Nowy Don Kichot (a nawet dwa)

Dla wyjaśnienia: gramatycznie rzecz biorąc Don Kichot jest rzeczownikiem liczby pojedynczej w rodzaju męskoosobowym, a zatem jest jeden Don Kichot, ale jeśli jest ich dwóch, to są dwaj lub obaj. Natomiast taki nowy don kichot jako obiekt badawczy to jest rzeczownik w rodzaju niemęskoosobowym, jeden jest jeden, ale już w liczbie dwóch są dwa. Od kilku dni borykałam się z nadtytułem tego wpisu i wciąż zmieniałam w nawiasie słowo dwa na dwaj, a potem dwaj na dwa, w końcu jednak zdecydowałam się na formę niemęskoosobową, chociażby dlatego, że odpowiada moim spontanicznym odczuciom.

Pierwszego Nowego Don Kichota podrzucił mi Arek Łuba (bardzo dziękuję), wciąż jeszcze badając polską satyrę polityczną, a to prowadzi go coraz głębej i głębiej. Zakładam, że następny może być Kochanowski, a potem to już tylko Bogurodzica lub “Daj to ja pobruszę, a ty poczywaj”:

A szukając tekstu, bo na reprodukcji ciężko się czyta, znalazłam proszę Państwa, tratatata! Nowego Don Kichota czyli 100 szaleństw Fredry i Moniuszki!!!

No ale po kolei, najpierw byli Fredro i Moniuszko, więc od nich znaczniemy. Hemar i Lipiński za chwilę.

W roku 1841, kompozytor miał wtedy zaledwie 23 lata, Stanisław Moniuszko napisał swoje dzieło, często nazywane krotochwilą w trzech aktach, w oparciu o tekst Aleksandra Fredry – Nowy Don Kiszot, czyli Sto szaleństw. Moniuszko dedykował operę Fredrze, na karcie tytułowej rękopisu napisał: „w dowód najszczerszego uwielbienia / dla Autora tego dzieła / poświęcona”. Choć dzieło tworzył niezwykle młody człowiek, to już zapowiada się w nim wielki kompozytor. Tak twierdzą znawcy.

W tekście do wystawienia opery w Teatrze Kameralnym czytamy przede  wszystkim, że to wcale nie … opera, lecz Singspiel, śpiewogra.

Ktoś powie, opera z dużą dozą słowa mówionego (monologi, dialogi) a ktoś inny: dramat sceniczny, często komedia szczodrze okraszona muzyką w postaci arii, ansambli, poprzedzona uwerturą, bywa, że ozdobiona chórami bądź tańcami. I oba opisy są zgodne z prawdą. Taka forma miała być kontrpropozycją do sztywnej formuły opery, według włoskiego kanonu. Po pierwsze, miała być pisana w języku właściwym dla ojczyzny twórcy i odbiorców. Po drugie, miała być osadzona w muzycznej kulturze miejsca, w którym powstawała. Dlaczego? Bo z założenia miała docierać do prostych ludzi a nie – wyłącznie – koneserów. Jak to wyglądało w wydaniu polskim, koniecznie trzeba obejrzeć i posłuchać krotochwili w trzech aktach, opartej na dramacie Aleksandra Fredry do której muzykę skomponował nasz mistrz, luminarz, wręcz ojciec polskiej opery narodowej, Stanisław Moniuszko.

Krotochwila zawiera dziesięć numerów wokalno-instrumentalnych (cztery – w pierwszym, trzy – w drugim oraz trzy – w trzecim akcie), rozbudowaną symfoniczną uwerturę i orkiestrowe preludium – Entreacte przed aktem drugim. Akcja toczy się w podwarszawskich lasach, perypetie są grubaszne i rubaszne, funkcję Don Kichota przejmuje młody panicz Karol, który ma pstro w głowie.


A gdyby ktoś chciał obejrzeć całość, to TU.

Historyjka, o którą w tej krotochwilce chodzi, to przedmałżeńskie perypetie Zosi, którą jej opiekun prawny, stryj, Kasztelan wydaje za mąż za swojego syna Karola. Młodzi mają się ku sobie, rodzina sprzyja, a tu tymczasem Karol…

…tymczasem, pisze Lubosz, plenipotent, do Kasztelana, smutne doszły mnie wieści, że Karol drugim stał się Don Kiszotem. Byłem u niego, odpowiedział, że „chce odnowić dawne czasy rycerstwa, kiedy słabość i cnota uciemiężona znajdowały obronę w dzielnej młodzieży, i że chce być wzorem dla świata“…

Trzeba być warjatem,
Aby chcieć świat przerobić, walczyć z całym światem.
(czyta)
„Po moich odwiedzinach pierwszego dnia, wpadł do
klasztoru zakonnic, nie pomnę których, w czasie, gdy jedna młoda osoba votum czyniła, i mniemając pewnie, że jest przymuszoną, chciał gwałtem ją wyrwać, jak mówił, barbarzyństwu“…
Proszę. (czyta)
„Drugiego dnia chciał przez okno wyrzucić źle mówiącego o całej płci pięknej“…
Co mu do tego! (czyta dalej)
„A dowiedziawszy się, że jakiś Jegomość w najgorszym sposobie obchodzi się ze swoją żoną, wyzwał i obciął go dnia trzeciego, a czwartego wyjechał ztąd nie wiem dokąd, zapewne dla wypełnienia swoich szalonych zamiarów. — P. S. Trzeba mu jednak oddać sprawiedliwość, że zawsze myśli uczciwie i Zofią szczérze kocha. Bądź zdrów. — Twój przyjaciel — Lubosz.“

Zofia

On mnie zawsze kocha!
Nie gniewaj się, stryjaszku, myśl jego za płocha,
Ale serce szlachetne, wierne, dusza stała.

