Magdalena Szpunar
Pojechał po bułki
rowerem
bo mimo wojny jeść trzeba
leży teraz w kałuży
co spija z niego ostatnie tchnienie życia
a żona mówiła
że bułek nie trzeba
że można chleb
można tylko patrzeć
patrzeć bezsilnie
aż wyschnie kałuża
Pojechał po bułki rowerem, 5 kwietnia 2022
Tamara Łempicka, Uchodźcy (1937) [Fot. Estate LLC/Museum of art and history, Saint-Denis].
Anna Czekanowicz
modlitwa
gdzie się podziała cała ta czułość
gdzie światło witraży w katedrze
szelest liści i pieszczota wiatru
gdzie zniknął smak świata
toczą mnie robaki czarnych myśli
czerwie złych słów plugawych zaklęć
mrocznych przekleństw
głuchych złorzeczeń
jestem kobietą rozpłataną ostrzem bagnetu
jestem kruszyną nienarodzoną tuż obok
we krwi zakrzepłej i skamieniałej
jestem psem co pełznie beznogi wśród gruzu
tajemniczym kocim okiem nieruchomo
wpatrzonym w nieznane
niechaj przeklęta będzie matczyzna
co synów swych na żniwo wysłała
7 kwietnia 2022
Pavlo Kyryk
Moja przyjaciółka napisała (też na Facebooku): Dostałam od przyjaciela i sąsiada Kuby Zaleskiego: Hej Kochani, taką piosenkę dla Ukrainy napisałem i dograłem do melodii Piosenki dla córki, we własnym aranżu: https://drive.google.com/file/d/1AZ6tDtJJmnAHNNJKLfj5IJDEROniU6Ey/view?usp=sharing Miłego, choć pewnie niewesołego słuchania K.
Autor pracuje też nad wersją ukraińską i też ją nam udostępni.
Die Ungerechtigkeit der Welt, der westlichen Welt, war mir immer klar und ein Dorn im Auge, doch jetzt sticht sie mit einer Schärfe und Dringlichkeit, dass ich, sollte ich es nicht aussprechen, krank würde. Auch wir werden durch den Krieg auf eine Seite, auf eine Möglichkeit festgelegt, was sich für die Zukunft wahrscheinlich verheerend auswirken kann.
Wir erleben einen Krieg – einen Angriffskrieg, den es in unserem Jahrhundert nicht mehr geben sollte. Es sind völlig archaische Methoden der Kommunikation, durch Druck und Gewalt auf das eigene Recht zu pochen und es einzufordern. Ich war während des ersten Kriegsmonats in Warschau; habe erlebt, wie die Polen sich zusammengerissen haben, um den Kriegsflüchtlingen zu helfen, wie sie den Krieg verurteilt haben, ihn verfolgt und immer wieder dazu Stellung genommen haben. Der Westen vergisst, dass doch noch Menschen mit Kriegserfahrungen aus dem Jahr 1939 leben und dass für sie ein déjà vue entsteht, dass von Deutschland mehr verlangt wird, eben wegen dieser Kriegserinnerung, aber auch wegen ihrer Nähe zu Russland und zu Putin, dass sie selbst für die Abhängigkeiten von Gas, Öl und Kohle verantwortlich sind. Versprechungen, Bekundungen und Mitleid helfen nicht viel, es müssen Taten folgen, ganz entschiedene und schnelle.
Unter den ukrainischen Frauen, die ich in der Wohnung in Warschau aufgenommen habe, war eine junge Frau mit einem Kleinkind, die mir als die Tochter der Freundin des Bruders meiner Mieterin vorgestellt wurde. Nach zwei Tagen stellte sich heraus: sie mit dem Baby und einen kleinen Jungen haben die anderen auf dem Bahnhof in Lemberg gefunden; die drei wussten nicht wohin, hatten seit ein paar Tagen nichts gegessen, lebten auf dem Bahnhof. Der kleine neunjährige Junge hatte seine Eltern, seine Mutter verloren, oder sie haben ihn so losgeschickt, damit er überlebt, das wussten sie nicht. Auf jeden Fall waren sie plötzlich bei mir, in der Wohnung meiner Mutter, mit den anderen drei Frauen und zwei Jungen. Zum Glück haben sie eine andere Bleibe gefunden, alle drei; so haben die anderen fünf Leute in der kleinen Dreizimmerwohnung genug Platz zum Leben.
Da wurde gesagt: in Polen gäbe es Flüchtlinge zweiter Klasse, ich habe nur gedacht, Gott sei Dank, wir haben noch Platz frei, wir können die aufnehmen. Und ja, sie sind mir willkommen, weil sie das erleben, was Polen immer wieder fürchten muss, und weil sie wirklich Frauen mit Kindern sind, und alles passiert so nah und ich will mich nicht hinter der Heuchelei der Menschenliebe für alle auf der ganzen Welt verstecken und die eigentlich gar nicht so wirklich hierher wollen. Denn es ist ein großer Unterschied, ob man etwas macht, was einem am Herzen liegt und brennt, oder man mehr oder weniger die eigene Überlegenheit über die arme Welt vorführt und den guten Onkel spielt, ohne die Menschen im Geringsten zu verstehen und eigentlich verstehen zu wollen. Ich habe die Aussagen: „Die werden nie arbeiten können, so wie wir das tun, ihre Ausbildung ist nicht annähernd unserer gleich…“ zu überhören versucht, denn ich bin selbst auch davon betroffen. Meine Ausbildung wurde für nicht würdig in Deutschland befunden, ich bekam den Grad “Magister pl“ zuerkannt und hatte damit keinerlei Recht, an Schulen etc. zu unterrichten. Gerade die Flüchtlinge spüren, ob sie wirklich willkommen sind, ob man für ihre Sache steht. Deswegen gehen auch viele Ukrainer lieber nach Polen als anderswohin in der EU und am liebsten gehen sie sowieso in ihr Land zurück.
