Seit 1976 ist Berlin mein Wohnort und inzwischen Heimat. Wie oft war ich in Ostberlin vor der ‚Wende‘? Nicht oft: Ich besuchte das Pergamonmuseum, speiste beim ‚Gastmahl des Meeres‘ und kaufte in einer Buchhandlung Unter den Linden Bücher und Platten. Nach diesem Anfangsprogramm fiel mir zu Ostberlin nicht mehr viel ein. Dorthin fahren mit der umständlichen Voranmeldung über das Besucherbüro und dem Zwangsumtausch – wofür? Ich hatte weder Verwandte noch Freunde in Ostberlin. Auf der westlichen Seite dagegen gab es viel zu erkunden. In der Stadtmitte verblasst inzwischen allmählich das Erscheinungsbild der früheren Hauptstadt der DDR. Es wird gebaut, rekonstruiert, repariert …. es ist auch die Suche nach einer neuen Identität. Wieviel DDR darf dabei sein? Wieviel Repräsentanz von früheren geschichtlichen Orten und Gebäuden?
Das Schloss/Humboldtforum steht. Ich habe dort vor kurzem die Ausstellungsräume mit Kulturgegenständen aus Asien, Afrika und Ozeanien besichtigt in überwältigender Fülle und Qualität. Es war kein Problem, eine Eintrittskarte zu bekommen: stehen in einer kurzen Schlange vor den Ticketschaltern, eine halbe Stunde warten, keinerlei Voranmeldung im Internet. Jetzt weiß ich, was im Schloss ‚drin‘ ist und auch, dass man mehrfach hingehen muss, um die Sammlungen gebührend zu betrachten und zu bewundern.
Aussenministerium auf dem Platz der Bauakademie; Bauplatz Einheitsdenkmal; Berlin 1952 vor der Bauakademie; Schloss – Nationaldenkmal-Kaiser-Wilhelm 1900; Stadtschloss; Bundesarchiv-Bild-Stadtschloss-Abriss; Freiheits-Wippe; Gemauerte Ecke der Bauakademie-Berlin; Schlossplatz – DDR 1968; Friedrich Wilhelm Klose
In der unmittelbaren Nachbarschaft des Schlosses wird jetzt der Wiederaufbau der Bauakademie von Karl Friedrich Schinkel in Angriff genommen. Es wurde 1836 fertig und Schinkel bezog dort eine Dienstwohnung. Die Bauakademie war außen wie innen ein überaus nobler Bau und gleichzeitig ‚progressiv‘, insofern als es ein Prototyp war für unzählige nichtkirchliche Ziegelbauten in Berlin, z.B. Schulen. Auf dem Gemälde von Friedrich Wilhelm Klose sieht man die Bauakademie am Spreekanal mit einem äußerst niedrigen Wasserstand – es war wohl ein besonders trockener Sommer. Auf der anderen Seite des Kanals befinden sich die Gebäude der ‚Schlossfreiheit‘, sie verdecken die Sicht auf das Stadtschloss dahinter. Diese ‚Schlossfreiheit‘ samt Flussbad im Spreekanal wurde abgeräumt, um dem Nationaldenkmal von Kaiser Wilhelm II Platz zu machen. Es wurde errichtet in den Jahren 1895 – 97. Die Bürgernähe der früheren preußischen Könige verschwand, es gab um das Schloss herum nunmehr kaiserlichen Abstand. Die Bauakademie hat es mit Würde ertragen. Nach dem Zweiten Weltkrieg war die Bauakademie eine Ruine, das Schloss wurde gesprengt und das Nationaldenkmal abgetragen.
Auf einem Foto von 1952 steht auf dem Ort des Nationaldenkmals eine Art Galerie gekrönt von einer Taube, der Platz ist offenbar dem Frieden gewidmet. Eine neue Sinngebung für den Standort. Die Galerie samt Taube ist irgendwann wieder verschwunden. Auf der anderen Seite des Kanals sieht man auf dem Foto die Ruine der Bauakademie. Die stand noch bis in die50er Jahre, man hätte sie wieder instandsetzen können so wie die Schlossruine auch. Es gab sogar einen Plan dafür. Daraus wurde nichts, die Ruine wurde abgetragen und das Außenministerium der DDR auf dem Grundstück gebaut. Basta!
Derzeit wird eifrig auf dem Baugrund der Schlossfreiheit/ Nationaldenkmal/ DDR Friedensgalerie an dem Fundament für das ‚Einheitsdenkmal‘ gebaut. Es entsteht wieder ein Gedenkort: für das wiedervereinigte Deutschland. Und die Bauakademie? Einen Investor für ihren Wiederaufbau hat man gesucht und nicht gefunden. Auf dem Grundstück findet derzeit eine archäologische Grabung statt. Eine Bundesstiftung hat die Aufgabe für den Wiederaufbau übernommen.
