The design idea was taken from the image of a peanut shell: two spacious oval spaces with plenty of light, connected by a low, narrow, poorly lit passage. The idea was based on the elemental functions required by humans: a place to live and interact with others, which would include a living room, dining room and kitchen, as well as a sleeping area with dressing room and bathroom. The original concept is parted in two large spaces: day and night. The house is designed to feel, when you enter, as if you were going underground, without losing the integration of the interior with the green, natural landscape outside.
A church made of thousands of white thin beams looks like suspended in the air in lavender field.
This church is a re-embodiment of the usual pattern of Catholic churches built in a purple lavender field in China.
The church, named Sino-french Science Park Church, has been designed by Shanghai Dachuan Architects to redefine the form of a traditional church with light materials and new construction techniques.
The church, covering only 65-square-metre area, is built on a lavender field, in the light of impressionism, and illuminates the history of art from here.
The church is made of thousands of white thin beams to give its pure form and to get its own light and shadow. There is no need to add en extra element to the church. It’s simple, white and looks like only light.
It does not stick to the traditional form to express the freedom, romance and diversity inherent spirit of this land. The church is a break. Break through traditional patterns, break through traditional materials, break through traditional structures, and break through traditional ways of construction, pure white and the free interlacing of light and shadow.
Ten maleńki kościół zbudowano w miejscowośći Qingdao w Chinach. Jego projekt powstał w pracowni Büro Ziyu Zhuang. Kościół oddano do użytku w 2021 roku.
Budynek ma 771 m kw. powierzchni. Projektując go architekci chcieli stworzyć przestrzeń, która dla użytkowników będzie miejscem skupienia. Mogą tu przyjść, by w pozbawionym zbędnych ozdobników miejscu skierować swoje myśli ku przeszłości i przyszłości. Pomóc ma w tym nowoczesna i minimalistyczna architektura.
Aby stworzyć ikonę, musieliśmy zadbać o czystą formę, która wciąż przywołuje archetyp kościoła. Dlatego podczas projektowania zintegrowaliśmy różne obrazy fasad tradycyjnych kościołów. Elewacja wzorowana na tradycyjnych budynkach zyskała rzeźbiarską formę i oglądana z każdej strony wygląda inaczej.
Wnętrze niemal całe utrzymane jest w bieli. Powstały tam ramy, które niczym jaskinia mają dawać poczucie bezpieczeństwa. Wizualnie wnętrze ocieplają jedynie drewniane ławki.
Ein Vertrag über gute Schwesternschaft und feministische Zusammenarbeit
Februar 2022
Nicht nur in Polen, sondern auch in anderen Ländern Europas und der Welt werden patriarchalisch-nationalistische und konservative Bewegungen, die sich zu einem aggressiven Kampf für traditionelle Werte zusammenschließen, immer stärker. Diese Organisationen, Gruppen und Parteien gewinnen immer mehr Macht, indem sie versuchen, Regierungen und Gesellschaften ihre fanatischen Visionen aufzuzwingen und die Rechte von Frauen*, LGBT+ Personen und andere Minderheiten einzuschränken.
In den wirtschaftlichen, politischen und bewaffneten Konflikten der Welt werden die Entscheidungen – ohne Rücksprache mit anderen – meist von weißen, alten Männern getroffen. Sie sind die Spieler, und die Körper der Frauen* sind der Ball in ihren Spielen. Frauen und Kinder, die LGBT+ Gemeinschaft und Minderheiten, die mit den Folgen leben müssen, sind Opfer von bewaffneten Konflikten, der Politik des Kapitalismus und des globalen Marktes, und es liegt an ihnen, die Stabilität zu erhalten und wiederherzustellen.
Misogynie, Chauvinismus und Rassismus sowie Nationalismus und religiöser Fanatismus gewinnen auf den Straßen, in den Ämtern und Regierungen immer mehr an Bedeutung. Systemische Gewalt, Hassreden in den Medien und zunehmende Gewalt im Alltag sind das Ergebnis der Übernahme virtueller und realer Räume durch Fanatiker. Die Polarisierung der Gesellschaften in Bezug auf politische Meinungen und Weltanschauungen ist überall auf der Welt zu beobachten und nimmt von Jahr zu Jahr zu.
Damit sind wir nicht einverstanden! Wir kämpfen für die Freiheit und die Rechte von Frauen*, für die Rechte von LGBT+ und für die Menschenrechte, unabhängig von Wohnort und Nationalität. So wie internationale rechte und nationalistische Bewegungen zusammenarbeiten, fordern wir eine feministische Zusammenarbeit über Grenzen hinweg! Solidarität ist unsere Waffe!
Wir organisieren uns im Ausland und unterstützen uns gegenseitig in unseren Kämpfen. Wir handeln lokal und denken global, gleichzeitig handeln wir global und denken lokal, weil wir wissen, dass wir nur gemeinsam eine Welt schaffen können, die auf den Werten beruht, die uns wichtig sind – Gerechtigkeit, Freiheit, Respekt, Fürsorge und Liebe; nur gemeinsam können wir religiöse Fanatiker und den gierigen Kapitalismus besiegen. Fanatismus vernichtet, Feminismus erschafft.
Wenn die europäische Gemeinschaft in der Krise steckt, wenn die Regierungschefs keine Gemeinsamkeiten finden oder sich politisch korrekt geben, wenn antideutsche Vorurteile in Polen auf dem Vormarsch sind, wenn die gemeinsame Geschichte nicht aufgearbeitet wird und ein ernsthafter Dialog mit der aktuellen polnischen Regierung schwierig ist, dann gibt es umso mehr Grund für eine deutsch-polnische Freundschaft auf gesellschaftlicher Ebene, die von unten nach oben verläuft.
Vor 31 Jahren unterzeichnete Polen den Grenzvertrag und den Vertrag über gute Nachbarschaft und freundschaftliche Zusammenarbeit mit dem vereinten Deutschland, die am 16.1.1992 ratifiziert wurden. Heute stehen wir, die deutschen und polnischen Schwestern*, über Grenzen hinweg zusammen, unterstützen uns gegenseitig und kämpfen gemeinsam für die Freiheit von Rassismus, Nationalismus, Fanatismus und Frauenfeindlichkeit. Gemeinsam kümmern wir uns um eine gute Schwesternschaft und unsere feministische Zusammenarbeit ist das, was die Flut der braunen Ideologie in der Region stoppen kann.
Dziewuchy Berlin
* Wenn wir Frauen* schreiben, meinen wir FLINTA.
