Barataria 101 Powieść kalendarzowa

Ewa Maria Slaska

Znalazłam na chomiku.pl zachwycająco inne, odmienne tłumaczenie Don Kichota, dzieło Wiktora Woroszylskiego (gdańskie Wydawnictwo Tower Press, 2001). Tłumacz smakowicie bawi się słowami. Spójrzmy na pierwsze zdanie, tytuł pierwszego rozdziału:

Rozdział pierwszy, w którym nie mieszkając, bo i po cóż mieliby
mieszkać, pojawiają się bohaterowie książki: Don Kichot
i Sanczo Pansa

Zaiste, bo i po cóż mieliby mieszkać, skoro odtąd będą już zawsze wędrować, przez czasy, miejsca i książki.

Rozdział pięćdziesiąty ósmy, w którym ten, który dziś opowiada
historię o Don Kichocie z La Manczy, proponuje nieco inne jej
zakończenie

Nota bene Woroszylski proponuje również inną numerację rozdziałów, czym się za chwilę zajmię szerzej

Powiedziałem, że trudno mi uwierzyć w tę przemianę Don Kichota na łożu śmierci; trudno
i przykro; ale cóż mam robić – nie wymyślam błędnego rycerza dziejów, lecz je tylko
powtarzam.
Powtórzywszy do końca, do ostatniego tchnienia umierającego i szlochu żegnających go
bliskich, mimo to jeszcze raz oświadczę zuchwale, że  n i e   w i e r z ę ; i nie tylko w
odwrócenie się Don Kichota od błędnego rycerstwa i nawrócenie na codzienność i zdrowy
rozsądek nie potrafię uwierzyć, lecz i w następną wiadomość, poświadczoną przez księdza
i notariusza, że  D o n   K i c h o t   n i e   ż y j e .
Myślę, że Cervantes, w tym czasie sam już w nie najlepszym stanie, uległ pogłoskom,
których nie mógł sprawdzić, a które łatwo domyślić się kto porozpuszczał, i zakończył
książkę (…), nie wiedząc, że Don Kichot tymczasem przyszedł do siebie i (…) jął potajemne przygotowania czynić do czwartej wyprawy.

Rok przymusowej pokuty szybko minął – i oto…
Przez skwar, od jasnego nieba do rudej roli jak na sznurze wielkie pranie sztywno rozwieszony w powietrzu, przez skwir ptactwa polnego, przez ojczystej ziemi skwierczenie
na przyrody i dziejów gorącej blasze, jedzie, kolanami chudymi chude boki rumaka swego
Rosynanta ściskając, bohaterski rycerz Don Kichot.
Jedzie, chudy i długi, spiczastością kolebiącej się w siodle postaci widnokręgi okrągłe
kłując, z Rosynantem jak on kościstym niemal jedność tworząc, niezmożony Don Kichot, oby Bóg mu sprzyjał i Wszyscy Święci!
Parę kroków za nim, na osiołku brzuchem powłóczącym po ziemi, Don Kichota giermek,
Sanczo Pansa jak miech pękaty, wypukłością kształtów mnąc i tłamsząc prostą krechę drogi, w skwar ten sam, a jakby nie tak doskwierający, w skwir ten sam i skwierczenie wjeżdża.
Jadą obaj, nierozłączni w tej opowieści i w pamięci świata, różni tacy, że trudno o większą
różność, nie do pomyślenia wszelako – Don bez Sancza, Sanczo bez Dona.
Don Kichot, chudy i długi, niczym tyka grochowa ku górze pnie się.
Sanczo Pansa, bulwiasty ziemniak, bruzdy się trzyma.

Don Kichot, srebrny kłos wybujały, wiatr kołysze nim, ale nie, nie złamie!
Sanczo Pansa, nać przyziemna, z pędrakami ledwie-ledwie pełznąca, nie popędzisz jej, nie
przepędzisz!
Jadą, nierozłączni i nieśmiertelni, rycerz przodem, giermek, jak przystoi, parę kroków za
nim, w górze niebo rozpostarte jasność rozlewa, w dole – końskich i oślich kopyt bębnienie w skórę ziemi napiętą, a przed nimi – znów niewiadome przygody.

