To jest wojna

Minds that seek revenge destroy states, while those that seek reconciliation build nations
Nelson Mandela
(From Echeverría Martínez Chicali Wall)

Tabor Regresywny (vel Marek) i Ewa Maria Slaska

Tabor: Chodzi mi o taką myśl. Skoro oni nie chcą, to zróbmy to my. Berliński pociąg z napisem “wypierdalać” nabiera w tym kontekście kapitalnego znaczenia. Czas się przesiąść z pociągu byle jakiego do tego.

Ewa: “Ten pociąg” jeździ być może po Berlinie (linia nr 8, są tacy, którzy się bożą, że widzieli i jechali), a być może jako fantastycznie spreparowane zdjęcie krąży po forach społecznościowych, ale to przecież nieważne, ba, może nawet ważniejsza jest obecność tego pociągu w świecie surrealu…

TU

Tabor: Jak kobiety mówią „wypierdalać”, to wypierdalać i nie zadawać głupich pytań. Jak kobiety mówią „wypierdalać”, to wypierdalać , żeby potem nie mówiły – a nie mówiłam. Kobiety „widzą” i dlatego się nie mylą. To jest wojna. To jest trzecia wojna światowa. Tym razem między Gają a człowiekiem. Pandemia jest tylko orężem w tej wojnie tak jak ekstremalne zjawiska pogodowe czy inne katastrofy. To jest wojna, którą człowiek musi wreszcie przegrać.

Jak to ludziom wytłumaczyć? Od czego zacząć? Na razie się miotam i próbuję zachować zimną krew. Czuję się jak żołnierz w okopie do którego dowódca mówi, jeszcze poczekaj, niech podejdą bliżej.

Ewa: Odjedziemy zatem na łodzi albo pociągiem “wypierdalać”, a wsiądziemy do niego o godzinie 11 na peronie dziewięć i trzy czwarte. Popłyniemy na Wyspy Szczęśliwe, każdy na swoje, bo ja twierdzę, że mieszkają tam Umarli, a Tabor Regresywny, że mieszkają tam szczęśliwi ludzie, którym udało się uciec ze świata, gdzie głównym zadaniem człowieka jest “czynienie Ziemi sobie poddaną”. Nie wiem, co my będziemy robić na “moich” Wyspach Szczęśliwych, mam nadzieję, że czytać, rozmawiać, sadzić kwiaty i kochać, oni zamierzają zrealizować Nową Baratarię. Sancho Pansa zrezygnował już ze stanowiska gubernatora, a Marek zamierza powołać Rząd na Uchodźstwie, którego premierem zostanie jego żona Olimpia (proponowałam formę “ta premiera”, ale podobno ma być parytet i wprawdzie wszystkie stanowiska zostaną obsadzone przez kobiety, zawsze po dwie na każdy (podwójny) fotel (projektant Gaudi) ale maskulinizmy zostaną zachowane. Myślę, że tak bywało w Egipcie, faraonem mogli być kobieta, albo mężczyzna, ale zawsze pełnili oni funkcję mężczyzny, dopiero królowa Hatszepsut była prawdziwą kobietą na tronie.  

Tabor: Fritjof Capra w książce Punkt zwrotny opisuje plemiona, dla których każda choroba ma związek z jakimś naruszeniem ładu kosmicznego. To, że naruszyliśmy ład kosmiczny, to nie podlega dyskusji. Trudniej skojarzyć to z pandemią. Łatwiej szukać winnych w Chinach. Czy mamy szansę wyjść z tej pandemi, bez przyjęcia perspektywy tych prymitywnych plemion? Trzeba się liczyć z tym, że nie. Że nie znajdziemy szczepionki, a nawet jak znajdziemy, to już w kolejce czeka następny wirus. Trzeba się też liczyć z tym, że ostre restrykcje oznaczają huśtanie się między zahamowaniem a kolejną falą. Niczym choroba dwubiegunowa. Prawdopodobnie każda choroba zaczyna się ostrzeżeniem. A jeśli to, czego doświadczyliśmy na wiosnę, to było tylko ostrzeżenie, a teraz zaczyna się właściwa pandemia?
Ewa: Jak przeżywaliśmy wiosenny lockdown, wielu z nas się łudziło, że wywoła to pozytywne zmiany w naszej organizacji życia prywatnego i społecznego, że zmienimy systemy wartości, damy odpocząć planecie, pozwolimy, by zregenerowały się żywioły, woda, ziemia, powietrze, że damy roślinom, zwierzętom i ludziom szansę odnowy, zwolnimy tempo życia, przestawimy potrzeby z symboli statusu na symbole wspólnoty, a wielkie cele konsumpcyjne zastąpimy małym szczęściem, budowanym małymi krokami. Zaczęliśmy lepiej gotować i lepiej jeść, sprzątnęliśmy nasze domy i oddaliśmy innym to, czego sami nie potrzebowaliśmy.
Ale wiosna minęła, a z nią przeminęła wyciszona i uspokojona wizja innego życia. Ze zdwojoną siłą powróciły wrzask, szarpanina, manipulacje, pretensje, walki, pogarda. 
To jest wojna.

Pomnik / Denkmal (Reblog)

EMS: I ja tu jestem wymieniona. Tak o mnie będą kiedyś pisać: “Ta, wzmiankowana tu i tam.” / Auch ich bin hier erwähnt. So werde ich vielleicht mal in gemeinsamer Erinnerunng funktionieren, als “die, die hie und da erwähnt wurde”.

Krzysztof Ruchniewicz

Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy,

bardzo się cieszę z ostatniej decyzji Bundestagu w sprawie „Pomnika-Polskiego”.

Postanowiłem przypomnieć sobie moje nieoficjalne próby ruszenia sprawy z miejsca. Być może część z Was przypomina sobie mój apel z … 2016 roku. Niestety, wtedy moja inicjatywa nie spotkała się z wielkim poparciem. Pamiętam, że odradzono mi. Uznano, jest jeszcze za wcześnie itd. Nawiązałem wtedy kontakt z F. Mausbachem (lub on ze mną). Wywiązała się ciekawa korespondencja. Przekonałem go, by przejął inicjatywę i by odtąd była to tylko niemiecka inicjatywa. Do listu dołączam mój tekst z 2016 roku i kopię listu p. Mausbacha.

