Gierki życia

Teresa Rudolf

Zapach życia

Zapach jeszcze jesieni
a już zimy,
jeszcze zwątpienia
a już nadziei.

Zapach tęsknoty,
pomieszanej z żałobą,
splątana ich sieć,
wciąż unieruchamia.

Zapach już staroci,
a jeszcze użytecznej,
antyku z nowej szafy,
a dziwnie zniszczonej.

I nagły brak logiki
w porządku rzeczy,
brak normalnego zapachu,
drażni zmysły płytkością.

Bo życie ma pachnieć
życiem, mocno wciągam
powietrze i czekam,
czekam… a przyjdzie?

Dziwny ptak

Ptak wzburzenia
przeleciał przeze mnie,
niosąc tę muzykę
z kiedyś…

Obrazy te dziwne,
szare i kolorowe,
w głowie ten głos
z kiedyś…

To kiedyś, jak dziś,
to dziś, jak… dziś,
jutro w białej plamie
rozmyło się…

Mam siebie znów,
tę z kiedyś, tę z dziś,
nie znam tej z jutra,
przyjdzie…
…z muzyką?

Jakoś tak inaczej

Teresa Rudolf

Brak mi…

Brak takich słów,
by się nimi dzielić,
niech zostaną już
we mnie milczące.

Ubiorę je ciepło,
zimowo, przytulnie,
niech się wyśpią,
chrapiące niedźwiadki.

Zaśpiewam kołysankę,
z tych starych bajek,
o dobrych wróżkach,
i o kotach w butach.

A gdy się obudzą,
nie będą głosem,
ani literą, nauczone
we śnie mowy….
…głuchoniemych.

Wdzięczność 

No cóż,
jakoś tak wszystko,
inaczej?

No cóż,
chciałoby się jak
kiedyś normalnie?

A jak było?
A jak inaczej?
A jak normalnie?

Zostało to co jest,
dla niektórych jeszcze…
dla innych już nie.

Jestem
i Ty
i Ty
i To!
Dziękuję.

Pożegnanie z rokiem 2020

Teresa Rudolf
Co znaczy dla mnie ten trudny, ostatni rok?

Ważne było ciagle świadome  spostrzeganie każdego dnia, gdyż nikt nie wie, co jest mu dane, a co mu zabrane będzie… i kiedy.
Podam tutaj przemądry cytat:
 “Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Naucz się, jakbyś miał żyć wiecznie.”
Mahatma Gandhi
 
Ważne też było dla mnie potwiedzenie wartości przeróżnych form stosunków międzyludzkich, np. tak ważnej dla mnie przyjaźni.
I tu znów przepiękny tekst:
“Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.”
Albert Camus

 
Janina Kowalska
Tak bym chciała przespać ten odchodzący rok.
 
 
 
 
 

Tabor Regresywny
W rok 2020 weszliśmy z widmem katastrofy klimatycznej i ekologicznej na horyzoncie i niemocą kolejnych szczytów klimatycznych. I wtedy pojawiła się pandemia. Gospodarka zaczęła się zatrzymywać, a przyroda odżywać. A wtedy pojawiło się widmo recesji. Rok się kończy mamy szczepionkę, Unia Europejska uchwaliła budżet odnowy gospodarczej. Ruszy budowa zbiorników retencyjnych, powstaną fermy wiatrowe, u mnie na wsi już pojawiło się ogłoszenie – wynajmę pole pod fotowoltaikę. Samochody wymienimy na elektryczne, zainstalujemy klimatyzację, powstaną nowe drogi, nowe lotniska i znów ruszymy na wakacje do egzotycznych krajów.
 
Tylko czy nie można by inaczej?
***
Ta pandemia może nie odpuścić, bo jak tylko trochę odpuszcza to premier od razu ogłasza, że wygraliśmy z pandemią i ona wtedy wraca. Owszem, premier może zmądrzeć, ale na to się nie zanosi. Jeśli pandemia nie odpuści, to czeka nas taka recesja gospodarcza, że nawet Fundusz Odbudowy nie pomoże. Co w tej sytuacji robić? Jeśli chodzi o mnie to idę do Ewy Marii zagrać w scrabble.
 

