Barataria 47 czyli szaleniec z Wydm

Ewa Maria Slaska

Jaki ojciec taki syn

W kilku odcinkach, poczynając od TEGO, pisałam o Silvio Gesellu, ekonomiście-utopiście z początku XX wieku. Gesell był zwolennikiem gospodarki wolnorynkowej opartej na wolnym (nie dającym się tezauryzować) pieniądzu, funkcjonującej bez stosowania zasad marksistowskich, ale też i bez zasad wielkokapitalistycznych. Jednostki gospodarcze, najczęściej wioski lub społeczności kilku wiosek, oparte o model Gesella czyli posługujące się wolnym pieniądzem istniały i właściwie do dziś istnieją tu i ówdzie, odnosząc nawet spore sukcesy. Warunkiem powodzenia jest tu po pierwsze fakt, że są to grupy małe i że naprawdę a nie pod przymusem stosują się do zasad przyjętych przez wspólnotę oraz że własze  świata zewnętrznego pozwolą im na wprowadzenie, zrealizowanie i  kontynuowanie eksperymentu. Opowieść Gesella o tym, jak powstają takie systemy i z jakich powodów upadają, została ulokowana na odkrytej, a potem zapomnianej, wyspie Barataria gdzieś na Karaibach. Przypomnijmy że w zatoce Meksykańskiej, naprzeciwko miasta Nowy Orlean rzeczywiście leży wyspa o takiej nazwie, która przez kilkadziesiąt lat była siedzibą słynnego pirata Lafitte’a.

Również syn Silvia, Carlos, był szalonym utopistą. Informacje o nim znalazłam dopiero ostatnio w artykule Michaela Stolleisa Die Wunderinsel Barataria. Sancho Panza und die Kunst des Regierens / Czarodziejska wyspa Barataria czyli Sancho Pansa i sztuka rządzenia. W przeciwieństwie do mnie, autor nie uważa naszego giermka za wcielenie karnawałowego króla, lecz traktuje go nader poważnie, właściwie jak renesansowy ideał władcy, który wciąż jest rycerzem jak każdy władca średniowieczny, ale już jest również uczonym sędzią, jak ci, którzy obejmują rządy w czasach nowożytnych. Gubernator Baratarii jest miernikim, wg którego ocenić można także jego następców, Silvia i Carlosa Gesellów.

Ktokolwiek będziesz w okolicy Mar del Plata, możesz wśród licznych ofert wybrać modny obecnie kurort nadmorski Villa Gesell (miasteczko Gesell czyli Gesellowo lub Gesellówka). Jego główna ulica nosi nazwę Bulwar Silvio Gesella (ojca zatem, nie syna), ty zaś oddać się tu możesz nie tylko zwykłym rozrywkom plażowym, ale popłynąć na połów ryb na pełne morze lub odwiedzić jednego z mieszkających tu artystów. Tysiące turystów tak robią, wcale nie wiedząc o tym, że jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku rozciągały się tu tylko piaszczyste wydmy, po których hulały burze piaskowe.

Carlos Gesell (syn Silvia), był udziałowcem założonej przez ojca fabryki środków higienicznych i ubranek dla dzieci, na czym jak można zrozumieć dorobił się na tyle, by móc kupić kawał argentyńskiego wybrzeża o szerokości około półtora kilometra i długości – kilometrów dziesięciu. Wydmy były, jak to wydmy, uporczywie piaszczyste, ale Carlos, być może zapatrzony w wizje Edenu, niemieckiej wioski produkującej owoce, gdzie w ostatnich latach życia zamieszkał tata, postanowił uczynić sobie ten skrawek ziemi poddanym, rozpoczynając uparte choć latami kończące się niepowodzeniem eksperymenty zamienienia wydm w oazę rolniczą. Miejscowi nazwali go «Loco de las dunas», szaleniec z wydm.

I oto kiedyś jego wysiłki zakończyły się powodzeniem – Carlos obsiał wydmy owsem nadmorskim, który umocnił luźne piaski i przygotował tym samym podłoże pod następne rośliny.

Ogromną rolę w użyźnianiu wydm odegrały akacje. W lasku maleńkich akacji Carlos założył utopijną kolonię, gdzie zamieszkał z żoną i garstką kolonistów. Rychło okazało się, że te surowe piaski zaczęły, podobnie jak rodzina szaleńca, z roku na rok coraz szybciej i więcej płodzić. Carlos miał trzy córki i trzech synów z pierwszą żoną, a potem jeszcze następne dzieci z drugą i trzecią.

Pierwszy dom zbudowany przez Gesella na użytek kolonistów stał właściwie w szczerym piachu i miał czworo drzwi w cztery strony świata, tak by zawsze, niezależnie od tego, co aktualnie zrobi wiatr z piachem, i które drzwi zasypie, zawsze można było wyjść z domu.

Kolonia Gesella rządziła się surowym rygorami, nie wolno było palić ani grać, a alkohol wolno było pić tylko od wielkiego święta.  Było to więc minipaństewko policyjne, w którym restrykcje zapewniały przestrzeganie zasad. To zresztą klasyczny wręcz problem wszystkich utopii (dziś się zaczęło nazywać dystopiami, jakby utopia za bardzo się – nam? – zaczęła kojarzyć z utopieniem się i utopcami). Są tylko dwie metody uzyskania posłuszeństwa zasadom – wychowanie czyli przymus łagodny bądź przymus bezpośredni.

W drugim zbudowanym w kolonii domu mieści się dziś muzeum.

Carlos, urodzony w 1891 roku, zmarł w podeszłym wieku w roku 1977. Ale wtedy jego utopijna kolonia dawno już przekształciła się w zwykłe kąpielisko jakich wiele w tej części Argentyny, 400 kilometrów na południe od Buenos Aires. Realny kapitalizm wchłonął bez reszty utopię szaleńca. Zresztą na życzenie samego założyciela, który jako pierwszy zaczął w kolonii budować domy dla spartańsko usposobionych turystów. Teraz zresztą nie mu już tych pierwszych hosteli turystycznych, zastąpiły je zwykłe hotele z basenami, sauną, barem i jakuzzi.

Carlos był podobnie jak jego ojciec, człowiekiem dobrze wykształconym i niezwykle kreatywnym. Jego zapał zjednywał mu ludzi. Gdy rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną, dwoje dzieci pozostało z nim w koloni Gesell, podczas gdy reszta wyjechała z matką do Buenos Aires.

