Don Kichot nachodzi zewsząd

Ewa Maria Slaska

Tego dzisiejszego nadesłała Christine Ziegler, a znalazła go, bo musiała uporządkować stare papiery w biurze. A więc to jej dedykuję niniejszy wpis.

Berlińska lewicowa (wówczas) gazeta TAZ, 29/30 kwietnia 1981 roku. Po lewej okładka broszury: Sachschaden, TAZ-Journal numer 3, Häuser und andere Kämpfe (Straty materialne, Domy i inne walki). Na złamanej lancy Don Quizoffa napis LÄSST DIE LEUTE FREI (zwolnijcie ludzi).

29/39 kwietnia 1981 roku. Nie było mnie jeszcze w Berlinie. To był czas Solidarności, byłam w Gdańsku i przeżywałam najwspanialszy czas mojego życia, byłam tam, gdzie działa się HISTORIA. O tym będziemy jutro rozmawiać.

Amerykański sen. Projekt okładki tej mojej niewydanej książki zrobił Konrad

Bo wprawdzie w zaproszeniu napisane jest, że będę czytać, ale czytać chcę niewiele, a najbardziej mi zależy na naszej wspólnej rozmowie o “tamtych czasach”, o naszych czasach i losach naszego pokolenia. Moja powieść Amerykański sen, która odcinkami od ponad roku ukazuje się w nieregularnych odstępach tu na blogu jest teoretycznie ukończona, ale wciąż coś do niej dodaję, dopisuję i rozszerzam. Praca pisarza ma bowiem to do siebie, że dopóki nowego dzieła nie zabierze wydawca, nie wydrukuje go i nie wyda, pisarz wciąż będzie coś poprawiał. Nie zawsze te poprawki mają sens, ale nie ma sensu dyskutować na temt ich sensu, bo one po prostu są i są niezniszczalne. Jestem pewna, że nasza jutrzejsza rozmowa okaże się interaktywna, Wy będziecie różne rzeczy opowiadać, a ja je pochłonę, przepracują i wstawię do niekończącej się (póki co) powieści o tym, jacy jesteśmy, my, pokolenie Solidarności.

A teraz wróćmy do Don Kichota, który mnie otacza ze wszystkich stron. Teraz wychynął z berlińskich lat 80, z walki o domy.

Pod koniec lat 60, po okresie odbudowy tego, co było i zostało zniszczone w czasie wojny, nastąpił pierwszy berliński boom budowlany, który jak pełzająca po dnie morskim rozgwiazda parł przed siebie i pożerał wszystko, co spotkał na swej drodze. Jego ofiarą padały kolejne wielopodwórkowe kamienice w alternatywnej dzielnicy, jaką był Kreuzberg. A gdy burzono kamienice, by wybudować na ich miejscu nowe nowoczesne bloki, niszczono nie tylko starą substancję budowlaną, ale też substancję społeczną, która jak grzybnia przenika i przerasta wszelkie struktury sąsiedzkie. Buldożery wyrzucały z domów i wyrywały z sieci społecznych powiązań i dawnych berlińczyków, i nowopowstałe alternatywne komuny studenckie, artystyczne, imigracyjne, zgrupowania ludzi i idei wszelkiej maści, ale zawsze niezależne. Starzy i młodzi dość bezradnie patrzyli na to, jak odbiera się im domy i niszczy życie. Buldożery niszczyły niby to na zasadzie nazywanej po niemiecku Sanierung, odbudowa uzdrawiająca, którą lud przemianował na Kahlsanierung, czyli leczenie przez zniszczenie do stanu ogolonej na łyso czaszki. Gdy padły skupiska starych domów wokół Kottbusser Tor, wyrzuceni na bruk podnieśli głowy i powiedzieli NIE. 3 lutego 1979 roku berlińska młodzież zajęła dwa pierwsze przeznaczone do wyburzenia budynki. Rozpoczęła się wojna o domy – rebelianci zasiedlali na dziko przeznaczone do rozbiórki domy i nie dopuszczali do ich wyburzenia, i wychodzili na ulicę, gdy policja próbowała ich usunąć. Jesień i zima 1981 roku były apogeum tej walki. Zasiedlono prawie dwieście squatów, a walki uliczne toczyły się niemal co dzień.

Przełomowym momentem była wielka bitwa 12 grudnia 1980 roku.

