieżowych Rana Plaza w Bangladeszu opublikował 5 maja 2013 r. czeski portal iDNES.cz. Autorem zdjęć jest przebywający obecnie w Bangladeszu fotograf Zbyněk Hrbata, który potwierdził Clean Clothes Polska, że metki te znalazł i sfotografował na gruzach Rana Plaza tuż po katastrofie.

Kampania Clean Clothes Polska zrzesza takie organizacje jak: Polska Zielona Sieć, Koalicja KARAT i Polska Akcja Humanitarna i działa na rzecz poprawy warunków pracy w globalnym przemyśle odzieżowym.


Sto lat temu, 29 maja 1913 roku, odbyła się premiera “Święta wiosny” Igora Strawińskiego z choreografią Wacława Niżyńskiego. Wydarzenie wywołało skandal.

Biblioteki

Uwaga od administratorki z roku 2020: to, co poniżej, to wpis, którego już nie ma. Wszystkie linki, poza jednym, okazały się po 7 latach nieczynne i z niczym się nie linkowały, a jeden był jakimś podłym spamem. Zostało tylko zdjęcie wnuka, który, oczywiście, wygląda teraz zupełnie inaczej.

Ewa Maria Slaska

W tej grupie, z którą jestem zaprzyjaźniona na Facebooku (cokolwiek to miałoby znaczyć) biblioteki pojawiają się niemal tak często jak książki i pisarze. Jest taka piękna strona (natychmiast się z nią zaprzyjaźniłam!), zatytułowana “Tak wyglądam w bibliotece”.

W samych początkach jej istnienia wysłałam tam zdjęcie mojego wnuka, Antosia – okazało się, że był pierwszym mężczyzną, który pojawił się na tej stronie.

antos w bibliotece2
Jedna z moich przyjaciółek, nie tylko facebookowych, co i rusz podrzuca do pospólnego podziwiania biblioteki ze strony “Bookshelf Porn”:

http://bookshelfporn.com/tagged/favorites

Biblioteki pojawiają się też oczywiście w filmach. Najsłynniejsza jest główną bohaterką Imienia róży wg Umberta Eco, ale moja ulubiona, to oczywiście Keira Knightley w zielonej sukni w niedwuznacznej sytuacji w filmie Atonement wg. powieści Iana McEwana.

Ach te biblioteki.

Sarah Kirsch

Sarah_KirschUmarła już 5 maja, ale do wiadomości podano to  dopiero kilka dni później. Niemiecka Wikipedia natychmiast to odnotowała.
Sarah Kirsch
Polska nie, ale polska w ogóle o niej nie pisze, dlaczego by więc miała coś wiedzieć o tym, że umarła.  Ale poetka nie jest w Polsce nieznana. Na stronie http://www.torun.pl/pl/2007-ewa-lipska-i-sarah-kirsch pojawią się Ewa Lipska i Sarah Kirsch. Obie w roku 2007 otrzymały nagrodę im. Samuela Lindego przyznawaną przez miasta Toruń i Getyngę.

Urodziła się w 1935 roku  w Limlingerode (w latach 1949-1989 była to miejscowość w NRD, gdzie poetka mieszkała do roku 1977). Studiowała biologię na uniwersytecie w Halle, a potem pisanie w Instytucie Literatury w Lipsku. W latach 1958-68 była żoną poety Reinera Kirscha.

Po pozbawieniu obywatelstwa NRD znanego pieśniarza Wolfa Biermanna w 1976 roku znalazła się wśród autorów kontestujących politykę władz, a w 1977 roku opuściła NRD i przeniosła się do RFN.

Debiutowała w 1961 roku i od tej pory ukazało się 19 tomów jej wierszy. Jedna z najciekawszych i najwybitniejszych poetek współczesnej literatury niemieckiej.  Księgarnie internetowe oferują tylko wydania niemieckie, a po polsku ukazało się dotąd tylko kilka jej wierszy w antologii niemieckojęzycznej liryki miłosnej: Ty się pojawiasz jak miłość… (PIW, Warszawa 1987) oraz w prasie literackiej.

Tuż koło białych bratków

stoję w parku tak jak mi kazał
pod wierzbą
rozczochraną staruchą bezlistną
widzisz mówi nie przychodzi

Ach mówię złamał nogę
zadławił się ością nieoczekiwanie
ulicę zamknięto albo
nie może wymknąć się swojej żonie
wiele rzeczy staje nam ludziom na przeszkodzie

Wierzba kołysze się i skrzypi
możliwe że już nie żyje
blady był taki kiedy cię całował pod płaszczem
możliwe wierzbo możliwe
w takim razie miejmy nadzieję że już mnie nie kocha

przełożył Jacek St. Buras

A ja popróbuję sił w tłumaczeniu wiersza, który jest bardzo popularny na youtubie, a po polsku go nie ma:

Die Luft riecht schon nach Schnee,
mein Geliebter
Trägt langes Haar,
ach der Winter,
der Winter der uns
Eng zusammenwirft
steht vor der Tür, kommt
Mit dem Windhundgespann.
Eisblumen
Streut er ans Fenster,
die Kohlen glühen im Herd,
und Du Schönster Schneeweißer
legst mir
deinen Kopf in den Schoß

Ich sage das ist
Der Schlitten der nicht mehr hält,
Schnee fällt uns
Mitten ins Herz, er glüht
Auf den Aschekübeln im Hof
Darling flüstert die Amsel

Powietrze pachnie śniegiem,
mój miły
ma długie włosy,
ach zima,
zima nadciąga,
w zaprzęgu ogarów.
Zima nas połączyła i zbliżyła,
rozsypuje lodowe kwiaty
na oknach
żarzy się węgiel w piecu,
a ty najpiękniejszy mój
Królewiczu Śniegu
kładziesz mi głowę
na kolanach.

