Fizyka i muzyka

Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele,

zapraszamy na kolejny wykład w sali wykładowej Uniwersytetu Humboldtów przy Unter der Linden 6.

Wykład odbędzie się 14 października 2022 roku o godz. 18.00 w sali 3038.

Z tłumaczeniem symultanicznym na niemiecki

Tematem wiodącym w tym semestrze będzie “Nowa humanistyka”

Dr habil. Andrzej Dragan poświęci swój wykład tematowi: Nauka to antyhumanizm.

Moderacja: dr habil. Brygida Helbig

HomeDragan

Andrzej Dragan jest profesorem fizyki teoretycznej i laureatem kilkudziesięciu nagród za działalność naukową oraz fotograficzną, filmową i muzyczną.
Jako nastolatek działał w grupach crackerskich, obecnie wstrząsa światem nauki. W 2020 roku wraz z profesorem Arturem Ekertem opublikował pracę Kwantowa zasada względności, która może okazać się największym przełomem w rozumieniu teorii kwantowej od czasów Einsteina.

Andrzej Dragan (ur. 16 maja1978) – polski fizyk teoretyk i artysta: fotograf, kompozytor oraz twórca filmowy, a także popularyzator nauki. Doktor habilitowany fizyki, profesor uczelni na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (FUW) i profesor wizytujący na Narodowym Uniwersytecie Singapuru (NUS). Zdobywca wielu nagród krajowych i międzynarodowych.
Jako fizyk zajmował się m.in. informacją kwantową w wersji relatywistycznej, habilitując się właśnie na ten temat. Jako fotograf stworzył własny styl portretu.

Studiował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. 9 stycznia 2006 roku uzyskał tamże stopień doktora nauk fizycznych na podstawie pracy pt. Komunikacja przy użyciu pojedynczych fotonów poprzez niedoskonałe kanały kwantowe. 15 grudnia 2014 roku habilitował się tamże na podstawie pracy pt. Relatywistyczna informacja kwantowa.
Pracował w Imperial College London oraz w University of Nottingham. Został profesorem wizytującym na Narodowym Uniwersytecie Singapuru.
W Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Warszawskiego kierował grupą badawczą, która zajmowała się relatywistycznymi aspektami zjawisk kwantowych.

Twórczość
Fizyka
Napisał 50 prac z zakresu optyki kwantowej, relatywistycznej teorii informacji kwantowej, teorii względności, kwantowej teorii pola w zakrzywionych czasoprzestrzeniach oraz dwie książki:
• podręcznik teorii względności pt. Unusually Special Relativity wydany w 2021 roku przez World Scientific Publishing;
• w 2019 roku nakładem wydawnictwa Fabuła Fraza ukazała się jego książka popularnonaukowa poświęcona m.in. fizyce kwantowej pt. Kwantechizm, czyli klatka na ludzi.
Popularyzował fizykę także przez artykuły i publiczne wykłady, np. dla FUW i konferencji TEDx w Poznaniu. Udzielał też wywiadów internetowemu Radiu Naukowemu i polskim youtuberom.
Fotografia
Fotografować zaczął w 2003 roku. Wypracował własną technikę cyfrowej obróbki fotograficznej, nazywaną efektem Dragana. Obróbka ta polega na stosowaniu, oprócz prostej manipulacji kolorem i filtrowania tonalnego, kombinacji charakterystycznego oświetlenia modela oraz ręcznej edycji zdjęcia przy użyciu zestawu specjalnych pędzli, sztucznie korygujących oryginalne oświetlenie.
Publikował swoje zdjęcia na okładkach kilkudziesięciu czasopism i książek w wielu krajach świata.
Dragan znany jest z szokujących, prowokacyjnych i kontrowersyjnych sesji fotograficznych. Wykonał m.in. serię portretów anorektycznej modelki i portret poranionego mężczyzny w koronie cierniowej (obydwie sesje z 2006 r.) Znany jest również jako autor zdjęć do kampanii reklamowych takich marek jak Energizer, Playstation, XBox, Play czy Converse.
Jest też zdobywcą tytułu Fotograf Rok 2007 brytyjskiego czasopisma Digital Camera.
Muzyka i film
W latach 90 komponował, pod ksywą „Dreamer”, muzykę na komputerach Amiga.
Andrzej Dragan stworzył także:
• nagradzane krótkometrażowe filmy artystyczne, inspirowane teoriami fizycznymi,
• krótkie filmy i reklamy m.in. dla HBO oraz Netflixa,
• teledyski, m.in. dla Behemotha, Quebonafide i Hani Rani.

Po wykładzie będzie okazja do rozmów przy lampce wina i preclach.

Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP


Meine Damen und Herren, liebe Freunde,

wir laden Sie zu einem Vortrag in den Hörsaal der Humboldt-Universität, Unter der Linden 6 ein. 
Am 14. Oktober 2022 um 18.00 Uhr in Raum 3038.
Mit Simultanübersetzung ins Deutsche.
Das Leitthema dieses Semesters wird Der Neue Humanismus sein.
Dr. habil. Andrzej Dragan widmet seinen Vortrag dem Thema: Wissenschaft ist Antihumanismus.

Moderation: Brygida Helbig-Mischewski.