***
Botschaft der Polinnen*
Traktat o dobrym siostrzeństwie i feministycznej współpracy
Luty 2022
Nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach Europy i na świecie, patriarchalne ruchy nacjonalistyczne i konserwatywne rosną w siłę, łącząc się we wspólnej agresywnej walce o tradycyjne wartości. Te organizacje, grupy i partie zdobywają coraz więcej władzy próbując narzucić swoje fanatyczne wizje rządom i społeczeństwom, ograniczając prawa kobiet*, osobom ze społeczności LGBT+ i mniejszościom.
W konfliktach ekonomicznych, politycznych i zbrojnych na świecie, decyzje – bez konsultacji z innymi – podejmują najczęściej biali, starzy mężczyźni. To gracze, a ciała kobiet* są piłką w ich rozgrywkach. Ofiarę konfliktów zbrojnych, polityki kapitalizmu i globalnego rynku ponoszą kobiety i dzieci, społeczność LGBT+ i mniejszości, które żyją z konsekwencjami i na nich spoczywa ciężar utrzymywania i przywracania stabilności.
Mizoginizm, szowinizm i rasizm a także nacjonalizm i fanatyzm religijny zdobywają coraz więcej przestrzeni na ulicach, w urzędach czy rządach. Przemoc systemowa, język nienawiści w mediach oraz coraz większa przemoc w życiu codziennym są rezultatem przejęcia przestrzeni wirtualnej i realnej przez fanatyków. Polaryzacja społeczeństw pod względem opinii politycznych i światopoglądu widoczna jest na całym świecie i z roku na rok się pogłębia.
Nie zgadzamy się na to! Walczymy o wolność i prawa kobiet, prawa LGBT+, prawa człowieka, niezależnie od miejsca zamieszkania czy narodowości. Tak jak międzynarodowe ruchy prawicowe i nacjonalistyczne współpracują ze sobą, tak i my nawołujemy do współpracy feministycznej ponad granicami! Solidarność jest naszą bronią!
Organizujemy się za granicą i wspieramy się w naszych zmaganiach. Działamy lokalnie i myślimy globalnie, jak również działamy globalnie i myślimy lokalnie, ponieważ wiemy, że tylko razem możemy współtworzyć świat oparty na wartościach dla nas istotnych – sprawiedliwości, wolności, szacunku, trosce i miłości; tylko razem możemy pokonać fanatyków religijnych i chciwy kapitalizm. Fanatyzm niszczy, feminizm buduje.
Kiedy wspólnota Europejska znajduje się w kryzysie, przywódczynie i przywódcy rządów nie potrafią znaleźć wspólnego języka lub udają polityczną poprawność, kiedy w Polsce wzrastają antyniemieckie uprzedzenia, wspólna historia nie jest przepracowana a poważny dialog z obecnym polskim rządem jest utrudniony, tym bardziej potrzebna jest obustronna oddolna przyjaźń polsko-niemiecka na poziomie społeczeństw.
Trzydzieści jeden lat temu Polska podpisała ze zjednoczonymi Niemcami Traktat Graniczny i Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, które ratyfikowane były 16.1.1992. Dziś my – siostry z Polski i Niemiec – stajemy solidarnie ponad granicami, wzajemnie się wspieramy i wspólnie walczymy o wolność od rasizmu, nacjonalizmu, fanatyzmu i mizoginii! Wspólnie dbamy o dobre siostrzeństwo a nasza feministyczna współpraca jest tym, co może powstrzymać zalew brunatnej ideologii w regionie.
Dziewuchy Berlin
* pisząc w rodzaju żeńskim mamy na myśli osoby utożsamiające się, lub które czytane są jako kobiety, czyli m.in. kobiety, kobiety homoseksualne, osoby intern, nie-binarne i trans*.
Dziewuchy Berlin
—
Feminizm ponad granicami! Feminism beyond borders!
Reblog z wpisu opublikowanego 21.09.2020 na Facebooku
Ten wpis to absolutna gratka dla antropolożek kultury, ale innychteż zafascynuje
Patryk Matuła
Takich przykładów pewnie da się znaleźć więcej
1. Amerykański standard szerokości torów kolejowych (odstępu szyn) wynosi 4 stopy, 8,5 cala. Prawda, że to dziwaczna liczba? A czy wiesz dlaczego taki właśnie standard się stosuje?
2. Ponieważ w ten sposób buduje się linie kolejowe w Anglii, a właśnie angielscy przybysze budowali amerykańskie linie kolejowe. Dlaczego jednak Anglicy budowali je właśnie tak?
3. Ponieważ pierwsze linie kolejowe, budowali ci sami ludzie, którzy budowali wcześniej linie tramwajowe, a tam właśnie stosowano ten standard. Dlaczego jednak stosowano tam ten standard?
4. Ponieważ ludzie, którzy budowali linie tramwajowe, używali tych samych szablonów i narzędzi, jakich używali przy budowie wagonów tramwajowych, które miały taki odstęp kół. W porządku! Ale dlaczego wagony miały taki właśnie dziwaczny odstęp kół?
5. No cóż, gdyby próbowali zastosować jakiś inny odstęp, łamaliby pewną starą zasadę budowy dalekobieżnych dróg angielskich, ponieważ mają one taki właśnie odstęp kolein na koła. Któż to budował te starodawne drogi z koleinami?
6. Pierwsze dalekobieżne drogi w Europie (i Anglii) zbudowało Imperium Rzymskie dla swoich legionów. Drogi te są w użyciu dotychczas. Ale skąd te koleiny?
7. Pierwotne koleiny uformowały rzymskie rydwany wojenne; każdy inny użytkownik tych dróg musiał się dostosować do nich, gdyż inaczej uszkodziłby koła swoich pojazdów. Ponieważ rydwany były wykonywane dla Imperium Rzymskiego, były one wszystkie do siebie podobne jeśli idzie o rozstęp kół.
Jak widać amerykański standard odstępu szyn kolejowych: 4 stopy i 8,5 cala, pochodzi od parametrów technicznych rzymskich rydwanów bojowych. A biurokracja jest wieczna. A więc następnym razem, kiedy dostaniesz do ręki jakąś dokumentację techniczną i zaczniesz podejrzewać, że może ona mieć coś wspólnego z końską dupą, będziesz mieć absolutną rację, ponieważ rzymskie rydwany wojenne były konstruowane tak, aby ich szerokość była dostosowana do sumarycznej szerokości zadów dwu koni bojowych.