Tibor Jagielski

 

19/20
taka konstelacja
jowisz saturn
15
śmierć i śmiech
celtyckie pancerze
snute przez druidow
gazeta w rynsztoku
pozostaje
trans
form
akcja
fly!


Christine Ziegler

Hoffen wir drauf, dass uns dieses verflixte jahr 2020 genug an lehren um die ohren gehauen hat und wir gelassener ins neue jahr aufbrechen können.

Nehmen wir die ruhigen tage und schöpfen etwas kraft und füttern unsere geduld und unsere empathie, dann wird es uns schon gut ergehen, so hoffe ich.

Sham, my “very own news curator” hat mir was zu denken gegeben, was ich dir für den blog geben will: “today, I wanted us both to leave 2020 with the reminder that 2020 wasn’t special and that we need to think further ahead.” https://www.whathappenedlastweek.com/


Margaret (Małgorzata) Kowalska
25 grudnia 2020, Ottawa, Kanada

Ten dziwny rok dobiega już końca, czas na retrospekcje i podsumowanie. W sumie nie było tak źle, chociaż inaczej. Szybko przystosowaliśmy się do „social distancing”, maseczek i kolejek przed sklepami. Co prawda jak pierwszy raz włożyłam maseczkę, idąc do sklepu, pomyślałam, że wyglądam idiotycznie, ale w sklepie wszyscy mieli maseczki, więc przestałam się przejmować. Nauczyłam się również oceniać te przepisowe dwa metry odległości i czuję fizyczny niepokój, jak ktoś stoi za blisko.

Tuż przed wybuchem pandemii zdołaliśmy z rodziną mojej córki zaliczyć dziesięć dni na Florydzie. Wróciliśmy na tydzień przed zamknięciem granic. W mojej pracy zawodowej nic się nie zmieniło, ponieważ i tak pracowałam z domu i do biura jeździłam raz w tygodniu, żeby się pokazać. No to przestałam jeździć.

Z wnuczką najpierw widywałam się na odległość – ona na ganku, ja koło samochodu. Stopniowo, w miarę ocieplania się, zaczęłyśmy spotykać się u córki w ogródku. A pewnego dnia moja córka pozwoliła mi wejść do ich domu, ale tylko do jednego pokoju. No a potem stałam się częścią ich bąbla (buble) i już wszystko było w porządku. Zainicjowałam również czytanie książek na dobranoc przez video. Moja wnuczka to uwielbia.

W czerwcu miałam trochę nerwówki, bo dostałam gorączki i bolały mnie kości. Typowe objawy grypy, ale w tych czasach… Pognałam oczywiście zrobić wymaz (trzy godziny stania w kolejce na zewnątrz – miałam ze sobą składany stołeczek), potem dwa dni czekania na wynik i radość, że negatywny.

Zrobiłam się niestety nietolerancyjna – w stosunku do ludzi, którzy narzekają na niewygodę i obostrzenia, którzy twierdzą, że się nie zaszczepią. Wojuję z takimi wypowiedziami i na FB, i osobiście, tłumacząc, że w czasie wojny ludziom było znacznie gorzej i jakoś nikt nie protestował. Bo to jest przecież nasza mała wojna, która kiedyś się skończy i naprawdę nic się nikomu nie stanie, jak w tym roku nie pójdzie do knajpy czy na mecz. A te szczepionki nie zmienią nas w długłowe potwory czy roboty.

Patrzę z nadzieją na rok 2021, chociaż wiem, że daleka jeszcze droga przed nami.
A od córki dostałam pod choinkę taką oto zawieszkę, którą 1 stycznia powieszę na drzwiach mieszkania!


