Z wolnej stopy 19

Zbigniew Milewicz

Rozmowy kontrolowane

Lubię sny, kiedy wiem, że je tylko śnię. Nawet jak jest przyjemnie, bo po przebudzeniu jest mniejsze rozczarowanie, a przy koszmarach, jakby mniej się boję. Nie lubię natomiast tych głębokich, kiedy wszystko wydaje się być prawdą.

Śniło mi się, że byłem na winobraniu we Francji. Jak wtedy, w 81 roku, pod Carcassonne. Zakończyliśmy już zbiory, patron wypłacił nam pieniądze, rzeczy spakowane, można wracać do Polski. Idę do budki telefonicznej w mieście, żeby zadzwonić do mamy, ale połączenie się rwie, co chwilę słyszę, że rozmowa jest kontrolowana. Na ekranie telewizora w pobliskim bistro znowu widzę tłumy na ulicach i czołgi w jakimś lesie, w gotowości bojowej, francuski spiker mówi podniesionym głosem, że sytuacja w Polsce jest napięta. Później jadę pociągiem, ale jestem dzieckiem i wokoło sami obcy ludzie, wszyscy mają maskina twarzach, wyglądają, jak przybysze z obcej planety i budzą we mnie lęk. Ja nie mam maski i wiem, że muszę przez to wysiąść z pociągu na najbliższej stacji.

Dworzec wydaje mi się znajomy, na szyldzie napis: Stalinogród. Peron zalegają zwały brudnego, mokrego śniegu, jest odwilż, ciągnę za sobą jakieś sanki. Zjeżdżam na nich z górki Hofmanki, ale to już mój Chorzów, we śnie czas i przestrzeń rządzą się innymi prawami. Zjeżdżam i wrzeszczę: śmierć Stalina! Tak, jak wtedy, kiedy umarł dyktator.

Wtedy uszło mi to płazem. We śnie niestety jest gorzej, jakieś łapy siłą zakładają mi maseczkę na twarz i kneblują nią usta. Czuję, że tracę oddech. Ostatkiem sił podrywam się z łóżka i koszmar mija. Jest niedzielny poranek w dzień Wszystkich Świętych, w piątek mój kuzyn Romek z Chorzowa przesłał mi zdjęcia pięknie wysprzątanych i ozdobionych grobów moich bliskich. Ciekaw jestem, czy faktycznie dzisiaj cmentarze w Polsce są zamknięte, w związku z epidemią Covid-19. Okazuje się, że tak, potwierdzają to polskie media a także moi znajomi, w rozmowach telefonicznych. Są ostrożni w wypowiedziach, bo podobno od kilku dni spec-służby mają jawne prawo do inwigilacji społeczeństwa, pod kątem jego krytyki władzy, bo nieoficjalnie trwa to już przecież o wiele dłużej. Wejść na cmentarze pilnuje policja i tak ma być do poniedziałku, czyli do Dnia Zadusznego włącznie. Nareszcie biedni zmarli będą mieli trochę spokoju w te święta.

Nie zdziwiłbym się natomiast, gdyby już był gotowy paragraf, przewidujący karę pozbawienia wolności za lajkowanie politycznych dowcipów na fejsie i właśnie pochylałby się nad nim Trybunał Konstytucyjny. Albo gdyby zamierzano przywrócić i znowelizować Ustawę o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego z 1938 r., o której pisałem w Sprawie Cywińskiego, z 29.04.2020 r. Za uchybienie godności najważniejszego człowieka w państwie groziła kara więzienia do 5 lat, wystarczyło by więc tylko zmienić nazwisko i imię, zaktualizować datę i gotowe.

Mam nadzieję, że ten scenariusz mi się nie przyśni, koniec z późnymi kolacjami.

Cmentarz w Stahnsdorfie

Ela Kargol

Gdy w sklepach oferują przecenione stroje kąpielowe i dmuchane baseny, czekoladowe pierniki i sztuczne choinki, szkaradztwa hallowenowe, a pomiędzy nimi znicze i wiązanki nagrobne, to znaczy, że przyszła jesień, która jeszcze tęskni za latem, ale już wyczekuje zimy, radości świąt, choinki i gdzieś pomiędzy wkłada nam umieranie, groby, cmentarze,

Wszystkich Świętych i Niedzielę Wieczności.

Nie pojadę w tym roku na grób taty, bo takie czasy, Na grób przyjaciółki nie pójdę, bo jeszcze grobu nie ma i gdzieś tam czeka na swoją kolej pomiędzy ziemią a niebem. Według pogańsko-chrześcijańskich wierzeń nie powinna długo czekać, bo tyle ile niedziel minie do jej pogrzebu, tylu ludzi zabierze ze sobą stąd do wieczności. Takie czasy, dusze pokutują, a ciała czekają w kolejce na grób, na cmentarz, na pogrzeb.

Pojechaliśmy do Stahnsdorfu, zobaczyć jeden z największych cmentarzy w Europie, cmentarz objęty całkowicie ochroną zabytków, cmentarz muzeum, cmentarz, który powstał 111 lat temu, ale opowiada historie dużo starsze. Zajmuje obszar ponad 200 hektarów, leży nieco poza granicami Berlina na południowym zachodzie, w Brandenburgii.

Gdy Berlin w połowie XIX wieku nabrał tempa rozwoju, a liczba mieszkańców raptownie wzrastała, zaczęło brakować miejsc na parafialnych cmentarzach. I wtedy powstał plan budowy dużych cmentarzy za miastem, które oferowałyby miejsce pochówku poszczególnym parafiom i dzielnicom Berlina

W 1908 otwarto Ostkirchhof Ahrensfelde, w 1909 Südwestkirchhof Stahnsdorf, planowany
cmentarz północny Nordkirchhof w Mühlenbeck nigdy nie powstał.

Gdy Hitler marzył o wielkiej Germanii, a Speer jego plany urzeczywistniał, części cmentarzy, które znajdowały się na obszarze planowanej Osi Północ-Południe / Nord-Süd-Achse ulokowano w Stahnsdorfie. Do roku 1940 przeniesiono 15 tysięcy grobów, nie tylko ich zawartości, ale również tysiące okazałych, wspaniałych budowli nagrobnych, pomników, rzeźb, mauzoleów.

Jadąc do Stahnsdorfu znałam tylko jedno nazwisko. Może z uwagi na własne zainteresowania, ale też ze względu na to, że u nas, przybyłych tutaj z Polski, słowniki Langenscheidta do dzisiaj zajmują ważne miejsce na półce z książkami. Gustav Langenscheidt, niemiecki filolog, językoznawca, założyciel wydawnictwa Langenscheid zmarł w roku 1895 w Berlinie i został tam pochowany na Starym Cmentarzu św. Mateusza w dzielnicy Schöneberg (Alter St.-Matthäus-Kirchhof Berlin). W roku 1939
jego rodzinny grobowiec, wraz z doczesnymi szczątkami został przeniesiony do Stahnsdorfu. Do Stahnsdorfu translokowano też inne cmentarze leżące w Berlinie Zachodnim, o którym wtedy jeszcze nikt nie słyszał.

Zakup terenu i powstanie cmentarza w Stahnsdorfie finansował od samego początku Kościół Ewangelicki Berlina-Brandenburgii i Śląskich Górnych Łużyc (Evangelische Kirche Berlin-Brandenburg-schlesische Oberlausitz).

