Powinnam była opublikować tę bajkę w ubiegły czwartek, kiedy w Polsce obchodziliśmy Dzień Babci, ale czwartek zaanektowała Agnieszka, bo “jej się należało”, piątek był zajęty przez Amandę Gorman i historię Januszka (dwa wpisy jednego dnia, tak!), w sobotę był dzień Lucy, Wielkiej Mistrzyni, w niedzielę musiały się ukazać Dziewuchy i tak to bajka o młodości i starości ukazuje się dziś. Ale przecież nie jesteśmy drobiazgowi, prawda?
Wasza Adminka
Teresa Rudolf
Clausyndia
Był sobie kraj zwany Clausyndią, a po naszemu Czekoladową Krainą. I nazwa ta nie ma nic wspólnego z czekoladą i słodyczami, ale pochodzi od pięknego czekoladowego koloru skóry jej mieszkańców. Skóra ich była tak nieziemsko lśniąca, że w tym kraju nie stosowano w ogóle luster, gdyż ludzie przeglądali się po prostu w innych osobach jak w lustrze. Jak przystało na taki kraj, był też dwór i para królewska z córką królewną, która była pięknym i niezwykle próżnym dzieckiem. Ciągle słyszała w szeptach ludzi dworu i mieszkańców Clausyndii, że jest „przepiękna, aż do utraty tchu“. I tresowano również papugi, by głośno wykrzykiwały na jej powitanie: „Och, ty przepiękna aż do utraty tchu!”
Codziennie rano odbywały się apele, gdzie księżniczka mogła się przeglądać w lśniących ciałach swych poddanych, odzianych w kolorowe, skąpe szaty i podziwiać samą siebie: „Ach, jestem piękna, aż do utraty tchu”.
Któregoś dnia księżniczka zauważyła (z wrodzonej próżności dłużej się sobie przyglądając), że w ciałach ludzi starszych widzi swój obraz jakiś inny, widzi siebie pomarszczoną, bez tego połysku, który tak wspaniale odbija jej postać. Niejednokrotnie stawała przed mieszkańcami na apelu porannym i porównywała swe różne odbicia, złoszcząc się, gdy widziała tę inność kojarzącą się jej ze starszym wiekiem. Stwierdziła, że ludzie ci ze swoimi niekorzystnymi zmianami burzą tę harmonię, najważniejszą dla jej poczucia wartości.
Gdy miała piętnaście lat, zmusiła swych rodziców, by odizolowano wszystkie starsze osoby od młodych, w których teraz mogła się przeglądać przy każdej okazji, wsłuchując się w ich szepty i krzyki papug: „Piękna, aż do utraty tchu”. Młode dziewczęta zaczęły naśladować ją we wszystkim, również powielając jej skąpy, kolorowy strój, fryzurę, makijaż.
Nagle, któregoś dnia rano po obudzeniu, popatrzyła na swoją rękę i z przerażeniem zobaczyła na niej starą, pomarszczoną skórę… Ona, „piękna, aż do utraty tchu” piętnastolatka, miała bardzo starą rękę… To niemożliwe!!! To niemożliwe!!!
Rodzice zaczęli poszukiwać najlepszych lekarzy, dermatologów z kraju i zagranicy (szczególnie z Polski), bojąc się również nieznanej i postępującej choroby. Dziewczyna marniała w oczach, codziennie patrząc i rejestrując każdą nową zmarszczkę, nie mogąc się niczym innym zająć, nic ją bowiem innego nie interesowało. Nie pokazywała się więcej na apelach porannych i zaczęła z zazdrości nienawidzić młodych i ich młodość. Żaden młody lekarz nie znajdował jednak jakiejkolwiek rady. Ściągnięto jednego ze starszych lekarzy, który od roku wraz z innymi żył akurat w izolacji, będącej wynikiem nowej ustawy, wprowadzonej na usilne wymaganie królewny.
Zobaczył ją i ze smutkiem stwierdził głośno: „Tu się nie da nic zrobić, bo to nie jest choroba skóry, ale psychiki, tak zwany »syndrom przedwczesnego starzenia się u osób pięknych, aż do utraty tchu«. To jest fobia przed starzeniem się, może być tylko wyleczona przez konfrontację z tym, co się omija, to znaczy ze starszymi ludźmi. Królewnie może tylko pomóc przebywanie cały rok również w izolacji z jakąś starszą kobietą, którą przepiszę zaraz na receptę”.