To wszystko są dobrzy ludzie, pisze autor, i Silvio, i Carlos Gesell, i fikcyjny Sancho Pansa. Chcą dobrze, podejmują wysiłki, a i tak przegrywają. Choć przecież możnaby tu zaoponować i powiedzieć, że nieprawda. Według wzorów zaproponowanych przez Silvia Gesella funkcjonowało jednak, ba dobrze prosperowało, kilka autentycznych jednostek gospodarczych, kres ich prosperity położyły zakazy wymuszone przez bankowców na rządzących. I jednak, umówmy się, Carlos Gesell rzeczywiście zamienił 25 kilometrów kwadratowych piachu w kwitnące krajobrazy modnego kąpieliska. I w końcu również Cervantes udowodnił nam na przykładzie Sancho Pansy, że można być dobrym sędzią, pod warunkiem że się umie używać rozumu, i że można bez złości zrezygnować z władzy, pod warunkiem, że nie stanowi ona dla człowieka jedynego celu w życiu.

A wszyscy trzej udowodnili, że czasem udaje się zrealizować idiotyczne marzenia.
Extra dodatek dla tych, którzy znają niemiecki – jedna z najstarszych mieszkanek Villi Gesell założyła w roku 2012 (w wieku 90 lat!) specjalny blog, który nazwała geselligerunde-blog (nazwa wywodzi się oczywiście od nazwiska założyciela miasta, ale oznacza też: ożywione spotkanie towarzyskie). Jest to dwieście krótkich wpisów o mieście, domach, ludziach, zwierzętach i historii. W niektórych historyjkach pojawia się też osoba założyciela, już jako starszego pana z siwą brodą. Autorami wpisów są różne osoby, które autorka zaprosiła do współpracy.

Barataria 45 zagadka (rozwiązana) – Wyspy Bożego Narodzenia

Ewa Maria Slaska

Są dwie, daleko od siebie. Poproszę o nazwy obu … Będzie nagroda… (zagadkę rozwiązał nasz Autor, skrywający się zresztą w komentarzu za ksywką Pharlap)

xxxx
Wyspa Bożego Narodzenia (Christmas Island)
xxxx Wyspa Kiritimati (Wyspa Bożego Narodzenia)
Terytorium zależne Australii xxxx Największa z 33 wysp niezależnego państwa wyspiarskiego Kiribati
Ocean Indyjski xxxx Ocean Spokojny
xxxx
Ptak na fladze – faeton żółtodzioby
Phaethon lepturus fulvus
xxxx Ptak na fladze
Fregata minor (fregata średnia – największy ptak latający)
Gwiazdy na fladze: Krzyż Południa
xxxx Gwiazda na fladze: Słońce
Odkryta po raz pierwszy w roku 1615 przez Johna Milwarda z Kompanii Wschodnioindyjskiej i zapomniana, ponownie odkryta w r. 1643 w dzień Bożego Narodzenia przez kolejnego kapitana tej Kompanii – Williama Mynosa. Obaj tylko przepłynęli obok wyspy. Dopiero w roku 1688 zeszła na ląd załoga statku Cygnet. xxxx Odkryta w roku 1777 w dzień Bożego Narodzenia przez Jamesa Cooka
Wyspa jest wierzchołkiem podwodnej góry xxxx Wyspa jest pierwszym miejscem na świecie, które obchodzi nowy dzień i Nowy Rok i leży też na równiku. Wyspa jest więc ulokowana na skrzyżowaniu dwóch najważniejszych nieistniejących linii na kuli ziemskiej, jest przeto ważnym punktem odniesienia dla każdego baratarysty.

Największy atol i największa wyspa koralowa na świecie.

1402 mieszkańców xxxx 5586 mieszkańców
Stolica Flying Fish Cove

 

xxxx Nie ma stolicy, jest 5 wsi: Poland, London, Paris (ruiny), Banana i Tabawakea.
Poniżej Poland.
Wioska została nazwana dla uczczenia Polaka Stanisława Pełczyńskiego z amerykańskiego statku przewożącego koprę, który był na wyspie, gdy jej mieszkańcy mieli problemy z nawadnianiem plantacji palmowych. Stanisław pomógł im rozwiązać problem. W Poland znajduje się kościół pod wezwaniem św. Stanisława Kostki, a zatokę w lagunie nazwano Zatoką Świętego Stanisława.
Polscy podróżnicy: Wojciech Dąbrowski xxxx Polscy podróżnicy: Ryszard Badowski ze Szczecina, Olgierd Budrewicz, Wojciech Dąbrowski

W lipcu 2018 roku na jachcie Lady Dana dopłynął do wyspy polski żeglarz kapitan Henryk Wolski z polską załogą. Do Poland, gdzie nie ma portu, pojechali samochodem. Była to część rejsu śladami Edwarda Strzeleckiego.

Zamiast choinki / Anstelle eines Weihnachtsbaumes

Picuture published by our friend Monika Saczyńska

Und unten (ohne abzugucken) solche Dekoration bei Dorota Kot / Poniżej podobna dekoracja u Doroty Kot, która wcale nie tu szukała inspiracji.

No i oczywiście, jak zawsze, obowiązkowa choinka z książek, tu z księgarni FiKa w Szczecinie (www.fikaszczecin.blogspot.com).

Und wie immer, ein Weihnachtsbaum aus Büchern, diesmal in FiKa-Buchhandlung in Stettin.

A tu choinka z książek Krystyny Koziewicz / Buchweihnachtsbaum von Krystyna Koziewicz.

Mein Weihnachtsbaum wanderte diesmal am 1. Adwent vom Balkon zum Überwintern ins Wohnzimmer. Noch dazu: Keine Dekoration ist gekauft worden, alles ist gefunden oder geschenkt worden, oder es sind meine Schals und Perlenketten, alltägliche Gegenstände also, die umfunktioniert wurden, damit der Mix aus Adventskranz und Weihnachtsbaum in diesem Jahr rot wirkt. Die blaue Figur oben links ist eine Skulptur von Barbara Piwarska-Ur.

Moja tegoroczna choinka przywędrowała na przezimowanie z balkonu i jest mixem wieńca adwentowego z choinką. Wszystkie dekoracje są albo znalezione, albo podarowane albo przerobione z przedmiotów codziennego użytku. Ciemnoniebieska kobieta po lewej stronie zdjęcia u góry to rzeźba Barbary Piwarskiej-Ur.