Dziś będzie krótko. Jest 11 listopada, Święto Niepodległości. 103 lata temu Polska odzyskała swój byt jako niepodległe państwo. Dziś przez Warszawę i inne duże miasta Polski przeszły pochody nazywane „Marszem Niepodległości”, organizowane przez stowarzyszenia nazywające się patriotycznymi, a mające wyraźny rys nacjonalistyczny i ksenofobiczny. Pojawiają się na tych marszach akcenty faszystowskie, choć organizatorzy oficjalnie się do nich nie przyznają. W tym roku Marszowi Niepodległości nadano status formalny decyzją szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Pomyślałam sobie, co na to powiedziałaby Maryla, gdyby żyła? Ona, jako była działaczka opozycji antykomunistycznej, internowana, bardzo długo nie chciała starać się o status kombatancki, zwłaszcza gdy widziała polityczną wojnę polsko-polską wznieconą i prowadzoną przez naszych polityków. Wojnę, w której brał udział także IPN. Wreszcie, namówiona przeze mnie, zgłosiła się, otrzymała stosowne dokumenty i pieniężne świadczenie kombatanckie… To było na rok przed jej śmiercią…
I tak sobie myślę, co zrobiłaby dziś z tą legitymacją kombatancką?
1. w sierpniu 80-tego roku w polsce nie byłem; jako ówczesny student spędzałem wakacje pracując (głównie na saksach) tym razem w austrii, we wiedniu; tematem tamtego lata była początkowo olimpiada w moskwie, no i jej bojkot przez USA i wiele innych krajów z powodu sowieckiej interwencji w afganistanie; pod koniec lipca zaczęły docierać na zachód informacje o strajkach w centralnej polsce, które władze nazywały eufemistycznie “przerwami w pracy”; jako powód podawano postulaty polepszenia zaopatrzenia i natury finansowej; ciekawe, ale sprawa zaczęła się polityzować dopiero od momentu, jak kozakiewicz skoczył po złoto i pokazał swój słynny “gest”; tak więc, moim zdaniem, to jego właśnie powinno się uważać za ojca “sierpniowej rewolucji”.
2. koczowałem wtedy w namiocie na kahlenbergu, w tym miejscu, gdzie stała przed atakiem husaria sobieskiego patrz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Wiedniem, a w namiocie obok mieszkali… turcy z samowarem i telewizorem!! w ogóle nacji na tym polu namiotowym była chyba setka, cale bałkany, pół zamojszczyzny i prawie cały białystok a w ciągu dwóch miesięcy zdarzyło się, jak pamiętam, tylko jedno mordobicie i parę,zresztą drobnych, kradzieży; był to zresztą raczej obóz robotniczy niż biwak
o świcie spływali wszyscy w dolinę dunaju do pracy, by powrócić dopiero przed zmrokiem; na lewo i prawo winnice, grinzing, a w dole miasto, na progu bezkresnej zdałoby się równiny panońskiej. (c.d.n.)
***
Pociąg do butelki
Tegoroczny Ig Nobel z biologii został przyznany po trzydziestu latach od publikacji nagrodzonych badań – to kolejny krok zbliżania się tej rozrywkowej nagrody do jej poważnego odpowiednika. W zeszłym roku laureatem Nagrody Nobla był wszak fizyk uhonorowany wcześniej właśnie jej parodią. W tym roku zaś nagroda z biologii została przyznana za obserwacje, które potwierdzają inne obserwacje, z jak najbardziej poważnej części biologii ewolucyjnej. Biologiczny Ig Nobel został przyznany Darrylowi Gwynne’owi i Davidowi Rentzowi za „stwierdzenie, że pewne gatunki chrząszczy kopulują z pewnymi gatunkami butelek” (w języku angielskim jest tu jeszcze gra słów „beetle-bottle”). Brzmi zabawnie, bo taki jest cel tej imprezy, ale w gruncie rzeczy stwierdzenie, że samce pewnego gatunku chrząszczy bogatkowatych próbują kopulować z odpowiednio wyglądającymi tworami nieożywionymi, jest poważną obserwacją naukową. Może nie obserwacją zasługującą na prawdziwego Nobla, ale z powodzeniem mogącą trafić nie tylko na łamy kolorowych pism, ale i do podręczników. Obserwacja na Nobla nie zasługuje właśnie nie dlatego, że jest bardzo niezwykła, ale w pewnym sensie – trywialna. To, że w przyrodzie osobniki różnych gatunków traktują inne organizmy albo i obiekty nieożywione jak przedstawicieli własnego gatunku, jest całkiem częste. Czasem relacje psów i ludzi trywializuje się stwierdzeniami, że pies traktuje człowieka jak członka własnego stada, czyli psa, a człowiek traktuje psa jak dziecko, czyli człowieka. Czasem pisklę, wychowane przez osobnika innego gatunku, po dojrzeniu zaleca się do przedstawiciela gatunku właśnie swojej matki zastępczej (nawet jeśli jej rolę pełnił człowiek czy – są znane takie przypadki – żółw). Zalecając się jednak, zachowuje gesty własnego gatunku, które przez to zwykle nie zostają właściwie zrozumiane. W takim wypadku popęd seksualny nie zostanie zaspokojony, ale są też sytuacje, gdy brak wspólnej płaszczyzny komunikacyjnej prowadzi do śmierci, gdy jedna ze stron nie rozumie gestu kapitulacji (np. odsłonięcia brzucha przez psa). Są jednak