I tak oto królewna zamieszkała w ogromnym, wspaniałym królewskim pokoju z dziewięćdziesięcioletnią kobietą, która na ogół milczała niepytana, często patrzyła rozmarzona przez okno, wsłuchiwała się w śpiewy ptaków, miedzy innymi papug, mówiących z zachwytem: „Ach, jakaż przepiękna wiosna, aż do utraty tchu”. A mówiły to pięknymi, zachwyconymi głosami, których królewna nigdy wcześniej nie słyszała. Oczywiście była zazdrosna o wiosnę i wszystko inne, co wzbudzało zachwyt.
Księżniczka zaczęła się potwornie nudzić, nigdy nie patrzyła na starszą kobietę, by się w niej nie odbić, obrażała ją, poszturchiwała, dokuczała, gdzie i kiedy tylko mogła. Jej zdrowie się nie poprawiało, więc znów odesłano lekarza. Aż któregoś dnia zniecierpliwiona kobieta, chociaż niepytana, powiedziała: „Mogę ci pomóc, po to tu jestem, ale pod jednym warunkiem. Przestań omijać swoje odbicie, a raz popatrz na zmarszczki na mojej skórze, które teraz nie różnią się akurat niczym od twoich. One opowiadają historię, są książkami, szczególnie jeśli przestaniesz się ich tak bać. Żebyś mogła być zdrowa, spróbuj mnie dotknąć z ciekawością, co cię dalej czeka”.
Królewna wpadła w szał, pobiła kobietę za odwagę, że coś takiego mogła zaproponować. Ona miałaby dotykać tego starczego ciała! To niemożliwe! Następnego dnia obudziła się ze skórą starszą od najstarszej staruszki, jaką w życiu widziała. Na parapecie siadła papuga mówiąca znów coś całkiem innego niż dotąd: „Próżna, próżna, aż do utraty tchu”. Po raz pierwszy dziewczyna zapytała z pokorą: „Dlaczego tak do mnie mówisz?” Papuga odparła: „A czyż tak nie jest? Nie widzisz nic, nie słyszysz nic, przerażona skupiasz się tylko na swojej przemijającej urodzie, nie słuchasz nawet rad, które mogłyby ci pomóc, byś wróciła do swego wieku, do twoich szesnastu lat”. Księżniczka spytała: „A co mam zrobić?” Usłyszała odpowiedź: „Tylko tyle: dotknij ciała tej kobiety bez lęku, z ciekawością, co może to zmienić w twoim życiu”. Dziewczyna przerażona swą sytuacją, podeszła niepewnie do kobiety i nieśmiało dotknęła jej ręki.
I nagle jedna ze zmarszczek otwarła się i zaczęła rozszerzać do ogromnych rozmiarów, ogarnęła cały jej świat, pokazując jakiś inny kraj, z inną roślinnością, z innymi ludźmi, wspaniałym zapachem róż i piwonii… „Co to wszystko znaczy?” – krzyknęła królewna. „Co to jest?” „To jest kraj z moich podróży, przepiękny, kolorowy, już nawet nie wiem, jak się nazywał. To moje wspomnienie… Wszystko się zapisuje w człowieku – to co dobre i złe, piękne i brzydkie” – odparła stara kobieta.
Królewna z ciekawością dotykała zdumiona różnych miejsc na ciele kobiety, dziwiąc się różnorodnością obrazów i historii, które widziała. Aż któregoś dnia dotknęła bardzo głębokiej bruzdy na jej czole i nagle zobaczyła sama siebie, jak na nią krzyczy, jak ją poniża, tupie nogami i ze złości ma całą twarz pokrytą niesympatycznymi, brzydkimi zmarszczkami. Ujrzała, że właśnie tę kobietę kiedyś prawie pobiła na apelu porannym i z jej powodu zmusiła swój kraj do przestrzegania absurdalnej ustawy o izolacji starszych ludzi. Zdziwiła się ogromnie, że nawet jej później nie rozpoznała. I wtedy doszło do niej, że przecież nie znała twarzy swych poddanych, gdyż używała ich jedynie jako luster, w których się przeglądała. Zrobiło jej się bardzo nieswojo, szybko zmieniła zmarszczkę, dotknęła jej i zobaczyła nagle ogrody ze wspaniałymi jabłoniami, z kwiatami nieznanymi, śpiewem ptaków: „Przepiękna wiosna, aż do utraty tchu”.