Nach dem Vortrag gibt es Gelegenheit zu Gesprächen bei einem Glas Wein und einem kleinen Imbiss

HomepageDragan

Andrzej Dragan hat in Warschau, Oxford, Amsterdam sowie Lissabon Physik studiert. Seine Abschlussarbeit wurde 2001 als beste Master Thesis von Polen ausgezeichnet.
2001 und 2002 erhielt er ein Stipendium der Europäischen Wissenschaftsstiftung. 2005 promovierte er mit einer Arbeit über Quantenmechanik. Danach erhielt er die Stelle eines wissenschaftlichen Assistenten im Bereich der „Quantenoptik und Atomphysik“ am Institut für Theoretische Physik der Universität Warschau. Im akademischen Jahr 2008 war er Research Fellow am Imperial College London. Seit 2010 ist er Dozent an der University of Nottingham. Im gleichen Jahr erhielt er ein zweijähriges Stipendium vom polnischen Bildungsministerium für hervorragende junge Wissenschaftler.

Dragans veröffentlichte Fotografien sind ausnahmslos Porträts. Die Sitzungen mit den Modellen dauern nur kurz, er sagt dazu: „Ich mag es nicht, zu fotografieren.“ Der Nachbearbeitung einer Fotografie
hingegen widmet er bis zu einem Monat. Seine Bilder werden mit flämischer Malerei verglichen. Das von ihm eingesetzte Licht erzeuge sowohl Nüchternheit als auch Düsterkeit, wodurch die Details Kraft
und Klarheit gewännen. Die verwendeten Farben wirkten rein. Er vermeidet es, seine Modelle in einer Bewegung einzufangen. Seine Bilder überarbeitet er mit Photoshop, u. a. zur Montage verschiedener
Aufnahmen in ein Bild. Dragan äußert zu seiner Arbeitsweise, diese sei dem Malen ähnlich, nur dass er einen digitalen Pinsel nutze. Er füge keine neuen Elemente hinzu, sondern arbeite bereits Vorhandenes
heraus und betone es. Dragan arbeitet als Werbefotograf, wie z. B. für Converse, Fairy, Pilsner Urquell, Avon und Playstation. Er verwendet digitale Spiegelreflexkameras und Objektive von Canon, wie die Canon 10D.

Werke

Physik
Er hat 50 Arbeiten über Quantenoptik, relativistische Quanteninformationstheorie, Relativitätstheorie, Quantenfeldtheorie in gekrümmter Raumzeit sowie zwei Bücher geschrieben:
– ein Lehrbuch zur Relativitätstheorie mit dem Titel Unusually Special Relativity, das 2021 bei World Scientific Publishing veröffentlicht wurde;
– 2019 erschien sein populärwissenschaftliches Buch, das unter anderem Quantenphysik gewidmet ist, mit dem Titel Quantenchismus oder der Menschenkäfig beim Verlag Fabula Fraza.
Er popularisierte Physik auch durch Artikel und öffentliche Vorträge, z. B. für den FUW (Fachbereich Physik der Universität Warschau) und die TEDx-Konferenz in Poznań. Außerdem gab er auch Interviews, u a. dem Internet-Sender Wissenschaft und polnischen Youtubern.

Fotografie
Er begann 2003 zu fotografieren und entwickelte seine eigene Technik der digitalen Fotobearbeitung, den so genannten Dragan-Effekt. Bei dieser Bearbeitung wird neben einfacher Farbmanipulation und Tonwertfilterung eine Kombination aus charakteristischer Beleuchtung des Modells und manueller Bearbeitung des Fotos mit einem Satz spezieller Pinsel verwendet, um die ursprüngliche Beleuchtung künstlich zu korrigieren.

Der Fotograf hat seine Fotos auf den Titelseiten von Dutzenden von Zeitschriften und Büchern in vielen Ländern der Welt veröffentlicht.

Dragan ist bekannt für seine schockierenden, provokanten und kontroversen Fotoshootings. Unter anderem hat er eine Serie von Porträts eines magersüchtigen Models und ein Porträt eines verletzten
Mannes mit Dornenkrone angefertigt (beide Sessions aus dem Jahr 2006). Er ist auch als Autor von Fotos für Werbekampagnen von Marken wie Energizer, Playstation, XBox, Play und Converse bekannt.
Außerdem gewann er den Titel Fotograf des Jahres 2007 der britischen Zeitschrift Digital Camera.

Musik und Film
In den 90er Jahren komponierte er unter dem Spitznamen ‚Dreamer‘ Musik mit Amiga-Computern.
Andrzej Dragan schuf auch:
– preisgekrönte, von Physiktheorien inspirierte Kurzfilme,
– Kurzfilme und Werbespots u. a. für HBO und Netflix,
– Musikvideos, z. B. für Behemoth, Quebonafide und Hani Rani.Moderation: Dr. habil. Brygida Helbig

Brandenburg-Ticket

Nachdem wir ein Sommer lang mit dem 9-Euro-Ticket gafahren sind, beginnen wir alte Reisemöglichkeiten wieder zu entdecken. Brandenburg-Ticket für 33 Euro, 5 Personen und einen Tag gilt als schöne Neuigkeit.

Monika Wrzosek-Müller

Bericht über einen Ausflug nach Stettin

Sie wurde am 6. 10. um 6.30 Uhr von einem schrillen Ton geweckt; erst einmal wusste sie nicht, was los war: warum, wieso, um diese Uhrzeit, noch im Dunkeln, völlig in der Nacht. Allmählich klärte sich alles im Kopf, ja das war ihr neues Handy und es klingelte zum ersten Mal, kein Wunder, dass sie den Klingelton nicht kannte. Dann sprang sie schnell aus dem Bett, der Ausflug nach Stettin stand an. Jetzt musste sie sich leise anziehen, Zähne putzen und zur S-Bahn laufen. Es war ihr gar nicht klar, dass es um diese Uhrzeit noch so dunkel ist. Die S-Bahn war voll und allmählich wurde es heller. Auf dem Bahnsteig trafen sich alle Ausflugsteilnehmer, das Brandenburg-Ticket sollte sie auch bis nach Stettin bringen, sie traten als Gruppe auf.

