Schrecklich dieser Krieg, es wird keine Sieger geben
Tibor Jagielski, der sich diesen Beitrag ausgedacht hat
Jürgen Kaube (reblog)
Drei Wörter, sagt Filmemacher Raoul Peck in der FAZ, fassen die gesamte Historie der Menschheit zusammen: Zivilisation, Kolonisation und Vernichtung. Kurz danach sagt er, ein einziger Satz fasse die Geschichte der westlichen Welt und des europäische Kontinent zusammen. Er stammt aus Joseph Conrads Herz der Finsternis, wird dort von einem Kolonialverbrecher gesagt und lautet „Rottet die Bestien aus!“ Peck zufolge, gibt es stets die Gewissheit einer überlegenen Rasse, stets wird aus ihr das Recht abgeleitet, die Unterlegenen zu bekriegen, umzusiedeln, zu bestehlen, zu missionieren, zu töten oder sterben zu lassen. In den Spielszenen ist es immer derselbe Schauspieler, der die Grausamkeit repräsentiert, vom Mord an der Seminolen um 1815 über den Oberkongo 1895 bis in die Gegenwart. Einen geschichtlichen Fortschritt weg von diesem so selbstbewussten wie grausamen Rassismus kann der Film nicht finden. Den Abscheu gegenüber dem Schrecklichen behandelt er als Einstellung Weniger, zu denen auch er selbst gehört. Deswegen spricht er wiederholt seine Biographie und seine vorigen Filme an. Sätze wie Die bloße Existenz dieses Films ist ein Wunder, klingen selbstgefällig. Wichtiger aber ist, dass Peck den Eindruck erweckt, wir lebten nach wie vor oder demnächst wieder im neunzehnten Jahrhundert, in der Zeit der totalitärer Massenmorde und einer allgemeinen Überzeugung, es gebe sterbende Nationen, denen man Sterbehilfe leisten dürfe. Einmal stellt er die Frage, was jemals großartig an Amerika gewesen sei. Der Eintritt in den Zweiten Weltkrieg fällt ihm nicht ein.
Ein zum Tode Verurteilter auf dem elektrischen Stuhl des Gefängnisses „Sing Sing“ im Bundesstaat New York
Der Film Rottet die Bestien aus! von Raoul Peck erzählt die Verbrechensgeschichte des Westens. Dabei schert er sich nicht um die Unterschiede zwischen Kolonialismus und Judenvernichtung.
Rottet die Bestien aus! alle vier Teile sind momentan bei Arte zu sehen: https://www.arte.tv/de/videos/RC-022134/rottet-die-bestien-aus/ —————————————————————————————————– Tibor Jagielski sagte dazu noch: In einem Punkt hat Peck sicherlich recht: Wir funktionieren mental im 19. Jahrhundert, und wenn wir nicht aufpassen, werden wir nach der nuklearen Nacht auf das Niveau der Steinzeit zurückfallen.
Ich erinnerte mich dabei daran, dass ich einmal, 1997, in einem Theater ein Faultier gespielt hatte. Die Role war schrecklich, aber was sollte es, die Bezahlung stimmte und drum ging es… Die ganze Vorstellung über hing ich eigentlich nur an einem Ast, pfiff ab und zu oder kratzte mich unter den Achseln und erst am Ende des dritten, letzten Aktes warf ich mich auf eine Piratin. Ich zertrümmerte ihren Schädel und aß ihr Hirn (es war Vanillepudding mit Erdbeersoße), wobei ich versuchte, nicht zu schmatzen, weil während der Probe einer der Zuschauer in Ohnmacht fiel und die Regisseurin mir verbot, die hochtrabenden Ideen des Stücksschreibers zu expressionistisch zu interpretieren.
– Kto chce posiadać wiedzę – powiedziała Lucy pewnego słonecznego poranka do swoich uczennic i uczniów – musi także każdego dnia uczyć się, jak tę wiedzę stracić. – Dzięki temu, że tracimy – kontynuowała Lucy – przestajemy chcieć. W ten sposób osiągamy stan równowagi, nie miotamy się jak sępy i nie organizujemy jak mrówki w obliczu trupa, który nazywamy rzeczywistością. – Zmuszeni do czegokolwiek, stajemy się bezwolni i bezsilni.
Lucy i istnienie
– Z życia wynika śmierć – powiedziała Lucy – a trzynaście przyczyn trzyma nas przy istnieniu, a trzynaście przyczyn powoduje nasze odejście. – Ale jak to się dzieje i dlaczego wszelkie bronie bitnych armii i dzielnych rycerzy są tutaj bezsilne? – rzuciła pytanie Wielka Mistrzyni. – Bo niewzruszonych praw kosmosu nic i nikt nie jest w stanie zmienić.
