Barataria 55 Über die Windmühlen

Letzte Woche traf ich mich mit meiner Freundin, die im Grenzgebiet zwischen Deutschland und Polen lebt, dh. in der Pampa an der Oder. Wir sprachen darüber, was man tun kann, um diese schöne Landschaften attraktiver zu machen, da sie eigentlich, abgesehen von ein paar Hundert Polen, die dorthin aus Polen eingezogen sind, fast leer liegen. Aber diese Leere, die man als Magnet für Stadtmüde-Intelektuellen benutzen könnte, zieht auch die Firmen an, die die berühmten energieherstellenden Windräder überall dort bauen wollen, wo sie mit wenig Protest rechnen müssen. Also da genau, an der Grenze!

Man möchte sich wehren, protestieren, die Errichtung des Windparks verhindern, sagte meine Freundin. Weil genau diese unberührte Leere das Einzige ist, was die Anziehungskraft dieser Gegenden ausmacht. Macht man sie kaputt, verbaut sie, kommen die Städtler nicht, um dort ihre Datschas zu errichten. Also zur Waffe!

Diese Kampfidee schien mir sehr cervantesque zu sein, weil ich in diesem Moment immer noch glaubte, besser zu wissen. Ich versuchte zu argumentieren, dass es doch in allgemeinem Interesse ist, doch irgendwo muss man diese Ungetümer errichten können, wir müssen doch umweltfreundlich agieren, sozial und nicht egoistisch… Blah blah…

Dann kam ich mit dem Zug zurück nach Berlin. Unterwegs las ich im Internet einen Artikel zum Thema. Und in der Zeitungskiosk fand ich einen Comic von Flix, in dem es um genau dasselbe geht. Alles Humbug! Plötzlich musste ich ansehen, dass man uns, gutmutigen Gutmenschen hinters Licht führte und dass, ehmmm, der olle gute Don Quijote es durchschaut hat und einfach im Recht ist! Wer hätte es gedacht?

Ewa Maria Slaska

Windenergie, kraftlos und teuer

Die Internationale Energieagentur (IEA) schätzt, dass heute weltweit etwa 0,4 % der Energie aus Wind und Solarkraft stammt. Selbst 2040, wenn alle Regierungen ihre grünen Versprechen gehalten haben, werden Solar und Wind nur 2,2 Prozent der weltweiten Energieversorgung decken.

… der Hauptgrund dafür, warum Wind und Solarkraft keine entscheidende Lösung gegen den Klimawandel sein können, besteht in einem fast unlösbaren Hindernis: Wir brauchen auch Energie, wenn die Sonne nicht scheint und der Wind nicht weht.

Und nun?

Es heißt, Windenergie sei billiger als fossile Brennstoffe, was aber weitgehend eine Fata Morgana ist. Große Windparks brauchen Subventionen oder Steuererleichterungen. Dies ist der einzige Grund, sie zu bauen.

Mehr noch!

Je mehr Windkraftwerke in Betrieb genommen werden, desto weniger ist der Strom wert, den sie erzeugen. Der weitere Ausbau von Wind- und Solarenergie mithilfe von Subventionen bedeutet, dass die Gesellschaften für den Strom dreimal zahlen müssen – einmal für den Strom selbst, einmal für die Subventionen an die ineffizienten erneuerbaren Energien und einmal für diejenigen, die jetzt auch noch an ineffiziente fossile Kraftwerke gehen. Allesamt werden die Subventionen in nächsten 25 Jahren über zwei Billionen Euro betragen. Damit erreicht man den Unterschied der Temperaturerhöhung um lediglich 0,0175 Grad Celsius.


In der Flix Version von den berühmten spanischen Roman befinden wir uns genauso dort und dann, wo ich mich letzter Woche befand: Jetzt und in der Norddeutschen-Pampa, in einem Dorf namens Tobosow mitten in der vorpommerschen Ödnis!

Der Held, ein alter, schrulliger Kauz, hatte bis jetzt nur eine Schnapsidee: Mittels der Leserbriefen, die bewahrte Waffe der Wutbürger sind, kämpfte er gegen die allgegenwärtigen Herrschaft der Comics in der Zeitungen, im Buchwesen und vor allen in den Köpfen der jungen Leser.

Zum Beginn der Story erreicht ihn aber noch eine Hiobnachricht, die noch schlimmer ist als Batmann, Spidermann und Supermann zusammen: Man wird in Tobosow einen Wind(mühlen)park einrichten. Don Quiijote begibt sich auf seinem alten Fahrrad in die Pampa, um seine Feinde zu vernichten. Mitdabei ist statt Sancho Pansa auch Don Quijotes 8-jähriger Enkelsohn, der tatsächlich den Kopf voller Comic-Helden hat, sich für Batman, den Dunklen Ritter hält und überall das Böse wittert, das er vernichten soll.
Dann sagt der Opa, es sei nicht wichtig, gegen das Böse zu kämpfen, es ist wichtig sich für das Gute zu engagieren.
Es ist doch das Gleiche, protestiert der Enkel.
Ist nicht, antwortet Opa, man muss nur die Welt genau beobachten, um die Wahrheit zu sehen.

Ja… und am Ende? Am Ende kehrt der Enkel zu Mama und benimmt sich ganz vernünftig. Der Opa landet im Seniorenheim für Alzheimer erkränkte, die sich alle für Ritter halten. Und in Tobosow… Na ja, es ist nicht klar, aber ich vermute in Tobosow wird der Windpark entstehen, damit sich die Bösen ihre Taschen mit Subventionen vollstopfen und wir, die Gutmenschen, glauben, den nächsten sauberen Schritt in die saubere Zukunft gemacht zu haben…

Aber nicht verzagen. Und weiter protestieren und gegen die Windmühlen zu kämpfen.  Wie sagte es der Meister Cervantes:

Derjenige, der Wohlstand verliert, verliert viel; derjenige, der einen Freund verliert, verliert mehr; doch derjenige, der seinen Mut verliert, verliert alles.

Barataria 54 Sieroty

Ewa Maria Slaska

Literatura dziecięca i młodzieżowa roi się od sierot. Nie próbuję wprowadzić żadnej chronologii i nie sprawdzam, czy jest strona internetowa zatytułowana “sieroty w literaturze”. Piszę, tak jak sobie przypominam: Rasmus (ten od włóczęgi), Ania Shirley, Aga Abbot, Tom Sawyer, Huckelbery Finn, dzieci kapitana Granta, Polyanna, mała księżniczka, Mary Lennox z czarodziejskiego ogrodu, oczywiście sierotka Marysia, oczywiście Mowglie i Tarzan, oczywiście Słoneczko, król Maciuś I, Harry Potter, ale też Jane Eyre, Heathcliff, Oliver Twist, Kozeta, Quasimodo i złodziejka książek…

Z jednej strony to dzieci zasługujące na współczucie, z drugiej zdane na siebie, a zatem wykazujące cechy, których progenitura żyjąca w rodzinie wcale nie musi posiadać – być może muszą być czujne, być może – ostrożne, być może mądre, sprytne lub inteligentne, zapewne muszą umieć się przypodobać, ale też nie umieją tego tak naprawdę, bo muszą być przedsiębiorcze, zaradne, a nawet waleczne… Autor zatem, jeśli chce pokazać dziecko odważne i nie liczące się z otoczeniem, a zatem takie, którego udziałem staną się liczne przygody, właściwie musi pisać o sierotach, bo rodzice nie pozwoliliby na żadną z opisanych w książkach awantur.

Cara Nicoletti, autorka książki Voracious – A Hungry Reader Cooks Her Way through Great Books, widzi tu jednak jeszcze jeden aspekt – uważa, że autorów i czytelników ciekawi, co robią dzieci pozostawione same sobie i nie kontrolowane przez dorosłych. Historia Kaspara Hausera, Dwa lata wakacji, Władca much czy Orkan na Jamajce to skrajne i niekiedy drastyczne przykłady, ale Nicoletti uświadamia nam, że również Mary i Colin w Tajemniczym ogrodzie żyją właściwie w pustym świecie, nominalnie zaledwie ograniczone kontrolą ze strony opiekunów, którzy się nimi w najmniejszym stopniu nie interesują.

Nie zdziwiło mnie więc, że i w Baratarii pojawiły się sieroty. Jeżeli coś mnie zaskoczyło, to jedynie fakt, że obie książki, o których dziś napiszę, “przyszły do mnie” w tym samym czasie, w lutym 2018 roku. Znalazłam je najpierw na ekranie komputera, potem przeczytałam jako prawdziwe książki, te z okładką i papierowymi stronicami…

Lato w Baratarii, przysłane mi z USA przez Iwonę Schweizer (amerykańska przyjaciółka, jakież cenne źródło wiadomości!), to amerykańska powieść przygodowa, która dzieje się w Nowym Orleanie i okolicach – na osławionych nowoorleańskich bagnach w roku 1925, a Pirat z Baratarii to niemiecka powieść dla młodzieży, która dzieje się w Nowym Orleanie i okolicach – na osławionych nowoorleańskich bagnach w roku 1852. Bohaterem Lata jest szesnastoletni chłopak, sierota, którym opiekuje się wujek, bohaterami Pirata jest trójka rodzeństwa – szesnastoletnia dziewczyna i dwóch jej braci w wieku 13 i 8 lat. Dzieci zostały właśnie osierocone przez ojca, a opiekuje się nimi rzekomy przyjaciel zmarłego. Autorem pierwszej powieści jest Amerykanin, drugiej – Niemiec. Obie zostały napisane w roku 2007 i naprawdę nie sądzę, by jeden z pisarzy podglądał, o czym pisze drugi. Myślę, że się nie znali i że to przypadek, a związki między oboma książkami są wprawdzie znamienne – scenerią jest niezwykłe miasto, jeszcze niezwyklejsza jego okolica i jednak niecodzienna sytuacja sieroctwa młodych ludzi – ale są to jednak dwie powieści na zupełnie inny temat.
Co mnie jednak wzruszyło, to fakt, że ich tłem jest Zatoka Barataria i niewielka bagnista wyspa Barataria, położona u ujścia Mississipi do Zatoki Meksykańskiej. Oczywiście pamiętamy, że to nie ta wyspa w Hiszpanii, którą przez dziesięć dni rządził Sancho Pansa, tylko ta, gdzie przez kilkadziesiąt lat miał swą siedzibę słynny pirat Jean Lafitte, ta, która została nazwana na cześć owej wyimaginowanej wyspy z Don Kichota. Przy okazji – chłopak z Lata nazywa sią ni mniej ni więcej tylko Le Moyne, tak jak legendarny założyciel miasta, pisane wprawdzie Lemoyne, ale cóż tam…

Tak chcą źródła, ale ja im nieco nie ufam. Dlatego wciąż szukam i dlatego trafiłam na obie powieście o przygodach sierot w labiryntach Baratarii. A szukam, bo wciąż, po roku badań baratarystycznych, nie chce mi się wierzyć, że ktoś w XVII wieku użył tej nazwy dla wyspy i zatoki w Nowym Świecie. Wyimaginowana kraina z hiszpańskiej powieści została opisana w roku 1615, a nazwa Barataria została przez Cervantesa użyta tylko raz.

Ale, jako się rzekło, tak chcą źródła, i póki nie znajdę dowodów, że było inaczej, muszę się zgodzić z tym, co twierdzą inni.

Nowy Orlean – La Nouvelle-Orléans – został założony przez francuskich osadników pod kierunkiem Jeana-Baptiste’a Le Moyne de Bienville’a. Przybył on do Luizjany w 1699 roku. Utworzył pierwszy fort – Fort Maurepas, a w roku 1718 wybrał miejsce pod założenie miasta, które postanowił nazwać na cześć Filipa II Burbon-Orleańskiego. W roku 1722 miasto stało się stolicą francuskiej Luizjany.

W 1762 roku miasto przeszło pod panowanie Hiszpanii. W 1801 roku na krótko wróciło ponownie pod władanie napoleońskiej Francji. W 1803 roku zostało wraz z terytorium Luizjany sprzedane przez Napoleona Bonaparte Stanom Zjednoczonym. Na początku roku 1815 podczas ostatnich tygodni wojny brytyjsko-amerykańskiej brytyjska ekspedycja podjęła próbę zdobycia miasta. Brytyjski szturm generalny na amerykańskie umocnienia pod miastem, przeprowadzony 8 stycznia 1815 roku i zwany bitwą pod Nowym Orleanem, został krwawo odparty przez Amerykanów.

Oczywiście wszyscy – Francuzi, Hiszpanie, Anglicy i Amerykanie mogli czytać powieść Cervantesa. Mogli, ale czy czytali. Francuzi zresztą są tu najbardziej “podejrzani”, bo to za ich czasów Barataria miała otrzymać swą nazwę i bo w XVII wieku literatura francuska lubowała się w barokowych opowieściach hiszpańskich.