A teraz małe rozwinięcie tematu…
Kiedy spoglądasz na kosmiczny wahadłowiec na stanowisku startowym, widzisz dwie duże rakiety startowe przymocowane po bokach głównego zbiornika paliwa. Są to rakiety na paliwo stałe, w skrócie: SRB, produkowane w firmie Thiokol, w Utah, w U.S.A. Inżynierowie, którzy projektowali SRB woleliby, aby były one nieco grubsze, ale… SRB transportuje się z wytwórni na stanowisko startowe koleją. Tak się złożyło, że linia kolejowa biegnie na pewnym odcinku przez tunel wydrążony w górze. Rakiety muszą się zmieścić w tym tunelu. Tunel jest tylko odrobinę szerszy niż linia kolejowa, a linia ta, jak już wiesz, ma szerokość dwu końskich tyłków. Tak więc jeden z głównych szczegółów konstrukcyjnych kosmicznego wahadłowca, być może najbardziej zaawansowanego systemu transportowego na świecie, został zdeterminowany ponad dwa tysiące lat temu przez szerokość końskiej dupy.
Wszyscy wiemy, jak i po co zmieniano przeszłość u Orwella. Przeszłość nie istniała, istniały tylko aktualne wytyczne polityczne, które decydowały o tym, jak miała wyglądać przeszłość. Na tym polegała praca Winstona.
Winston Smith był bowiem pracownikiem Departamentu Archiwów w Ministerstwie Prawdy. Codziennie zmieniał dokumenty archiwalne w taki sposób, żeby nikt nigdy nie mógł zarzucić partii kłamstwa. Dzięki tym zabiegom rząd mógł manipulować przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
Motto przyświecające reżimowi Wielkiego Brata brzmiało: Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.
Wszystko rozmywało się we mgle. Przeszłość wymazywano, o fakcie wymazania zapominano, i kłamstwo stawało się prawdą.
A jest tak, bo tak naprawdę nie ma ani przeszłości, ani przyszłości, jest tylko ta wąska szczelina pomiędzy dwoma potężnymi nieistniejącymi blokami – trzysekundowa teraźniejszość. Reszta dzieje się w głowach. Wszystko dzieje się w głowie, twierdzi Orwell. A co dzieje się w głowach wszystkich, dzieje się naprawdę.
Oczywiście, moglibyśmy powiedzieć, że istnieje pamięć indywidualna, nasze wspomnienia. Ludzie inteligentni wiedzą więc, że przeszłość została przekręcona, bo przestała zgadzać się z ich wspomnieniami. Tym niemniej system znakomicie nadal funkcjonuje, ludzie nieinteligentni są nieinteligentni i jest wszystko jedno, co myślą. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenia rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwalała im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich – nie strawione – niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka.
Inteligenci natomiast odkryli dwójmyślenie – umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz. Partyjny inteligent wie, kiedy powinien zmienić swoje wspomnienia, a zatem w pełni się orientuje, że przekręca fakty; równocześnie jednak, dzięki dwójmyśleniu, święcie wierzy, iż prawda nie została pogwałcona.
Wiedzieć i nie wiedzieć; mieć poczucie absolutnej prawdomówności, a jednocześnie wygłaszać umiejętnie skonstruowane kłamstwa; wyznawać równocześnie dwa zupełnie sprzeczne poglądy na dany temat, i mimo świadomości, że się wzajemnie wykluczają, wierzyć w oba; używać logiki przeciwko logice;(…)zapominać wszystko, czego nie należy wiedzieć, po czym przypominać sobie, kiedy staje się potrzebne, a następnie znów szybko wymazywać z pamięci.
Niestety, Winstonowi przydarzyła się miłość, a to sprawiło, że utracił umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądównaraz. I wtedy poczuł się zupełnie sam. Przeszłość była martwa, przyszłość niewyobrażalna.
Uświadomił sobie jednak, że to nieprawda. Przyszłość i przeszłość istniały, myśl była wolna, ludzie różnili się między sobą i nie żyli samotnie. Przyszłość i przeszłość to były czasy, kiedy istnieje prawda, a tego, co się stało, nie można zmienić, a dziedzictwo kulturowe istniało tylko dlatego, że on, Winston, nie dał się ogłupić i nie uwierzył w wyniki własnej pracy. Zmieniał przeszłość, tak, zmieniał ją z dnia na dzień, czasem wręcz z minuty na minutę, prawda stawała się kłamstwem, kłamstwo prawdą, a oba były bez znaczenia, dopóki on, choćby sam, choćby jedyny na świecie, myślał i wiedział, że BYŁO INACZEJ.
Za (a może jednak też przeciw): Jacek Dehnel (Facebook, luty 2022)
Z okazji dyskusji o przekładzie Jerzy Jarniewicz wkleił wczoraj bardzo ciekawy fragment ze swoich esejów, postulujący tłumaczenie klasyki literatury staropolskiej „z polskiego na nasze”. Myśl powabna, acz rodzi całe mnóstwo spekulacji.
Wziąłem sobie na warsztat wiersz Sępa Szarzyńskiego Epitafium Rzymowi, o tyle łatwiejszy, że to też przecież przekład, i tak sobie przerobiłem:
Nagrobek dla Rzymu
Ty, który przyjechałeś, turysto, pielgrzymie, I, chcąc w Rzymie Rzym znaleźć, nie widzisz go w Rzymie, Patrz na zburzone termy, rozwalone mury, Koloseum, świątynie, złamane kolumny:
Oto Rzym. Po bogatym trupie, choć nieżywy, widać, że był za życia ogromnie szczęśliwy. To miasto, świat podbiwszy, siebie pokonało, By nic niezwyciężonego w świecie nie zostało.
Dziś w pokonanym Rzymie Rzym niepokonany leży jak trup we własnym cieniu pogrzebany. Zmieniło się w nim wszystko z tym jednym wyjątkiem:
Tyber jak dawniej płynie do morza spokojnie. Takie żarty los robi: znikło to, co stało, tylko to, co się rusza, jeszcze ocalało.
A tu oryginał:
Epitafium Rzymowi
Ty, co Rzym wpośród Rzyma chcąc baczyć, pielgrzymie, A wżdy baczyć nie możesz w samym Rzyma Rzymie, Patrzaj na okrąg murów i w rum obrócone Teatra i kościoły, i słupy stłuczone:
To są Rzym. Widzisz, jako miasta tak możnego I trup szczęścia poważność wypuszcza pierwszego. To miasto, świat zwalczywszy, i siebie zwalczyło, By nic niezwalczonego od niego nie było.
Dziś w Rzymie zwyciężonym Rzym niezwyciężony (To jest ciało w swym cieniu) leży pogrzebiony. Wszytko się w nim zmieniło, sam trwa prócz odmiany
Tyber, z piaskiem do morza co bieży zmieszany. Patrz, co Fortuna broi: to się popsowało, Co było nieruchome; trwa, co się ruchało.
