Z wolnej stopy 62

Wstęp i opracowanie Zbigniew Milewicz

W każdej bajce…

Stare porzekadło dopowiada: tkwi prawda. Jeżeli dziecku na Gwiazdkę podarujemy książkę z tego gatunku literackiego, to część pracy wychowawczej w domu mamy z głowy. Klasyczna bajka opowiada o takich podstawowych pojęciach w życiu, jak dobro i zło, miłość i nienawiść, poświęcenie, egoizm, kara i nagroda. Każda zawiera morał. Tak było między innymi w dziełach Andersena, lekturach mojego dzieciństwa, tak jest i u Oscara Wilde`a, o którym do niedawna nie wiedziałem, że również pisał baśnie; wymyślał je przede wszystkim dla dzieci, ale czytali je i czytają także dorośli, bo jeżeli lektura jest dobra gatunkowo, to wiek czytelnika nie odgrywa decydującej roli. Styl bajek Wilde`a przypomina mi zresztą trochę Andersena, ale oceńcie to Państwo sami, na przykładzie Olbrzyma – samoluba, bajki, którą nieprzypadkowo wybrałem na ten świąteczny czas. Mnie owa opowieść wzrusza ogromnie, a jej główne przesłanie mówi, że dobrem należy się w życiu dzielić.

Oskar Wilde, Olbrzym samolub

Codziennie po południu w drodze powrotnej ze szkoły dzieci bawiły się w ogrodzie Olbrzyma. Ogród był duży i piękny, a trawa zielona i miękka. W trawie to tu, to tam widać było wspaniale kwiaty niby gwiazdy, a pośród nich dwanaście drzew brzoskwiniowych, które o wiośnie różowiły i bieliły się delikatnym kwieciem, zaś jesienią rodziły ciężkie owoce. Na gałązkach brzoskwiń siadywały ptaki i tak głośno śpiewały, że dzieci nie rzadko przerywały zabawę, by się przysłuchać ich pieśni… – Jak nam tu dobrze – wołały radośnie. Pewnego dnia wrócił Olbrzym. Bawił on z wizytą w Kornwalii u swego przyjaciela – ludojada i spędził u niego siedem lat. W ciągu tych siedmiu lat powiedział mu wszystko, co tylko miał do powiedzenia, jako że jego talenty konwersacyjne były ograniczone – i postanowił wrócić do swego pałacu. Gdy stanął u bram, zobaczył dzieci bawiące się w najlepsze w jego ogrodzie.

– Co tu robicie? – zawołał ostro – a dzieci rozpierzchły się i uciekły. – Mój ogród jest moim ogrodem – krzyczał Olbrzym. – Niech każdy o tym pamięta i wie, że tylko ja mam prawo, się tutaj bawić. – Otoczył więc ogród wysokim murem i przybił tablicę: WSTĘP DO OGRODU SUROWO WZBRONIONY. Był to bowiem Olbrzym Samolub.

Biedne dzieci nie miały się teraz gdzie bawić. Próbowały się bawić na drodze, ale droga była pełna kurzu i twardych kamieni, toteż rychło dzieciom obrzydła. Po lekcjach chodziły więc wkoło muru i rozmawiały o pięknym ogrodzie. – Jak nam tu było dobrze – powiadały. Potem nadeszła wiosna i w całej wiosce pełno było kwiecia i ptaków. Jedynie w ogrodzie Olbrzyma Samoluba panowała jeszcze zima. Ptaki nie miały ochoty śpiewać w ogrodzie, w którym nie było dzieci – a drzewa zapomniały kwitnąć. Raz jakiś piękny kwiatek wychylił główkę z trawy, kiedy jednak zobaczył tablicę, tak bardzo mu się żal zrobiło dzieciaków, że schował się pod ziemię i poszedł spać.

Jedynymi stworzeniami, które były zadowolone z takiego obrotu rzeczy, był Śnieg i Mróz. – Wiosna zapomniała o tym ogrodzie – wołały – będziemy zatem żyć cały, okrągły rok. Śnieg przykrył trawę swym białym płaszczem, a Mróz umalował srebrem wszystkie gałęzie drzew. Potem obaj zaprosili do siebie Północny Wiatr, który wnet się też zjawił. Opatulony w futro cały dzień hulał i grzmiał po ogrodzie, strącając za jednym zamachem wszystkie kominy. – Miły kącik – powiedział – musimy jeszcze zaprosić Grad. – I Grad przyszedł. Codziennie przez trzy godziny bębnił w dach pałacowy, aż porozbijał prawie że wszystkie dachówki, a potem gnał po ogrodzie, ile miał tylko sił. Miał na sobie szary surducik, a jego oddech był zimny jak lód.