Mówię, że to sanie, których
nie sposób już zatrzymać,
śnieg pada w samo serce,
żarzy się jeszcze
w wiadrze popiołu na podwórzu
Och, Darling szepce kos

Tłumaczyła Ewa Maria Slaska

Dwie opowieści – opowieść pierwsza

To są dwie różne opowieści o tym samym. O tym, że są różne, przekonałam się jednak dopiero po latach.  Zapewne zawsze tak jest.

Dziś Prezydent Polski Bronisław Komorowski przyznał bohaterowi tych dwóch opowieści, Dickowi Verkijk KRZYŻ OFICERSKI ORDERU ZASŁUGI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ. Order został przyznany za “za wybitne zasługi we wspieraniu przemian demokratycznych w Polsce, za dawanie świadectwa prawdzie o sytuacji w Polsce w czasie stanu wojennego i za osiągnięcia w działalności dziennikarskiej”. Gdy publikowałam ten wpis, wcale tego nie wiedziałam.

Opowieść Ewy Marii Slaskiej

W roku 2009 Centrum Solidarności w Gdańsku wezwało różne osoby zaangażowane w strajki do wybrania ludzi z zagranicy, którym należałby się Medal Wdzięczności. Centrum chciało przyznać te Medale w 30 rocznicę strajków sierpniowych tym, którzy pomagali Polsce i Polakom, a przede wszystkim strajkującym w okresie od strajku w sierpniu 1980 do końca stanu wojennego.

Moja decyzja była natychmiastowa: Dick Verkijk. Jasne.

dickNie było to jednak wcale takie jasne – sam proces zgłaszania kandydatur był żmudny i uciążliwy, czekanie na decyzję Kapituły Medalu – długie i niezrozumiałe, a potem… A potem było już tylko gorzej. Ale o potem potem. Na razie jest jeszcze rok 2009 i składam wniosek.

Najpierw muszę napisać o sobie. Dużo i wyczerpująco. Potem o moim kandydacie. Jeszcze więcej. Zanim dojdę do końca, będę potwornie wyczerpana. Ale brnę, bo jestem uparta.

Imię i nazwisko osoby zgłaszanej do wyróżnienia: Dick Verkijk

Miasto i kraj zamieszkania: obecnie Salt Lake City USA, w okresie Solidarności i stanu wojennego Haarlem w Holandii


Wiek (ewentualnie data urodzenia): urodzony w roku 1929


Osoba organizująca poparcie dla Solidarności i podziemia w Polsce w postaci:

– pomocy sprzętowej dla podziemia TAK
– wsparcia politycznego TAK
– pomocy charytatywnej TAK
– pomocy w postaci organizowania wsparcia społeczności lokalnych (np. publikacje prasowe) TAK
– inne /jakie TAK / wywiady, przekazywanie informacji na Zachód, PR

Uzasadnienie dla przyznania Medalu Wdzięczności:
Dick Verkijk był przez całe życie dziennikarzem radiowym radia holenderskiego. W latach 1958-1995 był odpowiedzialny za tematykę Europy Wschodniej, w ostatnich 10 latach tego okresu był korespondentem w Belgradzie; pracował najpierw na zlecenie, a od r. 1963 jako pracownik etatowy Radia i Telewizji Holenderskiej. Wielokrotnie był w Polsce i poznał osobiście wielu członków opozycji, przeprowadzał z nimi wywiady, wspomagał w działalności (również finansowo). Niektórzy z nich pozostali jego przyjaciółmi na całe życie. Informacji na jego temat mogą udzielić Adam Michnik, Helena Łuczywo, Janek Lityński, Janusz Onyszkiewicz, Konrad Bieliński i jego żona Ewa Kulik, która w latach 80 współpracowała z Jackiem Kuroniem. Niestety sam Jacek Kuroń zmarł przed kilku laty.

Dick Verkijk był pierwszym dziennikarzem zachodnim, który wszedł na Stocznię Gdańską po rozpoczęciu strajku w roku 1980. Został wprowadzony przez mojego męża, delegata ZBWR Spółdzielni Mieszkaniowej Morena w Gdańsku. Od pierwszych dni strajku Dick Verkijk nadawał z naszego mieszkania audycje radiowe na temat strajku do radia holenderskiego, które były podstawowym materiałem informacyjnym o strajku dla mediów na całym świecie.

bookofyear
Jest autorem książki w języku angielskim „From Bazooka to Bosnia”(Od bazuki do Bośni), w której opisuje swoje życie od czasów wojny do okresu, gdy był korespondentem na półwyspie bałkańskim. Dołączam do wniosku własne tłumaczenie fragmentów tej publikacji dotyczących jego pobytów w Polsce.
Gdyby Komisja uznała, że proponowana przez mnie kandydatura jest odpowiednia i zdecydowała się na przyznanie Dickowi Verkijk Medalu Wdzięczności, myślę, że mowę laudacyjną powinien wygłosić Janusz Onyszkiewicz.
Więcej na temat Dicka Verkijka można znaleźć na stronie internetowej: http://www.woodenshoespublishing.com lub po prostu wpisując jego imię i nazwisko do wyszukiwarki internetowej google.

Taki był wniosek. Kiedyś komisja zwana Kapitułą przyznała wreszcie medale. Również Dickowi. Mnie nikt o tym nie poinformował, ale na szczęście sam zainteresowany dostał maila. Zaczęliśmy następny etap działań – przygotowania do wspólnego wyjazdu do Gdańska na uroczystości obchodów rocznicy podpisania porozumień gdańskich.