Lucy i śmierć
– Śmierć jest początkiem życia – powiedziała Lucy wskazując na baraszkujące w stawie kaczki. – To co kochamy jest tajemnicą życia, a to czego nienawidzimy jest tajemnicą śmierci, i nie tylko moje ptactwo wie, że wszystko można o pupę rozstrzsakać a ostatecznie o wszystkim zapomnieć – roześmiała się wielka mistrzyni.
Lucy i księżyc Pewnego wieczoru, gdy Lucy siedziała na ganku, wzszedł księżyc i zalśnił tak jasno, jak nigdy. – Oho! – pomyślała wielka mistrzyni – czy jestem już oświecona? Ale szybko przegoniła tę myśl, jako zbyt przemądrzałą. Lucy zastanawiała się długo, ale nie potrafiła znaleźć przyczyny tej niezwykłej jasności i rozejrzała się bezradnie dookoła, aż jej wzrok padł na małe, kaczątko pod korzeniem kasztana, napuszone w obronie przed nocnym chłodem. – Ha! – roześmiała się Lucy – dziękuje ci księżycu! Podniosła zagubione pisklę i zaniosła je do kaczej matki w kaczej chatce na podwórku, podczas gdy księżyc rozgościł się na białej chmurce.
Vollmond
Lucy i reinkarnacja
Podczas gdy Lucy krzątała się w sadzie przy jabłoniach, odwiedził ją słynny uczony (a podobno bliski oświecenia) mistrz i powiedział: – Jestem pewien, że szlachetna pani mistrzyni posiada tak wysoki stopień wiedzy, iż jest w stanie przepowiedzieć, gdzie po śmierci dojdzie do pani kolejnej reinkarnacji? – Trudno mi to przewidzieć – odpowiedziała Lucy, zrywając dorodne jabłko – co się ze mną po śmierci stanie, ale w każdym razie nie miałabym nic przeciwko temu, aby narodzić się robakiem w tym smacznym owocu z mojego ogrodu.
Vogelgrippe
Dziennik Lucy
Zapytana, dlaczego nie prowadzi dziennika, w którym zapisywałaby swoje przemyślenia, Lucy odpowiedziała: – Moje mądre kaczki kwaczą nieustannie, natomiast ja staram się każdego dnia pożegnać z myślami i pozostawić za sobą rzeczy niepotrzebne, to odróżnia mędrca od głupka, bo mądrość jest wśród myśli tak samo rzadka jak diament na żwirowisku.
Lucy, moja Muza…
urodziła się 80 lat temu, pracowała jako nauczycielka w szkole dla dzieci niepełnosprawnych; jest matką trojga dzieci i babcią sześciorga szczęśliwych wnuków.
According to a story widely held in Waltham Abbey, and repeated on many websites, the ‘wild bells’ in poem were the bells of the Abbey Church. Tennyson was staying at High Beach in the vicinity and heard the bells being rung on New Year’s Eve.
It is an accepted English custom to ring English Full circle bells to ring out the old year and ring in the new year over midnight on New Year’s Eve. Sometimes the bells are rung half-muffled for the death of the old year, then the muffles are removed to ring without muffling to mark the birth of the new year. In some versions of the story it was a particularly stormy night and the bells were being swung by the wind rather than by ringers, but this is highly unlikely given the method of ringing English full circle bells, which requires a considerable swinging arc before the clappers will strike the bell.
Ring out, wild bells, to the wild sky, The flying cloud, the frosty light: The year is dying in the night; Ring out, wild bells, and let him die.
Ring out the old, ring in the new, Ring, happy bells, across the snow: The year is going, let him go; Ring out the false, ring in the true.
Ring out the grief that saps the mind For those that here we see no more; Ring out the feud of rich and poor, Ring in redress to all mankind.
Ring out a slowly dying cause, And ancient forms of party strife; Ring in the nobler modes of life, With sweeter manners, purer laws
Ring out the want, the care, the sin, The faithless coldness of the times; Ring out, ring out my mournful rhymes But ring the fuller minstrel in.
Ring out false pride in place and blood, The civic slander and the spite; Ring in the love of truth and right, Ring in the common love of good.
Ring out old shapes of foul disease; Ring out the narrowing lust of gold; Ring out the thousand wars of old, Ring in the thousand years of peace.
Ring in the valiant man and free, The larger heart, the kindlier hand; Ring out the darkness of the land, Ring in the Christ that is to be.
A translation into Swedish by Edvard Fredin called ‘Nyårsklockan’ – ‘The New Year’s Bell’ – is recited just before the stroke of midnight at the annual New Year’s Eve festivities at Skansen in Stockholm. This tradition began in 1897 when the young Swedish actor Anders de Wahl was asked to recite the poem. De Wahl then performed the poem annually until his death in 1956. Since 1977 the Swedish national public TV broadcaster, SVT, has aired the event live, and the first to read the poem on television was the actor Georg Rydeberg. The show turned out to be a major success, and watching it on New Year’s Eve quickly became a nationwide tradition. Rydeberg recited the poem until his death in 1983. After that many famous Swedish actors and/or singers have recited the poem.