In Polen hat die Sache noch einen Aspekt, den man wahrscheinlich nicht vergessen sollte. Die Ukrainer sind für den polnischen Wohlstand mitverantwortlich, haben ihn mit ihren Händen mit erarbeitet. So wird jetzt ein Teil der Schuld bei ihnen abgetragen, beglichen. Polen hat immerhin innerhalb dieser drei Wochen 2,2 Millionen Menschen aufgenommen, ohne zu klagen, ohne sich aufzuspielen, dass es Verteilung geben müsse, dass die anderen nicht wollten; da war die Not dieser Menschen und das war das wichtigste. Manchmal muss man über den eigenen Schatten springen, sich mutig zeigen und riskieren, sonst gehen unsere Werte, das, was man jahrelang versucht hat aufzubauen, verloren. Vertrauen, Glaubwürdigkeit gewinnt man langsam und es wäre schade oder ist schade, sie so schnell zu verspielen.
Bardzo Państwa zachęcam do zostania patronem ukraińskiego poety i pisarza, Serhija Żadana. To najlepsze wsparcie jakiego możemy udzielić Charkowowi i jego mieszkańcom.
Serhij napisał (przekład Wiery Meniok):
Zazwyczaj bardzo ostrożnie proszę was o pomoc, ponieważ jestem pewien, że większość z tych, kto czyta tę stronę, w taki czy inny sposób dają środki na coś. I nawet nie większość – wszyscy. Albo prawie wszyscy).
Potrzeb jest naprawdę bardzo dużo, nie potrafię określić, jaka z nich jest ważna bardziej czy mniej. Co jest ważniejsze – kupić powerbank dla żołnierza na linii frontu czy butelkę mleka dla babci, którą ten żołnierz chroni? Sami ustalcie priorytety, ja tylko powiem, że pracuję z różnymi grupami wolontariuszy, a otrzymane od was koszty (bezpośrednio z rąk do rąk, przez patreon czy na konta wolontariatu), wydaję na bardzo różne rzeczy – wczoraj na przykład dałem 20 000 na samochód dla bojowników oraz 10 000 na żywność dla cywilów. Na jutro również mamy mnóstwo zamówień. Bardzo chcę, byście mnie usłyszeli – większość tych zamówień i potrzeb pojawia się nie dlatego, że „państwo nic nie robi” – tylko dlatego, że państwo nigdy wcześniej nie stanęło przed takimi wyzwaniami i dlatego potrzebuje naszej pomocy. Jeśli państwo będzie uratowane – wszystko odzyskamy))
Krótko mówiąc, sami widzicie, czym się zajmujemy z moimi przyjaciółmi, komu pomagamy, kogo wspieramy, piszę o wszystkim, o czym można pisać. Jeśli będzie możliwość i chęć pomóc – pomagajcie. Jeśli macie inne pomysły jak pomóc i wesprzeć – chwała Bogu. Szczegółowego sprawozdania z fakturami nie będzie) (wiele rzeczy jest kupowanych i znajdowanych, sprowadzanych i uzyskiwanych bez faktur)))) Ale potem napiszę dla was powieść o wolontariuszach)))
To jest moja ukraińska karta bankowa wolontariusza:
To jest mój nowo otwarty PayPal, tutaj można przesłać środki spoza Ukrainy:
Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com
Chciałbym jeszcze raz podkreślić: wszystkie środki otrzymane na tych kontach wykorzystuję na wolontariat – na wsparcie walczących o wolność Ukraińców.
Сергей Жадан:
Друзі, що хочу сказати. Зазвичай дуже обережно прошу вас про допомогу, оскільки певен, що більшість із тих, хто читає цю сторінку, так чи інакше сьогодні на щось перераховує кошти. Та навіть і не більшість – всі. Чи майже всі)
Потреб справді дуже багато, визначити яка з них більш важлива чи менш важлива мені особисто складно. Що важливіше – купити повербанк бійцю на передовій чи пляшку молока бабусі, яку цей боєць захищає? Ви самі собі визначайтеся з пріоритетами, я лише скажу, що співпрацюю з різними волонтерськими групами, і кошти, отримані від вас (безпосередньо з рук у руки, через патреон чи на волонтерські картки), витрачаю на дуже різні речі – вчора, скажімо, кинув 20 000 на авто для бійців і 10 000 на їжу для цивільних. На завтра теж маємо купу замовлень. Знову ж таки, дуже хочу, аби ви мене почули – більшість цих замовлень і потреб виникають не тому, що “держава нічого не робить” – вони виникають тому, що держава ніколи не стикалась із такими викликами й тому потребує нашої допомоги. Збережеться держава – ми все собі повернемо))
Одне слово, ви бачите, чим ми з друзями займаємося, кому допомагаємо, кого підтримуємо, я про все, про що можна писати, пишу. Буде можливість та бажання допомогти – допомагайте. Маєте інші варіанти допомогти та підтримати – слава Богу. Детальних звітів із чеками не буде) (багато чого купується й знаходиться, переганяється й дістається без чеків)))) Але потім я вам напишу роман про волонтерів)))
Ось мій щойновідкритий PayPal, сюди можна переказувати кошти з-поза меж України:
Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com
Ще раз наголошу: всі кошти, отримані на ці рахунки, я використовую на волонтерство – на підтримку українців, які воюють за свою свободу. Собі я з цього нічого не беру: працюю на австрійський генштаб, мені там нормально платять.
