Lech Milewski
40 years ago, on 8th February 1983 we landed in Australia…

Visa issued in Kuwait?
Continue reading “40 years in Australia”
Lech Milewski
40 years ago, on 8th February 1983 we landed in Australia…

Visa issued in Kuwait?
Continue reading “40 years in Australia”Pomysł Konrada
czyli Pszczółka Maja i Gucio spotykają łąkowego Don Kichota
Ewa Maria Slaska
Don Kichot dla dzieci
to złożona sprawa. Bo z jednej strony to właśnie takie figury jak Gustaw Wielki, które są nowym wcieleniem Rycerza Smętnego Oblicza, sympatyczna istota, która tak chciałaby być bohaterem, takim jak ci Bohaterowie z książek i filmów, tak bardzo chce, że doprawdy ma (musi mieć, naprawdę musi) prawo do bohaterskich opowieści, w których sam jeden stawia czoło armii przeciwników i uwalnia księżniczkę.
To się właśnie w przeciągu dziejów dzieje z mitami, ze szlachetnych szlacheckich księgozbiorów, pałacowych bibliotek, opowieści dla uczonych dorosłych schodzą coraz bardziej w dół, do popołudniowych rozmów w mieszczańskim gabinecie, niedzielnych chwil wytchnienia na proletariackim podwórku, czy w wiejskiej chacie i wreszcie w dziecinnym pokoju. Wszędzie tam są albo te opowieści, albo takie.
Continue reading “Nieustraszony Gustaw Wielki”Teresa Rudolf
A gdyby tak…
Ach, gdyby tak w ludziach
zaczynać piękno
od śmieci oddzielać?
Piękno?
Jakże dziś
często
mała to doniczka
te kwiaty kolorowe,
przy tym ogromnym,
…ogromnym wysypisku.
Na dobre i na złe
Pies patrząc,
wciąga w głębię
swych oczu
przesmutnych,
a tam kłęby
czarnej rozpaczy,
bez zielonej,
delikatnej nadziei,
nie ma tu radości,
strach bezbrzeżny
nie widać już dna…
aby mógł się odbić.
Mężczyzna powoli
odwiązuje smycz
od ławki w poradni
lekarskiej…
patrząc w oczy psu
powtarza kłamiąc,
“wszystko będzie,
będzie, dobrze”.
Patrzy znów
w bolącą głębię,
i nie mówi już nic,
obaj już to wiedzą…
…nie będzie
już nigdzie,
nikomu,
dobrze.
To i to
Między kroplami deszczu
złocą się porozrywane
promyki słońca,
władcy nieba.
Na twarzach uśmiech,
psów radosne szczekanie,
dzieci śmiech taki beztroski…
samo życie;
to i tamto
i TO..
Tibor Jagielski
Rose Ausländer (1901 – 1988)
Nowe znaki
Płoną
na firmamencie
lecz
nie przybywa jasnowidz
który by je wyjaśnił
i
moi umarli
milczą głeboko
Prośba II
Prawdę
powiedz mi prawdę
Nieś mnie
na ramionach
aż do gwiazd
Chcę
tobie pomóc w dźwiganiu
róży i miecza

Rozkaz
Wiersz
Czai się
Przechodzę beztrosko
obok niego
Rzuca się na mnie
Szepcze mi słowa
do ucha
rozkazuje: pisz
Nie mogę się uwolnić
niecierpliwie
piszę
Papier jest cierpliwy
eselsohren

w niedzielę zrobiliśmy wycieczkę nad jezioro
i szliśmy skrajem lasu a ja (jak zazwyczaj)
rozglądałem się za grzybami w przydrożnych chaszczach i zagajnikach
nagle moja dziewczyna zawołała
– sieh! da kommt eine frau mit einem weissen pferd –
– das ist kein pferd, das ist ein esel, ich erkenne es an den ohren –
powiedziałem do niej,
– ein esel?! – fragte sie erstaunt
die alte frau nickte zustimmend mit dem kopf
und ging energisch mit dem tier an uns vorbei
am rande des feldes richtung see
das hinter dem buchenwald lag
pomyślałem wtedy
że na takim ośle wjechał chrystus do jerozolimy;
i rzekłem do dziewczyny
– właściwie powinniśmy byli upaść na kolana –
a ona roześmiała się
– nur du kommst auf solche ideen!