Die Fahrt ging abenteuerlich weiter, man wurde gezwungen, auf verschiedene Verkehrsmittel auszuweichen, obwohl man eigentlich die Bahn benutzte; zwischen Angermünde und Passow gab es Schienenersatzverkehr, es wurde ein alter, ratternder Bus gestellt (alle Zugreisenden sollten in diesem einen Bus Platz finden), zum Glück waren schon in der Regionalbahn wenig Menschen und alle sprachen Polnisch. Wir fuhren mit dem Bus durch ausgedehnte Felder, auf denen noch schwarz verbrannte Sonnenblumen standen. Die Bahnstationen existierten so gut wie gar nicht mehr, sie waren im letzten Stadium des Verfalls, die Fenster verrammelt, keine Information, nichts.

Dafür begrüßte sie Stettin mit einem neuen, völlig unscheinbaren Bahnhof. Früher waren die Bahnhöfe Repräsentationsbauten, jetzt verschwanden sie zwischen den anderen Gebäuden. Doch es war gemütlich, sich in ein schickes, neues Bahnhofscafé zu setzten, zwar mit einer Dekoration für die im letzten Jahr ausgefallene Silvesterfeier, doch mit bequemen Sesseln und guter Bedienung. Nach längeren Querelen wegen des Bezahlens konnten alle das Café verlassen und wir fuhren Richtung Stettiner Westend. Zwei Brüder der Familie Quistorp, Johannes und Heinrich, haben damit den nachfolgenden Generationen gezeigt, wie man leben kann; mit prächtigsten Villen und einer Pflegeeinrichtung Bethanien. Johannes realisierte dies in Stettin, Heinrich in Berlin. Wir besichtigten eine wirklich fantastisch restaurierte, opulente, dekadente und manieristische Villa der Familie Lentz. Später wollten wir noch nachschauen, ob aus dem Anlass des 200. Geburtstags das Grab von Johannes Quistorp wieder hergerichtet worden war; leider standen wir vor einem völlig zerstörten, inexistenten Friedhof.

Sie musste immer wieder an die Polen denken, die nach dem Krieg aus den östlichen Gebieten hierherkamen, sie sah vor sich diese alten, damals zerstörten Reichtümer, die Prachtbauten, die ihnen völlig fremd waren, den Backstein, die riesigen Kirchen, das Schloss. Wie ging es ihnen, was fühlten sie, konnten sie darin leben? natürlich fragte sie damals keiner danach.

Die Quistorpsche Auenanlage mit alten Platanen auf beiden Seiten und riesigen Rasenflächen weckte ihre tiefe Bewunderung; am Ende standen die alten Amtsgebäude (der Stadtverwaltung), die etwas überdimensioniert waren, aber gut und sehr aufwendig restauriert. Im Eilgang ging es dann zu den Hakenterrassen am Oderufer, vorbei an dem Nationalmuseum und einer Marinehochschule, dem alten Rathaus, einem schönen Marktplatz mit einigen gut restaurierten Bürgerhäusern, dem Renaissanceschloss der Pommerschen Herzöge, der riesigen Jakobskathedrale zurück zu dem sehr bescheidenen Bahnhof, der aber mit allem lebenswichtigen Komfort (einem WC mit Meeresrauschen) ausgestattet war.

Die Rückreise verlief wiederum abenteuerlich, mit zwei Mal umsteigen (doch diesmal schon in gewohnter Manier) und einer Busfahrt nach Berlin. Wir sind wieder im Dunkeln angekommen, pünktlich, glücklich und zufrieden; das Wetter hat mitgespielt.


Und zum Abschluß:

Foto: Monika

Jesienny tryptyk

Teresa Rudolf

Zaklęte koło 

Jesień maluje grubym
pędzlem pola, lasy,
a cieniutkim liście...

Słońce jak skoczek 
pokazując się wszędzie,
rozświetla przestrzenie.

Powietrze niesie zapach
mchu, wilgotnych szyszek,
suchych igieł, opadłych liści.

Natura rozkłada skrzydła
znów nad odchodzeniem, 
czuć podniosłość chwili...

...to przyroda, kolejny 
już raz zatoczy koło.
Niewinność 

W bieli chmur roztańczona,
niewinność myśli unosi
się lekko nade mną.

Patrzę na błękit nieba,
na złoto promieni słońca,
na jeszcze soczystą zieleń.

Błogie rozleniwienie
otula mnie cieniutkim, 
jesiennym płaszczem.

Czuję się 
kryształowo
czysta... 
jak źródlana 
woda,
tryskająca
mą dobrocią.
Ty tak, ale nie Ty

Serce moje;
drzwi otwarte
dla Ciebie, także
i dla Ciebie...

i dla Ciebie też!

Skrobnięcie ciche
paznokciem 
wystarczy, takie
ledwie słyszalne,

jestem, dla Ciebie...

Ale Ty, tak Ty,
nie wal mi pięściami, 
nie wiś już na dzwonku,
nie rozwalaj mi drzwi,

słyszysz? rozumiesz?

...nie wstawiaj mi nogi
między drzwi, by wejść 
znów z brudnymi 
buciorami,
w samo
serce...