Pani Betsy Swanson napisała w liście do redakcji Gazety Nowoorleańskiej w roku 2014:

As early as 1732, French maps show the “Isle Barataria,” encircled by Bayous Villars, Barataria, Rigolettes and Perot and Lake Salvador. The colonist Le Page du Pratz stated in his “History of Louisiana” (1758) that the area was named for the fictional Barataria “because it was enclosed by these lakes and their outlets to form almost an island on dry land, as was that island of which Sancho Panza was made governor.”

Ten, kto nazwał tę okolicę Baratarią musiał zatem albo znać hiszpański albo przeczytać to oto tłumaczenie drugiego tomu powieści Cervantesa:
Seconde Partie de L’Hitoire de L’ingénieux don Quixote de la Manche
(vol. 2), traduit par François de Rosset, 1618

 

Tłumaczenie II części na francuski (rycina po lewej) ukazało się z ilustracją z I wydania angielskiego (i to pierwszej części a nie drugiej), a badacze angielscy twierdzą, że jest to pierwsza na świecie ilustracja przedstawiająca obu naszych bohaterów – Don Kichota i Sancho Pansę. Badacze niemieccy nie bardzo chcą się z tym zgodzić i dowodzą, że pierwsza ilustracja, przedstawiająca Don Kichote jako Kapitana Karnawału w cudacznym stroju przebierańca ukazała się już w roku 1613 w Lipsku, a jej autorem był Andreas Bretschneider. Co pozwala mi przypomnieć, iż już rok temu sugerowałam, że Sancho Pansa jako gubernator Baratarii to Król Karnawału, ten, któremu najpierw wolno wszystko, ale potem zetnie mu się głowę…

Rozmowy polskie zimą 2018

W 35 lat po wydaniu słynnej książki naszych (tamtych) czasów proponuję, byśmy zaczęli spisywać rozmowy polskie jako dokument naszych (tych) czasów. Bo to, co mówimy, umyka, a co zostało zapisane na wszelkich możliwych nośnikach i we wszystkich mediach, jest politycznie ukierunkowane. A gdy rozmawiamy, gdy przekazujemy sobie myśli, a nie skaczemy do gardła przeciwnikom politycznym, nie poruszamy się na linii MY i ONI, lecz interesuje nas nasze wspólne MY. Rozmowy polskie latem 1983 to zapis pewnych wakacji w czasie stanu wojennego w pensjonacie pani Anieli, nad jeziorem Wigry. Grupa urlopowiczów, zaprzyjaźnionych ze sobą intelektualistów, rozmawia o zwykłych  sprawach codziennych, ale też o polityce, filozofii, sensie historii i o przyszłości, czyli o tym przecież, co przeżywamy dziś.

A więc zima 2018 roku. Spotykamy się w domu na wsi u Kasi i Tomka. Kasia jest psycholożką i pisarką, Tomek informatykiem, ogrodnikiem i pszczelarzem. Są też Adam, również informatyk i ostry krytyk wszystkiego i wszystkich, Michalina i Ewa, wegetarianki. W spotkaniu biorą również udział Marta, słynna polska psycholożka, i Piotr, autor książek o wychowaniu przez sztukę. Jest też cudownie piękny biały kot… Reprezentujemy kilka pokoleń. Należymy plus minus do rodziny, chociaż oczywiście ja tam jestem prawem kaduka.

Marta jest naukowczynią, napisała dziesiątki książek, setki referatów i tysiące artykułów.
Pamiętam, że mieszkali z mężem i dwójką małych dzieci w peerelowskim bloku, w mieszkaniu, w którym – tak się to wtedy robiło – połączone zostały kuchnia z salonem, który nazywało się zresztą raczej pokojem gościnnym, i jadalnią. Na owe czasy było to rewelacyjne. Między częścią kuchenną a drzwiami prowadzącymi do łazienki i sypialni stał maleńki stolik, przy którym Marta pisała doktorat. Nie znałam wtedy jeszcze książki Virginii Woolf Własny pokój i świadomie nie miałam pojęcia, że coś tu jest nie tak, podświadomie jednak dostawałam gęsiej skórki myśląc o tym stoliku. To przy tym mebelku, za małym na cokolwiek, ta kobieta zaczęła światową karierę naukową.

Ale to były tamte czasy, rozmowy polskie i latem, i zimą 1976 roku.

Dziś Marta mówi mi, że ma nowego partnera życiowego, który nazywa się Parkinson. Gdy lekarz sformułował diagnozę, Marta zapytała, czym się charakteryzuje ta choroba. “Nogi nie nadążają za głową”, odpowiedział lekarz.

Patrzę na Martę i wiem, że na pewno w duchu, a może i w rzeczwistości, gapię się na nią z rozdziawionymi ustami. Nie wierzę! Oczywiście natychmiast przypomina mi się słynna ongiś książka, napisana przez dwóch niemieckich naukowców, Thorwalda Dethlefsena i Ruediger Dahlke, zatytułowana Choroba jako droga. O znaczeniu i interpretowaniu choroby.

Autorzy twierdzą, że to, jak mówimy o naszej chorobie, informuje nas, co naprawdę wiemy o jej przyczynach. Jeśli mówimy, że “serce nam pęka”, to pęka nam serce, a jeśli myślimy, że to “sęp nam wyżera wątrobę” lub trzustkę, to sęp nam wyżera wątrobę. Serce pęka, bo kochamy za bardzo, a za mało myślimy o sobie, chorujemy na wątrobę, bo dużo chcieliśmy w życiu osiągnąć i wielkie mieliśmy o sobie mniemanie, prometejskie wręcz.

Ale to jednak symbole. Metaforyczne myśli o nas samych.

Tymczasem jednak zimą 2018 roku kobieta, która jest najlepiej mi znanym człowiekiem myśli, głowy, mądrości, wiedzy, nauki, mówi mi, że nogi nie nadążają jej za głową. “No”, mówi, “wolisz rozlać kawę czy, zapomnieć, że miałaś ją wypić? Taka jest różnica między Parkinsonem a Alzheimerem”.

W tym momencie postanawiam notować, o czym rozmawiamy. Marta cytuje właśnie zdanie Wojciecha Oczki: “Ruch może zastąpić każde lekarstwo, ale wszystkie lekarstwa razem wzięte nie zastąpią ruchu”.
“Oczko?”, pytam.
“Lekarz Batorego”, odpowiada Marta.
Wikipedia dopowiada “(1537-1599), syn stelmacha, doktor medycyny i filozofii, nadworny lekarz królów polskich: Zygmunta Augusta, Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy (sekretarz królewski tego pierwszego). Jeden z twórców medycyny polskiej, syfilidiolog i pisarz medyczny. Propagował uprawianie kultury fizycznej widząc w niej korzyści zarówno dla ciała, jak i dla ducha.”
W sposób niezauważalny Oczko doprowadza nas, a właściwie Martę, do Erazma z Rotterdamu, który, wszak dydaktyk z powołania, miał napisać dzieło, o czym powinni wiedzieć chłopcy i drugie – o czym powinny wiedzieć dziewczęta.
Po czym książeczka dla dziewcząt została zakazana, żeby nie wywoływać w panieńskich głowach zdrożnych myśli. Oczywiście tytuły tych dzieł, pisanych zresztą po łacinie, musiały być zbarokizowane, ale z Wikipedii się tego nie dowiemy, bo być może jest to jedno z tych dwóch dziełek – ale o dziewczynkach mowy nie ma: Mowa o konieczności kształcenia chłopców zaraz od urodzenia w cnocie i naukach – 1529 oraz O wytworności obyczajów chłopięcych – 1530.

Poszukiwania słowa puella – dziewczyna – w łacińskim indeksie Opera omnia Erasmusa nie przynoszą rezultatu.

Wyciągam komórkę i czytam zebranym pełen zdrożnych myśli wiersz, który ktoś 26 listopada 2016 roku zapisał na falochronie ostrogi molo w Sopocie.
Świetnie wodziłaś
Tymi oczami
w których ja miałem ABSOLUT
Grzechem mówić że były jak gwiazdy
Kiedy równały się galaktykom
SN73M

Nie wiemy, co to za skrót, owo SN73M, google sugeruje, że mógłby to być model citroena, ale z dalszych zwrotek tego białego wiersza wynika, że jednak chodzi o seks, Piotrowi i Marcie przypomina się więc natychmiast rymowanka na tenżeż temat: “Bosko było gdym powściągnął sprośną żędzę, tkwiącą we mnie, lecz gdym tego nie uczynił, też było bardzo przyjemnie.”

Zmieniamy temat i rozmawiamy o metodzie ruchu rozwijającego. Opowiadam o badaniach prowadzonych przez dwie niemieckie psychoanalityczki – Esther Schuld-Goldstein i Annekatrin Mendel, które odkryły, zapomniane i zepchnięte, ale przecież wciąż istniejące, niezwykle ciepłe wspomnienia nazistowskich dzieci, którymi zajmowały się, najczęściej bardzo młode dziewczęta, robotnice przymusowe z Polski, Rosji, Ukrainy.

Pojawia się temat psychologicznych eksperymentów, badających “mechanizm plotki”, jako żywo przypominających zabawę w głuchy telefon czyli co jedna pani powiedziała drugiej pani. Uczę się jeszcze, że istnieje słowo od-pamiętać (co jest możliwe) i jego derywat od-zobaczyć (co jest niemożliwe).

Rozmowa przenosi się do pewnych wakacji letnich w roku 1959, które Marta spędzała  w Dębkach nad Piaśnicą. Osiem kilkunastoletnich harcerek mieszkało wtedy samotnie w dziesięcioosobowym namiocie. Dziewczyny cztery razy na dobę, a więc również nocą i o świcie, chodziły do stacji meteorologicznej, gdzie odczytywały i notowały temperaturę gleby, siłę wiatru i wysokość opadów.

Inicjatorką tej pracy harcersko-naukowej była moja cioteczna babka, Karolina Lubliner-Mianowska. Z pomiarów zapisanych przez Martę i jej koleżanki Karusia miała wyciągnąć wnioski, dlaczego mikołajek nadmorski rośnie na Helu (tam był obóz dla chłopców), a nie rośnie tam, gdzie badania prowadzą dziewczynki.

Drużynowa, Krystyna Trapp, i Karusia przyjechały pewnego dnia odwiedzić owe samotne harcerki.

Przyjechałam tam z Karusią. Bardzo dobrze pamiętam ten wyjazd, a zwłaszcza wycieczkę na wydmy w Łebie, gdzie mikołajek jednak rósł.

Miałam 10 lat.

Gdy przygotowuję ten wpis, niemieckie wydanie google’a przypomina, że 136 lat temu urodziła się Virginia Woolf. W książce Własny pokój twierdziła, że jest mniej słynnych kobiet pisarek niż mężczyzn, bo nie miały własnego pokoju.

Reblog na Nowy Rok

Trzy reblogi – dziś, jutro i pojutrze – kończą nasz doroczny okres wpisów na adwent, Mikołaja, świętą Łucję, przesilenie zimowe, Boże Narodzenie, Nowy Rok i Trzech Króli. Dziś

Julita Bielak
z blogu W altanie. Rozmowy wśród przyjaciół

Widoki na gwoździu

Mieliśmy wrócić do Smutsa. Wymyślił kiedyś, że całości nie da się sprowadzić do sumy części, a świat podlega ewolucji, w toku której wyłaniają się coraz to nowe całości. W swojej teorii zawarł pogląd, że w naturze występuje tendencja do tworzenia całości, których nie da się wyjaśnić w kategoriach sumy poszczególnych fragmentów.

Właśnie zawiesiłam na gwoździu nowy kalendarz, przejrzałam strony, ładny. Pójdziemy razem przez 2018 rok. Miesiąc po miesiącu przekładałam strony starego, też ładnego, trafiałam na znaną mi od lat datę urodzin. Na inne znaczące dni, dołożone przez lata: pierwszy dzień w szkole, matura, obrona pracy magisterskiej, ślub, spotkania autorskie “Księżyca myśliwych”. I na wszystkie upierające się przy egzaltacji dni, takie jak Wigilia, Święto Pracy, Sylwester. Inne daty – któryś czerwca czy października – w poczuciu niższości takiego szczęścia nie mają, no chyba, że trafi im się niedziela. Albo dzień czekolady.

Mijałam, musiałam mijać tę drugą, obok narodzin, najważniejszą datę – pożegnania się ze światem. Nosimy ją w sobie a nie znamy, kroczymy przez życie niepełni. Wypadnie w któryś chełpiący się światełkami, muzyką, blichtrem, zalany słońcem dzień, czy w szary, zapracowany, dobrze, jeśli pamiętny z wizyty u dentysty, dzień. Plażowy czwartek lipca lub zabiegany początek marca. Nałoży się na już znany, szczególny, czy nagle w dawno zapomnianym zabije w dzwony, których już nie usłyszę. Doświadcza nas jakoś, daje znak, wywołuje nieuzasadniony niepokój, dziwną tęsknotę, czy zatarty znika niepostrzeżenie.