Generalna uwaga jest taka – nikt nie odpowiadał na maile! Nieważne, czego dotyczyły. Ale czasem sami z siebie pisali. No i musieli odpowiadać, jak telefonowaliśmy. Najpierw napisali, że nie zaproszą osób odznaczonych, bo nie będzie pieniędzy. Dick napisał, że przyjedziemy do Polski na własny koszt, i będziemy mieszkać też na swoim. Odpowiedź brzmiała, że nie będzie imprezy, bo pieniądze mają zostać przekazane ofiarom powodzi! Nawet po takiej – fałszywej jak się potem okazało informacji – nie pojęliśmy, matoły o łbach zakutych, że nikt nie chce, żebyśmy przyjeżdżali.
88229__kr
W międzyczasie było wiadomo, że impreza jak najbardziej się odbędzie i że inscenizację obchodów powierzono słynnemu (ongiś) artyście Robertowi Wilsonowi. Wilson wyreżyserował spektakl zatytułowany “Solidarność. Twój anioł Wolność ma na imię” (to cytat z wiersza Artura Oppmanna), pokazany we wtorek 31 sierpnia 2010 roku w Stoczni Gdańskiej. Wystąpili Marianne Faithfull, Macy Gray, Angelique Kidjo, Philip Glass, Kayah, prowadzili – Radziwiłłowicz i Janda…

czworodomedalu
Z 300 osób wyróżnionych wówczas Medalem Wdzięczności organizatorzy zaprosili cztery – Jacky Challot, Thomasa Johanssona, Karin Wollf i Donnę Baranski-Walker. Wręczono im medale nie wyjaśniając publiczności, o co chodzi i po co. Stali jak głupki na ciemnej scenie, a Komorowski, Wałęsa i Borusewicz  mruczeli pod nosem jakieś laudacje. Reszta została poinformowana – po nagabywaniach – że medale wręczą im ambasady RP w ich miejscach zamieszkania.

W Gdańsku tymczasem rozpoczęła się pyskówka o koszty imprezy (stanowczo za duże! – 9 milionów złotych, z tego 3 miliony na honoraria) i jej jakość („totalna klęska”), zakończona wyrzuceniem ze stanowiska ówczesnego dyrektora Centrum, ojca Macieja Zięby.

W Stanach Ambasada długi czas nie zdobyła się na przesłanie Dickowi Medalu, a wreszcie, znowu po długich nagabywaniach, nadała go zwykłą pocztą wraz z dyplomem, głoszącym, że medal przyznano Richardowi Verkijk. Dick to zdrobnienie od Richarda, urzędnik Ambasady miał więc prawo przypuszczać, że wie lepiej niż sam zainteresowany, komu RP przyznaje odznaczenia.

medal1Medal Wdzięczności rewers, projekt gdańskiej rzeźbiarki Dobrochny Surajewskiej, opatrzony łacińską sentencją: “Hic nobis adiumento in periculis, solacio in laboribus fuit” / “Spieszył nam z pomocą, gdy było niebezpiecznie, z otuchą – gdy było ciężko”. Na awersie w 43 językach wybito słowo “dziękuję”.


Jutro opowieść druga

Oburzeni

zaproszenie_elewator3_aPrzyszła umowa o dzieło, a w niej paragraf taki oto: § 2 “Autor oświadcza, że przysługują mu niczym nieograniczone prawa autorskie do Utworu i udziela Zamawiającemu licencji niewyłącznej w zakresie korzystania z Utworu na wszelkich polach eksploatacji (…) Autor ma prawo do wykorzystania Utworu w okresie obowiązywania niniejszej licencji w innych publikacjach.”

A jak tak, to wykorzystuję, dziękując czasopismu “eleWator” za wielkoduszność, bo im większe mamy ostatnio możliwości dzielenia się tym, co zrobiliśmy, tym bardziej to wszystko obwarowujemy zakazami karami.

Osobiście przyznam, że bardzo mnie to oburza.

Ewa Maria Slaska
Pies szczeka, Niemcy rządzą Europą

Respect Existence or Expect Resistance” – parafraza jednego z haseł ruchu Occupy, jaka pojawiła się na drzwiach metra w Berlinie w grudniu 2012 roku, nie bawi się w filozoficzne traktowanie życia. Jasno i otwarcie głosi, że trzeba się stawiać. Niestety celność napisu nie znajduje odbicia w grudniowej rzeczywistości 2012 roku w Berlinie.

Kryzys, jak wiadomo, jest sprawką białych bankierów o niebieskich oczach. Zrobili wszystko, by wyciągnąć pieniądze od polityków i pokazać światu, kto tu rządzi. Bo nie rządzą już królowie, posiadacze bogactw i broni, a nawet potentaci przemysłowi. Teraz rządzą systemy bankowe, a właściwie ich ukoronowanie – niewidzialne, bezkarne i wszechmocne firmy ratingowe, które mogą obalić rząd w Grecji, boleśnie szturchnąć Francję lub warczeć na Obamę. Wystarczy jedno warknięcie i mamy milionowe bezrobocie w Europie, zachwianą pozycję ekonomiczną Stanów Zjednoczonych i Chiny w roli lokomotywy gospodarczej świata. Kryzys został wymyślony, ale konsekwencje są jak najbardziej rzeczywiste – jest źle, ale żeby nie było jeszcze gorzej, trzeba płacić.

Dla przypomnienia – w światowym kryzysie bankowym nie chodzi o pieniądze banków, których nikt nie tknął. Nie chodzi nawet o procenty od tych pieniędzy. Tu chodzi o procenty od procentów. Wszyscy musieliśmy się uczyć ekonomii w liceum i na studiach, a przecież nigdy nie dowiedzieliśmy się, że istnieje coś takiego jak procent od procentu. Nikt nam nigdy nie powiedział, na czym naprawdę polega kapitalizm. Wydawało nam się, że chodzi o wyzysk, gdy naprawdę chodziło o to, że pieniądz robi pieniądz. Z tego nikt z nas NIC nie rozumie. Ja na pewno nie. Nie jestem ekonomistką, nie wiem, czy to prawda. Podobno najgorsze, co nas może spotkać, to rozpad strefy Euro. Europa zapomniała o szczytnych celach wspólnej konstytucji, o szczęściu szczęśliwych narodów we wspólnym europejskim domu. Jedynym zadaniem Europy jest zapchanie gardła bankom. No to zapychamy.