liepnitzsee, X 2017
Reblog
Stones and shadow; suspended moments overlapping in space…
The new installation of Ken Unsworth’s ‘Suspended stone circle II’ brings layered possibilities with every angle: from above and below, find textures of river rock and twisted wire; follow lines of light and tension.
Hold the weight of the stones in your mind, then release them back to their floating forcefield. Get lost in the thickets of wire – imagine yourself tied, bound on every side in perfect stillness – then let your gaze drop to swim through the pools of shadow underneath.
Ken Unsworth ‘Suspended stone circle II’ 1974–77 1988 #ArtGalleryNSW, purchased 1988 © Ken Unsworth




Watch the film: https://fb.watch/ijfuQkOAKV/
Tematyka wpisu została zasugerowana przez Konrada.
Wiadomość z dnia Trzech Króli:
Aktywiści wspólnie ze służbami uratowali trzech Afgańczyków, którzy utknęli na bagnach wokół Siemianówki. Po zakończonej akcji Straż Graniczna na Twitterze zaatakowała wolontariuszy, posądzając ich o narażanie zdrowia i życia cudzoziemców oraz funkcjonariuszy. To napisała ta sama Straż Graniczna, która ponad 50 tysięcy razy wyrzucała ludzi na Białoruś wbrew Konwencji Genewskiej. Niektórzy z wyrzuconych zmarli na pograniczu.
Dla KK, który lubi lisy, z okazji urodzin
Ewa Maria Slaska
2023 to Rok Wisławy Szymborskiej.
David Fox
Bardzo lubię poezję Darka Foksa. Mówi się o nim, że to taki polski O’Hara. Pewnie tak. Ale ja nie o tym chciałam. Ważny jest fakt, że lubię. A od jakiegoś czasu zauważyłam na FB Davida Foxa. Jestem z nim po facebookowemu zaprzyjaźniona, nawet nie wiem jak to się zdarzyło. Mieszka w Nowym Jorku, studiował w Wimbledon School of Art. Nie znamy się, nawet po nowojorsku, co ponoć oznacza, że zamieniłeś kiedyś z kimś parę słów na jakimś raucie. Ale mamy jedenaścioro wspólnych znajomych, większość w Berlinie, w tym Urszulę Usakowską-Wolff i Alexandrę Fly. Był w Berlinie. Może go jednak spotkałam.
Jego prace widziałam już od dawna – z jakiegoś powodu algorytm uznał, że Fox będzie mnie interesował. Rzucałam okiem, myślałam – “no, fajny, ale trochę nie mój” i przechodziłam do porządku dziennego lub porządków codziennych. Aż nagle pojawiła się… ona. I już nie mogłam przejść nad Foxem do porządku dziennego.

Ona to sprawiła, że nie mogłam się opędzić od obrazów Foxa, a tym samym i od wierszy tego drugiego Foksa, które mi wędrowały po głowie od rana do wieczora, czyli w porządku dziennym. Polski Foks kojarzył mi się przede wszystkim z Szymborską, co natychmiast mi przypomniało, że jest przecież również Marta Foks i “jej” Szymborska, i już oni wszyscy zaczęli mi się panoszyć z wierszami po porządkach, gotowaniu, spacerach i podróżach, bo to są te momenty, kiedy najlepiej mi się myśli tym wspaniałym, niekontrolowanym ciągiem myślowym, którego nie da ci ani wykład, ani lektura, ani film, ani nawet, o zgrozo!, rozmowa.