W międzyczasie dzieje się nieco, ktoś ucieka, ktoś kogoś obije, ktoś się przebrał, a ktoś kogoś do lochu wsadził, na koniec jednak wszystkie perypetie się wyjaśnią, Zofia i Karol upewnią się nawzajem o swej miłości, a papcio stryjcio pobłogosławi im, mówiąc:

Wstańcie, dzieci moje.
Karolu, łatwo ojciec przebłagać się daje:
Uciecha jego dzieci, szczęściem mu się staje;
Lecz pamiętaj, pamiętaj, Don Kiszocie nowy,
Że dawne myśli trzeba wyrugować z głowy.

No i finał:

Nie szukajmy wśród marzenia
Szczęścia, co się stokroć zmienia,
Jak cień własny nas uwodzi,
Gdy go gonim, to uchodzi!
Między swemi,
W swojej ziemi,
Żyjmy zgodnie
I swobodnie!
Tylko miłość, stałość, cnoty,
Mogą wrócić nam wiek złoty!

PS. Od Adminki: W sztuczce Nowy Don Kichot NIE MA BARATARII!


Tekst Hemara ukazał się w Szpilkach 22 stycznia 1939 roku. Niestety, wyjaśnienia nie są potrzebne.


Najpierw czytamy stronę pierwszą, a dopiero potem drugą.

No cóż, w ciętej satyrze Hemara też NIE MA BARATARII!

W oktawę Wielkiej Nocy

Ciekawe, my też w tym roku słuchaliśmy Bacha przez całą Wielkanoc.

Lech Milewski

Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha

Tegoroczną Wielkanoc mieliśmy okazję spędzić w ograniczonym gronie i przestrzeni.
To specyficzna sytuacja, dlatego nie chciałem przedwcześnie rozpraszać niczyjej uwagi opowiastkami, jak to kiedyś bywało, jak to mogłoby być?

Teraz chyba właściwsza na to pora.

W okresie Wielkanocy, w naszym domu wyraźnie obecna była muzyka Jana Sebastiana Bacha, przede wszystkim Oratorium WielkanocneKLIK.

Nic dziwnego zatem, że zastanowiłem się – jak J.S. Bach spędzał Święta?

Odpowiedź znalazłem natychmiast u Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego – Wielkanoc Jana Sebastiana BachaKLIK. Napisane w 1950 roku.

Przyjemna opowieść – kantor to ma klawe życie – pomyślałem parafrazując tytuł popularnej kiedyś piosenki (Przypisy – 1).

Swoją drogą, panie Konstanty – czy Pan nie zafantazjował?
Postanowiłem sprawdzić nieco dokładniej.
Stanowisko – kantor w Lipsku.
Wrzuciłem to hasło do google – oto jedna z czołowych odpowiedzi – KLIK.

“Jeśli nie za wybitnie się pragnie… uczynić bez wychodzenia z domu…” – to rzeczywiście doskonałe rozwiązanie na czas pandemii.
J.S. Bach chyba by sobie z tym tak łatwo nie poradził (((.

Na szczęście żył w łatwiejszych niż obecne czasach i do jego obowiązków należało:
– przygotować oprawę muzyczną na każdą niedzielę i święto kościelne.
Bach, chyba w pierwszym napływie entuzjazmu, by zrobić dobre wrażenie na pracodawcy, zdecydował, że będzie to kantata. W ciągu pierwszych 7 lat służby napisał ich więcej niż 300 – każda to ponad 20 minut muzyki, większość zaginęła.
Zachowała się ta napisana na pierwszą niedzielę w okresie zatrudnienia – Święto Trójcy Świętej – 30 maja 1723 – Die Elenden sollen essen (Biedni powinni jeść) – przypisy 2.
– prowadzenie chóru w katedrze św. Tomasza – Thomasenchor.
– obsługa muzyczna kościołów Thomaskirche, Nikolaskirche, Neue Kirche i Petrikirche.
– nauka łaciny – ten obowiązek odstraszył Georga Filipa Telemanna, któremu rada miasta Lipska oferowała wcześniej stanowisko kantora, Bach to był już wybór “drugiego sortu”.
W praktyce okazało się, że J. S. Bach miał prawo zatrudnić czterech prefektów do pomocy. Jeden z nich odpowiadał za naukę łaciny.
Do obowiązków służbowych J. S. Bacha NIE należała gra na organach. Tego podjął się już na własną rekę, w czterech wymienionych wyżej kościołach.