Ogólnoświatowe protesty społeczne to wyraz niezadowolenia z faktu, że zwykły obywatel musi własnymi pieniędzmi ratować światowy system finansowy. W Niemczech jest to broń. To ciekawe, że nie pieniądz jest bronią, lecz możliwość zabrania go. Wiadomo było, że pieniądze zabiorą nam Merkel z Sarkozym, jeśli ich plany się nie powiodą. Oboje rządzili kryzysową Europą bardzo zgodnie. Merkel i Hollande nie stworzyli (jeszcze) tak znakomitego tandemu. Ale idą do przodu. Śledziliśmy każdy krok na drodze, na końcu której Angela w kostiumiku i z fryzurką na pazia, postawiła nogę na gardle Europy. Wiedzieliśmy, że jeśli bleff kanclerki się nie powiedzie, będziemy płacić za jej politykę zaciskając pasa do końca życia. Wydawało się, że właśnie wtedy w Niemczech ruch oburzonych – Empört Euch! Oburzcie się! – wybuchnie jak wulkan i rozprzestrzeni się jak pożar stepu. Nic bardziej mylnego. Jest on tu wybitnie niemrawy i budzi niewielkie zainteresowanie. Dlaczego?

Odrobina historii

Niemcy mają już za sobą czasy świetności buntu społecznego. Zaczęło się w latach 60 od masowych marszy wielkanocnych organizowanych przeciwko zbrojeniom atomowym. Do eskalacji doszło w roku 1968. Był to światowy rok buntu, mówi się wręcz, że to wszystko spowodowały plamy na słońcu. Świat zawrzał. Bunty zaczęły się w Stanach Zjednoczonych protestem przeciw wojnie w Wietnamie, przeszły do Francji
i Niemiec, potem kontestowały campusy meksykańskie. Zbuntowali się Polacy i Czesi, doszło nawet do rozruchów w NRD. Wspólne było hasło: “Bądź realistą – żądaj niemożliwego”.

Zbuntowani studenci niemieccy urodzili się już po wojnie, dlatego mogli zażądać
od rodziców (prawdziwych i symbolicznych) rozliczenia nazizmu i zmiany paradygmatów etycznych, społecznych i politycznych. Nazwano ich potem, gdy już przejęli w Niemczech rząd dusz, „Pokoleniem 68”. Ich działanie przyniosło efekty, zbudowali więc na następne 40 lat etos protestu. Daniel Cohn-Bendit, przywódca rewolty studentów francuskich, na pytanie postawione przez Michnika, co zostało z tamtego czasu, odpowiedział: „Nic, ale zmieniliśmy świat”.

Protesty nigdy nie miały już takiej siły, jak w roku 1968, ale wciąż z jakiegoś powodu wrzało. W latach 1979-1983 przetoczyła się kolejna fala marszów wielkanocnych, tym razem przeciwko bombie neutronowej. W roku 1989 ruch obywatelski w NRD stosując dwie metody – ucieczki i demonstracji ulicznych – doprowadził do upadku Muru Berlińskiego i Zjednoczenia Niemiec. Na Zachodzie tymczasem nieprzerwanie od roku 1968 rozwijały się alternatywne ruchy społeczne, funkcjonujące jako opozycja pozaparlamentarna, głoszące hasła odnowy moralnej w duchu lewicowym. Były one krytyczne w stosunku do systemu politycznego i stanowiły propozycję alternatywnych form życia i gospodarki. Znanym na całym świecie symbolem alternatywnego fermentu społecznego była berlińska dzielnica Kreuzberg. Ruchom obywatelskim przyświecały hasła zaangażowania lokalnego z jednoczesnym uwzględnieniem zasad sprawiedliwego rozwoju na świecie: „Myśl globalnie, działaj lokalnie!“ To hasło pod koniec minionego tysiąclecia przyświecało procesowi globalizacji protestów. Silny ruch ekologiczny od końca lat 70 miał charakter międzynarodowy (Greenpeace), podobnie jak aktywny ruch antyatomowy, którego natężenie wzrastało z każdą wielką katastrofą atomową (Three Mile Island USA 1979,  Czernobyl 1986 i Fukushima 2011). Przełom tysiącleci to również ważne akcje pacyfistyczne: protesty przeciw interwencjom wojskowym w Zatoce Perskiej w roku 1991, Jugosławii i Kosowie w roku 1999, Afganistanie w roku 2001 i Iraku w roku 2003. Równie ważnym elementem buntów społecznych na przełomie tysiącleci był ruch antyglobalistyczny szczególnie aktywny podczas zebrań tzw. Ósemki (G-8) czyli liderów najważniejszych państw na świecie.

O ile międzynarodowe akcje wciąż odbywały się z silnym udziałem demonstrantów niemieckich, o tyle na płaszczyźnie lokalnej bunty znacznie osłabły. Dość wspomnieć protesty przeciwko likwidacji „państwa opieki społecznej” w roku 2003. Gdy koalicja SPD/Zielonych wprowadziła reformy drastycznie ograniczające pomoc dla najsłabszych grup społecznych, protestowały zaledwie garstki. Reforma zaś dotyczyła ogromnej części społeczeństwa: bezrobotnych, chorych, upośledzonych, a przede wszystkim osób, które zwalniano z pracy, po to, by je potem zatrudnić za grosze w tzw. „projektach”.

