Moje wojny (1)

Ewa Maria Slaska

Na spotkanie 5 marca w HumboldtForum mam napisać tekst o wojnie. Powoli go piszę, powoli, bo nie jest to łatwe. Przez kilka następnych czwartków będę tu publikowała kolejne fragmenty tego tekstu. Jak zawsze, bardzo proszę o kometarze.

Jak bardzo zmienia się nasze spojrzenie na wojnę. Mam 75 lat i patrzyłam na wojnę na co najmniej dziewięć sposobów. Mniej niż 10 lat na każde spojrzenie. Tak było? Taka to matematyka?

Continue reading “Moje wojny (1)”

Frauenblick auf Krieg und Frieden

Monika Wrzosek-Müller

Kalte Füße – nicht nur von Francesca Melandri

Schon wieder gab es einen Brief, von 38 Prominenten unterschrieben, initiiert von zwei Frauen, die ganz offensichtlich nicht müde werden, sich selbst in den Mittelpunkt zu stellen; die eine lebt diese Lust noch stärker aus, indem sie jetzt sogar eine Partei unter ihren Namen anführt. Dass ein solcher Brief noch einmal auftaucht, der von einem dritten Weltkrieg tönt und uns durch Angst von der Hilfe für die Ukraine abbringen will (und leider bei manchen auch auf Zustimmung stößt), finde ich traurig, richtig tief deprimierend. Denn die Ukraine im Winter des dritten Kriegsjahres verdient nichts anderes als unsere Unterstützung und die hatte ich mir eigentlich uneingeschränkt von der deutschen Seite gewünscht.

Continue reading “Frauenblick auf Krieg und Frieden”

Wiersze dziadka Wiktora (5)

Przypis od Adminki: Wiktor Ostrowski (1895 – 1977) był ojcem Cioci Janiny Kowalskiej i dziadkiem moich dwóch kuzynek, Marii Marucelli i Małgorzaty Kowalskiej-Liefsches; był też moim ukochanym dziadkiem, mimo że formalnie był “tylko” dziadkiem wujecznym. Wiele spraw, o których dziadek pisze w tych wierszach, Czytelni*x znajdzie we wpisach na tym blogu. Trzeba trochę poszukać. Np. w pierwszym wierszu dziadek wspomina pobyt całej ich rodziny w więzieniu Gestapo, również córki, Janki, która miała wtedy zaledwie 14 lat.

Wiktor Ostrowski

Jance

Kiedy w oddali, córeczko jedyna
W osamotnieniu i strasznej tęsknocie
Więzienia chwile twój ojciec wspomina
I wspomina ciebie w dumnej męstwa cnocie.

I marzę o tym, że skończy się burza,
Wolność odzyska skrwawiona Ojczyzna,
Wrócę do ciebie, będziesz mądra, duża,
Taka dorosła, że każdy to przyzna

Że jesteś wzorem dla dziewcząt tysiąca
Zewsząd pochwały usłyszę bez końca
Wróciłem wreszcie, nareszcie w ramiona
Chwyciłem ciebie, płaczę z radości

Chwilo szczęśliwa, chwilo wymarzona!
Serce zamiera z szczęścia i miłości…
Jesteśmy razem, a ja życie całe
Chcę ci poświęcić, aby wynagrodzić

Wszystkie twe bóle i duszy i ciała
Pokonać wszystko, co może ci szkodzić
Ty ofiarujesz mi w pięknym prezencie
Pilność w nauce, staranność, uwagę,

Uśmiech dla bliskich i – wierzę w to święcie
Radość w zabawie, a w pracy powagę.
Niech będą bliskie urzeczywistnienia
Moje dalekie myśli i marzenia

1947

Dziadek z córką Janką; książka Janiny Kowalskiej, Zielonka 2016

***

Córka robi pracę magisterską

Córka robi pracę magisterską
Więc studiuje gramatykę perską
Napisała o kursach kształcących
Czytam, czyta, bardzo mi gorąco…
Zięć poprawia i robi korektę,
A ja wszystko mam „per recte”
Mama robi pilnie adjustację,
Mama w znakach ma największą rację
Wnuczka krzyczy, woła wciąż na Misia
Bardzo jest wesoło w domu dzisiaj
A na koniec kilka głosów wrzasło
Że w piecyku całkiem wszystko zgasło…

