Bara@Bara

W języku suahili barabara znaczy droga, ale skąd mam, prostaczek, o tym wiedzieć.  Wygodniej mi przyjąć dosłowność  kuszącego, polskiego tytułu książki: Bara@Bara, którą podkreśla na okładce para spleciona w miłosnym uścisku. W samczym instynkcie rzucam się na lekturę i dawaj łowić momenty, ale gdzie one? Autorka, jak to kobieta, jedno obiecuje, drugie robi. Funduje mi opowieść o trzech przyjaciółkach, które poznają się na Uniwersytecie Warszawskim w czasach PRL-u, a później… Nie powiem, nie jestem, jak ta słynna bileterka z przedwojennego, francuskiego kina, która mściła się na skąpych klientach, sycząc im w trakcie projekcji do ucha: a zabił sędzia… Następnym razem wiedzieli, że za wskazanie miejsca na sali należy się napiwek.

Ewa i Monika jadą na Zachód, każda swoją drogą, Arleta zostaje w Polsce. Jednej udaje się wyjść korzystnie za mąż, druga ma twardy, emigracyjny start, ale dzięki przyjaciółce też w końcu dostaje się na salony. Berlin, Monachium, Marsylia, Saint Tropez, Majorka, Meksyk, Arizona… W książce, jak w kalejdoskopie, zmieniają się krajobrazy, wnętrza luksusowych willi, partnerzy seksualni, intryga goni intrygę, czasami bohaterki przeżywają jakiś osobisty dramat, ale biednie i nudno im w życiu nie jest. Czyta się więc Bara@Bara gładko, w sam raz jak na letnie wakacje, choć czasem robi się smutno w trakcie lektury. To za przyczyną ludzkiej podłości i pazerności, bo książka pokazuje również światowe kulisy handlu bronią i narkotykami, sexbiznessu, jest także motyw zbrodni.

Z Panią Hanną Märker, autorką książki, która na rynku wydawniczym ukazała się wiosną tego roku w języku polskim, niemieckim, angielskim i hiszpańskim, spotykam się w jednej z rosyjskich knajpek w jej ukochanym Berlinie. Urodziła się w Polsce, jednak od ponad 30 lat mieszka poza jej granicami. Po mamie ma korzenie niemieckie, po ojcu z białogwardyjskiego rodu, który po Rewolucji 1917 roku znalazł schronienie w Polsce – rosyjskie, stąd pewnie uwielbia słowiańskie klimaty, ale nad bezpieczną Szprewą. Książka spodobała się czytelnikom, podobnie, jak wcześniejsze utwory pisarki: Seksualne i nie tylko życie Anny, Zaloguj się!, Seksowna_45_pozna…, Niebezpieczny erotyk.

– Wszystkie książki na mniej więcej jeden temat…

– Widać, że ich Pan nie czytał. Ta pierwsza, to książka psychologiczna, poza tym to są tylko tytuły, kiedy są nośne, książkę łatwiej sprzedać (śmiech)

– Kto jest ich głównym odbiorcą?

– Piszę przeważnie dla kobiet nowoczesnych, inne nie rozumieją mojego przesłania.

– Mężczyźni na ogół słabo wypadają w Bara@Bara, po często dobrym początku zwykle zaczynają zdradzać, przestają dbać o kobiety, czy to nie pewne uproszczenie?

– Co znaczy „po często dobrym początku”? Jako mężczyzna nie zrozumiał Pan nic z mojej książki, jeżeli chodzi o męską płeć. Ogólnie mężczyzna sporadycznie coś stara się zrobić dla kobiety i to tylko wtedy, kiedy ma jakiś cel. Kobiety zbyt często moim zdaniem używają zwrotów: on dba o mnie, on dba o ciebie. Mężczyzna nawet tych słów nie zna. Na początku znajomości na ogół chce się przypodobać kobiecie, potem zatuszować wszelkie swoje małe kłamstwa i duże zdrady, a na końcu potrzebuje opiekunki i najlepiej jak będzie ona od niego o pokolenie młodsza. Jeżeli kobieta jest mądra to odpowiednio wykorzysta wszystkie te fazy dla siebie, ale niestety u większości kobiet największe znaczenie ma chemia lub stworzenie i utrzymanie rodziny, nawet gdy jest to rodzina „umierająca powoli”. Moje bohaterki są inne, są kobietami, które tak jak i mężczyźni potrafią brać z życia wszystko, co fajne. Dlatego w oczach mężczyzny czytającego moją książkę wygląda on słabo, nawet blado. I dodam jeszcze, że kocha się prawdziwie wtedy, kiedy się kocha za nic, ale czy to w ogóle istnieje?