Wreszcie uznałam, że muszę napisać o tych Foxach / Foksach, a FB, który mi czyta w myślach, bo przecież nikomu nie mówiłam, że chcę pisać i że to będzie właśnie dziś, podsunął mi właśnie dziś ten oto obraz i, uwierzcie mi, po raz pierwszy pojawił się na nim również sam Fox. Ona zresztą chyba też tu jest. I jacyś oni, i czyjaś ręka z pomalowanymi paznokciami, jej? jego? stwórcy? Michała Anioła? Bo i on tu (chyba) jest.

Pod zdjęciem komentarze. Na przykład ten: Think (need to) you’re working 36 hours a day, and every painting a masterpiece. Do you not feel shame about this?
Mhm. Na zdjęciu poniżej Berlin, mosty Lissena. Fox, Zoppe, Cseh. Brzmi jak wiersz.

Darek Foks
Na pewno spotkałam go dawno temu na konferencji w Gdańsku. Czytał wiersz Szymborska i system. Był rok 1996, Szymborska właśnie dostała Nobla i ludek polski zawistny wytykał jej, że współpracowała z reżimem. Nie mogę znaleźć tego wiersza, opowiem więc tylko, że jak już wszyscy uczestnicy konferencji myśleli, że Darek Foks coś w tej sprawie potwierdzi, okazało się, że Darek sobie zakpił ze wszystkich i opowiedział w wierszu, jaki system pracy miała laureatka.
A skoro nie znalazłam Szymborskiej, to proszę bardzo, Dupa Margaret Tischner. Szymborska dostała Nobla w roku 1996, wiersz o dupie jest z roku 1997 – poeta tworzył oba mniej więcej w tym samym czasie.
Dupa Margaret Tischner
Kiedyś w Opolu
wypiliśmy parę piw z Krawczykiem
a ja tak ładnie
śpiewałam jego przeboje
że już nigdy nie podpisał mi nowej płyty
tak było w Opolu
z kolei w Kołobrzegu
było głośniej
nikt tam nigdy nic nie śpiewał
a i tak było głośno
to była szafa grająca, jasna sprawa
człowiek wiedział za co płaci
w Sopocie płaciło się właściwie bez przerwy
ja przeważnie płaciłam za dużo
zabawnie było płacić wszystkim
za wszystko
to było jak zapasy
to znaczy prawdziwe zapasy
były w Jarocinie
to znaczy szło się do namiotu z punkiem
no cóż to są zapasy
cała różnica w tym że lepsze to niż z hipisem
jechałam sobie jezdnią
po Gdańsku
i przejechałam syna Lecha Wałęsy
świeżo przybyłego z Oliwy
spodobały mu się moje opony
obojgu nam podobały się te opony
później we Wrocławiu poznałam sprzedawcę polis
i to wybiło mi z głowy myśli o śmierci
to było jakby cię ktoś kupił
za dychę
jak coś co kosztuje tyle ile kosztuje
a on to kupuje za dychę
a w Katowicach złapałam straszny
dół zabawnie było posługiwać się szpadlem
tyle że pojawiły się bąble
i rosły jak brzuch tego z Wrocławia
drożejąc niczym piwo
ale zawsze kochałam Kraków
te dłonie co obmacują człowiekowi dupę w tramwaju
nie, to był autobus
a dupa tak czy owak jest niezła
żeby chociaż przestali sprawdzać bilety
i Lublin gdzie widziałam Krzysztofa
Cugowskiego „Heideggera sztuki wokalnej” tyle
że brzmiał jak Nietzsche z Woronicza
nie znałam jeszcze historii telewizji
nie to żeby mi później podłączyli kablówkę
a jeśli masz ochotę przejechać się
po Warszawie
to już lepiej przejedź się po Szprotawie
to jest jak Wall Street w Żyrardowie
nie wiesz gdzie jedziesz
ale rymujesz
a potem w Łodzi wiedziałam
jak zachować się z klasą rozłożyłam nogi
i bałam się miłości i śladów jej butów na śniegu
i czułam zimny powiew zapomniałam
o prezerwatywach w portmonetce
to była miłość i trochę zesztywniałam
15 października 1997
Marta Foks, poetka i autorka z Gdańska, napisała świetną książkę o literaturze naszego miasta, którą zatytułowała Ogrodnicy północy, poetów portret potrójny (1998). Ogród ma sens, zwłaszcza jeśli pamiętamy, co powiedział Cyceron, że jeśli masz ogród i bibliotekę, masz wszystko, czego potrzebujesz. Foks już dwa lata wcześniej, w roku 1996 wydała książkę Zdarzyć się mogło. Zdarzyć się musiało. Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu, dziwną autobiografię, książkę o tym, w jaki sposób poezja Szymborskiej na lata określiła prywatne życie autorki. Książka została wydana w roku, kiedy Szymborska dostała Nobla, ale to przecież znaczy, że obie poetki koegzystowały ze sobą już znacznie, znacznie wcześniej.