1952

***

Znałem małą dziewczynkę

Znałem małą dziewczynkę
Co choruje na świnkę
Nazywa się Małgosia
A gdy mama ją prosi
Żeby więcej jadła
To bęc – łyżka upadła

A siostrzyczka jej, Marysia
Jest zupełnie zdrowa dzisiaj
Też na świnkę chorowała
Marysieńka nasza mała

A jak obie będą zdrowe
To włożą sukienki nowe
I pojadą samochodem
Lecz nie dziś – pojutlo – w ślodę…

Potem będą się pakować
Trzeba wszystkie lalki schować
I jedziemy już nad morze
Tam dziewczynki spać położę

A od rana mama każe
Iść opalać się na plażę
Na plaży z samego rana
Małgosia jest wykąpana

Marysia się grzebie w piasku
Ile pisku, ile wrzasku…
Kasia będzie tam i Ewa
Woda, piasek, słońce, drzewa

Potem powrót do Warszawy
W wagonie dużo zabawy
Obie panny opalone
Wcale nie zakatarzone

I pójdzie każda córeczka
Prosto z domu do żłobeczka
Żłobek a potem przedszkole
Później szkoła – wierzcie wolę

Nie myśleć, że w krótkim czasie
Kiedy już maturę zda się
Wprost na uniwersytety
Pójdą nasze dwie kobiety

A gdy zrobią doktoraty
To już moje stare lata
Nie pomogą żadne czary
Dziadek pewno będzie stary

1954

Od lewej – wnuczka dziadka Małgorzata, córka Janina, wnuczka Marysia. To między innymi o nich są te wiersze.

***

Drogi mój Redaktorze

Drogi mój Redaktorze,
Choć nie jesteś w humorze,
Może nazwiesz mnie typem bezczelnym…
Pomóż wreszcie w tej sprawie,
Bo ty w końcu w tym FAWie
Jesteś – fakt – redaktorem naczelnym…

Bo ja jestem – jak głupi,
Mogę książki zakupić
Jakie chcę: polskie, ruskie, niemieckie,
Lecz te w FAWie wydane
Dla nas są zakazane.
Redaktorze! No, nie bądź Pan dzieckiem…

To już nie są herezje –
Trzeba pisać recenzje,
A jak pisać, to trzeba się wczytać
Rzucać grochem o ścianę
To zajęcie jest znane…
Kogo tu się mądrego zapytać?

Dość tej głupiej zabawy,
Poważniejsze mam sprawy
I zadania, trudności i troski
Zginie niech biurokracja –
Książki dać – w tym jest racja!

Cześć!

Podpisał: Redaktor Ostrowski

L.dz.1831/57/XX

Otrzymuje: red Sternik

Do wiadomości:
Dyr. FAW, ZZPF, NOT, USP,
TKKF, KKM, ONZ, QUO, Szp. Psych.,
i Magazyn FAW.

1957

Niektóre z książek wydanych przez dziadka w FAWie, czyli Filmowej Agencji Wydawniczej

Zerschnittenes Leben

Michael G. Müller

„Zerschnittenes Leben“ (Życie przecięte) – so der Titel eines 2008 in Warschau erschienenen Buchs von Joanna Wiszniewicz, einer Sammlung von Interviews mit jüdischen Menschen in Polen, deren Leben vierzig Jahre zuvor, durch die antisemitische Kampagne des Gomulka-Regimes von 1968 radikal verändert worden war. Buchstäblich über Nacht verloren viele polnische Jüdinnen und Juden ihre Arbeit oder ihren Studienplatz, ihr soziales Umfeld; viele wurden zur Emigration gezwungen oder kamen der Marginalisierung durch freiwillige Auswanderung zuvor. Für viele ein ebenso unvorhersehbarer wie radikaler und nicht zu kittender Bruch der eigenen Biographie – zerschnittenes Leben.