Maria Marucelli (Włoszczyzna)

Zdjęcie Ponte Vecchio we Florencji to najsmutniejsze, dla mnie, zdjęcie tego roku; wygląda jakby to była makieta, nie ma ludzi, a tak jak już pisałam – miasto musi żyć!

Zdjęcie Warszawy, to skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Marszałkowską podczas pierwszej manifestacji Strajku Kobiet! Zdjęcie które wypełnia serce nadzieją!

Krystyna Koziewicz
Goodbye Stary Roku

Rok 2020 sporo namieszał w naszym życiu codziennym, dopadła nas śmiercionośna pandemia, która wszystkim bez wyjątku zmieniła styl życia, także nasze nawyki, przyzwyczajenia. Pomimo problemów, jakie przysporzył wirus jestem wdzięczna losowi, że dane mi było przeżyć kolejny rok bez wielkich wstrząsów. Miałam cudowny czas z rodziną podczas świąt wielkanocnych, także urlopu w Małopolsce i Karkonoszach. Było wiele innych okazji do celebrowania życia doceniając każdą chwilę korzystając z dobrodziejstw kulturalnych Berlina. Tegoroczne święta Bożego Narodzenia wprawdzie bez fizycznej obecności najbliższych, pomimo tego nie brakowało mi bliskości za pomocą spotkań na Messengerze. No cóż, takie mamy czasy!

Rok 2020 obfitował w smutne wydarzenia, odeszła do wieczności wspaniała duchowa koleżanka Joanna, która służyła życzliwą radą, potrafiła szczerze pocieszyć i doradzić w trudnych sytuacjach. Co było bezcenne u Joanny – to skromność, takt i dyskrecja. Brakuje mi Jej ciepła, spokojnego dystansu, rozmów telefonicznych, smsów, postów na WhatsAppie.

Żegnaj Joanno!

Trudno mi było uwierzyć, że zmarła w zupełnym zaciszu Wiktoria Korb, która ze swoim talentem i dorobkiem publicystyczno-literackim należała niewątpliwie do grona berlińskiej bohemy. Wszędzie, gdzie pojawiała się, przyciągała wzrok, robiło się barwniej i weselej, świetnie się spędzało wspólny czas podczas rozmaitych spotkań polonijnych.

Cześć Jej pamięci!

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia 2020 odszedł w Warszawie Wojtek Borowik – prezes ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, działacz opozycji antykomunistycznej, który wielokrotnie brał udział w polonijnych projektach w Berlinie. Wojtek łączył ludzi, nie dzielił, posiadał dobre umiejętności komunikacyjne.

Żegnaj Wojtku!

Koronowirus wywrócił do góry nogami nasze życie, całkowicie zdominował naszą codzienność. W internecie mamy zalew sprzecznych informacji, chaos zapanował wszędzie i w dużym natężeniu, nasza codzienność to plątanina spraw i emocji. To, co mnie wewnętrznie definiuje, to prawo życia w zgodzie z sobą i swoimi wartościami, a nie kogoś innego. Mam pełne zaufanie do profesjonalnych zaleceń medycznych, ufam wiedzy i ekspertyzom naukowców, tylko ich zalecenia mogą nas wszystkich uchronić przed nieszczęściem! Powszechnie dostępną szczepionkę przeciw Covid-19 traktuję jako dobro publiczne, z którego zamierzam naturalnie skorzystać.

Nie ubolewam specjalnie z powodu narzuconych ograniczeń w kontaktach społecznych, także braku bliskości z rodziną. Na szczęście media społecznościowe Facebook, WhatsApp czy Skype, czyli tzw. cyfrowa rzeczywistość umożliwia nam kontakt ze sobą. Sądzę, że ta sytuacja wzmocniła jeszcze bardziej nasze relacje interpersonalne, chociaż najważniejszą wartość stanowią jednak spotkania twarzą w twarz.