Świetnie, że wreszcie udało się podjąć decyzję o stworzeniu takiego miejsca pamięci, dopełnia ono mapę pamięci, która tworzy się w stolicy Niemiec.

Serdecznie pozdrawiam

Krzysztof

Liebe Kolleginnen und Kollegen,

Ich bin sehr erfreut über die jüngste Entscheidung des Bundestages zum “Polen-Denkmal”.

Ich beschloss, mich an meine inoffiziellen Versuche zu erinnern, die Angelegenheit voranzubringen. Vielleicht erinnern sich einige von Ihnen an meinen Appell von … 2016.
Leider stieß meine Initiative damals nicht auf große Unterstützung.

Ich erinnere mich, dass ich entmutigt war. Es wurde gesagt, es ist noch zu früh und so weiter. Ich nahm Kontakt mit F. Mausbach auf (oder er suchte den Kontakt mit mir). Es gab eine interessante Korrespondenz. Ich überzeugte ihn, die Initiative zu ergreifen, und von da an würde es nur noch ein deutsches Projekt sein. Ich füge dem Brief meinen Text von 2016 und eine Kopie des Briefes von Herrn Mausbach bei.

Es ist großartig, dass die Entscheidung zur Schaffung eines solchen Gedenk- und Erinnerungsortes endlich gefallen ist, sie vervollständigt die Landkarte der Erinnerung, die in der deutschen Hauptstadt entsteht.

Ich grüße herzlich

Krzysztof

PolendenkmalProjekt   PolendenkmalInitiative

 

Gromiwoja, czyli wielkie WYPIERDALAĆ!

Dziękuję mojej siostrze, Kasi, za całościowy koncept tego wpisu od pierwszej linijki do ostatniej, zdjęcie Kasia B.

Rzecz się dzieje podczas wojny peloponeskiej. Trwała ona tak długo, że kobiety się zbuntowały, stanęły do walki i wygrały!

Gromiwoja (Lizystrata)

Tekst: Arystofanes 411 p.n.e
Komentarz (fragmenty przedmowy): tłumacz Edmund Cięglewicz (ur. 1862, zm. 1928)
Przypisy i uwagi: Ewa Maria Slaska 2020

Jest rok 411 p.n.e. Trwa druga wojna peloponeska. Otóż na wiosnę tego roku (…) gdy nieszczęsne Ateny zaledwie łzy osuszyły po klęsce sycylijskiej, wśród powszechnego przesilenia ekonomicznego, niesłychanej drożyzny, wywołanej przeludnieniem i przymusowym, już od lat dwu, zaniechaniem uprawy roli w znacznej części ziemi attyckiej, wystawia poeta (Arystofanes), w lutym, podczas świąt Lenajskich, Lysistratę-Gromiwoję, komedię, w której szalony, śmiechem i dowcipem pieniący się pomysł idzie o lepsze z głębią myśli polityczno-społecznej. (…) Mądra, wyższa, patriotyczna kobieta postanowiła zmusić Hellenów do zawarcia pokoju. Gromiwoja obmyśliła sposób, aby pogromić wojujące strony: widząc, że zwykłymi środkami nie zaradzi się temu, już dwadzieścia lat trwającemu obłędowi, użyła sposobu wyjątkowego, na który mamy dziś wyraz zanadto dobrze znany, aby go nie użyć: białogłowski strajk.

GROMIWOJA (do Starucha)

Słuchaj jeno
Czasu wojny długotrwałej
Myśmy siła
złego… siła,
Od was, mężczyzn, znieść musiały,
A cierpliwość… z nami była!
Nie lza było słówkiem pisnąć,
Choć burzyła się krew na was.
Więc śledziłyśmy was ładnie
I, bywało, siedząc w domu,
Słyszym nieraz, jak zapadnie
Straszny wyrok złej uchwały
W sprawie ważnej!

Poeta wyprowadza na scenę niewiasty, walczące doskonale tą bronią, jaką im dała natura, a celem tej walki jest powszechny pokój. Pomysł poety świadczy, że kobieta w Atenach miała swoje aspiracje, dążące do emancypacji; dążenia te, nawet dziś tu i owdzie ironicznie pojmowane, niekiedy namiętnie zwalczane, przedstawia poeta w sposób, zapewne, wielce komiczny, lecz niezmiernie sympatyczny: jego Gromiwoja nie jest śmieszną, lecz owszem dzielną i wielką obywatelką, której się słusznie wszystkie należą prawa.

Jak wykonał poeta ten pomysł?

„W naszym ręku leży zbawienie Hellady”, woła bohaterka komedii, piękna i mądra Gromiwoja, do zwołanych z całej Grecji przedstawicielek płci pięknej. (…) “Zmusimy ich zaprzestać tej obmierzłej wojny, jeżeli zgodzimy się na jedno… Od dziś kwita z wszelkich czułości”. (…)

Na zamku, w obronnym grodzie, pod opieką dziewiczej Pallas Ateny, strajkowiczki przebywają tak długo, aż wreszcie mężowie, zrazu oburzeni, potem „prywacją kobiet” (…) srodze znękani, składają broń przed tym pospolitym kobiet ruszeniem, zawierając pokój panhelleński (…).

Ale Lizystrata to nie tylko historia kobiecego strajku. To również apel o demokrację. Oto, co mówi dalej Gromiwoja do Senatora, przyrównując obywateli i politykę do wełny

Naprzód tedy, jak się z brudu
Myje wełnę na potoku,
Tak kołtuństwo trzeba z ludu
Zmyć i z miasta, jako wióry
Gnać, a kłęby powikłane
Polujących na godności
I na tłuste synekury
Zgrzebłem międlić bez litości —
I urywać łby skalane!
Potem czesać czystą wełnę,
W jeden kosz swobody wspólnej
Wszystkich kładąc: więc wmieszkanych
Pobratymców i związkowych
Nawet i dłużników owych,
Co stracili prawa ludzkie,
Trzeba mieszać w ten kosz wspólny.
Przebóg, wszystkie miasta one,
Zakładane, jak osady
Naszej macierzystej ziemi,
Wiedz, że jako rozrzucone
Pasma leżą, zatem słabe.
Więc te pasma
Zebrać wszystkie w ten kosz pełny,
Potem zbić na jeden wełny
Zwał, chociażby nie bez trudu
I tkać nowy płaszcz dla ludu!