Przypomniało jej się, że znała przecież ten tekst od papug domowych, ale nie zwracała na niego uwagi, a jeśli nawet, to była wtedy raczej oburzona niż ciekawa, co by miał znaczyć. Teraz zrozumiała, że życie jej było puste, bo się nim w ogóle nie interesowała. Następnego ranka znów z lękiem spojrzała na swą rękę i spostrzegła ze zdumieniem gładką, młodą, lśniącą, czekoladową skórę szesnastolatki. Z wdzięcznością podeszła do kobiety i podziękowała za pomoc, przyznała, że wstydzi się tego, jaka była. Ta powiedziała z uśmiechem: „Najważniejsze uczyć się na błędach, bo na ogół można jeszcze coś naprawić, jeśli tylko wyjdzie się poza swą osobę, i wtedy można wszystko widzieć, starać się zrozumieć, słuchając z ciekawością historii, wspomnień, które noszą w sobie inni ludzie. Z wiekiem sami stajemy się skarbnicą różnych doświadczeń i historii, może nimi również ktoś się zaciekawi”.
Uzdrowiona królewna pokazała się znowu na apelu porannym, przemaszerowała między rzędami młodych mężczyzn i kobiet, zobaczyła z zadowoleniem swe dawno niewidziane odbicie, ale poczuła jakiś smutek w sobie, pustkę, niedosyt wrażeń, uczucie nudy, jakiego przed chorobą nigdy nie znała. I zrozumiała, że to, czego jej brakuje, to ludzie, którzy coś więcej znaczą niż młodość i uroda. Kazała z powrotem sprowadzić starsze pokolenie i znów znalazło ono swe miejsce na apelu porannym. Niejednokrotnie, patrząc w czekoladowe, pomarszczone twarze, miała ochotę podejść i dotknąć zmarszczek, by zobaczyć jakąś nieznaną historię, obrazy przepiękne, ale czasem i smutne. Nie robiła tego jednak publicznie, czując, że istnieją tajemnice, na których poznanie potrzeba specjalnego, cichego pozwolenia od tych mądrych, doświadczonych ludzi.
Królewna żyła długo i szczęśliwie. Nie bała się starości. Zapomniała dawno o swoim odbiciu i cieszyła się bardzo, gdy papugi głośno wykrzykiwały: „Mądra, mądra i piękna, aż do utraty tchu”. A i ludzie, czyli poddani, mimo jej podeszłego wieku nie przestali o niej szeptać: „Piękna, piękna i mądra, aż do utraty tchu”.
Uśmiechała się wtedy ciepło, ona, KRÓLOWA, „Piękna, piękna, aż do utraty tchu”…
Przedruk za: Teresa Rudolf, Labirynty, Wydawnictwo Poligraf, 2019, ISBN 8381590841, 9788381590846
Teresa Rudolf Co znaczy dla mnie ten trudny, ostatni rok?
Ważne było ciagle świadome spostrzeganie każdego dnia, gdyż nikt nie wie, co jest mu dane, a co mu zabrane będzie… i kiedy.
Podam tutaj przemądry cytat:
“Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Naucz się, jakbyś miał żyć wiecznie.” Mahatma Gandhi
Ważne też było dla mnie potwiedzenie wartości przeróżnych form stosunków międzyludzkich, np. tak ważnej dla mnie przyjaźni.
I tu znów przepiękny tekst:
“Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.”
Albert Camus
Janina Kowalska
Tak bym chciała przespać ten odchodzący rok.
Tabor Regresywny
W rok 2020 weszliśmy z widmem katastrofy klimatycznej i ekologicznej na horyzoncie i niemocą kolejnych szczytów klimatycznych. I wtedy pojawiła się pandemia. Gospodarka zaczęła się zatrzymywać, a przyroda odżywać. A wtedy pojawiło się widmo recesji. Rok się kończy mamy szczepionkę, Unia Europejska uchwaliła budżet odnowy gospodarczej. Ruszy budowa zbiorników retencyjnych, powstaną fermy wiatrowe, u mnie na wsi już pojawiło się ogłoszenie – wynajmę pole pod fotowoltaikę. Samochody wymienimy na elektryczne, zainstalujemy klimatyzację, powstaną nowe drogi, nowe lotniska i znów ruszymy na wakacje do egzotycznych krajów.