Georg Rydeberg 1977 – 1982
Jarl Kulle 1983 – 1996
Margaretha Krook 1997 – 2000
Jan Malmsjö 2001 – 2013
Loa Falkman – 2014
Malena Ernman – 2015
Pernilla August – 2016
Krister Henriksson – 2017
It should be noted that the Swedish translation differs significantly from the English original. Inspired by the Swedish tradition, auto manufacturer Volvo used the poem in a 2016 New Year’s Eve advertisement (TU).
***
Jaka piękna historia. Bardzo mnie kiedyś poruszyła i dlatego od kilku lat co roku publikuję na blogu wpis, w którym musi się znaleźć noworoczny poemat Alfreda Tennysona. Gdy zaczęłam tę “nową, świecką tradycję”, chciałam znaleźć polskie tłumaczenie wiersza, ale mi się nie udało. Przetłumaczyłam go więc sama i poprosiłam kilku przyjaciół o tłumaczenie. Oto nasze tłumaczenia
Dzikie dzwony
Lech Milewski
Dzwońcie dzikie dzwony, do dzikiego nieba, Do płynącej chmury, do mroźnego światła: Rok umiera tej nocy; Oddzwońcie to i dajcie mu umrzeć.
Oddzwońcie precz stare, zadzwońcie na nowe, Dzwońcie radośnie poprzez śnieg; Rok odchodzi, dajcie mu odejść; Oddzwońcie precz fałsz, zadzwońcie dla prawdy.
Oddzwońcie precz smutki, co zatruwają myśl o tych, których już nie zobaczymy. Oddzwońcie precz waśnie bogatych i biednych, Zadzwońcie na naprawę całej ludzkości.
Oddzwońcie precz zbyt wolno umierające przyczyny i stare formy plemiennych walk; Zadzwońcie oznajmiając szlachetny styl życia łagodniejsze obyczaje, czystsze prawa.
Oddzwońcie precz biedę, troskę, grzech, bezbożne zimno naszych czasów; Oddzwońcie precz me żałobne rymy Zadzwońcie na poetę wyższej próby.
Oddzwońcie precz fałszywą dumę i krew, Ludzkie oszczerstwa i złośliwości; Zadzwońcie na miłość prawdy i sprawiedliwości, na powszechną miłość dobra.
Oddzwońcie precz złośliwe choroby, Oddzwońcie precz żądzę złota, Oddzwońcie precz tysiąc lat wojen. Zadzwońcie na tysiąc lat pokoju.
Zadzwońcie na dzielnego, wolnego człowieka, Na wielkie serce i łagodną dłoń; Oddzwońcie precz ciemność świata, Zadzwońcie na nadejście Chrystusa.
Tibor Jagielski
Bijcie dzikie dzwony, w dzikie niebo, Mroźnego światła chmura mknie; Tej nocy rok kończy swój ostani dzień; Bijcie dzikie dzwony, na śmierc dzwońcie jego.
Bijcie w to stare, na nowe dzwońcie, Bijcie, szczęśliwe, poprzez śnieg Pozwólcie mu odejść, rok kończy bieg; Bijcie w fałsz a prawdę głoście.
Bijcie w zgryzoty siły niszczące Tak aby nigdy nie powróciły, Bijcie w walki bogatych z biednymi, Na pomoc całej ludzkości dzwońcie.
Bijcie w umierające wolno spory i walki partii starodawnych; Głoście szlachetne formy życia, Miłych idei, czystych praw.
Bijcie precz grzech, strapienie, nędzę, Niewierny i zdradziecki naszych czasów los I w moje smutne rymy uderzajcie, bijcie, Obudźcie lepszą w nich poezję.
Bijcie w fałszywą dumę z pochodzenia, Bijcie i w zawiść i w nikczemność; Dzwońcie miłości prawa z prawdą Dzwońcie powszechnej wierze w dobro.
Bijcie w te kształty starych plag i znoju, Bijcie w sknerstwo i w złota chuć; Bijcie w tysiące zakończonych wojen, Dzwońcie na tysiąc lat pokoju.
Dzwońcie odważnym, wolnym, prawym, O większym sercu, czulszej dłoni. Uderzcie w ciemność w kraju naszym, A Chrystusowi dzwońcie, aby zstąpił.