Дякую всім за підтримку та допомогу. Хай у всіх буде тихий вечір. Завтра прокинемось ще на один день ближче до нашої перемоги)
Сергій Жадан is creating writing/journalism and music | Patreon
Serhij Żadan, Ukrainian writer, now in Kharkiv, where he collects funds to help the people of Ukraine.
“Usually, I ask for your help very carefully, because I am sure that most of those who read this page are giving money to something in one way or another.
The needs are really a lot, I cannot define which of them is more or less important. What is more important – buy a powerbank for a front-line soldier or a bottle of milk for grandma, which this soldier protects? Set your priorities yourself, I will just say that I work with various groups of volunteers, and the costs received from you (directly from hand to hand, via Patreon or to volunteer accounts), I spend on very different things – yesterday, for example, I gave 20,000 for a car for fighters and 10,000 for food for civilians. We also have a lot of orders for tomorrow. I really want you to hear me – most of these orders and needs arise not because “the state does nothing” – but because the state has never faced such challenges before and therefore needs our help. If the country is saved – we will recover everything))
In short, you can see what we do with my friends, who we help, whom we support, and I write about everything that can be written about. If there is an opportunity and willingness to help – help. If you have other ideas on how to help and support – thank God. There will be no detailed report with invoices) (many things are bought and found, brought and obtained without invoices)))) But then I will write a novel for you about volunteers)))
This is my newly opened PayPal, you can send funds from outside of Ukraine here:
Сергій Жадан sirozhazhadan@gmail.com
I would like to emphasize once again: I use all the funds received in these accounts for volunteering – to support the Ukrainians who fight for freedom.
Moje serce
Przesmutne
czyjeś
oczy
wkręcają
mi się
w serce
i wiercą,
wiercą,
wiercą.
Upokorzone,
czerwone
ze wstydu,
za cudze
straszne
świństwa,
ledwie
ze smutku
cicho bije.
Dziwna wiosna
Już wiosna dotyka
oczu, twarzy, duszy
wyczekana, wytęskniona.
Pokazuje się i chowa,
chowa się i pokazuje,
boi się i też cieszy.
Najazdu się boi tego
głośno-czerwonego,
na niebieskie niebo.
I znów dotyka
oczu, twarzy, duszy,
pełznąc po drzewach,
zieleniąc się nadzieją
niebieszcząc się radością,
czerniąc się powodzią...
...ludzkich łez.
Nieprawda prawdą
Tak trudno znieść
prawdę, co nie chce
być nieprawdą...
A może bawi się ona
w chowanego i wyjdzie
jak dziecko zza szafy?
Urodziny, czyjaś śmierć,
radość, bolesna żałoba,
dziwny taniec z figurami.
Tyle skłonów, obrotów,
oklasków, ale i odarcia
z powagi, elegancji, honoru.
Wszystko po to, bo trudno
uwierzyć, że część świata
jest na skraju moralnego...
wyczerpania
zasobów
człowieczeństwa,
bojąc się o ropę
i gaz...
” IS kann nur militärisch bekämpft werden” (martin kobler, ambasador niemiecki w egipcie 2003 -2006, iraku 2006 – 2007)
14 IV 2017
sie schreit und schlägt mit den händen auf den lenkrad ” ich lag dir zu den füßen!” ” und ich habe dich auf die beine wieder erhoben” – antworte ich ruhig und wasche die innenseite der vorderscheibe ab
17 IV 2017
von GROFAZ zum GROVAZ
21 IV 2017
nie ma innej rady – vis pacem para bellum;
28 IV 2017
rituelle waschungen – schafiten akzeptieran auch stehendes wasser; hanafiten – nur fließendes wasser ist akzeptabel;
dar al – harb – haus des krieges
haduna – waffenstillstand
schahid – märtyrer
5 V 2017
er ruft und lacht: ” du surensohn!”
14 V 2017
718 n,e. – pierwszy meczet w konstantynopolu (dla niewolników i handlarzy);
je 2 esslöffel salz und zucker je 1 teelöffel paprika (scharf), kurkuma, kreuzkümmel, kardamon
– dazugeben
je 1 bund petersilie,bohnenkraut, basilikum, minze, koriander
– kleinschneiden und dazugeben
mit einem liter essig und notwendigen menge gekochtes wasser gut bedecken und mit einem stein zugedrückt 4 wochen stehen lassen
– fertig;
15 V
Jetzt sind LAF (Landesamt für Flüchtlingsangelegenheiten) und LAGeSo (Landesamt für Gesundheit und Soziales) unter einem Dach und diese Herberge heisst ICC – der größte Flüchtligslager Deutschlands.
Und so ist die Situation wieder ernst – aber nicht ernsthaft genug.