Prawdą jest, że na świecie nagromadziło się sporo zła, choć zawsze wydawało mi się, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i dalej tak uważam. Świat potrzebuje od nas dobra, które tkwi w naszym sercu, musimy kierować się zasadami miłości, wiary i nadziei w stosunku do drugiego człowieka.

Nie skarżę się na los, wierzę mocno w to, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie. Cieszę się z faktu, że jestem zdrowa, że święta spędziłam w domowym ciepełku, a nie w szpitalu, pod respiratorem, w trumnie czy na cmentarzu. W sytuacji pandemicznej nic mi więcej nie potrzeba, żyję według własnego scenariusza w przyjaznym otoczeniu, uwielbiam to, co mnie otacza.

Często słucham refleksyjnej piosenki Johna Lennona „Wyobraź sobie”, którą Państwu dedykuję z okazji Nowego Roku 2021

WYOBRAŹ SOBIE (IMAGINE)

Pomyśl, że nie ma nieba
To przecież proste tak
Pod nami nie ma piekła
Nad głową – tysiące gwiazd.
Wyobraź sobie ludzi
Gdy pokój ogarnia świat
Pomyśl, że nie ma granic
To takie proste…wiesz
Nikt nie zabija za nic
Religii nie ma też.
Wyobraź sobie, że ludzie
Żyją dzisiejszym dniem
Powiesz że to marzenia
Lecz przecież nie jestem sam.
Któregoś dnia staniesz ze mną
Bo to jest nasz wspólny świat
Pomyśl, że nie ma głodu
To łatwe, przecież wiesz
Już nie ma żadnej biedy
Chciwości ani łez.
Wyobraź sobie ludzi
Dbających o cały świat
Powiesz, że to marzenia
Lecz przecież nie jesteś sam
Któregoś dnia staniesz ze mną
Jeden jest nasz wspólny świat.

tłum. Michał Worgacz


Ela Kargol
Ten rok był wyjątkowy, zaczął się dobrze, kończy mniej dobrze. W tym całym “mniej dobrze” jest dużo dobrego. Na wiele rzeczy pozwala inaczej spojrzeć, inne rzeczy docenić. W moim przypadku nie tylko pandemia namieszała.
Gdy zachodziło słońce na czerwono, moja babcia zawsze mówiła, że będzie wojna, albo coś gorszego. Nie zawsze spełniały się przepowiednie babci.
Ta czerwień powstaje z rozproszenia światła na zawieszonych pyłach. Nawet nie wiem, czy to o te smogowe pyły chodzi. Jakby tak było, to im gorzej tym piękniej?


Zbigniew Milewicz
Nie będzie to specjalnie odkrywcze, co napiszę, ale na przekór trendom starałem się nie myśleć za dużo o wirusie, tylko robiłem swoje, czyli żyłem. Jak corona człowiekowi spadnie z głowy, to żyje mu się lżej. Poza tym układałem nowe rymy, ale nawet totalnie niemuzyczne ucho do słowa Biontec dobrałoby “majątek”, a więc faktycznie nie był to dla mnie zbyt odkrywczy rok. Mam nadzieję, że pod tym względem Nowy będzie lepszy, czego i Państwu życzę.

 


Brigitte von Ungarn-Sternberg
Einen Gruß zur Jahreswende!
Das Video hat mich sehr fasziniert, wie man nämlich per Videokonferenz einen ‚Götterfunken‘ erzeugen kann, bzw. Freude.
Wie die das wohl gemacht haben!?!

Ein gesundes, frohes 2021 wünsche ich allen!
Brigitte

Da diese Melodie zur Europahymne geworden ist, kann mit ihrer Aufführung möglichst eine ‚Europabegeisterung‘ neu angefacht werden. Das hat unser Kontinent auch wirklich immer wieder nötig, nämlich dass wir unseren Zusammenhalt stärken.

