Lipsk, książę i manga

Ewa Maria Slaska

Wpis został zadedykowany Julicie
w nagrodę za rozwiązanie zagadki sprzed kilku dni

Jak już zapowiadałam kilka dni temu czyli w dzień św. Jadwigi, zajmiemy się dziś historią wojenną, dziś bowiem całe Niemcy hucznie świętują 200 rocznicę zwycięskiej bitwy pod Lipskiem czyli tzw. Völkerschlacht. Nazywano ją Bitwą Narodów, a stoczyły ją wojska Napoleona  ze sprzymierzonymi wojskami Prus, Rosji, Anglii i Szwecji. Bitwa pod Lipskiem to największa klęska Napoleona, choć to bitwa z Anglikami pod Waterloo w roku 1815 przypieczętowała jego upadek. Bitwa trwała trzy dni, a my Polacy patrzymy na nią zupełnie inaczej niż Niemcy. Bo choć dla Prus wojna napoleońska (1806-1813) podobnie jak dla Polaków to wojna o odzyskanie niepodległości, to jednak oznaczało to coś absolutnie innego. W roku 1806 Napoleon podbił Prusy, które w bitwie pod Lipskiem odzyskały niepodległość. Polacy byli już od roku 1772 w niewoli, a Napoleon obiecał im wojnę z zaborcami i odzyskanie niepodległości. Dla Prus 19 października 1813 to koniec wojny, dla Polaków – koniec nadziei.

W tej bitwie zginął bohater wojen napoleońskich, książę Józef Poniatowski herbu Ciołek (ur. 1763 w Wiedniu, zm. 19 października 1813) – polski arystokrata, generał, minister wojny i Wódz Naczelny Wojsk Polskich Księstwa Warszawskiego, marszałek Cesarstwa Francuskiego, członek Rady Stanu Księstwa Warszawskiego. Poniatowski pierwszego dnia bitwy, 16 października, został mianowany przez Napoleona marszałkiem Francji, co było jedynym takim wyróżnieniem dla cudzoziemca. Cieszył się tym honorem dokładnie trzy dni. Trzeciego dnia bitwy, mając za sobą przedwcześnie wysadzony most na Elsterze, ciężko ranny, rzucił się z koniem do wezbranej rzeki i został omyłkowo ostrzelany przez Francuzów stojących na drugim brzegu. Zginął zastrzelony przez sojuszników, co francuscy historycy potwierdzili dopiero w roku 2005.

mangaWkrótce po śmierci Poniatowskiego rozwinął się w Polsce jego kult ściśle związany z legendą napoleońską – książę był przez stulecia inspiracją dla bojowników o wolność Polski. Ciekawe, że legenda księcia przeniosła się daleko poza Polskę i ośrodki polonijne. Przetrwała też do dziś. Najciekawszym elementem tej legendy jest japońska manga z roku 1991 stworzona przez słynną rysowniczkę japońską Riyoko Ikeda, zatytułowana „Aż do nieba”.  W czasie tworzenia tej historii Riyoko Ikeda była już legendą wśród wielbicieli mangi. Komiks opowiada o Polsce, a jej głównym bohaterem jest książę Józef Poniatowski. Pewnie dlatego była to  pierwsza manga oficjalnie wydana w Polsce, już w roku 1996. Komiks opowiada całe życie księcia, od urodzin po  śmierć w roku 1813. Ne jest to żadną miarą dzieło historyczne, lecz opowieść przygodowa. Z pięknym i odważnym bohaterem, kochanym przez piękne kobiety.

manga2Aż do nieba to intrygi, zdrady i wielka miłość na tle burzliwych wydarzeń Europy na przełomie XVIII i XIX wieku. Autorka narzuca swoistą interpretację dziejów, jednak dość bliską temu, czego uczyliśmy się na lekcjach historii. Wie np., że Stanisław August Poniatowski był słabym politykiem, ale wie też – a tego Polacy wcale nie lubią – że był kochankiem carycy Katarzyny, wcale nie z oportunizmu, lecz z miłości.

Niedawno w wydawnictwie Japonica Polonica Fantastica ukazało się nowe, jednotomowe wydanie Aż do nieba jako tzw., bardzo ceniony przez zbieraczy, omnibus. Kosztuje 59 złotych i jak ktoś lubi komiksy, to na pewno warto sobie tę mangę nabyć. Choć ostatnio, jak ja go chciałam kupić, to Księcia akurat nie było.

A bez zajrzenia do komiksu jako takiego nie wiemy, jak Riyoko Ikeda opowiedziała śmierć księcia i co zrobiła z okrzykiem “Bóg mi powierzył honor Polaków”, bo jeśli księcia zastrzelili sprzymierzeńcy podczas próby powrotu przez rzekę do własnej armii, to nie było to honorowe samobójstwo bohatera w obliczu nieodwracalnej klęski, tylko “friendly fire”.

Reblog: Haytarma – Rückkehr

Zwei Jahrzehnte nach dem Zerfall der Sowjetunion und der Rückkehr der Tataren auf die Krim ist ein Film entstanden, der ein Ausdruck einer lebendigen und selbstbewussten krimtatarischen Kulturszene und eine lang ersehnte filmische Aufarbeitung der traumatischen Erlebnisse ist. “Haytarma” –  ein Film über die Deportation der Krimtataren nach Uzbekistan im Jahre 1944.
Wir übernehmen den Artikel „Повернення народу, що вистояв проти знищення“ aus der Zeitschirft “Кіно-Театр”, Ausgabe 5/2013, übersetzt aus dem Ukrainischen von Oleksandra und Ingo Jakobs vom Ukrainschen Kinoklub
in Berlin.

Die Redaktion hat den Text gekürzt und z.T. neu redigiert, weil er für den Blog zu umfangreich war.

Marija Teterjuk
Die Rückkehr eines Volkes, das die Vernichtung überlebte
Titel: “Haytarma”
Regie: Achtem Sejtablajew
Drehbuch: Mykola Rybalka
Kamera: Wladimir Iwanow
Darsteller: Achtem Sejtablajew, AlexejGorbunow, Usnije Chalilowa, Andrij Mostrenko, Andrij
Saminin, Lesja Samajewa
Produktionsstudio: ART. Ukraine, 2012