W tym mniej więcej czasie, dokładnie rok później, w Polsce skończył się czas, nazywany teraz, nie wiadomo dlaczego, karnawałem Solidarności, generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, a polska młodzież bijąc się z milicją w obronie rozłożonej na łopatki Solidarności, krzyczała na zomowców, czyli oddziały do walk specjalnych GE-STA-PO GE-STA-PO. Walczący o domy berlińczycy wykrzykiwali w stronę swojej berlińskiej policji ZO-MO ZO-MO.


Ciekawe, że po niemiecku ta walka nazywała się Häuserkampf, walka o domy, co jest terminem militarnym, oznaczającym walkę w mieście o każdy dom osobno. W Berlinie w roku 1980-81 walka toczyła się wprawdzie również o każdy dom osobno, ale przede wszystkim o PRAWO do zachowania starych domów i prawo do zachowania własnych struktur społecznych.

W obu wypadkach można powiedzieć, że walczyli bezbronni przeciw machinie, artyści przeciw chęci zysku za wszelką cenę. Główną bronią rebeliantów były idealizm i sztuka. Wydawałoby się, że piórem, gitarą i pędzlem nie da się pokonać kapitalistycznej bestii, a tymczasem ta beznadziejna walka okazała niezwykle efektywna. Dziś po prawie pół wieku od tamtych czasów możemy powiedzieć z całą pewnością, że obie te walki, o prawa człowieka i o domy, okazały się skuteczne.

A potem nadeszły następne monstra… I tak, ta walka nigdy się nie kończy. Tamtą wygraliśmy, obcięliśmy łeb hydrze, cóż, odrosły trzy inne…

Nie głosuj na PiS

EMS (Ewa Maria Slaska): Wszystko co wiem, wiem z Facebooka! Wszystkie uwagi kursywą będą ode mnie. Reszta od biegnącego autora.

Piotr Ibrahim Kalwas

28 maja 2023

Dzień dobry. Jestem w Szczecinie i właśnie wybiegam z hotelu. Biegnę do Warszawy. Ok. 600 km biegu przez dwa tygodnie. Mały plecak, dużo muzyki, no i przesłanie mojego biegu, które jest wypisane na tiszercie. To przesłanie to oczywiście oczywista oczywistość, ale nieustannie trzeba o tym przypominać. Będę codziennie nadawał z biegu, trzymajcie za mnie kciuki. I za dobrą pogodę 🙂

EMS: Pierwsza informacja na FB zebrała 4,7K lajków! To się nazywa osiąg!

Pierwszy dzień biegu Szczecin – Warszawa pod hasłem NIE GŁOSUJ NA PiS! zaliczony. Niedługi, 35 km (wynik w komentarzach) tak na rozruch. Teraz pizza i bezalkoholowe piwo w hotelu jak z bajki 😃🤭

EMS: Autor codziennie będzie zamieszczał takie zdjęcie, wykonane PO przebiegnięciu dziennej normy, a w komentarzach znajdzie się też statystyczna relacja z samego biegania:

EMS: W komentarzach dużo fajnych słów zachęty i wsparcia, ale też rady o tych, co zawsze wiedzą lepiej. Np. pewien pan pisze:

1. mózg ma kłopot z dostrzeganiem “nie” przed czasownikami 🙂
2. “nie” chowa się pod szelką plecaka, pod ramieniem.
…rekomenduję nową koszulkę z napisem “GŁOSUJ NA jakąkolwiek OPOZYCJĘ” 🤩
Jeśli pomysł, Panie Piotrze, podoba się to dokładam się do zakupu nowej koszulki 🥳 A w sumie to możemy zrobić z tego charytatywną zrzutkę z przeznaczeniem na jakiś mądry cel (hospicjum?)

EMS: Czyli nawet krytyka jest sympatyczna. I tak trzymać.

EMS: Po drodze ciekawostki:

EMS: I koty, ale też hasło autora biegacza brzmi – hotel z kotem to dobry hotel.


EMS: Gdy to piszę (9 czerwca) jest 13 dzień biegu, a to znaczy, że bieg dobiega końca (to piękna fraza – bieg dobiega), gdy to zostanie opublikowane (12 czerwca) będzie już po biegu

