Główną lekcją, wyniesioną z trzydziestu pięciu lat badań nad sztuczną inteligencją jest to, że trudne problemy są łatwe, a łatwe problemy są trudne. Umysłowe zdolności czterolatka, które uważamy za oczywiste − rozpoznanie twarzy, podniesienie ołówka, przejście przez pokój – faktycznie rozwiązują jedne z najtrudniejszych inżynieryjnych problemów… Gdy pojawi się nowa generacja inteligentnych urządzeń, to analitycy giełdowi, inżynierowie i ławnicy sądowi mogą zostać zastąpieni maszynami. Ogrodnicy, recepcjoniści i kucharze są bezpieczni w najbliższych dekadach.
…czyli Paradoks Fermiego, Wielki Filtr i Hipoteza Świata Narażonego
Konrad
“Daleko nam do najbardziej inteligentnego biologicznego gatunku, jaki mógłby istnieć. Bliżej prawdy będziemy myśląc o sobie jak o najgłupszym możliwym gatunku zdolnym do wzniecenia rewolucji technologicznej – niszy, którą wypełniliśmy, bo dotarliśmy do niej pierwsi, nie zaś dlatego, że jesteśmy do niej właściwie przystosowani” – Nick Bostrom (tłum. aut.)
Paradoks Fermiego
Naukowcy szacują, że we wszechświecie znajduje się około 500 trylionów (czyli miliardów miliardów) gwiazd podobnych do Słońca.
Zakłada się, że wokół przynajmniej jednej piątej z tych gwiazd (są to bardziej konserwatywne szacunki) krążą planety ziemiopodobne. Innymi słowy, na każde ziarnko piasku na Ziemi przypada 100 ziemiopodobnych planet.
Przed przeznaczeniem nie uciekniesz; autorzy pisują w tym blogu przeważnie w „swoje” dni tygodnia, mnie Adminka wypożyczyła wtorek. Ponieważ jednak w ubiegły wtorek wypadała 41 rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, a ja osobiście nie miałem za bardzo czym pluć na Jaruzela, a może miałem, tylko mi się nie chciało, to pozwoliłem sobie na wagary. Dzisiaj, znowu wtorek i akurat obchodzimy Międzynarodowy Dzień Solidarności, ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2006 roku, a że przez „Solidarność“ straciłem w stanie wojennym pracę w redakcji katowickiego Wieczoru, więc kółeczko się zamyka, ale tylko werbalnie. Dzisiaj bowiem chodzi o inną jedność wśród ludzi, w sprawie ubóstwa na świecie.
Im Gewissen jedes Einzelnen wiederspiegelt sich die Staatsform in der er lebt.
Der Antiliberalismus geht um in der Welt. Nicht nur in China, mit dem neu gewählten ‚Sohn des Himmels‘, oder in der verunglückten Demokratie russischer Oligarchen, sondern auch in der antiliberal unterfütterten jungen Demokratie Polens.
Ihre Funktionseliten leiden unter der vom Europa oktroyierten „formalistischen Verfahrensdemokratie“, in der sie nun leben müssen, die elitär, ungerecht und irgendwie nicht polnischer Wesensart entspricht.
Z okazji Chanuki, historia alternatywna miejsca, które naprawdę powstało…
Miranda wstawała późno. W sieci zdecentralizowanych komun można ułożyć sobie życie takie, jakiego się pragnie. Nigdy nie lubiła wstawać wcześnie – nie dołączyła jednak do nocnej komuny. W nocy woli być sama. Pracuje nad wyglądem kolumn w nowej synagodze. Każda komuna posiada przynajmniej jeden taki budynek – nieważne czy religijny, czy świecki. Synagogi świeckie spełniają dwojaką rolę placu i ratusza, religijne zaś przyzwalają dodatkowo na modlitwy. Granica między tym co ziemskie, a tym co boskie jest nawet bardziej rozmyta – w większości świeckich synagog odprawiane są rytuały inspirowane dawnymi ceremoniami religijnymi. Odnoszą się one jednak do wspólnoty, zamiast do B-ga.
Ostatnio światem wstrząsnęła afera wokół znanego domu mody. Zaczęło się od kampanii reklamowej, w której dzieci trzymały misie ubrane w BDSM-owe stroje:
W złym guście? To był jednak dopiero początek. Ktoś zauważył, że na innym zdjęciu z kampanii pojawiła się taśma z nazwą marki, w której pojawiło się dodatkowe “a”.
Baalenciaga zamiast Balenciagi. Dlaczego? Nie wiadomo. Ale Baal był bogiem, któremu składano w ofierze dzieci.