Z wolnej stopy 66

Zbigniew Milewicz

Wiara czyni cuda II

W czasie wojny każdy obywatel III Rzeszy otrzymywał j przydział na jedzenie, jaki by on nie był mizerny. Tylko Resl von Konnersreuth, jak nazywano Teresę Neumann, nie dostawała żadnych kartek żywnościowych, bo nic nie jadła – uzasadniali urzędnicy w gminie. Miała ona natomiast podwójny przydział mydła i proszku do prania, ze względu na swoje stygmaty. Pod tym względem bawarscy urzędnicy byli wyrozumiali, porządek musiał być. Przepowiednia wizjonerki dla jej kraju i narodu brzmiała jednak źle:

Idzie godzina wielka, groźna, sądu i kary. Póki macie czas posłuchajcie i porzućcie grzechy wasze, które na karę zasługują. (…) Biada przede wszystkim tobie Germanio. Nie pomyśleliście nigdy na szlaku waszej zbrodni, że nienawiść wasza i pycha mogły stworzyć dla was niezgłębioną czeluść w miejsce wiecznej zagłady, czeluść, której głębię wielkość waszej winy wypełnię żarem takich płomieni i taką siłą kaźni, jakiej dla innych nie będzie. Nie pomyśleliście nad tym, jaką grozą mogą na wieki zapłonąć, na hańbę waszą i karę, słowa waszej pychy.
(…) Uznaliście siebie samych za nadludzi, a przez uczynki wasze staliście się gorsi niż wilki i hieny, gdy nie oszczędziliście ani żywych, ani umarłych i pohańbiliście zwłoki tych, którym wydarliście życie. Przydaliście nowe zbrodnie do starych, a krzyk pomordowanych Żydów przyłączył się do starych, wołaniem krwi, ludów zapomnianych.
Biada przede wszystkim wam Prusacy, wodzowie i nieprzyjaciele. Przyszły już dwa uderzenia wichru i upadło Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego oraz moc sroga synów Północy. A przyjdzie trzecie uderzenie, a wtedy biada i Berlinowi. Los Berlina będzie jak los Niniwy, bo gdy padnie w gruzy, nie odbuduje się już więcej. Wicher pustyni zasypał piaskiem Niniwę, choć była większa niż inne miasta starożytności.
Puszcza będzie szumiała nad gruzami Berlina – miasta zbrodni i pychy. Będzie to szczęście dla ciebie, Germanio, jeżeli inny obejmie władzę nad tobą, jeżeli obmyta strumieniem krwi i łzami późnej pokuty, usłuchasz innego głosu, poznawszy w czym była twoja wina i zguba twoja. Nie ci bowiem są wybrani, którzy się za takich uznają. Inni, którymi gardzicie w pysze, wyprzedzają was w słowie i mocy. (…)

Niedobrze w wizjach Resl wyglądała również przyszłość Anglii, ale inne narody miały się odrodzić:

Wzejdzie, mimo klęski, znowu chwała nad Paryżem i Tokio. Hiszpania będzie krajem Serca Mojego, przez miłość ku niemu się podniesie. Italię, chociażby krwią uroczystą spływała, czeka piękne odrodzenie duchowe.

Jednak szczególnie dla Słowian, których Teresa Neumann darzyła sympatią, otwierały się pomyślne perspektywy:

Na Kremlu zabłysną łacińskie krzyże, a na miejscu zburzonej cerkwi Chrystusa Zbawiciela stać będzie kościół katolicki Zbawiciela. Jak w orną ziemię, wpadnie ziarno dobra i odmieni się oblicze narodu, który tyle wycierpiał. Błogosławieństwo Moje dam Słowianom, a Słowianie, choć wielu z nich dzisiaj błądzi, lepiej je przyjmą i obfitszy przyniosą owoc. Będą prawdziwym ludem Moim, ludem Słowa Przedwiecznego i pojmą naukę Moją, i staną się posłusznymi. Nie ci bowiem są wybrani, którzy sami się wybierają, lecz ci, którzy na wołanie Boga wstaną. Nie będą daremne łzy pokuty i modlitwy, a wierność wytrwania nie będzie bez błogosławieństwa i nagrody. Zdejmie niewolnica kajdany swoje i stanie się jako królowa. Wstawią się za nią łzy, które Matka Moja pod Krzyżem przelała, a naród, który Ją czci, nie będzie między narodami ostatni. Światłych i mądrych Polsce nie odmówię. W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa i najsprawiedliwsze ustawy, zaś Warszawa stanie się stolicą Stanów Zjednoczonych Europy.
Polska, która pierwsza karę poniosła, choć wina jej nie była największa, prędzej niż inni się podniosła. W czym zawiniła, przez to musiała doznać kary. Ale już bliski jest koniec jej pokuty. Wytrwa przy Kościele swoim i doczeka wyzwolenia. Nieprzyjaciołom swoim krzywdy pamiętać nie będzie, dobrem za zło zapłaci. Będzie mieć chwałę między narodami i skrzydła szeroko otwarte, rozszerzy też granice swoje. Weźmie narody wierne Kościołowi w nagrodę wierności swojej
.*

Przyznacie Państwo, że z polskiego punktu widzenia faktycznie brzmi to budująco i czegokolwiek by nie sądzić o scenariuszach jasnowidzów na temat wydarzeń przyszłości, to dobrze wierzyć tylko w te pozytywne, bo myśl ma działanie sprawcze.

P.S. Teresa Neumann doczekała się licznych publikacji książkowych, w sieci można znaleźć różne dokumenty zdjęciowe i filmowe jej poświęcone, więc polecam je zainteresowanym.

* Wizja Teresy Neumann z 15 października 1948 r., Stephen Lassare – Odkryte sekrety przyszłości, Wyd. Adam, Warszawa 1992

Frauenblick: Pflaumenregen

Monika Wrzosek-Müller

Pflaumenregen von Stephan Thome

Das Buch sollte mir eine Atem- oder eher Denkpause bei meinen obsessiven Gedankengängen über den Ukrainekrieg bieten und auch davon ablenken. Es erzählt von Taiwan, es erzählt ausführlich und gut über die Insel, über ihre Geschichte, über die Menschen, die dort leben.