Continue reading “Zerschnittenes Leben”

Frauenblick

Monika Wrzosek-Müller

Meine Ukrainerin

In der Ukraine naht der dritte Kriegswinter. Was das für die Menschen dort bedeutet, erfahren wir gelegentlich aus den guten Reportagen von Korrespondenten vor Ort, bei der ARD von Vassili Golod und beim ZDF von Katrin Eigendorf. Wirklich vorstellen können wir uns nicht, was es bedeutet, jeden Tag ums Überleben zu kämpfen. Immer wieder von Drohnen- und Raketenangriffen bedroht zu sein und bei jedem Luftalarm Stunden im Bunker, in U-Bahnstationen oder Kellern verbringen zu müssen, immer wieder aufs Neue zu fürchten, dass die nächste Rakete auch auf das eigene Haus treffen könnte. Dazu die Engpässe bei der Stromversorgung, bei Lebensmitteln, Medikamenten und vieles andere mehr…Vielleicht am ehesten können das die Palästinenser oder im Moment auch die Spanier aus der Region Valencia nachvollziehen. Dass wir im Westen doch so wenig Empathie aufbringen, wundert mich sehr, dass wir die Ukraine immer noch so halbherzig unterstützen, mit zwei Schritten nach vorn und drei zurück. Dass auf den Friedensplan von Zelensky so nüchtern reagiert und der Ukraine keine Hoffnung auf den Beitritt zur NATO gegeben wurde, empfinde ich als beschämend, und dass gerade Deutschland es gestoppt hat, treibt mir die Röte ins Gesicht.

Continue reading “Frauenblick”

Wiersze dziadka Wiktora (3)

Wiktor Ostrowski

Razu pewnego
Razu pewnego
Roku czterdziestego czwartego
Żył i działał jeden pan
Kryminalnym władzom znan.
Był to złodziej zawodowy
XXXXPobytowy
XXXXXXXXKieszonkowy …
Może stopkarz?
może Lipkarz?
XXXXXXXXczy doliniarz?
XXXXXXXXXXXXXXXXczy pajęczarz?
***
Czy z Warszawy?
XXXXczy z Nieszawy?
XXXXXXXXczy z Piotrkowa?
XXXXXXXXXXXXXXczy z Iłowa?
XXXXXXXXXXXXXXXXczy z Wielunia?
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXczy z Torunia?

Z jakiego miasta?
XXXXNie wiem, nie powiem i basta.
Kilka razy musiał wpaść
XXXXXXXXAle nie przestawał kraść

***

Lecz złapali go agenci 
Wiedząc dobrze co się święci
XXXXZapowiada się siedzenie
XXXXXXXXAle on powiada że nie
I tak dobrze kręcić umiał
Że nikt tego nie zrozumiał
XXXXXXWięc jako politycznego
XXXXXXwysłali go dnia pewnego
XXXXXXdo obozu – a jakiego?
XXXXXXWiecie? Koncentracyjnego.

Czerwony ma winkiel śliczny,
że jest niby polityczny
Układny jest jak wszystkie dranie
Zdobył sobie zaufanie

*** 

Wpierw źle mu się powodziło
Wiec myśli że nie szkodziło,
By na nowo zacząć kraść
Ostrożnie, żeby nie wpaść.
I patrzaj! Taka cholera
Do paczuszek się dobiera
XXXXXXWyciąga je spod siennika
XXXXXXW nocy cichaczem połyka
Chleb i sadło, ciasto, ser
To dla niego dobry żer

*** 

Z rana się zrobiły krzyki
Bo paczkarze – naród dziki
XXXXXNie lubią się dobrem swym
XXXXXXDzielić z byle kim

A pan Stefan – nasz sztubowy
XXXXXXJako że chłop jest morowy
XXXXXXDecyduje wzniecić strach
XXXXXXZa pomocą nocnych wach

Że to każdy, który kradnie
Nie obejrzy się jak wpadnie
XXXXXXNa nauki ludziom złym
XXXXXXZe złodzieja będzie dym

*** 

Ale wacha, jak to wacha
Sama się ciemności stracha
XXXXXXSię pospała
XXXXXXXXXXXOberwała
XXXXXXXXXXXXXXXRyczała
XXXXXXXXXXXXXXXXXXKrzyczała
I się rozleciała.