Podróżnik berliński, Maciej Łuszczyński-Łempka pokazuje, jakie są choinki w Gruzji / Hier ein Foto aus Georgien:

No i hit wszechczasów, już tu przed rokiem publikowany – choinka Sebastiana! / Und der beste Weihnachstbaum aller Zeiten, publiziert hier schon Mal im Jahre 2016 – Weihnachstbaum von Sebastian!

Ze świata podręcznych 9

Zosia woła, woła, woła, od wielu miesięcy Zosia woła praktycznie codziennie!

MIASTO BEZPRAWIA – TONIEMY W PRZEMOCY

Nasze miasto staje się miastem bezprawia, panuje tu powszechna akceptacja dla przemocy.
A zachowanie władz, instytucji i funkcjonariuszy policji z KPP wskazuje na wiele patologicznych powiązań.
Niemoc organów powołanych do zadań przeciwdziałania przemocy zatrważa. W naszym mieście potrzebujemy monitoringu!
Chcemy żyć spokojnie.

Zosia ma sprzymierzeńców, ale sprawca przemocy ma ich też i są chyba lepiej ustawieni, dlatego nadal ma się dobrze, przebywa na wolności i zajmuje mieszkanie, z którego dzięki przemocy pozbył się i Zosi, i jej matki.

6 grudnia Zosia donosi: Departament Społeczeństwa Obywatelskiego przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zajmie się sprawą bezpieczeństwa obywateli naszego miasta.
4 grudnia sprawę Zosi relacjonuje lokalna gazeta online,
Zapiski mazurskie:

Radni – nie bądźcie bezradni – apeluje mrągowska działaczka do reprezentantów mieszkańców z Rady Miasta Mrągowa

Kieruję apel ofiar przemocy, proszę pomyśleć, ale tak jak zwykły szary człowiek a nie organ samorządowy, że na moich stronach „Mrągowo bez przemocy” znalazło się kilka tysięcy wpisów i postów świadczących o tym, że mamy problem w Mrągowie.

Przeraża duża skala przemocy w Mrągowie – dotyczy nas wszystkich, a moja sprawa to jedna z wielu. Odnoszę wrażenie, że nasze miasto Mrągowo to miasto niemocy wobec przemocy.

Właśnie tymi słowami zwraca się Pani Zofia Wojciechowska z Mrągowa do radnych miasta Mrągowa.

Zofia Wojciechowska wystosowała apel. Spełnia swój obywatelki obowiązek i jeszcze chce się jej działać.

Zanim doszło do debaty na temat przemocy w Radzie Miejskiej, Zosia poruszyła niebo i ziemię, pytając wszędzie, w Sądzie, na Policji, w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, w tzw. MOPSie czyli Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, w Fundacji Niebieska linia i w Fundacji Biała Wstążka – dlaczego? Dlaczego pomaga się sprawcy, a nie jego ofiarom?
Dlaczego? Przyznaję, że nie wiem. Chyba że odpowiedź będzie taka jak zawsze – bo sprawca jest mężczyzną, a ofiarami są kobiety, ba, kobiety samotne!

W międzyczasie mama Zosi wylądowała z zawałem w szpitalu, po czym została umieszczona w drogim, opłacanym prywatnie Ośrodku Rehabilitacyjnym. 

Czy tak wygląda prawo? Czy tak wygląda sprawiedliwość?

Czy zmieni coś kolejna instytucja, która ma się obecnie zająć sprawą Zosi? Czy to kolejne mydlenie oczu?

Trzymaj się, Zosiu!

Awesome texts coming to you as a blogmaster

Ewa Maria Slaska

Scraps

I do not understand, what’s that. I do not know, why anybody sends me information like that. They are filtered by aksimet which is a system protecting blogs from spam by wordpress. Akismet tells me always how many of those spams I get from the beginning of my era by wordpress. Now, after almost five years here, they are about hundred thousands  Akismet works very good, so usually if the system says it is a spam, it is a spam. Mostly porn, muscle building or some other deals or adverts, some in Russian or Chinese… But then, sometimes there come some sentences, which make sense… Messages. Not for me, but anyway… Scraps but they seem to belong together. I am curios what they try to say us. So one day exactly on 28th of August 2017 I decide I gather them to see the sense being hidden behind… Do not ask me why? Just so!

There are some errors but I let them be. Maybe they have sense. Some doubled vocals, let say… Is a bbed more a bed than a bed?

Leroy Sane looks like he has the beating of Bryan Oviedo every time he takes him on.

You underѕtand wһat Pastor Johansson informed us on Sunday is that God reallу likes worship. Daddy added.

Evеryone laughed making an attempt to think about what sort if party Мarry and Joseph gavve for Jesus when He wwas ѕix. Larry wondered. I guess hhe appreciated the same type of toys we like.

WE WILL? Theyy each ѕhouted and they ran tto thе bedd room bickering about who will get to go first.

You impⅼy like once we sing rеward songs іn Church?? Larry aѕkeԁ and daddy nodded. Pгoperly I couⅼd make up a worship song. So Larry junped to his toes and started to makе up а song to a reawlly unhеalthy tune. Jesus is so cоol.
Its ffun beong with God. Hes the funnest Godd anybody might have! Larry sang very badly so Lee had put his hands over hіis ears.

Effectivеly boys, Mommy finally entioned after thеyd prdovide you with numerous silly concepts of what God did for enjoyable? What God really likes is when indioviduals love оne another and deal with each other like we ddo in ouг famiⅼy?
Tһat made sense to Lee аnd Larry so Lee hugged Mоmmy and Lartry huggged daddy tto
just make God happy.

ᒪIKE WHAT DADDY, TELL US, TELL US. Both boys jumped up and down wanting to know find out how tߋ make God happy.

Мy flip, my turn? Larry mdntioned eagerly wiggⅼing to get a chance too talk? Ӏ beⅼieve one of the best thing abbout God is that hee can beat up the satan aas a result of the satan is scary and mean and ugly and bad and Godd can beat hhim up so thе deviil can’t damage us like he did these demon crammed folks in Jesus day.

Effectively, I am stuned you all left tthe very additional bedt onne for me? Daddy stateⅾ with a teasing smile? It’s that hе sent Jesus to diie fߋor us and give us life ceaselessⅼy and ever and that due to that we are going to be a family in heavеn for millions of years. That’s fairly good isnt іt?