sytuacje, gdy mylnie skierowany popęd płciowy zostaje zaspokojony. U płazów występuje zapłodnienie zewnętrzne, a do spełnienia wystarcza pseudokopulacja, po której obie strony wypuszczają gamety, które robią swoje już w środowisku zewnętrznym (stąd u naszych żab dość częsta jest hybrydyzacja międzygatunkowa). Z tego powodu nagminne jest obłapianie samic jednego gatunku żab czy ropuch, przez samce innego gatunku. Nierzadkie jest wzajemne obłapianie się samców różnych gatunków (zwykle mniejszego przez większego), a zdarza się i obłapianie kamieni. O tym, aby samce płazów obściskiwały butelki nie słyszałem, ale nie wykluczam takiej możliwości. Wystarczy, aby te butelki przypominały ich samice w odpowiednim stopniu. Odpowiednim dla percepcji żabich samców. Percepcja samców pewnych owadów pozwala im na rozpoznanie samic dzięki zapachowi i wzorkom na plecach. Zwykle to wystarcza do właściwej identyfikacji, ale ponad 100 gatunków storczyków w toku ewolucji wykształciło kwiaty, których fragment wygląda i pachnie jak samica danego gatunku osy czy mrówki. Samiec lokalizuje taką udawaną samicę, kopuluje z nią (tzn. tak mu się wydaje), a na narządzie kopulacyjnym przenosi pyłek na kolejną atrapę. W tym kontekście fakt, że znalazł się gatunek chrząszcza, dla którego samców kawałek szkła o odpowiedniej barwie (koniecznie brązowej, zielona nie jest atrakcyjna), krzywiźnie i fakturze (guzki służące tyleż ozdobie, ile zapobieganiu wyślizgnięciu butelki z ręki piwosza) okazał się wierną imitacją samicy, nie powinien zaskakiwać. Nie patrzmy jednak z pobłażaniem na percepcję chrząszczy. Ostatecznie pornografia jest też tylko imitacją. Człowieka podniecić może ciąg śladów zostawionych na papierze przez ołówek albo odpowiedni układ pikseli. Zwłaszcza, kiedy ten układ przypomina kształt od pewnej butelki. Oczywiście, preferencje ludzi, obojga płci, są bardziej skomplikowane niż niż samców Julodimorpha bakewelli, więc mimo pewnych statystycznych trendów, atrakcyjne dla nich mogą być różnorodne butelki. Piotr Panek
No, dobrze. Idźmy śladem języka. Jeśli zaobserwował prawidłowo, to związek jest, tylko nieznany nauce. Jasne, że najlepiej takiego wyśmiać, głośno, żeby wrócił na bezpieczne tory znanego i już w głębokich annałach nauki zapisanego.
@byk Owszem, ma to swój zabawny wymiar. Niestety, jest też wymiar niewesoły. W artykule tylko to zarysowano, ale w wywiadach autorzy zaznaczali, że takie pomyłki dla samców często były tragiczne. W koewolucji kwiatów storczyków i samców błonkówek, którą wspomniałem, samce te (pseudo)kopulują z jednym kwiatem, drugim, ale prędzej, czy później trafiają na samicę. Tymczasem w tym przypadku samce spędzały na butelkach dużo czasu. Autorzy opowiadają, że w zasadzie nie schodziły z nich, chyba że ściągnięto je przemocą. W tym czasie ich narządy kopulacyjne były obiektem ataku mrówek, tak że znajdowano też martwe samce obok butelek, zjadane przez mrówki. Być może brak odpowiedniego otworu do kopulacji tak wydłużał ten marnowany czas. Tak więc butelki te nie tylko są po prostu nieestetycznymi śmieciami, ale – przynajmniej w jakimś stopniu – pułapkami.
@merunka: wiem, wiem, śmiech zabroniony. (wyjątek z listy proskrypcyjnej 1981/10/polska/europa: czeczot, krauze ,mleczko). jak ktoś dokona ciekawego odkrycia należy natychmiast paść na kolana a śledząc wzrokiem pełnym psiej wierności pański palec, wzdychać cicho: cuda, cuda, ogłaszają… p.s. dla wyjaśnienia, czyli co poeta miał na myśli, fakt opisany przez @panka był mi już z prasy fachowej znany; uradowała mnie forma podejścia do tematu!
@panek: w moim wypadku wyważa pan otwarte drzwi; jestem fenomenologiem; bylem nawet na paru wykładach profesora imielińskiego. miech nie był tam zabroniony, a nawet, tuszę się spostponować, konieczny. salute!
Między Rudow a Altglienicke, między sektorem amerykańskim a sowieckim
Altglienicke jest dzielnicą Berlina, administracyjnie przynależną do Treptow-Köpenick, w czasie podziału Niemiec – do sektora sowieckiego. Historyczna gmina Altglienicke z końca XIX wieku wywodzi się z miejscowości Glinik z XIV wieku. Nazwa pochodzi z języka słowiańskiego, od słowa glina i oznacza miejsce lub osiedle na gliniastej ziemi.
I może właśnie glina sprawiła, że planowana ucieczka na drugą stronę miasta w lutym 1987 roku skończyła się dla Lutza Schmidta tragicznie.
Lutz Schmidt urodził się w Zittau, uprawiał kolarstwo wyścigowe, odnosił sukcesy do czasu, gdy odmówił wstąpienia do SED (Socjalistyczna Partia Jedności Niemiec). Ożenił się dość młodo, przekwalifikował zawodowo, zaczął budować dom pod Berlinem w Mahlow. Ani on, ani jego żona Karin nie widzieli jednak swojej przyszłości w NRD.
Jest początek lat 80 ubiegłego wieku.
