Ostatnia siostra miłosierdzia

Zbigniew Milewicz

Najpierw przyszła do mnie do redakcji pani Wiesia, żeby pożalić się na Konstancję. Mała, korpulentna, z tlenionymi blond włosami, uczesanymi starannie w modnego koczka. Znały się od wielu lat z kliniki przy ulicy Francuskiej, gdzie obydwie pracowały jako pielęgniarki na internie. Później, po przejściu na emeryturę czasami się widywały gdzieś w sklepie, na ulicy, albo na niedzielnym nabożeństwie w kościele Mariackim, bo mieszkały niedaleko siebie w centrum Katowic. Wtedy zamieniały ze sobą parę zdawkowych uwag, o tym, że jakieś autobusy nie jeżdżą, że znowu pada, albo nie dowieźli mięsa, ale na tym się kończyło, bo już w szpitalu nie lubiały się jedna z drugą.

Wiesia była zadbaną, śląską kobietą. W domu można było u niej jeść, jak to mówią, z podłogi. Tak sobie umiała zorganizować czas, że niezależnie od szpitalnego dyżuru, jej chłop miał zawsze narychtowane sznitki do roboty, po szychcie ciepły posiłek, córka i syn sprawdzone tornistry, wszyscy chodzili schludnie ubrani i spali w czystej pościeli. Konstancja przyjechała na Śląsk po wojnie zza Buga, była niezamężna, nie miała dzieci, za to chmarę kotów, które podobno nie tolerowały żadnych obcych ludzi w domu. Stąd nikt nie wiedział, jak Konstancja żyje w tym swoim dwupokojowym mieszkaniu, które miała po zmarłych rodzicach. Wiesia raz tylko zajrzała tam przez drzwi do przedpokoju, żeby odebrać jeden klucz, który koleżanka pomyłkowo zabrała z kliniki. Myślała, że się przewróci ze smrodu, który dolatywał ze środka. Jakim cudem Konstancja przychodziła do pracy mimo wszystko nienagannie higieniczna, tego Wiesia nie potrafiła sobie wytłumaczyć.

Mój felieton w katowickim Dzienniku Zachodnim o tolerancyjnej pielęgniarce, która pozwala swoim pacjentom na wszystko, na co nie wyrażają zgody ich lekarze, wywołał małą burzę wśród czytelników, dotknięte poczuły się kręgi medyczne. Co prawda pani Konstancja była już na zawodowej emeryturze i opiekowała się chorymi prywatnie, w ich domach, ale wcześniej pracowała w renomowanej placówce medycznej i niektórzy czytelnicy domniemywali, że mogło w niej dochodzić do podobnych zdarzeń. Zadzwoniła do redakcji także bohaterka tego felietonu, nawet nie z pretensjami, tylko – jak to ujęła – z potrzeby uściślenia pewnych informacji. Zaprosiłem ją do kawiarni w Domu Prasy przy ulicy Młyńskiej, gdzie mieścił się wtedy Dziennik Zachodni. Miałem nadzieję na możliwie krótkie, treściwe spotkanie, a trafiłem na potrzebę kobiecych zwierzeń. Konstancja chciała mi najpierw opowiedzieć, jak trafiła z Żytomierza na Śląsk, jak wraz z rodzicami musieli zostawić cały dobytek i w bydlęcym wagonie, razem z innymi repatriantami ruszyli na Zachód. Ojciec był profesorem geografii w liceum, mama uczyła biologii, godzinę dostali od ruskich na spakowanie rzeczy na wyjazd. Konstancja miała wtedy już 32 lata, za sobą ukończoną wyższą szkołę baletową i kilkuletnie doświadczenie w pracy na targowisku miejskim. W czasie wojny handlowała w Żytomierzu, czym się dało. A w Katowicach została pielęgniarką, bo bardzo ich wtedy brakowało.

– Nadal brakuje – zauważyłem – szczególnie tych z powołania.
– Myślę, że taką pielęgniarką byłam i nadal jestem, bo nawet na emeryturze dalej pomagam chorym.
– Pani przeciwnicy twierdzą, że chodzi o pomoc zwłaszcza w szybszym umieraniu.
– Wiem, że pan z Wiesią rozmawiał, bo to ona tak mówi, ale bezpodstawnie.

Pytam więc między innymi o te słodycze, którymi pani Konstancja karmi chorych na cukrzycę, o papierosy kupowane po kryjomu astmatykom, o wódeczności, którymi częstuje chorych na marskość wątroby. Patrzy na mnie w odpowiedzi tymi swoimi niewinnymi, szarobłękitnymi oczyma i szepce kokieteryjnie:

– No, bo mnie proszą, czasami błagają, a ja wtedy nie potrafię im odmówić. Kiedy wiem, że choremu nie pozostało już zbyt wiele życia, że jego dni, a czasem godziny są policzone, to staram się spełniać jego najskrytsze pragnienia. Jak niektórych za bardzo nie stać finansowo, żeby kupić na przykład lepszy koniak, to im go sama stawiam, z własnej kieszeni. Która szeregowa pielęgniarka tak robi?

Pani Konstancja wie, że mówią na nią Kostusia, albo nawet Kostucha. Nie rozumie jednak, dlaczego. Kiedyś była atrakcyjną kobietą, dzisiaj sylwetka się przygarbiła, przybyło zmarszczek, a ubyło włosów i zębów, ale do dentysty nie pójdzie, bo źle znosi ból. Pozatym uważa, że w człowieku najważniejsza jest dusza, a ona się przecież nie starzeje.

– Ma pani swojej duszy coś do zarzucenia?
– Absolutnie nie.

Kilka miesięcy po naszym spotkaniu miała miejsce awaria w starej kamienicy, w której żyła ze swoimi kotami pani Konstancja. Mieszkała na drugim piętrze, w kanalizacji wodociągowej pękła jakaś rura i mieszkania w jednym pionie zostały zalane, więc pilnie trzeba było się do nich dostać. Konstancji nie było akurat w domu, dozorca otworzył drzwi zapasowym kluczem i cała kocia mistyfikacja wyszła na jaw. Śladu bodaj pojedynczego sierściucha nie uświadczono, zamiast tego wszędzie piętrzyły się w nieładzie różne rzeczy po zmarłych rodzicach oraz pacjentach pani Konstancji. Kiedy gospodyni po raz ostatni sprzątała to mieszkanie ? Na to pytanie nie była w stanie odpowiedzieć przed sądem, bo jej sprawa ostatecznie znalazła swój finał na wokandzie.