This is such a еnjoyable game and we had a pеrfect birthday Daddy?
Larry added. Can wwe play? What’s the best thing about God? tomorrow too? he begged hіs Ꮇommy.

The writing person uses tu use the name linux. Not every time, but still… Anyway it was funny as it was the birthday story, now it is slowly changing in an usual wordswordswords of all the sects in the world, pity!

Propeгly like Mommy mentioned, after we love each otһer and love the world that Jesus died for, that’s a kind of worship.
Once we take into consideration God and listen to thee sermon or in Sunday Schoߋl, thаt’s a approach of worshipping because we are learning how gгeat God is and He likes that. Or once we sit around and tell one another what the best things about God are.

It is 16th of October. After about six weeks the story started again:

You understand hoᴡ much you like hearing folks say how sensible or cute you boys are?
Effectively God likes after we talk together about how nice he is. Daddcy answered.

You undеrstand what Pastor Johansson instructed us on Sunday is that Good actually likes worship. Daddy added.

I doo know!? mentioned Larry?I guess hee likes angels as a result of he has them round alll of the time. Maybe he and the angeⅼs play family video games likе we do sometimes. Perhaps they plzy Мonopoly?

This made Мommy snigger really hard.

Daddy wins!? The twins declared.

І bet he is PERFECT at it!? Laughed Larry.

Everуbody laughed attempting to think about what kind of celebration Mary and Joseph gave for Jeѕus when He was ѕix. Larry wondered? I bett he favored the ѕame sort of toys we likе.

After some days this sentence comes again: I bett he is PERFЕCT at it!? lаughed Larry. But the error is different! It means somebody is putting it per hand, always new.

I have the feeling till now it was a story about one boy, Larry, becoming actually six. In December, like Jesus. Since now, they are two boys, Larry and Lane. In a curse of story they will become twins.

Prоperly boys? Mommy finally stated after that theyy had ⅽome up with a lot of foolish ideas of what God did for enjoyable? What God actually likes is when people love one another and carе for each othеr ⅼike we do in our family? That made sense
to Lee and Larry so Leee hugged Mommy and Larry hugged daddy to just make God happy.

Well lime Mommy mentioned, once we love each other and love the worl that Jesis died for, that?s a kind of woгship. After wee think about God and listfen tto the ѕermon or in Sunday Faculty, that?s ɑ means of worshiρping asѕ a result of we are learning how nice God is aand He likes that. Or once wе sitt around and tell each other what the best issues about God are. You know hоw much you want hearing folks say howw sensible or cute you boys are? Properly God likes once we discus together about how great һe is.?

Daddy answered.

Yes, after some days it comes the second time.

Well lime Mommy mentiⲟneԀ, once we love each other and love the world that Jesis died for, that?s a kind of woгship. After wee think about God and listfen tto the ѕermon or in Sunday Faculty, that?s ɑ means of worshiρping asѕ a result of we are learning how nice God is aand He likes that. Or once wе sitt around and tell each other what the best issues about God are. You know hоw much yoᥙ want hearing folks say howw sensible or cute you boys are? Properly God likes once we discus together about hoѡ great һe is.?

Daddy answered.

And then the third time. Even the errors are the same. Seemingly the story does not go further. But a few days later, it is going…

ᏔE WILL.? They both shouted they usually ran to the bedroom bickering aЬout whoo gets to ggo fiгst. (it came the second day some days later with other errors: WE WILL.? They each shouted they usually ran to the bedroom bickering about who will get to go first. It means, they do not copy&paste it, they write it again and agin.)

Lee and Larry loved their sizth birthday party.
Regardless hаt they were twins, Mоmmy and Ɗaddxy at all times made posіtive they each had a particular time. And with tһeir birthdays coming inn December, Mommy and Daddy
also always ade ppositive their birthdays һad been special though Christmas
was right around the corner. The party was so enjoүаble with a clown and cake and songs
and fantastic рresents from their pals ɑnd grandparents and uncle and ɑunts.
It glided bby soo fast however earlier than they knew it, everybody had ɡone hoᥙse
and it wass time too clean up and prepare for bed.

Yes! Now! I have a proof, they are writing it new again and again. You see? There is in a text upon “Regardless” and “friends” against “Despite” and “friends” beneath.

Lee and Larrʏ beloved their sixtһ birthday partʏ.
Despite thhe faсt that they had been twins, Mommү and Daddy always made sure theyy
every had ɑ particular time. And with tһеir birthdays coming
iіn December, Mommү and Daddy additionally always
made certain their birthdays һad Ƅeen special regardlеrss that Christmas
was riցht around the cοrner. The occasion was so enjoyable witһ
a cclown and cake and songs and fantastic presents fr᧐m their frikends and grаndparentѕ and unclе and aunts.

It went by so ԛuick but before they knew it, everyƄoԀy һad gone home and
it was time to ᴡash up and get ready for bed.

Daddy wins!? The twins declared.

І bet he is PERFECT at it!? Laughed Larry.

More or less it is a story about Mom, Dad and two boys. Primarily I thought one of them is getting 6 and has birthday. But they are twins. There was a birthday party with a lot of plays and gifts. A very happy family. And all the time this happy family speaks about God, trying to make him also your friend. Actually a nice story, the question is only: who is making it coming to us on such a complicated way? And what for? It means, what is a profit he makes with sending his messages to us? Doe’s he hope I start to belive God after reading it? Almost for sure – not! He can not be such an idiot. It means he is paid for what he is doing. A sort of troll? Yeah! But that is again: why this story? I do not ask those questions by adverts of any sort, but God as a friend and not trying to press me to buy anything, is no businnes at all. So it is for faith. 

You see what I mean? My questions are spinnig like a merry go round. But in a way it is a Nativity, a history of God being born six years erlier and now making his birthday party?

Lee and Larrʏ beloved their sixtһ birthday partʏ.
Despite thhe faсt that they had been twins, Mommү and Daddy always made sure theyy
every had ɑ particular time. And with tһеir birthdays coming
iіn December, Mommү and Daddy additionally always
made certain their birthdays һad Ƅeen special regardlеrss that Christmas
was riցht around the cοrner. The occasion was so enjoyable witһ
a cclown and cake and songs and fantastic presents fr᧐m their frikends and grаndparentѕ and unclе and aunts.

It went by so ԛuick but before they knew it, everyƄoԀy һad gone home and
it was time to ᴡash up and get ready for bed.

So, many happy returns, boys. And Jesus! For you and for all of us!