Tylko czy nie można by inaczej?
*** Ta pandemia może nie odpuścić, bo jak tylko trochę odpuszcza to premier od razu ogłasza, że wygraliśmy z pandemią i ona wtedy wraca. Owszem, premier może zmądrzeć, ale na to się nie zanosi. Jeśli pandemia nie odpuści, to czeka nas taka recesja gospodarcza, że nawet Fundusz Odbudowy nie pomoże. Co w tej sytuacji robić? Jeśli chodzi o mnie to idę do Ewy Marii zagrać w scrabble.
Tibor Jagielski
19/20 taka konstelacja jowisz saturn 15 śmierć i śmiech celtyckie pancerze snute przez druidow gazeta w rynsztoku pozostaje trans form akcja fly!
Christine Ziegler
Hoffen wir drauf, dass uns dieses verflixte jahr 2020 genug an lehren um die ohren gehauen hat und wir gelassener ins neue jahr aufbrechen können.
Nehmen wir die ruhigen tage und schöpfen etwas kraft und füttern unsere geduld und unsere empathie, dann wird es uns schon gut ergehen, so hoffe ich.
Sham, my “very own news curator” hat mir was zu denken gegeben, was ich dir für den blog geben will: “today, I wanted us both to leave 2020 with the reminder that 2020 wasn’t special and that we need to think further ahead.” https://www.whathappenedlastweek.com/
Margaret (Małgorzata) Kowalska 25 grudnia 2020, Ottawa, Kanada
Ten dziwny rok dobiega już końca, czas na retrospekcje i podsumowanie. W sumie nie było tak źle, chociaż inaczej. Szybko przystosowaliśmy się do „social distancing”, maseczek i kolejek przed sklepami. Co prawda jak pierwszy raz włożyłam maseczkę, idąc do sklepu, pomyślałam, że wyglądam idiotycznie, ale w sklepie wszyscy mieli maseczki, więc przestałam się przejmować. Nauczyłam się również oceniać te przepisowe dwa metry odległości i czuję fizyczny niepokój, jak ktoś stoi za blisko.
Tuż przed wybuchem pandemii zdołaliśmy z rodziną mojej córki zaliczyć dziesięć dni na Florydzie. Wróciliśmy na tydzień przed zamknięciem granic. W mojej pracy zawodowej nic się nie zmieniło, ponieważ i tak pracowałam z domu i do biura jeździłam raz w tygodniu, żeby się pokazać. No to przestałam jeździć.
Z wnuczką najpierw widywałam się na odległość – ona na ganku, ja koło samochodu. Stopniowo, w miarę ocieplania się, zaczęłyśmy spotykać się u córki w ogródku. A pewnego dnia moja córka pozwoliła mi wejść do ich domu, ale tylko do jednego pokoju. No a potem stałam się częścią ich bąbla (buble) i już wszystko było w porządku. Zainicjowałam również czytanie książek na dobranoc przez video. Moja wnuczka to uwielbia.
W czerwcu miałam trochę nerwówki, bo dostałam gorączki i bolały mnie kości. Typowe objawy grypy, ale w tych czasach… Pognałam oczywiście zrobić wymaz (trzy godziny stania w kolejce na zewnątrz – miałam ze sobą składany stołeczek), potem dwa dni czekania na wynik i radość, że negatywny.
Zrobiłam się niestety nietolerancyjna – w stosunku do ludzi, którzy narzekają na niewygodę i obostrzenia, którzy twierdzą, że się nie zaszczepią. Wojuję z takimi wypowiedziami i na FB, i osobiście, tłumacząc, że w czasie wojny ludziom było znacznie gorzej i jakoś nikt nie protestował. Bo to jest przecież nasza mała wojna, która kiedyś się skończy i naprawdę nic się nikomu nie stanie, jak w tym roku nie pójdzie do knajpy czy na mecz. A te szczepionki nie zmienią nas w długłowe potwory czy roboty.