Z obawy przed szykanami ze strony władz enerdowskich Schmidtowie nie ubiegają się o wyjazd z kraju. Chcą wykorzystać wizytę u rodziny w Bremie, aby pozostać na Zachodzie. Jednak kolejne wnioski o zezwolenie na odwiedziny krewnych w Niemczech Zachodnich zostają rozpatrzone odmownie. Wtedy Lutz Schmidt zaczyna snuć plany wydostania się z NRD, najpierw dość spektakularne, później już bardziej realne. Wraz ze swoim kolegą z pracy, z firmy transportowej VEB Autotrans, podejmują wspólną decyzję ucieczki. Korzystając z oficjalnych wyjazdów w rejon granicy, szukają dogodnego miejsca. 12 lutego 1987 roku mają nocną zmianę, ładują dwie ukryte już wcześniej drabiny na ciężarówkę i jadą na południowo-wschodnie obrzeża Berlina, do granicy sektorów między Altglienicke a Rudow. Rheingoldstraße, a od roku 2009 ulica Lutza Schmidta, prowadzi bezpośrednio na pas śmierci, który w tym miejscu ma szerokość zaledwie 50 metrów. Niestety ich ciężarówka w którymś momencie szybkiej jazdy zbacza z drogi, koła grzęzną w ziemi, a może w altglienickiej glinie. Obaj mężczyźni wyskakują z ciężarówki i znikają we mgle z drabinami.
A potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko.
Ucieczka przez płot sygnalizacyjny wywołuje alarm, jedna z drabin zaplątuje się w zwoje drutu kolczastego. Druga znowu grzęźnie w glinie i nie dosięga rury na szczycie muru. Lutz Schmidt pomaga koledze wdrapać się na mur. Niestety ten traci równowagę i spada na zachodnioberlińską stronę, podczas gdy Lutz Schmidt osuwa się na terytorium NRD. Gdy wstaje, kula strażnika granicznego trafia go prosto w serce. Żona Lutza Schmidta jest zmuszona do milczenia i przedstawienia innej wersji wydarzeń (wypadek samochodowy), w przeciwnym razie władze odbiorą jej dzieci, a ona zostanie umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Dopiero w roku 1995 skazano sprawców zabójstwa Lutza Schmidta, zresztą na dość niską karę i to w zawieszeniu. W dniu 13 sierpnia 2009 roku dawna ulica Rheingoldstraße w Berlinie-Altglienicke, gdzie Lutz został zastrzelony, otrzymała nazwę Lutz-Schmidt-Straße.
Niedaleko ulicy Lutza Schmidta jest cmentarz (Friedhof Altglienicke), jeden z tych murem podzielonych, którego część za kaplicą po roku 1961, czyli po podziale miasta, zlikwidowano i zamieniono na pas graniczny. Prawdopodobnie stamtąd wezwano straż graniczną, gdy Lutz z kolegą uciekali przez mur. Kaplicę i otaczające ją kolumnady niedawno odnowiono, w dużej części zrekonstruowano. Za kaplicą, na dawnym pasie granicznym ułożone są w półkolach głazy narzutowe, upamiętniające żołnierzy z parafii Niederschöneweide, poległych podczas I wojny światowej. Na obelisku widnieją 144 nazwiska.
Przy wejściu na cmentarz po lewej stronie od niedawna znajduje się też inne miejsce pamięci, pamięci o ofiarach nazistowskiej przemocy. Ponad 1360 nazwisk, w tym 430 Polaków. Każde zapisane innym charakterem pisma przez współcześnie żyjących, później przeniesione na szklaną zieloną ścianę, ustawioną na cmentarzu w kształcie litery L. Autorami miejsca pamięci są artystka Katharina Struber oraz architekt Klaus Gruber.
W latach 1940-1943 ofiary z obozów koncentracyjnych i ośrodków zagłady chowano w anonimowych grobach urnowych w zbiorowej mogile przy wejściu cmentarza. Do dzisiaj na polu urnowym zachowany jest pomnik z lat 50 ubiegłego wieku z napisem Den 1234 ermordeten Antifaschisten, deren Asche hier bestattet ist (Pamięci 1234 zamordowanych antyfaszystów, których prochy spoczywają w tym miejscu). Dzięki zaangażowaniu emerytowanego inżyniera kolejnictwa Klausa Leutnera i innych osób prochy ofiar z obozów koncentracyjnych z Dachau, Sachsenhausen, Buchenwald i wielu innych miejsc zbrodni hitlerowskich odzyskały swoją tożsamość.
Za cmentarzem w kierunku zachodnim droga muru przebiega nad tunelem autostrady A 113. W latach 50 ubiegłego wieku inny tunel wywołał sporo sensacji i zamieszania. Był to tunel szpiegowski, a zbudowali go Amerykanie i Anglicy, pod kryptonimem Operacja Gold.
Przebiegał on na odcinku około 450 metrów wzdłuż cmentarza po jego północnej stronie, łączył Rudow w sektorze amerykańskim Berlina z Altglienicke w sektorze radzieckim. Zbudowany został po to, żeby podsłuchiwać rozmowy telefoniczne pomiędzy radziecką administracją wojskową w Karlshorst, lotniskiem Schönefeld, Poczdamem, Wünsdorfem i Moskwą.
Po podłączeniu się do kabli telefonów w strefie sowieckiej, nagrywano rozmowy dowódców wojsk radzieckich. Nagrane taśmy wysyłano codziennie do Waszyngtonu i Londynu. Tunel szpiegowski działał przez 11 miesięcy i 11 dni. Rosjanie twierdzili, że odkryli go całkiem przypadkowo. Prawda jednak była zupełnie inna. Dzięki oficerowi brytyjskiego wywiadu, który pracował również dla KGB, Sowieci poznali plany Operacji Gold jeszcze przed jej rozpoczęciem, mogli więc przygotować inne połączenia telefoniczne, przez inne kable albo przekazywać zachodnim aliantom fałszywe informacje.