Barataria 43 Atlas der abgelegenen Inseln

Judith Schalansky, die Autorin des Buches, ist, ob sie es weiß und will oder nicht, eine Barataristin erster Klasse. Für die, die es (noch) nich wissen, zur Erklärung: Barataria ist eine imaginäre Insel, die im 2. Teil des Romans Don Quijote durch einen grausamen Witz dem guten Sancho Pansa als sein Gouvernement gegeben wurde. Ich bin die erste Barataristin der Welt, da ich diese Wissenschaftssparte entdeckt, genannt und entwickelt habe. Ihr Hauptziel und -sinn ist, in der Kultur, Sprache, Geschichte und – ja auch – Geographie die Ursprünge und Nachfolgen des literarischen Urmusters zu suchen. Als Gründerin dieses Wissensbereiches bin ich mächtig, manche von mir gefundene (und erfundene) Wissenschaftler zu Barataristen zu ernennen. Natürlich bin ICH die wichtigste Barataristin der Welt :-). Ich schreibe meistens auf Polnisch, aber es kamen schon ab und zu die baratarischen Aufsätze auf Deutsch, wie z.B. HIER oder HIER, aber auch HIER oder Englisch wie HIER. Sowieso ist Polnisch, besonders unter der jetzigen Obrigkeiten, eine Sprache, die schlechthin dafür vorbestimmt wurde, über fantastische, nicht existente Insel zu berichten – bedenken wir nur die letztens so berühmte Nichtinsel (das Nichtland) San Escobar – siehe z.B. HIER oder HIER.

Und noch eine letzte Erklärung. Man könnte meinen, die berühmteste Nichtinsel der Welt ist Atlantis und nicht Barataria. Wohl schon, aber weil sie von vielen doch für eine echte Insel gehalten wird, eignet sie sich nicht besonders gut als Stoff für Wissenschaftler. Man verwickelt sich sofort in die Debatte, gab es sie, oder gab es sie nicht? Dafür ist Barataria als Gründungsmythos ganz klar eine Nichtinsel, eine fiktive Erfindung, die man als Projektionsfläche für viele Theorien und Abenteuern nutzen kann. Man geht nur auf den verflochtenen Wegen der Kultur und muss sich nicht für so was Flüchtiges wie Wahrheit kümmern. Die Barataria als Erfindung wird immer wider benutzt und damit gewinnt die Metapher immer wieder ihre neue Aktualität. Das letzte Mal, dass jemand Gubernator von Barataria genannt wurde, notierten die Barataristen im September dieses Jahres, als die Katalonen versuchten, ihre Unabhängigkeit zu erzwinge. Es ist ihnen nicht gelungen und die spanische Zeitung El Pais schrieb:

La Ínsula de Barataria

Soñé que Don Quijote anda convencido de que Sancho se irá pronto a gobernar la nueva República Catalana. / Ich habe geträumt, dass Don Quixote glaubt, Sancho Pansa sei bald Gubernator der neuen katalanischen Republik. (…) Aber es war nur ein grausamer Witz.

                                        Puigdemont umarmt Artur Mas. LLUIS GENE AFP

Lieber Leser / liebe Leserin, sorge dich nich um den roten Faden dieses Essays. Er geht nicht verloren. Ein Essay ist ein Versuch und es scheint charakteristisch für die Barataristik, dass man in den Text schlangenschaft wandert, um nicht zu behaupten: irrt. Aber irgendwann kommt man zurück.

Also: Judith Schalansky und ihr Taschen-Atlas der abgelegenen Insel. Herausgegeben 2009.

Eine junge Autorin, geboren 1980, schrieb schon im Titel, dass es in ihrem Buch um Träume geht. Fünfzig Inseln, auf denen ich nie war und niemals sein werde. Wie wahr. Lesen wir die Liste: St. Helena, Diego Garcia, Amsterdam, Tristan da Cunha, Socorro… Wieviele von uns waren auf einer von diesen 50 Inseln? Jeder, schreibt Wikipedia, ist eine Doppelseite im Buch gewidmet, die geographische, demographische und historische Angaben, anekdotenhafte Bruchstücke aus der Geschichte der Insel sowie eine Karte im Maßstab 1:125.000 enthält. Gestaltet wurde das Buch ebenfalls von der Autorin. Als Schrift verwendet sie Sirenne.

***
Sie ist in Greifswald geboren, studierte Kunstgeschichte und Kommunikationsdesign, unterrichtete typografische Grundlagen an der Fachhochschule Potsdam und lebt heute als freie Schriftstellerin und Buchgestalterin in Berlin. 2006 veröffentlichte sie ihr typografisches Kompendium »Fraktur mon Amour«. 2008 erschien ihr literarisches Debüt, der Matrosenroman »Blau steht dir nicht« (mare). Für ihren »Atlas der abgelegenen Inseln« (mare, 2009) wurde sie mit dem 1. Preis der Stiftung Buchkunst ausgezeichnet. Im Herbst 2011 erschien ihr Bildungsroman »Der Hals der Giraffe« im Suhrkamp Verlag, der 2012 wieder zum »Schönsten deutschen Buch« gekürt wurde. Judith Schalanskys Bücher sind in mehr als 20 Sprachen übersetzt. Seit dem Frühjahr 2013 gibt sie im Verlag Matthes & Seitz Berlin die Reihe NATURKUNDEN heraus.

Me in seven pictures

Ewa Maria Slaska

#blackwhitechallenge

Last week I took part by a social play on the Facebook. Nothing special or extraordinary. Social play. Sometimes you have to list your favorite books or films, bake your own bread or pour cold water on your head. This time I had to publish on Facebook seven black and white pics from my life. No people, no pets, no explanation. Just pics. It makes sense, belive me.

You do not make it by your own will, you have to be challenged. And in a turn everyday you challenge somebody.

I show you here my seven pictures. They say a lot about me. I know it. I choose them carefully. But you? Do you see me in those pics? Make subtitle to those photos. Sentences or words. One or more. I will use them here.

It is a challenge! And there will be a prize for doing it 🙂

Subtitles from Andrzej Rejman

steadily uphill


nevertheless optimistic

rays of light and art


melting in space


emerge from the darkness


durability and stability


 hidden me

Julia z kotem, Julia z psem, Julia…

…Manet

Julia Manet z kotem. Przywiozłam ją na pocztówce z Paryża, z Musée d’Orsay.