I na naszej sztubie
Nie ma więcej warty
Niech to porwą czarty
Ku złodziei chlubie

Porozumienie
XXXXXXZrozumienie
XXXXXXXXXZarządzenie
Pana Stefana
XXXXXXOd wieczora do rana
Wacha będzie zawodowa
XXXXXXmorowa
XXXXXXXXXXXXani słowa
Nic się przed nią nie schowa!

*** 

Na złodzieja strach padł
XXXXXXDwa dni nic nie jadł
XXXXXXXXXXXXoprócz tego
XXXXXXXXXXXXXXXXXXCo dostał oficjalnego

*** 

Ale pajdka była mała
I zupa nie dogadzała
XXXXXXWięc choć nie ładnie
XXXXXXOn znów kradnie.

Wacha stoi całą noc
A on kradnie pajdek moc
XXXXXXKradnie spod łóżek
XXXXXXXXXXXXSpod głów i nóżek

Nie wiem czy stary, czy wyrostek
Kradnie z kostek
XXXXXXUkradł ser i margarynę
XXXXXXXXXXXXUkradł cukier, sacharynę

XXXXXXXXXXXXXXXXXXKradnie ciasto, kradnie placki
XXXXXXXXXXXXXXXXXXWszędzie swe zapuszcza macki
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXCo ukradnie zaraz żre
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXJest nie ładnie – bardzo źle!

Co tu zrobić? Jak zaradzić?
Żeby kto chciał chociaż zdradzić
XXXXXXImię, numer lub nazwisko
XXXXXXNie odgadniesz, chociaż blisko
XXXXXXXXXXXXJest ten drań
XXXXXXNie ma sposobu nań!

*** 

A ja mam sposób
by się pozbyć z tłoku
XXXXXXz bloku
XXXXXXtakich osób

Panowie z paczkami
Tylko cicho miedzy nami
Jak dostanie paczkę kto
XXXXXXAby wykorzenić zło

XXXXXXXXXXXXOceńcie mej rady wartość
XXXXXXXXXXXXRozdajcie zaraz zawartość
XXXXXXXXXXXXWszystkim głodnym, wszystkim nam
XXXXXXXXXXXXXXXXXXTaką ja wam radę dam!

Darmo złodziej zęby szczerzy
Widzicie jak ten drań leży.

***
Stutthof, wrzesień 1944

Obóz koncentracyjny w Stutthofie: pasiaki, tzw. winkle, czyli oznaczenia więźniów, cela

Wiersze dziadka Wiktora (2)

Wiktor Ostrowski

Poznańczyki

Tam, gdzie twarda praca, trudy,
Gdzie wyprane wszystkie brudy,
Tam, gdzie słowo ważkie, twarde,
Gdzie są dusze mocne, harde,

Przyjaźń – to na śmierć i życie,
Gdzie nikt nie uderzy skrycie,
Łgarstwo prawdy nie zasłania,
Honor zmusza do wytrwania,

Życia mocne są podstawy,
Gdzie wre praca, nie zabawy,
Gdzie Piasta ziemia prastara,
Gdzie najsroższy dopust, kara

Nie łamie, lecz wzmacnia człowieka
Tam, gdzie wizja, choć daleka
Wolności błyszczy w zaraniu
Tam – tylko w naszym Poznaniu.

1944

Muzeum Obóz koncentracyjny Stutthof

***

Pieśni adwentowe

Czarna noc – otchłań bezdenna
W krąg bluźnierstwa i przekleństwa,
Płacz i rozpacz nadaremna,
Przemoc gwałtu i szaleństwa.

Hańba, wstyd i poniżenie,
Szyderstwo, urągowisko,
Ale blisko wyzwolenie
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

Tryumf zła i nienawiści
Krew i zemsta, przepaść grzechu
Każda zbrodnia, co się ziści
Wzbudza wybuch złego śmiechu.

Nie ma dobrych, cichych ludzi,
Świat się stacza w przepaść nisko,
Lecz zapowiedź już się budzi
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

Patrzą moce złe struchlałe,
Wściekłość, złość, fałsz i obłuda,
Strachem lica pobielałe,
Pieśń się tworzy – tworzą cuda.