– Nie rozumiem, czemu ta wiosna się tak spóźnia – mruczał Olbrzym-Samolub siedząc w oknie i spoglądając w swój zimny, biały ogród. – Miejmy nadzieję, że już chyba niedługo takiej pogody. Ale Wiosna nie przyszła, ani Lato nie przyszło. Jesień obdarowała wszystkie ogrody złotymi owocami, tylko do ogrodu Olbrzyma nic nie przyniosła. – Za wielki z niego samolub – powiedziała. Tak więc w ogrodzie Samoluba panowała wciąż Zima, a Wiatr Północny z Gradem i Mróz ze Śniegiem tańcowały wśród drzew. Pewnego poranka Olbrzym leżał jeszcze w łóżku, gdy od ogrodu usłyszał jakąś przepiękną muzykę. Melodia tak mile łaskotała mu uszy, że Olbrzym pomyślał: to pewnie jacyś królewscy muzykanci… Tymczasem była to tylko makolągwa śpiewająca za oknem. Olbrzym tak długo już nie słyszał śpiewu ptaka w swoim ogrodzie, że to ćwierkanie makolągwy zdało mu się najcudowniejszą muzyką. Nagle Grad przerwał swój taniec nad jego głową. Północny Wiatr przestał dąć – a przez otwarte okno wionęła ku Olbrzymowi jakaś przedziwna woń.

– To chyba Wiosna – powiedział i wyskoczywszy z łóżka zerknął przez okno. I cóż tam ujrzał? Ujrzał najcudowniejszy widok. Dziurą w murze dzieci dostały się do ogrodu i właśnie siedziały sobie na gałęziach drzew. Na każdym drzewie, jakie mógł dojrzeć z okna, siedziało dziecko. A drzewa tak bardzo były rade z powrotu dzieci, że okryły się kwieciem, a ich gałązki poruszały się lekko nad dziecięcymi główkami. Dokoła fruwały ptaki ćwierkając radośnie, a kwiaty zerkały ku górze przez zieleń traw i śmiały się do dzieci. Widok naprawdę piękny. Tylko w kącie ogrodu panoszyła się jeszcze Zima. A był to najdalszy kąt ogrodu Samoluba. Stał tam malutki chłopczyk. Był taki mały, że nie mógł sięgnąć do gałęzi, więc chodził wkoło drzewa i gorzko płakał. Biedne drzewko było jeszcze pokryte śniegiem i lodem, a Wiatr Północny dął i huczał w jego gałęziach. – Wejdź na mnie – powiedziało drzewo i pochyliło gałęzie tak nisko, jak tylko mogło, ale chłopczyk i tak ich nie mógł dosięgnąć.

I zmiękło serce Olbrzyma, gdy wyjrzał z okna pałacu. – Jakiż ze mnie samolub – westchnął. – Teraz już wiem, dlaczego Wiosna unika mego ogrodu. Podsadzę tego chłopczyka na drzewo, a potem rozwalę mur – i odtąd już na zawsze dzieci będą się bawić w moim ogrodzie. – Olbrzymowi zrobiło się naprawdę przykro, kiedy sobie przypomniał swoje postępki. Zbiegł tedy po schodach, otworzył cichutko drzwi i wszedł do ogrodu. Dzieci na widok Olbrzyma ogarnął taki strach, że w te pędy uciekły, a do ogrodu znów powróciła Zima. Nie uciekł tylko mały chłopczyk, bo w oczach miał tyle łez, że nie zauważył zbliżającego się Olbrzyma. A Olbrzym podszedł cichutko do chłopca i wziąwszy go na ręce, posadził wysoko na gałęzi. Drzewo natychmiast zakwitło i ptaszki przyfrunęły z ćwierkaniem, a chłopczyk wyciągnął obie rączki, objął Olbrzyma za szyję i mocno go ucałował. Gdy tylko dzieci zobaczyły, że Olbrzym nie jest już taki zły, wróciły co prędzej do ogrodu a z nimi wróciła i Wiosna.