Zarzutów było kilka. Główny – zaniedbywanie obowiązków pielęgniarskich w trakcie sprawowania prywatnej opieki nad chorymi i wcześniej w klinice, co mogło powodować pogorszenie stanu ich zdrowia, lub wcześniejszy zgon. Ponadto – wyłudzanie korzyści materialnych od pacjentów i działania na szkodę prawa budowlanego. Obserwowałem przebieg rozprawy z audytorium dla publiczności. Konstancja odpowiadała z wolnej stopy. Wyprostowana, jakby połknęła kij, w jakiejś za dużej dla siebie, męskiej kurtce, z małą główką osadzoną na długiej szyi, mocno zaciskała dłonie na balustradzie mównicy, tak jakby od tego szponiastego uchwytu wszystko zależało. Trochę z wyglądu przypominała strusia. Jej odwieczna rywalka Wiesia, dużo mniejsza wzrostem, za to gustownie ubrana i pełna kobiecych powabów, która zeznawała w sprawie, jako główny świadek oskarżenia, szybko została wyeliminowana przez obronę. Mecenas Berezowski, prywatnie mój dobry znajomy, wykazał, że obydwie panie w swoim czasie ostro konkurowały ze sobą o względy jednego z lekarzy. Wiesia przegrała, jej zarzuty wobec Konstancji nie mogły więc być obiektywne. Najcelniej jednak wybrzmiało:

– Wysoki sądzie, jak można nazwać opiekunkę, która stara się spełnić ostatnią wolę człowieka, którego może za chwilę już nie będzie między nami. Nieważne, czy jest to ciastko, lampka koniaku, czy pełen siostrzanej miłości pocałunek ukojenia. Nie inaczej, jak ostatnią siostrą miłosierdzia.

Na wysokim sądzie, który też był kobietą, na chwilę przed zawodową emeryturą, wywód ten wywarł bardzo dobre wrażenie i pani Konstancja została uniewinniona od zarzutu działania na szkodę swoich podopiecznych. Fakt zaś, że jakieś tam rzeczy dostawała po ich śmierci, nie miał wynikać z wyłudzenia, tylko z darowizn ich bliskich. Jedyne do czego ostatnia siostra miłosierdzia została zobligowana, to do prac porządkowych w swoim mieszkaniu, żeby lokatorowi z pierwszego piętra sufit pewnego dnia jednak nie zwalił się na głowę, a jej samej żyło się schludniej.

Uwaga FAKE!!!

Od czasu do czasu umieszczam tu teksty przygotowane przez Sztuczną Inteligencję (SI). Są czasem gorsze, czasem lepsze, ale czegoś takiego jak trzy teksty poniżej pani SI jeszcze nie wyprodukowała:

Anna Krenz napisała:

Napisz mi życiorys polskiej konspiratorki Ireny Bobowskiej z Poznania.

Irena Bobowska urodziła się 1 września 1909 roku w Poznaniu. Była córką nauczycieli, jej ojciec był dyrektorem jednej z poznańskich szkół. W czasie II wojny światowej Irena Bobowska była aktywną członkinią polskiej konspiracji.

W latach 1939-1940 pracowała w Szarych Szeregach, gdzie zajmowała się organizacją tajnego nauczania. Następnie działała w podziemnym ruchu oporu jako łączniczka i kurierka. W 1943 roku została aresztowana przez Niemców i osadzona w więzieniu. Przez kilka miesięcy była torturowana, jednak nie zdradziła żadnych informacji. W 1944 roku została przewieziona do obozu koncentracyjnego Ravensbrück, gdzie pracowała w fabryce amunicji.

Po zakończeniu wojny Irena Bobowska powróciła do Poznania, gdzie zaangażowała się w odbudowę życia kulturalnego miasta. Była jednym z założycieli Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Poznaniu oraz dyrektorem artystycznym tamtejszego Teatru Polskiego. W 1967 roku została uhonorowana Nagrodą Miasta Poznania za zasługi w dziedzinie kultury.

Irena Bobowska zmarła 6 maja 1981 roku w Poznaniu. Została pochowana na Cmentarzu Junikowo w rodzinnym grobie. Dziś jej imię noszą ulice w kilku polskich miastach, m.in. w Poznaniu, Wrocławiu i Słupsku.

Nie, Irena Bobowska urodziła się w 1920 roku w Poznaniu i została zamordowana w Berlinie w 1942 roku.

Przepraszam za moje nieścisłości w poprzedniej odpowiedzi. Faktycznie, Irena Bobowska urodziła się 11 lutego 1920 roku w Poznaniu i była jedną z najmłodszych konspiracyjnych bohaterek z czasów II wojny światowej.

W czasie wojny działała w organizacji “Kryska”, która zajmowała się kolportażem prasy podziemnej oraz organizowaniem pomocy dla więźniów politycznych. Była również jednym z liderów Organizacji Małego Sabotażu “Wawer” na terenie Poznania.

W 1942 roku Irena Bobowska została aresztowana przez Gestapo i osadzona w więzieniu w Berlinie. Tam była torturowana, jednak nie zdradziła żadnych informacji. Niestety, 18 lipca 1942 roku została stracona przez Niemców w wieku zaledwie 22 lat.

Irena Bobowska była bohaterką walki o wolną Polskę i jest symbolem młodych ludzi, którzy poświęcili swoje życie dla sprawy narodowej. Dziś jej imię nosi m.in. Szkoła Podstawowa nr 64 w Poznaniu.

To również nie ta biografia. Znajdź właściwą.

Przepraszam za pomyłki. Poniżej przedstawiam właściwą biografię Ireny Bobowskiej:

Irena Bobowska urodziła się 1 września 1918 roku w Poznaniu, jako najmłodsza z ośmiorga dzieci. W czasie II wojny światowej była członkiem konspiracji i działała w Armii Krajowej na terenie Poznania.

W 1942 roku, wraz z mężem Czesławem Bobowskim, zaangażowała się w organizację ucieczki z więzienia na Młyńskiej w Poznaniu, gdzie przetrzymywani byli więźniowie polityczni. Plan ucieczki nie powiódł się, a Irena Bobowska i jej mąż zostali aresztowani przez Gestapo.

