Na spotkanie 5 marca w HumboldtForum mam napisać tekst o wojnie. Powoli go piszę, powoli, bo nie jest to łatwe. Przez kilka następnych czwartków będę tu publikowała kolejne fragmenty tego tekstu. Jak zawsze, bardzo proszę o kometarze.
Jak bardzo zmienia się nasze spojrzenie na wojnę. Mam 75 lat i patrzyłam na wojnę na co najmniej dziewięć sposobów. Mniej niż 10 lat na każde spojrzenie. Tak było? Taka to matematyka?
Schon wieder gab es einen Brief, von 38 Prominenten unterschrieben, initiiert von zwei Frauen, die ganz offensichtlich nicht müde werden, sich selbst in den Mittelpunkt zu stellen; die eine lebt diese Lust noch stärker aus, indem sie jetzt sogar eine Partei unter ihren Namen anführt. Dass ein solcher Brief noch einmal auftaucht, der von einem dritten Weltkrieg tönt und uns durch Angst von der Hilfe für die Ukraine abbringen will (und leider bei manchen auch auf Zustimmung stößt), finde ich traurig, richtig tief deprimierend. Denn die Ukraine im Winter des dritten Kriegsjahres verdient nichts anderes als unsere Unterstützung und die hatte ich mir eigentlich uneingeschränkt von der deutschen Seite gewünscht.
Przypis od Adminki: Wiktor Ostrowski (1895 – 1977) był ojcem Cioci Janiny Kowalskiej i dziadkiem moich dwóch kuzynek, Marii Marucelli i Małgorzaty Kowalskiej-Liefsches; był też moim ukochanym dziadkiem, mimo że formalnie był “tylko” dziadkiem wujecznym. Wiele spraw, o których dziadek pisze w tych wierszach, Czytelni*x znajdzie we wpisach na tym blogu. Trzeba trochę poszukać. Np. w pierwszym wierszu dziadek wspomina pobyt całej ich rodziny w więzieniu Gestapo, również córki, Janki, która miała wtedy zaledwie 14 lat.
Wiktor Ostrowski
Jance
Kiedy w oddali, córeczko jedyna W osamotnieniu i strasznej tęsknocie Więzienia chwile twój ojciec wspomina I wspomina ciebie w dumnej męstwa cnocie.
I marzę o tym, że skończy się burza, Wolność odzyska skrwawiona Ojczyzna, Wrócę do ciebie, będziesz mądra, duża, Taka dorosła, że każdy to przyzna
Że jesteś wzorem dla dziewcząt tysiąca Zewsząd pochwały usłyszę bez końca Wróciłem wreszcie, nareszcie w ramiona Chwyciłem ciebie, płaczę z radości
Chwilo szczęśliwa, chwilo wymarzona! Serce zamiera z szczęścia i miłości… Jesteśmy razem, a ja życie całe Chcę ci poświęcić, aby wynagrodzić
Wszystkie twe bóle i duszy i ciała Pokonać wszystko, co może ci szkodzić Ty ofiarujesz mi w pięknym prezencie Pilność w nauce, staranność, uwagę,
Uśmiech dla bliskich i – wierzę w to święcie Radość w zabawie, a w pracy powagę. Niech będą bliskie urzeczywistnienia Moje dalekie myśli i marzenia
1947
Dziadek z córką Janką; książka Janiny Kowalskiej, Zielonka 2016
***
Córka robi pracę magisterską
Córka robi pracę magisterską Więc studiuje gramatykę perską Napisała o kursach kształcących Czytam, czyta, bardzo mi gorąco… Zięć poprawia i robi korektę, A ja wszystko mam „per recte” Mama robi pilnie adjustację, Mama w znakach ma największą rację Wnuczka krzyczy, woła wciąż na Misia Bardzo jest wesoło w domu dzisiaj A na koniec kilka głosów wrzasło Że w piecyku całkiem wszystko zgasło…
1952
***
Znałem małą dziewczynkę
Znałem małą dziewczynkę Co choruje na świnkę Nazywa się Małgosia A gdy mama ją prosi Żeby więcej jadła To bęc – łyżka upadła
A siostrzyczka jej, Marysia Jest zupełnie zdrowa dzisiaj Też na świnkę chorowała Marysieńka nasza mała
A jak obie będą zdrowe To włożą sukienki nowe I pojadą samochodem Lecz nie dziś – pojutlo – w ślodę…
Potem będą się pakować Trzeba wszystkie lalki schować I jedziemy już nad morze Tam dziewczynki spać położę
A od rana mama każe Iść opalać się na plażę Na plaży z samego rana Małgosia jest wykąpana
Marysia się grzebie w piasku Ile pisku, ile wrzasku… Kasia będzie tam i Ewa Woda, piasek, słońce, drzewa
Potem powrót do Warszawy W wagonie dużo zabawy Obie panny opalone Wcale nie zakatarzone
I pójdzie każda córeczka Prosto z domu do żłobeczka Żłobek a potem przedszkole Później szkoła – wierzcie wolę
Nie myśleć, że w krótkim czasie Kiedy już maturę zda się Wprost na uniwersytety Pójdą nasze dwie kobiety
A gdy zrobią doktoraty To już moje stare lata Nie pomogą żadne czary Dziadek pewno będzie stary
1954
Od lewej – wnuczka dziadka Małgorzata, córka Janina, wnuczka Marysia. To między innymi o nich są te wiersze.