*
I oczywiście jest jakiś szkolny plus w tym, że nauczyciel nie będzie musiał słuchać salw śmiechu przy “trwa, co się ruchało.” Ale przecież nawet gdyby zrobić to lepiej (to jakaś wersja na kolanie zupełnie machnięta for the sake of argument), nie wiem, czy to coś daje? Bo uwspółcześnione niekoniecznie jest ciekawe, nawet jeśli zrozumiałe. Równocześnie przestawki marnują różne udane zabiegi oryginału (choćby brzmieniowe). Pewnie można wywalić rymy i zrobić z tego w ogóle biały wiersz – ale czy dźwignie go nieco przebrzmiały manierystyczny koncept? Czy wystarczy, żeby zachwycić?
Eigentlich hatte ich vor, in Warschau lange Spaziergänge zu meinen alten, aber auch den neuen Orten zu unternehmen. Doch die Tage sind zu kurz, auch es ist zu dunkel, das Wetter spielt manchmal völlig verrückt; es gibt Schneegewitter oder Hagelstürme, dann scheint plötzlich die Sonne und mich überfällt eine Lethargie, die ich erst einmal überwinden muss, bevor ich mich überhaupt in Bewegung setzten kann. Sich aus dem geschützten und noch sehr altmodischen Viertel Saska Kępa in die Großstadt zu bewegen, erfordert Mut; hier ist alles klein, bekannt, überschaubar; drei größere, vertikal verlaufende Straßen und etwas mehr horizontale. Natürlich findet man auch hier schöne alte Bauhaus-Häuser, noch nicht herausgeputzt, noch im Urzustand, die mich anlächeln. Manchmal verfehlen die allzu pingeligen Renovierungen ihr Ziel, sie lassen die alte Patina verschwinden, zusammen mit der Schönheit und Einfachheit, zu schade. Doch die große neue Welt befindet sich eindeutig außerhalb von diesem Viertel.
Vor ein paar Tagen habe ich mich dann doch rausgewagt und bin in andere Räume, Stadtteile von Warschau aufgebrochen, eigentlich ganz im Zentrum, wohin ich früher nie vorgedrungen war. Der Raum hinter dem Zentralbahnhof, hinter der Shoppingmall „Złote Tarasy“, voll von richtigen Wolkenkratzern, Hochhäusern und mit ganz breiten geraden Straßen, hat mich erstaunt. Es ist da so viel entstanden, ganz neue Viertel, die für mich eher nach einer Metropole in Amerika aussehen und dem mir unbekannten New York als nach dem mir bekannten Warschau. Umso mehr freute ich mich, als ich die alten, gerade renovierten Gebäude der Norblin-Fabrik von weitem sah. Sie bilden einen schönen Kontrast zu der übrigen Bebauung in der Gegend. Eigentlich müssten wir in Europa doch aufpassen, nicht überall dasselbe zu produzieren und zu reproduzieren, dieselben Glasfassaden mit den schnell sich bewegenden Liften draußen, alles hochmodern und zugleich eher unmenschlich, so dass das individuelle Gesicht einer Stadt völlig verschwindet. Am „Rondo ONZ“ wehte der Wind so stark, dass viele Leute ihre ursprüngliche Route aufgaben und umkehrten; ein Mann im Rollstuhl wäre fast auf die Straße geweht worden, wären da nicht zwei kräftige junge Männer gewesen, die ihm halfen.
Endlich aber war ich doch bei der Norblin-Fabrik, Gebrüder Buch und T. Werner, angelangt und bewunderte erst einmal von außen das sehr schöne Objekt, das sich über mehrere alte Fabrikgebäude erstreckt mit den integrierten Bürotowern dazwischen. Von weiten sieht man schon ein nicht allzu buntes Murale von Pola Dwurnik, das die Fabrik darstellt und im Stil ihres berühmten Vaters, einen Maler, gehalten ist. Die Wahl der Materialien bei der Instandsetzung der Fabrik hat mich begeistert, neben edlen Holzarten gibt es Rosteisen [oxidierten Stahl], schöne Steinfußböden mit eingelassenen alten Schienenresten, die schöne Muster auf dem Boden bilden. Alles ist sehr elegant, präzise und in guter Harmonie zwischen der alten und modernen Struktur eingerichtet. Revitalisiert wurden insgesamt 9 alte Gebäude, die auch Baudenkmäler sind, sowie 50 Maschinen aus dem alten Maschinenpark, die im ganzen Gelände ausgestellt stehen, z.B. eine hydraulische Presse, die 50 Tonnen wiegt. Manche der Maschinenteile wurden ihrer ursprünglichen Funktion enthoben und fungieren z.B. als Untersätze für die Glastische, für die Bänke. Manche von den Gebäuden wurden komplett neu, aber in historischer Gestalt wiederaufgebaut.
Die Geschichte der Familie ist bemerkenswert: der Sohn eines Zeichners und Malers Warschauer Motive, des Franzosen Jean Pierre Norblin de la Gourdine, Aleksander Jan Konstanty Norblin, genannt John, geboren 1777, wurde nach langer Ausbildung in Paris zum Metallgießer (Bronze) nach Warschau angeworben und gründete dort 1820 die Norblin-Fabriken, damals „Warszawska Fabryka Bronzów“ (Warschauer Bronze-Fabriken) genannt. Sie produzierten hauptsächlich künstlerische Objekte in Bronze, z.B. große Leuchter für Kirchen, Epitaphien, auch Büsten. Er arbeitete viel für die Familie Czartoryski, fertigte eine Büste des Fürsten, auch Figuren und Ornamente für die Gräber der ganzen Familie. Erst später begann die Fabrik, auch Alltagsgegenstände wie Besteck etc. herzustellen. Die Fabrik wurde immer größer, fertigte auch die Samoware für russische Adelige; die Nachfrage nach den schönen, edlen Gegenständen stieg ständig, so wundert die Größe des Terrains, das die Fabrik einnahm, nicht. Auf dem Gelände befindet sich jetzt auch ein Museum, das die Firmengeschichte dokumentiert.
Noch sind nicht alle Räume in der Fabrik fertig und belegt, das Gelände wurde erst Ende September 2021 eröffnet; doch jetzt schon kann man sehen, dass es eine gelungene Mischung von Kunst bietet: zwei Galerien, Kultur, ein sehr luxuriöses Kino, „Kinogram“, mit einer noch moderneren Bar, mit mehreren Kinosälen, ein Bereich für eine Bio-Markthalle, „Biobazar“, wo man frische Bioprodukte kaufen und auch essen kann, und ein ganz großer Bereich für eine Food Town mit 23 gastronomischen Konzepten aus Europa, und anderen Teilen der Welt, wo man in geräumigen Fabrikhallen gut essen kann. Hier ist auch eine wunderschöne Piano-Bar untergebracht mit einer Bühne für die live-Musik und Tanzflächen.