Tą odezwą wystawił sobie Arystofanes największy pomnik, jako myśliciel, jako polityk, jako obywatel. Tak, obywatel, bo ta wełna w koszu, to wszak “wspólność praw obywatelskich”. Ale niestety głos natchnionego wieszcza był głosem wołającego na puszczy; przezornej myśli, najdonioślejszej, jaką kiedykolwiek wypowiedział Ateńczyk, którą należało przyjąć jako program dyplomatyczny, współczesność nie zrozumiała, a gdy zrozumiała, było już… za późno. Nie przyznano metojkom praw obywatelskich, nie zrównano ludzi wobec prawa. To zrobił dopiero Rzym.

Wróćmy jednak do naszych bojownic. Ich cel bardzo przypomina to, o co teraz pod wodzą kobiet walczy cała Polska: o wielkie WYPIERDALAĆ! skierowane do, ujmijmy to skrótowo, dziadersów wszelkiej maści.

Rzekłby kto, no ale jednak pardon fi donc, nieprzyzwoite to słowa. A tu tymczasem:

Śmiałym słowem przemawia Grek w życiu i na scenie; wyobrażenia helleńskie o przyzwoitości, zwłaszcza scenicznej, różnią się od dzisiejszych, o zewnętrzną tylko przyzwoitość dbających. Nasza scena przemyca częstokroć prawdziwą i potworną zgniliznę, ale ten jeden warunek musi być zachowany: o wszystkim wolno mówić, byle parafrazą, przyzwoicie i mniejsza o to, że pod tą osłoną wypranych, wyprasowanych i ublanszowanych Tłumacz, chcący oddać poetę, jakim był, nie może trzymać się tej recepty: zbyt wielki to umysł, aby go przykrawać do pojęć cnotliwego emeryta lub zwagneryzowanego pajaca. Niech więc nikogo
…nie razi, że tu greckie panie
Mówią dość śmiałą mową, a panienki,
Niepowstrzymane swym greckim sumieniem,
Zwą często rzeczy… właściwym imieniem.

Takim na przykład:
Haj, na dwa bożyca, dyć
goła hipkam i piętą w rzyć biję!

Z jednej strony gromada dorodnych erotycznie rozbuchanych rokoszanek, z drugiej (nie do wiary!): na scenę wkracza powoli zadyszany chór Starców siwobrodych, złożony z 12 choreutów (…) Dziady owe dźwigają pęki chrustu, wleką polana i konary; dwaj dzierżą sagan miedziany z żarzącym węglem i dmuchają, raz po raz kaszląc od gryzącego dymu. (…) Na końcu wlecze się przodownik chóru, koryfajos, imieniem Strymodoros; stary wyga, nie dźwiga nic, tylko dowodzi. (…) stają, krztusząc się, kaszląc i ocierając pot.

Strymodoros! Ten ze sceny wypisz, wymaluj jak ten nasz!

Ale choć główną bronią ma być odmowa chędożenia się, dziewczyny i dziady naparzają się też bezpośrednio. Mają nie tylko normalną broń. Starcy walczą ogniem, rokoszanki, jak je nazywa tłumacz, wodą. Kobiety zwyciężają. Główny Staruch bardzo nad tym ubolewa. Gromiwoja odpowiada mu beztrosko:

Azaś ty myślał, że baby nie… biją,
Że my niewolne? Że może kobiety
Nie mają ducha? (…)
Więc my tedy obwołały
Sejm niewieści, by Helladę
Wyrwać z toni wspólną mocą.
Czekać jeszcze? Na co, po co?
Więc gdy zbawczą kobiet radę
Przyjąć chcecie sercem wdzięcznym,
I, jak my wpierw, milczeć, luby,
Ocalimy was od zguby!
(…)
CHÓR BIAŁOGŁÓW

Ninie zbliż się który do mnie, a wybiję zęby!
Czosnku ten nie będzie gryźć,
Grochu, bobu, ni ziarenka:
Jednym słówkiem spróbuj lżyć,
Wściekła jestem, będę bić,
Że polecą z was otręby,
I wspomnisz bajkę, jak żuk orła nęka!
(…)
Nie dbam o was, póki żyje
Ma Lampito, wierna straż,
I tebańska krasawica,
Ismenija — zaszczyt nasz!
Wy bezsilni, nie pomoże
Na to nawet uchwał sto,
Zwłaszcza, że wam wszyscy wkoło
Źli sąsiedzi zemstą klną.

Niezaspokojeni seksualnie wojownicy ze Sparty i Aten, wspierani przez pokonanych starców, podejmują decyzję o zawarciu przymierza, które zakończy wojnę.

Nie trudna to rzecz, kiedy obie strony
Bez fałszu zadmą już w jednakie tony
A zatem: ***** ***

Kochani i jeszcze opis do zdjęcia: zostało zrobione 3 listopada podczas demonstracji w Gdańsku w obronie wolnych mediów. Pochód formował się we Wrzeszczu na ulicy Grunwaldzkiej, pod pięknym pałacykiem czyli siedzibą radia Gdańsk (to było kiedyś fantastyczne radio), a potem szedł do Gdańska, pod siedzibę ***. Poszłyśmy z koleżanką. Miałyśmy mnóstwo rzeczy do obgadania, a na trasie nikt nic nie skandował, to, zatopione w rozmowie, szłyśmy coraz wolniej. Nagle okazało się, że idziemy jako ostatnie i chyba byśmy tego nawet nie zauważyły, gdyby nie pogoniły nas buczkiem zamykające pochód auta policyjne. Upozowałam się na ich tle, a koleżanka zrobiła zdjęcie. A dopiero dziś zrozumiałam, że wystylizowałam pozę na zdjęciu na Gromiwoję. Trudno się zresztą dziwić, pisałam o niej przecież przez cały dzień.