Po aresztowaniu Irena Bobowska była torturowana przez niemieckie służby, jednak nie zdradziła żadnych informacji. W styczniu 1943 roku została przewieziona do niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrück, gdzie pracowała w fabryce amunicji.

W Ravensbrück Irena Bobowska była jednym z liderów ruchu oporu i organizowała tajne nauczanie dla innych więźniarek. W kwietniu 1945 roku została ewakuowana wraz z innymi więźniarkami z obozu i udało jej się przeżyć wojnę.

Po wojnie Irena Bobowska powróciła do Poznania i zaangażowała się w odbudowę miasta. Była m.in. wiceprezesem Zarządu Głównego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację oraz członkiem Rady Krajowej tej organizacji. W 1946 roku złożyła egzamin maturalny i podjęła studia z zakresu filologii polskiej na Uniwersytecie Poznańskim.

Irena Bobowska zmarła nagle 27 listopada 1946 roku w Poznaniu. Miała zaledwie 28 lat. Jej śmierć była tragicznym wypadkiem – spadła z okna swojego mieszkania na czwartym piętrze. Część osób uważa, że był to jednak zamach.

Irena Bobowska była jedną z najmłodszych bohaterek polskiej konspiracji i jedną z najwybitniejszych działaczek Armii Krajowej w Wielkopolsce. Dziś jest patronką ulic i szkół w Poznaniu, a także jedną z głównych postaci upamiętnionych w Muzeum Martyrologii Wielkopolan w Poznaniu.

Koniec wojny

Ewa Maria Slaska

19 kwietnia wielu z nas przypominało na Facebooku, że właśnie minęła 80 rocznica powstania w Getcie Warszawskim, wielu umieściło zdjęcia żonkili, symbolicznego kwiatu Powstania. Przy tej okazji Jarosław Suchoples, historyk, napisał w komentarz:

Jarek Suchoples

“Zawsze nachodziła mnie taka refleksja, że 30 kwietnia dwa lata później nie było już żadnego Hitlera, a Niemcy były na kolanach. Wniosek: dwa lata to bardzo dużo czasu.”

Tak, to bardzo dużo czasu. Od końca Powstania Warszawskiego do końca wojny minęło zaledwie 7 miesięcy i to też było bardzo dużo czasu.

W ostatnich latach ten koniec wojny przewartościował się w Polsce z klęski Niemców na walkę z Sowietami. Jedną z wyrazicielek tego trendu była kilka lat temu Magdalena Grzebałkowska ze swoją książką 1945. Wojna i pokój i dlatego, choć jest to dobra i solidnie ugruntowana książka, wzdragam się przed jej czytaniem.

Grzebałkowska urodziła się w 1972 roku.

W szczecińskim Muzeum Dialogu Przełomy kuratorzy wystawy posunęli się jeszcze dalej – obraz Kobasa Laksy otwierający ekspozycję nazywa się Szczecin 1945 – Koniec marzeń.

Naprawdę? Koniec marzeń?


Laksa urodził się w roku 1971. Urodził się w Białymstoku. A więc tak jak Grzebałkowska dużo po wojnie, a jeszcze też daleko od Niemców. Czy to czas czy odległość tak zmieniają perspektywy, że człowiek z pokolenia X może rok 1945 w Szczecinie zobaczyć jako koniec marzeń?

Pamiętam rozmowę z Hanną Krall, sprzed wielu lat, jak opowiadała o piwnicy, w której ukrywała się i ona, i inni żydowscy mieszkańcy Warszawy i jak do tej piwnicy wszedł nagle rosyjski żołnierz, a oni, ci wszyscy tam zgromadzeni ludzie zaczęli płakać ze szczęścia.

U Agnieszki Holland w filmie W ciemności jest też taka scena.

Ale Holland i Krall to stare panie, mają zapewne “starą” wizję świata i historii. Ja, choć urodzona już krótko po wojnie, również jestem starą panią i mam “starą” wizję świata. Tymczasem to samo Muzeum Dialogu w Szczecinie neonem Huberta Czerepoka przypomina: „Przeszłość nie jest tym, czym kiedyś była”. Napis został wkomponowany w kontur Polski. Nasza polska przeszłość się zmieniła.

Oczywiście tak, w roku 1945 przeszłość nie była tym samym, czym stała się po roku 1980, i czym stała się w niespełna 10 lat później, w roku 1989 roku. Przeszłość była inna wtedy i jest inna teraz.

Ale, żeby pozostać przy latach 80, sugeruję, że ta inna przeszłość jest realizacją tego, co działo się w 1984 Orwella.

Główny bohater powieści, Winston Smith pracuje w Ministerstwie Prawdy, które na bieżąco aktualizuje to, jak zapisana została przeszłość. To jak wyglądała przeszłość musiało się w najdrobniejszych szczegółach zgadzać z tym, co aktualnie głosiła partia. Dawna przeszłość znikała bez śladu i nawet jeśli ktoś coś pamiętał, to nie miał na to żadnych dowodów. Większość jednak, poddana ustawicznemu praniu mózgu, nie pamiętała nic.

Gdy Orwell pisał tę powieść, w latach 1945-1948, manipulacja przeszłością i pranie mózgu obywateli wydawały się totalitarnym zagrożeniem.