Die Erfahrungen eines kollektiven Traumas sind zu Beginn unmöglich in Worte zu
fassen. Nach und nach jedoch wird das traumatische Ereignis in die Geschichte einer
Gemeinschaft übernommen und verliert durch die Integration auf symbolischer Ebene mit der Zeit seine destruktive Wirkung. Erst hierdurch wird die Interpretation des traumatischen Ereignisses möglich. Nach dem Ende der sowjetischen Repressionen gegen das krimtatarische Volk dauerte es 24 Jahre bis es möglich wurde, das wichtigste historische Trauma der Krimtataren filmisch aufzubereiten: Die stalinistische Deportation am 18 Mai 1944.
Die Premiere des Filmes “Haytarma” fand am 17. Mai 2013 statt, einen Tag vor dem
Gedenktag an die Opfer der Deportation. (…) Die Idee zum Film”Haytarma”
stammt vom Leiter des KrimTV-Senders ART Lenur Isljamow, der auch zum wichtigsten Investor und Produzentendes Filmes wurde. Er bat dem Schauspieler des Kiewers Theaters auf dem linken Ufer Achtem Sejtablajew an, den Film zu drehen, der davon so hingerissen war, dass er auf Honorar verzichtete. Obwohl eigentlichTheaterschauspieler, hat Sejtablajew umfangreiche Erfahrungen als Filmschauspieler und Regisseur. (…)
“Haytarma” ist der Name eines tatarischen Volkstanzes, und bedeutet “Rückkehr”.
Die Umsetzung des Filmes ist ein Werk von erfahrenen Profis. Bei der Arbeit am Drehbuch stützte sich Mykola Rybalka auf historische Tatsachen und Erinnerungen von Augenzeugen der Tragödie. Die durchdachte, in sich schlüssige Handlung hält die Spannung beim Zuschauer über die gesamte Dauer des Filmes aufrecht. Diese basiert auf einer realen Episode aus der Biographie eines „Helden der Sowjetunion“, dem Piloten Amet-Chan Sultan (siehe Foto rechts). Im Mai 1944 erlaubte ihm das Kommando seines Regiments, seine Eltern in Alupka zu besuchen. Gerade in die Zeit seines Besuchs fiel die Operation des NKWD zur Deportation der Krimtataren. Es gelang ihm seine Eltern zu retten und sie in dieRegion Krasnodar zu bringen (Nach dem Krieg konnten sie nach Alupka zurückkehren). Dieses historische Gerüst erwacht zum Lebenund wird angereichert durch humorvolle, alltägliche Szenen, Liebesgeschichten und unerwartete Wendungen.  (Den Filmemacher gelang es) die historische Atmosphäre der Kriegsjahre authentisch darzustellen (…) und spektakuläre Kampfszenen in der Luft zu drehen. Da der Film zum Massenkino gehört, beinhaltet er viele Zufälle und einfache Metaphern. (…) Diese “rhetorischen” Abläufe bewegen sich jedoch innerhalb der Grenzen des gesunden Menschenverstandes und der Glaubwürdigkeit.
“Haytarma” arbeitet mit dem kollektiven Trauma der Deportation, das nicht nur die
Krimtataren, sondern auch andere Völker (Kalmücken, Inguschen, Tschetschenen, Karatschai, Balkarien, Mescheten) erlebt haben. Der Film überschneidet sich in einer Episode mit dem Holocaust: Als der Vater von Amet-Chan Dankbarkeit für die Frauen ausdrückt, die gegen die Besatzung gekämpft haben, wird die Tatarin Sajide erwähnt, die jüdische Kinder versteckte.
Der Film versucht dieses Trauma zu überwindenund es in die Geschichte hineinzuschreiben: In der letzten Szene des Filmes strecken sich Kinder unter dem löcherigen Dach eines Güterzuges nach Licht und Luft: Eine strahlende Metapher für die Lebenskraft des krimtatarischen Volkes, die ihm half, unter den unmenschlichen Bedingungen in der usbekischen Siedlungen auf die Rückkehr zu warten. Damit nimmt „Haytarma“ auch an der Bildung der nationalen Identität der Krimtataren teil, für die eine Rekonstruktion des nationalen Gedächtnisses nötig ist. Diese nationale Identität lehnt Aggressionen gegen andere Völker der Krim ab: Der Film zeigt gute nachbarschaftliche Beziehungen zwischen Ukrainern, Russen, Armeniern und Tataren vor der Deportation.
Obwohl „Haytarma“ ein Spielfilm ist, wurde die Deportation selbst im dokumentarischen Stil dargestellt. Das Ziel der Filmautoren war es, (…) die Tragödie zu zeigen und die Erinnerung an sie zu bewahren. So herrscht in Szenen, bei denen es um die Vertreibung geht, nicht die Atmosphäre von Terror und Grausamkeit, sondern von Verlust, Trauer und Sehnsucht. Es gibt weder überflüssiges Pathos noch Theatralik. Beim Dreh der Vertreibungsszenen nahmen Zeitzeugen der Deportation teil, die zum damaligen Zeitpunkt 5-6 Jahre alt waren. Deren Gesichtsausdrücke sind stärker als jede filmische Fiktion. Die Kamera konzentriert sich hierbei nicht an den naturalistischen Details der Gewalt, obwohl es genug davon gibt: Ein Baby zurückgelassen im leeren Haus, ein alter Mann sterbend auf einer Treppe, eine Frau auf die während eines Fluchtversuchs Hunde gehetzt werden.
Man muss jedoch vermerken, dass die Ursachen der Deportation im Film nicht vollständig geklärt werden. Zum Verantwortlichen der Tragödie wird Stalin, jedoch nicht als politische Figur oder reale Persönlichkeit, sondern als infernale Gestalt und böses Schicksal,welches über allen schlüssigen Momenten der Deportation schwebt: Seine Portraits „überwachen“, was im Arbeitszimmer eines Generals und auf dem Bahnhof geschieht. Der Vater von Amet-Chan Sultan stößt gerade auf Stalin an und ahnt nichts Böses, als der General den Befehl zur Deportation gibt. Stalin wird als eine irrationale, böse Macht gezeigt und somit gleicht die Deportation einer Naturkatastrophe: Eine plötzliche, unerklärliche Zerstörung. Der Film widerspricht die Theorie des Verrats an die Nazis, die von der sowjetischen Propaganda verwendet wurde, um das historische Verbrechen der Deportation zu legitimieren. Aber auch wenn die Krimtataren keine Kollaborateure waren, bleibt die Frage, welche Gründe die Deportation in der Tat gehabt hat? War es eine wirtschaftliche Nachfrage nach Arbeitskräften zum Ausbau der östlichen Republiken oder soll man die Tragödie als Vorbereitung zum möglichen Krieg gegen die Türkei verstehen? (…)

https://i0.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/41/18_May_Monument_in_Sudak_%28Monument_of_Crimean_Tatars_Deportation%29.jpg/320px-18_May_Monument_in_Sudak_%28Monument_of_Crimean_Tatars_Deportation%29.jpg

Und noch eine Frage bleibt im Film unbeantwortet sehr wohl aber in der Reaktionen zum Film: Wie steht Russland von heute zu dieser Tat? Und die Antwort ist paradoxal: „Die Deportation ist die Tragödie des sowjetischen Volkes, nicht des krimtatarischen Volkes“, kommentiert den Film der russische Botschafter in Krim.

Ja, klar, die Täter haben auch ihre Traumas…

 

 

Pierogi w Café Freysinn

freysinnberlin
Café und Bistro im Brunnenviertel, Berlin-Mitte

freysinnCafé und Bistro Freysinn
Jasmunder Straße 5 | 13355 Berlin
Inhaberinnen: Ann-Kathrin Mätzold, Marta Susid
E-Mail: info [at] freysinn.com

Ja? Was ist das? Produktplacement? Werbung? Gar vielleicht – bezahlte? Nein, nein… Hier lesen wir heute – Nicola Caroli und ich. Um 18 Uhr.  Wir lesen auf Deutsch. Im Rahmen des Projekts Woche der Sprache und des Lesens im Wedding 2013. 

Und hier kleine Leseprobe von mir, die auch erklärt, weshalb man nach der Lesung polnische Pirogge essen kann. Überhaupt ist das Essen im Café Fraysinn hervorragend! Echt hervorragend!