Z wolnej stopy 19

Zbigniew Milewicz

Rozmowy kontrolowane

Lubię sny, kiedy wiem, że je tylko śnię. Nawet jak jest przyjemnie, bo po przebudzeniu jest mniejsze rozczarowanie, a przy koszmarach, jakby mniej się boję. Nie lubię natomiast tych głębokich, kiedy wszystko wydaje się być prawdą.

Śniło mi się, że byłem na winobraniu we Francji. Jak wtedy, w 81 roku, pod Carcassonne. Zakończyliśmy już zbiory, patron wypłacił nam pieniądze, rzeczy spakowane, można wracać do Polski. Idę do budki telefonicznej w mieście, żeby zadzwonić do mamy, ale połączenie się rwie, co chwilę słyszę, że rozmowa jest kontrolowana. Na ekranie telewizora w pobliskim bistro znowu widzę tłumy na ulicach i czołgi w jakimś lesie, w gotowości bojowej, francuski spiker mówi podniesionym głosem, że sytuacja w Polsce jest napięta. Później jadę pociągiem, ale jestem dzieckiem i wokoło sami obcy ludzie, wszyscy mają maskina twarzach, wyglądają, jak przybysze z obcej planety i budzą we mnie lęk. Ja nie mam maski i wiem, że muszę przez to wysiąść z pociągu na najbliższej stacji.

Dworzec wydaje mi się znajomy, na szyldzie napis: Stalinogród. Peron zalegają zwały brudnego, mokrego śniegu, jest odwilż, ciągnę za sobą jakieś sanki. Zjeżdżam na nich z górki Hofmanki, ale to już mój Chorzów, we śnie czas i przestrzeń rządzą się innymi prawami. Zjeżdżam i wrzeszczę: śmierć Stalina! Tak, jak wtedy, kiedy umarł dyktator.

Wtedy uszło mi to płazem. We śnie niestety jest gorzej, jakieś łapy siłą zakładają mi maseczkę na twarz i kneblują nią usta. Czuję, że tracę oddech. Ostatkiem sił podrywam się z łóżka i koszmar mija. Jest niedzielny poranek w dzień Wszystkich Świętych, w piątek mój kuzyn Romek z Chorzowa przesłał mi zdjęcia pięknie wysprzątanych i ozdobionych grobów moich bliskich. Ciekaw jestem, czy faktycznie dzisiaj cmentarze w Polsce są zamknięte, w związku z epidemią Covid-19. Okazuje się, że tak, potwierdzają to polskie media a także moi znajomi, w rozmowach telefonicznych. Są ostrożni w wypowiedziach, bo podobno od kilku dni spec-służby mają jawne prawo do inwigilacji społeczeństwa, pod kątem jego krytyki władzy, bo nieoficjalnie trwa to już przecież o wiele dłużej. Wejść na cmentarze pilnuje policja i tak ma być do poniedziałku, czyli do Dnia Zadusznego włącznie. Nareszcie biedni zmarli będą mieli trochę spokoju w te święta.

Nie zdziwiłbym się natomiast, gdyby już był gotowy paragraf, przewidujący karę pozbawienia wolności za lajkowanie politycznych dowcipów na fejsie i właśnie pochylałby się nad nim Trybunał Konstytucyjny. Albo gdyby zamierzano przywrócić i znowelizować Ustawę o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego z 1938 r., o której pisałem w Sprawie Cywińskiego, z 29.04.2020 r. Za uchybienie godności najważniejszego człowieka w państwie groziła kara więzienia do 5 lat, wystarczyło by więc tylko zmienić nazwisko i imię, zaktualizować datę i gotowe.

Mam nadzieję, że ten scenariusz mi się nie przyśni, koniec z późnymi kolacjami.

Cmentarz w Stahnsdorfie

Ela Kargol

Gdy w sklepach oferują przecenione stroje kąpielowe i dmuchane baseny, czekoladowe pierniki i sztuczne choinki, szkaradztwa hallowenowe, a pomiędzy nimi znicze i wiązanki nagrobne, to znaczy, że przyszła jesień, która jeszcze tęskni za latem, ale już wyczekuje zimy, radości świąt, choinki i gdzieś pomiędzy wkłada nam umieranie, groby, cmentarze,

Wszystkich Świętych i Niedzielę Wieczności.

Nie pojadę w tym roku na grób taty, bo takie czasy, Na grób przyjaciółki nie pójdę, bo jeszcze grobu nie ma i gdzieś tam czeka na swoją kolej pomiędzy ziemią a niebem. Według pogańsko-chrześcijańskich wierzeń nie powinna długo czekać, bo tyle ile niedziel minie do jej pogrzebu, tylu ludzi zabierze ze sobą stąd do wieczności. Takie czasy, dusze pokutują, a ciała czekają w kolejce na grób, na cmentarz, na pogrzeb.

Pojechaliśmy do Stahnsdorfu, zobaczyć jeden z największych cmentarzy w Europie, cmentarz objęty całkowicie ochroną zabytków, cmentarz muzeum, cmentarz, który powstał 111 lat temu, ale opowiada historie dużo starsze. Zajmuje obszar ponad 200 hektarów, leży nieco poza granicami Berlina na południowym zachodzie, w Brandenburgii.

Gdy Berlin w połowie XIX wieku nabrał tempa rozwoju, a liczba mieszkańców raptownie wzrastała, zaczęło brakować miejsc na parafialnych cmentarzach. I wtedy powstał plan budowy dużych cmentarzy za miastem, które oferowałyby miejsce pochówku poszczególnym parafiom i dzielnicom Berlina

W 1908 otwarto Ostkirchhof Ahrensfelde, w 1909 Südwestkirchhof Stahnsdorf, planowany
cmentarz północny Nordkirchhof w Mühlenbeck nigdy nie powstał.