Ewa Maria Slaska
Dzwońcie dzwońcie dzikie dzwony Pędzą chmury mroźne światło Rok umiera rok miniony Dzwońcie, pozwólcie mu umrzeć
Dzwońcie rok stary dzwońcie nowy Dzwońcie radośnie w śnieżną dal Rok odszedł a my mu odejść zwolimy Dzwońcie prawdę dzwońcie precz fałsz
Dzwońcie precz smutek co ducha zżera I dla tych których nie ujrzeć nam Dzwońcie bogatym i dzwońcie biednym Dzwońcie bo nowy świat kładzie strój
Dzwońcie niech znikną więzy stare By starych kajdan gorset szczezł Dzwońcie na nowe szlachetne życie Obyczaj czysty i prawości wiek
Dzwońcie precz troski pragnienia żądze Bieg czasu bez wiary zimny jak lód Dzwońcie na zgubę mych smutnych rymów Dzwońcie by nowy narodził się bard
Dzwońcie na odwrót fałszywej dumy Przeciwko kłamstwu mściwych szuj Dzwońcie dla prawdy dzwońcie dla dobra Dzwońcie w imię powszechnej miłości
Dzwońcie aż zgniła zemrze zaraza Dzwońcie na przekór tym co złota chcą Dzwońcie na wieczny wojny pohybel Dzwońcie na pokój i spokój u wrót
Dzwońcie na wolność dzwońcie Hart ducha co serca otwiera i dłonie Dzwońcie by zginął na świecie mrok Dzwońcie by nadszedł Chrystus król
– Raz śniło mi się – powiedziała Lucy, piorąc wraz z gromadką uczennic dywan w strumieniu – że jestem motylem, fruwam sobie z kwiatu na kwiat, zapominam kim byłam poprzednio i w kompletnej szczęśliwości bycia motylem zasypiam. – I budzę się w mojej sypialni przy palenisku. – Teraz nie wiem – kontynuowała Lucy. – Czy jestem człowiekiem, któremu się śniło, że jest motylem, czy też motylem, któremu się śni, iż jest człowiekiem.
Lucy i żółw
Pewnego pięknego, wiosennego dnia, kiedy Lucy stała nad strumieniem i łowiła pstrągi, przybyli nagle dwaj wysłannicy krajowej rady ministrów i oświadczyli, że książę życzy sobie, aby wielka mistrzyni została wielkim kanclerzem księstwa. Lucy nie przerwała zajęcia i nie odwracając się, powiedziała: – Słyszałam, że w stolicy zmarł liczący trzy tysiące lat stary święty żółw, a książę pochował go w świątyni przodków. – Jak myślicie –rzuciła pytanie Lucy – czy ten żółw chciałby być wielbiony w skrzyni, czy też machać ogonem w błocie? – Bezsprzecznie wolałby być żywy – odpowiedzieli posłańcy księcia – i machać w błocie ogonem. – Widzicie! – zawołała Lucy, łapiąc dorodnego pstrąga – ja też wolę machać ogonem!
Lucy i spokój
Lucy zapytana pewnego zimowego, mroźnego poranka, czy poznania i oświecenia należy szukać w spokoju, odpowiedziała: – Niewątpliwie, ale weźcie pod uwagę, że zebrane podczas spokoju doświadczenia nie należą często do najprzyjemniejszych – i wskazała ręką na kaczki baraszkujące na zamarzniętym stawie. – Gdyby moje ptaki zdecydowały się na spokój, zamiast biegać po lodzie, to stwierdziłyby, że przymarzają do niego stopami.
Budząc się pewnego ranka Lucy stwierdziła, że w jej świecie zapanował bałagan. Nad górami nie świeciło słońce i nie płynął do niej odgłos strumienia; nie wiał ożywczy wiatr poranka, a z paleniska w kuchni nie dobiegało wesołe skwierczenie żaru. – Ojej, co za dzień – pomyślała Lucy – nawet herbaty dzisiaj nie będzie! Nie zgadzając się z taką perspektywą, postanowiła przewrócić się na drugi bok i zasnąć ponownie, co też uczyniła. Po pewnym czasie, po zrobieniu porządku w swoim śnie, obudziła się znowu i ujrzała słońce nad szczytami gór; znad strumienia słychać było baraszkujące kaczki, a na palenisku bulgotał czajnik. – Tak, ten świat pachnie jak świeżo skoszona trawa – pomyślała zadowolona Lucy – i wstała.
——————————————————————————-
Ogród Lucy
Jednego dnia pewien podróżnik podziwiał ogród Lucy, pielęgnowane jej ręką dzikie byliny, rozłożyste krzewy, soczyste owocostany i do nieba sięgające zarośla. – Powiedz mi – zapytał zdumiony takim przepychem natury – jaka tajemnicza wiedza kryje się w twojej sztuce? – Nie ma tutaj żadnej tajemnicy, no może tylko poza jedną – odpowiedziała Lucy – najpierw rośnie wszystko przed moim duchowym okiem, a dopiero potem sieję to i sadzę, ale wszystko nie obrodziłoby tak wspaniale, gdyby nie moje kaczki, które każdego dnia nawożą ten kawałek ziemi. ——————————————————————————- Lucy i jutro
– Ciężko pracuję – powiedział przedsiębiorca, który pewnego dnia odwiedził Lucy. – Moja firma jest dobrze notowana na giełdzie, jej produkty rozchodzą się jak ciepłe bułki, a ja należę w międzyczasie do najbogatszych ludzi w kraju, ale nie jestem zadowolony. Powiedz mi, czy będę jutro szczęśliwy? – Nie wiem – odpowiedziała mistrzyni – nie jestem jasnowidzem, ale nie można zaplanować tego, by stać się jutro szczęśliwym. Szczęśliwym można być tylko dzisiaj. Ptak, który właśnie śpiewa na drzewie, jest teraz szczęśliwy i nigdy nie planuje, że zaśpiewa jutro.
