Freiheit Gleichheit Solidarność – neue Freifläche bei „Berlin Global“

Monika Wrzosek-Müller

(Eine ganz persönliche, subjektive Betrachtung)

Das ist eigentlich die Geschichte einer gefühlten Fremdheit, oder einer Leidenschaft, und deren Stationen im Leben von Menschen, die sich für die intensive, wirkliche und alltägliche Verständigung zwischen den Mitmenschen, vielleicht aber doch speziell zwischen Polen und Deutschen einsetzen und eingesetzt haben.

Auf jeden Fall durchbricht diese Freifläche bei Berlin Global, die am Freitag eröffnet und mächtig gefeiert wurde, die gewaltige steinerne Fassade des Kolosses Humboldt-Forum, eines Riesen, der immer noch nicht seinen Platz und seine Aufgabe gefunden hat. Die Ausstellung macht den Ort lebendig. Zur Eröffnung strömen vor allem junge Polen aus allen Richtungen, aber auch ein paar Veteranen der deutsch-polnischen Verständigung, ein paar Deutsche Freunde, Interessierte, Verlorene. Sie alle lassen sich das Konzept erklären, sind von der Farbigkeit und der gelungenen Inszenierung fasziniert. Sie lassen sich die Orte in Berlin vorführen, die mit Polen, der polnischen Geschichte, den polnischen Menschen verbunden sind, die Videos auf großen Bildschirmen mit Gesprächen, Aussagen von mehrheitlich Polen zu den Themen wie: Fremdheit, gefühlte, erlebte, Eingewöhnung, deutsch-polnische Beziehungen, Solidarność versus Solidarität im Leben, seit dem Krieg in der Ukraine und auch vorher…

Continue reading “Freiheit Gleichheit Solidarność – neue Freifläche bei „Berlin Global“”

Pierwszy raz

Ewa Maria Slaska

Zawsze musi być ten pierwszy raz, bo jak nie, to piętrzą nam się w życiu przegapione okazje. Tak było też w minioną środę, gdy Tomasz Kycia nagrywał z kilkoma osobami z czterech pokoleń audycję i podcast o tym, jak to jest, być i żyć w Europie. Był Jakub, świeżo upieczony maturzysta, była Marlena, młoda dziennikarka z pokolenia Y, czyli millenialka, był sam redaktor, rówieśnik mojego syna, a więc pokolenie X, no i ja, przedstawicielka baby boomersów. Objęliśmy kolorowe spektrum czterech barw, od niebieskiego, przez różowy i żółty do fioletowego.

Continue reading “Pierwszy raz”

Frauenblick auf…

die Wohnanlage

Monika Wrzosek-Müller

Jeden Morgen ging sie mit dem Hund aus dem Haus und je nach Wetter bog sie links oder rechts ab. War es sehr sonnig und heiß ging sie nach links, da war es vormittags schattig und oft windig. Sie ging dann zwischen kunstvoll angelegten Parkflächen, die eben keine reinen Grasflächen waren; da sind diverse Bodendecker eingepflanzt, manche blühten schon, andere kamen später, auch verschiedene Blumen wie Iris und niedrig wachsende Rosenarten, aber auch Hortensien, Sommerflieder, Lavendelbüsche, verschiedene Arten von Storchenschnabel, Immergrün und vieles mehr. Diejenigen, die länger im Schatten lagen, gediehen eindeutig besser, sie wurden nicht von der Sonne verbrannt. Nach rechts lief sie, wenn im Winter, Frühjahr oder späten Herbst Licht- und Sonnenstunden weniger wurden. Eigentlich war die Bepflanzung ähnlich, wie auf der anderen Seite, die Sonneneinstrahlung setzte aber den Pflanzen oft so stark zu, dass sie manchmal schon in Juni ausgetrocknet und mickrig waren und es viele nackte Stellen gab.

Continue reading “Frauenblick auf…”

Berlin wiosną (2)

Ewa Maria Slaska

26 maja, polski Dzień Matki. Dla mnie w Berlinie pechowy dzień. Wstaję rano i wiem, wiem, bo widziałam prognozę i wiem, bo czuję, że po wczorajszych i przedwczorajszych gwałtownych deszczach dziś będzie słoneczny dzień. Za chwilę będziemy umierać z gorąca i przeklinać każdy taki dzień, ale dziś wciąż jeszcze, po zimnej wiośnie i ostatnich ulewach, chętnie idziemy na wiosenny spacer po Berlinie.

Continue reading “Berlin wiosną (2)”

In Berlin ins Museum

Es tut sich viel in der Berłiner Museumslandschaft. In der Alten National Gallerie gibt es die grose Caspar-David-Friedrich-Ausstellung; in Barberini in Potsdam – Akte von Modigliani und im Altes Musem die Frauen der Antike.