Die Völker und Nationen in Europa werden immer sie selbst bleiben mit ihrer Sprache, Geschichte und Kultur. Man braucht keine Angst zu haben ein Schmelztiegel oder schlimmer noch ein Einheitsbrei zu werden. Außerdem gab es in allen Jahrhunderten der Geschichte ständig europaweite Entwicklungen zusammen oder auch gegeneinander. Wenn man mit offenen Augen durch europäische Städte geht, kann man das ablesen z.B. in Stadtplanung und Architektur.

Der Dirigent Christian Thielemann hat einmal gesagt, dass er an Beethoven besonders bewundert, dass er niemals aufgegeben hat trotz Taubheit und abnehmender Gesundheit.

Ich glaube, dass das als Energie zu uns über die Musik kommt:

Niemals aufgeben!


Ewa Maria Slaska
I na końcu życzenia i podziękowania ode mnie, Adminki i Redaktorki tego bloga. Dziękuję Wam wszystkim za Wasze teksty, ale jeszcze bardziej za przyjaźń, jaką od Was otrzymuję. Niech ten Nowy Rok 2021 pozwoli nam zachować to, co udało się nam ocalić w minionym roku, czyli właśnie Przyjaźń, Miłość i Solidarność.

Nie damy się!

Als Redakteurin und Administratorin dieses Blogs möchte ich mich bei Euch allen für Eure Texte bedanken, aber vielmehr sogar für die Freundschaft, die ich mit den Texten von Euch bekomme. Ich hoffe, dass das Neujahr 2021 uns erlaubt, dies zu bewahren, das wir vom vergangenen Jahr rübergerettet haben: Freundschaft, Liebe, Solidarität.

Niemals aufgeben!


Ciąg dalszy – Fortsetzung

Niby wszystko proste

Teresa Rudolf

Wzruszenie

Siedzi osłupiała,
muzyka zamienia
ją  kamień, w lód,
…wróci ona znów?

Siedzi osłupiała,
muzyka powoli
oblepia głowę…
…skurcz serca.

Siedzi osłupiała,
rozpuszcza się
powoli w sobie,
…krok po kroku.

Wstaje, wstaje,
jak lunatyczka,
porusza się jak
…w transie,

…jest  już,
…już tylko
…gesią skórką
i wzruszeniem…

Słoneczna lampa

Złocista lampa
na niebie, oświetla
mój zielony świat,
złoci się, złoci.

Czy to wiosna,
czy też zima,
wszystko tak
jakoś splątane.

Kłębek zdziwienia
we mnie, zwija się
i rozwija, nabiera
kolorów, szarzeje.

Patrzę na niebo,
mrużę oczy, słońce
ciągle jak lampa….
i dziś mi wystarczy.

Zadumanie

Teresa Rudolf

Wędrówka po lesie

Ludzie bez masek,
daleko od siebie,
– bliskość bez rąk.

Drzewa bezlistne,
trzęsą się z zimna,
– wiosna je ubierze…

Niebo niebieskie
pełne białych chmur,
– zimne jak czyjeś oczy…

Cicha cisza w lasach,
stąpasz po liściach,
– w sercu niemy hałas…

Ptaki śpiewające,
z całych sił gardła,
– a na którym drzewie?

Pada jabłko…

To jest twój syn,
a to twój wnuk
– nie znasz ich.

Jesteś w nich,
oni byliby w Tobie
– nie byłeś ciekawy.

Tam gdzie jesteś,
masz cały spokój
– ta ziemia już obca.

To jest twój syn,
a to twój wnuk,
– daleko im do jabłoni.