Pierre Auguste Renoir (1841-1919) – portret Julie Manet (dit aussi L’Enfant au chat) z roku 1887

Dopiero pisząc to (zamierzam pisać “kotach nadesłanych przez przyjaciół) sprawdzam, kim była Julia Manet i już wiem, że dziś nikim więcej się nie zajmę, tylko nią, bo jej życiorys jest tak bogaty, że przedstawiony w koniecznym blogowym skrócie brzmi jak wyliczanka najważniejszych nazwisk kultury francuskiej (i nie tylko) na przełomie XIX i XX wieku.

Urodziła się w roku 1878, umarła już “za moich czasów” 14 lipca 1966 roku. Chodziłam wtedy do 10 klasy.

Gdy zaczynam o niej pisać, wiem tylko, że była córką Eugène Maneta, brata malarza – Edouarda, ale okazało się, że ta informacja to jakiś w gruncie rzeczy nieznaczący strzępek informacji o tej kobiecie, bo ważny był nie ojciec Julie, brat malarza, lecz jej matka, też malarka, która zyskała sławę w tak młodym wieku, że wychodząc za mąż zachowała nazwisko panieńskie – Berthe Morisot – jako pseudonim artystyczny. Rodzina była bogata, tata Eugène nie pracował, rodzina żyła z majątku rodzinnego. Mieli wielki dom w Paryżu i pałac Mesnil-Saint-Laurent in Juziers. Julia już jako dziewczynka poznała całą plejadę słynnych malarzy i pisarzy, Renoira, Degasa, Whistlera, Moneta, Stéphane Mallarmégo.

Édouard Manet, Tête d’enfant (Julie)

Jak widać, od dzieciństwa ją malowano. Zwłaszcza mama malowała ją nader często. Wuj Manet namalował ją z konewką, August Renoir z kotem. Ma niezliczoną wręcz ilość portretów, chyba jeszcze nie zetknęłam się z kimś, kogo by tak często malowano.

Édouard Manet: Julie Manet na konewce, 1882

Berthe Morisot, Ojciec z córką w ogrodzie 1883

Otrzymała staranne wykształcenie. Czytała (oczywiście) po francusku i angielsku wielkie dzieła literackie, grała na flecie, fortepianie i skrzypcach. Pobierała nie tylko lekcje gry na instrumentach, ale też z zakresu teorii muzyki i kompozycji. Dużo podróżowała, zwiedzała muzea i wystawy, oglądała dzieła sztuki w pracowniach artystów i zbiorach prywatnych. No i oczywiście mama nauczyła ją rysunku i malarstwa.

Zachowały się jej niezliczone portrety, Julia czyta, Julia gra na skrzypcach, Julia gra na flecie, Julia z psem, Julia z kotem…

Berthe Morisot: Julie z psem myśliwskim 1893

Pierre Auguste Renoir: Berthe Morisot z córką Julie 1894

Rodzice wcześnie ją osierocili, a jej opiekunem został Stéphane Mallarmé. Przez Edgara Degasa poznała swojego przyszłego męża, również malarza, Ernesta Rouarta (1874–1942). Julia i Ernest wzięli ślub w roku 1900 i było to podwójne małżeństwo, bo jednocześnie odbył się ślub kuzynki Julii, Jeannie Gobillard, z poetą Paulem Valéry (poniżej Jeannie na portrecie namalowanym przez Julię).

Julia i Ernest mieli trzech synów – Juliena, Clémenta i Denisa. Piszę o tym, bo zawsze zdumiewa mnie, ile te kobiety, rówieśnice naszych babek i prababek, mieściły w jednym życiu, w którym nie było przecież tylu wygód co dziś, a za to mnóstwo było surowych konwenansów, ograniczających ich życie i możliwości. Moim wzorem jest tu oczywiście Maria Skłodowska-Curie, matka dwóch córek, chemiczka, fizyczka, laureatka (co za wzór niedościgniony) dwóch nagród Nobla, piękna kobieta, kochanka, ba, skandalistka, autorka dzienników, w których opisuje między innymi usmażone właśnie wczoraj konfitury z czarnej porzeczki.

Pierre Auguste Renoir: Portret Julie Manet

Malowała w stylu, w jakim malowała jej mama, trochę jednakl przechodząc z impresjonizmu do nowoczesnych pociągnięć pędzla, typowych dla moderny. Chętnie portretowała kobiety z kręgu znajomych lub z rodziny, ale malowała też freski i projektowała wzory porcelany z charakterystycznym dla jej stylu motywem motyli i innych owadów. Oboje z mężem byli też kuratorami wielkich wystaw, na przykład retrospektywy Edouarda Maneta w roku 1932, Degasa w roku 1937 i Berthy Morisot w roku 1941.

Julia od roku 1893 aż do ślubu regularnie prowadziła dziennik. Zajmowała ją sztuka, pisała o życiu towarzyskim, portretowała artystów, opowiadała o podróżach, ale pisała też o wydarzeniach politycznych, o wizycie cara Mikołaja II i o niesławnej aferze Dreyfussa. Była młodą dziewczyną, gdy afera wybuchła, a jej otoczenie, łącznie z jej przyszłym mężem, było zdecydowanie negatywnie nastawione do Dreyfusa. Ale byli też w jej otoczeniu artyści  pro-dreyfussowcy jak Claude Monet czy Pissarro, Proust i – oczywiście – Zola, autor słynnego artykułu J’accusse! Sama stała raczej po stronie antydrefusowców, ale zapisała też w dzienniku: Jak okropne by to było dla tego potępionego człowieka, gdyby się okazało, że jest niewinny – ale to zapewne jest zupełnie niemożliwe.


Julie Manet, Lektura na leżaku

Berlin liegt im Osten

Unter diesem Titel macht das Literaturbüro von Martin Jankowski ab und zu Veranstaltungen mit anderssprachigen Autoren, die in Berlin leben und arbeiten. Dh. schreiben. Im Rahmen des Projektes PARATAXE – die internationalen Literaturszenen Berlins fand am 23. November 2017 das Symposium “Ostpol Berlin – mittel-&osteuropäische Autor*innen in Berlin” statt. Literarisches Colloquium Berlin, Literaturport, die Berliner Literarische Aktion e.V. und zahlreiche Gastautor*INNen, Wissenschaftler*INNen und Literaturaktivist*INNen präsentierten Geschichte und Gegenwart der mittel-/osteuropäischen Literaturen Berlins.

Panel 1.