Wrócę na chwilę do Oratorium Wielkanocnego. Wykonane na Wielkanoc, 1 kwietnia 1725 roku. W tym samym roku mieszkańcy Lipska mieli okazję wysłuchać Pasji wg św Jana – Przypisy 3.
Dwa monumentalne dzieła w odstępie kilku tygodni. To był drugi kompozytora w Lipsku, może Bach chciał pokazać pracodawcy swoją wartość.

Po siedmiu latach pracy J. S. Bach jakoś chyba unormował warunki zatrudnienia na etacie i to może wtedy miał czas, by krążyć po pustym domu, jak to opowiedział Gałczyński.

Trubadur – tak określił Gałczyńskiego Czesław Miłosz w Zniewolonym Umyśle – rozdział 7. Delta.
Delta zawsze potrzebował mecenasa. Teraz znalazł wreszcie mecenasa naprawdę hojnego: państwo. Cokolwiek teraz napisał, przynosiło mu obfite dochody. Jego pióro było zaiste złote…

Rok 1950, w tym roku Gałczyński został mocno skrytykowany na Zjeździe Związku Literatów Polskich i usunął się w cień, do leśniczówki.
Może właśnie tam krążył, wpatrując się w niebo i przywołał do towarzystwa Jana Sebastiana Bacha.

Wrócę na chwilę do Zniewolonego umysłu i klawego życia cysorza.
Delta potrzebował mecenasa… – pomyślałem sobie, że Mecenas, którym w tych czasach było państwo, potrzebował Delty – kogoś dostarczającego “opium dla mas“, i nie mógł to być Kościół.
Natomiast – cysorz w kalesonach i koszuli flanelowej?
Myślę, że to był dobry środek znieczulający dla ludu czekającego na mieszkanie rozwojowe z kuchnią bez okna.
Bardzo przepraszam Tadeusza Chyłę za wplątanie go w te rozważania.

Jednak w 1966 roku, roku tysiąclecia, roku, kiedy władza dokładała wielkich starań, aby wymazać, ze świadomości ludu skojarzenia z chrztem, w tym właśnie roku wykonano w Polsce wielkie dzieło muzyczne o zdecydowanie religijnym charakterze – Pasja wg św Łukasza – jedyna której nie napisał J. S. Bach.
Zgodnie z zasadami dialektyki marksistowwskiej, to nie rząd PRL był tu mecenasem. Krzysztof Penderecki napisał ją na zamówienie Westdeutcher Rundfunk a premiera odbyła się w obchodzącej siedemsetlecie katedrze Münster.
Polska premiera Pasji odbyła się prawie dwa miesiące później w Krakowie i to nagranie towarzyszyło nam w tegorocznym Wielkim Tygodniu. Przypis 4.

Przypisy:
1. Cysorz to ma klawe życieKLIK.
2. Kantata Die Ellenden sollen esssenKLIK.
3. J.S. Bach – Pasja wg św JanaKLIK – polecam przynajmniej pierwsze 4 minuty.
4. K. Penderecki – Pasja wg św ŁukaszaKLIK.

Don Kichot udomowiony

Nazbierało się po domu donkichotowych drobiazgów i trzeba je udostępnić publiczności.

Będą filmy (no, nie przesadzajmy – filmiki) i muzyka, której posłuchamy oglądając filmiki. Ale najpierw jeszcze Mrożek, Sławomir z książeczki wydanej 30 lat temu, a zatytułowanej najprościej jak można: Rysunki (Oficyna Literacka, Kraków 1990). Rysunki odkrył i przysłał Wiadomo Kto czyli Arkadiusz Łuba.

Don Kichot po polsku. Obok Hamlet, ale zostawiłam ich obu, to w końcu bracia, i duch ich łączy, i epoka ta sama. Warto o tym pomyśleć, że czas złota, walki, odkryć geograficznych, podbojów i królów, wydał też takich jak oni, niedopasowanych fantastów. W średniowieczu, jeśli udało im się uniknąć wypraw blisko i daleko i nie poginęli w krucjatach, zostawali trubadurami na dworach opuszczonych przez mężów-rycerzy pięknych dam, którym śpiewali o miłości. Dlatego po niemiecku nazwano ich Minnesänger, ci co opiewają miłość, Minne. Podobno zresztą byli stale na haju, tak jak zapewne cała ludność Europy, bo wszyscy jedli zboże zatrute sporyszem, z którego (jak wiemy) można uzyskać LSD.
W renesansie, kiedy zaczynał się już prawdziwy podbój świata, a nie jakieś średniowieczne wyprawy łupieżcze, Minnesängerzy zniknęli, ale świat nie może tylko produkować i ujarzmiać, świat potrzebuje również tych, co myślą, marzą i miłują. Tak pojawili się neurotycy i już nie zniknęli. Póki wy (my?) zajmujecie się czynieniem sobie ziemi poddaną, oni (my?), oddając się szaleństwu, sprawiają, że sztuczny świat sztucznych ludzi w ogóle jest zdolny do istnienia. Bo może nie wiecie o tym, ale jak to kiedyś w wierszu, dawno temu, napisał Leszek Szaruga: jeśli nie będzie poetów, nie będziecie umieli nawet wywieźć śmieci. Dziś, po 30 latach, wiemy że tak jest, za mało zwracaliśmy (zwracaliście) uwagi na szaleńców i nawet nie umiemy wywieźć śmieci.