Wspomnienie
Zazdrościli mi ciebie wszyscy,
obstawiali zakłady, czy spałeś ze mną, czy nie.
Woleli wierzyć, że tak, bo to by znaczyło,
że mnie porzucisz, jako ich porzuciłeś.
Opowiadali o bezeceństwach, jakie wyczyniałeś.
Mieli nadzieję, że stracę cierpliwość.
Jeden rwał dla ciebie złoty ząb, druga urodziła ci syna,
trzeci siedział na parapecie jak Ptasiek i wył do latarni.
Też chciałam ci się przypodobać,
więc wyprałam sznurówki twoim butom.
Wiązałeś je potem pod szyją jak czarną aksamitkę.
Przychodziłeś nocą albo nad ranem,
Foxy lady, śpiewałeś, jak Hendrix.
Obiecywałeś, że dla moich piersi
zdradzisz nawet Paryż.
Teraz zimno wszędzie i głucho,
tylko ciarki przelatują po plecach,
kiedy bez ciebie słucham violi da gamba
z wszystkich poranków świata.
Jimi Hendrix zatem i Foxey lady:
Wisława Szymborska
Z uwagi na temat dzisiejszego wpisu nazwałabym ten wiersz Tu mieszkają lisy (Ubi vulpes), ale naprawdę jego tytuł brzmi jeszcze lepiej:
Utopia
Wyspa, na której wszystko się wyjaśnia.
Tu można stanąć na gruncie dowodów.
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.
Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
o rozwikłanych odwiecznie gałęziach.
Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia
przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.
Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
Dolina Oczywistości.
Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.
Echo bez wywołania głos zabiera
i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.
W prawo jaskinia, w której leży sens.
W lewo jezioro Głębokiego Przekonania.
Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.
Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
Ze szczytu jej roztacza się istota rzeczy.
Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
Jak gdyby tylko odchodzono stąd
i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.
W życiu nie do pojęcia.
Brown fox
A na zakończenie jeszcze ten słynny brązowy lis, który skacze przez leniwego psa: The quick brown fox jumps over the lazy dog, czyli pangram języka angielskiego – zdanie zawierające wszystkie litery danego języka. Zdanie o lisie jest super, ma sens i esprit. Niemieckie pangramy są niestety nieciekawe i ciężkie, a przyznaję, że w ogóle nie pamiętam pangramu polskiego, natomiast pamiętam zdanie, które zawiera wszystkie polskie litery specjalne: Zażółć gęślą jaźń. Nie jest złe.
Po sprawdzeniu muszę stwierdzić, że pangramy polskie też są podobnie jak niemieckie bardzo oderwane od porządku dziennego. Stróż pchnął kość w quiz gędźb vel fax myjń. Pchnąć w tę łódź jeża lub ośm skrzyń fig. I wreszcie: W niżach mógł zjeść truflę koń bądź psy. I choć są tu różne zwierzęta, żadne nie umywa się nawet do zwinnego angielskiego foxa.