Kilka lat po otwarciu cmentarza uruchomiono linię kolejki podmiejskiej z przystankiem Stahnsdorf Friedhof. Kolejka zwana „cmentarnym pociągiem” lub „wdowim ekspresem” służyła nie tylko żywym. Przeładunek i załadunek trumien odbywał się na dworcach Wannsee, później Hallensee. Po drugiej wojnie światowej zmieniły się granice, Stahnsdorf pozostał w strefie wschodniej, a na cmentarz stworzony dla Berlina Zachodniego trudno było się dostać, aż wreszcie po budowie muru stało się to prawie niemożliwe. Kolej kursowała jeszcze do lat 50 ubiegłego wieku, później rozebrano tory, a w latch 70 wyburzono niszczejący dworzec. Czy restauracja naprzeciwko cmentarza należała do zabudowań dworcowych, tego nie wiem. Jedzenie dość marne, piwo jak wszędzie, za to nazwa restauracji TIC TAC dość kasandryczna. Pijąc piwo, zastanawiałam się nad tykaniem zegara, który kiedyś prędzej czy później wystuka każdemu ostatnią godzinę. Memento mori.

Semafor i tablica informacyjna przypominają o istnieniu dworca. Wchodząc głębiej w zagajnik można zobaczyć omszałe resztki peronu, zagłębienie torów i wolną przestrzeń między drzewami prowadzącą w kierunku Dreilinden i Wannsee.

Cmentarzem kieruje od ponad 30 lat Olaf Ihlefeldt, który nie tylko zna każdą piędź ziemi „dobrego miejsca”, jak sam o cmentarzu mówi, ale sercem i duszą oddany jest temu miejscu. Tłumaczy cmentarz, ponieważ cmentarze potrzebują tłumacza, żeby przemówić i go opowiedzieć.

Choć cmentarz w Stahnsdorfie stoi otworem dla wszystkich wierzących i niewierzących, ludzi różnych wyznań i niewyznań, to jednak nad całością czuwa oprócz Olafa Ihlefeldta Bóg i chrześcijański krzyż. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28) przemawia Chrystus z monumentalnej płaskorzeźby Ludwika Manzla, rzeźbiarza, grafika, malarza, twórcy słynnej szczecińskiej Sediny. 12-metrowy relief z Chrystusem i 24 figurami powstawał w latach 1909-1924 dla ewangelickiego kościoła w Gnieźnie. Kościół ten nigdy nie został zbudowany, Gniezno w roku 1919 roku po wygranym powstaniu wielkopolskim wróciło w granice Polski. Potężna rzeźba stanęła w roku 1924 na stahnsdorfskim cmentarzu. Ostatnie miejsce spoczynku artysta znalazł też tutaj wśród wysokich sosen i brandenburskich piasków.

Niestety na cmentarzu dochodzi coraz częściej do aktów wandalizmu, kradzieży, bezczeszczenia zwłok. Mauzoleum rodziny Hartenecków zostało pieczołowicie odrestaurowane przez studentów kierunku konserwacji zabytków z Wyższej Szkoły Zawodowej w Poczdamie, niestety trumna w krypcie jest pusta. Grobowiec słynnego reżysera Friedricha Wilhelma Murnaua, również kilka lat temu odwiedzili złodzieje. Ukradziono czaszkę twórcy „Nosferatu”, tworząc tym samym współczesną „Symfonię grozy”. Giną miedziane dachy kopuł mauzoleów.

Cmentarz cały czas szuka dofinansowania, oferuje objęcie patronatów nad zabytkowymi grobami, których czas użytkowania już dawno minął. Od 2000 roku działa Stowarzyszenie Wspierające Cmentarz Stahnsdorf; organizuje wykłady, spotkania, oprowadzania, koncerty w kaplicy cmentarnej i inne wydarzenia kulturalne, wyświetla filmy reżyserów tu pochowanych, wystawia opery. Dzieją się tu wydarzenia, może kiedyś niepasujące do tego miejsca, ale w dzisiejszych czasach jak najbardziej.

Cmentarz na przekór wszystkiemu żyje, tak jak kiedyś w zamierzchłych czasach, kiedy był miejscem radosnych obrządków, przenikania dwóch światów życia i śmierci. Dopiero później stał się miejscem ostatecznym, smutnym, niechcianym, którego każdy unikał. Od jakiegoś czasu jest znowu obszarem dla jednych i drugich. Jest miastem umarłych, do którego my żywi chętnie zaglądamy. Podziwiamy budowle, te starsze i minimalizm tych współczesnych, spacerujemy w sosnowym lesie pełnym bluszczu i posadzonych tu dawno temu rododendronów. Zatrzymujemy się na chwilę przed znanym nazwiskiem, przed okazałym pomnikiem i przed trzema boginiami życia i śmierci, Mojrami, prządkami losu człowieka, przed „Prządką” nici żywota, „Udzielającą”, która tej nici strzeże i „Nieodwracalną”, która ją przecina.

Więcej tu: http://www.suedwestkirchhof.de/aktuell.html

 

Zmieniamy czas? Czy on nas?

Boże, jak Ci mogę podziękować inaczej niż własną śmiercią?
Jak mogę się pogodzić z Tobą inaczej niż umierając?

Mietek Węglewicz

Wiersze funeralne: Z cyklu ,,pożegnania”

***
Na orbitach i na drodze mlecznej
W galaktyce obdarzonej łaskami
Słyszysz teraz
witamy serdecznie
wybierz chmurkę
usiądź, zostań z nami…
Niech Ci będzie tam Mamo lekko
świeża pościel i bielizna czysta
niebo niech będzie gwiezdne, księżycowe
i kołysze Cię cisza srebrzysta
czasem pozdrów z góry
nas ukradkiem
żegnaj Mamo
Mirka z Adkiem

Mama Mirusi Bednarczyk zmarła 18 02 2018

Ciociu,

Ziemia niech lekką będzie
I droga przed Tobą mleczna
poproszę Księżyc niech Cię kołysze
A Ciszę…
niech będzie serdeczna

,,Ciocia” Klara Kleberhof zmarła w Kolonii 01 01 2017

***
Byłeś mężny
Wymagania
miałeś
twarde
Wobec siebie
byłeś
twardym
Edwardem
Czasem trudnym
jak pisanie podania
W mgły i deszcze
brakowało Ci powietrza
nie wiem ,może
czegoś jeszcze
co kochałeś
nie zabrakło Ci
(bo miałeś)
jednego
Tej
serdecznej
mądrej
troski
o chorego

dr Edward Chrostek zmarł 21 stycznia 2019

Igor i Dedal

Zabrakło mi ciebie
tak bardzo
bo na zawsze
Na twoich skrzydłach
zwiedzałem krainę
upadłych bogów
antycznego ładu
ty dałeś je
drugi raz
Dedalowi

pamięci Igora Mitoraja
1944-2014

***
wychyliły się dzwony farne
wydzwoniły jęki żałobne
kwiaty biedne polne, łąkowe
zamożniejsze bukiety nadobne
dumne wieńce z pisanym
słowem
najróżniejsze
wianki, wiązanki
szarfy lśniące
czarno pisane
Drogiej Ani
dla Ani kochanej
najkochańszej
Pani Doktor naszej
wszystkie smutne
jak świata koniec
żegnam twoje kochane serce
mądre oczy
i dobre dłonie

dr Anna Obojska zmarla 5 10 2018r

W listopadzie

chryzantemy się złocą
to już listopad, popatrz
nocą cmentarze płoną
wielką łuną czerwoną
czas tak minął jak mgly
nie uśmiechasz się wcale
w zielonych oczach masz łzy

kocham Cię

Boże dzięki Ci za to
że była
taka dobra, mądra, kochana
czasem ciężko ale pięknie żyła
Za to posadź Ją u siebie na kolanach
i ukołysz migotaniem gwiazd,
żeby spała kiedy nie boli
żeby wstała kiedy przyjdzie czas

pamięci pani doktor Danuty Bogdanowicz
zmarła 11 10 2018

Noc listopadowa

O nocy listopadowa
co się ogniem rozgrzewasz
łuną z milionów zniczy
oświetlasz groby i drzewa
Patrz, tu grób ciemny, niczyj
Bądź prośbom naszym łaskawa
Zanieś zaduszki
do Pana
Na łące niebieskiej pospołu
gwiazdy z modlitwą połóż