Dziwne? Idźmy dalej…
Na innym zdjęciu, gdzie Isabelle Huppert reklamuje torebkę, przyjrzano się bliżej książkom…
Jedna z nich to album dzieł Michaëla Borremansa, belgijskiego malarza, który lubi malować drastyczne sceny z dziećmi w roli głównej. W tym dzieci wykastrowane, bawiące się odciętymi kończynami.
No dobrze, niech będzie. Artyści czasem wymyślają sobie straszne tematy. Tak bywa.
Natomiast tego nie da się już zbagatelizować:
Na promującym torebkę zdjęciu z tej samej kampanii znajdował się dokument – wyrok amerykańskiego Sądu Najwyższego w sprawie pornografii dziecięcej jako wyrazu wolności słowa (ta wizja została przez sąd odrzucona).
Po co? Dlaczego?
Podobnych przykładów jest więcej, zarówno w działaniach samej firmy, jak w działaniach ludzi, którzy ją tworzą. Myślę, że te powyższe wystarczą.
Sprawa stała się głośna, a reputacja firmy została zbrukana. Na Instagramie Balenciaga usunęła wszystkie dodane przez siebie zdjęcia i wystosowała przeprosiny. Te jednak nikogo nie zadowoliły.
Na początku, zaraz po wybuchu skandalu, firma twierdziła, że to nie oni wpłynęli na taki wygląd kampanii reklamowej. Trudno jednak uwierzyć, że rzecz tak ważną z punktu widzenia dochodów i wizerunku firmy pozostawiono bez kontroli osobom trzecim. Z pewnością osoby zarządzające domem mody wiedziały co robią. Tym bardziej, że w tegorocznej kolekcji na wybiegu wykorzystano lalki przypominające dzieci. Jedna z toreb z taką lalką zawierała misia pokrytego krwią. Nie jest więc tak, że zawartość kampanii była niespójna z resztą.
Dlaczego to się wydarzyło? Widzę kilka możliwości.
Być może czołowi projektanci naprawdę uznali, że przemoc seksualna wobec dzieci jest cool. Trudno wyobrazić sobie, jaki ciąg myślowy mógł ich doprowadzić do takiego wniosku. Może wszystkie inne tematy tabu zostały złamane, szczególnie w łamiącym wszelkie tabu świecie mody, zostało więc już tylko to? Ale nawet jeśli tak, to czy ktoś nie pomyślał, jak to zostanie odebrane? Czy Ci ludzie są aż tak odrealnieni, żeby nie mieć świadomości, jak zwykły człowiek postrzega pedofilię?
Być może nie liczono na to, że pozostawione “wskazówki” zostaną odczytane. Chociaż pozostawiono ich tak wiele… Po co więc je w ogóle umieszczono?
Może to rodzaj pogardy wobec “bezmyślnej masy”, która kupi wszystko, co ma właściwą metkę, nie przyglądając się treści.
Może to chęć udowodnienia samemu sobie, że ma się taką władzę, że można robić wszystko, w tym aluzje do najpodlejszych rzeczy, a i tak nikt nic nam nie zrobi.
Pytanie, które się nasuwa: czy to tylko zabawa symbolami, czy też fascynacja złem idzie u tych osób dalej, i dotyczy także realnych czynów?
A jeśli robią to naprawdę, to może takie symbole stanowią rodzaj zasłony dymnej, która obraca w “foliarstwo” coś, co może być poważne. Jeśli serwuje się poszlaki, które zachęcają teoretyków spiskowych do tworzenia hipotez o rytualnym znęcaniu się nad dziećmi, dla wielu osób temat stanie się żartem przez samo jego powiązanie z teoretykami spiskowymi.
Wielu uważa, że to próba przyzwyczajenia nas do pedofilii. Przemycanie informacji do podświadomości. W to nie wierzę, ale rozumiem, dlaczego można tak myśleć.
Na koniec najbardziej egzotyczna możliwość. Ktoś zasugerował, że ci ludzie mogą mieć swoje szczególne wierzenia. Istnieje wiara w karmę, jak i taka wiara, że dopóki inni przyzwalają na nasze zło, nie dostajemy złej karmy. Celem więc może być uzyskanie milczącej zgody od świata poprzez subtelne sygnalizowanie tego, co się robi.
Być może trzeba uważniej przyjrzeć się temu, co od lat twierdzili teoretycy spiskowi – że różne organizacje przemycają tego typu diaboliczne treści. Nie znaczy to zaraz, że zawsze mieli rację, gdy bili na alarm – ale należałoby się przyjrzeć temu, co tak ich niepokoiło, skoro odkryliśmy, że przynajmniej w jednym przypadku mieli rację. Odkryliśmy, że rzeczy, które brzmią jak fikcja, faktycznie się wydarzyły. Ogromna, potężna firma naprawdę uznała, że stworzy produkt gloryfikujący przemoc wobec dzieci. Jeśli to wydarzyło się raz, to mogło wydarzyć się więcej razy.