Świt – przejasne w blasku zorze
Dla złych straszne widowisko,
I pieśń wznosi się w pokorze:
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

1944

***

Pieśń do Matki Boskiej Swarzewskiej

O Matko Boska, słynąca cudami
W skromnym kościele małego Swarzewa,
Ciebie błagamy, opiekuj się nami
Gdy pieśń Twej chwały cały obóz śpiewa.

Kiedy na kutrze w złowrogą godzinę
Rybak się zmaga z wielkimi falami,
Ciebie, o Pani błaga o przyczynę
I Ciebie prosi: o módl się za nami.

Królowo więźniów i Królowo morza,
O Twoją Pani, prosimy obronę,
Broń nas od złego prosimy w pokorze
W kraju, którego Ty nosisz koronę.

Od niebezpieczeństw i duszy i ciała
Ty nas obronisz, Królowo Niebieska,
Byśmy do domów powrócili cało
Spraw, Matko Boska, o Pani Swarzewska.

1944

Matka Boska Swarzewska Cudami Słynąca; druk: Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu, 1933.
Swarzewo jest wioską kaszubską, położoną w gminie Puck.
Późnogotycka figurka Matki Bożej Swarzewskiej, wykonana z lipowego drewna przez nieznanego mistrza, ma 52 cm wysokości i 20 cm szerokości. Łącznie z promienistą aureolą mierzy 85 cm.

***

Raduje się każdy…

Raduje się każdy, kto z daleka zoczy
Nasz kobiecy oddział, co tak dzielnie kroczy.
Roześmiana buzia, niebieska sukienka,
Na rączce numerek – biedna ty panienka.

Smutno nam w obozie, miła panieneczko.
Daj mi chociaż uśmiech, jasny jak słoneczko.
Zawsze twą niebieską pamiętam sukienkę.
Daj choć raz przez druty na dzień dobry rękę.

Powiem ci w sekrecie, powiem ci na uszko,
Że chciałbym posiadać twe małe serduszko.

Refren:

Oj da, oj da dana,
Dziewczyno kochana,
Daj mi twe serduszko,
Daj, ach daj!

1944

Msza w obozie Stutthof

Wiersze dziadka Wiktora (1)

Wiktor Ostrowski

Kochane ręce matczyne

Wyśnił mi się czar tej nocy –
Tyle szczęścia, co człowiek prześni
Tyle świateł i harmonii
Tyle muzyki i pieśni.

Za wspomnienia snu mojego
Pochylę czoło w podzięce,
Wyśnił mi się cud nad cudy:
Kochane matczyne ręce.

Pamiętam dobrze, jak strzegły
Od dzieciństwa, od maleństwa
Mnie we wszystkich moich figlach
I wszystkich nieposłuszeństwach

I łagodnie mnie karciły
Za dziecinną mą przewinę,
I pieściły, hołubiły
Kochane ręce matczyne.

I wspominam czas późniejszy,
Chlubne moje lata szkolne,
Czas gdym uczył się, pracował
I bawił się w chwile wolne…

Czym w zabawie był beztroskiej,
Czy w kłopocie, czy w udręce,
Czuwały nademną zawsze,
Kochane matczyne ręce.

I dzisiaj w dni ciężkiej troski
Gdy się gryzę w czczej rozpaczy
Wspomnę tylko – tylko westchnę
I już więcej nie zapłaczę.

Już znajduję pocieszenie,
Wkrótce przyjdzie kres mej męce
Z daleka mnie błogosławią
Kochane matczyne ręce.

1944

Eugenia z Cohnów-Lublinerowa (1869-1940), moja prababcia jako młoda panna, matka dziadka Wiktora i mojej babki Anieli oraz Stefana i Karoliny Lublinerów. Pedagożka, autorka, założycielka wraz z Dorotą Sylberową pierwszej szkoły dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo w Polsce. Gdy dziadek pisał ten wiersz w obozie w Sztuthofie, prababcia już od kilku lat nie żyła. Umarła podczas pierwszej wojennej zimy w 1940 roku.

***

Na wolności, kto niewinny…

Melodia: … przemówił dziad do obrazu…
Refren na melodię: pójdź tam, Hanka, tam u chrustu…

Na wolności, kto niewinny, oj!
Siedzi w Stutthofie, jak inni, oj!
Kto gazetki kolportował, oj!
Ten się do Stutthofu schował, oj!