 

Odchodzenie

Teresa Rudolf

Coraz więcej zdjęć

Coraz więcej zdjęć
we mnie, twarze, twarze,
coraz wiecej dźwięków,,
głosy, głosy  głosy.

Tylu ludzi odeszło,
porozbiegani teraz
po zaświatach szarych,
lub kolorowych…

Dziś ich święto,
spotykają się jedni,
omijają się inni,
jak kiedyś w życiu???

A ja,

czekam, czekam
na niektórych dzisiaj,
przy przebogatym
stole mej pamięci.

Zaduszki

Zapach świeczek,
kwiatów cmentarnych,
gdzieś się unosisz,
tuż nade mną?

Patrz, tak kolorowo
dzisiaj, to chryzantemy,
białe, a te łososiowe,
to dla Ciebie…

Siądę na troszkę,
posłuchaj moich myśli,
ich muzyki uroczystej
na dzisiejszy dzień.

Słyszysz? Słyszysz?
Liście szeleszczą…
chłód już zimowy…
znów odchodzisz…

Chwila poezji. Hallowen.

Zachciało mi się jako admince, by ten jesienny weekend na granicy października i listopada, gdy cmentarze zamknięte, stał pod znakiem poezji. Mietek i Teresa grzecznie nadesłali jesienne wiersze  funeralne (czytajcie jutro i pojutrze), Tibor stawiał opory, w końcu nadesłał jeden wiersz. Poszukałam zatem wśród jego wierszy, tych, które przez te lata u nas opublikował, tych o śmierci i jesieni. W inkryminowanym dniu nadeszły jeszcze dwa wiersze i nagrobek. Jeden z dawnych wierszy jest na dziś.

Tibor Jagielski

endmorene/zagrycha

ciepło się zrobiło i deszczowo
brzozy i lipy zrzucają ostatnie liście
miłorząb szasta iglastą feerią
tak, aż maślaki wyskakują mu pod korzeni

zbieram je
i wekuję w słoikach
złociste pamiątki jesieni
okruszki słońca to go

t.j. X 20

syrakuzy, p.n.e.
w związku z ukończeniem nowego poematu słynny z zamordyzmu
tyran dionizjusz ma dobry humor
ogłasza amnestię i zaprasza, zesłanego na roboty do kamieniołomów,
krytyka jego twórczości, filoksenesa na uroczysty odczyt
amfiteatr nabity do ostatniego miejsca, cisza jak makiem zasiał,
ledwie władca (najpotężniejszego wówczas państwa greckiego) jedno zdanie wygłosił,
słychać, nagle gwałtowny rumor…
dionizjusz niemieje, patrzy – to filoksenos!
– a ty gdzie? – wrzeszczy
– do kamieniołomów!
————————————————————————–

raz wysłałem jakieś teksty (chyba były to wiersze) do „twórczości”;
przychodzi odpowiedź, proszę zadzwonić, nr telefonu,

dzwonię, odbiera sekretarka. ach tak, naczelny (był nim wtedy fedecki) chce się z panem
koniecznie zobaczyć, kiedy ma pan czas, termin, ustalamy, idę…
dzwonię do drzwi otwiera sekretarka, dzień dobry, proszę uprzejmie, kawa, herbata?
proszę spocząć,… czekam nawet niedługo i wpada fedecki z „obstawą”

(zawsze pętało się za nim paru lizusów)
– aaa, pan… (sekretarka podrzuca) tak, pan tibor,

wie pan o czym chciałbym z panem porozmawiać,?
– no, nie wiem – zajaknąłem się myśląc o moich heksametrach i trochejach.
– musi mi pan koniecznie wyznac skąd udało się panu zorganizować, tak dobry papier…

I jeszcze z wierszy znalezionych na blogu:

obraz szkoły flamandzkiej XVI w. “polowanie na dzika”

niepomny przestróg
przyglądasz się starym obrazom
jęk rogu tnie stalowe niebo
czerwone ręce napinają łuki
psy mkną wraz ze spojrzeniami
wiatr targa brunatne opończe
śledzisz martwe jeszcze oszczepy
a już gotowe do ciosu
w niewidzialną zwierzynę
i nagle zrywasz się
sfora wypada na ciebie
i świst pocisków znaczy drogę bólu
ciało pokrywa się szczeciną
a ryj już orzą psie zęby
zwycięski krzyk rogu
niesie się niesie się niesie

Sigrid Krien (10.02.1936, Berlin – 2.06.2020, Freiburg)

Liebe Sigrid
die du bist im Himmel, oder in einer besseren Welt,
wo sich die Seelen treffen, unsere,
und die von Katzen und anderen Lebewesen,
die uns begleitet haben.

Dein account funktioniert noch,
also schreibe ich ein paar Worte an Dich,
Du weißt, es wird nicht lange dauern, dann treffen wir uns wieder
und auch Maxi und Erna kommen bestimmt gerne mit.

Auf Wiedersehen, meine liebe Freundin!

Dein Tiborchen

brzydcy, szesnastoletni

dla romka i marka

czasami zazdroszczę wam
samobójstwa
poprosiliście o zwolnienie z lekcji historii
(niektórzy nazwą to dezercją)

pozostały nieme gitary
sztambuchy – niezapisane
nierozwiązane zadania maturalne

czasami zazdroszczę wam cholernie
że mieszkacie już na champs d´elysees
a nie na skrzyżowaniu
marszałkowskiej z wall street
albo wałów jagiellońskich z jp II

nigdy was nie zapomnę
brzydkich, szesnastoletnich…
a gdy nadejdzie mój kres
poproszę o rozgrzeszenie
ale bez spowiedzi.

haloween

nieciekawe czasy
nazwijmy je eufemistycznie
feministycznymi
ani wielkiej wojny, ani rewolucji,
tylko potyczki
przeważnie out of area

niekiedy eksploduje list
i urywa nos sekretarce
albo adjunkt dostaje amoku
i wbiega do auli z siekierą…

powiedzmy szczerze: jest nudno
bohaterem takich dni
jest akuszerka
no i sprzątaczka

gdy dochodzi do zmiany rekwizytów
(co czasami się zdarza)
to pierwsza odlatuje na miotle
a druga idzie z torbami.

 

Übersetzer Workshop 3

Vor einer Woche und gestern berichteten wir (ich und Plamena Maleva) über Übersetzer Workshop, der im Rahmen der Osteuropa-Tage organisiert wurde.