Gdy Hitler marzył o wielkiej Germanii, a Speer jego plany urzeczywistniał, części cmentarzy, które znajdowały się na obszarze planowanej Osi Północ-Południe / Nord-Süd-Achse ulokowano w Stahnsdorfie. Do roku 1940 przeniesiono 15 tysięcy grobów, nie tylko ich zawartości, ale również tysiące okazałych, wspaniałych budowli nagrobnych, pomników, rzeźb, mauzoleów.

Jadąc do Stahnsdorfu znałam tylko jedno nazwisko. Może z uwagi na własne zainteresowania, ale też ze względu na to, że u nas, przybyłych tutaj z Polski, słowniki Langenscheidta do dzisiaj zajmują ważne miejsce na półce z książkami. Gustav Langenscheidt, niemiecki filolog, językoznawca, założyciel wydawnictwa Langenscheid zmarł w roku 1895 w Berlinie i został tam pochowany na Starym Cmentarzu św. Mateusza w dzielnicy Schöneberg (Alter St.-Matthäus-Kirchhof Berlin). W roku 1939
jego rodzinny grobowiec, wraz z doczesnymi szczątkami został przeniesiony do Stahnsdorfu. Do Stahnsdorfu translokowano też inne cmentarze leżące w Berlinie Zachodnim, o którym wtedy jeszcze nikt nie słyszał.

Zakup terenu i powstanie cmentarza w Stahnsdorfie finansował od samego początku Kościół Ewangelicki Berlina-Brandenburgii i Śląskich Górnych Łużyc (Evangelische Kirche Berlin-Brandenburg-schlesische Oberlausitz).

Kilka lat po otwarciu cmentarza uruchomiono linię kolejki podmiejskiej z przystankiem Stahnsdorf Friedhof. Kolejka zwana „cmentarnym pociągiem” lub „wdowim ekspresem” służyła nie tylko żywym. Przeładunek i załadunek trumien odbywał się na dworcach Wannsee, później Hallensee. Po drugiej wojnie światowej zmieniły się granice, Stahnsdorf pozostał w strefie wschodniej, a na cmentarz stworzony dla Berlina Zachodniego trudno było się dostać, aż wreszcie po budowie muru stało się to prawie niemożliwe. Kolej kursowała jeszcze do lat 50 ubiegłego wieku, później rozebrano tory, a w latch 70 wyburzono niszczejący dworzec. Czy restauracja naprzeciwko cmentarza należała do zabudowań dworcowych, tego nie wiem. Jedzenie dość marne, piwo jak wszędzie, za to nazwa restauracji TIC TAC dość kasandryczna. Pijąc piwo, zastanawiałam się nad tykaniem zegara, który kiedyś prędzej czy później wystuka każdemu ostatnią godzinę. Memento mori.

Semafor i tablica informacyjna przypominają o istnieniu dworca. Wchodząc głębiej w zagajnik można zobaczyć omszałe resztki peronu, zagłębienie torów i wolną przestrzeń między drzewami prowadzącą w kierunku Dreilinden i Wannsee.

Cmentarzem kieruje od ponad 30 lat Olaf Ihlefeldt, który nie tylko zna każdą piędź ziemi „dobrego miejsca”, jak sam o cmentarzu mówi, ale sercem i duszą oddany jest temu miejscu. Tłumaczy cmentarz, ponieważ cmentarze potrzebują tłumacza, żeby przemówić i go opowiedzieć.

Choć cmentarz w Stahnsdorfie stoi otworem dla wszystkich wierzących i niewierzących, ludzi różnych wyznań i niewyznań, to jednak nad całością czuwa oprócz Olafa Ihlefeldta Bóg i chrześcijański krzyż. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28) przemawia Chrystus z monumentalnej płaskorzeźby Ludwika Manzla, rzeźbiarza, grafika, malarza, twórcy słynnej szczecińskiej Sediny. 12-metrowy relief z Chrystusem i 24 figurami powstawał w latach 1909-1924 dla ewangelickiego kościoła w Gnieźnie. Kościół ten nigdy nie został zbudowany, Gniezno w roku 1919 roku po wygranym powstaniu wielkopolskim wróciło w granice Polski. Potężna rzeźba stanęła w roku 1924 na stahnsdorfskim cmentarzu. Ostatnie miejsce spoczynku artysta znalazł też tutaj wśród wysokich sosen i brandenburskich piasków.

Niestety na cmentarzu dochodzi coraz częściej do aktów wandalizmu, kradzieży, bezczeszczenia zwłok. Mauzoleum rodziny Hartenecków zostało pieczołowicie odrestaurowane przez studentów kierunku konserwacji zabytków z Wyższej Szkoły Zawodowej w Poczdamie, niestety trumna w krypcie jest pusta. Grobowiec słynnego reżysera Friedricha Wilhelma Murnaua, również kilka lat temu odwiedzili złodzieje. Ukradziono czaszkę twórcy „Nosferatu”, tworząc tym samym współczesną „Symfonię grozy”. Giną miedziane dachy kopuł mauzoleów.

Cmentarz cały czas szuka dofinansowania, oferuje objęcie patronatów nad zabytkowymi grobami, których czas użytkowania już dawno minął. Od 2000 roku działa Stowarzyszenie Wspierające Cmentarz Stahnsdorf; organizuje wykłady, spotkania, oprowadzania, koncerty w kaplicy cmentarnej i inne wydarzenia kulturalne, wyświetla filmy reżyserów tu pochowanych, wystawia opery. Dzieją się tu wydarzenia, może kiedyś niepasujące do tego miejsca, ale w dzisiejszych czasach jak najbardziej.