– No to mi się nieźle dostało, jako przedstawicielowi gorszej połowy świata. Pani miała już czterech mężów, wyszłaby Pani piąty raz za mąż?

– Hmmm, czemu nie, to taka miła chwila…

– Zaczyna Pani swoją powieść słowami: nigdy nie uciekaj od miłości – nie warto… Ona i tak cię dogoni! Natomiast na stronie 67 pisze Pani: Fenyloetyloamina wraz z dopamin, wywoływały u niej miłosną ekstazę i euforię, typowe dla zakochanych osób, które jeszcze nie doznały seksualnego zbliżenia z ukochanym. Miłość w Pani pojęciu to zatem tylko chemia?

– Czysta chemia (śmiech)

– Akcja książki toczy się na przestrzeni 25 lat. W tym czasie Ewa i Monika, Pani główne bohaterki, przechodzą rozmaite koleje losu, zmieniają im się charaktery i poglądy na świat, która z nich jest Pani alter ego?

– Żadna, to są postacie całkowicie wymyślone przeze mnie, co nie znaczy, że z pewnymi ich kwestiami, które wypowiadają się nie zgadzam.

– W nocie od autora zaznaczyła Pani, że zbieżność nazwisk, miejsc, dat, sytuacji i innych elementów jest zupełnie przypadkowa. Chodzi między innymi o kryminalne wątki w książce?

– Może Pan sam się domyślić.

– Pani ma ciekawy życiorys. Z wykształcenia – interior design, czyli architekt wnętrz, ale i dziennikarka. Swoje projekty realizowała Pani m.in. w Hiszpanii, na południu Francji i w Kazachstanie. Korespondentka zagraniczna polskiego czasopisma Moda&Styl orazredaktor naczelny My Taste Magazine, niemieckiego periodyku poświęconego luksusowemu stylowi życia. Jakie ma Pani zawodowe plany na przyszłość?

– Z pomocą reżysera Wiktora Grodeckiego z Hollywood przygotowuję się do zrobienia tam filmu, opartego na historii życia Ewy z Bara@Bara. Marzę o reżyserowaniu już pewnie od 20 lat. Pod koniec tego roku projekt powinien być już gotowy.

Życzę więc, żeby to marzenie spełniło się jak najpiękniej i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Zbigniew Milewicz

Piękne!

swietowiosny21czerwca-8wrzesniaLato sprzyja zachwytom. Wczoraj wpis zatytułowany “Ach” o pięknych miejscach w czasie wakacji, dziś równie pełen zachwytu wpis o wystawie “Święto wiosny” w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Pisałam już tu o tej wystawie, w dniu otwarcia, 21 czerwca, podżartowując sobie, że na całym świecie właśnie zaczyna się lato, a w Szczecinie wiosna. Ale żarty były leciutkie jak piórko, a zainteresowanie wielkie. Fascynowało przede wszystkim zaskakujące połączenie dwóch faktów z roku 1913 – skandalu jakim było wystawienie w Paryżu “Święta wiosny” Strawińskiego w choreografii Niżinskiego i dumy z jaką szczecinianie w tym samym roku otwierali wielki, nowoczesny gmach Muzeum Narodowego.
Przypomnijmy najpierw Święto Wiosny. Oto znaleziona na Youtubie rekonstrukcja tego baletu sprzed stu lat:

Wystawa odwołuje się do tego przedstawienia w wieloraki sposób. Po pierwsze rok. Rok 1913. Dyrektor muzeum, Lech Karwowski, pisze w katalogu:

W 1913 roku zakończył się XIX wiek i  rozpoczął nowy. Choć ludzkie przyzwyczajenie wciąż zachęca do magicznego traktowania dat kończących się zerem, zgodnie przyznajemy, że dla codziennego postrzegania upływu czasu znaczenie graniczne posiadają nie cyfry,
a historyczne wydarzenia.  (…) Data 1913 w ogólnej perspektywie jawi się jako ostatni rok względnej stabilizacji starego reżimu, czasu zwanego powszechnie piękną epoką, belle époque. Jej kres przyniosła jednak
nie tylko wojna, gruntowne zmiany naznaczyły także rewolucje kulturalne. To właśnie w 1913 roku, w wielonarodowym tyglu Paryża, odbyła się premiera “Święta wiosny” Igora Strawińskiego. Towarzyszące jej polemiki konfrontowały obserwatorów zarówno z fantazmatami na temat Rosji, Francji i Niemiec, jak i po raz pierwszy z takim zdecydowaniem postawiły problem modernistycznej deformacji tradycyjnie postrzeganej rzeczywistości oraz wagi skandalu artystycznego w procesach kulturowych.