Pomysł mierzenia czasu, a więc czegoś nie dającego się ani zobaczyć, ani dotknąć, jest jednym z najdowcipniejszych, na jakie człowiek wpadł. Zegar w papieskim pałacu w Castel Gandolfo do dziś jeszcze w południe wskazuje szóstą. Bo w starożytności grecko-rzymskiej godziny, dzienne latem dłuższe, zimą krótsze, zaczynano liczyć od wschodu słońca. A rachuba dni w miesiącu? Nie wiemy, komu zawdzięczamy dzisiejszy sposób liczenia od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca. Rzymianie robili to inaczej, 25 listopada na przykład nazywał się u nich: “siódmy dzień przed Kalendami grudnia”. Kalendy, idy, nony, Nowy Rok w różne dni zależne od przyjętego kalendarza. A gdyby tak zmieniać kalendarze, skakać po nich, po datach, latach księżycowych bądź słonecznych, bo nie ma jednego kalendarza światowego przyjętego przez ONZ. I uciekać, uciekać.

Są sobie trzy dziewczyny z gór, z osiedla niedaleko bledu Marhni i mają na imię Utka, Mimuna i Ajsza. Większość dziewczyn z gór przyjeżdża do Algieru, Tunisu, tutaj, żeby zarobić pieniądze, ale te dziewczyny chcą czegoś więcej. Pragną wypić herbatę na Saharze. (…) po cichu oddalają się od karawany z tacą, czajnikiem i szklankami. Będą szukać najwyższej wydmy, aby zobaczyć całą Saharę. Tam zaparzą herbatę. Idą długi czas. Utka mówi: “Widzę wysoką wydmę”. Wspinają się na wierzcholek. Potem Mimuna mówi: “Widzę tam wydmę, stamtąd będzie widok aż po In Salah”. Kiedy znajdują się na jej szczycie, Ajsza mówi: “Patrzcie! Tamta wydma jest najwyższa. Na pewno widać z niej Tamanrasset”. Słońce wzeszło, a one nadal szły. W południe zrobiło im się bardzo gorąco. Doszły jednak pod wydmę, a potem wspinały się na nią i wspinały. Gdy weszły na wierzchołek, były bardzo zmęczone. Postawiły na piasku tacę, czajnik i szklanki. Potem położyły się i zasnęły. (…) Wiele dni później jechała inna karawana i ktoś coś zauważył na szczycie najwyższej wydmy. Kiedy poszli zobaczyć, znaleźli Utkę, Mimunę i Ajszę. Dalej leżały tak samo jak wtedy, gdy poszły spać. A wszystkie trzy szklanki były pełne piasku.

Życzmy sobie szczęśliwej wędrówki przez nowy rok, spełnienia marzeń i wielu marzeń do spełniania, obiecujących widoków, dobrych wyborów i zawsze w porę wypitej herbaty. Do siego roku!

Barataria 42 Niewyparzone gęby (ale nie zdradzieckie mordy, o nie!)

Ewa Maria Slaska

 Falstaff, Sancho Pansa, Zagłoba, Bronn…

Przyznacie, że jest między nimi podobieństwo, bo jeden pisarz podpatrywał u drugiego pomysły, ale też, bo, no cóż cosi fan tutte, wszyscy tak robią… Badacze ustalili kiedyś, że jest dwanaście motywów fabularnych, pisarz Vonnegut jeszcze bardziej tę myśl zacieśnił, twierdząc, że mamy wszystkiego dwie opowieści – o tym, że ktoś coś wygrywa albo o tym, że ktoś coś traci. Wymyślić, kto, co i jak, to już zadanie autora opowieści. Przez niemal całą historię literatury, a po prawdzie całą historię kultury, artysta pełnymi garściami czerpał z tego, co już stworzyli poprzednicy. Nikt się tym nie gorszył, aż przyszedł nowoczesny kapitalistyczny prawodawca i uznał, że prawa autorskie, to kolejny worek z masą twarogową, który można ująć w garść, odcisnąć serwatkę i wyprodukować twardą kulę sera, za którą słono zapłacimy. Pierwszą konwencję o prawach autorskich sformułowano w Bernie 9 września 1886 roku. Niedawno w porównaniu z 10 tysiącami lat kultury pisanej, a opowiadana i malowana trwała jeszcze dłużej…

Cała biblioteka do naszej dyspozycji (Sancho Pansa i Don Kichot też tu są), Uli Oesterle, Bibliothek

Nie podobała mi się książka młodej berlińskiej pisarki Helene Hagemann Axolotl roadkill (w roku 2017 po 7 latach autorka wyprodukowała wg własnej książki film Axolotl overkill), ale pamiętam, że najmniej mi przeszkadzało to, co zarzucili jej wszyscy, że kradła cytaty, pomysły i całe długie pasaże. Dziewczyna była chyba za młoda, by użyć argumentów z historii kultury, ale wzruszając ramionami odpowiedziała, że wszyscy tak robią i copy&paste jest zwykłą metodą pracy pisarza. A my byśmy dodali, że pracy wszystkich: naukowca, badacza, referenta, muzyka, polityka. Naukowiec może trochę bardziej niż pisarz musi się pilnować, by nie udowodniono mu plagiatu (i autoplagiatu!). Różnica jest jednak dla odbiorcy bez znaczenia – naukowiec ma obowiązek użyć cudzysłowu i dołączyć przypisy, pisarz odszczeknie, że mamy mu dać spokój, a jak nie umiemy rozpoznać cytatów z Joyce’a, Szekspira, Grassa, Witkowskiego czy Durrella, to sami jesteśmy sobie winni. Jesteśmy pasożytami – zjadamy i siebie, i innych. Praca naukowa to 95% myśli odpisanych i 5% oryginalnych, własnych – ta myśl to cytat z kogoś, ale nie jestem pewna – z kogo, może z Zajdela, autora najpopularniejszej swego czasu książki o Atlantydzie.
Ale jak się przyjrzę praktyce, to powiem, że oryginalność tych naszych własnych 5% polega z reguły nie na formułowaniu własnych myśli genialnych, tylko… na zmieniani szyku zdań i zamianie wyrazów.

– Jak jest po waszemu rzyć? – pyta góralka miastowego (w jakimś filmie, ale za Boga nie wiem, jakim?)
– Dupa.
– Tys piknie.

Może zresztą był to po prostu jeden z dowcipów o bacy.

A są jeszcze oczywiście opowieści zasłyszane, parodie, pastisze, ironiczne przymrużenie oka, no i drogi Czytelniku – co nam zrobisz? Nic, po prostu nic. Ale żebyś się nie złościł, powiem ci, że wprawdzie rzeczywiście istnieje od starożytności po dziś dzień tylko tuzin historii, ale Czytelnik (i Czytelniczka) oczekują od nas, że dla każdego pokolenia zostaną one napisane od nowa!

Dla ułatwienia w kulturze niemieckiej powstały dwie nadzwyczaj poręczne książki – jedna jest spisem motywów literackich, druga postaci. Ciekawe, że po polsku wkłada się je do jednego worka i miesza się je z wątkiem. Zakochany potwór to model postaci literackiej, a czy będzie to historia Dzwonnika z Notre Dame czy Amora zakochanego w Psyche, to już sprawa motywu.

No i dobra, tak czy owak copy&paste.

Falstaff, Sancho Pansa, Zagłoba. Postaci (czyli po niemiecku Stoffe), a to że mają dostać zamek lub wyspę Baratarię, to już – motyw.

Zresztą już starożytni Rzymianie (jak wiadomo i jak wszystko) wymyślili takiego wojaka-zabijakę. Dokładniej rzecz biorąc zrobił to rzymski komediopisarz Plaut(us) (254 p.n.e. – 184 p.n.e.). W komedii Mi­les gloriosus pojawi się Pyrgopolinices, ponoć wypisz wymaluj. Falstaff.

Pojawił się u Szekspira w Henryku IV (1597) i w Wesołych kumoszkach z Windsoru (1598, a może dopiero 1602). W Henryku V popada w niełaskę.

Sancho Pansa postępuje krok w krok za Falstaffem (1605).

Zagłoba, wiadomo, XIX wiek. Osoba nader uczona w piśmie widzi w nim oczywiście polskiego Falstaffa, lecz upatruje mu też pierwowzoru w postaci Marka Sobiejuchy – był to zausznik księcia Zbigniewa, syna Władysława Hermana, jeden z boha­terów powieści Kraszewskiego Królewscy synowie (1877). Podobno takiż właśnie cięty gaduła do bitki i wypitki. Zagłoba, jak pamiętamy, do bitki tej w realu mniej, ale tej w gębie, o hoho! Jakeśmy z paniem Michałem wiktorię odnieśli…

Bronn of the Blackwater z Gry o Tron – wiek XXI

Przede wszystkim łączy ich to, że są szelmami i filutami wojskowymi. To wojacy, którzy umieją walczyć, ale w zdarzeniu bitewnym z lubością wybierają miejsce tchórza – ongiś powód do śmiechu, dziś najsympatyczniejsza ich cecha. Są podobni do siebie, wyszczekani, cwani, nie zasypiają gruszek w popiele i zawsze się mają na baczności. Są w gruncie rzeczy dobrymi ludźmi, co każe się nam poważnie martwić o kondycję ich życia na starość. Nie dostaną wyspy ani zamku, karmili się mrzonkami i obiecankami, żyli z byle czego i byle jak, i nie mieli z czego ani jak odłożyć. Zagłobę może weźmie do siebie Skrzetuski, o Sancho Pansę zadba może pyskata żona, Colasa Breugnona wzięła do siebie córka, Bilbo znalazł przytulisko u Erlonda, ale Odyseusz? Czy po zalotach wielbicieli żony było w jego pożal się Boże królestwie, jakich było na Itace z tuzin, w ogóle jeszcze co do garnka włożyć? Rzecki ma pokoiczek za sklepem u Stacha. Ale Falstaff, ale Bronn, ale Aragon, ale inni awanturnicy i obieżyświaty?

Oczywiście w przestrzeniach ludzkiej wyobraźni musieli się spotkać. Oto Don Kichot i Sancho Pansa u Falstaffa, który wygląda jak Król Karnawału…

Adolf Schroedter, akwarela z roku 1854


Pytania na kiedy indziej, ale trzeba będzie do nich wrócić?

Jak wyginęli Falstaffowie?

Gdy już w Europie zniknął na dobre zawód awanturnika, pojawiło się pojęcie pieczeniarz, człowiek, którego dobrze karmią a czasem i pozwolą pomieszkać, za to że umie opowiadać… Czy to Franz Fiszer zastąpił Zagłobę?

A kobiety? Stare niezamężne ciotki przygarnięte na starość, te, które w modości próbowały się wyzwolić z funkcji Podręcznej? Też mieliśmy w rodzinie taką ciotkę… A inne? Czy to te, co skakały do Sekwany?

Bracia Mann 3 (i zapiski Podręcznej)

Lech Milewski

Wielki brat wielkiego brata

Rok 1937.

Henryk pracuje nad połączeniem wszystkich ruchów antyfaszytowskich. Ma w planie stworzenie DFP – Deutsche Freiheits Partei – Niemieckiej Parii Wolności. W tym samym okresie Niemiecka Partia Komunistyczna (KPD) wybiera Waltera Ulbrichta – KLIK – na stanowisko pierwszego sekretarza.
Walter Ulbricht dokonał sporej czystki w szeregach KPD wysyłając niewygodne mu osoby do ZSRR gdzie właśnie trwała Wielka Czystka. Żaden w nich nie przeżył.
Henryk wycofuje się ze swoich planów, nie widzi szans porozumienia.

Louis Aragon zaprasza Henryka do Paryża na II Międzynarodowy Kongres Obrońców Kultury. Kongres jest zdominowany przez sympatyków stalinizmu. Wypowiedzi antyradzieckie są przerywane hałaśliwymi protestami.

Po powrocie do Nicei Henryk kończy II tom Henryka IV.

Rok 1938.

W lecie Henryk jedzie do Paryża na III Międzynarodowy Kongres Pisarzy.

Dostaje wiadomość od Mimi, że przebywa ona wraz z córką na wczasach w Zwiąku Radzieckim. Wyraża obawy, że powrót do Czechosłowacji może nie być bezpieczny.
Nelly pozostaje w Nicei i przepisuje Henryka IV.

W listopadzie Henryk otrzymuje wiadomość od Goschi, że zaręczyła się z przebywającym w Pradze Amerykaninem.
Zupełne zaskoczenie. Henryk pisze do brata: “…tylko tyle wiem, mogę tylko zapytać co to za Amerykanin, który w obecnej sytuacji zaręcza się w Pradze, i dlaczego z moją córką?“.
W grudniu spotyka się na krótko z córką w Genewie i dowiaduje się, że już wyszła za mąż za dr Aschermanna, który nie traci czasu i zwraca się do teścia z prośbą o pomoc finansową w przeniesienu jego firmy do USA.