P.S.
Wszystkiego najlepszego.
Urszula Usakowska-Wolff

Zusammenstellung und Foto Urszula Usakowska-Wolff, Berlin-Wedding, 20.04.2019
…in des Lichtes und des Dunkels Flaute
Für einen uneinschätzbaren unnachtdichtbaren Poeten
I. Des Dichters seine Welt
alles quält ihn den fremden im eigenen land
und darüber hinaus
auch wenn er schläft macht er kein auge zu
wacht auf wie ich und du huhu
eine fratze
lacht haha vor dem besten hause am platze
victoria leider ohne gloria lala mehr meer mehr sand
sonne kratzer der schreibenden hand
am strand ist er der nachbarbar mal mit rosshaar mal mit glatze
glotzt verdutzt miaut haut auf die katze duzt die maus
husch husch hinterm busch
liegt unter spaniens schnee o weh beißt ins gras
kein ade schade reißt die wade
die ihn nährt
reich hihi macht ihn lunas himmelreich nicht
von dieser welt gell
so dunkel wie hell er gern chichi schi bergauf fährt
und sich quält und sich in dieser rolle soso gefällt
dass er unaufgefordert staccato lallt & bellt
au au… wau wau … ciao ciao … mau
II. Poète maudit sans esprit
mondäner mond mit mohn im mund
firmiert am firmament malmt
manchen mumpitz minuziös
comme un vin de vigueur
noch so ein vager
ein versager assis au bord des routes
träumt dass er
(die
linke himmelsklinke?)
putzt
so blass & händenass und sans couleur
wie die bösen blumen mösen damen buben im öden land
sich nach altem brauch ohne schminke schmiegen
an lunas feurigen schoss an des mondes vollmohnbauch
und fliegen un doux frou-frou verweht vom eisigen windes stoß
er / der / die / das / greift zu kurz ach so fern
nach dem pulverstern und schnee und einer nachtschippe ohne beule
ER WER ICH WILL MEHR – MALHEUR – HEULE LOS?!
jetzt aber STOP
stutzt eine ameise Muse! le plus horrible denn ein wal
beißt sich durch wie diese miese vom mumpitz maliziöse
und kranke (voll?)schlanke schranke wird sie schlucken allemal
befleißt und (mit paradontose?) ohne pardon bis zum fanal
wie ich wie du wie er wie sie auf der kippe
in einem flip-flop und dreiviertelknall im al
er steht da
harrt wie ein held aus zweiter hand
weißer mann mit weißem haar
bart schulterlang gewellt brust und bauch geschwellt
er steht da
und ist sich selbst schirm herr
über die ahnen tyrannen
malt satanas und thanatos an die wand
glotzt in den spiegel putzt die zähne
der frühe hat die meiste zeit migräne
denkt nachher an vorher
an das nacheinander übereinander
an die behüteten heldentaten
als die andren nachsicht in der nachtschicht hatten
er harrt da
narrt irrt im wirrwarr der stilblüten
schreibt ungeschriebene drehbücher
über namenlose ähren und tempotaschentücher
schreibt sich in rage
missglückt ohne punkt semikolon komma
pflegt seine marotten in obsttüten
ein drama samt uniform ohne sinn und norm
das sogar die sprotten nebeneinander verspotten
er steht da
ein poet umkränzt von motten glänzt
in der garage und tritt nicht aus
was komplett geboten
IV. Didaskalia aus der damaligen Damaligkeit
Vor pi mal Auge XXXL Jahren
man nähme ein rosa ross samt rüstung und reiter
stelle sie in die manege tombe la neige
schicke sie in den kampf
kohl dampf zieht durch die gassen
ameisen frösche bestien grimassen u.s.w.