Heute präsentieren wir polnische Autorin und Aktivistin der neusten Frauen- und Kampfbewegung in Polen

Monika Tichy

Die Autorin des polnischen Textes Monika Tichy hat sich am zweiten Workshop-Tag eingewählt und sich mit der polnischen Gruppe über ihren Text und über die aktuelle Lage in Polen unterhalten. Ihr machen die aktuellen Umstände in Polen rund um das Abtreibungsverbot Sorgen.

Monika Tichy (l) & Katarzyna Hajduk

Ein Video von unserem Zoom-Gespräch findest du HIER / TU
Text Original  / Tekst po polsku: TU / HIER

Der Ausschnitt aus der entstandenen Übersetzung (grün auf Polnisch / zielony po polsku)

Ich war mal eine ins Gebet vertiefte, Bibel lesende und drei Mal pro Woche im Gottesdienst dienende junge Frau. Sakramentale Ehefrau. Glaubend an den Schwindel des Patriarchats, verpackt in ein lyrisches Sacrum, an das mein Vater glaubt.
Vater weiß nicht, dass ich nicht mehr glaube. Ich spreche mit ihm über nichts Wichtiges, obwohl wir hin und wieder aufeinander treffen, denn meine Mutter passt manchmal auf meinen Sohn auf. In diesem Moment, so wie immer mittwochnachmittags, ist der Kleine bei der Oma, aber ich bin nicht auf Arbeit, so wie üblich. Ich streike.
Vater weiß nicht, dass mein Mann, der im Ausland arbeitet, schon jemand anderen hat und ich ebenfalls. Vater weiß nicht, welche Ethnie, welches Geschlecht, welches Alter unsere neuen Partner haben. Warum soll ich es ihm sagen, wenn ich weiß, dass er „solche“ nicht akzeptiert?
Vater weiß nicht, dass ich bei jedem lokalen und zentralen Antiregierungsprotest war, seitdem die Partei an die Macht kam. Seine Partei.
Vater ist ein Mitglied der Partei.
Also was macht er hier?

Kiedyś byłam młodą, rozmodloną panną czytającą Biblię i trzy razy w tygodniu służącą do mszy. Sakramentalną małżonką. Wierzącą w te ściemy patriarchatu, opakowane w liryczne sacrum, w które wierzy mój ojciec.
Ojciec nie wie, że ja już nie wierzę. Nie rozmawiam z nim o niczym ważnym, mimo że widuję go, bo moja mama czasem zajmuje się moim synem. W tej chwili, jak zawsze w środy po południu, mały też jest u babci, ale ja nie jestem w pracy, jak zazwyczaj. Jestem na strajku.
Ojciec nie wie, że mój mąż pracujący za granicą ma już kogoś innego, i że ja mam również. Ojciec nie wie, jakiej rasy, płci i wieku są nasi nowi partnerzy. Po co mam mu mówić, skoro wiem, że on „takich” nie akceptuje?
Ojciec nie wie, że byłam na każdym antyrządowym proteście lokalnym i centralnym od czasu, gdy do władzy doszła Partia. Jego Partia.
Ojciec jest członkiem Partii.
Więc co on tu robi?
2.
Sie sind wie die Pharisäer, über die Jesus sprach: „Sie bürden den Menschen unerträgliche Lasten auf, doch sie selbst rühren keinen Finger, um diese Lasten zu tragen”. Liege in fruchtbaren Nächten neben der Ehefrau, aber fasse sie nicht mal an! Gebäre sechs! Und ziehe sie groß! Lass ihn dich schlagen, wenn er betrunken zurückkommt! Gebäre ein krankes Kind, kümmere dich um es bis Ende des Lebens und sterbe ohne Sicherheit, was mit ihm weiter sein wird! Welcher von ihnen, die da bequem im Pfarrhaus oder der Bischofsresidenz leben, roch zumindest einmal im Leben eine Windel?

Oni są jak faryzeusze, o których Jezus mówił: „Wiążą ciężary wielkie nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, a palcem ich tknąć nie chcą”. Leż obok żony w noce płodne, ale jej nawet nie dotknij! Urodź sześcioro! I wychowaj! Pozwól, by cię bił, kiedy wraca pijany! Urodź chore dziecko, zajmij się nim do końca życia i umrzyj bez pewności, co z nim będzie dalej! Który z nich, żyjących wygodnie na plebanii czy w biskupiej rezydencji, chociaż raz w życiu powąchał pieluchę?
3.
Die letzte Kraft, in der ich sie noch sehe, sind Frauen. Die Regierung weicht vor Nichts und Niemandem zurück. Demonstrationen von mehreren tausend Menschen zur Verteidigung der Verfassung oder der Medien zerschlugen sich an ihrem Hochmut wie eine Welle an einem Betonmast. Die Meinungen der EU-Organe oder der internationalen Institutionen gehen komplett an ihnen vorbei. Den einzigen Schritt rückwärts, den sie machten, war unter Druck von Frauen.
Ostatnia siła, w jakiej jeszcze ją widzę, to kobiety. Rząd nie cofnął się przed nikim i niczym. Wielotysięczne manifestacje w obronie konstytucji czy mediów rozbiły się o ich butę jak fala o betonowy słup. Opinie instytucji unijnych czy międzynarodowych mają gdzieś. Jedyny krok wstecz, jaki zrobili, to pod naciskiem kobiet.

Übersetzer Workshop 2

Plamena Maleva

Zitate von mir als Koordinatorin:
– Der Workshop war ein großer Erfolg und das Team der Osteuropa-Tage ist sehr froh, dass wir es trotz der aktuellen Umstände geschafft haben, einen digitalen Raum für Austausch und Zusammenarbeit zwischen Übersetzer*innen zu schaffen.

– Dieses Jahr lag der Fokus des Workshops auf publizistischen Texten und wir hatten vier sehr unterschiedliche, jeweils sehr spannende Texte dabei, die vor allem für die Bevölkerung der jeweiligen Länder geschrieben sind. Die vier Gruppen, die jeweils aus dem Polnischen, Bulgarischen, Tschechischen und Russischen übersetzt haben, standen also vor der Herausforderung, gewisse kulturelle Kontexte, sowie landerspezifisches Hintergrundwissen, welches für das Verständnis der Texte notwendig ist, möglichst verständlich ins Deutsche zu übertragen, ohne dass dabei zu viele Fußnoten entstehen. Wenn man sich die entstandenen Übersetzungen anschaut, sieht man, dass alle Gruppen diese Herausforderung erfolgreich gemeistert haben.

Atmosphäre und Austausch:
Am Ende des Workshops haben sich alle Gruppen zusammengetan und sich über den Übersetzungsprozess ausgetauscht. Dabei konnte z.B. die bulgarische Gruppe, in der es keine deutschen Muttersprachler*innen gab, bei der Suche nach einem passenden Begriff wertvolle Tipps bekommen. Die Teilnehmenden konnten einen Teil von jeder Übersetzung hören und einen Eindruck von den jeweiligen spachrlichen Besonderheiten in jedem Text bekommen.

Ein besonderer Dank geht an die Referent*innen: Katarzyna Hajduk (PL), Evdokia Stoyanova-Kostova (BG), Anastasia Myasina (RU) und Ruben Höppner (CZ) für die tolle Arbeit an den Rohübersetzungen und beim Moderieren der Gruppenarbeit. Sie haben von den Workshop-Teilnehmer*innen auch viel Lob bekommen und es freut uns, als Veranstalter des Events, dass die Betreuung der Gruppen in sicheren Händen war.