Dziewiąty dzień mojego biegu Szczecin – Warszawa pod hasłem NIE GŁOSUJ NA PiS! Dotarłem ze Słupcy do motelu między Koninem a Kołem. 41km. Piękne wiejskie i leśne klimaty miałem po drodze. Wolę nadrobić trasy i biec przez wsie, pola i lasy, niż zasuwać drogą szybkiego ruchu, bo to i niebezpieczne i nudne. Dziś poczułem tę samotność o której pisali ci od Drogi, np. Kerouack czy Stachura. To jest ekstatyczna samotność, przenikająca na wskroś, ma się wrażenie że jest się centrum świata. Jeden i drugi o tym pisał, dziś to poczułem, to niezwykłe. Miałem wrażenie, że jestem w pędzącej kapsule unoszącej się nad ziemią. Myśli, obrazy, wspomnienia, muzyka dudniąca mi na uszach, wszystko to zlewało się w jedną całość i niosło mnie do przodu. Doznawałem mistycznych uniesień. Tak, wiem, to Runner’s High i zmęczenie, ale może nie… 🙂

Dziesiąty dzień mojego biegu Szczecin – Warszawa pod hasłem NIE GŁOSUJ NA PiS! Dotarłem do pensjonatu w okolicach Kłodawy. 33 km biegu, ostatnie 4-5 już marszu i marszobiegu, bo dziś poczułem w sobie te 400 przebiegniętych km. Adrenalina wali po całości 🙂 Jeden pan z dobrego auta pokazał mi fucka, inny, z rzęcha, groził piąchą i coś wrzeszczał, ale James Brown go zagłuszył. A poza tym dużo przyjaznego machania i 🙂🙂🙂
Teraz żarcie. Dużo.

Dzień jedenasty mojego biegu Szczecin – Warszawa pod hasłem NIE GŁOSUJ NA PiS! Dobiegłem do hotelu między Kutnem a Żychlinem. 40 km. Po pierwszych kilku km złapał mnie skurcz łydki i musiałem pół godziny siedzieć w polu. Znam te skurcze, więc nie przejąłem się, to samo przechodzi. Potem już było dobrze, biegłem i maszerowałem na zmianę. Były klaksony, machania, podniesione kciuki i uśmiechy, dezaprobaty nie zauważyłem, ale z pewnością była. Do gorąca jestem przyzwyczajony, ale pod koniec biegu drzewa wydawały mi się starymi mężczyznami krzyczącymi coś do mnie i machającymi rękoma (gałęziami) to było zajebiste. Dużo Red Hot Chili Peppers dzisiaj, dawno nie słuchałem i autentycznie czułem żal w ich głosach i pretensje że ich zaniedbałem, pierwszy raz poczułem jak muzyka mi się żali, żywa plazma, byt. Podwójne pierogi teraz i dwa Dextery. A, i popatrzcie jakiego mam fajnego trajbala na głowie, zupełnie za darmo😄🤭 (chodzi o zdjęcie nr 4 w powyższej galeii)

Dzień dwunasty mojego biegu Szczecin – Warszawa pod hasłem NIE GŁOSUJ NA PiS! Dobiegłem do hotelu za Łowiczem. 38 km. Minąłem dwie procesje twarzą w twarz i nikt na mnie nie krzyczał 🙂 Za to z balkonu domu w pewnej wsi młodzi ludzie krzyczeli do mnie “brawo!” i to było bardzo miłe. Uśmiechy kierowców i tylko jeden pan kierowca pukał się w głowę. Wypiłem ze cztery litry płynów i ani razu nie sikałem. Cały paruję🙂 No i po raz pierwszy dostałem wegański obiad, na czas biegu zmuszony byłem przejść na wegetarianizm, inaczej bym umarł z głodu, na prowincji króluje mięso, a warzywa drogie strasznie. To jakiś obłęd, na polskiej wsi warzywa i owoce są droższe niż na Malcie.


10 czerwca

Zrobiłem to 🙂 Przebiegłem ze Szczecina do Warszawy pod hasłem NIE GŁOSUJ NA PiS! Dziś dotarłem do mety w Łazienkach. Ok. 570 km biegu przez 14 dni. Chciałbym bardzo podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali, to było mi potrzebne i dodawało sił. Wielkie, wielkie dzięki. Jeżeli moja akcja przyczyniła się chociaż minimalnie do zwycięstwa demokracji w najbliższych wyborach, to osiągnąłem swój cel. To była taka mała kropla, ale wiecie sami jak jest z tą kroplą i skałą…

Działajmy oddolnie, jak tylko możemy w walce z PiSem, niekoniecznie biegając, ale organizując na wszelkie sposoby małe, większe i duże akcje antypisowskie. Razem i indywidualnie. W nas jest siła, w wolnych ludziach. Niech moc będzie z Wami. 