Na wystawie zgromadzono więc dzieła, znacząco związane z rokiem 1913 – dzieła, których czas się właśnie kończył, i te, dla których się zaczynał. Jest symbolizm, secesja i impresjonizm, ale jest modernizm i ekspresjonizm. Ale to nie koniec związków ze “Świętem wiosny”. Bo wspólny rok to dużo, ale w Szczecinie poszukano dalej. Jest więc sala tańca nowoczesnego z “Popołudniem fauna” Debussy’ego i Izadorą Duncan. Jest Paryż, to miejsce, gdzie objawiła się Awangarda. Jest dużo sztuki niemieckiej, bo przecież budowa Muzeum była inicjatywą niemiecką.

Kazimierz Stabrowski, “Opowieść fal”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 1910. Przebrzmiałe, eklektyczne, piękne!

Wszystko zestawione z ówczesnymi trendami artystycznymi – zainteresowanie Słowiańczyzną, co zresztą obecnie wraca, egzotyką dalekich krajów, archeologią, etnografią… A każdy temat umieszczony został w innej sali w intensywnym kolorze. I tak na przykład spatynowana, jadeitowo zielona głowa kobiety kartagińskiej z roku 1920, dzieło Dunikowskiego, na tle intensywnie czerwonej ściany. Piękne!

Albo zabawa kuratorów czyli trzy głowy męskie w identycznym ujęciu – Leopold Gottlieb, Xawery Dunikowski, Wacław Borowski. Wszyscy trzej artyści się przyjaźnili i to się tu czuje. Piękne!

W ogóle mężczyźni. Bardzo ważny motyw wystawy. Akt męski, mężczyzna jako model, nagi filozof, nagi szermierz… W świecie muzealnym dominuje akt kobiecy, a tu tyle aktów męskich. Piękne!

kobietazwiadramiChoć oczywiście są również kobiety. Tadeusz Makowski, Kobieta z wiadrami. 1913. Piękne! Piękne!

A nazwiska, po prostu nie do wiary. Malczewski, Hofman, Feininger, Fałat, Ruszczyc, Wyczółkowski, Nolde, Barlach, Heckel, Maillol, Pechstein, Pankiewicz, Ślewiński, Scharoun i Schiele…

A jeszcze decyzja świadcząca o zwycięstwie idei popularyzacji sztuki nad marketingiem: Przez dwa miesiące wszystkie wystawy w MN można oglądać za darmo. Piękne!

Piękne! Po prostu piękne! Trzeba iść, a jak się mieszka gdzie indziej, to nie ma rady – trzeba jechać!

Budujmy arkę

Akcja Jadwigi Łopaty: Arka nasion

Termin: 21 lipca 2013 (niedziela)

Program

9:30 – 10:30 “Uciec z Matrixa – zbudować Arkę – trzy kroki jakie należy podjąć” – wprowadzenie Sir Julian Rose, autor książki “Zmieniając kurs na życie. Lokalne rozwiązania globalnych problemów”
10:30 – 11:30 “Nowoczesny, energooszczędny i zdrowy dom bez kredytu”, prezentacja – Krzysztof Wietrzny, ekspert i praktyk ekologicznych technologii, twórca EKOCENTRUM ICPPC
11:30 – 12:30 Nasza Arka (część I) – zwiedzanie EKOCENTRUM ICPPC, oprowadza Krzysztof Wietrzny
12:30 – 13:30 “Niezależność energetyczna w skali mikro. Systemy do produkcji czystej i taniej energii elektrycznej oraz cieplnej na potrzeby domu jednorodzinnego”, prezentacja – Krzysztof Wietrzny, ekspert i praktyk ekologicznych technologii, twórca EKOCENTRUM ICPPC
13:30 – 14:30 Obiad z lokalnych i ekologicznych produktów
14:30 – 16:00 Nasza Arka (część II) – “W drodze do samowystarczalności żywnościowej (uprawy, komposty i preparaty, przechowywanie żywności, pozyskiwanie nasion)” – wykład i prezentacja gospodarstwa – Jadwiga Łopata, laureatka Nagrody Goldmana (ekologiczny Nobel) i Sir Julian Rose
16:00 – 16:30 Podsumowanie

Koszt warsztatów: 190 zł

Osoby zainteresowane uczestnictwem w warsztatach prosimy o zgłoszenia e-mailem: biuro@icppc.pl lub telefonicznie 033 8797 114.