Ich wusste vorher eigentlich so gut wie nichts darüber; geografisch wohl schon – dass die Insel nahe an China, aber auch nicht sehr weit entfernt von den südlichen Inseln Japans liegt und bergig ist; dagegen über ihr Schicksal und die geschichtlichen Verwicklungen wirklich sehr wenig. Leider gehört die Insel, wie die östlichen Staaten von Europa zu den Grenzländern; d.h. Appetit auf ihr Territorium gab es im Geschichtsrad der Jahrhunderte auf vielen Seiten.

Trotzdem oder gerade deswegen ist Taiwan eigentlich immer wieder im Zentrum der zeitgenössischen politischen Auseinandersetzungen. Unlängst sorgte die amerikanische Abgeordnete der Demokraten und Sprecherin des US-Repräsentantenhauses Nancy Pelosi durch ihren Besuch in Taiwan für Schlagzeilen. Als Reaktion darauf startete China militärische Manöver rund um die Insel und bekräftigte seinen Besitzanspruch auf die Insel. Dasselbe passierte jetzt wieder, als eine Delegation deutscher Abgeordneter nach Taipeh reiste. So gesehen ist das Thema Taiwan höchst aktuell, brisant und könnte in diesem Sinn dem Problem Ukraine nahekommen.

Wenn wir noch sehen, dass der Autor ein deutscher Sinologe und Wissenschaftler ist, der schon seit 12 Jahren dort lebt und eine taiwanische Frau hat, fassen wir Vertrauen, dass dies nicht nur ein literarisch wirklich gelungener Familienroman ist, sondern dieser auch auf solidem historischen Wissen beruht. Der Autor erläutert, dass er viele der Schauplätze selbst aufgesucht hat; es gibt sie wirklich. Über die Ereignisse in der Zeit um 1940 musste er gründlich recherchieren; er arbeitete ungefähr drei Jahre an dem Projekt. Der Roman handelt von der Geschichte einer Familie in drei Generationen; in dieser Zeit änderten sich die Machtverhältnisse in Taiwan dreimal. Dankenswerter Weise bietet der Autor dem unkundigen Leser vorab eine Art Einführung in die Geschichte der Insel.

„In den Jahren 1894/95 führten das chinesische und das japanische Kaiserreich einen Krieg, der die Kräfteverhältnisse in Ostasien von Grund auf neue ordnete. China verlor und musste seine Provinz Taiwan als Kolonie an den Sieger abtreten. Zunächst lebten die Inselbewohner in einer Art Apartheid avant la lettre, aber mit der Zeit entstand eine einheimische Mittelschicht, die sich in ihren Lebensgewohnheiten kaum von den Kolonialherren unterschied, obwohl sie diesen niemals gleichgestellt war. Nach dem Ausbruch des Pazifischen Kriegs wurde die Tendenz zur Assimilierung vonseiten Japans noch verstärkt. Viele junge Taiwaner, insbesondere Angehörige der indigenen Bevölkerung, kamen als japanische Soldaten ums Leben. 1945 fiel Taiwan zurück an die chinesischen Nationalisten (Kuomintang oder KMT) unter Generalissimus Chiang Kaishek. Diese hatten acht Jahre lang gegen Japan gekämpft und reagierten mit Abscheu auf die japanisierte Lebensweise ihrer vermeintlichen Landsleute. Umgekehrt führte ihr aggressives Auftreten zu Widerstand, der sich im Frühjahr 1947 gewaltsam entlud und anschließend grausam niedergeschlagen wurde: durch willkürliche Verhaftungen und Exekutionen, die als `März-Massaker`, später mit dem Kürzel 228 (für 28. Februar, den Beginn der Unruhen) bezeichnet wurden. Nach der Niederlage gegen Chinas Kommunisten zog sich die KMT 1949 ganz nach Taiwan zurück und verwandelte die Insel in einen autoritären Polizeistaat. Das Kriegsrecht wurde erst 1987 aufgehoben. 1996 fanden erstmals freie Präsidentschaftswahlen statt. Heute ist Taiwan eine ebenso lebendige wie gefährdete Demokratie, denn das Regime in Peking betrachtet die Insel – die nie zur Volksrepublik gehört hat – als einen Teil seines Staatsgebiets und strebt eine notfalls gewaltsame Vereinigung an. In Taiwan will das so gut wie niemand.“

Wir lernen die Hauptheldin, die junge Umeko mit 8 Jahren kennen, als sie noch in die japanische Schule geht, als Tochter einer taiwanischen Mittelschichtsfamilie, die sich mit der japanischen Okkupation arrangiert hat. Das Leben ist sehr geregelt, die Kinder tragen Uniformen, alles scheint voranzuschreiten ohne größere Probleme. Ihr Bruder Keiji spielt hervorragend Baseball und wird deshalb in eine weiterführende japanische Schule aufgenommen; für gebürtige Taiwaner ein besonderes Privileg. Doch aus den Äußerungen der Zuschauer bei einem Baseball-Spiel im Stadion lernen wir, wie die Einstellung der taiwanischen Bevölkerung zu den Japanern ist: „Jemand rief auf Taiwanisch: – Los geht´s! Zeigt es den arroganten Japsen!“ Aber die junge Umeko hat eine japanische Lieblingslehrerin und träumt von einer Reise nach Kyoto; doch schon bald wird sie gezwungen ihren japanischen Namen zu ändern und sich Hsiao Mei nennen zu lassen – nach der Landung der Festlandslandchinesen; zum Schluss erleben wir sie als alte Dame, die einen Sohn namens Harry und einen chinesischen Ehemann hat, und sich in einem sehr sorgfältig arrangierten Leben bewegt. Ihr Sohn lebt inzwischen in Amerika und besucht seinerseits die Insel mit seinem Sohn.