 


KLICK (Tu jest cała płyta w streamingu)

Meditaciones Sobre el Quijote
na gitarze gra Giuliano Belotti
muzyka Francisco Fleta Polo, Erik Marchelie, Peter Toth. 

14. Sancho Panza na wyspie Barataria, komp. Fleta Polo


Filmiki nakręcili Konrad i Anton, używając aplikacji StopMotion z WhatsAppa. Obiektu, będącego ewidentnie Don Kichotem, dostarczył Wiadomo Kto.

Chandra

Merkanty Kramarczyk

Przedświąteczna kropelka goryczy

Oczywiście, że nikogo nie musi obchodzić moja chandra, a nawet (na co wskazuje przewlekłość tego stanu) – już chyba depresja.
Oczywiście, że nie odkryję Ameryki, obwieszczając, iż świat jest do dupy i idzie ku jeszcze gorszemu, zło się panoszy, zaś marzenia przestały się spełniać – już chyba definitywnie.
Oczywiście, że ryzykowne jest wyskakiwanie z takimi rewelacjami tuż przed Świętami, gdy większość ludzi chciałaby uwierzyć, że sentymentalne czułości faktycznie coś zmienią. Niełatwo odgrywać rolę dyżurnego trouble-fête.
Ale cóż pozostaje? Mam przekonanie, graniczące z pewnością, że takich jak ja jest więcej. Dla was, braciszkowie i siostrzyczki, piszę te słowa, wylewam tę kropelkę przedwigilijnej goryczy… no, niech będzie, że nie kropelkę, ale całe wiaderko.
Wy natomiast, którym przejście przez nasze „doliny” zostało oszczędzone, okażcie wyrozumiałość. A kiedy i wasze szlaki tamtędy powiodą, pamiętajcie, w jak piękną poezję można przekuć smutek. Wigilijne karpie to tylko pretekst – utwór jest aktualny przez cały rok.

Czarny czwartek

Ewa Maria Slaska

17 grudnia 1970 roku
Gdynia

Tego dnia, podczas tak zwanych rozruchów grudniowych, partia wydała rozkaz strzelania do strajkujących robotników. Byli zabici. Ilu? Tego do dziś nikt nie wie. Pochowano ich ukradkiem na cmentarzu na Witominie w Gdyni i Emaus w Gdańsku.

Dziś, po pół wieku, pamięć o tym, co się zdarzyło pielęgnuje przede wszystkim ta piosenka.

Ballada o Janku Wiśniewskim

Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni
Dzisiaj milicja użyła broni
Dzielnieśmy stali, celnie rzucali
Janek Wiśniewski padł

Na drzwiach ponieśli go Świętojańską
Naprzeciw glinom, naprzeciw tankom
Chłopcy, stoczniowcy, pomścijcie druha
Janek Wiśniewski padł

Huczą petardy, ścielą się gazy
Na robotników sypią się razy
Padają starcy, dzieci, kobiety
Janek Wiśniewski padł

Jeden raniony, drugi zabity
Krew się polała grudniowym świtem
To partia strzela do robotników
Janek Wiśniewski padł

Krwawy Kociołek to kat Trójmiasta
Przez niego giną dzieci, niewiasty
Poczekaj draniu, my cię dostaniem
Janek Wiśniewski padł

Stoczniowcy Gdyni, stoczniowcy Gdańska
Idźcie do domu, skończona walka
Świat się dowiedział, nic nie powiedział
Janek Wiśniewski padł

Nie płaczcie matki, bo nie na darmo
Nad stocznią sztandar z czarną kokardą
Za chleb i wolność, i nową Polskę
Janek Wiśniewski padł

Słowa Krzysztof Dowgiałło, muzyka Andrzej Korzyński (pierwszej wersji muzycznej autorstwa Mieczysława Cholewy obecnie się nie wykonuje). Piosenka powstała w roku 1970. Na filmie widzimy inscenizację z roku 1990.

Krzysztof Dowgiałło, który napisał tę piosenkę na gorąco i od razu, nie wiedział, jak się nazywał zabity chłopak, którego na drzwiach zaniesiono pod komitet wojewódzki. Jednak nawet, kiedy już było wiadomo, nikt nie zmieniał słów piosenki. Janek Wiśniewski stał się symbolem Polaków walczących o wolność z czerwonym reżimem.

Ballada o Janku Wiśniewskim została wykorzystana w trzech filmach:

Andrzej Wajda, Człowiek z żelaza (1981), śpiewa Krystyna Janda, towarzyszą jej Jacek Kaczmarski i Przemysław Gintrowski;

Władysław Pasikowski, Psy (1992); balladę wykonują po pijanemu byli esbecy, niosąc na drzwiach pijanego w sztok kolegę; była to oczywiście kpina z tragedii robotników Stoczni z 1970 roku i wywołała spore oburzenie;

Antoni Krause, Czarny czwartek  (2011), śpiewa Kazik Staszewski.