Ewa Maria Slaska, Die Persona von Bergmann

“Drei Wochen. In drei Wochen kann man ganz viel schaffen. Was hast du zu verlieren?”
“25 Tausend Euro!!!”
Ich entschließe mich Pierogi vorzubereiten. Ich bin eine Polin, und angesichts einer Katastrophe fängt eine echte Polin an, zu kochen. Es darf etwas nahrhaftes sein und am liebsten auch etwas arbeitsaufwendiges und zeitraubendes. Und ich ahne schon die Ausmaße der Katastrophe… 25 Tausend Euro!
Zuerst kocht man das Sauerkraut. Bis es weich und samten wird. Mit Kümmel, Majoran und Pfeffer. 25 Tausend Euro, verdammt noch mal!
Ich ziehe einen Leinenbeutel aus dem Küchenschrank. Es duftet herrlich nach Weihnachten, Lagerfeuer im dunklen, weißen Wald und Faschingszug auf Schlitten. Die getrockneten Steinpilze.
“Was machst du?! Ich rede mit dir, und du beschäftigst dich mit deinen Pilzen.”
Gerade deshalb denke ich, aber ich sage es nicht. Einem Genie sagt man sowas nicht.
“Ich höre dir zu, Liebling.”
Herrlich duften meine Steinpilze. Ich fühle mich glücklich. Im Hinterkopf wächst zwar die winzige Frage, ob das alles gutgehen wird, ob es nicht zu voreilig ist, schon heute zu sagen, ich sei glücklich. Angesichts einer Katastrophe gehe ich heute noch gern in die Küche und bereite Pierogi vor, währenddessen der Mann an meiner Seite mit seinen intellektuellen Aufgaben ringt. Ich tue es gern, ich bin aber vorsichtig… ach was, es ist schön…
Ich lasse das Wasser kochen, tue die schönen, weissen, breiten Pilzscheiben darein und lasse sie im bedeckten Topf eine Stunde lang schwach sieden.
“Eine von den beiden Frauen ist 40, schön, reich und intelligent…”
“Sprichst du vielleicht von mir? Ausser reich stimmt alles. Ist sie auch in ihrem Beruf erfolgreich?”
“Joanna!!!”
“Ja, ja.”
“Der ganze Film spielt in einer Nervenklinik.”
“War es nicht schon mal in einem Film?”
“Alles war schon mal… ”
Das stimmt.
Ich hacke eine üppige Zwiebel klein und brate sie in der Butter. Herrlich!
“Sie leidet unter unerklärbarer Todesangst. Es beeinflusst sie, die Familie, die Karriere ihres Ehemannes. Carolina…”
“Wer ist Carolina?”
Peter nimmt meine Frage nicht wahr: ” … und ihr Ehemann entscheiden gemeinsam…”
Eine Frau und ihr Mann entscheiden selten gemeinsam. Das sagt mir meine Erfahrung. Aber Peter hat wohl andere Erfahrungen angesammelt. “…dass ob sich Carolina untersuchen lässt. Sie bleibt in einer Klinik. Lediglich die Beobachtungen werden durchgeführt. Dadurch schafft man für den Film eine metaphorische Situation: es spielt sich weder medizinisch noch psychotherapeutisch etwas ab, trotzdem bleibt die Hauptfigur in der Anstalt.”
“Und wozu?” frage ich.
“Wie wozu?”
“Wozu soll sie im Krankenhaus leiden? Zuhause hätte sie besser gehabt. Möchtest du probieren, wie die Pilze schmecken?”
“Mein Gott, Joanna, ich rede mit dir über ernsthafte Probleme und du…”
Oho!
„Ich höre dir doch mit äußerstem Ernst zu.” Ich zerkleinere die Steinpilze. “Wieso leidet sie eigentlich unter Todesangst?”
“Wie wieso? Was meinst du?”
“So wie ich es sage: Wieso hat sie Angst vor dem Tod?”
“Jeder hat doch Angst vor dem Tod.”
“Ich nicht.”
Ich gieße den Pilzsud ins Sauerkraut. Jetzt wird es gekocht, bis das sie bräunlich wird. Kochen ist vielleicht ein Schutzwall gegen die Angst. Man schafft die Welt, das All, was weiß ich…, es gibt bei Italo Calvino eine Frau N-gdx-zungh, eine nichtexistierende Existenz in dem Knollen des Alls vor dem Urknall, die eines Tages sagt: ach Kinder, ich hätte euch so gern köstliche Pasta zubereitet. Pastateig und Pierogiteig bereitet man auf ähnliche Weise zu. Mehl, Ei, Salz und Wasser. Und viel menschliche Mühe beim Kneten. Man knetet und knetet, eine demiurgische Aufgabe, und dann rollt man und wälzt, und rollt, und bei jeder Bewegung der Teigrolle wächst das All unter den Händen der Frau N-gdx-zungh.
Ich setze den Wassertopf auf.
“OK OK, sie hat Angst. Und?”
“Ihr Zustand verschlechtert sich.”
“Warum?”
“Sie ist krank. Sie weiß es aber nicht.”
“Unmöglich. Eine Krankheit, die in einer deutschen Klinik unerkannt bleibt?”
“Gehirntumor?”
“Der wird doch entdeckt.”
“Vielleicht nicht. Wenn er sich in den Falten verbirgt.”
“Na gut…”
Ich schneide kleine Kreise aus dem gerollten Teig, fülle sie mit Sauerkraut-Zwiebel-Pilz-Mischung und verklebe ihre Ränder zum Halbmond. Kosmische Formen. Alles lässt sich kosmisch auslegen, man braucht nur seinen Willen, um die Welt als das All zu sehen und nicht als Jammertal.
“Zuerst unternimmt Carolina noch Versuche gegen ihre Angst zu kämpfen oder sie zu erklären…”
“Warte doch mal, ihre Angst sei ist durch ihre Krankheit bedingt, sie braucht keine intellektuelle Erklärungen.”
“Sie weiß es nicht. Für sie ist sie unerklärbar. Sie ist eine intelligente Frau, die glaubt, ihre Angst intellektuell zu erfassen zu können. Erst später, schon im Krankenhaus, unterliegt sie der Angst und spürt, wie sie sie langsam wegfrisst.”
Ich werfe die erste Portion der Pierogi ins kochende Wasser hinein.

Und den Rest kann man heute um 18.00 Uhr hören. Und danach köstliche Pierogi bestellen. Ach, wie schön, dass es Oktober gibt, und Pilze, und gutes Essen, und überhaupt…

13.10.2013 / 13:13

Zacznę obowiązkowo czyli od zaproszenia na wernisaż w dniu 13.10.2013 o godzinie 13:13 / Morgen findet eine Ausstellungseröffnung statt und zwar um diese magische Zeit: 13.10.2013 um 13:13 Uhr.

plakatela Ela/ Elżbieta Woźniewska

fionaIch kenne sie / Znam ją.
Ich bewundere ihre Kunst. / Cenię i podziwiam jej malarstwo.
Jak kiedyś będę miała dość pieniędzy, na pewno kupię sobie jej obraz. / Wenn ich mal genug Geld haben werde, werde ich mir ihr Bild kaufen.
Na przykład ten. / Zum Beispiel dieses.
Fiona
Oder ich lasse mir von Ela mein Portait malen. / Albo zamówię u Eli mój portret.
Na przykład jak jeden z tych. / Zum Beispiel wie ein von diesen.

portretyelaSie macht auch andere Sachen, sie nennt sie Ikonen und Kryptograme. Die mag ich nicht besonders, aber sie sind farbenfroh, lustig und finden viele Bewunderer. Sie haben eine wunderbare, rauhe Oberfläche, wie eine Katzenzunge./ Maluje też inne rzeczy. Nazywa je Symbole i Kryptogramy. Nie przepadam za nimi, ale przyznaję, są barwne, wesołe i znajdują wielu nabywców. Mają wspaniałą strukturę, są szorstkie jak język kota.

buzki Robi też przedziwne, piękne, wyszukane książki artystyczne. / Sie macht auch aussergewöhnliche, exquisite Kunstbücher.

bookselaSie ist eine tief glaubende Christin. / I jest głęboko wierzącą chrześcijanką.
Daher die Ausstellung in der Kirche? / Dlatego wystawa w kościele polskim w Berlinie?

tryptykrzymski-aniol-tekstKrystyna Koziewicz tak napisała o wystawie:

W 35 rocznicę wyboru papieża Polaka na Stolicę Piotrową. 13.10.13 w Galerii pod Bazyliką w Berlinie Ela Woźniewska zadedykowała wystawę ”Próg nadziei”  Błogosławionemu Janowi Pawłowi II.

Ksiądz proboszcz Marek Kędzierski jest kustoszem tej galerii, w której realizuje słowa Jana Pawła II, że należy ewangelizować kulturę. „Przestrzeń sakralna ma nas wzmacniać w wierze”.

Ela Woźniewska ukończyła malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, grafikę w ASP w Katowicach, studiowała w Berlinie w Akademie der Künste.

ela-wystawa2Dzieła przedstawione na wystawie „Próg nadziei” powstawały przez ostatnich 15 lat i są odzwierciedleniem życiowej refleksji Eli na temat aktualnych wydarzeń i postaw ludzkich. Na suficie galerii artystka umieściła kryptogramy – barwną płaszczyznę symboli, pokazujących dążenie do doskonałości i perfekcji człowieka wolnego od cierpienia i pogardy.  Ale to niełatwe. Nie było łatwe w socjalizmie, ale nie było też łatwe na Zachodzie, i nie jest łatwe teraz, po roku 2001, po wojnach w Afganistanie, Iraku, Syrii, Pakistanie. Ela w swojej twórczości nawiązuje do ogromu zniszczeń człowieczeństwa w serii obrazów, przypominających zgliszcza WTC.

Artystka przekazuje swoje przemyślenie, zmuszając nas do refleksji, opamiętania, bo Opatrzność każdy czyn oceni – przestrzega. Na obrazach pokazuje też piękno, które pochodzi z pokory. Każdy musi sam zajrzeć w głąb swojego ego, by zrozumieć samego siebie, odnaleźć sens życia. Ona to zrobiła. Jak sama twierdzi, późno znalazła drogę do Boga, ale bez Boga nie może planować ani tworzyć.

Wystawa w polskim kościele poświęcona jest Błogosławionemu Janowi Pawłowi II.  Dobrymi czynami przekraczajmy próg nadziei.  Zachęcam do obejrzenia i refleksji!