Do części tunelu dokopano się podczas budowy owej wspomnianej już autostrady. Część, którą wykopano, przewieziono do Muzeum Alianckiego (AlliiertenMuseum) przy Clayallee. Siedem metrów stalowej rury o średnicy około dwóch metrów zajmuje jedno pomieszczenie w dawnej bibliotece im. Nicholsona, w której obecnie mieści się muzeum aliantów.
Prawdopodobnie reszta rury, tworzącej tunelu nadal tkwi sześć metrów pod ziemią i skrywa swoje tajemnice, które od początku były znane.
Park Krajobrazowy Rudow-Altglienicke w Berlinie został otwarty w 2009 roku i jest zadośćuczynieniem za zbudowaną w tym miejscu autostradę A 113. Duża część autostrady biegnie drogą dawnego muru, kiedyś dzielącego miasto. I żeby nie wyglądało, że miasto jest znowu podzielone, przy parku powstały tunele, aż do Rudower Höhe, a nad tunelem na nowo oznaczono drogę muru, łąki obsiano szałwią i lawendą, posadzono drzewa owocowe. Między Rudow (kiedyś w Berlinie Zachodnim) a Altglienicke (kiedyś w Berlinie Wschodnim) nie ma już granicy, wież obserwacyjnych, zasiek, patroli. Przy Rudower Höhe, wzniesieniu, jednym z wielu, które powstały z powojennych gruzów miasta, została jeszcze część muru wewnętrznego (Hinterlandmauer), ze względów bezpieczeństwa i ochrony przed dzięciołami w tej chwili już za płotem. Na dawnym pasie granicznym pasą się owce, a nową drogą muru mkną rowerzyści, zapaleńcy uprawiają jogging, spacerują rodziny z dziećmi.
Świąt ci u nas więcej niż dni w roku. Dziś obchodzimy Europejski Dzień Wynalazcy, ustanowiony przed sześciu laty przez berlińskiego twórcę i przemysłowca Gerharda Muttenthalera – w hołdzie dla prześlicznej Hedy Lamarr, urodzonej 9 listopada 1914 roku w Wiedniu, kobiety, która w czasie II wojny światowej postanowiła pomóc aliantom w walce z Hitlerem. Opracowując pewien system transmisji fal radiowych, który mógł zakłócić pracę wrogich wyrzutni torpedowych, stworzyła ona jednocześnie próg startowy dla takich współczesnych, bezprzewodowych technologii, jak Wi-Fi, WLAN czy Bluetooth.
Swoją popularnością Hedy ustępowała takim wynalazcom jak chociażby Thomas Edison czy Nikola Tesla, jednak była równie utalentowana i dlatego warto przybliżyć jej portret.
Pochodziła z zamożnej, żydowskiej rodziny – jej ojciec piastował stanowisko dyrektora banku Creditanstalt, mama była pianistką koncertową. Hedy od dziecka wykazywała wszechstronne uzdolnienia, które wspierali opiekuńczy rodzice. Ćwiczyła balet, grała na pianinie i jednocześnie ochoczo zgłębiała tajniki matematyki, a kiedy skończyła 16 lat, postanowiła że zostanie aktorką. Opuściła rodzinny dom, wstąpiła do szkoły teatralnej i niebawem jej urodę i wdzięk można było podziwiać w filmie Geld auf der Straße. Sławę zyskała jednak trzy lata później, kiedy wystąpiła w Ekstazie. Dzieło wywołało wielki skandal, ponieważ Hedy wystąpiła tam nago, a później na dodatek bardzo naturalistycznie odegrała scenę orgazmu, co dzisiaj jest filmową normą, ale kilkadziesiąt lat temu mogło zaszokować publiczność. Papież Pius XI uznał ten film za „niemoralny i szkodliwy”, a Adolf Hitler zakazał wyświetlania go w Niemczech.
Kiedy Hedy wyszła za mąż za bogatego biznesmena Fritza Mandla, ten z zazdrości próbował wykupić cały nakład Ekstazy. Bezskutecznie. Małżeństwo Hedy i Fritza nie trwało długo, jednak było dla Hedy inspirujące; małżonek specjalizował się w fabrykowaniu broni i produkował systemy łączności radiowej, jego pracami interesowali się więc bezpośrednio Hitler i Mussolini. Wtedy też okazało się, że Lamarr ma również talent do techniki oraz wynalazków.
Była przeciwniczką narodowego socjalizmu i pewnego dnia w Wiedniu zrobiło się dla niej za ciasno. Zostawiła męża, wyjechała do Paryża, a następnie do Londynu, gdzie wsiadła na statek płynący do Nowego Jorku. Gdy w 1940 roku niemiecki okręt podwodny storpedował brytyjski statek konwojujący setkę dzieci (uratowało się tylko trzynaścioro z nich), postanowiła opracować metodę zakłócenia takich działań za pomocą fal radiowych, co jednocześnie miało zapobiegać przejęciu przez przeciwnika kontroli nad alianckimi torpedami. Wraz z przyjacielem, kompozytorem i wynalazcą Georgem Antheilem, zarejestrowała w urzędzie patentowym odmianę systemu, który pozwalał rozpraszać widmo w systemach szerokopasmowych, znanego dziś jako frequency-hopping spread spectrum FHSS. Najistotniejsza jego zasada stanowiła: aby uniemożliwić przeciwnikowi przejęcie kontroli nad pociskiem podwodnym, trzeba sygnał sterujący wysyłać metodą często zmieniających się częstotliwości. Armia odniosła się do tego wynalazku sceptycznie, ponieważ wydawał się zbyt skomplikowany i dopiero 20 lat później, podczas blokady Kuby, z powodzeniem go wykorzystała.