Kunst und Kampf

Heute… Heute lese ich. Es ist diesmal eine merkwürdige Sache. Der Text, den ich heute lese, wird man morgen hier auf dem Blog finden.  Sonst…

boks-plakatKUNST UND KAMPF IM STUDIO 14

Fightnight Events und Boxring Promotions Ltd. – 28. Juni 2013
Ufer Studios Berlin

ROCKEN, LESEN, SCHAUEN & BOXEN

Die Kapelle Weyerer ist anders. Die Musik ist zwar eingängig, aber doch mit Anspruch. Die Texte sind mal lustig, mal sentimental, aber stets überlegt. Die Arrangements klingen irreführend einfach. Der „Professor“ am Schlagzeug gibt alles – und zwar mit Gefühl. Nick Flade am Keyboard  ist einfach phänomenal. Er hat virtuose Phasen, da sitzt man auf der Stuhlkante oder lehnt sich zurück und macht die Augen zu. Der Chef, Stefan Weyerer, ist eine ganz besondere Nummer. Er macht mit seiner Stimme, was man weder ihm noch ihr zugetraut hätte.Die Süddeutsche hat es in einem Satz zusammengefasst, was ihn ausmacht: “Da steht einer, der die Ungereimtheiten des Lebens besser in Worte fassen kann als alle Söhne Mannheims zusammen…”

Bilder sind jedermanns Sache, nur wenn es auf den Geschmack ankommt, wird es kritisch. Renate Herda hat sehr verschiedene Ansätze. Sie arbeitet heute vorwiegend in ihrem molekularen Stil, zeigt im Uferstudio 14 im Wedding aber Bilder aus mehreren ihrer Schaffensperioden, also unterschiedliche Stile. Meist haben ihre Bilder Witz, es gibt auch oft einen Clou, aber keine Programmbilder. Leider nicht dabei hat sie diesmal ihre Ikonen. Das sind sehr kunstvolle, wertvolle Arbeiten. Wer Spaß an Farben, Formen und Witz hat, der kann sich mit ihren gezeigten Bildern gut eine Weile beschäftigen. Wenn die Zeit nicht reicht, kann man sie auch kaufen.

Ewa Maria Slaska hat was, was vielen deutschen Autoren fehlt. Sie kann ernste Dinge mit Humor behandeln. Sie hat zum Beispiel einen sehr unterhaltsamen Aufsatz zum 60. Todestag Josef Stalins geschrieben. Ewa hat noch eine attraktive Eigenschaft als Autorin. Sie glaubt nicht, dass Unverständliches intellektuell wäre und hält Länge nicht unbedingt für Qualität. Freuen Sie sich auf polnischen Charme im Wedding.

Das Boxen ist exemplarisch im Studio. Wir unterscheiden – Kickboxen und englisches Boxen. Technik, Stile, Stärken, was setzt sich durch? Die Profis zeigen es uns unter lokaler Beteiligung. Kraft ist nicht alles, aber Mut braucht man in jedem Fall. Und Disziplin. Wir werden sehen.

Julka auf dem FlowMarkt Neukölln

Jeden zweiten Sonntag / co drugą niedzielę
Textilienmarkt / pchli targ z tkaninami i ciuchami

Berlin Maybachufer

FlowMarkt

Julka (Julia Sokolnicka) ist dabei, vielleicht nicht immer, aber immer öfter und bietet Vintage Fashion an – na targu sprzedaje też Julia Sokolnicka. … to są za każdym razem inne sukienki, mówi, bo one są Vintage – używane, wyszukiwane.

Vintage3 Vintage1 Vintage2Ich gehe am Sonntag dorthin / wybieram się tam w niedzielę i Wam też radzę.

1913. Święto wiosny. Frühlingsweihe.

Na całym świecie lato, u nas na blogu też, a tymczasem w Szczecinie wciąż jeszcze wiosna. Ale za to – jaka!

swietowiosny-pracawreWystawa jubileuszowa w stulecie otwarcia Gmachu Głównego Muzeum Narodowego / Ausstellung zum hundertjährigen Eröffnungsjubiläum des Hauptgebäudes des Nationalmuseums
Szczecin / Stettin    http://www.muzeum.szczecin.pl

Wernisaż / Vernissage:                  21.06.2013, 18.00

do / bis:                                                         08.09.2013

Podczas trwania ekspozycji wstęp do wszystkich oddziałów Muzeum Narodowego w Szczecinie jest wolny / Während der Ausstellung ist der Eintritt zu allen Abteilungen des Nationalmuseums Stettin frei.