11.00 – 13.00: Fluchtpunkt Charlottengrad? Literaturenklaven gestern und heute. Mit Ekaterina Vassilieva, Alexander Filyuta, Boris Schapiro, Ekaterina Sadur, Grigorii Arosev. Moderation: Natalia Gagarina.
Featured Poet: Dora Kaprálová.

Panel 2.

14.30 – 16.00: Noch ist Kreuzberg nicht verloren. Literarische Grenzüberschreitungen. Mit Dorota Stroinska, Ewa Maria Slaska, Dorota Danielewicz, Brygida Helbig, Emilia Smechowski. Moderation: Arkadiusz Łuba.
Featured Poet: Ilia Ryvkin.

Panel 3.

16.30 – 18.00: Berlin liegt im Osten? Neue Literatur aus Berlin. Mit Irina Bondas, Dorota Kot, Dora Kaprálová, Radka Franczak, Kinga Toth, Marijana Verhoef. Moderation: Boris Schumatsky.
Featured Poet: Milena Nikolova.

Von links: Boris Schumatsky, Dorota Kot, Irina Bondas, Dora Kaprálová, Radka Franczak und ich als Übersetzerin für Radka (Foto Olga Horn)

Lesung

20.00: Die Sprache gibt den Löffel ab – multilinguale Lesung (Georgisch, Ungarisch, Russisch und Deutsch) mit Iunona Guruli, Orsolya Kalász und Julia Kissina. Moderation: Katerina Poladjan. Dt. Sprecherin: Nina West.



PARATAXE ist ein Projekt der Berliner Literarische Aktion e.V. und wird gefördert durch die Berliner Senatsverwaltung für Kultur und Europa. Die Parataxe Symposien finden in Kooperation mit dem LCB und Literaturport statt.


Wir waren dabei, wir Polinnen – Dorota Danielewicz, Radka Franczak, Brygida Helbig, Dorota Kot, Emilia Smechowski, Dorota Stroińska und ich (EMS), sowie ein Pole (ein einziger, es sei denn, es waren welcher im Publikum) – Arkadiusz Łuba. Darüber hinaus ein polnischer Imbiss vom Mr. P.


Aber wie es immer so ist, das Symposium war das eine und die Gespräche in den Pausen – das andere und vielleicht (sorry Martin! aber auch: danke Martin!) wichtiger :-). Gespräche, Vernetzung, Projekte, Bekanntschaften. Wie mit Boris Shapiro und seiner Frau!

Boris, ein russischer Dichter, schrieb für eine von uns (ach, leider, leider, nicht für mich, sonder für Dorota Kot – und wie neidisch ich bin!) ein wunderbares ad hoc Gedicht, an ihr leichtes und lustiges Paper Literatur to go anknüpfend.

Dorota publizierte dieses Foto auf dem Facebook mit einem Kommentar: Stało się. Es ist passiert. Niesamowite uczucie… Ein unglaubliches Erlebnis…

Wenn man sich fragt, was also “ist passiert”, lautet die Antwort: ein Dichter hat für Dorota ein Gedicht geschrieben. Nicht nur gewidmet – geschrieben!

Darunter schrieb der Dichter Boris Schapiro: Da ist die fertige Variante:

Für Dorota Kot

LITERATUR to go.
Das Leben to go.
Das Denken to go.
Nur du bist zu bleiben.
Was ist das „to bleiben“ und wo?

Das Wo to go.
Das Wann to go.
Das Jetzt to go.
Nur du bist für immer.
Ist das Immer to go?

Nein!
Du bist
das Go-to-immer.
Du bist.


Neidisch wie ich bin, kaufte ich mir das Buch von Boris Shapiro und verlangte eine Widmung. Die kam mit wunderbarer Anspielung an mein parallel laufendes Handy-Gespräch mit jemandem, der mir grad erzählte, in Polen bei einer Parlament-Sitzung fand  eine Offenbarung von Muttergottes statt, die bekannt gab, dass wir NARÓD WYBRANY sind – das auserwählte Volk.

Wir sind, glaube ich, ein Volk der Idioten, die sich aus dem Mittelalter hinüber ins 21. Jahrhundert gerettet haben, aber als Schlüsselwort für meine (MEINE!) Widmung tat die neuste polnische Offenbarung einen witzigen Wunder!

Boris Schapiro, geboren 1944 in Moskau, ist seit 1975 in Deutschland und lebt heute in Berlin. Er schreibt Russisch und Deutsch.

Blind wähle ich im Buch ein Gedicht, das ich hier abschreiben werde.

Seite 58. Geschrieben am 3. Juni 1996. Kein Titel.

DIE JUDEN sind kein Thema,
nur das Überleben,
der Glaube, das Irren, Atemnot,
das Lernen, die Geduld
und – Gott.

Barataria 42 Niewyparzone gęby (ale nie zdradzieckie mordy, o nie!)

Ewa Maria Slaska

 Falstaff, Sancho Pansa, Zagłoba, Bronn…

Przyznacie, że jest między nimi podobieństwo, bo jeden pisarz podpatrywał u drugiego pomysły, ale też, bo, no cóż cosi fan tutte, wszyscy tak robią… Badacze ustalili kiedyś, że jest dwanaście motywów fabularnych, pisarz Vonnegut jeszcze bardziej tę myśl zacieśnił, twierdząc, że mamy wszystkiego dwie opowieści – o tym, że ktoś coś wygrywa albo o tym, że ktoś coś traci. Wymyślić, kto, co i jak, to już zadanie autora opowieści. Przez niemal całą historię literatury, a po prawdzie całą historię kultury, artysta pełnymi garściami czerpał z tego, co już stworzyli poprzednicy. Nikt się tym nie gorszył, aż przyszedł nowoczesny kapitalistyczny prawodawca i uznał, że prawa autorskie, to kolejny worek z masą twarogową, który można ująć w garść, odcisnąć serwatkę i wyprodukować twardą kulę sera, za którą słono zapłacimy. Pierwszą konwencję o prawach autorskich sformułowano w Bernie 9 września 1886 roku. Niedawno w porównaniu z 10 tysiącami lat kultury pisanej, a opowiadana i malowana trwała jeszcze dłużej…

Cała biblioteka do naszej dyspozycji (Sancho Pansa i Don Kichot też tu są), Uli Oesterle, Bibliothek