17 IV
die schlange scheint endlos zu sein; – was machen die da, unter dem dach? – fragt mich der rabbiner und schaut ensetzt auf den pulk der asylbewerber, die sich, den schatten suchend in eine dicke menschentraube verwandelt hat. – na, die sonne- antworte ich – sonst fangen sie umzufallen, die frauen sind gut geschuetzt, tragen kopftuecher, aber die meisten, vorwiegend jungen maenner tragen ja keine kopfbedeckung.
21 IV
ich versuche mein altes gedicht ins deutsche zu übersetzen, aber die musen stehen mir nicht bei:
Stepowa wiosna
Wiatr strząsa śnieg z gałęzi sosen, A słońce muska wygłodzoną twarz. Wreszcie powraca jedna z moich wiosen I kropelkami spada z sopli czas.
Gdybym zaklinał, jedno okamgnienie, Klucz dzikich gęsi prący w nieba błękit, To wiem, że tylko jest marzeniem, Iż pozostanie i nie odejdzie więcej.
Zasadniczo zakładam, że każdy zna i wie, o co chodzi. Na wszelki wypadek przypominam bardzo ogólnie (opierając się tylko na dziurawej pamięci), że:
To zdanie pojawia się na początku powieści Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa. Annuszka kupiła olej, olej się wyleje. Zebranie się nie odbędzie.
A było tak:
W Moskwie (w Związku Radzieckim) pojawił się Szatan. Na Patriarszych Prudach spotyka się z dwoma pisarzami, którzy próbują go przekonać, że Boga nie ma. Ale Annuszka już kupiła olej. I go wylała. Jeden z pisarzy, Berlioz, poślizgnie się na rozlanym na torach tramwajowych oleju. Kobieta-motorniczy szarpnęła elektryczny hamulec, wagon osiadł z nosem przy ziemi, potem błyskawicznie podskoczył, z brzękiem i łoskotem posypały się z okien szyby. I wtedy w mózgu Berlioza ktoś rozpaczliwie krzyknął: »A jednak!«
Tramwaj obciął Berliozowi głowę.
“Annuszka wylała olej” znaczy, że wydarzyło się coś bardzo ważnego dla historii. Motyl ruszył skrzydłami w puszczy nad Amazonką. Nawet jeśli Annuszka o tym nie wie, to cała opowieść o szalonym pobycie Szatana, jego pomagiera i kota Behemota w Moskwie (oraz o śmierci Jezusa) zaczęła się właśnie od tego.
Więc Putin niech uważa, bo Annuszka już kupiła olej. Kaczyński zresztą niech też uważa.
foto Malwina Kozłowska / Poznań
Zresztą, co ja tu będę opowiadać, skoro mam wszystko napisane na karteczce:
– Wiem mniej więcej dokładnie, co będę robił dziś wieczór, powiedział Berlioz. Oczywista, jeśli na Bronnej nie spadnie mi cegła na głowę… – Cegła – z przekonaniem przerwał mu nieznajomy (Szatan, zwany u Bułhakowa Wolandem) – nigdy nikomu nie spada na głowę ni z tego, ni z owego. W każdym razie panu, niech mi pan wierzy, cegła nie zagraża. Pan umrze inną śmiercią. – A może wie pan, jaką? – Utną panu głowę! – A któż to zrobi? Wrogowie? Interwenci? – Nie – odpowiedział cudzoziemiec. – Rosjanka, komsomołka. – Hm… – zamruczał zdegustowany żartem nieznajomego Berlioz. – No, pan daruje, ale to mało prawdopodobne. – I ja proszę o wybaczenie – odpowiedział cudzoziemiec – ale tak właśnie będzie. Czy mógłby mi pan powiedzieć, jeśli to oczywiście nie tajemnica, co pan będzie robił dziś wieczorem? – To żadna tajemnica. Teraz wpadnę do siebie, na Sadową, a potem o dziesiątej wieczorem w Massolicie odbędzie się zebranie, któremu będę przewodniczył. – To się nie da zrobić – stanowczo zaprzeczył obcokrajowiec. – A to dlaczego? – Dlatego że Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała. Tak więc zebranie się nie odbędzie.
I się nie odbyło.
__________________
W czasie tej wojny Annuszka i jej olej nasuwają się nam wszystkim. Tak, Putin, pagadi. Annuszka kupiła już olej.
Simon Underwin (Szymon Podwin) napisał o niej wiersz (Marek Defee dziękuję za informację!):
Annuszka
Więc stanie się, co stać się musi
Nieuchronna to losu kolej
Krwi plama na mapy obrusie
Annuszka rozlała już olej
Władimir pod nosem zanuci
Poniosą się echem czastuszki
Za późno już, żeby zawrócić
Rozlany już olej Annuszki
Krew spłynie jak armia - czerwona
W łez błoto na ziemskim padole
Niejeden Leonid tu skona
Annuszka rozlała już olej
Przekroczą nad ranem granice
I staną w płomieni opałach
Wyrzutnie, platformy, haubice,
Annuszka już olej rozlała
I zacznie się bal, śmierci taniec
I pójdzie Wołodia w niewolę
I skończy jak papa w Afganie
Annuszka rozlała już olej
Nim zamkną na klucz okrążenie
Pandory otworzy się puszka
I ześle na wszystkich cierpienie
Rozlała już olej Annuszka
I zwali się Iwan w czarnoziem
Wyrośnie mu kwiat w oczodole
A matka się nawet nie dowie
Annuszka rozlała już olej
Światowym kryzysem zaiskrzy
Zapłonie znów Wołyń, Podole
Lecz zajmie się Kreml od tej iskry
Rozlała Annuszka już olej
Noc z 14 na 15 marca 2022
Wrocław
Wspis zbiorczy, jeden z tych, które wciąż przesuwam, żeby zrobił miejsce dla spraw aktualnych. Jest więc dawno nieaktualnby, a za to mocno kobiecy: Ela Kargol, Ewelina Jaworska, Danuta Hossain (i google), Ewa Maria Slaska, Jacek Pałasiński
Ela Kargol:
Czy ktoś w Poznaniu był w tej bibliotece? Czy ktoś wie, co się tam działo? Czy ktoś to zauważył i docenił?