Wczoraj płynąłem z synem Odrą…

pisze Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

…z Portu Uraz do portu Ścinawa. Nie był to rejs dla przyjemności. Płynęliśmy w celach czysto handlowych. Rano kupiłem łódź w Urazie, a wieczorem sprzedałem ją w Ścinawie. Była wspaniała. Twarda męska wyprawa bez szukania przyjemności w jakiś bezsensownych celach wypoczynkowych.


Przepłynęliśmy z Marcinem w ciągu jednego dnia 57 kilometrów Odrą w celach czysto handlowych. Nie było zmiłuj się, ale było pięknie. Józef Conrad uważał, że jachting to przyjemności życia a żeglarstwo w celach handlowych to samo życie. Żeglowanie w celach handlowych to zupełnie inna jakość żeglowania. Karen Blixen po powrocie do Danii nigdy nie wzięła do ręki sztucera ani nie dosiadła konia. Rozumiem ją. Nie sięgała po namiastki po Pożegnaniu z Afryką. Coraz więcej pracujemy, by stać nas było na namiastki. Tych namiastek jest coraz więcej dookoła. A co z życiem?

“O mały włos nie rozjechałem łódką jednej z tych dziewczyn”, napisał autor. “Na pamiątkę zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie”

Ale zacznijmy od początku. Trzeciego dnia mojego udziału w Marszu dla Odry pojechałem do Kotowic. Odebrałem moją łódź Maleńka od gospodarzy którzy zgodzili się przechować ją przez noc i ruszyłem w kierunku Brzegu Dolnego. Po krótkim czasie dogonił mnie jakiś samochód, wyskoczył jakiś mężczyzna. Okazało się mąż liderki Marszu w tym dniu. Powiedział, że oni idą brzegiem rzeki i dał mi telefon do liderki. Ja wybieram drogi asfaltowe. Trudno ciągnąć łódź na kółkach po chaszczach. Idąc mam w zwyczaju podnosić z ziemi dwa śmieci, takie które najmocniej kłują w oczy. Jeden to była puszka po piwie, a drugi – kawałek kartonu walający się na drodze. Doszedłem do Portu Uraz i zatrzymałem się na dłuższy odpoczynek. Bosman portu widząc moje pół łodzi na kółkach, pokazał mi łódkę i powiedział, że jest do sprzedania. Miała bardzo ładne kształty, ale nie miałbym jej gdzie trzymać, podziękowałem. Zadzwoniłem do liderki Marszu i umówiliśmy się, że będę na nich czekał. Miejsce tak im się podobało, że ciężko było ruszyć dalej. Jak wstaliśmy, prawie nadepnąłem na następną puszkę po piwie. W zasadzie nie powinienem jej podnosić, ale stwierdziłem, że jest to okazja, by coś powiedzieć o zbieraniu śmieci. No to zgniotłem ją moim sposobem i zabrałem.

Autor nie skończył swoich relacji, ale wydaje mi się, że ktoś kupił jednak tę łódkę w Porcie Uraz i autor popłynął nią z synem do Ścinawy, natomiast “Maleńka”, czyli widoczne na filmie i zdjęciu pół łodzi domowej roboty, została na przechowanie w Porcie Uraz. Ale może było zupełnie inaczej. Jako córka żeglarza wiem, co to są tzw. “morskie opowieści”. Czytelnikom nie radzę brać ich zbyt dosłownie, w końcu, jak wiemy, w literaturze najważnieszy jest przekaz uniwersalny, a nie jakaś tam pedantyczna zgodność z faktami.

In Shadow of the Cross

Book Launch of Cross Purposes 

June 6, 2023, 18:00

The Center for Anthropological Research on Museums and Heritage and the Institute for European Ethnology of the Humboldt University in Berlin cordially invite you to a book launch of: Cross Purposes: Catholicism andthe Political Imagination in Poland by Magdalena Waligórska (Cambridge
University Press, 2023) to take place on June 6, at 18:00 CEST.
Please,  join us for a discussion with the author, chaired by Prof. Magdalena Buchczyk (HU Berlin), with comments by: Prof. Felix Ackermann (Fernuniversität Hagen) and Dr. Karolina Wigura (FU Berlin). The
discussion will be followed by a small reception.

The event takes place at the CARMAH Center for Anthropological Research on Museums and Heritage, Mohrenstr. 40-41, 10117 Berlin, Room 408.