Charakterystyczne, że od lat 60 w Niemczech wciąż powstawały partie protestu. Jedne znikały po kilku latach, inne przez dziesięciolecia brały czynny udział w polityce lub biorą do dziś – były to m.in. partie Zielonych – Bündnis 90/Grünen, PDS – Partei des Demokratischen Sozialismus, Lewica Polityczna – Politische Linke, Partia zastępcza – Stattpartei, Piraci – Piratenpartei. Wiosną 2013 roku pojawiła się AFD – Alłternative für Deutschland. To niby pozytywne zjawisko odbiło się jednak negatywnie na sile protestu społecznego, gdy bowiem niezadowolenie przechodzi z ruchu obywatelskiego do partii, obywatel przestaje się angażować.

Wutbürger czyli Rozzłoszczeni i Stuttgart 21 (porażka nr 1)

Słowo „Oburzeni” czy też (jak we francuskim oryginale i po niemiecku) wezwanie Empört Euch! / Indignez-vous! użyte zostało w eseju Stephane Hessela w październiku 2010 roku. Ukazał się on w Niemczech w wydawnictwie Ullstein w lutym 2011 i podobnie jak we Francji bardzo szybko znalazł się na liście bestsellerów. W roku 2012 film „Oburzeni” Tony’ego Gatlifa, pokazany na festiwalu filmowym Berlinale, był jednym z najbardziej dyskutowanych obrazów, mimo że wcale nie był najlepszy. Jego teza zamyka się w zdaniu jednego z dyskutantów. Na internetowym forum napisał on, że „oburzeni są po prostu bardzo… oburzeni”.

W październiku 2010 roku, w związku z najsłynniejszym niemieckim protestem ostatnich lat, czyli w tzw. sprawie Stuttgart 21, pojawiło się w Niemczech słowo Wutbürger – wściekły obywatel – wymyślone przez publicystę Dirka Kurbjuweita i użyte właściwie jako opozycja do „Oburzonych”. Oznaczało człowieka zamożnego, starszego wiekiem, konserwatywnego, któremu rzeczywistość tak dokuczyła, że zdecydował się wreszcie na protest.  „Wściekły” to wyborca chrześcijańsko-demokratycznej partii CDU, często emeryt, człowiek, który dotychczas nigdy się niczemu nie sprzeciwiał, reprezentujący konserwatywne centrum społeczeństwa, będące zawsze i wszędzie ostoją istniejącego porządku, na którą liczyć może każde państwo, nawet najstraszniejsze.

Powodem wściekłości był projekt przebudowy dworca w Stuttgarcie, który miał
się stać nowoczesną wizytówką miasta. Projekt drogi, a jego realizacja paskudna – wielka dziura w środku miasta przez najbliższe 10 lat. Zdaniem Kurbjuweita dlatego właśnie spokojny dotychczas obywatel się rozzłościł. Nie o koszty mu chodziło, tylko o dekadę brudu, hałasu, niewygody i paskudztwa. Autor dowodzi, że projekt dworca został zatwierdzony demokratycznie, a Wutbürger jest stary, konserwatywny i głupi.

Ciekawe, że słowo wymyślone jako obelga, szybko zmieniło znaczenie, stając się symbolem niezadowolenia i obywatelskiego nieposłuszeństwa. Sprawa „wściekłych staruchów” i dworca w Stuttgarcie szybko wykroczyła poza ramy zwykłego lokalnego protestu, który pojawia się w Europie praktycznie rzecz biorąc wszędzie, gdy buduje się coś nowego – ulicę, lotnisko, dworzec, tamę, autostradę, linię kolejową. Walka przeciwko dworcowi nabrała niemal cech mitotwórczych. Poszło, jak w starożytności, o oko. Gdy Filip Macedoński obiecał bogom to, co ma najcenniejszego za zwycięstwo pod Metone, zwyciężył. Gdy zapytał, co ma bogom teraz ofiarować, usłyszał, że bogowie sami sobie wezmą, co będą chcieli. I wzięli oko. Przebiła je strzała wystrzelona z katapulty przez łucznika Astera.

Stary dworzec w Stuttgarcie wzniesiony w roku 1922 to znakomity przykład niemieckiej architektury modernistycznej. Teraz ten dworzec czołowy zostanie zastąpiony przez nowoczesny, podziemny dworzec przelotowy, zapewniający łączność z ogólnoeuropejską siecią szybkiej kolei. Koszty oszacowano wstępnie na 4 miliardy euro, choć dziś już wiadomo, że wyniosą co najmniej 11 miliardów. W roku 2010, gdy budowa dworca została zaakceptowana we wszystkich instancjach, niespodziewanie ujawniły się masowe protesty. Krytycy twierdzili, że koszty są sztucznie zaniżone, a dworzec nie przyniesie poprawy sytuacji komunikacyjnej w mieście, co więcej budowa zagraża wymogom ochrony środowiska. Usunięcie starego dworca oznacza zniszczenie zabytku kultury modernistycznej, a uwolniona w ten sposób przestrzeń 100 ha pod zabudowę w samym środku miasta przyniesie korzyści tylko spekulantom.