W komentarzu do własnego wpisu, opublikowanego TU wiele dni temu: ponoć koleś przez książki wariował, tak uznała rodzina wiedząca lepiej, rady już nie dawał…, wyruszył więc w podróż i miał przygody, kobiety, dzbany, rude włosy nocą… hahaha
Google est si puissant qu’il nous cache les autres moteurs de recherche. Nous ignorons tout simplement l’existence de la plupart d’entre eux. Pendant ce temps, il existe encore un grand nombre d’excellents moteurs de recherche dans le monde qui se spécialisent dans les livres, la science et d’autres informations intelligentes. Gardez une liste de sites dont vous n’avez jamais entendu parler. www.refseek.com est un moteur de recherche de ressources académiques. Plus d’un milliard de sources www.worldcat.org – recherchez dans le contenu de 20 000 bibliothèques mondiales https://link.springer.com – accès à plus de 10 millions de documents scientifiques: livres, articles www.bioline.org.br est une bibliothèque de revues bioscientifiques publiées http://repec.org – Des volontaires de 102 pays ont collecté près de 4 millions de publications www.science.gov est un moteur de recherche du gouvernement américain pour plus de 2200 sites scientifiques www.pdfdrive.com est le plus grand site Web de téléchargement gratuit de livres PDF. Réclamez plus de 225 millions de titre www.base-search.net est l’un des moteurs de recherche les plus puissants pour les textes de recherche académique. Plus de 100 millions d’articles scientifiques dont 70% gratuits
Ewa Maria Slaska (już było, rebloguję sama siebie): Synteza biblioteki, Ulli Oesterle (Don Kichot w lewym górnym rogu, powiększenie – poniżej)
I jeszcze z Facebooka: Jacek Pałasiński – 17.02.22 – pkt. 4 (wtedy jeszcze nie było wojny)
A co będzie, kiedy wybuchnie wojna?
Czy ktoś podczas wojny, w słoneczny, lutowy dzień, kiedy na drzewach pojawiają się zielone kiełki i bazie, poczuje bolesny w sercu ucisk tęsknoty za wiosną? Za nowym życiem? Za euforią zmartwychwstania natury? Czy zatrzyma się wtedy, wyciągnie z kieszeni kartkę i ołówek, pardon, smartphone’a i gorączkowo podyktuje strofy lirycznego wiersza, sławiącego ciepły, kolorowy świat?
Czy pokój sprzyja powstawianiu wielkich dzieł sztuki?
Hmmm.
Są różne klasyfikacje najlepszych książek kiedykolwiek napisanych. Poniżej jedna z nich. Większość tytułów powtarza się nienal we wszystkich rankingach; różnią się tylko miejscami.
Popatrzmy: niemal wszyscy zgadzają się, że numerem jeden jest Wojna i Pokój Tołstoja. Napisał ją podczas wojny austriacko-pruskiej, a opublikował w 1869 r., podczas krwawego tłumienia rewolty na Krecie i w przededniu wojny francusko-pruskiej.
Drugą na liście Annę Kareninę napisał podczas wojny rosyjsko-tureckiej.
Don Quijote’a Cervantes napisał podczas wojny hiszpańsko-tureckiej, zginęło co najmniej 15 tysięcy ludzi.
Flaubert tworzył swoją Madame Bovary podczas Wojny Krymskiej, w której jego kraj walczył razem z Brytyjczykami, Turkami i Piemontczykami przeciw Imperium Rosyjskiemu.
George Eliot pisała swoje Miasteczko Middlemarch (uznawane przez BBC za najlepszą książkę wszechczasów) podczas wojny francusko-pruskiej.
James Joyce pisał Ulissesa podczas potwornego zamieszania wojennego w całej Europie, która dopiero szukała równowagi po zakończeniu I Wojny Światowej, a jego Irlandia wstrząsana była jeszcze starciami IRA z wojskami Brytyjskimi.
I tak dalej, i tak dalej, każdy może sobie poprzypominać, co działo się w chwili publikacji tego dzieła.
W tym kontekście mały konkurs: kto z P.T. Czytelników wskaże jakieś wybitne dzieło literatury polskiej, które nie powstałoby podczas jakiejś angażującej Rzeczpospolitą wojny, podczas zaborów lub zgoła w niewoli?
__________
Jako administratorka przypomnę tu też, że moje ukochane dzieło, W poszukiwaniu straconego czasu, Marcel Proust pisał podczas I wojny światowej – ściślej rzecz biorąc rozpoczął pracę nad powieścią w lipcu 1909 roku, zakończył na krótko przed śmiercią w 1922 roku.
Inny mój ukochany pisarz. Michaił Bułhakow zakończył pisanie swojej najwspanialszej książki, Mistrza i Małgorzaty, w roku 1940, czyli podczas II wojny.