Ile razy myślę o tym, jak zmieniło się nasze polskie spojrzenie na koniec wojny, przypomina mi się ten cytat:

Szóstego dnia Tygodnia Nienawiści, po pochodach, przemówieniach, krzykach, śpiewach, transparentach, filmach, pokazach figur woskowych, dudnieniu bębnów i ryku trąb, tupocie maszerujących nóg, turkocie czołgów, wyciu przelatujących samolotów; grzmocie armat – po sześciu dniach tych atrakcji, kiedy zbiorowy orgazm sięgał szczytu, a powszechna nienawiść do Eurazji przerodziła się w tak zaciekłą furię, że gdyby tłum dostał w swoje ręce owe dwa tysiące eurazjatyckich zbrodniarzy wojennych, których miano powiesić publicznie ostatniego dnia obchodów, to niechybnie rozszarpałby ich na strzępy – dokładnie wówczas ogłoszono naraz, że Oceania wcale nie prowadzi wojny z Eurazją. Nieprzyjacielem Oceanii jest Wschódazja. Eurazja to sprzymierzeniec.
Nie przyznano się, oczywiście, że nastąpiła jakakolwiek zmiana sojuszy. Po prostu nagle, wszędzie równocześnie, ogłoszono, że to Wschódazja, a nie Eurazja jest wrogiem. Winston akurat uczestniczył w wiecu na jednym z głównych placów Londynu. Był późny wieczór – czerwone flagi i twarze zebranych oświetlał jaskrawy blask reflektorów. Na placu tłoczyło się kilka tysięcy ludzi, w tym tysiąc uczniów w mundurkach Kapusiów. Z trybuny obitej czerwonym suknem przemawiał do tłumu mówca z Wewnętrznej Partii, mały, chudy mężczyzna o nieproporcjonalnie długich rękach i ogromnej głowie, zupełnie łysej, jeśli nie liczyć paru rzadkich, przylizanych kosmyków. Karzeł ten, o twarzy wykrzywionej nienawiścią, w jednej kościstej dłoni dzierżył mikrofon, a drugą – zaciśniętą w ogromną pięść wymachiwał groźnie w powietrzu. Jego głos, któremu megafony nadawały metaliczne brzmienie, grzmiał wyliczając po kolei wszystkie zbrodnie nieprzyjaciela: masakry, wysiedlenia, grabieże, gwałty, torturowanie jeńców, bombardowanie ludności cywilnej, napaści, kłamliwą propagandę, łamanie układów. Przekonywał każdego, każdemu udzielała się jego furia. Co kilka chwil tak narastała wściekłość tłumu, że barbarzyński, niepohamowany ryk tysięcy gardzieli zagłuszał słowa mówcy. Najdziksze wrzaski wydawali uczniowie. Przemówienie trwało już ze dwadzieścia minut, gdy nagle na trybunę wbiegł posłaniec i wręczył mówcy kartkę. Ten rozwinął ją i przeczytał, nie przerywając potoku słów. Nie zmieniło się ani jego zachowanie, ani ton głosu, ani też treść tego, co mówił, lecz nagle zaczął wymieniać nazwę innego mocarstwa. Nie padło ani jedno słowo wyjaśnienia, ale tłum i tak w mig pojął wszystko. Oceania prowadzi wojnę ze Wschódazją! W następnej chwili podniósł się rwetes. Wszystkie transparenty i plakaty, którymi udekorowano plac, były nieodpowiednie! Połowa z nich przedstawiała niewłaściwe osoby. Sabotaż! Robota agentów Goldsteina! Powstał zamęt; ze ścian zrywano plakaty, a transparenty darto na strzępy i deptano. Kapusie dokonywali cudów zręczności wdrapując się na dachy i ściągając łopoczące na kominach flagi. Nie minęły dwie, trzy minuty, a było już po wszystkim. Mówca, wciąż dzierżąc w jednej dłoni mikrofon, a drugą wymachując w powietrzu, wychylał się z trybuny i grzmiał jak uprzednio. Jeszcze minuta i tłum znów zaczął wznosić dzikie okrzyki. Nienawiść trwała nadal; zmienił się jedynie jej obiekt.

Reblogi po 10 latach: Sarah Kirsch

Ewa Maria Slaska

Rok 2013

Umarła już 5 maja 2013 roku, ale do wiadomości podano to  dopiero kilka dni później. Niemiecka Wikipedia natychmiast to odnotowała.
Sarah Kirsch
Polska nie, ale polska w ogóle o niej wtedy nie pisała, dlaczego by więc miała coś wiedzieć o tym, że umarła.  Ale poetka nie była w Polsce nieznana. Na stronie http://www.torun.pl/pl/2007-ewa-lipska-i-sarah-kirsch pojawiły się razem Ewa Lipska i Sarah Kirsch. Obie w roku 2007 otrzymały nagrodę im. Samuela Lindego przyznawaną przez miasta Toruń i Getyngę.

Urodziła się w 1935 roku  w Limlingerode (w latach 1949-1989 była to miejscowość w NRD, gdzie poetka mieszkała do roku 1977). Studiowała biologię na uniwersytecie w Halle, a potem pisanie w Instytucie Literatury w Lipsku. W latach 1958-68 była żoną poety Reinera Kirscha.

Po pozbawieniu obywatelstwa NRD znanego pieśniarza Wolfa Biermanna w 1976 roku znalazła się wśród autorów kontestujących politykę władz, a w 1977 roku opuściła NRD i przeniosła się do RFN.

Debiutowała w 1961 roku i od tej pory ukazało się 19 tomów jej wierszy. Jedna z najciekawszych i najwybitniejszych poetek współczesnej literatury niemieckiej. Księgarnie internetowe oferują tylko wydania niemieckie, a po polsku ukazało się za jej życia tylko kilka jej wierszy w antologii niemieckojęzycznej liryki miłosnej: Ty się pojawiasz jak miłość… (PIW, Warszawa 1987) oraz w prasie literackiej.

Tuż koło białych bratków

stoję w parku tak jak mi kazał
pod wierzbą
rozczochraną staruchą bezlistną
widzisz mówi nie przychodzi

Ach mówię złamał nogę
zadławił się ością nieoczekiwanie
ulicę zamknięto albo
nie może wymknąć się swojej żonie
wiele rzeczy staje nam ludziom na przeszkodzie

Wierzba kołysze się i skrzypi
możliwe że już nie żyje
blady był taki kiedy cię całował pod płaszczem
możliwe wierzbo możliwe
w takim razie miejmy nadzieję że już mnie nie kocha

przełożył Jacek St. Buras

A ja popróbowałam wtedy sił w tłumaczeniu wiersza, który był wówczas bardzo popularny na youtubie, a po polsku go nie było: 

Die Luft riecht schon nach Schnee,                                                                 
mein Geliebter
Trägt langes Haar,
ach der Winter,
der Winter der uns
Eng zusammenwirft
steht vor der Tür, kommt
Mit dem Windhundgespann.
Eisblumen
Streut er ans Fenster,
die Kohlen glühen im Herd,
und Du Schönster Schneeweißer
legst mir
deinen Kopf in den Schoß Ich sage das ist
Der Schlitten der nicht mehr hält,
Schnee fällt uns
Mitten ins Herz, er glüht
Auf den Aschekübeln im Hof
Darling flüstert die Amsel
Powietrze pachnie śniegiem,
mój miły
ma długie włosy,
ach zima,
zima nadciąga,
w zaprzęgu ogarów.
Zima nas połączyła i zbliżyła,
rozsypuje lodowe kwiaty
na oknach
żarzy się węgiel w piecu,
a ty najpiękniejszy mój
Królewiczu Śniegu
kładziesz mi głowę
na kolanach. Mówię, że to sanie, których
nie sposób już zatrzymać,
śnieg pada w samo serce,
żarzy się jeszcze
w wiadrze popiołu na podwórzu
Och, Darling szepce kos

Tłumaczyła Ewa Maria Slaska

Rok 2023

Frauenclub Begine. Projekt Irena Bobowska.