Oprócz Jandy i Kazika piosenkę wykonuje też w wersji punck rocka zespół “Nauka o Gównie”, a podczas Koncertu dla Niepodległej 10 listopada 2018 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie wykonali ją Olga Szomańska i Michał Kowalonek.

***
Kolejną odsłoną tej piosenki, jest gryząca, ironiczna parodia, śpiewana od kilku lat przez Suwerena (jeśli ktoś wie, jak się człowiek nazywa, to niech wpisze w komentarzu – ja nie znalazłam żadnych informacji).

Chłopcy z Targówka i ze Śródmieścia
Pomnijcie Jarka, co stan ten przespał
Ludzi łapali, w ludzi strzelali
Jarek Kaczyński spał!

Gdy w telewizji brak teleranka
Gdy na górników czeka łapanka
W wygodnym łożu, na Żoliborzu
Jarek Kaczyński spał!

Jeden zraniony, drugi zabity
krew się polała grudniowym świtem
A tam w łóżeczku, na poduszeczce
Jarek Kaczyński spał!

Gdy w kinie “Moskwa” film o Wietnamie
Jarosław woli drzemać przy mamie
Na prawym boku, w ciepłym półmroku
Jarek Kaczyński spał!

Już Kuroń leży na styropianie,
bo go pobili zomowskie dranie
drżą robotnicy, a on w szalfmycy!
Jarek Kaczyński spał!

Nie płaczcie dzieci, płakać nie warto
W miękiej piżamie, z różową kokardą.
Za chleb, za wolność, za nową Polskę
Jarek Kaczyński spał!

Przypomnę jeszcze, dla porządku, że autorem piosenki w oryginalnej wersji jest Krzysztof Dowgiałło z Trójmiasta, działacz Solidarności, aresztowany (nie internowany, tylko aresztowany!), a potem w roku 1989 kandydat do Senatu w pierwszych (na wpół) wolnych wyborach i wreszcie Senator RP, wybrany miażdżącą większością głosów. Moja teściowa, która była wówczas wolontariuszką podczas wyborów na Osiedlu Brodwino, gdzie mieszkała i gdzie mieszkali też Dowgiałłowie, opowiadała potem, że przy zliczaniu głosów wysortowali zaledwie trzy czy cztery głosy, oddane na kogoś innego, reszta – ogromna sterta – to były głosy na Krzysztofa.

Zawsze ze wzruszeniem myślę, że znałam Krzysztofa od dzieciństwa i zawsze będę pamiętać pewien cudowny zimowy spacer w wigilijny poranek – Krzysztof wpadł do nas i wyciągnął na spacer Tatę i mnie. Poszliśmy do ciemniejącego lasu, po jakimś czasie Krzysztof rozpalił ogienek i wyciągnął z kieszeni bułki i kawałki kiełbasy, które, jakże niebogobojnie, upiekliśmy nad ogniem na patykach. Minęło od tego czasu 60 lat, a ja wciąż nas widzę w ciemniejącym lesie z patykami w ręku, takich obojętnych na wszystko i niezależnych – nikt nam nie powie co wolno, a czego nie wolno w lesie, w Wigilię, o zmroku. Jesteśmy wolnymi ludźmi…

Dziękuję, Krzysztofie!

I może ostatnia uwaga: Zawsze, ale to zawsze płaczę, gdy słucham tej piosenki. Też tam byłam w Gdańsku w roku 1970, w roku 1980, w roku 1981… Dopiero podczas wyborów w roku 1989 byłam w Berlinie, nie głosowałam więc na Krzysztofa tylko – jak zawsze Polacy za granicą – na kogoś z Warszawy. Niestety – nie pamiętam na kogo. Oczywiście na kogoś z naszych, ale na kogo? Nie wiem. Zawsze się łudzę, że na Gieremka albo Holoubka.

Pamiętacie tę piosenkę?

W wersji oryginalnej oczywiście nie możecie (nie możemy) jej pamiętać, bo piosenka skończy w przyszłym roku sto lat, ale nawet w wersji ćwierć wieku późniejszej też jej nie możemy pamiętać:

Sur cette terre, ma seule joie, mon seul bonheur
C’est mon homme.
J’ai donné tout c’que j’ai, mon amour et tout mon cœur
À mon homme

Sur cette terre, ma seule joie, mon seul bonheur
C’est mon homme.
J’ai donné tout c’que j’ai, mon amour et tout mon cœur
À mon homme
Et même la nuit,
Quand je rêve, c’est de lui,
De mon homme.
Ce n’est pas qu’il soit beau, qu’il soit riche ni costaud
Mais je l’aime, c’est idiot,
Il m’fout des coups
Il m’prend mes sous,
Je suis à bout
Mais malgré tout
Que voulez-vous

Je l’ai tell’ment dans la peau
Qu’j’en d’viens marteau,
Dès qu’il s’approche c’est fini
Je suis à lui
Quand ses yeux sur moi se posent
Ça me rend toute chose
Je l’ai tell’ment dans la peau
Qu’au moindre mot
Il m’f’rait faire n’importe quoi
J’tuerais, ma foi
J’sens qu’il me rendrait infâme
Mais je n’suis qu’une femme
Et, j’l’ai tell’ment dans la peau…

Pour le quitter c’est fou ce que m’ont offert
D’autres hommes.
Entre nous, voyez-vous ils ne valent pas très cher
Tous les hommes
La femme à vrai dire
N’est faite que pour souffrir
Par les hommes.
Dans les bals, j’ai couru, afin d’l’oublier j’ai bu
Rien à faire, j’ai pas pu
Quand il m’dit: “Viens”
J’suis comme un chien
Y a pas moyen
C’est comme un lien
Qui me retient.