Der Ausflug nach Lublin, hauptsächlich zu der Ausstellung, war schön, lehrreich und interessant. Schon die Schnellstraße S 17, auf der wir gefahren sind, erfüllte alle europäischen Standards, mehr noch, war besser als die meisten „Superstrade“ in Italien, gepflegt auch rundherum und kostenlos. Ich habe die Gegend um Lublin und Nałęczów als Kind öfters gesehen, auch von Kazimierz Dolny aus und auch später; sie hat sich so sehr entwickelt, verändert, es wurden prächtige Häuser gebaut, vielfältige Obstplantagen angelegt. Klar, das ist auch der Teil Polens, der die besten Lössböden hat; trotzdem hat mich das Ausmaß des Fortschritts und der Entwicklung überrascht. Für meine Begriffe hat sich da viel mehr verändert als in unserer Uckermark in Brandenburg.
Unterwegs achteten wir auf die vorbeifahrenden Lastwagen; es fuhren nur einige wenige mit weißrussischen Kennzeichen, die meisten hatten ukrainische, russische haben wir überhaupt keine gesehen. Es gab aber viele ukrainischen Personenwagen in beiden Richtungen.
Lublin begrüßte uns mit herrlichem Wetter, mit einer sehr aufgeräumten, renovierten Altstadt, mit vielen Touristen, erstaunlich vielen auch ukrainischen Touristen, die mit ihren Autos da waren; sie machten nicht den Eindruck von Flüchtlingen. Einige von ihnen, vor allem Frauen, begleiteten uns in die Ausstellung weiter, sie filmten alles und sahen sich die Exponate erstaunlich eingehend und interessiert an. Ich fragte mich schon sowieso, warum Lublin, dann vielleicht auch ukrainische Wurzeln bei Tamara Lempicka, doch das Einzige was ich finden konnte, waren eher russische Verbindungen und Verwandtschaften ihres Vaters. Das Lubliner Schloss, das mich bei früheren Besuchen immer an eine aus Pappmaschee aufgestellte Kulisse erinnert und eher abgeschreckt hatte, war sehr sorgfältig restauriert. Im Innenhof sind der Turm und die Kapelle zu besichtigen (Überreste der alten Burg). Nichts deutete auf den Krieg hin, der doch nicht weit, fast um die Ecke weitertobt.
Also der Titel der Ausstellung „Die Frau unterwegs“ passt vielleicht am besten zu dieser doch sehr faszinierenden Frau. Sie hat in ihrem Leben meistens, so scheint mir, das gemacht, was sie wollte, und vor nichts hatte sie Angst, natürlich half ihr das Talent. Das Interesse an ihr und ihrem Werk – ich erinnere mich an eine Ausstellung in Mailand, 2006 im Palazzo Reale, wo sie Tamara de Lempicki genannt wurde; die Mailänder Ausstellung habe ich nicht gesehen, wohl aber die Plakate, die in der ganzen Stadt aushingen, und die langen Schlangen vor dem Eingang – beruht vielleicht auch auf ihrer Art der Selbstinszenierung, auf ihrem Habitus einer Diva, die wohl auch eine gute Künstlerin war; eine coole, schöne Frau, das spielte sie alles sehr gekonnt aus, auch ihre Herkunft, auch ihren Namen. Sie positionierte sich irgendwo zwischen Peggy Guggenheim und den vielen Filmdiven des damaligen Hollywood und ihr Bild trug zum Teil bestimmt zu dem Erfolg bei, den sie in den dreißiger und vierziger Jahren hatte.
Geboren wurde Tamara Rozalia Gurwik-Górska laut einiger Quellen in Warschau am 16. Mai 1898, doch manche sprechen von Moskau und einem zwei Jahren späteren Geburtsdatum. Ihre Eltern gehörten einer Elite an, die in Warschau, Moskau und St. Petersburg zu Hause war, doch immer wieder auch länger in anderen Teilen des Europas weilte, so in der Schweiz, in Italien und in Paris. Ihr Vater wird als reicher russischer Jude, Kaufmann oder Industrieller, beschrieben; er starb bald nach ihrer Geburt. Die Mutter stammte aus einer wohlhabenden polnisch-katholischen Familie, die zahlreiche Beziehungen zu berühmten Künstlern wie Ignacy Paderewski oder Artur Rubinstein pflegte. Sie wuchs eher bei den Großeltern und in Internaten auf. Irgendwann übersiedelte sie dann nach St. Petersburg, wohnte bei ihrer Tante und deren Mann, der Familie Stifter, in einer luxuriösen Residenz. Beim ersten Ball, den sie als ganz junge Frau besuchen durfte, lernte sie ihren späteren Mann Thadé Lempicki kennen. Die beiden heirateten schnell und Tamara wurde bald auch Mutter einer Tochter – Kizette, die sie später oft porträtieren wird. Leider ändert sich die Situation in Petersburg für sie schnell zum Schlechten, die Verwandten emigrierten nach Dänemark. Tadeusz wurde im Winter 1918 verhaftet und in ein Gefängnis gesteckt; Tamara nutzte ihre Bekanntschaft zum schwedischen Konsul und beschaffte falsche Dokumente auch für ihren Mann, sie reisten erst einmal nach Kopenhagen, dann nach Warschau und bald schon nach