Link: https://www.carmah.berlin/events/48173/

About Cross Purposes:

No other symbol is as omnipresent in Poland as the cross. This multi-layered and contradictory icon features prominently in public spaces and state institutions. It is anchored in the country’s visual history,
inspires protest culture, and dominates urban and rural landscapes. The cross recalls Poland’s historic struggles for independence and anti-Communist dissent, but it also encapsulates the country’s current
position in Europe as a self-avowed bulwark of Christianity and a champion of conservative values. It is both a national symbol – defining the boundaries of Polishness in opposition to a changing constellation of the country’s Others – and a key object of contestation in the creative arts and political culture. Despite its long history, the cross has never been systematically studied as a political symbol in its capacity to mobilize for action and solidify power structures. Cross Purposes is the first cultural history of the cross in modern Poland, deconstructing this key symbol and exploring how it has been deployed in different political battles.

-- 
PD Dr. Magdalena Waligórska

Institut für Europäische Ethnologie
Center for Anthropological Research on Museums and Heritage
Humboldt-Universität zu Berlin
Anton-Wilhelm-Amo-Str.41
10117 Berlin

NEW PUBLICATION:
Cross Purposes: Catholicism and the Political Imagination in Poland (CUP, 2023)

https://www.cambridge.org/core/books/cross-purposes/72E707A0DE6E82457D62EFE5E0D1A2B0

Cross Purposes is the first cultural history of the cross in modern Poland, deconstructing this key symbol and exploring how it has been deployed in different political battles. Historians of Eastern Europe will find in it a compelling cultural history of Poland’s major political upheavals.

Magdalena Waligórska is a cultural historian and sociologist. Her fields of interest include contemporary Polish and Belarusian history, nationalism and national symbols, Jewish heritage, Jewish/non-Jewish relations, and memory studies. She is currently leading a research group at the Department of European Ethnology of the Humboldt University in Berlin. She has published extensively on nationalism, Jewish culture, and Jewish-non-Jewish relations in journals including East European Politics and SocietiesHolocaust StudiesEast European Jewish Affairs and POLIN. Her first book, Klezmer’s Afterlife: An Ethnography of the Jewish Music Revival in Poland and Germany, was published 2013.

Pokolenie Solidarności 27

Ewa Maria Slaska

Luzer (1986)

Uwaga z roku 2021. Teraz użyłoby się słowa przegryw, ale za czasów Stefana jeszcze nie istniało. Podobnie jak wiele innych, nawet maczo. „Luzer” był spolszczeniem angielskiego terminu, podobnie jak killer czy cooler. Być może nawet należałoby napisać to słowo jeszcze w jego angielskiej wersji, czyli looser, ale od czasu dżazu, lejdis, skajlajtu, skajlajnu i menedżera mam wrażenie, że każdy wyraz angielski da się napisać po polsku, a potem stworzyć mu derywaty, tak by powstały „beściaki” i „bodziaki”, a zwłaszcza moje ulubione „kołcze”.

Uwaga z roku 2023. Podczas gdy pisałam tę powieść, obrazy Johannesa Vermeera van Delft były znane nielicznym miłośnikom, w tym wielu czytelnikom Marcela Prousta, bo jeden z głównych bohaterów powieści W poszukiwaniu straconego czasu, Charles (Karol) Swann zajmował się twórczością tego malarza, a inny jej bohater, Bergotte, którego pierwowzorem był Anatol France, opisywał jego obrazy, a umarł wpatrując się w niezwykły Widok Delft i widoczny po drugiej stronie rzeki fragment żółtej ściany. W tej powieści wciąż ktoś rozmawia o tych obrazach. Jednak na ogół mało kto wiedział coś bliższego o tym malarzu, który namalował trzydzieści kilka obrazów. Vermeer żył w latach 1632 – 1675 i wprawdzie namalował dwa płótna o tematyce historycznej i dwa krajobrazy, właśnie ów Widok Delft i Uliczkę, ale jego specjalnością były niewielkie scenki rodzajowe lub portrety samotnych kobiet. Artysta został na dwieście lat całkowicie zapomniany, ale jeszcze w drugiej połowie XX wieku jego nazwisko poza specjalistami nic nikomu nie mówiło. Gdy w roku 1977 Claude Goretta nakręcił film Koronczarka z Isabelle Huppert w roli głównej nikt nawet nie wspominał, że tytuł powieści Pascala Lainé i nakręconego wg niej filmu został zaczernięty z twórczości Vermeera. Dopiero powieść Tracy Chapman i nakręcony według niej film Dziewczyna z perłą Petera Webbera z 2003 roku z Colinem Firthem i Scarlett Johansson w rolach głównych, wyniosły Vermeera na pozycję jednego z najchętniej oglądanych malarzy. W roku 2023 Rijksmuseum w Amsterdamie zorganizowało zbiorową wystawę dzieł Vermeera i wylansowało go do roli super gwiazdy. Piszę to wszystko, żeby podkreślić, że gdy Stefan w latach 80 poszedł w Nowym Jorku do Frick Collection oglądać obraz Vermeera, nie było to wcale oczywistością i nie rozumiało się samo przez się. Zapewne było tam niewielu Polaków, mieszkających w tym czasie w Nowym Jorku. A może nawet żaden.