Od listopada 2009 roku Wutbürger organizowali w Stuttgarcie marsze protestacyjne
ze świecami. Były blokady ulic, przykuwanie się do drzew i ogromne manifestacje, w których uczestniczyło do 150 tysięcy ludzi. Początkowo przebiegały spokojnie, ale 30 września 2010 roku doszło do ostrych walk policji z demonstrantami. Użyto pałek, gazu pieprzowego i armatek wodnych. Niewątpliwie policja przesadziła. Za zgodą władzy zareagowała zbyt mocno i… władza przegrała. Dietrich WagnerInżynier Dietrich Wagner ranny podczas demonstracji 30 września 2010 roku stracił widzenie w jednym oku. Zdjęcie zakrwawionego mężczyzny obiegło cały świat i przechyliło szalę zwycięstwa na stronę demonstrantów. Inwestorzy wstrzymali budowę. Dalekosiężną konsekwencją protestów była radykalna zmiana polityczna w Badenii-Wirtenbergii. Wiosną następnego roku wybory wygrała wprawdzie CDU, która po 58 latach nieprzerwanych rządów, ustąpić musiała jednak koalicji Zielonych i SPD. Przywódca Zielonych, Winfried Kretschmann, był pierwszym politykiem tej partii, który został szefem rządu w niemieckim kraju związkowym.

O tym, czy i jak ma się zrealizować projekt przebudowy dworca, zadecydowało referendum 27 listopada 2011 roku. Od czasu pamiętnej demonstracji wszyscy sądzili,
że referendum raz na zawsze zastopuje sporny projekt. Stało się inaczej. Prawie 60% głosujących opowiedziało się za kontynuowaniem budowy. Demokracja zwyciężyła i zjadła własne dzieci. I tak się zakończył wielki bój.

Porażka numer 2 – woda w Berlinie

W polskim filmie „Poszukiwany poszukiwana” pada pytanie, czy oni (ONI!) tę wodę sprzedają na lewo? W Berlinie w roku 2010 okazało się, że dokładnie tak było. Już w roku 1999 tajnie sprywatyzowano prawie 50% berlińskiej wody. W ciągu 2 lat od podpisania umów woda zdrożała o 35%. Po dziesięciu latach, w czerwcu 2010 roku, tajne umowy przestały być tajne i rozpoczęła się wielka akcja społeczna o ich unieważnienie, czyli o zaniżenie cen wody. Walka zakończyła się w lutym 2011 roku. Berlińczycy poszli na referendum, żeby zmusić władze do ujawnienia machlojek z wodą – zwyciężyli, a woda i tak jest droga… Tak jak Stuttgarcie, w proteście obywatelskim, my, rozzłoszczeni obywatele (teraz to słowo miało już sens pozytywny), formalnie uzyskaliśmy wszystko, co chcieliśmy uzyskać, a i tak nie uzyskaliśmy nic. Berlińskie doświadczenie z wodą to apogeum zaangażowania obywatelskiego, apogeum, wygranej i apogeum przegranej, bo polityka ręka w rękę ze światem wielkich finansów pokazały nam, gdzie naprawdę jest nasze miejsce – w mrowisku, w którym buszują wielkie żuki!

Intermezzo czyli jak Artur Żmijewski zamienił Berlin Biennale 2012 w forum ruchu Occupy i dlaczego nic z tego nie wyniknęło oprócz politowania

Mieliśmy już za sobą doświadczenia Stuttgartu i Berlina, gdy kuratorzy 7. Berlin Biennale Artur Żmijewski, Joanna Warsza i grupa artystyczna Wojna zaprosili do udziału aktywistów ruchów protestu z całego świata Occupy/Echte Demokratie Jetzt! /Indignados/Movimiento 15-M, arabskiej wiosny oraz zaangażowanych artystów, w tym przedstawicieli środowiska polskiej „Krytyki Politycznej”. Biennale w dniach od  27 kwietnia do 1 lipca 2012 roku odbywało się pod hasłem „Forget Fear“ – „Zapomnij o strachu”. W KunstWerken politycznym protestantom oddano do dyspozycji 400 metrów kwadratowych po to, by mogli uprawiać politykę artystyczną. W akcji wzięło około 100 artystów i protestantów z Niemiec, Hiszpanii, Holandii i Stanów Zjednoczonych, Polski, Palestyny, Japonii i Izraela. W manifeście napisali, że chcą skorzystać z szansy, jaką im daje Biennale, aby nawiązać kontakty międzynarodowe, uczyć się od siebie nawzajem i móc w przyszłości jeszcze ściślej ze sobą współpracować. Chcą dyskutować o gospodarce zrównoważonej i alternatywnych formach życia. Podstawową formą pracy artystyczno-politycznej była Asamblea, czyli publiczne spotkanie. Uczestnicy przyjechali na Biennale z namiotami, co jest charakterystycznym wyróżnikiem całego ruchu Occupy. Założyli Camp, który pełnił funkcję „Arbeitszentrale”. Tu miały wziąć swój początek takie akcje jak Autonomous University, Livestream i Computer HackLab.