Cmentarz na przekór wszystkiemu żyje, tak jak kiedyś w zamierzchłych czasach, kiedy był miejscem radosnych obrządków, przenikania dwóch światów życia i śmierci. Dopiero później stał się miejscem ostatecznym, smutnym, niechcianym, którego każdy unikał. Od jakiegoś czasu jest znowu obszarem dla jednych i drugich. Jest miastem umarłych, do którego my żywi chętnie zaglądamy. Podziwiamy budowle, te starsze i minimalizm tych współczesnych, spacerujemy w sosnowym lesie pełnym bluszczu i posadzonych tu dawno temu rododendronów. Zatrzymujemy się na chwilę przed znanym nazwiskiem, przed okazałym pomnikiem i przed trzema boginiami życia i śmierci, Mojrami, prządkami losu człowieka, przed „Prządką” nici żywota, „Udzielającą”, która tej nici strzeże i „Nieodwracalną”, która ją przecina.

Więcej tu: http://www.suedwestkirchhof.de/aktuell.html

 

Zmieniamy czas? Czy on nas?

Boże, jak Ci mogę podziękować inaczej niż własną śmiercią?
Jak mogę się pogodzić z Tobą inaczej niż umierając?

Mietek Węglewicz

Wiersze funeralne: Z cyklu ,,pożegnania”

***
Na orbitach i na drodze mlecznej
W galaktyce obdarzonej łaskami
Słyszysz teraz
witamy serdecznie
wybierz chmurkę
usiądź, zostań z nami…
Niech Ci będzie tam Mamo lekko
świeża pościel i bielizna czysta
niebo niech będzie gwiezdne, księżycowe
i kołysze Cię cisza srebrzysta
czasem pozdrów z góry
nas ukradkiem
żegnaj Mamo
Mirka z Adkiem

Mama Mirusi Bednarczyk zmarła 18 02 2018

Ciociu,

Ziemia niech lekką będzie
I droga przed Tobą mleczna
poproszę Księżyc niech Cię kołysze
A Ciszę…
niech będzie serdeczna

,,Ciocia” Klara Kleberhof zmarła w Kolonii 01 01 2017

***
Byłeś mężny
Wymagania
miałeś
twarde
Wobec siebie
byłeś
twardym
Edwardem
Czasem trudnym
jak pisanie podania
W mgły i deszcze
brakowało Ci powietrza
nie wiem ,może
czegoś jeszcze
co kochałeś
nie zabrakło Ci
(bo miałeś)
jednego
Tej
serdecznej
mądrej
troski
o chorego

dr Edward Chrostek zmarł 21 stycznia 2019

Igor i Dedal

Zabrakło mi ciebie
tak bardzo
bo na zawsze
Na twoich skrzydłach
zwiedzałem krainę
upadłych bogów
antycznego ładu
ty dałeś je
drugi raz
Dedalowi

pamięci Igora Mitoraja
1944-2014

***
wychyliły się dzwony farne
wydzwoniły jęki żałobne
kwiaty biedne polne, łąkowe
zamożniejsze bukiety nadobne
dumne wieńce z pisanym
słowem
najróżniejsze
wianki, wiązanki
szarfy lśniące
czarno pisane
Drogiej Ani
dla Ani kochanej
najkochańszej
Pani Doktor naszej
wszystkie smutne
jak świata koniec
żegnam twoje kochane serce
mądre oczy
i dobre dłonie

dr Anna Obojska zmarla 5 10 2018r

W listopadzie

chryzantemy się złocą
to już listopad, popatrz
nocą cmentarze płoną
wielką łuną czerwoną
czas tak minął jak mgly
nie uśmiechasz się wcale
w zielonych oczach masz łzy

kocham Cię

Boże dzięki Ci za to
że była
taka dobra, mądra, kochana
czasem ciężko ale pięknie żyła
Za to posadź Ją u siebie na kolanach
i ukołysz migotaniem gwiazd,
żeby spała kiedy nie boli
żeby wstała kiedy przyjdzie czas

pamięci pani doktor Danuty Bogdanowicz
zmarła 11 10 2018

Noc listopadowa

O nocy listopadowa
co się ogniem rozgrzewasz
łuną z milionów zniczy
oświetlasz groby i drzewa
Patrz, tu grób ciemny, niczyj
Bądź prośbom naszym łaskawa
Zanieś zaduszki
do Pana
Na łące niebieskiej pospołu
gwiazdy z modlitwą połóż

 

Odchodzenie

Teresa Rudolf

Coraz więcej zdjęć

Coraz więcej zdjęć
we mnie, twarze, twarze,
coraz wiecej dźwięków,,
głosy, głosy  głosy.

Tylu ludzi odeszło,
porozbiegani teraz
po zaświatach szarych,
lub kolorowych…

Dziś ich święto,
spotykają się jedni,
omijają się inni,
jak kiedyś w życiu???

A ja,

czekam, czekam
na niektórych dzisiaj,
przy przebogatym
stole mej pamięci.

Zaduszki

Zapach świeczek,
kwiatów cmentarnych,
gdzieś się unosisz,
tuż nade mną?

Patrz, tak kolorowo
dzisiaj, to chryzantemy,
białe, a te łososiowe,
to dla Ciebie…

Siądę na troszkę,
posłuchaj moich myśli,
ich muzyki uroczystej
na dzisiejszy dzień.

Słyszysz? Słyszysz?
Liście szeleszczą…
chłód już zimowy…
znów odchodzisz…

Chwila poezji. Hallowen.

Zachciało mi się jako admince, by ten jesienny weekend na granicy października i listopada, gdy cmentarze zamknięte, stał pod znakiem poezji. Mietek i Teresa grzecznie nadesłali jesienne wiersze  funeralne (czytajcie jutro i pojutrze), Tibor stawiał opory, w końcu nadesłał jeden wiersz. Poszukałam zatem wśród jego wierszy, tych, które przez te lata u nas opublikował, tych o śmierci i jesieni. W inkryminowanym dniu nadeszły jeszcze dwa wiersze i nagrobek. Jeden z dawnych wierszy jest na dziś.