***

Nieistniejąca wigilia i pomieszane rozdziały

Don Kichot to książka złożona z dwóch tomów. Drugi, dopisany 15 lat po pierwszym, składał się z 78 rozdziałów i kończył śmiercią szalonego rycerza. Stąd nieco dziwi, że w tłumaczeniu Woroszylskiego jest to rozdział 58, a Don Kichot wcale nie umiera.

Ale dla rozważań o czasie znacznie ważniejszy jest tom pierwszy, skonstruowany jako rok. Od starożytności tak niekiedy budowano groby (piramidy), świątynie, zamki i pałace. Sama budowla była rokiem, cztery baszty to cztery pory roku, dwanaście wielkich sal to miesiące, 52 okna to tygodnie, a 365 pomieszczeń to dni. Przykładów takich kalendarzowych założeń architektonicznych można znaleźć mnóstwo, przypomnę pierwszy z brzegu – zamek Ossolińskich zwany Ujazd albo Krzyżtopór.

Ale nie tylko zamki miewają konstrukcję kalendarzową, są też podobnie skonstruowane powieści, a najważniejszą jest pierwszy tom Don Kichota, zamierzony oczywiście w momencie powstania jako zamknięta całość. Dopisana potem druga część była odezwem na krytyczną parodię i wcale nie miało być ani jej, ani tym samym – Baratarii.

Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy to powieść-rok i jak przystało na twór kalendarzowy składa się z czterech ksiąg i 52 rozdziałów.

Rozdział pierwszy opowiada o przyzczynach, jakie sprawiły, że don Alonso Kesani (Quejana) postanowił zostać błędnym rycerzem i o przygotowaniach, jakie podjął, by ten zamysł zrealizować. Drugi rozdział zaczyna się w lipcu. Jest upalne lato.  Rozdział 52 to też letni miesiąc, bo autor pisze, że chmury odmówiły ziemi swej rosy i we wszystkich miejscowościach tej okolicy odbywały się procesje błagalne i pokutne proszące Boga, aby otworzył dłonie miłosierdzia swego i spuścił deszcz.

Minął więc rok kalendarzowy i zaznaczył się w powieści zmianą pogody i minął rok kościelny, liturgiczny, a każdy jego dzień-akapit i tydzień-rozdział to zapis zmieniających się w ciągu 12 miesięcy zwyczajów kościelnych i obrzędów ludowych.

Przygody Don Kichota zaczynają się w tzw. okresie zwykłym roku kościelnego, ale podobnie jak sam rok liturgiczny koncentrują się na okresie od I niedzieli adwentu do Zesłania Ducha Świętego.

Nie tak dawno poznałam w Berlinie pewnego uczonego człowieka, który cały swój (wcale pokaźny) spadek po rodzicach, zużył na to tylko, by tę tezę udowodnić. Nie tracił czasu na wspinanie się po szczeblach kariery naukowej, nie pisał doktoratów i referatów, nie tracił czasu na nauczanie studentów i pisanie sprawozdań, nie chciał poddać się wszechmocnej władzy punktacji naukowej, zwanej ewaluacją. Po prostu żył skromnie, przejadając spuściznę rodzinną i badał sprawę.
A gdy już ją przebadał i udowodnił, napisał, biedny szaleniec, wierzący w jej święte posłannictwo poszukiwania prawdy, a nie punktów, wysłał swoje dzieło do wszystkich wielkich uczelni i instytucji na świecie, opatrzywszy je listem przewodnim: proszę, oto jak trzeba rozumieć Księgę.

I co? Czy dostał doktoraty honorowe i zaproszenia na występy jako profesor-samodzielny badacz? Czy ktoś go wspomina? Czy choćby więc cytuje go w przypisach?

I co więc?
I nic więc!

Nie znalazłam pracy tego człowieka w sieci, a dawno straciłam z nim kontakt i nie wiem, czy go kiedyś odszukam. Nie mogę sama powtórzyć jego badań i wyciągnąć wniosków, które on wyciągnął, bo nie dostałam spadku po rodzinie i nie mam już całego życia, by się tym zająć.

Ale tak sobie myślę, że ten człowiek kogoś mi przypomina. I to bardzo.

Biedny Don Kichot nauki!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.