——————————————————————————-
Lucy i wysiłek
Teo, uczennica Lucy, lubiła medytację, ale pewnego dnia nie była zadowolona z mantry, którą zaproponowała mistrzyni. – Nie mogę się skupić i znaleźć nitki do kłębka – żaliła się głośno – Wobec tego będziesz musiała znaleźć twoją własną mantrę, ale nie będzie to łatwe. Szukaj jej ostrożnie we własnym wnętrzu w stanie zupełnego spokoju. To może trwać parę godzin, a nawet cały dzień, albo i jeszcze dłużej – powiedziała Lucy. – A jeśli się skupię ze wszystkich sił? – spytała się Teo. – W takim wypadku może to potrwać nawet parę tygodni.
4 – 6 dorodnych papryk odciąć górną cześć z ogonkiem i odstawić na bok oczyścić z gniazd nasiennych i wypełnić nadzieniem.
Nadzienie 1 funt świeżych grzybów (najlepiej podgrzybki z lasu, ale mogą być i pieczarki, albo shitake od biedronki) 4 dorodne cebule 4 ząbki czosnku pokroić i podsmażyć dobrze na patelni z ulubionym tłuszczem (używam chętnie węgierskiego oleju słonecznikowego, mielonego na zimno) i odstawić aby ostygło a w tym czasie 1 wiązkę pietruszki 1 wiązkę herbes fines 2 namoczone w rosole warzywnym bułki (albo ryż ugotowany al dente) drobno posiekać dodać do ostygłego farszu i dobrze wymieszać (sól, cukier, pieprz i mielona słodka papryka do smaku)
wypełnić nadzieniem wnętrze papryk przykryć i przymocować (np. przy pomocy wykałaczek) odcięte kapelusiki wsadzić do garnka z przygotowanym sosem pomidorowym*** (*** patrz poniżej: przepis na sos pomidorowy) i gotować na wolnym ogniu ca 1 mszę i 4 zdrowaśki
podawać z gotowanymi ziemniakami albo kaszą gryczaną i dobrym kleksem kwaśnej śmietany a na koniec posypać posiekanym świeżym koperkiem
smacznego!
spolszczył T.J.
***
Sos pomidorowy
4 dorodne cebule 4 ząbki czosnku 2 papryki duże 1 papryka mała ostra 1 funt pomidorów posiekać i podsmażyć, wg podanej kolejności, na patelni (na ulubionym tłuszczu) i wkładać do przygotowanego garnka dodać sok z dwóch cytryn (ewentualnie kieliszek czerwonego wina) sól, cukier, pietruszkę, pieprz, oregano i rozmaryn do smaku
gotować na wolnym ogniu aż do osiągnięcia oczekiwanej konsystencji, od czasu do czasu ostrożnie mieszając
1. w sierpniu 80-tego roku w polsce nie byłem; jako ówczesny student spędzałem wakacje pracując (głównie na saksach) tym razem w austrii, we wiedniu; tematem tamtego lata była początkowo olimpiada w moskwie, no i jej bojkot przez USA i wiele innych krajów z powodu sowieckiej interwencji w afganistanie; pod koniec lipca zaczęły docierać na zachód informacje o strajkach w centralnej polsce, które władze nazywały eufemistycznie “przerwami w pracy”; jako powód podawano postulaty polepszenia zaopatrzenia i natury finansowej; ciekawe, ale sprawa zaczęła się polityzować dopiero od momentu, jak kozakiewicz skoczył po złoto i pokazał swój słynny “gest”; tak więc, moim zdaniem, to jego właśnie powinno się uważać za ojca “sierpniowej rewolucji”.
2. koczowałem wtedy w namiocie na kahlenbergu, w tym miejscu, gdzie stała przed atakiem husaria sobieskiego patrz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Wiedniem, a w namiocie obok mieszkali… turcy z samowarem i telewizorem!! w ogóle nacji na tym polu namiotowym była chyba setka, cale bałkany, pół zamojszczyzny i prawie cały białystok a w ciągu dwóch miesięcy zdarzyło się, jak pamiętam, tylko jedno mordobicie i parę,zresztą drobnych, kradzieży; był to zresztą raczej obóz robotniczy niż biwak
o świcie spływali wszyscy w dolinę dunaju do pracy, by powrócić dopiero przed zmrokiem; na lewo i prawo winnice, grinzing, a w dole miasto, na progu bezkresnej zdałoby się równiny panońskiej. (c.d.n.)