Sonntag, 07.05.2023 15:00 Uhr

Ausstellung, Diskussion, Performative Lesung und Buchvorstellung

Die Botschaft der Pol*innen lädt ein: zu einer Diskussion mit Anna Krenz, Ewa Maria Slaska und Monika Wrzosek-Müller über die Erinnerungskultur in den deutsch-polnischen Beziehungen aus feministischer Sicht, einer Ausstellung über Leben und Werk von Irena Bobowska, einer performativen Lesung ihrer Gedichte und einer Präsentation des Buches „Die fehlende Hälfte der Geschichte”.

Continue reading “Frauenclub Begine. Projekt Irena Bobowska.”

“Krönungs-Quiche”

… nach dem Rezept vom Buckingham Palast

Am 7. Mai, ein Tag nach der Charles und Camilla Krönung werden überall in Großbritannien die Menschen in den Straßen zum so genannten großen Krönungsschmaus zusammenkommen. Dabei wird es überall das gleiche Essen geben: Krönungs-Quiche, Salat und junge Kartoffeln.

Gmx, dem ich diese Informationen verdanke, schreibt dazu: Die britische Nachrichtenagentur PA betonte, Quiche sei als französisches Gericht bekannt, sei aber vermutlich im Mittelalter in Deutschland entstanden. Charles hat auch deutsche Wurzeln. Camilla ist seit 2013 Schirmherrin der Initiative Big Lunch, die Nachbarn und Gemeinschaften zusammenbringen will.

Na dann, wir können uns auch in Berlin treffen und Quiche essen. 🙂

Continue reading ““Krönungs-Quiche””

Nasz głos

Przywróćmy głos Polonii

PODPISZ TERAZ

Minister Spraw Zagranicznych Zbigniew Rau, Sejm i Senat RP

Obywatele i obywatelki Polski, niezależnie od tego czy mieszkają w naszym kraju czy za granicą, muszą mieć możliwość oddania ważnego głosu w wyborach. Wszystkie głosy powinny zostać policzone i mieć wpływ na wybór rządzących. Bez tego nie ma demokracji!
Wzywamy do stworzenia, jeszcze przed najbliższymi wyborami, dodatkowych komisji wyborczych w państwach z liczną emigracją z Polski. W dłuższej perspektywie należy także przywrócić możliwość głosowania korespondencyjnego oraz zmodyfikować procedurę liczenia głosów, tak by nie dyskryminowała osób mieszkających za granicą.

Continue reading “Nasz głos”

Drift! Psychogeography Festival

4 MAY AT 18:00 – 7 MAY AT 19:00

Kunstraum Kreuzberg/Bethanien
Mariannenplatz 2
Kreuzberg

Was für ein Festival! Niezwykły festiwal! Amazing festival!

Drift! Festival is dedicated to psychogeography, “the study of the specific effects of the geographical environment on the emotions and behavior of individuals” (Guy Debord). Urban walks, lectures, discussions, screenings, and performances by prominent Ukrainian and German participants! Stay tuned for the updates, and for now, you are welcome to visit our website for more information 😊

***

Das Drift! Festival ist der Psychogeografie gewidmet, “der Erforschung der spezifischen Auswirkungen der geografischen Umgebung auf die Gefühle und das Verhalten des Einzelnen” (Guy Debord). Stadtspaziergänge, Vorträge, Diskussionen, Filmvorführungen und Performances von prominenten ukrainischen und deutschen Teilnehmer*innen! Weitere Informationen werden bald folgen. Besucht unsere Website für weitere Informationen 😊

***https://www.facebook.com/drift.festivalberlinkyiv

Drift! Фестиваль присвячений психогеографії, «вивченню специфічних впливів географічного середовища на емоції та поведінку людей» (Ґі Дебор). Міські прогулянки, лекції, дискусії, кінопокази та перформанси учасни_ць з України та Німеччини! Більше оновлень – незабаром, а поки можете подивитися наш сайт 😊

Where did psychogeography come from?

The first attempts at the political and artistic application of the practice of psychogeography came from the Situationist movement. The Situationist International (1957-1972) is an organization whose members synthesized art, theory, and social criticism, aiming to make life more authentic, accentuate the destructive tendencies of society, and undermine standardized narratives. Relevant, isn’t it?

The central technique of the situationists – drift (walk) – was considered the main tool of such subversion. By its virtue, people found their own routes and moved away from the dominant modalities driven by commodity fetishism and socio-cultural homogenization.

During our festival, you can visit as many as 6 different drifts organized by participants from Ukraine and Germany! We invite you to dive into this journey together.

***

Звідки взялася психогеографія?

Перші спроби політичного та мистецького застосування практики психогеографії постали із ситуаціоністського руху. Ситуаціоністський Інтернаціонал (1957-1972) – організація, учасни_ки котрої синтезували мистецтво, теорію та соціальну критику з метою перетворити життя на більш аутентичне, акцентувати руйнівні тенденції тогочасного суспільства та підважити стандартизовані наративи. Актуально, чи не так?

Центральна методика ситуаціоністів – дрейф (прогулянка) – вважалася головним інструментом такої субверсії. Люди запрошувалися віднаходити власні маршрути, і відходити від панівних модальностей, керованих товарним фетишизмом, культурною та соціальною гомогенізацією.

Впродовж нашого фестивалю ви можете відвідати аж 6 різних дрейфів, організованих учасни_ками з України та Німеччини! Запрошуємо зануритися у цю подорож разом.