***
Drogi mój Redaktorze
Drogi mój Redaktorze, Choć nie jesteś w humorze, Może nazwiesz mnie typem bezczelnym… Pomóż wreszcie w tej sprawie, Bo ty w końcu w tym FAWie Jesteś – fakt – redaktorem naczelnym…
Bo ja jestem – jak głupi, Mogę książki zakupić Jakie chcę: polskie, ruskie, niemieckie, Lecz te w FAWie wydane Dla nas są zakazane. Redaktorze! No, nie bądź Pan dzieckiem…
To już nie są herezje – Trzeba pisać recenzje, A jak pisać, to trzeba się wczytać Rzucać grochem o ścianę To zajęcie jest znane… Kogo tu się mądrego zapytać?
Dość tej głupiej zabawy, Poważniejsze mam sprawy I zadania, trudności i troski Zginie niech biurokracja – Książki dać – w tym jest racja!
Cześć!
Podpisał: Redaktor Ostrowski
L.dz.1831/57/XX
Otrzymuje: red Sternik
Do wiadomości: Dyr. FAW, ZZPF, NOT, USP, TKKF, KKM, ONZ, QUO, Szp. Psych., i Magazyn FAW.
1957
Niektóre z książek wydanych przez dziadka w FAWie, czyli Filmowej Agencji Wydawniczej
„Zerschnittenes Leben“ (Życie przecięte) – so der Titel eines 2008 in Warschau erschienenen Buchs von Joanna Wiszniewicz, einer Sammlung von Interviews mit jüdischen Menschen in Polen, deren Leben vierzig Jahre zuvor, durch die antisemitische Kampagne des Gomulka-Regimes von 1968 radikal verändert worden war. Buchstäblich über Nacht verloren viele polnische Jüdinnen und Juden ihre Arbeit oder ihren Studienplatz, ihr soziales Umfeld; viele wurden zur Emigration gezwungen oder kamen der Marginalisierung durch freiwillige Auswanderung zuvor. Für viele ein ebenso unvorhersehbarer wie radikaler und nicht zu kittender Bruch der eigenen Biographie – zerschnittenes Leben.
In der Ukraine naht der dritte Kriegswinter. Was das für die Menschen dort bedeutet, erfahren wir gelegentlich aus den guten Reportagen von Korrespondenten vor Ort, bei der ARD von Vassili Golod und beim ZDF von Katrin Eigendorf. Wirklich vorstellen können wir uns nicht, was es bedeutet, jeden Tag ums Überleben zu kämpfen. Immer wieder von Drohnen- und Raketenangriffen bedroht zu sein und bei jedem Luftalarm Stunden im Bunker, in U-Bahnstationen oder Kellern verbringen zu müssen, immer wieder aufs Neue zu fürchten, dass die nächste Rakete auch auf das eigene Haus treffen könnte. Dazu die Engpässe bei der Stromversorgung, bei Lebensmitteln, Medikamenten und vieles andere mehr…Vielleicht am ehesten können das die Palästinenser oder im Moment auch die Spanier aus der Region Valencia nachvollziehen. Dass wir im Westen doch so wenig Empathie aufbringen, wundert mich sehr, dass wir die Ukraine immer noch so halbherzig unterstützen, mit zwei Schritten nach vorn und drei zurück. Dass auf den Friedensplan von Zelensky so nüchtern reagiert und der Ukraine keine Hoffnung auf den Beitritt zur NATO gegeben wurde, empfinde ich als beschämend, und dass gerade Deutschland es gestoppt hat, treibt mir die Röte ins Gesicht.