Opowieść podręcznej.

Sytuacja materialna nie jest dobra. Koszta studiów córki Henryka pogarszają sytuację.
Nelly zabiera się za wyrób kapeluszy. Prócz tego przepisuje Henryka IV.

Henryk spędza długie tygodnie z bratem.

Nelly bierze regularnie środek uspokajający – weronal.
Rachunek z dość ekskluzywnej winiarni A la Cave Saint-Paul sięga blisko tysiąca franków.
Alkohol plus weronal – w grudniu Nelly ląduje w szpitalu.
Spędza tam święta. Jej, pisane dość często listy do Henryka, tak jak jej charakter pisma są bardzo nierówne. Czasem dowcipne, czasem pełne żalu, czasem pełne narzekań.
Wybucha gniewem gdy Henryk przekazuje wiadomości do niej nie osobiście lecz przez doktora. Jedna z wiadomości to, że Henryk nie życzy sobie, żeby w obecnym stanie zdrowia wracała do domu.
Nelly pisze do Henryka list z pretencjami, że traktuje ją źle, wylicza jej pieniądze a jednocześnie płaci spore sumy za kurację odchudzającą córki. Wszak dla niego porzuciła wszystko, pojechała za nim do obcego kraju i nawet nie ma tu paszportu.

Rok 1939.

Goschi sugeruje ojcu wpłacić $10,000 na jej rachunek. Im więcej będzie na rachunku tym łatwiej otrzyma amerykańską wizę. Henryk odpowiada ze smutkiem, że może wpłacić tylko ułamek tej kwoty.

Tomasz i wszyscy jego najbliźsi przebywają w USA. Tomasz jest traktowany jak celebryta – zaproszenia na wykłady, prelekcje, spotkania.
W pamiętniku pisze: “Zainteresowanie jest duże: na przykład w Chicago bilety zostały już dawno wysprzedane (4 miesiące przed terminem). Przy tym bezwstydny manager bierze za wieczór $1,000 (obecne $17,500), z czego ja dostaję tylko połowę“.
Uniwersytet Princeton proponuje objęcie profesury. Tomasz otrzymuje wizę na pobyt stały.
Jego admiratorką jest Eleanor Roosevelt, żona prezydenta. Dzięki tej znajomości Tomasz pomógł setkom osób załatwić wizę wjazdową do USA.

W liście do Henryka wyraża się z najwyższym uznaniem o Henryku IV.
Donosi, że miał przyjemność gościć męża Goschi, pana Achermanna, który tytułuje go wujkiem. Jego opowieści o przeniesieniu firmy do USA i wymagania finansowe związane z wizą dla Goschi mówiąc delikatnie są mętne.
Kilka dni później Tomasz dostał ostrzeżenie, że pan Aschermann obiecał wielu Żydom w Europie, że załatwi im bezpieczny przewóz kosztowności do USA. Napływają sygnały, że wiele osób nie może tych kosztowności odzyskać.
Goschi też traci kontakt z mężem, który uprzednio pobrał wszystkie pieniądze z jej konta.

Henryk pisze bardzo przygnębiający list do brata – wstyd mu za Niemców, że nie obalili nazistów, wstyd mu za siebie, że przez tyle lat nie zalegalizował swojego związki z Nelly, jest pełen obaw o los córki przebywającej wciąż w Pradze, ma wątpliwości na temat wartości wszelkich swoich działań.

Usiłuje załatwić dla Goschi ucieczkę z Czechosłowacji do Związku Radzieckiego gdzie mogłaby liczyć na jakieś wsparcie finansowe.

Mija 10 lat od chwili pierwszego spotkania Henryka i Nelly – ich korespondencja nabiera bardzo romantycznego charakteru. W lipcu jadą razem do kurortu w okolicach Grenoble.
Wiele lat później Henryk napisał, że te wakacje to był najprzyjemniejszy okres w jego życiu.

23 sierpnia – Niemcy podpisują pakt o nieagresji ze Związkiem Radzieckim. Dla ruchów lewicowych w Europie jest to zupełna klęska. Henryk zamyka się w swoim pokoju na 2 dni.

1 września – Niemcy napadają na Polskę.

Obywatele krajów zajętych przez Niemcy nie są już bezpieczni we Francji. Wielu zostało wydanych Niemcom.

9 września 1939 roku – wpis w rejstrze małżeństw – Henryk Mann, lat 68, obywatelstwo czechosłowackie, przedtem obywatel niemiecki, pobrał się z Nelly Kröger, lat 41, bezpaństwowa.
Kilka tygodni po ślubie Nelly uzyskała obywatelstwo czeskie.

Henryk kontaktuje się ze szwedzkim Czerwonym Krzyżem, aby ewakuować Goschi z Pragi. Starania te nie przyniosły żadnego rezultatu.

Rok 1940.

16 czerwca – Niemcy zajmują Paryż.

Henryk sprzedał całe wyposażenie mieszkania, uregulował wszystkie należności.

Przebywający we Francji Golo Mann (syn Tomasza) organizuje ucieczkę Henryka.
12 września Henryk i Nelly spotykają się z Golo w na dworcu w Marsylii. Spotykają tam również Franza Werfla i jego żonę Almę Mahler-Werfel. Ich przeprawa przez Pireneje została zorganizowana przez Variana Fry, pracownika amerykańskiego konsulatu.
Więcej o tej ucieczce TUTAJ.

20 września Tomasz otrzymuje telegram od Golo z wiadomością, że cała piątka dotarła do Lizbony gdzie czekają na statek do USA. Tomasz jest niezadowolony, że jest z nimi “ta pani”. W swoich pamiętnikach i korespondencji Tomasz nigdy nie wymienił imienia Nelly.

13 października Klaus Mann, najstarszy syn Tomasza, wita przybyszy w Nowym Jorku.
Za tydzień przyjeżdża do Nowego Jorku Tomasz z żoną i towarzyszą Henrykowi w oficjalnych spotkaniach w organizacjach emigrantów i środowiskach artystycznych.
W tym czasie Nelly jedzie do Pensylwanii gdzie mieszka na stałe jej siostra z rodziną.

W listopadzie Henryk i Nelly przyjeżdżają do Kalifornii i wynajmują mieszkanie w Beverly Hills. Tomasz załatwia bratu pracę w wytwórni filmowej Warner Brothers. Płaca $500 miesięcznie odpowiednik obecnych $8,600.
Henryk zabiera się za przeróbkę na scenariusz swej (a może Nelly) powieści Das ernstes Leben. Mówi się, że rolę główną zagra Bette Davis.
Angielski Henryka jest bardzo słaby więc pisze scenariusz po niemiecku.

W lutym 1941 roku Henryk pisze do brata z prośbą o affidavit , który jest potrzebny do finalizacji jego i Nelly procedur imigracyjnych. Tomasz odpowiada, że wystawił już tak wiele takich dokumentów, że lepiej jeśli Nelly załatwi to przez swoją rodzinę.

FBI bierze Henryka pod baczną obserwację. Szczególne podejrzenie wzbudzają jego kontakty z ruchem Wolne Niemcy, którego centrala znajduje się w Meksyku.
Działa tam kolejny bohater moich blogowych wpisów – szalony reporter Egon Erwin Kisch. Więcej TUTAJ.

W marcu Henryk obchodzi 70 urodziny.
Tomasz przebywa w tym dniu w San Francisco gdzie odbiera kolejny doktorat honoris causa. Klaus Mann pyta listownie ojca o plany obchodów urodzin Henryka, który według niego: “…żyje w izolacji przywalony tą panią Kröger jak chorobą zakaźną“.

Henryk zaczyna pisać swoje refleksje “Z czasów Winstona Chuchilla”. Na publikację bedą czekały ponad 60 lat.

Na Wielkanoc Henryk i Nelly spotykają się z Tomaszem i Katią. Tomasz nazywa bratową w pamiętniku: “diese schreckliche Trulle“. Polskie synonimy to flądra, dziwka, wywłoka.

Tomasz organizuje obchody urodzin brata. Uczestniczy w nich ponad 50 osób: Werflowie (ale dopiero po interwencji gdyż Nelly i Alma Mahler-Werfel nie znosiły się wzajemne i Nelly skreśliła Werflów z listy zaproszonych), Feuchwangerowie, Doblinowie.

21 czerwca Niemcy atakują ZSRR. Na wiadomośc o tej wojnie Henryk reaguje radośnie, Tomasz pozostaje sceptyczny.

Tomasz otrzymuje wiadomość z wytwórni Warner Brothers, że nie zamierzają przedłużyć kontraktu z Henrykiem. Kontaktuje się z ambasadą ZSRR informując ją o trudnej sytuacji finansowej brata.
Tomasz i Katia dyskutują “problem Henryka”. Uzgadniają, że dadzą mu natychmiast $800 (obecne $13,500) na spłatę długów i będą wypłacać regularną pensję $100 (obecne $1,725) miesięcznie.

W marcu angielskie lotnictwo przeprowadza pierwszy udany atak bombowy na niemieckie miasto. Jest nim Lubeka, 3,400 budynków zburzonych, wśród nich dom rodziny Mannów.

Pierwsza żona Henryka – Mimi Mannova – zostaje przetransportowana z Pragi do Terezina.

Opowieść podręcznej.

Nelly utrzymuje kontakty i wymienia korespondencję z żonami wielu niemieckich emigrantów. Najbliższa jej jest chyba Salomea Rottenberg. W listach do niej Nelly wspomina, że szuka pracy aby Henryk mógł poświęcić się pisaniu. Zamierzali przenieść się do Nowego Jorku, ale zrezygnowali gdyż ostrzejszy klimat może być niebezpieczny dla Henryka.
Poza tym… nie mają pieniędzy na przeprowadzkę.

Nie mają również pieniędzy na transport książek Henryka które właśnie dotarły do Nowego Jorku. Nie wie z czego zapłacą za wynajem mieszkania, przeprasza, że nie jest jeszcze w stanie zwrócić pożyczonych pieniędzy.

Na razie przeprowadzaja się do tańszego mieszkania co Nelly przypłaca krwotokiem.

Biorą pożyczkę na zakup samochodu. Kierowcą będzie Nelly.
W kwietniu 1942 roku Tomasz powiadamia Henryka, że otrzyma z ambasady ZSRR $750 za sprzedaż jego książek w ZSRR.

Tomasz organizuje kolejną naradę rodzinną. Zgadzają się, że najlepiej będzie zaprosić Henryka do siebie na kilkutygodniowy pobyt zdrowotno-rekreacyjny. Oznacza to odłączenie od Nelly. Henryk jest bardzo zadowolony ze swoich wakacji, ale po dwóch tygodniach wraca do Nelly.

Nelly pracuje jako krawcowa w fabryce mundurów oraz dorywczo jako asystentka pielęgniarki. Nadal są w długach. Na dodatek musi przerwac pracę aby przepisywać kolejną książkę Henryka – Lidice.
Przypomnę – Lidice to niewielka miejscowość w Czechosłowacji, w której Niemcy dokonali masakry ludności w odwecie na zamach na Reinharda Heyndricha.
Książka została wydana w Meksyku.

Nelly podejmuje pracę jako kierowca w mleczarni. Wkrótce zostaje aresztowana za ryzykowną jazdę i spowodowanie wypadku.

Toną w długach. Pożyczka na samochód $414, koszty naprawy samochodu $500, odszkodowanie za rozbity samochód $750.

Nelly zrywa kontakty ze znajomymi paniami gdyż podejrzewa, że plotkują na jej temat.

W czerwcu Nelly udaje się do Ananda Ashrama u stóp Sierra Madre na wypoczynek duchowy. Czuje się tam bardzo dobrze, nawiązuje kontakt z personelem ośrodka, chętnym udziela lekcji niemieckiego. Po 2 tygodniach wraca do domu, ale wkrótce przyjeżdża do ośrodka razem z Henrykiem,

17 grudnia 1944 – Tomasz notuje: “…telefon mego brata Henryka doniósł nam o śmierci jego wieloletniej towarzyszki życia. Parokrotnie ponawiana przez tę nieszczęsną kobietę próba odebrania sobie życia tym razem odniosła skutek“.

Powodem śmierci jest przedozowanie środków uspokajających.
Marta Feuchtwanger w liście do przyjaciółki wspomniała, że Henryk znalazł Nelly nieprzytomną w sypialni, zabrał taksówką do szpitala, ale szpital (i to nie jeden) odmówił przyjęcia gdyż Henryk nie miał przy sobie wystarczającej ilości gotówki. Wreszcie jakiś szpital ją przyjął, zaaplikował płukanie żołądka, ale było już za późno.
Pogrzeb na cmentarzu w Santa Monica odbył się 20 grudnia.