Text auf Deutsch: 1913-Fruehlingsweihe

swietowiosny21czerwca-8wrzesnia Celem wystawy jest zarysowanie obrazu kultury sprzed stu lat w odniesieniu do problemu dziedzictwa. Rok 1913 okazał się wyjątkową datą. Nie tylko graniczną z punktu widzenia historii politycznej, jako ostatni moment pokoju przed wybuchem Wielkiej Wojny, ale także obfitującą w przełomowe dla XX wieku wydarzenia artystyczne. Na lata 1910–1913 przypadły prace nad merytorycznym i architektonicznym kształtem prezentacji zbiorów Muzeum Miejskiego w Szczecinie, przygotowywanej pod okiem doktora Waltera Riezlera. Temu cenionemu w Niemczech reformatorowi kulturalnemu, łączącemu pasje archeologa klasycznego, krytyka sztuki nowoczesnej i muzykologa, udało się zbudować galeryjną narrację w oparciu o zabytki starożytności, kultur pozaeuropejskich oraz malarskie, rzeźbiarskie i graficzne prace mistrzów zachodnioeuropejskiej awangardy. 1913. Święto wiosny to projekt wystawienniczy, który upamiętniając otwarcie gmachu przy ówczesnym Tarasie Hakena (dziś: Wały Chrobrego), przywołuje interdyscyplinarną metodę pierwszego dyrektora tamtej instytucji – zestawia arcydzieła sztuki pierwszych dekad XX wieku z ich archaicznymi, klasycznymi i prymitywnymi źródłami inspiracji.

Wyjątkowa, reprezentacyjna forma gmachu muzealnego, ukształtowana przez miejskiego architekta Wilhelma Meyera, nadała panoramie pomorskiej metropolii nowy akcent urbanistyczny, zmieniając zarazem sposób postrzegania polityki kulturalnej magistratu. Podtytuł szczecińskiej wystawy jubileuszowej nawiązuje do innego wydarzenia artystycznego tego samego czasu, czyli wiosny 1913 roku, tym razem o skali międzynarodowej – inauguracji paryskiego Théâtre des Champs-Élysées. Otworzył on swoje podwoje głośną premierą spektaklu Igora Strawińskiego Święto wiosny, wykonanego przez Balety Rosyjskie w choreografii Wacława Niżyńskiego i scenografii Nikołaja Roericha. Zarówno oskarżany o „germańskość” budynek teatru, projektowany przez Henry’ego van de Veldego i zrealizowany ostatecznie przez Auguste’a Perreta, jego dekoracje i wyposażenie (między innymi dłuta Antoine’a Bourdelle’a), jak i estetyka wystawianych na jego deskach dzieł scenicznych stanowiły przełom w dziejach sztuki, symbolicznie otwierając nowe stulecie. Do rangi podobnego symbolu urosła również wystawa Armory Show, zorganizowana dwa miesiące wcześniej w koszarach nowojorskiego regimentu – reprezentatywny przegląd współczesnej sztuki europejskiej większości kierunków awangardowych.

Ekspozycję 1913. Święto wiosny pomyślano jako przegląd kluczowych problemów „dzieła totalnego” około 1913 roku, który okazał się także dla szczecińskiego muzealnictwa swoistym „świętem wiosny”. Motywem przewodnim wystawy uczyniono taniec – metaforę witalności i wolności. Odwołanie do trzech wydarzeń – w Szczecinie, Paryżu i Nowym Jorku – pozwala na połączenie perspektywy globalnej, europejskiej i lokalnej. Prezentowane dzieła malarstwa, rzeźby, rysunku, grafiki i rzemiosła artystycznego pochodzą z kolekcji własnej oraz Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Narodowego w Gdańsku, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu, Georg-Kolbe-Museum w Berlinie, Akademie der Künste w Berlinie, Städtische Galerie w Dreźnie, Kunstsammlungen w Zwickau, Ernst Barlach Stiftung w Güstrow oraz zbiorów prywatnych. Obiekty te tworzą zazębiające się narracje, a opowieść o źródłach odnowy sztuki została podzielona na cztery części:
1. Baśń słowiańska. Rodzima egzotyka
2. Popołudnie fauna. Nowa Arkadia
3. Wiosna w Paryżu. Artystyczna stolica świata
4. Czarna muzyka. Awangarda i kultury prymitywne

Osią koncepcyjną wystawy jest zestawienie zabytków etnograficznych i archeologicznych z dziełami takich artystów  jak: Abram Jefimowicz Archipow, Ernst Barlach, Émile-Antoine Bourdelle, Béla Czóbel, Kees van Dongen, Xawery Dunikowski, Lyonel Feininger, Marcel Gromaire, Aristide Maillol, Tadeusz Makowski, Georg Kolbe, Max Pechstein, Toma Rosandić, Karl Schmidt-Rottluff, Paul Sérusier, Franz von Stuck, Maurice de Vlaminck, Wojciech Weiss, Eugeniusz Zak i wielu innych.