Paris. Nach einigen dort unter schwierigen Umständen verbrachten Monaten half ihr die Familie, ihre Schwester Adrianna Górska überredete sie zum Studium an der Académie Ranson. Seitdem scheint das Leben für Tamara wieder buntere Farben angenommen zu haben. Durch Vermittlung der Schwester stellte sie ihre Bilder aus; sie wurden von der Kritik warm und positiv aufgenommen. Bald kam es auch zur ersten Reise nach Italien, auf die viele weitere folgen sollten. Sie lernte einflussreiche, künstlerisch interessierte Italiener kennen, flirtete mit einigen von ihnen und wurde in der italienischen Szene bekannt und als Künstlerin anerkannt. Die schon vorher angespannten Beziehungen zu ihrem Mann verschlechterten sich, so dass sie 1928 auseinandergingen. Tadeusz heiratete bald seine neue Liebe, Tamara lernte den ungarischen Baron Raoul Kuffner kennen. In diesen Jahren entstanden Bilder wie „Mein Porträt“ oder auch „Die Frau im grünen Bugatti“, das die Titelseite einer Zeitschrift zierte. Es wurde zum Symbol einer freien, selbstbestimmten Frau und auch eine Ikone des art déco. 1934 heiratete sie zum zweiten Mal, den Baron, zog nach Wien und Budapest, besuchte mehrmals Italien, reiste auch tiefer in den Süden, es zog sie nach Afrika und in den Nahen Osten. Sie suchte die Wärme und das Leben, das ihr eigenes ihr nicht ausreichend gab. Als der Zweite Weltkrieg ausbrach, verließen die Kuffners Europa, sie fuhren nach Amerika. Sie malte dort die Damen der Gesellschaft, er floh als Jude vor dem Naziterror. In Amerika wurden sie jedoch nicht an einem Ort sesshaft, sie besichtigten, wohnten in New York, San Francisco, Los Angeles, Miami aber auch auf Cuba. Auch ihre Töchter kamen nach Amerika. Erst ab 1949 kehrte Tamara mehrmals nach Europa, Italien, Paris zurück. Nach dem Tod ihres Mannes 1962 zog sie zu ihrer Tochter Kizette, die in Huston wohnte. Doch lange hielt sie an einem Ort und wahrscheinlich mit der Familie nicht aus und zog nach Cuernavaca in Mexico, in die Stadt des ewigen Frühlings. 1980 stirbt sie auch dort und ihre Asche wurde am Vulkan Popocatépetl verstreut.
Ihr Leben hat sie an verschiedene Orte geführt, sie blieb nie länger irgendwo, war getrieben von ihren eigenen Ansprüchen oder vom Schicksal? Trotzdem führte sie ein gesellschaftlich sehr erfüllendes Leben; so kam sie auch an ihre Aufträge, meistens durch Mundpropaganda. Sie malt des Öfteren Damen der höheren Gesellschaft, damit verdiente sie genug Geld, um für sich, aber auch für ihre Familie zu sorgen. Vor allem die Bilder mit den klaren, eindeutigen Farben, die mit Schatten und Licht spielten, blieben ihr Markenzeichen, das madonnenhafte Blau, das klare Hoffnungsgrün. Irgendwann war sie eine der bestbezahlten Künstlerinnen der Welt. Schwer wog bestimmt, dass ihre Versuche in anderen Stilrichtungen nie erfolgreich waren. Sie wandte sich auch anderen Themen zu, versuchte Landschaften, Stillleben zu malen; an ihre glorreichen Erfolge der art déco-Zeit konnte sie aber nicht mehr anknüpfen.
Für mich bleibt sie die Ikone einer Zeit, in der das Gefühl der Schönheit mit der Einfachheit zusammenging, in der alles: die Architektur, die Inneneinrichtung, die Gegenstände, alles den Wunsch äußerte, das Schöne zu kultivieren und zu prämieren. Die Ausstellung bringt das eben auch zusammen, zeigt die Einrichtung ihres Appartements und Ateliers in Paris, auch Gegenstände, die sie benutzt hatte, werden ausgestellt. So ergibt sich nicht nur durch ihre Gemälde ein Bild der ganzen Person, nur so kann man sich ihr annähern und sie besser verstehen.
Od czasu jak trzeba było nawet oczytanym ludziom wytłumaczyć, co to znaczy, że Annuszka już wylała olej, wiem, że trzeba wytłumaczyć wszystko, nawet rzeczy, wydawałoby się, najbardziej oczywiste. Idi nahuy (w bardzo różnych pisowniach i transkrypcjach) oznacza “wal się”, albo “pierdol się”, ale w dosłownym tłumaczeniu, no, tak, znaczy “idź do chuja”.
To wulgarne rosyjskie wyrażenie już od dawna robiło karierę w środowisku Chat-Roomowców i gier online, takich jak DOTA 2 lub CS: GO. Pojawiało się często w towarzystwie innych wyrażeń rosyjskich, niektórych wulgarnych, jak np. suka bladź, ale też zwykłych, jak bratan, czyli brat, brachu, ale raczej w znaczeniu ziomal, czy kumpel. Wyrażenie upowszechnił popularny DJ Capital Bra, który utworem Bratan w roku 2019 pobił wszelkie rekordy popularności na listach, dochodząc na sam szczyt listy.
W międzyczasie wyrażenie idi na chuj weszło do języka młodzieżowego, pojawiło się na koszulkach, straciło swoją ostrość.