bilder erblassen und bleichen zu beige
chimären kuscheln sich unter die massen
zerschmettern zitate mit zweischneidigen tassen
in einer spelunke haust ein halunke
er trinkt er sinkt er träumt
dass er das nichts nicht versäumt
er purzelt er runzelt die stirn
gedanken an gerüche geistern durch sein gehirn
hin und her an die haare der gräser
volle champagner gläser
an das kreuz am hügel
in der weinplantage tombe la neige
man blicke in den spiegel wo die nacht
sich sacht
auf den sattel schwingt
wo ein stummer statist erklingt und so singt:
die zeit ist gereift
wenn die peitsche nicht pfeift
wächst dem ross ein flügel
rosa und beige wie neige in der manege
V. Adieu, monsieur
dass die blütenlese auf der wiese genese
kämpft er wie ein riese
rezitiert kleinoden ohne grund und boden
eine schwarze katze leckt an seiner tatze
begegnet einer mujere auf der mondlandefähre
eine diligence bringt ihn fix in trance
gerät in extase bei jeder fiesen phrase
sieh dich vor – haucht ein chor in sein ohr – sonst adieu
du steckst bis zum hals im moor – monsieur
VI. Viel Tamtam am Damm
einer dame dämmert es am damm
dass sich vaganten mutanten
und revolutionstanten
alle über ihren kamm scheren
schwamm drüber bleib munter
geh mit ihnen den bach runter
und ernte lorbeeren
2022
Monika Wrzosek-Müller
Von schwarzen Tulpen und Zinksärgen
Wahrscheinlich war die Wahl des Stoffes für die jüngste Arbeit von Elżbieta Bednarska, einer polnischen Regisseurin und Theatermacherin, nicht durch die Ereignisse des Angriffskrieges auf die Ukraine bestimmt. Wahrscheinlich hat die Regisseurin schon vorher die Vorlage gewählt, nämlich das Buch von Swetlana Alexejewitsch, Zinkjungen Afghanistan und die Folgen. Doch Krieg bleibt Krieg, seine Zustände, Begleitumstände und Folgen sind ähnlich und so erleben wir ein einzigartiges Spektakel, für 90 eiskalte Minuten tauchen wir in die Absurdität des Krieges und seiner Grausamkeiten ein. Die Kälte der wunderschönen, doch nicht beheizten riesigen Vierung der Parochialkirche erinnert uns umso eindringlicher an das, was die Menschen in der Ukraine jetzt erleben: Kälte, Dunkelheit, Unsicherheit, Krieg, Detonationen, Sterben… Schrecken.
Der Reihe nach; am 19. 01. 2023 fand in der Parochialkirche in Berlin-Mitte die Premiere des Stücks Zinkjungen – Von schwarzen Tulpen und Zinksärgen statt. Das Konzept, die Auswahl der Texte und die Regie hat Elżbieta Bednarska besorgt, eine polnischstämmige Regisseurin. In Zinksärgen wurden die sterblichen Überreste der jungen russischen Soldaten, die im Afghanistankrieg gestorben waren, nach Hause gebracht; die Särge waren verschlossen, damit die Eltern nicht den entstellten Zustand der Leichen sehen konnten; sie wurden von den Schwarzen Tulpen, den Flugzeugen, „nach Hause“ gebracht, in die auseinanderfallende Sowjetunion, in der die Parolen des Kommunismus nichts mehr galten. Ihr Unglück war ein doppeltes: sie kehrten nicht als Helden zurück, der Krieg wurde nicht als großer Vaterländischer gefeiert, sondern sie wurden nur zu Opfern der Lüge und der Fehler gemacht. Den Eltern wurde eine Entschädigung in den damals gerade inflationären Rubel ausbezahlt, die auch bald nichts mehr Wert waren.
