Reblog(i): Dominika Kulczyk, bilboardy i “Wysokie obcasy”

Kalina Czwarnóg

Czy okładka WO to primaaprilisowy żart?

Kobieta, którą stać na wszystko, która – jak sama chwali się w wywiadzie – skończyła prestiżowe studia “z pomagania”, która po całej Polsce porozwieszała billboardy ze zdjęciem samej siebie tulącej anonimowe ciemnoskóre dziecko – nauczy Was teraz czegoś o pomaganiu.

Nie mam nic personalnie do Pani Dominiki – nie znam jej. Nigdy wcześniej nie słyszałam o jej programie w TVN (nie mam telewizora i nie oglądam telewizji) i pewnie nie pisałabym teraz tego tekstu, gdyby nie intensywna akcja PRowa prowadzona przez główną bohaterkę, a której częścią zdaje się być okładka i tekst w najnowszym wydaniu WO.

Pani Dominika mówi w wywiadzie: Profesjonalne pomaganie to konkretna praca wymagająca konkretnych narzędzi. Trzeba mieć organizację, struktury, doświadczonych specjalistów. W przeciwnym razie zostaje tylko fundowanie wzruszeń samemu sobie i egoistyczne zachwyty nad swoją dobrocią.

Tylko czymże jest jej jeżdżenie po świecie, kręcenie kolejnego odcinka programu, w którym ociera łzy afrykańskiej dziewczyny opowiadającej o strasznych doświadczeniach z dzieciństwa w „zabobonnym” Beninie, jeśli nie właśnie fundowaniem sobie wzruszeń? Prawie w każdym z resztą odcinku mamy smutną historię, łzy i filantropkę przytulającą kolejne osierocone dzieci, lub osoby opowiadające o przebytej traumie.

Czy na studiach z filantropii nie było etyki? Czy cokolwiek mówiono o tym, w jaki sposób powinno traktować i przedstawiać w publicznym dyskursie osoby, którym się pomaga (szczególnie jeśli chodzi o kraje tzw. Globalnego Południa)?

Szanuję wsparcie, jakiego fundacja Pani Kulczyk udziela lokalnym organizacjom, i wpływ, jaki to wsparcie wywiera na życie osób pokazanych w programie. Ale po lekturze wywiadu i obejrzeniu kilku losowych odcinków nie mogę pozbyć się wrażenia, że w tym przypadku korzystanie z pomocy automatycznie wiąże się z rezygnacją z zachowywania godności. Osoby, które korzystają z pomocy nagrywa się, kiedy płaczą czy kiedy wspominają przemoc w rodzinie. Dziecko uczęszczające od 11 lat do świetlicy środowiskowej pyta się, czemu woli spędzać czas na świetlicy niż w domu. Pytania, które “wśród swoich” uznalibyśmy za nie na miejscu nawet podczas prywatnej rozmowy znajomych, nie stają się ok, jeśli zadajemy je na drugim końcu świata, przed kamerą, osobie, na której los wpłynęły nasze pieniądze.

W programie o Suazi biała, wykształcona, zachodnia filantropka mówi nam: Z jednej strony rozumiem kultywowanie tradycji, ale czy półnagie dziewczynki muszą prezentować swoje wdzięki przed królem i jego świtą? Równocześnie wdzięki tych półnagich dziewczynek mogliśmy oglądać na przebitkach przez większą część odcinka. My, “cywilizowane osoby z Zachodu” dzięki programowi pani Dominiki patrzymy dokładnie na to, co pani Dominika uznaje za niestosowne (najwyraźniej jednak tylko wtedy, kiedy oglądają to król i jego świta).

Zdecydowanie trzeba edukować społeczeństwo, uczyć Polki i Polaków mądrego pomagania. Pomaganie musi być profesjonalne i skupione na odbiorcy tej pomocy, a nie wypełnianiu emocjonalnych niedoborów pomagającego. W naszej organizacji pierwsza i najważniejsza zasada to PRZEDE WSZYSTKIM NIE SZKODZIĆ. Dotyczy to zarówno bezpośredniej działalności pomocowej, jak i PRu, promocji, fundraisingu. Zachowanie podmiotowości i godności osób, którym pomagamy to świętość. Może gdyby było inaczej, gdybyśmy takich oporów nie mieli, to “promocja” byłaby łatwiejsza i mielibyśmy większe wpływy z darowizn czy 1%, ale na szczęście jeszcze nie wszystko na tym świecie jest na sprzedaż. Dlatego Pani Dominice Kulczyk podziękuję dziś za dobre rady, a okładkę Wysokich Obcasów uznam za primaaprilisowy żart.

Kalina Czwarnóg jest członkinią zarządu Fundacji Ocalenie


Przeczytajcie również komentarz Krytyki Politycznej.

A tu jeszcze mój komentarz: Pani Dominika Kulczyk robi to, co robi, albo bezpośrednio za pieniądze swojego taty, albo za te, które zrobiła dzięki pieniądzom taty. Tata, Jan Kulczyk, robił różne rzeczy (również ożenił się i umarł) za pieniądze, które zrobił dzięki pieniądzom swojego taty. Jego tata, Henryk Kulczyk, był za czasów komuny pracownikiem wywiadu PRL w Berlinie i tam zrobił pierwszy milion. Poznałam go swego czasu w Berlinie i pamiętam, że Henryk Kulczyk, wprawdzie się tym specjalnie nie chwalił, ale też wcale tego faktu nie ukrywał. Dziś w różnych przesłodzonych życiorysach (rśwnież na Wikipedii) nic już się o tym nie wspomina.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.