***
Pociąg do butelki
Tegoroczny Ig Nobel z biologii został przyznany po trzydziestu latach od publikacji nagrodzonych badań – to kolejny krok zbliżania się tej rozrywkowej nagrody do jej poważnego odpowiednika. W zeszłym roku laureatem Nagrody Nobla był wszak fizyk uhonorowany wcześniej właśnie jej parodią. W tym roku zaś nagroda z biologii została przyznana za obserwacje, które potwierdzają inne obserwacje, z jak najbardziej poważnej części biologii ewolucyjnej. Biologiczny Ig Nobel został przyznany Darrylowi Gwynne’owi i Davidowi Rentzowi za „stwierdzenie, że pewne gatunki chrząszczy kopulują z pewnymi gatunkami butelek” (w języku angielskim jest tu jeszcze gra słów „beetle-bottle”). Brzmi zabawnie, bo taki jest cel tej imprezy, ale w gruncie rzeczy stwierdzenie, że samce pewnego gatunku chrząszczy bogatkowatych próbują kopulować z odpowiednio wyglądającymi tworami nieożywionymi, jest poważną obserwacją naukową. Może nie obserwacją zasługującą na prawdziwego Nobla, ale z powodzeniem mogącą trafić nie tylko na łamy kolorowych pism, ale i do podręczników. Obserwacja na Nobla nie zasługuje właśnie nie dlatego, że jest bardzo niezwykła, ale w pewnym sensie – trywialna. To, że w przyrodzie osobniki różnych gatunków traktują inne organizmy albo i obiekty nieożywione jak przedstawicieli własnego gatunku, jest całkiem częste. Czasem relacje psów i ludzi trywializuje się stwierdzeniami, że pies traktuje człowieka jak członka własnego stada, czyli psa, a człowiek traktuje psa jak dziecko, czyli człowieka. Czasem pisklę, wychowane przez osobnika innego gatunku, po dojrzeniu zaleca się do przedstawiciela gatunku właśnie swojej matki zastępczej (nawet jeśli jej rolę pełnił człowiek czy – są znane takie przypadki – żółw). Zalecając się jednak, zachowuje gesty własnego gatunku, które przez to zwykle nie zostają właściwie zrozumiane. W takim wypadku popęd seksualny nie zostanie zaspokojony, ale są też sytuacje, gdy brak wspólnej płaszczyzny komunikacyjnej prowadzi do śmierci, gdy jedna ze stron nie rozumie gestu kapitulacji (np. odsłonięcia brzucha przez psa). Są jednak sytuacje, gdy mylnie skierowany popęd płciowy zostaje zaspokojony. U płazów występuje zapłodnienie zewnętrzne, a do spełnienia wystarcza pseudokopulacja, po której obie strony wypuszczają gamety, które robią swoje już w środowisku zewnętrznym (stąd u naszych żab dość częsta jest hybrydyzacja międzygatunkowa). Z tego powodu nagminne jest obłapianie samic jednego gatunku żab czy ropuch, przez samce innego gatunku. Nierzadkie jest wzajemne obłapianie się samców różnych gatunków (zwykle mniejszego przez większego), a zdarza się i obłapianie kamieni. O tym, aby samce płazów obściskiwały butelki nie słyszałem, ale nie wykluczam takiej możliwości. Wystarczy, aby te butelki przypominały ich samice w odpowiednim stopniu. Odpowiednim dla percepcji żabich samców. Percepcja samców pewnych owadów pozwala im na rozpoznanie samic dzięki zapachowi i wzorkom na plecach. Zwykle to wystarcza do właściwej identyfikacji, ale ponad 100 gatunków storczyków w toku ewolucji wykształciło kwiaty, których fragment wygląda i pachnie jak samica danego gatunku osy czy mrówki. Samiec lokalizuje taką udawaną samicę, kopuluje z nią (tzn. tak mu się wydaje), a na narządzie kopulacyjnym przenosi pyłek na kolejną atrapę. W tym kontekście fakt, że znalazł się gatunek chrząszcza, dla którego samców kawałek szkła o odpowiedniej barwie (koniecznie brązowej, zielona nie jest atrakcyjna), krzywiźnie i fakturze (guzki służące tyleż ozdobie, ile zapobieganiu wyślizgnięciu butelki z ręki piwosza) okazał się wierną imitacją samicy, nie powinien zaskakiwać. Nie patrzmy jednak z pobłażaniem na percepcję chrząszczy. Ostatecznie pornografia jest też tylko imitacją. Człowieka podniecić może ciąg śladów zostawionych na papierze przez ołówek albo odpowiedni układ pikseli. Zwłaszcza, kiedy ten układ przypomina kształt od pewnej butelki. Oczywiście, preferencje ludzi, obojga płci, są bardziej skomplikowane niż niż samców Julodimorpha bakewelli, więc mimo pewnych statystycznych trendów, atrakcyjne dla nich mogą być różnorodne butelki. Piotr Panek
No, dobrze. Idźmy śladem języka. Jeśli zaobserwował prawidłowo, to związek jest, tylko nieznany nauce. Jasne, że najlepiej takiego wyśmiać, głośno, żeby wrócił na bezpieczne tory znanego i już w głębokich annałach nauki zapisanego.