Po wojnie.

W styczniu 1945 roku Klaus Mann odwiedził Pragę. Spotkał tam Mimi i Goschi.
Goschi przez wszystkie lata wojny nie mogła dostac stałej pracy. Żyła ze sprzedaży wszyskiego co było w domu. Mimi po wyjściu z Terezina jest w bardzo złym stanie. Potrzebują pieniędzy. Wskazówka – nie pisać listów po niemiecku.
Dwa lata później Mimi zmarła, Goschi wyszła za mąż za Ludvika Askenazego.
Wikipedia pisze o niej TUTAJ.

75 urodziny Henryka – rok 1946 – były celebrowane bardzo uroczyście w kręgach literackiej emigracji.
Zaczął pisać książkę Der Atem – Oddech. Okazała się byc jego ostatnim dziełem.

Stan jego zdrowia się pogarszał, jego stosunek do Niemiec był bardzo negatywny.
W rozterkę wprawiały go zaproszenia do Niemiec Wschodnich. Ostatnie z nich było na ceremonie otwarcia Akademii Sztuki w Berlinie (Wschodnim). Zaproszeniu towarzyszyły pieniądze na opłacenie podróży. Henryk zamówił kabinę na statku Batory.

Nie wykorzystał – 11 marca 1950 roku Henryk zmarł w wyniku wylewu do mózgu.

W jego domu rodzina odkryła szufladę pełną rysunków nagich, krągłych kobiet. Tomasz prosił Erykę żeby je zniszczyła. Nie zrobiła tego. Można je zobaczyć TUTAJ.

Pozostawił nieskończoną książkę – Smutna historia Fryderyka Wielkiego – miało to być jego rozliczenie się z Niemcami (podobnie jak dla Tomasza Doktor Faustus).

W roku 1961 prochy Henryka zostały przeniesione do Berlina (Wschodniego).
Wrócił tam gdzie zawsze należał – powiedział wspomniany na początku tego wpisu Walter Ulbricht – I sekretarz partii i przewodniczący Rady Państwa.

Grob

Pod pomnikiem umieszczono tabliczkę: Nelly Mann, geb. Kröger* – dzielna towarzyszka życia.

Tomasz Mann przeżył swojego brata o 5 lat. Podobnie jak lata poprzednie były one wypełnione podróżami, spotkaniami, pracą.
Europę odwiedził w 1947 roku. Dwa lata później odwiedził Niemcy, również Wschodnie – Weimar gdzie był uroczyście powitany przez ministra kultury NRD – Johannesa Bechera.
Johannes Becher – ten sam, który zlecił Hansowi Falladzie napisanie książki Każdy umiera w samotności – KLIK.
Wizyta w NRD spowodowała falę krytyki w Niemczech Zachodnich i w USA. W USA była to nie tylko krytyka, ale również ordynarne napaści w mediach.
Zaskoczyło go to i skłoniło do przeniesienia się do Szwajcarii gdzie zmarł 12 sierpnia 1955 roku.
Pochowany został na cmentarzu w Kilchberg niedaleko Zurichu.

Źródła:

1. Evelyn Juers – House of Exile.
2. Aleksander Rogalski – Tomasz Mann.
3. Tomasz Mann – Jak powstał Dr Faustus.
4. Wpis wikipedii Nelly Mann – KLIK.

* “geb. Kröger”czyli – urodzona jako Kröger. Uważni czytelnicy zapewne zauważyli, że to jest błąd. Panieńskie nazwisko Nelly Mann to Kröger, ale urodziła się pod innym nazwiskiem.

Bracia Mann 2

Lech Milewski

Wielki brat wielkiego brata

Skutki Wielkiej Wojny

Po pierwsze materialne. Dochody z tytułu sprzedaży książek spadły prawie do zera. Tomasz dodatkowo martwił się, że jego willa traci na wartości.
Po drugie – ocena sytuacji. Henryk oceniał ją w sposób w jaki oceniła ją później historia, bardzo krytycznie. Tomasz przeciwnie – dla niego była to: “…wielka, na wskroś uczciwa, ba, uroczysta wojna.
Tomasz nie ograniczył się do uczestnictwa w “podniosłych nastrojach inteligencji niemieckiej“, ale starał się zrobić coś praktycznego. Zgłosił się na ochotnika do landszturmu – wojsk obrony terytorialnej. Poczucie wstydu, że nie jest na froncie skompensował artykułem Refleksje wojenne. O wojnie pisał jako o “świętej wojnie narodowej”, sławił czyny niemieckiego oręża i decyzje władz.
Artukuł ten został oceniony bardzo krytycznie przez świat literacki, szczególnie przez Romain Rollanda.
Henryk był oburzony i Niemcami, i Tomaszem.

W tej atmosferze euforii i konfliktu w bratem, szarpany wewnętrznymi wątpliwościami i gnębiony licznymi chorobami dzieci, Tomasz pogrążył się w pracy nad Czarodziejską Górą.

Henryk napisał książkę Der UntertanPoddany – ostrą krytykę Cesarstwa Niemieckiego. Cenzura zakazała jej rozpowszechniania.
Życie rodzinne jednak kwitło. W 1916 roku Mimi urodziła córkę Carlę Marię Henriette Leonie, którą rodzice nazywali Goschi.

Konflikt między braćmi miał odbicie w ich publicystyce.
Tomasz zaczął pisać Rozważania człowieka apolitycznego, Henryk opublikował esej o Emilu Zoli, w którym włożył w usta słynnego pisarza swoje argumenty przeciwko niemieckiemu militaryzmowi. Tomasz otrzymał esej brata okrężną drogą i ogromnie go on zdenerwował. W rezultacie praca nad Rozważaniami przeciągała się, gdyż wplatał tam polemikę z poglądami brata. Ostatecznie zostały opublikowane dopiero w 1918 roku. Wkrótce potem nastąpiła kapitulacja Niemiec i abdykacja cesarza Wilhelma. Rozważania straciły jakiekolwiek znaczenie.

W grudniu 1918 roku cenzura zezwoliła na rozpowszechnianie książki Henryka – Poddany, a książka okazała się przebojem. W pierwszym tygodniu sprzedano 80.000 egzemplarzy. Z dnia na dzień Henryk nie tylko potwierdził swoją pozycję jako pisarz, ale został również uznany za bardzo znaczącego aktywistę społecznego.

Do roku 1922 bracia unikali się.

Następnych kilka lat lat Henryk Mann poświęcił rodzinie. W tym samym czasie Tomasz dzielił czas między rodzinę i pracę nad Czarodziejską Górą.
Opublikowana w listopadzie 1924 roku, do Bożego Narodzenia sprzedano 25,000 egzeplarzy. Był to ogromny sukces – dwutomowa powieść o trudnej tematyce, do tego dość droga. Tomasz stał się zamożnym człowiekiem, kupił samochód i zatrudnił szofera.

Warszawa

W marcu 1926 roku Tomasz Mann przyjechał do Warszawy na zaproszenie polskiego PEN-Clubu. Z tej okazji opublikowano w Wiadomościach Literackich jego szkic o Józefie Conradzie, pomyślany jako wstęp do niemieckiego tłumaczenia Tajnego agenta. Wizyta miała bardzo oficjalny charakter – spotkanie w Zamku Warszawskim, bankiet rządowy w Wilanowie.
W oficjalnym przemówieniu Tomasz Mann położył główne akcenty na rolę Polski …w zachodnio-wschodniej syntezie, rzuceniu pomostu nad istniejącymi w świecie gwałtownymi i napiętymi przeciwnościami.
Z mniej formalnych ceremonii warto wspomnieć biesiadę literacką w winiarni Fukiera, podczas której Wiliam Horzyca wygłosił po niemiecku prelekcję o pobycie E.T.A. Hoffmanna w Warszawie pod koniec XVIII wieku.

Zaskoczył mnie ten esej, wstęp do tłumaczenia Tajnego Agenta, gdyż po publikacji książki (rok 1907) Tomasz Mann zarzucał Conradowi “patologiczną rusofobię”.
W roku 1946 Tomasz Mann relacjonuje powrót to książek Conrada, …którego bardzo wiele albo nawet i wszystko czytywałem teraz przed zaśnięciem. Zacząłem od Lorda Jima (…) i tak w ciągu paru tygodni przeczytałem cały ten szereg powieści, zainteresowany, przejęty, a jako Niemiec również jakoś zawstydzony tą męską, awanturniczą, doskonałą językowo, głęboką pod względem tak psychologicznym jak moralnym sztuką narratorską, która nie to, że jest u nas rzadka, lecz której po prostu nie ma.

Opowieść podręcznej.

Na początku 1929 roku Henryk rozwiódł się z Mimi Panovą. Ugoda rozwodowa przewidywała jednorazową wypłatę 500 marek a następnie 300 marek alimentów miesięcznie plus pokrycie kosztów edukacji córki.

W czerwcu 1929 roku, w lokalu rozrywkowym Kakadu (być może była to sąsiadująca z Kakadu Bajadera), Henryk poznał Nelly Kröger.

Kakadu

Nelly Kröger – urodzona 15 lutego 1898 jako Emmy Johanna Westphal. Nazwisko ojca nieznane. Moje główne źródło informacji, Evelyn Juers, nie ma wątpliwości, że był nim Noah Troplowitz z Gliwic, z zamożnej żydowskiej rodziny. Jego przodek zbudował gliwicką synagogę. Dokumenty rodzinne potwierdzają, że matka Emmy, Berta, pracowała w domu Troplowitzów jako służąca.

Po urodzeniu dziecka Berta wróciła do rodzinnego Niendorf, niewielkiej wioski rybackiej. Tam wyszła za mąż za rybaka – Nicolausa Wilhelma Heinricha Krögera. Ojczym zgodził się, aby Emma przyjęła jego nazwisko.
W 1919 roku Emma opuściła dom i przeniosła sie do Berlina. Miała nieco odłożonych pieniędzy. Podjęła pracę jako krawcowa. Jej partnerem został Werner Schmidt – urzędnik. Urodziło im się dziecko. Ojciec wycofał się ze związku, pojawiły się kłopoty finansowe. Dziecko ciężko rozchorowało się i zmarło podczas snu w objęciach również śpiącej matki.

Henryk i Nelly

Emma zmieniła imię na Nelly. W porównaniu z ciężkim “m” podwójne “l” wydawało się lżejsze (leichter) i jaśniejsze – heller.

Podjęła pracę w Kakadu Bar jako Animierdame – dama, która miała za zadanie ożywić (animować) klientów. Jednym z klientów był Henryk Mann.

To zdjęcie z okładki książki, która jest moim głównym źródłem informacji na temat poplątanych losów braci Mann.

Na wyżynach

W listopadzie 1929 nazwisko Mann znowu trafiło na pierwsze strony gazet – Tomasz Mann otrzymał literacką Nagrodę Nobla.

Kilka miesięcy później Henryk zaczął gonić słynnego brata – w kwietniu ukazał się na ekranach i zyskał wielką popularność film Błękitny AniołKLIK – oparty na jego książce Profesor Unrat.

Na początku 1931 roku Henryk został mianowany prezydentem sekcji literackiej Pruskiej Akademii.
Popularny działacz pacyfistyczny Kurt Hiller publikuje artykuł Prezydent, w którym sugeruje, że Henryk Mann to jedyna w Niemczech osoba zdolna zjednoczyć prawicę i lewicę, jedyna osoba zdolna zastąpić Hindenburga na stanowisku prezydenta i zapewnić stabilizację Niemiec.

W 1932 roku na półkach księgarskich ukazuje się nowa książka Henryka – Ein ernstes LebenPoważne życie. A może Życie na serio.

Pożar

30 stycznia 1933 roku – Adolf Hitler zostaje kanclerzem Niemiec.

Kilka dni później na słupach pojawiły się plakaty podpisane przez Alberta Einsteina, Henryka Manna i Kathe Kollwitz, wzywające Socialistów i Komunistów do stworzenia jednolitego frontu.

15 lutego – Henryk zostaje usunięty z Akademii Pruskiej. Tydzień później wyjeżdża do Francji. Nelly pozostaje w Berlinie, by pilnować mieszkania.

27 lutego – pożar Reichstagu.

Tomasz z rodziną wyjeżdżają do Szwajcarii. W tym samym czasie Mimi i Goschi wyjeżdżają do Pragi, gdzie zamieszkają u rodziców Mimi.

Władze publikują listę zakazanych autorów. Henryk Mann zajmuje trzecią pozycję, za Karolem Marksem i Karlem Kautskim.

10 maja, na placu przed operą w Berlinie, studenci palą 25,000 książek zakazanych autorów. Równocześnie powstaje lista zakazanych książek. W ciągu roku lista osiągnęła 4,100 pozycji, nie było wśród nich książek Tomasza Manna.

Henryk zostaje pozbawiony niemieckiego obywatelstwa.