Nie podobała mi się książka młodej berlińskiej pisarki Helene Hagemann Axolotl roadkill (w roku 2017 po 7 latach autorka wyprodukowała wg własnej książki film Axolotl overkill), ale pamiętam, że najmniej mi przeszkadzało to, co zarzucili jej wszyscy, że kradła cytaty, pomysły i całe długie pasaże. Dziewczyna była chyba za młoda, by użyć argumentów z historii kultury, ale wzruszając ramionami odpowiedziała, że wszyscy tak robią i copy&paste jest zwykłą metodą pracy pisarza. A my byśmy dodali, że pracy wszystkich: naukowca, badacza, referenta, muzyka, polityka. Naukowiec może trochę bardziej niż pisarz musi się pilnować, by nie udowodniono mu plagiatu (i autoplagiatu!). Różnica jest jednak dla odbiorcy bez znaczenia – naukowiec ma obowiązek użyć cudzysłowu i dołączyć przypisy, pisarz odszczeknie, że mamy mu dać spokój, a jak nie umiemy rozpoznać cytatów z Joyce’a, Szekspira, Grassa, Witkowskiego czy Durrella, to sami jesteśmy sobie winni. Jesteśmy pasożytami – zjadamy i siebie, i innych. Praca naukowa to 95% myśli odpisanych i 5% oryginalnych, własnych – ta myśl to cytat z kogoś, ale nie jestem pewna – z kogo, może z Zajdela, autora najpopularniejszej swego czasu książki o Atlantydzie.
Ale jak się przyjrzę praktyce, to powiem, że oryginalność tych naszych własnych 5% polega z reguły nie na formułowaniu własnych myśli genialnych, tylko… na zmieniani szyku zdań i zamianie wyrazów.

– Jak jest po waszemu rzyć? – pyta góralka miastowego (w jakimś filmie, ale za Boga nie wiem, jakim?)
– Dupa.
– Tys piknie.

Może zresztą był to po prostu jeden z dowcipów o bacy.

A są jeszcze oczywiście opowieści zasłyszane, parodie, pastisze, ironiczne przymrużenie oka, no i drogi Czytelniku – co nam zrobisz? Nic, po prostu nic. Ale żebyś się nie złościł, powiem ci, że wprawdzie rzeczywiście istnieje od starożytności po dziś dzień tylko tuzin historii, ale Czytelnik (i Czytelniczka) oczekują od nas, że dla każdego pokolenia zostaną one napisane od nowa!

Dla ułatwienia w kulturze niemieckiej powstały dwie nadzwyczaj poręczne książki – jedna jest spisem motywów literackich, druga postaci. Ciekawe, że po polsku wkłada się je do jednego worka i miesza się je z wątkiem. Zakochany potwór to model postaci literackiej, a czy będzie to historia Dzwonnika z Notre Dame czy Amora zakochanego w Psyche, to już sprawa motywu.

No i dobra, tak czy owak copy&paste.

Falstaff, Sancho Pansa, Zagłoba. Postaci (czyli po niemiecku Stoffe), a to że mają dostać zamek lub wyspę Baratarię, to już – motyw.

Zresztą już starożytni Rzymianie (jak wiadomo i jak wszystko) wymyślili takiego wojaka-zabijakę. Dokładniej rzecz biorąc zrobił to rzymski komediopisarz Plaut(us) (254 p.n.e. – 184 p.n.e.). W komedii Mi­les gloriosus pojawi się Pyrgopolinices, ponoć wypisz wymaluj. Falstaff.

Pojawił się u Szekspira w Henryku IV (1597) i w Wesołych kumoszkach z Windsoru (1598, a może dopiero 1602). W Henryku V popada w niełaskę.

Sancho Pansa postępuje krok w krok za Falstaffem (1605).

Zagłoba, wiadomo, XIX wiek. Osoba nader uczona w piśmie widzi w nim oczywiście polskiego Falstaffa, lecz upatruje mu też pierwowzoru w postaci Marka Sobiejuchy – był to zausznik księcia Zbigniewa, syna Władysława Hermana, jeden z boha­terów powieści Kraszewskiego Królewscy synowie (1877). Podobno takiż właśnie cięty gaduła do bitki i wypitki. Zagłoba, jak pamiętamy, do bitki tej w realu mniej, ale tej w gębie, o hoho! Jakeśmy z paniem Michałem wiktorię odnieśli…

Bronn of the Blackwater z Gry o Tron – wiek XXI

Przede wszystkim łączy ich to, że są szelmami i filutami wojskowymi. To wojacy, którzy umieją walczyć, ale w zdarzeniu bitewnym z lubością wybierają miejsce tchórza – ongiś powód do śmiechu, dziś najsympatyczniejsza ich cecha. Są podobni do siebie, wyszczekani, cwani, nie zasypiają gruszek w popiele i zawsze się mają na baczności. Są w gruncie rzeczy dobrymi ludźmi, co każe się nam poważnie martwić o kondycję ich życia na starość. Nie dostaną wyspy ani zamku, karmili się mrzonkami i obiecankami, żyli z byle czego i byle jak, i nie mieli z czego ani jak odłożyć. Zagłobę może weźmie do siebie Skrzetuski, o Sancho Pansę zadba może pyskata żona, Colasa Breugnona wzięła do siebie córka, Bilbo znalazł przytulisko u Erlonda, ale Odyseusz? Czy po zalotach wielbicieli żony było w jego pożal się Boże królestwie, jakich było na Itace z tuzin, w ogóle jeszcze co do garnka włożyć? Rzecki ma pokoiczek za sklepem u Stacha. Ale Falstaff, ale Bronn, ale Aragon, ale inni awanturnicy i obieżyświaty?

Oczywiście w przestrzeniach ludzkiej wyobraźni musieli się spotkać. Oto Don Kichot i Sancho Pansa u Falstaffa, który wygląda jak Król Karnawału…

Adolf Schroedter, akwarela z roku 1854


Pytania na kiedy indziej, ale trzeba będzie do nich wrócić?

Jak wyginęli Falstaffowie?

Gdy już w Europie zniknął na dobre zawód awanturnika, pojawiło się pojęcie pieczeniarz, człowiek, którego dobrze karmią a czasem i pozwolą pomieszkać, za to że umie opowiadać… Czy to Franz Fiszer zastąpił Zagłobę?

A kobiety? Stare niezamężne ciotki przygarnięte na starość, te, które w modości próbowały się wyzwolić z funkcji Podręcznej? Też mieliśmy w rodzinie taką ciotkę… A inne? Czy to te, co skakały do Sekwany?