Continue reading “Pokolenie Solidarności 27”

Spaziergang im Stehen

Ewa Maria Slaska

Für Ela K., Kasia K. & Julita B.

Versuch nach Georges Perec


Georges Perec, einer der wichtigsten Schriftsteller der Französischer Literatur-Gruppe OuLiPo, und vielleicht auch einer der wichtigsten Schriftsteller der Weltliteratur nach dem 2. WK und Holocaust, ist vor allem für seine Sprachexperimente bekannt. Diesmal hat er aber einen Gehexperiment gewagt. Versuch, einen Platz in Paris zu erfassen, ist eine Probe, eine Antwort zu finden auf die ganz ungewöhnliche Frage:

Was passiert, wenn nichts passiert?

Continue reading “Spaziergang im Stehen”

Ostateczne rozwiązanie

Ewa Maria Slaska i Adam Slaski

Było tak.

W roku 2021 mój siostrzeniec Adam znalazł w sieci taką reklamę:

Odkurzacz bezprzewodowy Dyson V8 Absolute jest ostatecznym rozwiązaniem kwestii odkurzania. To kompaktowe urządzenie pozwoli Ci pozbyć się brudu z wszystkich rodzajów podłóg oraz tapicerek, mebli i zakamarków. Wytrzymałość, wysoka moc ssania, poręczna i lekka budowa oraz bogaty zestaw akcesoriów sprawią, że Dyson V8 stanie się Twoim ulubionym odkurzaczem.
Siła 15 cyklonów
Firma Dyson nieprzerwanie ulepsza technikę cyklonową w swoich odkurzaczach od czasu jej wynalezienia ponad 20 lat temu. 15 cyklonów systemu 2 Tier Radial ułożonych w dwóch obręczach pracuje równolegle, aby powiększyć przepływ powietrza i wychwytywać minimalny kurz. Cyklon firmy Dyson wychwytuje więcej brudu i kurzu mikroskopijnej wielkości niżeli jakikolwiek inny. Bez worków. Bez utraty siły ssania…

Continue reading “Ostateczne rozwiązanie”

Krystian

Zbigniew Milewicz

Krystian Cichowski, zdjęcie z albumu Polonia w obiektywie Stefana Dybowskiego, tom 2, 2009 – 2011.

Dwa biołe psy…

Rzadko rozmawialiśmy ze sobą po śląsku. U Krystiana w domu, podobnie jak w moim, mówiło się na co dzień czystą polszczyzną, co nie znaczy, że tej gwary nie znaliśmy. Żeby nadać czemuś specjalne znaczenie, coś szczególnie zaakcentować, sięgało się do śląskiej godki, zamiast przedpokoju był antryj, zamiast garbu pukiel, zamiast młodzieńca karlus itd, itd. Lubiliśmy też sobie po naszymu pośpiewać. Na ostatniej berlińskiej wycieczce na Ukrainę, zorganizowanej parę miesięcy przed pandemią covida, hitem w autobusie były dwa biołe psy, które śpiewali wszyscy, nie tylko hanysy. Z Krystianem Cichowskim już tego kawałka razem nie zaśpiewamy, bo niestety odszedł na zawsze.

Continue reading “Krystian”

Frauenblick auf Frauenliteratur und Frauenleben

Monika Wrzosek-Müller

Tove Ditlevsen

Drei schmale Bändchen und so viel Erfahrung, so viel Wissen über das Leben von Menschen, über sich selbst, so viel Erlebtes darin, aber vor allem so viel Sensibilität und Gefühl für Worte, Sätze, Sprache. Und ein Leben voller Brüche, Wendungen, Leid und Hoffnung. Erstaunlich, erstaunlich, dass wir/ich sie nicht schon längst entdeckt haben. „Kindheit“, „Jugend“ und „Abhängigkeit“, so die Titel der drei Bände, erschienen zuerst 1967, dazu noch der Roman „Gesichter“, 1968 auch in Kopenhagen veröffentlicht.