@byk Owszem, ma to swój zabawny wymiar. Niestety, jest też wymiar niewesoły. W artykule tylko to zarysowano, ale w wywiadach autorzy zaznaczali, że takie pomyłki dla samców często były tragiczne. W koewolucji kwiatów storczyków i samców błonkówek, którą wspomniałem, samce te (pseudo)kopulują z jednym kwiatem, drugim, ale prędzej, czy później trafiają na samicę. Tymczasem w tym przypadku samce spędzały na butelkach dużo czasu. Autorzy opowiadają, że w zasadzie nie schodziły z nich, chyba że ściągnięto je przemocą. W tym czasie ich narządy kopulacyjne były obiektem ataku mrówek, tak że znajdowano też martwe samce obok butelek, zjadane przez mrówki. Być może brak odpowiedniego otworu do kopulacji tak wydłużał ten marnowany czas. Tak więc butelki te nie tylko są po prostu nieestetycznymi śmieciami, ale – przynajmniej w jakimś stopniu – pułapkami.
@merunka: wiem, wiem, śmiech zabroniony. (wyjątek z listy proskrypcyjnej 1981/10/polska/europa: czeczot, krauze ,mleczko). jak ktoś dokona ciekawego odkrycia należy natychmiast paść na kolana a śledząc wzrokiem pełnym psiej wierności pański palec, wzdychać cicho: cuda, cuda, ogłaszają… p.s. dla wyjaśnienia, czyli co poeta miał na myśli, fakt opisany przez @panka był mi już z prasy fachowej znany; uradowała mnie forma podejścia do tematu!
@panek: w moim wypadku wyważa pan otwarte drzwi; jestem fenomenologiem; bylem nawet na paru wykładach profesora imielińskiego. miech nie był tam zabroniony, a nawet, tuszę się spostponować, konieczny. salute!
die kinder des neuen jahrtausends gehen in den digitalen kindergarten
in der schule erwartet sie die weiße tafel des displays und kein fehler wird mit der schwamm weggewischt
vollkommen vernetzt werden sie das erwachsenenleben erreichen die sanfte aber bestimmte stimme – sie haben post – wird sie aufwecken in den zeiten der leuchtenden wände und über den himmel marschierenden zahlen
gestern surfte ich im internet und fand einen verlassenen sandkasten
da lagen noch die schaufel und der eimer und die virtuellen blätter fielen von den virtuelen bäumen
ich hörte das summen des rechners er scheint mit der zukunft zufrieden zu sein.
11/11
Tibor Jagielski: po wypiciu wina z cjankali Krügerowie niemal całkowicie wymarli
na zachodzie bez zmian;
w berlinie i brandenburgii zapanowało znaczne ożywienie administracyjne; wygląda na to, że produkcja tesli dawno by ruszyła, gdy nie jaszczurki zamieszkujące nadal (a raczej znowu, bo uciekły z miejsca gdzie je przeniesiono rok temu i wróciły na teren fabryki, pomimo wielu przeszkód naturalnych i sztucznych) terytorium, gdzie dają czadu od co najmniej paru tysięcy lat; tusk, pardon, musk śmiał się w ub. sobotę po pachy z sądownictwa niemieckiego – nie z nim takie numery! a cała załoga stała na baczność jak nie przymierzając na apelu w magnitogorsku; to będzie, zaprawdę powiadam wam, pierwsza na świecie fabryka z terrarium, otwarta dla wszystkich, ale cholernie droga, a na bilety czekać będziemy musieli latami; angela, die seidene kanzlerin, będzie żyła pewnie jeszcze kopę lat, wiec swojego pupilka w biedzie nie opuści; dopiero cov-69 dopadnie ją, już podeszłą w wieku, podczas spotkania z tuskiem, pardon, muskiem (z okazji jego kolejnej wyprawy z marsa na ziemię w celu inspekcji czy wszystko w kolonii imperium marsjańskiego jest ok i czy poddani są z cesarza zadowoleni) w alpach austryjackich, podczas śniadania, przy barze z piwem w ischgl, a na dodatek w tym samym momencie nastąpi zaćmienie słońca i wszyscy, ale to wszyscy, którzy dożyją tej chwili, będą głośno płakali; (c.d.n)
voll der äpfel der runden speicher der sonnenenergie und keiner gleicht den anderen manche haben rotbäckchen die in der hand lachen bis es kritzelt zwischen den fingern
ein tag voll von stillen sonnentropfen gesammelt ausgebreitet wie gedichte eines buches genannt wink des himmels
Do, 25. Okt 2018
______________________
hinter dem fliess
sturm brachte die kraniche fort jetzt warten die pelzigen quitten um gepflückt zu werden bist du bereit? fragt winter
za strumieniem
burza przegnała żurawie czas zrywać pokryte puchem pigwy czy jesteś gotowy? pyta zima
2011/10/15
abecadło happytalizmu
b – jak bobrobyt funkcja: bobrobyt określa świadomość pojecie: struktura happytalizmu (patrz: h -jak happytalizm) przypomina swoim hermetyzmem żeremie; tam mieszka jej jelita (patrz: j – jak jelita), tak zwane/i udacznice/y (patrz: u – jak udacznica/nik); hasło: bobrze! odzew: zawsze bobrze!