Patrzę z nadzieją na rok 2021, chociaż wiem, że daleka jeszcze droga przed nami. A od córki dostałam pod choinkę taką oto zawieszkę, którą 1 stycznia powieszę na drzwiach mieszkania!
Maria Marucelli (Włoszczyzna)
Zdjęcie Ponte Vecchio we Florencji to najsmutniejsze, dla mnie, zdjęcie tego roku; wygląda jakby to była makieta, nie ma ludzi, a tak jak już pisałam – miasto musi żyć!
Zdjęcie Warszawy, to skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Marszałkowską podczas pierwszej manifestacji Strajku Kobiet! Zdjęcie które wypełnia serce nadzieją!
Krystyna Koziewicz Goodbye Stary Roku
Rok 2020 sporo namieszał w naszym życiu codziennym, dopadła nas śmiercionośna pandemia, która wszystkim bez wyjątku zmieniła styl życia, także nasze nawyki, przyzwyczajenia. Pomimo problemów, jakie przysporzył wirus jestem wdzięczna losowi, że dane mi było przeżyć kolejny rok bez wielkich wstrząsów. Miałam cudowny czas z rodziną podczas świąt wielkanocnych, także urlopu w Małopolsce i Karkonoszach. Było wiele innych okazji do celebrowania życia doceniając każdą chwilę korzystając z dobrodziejstw kulturalnych Berlina. Tegoroczne święta Bożego Narodzenia wprawdzie bez fizycznej obecności najbliższych, pomimo tego nie brakowało mi bliskości za pomocą spotkań na Messengerze. No cóż, takie mamy czasy!
Rok 2020 obfitował w smutne wydarzenia, odeszła do wieczności wspaniała duchowa koleżanka Joanna, która służyła życzliwą radą, potrafiła szczerze pocieszyć i doradzić w trudnych sytuacjach. Co było bezcenne u Joanny – to skromność, takt i dyskrecja. Brakuje mi Jej ciepła, spokojnego dystansu, rozmów telefonicznych, smsów, postów na WhatsAppie.
Żegnaj Joanno!
Trudno mi było uwierzyć, że zmarła w zupełnym zaciszu Wiktoria Korb, która ze swoim talentem i dorobkiem publicystyczno-literackim należała niewątpliwie do grona berlińskiej bohemy. Wszędzie, gdzie pojawiała się, przyciągała wzrok, robiło się barwniej i weselej, świetnie się spędzało wspólny czas podczas rozmaitych spotkań polonijnych.
Cześć Jej pamięci!
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia 2020 odszedł w Warszawie Wojtek Borowik – prezes ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, działacz opozycji antykomunistycznej, który wielokrotnie brał udział w polonijnych projektach w Berlinie. Wojtek łączył ludzi, nie dzielił, posiadał dobre umiejętności komunikacyjne.
Żegnaj Wojtku!
Koronowirus wywrócił do góry nogami nasze życie, całkowicie zdominował naszą codzienność. W internecie mamy zalew sprzecznych informacji, chaos zapanował wszędzie i w dużym natężeniu, nasza codzienność to plątanina spraw i emocji. To, co mnie wewnętrznie definiuje, to prawo życia w zgodzie z sobą i swoimi wartościami, a nie kogoś innego. Mam pełne zaufanie do profesjonalnych zaleceń medycznych, ufam wiedzy i ekspertyzom naukowców, tylko ich zalecenia mogą nas wszystkich uchronić przed nieszczęściem! Powszechnie dostępną szczepionkę przeciw Covid-19 traktuję jako dobro publiczne, z którego zamierzam naturalnie skorzystać.
Nie ubolewam specjalnie z powodu narzuconych ograniczeń w kontaktach społecznych, także braku bliskości z rodziną. Na szczęście media społecznościowe Facebook, WhatsApp czy Skype, czyli tzw. cyfrowa rzeczywistość umożliwia nam kontakt ze sobą. Sądzę, że ta sytuacja wzmocniła jeszcze bardziej nasze relacje interpersonalne, chociaż najważniejszą wartość stanowią jednak spotkania twarzą w twarz.