Swego czasu tomik był pojęciem kulturowym, oznaczał bowiem nie tylko małą książkę z wierszami, ale przede wszystkim – nobilitację na poet(k)ę.
Trzeba było mieć tomik. Nie wystarczały audycje ani publikacje w prasie. Tomiki były zjawiskiem masowym.
Kiedyś wydawca otrzymywał kilkadziesiąt tomików tygodniowo. Miałam całe półki pełne białych tomików. Miały bowiem z reguły białe okładki, a prawie zawsze białe grzbiety, często tak cienkie, że bez tytułu i nazwiska autora. Nie sposób było ich zrecenzować, nawet przeczytać się nie dawało. Pamiętam, że czytałam je po kolei, a ich obrazy przepływały przeze mnie, pozostawiając zbiorowe wizje świata. Raz było to niebo, kałuża i matka, innym razem dziura w zębie, dziura w skarpecie i dziura w kaloryferze.
Pojedynczy tomik jest marzeniem. Tomik zbiorowy – smętnym zalewem słów.
Dziwne, że nawet w całkowicie zmienionych warunkach tomik trwa. Teraz, gdy tomików nikt już nie czyta, a wszyscy, i poeci, i krytycy, i czytelnicy przenieśli się do sieci, poet(k)a nadal musi mieć tomik. W słowniku krzyżówkowicza tomik ma 61 definicji! A taki na przykład widelec tylko 45!
A jednak zgadzam się z poetami – musimy mieć książki, tak, koniecznie musimy mieć książki, nawet jeśli wszystkie funkcje książki przejęła sieć, niekiedy nawet lepiej, ale nadal musimy mieć książki, musimy mieć tomiki, bo inaczej, gdzie będziemy czytelnikom wpisywali dedykacje podczas spotkań autorskich?
Ale chyba jako blogerka przestałam być atrakcyjnym adresem przysyłania tomików. Dostaję je sporadycznie, żeby nie powiedzieć – wcale.
A tu tymczasem trafiły do mnie ostatnio dwa tomiki. 2 a nie 22 albo 222. Mogłam im więc poświęcić dużo czasu. Rozumiem, nadawcy są zdania, że stanowczo za dużo. Przepraszam.
Zacznijmy od zdziwienia. Oba tomiki ukazały się pod auspicjami Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Łodzi. Oba mają też już swój wiek, choć ich ukazanie się dzieli kilka lat.
Przemysław Owczarek, Stojąc na jednej nodze, Łódź 2016, Biblioteka Arterii (co w jednym z antykwariatów zapisano jako “Biblioteka Artylerii”); na okładce i wewnątrz grafiki Agnieszki Kowalskiej-Owczarek
Dariusz Patkowski, Nokturny, Łódź 2021, Wydawnictwo Kwadratura; na okładce fotografia Marcina Andrzejewskiego
Oba tomiki mają jednak jeszcze jedną cechę wspólną – nie rozumiem tych wierszy.
Pierwszy wiersz Patkowskiego zaczyna się słowami Wylansowana przez psychiatrów / oraz holenderskich geografów kobieta…
Nie wiem, o co chodzi z tą kobietą i do końca wiersza się nie dowiem.
Tomik Owczarka rozpoczyna trójwers Na powitanie / unieś / lewą rękę.
Nie wiem, kto ma unieść lewą rękę i też się nie dowiem.
Z obu tomików wionie obcością. To mężczyźni piszą.
Owczarek:
w piwnicy tleni się pleśń, w pokoiku szybują zarodniki, aż kręci się krajobraz w nozdrzach. wietrzyć, wietrzy. łóżka są cierpliwe jak epoki snu. i jeszcze radio, ten herold rynku, na wszystkich stacjach
Patkowski:
Za oknem, w przestrzeni skutej metaliczną pleśnią popiołu bałwany toczą ciepłe jeszcze kule mięsa, by ulepić człowieka.
Patkowski:
Tomasz
Sierpień przyjdzie w słońcu. Jego ognista światłość pobłogosławi ulice rozmiękłym torfem. Rozpuszczą się stare, czynszowe kamienice. Dławiący smród spoconych ciał przywabi muchy.
Zaślepiony, dotykam jego szat. Parzą.