Opowieść podręcznej

Henryk wyjechał w samą porę. Następnego dnia jego mieszkanie odwiedziła policja z nakazem aresztowania. Nie zastawszy właściciela zrobili gruntowną rewizję i straszliwy bałagan.

Nelly brakuje pieniędzy. Zostaje aresztowana, gdy próbuje podjąć pieniądze z konta bankowego Henryka.
Konto jest zablokowane, ale wypłacane są regularne należności, na przykład alimenty dla Mimi. Nelly pisze do Henryka, żeby ją oficjalnie zatrudnił jako osobę opiekującą się mieszkaniem i wyznaczył pensję, ma nadzieję, że pensja będzie wypłacana z konta Henryka.
Henryk traktuje tę propozycję podejrzliwie i odwleka decyzję.
Nelly ponownie podejmuje pracę jako krawcowa. Jest pod obserwacją policji, sąsiedzi traktuja ją podejrzliwie, zostaje ponownie aresztowana. W marcu traci przytomność i spędza kilka dni w szpitalu – wyczerpanie nerwowe. Prosi Henryka żeby załatwił jej wyjazd do Francji. Dotarła tam w lipcu. Zamieszkali w Nicei.

Kilka lat później w tym samym domu w Nicei wynajęli mieszkania dwaj emigranci z Czechosłowacji – Joseph Roth – KLIK – i Hermann Kesten – KLIK. Wieczory spędzali na długich rozmowach z Henrykiem i Nelly.
Nelly była urodzonym gawędziarzem.
Poniższą opowieść usłyszał jednak tylko Hermann Kesten.
Henryk był oczarowany barwnymi opowieściami Nelly. Wiele razy namawiał ją, żeby je zapisywała.
Pod koniec roku 1931, gdy Henryk był w Paryżu, zabrała się do tego poważnie. Gdy wrócił pokazała mu. Przeczytał w ciągu jednego dnia. Był zaskoczony – to prawie powieść – powiedział.
– Powieść? To jest moje życie – odpowiedziała. Żartem zapytała czy znalazłby się wydawca dla tej “powieści”.
Następnego dnia Henryk zabrał się do pisania. Nelly ze zdumieniem zauważyła, że kartki z jej opowieściami lądują w palenisku kominka. Henryk wytłumaczył, że książka typu Życie Nelly Kröger nie zainteresuje wydawców. To jest opis poważnego życia i taki będzie tytuł książki – Ein ernstes Leben. Zasady nie pozwalają mu opublikować jej wspomnień pod swoim nazwiskiem, dlatego pisze wszystko od nowa.

Wspomnienie H. Kestena TUTAJ.

Życie na emigracji

Jak już wspomniałem Henryk i Nelly osiedlili się w Nicei, Tomasz z żoną zamieszkali w Küsnach (okolice Zurichu).

Tomasz nie czuł się bezpiecznie w Szwajcarii. Miał wciąż poczucie, że jest śledzony przez hitlerowskich agentów, że może zostać porwany lub zamordowany.
Z drugiej strony nie mógł się pogodzić z utratą majątku pozostawionego w Niemczech – willa, meble, samochód.
W rezultacie nie udzielał się publicznie i nie deklarował oficjalnie swojego stosunku do nazistowskich Niemiec.
Powodowało to niemałą konsternację w świecie literatury. Starsze dzieci, Klaus i Eryka, nalegały na ojca, żeby się oficjanie zdeklarował. Tomasz Mann odpowiadał, że ma większy wpływ na życie umysłowe Niemców, jeśli jego książki są publikowane w kraju.
Publikuje w tym czasie, w Niemczech, kolejne tomy tetralogii Józef i jego bracia. Książka została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników.
Zaskoczeniem było, że władze zezwoliły na wywiezienie z jego willi wielu sprzętów i mebli. Najbardziej ucieszyła go kołdra. Gdy do niego dotarła, spał już spokojniej.

Henryk działał bardzo aktywnie. Został członkiem brytyjskiego PEN-clubu, honorowym prezydentem Związku niemieckich pisarzy na uchodźtwie.
Stwierdził, że włada językiem francuskim równie dobrze jak niemieckim i opublikował książkę La HaineNienawiść. Książka nie zyskała popularności wśród czytelników francuskich, niemieckich czytelników było na emigracji niewielu, Anglia nie była zainteresowana tłumaczeniem.
Nelly wróciła do zawodu krawcowej.
Henryk zaczął pisać książkę Henryk IV.

Połowa roku 1934 – pierwsze spotkanie Hitlera z Mussolinim, we Włoszech. Hitler jest pełen podziwu dla spadkobiercy antycznych cezarów i filozofów. Opinia Mussoliniego o Hitlerze: szalony mały klown.
Miesiąc później zamach stanu w Austrii, zabójstwo kanclerza Dollfussa. Mussolini oskarża Niemcy o zamach i zapowiada wojnę, jeśli Niemcy wkroczą do Austrii.

Pod koniec 1934 roku Henryk odwiedził swoją byłą żonę Mimi i córkę Goschi w Pradze. Córka wykazywała wielkie zainteresowanie tańcem.
Nelly przepisuje na maszynie zakończony manuskrypt Henryka IV.

Rok 1935 – Tomasz Mann odwiedza Stany Zjednoczone.
Henryk publikuje Henryka IV. Książka zyskuje bardzo wysoką ocenę krytyki – świetne analogie polityczne, literatura najwyższego lotu. Tomasz wypowiada się z wielkim szacunkiem o książce brata, ale czuje, że to już ostatnie słowo Henryka. Wielki brat nie zagrozi pozycji Tomasza w literaturze niemieckiej.

W lutym 1936 roku Tomasz Mann złożył oficjalną deklarację potępiającą władze w Niemczech.
W listopadzie 1936 przyjął obywatelstwo czeskie (Henryk przyjął je kilka miesiecy wcześniej), zaraz potem pozbawiono go wraz żoną i dziećmi obywatelstwa niemieckiego. Jego książki trafiły na listę utworów zakazanych. Uniwersytet w Bonn odebrał mu honorowy doktorat.

Henryk przemawia w Paryżu na na międzynarodowym kongresie pisarzy, w Brukseli – na światowym kongresie pokojowym. Wygłasza przemówienie w Lidze Narodów.

W tym czasie Tomasz z żoną odwiedzają Czechosłowację i Węgry. W Pradze tamtejsi pisarze dyskutują z nim szanse Henryka na literacką Nagrodę Nobla. Tomasz nie widzi żadnych szans.

Chmury przed burzą

Włochy wkroczyły do Etiopii. W Hiszpanii wybucha wojna domowa.

Ideowy marksista Wiktor Serge – KLIK – pisze do Leona Trockiego: Drogi Leonie Dawidowiczu. Martwię się o Was. Czy otrzymaliście mój poprzedni list? Widzę, że tu szykuje się akcja fizycznej likwidacji Zinowiewa i jego grupy. Bierność naszych towarzyszy w obliczu nadchodzących represji to zbrodnia…
W Moskwie odbywa się proces 16 czołowych działaczy komunistycznych, zostają skazani na śmierć. Po procesie odbywa się “wielka czystka”, ginie około miliona działaczy komunistycznych.

Wiktor Serge do Andre Gide’a: … pamiętam strony pańskiego Dziennika, w którym w roku 1933 zadeklarował pan przynależność do komunizmu, gdyż zapewnia on swobodny rozwój osobowości… czytam to w chwili, gdy nikt dookoła mnie nie odważyłby się prowadzić dziennika.

Dokończenie za tydzień

Źródła:

1. Evelyn Juers – House of Exile.
2. Aleksander Rogalski – Tomasz Mann.
3. Tomasz Mann – Jak powstał Doktor Faustus.

Bracia Mann (1)

Lech Milewski

Król i rywal

Rywal

“W liście datowanym 19 marca 1950 roku, Tomasz Mann donosił:

Ceremonia pogrzebowa była godna. Przemawiali pastor kościoła Unitarnego i Lion Feuchtwanger , kwartet grał pięknie powolny utwór Debussy’ego, kroczyłem za trumną po ciepłej trawie cmentarza w Santa Monica.

Na wstędze na żałobnym wieńcu był napis: Mojemu Wielkiemu Bratu z miłością.

Tomasz Mann.

Napis bardzo konwencjonalny, ale jednak warto poświęcić mu chwilę, a to nasuwa pytanie – czy Tomasz Mann rzeczywiście uważał swojego brata za wielkiego człowieka, za ważnego twórcę? Czy w ogóle go kochał?”

Marcel Reich-Ranicki – The King and his Rival.

Ludwig Heinrich Mann urodzil się 27 marca 1871 roku jako najstarsze dziecko w rodzinie zamożnego kupca, senatora miasta Lubeki.

Lubeka… po której wędrując dzisiaj odnosi się wrażenie, że tkwi głęboko w gotyckim średniowieczu. (…) w jej atmosferze jest coś ze stanu umysłów w ostatnich dziesiątkach XV wieku, coś z histerii dogasającego już średniowiecza, coś z utajonej epidemii (…) można łatwo sobie wyobrazić, że nagle ni stąd ni zowąd będziemy świadkami jakiegoś tańca św Wita, że wyruszy skądś krucjata dzieci, że pojawią się stygmatycy…

T.Mann – odczyt O Niemczech i Niemcach – 1949 rok.

Poniżej fragment Tańca Śmierci – 30-metrowego fresku w St Marien Kirche.

Todendanz

Przez cztery lata Henryk nie musiał z nikim dzielić czasu spędzanego ze swoją matką. Tym bardziej odczuwał chwile samotności, gdy matka poświęcała się grze na fortepianie czy zapadała w długie okresy melancholii.

W roku 1875 przybył brat Tomasz, w 1877 siostra Julia, w 1881 Carla.

Rodzeństwo

Na powyższym zdjęciu Henryk ma 16 lat. Pewnie jeszcze bierze udział w przedstawieniach domowego teatrzyku kukiełkowego, który jego brat opisał w opowiadaniu Pajac.
Może jeszcze słucha jak matka czyta dzieciom. Wiadomo, że czytała im wiele opowiadań E.T.A. Hoffmana. Największe wrażenie robiło opowiadanie Sandmann (polskie tłumaczenie nosi tytuł Piaskun), o Natanielu, którego gnębią wizje Piaskuna kradnącego oczy dzieciom, które nie idą grzecznie do łóżka.

Rok później 13-letni Tomasz przeżywał głęboko nieokreślone uczucie do kolegi szkolnego – Armina Martensa.
W opowiadaniu Toni Kroger, nosi on imię Hans Hansen. Tytułowy Toni – kocha fontannę, stary orzech, swoje skrzypce, morze w oddali i cierpi z tego powodu… gdyż im bardziej kochasz tym bardziej jesteś w niekorzystej sytuacji i musisz cierpieć.
W tym samym okresie cztery lata starszy Henryk odwiedzał Pension Knoop gdzie po raz pierwszy doświadczył “normalnej zmysłowej błogości”.

To co dla Henryka było normalne, dla Tomasza było źródłem metafizycznych rozważań. Nic dziwnego, że Tomasz oceniał pisarstwo brata jako przesadne, nieumiarkowane, czasem bezwstydnie erotyczne.

Już w 1887 roku Henryk opublikował swoje pierwsze opowiadania i wiersze. Dwa lata później zrezygnował z nauki w szkole i rozpoczął pracę w księgarni Von Zahn und Jaensch w Dreźnie.

Praca była nudna i męcząca. Wolny czas spędzał w lokalach kulturalnych i rozrywkowych. Równieżw domach publicznych. Stwierdził u siebie wybuch patologicznej zmysłowości. Interpretował miłość jako najwyższą formę szczęścia, które musi prowadzić do literackiego sukcesu. Nie bez powodu nazywał swoje próby literackie Erguss.
W roku 1890 opublikował pierwszą książkę HaltlosBezpodstawnie. Następnego roku przeniósł się do Berlina gdzie pracował w wydawnictwie Samuel Fischer.

Ojciec rodziny – Thomas Johann Heinrich Mann – nie miał złudzeń co do charakteru swego najstarszego syna. W testamencie napisał:

Na kuratorów nakładam obowiązek oddziaływania na praktyczne wychowanie mych dzieci. Na ile to będzie leżało w ich mocy, przeciwdziałać skłonnościom mego najstarszego syna do tzw. działalności literackiej. (…) Podłożem jego skłonności jest marzycielski nieład i bezwzględność wobec drugich, biorąca się może z bezmyślności. Mój drugi syn podatny jest na spokojne wyobrażenia, ma dobry charakter i oswoi się z zawodem praktycznym. Po nim mogę się spodziewać, że będzie podporą dla swej matki.