300 Jahre Nachhaltigkeit

Vor 300 Jahren schrieb Hans Carl von Carlowitz sein Buch Sylvicultura oeconomica, oder haußwirthliche Nachricht und Naturmäßige Anweisung zur wilden Baum-Zucht, das als erstes Werk gilt, das Nachhaltigkeit fordert: „Wird derhalben die größte Kunst/Wissenschaft/Fleiß und Einrichtung hiesiger Lande darinnen beruhen / wie eine sothane Conservation und Anbau des Holtzes anzustellen / daß es eine continuierliche beständige und nachhaltende Nutzung gebe / weil es eine unentberliche Sache ist / ohne welche das Land in seinem Esse nicht bleiben mag.“

Dass es mit Herrn von Carlowitz so gewesen ist, wurde ich von Tarik Mustafa informiert, Präsidenten des Bundesverbandes Nachhaltigkeit. Wir treffen uns auf dem ehemaligen Flughafen Tempelhof, auf dem Gelände von Arche Metropolis. Ich drehe seine Visitenkarte in der Hand rum. Ha, Bundespräsident! Wir alle sind doch irgendwelche Präsidenten. Er ist ein Präsident der Eutopie, eines glucklichen Ortes. Es ist ein Kunstprojekt fżr die Chancen und die Entwicklung der urbanen Gesellschaft in 21. Jahrhundert. Kunsprojekt. Akademie für Fortschriftliche Rückbesinnung. Auszeichnungen durch UNO. Ich schaue mir sein Feld an und weiß nicht, ist es ein schönes Projekt, ist es ein Bluff? Tarik selber ist jedoch ein unglaublich netter Mensch. Offen, entgegenkommend. Ich vermute, dass er auch ein Frauenversteher ist, weil er mir so leicht alle meine anfängliche skeptische Gedanken weg nimmt.  Das Projekt soll dem Gründungsvater der Nachhaltigkeit gebürtige Ehre zuweisen.

An einem schönem, kalten, windigen Tag sitzen wir auf einer Holzbank mitten im Nichts des riesiggrossen ehemaligen Flughafens und reden von bürgerliche Partizipation, Zukunftsvisionen und sozialen Aufgaben jedes Einzelnen. 1,3 Hektar Feld mieten er und seine Mitstreiter, wo sie kleine Hütten bauen, kleine Gartenbeete für Schulklassen zur Verfügung stellen, kleine Bühne betreiben, gedeckt von einem Dach aus den Plastikresten voll von gewollten Leerräume. Wir reden miteinander und ich bin enthusiastisch und hingerissen.

archeDas haben die charismatischen Menschen an sich. Sie bezirzen uns. Was hat er mir erzählt, der Tarik? Ausser Bilder von kleinen Hüten, vom weiten Feld und der Geschichte von Herrn Carlowitz, habe ich wenig im Kopf. Trotzem, eins ist sicher: Ein interessantes Bildungs- und Kunstprojekt.

Adresse:
Tempelhofer Feld, zwischen den beiden Eingängen vom Tempelhofer Damm und dann ganz einfach dorthin gehen, wo man kleine Häuschen und flattriges Dach sieht

Bilder: Wikipedia Commons

Zusätzliche Information vom November 2013. Arche Metropolis wird ausweichen müssen.
wymowienie

Poesie – Poezja / Meret Oppenheim

Achtung: Beitrag auf Deutsch und Polnisch – Uwaga: wpis po niemiecku i po polsku

Geboren vor Hundert Jahren, am 6. Oktober 1913, in Berlin-Charlottenburg, Künstlerin und Dichterin, eine von wichtigsten Malerinnen und Bildhauerinnen der modernen Kunst. Das Objekt ‹Le déjeuner en fourrure› aus dem Jahre 1936, dh. ‹Tasse und Teller aus Porzellan, sowie ein Löffel, alles mit einem dünnen Pelzchen überzogen›, ist nicht ihr wichtigstes Werk, aber wohl so ein, das jeder kennt. In der großen Berliner Retrospektive gibt es sie nur als Abbildung. Eigentlich Schade, oder?

futrzana filiżanka

Sie war eine emanzipierte, mutige, kreative und exzentrische Frau mit aussergewöhnlichen erotischen Ausstrahlung, die mit den wichtigsten Künstler ihrer Zeit befreundet war, Marcel Duchamps, Max Ernst, Man Ray, und von ihnen fotografiert und porträtiert wurde. Jetzt widmet ihr bis 1. Dezember Martin Gropis Bau in Berlin eine bemerkenswerte Retrospektive.

meretoppenheimMeret Oppenheim wielka artystka, wspaniała kobieta, niezwykła osobowość. Prawdziwa kobieta wyzwolona. Malarka, rzeźbiarka i poetka. Na polskiej Wikipedii potraktowana doprawdy per noga: “Stworzyła tylko jedno znane dzieło, lecz do dziś uważane jest za spektakularne” – mowa oczywiście o futrzanym śniadaniu. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Meret_Oppenheim)

Dla artystki słowo było bowiem niezwykle ważne, włączała je w obiekty sztuki, ilustrowała ich sens dołączanym wierszem. Najsłynniejszym jej tomem poetyckim jest “Husch, husch, der schönste Vokal entleert sich”. Jej wiersze zostały zamieszczone w antologii poezji szwajcarskiej „Poszerzenie źrenic”, poezja Szwajcarii niemieckojęzycznej po 1945 roku (wybór i redakcja: Werner Morlang i Ryszard Wojnakowski, Wyd. Atut, Wrocław 2013). Niestety nie mam tej antologii w domu, a zanim ją sprowadzę z Wrocławia, trochę czasu upłynie. Tymczasem chciałam ten wpis zamieścić właśnie dziś, w setną rocznicę urodzin artystki. Jej wiersze przetłumaczyłam więc dla Was sama. Dwa fragmenty i jeden wiersz o wolności.

Von Beeren nährt man sich                           Jagodami można się pożywić,
mit dem Schuh verehrt man sich.                butem obronić.
Husch Husch, der schönste Vokal                Sio, sio,
entleert sich.                                                    najpiękniejsza zgłoska pustoszeje.

Für dich – wider dich                                    Dla ciebie – przeciw tobie
Wirf alle Steine hinter dich                           Rzuć za siebie wszystkie kamienie
Und lass die Wände los.                                I zostaw wszystkie ściany.

***
Endlich!
Die Freiheit!
Die Harpunen fliegen.

Der Regenbogen lagert in den Straßen,
Nur noch vom fernen Summen der Riesenbienen unterhöhlt.

Alle verlieren alle, das sie ach wie oft,
Vergeblich überflogen hatte.

Aber:

Genoveva:

Steif
Auf dem Kopfe stehend
Zwei Meter über der Erde
Ohne Arme.

Ihr Sohn Schmerzereich:
In ihr Haar gewickelt.

Mit den Zähnen bläst
sie ihn über sich her!

Kleine Fontäne.

Ich wiederhole: Kleine Fontäne.
(Wind und Schreie von ferne.)

1933

Nareszcie!
Wolność!
Lecą harpuny.

Tęcze nagromadzone na ulicach,
Wydrążone odległym brzęczeniem wielkich pszczół.

Wszystko stracone wszystko, choć, ach, tak często
Przelatywały nad nimi.

Ale:

Genowefa:

Sztywno
Stojąc na głowie
Dwa metry nad ziemią
Bezręka.

Jej syn PełenMęki
Zaplątany we włosy matki.

A ona wiatr zębami czyni
Okręca go wokół.

Mała fontanna.

Powtarzam: mała fontanna
(wiatr i krzyki z oddali)

1933

PS: Królowa z obciętymi rękami i syn PełenMęki to postaci z baśni Grimma Bezręka dziewczyna: http://www.grimmstories.com/pl/grimm_basnie/bezreka_dziewczyna

Kapoor po raz drugi

2.anish_kapoor-kleinO Kapoorze w Berlinie już pisałam, ale był to klasyczny tekst informacyjny. Tym razem Urszula Usakowska-Wolff udostępniła nam pełnowymiarową recencję. Czytajmy i przyjeżdżajmy do Berlina. Wystawa trwa do 24 listopada, czyli wciąż jeszcze spokojnie zdążymy.

Wzniosłość i męka
Anish Kapoor w Berlinie

Pokryty szklaną kopułą dziedziniec muzeum Martin-Gropius-Bau w Berlinie wygląda obecnie jak kopalnia odkrywkowa. Ustawione tam w niesymetrycznych odstępach cztery wąskie taśmociągi bardzo powoli i niezbyt głośno przesuwają się do góry. Co jakiś czas pojawiają się na nich pojedyncze bloczki w kolorze buraczków. Po dotarciu do krawędzi taśmy zatrzymują się na chwilę, jakby wahały się, czy skoczyć w przepaść. Następnie spadają z hukiem, tworząc na pokrytej szarą folią posadzce cztery coraz większe bordowe kupki. Nad tą przemysłową scenerią góruje wielka amarantowa tarcza. Ponieważ stoi na metalowym rusztowaniu, trochę przypomina antenę paraboliczną.