Z wolnej stopy 18

Zbigniew Milewicz (opracowanie)
Kto rządzi światem…

Dzisiaj solenizant kończy 65 lat i mam ochotę o nim coś napisać, niekoniecznie laurkę, ale przynajmniej kilka obiektywnych zdań. Od miesięcy na temat współzałożyciela Microsoftu, Billa Gatesa krążą bowiem w świecie złe opinie, w związku z Covid – 19. Jedni zarzucają Gatesowi „tylko” zarabianie na wirusie, inni – wykorzystywanie pandemii do wprowadzenia rządów nad całym światem, a najradykalniejsi, że jest ojcem pandemii, który wirusa z premedytacją stworzył. Teorii tych nie snuje się jedynie wśród miłośników fantastyki, czy na forach dla spiskowców. Są wszędzie – na Facebooku, Twitterze, w mediach. Z ciekawością przeczytałem więc publikację Matyldy Grodeckiej, zamieszczoną w Spider`s Web 12 maja b.r., która zmierza się z owymi oskarżeniami. Artykuł nosi tytuł „Związki Billa Gatesa z pandemią, czyli scenariusz, który miał w głowie od lat“ i przytaczam go tutaj z pewnymi skrótami, bo jest obszerny, ale warto się z nim zapoznać, zanim ktoś nam przyśle smartfonem kolejnego hejta:

Niektórzy miliarderzy inwestują w pasażerskie loty kosmiczne. Bill Gates, po tym jak zbił majątek na Microsofcie, zajął się zbawianiem świata od epidemii. (…) Z majątkiem przekraczającym 100 mld dolarów, z legendą założyciela jednej z najważniejszych firm technologicznych, z ogromnymi dokonaniami jako filantrop, Bill Gates mógł udać się na zasłużoną emeryturę. Niespodziewanie jednak zastąpił Georga Sorosa na pozycji najbardziej znienawidzonego bogacza świata. Człowieka oskarżanego o to, że po cichu pociąga za sznurki tak, by przejąć kontrolę nad całą ludzkością.

A zaczęło się dosyć niewinnie – od nagranego w 2015 roku na konferencji Ted Talk krótkiego przemówienia. Gates na scenę wszedł, pchając wózek z metalowymi beczkami. Pokazał je publiczności i zaczął opowiadać, że kiedy był dzieckiem, ludzkość najbardziej obawiała się wojny atomowej. Dlatego amerykańskie rodziny miały takie metalowe beczki, w których trzymały zapasy jedzenia. Na wypadek ataku miały schować się w piwnicach i żywić się tym, co kryły beczki. Publiczność zaśmiała się. Ale przestała się śmiać, gdy ubrany w różowy sweterek symbol tego, jaką potęgą są dziś firmy technologiczne, zaczął opowiadać o tym, czego powinniśmy się teraz bać. Globalnych epidemii.
– Jeśli coś zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu najbliższych dekad, najprawdopodobniej będzie to wysoce zakaźny wirus a nie wojna. Nie pociski, ale mikroby (…). Pojawi się wirus, który pomimo zakażenia, pozwala czuć się na tyle dobrze, by wsiąść do samolotu albo przejść się na rynek. Źródłem wirusa może być natura – przestrzegał, pasjonująco opowiadając Bill Gates.

Dziś, pięć lat później, w środku globalnej pandemii, jego słowa jeszcze mniej śmieszą. Brzmią proroczo, niepokojąco, dla niektórych wręcz podejrzanie. Jakim cudem ten informatyk bez medycznego czy nawet biologicznego wykształcenia już wtedy widział zagrożenie, które zaskoczyło rządy na całym świecie? I czy możemy z czystym sumieniem mu zaufać, gdy mówi, że wie, jak je zażegnać.

Przestroga wygłoszona w 2015 r. nie była jedyną. Gates opublikował na temat zbliżającego się zagrożenia artykuł w New England Journal of Medicine, a na wykładzie w Bostonie przekonywał o konieczności przygotowania się na nieuchronną pandemię, prezentując symulację rozprzestrzeniania się z Chin na cały świat wirusa grypy. Ojciec założyciel Microsoftu był pewien, że jeśli nic nie zrobimy, nie unikniemy katastrofy.

Przez kolejne lata ostrzegał, że podczas gdy wydajemy krocie na obronność, nasza służba zdrowia pozostaje niedofinansowana. Zwracał uwagę na to, że pomoc krajom uboższym w organizowaniu sprawnie działającego systemu ochrony zdrowia jest nie tylko szlachetna, ale też opłacalna. We współczesnym świecie, po którym podróżujemy z prędkością Boeinga, wirusy mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż do tej pory. Dobry stan służby zdrowia na całym świecie, może uratować cały ten świat.

Świat na te przestrogi pozostawał głuchy. A nie powinien.

Bill Gates to nie nerd, który w ciągu jednej nocy z gracza Plague Inc. wyewoluował w eksperta ds. wirusów i epidemii. Stawał się nim przez ostatnie 20 lat. Założona w 2000 r. Fundacja Billa i Melindy Gates od początku skupiała się na walce z chorobami zakaźnymi nękającymi kraje rozwijające się. Analizowała dane medyczne z uboższych państw. Tworzyła nowe systemy zbierania informacji. Negocjowała z firmami farmaceutycznymi. Opracowywała programy szczepień i sposoby, w jakie można leki i szczepionki dostarczyć do krajów nękanych chorobami, o których śmiertelnym zagrożeniu my, bogaci szczęśliwcy, mogliśmy już zapomnieć. Z roku na rok Gates coraz więcej czasu poświęcał Fundacji i coraz mniej swojemu pierworodnemu dziecku, czyli firmie Microsoft. W marcu tego roku zrezygnował nawet z funkcji członka zarządu firmy.

W tym wszystkim Gates nie był tylko chodzącą skarbonką, która organizowałaby charytatywne imprezy i z pięknym uśmiechem wyciągała czeki od innych bogaczy. Gates angażował się merytorycznie – czytał artykuły naukowe, rozmawiał z badaczami, przekonywał polityków, że muszą inwestować w ochronę zdrowia. Razem z Wellcome Trust założył w 2017 r. Coalition or Epidemic Preparedness Innovations, która prowadzi badania nad szczepionkami, dofinansowywał GAVI Alliance, której misją jest zwiększenie dostępu do szczepionek w uboższych krajach, przelewał pieniądze na WHO.

– Kiedy wydaję na coś miliardy dolarów, mam zwyczaj dużo o tym czytać – mówi i wciąż się dokształca.

Gdy więc tylko COVID-19 pojawił się w Chinach, Gates zaczął czytać na ten temat i rozmawiać z ekspertami zajmującymi się badaniem wirusów. Katastrofa, którą od lat przewidywał, zaczynała się materializować. Nawet jeśli cały świat nie był na nią dość dobrze przygotowany, on będzie wiedział tyle, ile da się wiedzieć na tym etapie.

Według Gatesa w walce z pandemią kluczowe są trzy sprawy: utrzymanie kwarantanny, monitorowanie rozprzestrzeniania się wirusa i wynalezienie, a potem dystrybuowanie szczepionki.