Tomasz również nie spełnił oczekiwań ojca. Podobnie jak Henryk miał duże kłopoty w szkole, musiał powtarzać dwie klasy, nie uzyskał świadectwa maturalnego. Ojciec sprzedał rodzinną firmę.
Być może przedwcześnie gdyż ostatni z rodzeństwa, urodzony w 1891 syn Wiktor, odziedziczył po przodkach zdolności kupieckie. Niestety ojciec rodziny zmarł kilka miesięcy po urodzinach trzeciego syna – w październiku 1891 roku.

Zaraz po świętach Bożego Narodzenia Henryk dostał krwotoku płuc. Dwa lata spędził w sanatoriach. W tym czasie rodzina przeniosła się do Monachium. Po dojściu do pełni sił Henryk wyjechał do Włoch.

Tomasz został wezwany do odbycia rocznej służby wojskowej. Po kilku tygodniach nadciągnął sobie ścięgna w łydce i po dłuższym pobycie w wojskowym szpitalu został uznany za niezdolnego do służby wojskowej.
Jego wrażenie z wojska: wrzask, marnotrawstwo czasu i sztywny regulamin dręczyły mnie ponad wszelką miarę.

Mógł więc dołączyć do starszego brata przebywającego we Włoszech. Bracia otrzymywali od matki pensję, po 160 marek miesięcznie.

Najmłodszy członek rodziny, Wiktor 5 lat, wspominał: Wujkowie Heini i Ommo byli we Włoszech (…) czasem przychodziły od nich listy, takie jak ten –

Szkaradnie w głowę stuknięci,
przyślijcie natychmiast tysiąc.
h oraz t.

Nie zapominali jednak o najmłodszym bracie – napisali dla niego wspólnie książkę z obrazkami.

Dyskutowali też projekt napisania wspólnie książki dla dorosłych, roboczy tytuł Upadek.
Tomasz zbierał już rodzinne wspomnienia i anegdoty. Henryk miał napisać rodziały dotyczące historii rodziny, Tomasz rozdziały o jej upadku. Według Henryka napisali wspólnie kilka rozdziałów.
Nie sposób w tym miejscu pominąć wzmianki o wkładzie jeszcze jednej osoby do tego projektu.
Wiktor Mann, który każdą wolną chwilę spedzał na ulicy w towarzystwie dzieci zamieszkałych w okolicy rzemieślników, wspomina: Pewnego dnia Tomasz wziął mnie na bok i zażądał żebym wyobraził sobie następującą sytuację: monachijski drobnomieszczanin ma dosyć wymówek swojej pretensjonalnej żony i chce odciąć jej się tak, żeby nie mogła z tym się pogodzić, żeby skończyło się rozwodem.
– No więc – powiedział Ommo pełen oczekiwania – co ten człowiek zawołał do swojej eleganckiej żony?
Krzyknąłem nie zawahawszy się ani na sekundę: idź do dziabła ty ścierwo parszywe”.

Literackim owocem pobytu we Włoszech dla Henryka była książka Im Schlaraffenland (polski tytuł – W krainie pieczonych gołąbków) – satyra na szerzącą się chciwość. Dla Tomasza była nim opublikowana w 1901 roku książka Buddenbrookowie – dzieje upadku rodziny. Przyniosła mu sławę.
Może ktoś z czytelników pamięta, że w tej książce znajdują się wspomniane przez Wiktora Manna słowa.
Trudno powiedzieć, czy publikacja Buddenbrooków miała jakiś wpływ na załamanie nerwowe Henryka, w wyniku którego musiał spędzić kilka tygodni w sanatorium.

Henrykowi w dojściu do normy pomogła praca nad książką Die GöttinnenBoginie – trylogia o kobiecie, ktora odnajduje siebie – w poszukiwaniu wolności jako Diana, w pogoni za inspiracją jako Minerwa i w miłości jako Wenus. Oczekiwał, że książka, która mnie kojarzy się z Eat, Pray and Love, będzie wielkim sukcesem. Mocno się zawiódł.

W 1902 roku, najmłosza siostra, Carla, opuściła dom rodzinny, rozpoczynając karierę aktorską. Niezbyt fortunnie. Po przedstawieniu Hamleta, w którym z powodu choroby nie wystąpiła (w roli Ofelii), zabrała z teatru czaszkę i nazwała Nataniel, jak w bajce E.T.A. Hoffmanna.
Niepowodzenia kompensowała sobie ożywioną korespondencją z Henrykiem. Jej rezultatem była książka Die Jagd nach LiebiePolowanie na miłość. Dla kulturalnego świata Monachium była to książka z kluczem, rozpoznano w niej wiele znanych osobistości.
Matka Henryka miała do niego wielkie pretensje za opisywanie ekstrawaganckich czynów i marzeń swojej siostry oraz za wzorowanie jednej z głównych postaci na osobie szwagra, męża starszej siostry Julii.
Tomasz Mann napisał do brata krótko: ...was Du machst, ist krank – to co robisz jest chore.

W tym okresie Carla zakochała się w Alfredzie Flechtheimie, agencie giełdowym. Miłość była wzajemna, ale rodzice Alfreda kategorycznie zabronili mu małżeństwa z osobą nieżydowskiego pochodzenia.
Carla w dalszym ciągu w listach zwierzała się Henrykowi ze swoich przeżyć a on ponownie napisał książkę opartą na scenicznych i życiowych doświadczeniach siostry – Aktorka.
To chyba zbieg okoliczności, że w tym samym czasie przetłumaczył na niemiecki książkę Choderlos de Laclos – Niebezpieczne związki.

Rok 1905, we Florencji, Henryk poznał i zakochał się w Inez Schmied. Urodzona w Buenos Aires przypominała mu matkę – niemiecko-południowoamerykańskie pochodzenie.
W tym samym okresie napisał książkę Profesor Unrat.

W lutym 1905 roku Tomasz ożenił się z Katią Pringsheim, pochodziła z bardzo zamożnej i szanowanej żydowskiej rodziny. Karnawał bracia wraz z najbliższymi i z Carlą spędzili w Wenecji. Inez nie zyskała sobie sympatii Carli ani Tomasza, który odwracał głowę, gdy mówiła.

Goście hotelu, w którym mieszkali skarżyli się dyrekcji, że ktoś umieścił na parapecie trupią czaszkę. Było to okno Carli.
Henryk sprawdził, w czaszce była mała paczka. Carla wyjaśniła żartobliwie, że to oszczędności jej życia. Po usilnych naleganiach brata wyjawiła, że to dawka cjanku wystarczająca “na uśmiercenie całego batalionu”. Uspokoiła Henryka, że świadomość posiadania takiego arsenału wyostrza jej umysł.

Związek Henryka i Inez przeżywał burzliwe dwa lata, gdyż Inez obawiała się, że małżeństwo odbierze jej niezależność. W rezultacie związek rozpadł się.

Carla przeżywała nową miłość – Leon Landau, syn rabina z Galicji. Jego rodzina absolutnie nie akceptowała aktorki. Zaręczyli się potajemnie. Rodzice straszyli syna wydziedziczeniem, wahał się. Dotarły do niego plotki o jej aferach miłosnych Carli.
30 czerwca 1910 Carla wzięła dawkę cjanku zdolną wytruć cały batalion.
Prawie 40 lat później Tomasz Mann opisał bardzo skrupulatnie tragedię siostry w Doktorze Faustusie – Klaryssa Rodde.

W 1911 – adaptacja książki Henryka – Aktorka – została wystawiona na scenie teatralnej. W tym samym czasie Tomasz kończył Śmierć w Wenecji – wydana w roku 1913 odniosła fenomenalny sukces.

Lata 1911-13 Henryk miał romans z aktorką i mężatką, Edith Kann. Literackim owocem znajomości była sztuka Die grosse LiebeWielka miłość.
Miłość nie była chyba zbyt wielka, gdyż w tym samym teatrze poznał Marię (Mimi) Kanovą – Żydówkę jak Katia żona Tomasza, ale z dużo niższych sfer. Pobrali się w sierpniu 1914 i osiedlili w Monachium.

Rok 1914 – Wielka Wojna zaskoczyła obu braci. Ze względu na słabe zdrowie obaj nie zostali powołani do wojska.

Źródła:
1. Evelym Juers – House of Exile.
2. Aleksander Rogalski – Tomasz Mann. Instytut Wydawniczy PAX 1975.
3. Marcel Reich-Ranicki – The King and his Rival.
4. Wiktor Mann – Wir waren Fünf – Było nas pięcioro. Czytelnik 1966.

Cztery w jednej czyli Wymazane Witkowskiego

Ewa Maria Slaska

Wymazane Michała Witkowskiego to cztery powieści w jednej, całkiem byle jak ze sobą sklejone, po to by była to powieść, a nie opowiadania, bo opowiadań nikt nie czyta, jak powiedziała pani z wydawnictwa mojej siostrze, latem 2013 roku. W kilka miesięcy później Alice Munro, kobieta, która nigdy nie pisze nic innego, jak tylko opowiadania, miała dostać literacką nagrodę Nobla. No ale poniekąd to prawda, że opowiadań nikt nie czyta i pisarz musi umieć poskładać swoje dzieła mniejsze w jedno większe, co znowu nie musi być aż tak trudne, skoro powieść nie rządzi się już żadnymi prawami gatunku i można ją posklejać z byle czego, z kaczej łapy, oka muchy i skrzydła ważki, zamieszać w kotle czarownicy i już…

No więc tak to właśnie zrobił Witkowski i wydawnictwo nie mrugnęło nawet powieką muchy, wychodząc z założenia, że ważne, że to Witkowski, a nie to, że coś posklejał, a coś wymazał. Jego nazwisko jest jest tak na oko muchy pięć razy większe niż tytuł, choć ten tytuł jest akurat tym razem, po raz pierwszy od Lubiewa, naprawdę dobry. Choć może jestem niesprawiedliwa, bo w końcu Fynf und cwancyś jest jako tytuł jako żywo jako lizaczek, także udany.

A ta Miłość i śmierć na bagnach to oczywista parafraza Miłości i śmierci wśród lagun László Passutha. Ciekawe, czy tekściarz wydawnictwa Znak.Literanova to wie? Może wie, bo to jednak Znak, może nie, dziś z cytatami nigdy nic nie wiadomo. With the bees you can never tell, Cristopher Robin.

Ten Witkowski pojawia się zresztą w swojej własnej posklejanej powieści jako “ten Witkowski”, co to był w Wymazanym na wieczorze autorskim w bibliotece, czyli w obecnej dyskotece, bo biblioteki już nie ma, podobnie jak nie ma kina ani porządnej szkoły, tylko przystanek autobusowy, sklep Tesco i parking dla TIR-ów Tijuana.

Polska.Wymazane

Pierwsza powieść to owe bagna, na nich Las W Którym Rosną Same Trujaki, a obok lasu miasto Wymazane, złożone z dwóch miast, tego prawdziwego, w którym nie ma biblioteki, sklep nazywa się “Sklep”, a dyskoteka “Dyskoteka”, i tego wymazanego, które nazywa się Tijuana i jest jak z piosenek Manu Chao lub Tercetu Egzotycznego. Welcome to Tijuana, albo za tym pustym stepem miasto jest ogromne. Miasto, które bez trudu przekształca się w Argentynę lub tylko Buenos Aires albo Montevideo, gdzie grasuje przedwojenna banda żydowskich opryszków “Zwi Migdal”, sprowadzająca z Polski biedne dziewczęta żydowskie do południowoamerykańskich burdeli. Przyznaję, że gdyby nie opowieści jednego z moich autorów, niejakiego Viatora, myślałabym, że Witkowski sobie to wymyślił, podobnie jak Tijuanę na granicy polsko-litewsko-estońsko-łotewskiej i to tuż przy granicy z Konfederacją, ale okazuje się, że nie, że rzeczywiście… I że nawet sama osobiście poznałam człowieka, który napisał na ten temat doktorat, nazywa się Piotr Goldyn i zdążył się w międzyczasie habilitować…

Wymazane jest całą Polską nie B, nie C, nie D, tylko może K, L lub M, a najpewniej po prostu W jak Witkowski i jak Wymazane. To ta Polska, w której nic się nie dzieje, a i tak jest coraz gorzej, coraz beznadziejniej, coraz bardziej bez ucieczki donikąd. W tej Polsce nawet jak ktoś obok się dorabia, to i tak nic się nie zmienia, na nikogo nie skapnie ani odrobina złota, ani nawet złota pozłota, nowoczesność omija pole i zagrodę, na polu nic nie rośnie i już nigdy nie wyrośnie… To w tej Polsce W narodzili się i rozmnożyli wyborcy PiSu, aż było ich tylu, że zagarnęli wiele innych lepszych liter i osiągnęli 37,58% w wyborach, a w dwa lata później 47% w sondażach.