33.anish_kapoor_dzwon-klein
Kopalnia sztuki

Czarne taśmociągi, bloczki z buraczków, tarcza i kupki pod kopułą są, jak się nietrudno domyślić, prawdziwą kopalnią sztuki. To wieloczęściowe dzieło z metalu i wosku nazywa się Symphony for a Beloved Sun (Symfonia ukachanego słońca) i jest największym, bo zajmującym powierzchnię 600 metrów kwadratowych, ale nie najgłośniejszym dziełem Anisha Kapoora na parterze Martin-Gropius-Bau. Jego pierwsza, tak pokaźna wystawa w stolicy Niemiec nazywa się skromnie Kapoor w Berlinie i gromadzi 70 obiektów i instalacji, które najsłynniejszy rzeźbiarz brytyjski stworzył w ostatnim trzydziestoleciu. Nie jest to retrospektywa, bo podobno ponad połowa eksponatów została wyprodukowana specjalnie na tę ekspozycję. Wyprodukowana, ponieważ Anish Kapoor jest przedsiębiorcą zatrudniającym w swojej art factory na południu Londynu 20 asystentów, którzy w kombinezonach ochronnych i maskach przeciwgazowych zamieniają pomysły maestro w widowiskowe formy ze stali szlachetnej, wosku, wazeliny, poliestru, włókna szklanego, wapnienia, pigmentów, drewna i innych mniej lub bardzie sztucznych tworzyw artystycznych.

Kapoor i Kant

Pokaz kreatywności Kapoora i technicznych umiejętności jego asystentów w 14 salach o powierzchni 3.000 metrów kwadratowych jest pokazem podwójnego monumentalizmu: na pozór bardzo nowoczesna sztuka z dość egzotycznych materiałów, często w bardzo dostojnych odcieniach czerwieni, robi w monumentalnych wnętrzach budynku z końca XIX w. przytłaczające wrażenie. Wielkość jest jednym z wielu języków rzeźby, których nie należy się bać, mówił Anish Kapoor na konferencji prasowej, która odbyła się 17 maja, w przeddzień otwarcia jego wystawy. Boimy się wielkości, może dlatego, że jest nieśmiertelna, jak ją definiował Kant. Natomiast skala jest czymś tajemniczym. Jeżeli jest właściwa, to nie wiadomo dlaczego. Skala jest mieszanką wielkości i znaczenia. Wielkość jest sensowna, kiedy jest tajemnicza. Ta właśnie tajemniczość rzeźb Kapoora, które wyglądają, jakby pochodziły nie z tego świata, sprawiła, że wcześnie zwrócił na siebie uwagę instytucji, decydujących o sukcesie na rynku sztuki. W 1979 r. wieloczęściowa instalacja 1000 Names, złożona ze stojących na podłodze niewielkich form z pigmentu w kolorach czerwonym, żółtym, błękitnym i czarnym przyniosła mu międzynarodową sławę.

Zachwycająca dziura

Kariera urodzonego 12 marca 1954 r. w Bombaju syna hinduskiego inżyniera i matki, pochodzącej z żydowskiej rodziny w Iraku, jest pasmem niekończących się sukcesów. W wieku 16 lat Anish wyjeżdża do Izraela, mieszka w kibucu i zaczyna studia elektrotechniki. Postanawia jednak zostać artystą. W 1973 podejmuje decyzję, mającą dalekosiężne skutki dla jego przyszłości. Wyjeżdża do Londynu, gdzie studiuje na renomowanych akademiach sztuki Hornsey College of Art i Chelsea College of Art. W 1990 r. reprezentuje Wielką Brytanie na Biennale w Wenecji, gdzie otrzymuje Premio Duemila, przyznawane najlepszym młodym artystom. Rok później uhonorowany zostaje Nagrodą im. Turnera. W 1992 r. uczestniczy w documenta IX w Kassel, gdzie pokazuje Descent into Limbo: czarną dziurę w betonowym pawilonie, obiekt zarówno kosmiczny jak i być może mitologiczne zejście do piekła. Ta minimalistyczna instalacja, dająca duże pole do interpretacji, zachwyca świat sztuki, ponieważ zaciera granice między rzeźbą i malarstwem. Zyskuje opinię twórcy, który umożliwia publiczności, dzięki obcowaniu z jego coraz bardziej spektakularnymi formami przestrzennymi, odpłynięcie w przestrzeń czystej duchowości. Jednak chwilowa transcendencja, którą przeżyć można w zetknięciu ze sztuką Kapoora, nie może być, jego często cytowanym zdaniem, namiastką doświadczeń religijnych. W 1996 r. komitet odbudowy zniszczonego w czasie II. Wojny światowej barokowego Kościoła Mariackiego w Dreźnie zamawia niego ołtarz. Zostaje on wykonany z czarnego irlandzkiego wapienia i ustawiony w podziemiach świątyni.

Nie do ogarnięcia wzrokiem

Anish Kapoor został uznany za rzeźbiarza, tworzącego dzieła, które spełniały potrzeby duchowe konsumentów sztuki. Pisano, że łączy w nich duchowe tradycje Wschodu z ideą sublimacji tradycji kulturowej Zachodu, że przenikają przestrzeń fizyczną i spirytualną. Im częściej powtarzał, że jako artysta nie musi przekazywać żadnych treści, że interesuje go głównie związek między formą i kolorem, mianowicie, kiedy forma staje się kolorem, a kolor formą, tym bardziej postrzegano go jako demiurga sztuki. Prawdziwą gwiazdą pop kultury stał się jednak w na początku XXI w. Jako trzeci artysta (po Louise Bourgeois w 2000 i Juanie Muňoz w 2001 roku) otrzymał w 2002 roku zlecenie na wykonanie instalacji w gigantycznej hali turbin (155 m długości, 23 m szerokości i 35 m wysokości) londyńskiej Tate Modern. Do pokazywanego tam przez rok Marsjasza zainspirował go krwawy obraz Tycjana Apollo i Marsjasz (1575-1576), przedstawiający obdarcie ze skóry wiszącego do góry nogami na drzewie satyra przez boga światła, muzyki i śpiewu. Marsjasza Kapoora, dwa rozpostarte ramiona w krwistym kolorze i w kształcie podobnym do podwójnej trąby powietrznej, zajęły całą przestrzeń hali. Nie można ich było w całości ogarnąć wzrokiem.

Pomniki dla władców świata

W 2004 r. na zlecenie firmy należącej do koncernu telekomunikacyjnego AT&T Kapoor zaprojektował monumentalną rzeźbę Cloud Gate w Millenium Park w Chicago. Ta ważąca ponad 110 ton Brama chmur z nierdzewnej polerowanej na lustro stali (koszt 23 miliony dolarów), która z daleka wygląda jak gigantyczne nasiono fasoli, jest jedną z atrakcji położonego na Placu AT&T, głównego sponsora parku, powstałego w dzielnicy handlowej na terenie byłego dworca kolejowego w centrum Chicago. W 2009 r. Royal Academy of Arts zorganizowała rzeźbiarzowi wystawę, którą odwiedziło 300.000 osób. W 2011 r. zadziwił Kapoor nie tylko Paryż: w ramach corocznego cyklu Monumenta zainstalował w Grand Palais Lewiatana, do którego zainspirowała go powieść Thomasa Hobbesa. Trzy ważące 12 ton nadmuchane i połączone ze sobą plastykowe balony o rozmiarach 100 x 100 x 34 m, które można było zwiedzać z zewnątrz i wewnątrz, zadedykowane były słynnemu artyście Ai Weiwei, aresztowanym w kwietniu 2011 r. przez władze chińskie i przetrzymywanym w nieznanym miejscu. Z okazji Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie Kapoor zaprojektował 114-metrową wieżę widokową w pobliżu Stadionu Olimpijskiego, wyższą o 22 metry od Statuy Wolności w Nowym Jorku. Na cześć głównego sponsora, stalowego barona Mittala i jego koncernu Arcelor, wieża nazwana została ArcelorMittal Orbit. Praca na obstalunek i za pieniądze dzisiejszych władców świata, którzy stawiają sobie kosztowne, monumentalne i dość bezgustowne pomniki w przestrzeni publicznej, się opłaca. Anish Kapoor zaliczany jest obecnie do najbogatszych artystów na świecie.