Je l’ai tell’ment dans la peau
Qu’j’en suis dingo.
Que celle qui n’a pas aussi
Connu ceci
Ose venir la première
Me j’ter la pierre.
En avoir un dans la peau
C’est l’pire des maux
Mais c’est connaître l’amour
Sous son vrai jour
Et j’dis qu’il faut qu’on pardonne
Quand une femme se donne
À l’homme qu’elle a dans la peau
À l’homme qu’elle a dans la peau
C’est mon homme, c’est mon homme
Un homme que j’ai dans la peau
Un homme que j’ai dans la peau
C’est mon homme
C’est mon homme, c’est mon homme, c’est mon homme


Ale w tej… o, w tej wersji słuchaliśmy jej wszyscy i być może to ona odpowiadała za nasze pierwsze uniesienia erotyczne (przynajmniej tak wynika z powieści Ni pies, ni wydra Wiki Korb, berlińskiej pisarki, o jej ostatnim roku w Polsce – przed i po Marcu 1968):
Blady Niko!

Grzegorz, który zrobił to wideo i wstawił tę piosenkę na youtube’a napisał:

Barbara Rylska — Blady Niko (Pale Nico) (Original French title: Mon Homme) (Muz. Maurice Yvain, Tekst: Stanisław Ratold) Recorded by Muza, 33 rpm. (Warsaw, Poland ca 1967)

“Mon Homme” (Polish title: Blady Niko, meaning in English: Pale Nico) was a great hit of the early 1920s, composed in Paris by Maurice Yvain and made famous in 1922 by Mistinguett – la grande vedette of the cabarets of Paris. Originally composed as a Fox-Trot, it was sung by her more “a la maniere du chanson artistique”. During its long and worldwide career, that song was sung by many artists also as tango – such was first Polish recording of “Blady Niko”, made in Warsaw in 1922 for Syrena Grand Rekord by a cabaret singer Stanisław Ratold, who was also author of the Polish text – full of passion and desire. I never heard that version, but only with an utmost effort of my imagination I can see a man! — confessing in public such heartbreaking story of his mad love for a criminal hunk Blady Niko, who: “beats me to blood, takes away my money but when he approaches to kiss me, every nerve trembles in my flesh” 🙂

Now, I am presenting “Mon Homme” (Blady Niko) performed as ultra-hot tango and recorded in late 1960s in Warsaw, by Barbara Rylska. In a communist Poland, Rylska was one of these wonderful stage artists who were able to recall with taste and refinement — in almost perfectly mimetic way and with only a discreet parodistic touch — the atmosphere and style of legendary pre-war cabarets and music theatres of Warsaw. The hot apache-tango “Blady Niko” sung by Rylska’s low and slightly harsh voice belongs, no doubt to her peak achievements. What a great loss for Polish stages was her withdrawal from artistic career, in the end of the 1970s!


Piosenkę śpiewały wszystkie liczące się piosenkarki na świecie. Tu Billie Holiday:

Although the song originated in France — where it was a hit for Mistinguett in 1916 — it was popularized in the English speaking world in the 1920s with the 1921 recording by Ziegfeld Follies singer Fanny Brice. The song was a hit, and the record eventually earned a Grammy Hall of Fame Award for Brice in 1999.

The ballad version recorded by Brice was modified by Billie Holiday, who introduced a jazz/blues recording of “My Man.” Holiday’s version was also successful, although the song continued to be associated with Brice. Over the years, other artists from both the United States and abroad covered the song, though none of the artists achieved as much success as Brice and Holliday. One notable version was a 1940s recording by Edith Piaf, the most notable recording of “Mon Homme” in its original language.

Peggy Lee recorded the song for her 1959 album “I Like Men!” Her arrangement is very minimalistic, with the drums predominant in the mix.

In 1965, the song was covered by Barbra Streisand, the then-rising star of the hit Broadway musical, Funny Girl, a semi-biographical account of Fanny Brice’s life. Streisand’s cover became a minor commercial success, and was also included on the album My Name Is Barbra and in the film adaptation of Funny Girl. Her emotional rendition of “My Man” as the film’s finale drew additional critical praise to an already lauded performance that earned her the Academy Award for Best Actress in 1968.