Zwar schreibt Alexejewitsch: „Es geht nicht darum, möglichst viel Schreckliches zu erzählen, das ist keine Literatur. Wichtig ist eine neue Perspektive“; doch ihre dokumentarische Erzählung, so nah am Kriegsgeschehen, bietet ein Bild des schrecklich sinnlosen Krieges, der für nichts und wieder nichts geführt wurde – dessen Opfer, die zu Tausenden gefallenen Soldaten, dann sehr schnell vergessen werden sollten. Ihre Stimme ist dreifach mächtig. Sie ist selbst dahin, also nach Afghanistan, gereist und hat darüber Tagebuch geführt; sie hat mit verschiedenen Soldaten gesprochen, nach der Rückkehr dann aber auch mit den Eltern, hauptsächlich Müttern. Es wurde sogar ein Gerichtsverfahren gegen ihre vorgeblich lügnerischen Berichte angestrengt; in einigen Anklagepunkten wurde sie schuldig gesprochen und sie musste für die Gerichtskosten aufkommen. Es entspann sich danach eine längere Diskussion darüber, was es denn eine „dokumentarische Erzählung“ im literarischen Sinn bedeutet, welchen Zwängen, Pflichten unterliege sie, aber auch welche Freiheiten bringt das Genre mit sich. Es gibt nämlich den Raum der Erkenntnis, dass jeder Angriffskrieg sich früher oder später als eine Lüge, als ein Unglück für die betroffen Menschen auf beiden Seiten entpuppt.
Die große stärke aller Inszenierungen von Bednarska sind die Orte, an denen sie stattfinden; immer ausgefallen, ungewöhnlich, bildstark, unterstreichen das Thema und verstärken den visuellen Charakter des Spektakels. Mir fielen im Vorraum der Kirche sofort der Totenschädel und das Skelett auf. Die Größe und die Pracht des leeren Raumes, der kreuzartig angelegt ist, mit einer riesigen Kuppel darüber, mit ganz schlichten freiliegenden Backsteinwänden eignet sich hier wunderbar. Bei der Kirche handelt es sich um den ältesten in Berlin reformierten Gemeindebau. Auf jeden Fall spielt der Raum mit und ist Teil der Aufführung. Auch die von Aljosa Dakic gestaltete Beleuchtung mit den Fresken, die auf das Gewölbe oben durch Handbewegungen immer neu projiziert werden – sich zwischen Helligkeit und Dunkelheit ständig verschiebende Sandmengen – spielen mit. Der Zuschauer muss sich immer wieder neu orientieren und konzentriert auf das Geschehen auf der riesigen Bühne reagieren. Diesmal wurden wir eigentlich auch sitzengelassen (was angesichts der Kälte fast eine „Zumutung“ war), wir konnten uns nur umdrehen und aufstehen, normalerweise (in anderen Aufführungen von Bednarska) wurden wir auf die Reise des Geschehens wortwörtlich mitgenommen. Die wunderbar gesungenen russischen, sowjetischen Lieder runden das Geschehen ab.
Mir ist besonders die junge Schauspielerin (Florentine Schara) auf den Rollschuhen aufgefallen, die mit Tempo und Bravour mit einer riesigen roten Fahne durch den Raum rast, zu pathetischer Musik; dieses Bild gibt dem ganzen Stück zusätzliche Dynamik, überzeugt auch mit symbolischer Kraft. Dem entgegengesetzt sind die fast in Zeitlupentempo vorgeführten Bewegungen der Soldaten auf der Bank; gelungenes Spiel mit den Gegensätzen.
Mir fehlten eindeutig die Särge, ich hätte sie in den Raum gestellt, sie sind so aussagekräftig. Die Schwarzen Tulpen haben wir richtig sehen können und ihre Landung beobachten. Die Texte von Swetlana Alexejewitsch sind für etliche Kriege repräsentativ; es reicht, das Wort Sowjetunion in Russland zu ändern – und dann passt der Text auch zu dem anderen, aktuell geführten Krieg. Diese Wahrheit über die Lügen des Krieges transportiert die Aufführung ganz klar und eindeutig.