Kolejna odsłona

O tym, że jego majątek szacowany jest na ponad 45 milionów Euro, a jedną z jego aluminiowych rzeźb dom aukcyjny Sotheby’s w Nowym Jorku sprzedał w ubiegłym roku za 1,2 miliona Euro, berlińskie i ogólnoniemieckie gazety, łącznie za tabloidami, informowały na długo przed rozpoczęciem wystawy Kapoor w Berlinie. Trudno się dziwić, że wzbudziła i wzbudza nadal wielkie zainteresowanie medialne, tym bardziej, że kuratorem pokazu jednego z najważniejszych artystów współczesnych jest Sir Norman Rosenthal, jeden z najbardziej znanych kuratorów i krytyków sztuki na świecie. Słynny kurator porównał słynnego rzeźbiarza do innych słynnych mistrzów, którzy na trwałe zajęli miejsce w historii sztuki i literatury: do Vermeera, Malewicza, Lissitzkiego, Tatlina, Rothko, Newmana, Pollocka, Beuysa, Goethego, Ibsena, żeby wymienić tylko kilku z nich. Przekonywał, że podstawą istniejącego od ponad trzech dziesięcioleci teatru rzeźby Anisha Kapoora, którego kolejną, znaczącą odsłoną jest berlińska wystawa, są zarówno estetyka przytłaczania jak i estetyka wzniosłości i ciszy. Fascynują poprzez specyficzny dualizm: porządek i chaos, równość i nierówność, pustkę i gęstość, ciszę i hałas, niewypowiedzianą seksualność i ascezę. A kolor jego jest czerwony, bo to symbol niekończących się możliwości, począwszy od wzniosłości i męki aż do podniosłości i triumfu. Jak w Fontannie krwi z Kwiatów zła Baudelaire’a. Krwi, która wszystkie barwy w przyrodzie w czerwoną zmienia. Wow!

Męczące odcienie czerwieni

Z niektórymi słowami Normana Rosenthala można się zgodzić. Teatr rzeźby Kapoora składa się z rekwizytów, które przytłaczają. Rozmiarami, odczuwalnym fizycznie ciężarem, pretensjonalnymi tytułami, które, jak na przykład Rana (1988), Gethsemane (2013), Apokalipsa i milenium (2013), Krwawe lustro IV (2013) i śmierć Lewiatana (2011-2013) sugerują, że artysta chce nas uczulić na sprawy bolesne, doniosłe, że jest świadomy zagrożeń politycznych, społecznych i ekologicznych w zglobalizowanym świecie. Nic z tych rzeczy. Jego sztuka jest przede wszystkim sztuka triumfalnej męskości, może też jakichś ukrytych lęków kastracyjnych, bo w fallicznych obiektach tkwią kawałki drewna, podobne do noża. Wokół wielkiego fallusa z wosku i farby olejnej (Bez tytułu, 2010) bardzo powoli obraca się jeszcze większa płyta z metalu, zdzierając z niego kolejne warstwy. Męcząca, chwilami wręcz nieznośna jest agresywna wszechobecność czerwieni w przygnębiających odcieniach, przed która nie sposób uciec. Po przebrnięciu i dokładnym obejrzeniu masy eksponatów nie da się ukryć, że Sir Anish Kapoor, pasowany w czerwcu przez królową na rycerza, jest przede wszystkim designerem, stale powielającym te same pomysły: czarne dziury, cały ten wosk i plastyk. Nawet zwłoki Lewiatana, z którego po paryskim mega pokazie asystenci wypuścili powietrze, pokazywane są w Berlinie w dwóch pomieszczeniach, które wyglądają jak magazyn zużytych worków na śmieci. Są wprawdzie sale, w których można by się trochę pośmiać i rozerwać, bo wiszą tam słynne kapoorowskie wklęsłe i wypukłe lustra, zabawnie deformujące sylwetki i stawiające ludzi na głowie, ale…

18.anish_kapoor_vertigo-kleinObszary niebezpieczeństwa

… ale na tej wystawie prawie wszystko jest zabronione, bo może zaszkodzić sztuce lub zdrowiu. Przy kasie biletowej i wejściu na Kapoora w Berlinie wiszą trójkąty ostrzegawcze, które ogólnie proszą drogich zwiedzających o przestrzeganie zakazu wejścia na obszary niebezpieczeństwa. W salach z lustrami ściany oblepione są trójkątami z prośbą o zachowanie szczególnej ostrożności. Niezwykłe odblaski światła z lustrzanych rzeźb mogą państwa oślepić lub zakłócić zmysł orientacji. Eksponatów w żadnym wypadku nie wolno dotykać. Istnieje niebezpieczeństwo, że przez dotyk ich niezwykle delikatne powierzchnie ulegną uszkodzeniu. Prosimy o zachowanie należytej odległości od obiektów i nie przekraczania czarnej linii. Niewskazane jest też zbyt intensywne obcowanie z rzeźbami z żywicy, prosimy o wyrozumiałość, bo wydzielają one ostry zapach, mogący spowodować podrażnienie dróg oddechowych. Wymiana powietrza gwarantuje, że pobyt w pomieszczeniach wystawowych nie daje powodów do obaw. Istnieje też niebezpieczeństwo pobrudzenia się czerwonym woskiem. Prosimy o unikanie kontaktu z nim. Natomiast w salce z armatką, z której co jakiś czas młody mężczyzna strzela czerwoną kulą z wosku do kąta (stąd też ta już pokazywana często w innych miejscach głośnia instalacja z 2008-2009 r. nazywa się Shooting into the Corner), nawet obowiązek założenia nauszników ochronnych nie zmniejsza ryzyka utraty słuchu. Podczas wystrzału kuli występuje wysoka intensywność dźwięku. Osobom wrażliwym na wysokie ciśnienie akustyczne zaleca się opuszczenie pomieszczenia przed jej wystrzałem.

38.anish_kapoor_shooting+into+the+corner-kleinJeśli jeszcze raz miałabym się wybrać na wystawę tej ryzykownej sztuki, to przedtem kupię sobie biały kombinezon ochronny z maską przeciwgazową. W stylu odzieży roboczej asystentów Anisha Kapoora.

Tekst i zdjęcia © Urszula Usakowska-Wolff

Tekst ukazał się Kwartalniku Rzeźby Polskiej Orońsko 2 (91) 2013. Publikacja na blogu za zgodą autorki.

www.berlinerfestspiele.de

Katalog: Anish Kapoor
Symphony for a Beloved Sun
Verlag Walther König, 2013
po niemiecku i angielsku
34 Euro w kasie muzeum
48 Euro w księgarni

Zapraszam / Ich lade ein

Alles am Freitag 20. September in Berlin.

Heute, also am 19. September, gibt es eine Ausstellungseröffnung in der Insel Galerie in der Torstraße 207 in Berlin-Mitte. Es ist schon 206. Ausstellung der Berliner Fraueninitiative Xanthippe, diesmal mit vier Künstlerinnen aus Gdańsk/Danzig und fünf aus Berlin.

Und morgen werde ich dort über polnische Künstlerinnen erzählen. Hier nun ein kleines Happchen von meinem Vortrag:

https://i0.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/9e/Rajecka_A_girl_with_a_dove.jpg/199px-Rajecka_A_girl_with_a_dove.jpgIm Gegensatz zu vielen anderen Lebensbereichen – wie etwa Landwirtschaft, Hauswirtschaft, Fabrikarbeit und Handwerk, aber auch Politik, Kultur oder der Einzelhandel – in denen Frauen sehr oft gleichberechtigt mit Männern tätig waren, existierten bis 19. Jahrhundert Bereiche, zu denen den  Frauen der Zugang rigoros verwehrt war: dazu gehörten traditioneller Weise die Kirche aber auch die Wissenschaft, Medizin und die bildende Kunst. Der Kunstbetrieb war bis Ende des 19. Jahrhunderts fast ausschließlich eine reine Männerdomäne. Die Möglichkeiten sich dort auszuprobieren oder das Kunst-Handwerk zu erlernen waren für Frauen stark begrenzt und standen im Prinzip nur Ehefrauen und Töchtern der Künstler zur Verfügung. Seltener Frauen aus adeligen Familien. Mitgliedschaften bei Gilden und Akademien waren ebenso begrenzt oder gar unmöglich. Die Ergebnisse der künstlerischen Tätigkeit von Frauen wurden oft dem Mann oder Meister der Künstlerin zugeschrieben. In den Ländern wo Malerei hoch geschätzt wurde – Italien, Niederlande, Spanien – gab es schon in der Renaissance und Barock eine kleine Anzahl von Malerinnen, die sogar internationale Anerkennung bekommen haben wie z.B. Sofonisba Anguissola in Spanien und Italien, Artemisia Gentileschi in Italien oder Maria Sibylla Merian in Deutschland und Holland. Aus Polen ist bis zum 19 Jahrhundert nur eine einzige bildende Künstlerin bekannt, die zudem nicht in Polen sondern in Frankreich tätig war: Anna Rajecka (1762 – 1832), eine Rokoko-Zeichnerin. Vermutlich eine uneheliche Tochter des letzten polnischen Königs, Stanisław August Poniatowski.