Ich schlenderte langsam durch das ganze Gelände, das noch nicht überlaufen ist, und irgendwann gelangte ich in den ersten Stock mit einer wunderschönen Ausstellung in geräumigen, sehr gut designten Vitrinen, die aus den alten historischen Wagen der Fabrik gefertigt sind: die ganze Produktion der Fabrik von silbernen und versilberten Objekten; wir sehen Vasen, Platten, Besteck, Kelche, Kannen, Unterteller, Silberringe, Zuckerdosen, überhaupt Dosen etc… Großer Beliebtheit erfreuten sich kleine Tischbürsten mit ebenso kleinen, schön verzierten Schaufelchen. Ich erinnere mich an die alten, halb „aufgegessenen“ Löffel, die meine Oma in ihrer winzigen Wohnung in Mokotów noch benutzte und die sie über die Verbannung nach Kasachstan bewahrt und dann mit zurückgebracht hatte. Mit den Löffeln konnte man nichts mehr essen, die Versilberung war gesprungen, sie kratzten und man konnte sie nicht mehr richtig reinigen. Das meiste Silber war natürlich da, in der Verbannung, verkauft oder in Essbares eingetauscht worden; geblieben waren für uns Enkelkinder Erinnerungen wie: „das war doch echtes Norblin, oder eher Fraget“. Meine Oma schätzte die Erzeugnisse dieser polnischen Fabriken sehr und sie erzählte mir, dass in dem Flügel, den sie in ihrer Wohnung in Lemberg hatten zurücklassen müssen, drei Komplette von je 24 Besteckteilen für jede ihrer drei Töchter eingelagert waren; sie konnten nicht so viel in die Verbannung mitnehmen. Als ich vor ein paar Jahren in Lemberg war, auch in ihrer Wohnung, zwar verkleinert, denn da wohnten nun drei Familien, konnte ich keinen Flügel ausfindig machen, geschweige denn die Besteckkomplette für die Mädchen.
Die Norblin-Fabrik scheint mir eine Mischung aus Zukunft und fortgesetzter Vergangenheit in diesem während des Zweiten Weltkrieges wirklich total zerstörten Warschau zu sein. Im Sommer wird sich der Ort bestimmt mit Tausenden von Besuchern füllen.
Cześć Ewo Mario, Koleżanko Pielgrzymko stale w Drodze, napisałem fragment wspomnień z dzieciństwa, gdy wyjeżdżaliśmy wszyscy na wieś, do Malużyna. Na dwa miesiące. To blisko Ciechanowa (27 km). Rodzice bywali tam oboje, ale też często jedno musiało pracować, bo były problemy z urlopem, a my dzieci stawaliśmy się na lato dziećmi bardzo wiejskimi. Te czasy wspominam bardzo dobrze, rzeka Wkra i Malużyn to cząstka mojego serca. Tak się złożyło że wspomniane w wierszu trzy panny Kinówny zamieszkały w Berlinie Zachodnim. Może przeczytają teraz ten wiersz.
Mietek
A ja odpowiedziałam: A może wyślemy im linka. _________________________________
Mieczysław Węglewicz
Dym jeszcze spał w kominie i rosa na szybach a my o szarej godzinie już w lesie na grzybach jak mówił młody Wilczek Stasiek – syn Krystyny ,,w brzeziny na kozaki, na prawe w dębiny” a jeszcze kurki, pociechy, maślaki i kanie z pełnymi koszami szliśmy na śniadanie.
Tata czekał nas w domu ,,ho ho, piękne grzyby” chwalił i po śniadaniu szedł z nami na ryby. Wędki bambusowe, przelotki, spławiki i najcenniejsze te małe, złocone haczyki. Na nich ziarnka pszenicy wczoraj gotowanej a czasem ciasto z chleba z żółtkiem zagniatane ale chyba najczęściej brały na robaka kiełbiki i uklejki albo płotka jaka choć Tacie się zdarzyło że złowił szczupaka Chodziliśmy się kąpać drogą w dół ,,do młyna” wypatrując chciwie śliczne młynarzówny córki pana Kina trzy panny Kinówny
Jeszcze mgły nad łąkami Ledwo wstało słońce a już szliśmy na ryby po księżowskiej łące W mgle pasł się koń plebana A my, zjawy w szkodę bo w trawie się zbierało pieczareczki młode Koń nas dobrze rozumiał i łąkę nawoził a proboszcz niezupełnie, bo piekłem nam groził…
Tydzień temu zaprezentowałam Wam, kochanx Czytelnix, żarcik Konrada na temat berlińskiej zapowiedzi, że na stację wjechało metro i można wsiadać. Słychać wtedy cichy głos z głośnika, który mówi Einsteigen,bitte, proszę wsiadać. Ponieważ głos nie jest zbyt donośny, a na pewno, jak to w Berlinie, dykcja osoby mówiącej pozostawia co nieco do życzenia, cudzoziemcy i dzieci często słyszą tę zapowiedź jako “Einstein bitte”.
Oczywiście, “Einstein jaki jest, każdy wie”, ale pomyślałam, że może jednak napiszę tu o nim parę słów.
Gdy wpisuję słowa do wyszukiwarki – Einstein, Berlin – znajduję dziesiątki wpisów o kawiarniach z sieci Einstein. Trzeba dodać imię Albert, żeby Google przypomniał sobie, że był kiedyś taki człowiek, który mieszkał tu przez 19 lat, od 1914 do 1933 roku. Trochę to dziwne, bo jednak jest w Berlinie Nabrzeże Einsteina, są Podwórka Einsteina, jest jego dom z tablicą pamiątkową i, ale to już poza Berlinem, w miejscowości zwanej Caputh, letni dom.
Einsteinhöfe (Podwórka Einsteina) w Berlinie na Einsteinufer (Nabrzeżu Einsteina)
Einstein! Był ulubioną postacią w przedwojennym Berlinie, gdzie cieszył się zarówno sławą geniusza, jak i profesora dziwaka. Chodził potargany, grał chętnie ale fatalnie na skrzypcach, witał gości na bosaka. Tak właśnie zwykły człowiek wyobraża sobie szalonego profesora.
Albert Einstein w biurze na Uniwersytecie w Berlinie. Public domain image.