Er reflektiert über die Mutter: „Als Kind war sie angeblich ein unbändiges Plappermaul, […] Die stolze Japanerin, die sie einmal gewesen ist, kann er sich bis heute schwer vorstellen, obwohl Onkel Keiji ihm vor seinem Tod alte Briefe gegeben hat, deren früheste noch aus der Kriegszeit stammen. Wenn einer was damit anfangen kann, dann du, meinte er – inzwischen glaubt er das selbst. Die kleine Umeko war seinerzeit zu jung, um die Kräfte zu verstehen, die ihre vertraute Welt bald zerstören sollten. Erst kamen britische Kriegsgefangene, dann amerikanische Bomber, später die Festländer mit Gewehren im Anschlag. Schon in jungen Jahren muss ihr klargeworden sein – klargemacht worden sein -, wie gefährlich es ist, im falschen Moment den Mund zu öffnen. Darüber sprechen mag sie noch immer nicht. Dinge passieren eben, pflegt sie zu sagen, wenn er nachbohrt. Sicher ist nur, sie hat ihre Lektion gelernt.“

Vielleicht ist die Bezeichnung Hauptheldin auch nicht richtig, denn der Autor gibt uns ein Kaleidoskop von Figuren, Personen, an Hand derer wir die Geschicke des Landes erfahren. Dabei spielen vielleicht die Fragen: wie verhält es sich mit der persönlichen und der nationalen Identität, was bringt die Menschen zusammen, was trennt sie, wo spielen sie mit, wie arrangieren sie sich, wann gehen sie auf die Barrikaden, eine wichtigere Rolle, als die Ereignisse selbst. Obwohl wir so viel über die Geschichte der Insel erfahren, wirken die darin agierenden Helden nicht schemenhaft, sie sind voller Leben und Emotionen, sie wirken authentisch und stark. Vielleicht hilft dabei der ständige Wechsel der Perspektiven und der Narration; die Einschnitte zwischen der Vergangenheit und Gegenwart lassen den Erzählstrom sich nicht nur auf die geschichtliche Chronologie konzentrieren, sondern heben auch die einzelnen Charaktere und Persönlichkeiten hervor, dadurch gewinnt ihr Leben an Buntheit aber auch an Bedeutung und Echtheit; wie ein großer Fächer breitet, öffnet sich das Panorama des Lebens dort.

„Allmählich erwacht die Stadt zum Leben. Im Fenster steht ein farbloser Himmel, der sich für später alle Optionen offenhält. Bevor die Konflikte eskalierten, hatte seine Mutter eine Weile im Haus des Großvaters gelebt, den Harry nur von einer Handvoll alter Fotos kennt. Ein konfuzianischer Gelehrter, der in der Qing-Zeit aufgewachsen war, als die Japaner alle chinesischen Schulen schlossen, auch seine. Den Tempeln seiner Stadt spendete er viel Geld und scheint ein weithin respektierter Mann gewesen zu sein, der an den Sitten einer untergehenden Welt festhielt. Seine Frau hatte gebundene Füße. Manche in der Familie nannten sie schweigsam, andere behaupteten, sie sei ganz und gar stumm gewesen. So oder so, Frauen hatten nichts zu sagen. Von Jinguashi nach Keelung war es bloß ein Katzensprung, aber für die elfjährige Umeko – und nicht nur für sie – muss es sich angefühlt haben, als wäre sie in ein fremdes Land verbannt worden“.

Gut, dass ein sensibler Schriftsteller den Geschichten der Einheimischen so aufmerksam zuhören konnte und sie dann aufgeschrieben, festgehalten hat. Er versteht es auch bestens, dem westlichen, dem europäischen Leser dieses komplizierte, verwinkelte Leben zu veranschaulichen, eine besondere Poetik hineineinzubringen, es für uns schmackhaft zu machen. Die Beschreibungen der Natur auf der Insel, mit den hohen Bergen, das Meer mit dem Wellengang, der Himmel mal mit tiefen Regenwolken, mal stahlblau, die Blüten, all die Pflanzen, die Bäume und der Bambus überall spielen eine genauso wichtige Rolle wie die darin agierenden Menschen, sie tragen die Stimmung und unterstreichen die Emotionen. Das Leben auf der Insel scheint einem nie einfach gewesen zu sein, eher sehr aufgeladen und ungewöhnlich, in all den Veränderungen und Umstellungen. In dem Roman geht es um eine Familie, doch man hat den Eindruck, alles wäre miteinander verknüpft, verwickelt, keine Geschichte wäre eindeutig und klar, überall würden Geheimnisse und Zugeständnisse an das eigene Leben, an das Leben mit der Familie, an die Politik warten, alles würde eine Kette, eine sich weiterdrehende Spirale des Lebens bilden. Man könnte sagen, eben das Leben pur.

Das Buch endet mit dem Titel: „Am Himmel ballen sich dichte Wolken, Wind fährt durch die Bäume und auf einmal klingt das Rauschen der Blätter, als fiele leicht und leise der Pflaumenregen“.

