Łucja Fice
Oszukana rzeczywistość
To świąteczna, rowerowa przejażdżka z koleżanką natchnęła mnie do napisania tego felietonu.
Wspólna jazda na rowerze wcale nie przeszkadzała nam w dyskusji. Powróciłyśmy we wspomnieniach do czasu naszego dzieciństwa i młodości, do ich PRZESŁANIA. Niewiele ponad pięćdziesiąt lat dzieli nas od BYŁO, a zmieniło się tak wiele. Mam wrażenie, że obecnie rodzą się inne dzieci. Mądrzejsze, cwańsze, umiejące wymusić na rodzicach i systemie wygodę i pieniądze jako rekompensatę za brak miłości. Mam wrażenie, że te dzieci rodzą się z telefonami i laptopami, ale i z poczuciem, że mają prawo do wszystkiego, przede wszystkim do nieokiełznanej wolności.
Rodzi się NOWY, automatyczny człowiek, element obecnego systemu. Porównując własne i nie tylko własne dzieciństwo z tym, co jest obecnie, nabieram przekonania, iż obecna młodzież, z której wyłonią w przyszłości politycy, ekonomiści, biznesmeni zaprowadzi nas do piekła BEZWARTOŚCI. Nie zobaczę już tej epoki, którą tworzyć będą dzisiejsze dzieci i nastolatki, wiem jednak, że świat oparty tylko na konsumpcjonizmie i wszechobecnej wolności (również seksualnej) prowadzi do NIKĄD. Śmiem twierdzić, że obecne zainteresowanie techniką nie gwarantuje ani postępu, ani przetrwania. „Technicyzm” to tylko kolejny element nowoczesnej kultury, która ma rodzić tylko dobra materialne.
Wychowałam się w domu z dyscypliną na ścianie. Karano mnie za każdą niesubordynację, za każde najmniejsze przewinienie, ale nigdy nie miałam żalu do matki za ten rodzaj wychowania. Pamiętam siebie jako sześcioletnią, nieposłuszną i mającą już własne zdanie dziewczynkę, która wiedziała, kiedy włożyć sobie w majtki pod rozkloszowaną sukienką przygotowaną zawczasu poduszkę. Dzisiaj matka za cielesne karanie dostałaby karę więzienia. Dzisiaj nazywamy to przemocą i patologią. Tak wyrastaliśmy, ale i to moje bite pokolenie miało swój własny wkład w budowę teraźniejszości. Chcieliśmy dobrze, chcieliśmy jak najlepiej wychować nasze dzieci, chcieliśmy dać im poczucie luksusu, którego my nie mieliśmy. Chcieliśmy dać im wszystko – możliwość spełniania własnych oczekiwań i marzeń, prawo dokonywania własnych wyborów, a niechcący zbudowaliśmy świat, który nie skłania młodego człowieka (dziś są to już nasze wnuki) do jakichkolwiek samoograniczeń, nie zakłada żadnego weta, nie stawia żadnych barier.
Podstawą wychowania stało się rozbudzanie w młodych ludziach nowych potrzeb, które zdają się rosnąć i rosnąć w nieskończoność. Świat XXI wieku zapewnia im rozliczne dobra i utwierdza w przekonaniu, że JUTRO będzie żył jeszcze pełniej, tak jakby życie to był niczym nieskrępowany wzrost dobrostanu. Dokąd zaprowadzi młodych ta swobodna życiowa ekspansja potrzeb i żądań, bez rozumienia potrzeb SERCA, bez poczucia wdzięczności dla tych, którzy taki świat dla swoich dzieci, wnuków, budowali?
Patrzę na to okiem psychologa. Ta lekkomyślna młodzież, a w każdym razie jakaś spora jej część, prowadzi lekkie życie. Myślę o tym, że odziedziczyli przecież również trud i natchnienie poprzednich pokoleń, ale nie pamiętają o nich, rozpuszczają je w narkotykach, piwie, dyskotekach. Słowo „rozpuszczać” to życie pod ochroną ze strony mamusi, dziadka, babci. To życie nie ograniczające żądań i potrzeb. Wpojono im przekonanie, o tym, że mają wyższe wartości, ale też, że do niczego nie są zobowiązani. Dzieci chronione przed niedostatkiem, które nigdy nie wyruszą samotnie w rejs po oceanie, jakim jest życie.
Obserwuję to poczucie nadrzędności u młodych, którym przydałaby się dobra szkoła życia i porządne manto, przydałoby się ograniczenie własnych żądań i taka dyscyplina, jak ta kiedyś, ta ze skóry. Jest im też potrzebna inna psychologia, który pomogłaby im zrozumieć, że NIE JA JESTEM NAJWAŻNIESZY, BO ZAWSZE ZNAJDZIE SIĘ KTOŚ LEPSZY ALBO GORSZY. NA TYM ŚWIECIE NIE MA NIC PEWNEGO OPRÓCZ MATERIALNEJ ŚMIERCI.
Uczono nas kiedyś prostych mądrości, na przykład PER ASPERA AD ASTRA. Dziś psychologia neguje to zdanie, wręcz wyśmiewa je, bo przecież wszystko ma być do dyspozycji, powinno być ogólnie dostępne, jak słońce czy powietrze. Okazuje się jednak, że to ułuda, bo i powietrze może być zatrute i słońce zbyt gorące. Młodzi zresztą nie są dziś wdzięczni za owo „czyste” powietrze, bo przecież nikt go nie wyprodukował i należy ono do całości tego, co „JEST” naturalne.
Te „rozpuszczone” dobrostanem masy młodych ludzi są zresztą w tej kwestii ślepe.
Konkluzja? Ten absurdalny stan ducha młodych i pięknych, którzy mają poczucie więzi tylko z pieniędzmi i technicznymi nowinkami doprowadzi świat na skraj upadku i do jakiegoś NOWEGO systemu, bo NOWE jest lepsze, niżeli STARE. Stary człowiek też jest gorszy od młodego, bo przecież kult młodości i kult pieniądza, to jest właśnie TO. NOWE!
Kiedyś w sieci przeczytałam zdanie: Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta i zginie ostatnia ryba – odkryjemy, że nie można jeść pieniędzy.