Hedy Lamarr, której właściwe, rodowe nazwisko brzmiało Hedvig Eva Maria Kiesler, zyskała więc sławę także jako wynalazca (wynalazczyni?), niezależnie od faktu, że nigdy nie zarobiła na tym ani centa. Prawda – nie miała w tej dziedzinie konwencjonalnego przygotowania naukowego, ale była zdolnym samoukiem. Nie zmienia to jednak faktu, że w Hollywood, w latach czterdziestych Hedy należała do czołowych gwiazd srebrnego ekranu, wiodła bogate życie erotyczne i towarzyskie (jej kochankiem miał być m.in. John F. Kennedy) i sześciokrotnie wychodziła za mąż. Rozpisywały się o niej gazety, tytułując ją najpiękniejszą kobietą świata i najseksowniejszą aktorką. Niestety później zaczęła się równia pochyła. Kiedy w Hollywood pojawiła się Ingrid Bergmann, Hedy stopniowo popadła w zapomnienie i podzieliła smutny los tych wszystkich gwiazd, o których się mówi, że się wypaliły. Poznała smak niedostatku i niewygodę policyjnej celi, kiedy została zatrzymana za kradzież butów w sklepie. W latach sześćdziesiątych mogła jeszcze wrócić do swojego aktorskiego zawodu, ale musiałaby ukorzyć się przed konkurencją, wystąpić w filmowym targowisku próżności i obłudy, na jakichś tam przyjęciach i pokazach i kłamać na potęgę, czego nie potrafiła. Była zawsze bezkompromisowa i szczera do bólu w krytyce show biznessu, a za to hollywoodzki światek karał bezlitośnie ostracyzmem.
Piękny, twórczy umysł Hedy doczekał się uznania dopiero pod koniec jej życia. W 1997 roku otrzymała, wraz z nieżyjącym już wtedy Antheilem, prestiżową nagrodę loży amerykańskich wynalazców za zasługi dla rozwoju elektroniki – BULBIE Gnass Spirit Of Achievement Award, o której się mówi, że jest odpowiednikiem Oskara dla wynalazców. Zmarła 19 stycznia 2000 roku na Florydzie. Prochy, zgodnie z ostatnią wolą zmarłej, rozsypano w rodzinnej Austrii.
Od jakiegoś czasu znowu jest głośno o Hedy Lamarr. Na początku 2014 roku została wprowadzona do Galerii Sław Wynalazców. 9 listopada 2015 roku z okazji 101 rocznicy urodzin wyszukiwarka Google poświęciła jej Doodle. Jednocześnie za wkład w osiągnięcia filmowe została uhonorowana gwiazdą w Hollywood Walk of Fame, a do kin trafił interesujący dokument Alexandry Dean Hedy Lamarr: Genialna i piekna, pokazujący oblicze naukowe niezwykle zmysłowej aktorki. Tak, była genialna i piękna. Te dwa wyrazy, akcentujące związek fizycznego piękna z wysokim IQ, określają cechy występujące w życiu nader rzadko, ale czasami Pan Bóg w przypływie dobrego humoru łączy je ze sobą. Zanim więc zamówimy w kafejce coś do picia, a później odpalimy komputer albo smartfon i bezprzewodowo połączymy się z internetem, to pomyślmy przez chwilę ciepło o kobiecie, bez której nie byłoby to możliwe.
Zostawiamy ten ciepły wieczór, zielony przepych parku i powoli, noga za nogą, wracamy do domu. Mąż co rusz kiwa głową na nasze smarkate zachowanie w parku, chyba sam sobie nie wierzy, że życie może być zaskakujące, ani jednej sprzeczki, czysta krystaliczna zgoda. Już w domu wymieniamy ze sobą drobne grzeczności. Mąż nastawia czajnik z wodą na herbatę, ja przygotowuję kanapki. Mamy zamiar wspólnie obejrzeć Igrzyska śmierci, film, który obejrzałyśmy z córką w kinie w 2012 roku. Miałyśmy wówczas odmienne zdania na temat tego obrazu.