Razu pewnego Razu pewnego Roku czterdziestego czwartego Żył i działał jeden pan Kryminalnym władzom znan. Był to złodziej zawodowy XXXXPobytowy XXXXXXXXKieszonkowy … Może stopkarz? może Lipkarz? XXXXXXXXczy doliniarz? XXXXXXXXXXXXXXXXczy pajęczarz? *** Czy z Warszawy? XXXXczy z Nieszawy? XXXXXXXXczy z Piotrkowa? XXXXXXXXXXXXXXczy z Iłowa? XXXXXXXXXXXXXXXXczy z Wielunia? XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXczy z Torunia?
Z jakiego miasta? XXXXNie wiem, nie powiem i basta. Kilka razy musiał wpaść XXXXXXXXAle nie przestawał kraść
***
Lecz złapali go agenci Wiedząc dobrze co się święci XXXXZapowiada się siedzenie XXXXXXXXAle on powiada że nie I tak dobrze kręcić umiał Że nikt tego nie zrozumiał XXXXXXWięc jako politycznego XXXXXXwysłali go dnia pewnego XXXXXXdo obozu – a jakiego? XXXXXXWiecie? Koncentracyjnego.
Czerwony ma winkiel śliczny, że jest niby polityczny Układny jest jak wszystkie dranie Zdobył sobie zaufanie
***
Wpierw źle mu się powodziło Wiec myśli że nie szkodziło, By na nowo zacząć kraść Ostrożnie, żeby nie wpaść. I patrzaj! Taka cholera Do paczuszek się dobiera XXXXXXWyciąga je spod siennika XXXXXXW nocy cichaczem połyka Chleb i sadło, ciasto, ser To dla niego dobry żer
***
Z rana się zrobiły krzyki Bo paczkarze – naród dziki XXXXXNie lubią się dobrem swym XXXXXXDzielić z byle kim
A pan Stefan – nasz sztubowy XXXXXXJako że chłop jest morowy XXXXXXDecyduje wzniecić strach XXXXXXZa pomocą nocnych wach
Że to każdy, który kradnie Nie obejrzy się jak wpadnie XXXXXXNa nauki ludziom złym XXXXXXZe złodzieja będzie dym
***
Ale wacha, jak to wacha Sama się ciemności stracha XXXXXXSię pospała XXXXXXXXXXXOberwała XXXXXXXXXXXXXXXRyczała XXXXXXXXXXXXXXXXXXKrzyczała I się rozleciała.
I na naszej sztubie Nie ma więcej warty Niech to porwą czarty Ku złodziei chlubie
Porozumienie XXXXXXZrozumienie XXXXXXXXXZarządzenie Pana Stefana XXXXXXOd wieczora do rana Wacha będzie zawodowa XXXXXXmorowa XXXXXXXXXXXXani słowa Nic się przed nią nie schowa!
***
Na złodzieja strach padł XXXXXXDwa dni nic nie jadł XXXXXXXXXXXXoprócz tego XXXXXXXXXXXXXXXXXXCo dostał oficjalnego
***
Ale pajdka była mała I zupa nie dogadzała XXXXXXWięc choć nie ładnie XXXXXXOn znów kradnie.
Wacha stoi całą noc A on kradnie pajdek moc XXXXXXKradnie spod łóżek XXXXXXXXXXXXSpod głów i nóżek
Nie wiem czy stary, czy wyrostek Kradnie z kostek XXXXXXUkradł ser i margarynę XXXXXXXXXXXXUkradł cukier, sacharynę
XXXXXXXXXXXXXXXXXXKradnie ciasto, kradnie placki XXXXXXXXXXXXXXXXXXWszędzie swe zapuszcza macki XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXCo ukradnie zaraz żre XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXJest nie ładnie – bardzo źle!
Co tu zrobić? Jak zaradzić? Żeby kto chciał chociaż zdradzić XXXXXXImię, numer lub nazwisko XXXXXXNie odgadniesz, chociaż blisko XXXXXXXXXXXXJest ten drań XXXXXXNie ma sposobu nań!
***
A ja mam sposób by się pozbyć z tłoku XXXXXXz bloku XXXXXXtakich osób
Panowie z paczkami Tylko cicho miedzy nami Jak dostanie paczkę kto XXXXXXAby wykorzenić zło
XXXXXXXXXXXXOceńcie mej rady wartość XXXXXXXXXXXXRozdajcie zaraz zawartość XXXXXXXXXXXXWszystkim głodnym, wszystkim nam XXXXXXXXXXXXXXXXXXTaką ja wam radę dam!
Darmo złodziej zęby szczerzy Widzicie jak ten drań leży.