Żmijewski jeszcze przed Biennale opublikował manifest polityczny. Teraz go przetłumaczył: „Does contemporary art have any visible social impact? Can the effects of an artist’s work be seen and verified? Does art have any political significance – besides serving as a whipping boy for various populists? Is it possible to engage in a discussion with art – and is it worth doing so? Most of all, why are questions of this kind viewed as a blow against the very essence of art?” Autor zadaje pytania i sam na nie odpowiada: Polityka i kultura nie mogą być odseparowane, ponieważ tworzą wtedy ślepy świat niewidzących się wzajemnie dyskursów, debat i działań. Kultura nie jest dodatkiem, ornamentem, kremem poślizgowym, ale jednym z centrów polityki. Bo ludzie w kulturze mówią, a polityka powinna ich słuchać. A więc wszystko cudnie. Manifesty i protesty. Tyle, że do śmiechu. A może do płaczu.
Oto kilka dowolnie zestawionych opinii: „Spóźniona rewolucja kulturalna zrobiona przez Polaka dla Polaków: Kurator Biennale Żmijewski chciałby przy pomocy sztuki stworzyć pragmatyczną politykę. Powtarza w sztuce doświadczenia Pokolenia 68, tworząc groteskę pełną deja vu”. „Kurator Żmijewski używa faszystoidalnej symboliki, łącząc lewicowe poglądy z populistycznym antykapitalizmem”. „Krytyka cynicznego rozumu. Grass i Auschwitz to go i Occupy Camp dla gapiów: Berlin Biennale cynicznie pogrywa ze swym najważniejszym przesłaniem, zmieniając je w polityczny kicz”. Tygodnik “Der Spiegel” zatytułował artykuł o kuratorze Biennale „Kunstfeind” – wróg sztuki. “Artur Żmijewski odrzucił formułę wystawy, zamienił ją w platformę wymiany poglądów i badania tego, co sztuka może. Ale czy sztuka cokolwiek może?” Gdyby Żmijewski poprzestał na próbie ikonografii protestu, stał się archiwistą współczesnych ruchów społecznych, to wystawa byłaby ciekawa. Tymczasem polski artysta zapowiedział, że sztuka „dużo może” i że pod jego przewodnictwem to zrobi. A to już przesada. Przestrzeń sztuki, nawet ulicznej, nie jest tym samym, co przestrzeń buntu. Nie jest i być nie może. Sztuka nie zastąpi rewolucji, może jej co najwyżej towarzyszyć. To modernistyczna utopia, że Artysta jako Nowy Człowiek poprowadzi zbuntowany lud najpierw na barykady,
a po zwycięstwie na kwietne łąki Nowego Ładu i Nowego Społeczeństwa. Bo najpierw,
na przykład, trzeba by wiedzieć, jakie mają być te kwietne łąki. A jak na razie nikt tego nie wie. Demokracja zbratana z kapitalizmem zawiodła na całej linii, ale co miałoby być zamiast niej? Nikt nie wie, nie wiedział również Żmijewski.

(…)

Hasła bez pokrycia

zaczerpnięte są z nadzwyczaj słusznego filmu „Oburzeni” Tony’ego Gatlifa. Film wyprodukowano na zlecenie francusko-niemieckiego programu telewizyjnego „arte”. Czyli te same państwa, które mają dość pieniędzy, by bronić banków, spekulantów finansowych i strefy euro, mają zarazem dość pieniędzy, by sfinansować film
o proteście przeciw takim poczynaniom. System wchłania swoich wrogów zmieniając
ich akcje w kolejny dowód tolerancji. Znamy to dobrze, bo tak po okresie głupiej przemocy postępowała komuna, wchłaniając Gombrowicza czy Hłaskę. Podobnie jest zresztą i w drugą stronę. Kilka miesięcy temu oburzaliśmy się, gdy wyszło na jaw, że organizacja sprzeciwiająca się okupacji Tybetu, sprzedawała chińskie koszulki, tyle że ze stosownym hasłem. Również symbol ruchu Occupy – namiot – to tani, leciutki i łatwy w rozstawianiu „gadżet”, produkowany w Chinach i „okolicy”. Hasła, których używa ruch oburzonych są nad wyraz słuszne, a zaczerpnięte zostały z wystylizowanego na polityczną agitkę traktatu Hessela. Wszyscy mamy obowiązek ochrony dobra, jakim są ideały demokracji. Żądamy gospodarki szanującej wartości społeczne. Dobro ogółu jest ważniejsze od zysku. To nie kryzys, to błąd systemu. To nie kryzys, to oszustwo. To nie my jesteśmy przeciw systemowi, to system jest przeciw nam. Obojętność zabija. Idziemy powoli, bo chcemy zajść daleko. Nie będziemy płacić na wasz kryzys. Nie ratujcie banków, ratujcie demokrację. Politycy nie reprezentują naszych interesów. Solidarność nie jest przestępstwem. To ostatnie hasło 30 lat temu wzruszyłoby nas wszystkich do łez. Niestety, czasy się zmieniły. I wreszcie wezwanie każdego idealisty skierowane do wszystkich organizatorów życia politycznego i ekonomicznego: Schämt euch! Wstydźcie się!

Prognozy i wnioski

Każde pokolenie ma powód do buntu, każde na starość będzie konserwatywne. Mówi się, że ten, kto się za młodu nie buntował, jako starzec będzie potworem. Do niedawna każde pokolenie nie tylko miało powód do kontestacji, ale każde też z całym przekonaniem wierzyło, że zwycięstwo przyniesie zmianę na lepsze. To się zmieniło mniej więcej na początku nowego tysiąclecia. Straciły sens uniwersalne powody buntu, okazało się też, że bunt nie przynosi nawet przejściowej zmiany na lepsze. Globalizacja sprawiła, paradoksalnie, że sens zaczęły mieć tylko małe, pozornie nieważne, działania lokalne. Wierzyliśmy jednak, że sumują się one w powszechny ruch zmian pozytywnych. Niestety Stuttgart 21 i woda w Berlinie uświadomiły nam, że wcale tak nie jest, że lokalnie też nic nie możemy, mimo iż pozornie każdy wciąż nas pyta o zdanie. Kiedyś zatem powód i cel buntu miały sens, a potem, nagle, przestały. Będziemy się buntować, bo takie są prawidłowości rozwoju osobniczego i społecznego. Ale… Powód jest abstrakcyjny, cele nie do pojęcia, metody zawodzą, ofiary są bez znaczenia, wróg nie ma twarzy, a zwycięstwa nie będzie i to już z góry wiadomo. Walczymy o nic. O to tylko, by na starość nie być potworem, lecz jednak człowiekiem.