Diana Ross performed the song in her final concert appearance as a Supreme at the Frontier Hotel in Las Vegas, Nevada, on January 14, 1970. Her performance was recorded & later released on the 1970 live album, Farewell. Ross adopted Billie Holiday’s jazz and blues version rather than the Brice or Streisand versions. In 1972, Ross recorded “My Man” again for the soundtrack for the film Lady Sings the Blues, in which she portrayed music legend Billie Holiday. The soundtrack album peaked at #1 on Billboard’s Pop albums chart, reportedly selling over 300,000 copies during its first eight days of release. Ross’ acting received critical acclaim and Golden Globe and Academy Award nominations for Best Actress; she won the Golden Globe award for “Most Promising Newcomer.” Ross’ second version of the song was a revival of Holiday’s jazz/blues reading. Ross gave one of her most critically hailed performances of the song in 1979 at Caesars Palace, Las Vegas, Nevada, which was recorded for an HBO concert special during her “The Boss” world tour.

It’s cost me a lot
But there’s one thing
That I’ve got
It’s my man
It’s my man
Cold and wet
Tired you bet
All of this I’ll soon forget
With my man
He’s not much on looks
He’s no hero out of books
But I love him
Yes, I love him
Two or three
Girls has he
That he likes as well as me
But I love him
I don’t know why I should
He isn’t true
He beats me too
What can I do?(refrain)
Oh my man I love him so
He’ll never know
All my life is just despair
But I don’t care
When he takes me in his arms
The world is bright
All right
What’s the difference if I say
I’ll go away
When I know I’ll come back on
My knees someday
For whatever my man is
I’m his forever more
Oh, my man, I love him so, he’ll never know
All my life is just despair, but I don’t care
When he takes me in his arms
The world is bright, all right…
What’s the difference if I say I’ll go away
When I know I’ll come back on my knee someday
For whatever my man is, I am his forever more
It cost me a lot,
But there’s one thing that I’ve got, it’s my man
Cold and wet tired, you bet,
But all that I soon forget with my man
He’s not much for looks
And no hero out of books is my man
Two or three girls has he
That he likes as well as me, but I love him…
Oh, my man, I love him so, he’ll never know
All my life is just despair, but I don’t care
When he takes me in his arms
The world is bright, all right…
What’s the difference if I say I’ll go away
When I know I’ll come back on my knee someday
For whatever my man is, I am his forever more…

O dziwo, nie znalazłam tej piosenki w wersji niemieckiej, choć przecież powinny ją były śpiewać Claire Waldoff, Zarah Leander i Marlene Dietrich, natomiast jest jej wersja hiszpańska, nagrana przez Maruję Garrido z… Salvadorem Dali w roli tego obłędnego mążczyzny, którego śpiewająca kobieta kocha bez pamięci.

1. Advent / Pierwsza niedziela adwentu

Adwentowy Flash Mob z Budapesztu sprzed kilku lat / Advents Flash Mob aus Budapest

🙂

Miłej lektury / Viel Spaß beim Lesen

Hallelujah – Adventi Flashmob a Bazilikánál
2016. december 11. Vasárnap

Az Út Mosolyért Alapítvány adventi jótékonysági rendezvényének csúcspontjaként hazai sztárok énekelték közösen Leonard Cohan világhírű dalát, a Hallelujah-t. Köszönettel tartozunk mindenkinek aki részt vett az eseményen és ezáltal hozzájárult gyűjtésünk sikeréhez. Az Út a Mosolyért Alapítvány a Heim Pál Gyermekkórház súlyosan sérült, tartós lélegeztetésre szoruló betegeinek egy új, korszerű lélegeztetési környezet kialakítását tűzte ki célul.

Ötlet: Út a Mosolyért Alapítvány
Közreműködők: Szulák Andrea, Hevesi Tamás, Kasza Tibor, Veres Mónika Nika, Kollányi Zsuzsi, Berkes Olivér
Kórus: Budapest Show Kórus
Zenei Rendező: Temesi Bertalan
Film/Edit: LIVEPOINT
Rendező: Tokay Péter
Társproducer: Nyakas Laura – Young&Trinity
Producer: Gubcsó Balázs – Út a Mosolyért Alapítvány

Hańba! (muzyka) / Schande! (Musik)

Już to raz zapowiadałam, ale to dziś…
Ich habe es schon Mal angesagt, die Veranstaltung findet aber statt heute, daher…

HAŃBA!

Folk-Punk aus Polen

Freitag, 04. Oktober 2019

Ort: Maschinenhaus in der KulturBrauerei
Schönhauser Allee 36
10435 Berlin

Eintritt: VVK: 12 Euro (zzgl. Gebühr) | AK: 15 Euro

Beginn: 20.00 Uhr

Was, wenn Punkrock nicht in den 1970ern in die Welt gekommen wäre, sondern in den späten 20er Jahren – und zwar in Polen? 

Rund um diese Idee fanden sich vier Musiker in Krakau zusammen. Neben der Musik verband sie die Faszination für die Anfangsjahre der Zweiten Polnischen Republik. Ähnlich wie die Weimarer Republik war sie geprägt von einer glanzvollen, avantgardistischen Kulturszene, politisch zogen aber schon düstere Zeiten auf. Hańba! haben die künstlerische Inspiration dieser Ära und den damaligen Geist der Arbeiterklasse ebenso aufgesogen wie die Revolte der Sex Pistols.

Eine Street-Folk-Band, die aus dem Rahmen fällt, fanden auch Musikjournalisten und kürten Hańba! 2014 einmütig zum Debüt und zur Band des Jahres. Im Sommer 2018 begeisterten sie beim Rudolstadt Festival – jetzt spielen sie erstmals in Berlin.