Prawdą jest, że na świecie nagromadziło się sporo zła, choć zawsze wydawało mi się, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i dalej tak uważam. Świat potrzebuje od nas dobra, które tkwi w naszym sercu, musimy kierować się zasadami miłości, wiary i nadziei w stosunku do drugiego człowieka.
Nie skarżę się na los, wierzę mocno w to, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie. Cieszę się z faktu, że jestem zdrowa, że święta spędziłam w domowym ciepełku, a nie w szpitalu, pod respiratorem, w trumnie czy na cmentarzu. W sytuacji pandemicznej nic mi więcej nie potrzeba, żyję według własnego scenariusza w przyjaznym otoczeniu, uwielbiam to, co mnie otacza.
Często słucham refleksyjnej piosenki Johna Lennona „Wyobraź sobie”, którą Państwu dedykuję z okazji Nowego Roku 2021
WYOBRAŹ SOBIE (IMAGINE)
Pomyśl, że nie ma nieba To przecież proste tak Pod nami nie ma piekła Nad głową – tysiące gwiazd. Wyobraź sobie ludzi Gdy pokój ogarnia świat Pomyśl, że nie ma granic To takie proste…wiesz Nikt nie zabija za nic Religii nie ma też. Wyobraź sobie, że ludzie Żyją dzisiejszym dniem Powiesz że to marzenia Lecz przecież nie jestem sam. Któregoś dnia staniesz ze mną Bo to jest nasz wspólny świat Pomyśl, że nie ma głodu To łatwe, przecież wiesz Już nie ma żadnej biedy Chciwości ani łez. Wyobraź sobie ludzi Dbających o cały świat Powiesz, że to marzenia Lecz przecież nie jesteś sam Któregoś dnia staniesz ze mną Jeden jest nasz wspólny świat.
tłum. Michał Worgacz
Ela Kargol Ten rok był wyjątkowy, zaczął się dobrze, kończy mniej dobrze. W tym całym “mniej dobrze” jest dużo dobrego. Na wiele rzeczy pozwala inaczej spojrzeć, inne rzeczy docenić. W moim przypadku nie tylko pandemia namieszała. Gdy zachodziło słońce na czerwono, moja babcia zawsze mówiła, że będzie wojna, albo coś gorszego. Nie zawsze spełniały się przepowiednie babci. Ta czerwień powstaje z rozproszenia światła na zawieszonych pyłach. Nawet nie wiem, czy to o te smogowe pyły chodzi. Jakby tak było, to im gorzej tym piękniej?
Zbigniew Milewicz Nie będzie to specjalnie odkrywcze, co napiszę, ale na przekór trendom starałem się nie myśleć za dużo o wirusie, tylko robiłem swoje, czyli żyłem. Jak corona człowiekowi spadnie z głowy, to żyje mu się lżej. Poza tym układałem nowe rymy, ale nawet totalnie niemuzyczne ucho do słowa Biontec dobrałoby “majątek”, a więc faktycznie nie był to dla mnie zbyt odkrywczy rok. Mam nadzieję, że pod tym względem Nowy będzie lepszy, czego i Państwu życzę.
Brigitte von Ungarn-Sternberg Einen Gruß zur Jahreswende! Das Video hat mich sehr fasziniert, wie man nämlich per Videokonferenz einen ‚Götterfunken‘ erzeugen kann, bzw. Freude. Wie die das wohl gemacht haben!?!
Ein gesundes, frohes 2021 wünsche ich allen!
Brigitte
Da diese Melodie zur Europahymne geworden ist, kann mit ihrer Aufführung möglichst eine ‚Europabegeisterung‘ neu angefacht werden. Das hat unser Kontinent auch wirklich immer wieder nötig, nämlich dass wir unseren Zusammenhalt stärken.
Die Völker und Nationen in Europa werden immer sie selbst bleiben mit ihrer Sprache, Geschichte und Kultur. Man braucht keine Angst zu haben ein Schmelztiegel oder schlimmer noch ein Einheitsbrei zu werden. Außerdem gab es in allen Jahrhunderten der Geschichte ständig europaweite Entwicklungen zusammen oder auch gegeneinander. Wenn man mit offenen Augen durch europäische Städte geht, kann man das ablesen z.B. in Stadtplanung und Architektur.