Autofiktionales Schreiben, oder ist das eher biografisches Schreiben? Auf jeden Fall bringt Ditlevsen Erlebtes und Erfundenes zusammen, die Fakten, auch die sehr intimen, sind mit Fantasiesträngen durchflochten. War denn ihre Kindheit in wirklich sehr ärmlichen Verhältnissen daran schuld, dass sie psychisch labil geworden war und daran zerbrach, oder war ihr dritter Ehemann der eigentlich Schuldige? Schon als kleines Mädchen lebte sie immer in ihrer eigenen Welt, stellte sich ganz viel vor, schrieb auch ganz früh Gedichte. Sie las auch viel, doch ihren Wunsch, Schriftstellerin, Dichterin zu werden, musste sie geheim halten. Sie fragte ihren Vater: “´Was bedeutet Kummer, Vater´? Ich war bei Gorki auf dieses Wort gestoßen und liebte es. Er überlegte lange, während er über seine gezwirbelten Schnurrbartenden strich. ´Das ist ein russischer Ausdruck´, antwortete er dann. ´Es bedeutet Schmerz, Elend, Trauer. Gorki war ein großer Dichter`. Ich sagte fröhlich: ´Ich möchte auch Dichter werden`! Er runzelte die Stirn und erwiderte: ´Bild dir bloß nichts ein. Ein Mädchen kann nicht Dichter werden´. Ich zog mich gekränkt und betrübt wieder in mich selbst zurück, während meine Mutter und Edvin über meinen abstrusen Einfall lachten. Ich schwor mir, nie wieder jemand anderem meine Träume zu verraten und hielt mich meine ganze Kindheit daran.“ Doch sie kämpfte ihr Leben lang dafür und bekam auch ihren Platz in der dänischen Literaturgeschichte, im Kanon der Schullektüre.

Apropos Lesekanon: Nebenbei habe ich das gut recherchierte Buch von Nicole Seifert über den unpassenden Begriff Frauenliteratur gelesen. Erstaunlich für mich, was sie über Deutschland berichtet; nur Droste-Hülshoff hat es in den Kanon der Schullektüre geschafft, es gibt keine anderen „vorzeigbaren und würdigen“ Autorinnen. Da könnte Deutschland von seinem Nachbarland Polen viel lernen; ich bin mit so vielen Schriftstellerinnen aufgewachsen, dass ich sie gar nicht aufzählen kann. Hier nur die wichtigsten: Konopnicka, Orzeszkowa, Zapolska, Łuszczewska und natürlich die Königin der Trivialliteratur Rodziewiczówna, dann Pawlikowska-Jasnorzewska, Nałkowska. Folglich ist es wenig verwunderlich, dass gerade zwei Polinnen, Szymborska und Tokarczuk, in letzter Zeit den Nobelpreis bekommen haben.

„Schreiben heißt, sich selbst auszuliefern“, sagte Ditlevsen in einem Gespräch, “sonst ist es keine Kunst. Man kann das verschleiern, aber letzten Endes schreibt man doch immer über sich selbst.“ All die kleinen aber feinen Momente aus ihrer „Seelenbibliothek“ schrieb sie irgendwann auf, zuerst in ihr Poesiealbum, später in ihr Tagebuch; da standen alle ihre Gedichte, Gedanken und Reflexionen, die sie fleißig notierte. Sie durfte nicht aufs Gymnasium, musste eine Stelle annehmen, obwohl sie sehr gerne weiter gelernt hätte. Trotz der vielen Widerstände beharrte sie darauf, ihren Weg zu gehen, zu schreiben. Darum hat sie auch ihren ersten Mann geheiratet, der zwei Jahre älter als ihre Mutter und dreißig Jahre älter als sie selbst war – um überhaupt einmal veröffentlicht zu werden und um mehr Bildung und an etwas mehr Wohlstand zu kommen. Irgendwann wollte sie auch ein Zimmer für sich allein, zum Schreiben haben; es hätte auch eine Dachkammer ohne Heizung gewesen sein können. „´Denk immer daran, dass es Schoffeur heißt´, sagt er, ´nicht Schafför, Französisch, nicht Kopenhagenerisch´. Die Bemerkung verletzt mich, und ich gerate in Wut auf meine Herkunft, meine Unwissenheit, meine Sprache, meinen völligen Mangel an Bildung und Kultur, diese Wörter, die ich kaum kenne.“