I tak było, aż pojawiła się Wyspa Węży, czyli Ostriw Zmijinyj. To mała wyspa położona 50 kilometrów od południowego wybrzeża Ukrainy, na Morzu Czarnym. W sierpniu 2021 roku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zorganizował konferencję prasową na Ostrowie i powiedział: „Ta niewielka wyspa, podobnie jak reszta naszego terytorium, jest ziemią ukraińską i będziemy jej bronić z całych sił”.
24 lutego 2022, pierwszego dnia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, wyspa we wczesnych godzinach popołudniowych została zaatakowana przez rosyjskie okręty marynarki wojennej. Rosjanie przekazali ukraińskim żołnierzom, że mają się poddać, a ich odpowiedzią było zdanie: Русский военный корабль, иди нахуй (Russkij wojennyj korabl, idi nachuj). Wymiana zdań została nagrana. W nocy siły rosyjskie zajęły wyspę. Przez jakiś czas nie było wiadomo, co stało się z 12 ukraińskimi żołnierzami, broniącymi wyspy. Jednak obrońcy przeżyli, po wyczerpaniu amunicji i całkowitym zniszczeniu urządzeń obronnych na wyspie zostali wzięci do rosyjskiej niewoli.
I tak wracamy do naszej piosenki.
Odpowiedź ukraińskich strażników granicznych stała się okrzykiem mobilizacyjnym dla Ukraińców i ich zwolenników na całym świecie. Linijka obiegła kulę ziemską.
***
Pierwszy tydzień wojny Rosji z Ukrainą spędziłam w Anglii. Nie wszystko, czego się człowiek dowie w angielskiej splendid isolation, jest zrozumiałe. Na przykład to.
Było jasne, że to mem i bardzo mi się spodobał, mimo że nie znałam kontekstu.
Wróciłam do Berlina 4 marca. Wiedziałam już, że się spóźniłam, bo wielka demonstracja odbyła się 27 lutego. Przybyło pół miliona ludzi. Zdjęcia i filmiki też obiegły świat.
Trochę w poczuciu, że nigdy nie nadrobię tego tygodnia w angielskim, kornwalijskim raju, postanowiłam, że wezmę udział w kolejnej demonstracji w Berlinie – 6 marca. Zaprosiłam też moich czytelników – TU.
Zdziwiłam się, że była o tyle mniejsza. Gdy przyszłam, uczestników było kilkuset, potem było nas trochę więcej, około tysiąca. Można by powiedzieć, że organizatorzy nie zawsze są w stanie przewidzieć, ile osób przyjdzie. Tydzień wcześniej zaplanowano demonstrację na 20 tysięcy, a przyszło pół miliona.
Ale na Bebel Platz, który jest mały, organizatorzy wiedzieli, że przyjdzie nas mało.
Tamta wielka demonstracja odbyła się bowiem pod hasłem Nigdy więcej wojny. A nasza pod zaczerpniętym z polskiej historii hasłem Za waszą wolność i naszą.
Tamta oznaczała protest przeciw wojnie. Protest za wszelką cenę. Nie będziemy umierać za Gdańsk, za Groznyj, za Aleppo, za Kijów. Pokój, pokój, pokój jest ważniejszy niż wojna. Nieważne, agresywna czy obronna, sprawiedliwa, czy niesprawiedliwa. Pokój, pokój, pokój. Teraz my, stojąc w mrozie i słuchając wspaniałych ludzi, chcieliśmy wojny. Tak, chcieliśmy wojny, żeby skończyć napaść Putina na Ukrainę.
Ta demonstracja sprzed tygodnia, ta, na której nie byłam, była pacyfistyczna. Jej organizatorzy nie zaprosili do udziału niektórych ukraińskich organizacji, bo domagały się wysyłania broni do Ukrainy. A to kłóci się z wszechmogących niemieckim pacyfizmem.
Ale ja byłam na tej drugiej domonstracji, tydzień później, gdzie mówili do nas pisarze i pisarki, niektórzy prosto z piwnic i ruin Kijowa czy Charkowa, w których żyją i walczą. I mówili głośno i wyraźnie, że trzeba zamknąć Putinowi kurek dopływu pieniędzy, bo póki kupujemy rosyjski gaz, naftę i węgiel (w sumie prawie 50% niemieckiego poboru energii), płacimy mu 700 milionów euro dziennie, czyli że to Niemcy (a zaraz po nich Polska) opłacają tę wojnę!
Tak, to trzeba sobie uświadomić! Płacimy, a więc to my prowadzimy tę wojnę!
A to, że nie wysyłamy broni Ukraińcom, żeby nie zezłościć Putina, bo jak się zezłości, to może walnąć bombą atomową, demonstranci uznali za idiotyzm. Putin to szympans z brzytwą, zrobi co będzie uważał. Jak mu świśnie, to walnie bombę atomową. I tak!
Na demonstrację pacyfistów przeciw wojnie przyszło 500 tysięcy ludzi.
Na demonstrację, na której przemawiali do ludzi aktywiści, politycy, dziennikarze oraz pisarze, którzy mówili, nie bierzmy energii, ale za to dajmy broń Ukraińcom – przyszło tysiąc ludzi.
6 marca podczas berlińskiej demonstracji na Bebel Platz ukraiński DJ Jurij Guhrny powiedział, że trzy słowa najlepiej na świecie oddające nienawiść ukraińców do Rosjan, to słowa rosyjskie: idi na chuj. Albo w wersji dłuższej, ten właśnie wers: rosyjskie wojennyie koriably, idi na chuj.
Teraz to już śpiewają wszyscy, ci z lewa, i ci z prawa.