Der Dirigent Christian Thielemann hat einmal gesagt, dass er an Beethoven besonders bewundert, dass er niemals aufgegeben hat trotz Taubheit und abnehmender Gesundheit.
Ich glaube, dass das als Energie zu uns über die Musik kommt:
Niemals aufgeben!
Ewa Maria Slaska I na końcu życzenia i podziękowania ode mnie, Adminki i Redaktorki tego bloga. Dziękuję Wam wszystkim za Wasze teksty, ale jeszcze bardziej za przyjaźń, jaką od Was otrzymuję. Niech ten Nowy Rok 2021 pozwoli nam zachować to, co udało się nam ocalić w minionym roku, czyli właśnie Przyjaźń, Miłość i Solidarność.
Nie damy się!
Als Redakteurin und Administratorin dieses Blogs möchte ich mich bei Euch allen für Eure Texte bedanken, aber vielmehr sogar für die Freundschaft, die ich mit den Texten von Euch bekomme. Ich hoffe, dass das Neujahr 2021 uns erlaubt, dies zu bewahren, das wir vom vergangenen Jahr rübergerettet haben: Freundschaft, Liebe, Solidarität.
Przed laty, w roku 2011, pojawiła się w mediach, w gazetach austriackich, niemieckich i innych światowych, też i w TV, istota rodzaju żeńskiego, skupiająca na sobie uwagę przez około trzy miesiące prawie codziennie. Kiedy przeczytałam pierwsze informacje o niej, zakochałam się bezpowrotnie, śledząc jej przygody, robiąc zdjęcia z prasy i dzieląc się nimi i mymi komentarzami do nich z przyjaciółmi w Polsce.
Wrzucałam zdjęcia i sprawozdania na komórkę typu Nokia, informując świat o losach mojej wybranki serca, totalnej emancypantki, idącej za głosem rozumu i ufającej swemu instynktowi samozachowawczemu, która to, zdając się tylko na siebie, wyrolowała najtęższe głowy Austrii i niemieckiej Bawarii, poruszając się z lekkoscią piórka, po obu stronach przygranicznych lasów i pól. Polowała też niezmiernie chętnie na multiwitaminową, czystą bez pestycydów zieleń codziennego pożywienia.
A na imię miała ta dziewczyna Yvonne i była najgenialszą krową, o jakiej kiedykolwiek słyszałam, krową, która wyzwoliła się z roli wyznaczonej jej przez krowi los, a była tzw. krową mleczną i niewolnicą austriackiego posiadacza ziemskiego. Pózniej, jak to z takimi niewolnicami bywało, została sprzedana do Bawarii, docelowo po to, by utuczona odpowiednio, ukończyła swój krowi żywot w rzeźni.
Yvonne intuicyjnie wyczuwając nagłe zagrożenie życia, oddaliła się od zagrody swego właściciela… i to na zawsze.
I tu się zaczyna wspaniała historia tej wysoce charakternej bohaterki, której perypetie śledziło wtedy (i pamięta do dziś) mnóstwo ludzi, drżąc o jej los.
Zarówno odpowiednie przygraniczne siły austriackie, jak i niemieckie, zostały postawione do pionu, by znaleźć uciekinierkę, która to, bez dokumentów i bez prośby o azyl, buszowała sobie na wolnosci.
Yvonne, jak przystało na tak wyzwoloną istotę, jaką się stała, podzieliła bardzo opinię społeczną:
jedni chcieli, by znalazła się w jakimś dobrym miejscu, gwarantującym jej dożywocie, (w najbardziej pozytywnym sensie), a inni dopatrywali się w niej groźniej, agresywnej przestępczyni, która z każdego kąta austriacko-niemieckiego może wyjść i napaść na autostradzie przejeżdżające samochody, czy też z kolei rzucać się na policję, próbujacą ją bezskutecznie zwabić w różne pułapki.
Gdy prawie że spowodowała kolizję z samochodem policyjnym, wydano zarządzenie pozwalające na odstrzał Yvonne. Wyznaczono też nagrodę w wysokości 10 000 euro za schwytanie tej odważnej krowiej kobiety.
I temu sprzeciwili się Miłośnicy Zwierząt, decydując się na odkupienie jej, gdy będzie to już możliwe, od właściciela, mającego wciąż do niej prawa.