Pierwsze ma ochronić populację, w szczególności osoby będące w grupie ryzyka, przed śmiercią i może być osiągnięte dzięki mądrym decyzjom polityków. Drugie ma umożliwić wprowadzenie adekwatnych ograniczeń i programów dostosowanych do realnej sytuacji. Wreszcie szczepienia, bo jeśli nie robi się dostatecznie dużej liczby testów, informacje o tym, jak rozprzestrzenia się wirus i ile osób jest nim zarażonych, są nieprecyzyjne. Sama liczba testów, jak podkreśla Gates, to jednak nie wszystko. Póki nie można przebadać wszystkich, póty trzeba wybierać testowanych rozsądnie według klucza – w pierwszej kolejności poddani badaniom powinni być pracownicy służby zdrowia, w drugiej osoby, które wykazują wiele symptomów choroby, w trzeciej ci, którzy na działanie wirusa byli narażeni.

Ale to trzeci punkt daje nadzieję na powrót do normalności – wynalezienie leku i przede wszystkim szczepionki. A to nie jest ani proste, ani szybkie. W zwykłych warunkach praca nad nią zajęłaby około pięciu lat, z długą fazą kilkustopniowych badań nad jej bezpieczeństwem i skutecznością. Obecne warunki nie są jednak normalne, a każdy kolejny miesiąc, tydzień i dzień bez szczepionki generuje ogromne koszta – dla ludzkiego życia, dla zdrowia i dla gospodarki. Wynalezienie szczepionki będzie wielkim przełomem, ale nie końcem problemów. Potem trzeba będzie wyprodukować jej około 7 mld dawek. Dlatego reszta zadań, którymi zajmowała się do tej pory fundacja Gatesów, zeszła na dalszy plan. Dziś na walkę z COVID-19 idzie niemal 90 proc. mocy fundacji.
– Musimy wydać miliardy, by zaoszczędzić biliony. Każdy dodatkowy miesiąc, który zajmuje stworzenie szczepionki, jest miesiącem, w którym nasza ekonomia nie może wrócić do normalnego funkcjonowania – tłumaczy Gates naswoim blogu.
Fundacja Billa i Melindy Gatesów nie musi się jednak martwić o nagły kryzys finansowania. Gates, posiadający około 105 mld dol, jest drugim najbogatszym człowiekiem świata (palmę pierwszeństwa dzierży CEO Amazonu, Jeff Bezos). Duża część zgromadzonych przez niego funduszy ląduje na kontach fundacji, dzięki czemu stała się ona jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych tegotypu organizacji na Ziemi. To budzi szacunek. I lęk.

Jednak zamiast zachwytów nad przenikliwością informatyka, który jest przecież także jednym z twórców potęgi Doliny Krzemowej, niespodziewanie Gates zaczął budzić ogólnoświatową niechęć. Ba, stał się wręcz symbolem tajnych sił, które miały wywołać epidemię Covid-19. Wywołująca niepokój dokładność przewidywań Gatesa umieściła  go w centrum wielu teorii spiskowych (…). Jednym z obciążających Gatesa dowodów ma być przywołany na początku tego tekstu wykład z Ted Talk. No bo jakże to tak, wszyscy byli wybuchem epidemii zaskoczeni, a 60-letni informatyk wiedział o nim od 5 lat. Oliwy do ognia dolewa AMA (Ask Me Anything, swoisty wywiad, w którym użytkownicy Reddita mogą zadać gościowi dowolne pytanie) z 18 marca tego roku. Miliarder pytany o to, co się zmieni w efekcie pandemii, odpowiedział:
– W końcu będziemy mieć jakiegoś rodzaju cyfrowe certyfikaty, które pokażą, kto już wyzdrowiał albo był niedawno testowany.
Takie rozwiązanie, jak twierdzi, będzie potrzebne, żebyśmy mogli przemieszczać się między krajami. Nie wszystkie państwa poradzą sobie z koronawirusem, a w części świata epidemia będzie trwała dłużej. Żeby stamtąd dostać się do kraju, w którym sytuacja została już opanowana, będą musieli w jakiś sposób udowodnić, że wraz z nimi nie dostaje się tam zaraźliwy wirus. Certyfikat miałby być właśnie takim dowodem.

Wizja cyfrowych certyfikatów zadziałała jednak na wyobraźnie internautów w zupełnie niespodziewany sposób. I szybko zaczęła żyć własnym życiem. Ktoś dopowiedział, że taki certyfikat z pewnością będzie zapisywany na mikrochipach wszczepianych w ciało obywatela. Ktoś połączył tę teorię ze współfinansowanymi z pieniędzy fundacji badaniami nad niewidocznymi tatuażami, z których dane można by odczytać smartfonem.

Protesty antyszczepionkowców w Montanie, w kwietniu 2020 r.

Karmiona strachem wyobraźnia podsuwa wizje totalnej inwigilacji opartej na biotechnologii. Laura Ingraham, prezenterka Fox News, napisała na Twitterze:
– Cyfrowe śledzenie każdego kroku obywateli Ameryki było marzeniem globalistów od lat. Ten kryzys jest dla nich doskonałym narzędziem, żeby je wreszcie zrealizować.

Roger Stone, były doradca Donalda Trumpa, powiedział w wywiadzie radiowym, że to  czy Gates odgrywał jakąś rolę w stworzeniu lub rozprzestrzenianiu wirusa, jest kwestią poddawaną żywej dyskusji. Niby po drugiej stronie globu, ale w tym samym tonie na instagramowym koncie Gatesa wypowiedział się deputowany rosyjskiego parlamentu Dmitrij Ionin.
– Ludzie są zaniepokojeni planem zmniejszenia populacji, boją się chipowania – napisał polityk.
A stąd tylko krok do teorii, że to miliarder stworzył pandemię, by sprzedać potem światu szczepionki i wprowadzić mikrochipy, dzięki którym będzie w stanie kontrolować ludzkość. Jeszcze jeden mały kroczek i słychać, że Gates to Antychryst, a jego niewidzialne tatuaże to szatańskie znamiona.
W takim właśnie tonie od dobrych kilku miesięcy o założycielu Microsoftu coraz mocniej opowiada Alex Jones, skrajnie prawicowy publicysta amerykański, niesławny twórca Infowars. Łączy projekty Gatesa z pandemią i mówi o niewidzialnych tatuażach do śledzenia zaszczepionych dzieci, które mają być refundowane przez fundację Billa i Melindy. Potem dokłada teorię o tym, że kononawirus „został wyprodukowany”, by pozbawić nas płodności, tak jak „chciałby tego Bill”. I by wreszcie wykrzyczeć, że Gates „morduje mnie i moja rodzinę i myśli, że to jest zabawne”, a co najważniejsze, „rządzi całym światem”.
Ten krzyk słychać także u nas.

Plac Szembeka na warszawskim Grochowie, na słupach wiszą zdjęcia uśmiechniętego Gatesa.

„MYŚL. Ta sama osoba, która głosi opinie, że nasza planeta jest przeludniona nagle chce chronić twoje życie SZCZEPIONKAMI”. Gates z miłego pana filantropa, który fundował komputery polskim szkołom, momentalnie wyrósł na uosobienie zła na świecie.