Nobel literacki 2022

Ewa Maria Slaska

Nobel, przynajmniej ten literacki, łaskawy jest ostatnio dla kobiet. Jeszcze nie przeminęła nasza ekscytacja nagrodą dla Olgi Tokarczuk, jej czułym narratorem, jej uśmiechem i jej staroświecką czarną suknią, zaledwie przed chwilą czytałyśmy wiersze amerykańskiej poetki, Louise Glück, a już pojawiła się następna kobieta, Annie Ernaux. Ma 82 lata i jest pierwszą francuską pisarką nagrodzoną Noblem, i… budzi kontrowersje.


Piękna okładka książki, piękna młoda kobieta, szlachetna starsza pani, która głosi, że nadal zamierza się aktywnie angażować politycznie i informacje, które wyglądają jak insynuacje, a jednak nimi nie są. Prasa niemiecka w różnej tonacji donosi o rodzaju zaangażowania politycznego noblistki. Najczęściej używa sformułowania, że jest aktywną zwolenniczką ruchu BDS, którego celem jest zniszczenie Izraela, dość szybko więc zdecydowano się na określenie jej jako osoby o “poglądach antysemickich”.

Czy tak jest? A raczej – czy ja osobiście jestem tego zdania?

W roku 2019 Annie Ernaux wraz ze stoma innymi osobistościami francuskiego świata sztuki podpisała list otwarty wzywający do bojkotu Eurovision Song Contest w Tel Avivie. Sygnatariusze oczekiwali od telewizji francuskiej, że nie będzie pokazywała turnieju. „Moralnym obowiązkiem każdego człowieka, który żyje w zgodzie z własnym sumieniem, jest odrzucanie wszelkiej normalizacji stosunków z państwem Izrael“, głosił list, który reprezentował poglądy polityczne BDS.

BDS – Bojkot, Dywestycja, Sankcje to wzorowany na ruchach przeciw apartheidowi w Południowej Afryce, palestyński ruch polityczny, założony w roku 2005, który traktuje Izrael jako okupanta – https://en.wikipedia.org/wiki/Boycott,_Divestment_and_Sanctions. BDS jest uważany przez zwolenników za ruch narodowo-wyzwoleńczy, przez przeciwników – za wyraz skrajnego antysemityzmu.

Czy podpisanie takiego listu kwalifikuje Ernaux do miana antysemitki? Na pewno jest przeciwniczką państwa Izrael, czy jednak krytyka polityki Izraela jest antysemityzmem? Wydaje się, że z punktu widzenia Izraela tak właśnie jest, ale czy jest tak z mojego prywatnego punktu widzenia? Czy w ogóle mam w tej kwestii jakiś własny punkt widzenia?

Dokonuję w myślach szybkiego przeglądu podstawowych pojęć: antyjudaizm – zwalczanie Żydów, antymozaizm – występowanie przeciwko religii mojżeszowej, antysemityzm – nienawiść do osób pochodzenia żydowskiego, antyizraelizm – nieakceptowanie państwa Izrael, niechęć do państwowości izraelskiej, okupującej terytoria palestyńskie.

Łapię się na tym, że nie chcę poprowadzić moich przemyśleń konsekwentnie dalej, że chętnie poprzestałabym na humanistycznym stwierdzeniu, że wszystkie cztery przekonania anty, które tu wymieniłam, są naganne i zasługują na potępienie. Jeśli tak jest, to Ernaux jest antysemitką.

Jednak wiem, że coś się we mnie nie zgadza na tę klasyfikację, że gdzieś mnie to uproszczenie bardzo uwiera.

Czy jest tak, że nie interesują mnie interesy państw, a interesują mnie ludzie? Czyli w konflikcie Palestyńczycy kontra państwo Izrael stawałabym po stronie Palestyńczyków. Ale przecież nie jest tak. Nie jest tak z uwagi na palestyński terroryzm, nie – z uwagi na nieumiejętność życia w zgodzie z sąsiadami. Ale moje prywatne “nie” sięga znacznie głębiej. Urodziłam się w Gdańsku po zakończeniu wojny. Gdańsk był już polski, ale przedtem… Czy był niemiecki? A tak chcieli Niemcy. Czy był wolnym miastem, ale wtedy nie był niemiecki i nie był polski. Kto ma właściwie prawo do mojego miasta? A do Lwowa? Jeśli jednak powiem, żyjemy tu i teraz i tu i teraz to są nasze miasta, to czy tym samym akceptuję wszelkie dokonywane ponad naszymi głowami posunięcia polityczne? Czy uznaję przeto, że Ługańsk jest teraz rosyjski? A jeśli armia rosyjska zaatakuje Polskę? Jeśli Rosjanie zajmą Gdańsk? Oczywiście nie – nie zgadzamy się, nie chcemy. To nasze miasta. Nasze miasta, nasze… Po ilu latach, stuleciach, tysiącleciach Jerozolima stanie się żydowska? Po ilu powiemy, że Palestyńczycy nie mają do niej prawa, tak jak Niemcy do Gdańska, a Rosjanie do Ługańska?
Kto, kiedy, jak i dlaczego ma prawo wchodzić do naszych miast i ustanawiać tam nową przynależność polityczną? Kiedy mamy na to przyzwalać, a kiedy bronić się do ostatniej kropli krwi? Co nam wolno i kto o tym decyduje?

Wzdragam się na myśl o okupacji Ługańska, drżę na myśl, że Rosjanie zajmą Kijów, Odessę, Lwów. Nie chcę, by pragmatyczni Europejczycy mówili mi, że mamy zostawić Putinowi to, co sobie wziął. Nie chcę by atakowali mnie za to, że nie jestem w ich pojęciu pacyfistką, bo przecież zawsze wtedy pytam, a co jeżeli to nie będzie Ługańsk, tylko Gdańsk? Czy wtedy też mi powiecie, że niech sobie weźmie, co wziął?