Urodził się w Niemczech 14 marca 1879 roku, umarł 18 kwietnia 1955 roku w USA. Studiował w Zurychu. W roku 1905 opublikował pierwszą wersję Teorię względności. Do Berlina przyjechał w 1914 roku na zaproszenie Maxa Plancka. Pracował w Akademii Nauk i na Uniwersytecie Berlińskim, był kierownikiem Instytutu Fizyki. Dzięki obserwacjom, jakich dokonał podczas całkowitego zaćmienia słońca w roku 1919, uzupełnił i rozszerzył Teorię względności. Był już w tym momencie największą światową sławą, nie tylko w zakresie nauk ścisłych. Był sławą jako on sam, Albert Einstein. W roku 1921 otrzymał nagrodę Nobla.
Był słynnym kobieciarzem, jego obie żony bardzo cierpiały z tego powodu. Z pierwszą żoną, Milewą miał troje dzieci, dwóch synów i córkę, która albo umarła, albo została oddana do adopcji, w każdym razie jej ślad zaginął. Wkrótce po przyjeździe do Berlina zaczął romans ze swoją kuzynką, Elsą Löwenstahl. Milewa zabrała dzieci i wróciła do Szwajcarii. Po rozwodzie Einstein ożenił się z Elsą i zamieszkał u jej rodziców na Schönebergu.
Gdy w latach 30. NSDAP coraz stawała się coraz groźniejsza, Einstein coraz częściej wyjeżdżał z wykładami do USA. W roku 1933, po przejęciu władzy przez Hitlera, nie wrócił do Europy. Pracował w Institute for Advanced Study w Princetonie, w stanie New Jersey, gdzie mieszkał z rodziną aż do śmierci.
W Berlinie upamiętniony został nader skromnie – na Haberlandstraße 5 umieszczono porcelanową tablicę pamiątkową (to taka berlińska specjalność te białe tablice), jest też nazwany jego imieniem mały park na Prenzlauerbergu.
O Pomniku przedstawiającym starego młodego Einsteina, rzeźbiarka, Anna Franziska Schwarzbach napisała wiersz:
Albert & Einstein auf einem Sockel?
Am Anfang war ein Stein, eine Straße und ein Wunsch Einstein aus einem Stein
nein: hieße: Einstein ›Steißbein‹ was dann?
I. Idee: Einstein zwischen zwei Steinen (relativ einfältiger Einfall)
II. Idee: Einstein mit Einstein: aber wie? (relativ guter Einfall)
III. Idee: Albert & Einstein (guter Einfall von Butzmann) Wie aber steht Albert zu Einstein? steht er neben ihm steht er hinter ihm
Wiersz gra ze słowem Einstein, które po niemiecku znaczy kamień, jeden kamień. Może Tibor go przetłumaczy. Ja nawet nie próbuję.
*** W Caputh nad jeziorem Templińskim, 6 kilometrów na południe od Poczdamu, nie na Waldstraße 7 można obejrzeć dom letni Einsteina. W zamyśle miał to być dar miasta Berlina dla wielkiego naukowca, ale proces obdarowywania był tak skomplikowany i ciągnął się tak długo, że Einstein po prostu sam sobie kupił działkę i zatrudnił architekta (Konrad Wachsmann), który mu wybudował dom. Po wyjeździe Einsteinów do USA dom zmieniał właścicieli, służył jako szkoła żydowska, był siedzibą Wehrmachtu i przez wiele lat budynkiem mieszkalnym. Od roku 2006 dom można zwiedzać, trzeba jednak ostrzec potencjalnych zwiedzających, że już za życia Einsteina dom był urządzony w prawdziwie spartańskim stylu, a i dziś wydaje się dość skromny.
***
W Poczdamie znajduje się Albert Einstein Science Park z ekspresjonistyczną wieżą – Einsteinturm – w której mieści się obserwatorium astrofizyczne, zaprojektowane przez wybitnego architekta, Ericha Mendelsohna. Wieża została wzniesiona dla Einsteina – uczony7 prowadził tutaj badania spektrum światła słonecznego, których celem było potwierdzenie teorii względności. Park Naukowy, dziś nazwany imieniem Alberta Einsteina,jest jednak starszy i został utworzony w połowie XIX wieku na tzw. Wzgórzu Telegraficznym (Telegrafenberg). Wg planów architekta Paula Emanuela Spiekera urządzono tu park angielski i wzniesiono obserwatoria astronomiczne, meteorologiczne i geodezyjne, stanowiące część Instytutu Astrofizyki. Dziś w budynkach w parku mieszczą się siedziby Niemieckiego Centrum Badań Geodezyjnych, Instytut Badań Polarnych i Morskich oraz Instytut Badań Następstw Klimatycznych. Najsłynniejszym budynkiem w parku jest tzw. Großer Refraktor z roku 1899, wyposażony w podwójny teleskop. Od roku 2006 refraktor jest znowu w użyciu.
Echt, jetzt? Ist das wirklich wahr? Kann mich mal jemand kneifen, um zu wissen, ob dass der Realität entspricht?
Na ja, so behauptet es zumindest der Berliner Tagesspiegel.
Kampf gegen Vorbehalte der Union. Habecks Klimaplan für Deutschland – vom Winde verweht? Wirtschaftsminister Habeck tourt durch Deutschland und trommelt bei den Ministerpräsidenten für die Energiewende. Bei Söder in Bayern erhielt er am Donnerstag ordentlich Gegenwind.1
Er ist Deutschlands „grüner“ Wirtschafts- und Klimaminister (Bündnis 90/ Die Grünen) und er schmiedet einen großen Plan für Deutschland. Er meint, dass Deutschland in der Sache Klimaschutz gar nicht so fortschrittlich sei, wie wir seit Jahren geglaubt hatten.
Kaum zu glauben, oder? Ich erinnere noch sehr gut, als Angela Merkel plötzlich und ohne großen Konsultationen die Energiewende ankündigte und gleichfalls versprach, in 10 Jahren auf Atom gar zu verzichten.
Die ganze (zugegeben – nicht sonderlich große) „linke Bulb” in Polen, die seit Jahrzehnten ergebnislos gegen polnische Kohlenwirtschaft und für Windenergie kämpfte, war regelrecht außer Atem vor Bewunderung.
Wie kann man nur um Gottes Willen? – fragten wir uns. Ich kann und will um jeden Willen – antwortete Deutschland.
Die zehn Jahre sind vorbei!
Am 1. Januar diesen Jahres ist es dazu gekommen – die ersten zwei von den zehn, deutschen Atomkraftwerken wurden angehalten. Merkels Versprechen trat in Kraft und …
Und alle waren unzufrieden. Vor allem die jungen Menschen, die aus heiterem Himmel entdeckten, dass es vielleicht mit Atom besser und schneller zur nachhaltigen Energiewende kommen würde, als mit all den anderen Energiegewinnformen allerseits.