W felietonie opublikowanym kilkanaście dni temu w tygodniku „Sieci Prawdy” Maciej Pawlicki, znany raczej jako producent filmowy (m.in takich dzieł jak historyczne „Legiony”), bierze się za wyjaśnienie, co się dzieje w dzisiejszym świecie i wylicza kilka intrygujących według niego wątków, które – jak zaznacza – absolutnie nie są teoriami spiskowymi. Aż trzy z nich dotyczą Billa Gatesa.
W pierwszej Pawlicki oświadcza, że życiową misją Gatesa (i obecnego szefa WHO Tedrosa Adhanoma) jest depopulacja, do czego miliarder przyznawał się już wielokrotnie i publicznie. W drugim przytacza zorganizowany przez fundację Gatesów Event 201, który odbył się tuż przed wybuchem epidemii w Chinach. Wydarzenie miało na celu przygotowanie się do pandemii także w zakresie kontroli mediów oraz „metod uciszania sceptyków za pomocą technologii”. W trzecim odwołuje się do sprawy szatańskiego patentu Gatesa. 26 marca Światowa Organizacja Własności Intelektualnej opublikowała wniosek patentowy złożony przez Microsoft niemal rok temu. System kryptowalutowy, wykorzystujący dane aktywności ciała (taką bowiem chwytliwą nazwę nosi patent) ma monitorować ludzki organizm (fale mózgowe, tętno, aktywność mięśni, etc.), by identyfikować ludzi i umożliwić im płacenie.
– Za szczególne poczucie humoru Billa Gatesa należy uznać fakt, że zadbał o to, by ten właśnie patent miał właśnie taki numer – WO/2020060606. Widać czytał Apokalipsę według świętego Jana. A czy my czytaliśmy? – kończy dramatycznie Pawlicki felieton zatytułowany „Co nam szykuje Bill 666 Gates”.
Jeszcze dalej idzie Grzegorz Braun, też filmowiec, a także jeden z liderów partii Konfederacja Wolność i Niepodległość, który właśnie na antenie NCzasTV ogłosił, że najwyższy czas na list gończy za Gatesem (…).

To co tak oburza Pawlickiego, Brauna czy Jonesa jest jednak znacznie mniej konspiracyjne, niż by się im wydawało. Bill Gates do swoich „depopulizacyjnych” zapędów owszem przyznaje się często i – co gorsza – nie owijając w bawełnę. Tyle że mówi to, co wiedzą wszyscy epidemiolodzy i lekarze specjalizujący się w chorobach zakaźnych: najlepszym narzędziem do walki z tymi zagrożeniami są szczepionki i … promowanie łatwiejszego dostępu do antykoncepcji.
– Kiedy matka może wybrać, ile dzieci ma mieć, jej dzieci są zdrowsze, lepiej odżywione, mają większe zdolności umysłowe – a rodzice mają więcej czasu i pieniędzy na dbanie o zdrowie i edukację każdego dziecka. W ten sposób rodziny i kraje wychodzą z ubóstwa. Ten związek między ratowaniem życia, niższym wskaźnikiem urodzeń i likwidacją ubóstwa był najważniejszą lekcją, którą Melinda i ja otrzymaliśmy na początku na temat globalnego zdrowia – tłumaczy Gates.

Miliarder nie nawołuje więc do trucia szczepionkami i masowej aborcji. Wręcz przeciwnie – za jedne z najlepszych sposobów na obniżenie przyrostu liczby ludności na świecie (a w szczególności w krajach uboższych) uznaje obniżenie śmiertelności wśród dzieci. I ma na to dane – w krajach, w których śmiertelność wśród dzieci jest niska, spada też liczba porodów.
– Zaskakującym, ale kluczowym faktem, który odkryliśmy, było to, że zmniejszenie liczby zgonów rzeczywiście zmniejsza wzrost populacji… Wbrew maltuzjanizmowi, który głosi, że populacja będzie rosła do granicy tego, jak wiele dzieci da się wykarmić. Rodzice decydują się mieć tyle dzieci, by mieć jaknajwiększą szansę, że kilkoro z nich przeżyje, aby wspomóc ich na starość – pisali Gatesowie w 2009 r. w liście opisującym pracę w fundacji.

Event 201, który tak oburzył Pawlickiego, rzeczywiście się odbył i rzeczywiście dotyczył przygotowania do wybuchu ewentualnej pandemii. Wydarzenie było symulacją rozprzestrzenianie się pandemii koronawirusa. Tyle, że symulacja miała miejsce w Brazylii, a nie Chinach. Ćwiczenie zaś miało na celu uświadomienie uczestnikom konieczności wprowadzenia w czasie pandemii współpracy między państwami i organizacjami prywatnymi. Podobne wydarzenia odbywały się zresztą kilkukrotnie, w 2018, 2005 i 2001 roku. Prawdą jest za to, że w podsumowaniu wydarzenia pojawiło się zalecenie, by w razie wybuchu pandemii kontrolować media. Ale nie o wolność słowa chodziło, tylko o walkę z dezinformacją i kierowanie do wiarygodnych źródeł danych(…)

Może i spiskowe teorie wokół Gatesa powinny budzić co najwyżej wzruszenie ramion. Ale nad potęgą tego miliardera nie da się przejść bez zastanowienia. I takie obawy u coraz większej grupy naukowców i polityków narastały już przed pandemią.
Jeszcze w ubiegłym wieku, w 1998 roku, szef i twórca Microsoftu został oskarżony o stosowanie praktyk monopolistycznych. Politycy i najważniejsze państwowe organy Stanów Zjednoczonych były wtedy przeciw niemu. Do tego stopnia, że firma została uznana za winną zarzucanych jej czynów, a sąd w pierwszej instancji zapowiedział jej podział. Losu AT&T, czyli legendarnego giganta telekomunikacji, który pod taki topór trafił, Microsoftowi udało się uniknąć tylko dzięki apelacji.
Ale i tak Gates był już zmęczony kierowaniem firmą i dwa lata później ustąpił ze stanowiska szefa Microsoftu. Wtedy właśnie zaangażował się w granie nowej roli – filantropa na pełen etat. Szybko Fundacja Gatesów urosła do poziomu potęgi. Wydaje tak ogromne kwoty na działalność w zakresie globalnej ochrony zdrowia, że jej głosu słucha każdy – od międzynarodowych organizacji, przez przedstawicieli biznesu, po rządy poszczególnych krajów, w których działa. Wolący pozostać anonimowym przedstawiciel jednej z genewskich organizacji pozarządowych już w 2017 roku w rozmowie z Politico nazwał Gatesa jednym najbardziej wpływowych ludzi świata i dodał:
– Jest traktowany jak głowa państwa nie tylko w WHO, ale także w G20.

Spotkanie kanclerz Angeli Merkel i niemieckiego rządu z Billem Gatesem w 2008 r.

Głosy, że taka potęga w rękach jednego człowieka i jednej organizacji grozi zachwianiem, o ile nie wręcz wypaczeniem, całego misternego systemu światowej pomocy, to nie spiskowe nawołania Jonesa. To wskazywanie na bardzo realne i potencjalnie groźne zjawisko. Zamiast wyliczać jak wzmocnić własnymi siłami systemy służby zdrowia, kolejne rządy zaczynają w swoich kalkulacjach coraz częściej uwzględniać przede wszystkim wysokość grantów, które miliarder może im dać na badania. Mnożą się więc projekty, które są w stanie relatywnie szybko przynieść wymierne i łatwe do raportowania efekty. A brakuje takich, które zajęłyby się reformą niewydolnych systemów(…)

Jedną z najbardziej znanych krytyk wpływu fundacji Gatesa na plany globalnej ochrony zdrowia była notatka, która wyciekła z WHO w 2008 r. Jej autor, Arata Kochi, który był szefem zespołu do walki z malarią, przestrzegał, że granty Gatesów mogą nie tylko ograniczać różnorodność podejść do rozwiązania problemów, którymi zajmuje się organizacja i promować te forsowane przez fundację i związanych z nią naukowców, ale przede wszystkim drastycznie ograniczają rolę WHO w tworzeniu w demokratyczny sposób standardów i programów w dziedzinie ochrony zdrowia.