A jeśli borykam się z tymi myślami, to przecież nie mam prawa twierdzić, że Ernaux jest antysemitką i nie mam prawa się dziwić, iż Komitet przyznał jej Nobla.

A w ogóle, co do cholery jest z tym Komitetem!?

Norweski Komitet Noblowski ogłosił wczoraj, że laureatami Pokojowej Nagrody Nobla 2022 są białoruski opozycjonista Aleś Bialacki oraz rosyjskie stowarzyszenie Memoriał badające zbrodnie stalinowskie i ukraińskie Centrum Wolności Obywatelskich. “Tegoroczni laureaci są przedstawicielami społeczeństw obywatelskich w swoich ojczyznach. Przez wiele lat wspierali prawo do krytyki władzy i ochronę fundamentalnych praw obywateli”.

Pięknie.

Bez sensu.

Tchórzliwie.

Zapytajmy bowiem uczciwie: dlaczego pokojowego Nobla 2022 nie dostali Nawalny ani Żeleński? To byłyby dwa wyraźne sygnały. Tymczasem nagroda została rozdrobniona i przez to pozbawiona nośności.

Szkoda.

No to dla przypomnienia:

Frederico Garcia Lorca też jeszcze żył.

Fioletowe myśli

Teresa Rudolf

Wierność 

Zamykała okna, 
też i drzwi,
zaklejała 
dziurki 
od kluczy.

Zatykała uszy, 
zamykała oczy,
oby tylko 
nie wpuścić
smutku,

tego

siedzącego
na wycieraczce,
...jak Lassie
wierny pies, 
który wraca...
Przeminęło z wiatrem

Kwiat samotny,
wolnokwitnący,
zadziwiony
swą planetką.

Czy są jakieś
inne kwiaty?

Koloru jak ja,
a może barwy
kamiennej...
bo ja wiem?

Czują też wiatr,
smak deszczu?

Jestem sam,
byłem zawsze?
ile mam czasu?
kim jestem?

Czy jest coś
oprócz mnie?

Oprócz insektów, 
ciepła, zimna
kamieni, nieba,
oglądania świata?

...z silnym wiatrem
uleciał fioletowo,
w szarą, jesienną 
nicość...

Reblog. Nobel z archeologii!!!

Proszę o wybaczenie Teresę, której obiecałam, że dziś umieszczę jej wiersze, ale niestety, przesuwam je na jutro, no bo dziś muszę się po prostu zachłysnąć faktem, że archeolog dostał nagrodę Nobla. Wiem, wiem, to nagroda Nobla z medycyny, ale naprawdę chlubę przynosi archeologii.

Wasza Adminka

Crazy nauka

Ola Stanisławska

Bez Svante Pääbo, który 3 października otrzymał nagrodę Nobla z medycyny, nie poznalibyśmy genomów neandertalczyka i denisowianina, no i nie umielibyśmy wskazać, jaki odsetek genów dzielimy z tymi wymarłymi krewniakami 🧬🔬🧐

To Pääbo jako pierwszy na świecie uznał, że możliwe jest zsekwencjonowanie DNA faraona sprzed 3000 lat i neandertalczyka sprzed 30 tysięcy. Wymyślił to w czasach, kiedy samo sekwencjonowanie było wyczynem, nie mówiąc już o sekwencjonowaniu genomu uszkodzonego lub, co gorsza, należącego do dawno wymarłego gatunku!

Fot. PLoS

Svante Pääbo to geniusz i prekursor w jednym. A do tego niezwykle barwna postać.

Od fascynacji egiptologią i mumiami egipskimi szwedzki naukowiec przeniósł zainteresowania na neandertalczyka i niezwykle tajemniczego człowieka z jaskini Denisowej, który okazał się jeszcze jednym wymarłym gatunkiem Homo.

To w dużej mierze dzięki drobiazgowości Pääbo zrekonstruowane zostały trasy wędrówek Homo sapiens po opuszczeniu kolebki ludzkości, Afryki.

Szwedzki naukowiec sam obsesyjnie wypracowywał metody pracy w laboratorium, z których korzystają teraz wszyscy genetycy, a które pozwoliły mu uniknąć kompromitacji wynikającej z zanieczyszczenia genomów wymarłych gatunków DNA pochodzącym od pracowników laboratorium czy też od przyniesionych przez nich bakterii. Bo jakby to było, gdyby światło dzienne ujrzał nie genom neandertalczyka czy denisowianina, tylko genom jednego z laborantów z pracowni Pääbo?

Pääbo całymi latami był uznawany za naukowca niepokornego i trochę niewygodnego, wskutek czego w zasadzie został “zesłany”, jak sam napisał w książce “Neandertalczyk”, do Instytutu Maxa Plancka w Lipsku. A następnie, ku zaskoczeniu wielu osób, wprowadził ten instytut, założony w miejscu poenerdowskiego ośrodka, do ścisłej światowej czołówki!

Pääbo to jeden z najwybitniejszych współczesnych genetyków, twórca nowej dyscypliny naukowej – paleogenomiki. To nazwisko po prostu trzeba znać.

O tym, czego dokonał Svante Pääbo przeczytajcie TU.

PS. A może to jest Don Kichot? Taki chudy. I tak robi w nauce wszystko na opak.

Koty, groby, don Kichoty

czyli sprzątanie komputera

Groby, na cmentarzu, gdzie leżą Viki Korb, Marlena Dietrich i Helmut Newton.

Don Kichoty, chyba raczej wszystkie awangardowe

Koty, wszystkie artystyczne