Tickets

Links

https://kesselhaus.net/event/658404
http://www.hanba1926.pl/eng/
www.facebook.com/events/370785630171454/

Zum Hören und Anschauen:

A ty skąd się tu wzięłaś?

Teresa Rudolf

Ach ty Nostalgio!

Myśl, świergot ptaków,
uśmiech czyjś, muzyka,
zapach trawy, wieczorem ogniska.

A ty skąd się tu wzięłaś?

Coś tak świątecznego,
nieuchwytnego, cieniutkiego
wzrusza i boli całym sercem.

A ty skąd się tu wziełaś?

Przelatujesz nagle,
czasem jak jaskółka,
a czasem jak dinozaur.

A  ty skąd się tu wzięłaś?

Ciągniesz za rękę,
po dawnych korytarzach,
lub świeżo malowanych pokojach.

A ty skąd się tu wzięłaś?

Ty uwodzicielko, tańczysz
ze mną, przede mną,
za mną i  nagle odlatujesz…

I  gdzie się  teraz podziałaś?

Już  znowu jesień…

Liść złotorudy podfrunął, musnął
po twarzy i odszedł
dalej za wiaterkiem…

Jeż przeszedł obok,
kręcąc zalotnie biodrami,
dziewczyna to pewnie,
świadoma urody…

Zapachniało mchem
lasu ciągle zielonego,
oddech długi, wciąga
zapach przemijania.

Jesień, znów powolutku,
majestatycznie wchodzi
w nieodwołalny rytm życia,
zapowiada niespodzianki.

Jesień, często kapryśna,
piękna i wystrojona w złocie,
lub ta płaczliwa, lamentująca
w szarzyźnie życia i czerni.

Jesień nieobliczalnie
smutna,  śpiewa żałobne
songi po zmarłym lecie,
i nie wie,  gdzie ono…

Natura  światu przypomni:
przyjdzie kiedyś znów lato,
bo wiadomo już z góry
“Król umarł, niech żyje Król”…


Uwaga –  uważni Czytelnicy już wiedzą, że Teresa Rudolf zawsze sama wybiera oprawę muzyczną, filmową bądź fotograficzną swoich wpisów

Tryptyk

Teresa Rudolf

Z lotu ptaka

A dziś już miliony ludzików
ruszyły na podbój  dnia…
chętnie jedni, inni mniej…

Jedni sprawnie, inni mniej,
w “ludowisku” podobnie jak
i w mrowisku ogromny ruch…

Warto by sie lepiej, dokładniej
temu przyjrzeć, myślał ptak
lecący wysoko pod niebem.

Obniżał, lot  planując, by usiąść
na kolorowym dachu domu,
jakby byl z klocków Lego.

Dach stawał  się coraz większy
bliższy, już prawie osiągalny,
robilo się głośno, coraz głośniej…

Z dołu patrząc, ptak  był coraz niżej
coraz większy,  prawie osiągalny,
coraz, coraz bliższy… i padł strzał!

Krzyk ptaka i strzelającego
zlał się nagle jakoś w jedno,
a później wibrował już długo

krzyk triumpfu, ptak widział jak
uciekało, coraz szybciej, jego niebo,
oddalało się coraz, coraz dalej…

Aż  mu wszystko, pulsując, ucichło.

Patrząc w  niebo

Mały, śliczny chłopiec z krótkimi
czarnymi, włoskami i  oczyma jak
węgiel czarnymi, patrzył w niebo…

A tam dziś taki ogromny ruch…
bardzo głośno, coraz głośniej,
różne wielkie maszyny na niebie.

Wczoraj, przedwczoraj były tu,
ciągle jestem, myślał, to nic złego,
tłumaczył  sobie, bo nie było komu.

Wielkie, coraz głośniejsze maszyny,
coraz bliżej, wielkie groźne ptaki,
krążyły, by ziać ogniem i dymem…

One są jak ptaki myślał i patrzył,
ciekawy, zdumiony, kiedy nagle
poczuł strzał… niedaleko  od ziemi.

“Ptaki nie zrobiłyby tak, nie zrobiły”,
a one oddalały się, coraz mniejsze,
nawet nie widział, jak pluły  bombami.

“Ptaki by tak nie zrobiłyby, nie zrobiły…”
myślał  króciutko czarnowłosy, czteroletni,
syryjski chłopczyk, kochający  ptaki…


Friedrich Händel

Puls szybszy,
adrenalina wzrasta

Myśliwi strzelają bardzo trafnie,
do ptaków, zajęcy, lisów, dzików
do zwierząt chorych i  zdrowych,

….puls szybszy, adrenalina wzrasta.

“Mysliwi” strzelają bardzo trafnie,
do obcych, innych, słabych, “intruzów”
do ludzi chorych, zdrowych, dzieci,

….puls szybszy, adrenalina wzrasta.

Myśliwce rzucaja trafnie bomby,
na swoich, na obcych, na to co w dole,
co się rusza, a nie powinno nigdy,
na to, co “nielegalnie” ciągle  gdzieś żyje.

***

Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.