Owczarek:
dla wiernego Tomasza
wiersz jak skrzep. moja szyszynka na rodzinnym spędzie cofa się poza pierścień
z ciast, obrusów, powtórzeń (…) więc wnikam w łoże teściów
i zasypiam jako podmiot liryczny bo nie jest parzystokopytny i lubi mięso.
robota: rąbanie drewna, palenie w piecu, tkanie granicy z drutu kolczastego, albowiem pochylił się płot.
Dzieci, żony, samotność, miasto, natura. Ojciec, matka, podróże. U Owczarka znacznie więcej natury, prawie sama natura, ptaki, krzaki, u Patkowskiego znacznie więcej miasta, prawie samo miasto, bruki, stuki.
Może żona wie, co to jest świat, miasto czy natura, ptaki czy bruki, ale śpi. Jest ciepła, ale śpi. Obie śpią.
Nad poetą, który nie śpi, noc i kosmos. Obaj nie śpią. Układają nokturny, nocne słowa według przepisu – tak, żeby się sobie dziwiły. Sobie się dziwiły i światu. A żony śpią. Raz tylko jedna z nich się obudzi. Będzie trzymała w ręku kubek gorącego płynu.
Nie ma polityki, nie ma nauki, nie ma religii, kościoły są puste, nikt nie siedzi w szkolnych ławkach. Koledzy ze szkolnej ławy się zaprzedali, albo utonęli. Ich twarze prześwitują spod lodu na stawie. Nikogo nie ma.
Nikt nic nie buduje, nikt nie produkuje. Nie ma bogaczy i bezdomnych. Nie ma Boga, ni szatana. Tylko poeci myślą o świecie. I są niewierni jak Tomasz.
Postmodernistyczne cytaty i aluzje bez konieczności podawania źródeł. Wiersz to nie praca naukowa. Każdemu wolno mieć skojarzenia, jeśli czytelnik ich nie odkryje, jego strata. Czytelniczka i tak śpi. Kości. Skóra. Wątroby, nerki, płuca. Parchy, ropa, pleśń, zjełczały tłuszcz, może smarki z nosa. Niejednoznaczne wydzieliny życia.
Ale w każdym tomiku jeden świetny wiersz.
Owczarek:
DRZEWORYT
jest złe drzewo dobrych wiadomości i dobre drzewo bez odpowiedzi, drzewo-płuco szyte grotami snu. drzewo dzieci,
pożarło je i płaczą jak głodne sowy. drzewo starców, bo mróz łupie z nich giorzkie szczapy. drzewo, które odmierza i wymierza. losy schną i zerwane opadają w próchno. drzewo komuny i martwych chrześcijan. konfesjonał w przekroju i draństwo. słoje z donosami.
i parchy. archiwum misterne jak Pol Pot. drzewo oligarchów wąsate jak chrust, a w jego kapie żarzy się Boża Matka. pień rosły od klejnotów, episkopat i moszcz, jego chciwy smak. drzewo skurwysynów, co płoszi świętych. drzewo zajezdni,
ceł, podatków, giętkie jak reklama drogiego kurortu, drzewo Hellingera łykające monety i drzewo Eckharta, odkąd dwa węże wyplatają w nim krew. drzewo plemion, które zenit strącił palcem białym od mleka. drzewo sefirot i obelgi, bo stała się ciałem.
i ulotniła. drzewo drogi w środku, a wokół jełczeje świat. drzewo wątroby i wszystkich winnic,
albowiem nas wypiją. hospicjum z waty cukrowej. galeria grabarzy,
sarkofag. drzewo rozpustne. w koronie miłość, ta śma, wibruje i piszczy: drzewo
wisielców i Chłopca Starca. z jego jąder pryska sperma, gęsta od miodu i gwiazd.
ostatnia kropla zagnieździ się w ziemi i wyrośnie jak grzyb w serii błysków.
kania czubajka. a mogłaby dojrzeć pod tym drzewem. wprost na patelnię. pycha.
Patkowski:
Wakacje dobiegają końca
Ach! Dzieci tej wiosny tak szybko wydoroślały, przenosząc się z miasta w cyberprzestrzeń. Nic dziwnego – w zarośniętych trawą ruinach placów zabaw leżą opuszczone piaskownice,
zbankrutowane huśtawki oraz zamknięte prostokątne orliki. W powietrzu radośnie pleni się najstarsze ze wszystkich, głośno przywołując imiona pozostałych.
Widziałem jak kuca w trawie, spoglądając w zasłonięte okna blokowisk. Będzie czekać, z nudów gmerając kścistym palcem w piachu. Aż któregoś dnia obdzwoni wszystkie domofony
na wszystkich osiedlach, zadając proste pytanie: Czy jest…? Jedyna możliwa odpowiedź będzie brzmiała: Jest.