Krowa Yvonne

Teresa Rudolf

Przed laty, w roku 2011, pojawiła się w mediach, w gazetach austriackich, niemieckich i innych światowych, też i w TV, istota rodzaju żeńskiego, skupiająca na sobie uwagę przez około trzy miesiące prawie codziennie. Kiedy przeczytałam pierwsze informacje o niej, zakochałam się bezpowrotnie, śledząc jej przygody, robiąc zdjęcia z prasy i dzieląc się nimi i mymi komentarzami do nich z  przyjaciółmi w Polsce.
Wrzucałam zdjęcia i sprawozdania na komórkę typu Nokia, informując świat o losach  mojej wybranki  serca, totalnej emancypantki, idącej za głosem rozumu i ufającej swemu instynktowi samozachowawczemu, która to, zdając się tylko na siebie, wyrolowała najtęższe głowy Austrii i niemieckiej Bawarii, poruszając się z lekkoscią piórka, po obu stronach przygranicznych lasów i  pól. Polowała też niezmiernie chętnie na multiwitaminową, czystą bez pestycydów zieleń  codziennego pożywienia.
A na imię miała ta dziewczyna Yvonne i była najgenialszą krową, o jakiej kiedykolwiek słyszałam, krową, która wyzwoliła się z roli wyznaczonej jej przez krowi los, a była tzw. krową mleczną i niewolnicą austriackiego posiadacza ziemskiego. Pózniej, jak to z takimi niewolnicami bywało, została sprzedana do Bawarii, docelowo po to, by utuczona odpowiednio, ukończyła swój krowi żywot w rzeźni.
Yvonne intuicyjnie wyczuwając nagłe zagrożenie życia, oddaliła się od zagrody swego właściciela… i to na zawsze.

I tu się zaczyna  wspaniała historia tej wysoce charakternej bohaterki, której perypetie śledziło wtedy (i pamięta do dziś) mnóstwo ludzi, drżąc o jej los.
Zarówno odpowiednie przygraniczne siły austriackie, jak i niemieckie, zostały postawione do pionu, by znaleźć uciekinierkę, która to, bez dokumentów i bez prośby o azyl, buszowała sobie na wolnosci.
Yvonne, jak przystało na tak wyzwoloną istotę, jaką się stała, podzieliła bardzo opinię społeczną:
jedni chcieli, by znalazła się w jakimś dobrym miejscu, gwarantującym jej dożywocie, (w najbardziej pozytywnym sensie), a inni dopatrywali się w niej groźniej, agresywnej przestępczyni, która z każdego kąta austriacko-niemieckiego może wyjść i napaść na autostradzie przejeżdżające samochody, czy też z kolei rzucać się na policję, próbujacą ją bezskutecznie zwabić w różne pułapki.
Gdy prawie że spowodowała kolizję z samochodem policyjnym, wydano zarządzenie pozwalające na odstrzał Yvonne. Wyznaczono też nagrodę w wysokości 10 000 euro za schwytanie tej odważnej krowiej kobiety.
I temu sprzeciwili się Miłośnicy Zwierząt, decydując się na odkupienie jej,  gdy będzie to już możliwe, od właściciela, mającego wciąż do niej prawa.
Yvonne przez całe trzy miesiące unikała psychologicznie wszystkich zasadzek, znając dobrze wredną naturę ludzką, i walczyła zaparcie o swoje i to bez rozlewu krwi.