***

Woher kommt die Psychogeografie?

Die ersten Versuche, die Praxis der Psychogeografie politisch und künstlerisch umzusetzen, stammen aus der situationistischen Bewegung. Die Situationistische Internationale (1957-1972) war eine Organisation, deren Mitglieder Kunst, Theorie und Sozialkritik miteinander verbanden, um das Leben authentischer zu machen, die zerstörerischen Tendenzen der Gesellschaft zu betonen und standardisierte Erzählungen zu untergraben. Klingt spannend, oder?

Die zentrale Technik der Situationisten – das Driften (Gehen) – galt als Hauptinstrument dieser Subversion. Mit ihrer Hilfe fanden die Menschen ihre eigenen Wege und entfernten sich von den vorherrschenden Modalitäten, die von Warenfetischismus und soziokultureller Homogenisierung bestimmt waren.

Während unseres Festivals könnt ihr mehr als 6 verschiedene Drifts besuchen, die von Teilnehmern aus der Ukraine und Deutschland organisiert werden! Wir laden Sie ein, sich gemeinsam auf diese Reise einzulassen.

London Psychogeographical Association, The Workshop for Non-Linear Architecture, Glowlab, Psy-Geo-conflux festival, and other big and small initiatives connected to psychogeography are among those contemporary manifestations of psychogeographic thought worth your attention. Iain Sinclair, a writer and filmmaker, is one of the dearest psychogeographers to our hearts regarding his vision and the ambiance Iain can create in his books. At the festival, you are welcome to visit the presentations of Sven Koch and Jürgen Ghebrezgiabiher, translators who are trying to make the work of Iain Sinclair better known in German-speaking countries.

***

Die “London Psychogeographical Association”, der Workshop für “Non-Linear Architecture”, das “Glowlab”, das “Psy-Geo-conflux”-Festival und andere große und kleine Initiativen im Zusammenhang mit der Psychogeografie gehören zu den zeitgenössischen Manifestationen des psychogeografischen Denkens, die Ihre Aufmerksamkeit verdienen. Der Schriftsteller und Filmemacher Iain Sinclair ist einer der Psychogeografen, die uns aufgrund seiner Vision und der Atmosphäre, die er in seinen Büchern schaffen kann, besonders am Herzen liegen. Auf dem Festival sind Sie herzlich eingeladen, die Präsentation von Sven Koch und Jürgen Ghebrezgiabiher zu besuchen, die als Übersetzer versuchen, das Werk von Iain Sinclair im deutschsprachigen Raum besser bekannt zu machen.

***

London Psychogeographical Association, The Workshop for Non-Linear Architecture, Glowlab, фестиваль Psy-Geo-conflux та інші великі й малі ініціативи, пов’язані з психогеографією, належать до тих сучасних проявів психогеографічної думки, які варті вашої уваги. Письменник і режисер Ієн Сінклер – один із найцікавіших сучасних психогеографів, і ми дуже радимо зануритися в атмосферу його книжок! На фестивалі запрошуємо відвідати презентації Свена Коха та Юргена Гебрецгіабіхера, перекладачів, які намагаються зробити творчість Ієна Сінклера більш відомою в німецькомовних країнах.

ph by Joy Gordon

Among other bright representatives of psychogeography are Jacqueline de Jong, painter, and sculptor, editor of “The Situationist Times,” Laura Oldfield Fold with her famous streetpunk zine “Savage Messiah” (worth a read!), and, of course, Will Self with his books, in particular, “Psychogeography” (2007) that catches his observations around different cities. So, if you are ready to discuss this, let’s say extraordinary stuff – welcome to our little festival, a feast of maps, traces, and personal geographies.

***

Zu den anderen herausragenden Vertretern der Psychogeografie gehören Jacqueline de Jong, Malerin, Bildhauerin und Herausgeberin von “The Situationist Times”, Laura Oldfield Fold mit ihrem berühmten Streetpunk-Zine “Savage Messiah” (Große Leseempfehlung!) und natürlich Will Self mit seinen Büchern, insbesondere “Psychogeography”, das seine Beobachtungen in verschiedenen Städten festhält. Wenn Sie also bereit sind, über diese sagen wir, außergewöhnlichen Dinge zu diskutieren – willkommen zu unserem kleinen Festival, einem Fest der Karten, Spuren und persönlichen Geographien.

***

Серед інших яскравих представни_ків психогеографії можна згадати про Жаклін де Йонг, художницю і скульпторку, редакторку «The Situationist Times», Лауру Олдфілд Фолд з її знаменитим стрітпанк-журналом «Savage Messiah» (варто почитать!), і, звичайно, творчість Вілла Селфа із «Психогеографію» (2007) зокрема, де він фіксує свої спостереження щодо різних міст. Отже, якщо ви готові обговорювати ці незвичайні речі – ласкаво просимо на наш маленький фестиваль буквальних й метафоричних мап та особистих географій.

is another good question, isn’t it? Why return to the idea of drifting? As practice shows, many of us engage in aimless walks, letting the environment influence us in a chancy way. Moreover, it can lead to unexpected discoveries. During the Drift! festival, you can visit some walks that resuscitate drifting this or that way and share your own discoveries with us. The walks program on May 6th is here https://driftfestival.net/program-eng/.

***

Eine weiter gute Frage, nicht wahr? Warum sollte man auf die Idee des Umherschweifens zurückkommen? Wie die Praxis zeigt, gehen viele von uns ziellos umher und lassen sich von der Umwelt auf ungewisse Weise beeinflussen. Dies kann zu unerwarteten Entdeckungen führen. Während des Drift!-Festivals können Sie einige Spaziergänge besuchen, die das Driften auf diese oder jene Weise wiederbeleben, und Ihre eigenen Entdeckungen mit uns teilen. Das Programm: https://driftfestival.net/program/

***

ще одне хороше питання, правда? Навіщо повертатися до ідеї дрейфу? Як показує практика, ми часто вдаємося до безцільних прогулянок, дозволяючи середовищу випадково на нас впливати. Окрім того, прогулянки призводять до несподіваних відкриттів. Під час фестивалю Drift!, ви можете відвідати прогулянокi, які реанімують дрейф у тій чи тій формі, а також поділитися з нами власними відкриттями. Програма: https://driftfestival.net/program-ua/

The dérive (drift) includes studying the city terrain, but it also means facing diverse potentialities this or that path may introduce. An unexpected meeting, a finding, a conversation, a memory, or a perspectivity, working as “tools for the liberation of everyday life” or just as a reminder there is something.