Samo WHO jednak o współpracy z Fundacją Gatesów wypowiada się w superlatywach. Trudno się zresztą dziwić – po Stanach Zjednoczonych to właśnie Gates jest największym darczyńcą Światowej Organizacji Zdrowia. A w czasach, gdy prezydent Donald Trump oburzony na WHO, że niewystarczająco skutecznie walczyła z epidemią nowego koronawirusa, zdecydował się wstrzymać jej finansowanie, to informatyk-filatrop okazał się być rycerzem na białym koniu, ratującym sytuację.

Sam Gates oficjalnie oczywiście ani słowem nie skrytykował Trumpa. Jedynie dosyć delikatnie zatweetował: “Wstrzymanie finansowanie dla Światowej Organizacji Zdrowia w trakcie światowego kryzysu zdrowia jest dokładnie tak niebezpieczne, jak to się wydaje. .Jej starania spowalniają rozprzestrzenianie się COVID-19 i jeśli te starania się skończą, żadna inna organizacja nie może jej zastąpić. Świat potrzebuje WHO teraz bardziej niż kiedykolwiek.”
W domyśle, świat potrzebuje też Billa. Tym razem może ktoś mu uwierzy.

Wypierdalać!

Ewa Maria Slaska: To nie mój wpis. Jest niczyj, czyli wszystkich. To my go piszemy. Wy, oni.

Aktywistka feministyczna, Anna Krenz podczas demonstracji pod Instytutem Polskim w Berlinie 24.10.2020 / Foto: Javier Pimentel

Wybieram tylko ikony, foty-memy! Ich publiziere hier nur die echten Ikonen der neuen Freiheitsbewegung in Polen. Wkurwione kobiety. Es sind Frauen, die jetzt kämpfen. Es ist Wut und Mut. To jest wojna. Es ist Krieg.

Wypierdalać! bedeutet verPISst euch und verschwindet, fuck off, weg mit Euch, Arschlöcher! Ihr könnt uns mal und brav sein war gestern. Fuck you, fuck you, fuck you.

https://images.app.goo.gl/9PZDBeYXwU8LKu1NA

Wczoraj w Szczecinie

Ewa Maria Slaska

Jadę do Ojczyzny, ostrzeżona przez kilka osób, że w Polsce surowy lockdown, taki jak był wiosną, ale ostrzejszy, a główna różnica polega na tym, że ludziom po 70 nie wolno wychodzić z domu.
A ja muszę wjechać do Polski i przejechać polskimi kolejami państwowymi przez pół kraju, ze Szczecina do Gdańska.

Dojeżdżam do Szczecina w masce. Na granicy wkładam jeszcze okulary i czapkę, żeby nie było od razu i z daleka widać, że jestem stara. Oczywiście, jak ktoś mnie wylegitymuje, to żadna maskarada mi nie pomoże.
W kasie pierwsze zaskoczenie. Nie ma biletów na pociąg bezpośredni. W czasach poza pandemią to nie problem, wsiada się do Warsu… Ale Warsu nie ma, wsiąść (podobno) nie można. Po dwóch godzinach podejdę do kasy jeszcze raz i, nie wiem dlaczego, ale kupię bez problemu bilet pierwszej klasy. Na razie jednak tego nie wiem i kupuję tanie bilety na pociągi osobowe z trzema przesiadkami. Na nie też muszę czekać trzy godziny.

Trzeba zatem do miasta, a po drodze się maskować. Czy pomogło? Chyba tak, jakieś patrole przechodziły, nie kontrolowały mnie. Nie kontrolowały również innych osób, ale chyba nikt na ulicy nie miał tyle lat co ja. Czyli sytuacja podobna do wczorajszej demonstracji w Berlinie przeciwko czwartkowemu wyrokowi Trybunału. Jestem najstarszą kobietą. Dawniej tylko w kinie i na koncertach punkowych byłam najstarszą uczestniczką, potem na demonstracjach, zwłaszcza tych antyaborcyjnych i w obronie LGBT, ale żeby na ulicy!
Co zatem robić?

Mam trzy godziny czekania. Pogoda ładna, słoneczna, ale jesienna, chłodna. Maszerować przez trzy godziny można, pod warunkiem, że ma się cel, np Santiago, albo np Aleppo, ale tak się przez trzy godziny wałęsać chyba nie dam rady. Nawet czerwony liść  na szarym bruku nie zajmie mnie przez trzy godziny.

Przepis stanowi, że wolno by mi było iść do pracy, ale nie pracuję w Szczecinie. Zresztą niedziela. Do sklepu też mi wolno, i nawet coś kupić, ale “pan jest moim pasterzem, niczego mi nie brak”, no a poza tym niedziela. Knajpy zamknięte, biblioteka zamknięta, postanawiam pójść do kościoła i zobaczyć, czy jakieś o pół wieku młodsze koleżanki robią jakąś zadymę pod hasłem wypierdalać. Uwaga – fota z Berlina, z sobotniej demonstracji.

Koleżanek już nie ma, ale w koszach znajduję ślady ich obecności. Wyciągam poskładane transparenty i ustawiam przy wejściu. Niech sobie wierni, którzy przyjdą na następną mszę też poczytają, a co?

 

To kościòł świętego Jakuba. Stąd ruszały kiedyś i ruszają znowu pielgrzymki do Santiago wśród Gwiezdnych Pól.

Nie dziwią więc tablice o drodze, czyli Camino. Ale kamień przypominający, że przez 400 lat mieszkali tu Kaszubi, jednak zaskakuje. Kaszubi mieszkają na Kaszubach. Tyle wiem. A tu jest Pomorze i to Zachodnie!
***
Myliłam się jednak, twierdząc, że w Szczecinie nie ma starych kobiet. Nie wiem, ile lat mają te dwie, które spotkałam po przyjeździe w głównej hali dworca. Może nie są tak stare jak ja, ale piękne i młode też już dawno nie są. Są ubrane w białe kitle i początkowo myślałam, że to jakiś patrol sanitarny i będą nam mierzyć temperaturę, sprawdzać, skąd jesteśmy i odsyłać na kwarantannę. Wysiedliśmy przecież z pociągu, który przyjechał z wrażego kraju, w którym “Granada” i “zaraza”. “Broni się jeszcze z wież Alpuhary Almanzor z garstką rycerzy”, ale nic mu nie pomoże, kobiety pędzą Araba jak psa, krzycząc głosem wielkim, że nie tu, nie TU, tu tylko dla kobiet, a toaleta dla mężczyzn jest TAM!
Gdy po trzech godzinach wracam na dworzec, idę TU, kobiety o czymś radzą po cichu, wychodzę, myję ręce i wyciągam z plastikowej beczułki “jak wąż kręty” cienki i lekko śliski kawałek papierowego ręcznika. Nie daje się nim nawet z grubsza osuszyć rąk, sięgam więc po drugi kawałek, ale gdzie tam! WARA, znowu wielki głos, tym razem do mnie, WARA, ile ma pani zamiar jeszcze rwać tego papieru, ciągnie i ciągnie, patrzcie państwo…