Jakiś czas po transmisji oboje trwamy w niemym skupieniu. Niepewna zabieram głos. – Wiesz! Ktoś nas powoli przygotowuje na taką sytuację, to celowa superprodukcja wtajemniczonych grup, która może w przyszłości zawładnąć światem. – Władca Pierścieni to też symbol mass control – dodaje mąż. Zdziwiona tym, że mamy takie samo zdanie, co zdarzało się niezwykle rzadko, ciągnę dalej: – Wygląda na to, że już produkuje się młodych, którzy grami, filmami o przemocy, ćpaniem narkotyków są przygotowywani do bycia ludźmi bez empatii. Produkujemy inteligentne roboty, a na świecie rozpoczęło się czipowanie ludzi. Nawet nieświadomym niemowlakom wszczepia się czipy za pomocą szczepionek. – Czy rozmawiamy o Igrzyskach, czy wyprzedzasz jakiś temat? – poruszył się nerwowo mąż. – Nie nadążam za tobą. Pędzisz. Prrrrrr. – Sorry, sorry – przyznaję mu rację i kontynuuję temat, – Igrzyska śmierci to według mnie jeden z etapów nadchodzącej przyszłości. Świat wyniszczony wojnami, w których zginęły całe populacje i nowy świat trzymany żelazną ręką przez jakąś grupę. Jest zamyślony, jakby już był w tamtym świecie. – Czytałem kiedyś, że USA już jest podzielone na dystrykty i ma swój Capitol w Waszyngtonie. Jest plan, że do 2050 roku będzie tak, jak na filmie. Już budowana jest kolej, która ma połączyć Wschód z Zachodem do 2022 roku. Czy przypadkiem nie chodzi o Nowy Porządek Świata i grupę Masonów, którzy chcą przejąć rządy nad nim? Jestem zmieszana, nie mam pojęcia co odpowiedzieć, bo nic o tym nie wiem, więc namiętnie słucham i wyjątkowo nie przerywam. – Ta grupa już istnieje pod nazwą agenda 21. To twór zrzeszający szereg fundacji, stowarzyszeń i bogatych firm, które finansuje ta organizacja. Główne ich założenie ogranicza się do dwóch pięknych haseł, bioróżnorodności i zrównoważonego rozwoju. Mąż zaskakuje mnie swoją wiedzą, zresztą jak zawsze. Jednak wciąż nie mogę uwierzyć, że nadajemy na tej samej fali. On tymczasem opowiada dalej: – Agenda 21 powstała w 1992 roku na Konferencji Ochrony Środowiska, której przewodniczył kanadyjski biznesmen, multimilioner i to właśnie ten człowiek chce podzielić planetę na dystrykty. Taki plan. Narody mają stracić swoją suwerenność, oddać ziemię i zamieszkać w dystryktach, czyli specjalnie wyznaczonych strefach. Już są przygotowane obozy femma w Ameryce i podziemia na lotnisku w Denver. Dzieci będzie się zabierało rodzicom i będą je wychowywały dystrykty. – Mnie też to przypomina nadchodzący Nowy Porządek Świata – wcinam się w słowo. – Nie przerywaj, proszę. Milczę więc i słucham w skupieniu. – Obecne wojny i fale migracji mają doprowadzić do jednej wielkiej wojny, która zapoczątkuje totalną depopulację Ziemi. Agenda 21 ma swoje biura na całym świecie w ponad siedmiuset miastach i każdego dnia tworzy nowe. Chce byśmy żyli w państwie Orwellowskim. Nawet nie wiesz, że już bierzesz udział w Igrzyskach śmierci, tylko że ludzie zajęci swoimi sprawami, oglądaniem seriali, zwykłą egzystencją, nie dostrzegają, że ich dzieci będą żyły jak zwierzęta. Ale, ale, nie zmienisz tego, kobieto. – I tu się z tobą nie zgadzam – wreszcie mogę się wypowiedzieć. – Możemy to zmienić. – Jak? Jesteś tylko małą mrówką w tym kopcu, który nazywa się Ziemia i staraj się żyć tym, co przynosi ci nowy dzień. To była prawdziwie męska odpowiedź, ale myślę i daję kontrę. – Dopóty nie wiemy, że coś jest niemożliwe, wszystko jest możliwe – tak właśnie powiedział słynny magik Dynamo. Przyglądam się jego programom i widzę tam pewien szyfr, kod, w którym chce nam przekazać ukrytą prawdę o możliwości zmiany i odwróceniu sytuacji. Tego nie da się oglądać jak magii. Tam jest drugie dno, które ja widzę. – Ach, moja droga pani, to tylko magia, a Dynamo jest specem w tej dziedzinie. Między Bogiem a prawdą ta cała przyszłość nie dotyczy ani nas, ani naszych córek. Domyślamy się, że na filmach pokazują nam świat, który tak może wyglądać. Tylko utwierdzam się w przekonaniu, że literatura i kinematografia, zwłaszcza amerykańska, coraz śmielej tuczą nas przemocą. Mass media używają tej złej, choć już nieco zgranej karty. Zło jest wszędzie, złem nas karmią i uczą je kochać. A najlepiej sprzedaje się je w filmach o kanibalach, wilkołakach i wampirach. Jasne, młodzi przesiąkają złem płynącym z tych domowych akwariów. – Stop – przerywa mi mąż. – Oglądałaś Matrix. To już przebudzony świat, gdzie rozpoczyna się walka przebudzonych za późno. – A Avatar? – pytam. Chcę być mądrzejsza, – patrzę mu w oczy i sprzedaję mu swoją teorię. – Według mnie, to dobry przekaz, który ma, nam ludziom, uświadomić zależność od Natury, przypomnieć, że wszyscy na tej Ziemi jesteśmy całością. Te filmy pokazują, że nastąpi era Zła, które unicestwi gatunek ludzki lub zminimalizuje go do minimum. Będzie nas, na przykład, pół miliarda. No, ale do tego momentu ludzkość ma jeszcze „deko” czasu. – Zapisz sobie – powiedział mąż – będziesz „deko” mądrzejsza. – Brzmi jak Leonardo da Vinci – odpowiedziałam – „naucz się widzieć”.