Die ältere Generation ist wiederum dabei so baff, dass man kaum etwas murkst. Sie haben doch seit Jahrzehnten dafür gekämpft, dass man das Atom stoppt – ihre ganze Jugend wurde von diesem Kampf bestimmt. Man blockierte die Zugangswege zu den Kraftwerken, die deswegen wie mittelalterliche Festungen gebaut wurden, man blockierte die Atommülltransporte, jedes Jahr wieder gingen die Osternmarsche los. Die Grüne-Partei, die sich jetzt an der Macht beteiligt, verdankt gerade dieser zähen Anti-Atomstimmung ihre nachhaltige Profilierung.
Die Ironie der Geschichte ist, dass gerade die CDU-Kanzlerin dies entschieden hat, dass Deutschland auf Atom verzichte. Es war eine von diesen emotionalen Entscheidungen Merkels, die nach der Fukushima-Katastrophe ganz genau wusste, dass jetzt nur radikale Worte ihre Macht weiter tragen werden. So ist sie gewesen. Nette Mutti, die plötzlich zur Diktatorin wurde.
Schon zuvor hat sie genauso alleinhändig und emotional entschieden, dass man den Euro retten muss, koste es, was es wolle. Als Nebenwirkung wurde die Mitgliedschaft Griechenlands in der EU gerettet. Das dritte Mal kam sie mit ihrer Entscheidung während der Flüchtlings-Krise 2015 zum Wort. „Wir schaffen es“, sagte sie und ließ eine Million Flüchtlinge nach Deutschland kommen.
Da man sich nie bei allen beliebt machen kann, wurde sie für all` diese drei Entscheidungen sowohl gelobt und geliebt, als auch gehasst und gebrandmarkt. Das Entscheidende ist, dass sie in allen drei Fällen gewonnen hat. Griechenland blieb in der EU und wir zahlen immer noch mit Euro. Die Flüchtlinge kamen in einem Massenandrang hier her und sie tun es immer noch, vielleicht nicht in solchen Massen, dafür aber stetig. Ah-ja, und auf Atom verzichten wir auch noch gerade.
Eine weitere Ironie der Geschichte ist es, dass wir uns Anfang 2022 in unglaublicher Energiekrise befinden und dass wir dies dem SPD-Kanzler, Gerhard Schröder zu verdanken haben. Klar, er war nicht der Erste, schon in Kohl-Zeiten wollte man Deutschland mit dem sowjetischen Gas verkuppeln. Das Siegel kam aber von Schröder, der ohne zu zögern, für eigenen Wohl ganz Deutschland in die Situation schubste, wo wir Russlands Gas lieben und Putins Gnade fürchten müssen. Wenn Putin es für nötig hält, zittern bald 80 Millionen Deutschlands Bewohner vor Kälte und unser ganzer Wohlstand binnen zwei Wochen stützt in ein schwarzes, kaltes Loch. Ja und was will und was kann Habeck in dieser Situation noch tätigen? Was ist also sein Plan?
Wirklich schneller mehr Ökostrom herzustellen? Tatsächlich neues “Wind-an-Land-Gesetz” einzuführen? Ernsthaft die Solardachpflicht für Neubauten zu oktroyieren? Sicher die Abschaffung der EEG-Umlage umzusetzen? Und dazu noch die Maßnahmen zur finanziellen Unterstützung der Industrie zu unterstützen?
Das sind die Hauptbestandteile Habecks “Klimaschutz-Sofortprogramms”. Von dem russischen Gas und Putin selbst ist ja nicht die Rede. „Was uns in die Schnelle treibt“, meint unser Klimaminister, „sind Klima-Konferenzen-Ergebnisse: Verschärfter Klimaziele für 2030 und der angestrebten Klimaneutralität bis 2045.“2
Aha.
Aber egal. Die Namen sind Schall und Rauch, wie Goethe es sagt. Der Klimawandel ist wichtig. Und es soll schnell gehen. Aber schnell in der deutschen Politik soll es immer sein – und dann handelt es sich nur um ein paar Monate. Das weiß Merkel ganz genau und falls es wirklich schnell ging, war es ihr bewusst, dass sie auf alle Unterredungen und Verhandlungen verzichten und diese diktatorisch beschließen muss. Habeck ist jedoch nicht Merkel. Der erste Teil seiner geplanten Sofort-Maßnahmen sollen noch im April beschlossen werden. Gut zu wissen, dass “sofort” drei Monate bedeutet und “schnell” – ein Jahr: Der Rest des Programms soll bis zum Jahresende folgen und im kommenden Jahr in Kraft zu treten.
Bis zum Jahr 2030 sollen 80 % der Energie vom Wind und Sonne gewonnen werden. Dafür soll jedes Bundesland 2 % seiner Fläche für Energie-Anlagen zur Verfügung stellen. Die Windräder werden jetzt auch dichter zueinander stehen. Es werden Wälder und Förste der Windräder entstehen. Die bürokratischen Hürden sollen verschwinden, damit jeder, der will, sofort seine eigene Windmühle bauen kann.
Na ja. Der einzige Knackpunkt, den Habeck vielleicht vergessen hat, ist, dass Deutschland eine Föderation ist – ein Bund. Manches, was er will, kann er überhaupt nicht entscheiden, da es den Länder-Befugnissen unterliegt. Es ist klar, dass wir es zügig brauchen, die Frage ist lediglich: Wie? Wie zwingt man 16 unabhängige und teils sehr autarke Länder, gemeinsam und schnell zu entscheiden?
Es ist aber noch härter. Es gibt nicht nur 16 Länder und 16 Länderchefs, die zum Teil gar nicht das wollen, was die Regierung will. Es gibt noch ein anderes Problem und zwar ca. 80 Millionen Deutsche, die zwar generell vielleicht für die Wende wären, wenn sie aber nicht direkt vor deren Tür stattfindet. Im Klartext bedeutet es: Der Habeck kann sich so viele Windräder und Solaranlagen bauen lassen, wie er will, nun bitte nicht in meinem Garten. Und die Solardächer, bitte sehr, überall, aber nicht bei uns. Nicht in unserem eigenen Heim. Zur Zeit heißt es, nur die wirtschaftliche Neubauten müssen Solardach erhalten, aber im Koalitionsvertrag steht es klip und klar: “Alle geeigneten Dachflächen sollen künftig für die Solarenergie genutzt werden”.