*** Stutthof, wrzesień 1944
Obóz koncentracyjny w Stutthofie: pasiaki, tzw. winkle, czyli oznaczenia więźniów, cela
Tam, gdzie twarda praca, trudy, Gdzie wyprane wszystkie brudy, Tam, gdzie słowo ważkie, twarde, Gdzie są dusze mocne, harde,
Przyjaźń – to na śmierć i życie, Gdzie nikt nie uderzy skrycie, Łgarstwo prawdy nie zasłania, Honor zmusza do wytrwania,
Życia mocne są podstawy, Gdzie wre praca, nie zabawy, Gdzie Piasta ziemia prastara, Gdzie najsroższy dopust, kara
Nie łamie, lecz wzmacnia człowieka Tam, gdzie wizja, choć daleka Wolności błyszczy w zaraniu Tam – tylko w naszym Poznaniu.
1944
Muzeum Obóz koncentracyjny Stutthof
***
Pieśni adwentowe
Czarna noc – otchłań bezdenna W krąg bluźnierstwa i przekleństwa, Płacz i rozpacz nadaremna, Przemoc gwałtu i szaleństwa.
Hańba, wstyd i poniżenie, Szyderstwo, urągowisko, Ale blisko wyzwolenie Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
Tryumf zła i nienawiści Krew i zemsta, przepaść grzechu Każda zbrodnia, co się ziści Wzbudza wybuch złego śmiechu.
Nie ma dobrych, cichych ludzi, Świat się stacza w przepaść nisko, Lecz zapowiedź już się budzi Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
Patrzą moce złe struchlałe, Wściekłość, złość, fałsz i obłuda, Strachem lica pobielałe, Pieśń się tworzy – tworzą cuda.
Świt – przejasne w blasku zorze Dla złych straszne widowisko, I pieśń wznosi się w pokorze: Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
1944
***
Pieśń do Matki Boskiej Swarzewskiej
O Matko Boska, słynąca cudami W skromnym kościele małego Swarzewa, Ciebie błagamy, opiekuj się nami Gdy pieśń Twej chwały cały obóz śpiewa.
Kiedy na kutrze w złowrogą godzinę Rybak się zmaga z wielkimi falami, Ciebie, o Pani błaga o przyczynę I Ciebie prosi: o módl się za nami.
Królowo więźniów i Królowo morza, O Twoją Pani, prosimy obronę, Broń nas od złego prosimy w pokorze W kraju, którego Ty nosisz koronę.
Od niebezpieczeństw i duszy i ciała Ty nas obronisz, Królowo Niebieska, Byśmy do domów powrócili cało Spraw, Matko Boska, o Pani Swarzewska.
1944
Matka Boska Swarzewska Cudami Słynąca; druk: Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu, 1933. Swarzewo jest wioską kaszubską, położoną w gminie Puck. Późnogotycka figurka Matki Bożej Swarzewskiej, wykonana z lipowego drewna przez nieznanego mistrza, ma 52 cm wysokości i 20 cm szerokości. Łącznie z promienistą aureolą mierzy 85 cm.
***
Raduje się każdy…
Raduje się każdy, kto z daleka zoczy Nasz kobiecy oddział, co tak dzielnie kroczy. Roześmiana buzia, niebieska sukienka, Na rączce numerek – biedna ty panienka.
Smutno nam w obozie, miła panieneczko. Daj mi chociaż uśmiech, jasny jak słoneczko. Zawsze twą niebieską pamiętam sukienkę. Daj choć raz przez druty na dzień dobry rękę.
Powiem ci w sekrecie, powiem ci na uszko, Że chciałbym posiadać twe małe serduszko.
Refren:
Oj da, oj da dana, Dziewczyno kochana, Daj mi twe serduszko, Daj, ach daj!
Wyśnił mi się czar tej nocy – Tyle szczęścia, co człowiek prześni Tyle świateł i harmonii Tyle muzyki i pieśni.
Za wspomnienia snu mojego Pochylę czoło w podzięce, Wyśnił mi się cud nad cudy: Kochane matczyne ręce.
Pamiętam dobrze, jak strzegły Od dzieciństwa, od maleństwa Mnie we wszystkich moich figlach I wszystkich nieposłuszeństwach
I łagodnie mnie karciły Za dziecinną mą przewinę, I pieściły, hołubiły Kochane ręce matczyne.
I wspominam czas późniejszy, Chlubne moje lata szkolne, Czas gdym uczył się, pracował I bawił się w chwile wolne…
Czym w zabawie był beztroskiej, Czy w kłopocie, czy w udręce, Czuwały nademną zawsze, Kochane matczyne ręce.
I dzisiaj w dni ciężkiej troski Gdy się gryzę w czczej rozpaczy Wspomnę tylko – tylko westchnę I już więcej nie zapłaczę.