Tibor Jagielski

endmorene/zagrycha

ciepło się zrobiło i deszczowo
brzozy i lipy zrzucają ostatnie liście
miłorząb szasta iglastą feerią
tak, aż maślaki wyskakują mu pod korzeni

zbieram je
i wekuję w słoikach
złociste pamiątki jesieni
okruszki słońca to go

t.j. X 20

syrakuzy, p.n.e.
w związku z ukończeniem nowego poematu słynny z zamordyzmu
tyran dionizjusz ma dobry humor
ogłasza amnestię i zaprasza, zesłanego na roboty do kamieniołomów,
krytyka jego twórczości, filoksenesa na uroczysty odczyt
amfiteatr nabity do ostatniego miejsca, cisza jak makiem zasiał,
ledwie władca (najpotężniejszego wówczas państwa greckiego) jedno zdanie wygłosił,
słychać, nagle gwałtowny rumor…
dionizjusz niemieje, patrzy – to filoksenos!
– a ty gdzie? – wrzeszczy
– do kamieniołomów!
————————————————————————–

raz wysłałem jakieś teksty (chyba były to wiersze) do „twórczości”;
przychodzi odpowiedź, proszę zadzwonić, nr telefonu,

dzwonię, odbiera sekretarka. ach tak, naczelny (był nim wtedy fedecki) chce się z panem
koniecznie zobaczyć, kiedy ma pan czas, termin, ustalamy, idę…
dzwonię do drzwi otwiera sekretarka, dzień dobry, proszę uprzejmie, kawa, herbata?
proszę spocząć,… czekam nawet niedługo i wpada fedecki z „obstawą”

(zawsze pętało się za nim paru lizusów)
– aaa, pan… (sekretarka podrzuca) tak, pan tibor,

wie pan o czym chciałbym z panem porozmawiać,?
– no, nie wiem – zajaknąłem się myśląc o moich heksametrach i trochejach.
– musi mi pan koniecznie wyznac skąd udało się panu zorganizować, tak dobry papier…

I jeszcze z wierszy znalezionych na blogu:

obraz szkoły flamandzkiej XVI w. “polowanie na dzika”

niepomny przestróg
przyglądasz się starym obrazom
jęk rogu tnie stalowe niebo
czerwone ręce napinają łuki
psy mkną wraz ze spojrzeniami
wiatr targa brunatne opończe
śledzisz martwe jeszcze oszczepy
a już gotowe do ciosu
w niewidzialną zwierzynę
i nagle zrywasz się
sfora wypada na ciebie
i świst pocisków znaczy drogę bólu
ciało pokrywa się szczeciną
a ryj już orzą psie zęby
zwycięski krzyk rogu
niesie się niesie się niesie

Sigrid Krien (10.02.1936, Berlin – 2.06.2020, Freiburg)

Liebe Sigrid
die du bist im Himmel, oder in einer besseren Welt,
wo sich die Seelen treffen, unsere,
und die von Katzen und anderen Lebewesen,
die uns begleitet haben.

Dein account funktioniert noch,
also schreibe ich ein paar Worte an Dich,
Du weißt, es wird nicht lange dauern, dann treffen wir uns wieder
und auch Maxi und Erna kommen bestimmt gerne mit.

Auf Wiedersehen, meine liebe Freundin!

Dein Tiborchen

brzydcy, szesnastoletni

dla romka i marka

czasami zazdroszczę wam
samobójstwa
poprosiliście o zwolnienie z lekcji historii
(niektórzy nazwą to dezercją)

pozostały nieme gitary
sztambuchy – niezapisane
nierozwiązane zadania maturalne

czasami zazdroszczę wam cholernie
że mieszkacie już na champs d´elysees
a nie na skrzyżowaniu
marszałkowskiej z wall street
albo wałów jagiellońskich z jp II

nigdy was nie zapomnę
brzydkich, szesnastoletnich…
a gdy nadejdzie mój kres
poproszę o rozgrzeszenie
ale bez spowiedzi.

haloween

nieciekawe czasy
nazwijmy je eufemistycznie
feministycznymi
ani wielkiej wojny, ani rewolucji,
tylko potyczki
przeważnie out of area

niekiedy eksploduje list
i urywa nos sekretarce
albo adjunkt dostaje amoku
i wbiega do auli z siekierą…

powiedzmy szczerze: jest nudno
bohaterem takich dni
jest akuszerka
no i sprzątaczka

gdy dochodzi do zmiany rekwizytów
(co czasami się zdarza)
to pierwsza odlatuje na miotle
a druga idzie z torbami.

 

Übersetzer Workshop 3

Vor einer Woche und gestern berichteten wir (ich und Plamena Maleva) über Übersetzer Workshop, der im Rahmen der Osteuropa-Tage organisiert wurde.

Heute präsentieren wir polnische Autorin und Aktivistin der neusten Frauen- und Kampfbewegung in Polen

Monika Tichy

Die Autorin des polnischen Textes Monika Tichy hat sich am zweiten Workshop-Tag eingewählt und sich mit der polnischen Gruppe über ihren Text und über die aktuelle Lage in Polen unterhalten. Ihr machen die aktuellen Umstände in Polen rund um das Abtreibungsverbot Sorgen.

Monika Tichy (l) & Katarzyna Hajduk

Ein Video von unserem Zoom-Gespräch findest du HIER / TU
Text Original  / Tekst po polsku: TU / HIER

Der Ausschnitt aus der entstandenen Übersetzung (grün auf Polnisch / zielony po polsku)

Ich war mal eine ins Gebet vertiefte, Bibel lesende und drei Mal pro Woche im Gottesdienst dienende junge Frau. Sakramentale Ehefrau. Glaubend an den Schwindel des Patriarchats, verpackt in ein lyrisches Sacrum, an das mein Vater glaubt.
Vater weiß nicht, dass ich nicht mehr glaube. Ich spreche mit ihm über nichts Wichtiges, obwohl wir hin und wieder aufeinander treffen, denn meine Mutter passt manchmal auf meinen Sohn auf. In diesem Moment, so wie immer mittwochnachmittags, ist der Kleine bei der Oma, aber ich bin nicht auf Arbeit, so wie üblich. Ich streike.
Vater weiß nicht, dass mein Mann, der im Ausland arbeitet, schon jemand anderen hat und ich ebenfalls. Vater weiß nicht, welche Ethnie, welches Geschlecht, welches Alter unsere neuen Partner haben. Warum soll ich es ihm sagen, wenn ich weiß, dass er „solche“ nicht akzeptiert?
Vater weiß nicht, dass ich bei jedem lokalen und zentralen Antiregierungsprotest war, seitdem die Partei an die Macht kam. Seine Partei.
Vater ist ein Mitglied der Partei.
Also was macht er hier?