***Ausw  neu 08Ausw  neu 53Ausw  2 08IMG_0396Die Ausstellung von Karsten Hain “Die Schönheit der Blinden”, von der wir ausführlich berichtet haben, als sie im Frühling in Halle präsentiert wurde, kommt jetzt nach Berlin oder – genauer – nach Bernau bei Berlin. Meine Erfahrung sagt mir, dass man Bernau zwar mit der normalen Stadtverkehr erreichen kann, und nicht desto trotz kaum jemand diesen Ort kennt. Und dies ist Schade, weil es ein schönes mittelarteliches Städtchen ist, ein kleiner Bruder von Carcassonne in Frankreich und Paczków in Polen. Also bitte neben einen Besuch bei der Ausstellungseröffnung (oder auch Ausstellung) eine Stadtbesichtigung einzuplanen. Der Autor schreibt auf der Internetseite http://bildbeschreibungen.wordpress.com:

Die Schönheit der Blinden ab 20. September in Bernau

Ihr Lieben,

unsere Ausstellung “Die Schönheit der Blinden” wird im September 2013 in der Galerie Bernau bei Berlin zu sehen sein:

Freitag, 20. September, 19 Uhr | VERNISSAGE
21. September bis 2. November | AUSSTELLUNG 

GALERIE BERNAU
Bürgermeisterstraße 4

Dienstag bis Freitag: 10 bis 18 Uhr
Sonnabend: 10 bis 16 Uhr

***

Und noch eine Einladung: https://www.facebook.com/events/154053511462304/
– Präsentation der polnischen Ausgabe der Gedichte von Volker Braun (Gleichgewicht – Równowaga) im Buchbund (Neukölln, Sanderstr. 8). Auch um 19:00 Uhr.

Volker Braun, der nach dem Abitur einige Jahre im Bergbau und Tiefbau arbeitete, bevor er an der Universität Leipzig Philosophie studierte, beschäftigt sich mit den Widersprüchen und Hoffnungen in einem sozialistischen Staat. Seit 1960 galt er in der DDR als staatskritisch, und oft gelang es ihm nur unter Einsatz taktischen Geschicks, seine Prosa oder Gedichte zu veröffentlichen. Seine Arbeit umfasst Gedichte, Theaterstücke, Romane und Erzählungen. Von 1965 bis 1967 arbeitete er auf Einladung von Helene Weigel als Dramaturg am Berliner Ensemble. 1982 verließ Braun den Schriftstellerverband der DDR. Seine Werke zeichnen in dieser Zeit zunehmend das Bild eines deprimierenden Lebens in der DDR. Nach der Wiedervereinigung beschäftigte er sich kritisch mit den Gründen für das Scheitern der DDR. Seine gesammelten Werke in zehn Bänden „Texte in zeitlicher Folge“ erschienen in Halle/Saale (1989–1993). Er ist Mitglied des PEN-Zentrums Deutschland. Volker Braun lebt in Berlin.

Lesung & Gespräch mit Volker Braun.
Moderation Marek Zybura (Willy Brandt Zentrum / Wrocław)

Veranstalter: Das Willy Brandt Zentrum (Wrocław), Deutsch-Polnisches Magazin DIALOG, BuchBund

Eintritt: 5€

***

https://i0.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/87/Leopold_Pilichowski_Sukkot.jpg/311px-Leopold_Pilichowski_Sukkot.jpgAusserdem seit gestern ist es Sukkot oder Laubhüttenfest, das bis 25. September dauert.

Rechts: Das Bild von Leopold Pilichowski: Sukkot, 1894/95,
Jüdisches Museum, New York (Wikipedia Commons).

Es ist ein klassisches Erntenfest. Im 5. Buch Mose heisst es:
„Wenn nicht Arbaat haminim.jpgnur die Getreide-, sondern auch die Weinernte eingebracht ist, sollt ihr sieben Tage lang das Laubhüttenfest feiern. Begeht es als Freudenfest mit euren Söhnen und Töchtern, euren Sklaven und Sklavinnen und mit den Leviten in eurer Stadt, den Fremden, die bei euch leben, den Waisen und Witwen.“ Man geht in die Synagoge mit einem Palmen-, einem Myrten- und einem Weidezweig und einer Zitrone oder sog. etrog.

Also: Alles alles GUTE, meine Lieben! Chag Sukkot Sameach!

Reblog: Jom Kippur

10. Tischrei 5773 / 13.-14. September 2013

Dieser Tag ist der heiligste Tag im jüdischen Jahr. Im Buch von Meike Winnemuth fand ich die Beschreibung des Tages 2011. Es war so. 2010 gewann Meike bei Günter Jauch eine Halbe Million Euro und flog (fast) gleich los. Ihr Projekt für 2011 war: 12 Städte in 12 Monaten. Sydney, Buenos Aires, Mumbai… Im Oktober war sie in Tel Aviv.

Gegen drei bin ich endlich aus dem Haus gekommen, ich musste noch was fertigschreiben. Morgen ist Jom Kippur, jetzt besser schnell noch was einkaufen, dachte ich. Und stand dann mit offenem Mund auf einer menschenleeren Straße vor verschlossenen Geschäften. Auf der Straße, denn Autos fuhren zu diesem Zeitpunkt in etwa so viele wie sonst gegen drei Uhr nachts.

Straßen leer, Geschäfte zu, Restaurants geschlossen, selbst der Strand war verlassen – über diesem Freitagnachmittag, dem Vorabend zum höchsten jüdischen Feiertag, lag eine Stimmung wie frischgefallener Schnee. Die Welt ist wie ausgeknipst und in Watte gepackt, so leise. Ich glaube, ich hatte zuletzt 1973, am autofreien Sonntag während der Ölkrise, ein ähnlich entrücktes Gefühl mitten in einer Stadt.

Zu Jom Kippur hält das Land den Atem an. Selbst normalerweise nicht so Strenggläubige fasten für 25 Stunden und trinken nicht mal Wasser, es fahren keine Busse und Bahnen, das israelische Fernsehen stellt seinen Sendebetrieb ein, es ist der Tag der Ruhe und Reue, und er beginnt mit dem heutigen Sonnenuntergang. Weitere Regeln: kein Sex, keine Lederschuhe, weiße Kleidung. Der Tag wird in der Synagoge verbracht, mit einer Unterbrechung am Nachmittag für ein kleines Nickerchen.

Schon am normalen Sabbat befolgen viele das Gebot, am siebten Tag zu ruhen und nicht zu arbeiten. Gar nicht. Das bedeutete unter anderem früher: kein Feuer anzuzünden. Heute: kein Auto zu fahren (der Zündfunke), kein Licht anzumachen, nicht zu kochen. Ob Elektrizität erlaubt ist oder nicht, ob man einen Kühlschrank öffnen oder den Aufzug nehmen darf, also um alle Probleme, die alte Lehre in das moderne Leben zu übersetzen, darum gibt es viele – und viele lustvolle – Debatten.

Doch wie immer, wenn der offizielle Betrieb ruht, beginnt ein geheimes zweites Leben. Heute, am Vorabend von Jom Kippur, drangen Kinderrufe hoch in meine Wohnung. Irgendwas war auf der Straße los. Ich ging noch einmal hinunter. Und tatsächlich: Die Kinder erobern sich an diesem Abend auf Fahrrädern, Skateboards, Inlineskates die leeren Straßen zurück so wie wir damals die verlassenen Straßen von 1973. (Übrigens dem Jahr des Jom-Kippur-Kriegs, als Ägypten und Syrien die Feiertagsruhe nutzten, um Israel zu überfallen – aber das ist eine andere Geschichte.) Es ist die entspannte, verspielte, übermütige und überhaupt nicht leise, sondern lebensfrohe Variante von Ruhe, wie ich sie so liebe. Ich habe gerade gegoogelt, ob man am Sabbat eigentlich joggen darf, und die Antwort war: solange es ein Vergnügen ist und keine Anstrengung – ja. Eine Auslegung, mit der ich leben kann.

los-meikewinnemuthMehr über das Projekt von Meike Winnemuth: HIER
Und das Buch (Fragment einer Buchkritik):

Meike schreibt so enthusiastisch, humorvoll und unprätentiös, dass man sofort total mit hineingerissen wird in ihre Geschichten: Ausgelassenes Ukulele-Spielen in Sydney, demotivierender Tango in Buenos Aires, „Take That“ in San Francisco, Totes Meer in Tel Aviv. Von allem bekommt der Leser ein schmackhaftes Stück ab.