Już znajduję pocieszenie, Wkrótce przyjdzie kres mej męce Z daleka mnie błogosławią Kochane matczyne ręce.
1944
Eugenia z Cohnów-Lublinerowa (1869-1940), moja prababcia jako młoda panna, matka dziadka Wiktora i mojej babki Anieli oraz Stefana i Karoliny Lublinerów. Pedagożka, autorka, założycielka wraz z Dorotą Sylberową pierwszej szkoły dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo w Polsce. Gdy dziadek pisał ten wiersz w obozie w Sztuthofie, prababcia już od kilku lat nie żyła. Umarła podczas pierwszej wojennej zimy w 1940 roku.
***
Na wolności, kto niewinny…
Melodia: … przemówił dziad do obrazu… Refren na melodię: pójdź tam, Hanka, tam u chrustu…
Na wolności, kto niewinny, oj! Siedzi w Stutthofie, jak inni, oj! Kto gazetki kolportował, oj! Ten się do Stutthofu schował, oj!
Bo z Warszawy, bo z Pawiaka, bo z Pawiaka, bo z Pawiaka Przywieźli tu Warszawiaka, Warszawiaka – oj!
A kto chodził z gnatem w łapie, oj! Ten na naszej pryczy chrapie, oj! Kto złapany na ulicy, oj! Siedzi, a z nim politycy, oj!
Bo z Warszawy….
Kto się bawił rozpylaczem, oj! Nam przeszkadza wiecznym płaczem, oj! A stary kryminalista, oj! Siedzi też, ofiara czysta, oj!
Bo z Warszawy ….
Kto szopkarzem był w Warszawie, oj! Ten posiedzi też – łaskawie, oj! Temu siedzieć najprzyjemniej, oj! Kto w robocie był podziemnej, oj!
Bo z Warszawy….
Nie siedźcie, jak zmokłe kury, oj! Uśmiech na pysk, łeb do góry, oj! Wkrótce się zakończy wojna, oj! Czeka przyszłość nas spokojna, oj!
Bo z Warszawy…
Wtedy popatrz, kto ciekawy, oj! Jak jedziemy do Warszawy, oj! Tam czekają Warszawianki, oj! Żony, córki i kochanki, oj!
Bo z Warszawy…
1944
Dwa wydania książki dziadka Warszawiacy w Stutthofie, Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1971 i wydawnictwo Muzeum KL w Sztuthofie 2014
***
Niby stoi przy śrubsztaku
Niby stoi przy śrubsztaku I pilnikiem sprawnie rucha Żadnego nie widzisz znaku, A odrazy poznać: fucha!
Tak jak wszyscy przy warsztacie Ze zroszonym potem czołem A mogę ci przysiąc bracie, Że on fuchę ma pod stołem.
Gdy szykownie się ubierze I się nażre – jest kontenty I włazi – jak w miodu dzieżę Prosto w same prominenty.
Jednak mimo I zarobków – jest już takim Co, chociaż ma w nosie muchy To zwyczajnym jest pętakiem.
1944
Wystawa Warszawiacy w Stutthofie z okazji ponownego wydania książki dziadka
Dziś, czyli wyjątkowo w drugi a nie w trzeci piątek miesiąca
Ewa Maria Slaska, Ela Kargol, Krystyna Koziewicz
Wojna. Kobiety. Utopia.
Co dzieje się po wojnie? Tak wiemy, po wojnie jest pokój, żyjemy, jesteśmy szczęśliwi. Ale jak pomyślimy głębiej, intensywniej, to pamięć podsuwa nam też inne obrazy. Ruiny, gruzy, zrujnowane kamienice, wyrwane szyny, przewrócone ciężarówki. Wychudzeni ludzie, kobiety w chustkach na głowie. Ale też kwiaty na ruinach. Porozmawiamy o czasach po wojnie, Nie tylko po tej ostatniej, najlepiej nam znanej, z opowieści rodzinnych, filmów, książek, seriali, ale po każdej wojnie. O usuwaniu zniszczeń, budowaniu nowego życia. O utopii, która (być może) w dzisiejszych czasach powstaje dzięki kobietom. O Oldze Tokarczuk i jej heterotopii.
Czasem przyjemnie być turystką we własnym mieście.
Przyjechałam po południu specjalnie pod Czerwony Ratusz, żeby sfotografować kobietę z łopatą i mężczyznę z kilofem, co zajęło mi może pół godziny. A że miejsce, w którym ich postawiono, to jedna z obowiązkowych atrakcji Berlina, poddałam się kierunkowi spacerujących, oglądajacych, zwiedzających i zostałam aż do zmroku, i nie ominął mnie festiwal świateł.