Kiedyś byłam młodą, rozmodloną panną czytającą Biblię i trzy razy w tygodniu służącą do mszy. Sakramentalną małżonką. Wierzącą w te ściemy patriarchatu, opakowane w liryczne sacrum, w które wierzy mój ojciec.
Ojciec nie wie, że ja już nie wierzę. Nie rozmawiam z nim o niczym ważnym, mimo że widuję go, bo moja mama czasem zajmuje się moim synem. W tej chwili, jak zawsze w środy po południu, mały też jest u babci, ale ja nie jestem w pracy, jak zazwyczaj. Jestem na strajku.
Ojciec nie wie, że mój mąż pracujący za granicą ma już kogoś innego, i że ja mam również. Ojciec nie wie, jakiej rasy, płci i wieku są nasi nowi partnerzy. Po co mam mu mówić, skoro wiem, że on „takich” nie akceptuje?
Ojciec nie wie, że byłam na każdym antyrządowym proteście lokalnym i centralnym od czasu, gdy do władzy doszła Partia. Jego Partia.
Ojciec jest członkiem Partii.
Więc co on tu robi?
2.
Sie sind wie die Pharisäer, über die Jesus sprach: „Sie bürden den Menschen unerträgliche Lasten auf, doch sie selbst rühren keinen Finger, um diese Lasten zu tragen”. Liege in fruchtbaren Nächten neben der Ehefrau, aber fasse sie nicht mal an! Gebäre sechs! Und ziehe sie groß! Lass ihn dich schlagen, wenn er betrunken zurückkommt! Gebäre ein krankes Kind, kümmere dich um es bis Ende des Lebens und sterbe ohne Sicherheit, was mit ihm weiter sein wird! Welcher von ihnen, die da bequem im Pfarrhaus oder der Bischofsresidenz leben, roch zumindest einmal im Leben eine Windel?

Oni są jak faryzeusze, o których Jezus mówił: „Wiążą ciężary wielkie nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, a palcem ich tknąć nie chcą”. Leż obok żony w noce płodne, ale jej nawet nie dotknij! Urodź sześcioro! I wychowaj! Pozwól, by cię bił, kiedy wraca pijany! Urodź chore dziecko, zajmij się nim do końca życia i umrzyj bez pewności, co z nim będzie dalej! Który z nich, żyjących wygodnie na plebanii czy w biskupiej rezydencji, chociaż raz w życiu powąchał pieluchę?
3.
Die letzte Kraft, in der ich sie noch sehe, sind Frauen. Die Regierung weicht vor Nichts und Niemandem zurück. Demonstrationen von mehreren tausend Menschen zur Verteidigung der Verfassung oder der Medien zerschlugen sich an ihrem Hochmut wie eine Welle an einem Betonmast. Die Meinungen der EU-Organe oder der internationalen Institutionen gehen komplett an ihnen vorbei. Den einzigen Schritt rückwärts, den sie machten, war unter Druck von Frauen.
Ostatnia siła, w jakiej jeszcze ją widzę, to kobiety. Rząd nie cofnął się przed nikim i niczym. Wielotysięczne manifestacje w obronie konstytucji czy mediów rozbiły się o ich butę jak fala o betonowy słup. Opinie instytucji unijnych czy międzynarodowych mają gdzieś. Jedyny krok wstecz, jaki zrobili, to pod naciskiem kobiet.

Übersetzer Workshop 2

Plamena Maleva

Zitate von mir als Koordinatorin:
– Der Workshop war ein großer Erfolg und das Team der Osteuropa-Tage ist sehr froh, dass wir es trotz der aktuellen Umstände geschafft haben, einen digitalen Raum für Austausch und Zusammenarbeit zwischen Übersetzer*innen zu schaffen.

– Dieses Jahr lag der Fokus des Workshops auf publizistischen Texten und wir hatten vier sehr unterschiedliche, jeweils sehr spannende Texte dabei, die vor allem für die Bevölkerung der jeweiligen Länder geschrieben sind. Die vier Gruppen, die jeweils aus dem Polnischen, Bulgarischen, Tschechischen und Russischen übersetzt haben, standen also vor der Herausforderung, gewisse kulturelle Kontexte, sowie landerspezifisches Hintergrundwissen, welches für das Verständnis der Texte notwendig ist, möglichst verständlich ins Deutsche zu übertragen, ohne dass dabei zu viele Fußnoten entstehen. Wenn man sich die entstandenen Übersetzungen anschaut, sieht man, dass alle Gruppen diese Herausforderung erfolgreich gemeistert haben.

Atmosphäre und Austausch:
Am Ende des Workshops haben sich alle Gruppen zusammengetan und sich über den Übersetzungsprozess ausgetauscht. Dabei konnte z.B. die bulgarische Gruppe, in der es keine deutschen Muttersprachler*innen gab, bei der Suche nach einem passenden Begriff wertvolle Tipps bekommen. Die Teilnehmenden konnten einen Teil von jeder Übersetzung hören und einen Eindruck von den jeweiligen spachrlichen Besonderheiten in jedem Text bekommen.

Ein besonderer Dank geht an die Referent*innen: Katarzyna Hajduk (PL), Evdokia Stoyanova-Kostova (BG), Anastasia Myasina (RU) und Ruben Höppner (CZ) für die tolle Arbeit an den Rohübersetzungen und beim Moderieren der Gruppenarbeit. Sie haben von den Workshop-Teilnehmer*innen auch viel Lob bekommen und es freut uns, als Veranstalter des Events, dass die Betreuung der Gruppen in sicheren Händen war.