Moje muzea

Ewa Maria Slaska

Widziałam w moim życiu dziesiątki a może setki muzeów. I myślę, że przez długie lata uważałam muzeum za miejsce bliskiego obcowania z dziełem. Z reguły nie zwracałam uwagi na to, jak muzeum wygląda, ważne było, co można w nim zobaczyć. Dopiero na studiach (archeolodzy mają takie zajęcia, nazywają się “muzealnictwo”) dowiedziałam się, że muzeum nie musi być jak Watykan, Luwr albo Wilanów kawałkiem pałacu lub  średniowiecznego klasztoru, że mogą powstać i powstają specjalne budynki muzealne, np. Muzeum Narodowe w Warszawie albo British Museum.

muzeum-gdanskmuzeum-gdansk-obrazMuzeum Gdańskie było oczywiście pierwszym muzeum, jakie poznałam. Dziś nazywa się Muzeum Narodowe w Gdańsku. Na górnym zdjęciu  – wnętrze, na dolnym – najsłynniejszy eksponat, Sąd Ostateczny Hansa Memlinga, namalowany ok. roku 1470 na zamówienie fundatora z Florencji i zdobyty przez polskich piratów czyli tzw. kaprów. To nieco niewygodna karta z dziejów polskiego muzealnictwa i na stronie muzeum nie ma o tym mowy.

Ale to jednak największy skarb muzeum w Gdańsku.

Dwa następne muzea pokazała mi moja matka chrzestna czyli Ciotuchna – Wilanów i Łazienki, a moja ukochana cioteczna Babka, Karusia, zabrała mnie do Wieliczki, której tak jak myśmy ją zwiedzały, chyba już nie można zwiedzać. Płynęłyśmy łodzią po podziemnej rzece, obejrzałyśmy kaplicę i Groty Kryształowe, dziś ścisły rezerwat, do którego nie wpuszcza się zwiedzających.

Groty_KrysztaloweIndie zwiedzaliśmy z Jackiem w roku 1999. Muzeum Indyjskie w Kalkucie zostało założone w roku 1814 – to jedno z najstarszych muzeów na świecie i najstarsze w Azji. Gromadzi obiekty z różnych dziedzin. I jest najwspanialsze pod słońcem, staroświeckie i nierealne.

Indian Museum CalcuttaByło też mnóstwo muzeów w USA, właściwie codziennie jedno. I wspaniałe dzieła.

574px-Leonardo_da_Vinci,_Ginevra_de'_Benci,_1474-78Leonardo da Vinci, Ginevra de Benci, 1474 – 1478, Washington, National Gallery of Art.

A potem nagle pojawiły się zupełnie inne muzea. Projektowali je słynni architekci, miały niezwykłą bryłę, nadzwyczajne światło, ogromne przestrzenie i odjechane materiały. Eksponaty usunęły się na bok, często ich zresztą wcale nie było lub nie ma, a zastąpiły je wirtualne modele wszystkiego. Zwiedza się przede wszystkim budynek.

santiago sizaWnętrze Galicyjskiego Centrum Sztuki Nowoczesnej w Santiago de Compostela, projektant Alvaro Siza Vieira (1988-1993).

libeskind_jewish_museum_berlin_MF4_6933Jüdisches Museum Berlin, projektant Daniel Liebeskind, 2001 i wreszcie Muzeum Historii Żydów Polskich, otwarte 23 kwietnia 2013 roku, projektant Rainer Mahlamäki, Fin.

muyeumwarsyawaTo wszystko piękne wnętrza, piękne budynki, zapewne najwspanialsze dzieła współczesnej architektury. Lubię nowoczesną architekturę, jestem więc nimi zachwycona, nawet jeśli wydają mi się trochę do siebie podobne. W końcu Luwr, Wilanów i Pałac Charlottenburg też są do siebie podobne.

A jednak, gdy zasypiając nie myśląc myślę o muzeum, co zawsze działa na mnie uspokajająco, moja podświadomość sięga po portrety Ginevry de Benci, Mony Lizy czyli Lisy Gherardini, Damy z łasiczką czyli Cecylii Gallerani, widzi obrazy Vermeera i Rogiera van der Weydena, rozmyśla o pantofelkach koło łóżka Małżeństwa Arnolfini.

Dawno nikt z Czytelników niczego dla nas nie pisał. Zaczął się sezon więc chyba tylko z Australii mógłby napłynąć opis jakiegoś miasta poza sezonem. A skoro zaczął się sezon, to będziemy zwiedzać muzea. Napiszcie o tych, które lubicie najbardziej.

Polska Zielona Sieć

kupujodpowiedzialnie

Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć jest ogólnopolską organizacją pożytku publicznego zrzeszającą organizacje ekologiczne działające w największych miastach Polski. Naszym celem jest rozwój w zgodzie z naturą. Działamy poprzez budowanie obywatelskiego poparcia dla zrównoważonego rozwoju, tworzenie mechanizmów społecznej kontroli wydatkowania publicznych funduszy, zwiększenie wpływu konsumentów na jakość produktów oraz politykę globalnych korporacji, a także wspieranie ekorozwoju krajów Globalnego Południa oraz społeczeństwa obywatelskiego w Europie Wschodniej.

Wiele z naszych działań opiera się na aktywności organizacji regionalnych, które wspierają inicjatywy obywatelskie na rzecz ochrony środowiska. Współpracujemy również z organizacjami krajowymi i międzynarodowymi.

Aktywnie działamy dla natury, człowieka i rozwoju.

Główne programy PZS to:
Kampania Kupuj odpowiedzialnie!
Akcja dla Globalnego Południa
Program Dla klimatu
Fundusze dla zrównoważonego rozwoju

fabryka

Przypomnijmy
23 kwietnia 2013 zawaliła się fabryka odzieży w Dakce
zginęło 1100 osób.
Produkowano w niej ubrania dla
Primark, Bon Marché, Joe Fresh, El Corte Ingles, Mango, Benettona.
Mam sukienkę z Primarka. A inne, skąd są?
Skóra mnie boli.
HOME  BOOKS  ETHIC  CONTACT