Bo z Warszawy, bo z Pawiaka, bo z Pawiaka, bo z Pawiaka
Przywieźli tu Warszawiaka, Warszawiaka – oj!

A kto chodził z gnatem w łapie, oj!
Ten na naszej pryczy chrapie, oj!
Kto złapany na ulicy, oj!
Siedzi, a z nim politycy, oj!

Bo z Warszawy….

Kto się bawił rozpylaczem, oj!
Nam przeszkadza wiecznym płaczem, oj!
A stary kryminalista, oj!
Siedzi też, ofiara czysta, oj!

Bo z Warszawy ….

Kto szopkarzem był w Warszawie, oj!
Ten posiedzi też – łaskawie, oj!
Temu siedzieć najprzyjemniej, oj!
Kto w robocie był podziemnej, oj!

Bo z Warszawy….

Nie siedźcie, jak zmokłe kury, oj!
Uśmiech na pysk, łeb do góry, oj!
Wkrótce się zakończy wojna, oj!
Czeka przyszłość nas spokojna, oj!

Bo z Warszawy…

Wtedy popatrz, kto ciekawy, oj!
Jak jedziemy do Warszawy, oj!
Tam czekają Warszawianki, oj!
Żony, córki i kochanki, oj!

Bo z Warszawy…

1944

Dwa wydania książki dziadka Warszawiacy w Stutthofie, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1971 i wydawnictwo Muzeum KL w Sztuthofie 2014

***

Niby stoi przy śrubsztaku

Niby stoi przy śrubsztaku
I pilnikiem sprawnie rucha
Żadnego nie widzisz znaku,
A odrazy poznać: fucha!

Tak jak wszyscy przy warsztacie
Ze zroszonym potem czołem
A mogę ci przysiąc bracie,
Że on fuchę ma pod stołem.

Gdy szykownie się ubierze
I się nażre – jest kontenty
I włazi – jak w miodu dzieżę
Prosto w same prominenty.

Jednak mimo
I zarobków – jest już takim
Co, chociaż ma w nosie muchy
To zwyczajnym jest pętakiem.

1944

Wystawa Warszawiacy w Stutthofie z okazji ponownego wydania książki dziadka

***

Niektóre wiersze dziadka ze Stutthofu są i tu:

https://ewamaria2013texts.wordpress.com/wp-admin/post.php?post=30663&action=edit&calypsoify=1

My trzy w Polskiej Kafejce Językowej

Dziś, czyli wyjątkowo w drugi a nie w trzeci piątek miesiąca

Ewa Maria Slaska, Ela Kargol, Krystyna Koziewicz

Wojna. Kobiety. Utopia.

Co dzieje się po wojnie? Tak wiemy, po wojnie jest pokój, żyjemy, jesteśmy szczęśliwi. Ale jak pomyślimy głębiej, intensywniej, to pamięć podsuwa nam też inne obrazy. Ruiny, gruzy, zrujnowane kamienice, wyrwane szyny, przewrócone ciężarówki. Wychudzeni ludzie, kobiety w chustkach na głowie. Ale też kwiaty na ruinach.  Porozmawiamy o czasach po wojnie, Nie tylko po tej ostatniej, najlepiej nam znanej, z opowieści rodzinnych, filmów, książek, seriali, ale po każdej wojnie. O usuwaniu zniszczeń, budowaniu nowego życia. O utopii, która (być może) w dzisiejszych czasach powstaje dzięki kobietom. O Oldze Tokarczuk i jej heterotopii.

Continue reading “My trzy w Polskiej Kafejce Językowej”

Berlin, festiwal światła i inne atrakcje


Ela Kargol

Czasem przyjemnie być turystką we własnym mieście.

Przyjechałam po południu specjalnie pod Czerwony Ratusz, żeby sfotografować kobietę z łopatą i mężczyznę z kilofem, co zajęło mi może pół godziny. A że miejsce, w którym ich postawiono, to jedna z obowiązkowych atrakcji Berlina, poddałam się kierunkowi spacerujących, oglądajacych, zwiedzających i zostałam aż do zmroku, i nie ominął mnie festiwal świateł.

Continue reading “Berlin, festiwal światła i inne atrakcje”