– To już wasz ogród, moje dzieci – powiedział Olbrzym i zaraz wielkim toporem zaczął rozwalać mur. Gdy ludzie idący na targ około dwunastej mijali pałac, zobaczyli Olbrzyma, który bawił się z dziećmi w najpiękniejszym ogrodzie, jaki można było sobie wyobrazić. Dzieci bawiły się cały dzień, a wieczorem podeszły do Olbrzyma, żeby się z nim pożegnać. – A gdzie wasz mały towarzysz – zapytał Olbrzym – chłopczyk, którego wsadziłem na drzewo? – Olbrzym polubił go najbardziej spośród wszystkich, bo tylko ten chłopczyk go pocałował. – Nie wiemy – odpowiedziały dzieci. – Musiał chyba już pójść. – Powiedzcie mu, żeby jutro na pewno przyszedł – rzekł Olbrzym, a dzieci odpowiedziały, że nawet nie wiedzą, gdzie mieszka, i w ogóle nigdy go przedtem nie widziały. Olbrzymowi zrobiło się bardzo smutno. Codziennie po południu, po lekcjach, dzieci przychodziły do ogrodu i bawiły się z Olbrzymem. Nigdy jednak nie zjawił się już chłopczyk, którego Olbrzym tak kochał. Olbrzym był wprawdzie bardzo miły dla wszystkich dzieci, a jednak tęsknił za swoim pierwszym przyjacielem i często o nim opowiadał, nie raz i nie dwa powtarzając: – O, jakże chętnie bym go zobaczył.

Tymczasem lata mijały, a Olbrzym postarzał się i osłabł. Nie mógł już bawić się z dziećmi, więc tylko siadał w ogromnym fotelu, przyglądał się dzieciom i zabawom a także podziwiał swój ogród. – Mam wiele pięknych kwiatów – zwykł był mawiać – ale dzieci – to najpiękniejsze kwiaty. Pewnego zimowego poranka, ubierając się, spojrzał przez okno. Nie żywił już teraz nienawiści do Zimy, bowiem wiedział, że Wiosna tylko śpi i że zostały mu kwiaty. Nagle aż przetarł oczy z podziwu i patrzył… i patrzył. Był to naprawdę cudowny widok. W najdalszym kątku ogrodu stało drzewko okryte białym kwieciem. Gałązki drzewka mieniły się od złota, a spod gałązek wyzierały srebrzyste owoce. Pod drzewkiem stał chłopczyk, którego tak bardzo kochał. W przypływie radości Olbrzym jakby sfrunął po schodach i dalej – do ogrodu. Szybkim krokiem przebiegł przez trawnik i zbliżył się do chłopca.

Gdy był już bardzo blisko, twarz mu poczerwieniała od gniewu i spytał: – Kto się ośmielił cię zranić? – Na dłoniach dziecka widać było bowiem blizny od gwoździ i takież same blizny od gwoździ miał chłopiec na obu stopach. – Kto się ośmielił cię zranić – zawołał Olbrzym. – Powiedz mi tylko kto, a porwę miecz i zabiję nędznika. – Nie, nie – odrzekło dziecię. – Bo to są rany Miłości. – A kto ty jesteś – zapytał Olbrzym i dziwną grozą przejęty klęknął przed małym chłopcem. Chłopczyk uśmiechnął się do Olbrzyma i rzekł: – Raz pozwoliłeś mi się pobawić w twoim ogrodzie, dziś pójdziesz ze mną do mojego ogrodu, a ten mój ogród – to Raj. Gdy dzieci jak zwyczajnie przybiegły po południu do swojego ogrodu, zobaczyły pod drzewem martwego Olbrzyma. Leżał obsypany białymi kwiatami.

5 thoughts on “Z wolnej stopy 62

  1. Mila Tereso, moj przyjaciel Oskar pisal ja z mysla m.in. o Tobie, wiec lap prezencik swiateczny😘

  2. Właśnie! W obecnych czasach, gdzie temat gier o wojnach i zabijaniu dominuje, a do myśli dzieci i młodzieży wkracza przemoc, może warto by było zarażać prawdziwymi “starymi ” bajkami.? Przypomnienie mi tej bajki o Olbrzymie sprawiło mi frajdę i nowe emocje i choć moje wnuki to już nastolatki, to przy obiedzie im opowiem. Jestem już ciekawa, co oni na to?

Comments are closed.