p – jak polski hydraulik ktoś, kto tanio naprawi kran i zagra przy tym na fujarce; w nieśmiertelnych ogrodniczkach, otoczony flotyllą śrubokrętów, niewidoczny, ale wszędzie obecny; inaczej mówiąc taka niewierna, ale bezdzietna, funkcjonująca 24/7 krzyżówka gliny (patrz: g – jak glina) z kopciuszkiem (patrz: k – jak kopciuszek), która znika, jeśli się pstryknie
berlin, 2015 —————————————————————————
Einem Goetheforscher des XIX Jahrhunderts gelang es, ein altes Mütterchen im Elsaß, das noch Friederike von Sesenheim (eig. Brion) gekannt hatte, zu ermitteln. Er suchte die Betagte auf und ließ diese von der schönen Muse des damals zwanzigjärigen Dichters erzählen.
“Riekchen war so ein herziges Kind”, erinnerte sich die Greisin, “jeder im Dorf hatte sie gern.”
“Na, und Goethe?” fragte der Forscher.
“Ah ja, der Goethe, richtig der Goethe”, sagte die Alte, “das war ein Student, der mit unserem Riekchien ging. Wir glaubten alle, es würde ein Paar aus den beiden. Aber eines Tages war er auf und davon, und kein Mensch hat je wieder etwas von ihm gehört.”
______________________________________________
wiadomosci z nie ostatniej chwili ————————————- rok 1877: panika na marsie. na wieść, ze giovanni schiapperelli odkrył kanały na ich planecie, marsjanie wpadają w panikę; jako wyznawcy szatana wiedzą doskonale, iż pozostało im już niewiele czasu na niecnotę, rozpustę i życie w grzechu; prezydentopremiera beelzebuba ogłasza ambitny, ale w ostateczności nieskuteczny, planetarny plan zamaskowania infrastruktury
epilog: rok 2047 telewizja trwam otwiera podwoje na czerwonej planecie. szczecin, lipiec 2010
mein name ist in wasser geschrieben umfasst von wellen unvergänglich wie schaum deren kronen
mein name wird von wind gepfiffen spaziert mit den wolken und fällt mit dem regen herunter
in wasser geschrieben ist mein name
——————————————————————
wracam z targów (fr/m) obładowany książkami do b., po drodze podrzucam redakcji moje teksty (wywiady z węgierskimi autorami, reportaż, felieton, trzy rolki ze zdjęciami) i parę książek, potem walę się do łóżka i śpię 24 godziny; po prysznicu dzwonię do pani małgosi i pytam jak tam moje teksty – wszystkim się podobają, a naczelny zabrał je nawet do domu. no, trochę mnie zdziwiło to “do domu”, ale nic, robię sobie parę dni wakacji i czekam na numer; po tygodniu mam go w ręce, otwieram i znajduje jedną szóstą reportażu i jedno zdjęcie (stoisko naszej redakcji na targach z leszkiem sz. i edwardem na pierwszym tle); lekko oszołomiony (liczyłem, że odrobinę zarobię, a płacono od znaku; za zdjęcie dostawało się najwięcej) staram się złapać edwarda, ale oczywiście trwa to wieczność i kiedy go wreszcie po dwóch tygodniach (następny numer magazynu był już w druku) dopadam zezuje strapiony – dlaczego nie puściłeś moich zdjęć i tekstów? – pytam patrzy na sufit, patrzy na ziemię, patrzy na mnie – nie mogę, bo, hm, wiesz, to faszyści… – bo walczyli pod stalingradem, a potem przeżyli gulag? – tak. – ale oni nie mieli z szalasim i jego strzało-krzyżowcami nic wspólnego; to byli normalni, zawodowi żołnierze I armii węgierskiej… patrzy w bok, patrzy w górę i milczy; milczymy obaj;
——————————————————————————
Pergamonaltar
Ich fühle mich wie Pergamonaltar manchmal ohne Kopf ein anderes mal kann ich nicht uff die Beine
Nicht selten sind nur die Hände da wie Freund und Feind ineinander im kampf verflochten
Ausgang – ungewiß
(2014)
heute über windräder
die reise nach jerichow ist immer eine reise des hiobs oder oedipus
gauck hat sich selbst geblendet in seiner christenheit und angela huldigt der kirche der komsomolzen bis ans gelbe meer und verwandelt deutschland in ein kibbuz voller windräder
führwahr an den don kichots mangelt es nicht aber was fehlt vollkommen sind die sancho pansas
was wurde loriot zur garnisonskirche sagen? ich denke ruhe in frieden