Kuratorzy / Kuratoren: Szymon Piotr Kubiak & Dariusz Kacprzak

swietowiosny-pracawre2

Naklejka

Naklejka to po hiszpańsku La Pegatina, a to…

…ulubiony zespół moich przyjaciół. Jest ich zresztą kilka – La Vela Puerca, Che Sudaka… No means No. Są też soliści. Na przykład Fermin Muguruza. Czyli różnie, ale generalnie chyba SKA. Muzyka do poSKAkania. Kinga i Włodek jeżdżą po Europie w pogoni za koncertami swoich ulubieńców, od chyba 10 lat. Od kilku lat nagrywają też filmy na koncertach, które to filmy umieszczają na Youtubie i nie wiem, może coś pokręciłam, ale chyba zaliczyli ostatnio milionowe wejście. Czyli coś jak kasiazosiagosia tylko, że w muzyce.

kwikiPodobno w Urugwaju w Sylwestra 2012 ludzie bawili się tylko przy muzyce z KWIK TV.

http://www.youtube.com/user/kwiktvhttp://www.2nt.eu/

A w Berlinie od dziś przez trzy dni festiwal dla tych, którzy lubią dokładnie takie klimaty – czyli porady kulturalne. Festiwal klimatów hiszpańsko-latynoskich. Trzeciego dnia wystąpi La Pegatina.

BeLaSound Festival
14-16.06.2013
Yaam Berlin
Stralauer Platz 35, 10243 Berlin

52866event

Dopisane po koncercie przez Kingę z KWIK TV:


La Pegatina to bardzo energetyczny zespół z Barcelony grający rumbę katalońską, rock i ska. Wprawdzie wywodzą się z kręgu Manu Chao, lecz atmosfera na ich koncertach jest zdecydowanie weselsza, ponieważ przyświeca im zawsze jedna zasada – koncert to okazja do wspólnego świętowania i zabawy z CAŁĄ publicznością. Nie inaczej było podczas ich występu w Berlinie 16 czerwca na festiwalu BeLaSound w klubie Yaam.

Skakali, tańczyli i śpiewali wszyscy. Z resztą ich muzyka to kwintesencja słonecznej, szalonej imprezy i nikogo nie pozostawia obojętnym. Być blisko a nawet wśród ludzi – oto sposób na odlotowy koncert, a przy okazji skuteczny chwyt marketingowy i pozyskanie wiernych fanów.

Zespół obchodzi w tym roku swoje dziesiąte urodziny, a w Berlinie zagrał swój 701 koncert. Szczególnie popularni są w Holandii, gdzie na ich występy przychodzą tysiące osób, ale zjeździli już całą Europę, koncertowali również w Chinach, Ekwadorze i Kanadzie.

Wszystkie płyty La Pegatiny można pobrać za darmo z ich strony: http://www.lapegatina.com/

PS od Redakcji: KWIK TV zorganizowała pierwszy (i jak dotąd jedyny) koncert zespołu La Pegatina w Polsce (Szczecin jesień 2010)

Ich bin nicht tot – Nie umarłem

Ewa Maria Slaska
Lalka / In fremden Schuhen

groby-pocztowkaJuż kilka dni temu, zapowiadając dzisiejsze otwarcie wystawy, umieściłam tu wpis z wierszem Michała Anioła po polsku, niemiecku i włosku. Ich bin nicht tot – Nie umarłem.

Ta wystawa to zwieńczenie moich zainteresowań cmentarzami, które datują się chyba od… zawsze. Już jako dziecko… już starożytni Rzymianie… Groby i cmentarze.

Coś było kiedyś po raz pierwszy, ale co? Kiedy? Były spacery w Gdańsku, gdzie las łączył się z cmentarzem na Srebrzysku. Szliśmy do altany Gutenberga…

lasByły cmentarze niemieckie we Wrzeszczu, te o których potem pisał Günter Grass we “Wróżbach kumaka”, ale najpierw byłam ja. Ja! Opowiadanie nazywało się w zależności od okoliczności albo “Lalka” albo “W cudzych butach” i są tam cmentarze przy Alei Zwycięstwa. Już pod koniec XVIII wieku gdańskie parafie zaczęły zakładać cmentarze wzdłuż obsadzonej lipami Wielkiej Alei. Były to cmentarze katolickie św. Mikołaja, Kaplicy Królewskiej, św. Józefa i św. Brygidy oraz cmentarze ewangelickie św. Katarzyny i Najświętszej Marii Panny. Ich usuwanie rozpoczęło się w 1966. W latach 1970-1972 na miejscu czterech z tych cmentarzy został utworzony miejski park Akademicki o powierzchni około 9 ha. Zachowane zostały, bądź zaadaptowane ciągi komunikacyjne będące alejami cmentarnymi oraz pozostał starodrzew cmentarny.

politechnika-cmentarzeTu fragmenty tego opowiadania, całe jest tu: LALKA

Jest też wersja niemiecka (fremdschuh). Wszystkie zostały kiedyś gdzieś opublikowane, a wersja niemiecka była wielokrotnie czytana w radio. Był czas, że honoraria za opowiadanie o niemieckiej lalce i o tym, jak polska dziewczynka odkrywa niemiecką przeszłość swojego miasta, było moim podstawowym źródłem zarobków.