Prowincjonalny romans bogatej staruchy z młodzieńcem

W mieście Wymazane mieszka najpiękniejszy młody człowiek na świecie. Po prostu tak. Cud genetyczny. Najpiękniejszy. Sama znałam kiedyś takiego, był kolegą mojego syna z klasy, i w przeciwieństwie do biednego Damiana Pięknego z biednego miasteczka w biednej prowincji biednej Polski, najpiękniejszy młody człowiek na świecie, którego znałam w Berlinie, był jeszcze na dodatek zdolny, miły i bogaty.

Druga powieść należy do znanego gatunku “macronizmy wiecznie żywe” i jest opowieścią o romansie i małżeństwie pięknego Damiana Pięknego z “bogatą złą panią”, prowadzącą – jak w pigułce – wszystkie najbrudniejsze interesy wolnej Polski. Pani jest o 40 lat starsza od naszego bohatera, ma ksywkę Alexis, bo jest wredna jak jej pierwowzorka z serialu, choruje na raka i umiera, a piękny Damian Piękny marzy o tym, żeby wypuścić na wolność wszystkie lisy z jej wstrętnej zasranej lisim gównem lisiej farmy, wypuścić do Lasu W Którym Rosną Same Trujaki… Po śmierci żony Damian będzie jednym ze stu najbogatszych ludzi w Polsce…

Babcia

Trzecia powieść, to już w ogóle nie powieść, tylko seria opowiadań babci bohatera o jej młodości, o szkole, tęsknotach nastolatek z lat 30, wojnie, nędzy, komunie…

Alexis

I wreszcie powieść czwarta, historia Alexis, życie cwaniaczki z bazaru Rożyckiego i królowej praskiej Dintojry.

Wszystkie te powieści są dobrze napisane, każda w odmiennym stylu, każda trochę jak pastisz, a to ze Stojowskiego, a to z Tyrmanda. Najlepsza jest jednak Polska.Wymazane czyli powieść o Polsce W,  Polsce,  w której jak mucha tse tse z padliny, wylągł się PiS, choć słowo PiS nigdzie nie pada. Wymazane wyabstrahowane, oczyszczone z dodatków w postaci nierealnego i wymyślonego romansu, babci i Alexis, to surrealistyczny a przenikliwy opis tego, jak na naszych oczach świat zmieniał się w rozpacz. W związku z tym recenzent(ka) donosi uprzejmie, że Witkowski, dotychczas zdolny pisarz obyczajowy średniego pokolenia, stał się właśnie ostrym pisarzem politycznym, którego powieść bezwzględnie należy przeczytać, a autora zapamiętać, bo może pójdzie siedzieć, a może dostanie Nobla, a może jedno i drugie.


Zacytuję więc na zakończenie fragment z powieści Polska.Wymazane, bo po co mam pisać własnymi słowami, skoro autor sam to napisał doskonale:

Następna stacja na mojej drodze to był bar o wdzięcznej nazwie BAR. Ostatnia speluna w miasteczku. Kiedyś było ich więcej, ale teraz żule wolą kupić piwo w Tesco, a jeszcze lepiej wino w Dino (…). Na parterze starej, przedwojennej kamienicy, która się tu jakimś cudem uchowała i stoi jak fragment czegoś, co nie istnieje, bo zostało wymazane, lecz nie dokładnie, świeci i mruga jedna litera R. Wchodzi się od bramy. Jeśli nieopatrznie wszedłeś do środka, bucha ci w twarz zapach nawet nie tyle alkoholu, co barszczu w proszku podgrzewanego w plastikowym kubeczku w mikrofalówce, z wygiętym plastikowym mieszadełkiem, pierogów z mikrofalówki, kawy rozpuszczalnej w plastiku, hot dogów z mikrofalówki. Czas tego miejsca też jest jakiś tańszy, odmierzany przez plastikowy zegar z napisem Tchibo pokazujący niemal zawsze godzinę trzecią. Kwiatki w białych, plastikowych doniczkach też są tańsze, plastikowe i zakurzone, i na pewno co najmniej raz były w mikrofalówce. Czy chcesz, czy nie, jeśli byłeś na tyle nieostrożny, żeby coś zamówić, musisz w trakcie konsumpcji oglądać na dużym, plazmowym telewizorze Klan czy inny serial tak miałki i płaski, jak danie z mikrofalówki dokumentnie wygotowane i pozbawione jakichkolwiek przypraw. Nie da się tego nie widzieć, bo obraz przyciąga wzrok, a głupie dialogi atakują uszy.

Za barem stoi pani Aldona, ludzki rzęch. Jej twarz jest bezwstydnie pozbawiona jakichkolwiek złudzeń – porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie! Jej oczy otoczone niebieskimi rzęsami patrzą na ciebie tak trzeźwo, że pozostaje ci tylko siąść w kącie i wszystkie swoje plany uznać za kompletnie szalone iluzje. Pod wpływem tego wzroku od razu stawało się jasne, że nie zostanę nigdy żadną, nawet najmniejszą i najgłupszą gwiazdą, że nie potrafię śpiewać, że w ogóle najlepiej iść od razu poszukać sobie jakiejś pracy w stylu mycie kibli w Tesco, cała reszta to iluzje, zużyte i z seckend handu.

400 tysięcy

Autorka twierdzi, że w Niemczech mieszka i pracuje 400 tysięcy opiekunek ludzi starych i chorych. Jestem pewna, że jest ich znacznie więcej, bo zawsze na jedną osobę zatrudnioną legalnie przypada co najmniej jedna osoba pracująca “na czarno”… Łucja jest jedną z tych, które od lat pracują “na biało”. I jedną z nielicznych, które tę pracę potrafiły opisać. Publikowałam tu już zarówno wiersze Łucji, jak i fragmenty dwóch jej poprzednich książek. Dziś trzecia. Właśnie się ukazała.

Łucja Fice

Po drugiej stronie trotuaru gmach ratusza. To tu właśnie powinien stać pomnik opiekunki, bo to właśnie w tym kraju pracuje ich ponad czterysta tysięcy (dane z niemieckiej prasy). Dalej, wzdłuż całej ulicy, rozciągały się małe studia odzieżowe. Odzież wisiała na ulicznych wieszakach. Po prawej stronie olbrzymi budynek, w którym znajdowało się Centrum Handlowe Kaufhof. Zjadłyśmy z Ewelin smaczny obiad, zamówiłyśmy jeszcze lody i ciastka, po których ciężko było wstać. Rachunek wyniósł trzydzieści pięć euro.
– Ewelin, to duża kasa – odezwałam się nieśmiało. – Może ja sama będę gotowała, to zaoszczędzisz?
– Moja droga Gabi! Stać mnie na to – usłyszałam.
– Gabi! Dam ci dziesięć euro na wodę, colę czy cokolwiek. Zdążyłam pomyśleć: Nie! Co za rozrzutność! Pożegnałyśmy się cmoknięciem w oba policzki. Ewelin pojechała do domu opieki, gdzie przebywał jej chory mąż, a ja znalazłam się w mrowisku ludzi i śmiałam się słońcu w twarz, a ono upijało mnie swymi wiosennymi promykami.
Spacerowałam szerokim trotuarem, zapominając, że jestem na kontrakcie, że w ogóle pracuję. Świat jawił się jak bajka. Przyglądałam się wystawom, a do niektórych sklepów zaglądałam. Słuchałam tego brzęczenia miasta. Czułam się, jakbym zagrała w ruletkę i wygrała milion dolarów. Myśli trzymałam z daleka od chorób, starości, śmierci. Czułam tę lekkość, która napawa radością. Nie chciałam wracać do czarno-białego życia, do ciemnych pokoi, w których niewidoczne wycelowane zatrute strzały odbierały życie podopiecznym. Analizowałam swoje dotychczasowe życie – doświadczyłam wszystkiego. Miałam malutkie mieszkanie na poddaszu, w którym przez lata czekałam na nowe. Na emigracji wynajmowałam sutereny z wilgocią, bez okien, gdzie w ścianach były dziury. Pracowałam też w pałacyku jako opiekunka bogatego człowieka. Zaliczyłam europejskie muzea i zwiedziłam wiele atrakcyjnych miejsc w Europie. Czego nie dotknęłam? Gdzie nie byłam? – te myśli zaprzątały mój umysł. Czy mogę mieć do kogoś pretensje? Nie! Bo przecież sama kreśliłam wektor mojego życia. Życie jak fikcja z filmu, a ten cały materializm, to chyba tylko moja wyobraźnia – zakończyłam ten myślowy dialog ze sobą.
Uwielbiam przemierzać miasto wzdłuż i wszerz. Spacerowałam tego dnia całymi godzinami. Byłam wolna i szczęśliwa, choć czułam brzemię bólu, cierpienia, starości podopiecznych, o których akurat rozmyślałam. Kiedy ponownie przechodziłam obok ratusza, w którym pracują władze tego miasta, myślałam o podejmowanych tam decyzjach, które odmieniają losy Augsburga. Miasto lśni czystością i żyje według wskazówek płynących z tego pięknego gmachu. Wyobrażałam sobie, jak dobre decyzje tam się rodzą. Idąc dalej, obserwowałam szyldy banków, napisy na butikach mieszczących się w secesyjnych, odnowionych, kolorowych, czystych kamienicach. Przechodząc obok banku, wyobrażałam sobie faceta, który w dobrze skrojonym garniturze podejmuje z kasy milion euro, jedzie na jakąś azjatycką wyspę i tam się urządza. Kto ma mieć kasę w Europie, jak nie Niemiec?

Cena: 38,00 zł
Data wydania: 30 września 2017
Ilość stron: 392
ISBN 978-83-8011-013-7

Blurb na okładce głosi:

Za kryształowym lustrem to trzecia część trylogii o opiekunkach pracujących w Europie po 2004 roku. Wspomnienia te nie mają służyć gromadzeniu faktów i ciekawostek, lecz mają pomóc zrozumieniu problemów, jakie niosą ze sobą wyjazdy “na saksy” do Niemiec w celu opiekowania się starszymi ludźmi w ich domach. Powieść przepełniają różne emocje, które mogą u niejednego czytelnika wywołać przerażenie, zdziwienie lub niepokój, ale taka jest praca opiekunki i taka jest starość. Książka nie jest ostrzeżeniem, próbą edukowania, czy sięganiem po sprawdzone tematy – jest raczej połączeniem realizmu i duchowych problemów bohaterki wynikających z tęsknoty za domem i rodziną. Wizje ze snów przepojone przeczuciami nieuniknionych wydarzeń dają wyraz innego postrzegania świata. Przeczucia Gabrysi stają się początkiem poszukiwań odpowiedzi na pytania: Kim jesteśmy? Jaki cel ma życie? Czy jesteśmy uwięzionym gdzieś umysłem, a sny odkrywają nam rąbka tajemnicy z innego poziomu rzeczywistości? Gabrysię interesuje fenomen świadomości we wszystkich jej przejawach. Ta synkretyczna powieść ma również przemawiać cierpieniem tych, którzy odchodzą, których dni są policzone.

Dwie poprzednie powieści to Przeznaczenie oraz Wyspa starców. We wszystkich częściach autorka w przejmujący sposób ukazuje tęsknotę Polek za domem i rodziną. Napisać o pracy opiekunki i nie poprzestać na tragizmie – wszechobecnej starości, cierpieniu i śmierci – nie jest łatwo. Dzięki przenikliwości i poczuciu humoru głównej bohaterki udaje się jednak uniknąć patosu, a stworzyć fascynującą obyczajową panoramę, pełną złożonych psychologicznie postaci.

W lustrze

Widzę niebieską barwę mego odbicia
Stoję w kręgu słonecznej żółci
Kręgi rzucają cień na niebieski diadem motyla
Otaczający głowę
P
lama się wzbija w górę
Czuję się rozżarzonym jądrem
Przez głowę przebiegają fale ciepła aż po granice czegoś
Nie do wypowiedzenia
Staję się wolną od myślenia przestrzenią
Jestem tylko świetlną mgiełką
Miriady tych mgiełek kłują mój wewnętrzny zmysł wzroku
Jestem
zamknięta w wieczności
Czuję ból
Chcę go uśmierzyć
Myślę o Bogu
Skupiam się na diademie motyla
Widzę ognistą materię
Jezioro błyszczącej magmy
Jednak nie ślepnę
Rozumiem bez zdziwienia i wątpliwości
Jestem z kimś połączona
Nie jestem już materią zmęczonego człowieka
Jestem przestrzenią w przestrzeni
Myślenie jest przestrzenią a przestrzeń myślą
Nie widzę już lustra
Nie boję się
Choć spogląda na mnie duże czerwone oko
Jestem na jawie we własnej cielesnej powłoce
Nie mam już diademu motyla
Czy żyję naprawdę?
To pytanie mi nie wystarcza
Może sen to powołanie do życia w innym wymiarze
A może? Co dzień z rana wpadam do materii jak kamyk do rzeki?
A może jestem tylko westchnieniem, pragnieniem kogoś
Kto wrzawą dnia puka do mego umysłu
Żyjesz?