Tove Ditlevsen wurde 1917 in Kopenhagen geboren, starb 1976, erlebte schlimme Phasen der Alkohol-, und Medikamentenabhängigkeit. Sie nahm Drogen, wozu ihr dritter Mann sie verführt hatte. Er war Arzt und gab ihr Spritzen mit Pethidin, um sie an sich zu binden. Dabei war sie zu dieser Zeit eigentlich schon eine gestandene Schriftstellerin, die viel veröffentlichte und gut davon alleine hätte leben können. Doch die Wirkung der Drogen, die sie bekam, war für sie so entlastend, sie verlor sich in Träumereien, musste an nichts mehr denken, nichts mehr machen. Die Zustände nach den Drogeninjektionen versetzten sie in ein anderes Leben, sie hatte keine Schmerzen, keine Verantwortung, keine Verpflichtungen, sie beschrieb es so: „Schlapp und fern und selig sah ich zu, wie er Kaffee trank und Helle ihren Haferbrei zubereitete. Dann verabschiedete ich ihn ebenso dösig und glücklich, doch tief in meinem vernebelten Gehirn nagte eine leise Angst“. Sie wurde vollständig drogenabhängig und landete irgendwann in der Psychiatrie, im Krankenhaus. Dort eine Entwöhnungskur, die sie sehr ehrlich beschreibt. Das Buch endet positiv, sie trennt sich von dem Mann, findet einen neuen: „Ich war von meiner jahrelangen Abhängigkeit geheilt, aber noch heute erwacht die alte Sehnsucht manchmal ganz leise in mir, wenn ich mir Blut abnehmen lasse oder an der Apotheke vorbeigehe. Sie stirbt nie ganz, solange ich lebe“.

Im wirklichen Leben verlief das etwas anders, bereits neun Jahre nach Erscheinen der autobiografischen Romane starb sie an einer Überdosis an Schlaftabletten, doch schon zwei Jahre vorher hat sie einen Suizidversuch gemacht. Die Beziehung zu ihrem letzten, ihrem vierten Mann Victor Andreasen scheint die beste und glücklichste gewesen zu sein. Trotzdem war der Mangel an Geborgenheit und Sicherheit, die unendliche Einsamkeit seit der Kindheit stärker als ihr Erfolg, der Mangel führte zu Depressionen, zur Schlaflosigkeit, sie versuchte damit zu kämpfen, indem sie immer mehr Tabletten konsumierte, immer mehr Alkohol trank und letztlich Drogen nahm; geholfen hat ihr das alles nicht. In ihren Aufzeichnungen finden wir aufschlussreiche Sätze: „Mit niemanden kann man seine heimlichsten Gedanken teilen. Mit dem Wichtigsten auf der Welt ist man allein. Es ist eine ewige Bürde und eine leise Freude, dass dich niemand dort erreicht und du niemanden hereinlässt.“

Sie fand in den Kanon der Schullektüre in Dänemark, wird auch gelesen und von jungen Leuten besprochen. Inzwischen gilt sie als Wegbereiterin für viele Autorinnen und Autoren, so für Anni Ernaux, für viele englische, aber auch deutsche Schriftstellerinnen und ihr autofiktionales Schreiben. Inwieweit das Schreiben sie befreit hat, denn sie schrieb offen und direkt über ihr Leben; was die Ursache für ihren frühzeitigen Tod war, werden wir nicht erfahren.

Stan odmienny (2)


-…spooooocznij! nie chowajcie tych kart, za późno, całe hrabiostwo dwa dni ścisłego!
w tego, jak mu tam, brysia gracie, i to w czasie alarmu!!??
– tak jest obywatelu sierżancie, gramy, ale alarm odwołano, melduję posłusznie…
– jak to? odwołano!?
– był właśnie goniec z dowództwa dywizji i alarm odwołano…
– to dlaczego ja nic o tym nie wiem, ha?
– melduję posłusznie, że pan spał, a syrena zepsuta…
– trzy dni ścisłego!


… spoooocznij! a wy co, jagielski, żarty sobie z pułkownika stroicie?
– przenigdy! towarzyszu majorze…
– dwa dni paki! pierwszy za towarzysza, drugi za majora…
  i żadnych wymówek, nazwaliście pułkownika beczuszko kapralem!
– ja? kiedy?
– zaraz po porannym apelu, dokładnie (patrzy na zegarek) 
… przed dwudziestoma sześcioma minutami, są świadkowie! he?
– kapralem??? ach… nieprawda, nazwałem go ko-pro-la-lem
– znowu cyganicie, nie ma takiego słowa…
– jak matkę kocham, jest, obywatelu sierżancie, niech pan zajrzy do słownika pwn,
przysięgam!
– hm, ale jak kłamiecie, to jeszcze mnie popamiętacie!
– tak jest!