Ewa Maria Slaska
Lalka
(fragmenty)

Idziemy na cmentarz – Eleonora, Joanna i ja, i zabieramy zawiniętą w szalik Adolfę. Eleonora przysiadła na śmiesznej drewnianej ławeczce z żeliwnymi nóżkami, nam wolno zaś biegać dowoli. Na cmentarzu jest cicho i cieniście, rosną tu niezwykłe drzewa i krzaki, jakich nigdzie indziej nie widziałam. (…) Adolfa jest tylko niemiecką lalką znalezioną w schowku pod schodami, nie zasłużyła sobie na żadne wspaniałe drzewo, ale być może zmieni się w pęd bluszczu, ciemny, ponury, straszny, gdy o nim myśleć przed zaśnięciem.

Pochowałyśmy Adolfę w murowanym grobowcu rodziny Meier. To ja tak zadecydowałam. Grobowiec wygląda jak mały domek bez okien. Żelazne odrzwia przeżarte rdzą pozwalają zajrzeć do środka. W środku wprawdzie nic nie widać poza gęstym, czarnym, nieprzeniknionym mrokiem, ale z grobowca wydobywa się lekko tylko uchwytna, a przecież realna woń, mieszanina stęchlizny, chłodu i nieodwołalnej tajemnicy śmierci. Z trudem otwieram metalowe wrota.

– A jeśli siedzi tam upiór – mówię do Joanny. Przyciskam lalkę do piersi i wyobrażam sobie upiora z grobowca rodziny Meier – jest blady, przezroczysty, ma długie lodowatozimne palce. Zaraz wyciągnie ręce i dotknie nas. Wrzucam Adolfę niezbyt godnie do wnętrza ciemności. W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Zgrzyt zatrzaskiwanych drzwi. Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie, recytuję z namaszczeniem. Zamknąwszy upiora Meierów z powrotem w jego własnym mroku odzyskuję siłę modlitwy. Adolfa na zawsze spoczywa w grobie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci, i wszystkim Niemcom też – dodaję pośpiesznie.

Nic jednak nie jest tak „na zawsze“ jak się to może wydawać sześcioletniej dziewczynce. Dziesięć lat później miasto zrównało z ziemią cmentarze niemieckie ciągnące się wzdłuż Alei zwanej kiedyś Hindenburga, potem Hitlera, potem Rokossowskiego, a wreszcie Zwycięstwa. Na miejscu cmentarzy założono park, niezwykłe drzewa niemieckie pozostawiono i teraz ocieniają piaskownice i zieleńce. Chciałabym zobaczyć w tym obrazku coś kojącego, ale mi się nie udaje. Wciąż widzę stary zacieniony cmentarz i lalkę, której wraz ze wszystkimi innymi Niemcami nie dane było zażywać spokoju wiekuistego. Ale nie warto o tym pisać, bo już Grass rozkumaczył się wróżebnie o losie niemieckich cmentarzy w Gdańsku, a grassowaska wizja ich restytucji jest jeszcze gorsza niż moja własna opowieść o pogrzebie Adolfy.

PS. Zdjęcia / Fotos  Anna Kuzio, Marianna Lorenz & Archiv (Archiwum)

Durch den Gang und am Ende links…

chmura1Achtung, auf Wunsch des Künstlers wurde der Text stark gekürzt. Ich finde es Schade, aber…

Ewa Maria Slaska

(…)

(…)

(…)

(…)

chmura3(…) Himmel voller Licht und Wolken (…)  Es ist Abend. Ich weiß es. Jemand hat mich letztens informiert, dass wenn die Strahlen nach unten gehen, ist es Sonnenuntergang, weil bei einem Aufgang gehen sie logischer grammatikalischer Weise eben auf.

chmura4 copyEs gab auch Porträts. Die waren nicht schlecht. Eigentlich waren sie sehr gut. Aber ich kann mich nicht zerstreuen und nicht zerstreuen lassen. Was zählt, sind die Wolken.