One of the walks during our festival is a hiking trip by Dan Voronov, a multidisciplinary artist from Kyiv, with whom you are welcome to walk 25 km around Berlin through landscapes of observations and territories of thought.

***

Das “dérive” (driften) beinhaltet einerseits die Erkundung des städtischen Terrains, andererseits aber auch die Auseinandersetzung mit den verschiedenen Möglichkeiten, die dieser oder jener Weg mit sich bringen kann. Eine unerwartete Begegnung, eine Entdeckung, ein Gespräch, eine Erinnerung oder eine Perspektive, die als “Werkzeuge zur Befreiung des Alltags” oder einfach als Erinnerung dient, dass etwas um uns herum existiert.

Einer der Spaziergänge während unseres Festivals ist eine Wanderung von Dan Voronov, einem multidisziplinären Künstler aus Kiew, der Sie einlädt, mit ihm 25 km rund um Berlin durch Landschaften der Beobachtung und Territorien des Denkens zu wandern.

***

Dérive (дрейф) передбачає дослдження місцевості, але це також і зіткнення з різноманітними можливостями, які може створити той чи інший шлях. Несподівана зустріч, знахідка, розмова, спогад чи перспектива, які працюють як «інструменти для звільнення повсякденного життя» або просто як нагадування про те, що щось є.

Одна з прогулянок фестивалю – це піший похід Дана Воронова, мультидисциплінарного митця з Києва, з яким можна пройти 25 км Берліном через ландшафти спостережень і території думки. Так шо приєднуйтесь, друзі.

Ewangeliczne inspiracje, które…

Lech Milewski

Czytanie na niedzielę 23 kwietnia.

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
….
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
Ewangelia wg św Łukasza – 24, 13-35

Od końcowych miesięcy 1937 roku, w Museum Bojimans w Rotterdamie, goście mogli oglądać tę scenę na obrazie Johannesa Vermeera…


Obraz został umieszczony w specjalnej sali stwarzającej nastrój kaplicy.
Vermeer odkryty w 1937 roku?
Malowidło przedłożono Abrahamowi Brediusowi [1], uznanemu ekspertowi w dziedzinie malarstwa holenderskiego, a ten nie miał wątpliwości – Johannes Vermeer!
Wielu ekspertów zastanawiało się – jak to się stało, że Vermeer po wizycie we Włoszech i zapoznaniu się malarstwem Caravaggia, które zrobiło na nim wielkie wrażenie, nie namalował żadnego obrazu inspirowanego twórczością włoskiego mistrza.

Oto była odpowiedź.

Oczywiście obraz poddano wszelkim dostępnym w owych czasach badaniom technicznym, wszystkie potwierdziły wiek i autorstwo dzieła.
Dzieło zostało zakupione przez The Rembrandt Society za 520,000 guldenów (obecnie prawie 5 mln US$) i umieszczony Museum Boimans.
Dealerem, który wyszukał i dostarczył na rynek to arcydzieło był Han van Meegeren – osoba bardzo popularna w holenderskim świecie sztuki

Han van Meegeren pochodził z bardzo restrykcyjnej rodziny, która ostro sprzeciwiała się jakiejkolwiek działalności artystycznej syna.
Jakimś kompromisem były studia architektury, których Han nie ukończył, gdyż przerzucił się całkowicie na malarstwo.
Ożenił się, miał dwójkę dzieci.
Równocześnie rozwijał całkiem urozmaiconą twórczość artystyczną – obrazy, portrety, plakaty.
Jednocześnie dał się poznać jako zawzięty przeciwnik malarstwa nowoczesnego, od impresjonizmu poczynając.
Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży Kolacji w Emaus, van Meegeren kupił luksusową posiadłość w Nicei gdzie kontynuował swoją działalność artystyczną.
W przeddzień wybuchu II Wajny Światowej wrócił do Holandii i tam zaczął bardzo energicznie działać na rynku nieruchomości.
Niestety towarzyszyły temu dość bliskie kontakty z wpływowymi nazistami, na prywatnym froncie – uzależnienie od narkotyków.
Szczegóły – patrz Źródła – 2.

Pod koniec II Wojny, gdy tylko Holandia została uwolniona spod okupacji, powołano tam specjalną komisję do odzyskania holenderskich dzieł sztuki zrabowanych przez nazistów.
Już po kilku miesiącach działania Komisja otrzymała informację o odkrytym w alpejskim tunelu na terenie Austrii pociągu wyładowanym dziełami sztuki z kolekcji H. Goeringa.
Przedstawiciele Komisji pospieszyli na miejsce odkrycia, otworzyli pierwszy wagon, a tam – Jezus i jawnogrzesznica – arcydzieło holenderskiej sztuki, eksperci nie mieli wątpliwości – Johannes Vermeer.


Kto dostarczył to arcydzieło Goeringowi?
Komisja dotarła do całego łańcuszka dealerów, ostatnim ogniwem był – Han van Meegeren.
Został aresztowany.

– Gdzie zrabowałeś ten obraz?
– Nie zrabowałem, powierzyła mi go zbankrutowana włoska arystokratka, ale nie mogę zdradzić
jej nazwiska, aby jej nie skompromitować.
– Jak chcesz, w takim razie przekazujemy sprawę do sądu, wnioskujemy karę śmierci.
Van Meegeren odpowiedział jeszcze bardziej fantastycznym wytłumaczeniem:
– To ja ten obraz namalowałem

Gdy Komisja przestała na chwile się śmiać, wtrącił jeszcze:

– Dajcie mi dwa tygodnie i stwórzcie warunki do malowania, to namaluję jeszcze jednego Vermeera.

Oryginalny Vermeer za dwa tygodnie utrzymania w więziennej celi?
Jak tu nie ulec.
Poniżej zdjęcie zrobione w trakcie pracy…


Produkt końcowy – Młody Jezus naucza w Świątyni.

Kolejny raz eksperci nie mogli się do niczego przyczepić – obraz z XVII wieku.