Das heißt im Klartext: Hier ist Solidarität von Nöten – und globale Verantwortung. Dies sind aber nicht die sozialen Eigenschaften, die momentan in Europa vorhanden sind. Wir sind ein Kontinent von 450 Millionen Individuen. Man hätte vielleicht Pflicht und gesetzlichen Zwang einführen müssen.
Aber Pflicht & Zwang – mit welchen Wörtern jonglieren wir hier überhaupt?
Soll wirklich eine Pflicht-Diskussion – über Pflicht-Impfung auf einmal reichen? Und wenn wir nicht auf unsere soziale Verantwortung zählen können, wenn es um unsere Gesundheit geht, wie können wir uns auf diese wage Emotion berufen in der abstrakten Sache der globalen Klima-Krise? Welche Krise?
“In meinem Garten ist das Wasser klar und das Gras grün.”
Zu guter Letzt bleibt ja noch die Sache der sozialen Gerechtigkeit. Die Wende darf nicht auf Kosten der Bevölkerung stattfinden und schon gar nicht deren armen Teil. Die Menschen benötigen also finanzielle Unterstützung. Wenn die Regierung es tut, wird es sehr viel kosten und immer noch und vor allem symbolische Bedeutung haben. Wenn wir die Angelegenheit ernst nehmen sollen, muss die Wirtschaft leiden und die Kosten der Klimawende auf eigenem Rücken tragen. Stattdessen erwägt man jetzt schon die finanzielle Unterstützung für die Industrie, die die klimaneutrale Energie anwenden wird.
Ahja, das war noch nicht alles – Die Sache mit dem Atom. Da war ja was.
Was ist, wenn doch das Atom die Zukunft bildet und nicht die Windräder und Solardächer? Die Jugend, die viel mehr Hoffnung in der künstlichen Intelligenz legt und überhaupt lieber an modernen Technologien glaubt als Versprechungen der “Alten” (und Habeck ist schon “der Alte”), hofft auf neue, kleine, effiziente Atomgewinnungsanlagen, die man in eigenem Auto nutzen und in eigener Tasche tragen wird.
Science fiction? Vielleicht.
Aber vieles, was wir jetzt für eine Selbstverständlichkeit halten, schien vor noch 10, 20 oder 50 Jahren, Hirngespinst zu sein.
Es scheint, die Energiewende sei ein schwieriges Unternehmen. Dazu noch sind alle Habecks Maßnahmen zu teuer,
zu wenig,
zu veraltet,
zu spät,
zu langsam.
Der Habeck, als Ritter einer sehr traurigen Gestalt, hat sehr viel zu tun, um seine Windmühlen allerseits zu verteidigen. So lässt sich sagen: Der moderne Don Quixote säet, der erntet aber nicht, sondern um seine Mühlen kämpft.
„Ich möchte, dass sich jemand erinnern wird, dass einst ein Mensch gelebt hat, der David Berger hieß.” Aus David Bergers letztem Brief, Vilna 1941
Heute, 81 Jahre nach der Ermordung von David Berger während des Holocaust, bitten wir Sie, unserer #IRemember Wall beizutreten und der Namen und Geschichten anderer Holocaust-Opfer zu gedenken.
Mit dem Beitritt unserer IRemember Wall wird Ihr Name automatisch mit dem Namen eines Holocaustopfers aus Yad Vashems Zentraler Datenbank verbunden. Mit diesem einzigartigen Projekt können Sie eines bestimmten Opfers gedenken, dessen Namen erfahren, seine Geschichte lesen und sein Bild sehen. Sie können dann die Geschichte des Opfers mit anderen teilen, um das Holocaust-Bewusstsein am Internationalen Tag des Gedenkens an die Opfer des Holocaust zu unterstützen. Gemeinsam können wir sicherstellen, dass die Erinnerung an die 6 Millionen während des Holocaust ermordeten Juden niemals vergessen wird. Begehen Sie den Internationalen Tag des Gedenkens an die Opfer des Holocaust 2022 (27. Januar) indem Sie der Millionen Holocaustopfer, wie David, gedenken.
Für mich ausgesuchter Name war Inge Kanthal, aus Achaffenburg in Deutschland:
Sie war die Tochter von Selma (Erna), geb. Rotshild und Willi Kanthal. Selma wurde 1906 geboren, Willi – 1901. Eltern und Kind sollten 1945 ermordet sein.
Die Angaben in Yad Vashem Kartei sind sparsam. Man notiert nur, dass alle drei durch eine Verwandte, Margaret S. Fletscher registriert wurden.
Mehr erfährt man aus einer Kartei der Stadt Aschaffenburg zum Thema Schicksale der lokalen Juden.
Inge Kanthal wurde 1934 in Frankfurt am Main geboren. Ihr Vater war Kaufmann. Der Name der Mutter war Selma und nicht Erna. Die Familie lebte in Aschaffenburg in Elisenstr. 16.
1942 wurden sie zuerst nach Würzburg, dann nach Ghetto Kraśniczyn und danach in benachbarten Ghetto Izbica in Polen deportiert.
Es ist nicht ausgeschlossen, dass die Familie Kanthal in einer gut dokumentierten Transport aus Würzburg in den Raum Lublin kam. In deutschen Wikipedia zu Standorte Krasiczyn und Izbica findet sich folgender Eintrag an:
Am 25. April 1942 marschierten 852 Juden in Würzburg vom Platz’schen Garten zum Bahnhof Aumühle. Dort stand der Transportzug DA 49 zum Abtransport bereit. Um 13:00 Uhr dem Transportführer „ordnungsgemäß übergeben“, passierte der Zug um 15:20 Uhr den Würzburger Hauptbahnhof in Richtung Bamberg; hier wurden noch weitere 103 Juden aufgenommen. Über Lichtenfels, Kronach und Saalfeld, durch das nördliche Schlesien traf der Transport am 28. April 1942 um 2:00 Uhr in Lublin ein. Dort Anfahrt um 5:00 Uhr erreichte er den Zielbahnhof Krasnystaw um 8:45 Uhr. Die Würzburger Gestapo vermerkte: „Der Transport wurde vollzählig übergeben; Zwischenfälle haben sich nicht ereignet. Ein polizeiliches Einschreiten war nicht erforderlich.“ Die Deportierten wurden zu Fuß nach Kraśniczyn weitergeleitet. Mit ziemlicher Sicherheit wurden alle Überlebenden am 6. Juni ins Vernichtungslager Sobibór gebracht.
Ich habe mit Hilfe von Google eine Karte gefertigt. Vieleicht so fuhr Inge Kanthal in den Tod nach Sobibór. Heutzutage wären es mit dem Auto 14,5 Stunden. Mit dem Zug fuhren sie Tage.