Yvonne przez całe trzy miesiące unikała psychologicznie wszystkich zasadzek, znając dobrze wredną naturę ludzką, i walczyła zaparcie o swoje i to bez rozlewu krwi.
Była wówczas najbardziej fotografowaną krową świata, niestety tylko z bardzo daleka, nie było bowiem żadnych szans na bliższe z nią spotkanie. Jej niebywała, krowia intuicja podpowiadała jej zawsze, że kątem oka “należy mieć wszystko na oku”, a cała inteligencja ma się skupiać w momentach zagrożenia na ukierunkowaniu szybkich kopyt.
Psychologowie zwierzęcy proponowali przeróżne strategie, na przykład, by pójść na emocje związane z więzami rodzinnymi Yvonne, lub na jej hormonalną, kobiecą stronę. Przeszkolono w tym celu krowie wabiki, raz była to siostra Yvonne, Waltraud, a raz z kolei najpiękniejszy byk Ernst, prawdziwy George Clooney wśród najwspanialszych byczków w kraju i za granicą. Obie te istoty pokazywały się pod ścisłą kontrolą, w okolicach znanych już z pobytu uciekinierki. Ale Yvonne nie poleciała na nic, ani emocjonalnie, ani hormonalnie. Nie dała się zmanipulować, zwabić, molestować, nie próbowała się również zakochać, bedąc sobie i swej wolności wierna do samego końca. Nie miała pojęcia, co działo się na zewnątrz jej świata, gdzie stała się przedmiotem sportowych zakładów, istotą skupiającą tysiące ludzi przed telewizorami obu krajów, prawie jak bohaterka jakiegoś znanego w Polsce serialu, na przykład Zniewolona.
Yvonne zażywając świeżego powietrza, zdrowej żywności, sielanki wolności, zaufała któregoś dnia znów swej intuicji i odpuściła sobie kontrolę sytuacji, zakładając, że co by się już nie stało, musi być dobrze.
Będą stworzeniem socjalnym, dołączyła do innych pasących się krów na łąkach bawarskich, gdzie jako medialna gwiazda, została szybko zidentifikowana przez właściciela stada, który poinformował od razu odpowiednie czynniki administracyjne.
Yvonne nie zauważyła nawet, kiedy padł strzał, powalający ją do snu i decydujący o jej dalszym, bajkowym losie.
Obudziła się w innym świecie, wśród różnych, nieznanych jej dotąd zwierząt, żyjących obok siebie w spokoju i bezpieczenstwie, mających podobny jak ona los – one również zostały uratowane od eutanazji…
Raj? Tak, raj czyli schronisko dla “ułaskawionych” od wyroku śmierci zwierząt, w pobliżu miejscowości Deggendorf w Bawarii. I w takiej oto sielance Yvonne przeżyła jeszcze całe osiem lat, do sierpnia 2019 roku, kiedy to niestety nieszczęśliwy wypadek skrócił jej życie.
Bardzo smutna była to dla mnie wiadomość, kiedy się dowiedziałam, ale jestem też świadoma faktu, że wszystkie szczęśliwe lata wygrała dzięki swej odważnej krowiej osobowości, pokazującej, że o własne prawa trzeba zawalczyć, nawet za wszelką cenę.
W ostatnich latach zaskoczyły nas w mediach, informacje o brutalnych atakach krów na ludzi, zdarzało się, że bywały one dla turystów nawet śmiertelne w skutkach. Najczęściej zdarzało się to w podgórskich okolicach. Wycieczkowicze przechodząc przez łąki, pastwiska, niekiedy ze szczekającami, agresywnymi psami, zachowywali się na ogół bez żadnego respektu dla poruszających się tam zwierząt, jak gdyby byli u siebie, na własnym podwórku…
Nagle okazało sie że nawet krowy bronią się przed nieproszonymi gośćmi, wkraczającymi bezkompomisowo na ich teren. Pastwiska są więc od jakiegoś czasu przepisowo ogradzane, tak by ludzie nie wydeptywali sobie na skróty ścieżek, kosztem spokoju pasących się tam krów i zagrażajac też własnemu bezpieczeństwu.
Jak widać, zwierzęta, jak i ludzie, zaczynają coraz częściej mówić bezprawiu: NIE!