Göttinnen und Gattinnen
Frauen im antiken Mythos

24.05.2024 bis 16.03.2025
Altes Museum

Monströs wie Medusa, schön wie Aphrodite, treu wie Penelope – viele Frauen der antiken Mythologie sind vor allem durch Stereotype weiblicher Rollenbilder bekannt. Inspiriert von einem Boom aktueller Lesarten der Mythen wirft die Antikensammlung einen neuen Blick auf die Göttinnen und Heldinnen.

Antike Mythologie fasziniert bis heute: Medusa, Kirke, Medea und Persephone – Neuerzählungen der Geschichten mythologischer Frauen sind in Romanen für Jugendliche und Erwachsene zurzeit beliebt. Die vorwiegend weiblichen Autorinnen geben den mythischen Frauengestalten eine eigene Stimme. So entsteht ein Perspektivwechsel auf Geschichten, die bislang vor allem durch Autoren der männlich geprägten antiken Gesellschaft überliefert sind.

Buste von Cleopatra und Julius Cesar; (c) Johannes Laurentius

Continue reading “In Berlin ins Museum”

Pomnik komunisty

Dziś taka propozycja na spacer majowy.

Ela Kargol

Pod pomnik poszłam 9 maja. W dzień zwycięstwa.

Ernst Thälmann nie doczekał końca wojny, ani dnia zwycięstwa. Został zamordowany na osobisty rozkaz Hitlera w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, 18 sierpnia 1944 roku.

Jego żona i córka przeżyły Ravensbrück.
I do końca życia zostały wierne komunizmowi, jak ich mąż i ojciec.

Continue reading “Pomnik komunisty”

Berlin dla potrzebujących

Ewa Maria Slaska

Wróciłam właśnie z Polski. W Polsce w dużych miastach nie widać żebraków, w każdym razie w centrum nie ma ich zbyt wielu, ale jak są, to widok jest spektakularny, bo całą przednią częścią tułowia leżą na ziemi i klęczą z wyciągniętymi przed głowę rękami. Robi to na mnie wstrząsające wrażenie, wydaje mi się, że jest to straszne poniżenie osoby ludzkiej. Jestem z Berlina, u nas jest inaczej, żebraków jest mnóstwo, często są z Polski albo z innych krajów byłej Europy Wschodniej. Nie klęczą na ziemi.

***
Na stacji metra podchodzi żebrak i krzyczy na mnie, że nikt mu nie chce nic dać i że ma nas wszystkich dość. Daję mu 2 euro. Przyjeżdża pociąg, wsiadamy, żebrak krzyczy teraz na wszystkich pasażerów. Sporo ludzi wrzuca mu coś do pomiętego kubka papierowego.

***

Jak tylko robi się ciepło, w mieście jest masa ludzi. Wszyscy piją piwo. Każdy, czy to elegancki pan w garniturze, czy obszarpany punk, grzecznie odstawia butelki i puszki wianuszkiem wokół kosza na śmieci. Pod wieczór przybędą z wózkami i torbami zbieracze butelek.

***

Wtorek, ciepło, idę się poszwendać. Przy stacji Prinzenstrasse na Kreuzbergu był kiedyś nielegalny, ale w końcu zalegalizowany ogród berliński – Prinzessinnengarten, Ogród Księżniczek. Od czasu gdy lata temu zlikwidowano najsłynniejszy taki ogród – Rose Rose, czyli Różową Różę na Kinzigstrasse na Friedrichshainie – we wszystkich squatach ogrodowych sadzi się rośliny w skrzyniach, doniczkach i workach. Likwidacja Różowej Róży, gdzie wszystko jeszcze rosło po bożemu w ziemi, przeszła do historii miasta. Ogrodnicy wykopali wszystkie rośliny i 18 lipca 2008 roku zawieźli na rowerach na inny berliński nieużytek – leżące odłogiem podwórko zlikwidowanej szkoły im. Franza Fühmanna na Frankfurter Allee.
Ogród Księżniczek był już od początku mobilny, przygotowany w każdej chwili do ewakuacji. I tak się też stało. Kiedyś bowiem ogród został z powrotem odlegalizowany. Rośliny odjechały na rowerach w następne miejsce. Ale tu gdzie przedtem rosły, po kilku latach nadal nic się nie dzieje. W środku miasta rozciąga się w cieniu drzew trawnik opuszczonego ogrodu. Z daleka widzę ludzi i namiot, znak że w tajemniczym ogrodzie jest jednak jakieś życie.


Podchodzę bliżej, pod namiotem stoją stoły, krzesła, ławki. Jest sporo ludzi. Miejsce wykorzystuje pewna instytucja charytatywna, która we wtorki przygotowuje i rozdziela bezpłatne jedzenie dla potrzebujących. Zapraszają mnie do stołu. Jest zupa, kilka dań wegańskich, soki, kawa, budyń z owocami, ciasto. Wszystko pyszne. Próbuję zapłacić za lunch, nikt nie chce ode mnie żadnych pieniędzy, wreszcie ktoś się nade mną użala i podsuwa skarbonkę na datki.
Pytam, czy mogę tu na blogu napisać o wtorkowych lunchach w byłym Ogrodzie Księżniczek.
– Ależ oczywiście, będzie nam bardzo miło.
– A nie boicie się, że jak wtorkowa jadłodajnia stanie się znana, to przyjdzie za dużo ludzi?, pytam
– Starczy, odpowiada mój rozmówca. Jest dość jedzenia, starczy.