Ach ja, der Maler. Der heißt Bernd Beierlein. Ich habe seine Bilder während des Tages der offenen Ateliers am 2. Juni in Schöneberg gesehen. In einem alten Atelier und in einem neuen. Dort wird er Maltechniken unterrichten. Eigentlich erst seit September, aber man kann sich schon jetzt melden oder gar anmelden.

berndbeierlein [at] web.de

Man kommt in das Haus rein, geht in die 2. Etage rauf, dann durch den Gang und am Ende links…

chmura2Da sind die Wolken.

5 czerwca 1898 roku urodził się Federico García Lorca. Zginął rozstrzelany 19 sierpnia 1936 roku. Miał 38 lat.
NOKTURN SCHEMATYCZNY
tłum. Irena Kuran-Bogucka
Koper, żmija i półcień.
Ślad, aromat i trzcina.
Ziemia, wiatr i samotność.
O księżyc wsparta drabina.

Praca kobiet

Ewa Maria Slaska

Praca kobiet

Różne myśli chodzą różnymi drogami i spotykają się w nieoczekiwanych miejscach, na przykład na skrzyżowaniu czerwonej sukienki i wpisu o Międzynarodowym Dniu Prostytucji, jaki na 2 czerwca przygotował nasz autor, Zbyszek Milewicz. Sukienka się podarła, ale bardzo ją lubię, trzeba ją więc zaszyć, a może nawet odnieść do krawcowej.

olwen-huftonPrzypomina mi się lektura wspaniałej książki pani Olwen Hufton o kobietach od renesansu po koniec wieku XVIII.
O tym jak pracowały, z czego żyły. Była tam oczywiście mowa o prostytucji, ale była też piękna historia o ubraniach. Bo to kobiety, korzystając przez kilkaset lat z tych samych starych sukien, tunik, prześcieradeł i płaszczy, cerując, nicując, zszywając, dopasowując, łatając i przerabiając, ubierały całą Europę. Sięgam  po gazetę, którą jeszcze raz chcę przejrzeć przy porannej kawie, zanim ją na dobre wyrzucę – to “Polityka” z 8 maja – a tam informacja Piotra Sarzyńskiego o wystawie grafik zatytułowanej “Praca kobiety nigdy się nie kończy” w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie. Można ją jeszcze obejrzeć prawie przez całe wakacje – do 11 sierpnia.

baner2Tytuł wystawy – czytamy na stronie MCK – nawiązuje do angielskiego przysłowia, rozpowszechnionego zwłaszcza w Ameryce: „a woman’s work is never done”. Tematem jest praca – zawodowa, ale też czynności domowe i zajęcia kobiet,  potraktowane realistycznie lub metaforycznie, a ujrzane oczami dawnych i obecnych mistrzów – Dürera, Rembrandta, Rubensa, Hogartha. Ekspozycja prezentuje liczne prace twórców szkoły włoskiej, francuskiej i niderlandzkiej oraz stosunkowo rzadkie prace kobiet rytowniczek. Jednym słowem to, co znaleziono w Gabinecie Rycin Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie, uzupełnione o zbiory sztuki współczesnej. Dunikowski, Szapocznikow, Kozyra. Nazwiska dla każdego pokolenia odbiorców.

kobieta-rubens-czy nie rubensWystawę przygotowały nader uczone kuratorki. Było ich siedem. Czy dlatego starannie podzieliły 126 grafik mistrzów na siedem grup? „Matka”, „Towarzyszka i sługa”, „Przedmiot”, „Muza”, „Wojowniczka”, „Wzór dobry, wzór zły” oraz „Szafarka dobra i zła”.  Siedem to liczba symboliczna. Tyle było planet w starożytności. Tyle dni w tygodniu, ustalonym obrotem Księżyca. Siedem cudów, siedem grzechów, siedem cnót. Siedem kuratorek. Patrzę na stworzoną przez nie listę i myślę, że pełniłam już w życiu wszystkie te role. I kilka innych. Córka. Kochanka. Żona. Artystka. Samotna wilczyca. Babcia. Wnuczka. Synowa. Urzędniczka. Feministka. Menedżerka. Kucharka. Kelnerka. Nawet szyłam już w życiu coś, co dało się nosić. Haftowałam, robiłam na drutach, sadziłam pietruszkę, pielęgnowałam chorych, karmiłam spragnionych, pocieszałam bogatych… To wszystko jest pracą.

Na tych siedmiu zdjęciach jestem ja. Ja i moje funkcje. Matka, a pod spodem – córka matki. Obok – córka ojca. Samotna kobieta na cmentarzu. Modelka. Pielgrzymka w dniu ukończenia pielgrzymki w Santiago de Compostela. Babcia.

ewa7razy