Była wówczas najbardziej fotografowaną krową świata, niestety tylko z  bardzo daleka, nie było bowiem żadnych szans na bliższe z nią spotkanie. Jej niebywała, krowia intuicja podpowiadała jej zawsze, że kątem oka “należy mieć wszystko na oku”, a cała inteligencja ma się skupiać w  momentach zagrożenia na ukierunkowaniu szybkich kopyt.
Psychologowie zwierzęcy proponowali przeróżne strategie, na przykład, by pójść na emocje związane z więzami rodzinnymi Yvonne, lub na jej hormonalną, kobiecą stronę. Przeszkolono w tym celu krowie wabiki, raz była to siostra Yvonne, Waltraud, a raz z kolei najpiękniejszy byk Ernst, prawdziwy George Clooney wśród najwspanialszych byczków w kraju i za granicą. Obie te istoty pokazywały się pod ścisłą  kontrolą, w okolicach znanych już z pobytu uciekinierki. Ale Yvonne nie poleciała na nic, ani emocjonalnie, ani hormonalnie. Nie dała się zmanipulować, zwabić, molestować, nie próbowała się również zakochać, bedąc sobie i swej wolności wierna do samego końca. Nie miała pojęcia, co działo się na zewnątrz jej świata, gdzie stała się przedmiotem sportowych zakładów, istotą skupiającą tysiące ludzi przed telewizorami obu krajów, prawie jak bohaterka jakiegoś znanego w Polsce serialu, na przykład Zniewolona.
Yvonne zażywając świeżego powietrza, zdrowej żywności, sielanki wolności, zaufała któregoś dnia znów swej intuicji i odpuściła sobie kontrolę sytuacji, zakładając, że co by się już nie stało, musi być dobrze.
Będą stworzeniem socjalnym, dołączyła do innych pasących się krów na łąkach bawarskich, gdzie jako medialna gwiazda, została szybko zidentifikowana przez właściciela stada, który poinformował od razu odpowiednie czynniki administracyjne.
Yvonne nie  zauważyła nawet, kiedy padł strzał, powalający ją do snu i decydujący o jej dalszym, bajkowym losie.
Obudziła się w innym świecie, wśród różnych, nieznanych jej dotąd zwierząt, żyjących obok siebie w spokoju i bezpieczenstwie, mających podobny jak ona los – one również zostały uratowane od eutanazji…
Raj? Tak, raj czyli schronisko dla “ułaskawionych” od wyroku śmierci zwierząt, w pobliżu miejscowości Deggendorf w Bawarii. I w takiej oto sielance Yvonne przeżyła jeszcze całe osiem lat, do sierpnia 2019 roku, kiedy to niestety nieszczęśliwy wypadek skrócił jej życie.

Bardzo smutna była to dla mnie wiadomość, kiedy się dowiedziałam, ale jestem też świadoma faktu, że wszystkie szczęśliwe lata wygrała dzięki swej odważnej krowiej osobowości, pokazującej, że o własne prawa trzeba zawalczyć, nawet za wszelką cenę.

W ostatnich latach zaskoczyły nas w mediach, informacje o brutalnych atakach krów na ludzi, zdarzało się, że bywały one dla turystów nawet śmiertelne w skutkach. Najczęściej zdarzało się to w podgórskich okolicach. Wycieczkowicze przechodząc przez łąki, pastwiska, niekiedy ze szczekającami, agresywnymi psami, zachowywali się na ogół bez żadnego respektu dla poruszających się tam zwierząt, jak gdyby byli u siebie, na własnym podwórku…
Nagle okazało sie  że nawet krowy bronią się przed nieproszonymi gośćmi, wkraczającymi bezkompomisowo na ich teren. Pastwiska są więc od jakiegoś czasu przepisowo ogradzane, tak by ludzie nie wydeptywali sobie na skróty ścieżek, kosztem spokoju pasących się tam krów i zagrażajac też własnemu bezpieczeństwu.

Jak widać, zwierzęta, jak i ludzie, zaczynają coraz częściej mówić bezprawiu: NIE!

Wiersze z uśmiechem

Teresa Rudolf

Niewinny śmiech

Oczy twoje
tak błyszczą,
dziewczynka
śmieje się
do swego małego
psa bielusieńkiego.

Twoje oczy
śmieją się ciągle
tak prześlicznie,
wciąż cichutko
szepcze, szepcze
pieska uszkom.

Twoje uszka
tak przepięknie
mnie słuchają,
głęboko patrzy
w czujne, figlarne,
oczy psie wierne.

Coś ci powiem,
a ty nikomu, tak?
Tajemnica wielka
nie powiesz…
wiesz, wszyscy ludzie…
…Covida mają, szaaaa…

Pies zachłystując się
ze śmiechu, macha
ogonem bielutkim,
nie wiedząc jak i ona
co to ten Covid,
i czy to… do śmiechu…

Sen srebrzysty

A gdyby tak gdzieś
daleko stąd, w sam
środek, świeżutko
upieczonej bajki?