Dziś wtorek.

***

Wychodzę ze sklepu. Przed sklepem siedzi stary potargany żebrak ze zmierzwioną brodą, w cienkich pożółkłych palcach trzyma cienkiego papierosa. Nie mam przy sobie pieniędzy, ostatnio prawie nigdy nie mam przy sobie pieniędzy, tak, wiem, przyczyniam się do tego, że za chwilę już w ogóle nie będzie pieniędzy i wtedy dostaniemy w kość i to na zawsze. Ale bankomaty są tak daleko, a karta pod ręką. W każdym razie chciałabym coś dać żebrakowi, niestety nie mam w siatce i w plecaku nic, co by się nadawało. Ale na wierzchu siatki dumnie wystaje papierowy pojemnik z truskawkami. Wyciągam go i podchodzę, zamierzam oddać człowiekowi w potrzebie połowę moich owoców. Drugą połowę, tę dla mnie, wsypię do torby z bułkami, postanawiam. Truskawki są twarde i suche, a do domu niedaleko, myślę więc, że dam radę. Podchodzę, ale człowiek pokazuje ręką, że nie, nie chce, nie mam podchodzić. Zatrzymuję się zdziwiona.
– Nie biorę rzeczy bez opakowań, mówi żebrak. Tylko w firmowych opakowaniach, dodaje.

***

Wychodzę na wernisaż. Na stacji metra siedzi na ławce porządnie ubrany pan. Znam go, to nasz lokalny żebrak, siedzi na ławce i albo czyta, albo słucha muzyki w słuchawkach. Tym razem mam w plecaku opakowane produkty, które mogę zaproponować osobie żebrzącej, a mianowicie torebkę katarzynek. Podchodzę do mężczyzny z katarzynkami w ręku. Bierze i natychmiast zaczyna konwersację. Z uwagi na polskie ciasteczka od razu po polsku.
– Pani z Polski? Ma pani szczęśliwe życie? To znaczy, jest jakiś mężczyzna?
– Tak, tak, nie, odpowiadam. Chcę dodać, że to nie, to z własnego wyboru a nie z braku laku, ale mężczyzna od razu proponuje:
– Mógłbym się z panią spotykać, tak, żeby porozmawiać, nie mam nic złego na myśli, jestem poważny facet, mam 63 lata.
– No wie pan, mówię, ja mam 75 lat.
Gostek milknie, patrzy zdezorientowany i nie wie, co powiedzieć, na szczęście nadjeżdża metro i ratuje nas oboje z opałów.
Podczas wernisażu czuję, że ktoś mi się intensywnie przygląda. Rozglądam się i widzę szczupłego starszego pana. Na pewno patrzy na mnie, nie ma co do tego wątpliwości. Podchodzi bliżej. Nieśmiały, ale jednak podchodzi. Co u licha? Drugi facet w ciągu tego samego wieczora? Ani nie jestem Scarlett Johanssen, ani Lady Gaga, nie jestem jakoś spektakularnie ubrana, no i mam przecież te wspomniane już swoje lata. Gostek jest już koło mnie, rozmawiamy przez chwilę o wystawie (Alexander Camaro & Co, O melancholii), o koncercie (Bethoven, Brahms, Piazolla), o ciekawym miejscu, w którym się znajdujemy (Camaro Stiftung, Potsdamer Str. 98a), o tym, że Camaro (1901-1992) pochodził z polskiej rodziny, nazywał się Kaczmarofski i urodził się we Wrocławiu. Dochodzimy do wyjścia, nieśmiały pan zdążył mi już powiedzieć, że prawie 30 lat był profesorem, a teraz jest na emeryturze,
– Spotkamy się?, pyta wreszcie, a ja odpowiadam, że tak, ludzie się zawsze spotykają dwa razy. Ściskam mu rękę na pożeganie i szybkim krokiem odchodzę w kierunku stacji metra.

Tak to jest, polski biedak koczujący na ławce na stacji metra ma dość wewnętrznej godności, żeby zaproponować randkowanie, dobrze sytuowany niemiecki profesor – nie. Ciekawa różnica mentalności.

Wiosna w Berlinie (1)

Ela Kargol

Majówka przy fontannie

Märchenbrunnen każdemu berlińczykowi kojarzy się z fontanną i baśniowymi figurami w parku Friedrichshain. Mnie też, aż nie zobaczyłam innej bajecznej fontanny w parku Schulenburga (Schulenburgpark) w Neukölln.

I przyznać muszę, że tam bywałam częściej ze wzgledu na powiązania rodzinne i pewien adres. Powiązania rodzinne zostały, zmienił się adres i fontanna, architekt i rzeźbiarze.

Continue reading “Wiosna w Berlinie (1)”