Przy okazji van Meegeren wyjawił swoją tajemnicę “sezonowania” obrazów. Podstawą było wykorzystanie bakelitowego proszku, który twardniał szybko na powierzchni farby i tworzył stylowe pęknięcia – opracowanie tej techniki zajęło mu sześć lat.

I jeszcze jedno – na obrazie z kolekcji Goeringa, van Meegeren ujawnił na wewnętrznej stronie ramy obrazu, znaki, które osobiście tam zrobił, jego autorstwo nie podlegało więc wątpliwości.

W ciągu jednego dnia Han van Meegeren awansował z pozycji podłego sprzedawczyka na pozycję bohatera narodowego.
Oczywiście wszelkie oskarżenia zostały anulowane. Nie dość, że oszukał i okpił zbrodniarza wojennego, to jeszcze okazalo się, że dealerom Goeringa zabrakło pieniędzy na kupno Wieczerzy w Emmaus, van Meegeren łaskawie zgodził się przyjąć około 180 holenderskich obrazów zrabowanych z pomniejszych galerii.

Bohater Narodowy?

Niestety, przeważyły stare pretensje.

– Znacie ten obraz Vermeera z Museum Bojimans? Wieczerza w Emmaus?
– Oczywiście, że znamy, arcydzieło!
– Niestety, to jest również moja robota, łatwo to udowodnię.

No i co z takim fantem zrobić?
Niesamowity kac w środowisku holenderskich koneserów sztuki.
Wydaje się, że tylko o to van Meegerenowi chodziło.
Prokurator zażądał 2 lat więzienia.
Adwokaci obiecywali, że skończy się na roku więzienia w zawieszeniu.
Han van Meegeren nie doczekał procesu, zmarł w więzieniu 20 grudnia 1947 r.

P.S.
Jezus i Jawnogrzesznica.
Obraz wepchnięty Goeringowi widzieliśmy powyżej.
Do mnie jednak mocniej przemawiają słowa, oto one:
…A gdy cały lud przyszedł do Niego, usiadł i nauczał ich. Wtedy nauczyciele Pisma i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją w środku i powiedzieli do Niego: “Nauczycielu, tę kobietę dopiero co przyłapano na cudzołóstwie. Mojżesz polecił nam w Prawie, aby takie kobiety kamieniować. A jakie jest Twoje zdanie?
Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby móc Go oskarżyć. Jezus tymczasem pochylił się i pisał palcem na ziemi…
Ewangelia wg św Jana 8: 1-6

Pisał – Jezus coś napisał?
Mamy oryginalne teksty Starego Testamentu i Koranu, ale w przypadku Ewangelii musimy polegać na relacjach z drugich ust, czasem ze sobą sprzecznych.
Co też zawierał ten, jedyny, tekst źródłowy?
Na szczęście moją parafię spotkał przywilej goszczenia księdza Antoniego, a ten, idąc w ślady swego patrona – św. Antoniego – patrona rzeczy zagubionych – wyjawił:

– Jezus napisał bardzo wyraźnie – MATKO, IDŹ DO DOMU!
I pisał to wiele razy, aż Maria zauważyła, przeczytała i odeszła. Dopiero wtedy Jezus mógł kontynuować Ewangeliczny tekst:

…wstał i rzekł: Ten z was, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.
(…) Gdy to usłyszeli,zaczęli po kolei się rozchodzić , poczynając od starszych ludu, tak że w końcu został tylko On i stojąca pośrodku kobieta.
Gdy Jezus wstał, zapytał ją: “Kobieto, gdzie oni są? Nikt Cię nie potępił?”


Ewangelia wg św Jana 8: 7-10

Przypomnę o co chodzi – w 1854 r papież Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu, z którego wynikało, że Maria została poczęta bez grzechu pierworodnego, a zatem wezwanie Jezusa, aby kamień pierwsza rzuciła osoba bezgrzeszna, jak najbardziej do Niej się odnosiło.

Źródła:

  1. Abraham Bredius – KLIK
  2. Han van Meegeren – KLIK

Spacer / Spaziergang

SATURDAY, 22 APRIL 2023 AT 16:00

Steglitz
Ulica Pałacowa i pałace
Die Schloßstraße und die Schlösser

Treffpunkt: Grunewaldstrasse 3
U-Bahn & S-Bahn Steglitz

PL
Ulica Pałacowa i pałace na Steglitz
Ukryta synagoga i Ściana Lustrzana
„Pałac” w chmurach i willa Schwartzów…

Między wsią i miastem, starym i nowym, nowoczesnym i staroświeckim, pamięcią i niepamięcią.
Zapraszamy serdecznie na spacer wokół pałaców!!!

Spotykamy się na Steglitz, przy „Pałacu“, wejście od Grunewaldstraße 3, w sobotę, 22 kwietnia 2023 roku o godzinie 16.00.

Nasz “pałacowy” spacer po “pałacowej” ulicy przewidujemy na okolo 1,5 godziny.
Zapisy: n.pruefer@sprachcafe-polnisch.org

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.
Spotkanie odbędzie się w ramach cyklu o literaturze, prowadzonego przez berlińskie autorki: Elę Kargol, Krystynę Koziewicz, Ewę Marię Slaską i jej blog „ewamaria.blog“ (www.ewamaria.blog).

DE
Die Schloßstraße und die Schlösser in Steglitz
Die Spiegelwand und die versteckte Synagoge
Die Wolkenburg und die Schwartzsche Villa…

Zwischen Land und Stadt, alt und neu, modern und klassisch, zwischen Gedenken und Vergessen. Sie sind herzlich eingeladen zu einem Spaziergang um die Steglitzer Schlösser!

Wir treffen uns in Steglitz, am Schloss, Eingang Grunewaldstraße 3, am Samstag, den 22. April 2023 um 16.00 Uhr. Unseren “Schloss”-Spaziergang planen wir für ca. 1,5 Stunden.

Anmeldungen: n.pruefer@sprachcafe-polnisch.org

Die Veranstaltung ist kostenlos.

Die Veranstaltung findet im Rahmen des Zyklus über Literatur, geleitet von den Berliner Autorinnen Ela Kargol, Krystyna Koziewicz, Ewa Maria Slaska und ihrem Blog “ewamaria.blog”(www.ewamaria.blog) statt.