A gdyby tak gdzieś,
daleko stąd, na jakąś
białą, uśmiechniętą
chmurkę z nieba?

A gdyby tak gdzieś,
daleko stąd, na sam
księżyc, odwiedzić
księżycowe panny

Sen, srebrny księżyc
huśtał się nad nim,
śpiewając mu w ucho,
o całkiem innym jutrze.

Maski

Teresa Rudolf

Dziwny karnawał

Zabrakło nam fantazji,
dziwny to teraz karnawał,
maski, a gdzie taniec?

Gdzie jego kolory, śmiech
oczu, ust, głosów śpiew?
Karnawał dla wszystkich,

starzy, młodzi, kobiety,
mężczyźni, wściekli,
smutni i wesołki.

Kim jesteś Ty,
potrącający staruszkę,
choć masz być daleko?

Kim jesteś Ty,
w supermarkecie coś
do siebie przeklinając?

Ciemny, zly, czyjś wzrok
przestraszył małe dziecko,
płacze całym sobą,

jeszcze bez maski,
jeszcze nie na balu,
już bojące się masek.

To masz…

Liście dziś pod stopami,
ich szelest, ich kolory,
szum wiatru rdzawego.

Domy na wzgórkach,
wmalowane w jesień,
uśmiechającą się złoto.

Ptaki w swych piruetach,
świergolące w swym jezyku,
nie rozliczając z niczego.

Dobroć Natury, tak naturalnie
całym ciepłem kochającej,
brylującej radością i śmiechem.

…to wciąż masz,
przestań niszczyć…

Odchodzenie

Teresa Rudolf

Coraz więcej zdjęć

Coraz więcej zdjęć
we mnie, twarze, twarze,
coraz wiecej dźwięków,,
głosy, głosy  głosy.

Tylu ludzi odeszło,
porozbiegani teraz
po zaświatach szarych,
lub kolorowych…

Dziś ich święto,
spotykają się jedni,
omijają się inni,
jak kiedyś w życiu???

A ja,

czekam, czekam
na niektórych dzisiaj,
przy przebogatym
stole mej pamięci.

Zaduszki

Zapach świeczek,
kwiatów cmentarnych,
gdzieś się unosisz,
tuż nade mną?

Patrz, tak kolorowo
dzisiaj, to chryzantemy,
białe, a te łososiowe,
to dla Ciebie…

Siądę na troszkę,
posłuchaj moich myśli,
ich muzyki uroczystej
na dzisiejszy dzień.

Słyszysz? Słyszysz?
Liście szeleszczą…
chłód już zimowy…
znów odchodzisz…

Takie życie…

Teresa Rudolf

Słuchaj…

W oku mgnienia
upadł czerwony liść,
kwiat nagle opadł z sił,
zmarł komuś człowiek,
a komuś innemu pies.

W tym momencie
padło śmiertelne słowo,
urosła w sercu nadzieja,
urodził się człowiek,
mały kot otworzył oczy.

W tej sekundzie
komuś świat stał się piekny,
a innemu się znów zawalił,
tu powodzie zalewają światy,
tam susza zabiera życie.

Więc nikomu nie mów:
że życie jest piekne,
że życie jest wstrętne,
że lepiej wszystko wiesz,
że powinno się, lub nie warto.

Słuchaj,
nie każ wciąż porównywać
kamieni ze święconą wodą…

Esperanto oczu

Tyle oczu nagle,
mówią, krzyczą,
płaczą, szepczą.

Ciągle większa
perfekcja czytania
tego esperanta.

Oczy staruszki,
kamienują mnie
nieoczekiwanie.

Oczy pełne
poczucia wyższości,
pogardy dla świata…

….w brudnej masce.