Es gibt so viele Stellen, an denen man der Autorin das pure Glück formlich „anliest“ – und auch einige, an denen man ihre Enttäuschung mitfühlt. Doch immer beschreibt sie diesen einen Grundgedanken: Dass jedem von uns die Welt mit all ihren Möglichkeiten offensteht, wenn wir uns nur trauen loszugehen. Und dazu muss man gar nicht bei „Wer wird Millionär?“ gewinnen, denn Meike stellte fest, dass sie die Reise auch ohne das Geld hätte machen können. Sie sei nur nicht mutig genug gewesen, es ohne dieses verrückte finanzielle Sicherheitsnetz zu wagen.

Und noch dazu

Jom Kippur: David Daor, tenor, modli się o przebaczenie / Gebet um Vergebung / Prayer for forgiveness

Bitwa pod Wiedniem

Dzisiaj 330 rocznica bitwy pod Wiedniem. Z tej okazji fragment pewnej książki, a zarazem porada, co czytać i czego słuchać!  Z polecenia mojej koleżanki Danusi, która już jakiś czas temu zachęciła mnie do tej lektury, z okazji dzisiejszej rocznicy polecam moim Czytelnikom trylogię Imprimatur / Secretum / Veritas. Jest to dzieło pełne tajemnic, a na dodatek wyposażone w płyty kompaktowe z muzyką, o której mowa w tekście. To ważne, bo muzyka jest ważną częścią intryg powieściowych, a odgrywa też pewną rolę w historii słynnej bitwy pod Wiedniem.

R i t a M o n a l d i  &  F r a n c e s c o S o r d i

I m p r i m a t u r

Z włoskiego przełożyła Hanna Borkowska

Pamiętnik
zawierający opis wielu godnych uwagi
wydarzeń, które miały miejsce
w gospodzie „ Donzello”
przy via dell’Orso
w roku 1683,
jak również odniesienia do innych faktów,
zarówno wcześniejszych, jak i późniejszych.
Rzym, A.D. 1699

… od wielu (…) tygodni hordy żądnych krwi Turków osmańskich zbliżały się do Wiednia. Oddziały niewiernych kierowały się nieubłaganie (jak wynikało ze zwięzłych sprawozdań, które do nas docierały) wprost na stolicę Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego; zagrożenie, że wkrótce ją zdobędą, było bardzo realne. Broniący jej chrześcijanie wytrzymywali oblężenie jedynie dzięki sile swojej wiary. Wobec braku żywności i broni, pierwszych przypadków dżumy, nękani dyzenterią, gotowi byli w każdej chwili skapitulować.
Powszechnie było wiadomo, że jeśli Wiedeń padnie, oddziały Kara Mustafy
przełamią ostatnią przeszkodę na drodze na zachód. Istniało zatem niebezpieczeństwo, że Turcy zaleją całą Europę, siejąc śmierć i spustoszenie. Aby przeciwdziałać zagrożeniu, swoje siły zjednoczyli książęta, monarchowie i wybitni dowódcy, między innymi król Polski Jan III Sobieski, książę Karol z dynastii lotaryńskiej, książę Maksymilian Bawarski, Ludwik Wilhelm z Baden. Wszystkich przekonał i zmobilizował do pomocy oblężonym wybitny obrońca i podpora chrześcijaństwa papież Innocenty XI.
Od dłuższego czasu papież wytrwale zabiegał o to, by zjednoczyć, zebrać i wzmocnić wojska chrześcijańskie. W tym celu stosował nie tylko środki polityczne, ale także finansowe. Z Rzymu nieustannie płynął strumień pieniędzy: ponad dwa miliony skudów dla cesarza, pięćset tysięcy florenów dla Polski i sto tysięcy skudów
ofiarowanych przez krewnego papieża, środki ofiarowane przez kardynałów, a także
niezwykle hojny dar w postaci dziesięcin na rzecz kościoła z Hiszpanii.
Świętej misji, której podjął się papież, towarzyszyło wiele innych miłosiernych
uczynków dokonanych w ciągu siedmiu lat jego pontyfikatu.
Siedemdziesięciodwuletni następca Piotra, urodzony jako Benedetto Odescalchi,
świecił przykładem. Wysoki, szczupły, z szerokim czołem, orlim nosem, surowym
spojrzeniem, wystającym podbródkiem, wąsami i spiczastą bródką, zyskał opinię
ascety.
Innocenty XI był człowiekiem nieśmiałym i powściągliwym, rzadko można było
zobaczyć go w mieście w karocy, starannie unikał też wszelkich oznak popularności. Wybrał sobie najmniejsze i najskromniejsze pokoje, w których nie mieszkał
dotąd żaden inny papież, unikał też spacerów w ogrodach Kwirynału i Watykanu.
Był tak skromny i oszczędny, że używał ubrań i szat liturgicznych należących do
swoich poprzedników. Od dnia elekcji nosił tę samą białą sutannę, coraz bardziej
zniszczoną. Zmienił ją dopiero wtedy, gdy ktoś z jego otoczenia zauważył, że wikariuszowi Chrystusa na ziemi nie wypada nosić tak zużytego odzienia.
Papież Innocenty XI położył duże zasługi w dziele zarządzania majątkiem Kościoła. Uzdrowił finanse kamery apostolskiej, które od haniebnych czasów Urbana
VIII i Innocentego X były przedmiotem poważnych nadużyć. Zniósł nepotyzm. Jak
mówiono, po wstąpieniu na tron papieski poinformował swojego bratanka Livia, że
nie uczyni go kardynałem, co więcej, będzie go trzymał z dala od spraw papiestwa.
Poza tym nawoływał wiernych do życia w skromności i obyczajności. Teatry,
będące miejscem zbyt swobodnej rozrywki, zostały zamknięte, a zabawy karnawałowe, na które jeszcze dziesięć lat temu zjeżdżali się goście z całej Europy, odwołane. Przyjęcia i koncerty ograniczono do minimum. Kobietom zakazano noszenia zbyt wydekoltowanych na modłę francuską sukien. Oddziały straży papieskiej sprawdzały, czy bielizna susząca się w oknach jest należycie skromna, i sekwestrowały zbyt nieprzyzwoite gorsety i bluzki.

Surowość, zarówno w odniesieniu do finansów, jak i moralności, pozwoliła Innocentemu XI zebrać fundusze na walkę z Turkami i przekazać je wojskom chrześcijańskim.
Wojna wkroczyła właśnie w decydującą fazę. Cały świat chrześcijański zastanawiał się, czy Wiedeń zwycięży, czy poniesie klęskę. Mieszkańcy Rzymu trwożnie
spoglądali na wschód, skąd każdego dnia spodziewali się hordy okrutnych janczarów
i jeźdźców tureckich, którzy będą poić swoje konie w fontannach opodal Bazyliki
św. Piotra.
Jeszcze w lipcu Innocenty XI wyraził chęć proklamowania roku jubileuszowego,
aby błagać Boga o pomoc i zebrać większe środki na walkę z Turkami. Skierował
uroczysty apel do ludności świeckiej i duchownych o zdwojoną hojność. Odbyła
się też wspaniała procesja, w której wzięli udział wszyscy kardynałowie i wysocy
urzędnicy kurii. W połowie sierpnia papież polecił, by każdego wieczoru dzwony
we wszystkich rzymskich kościołach biły przez jedną ósmą godziny, w intencji wybłagania boskiej pomocy.
W początkach września w Bazylice św. Piotra wystawiono Najświętszy Sakrament,
nadając uroczystości bogatą oprawę plastyczną. Wydarzeniu towarzyszył akompaniament muzyczny i oracje. Na osobiste życzenie papieża zakonnicy odśpiewali, a wierni tłumnie zebrani w kościele wysłuchali missa solemnis contra paganos.

bitwa-pod-wiedniem
No cóż, trochę głupio pisać banały, ale chyba trzeba podać informację: Jan Matejko, Sobieski pod Wiedniem, 1833, Muzea Watykańskie