Tej nocy byliśmy znowu jak dwa dzikie koty łaszące się do siebie, a ja zrozumiałam, że nowe, ciepłe, zgodne życie jest na wyciągnięcie ręki.
die kinder des neuen jahrtausends gehen in den digitalen kindergarten
in der schule erwartet sie die weiße tafel des displays und kein fehler wird mit der schwamm weggewischt
vollkommen vernetzt werden sie das erwachsenenleben erreichen die sanfte aber bestimmte stimme – sie haben post – wird sie aufwecken in den zeiten der leuchtenden wände und über den himmel marschierenden zahlen
gestern surfte ich im internet und fand einen verlassenen sandkasten
da lagen noch die schaufel und der eimer und die virtuellen blätter fielen von den virtuelen bäumen
ich hörte das summen des rechners er scheint mit der zukunft zufrieden zu sein.
11/11
Tibor Jagielski: po wypiciu wina z cjankali Krügerowie niemal całkowicie wymarli
na zachodzie bez zmian;
w berlinie i brandenburgii zapanowało znaczne ożywienie administracyjne; wygląda na to, że produkcja tesli dawno by ruszyła, gdy nie jaszczurki zamieszkujące nadal (a raczej znowu, bo uciekły z miejsca gdzie je przeniesiono rok temu i wróciły na teren fabryki, pomimo wielu przeszkód naturalnych i sztucznych) terytorium, gdzie dają czadu od co najmniej paru tysięcy lat; tusk, pardon, musk śmiał się w ub. sobotę po pachy z sądownictwa niemieckiego – nie z nim takie numery! a cała załoga stała na baczność jak nie przymierzając na apelu w magnitogorsku; to będzie, zaprawdę powiadam wam, pierwsza na świecie fabryka z terrarium, otwarta dla wszystkich, ale cholernie droga, a na bilety czekać będziemy musieli latami; angela, die seidene kanzlerin, będzie żyła pewnie jeszcze kopę lat, wiec swojego pupilka w biedzie nie opuści; dopiero cov-69 dopadnie ją, już podeszłą w wieku, podczas spotkania z tuskiem, pardon, muskiem (z okazji jego kolejnej wyprawy z marsa na ziemię w celu inspekcji czy wszystko w kolonii imperium marsjańskiego jest ok i czy poddani są z cesarza zadowoleni) w alpach austryjackich, podczas śniadania, przy barze z piwem w ischgl, a na dodatek w tym samym momencie nastąpi zaćmienie słońca i wszyscy, ale to wszyscy, którzy dożyją tej chwili, będą głośno płakali; (c.d.n)
voll der äpfel der runden speicher der sonnenenergie und keiner gleicht den anderen manche haben rotbäckchen die in der hand lachen bis es kritzelt zwischen den fingern
ein tag voll von stillen sonnentropfen gesammelt ausgebreitet wie gedichte eines buches genannt wink des himmels
Do, 25. Okt 2018
______________________
hinter dem fliess
sturm brachte die kraniche fort jetzt warten die pelzigen quitten um gepflückt zu werden bist du bereit? fragt winter
za strumieniem
burza przegnała żurawie czas zrywać pokryte puchem pigwy czy jesteś gotowy? pyta zima
2011/10/15
abecadło happytalizmu
b – jak bobrobyt funkcja: bobrobyt określa świadomość pojecie: struktura happytalizmu (patrz: h -jak happytalizm) przypomina swoim hermetyzmem żeremie; tam mieszka jej jelita (patrz: j – jak jelita), tak zwane/i udacznice/y (patrz: u – jak udacznica/nik); hasło: bobrze! odzew: zawsze bobrze!
p – jak polski hydraulik ktoś, kto tanio naprawi kran i zagra przy tym na fujarce; w nieśmiertelnych ogrodniczkach, otoczony flotyllą śrubokrętów, niewidoczny, ale wszędzie obecny; inaczej mówiąc taka niewierna, ale bezdzietna, funkcjonująca 24/7 krzyżówka gliny (patrz: g – jak glina) z kopciuszkiem (patrz: k – jak kopciuszek), która znika, jeśli się pstryknie
berlin, 2015 —————————————————————————
Einem Goetheforscher des XIX Jahrhunderts gelang es, ein altes Mütterchen im Elsaß, das noch Friederike von Sesenheim (eig. Brion) gekannt hatte, zu ermitteln. Er suchte die Betagte auf und ließ diese von der schönen Muse des damals zwanzigjärigen Dichters erzählen.
“Riekchen war so ein herziges Kind”, erinnerte sich die Greisin, “jeder im Dorf hatte sie gern.”
“Na, und Goethe?” fragte der Forscher.
“Ah ja, der Goethe, richtig der Goethe”, sagte die Alte, “das war ein Student, der mit unserem Riekchien ging. Wir glaubten alle, es würde ein Paar aus den beiden. Aber eines Tages war er auf und davon, und kein Mensch hat je wieder etwas von ihm gehört.”
______________________________________________
wiadomosci z nie ostatniej chwili ————————————- rok 1877: panika na marsie. na wieść, ze giovanni schiapperelli odkrył kanały na ich planecie, marsjanie wpadają w panikę; jako wyznawcy szatana wiedzą doskonale, iż pozostało im już niewiele czasu na niecnotę, rozpustę i życie w grzechu; prezydentopremiera beelzebuba ogłasza ambitny, ale w ostateczności nieskuteczny, planetarny plan zamaskowania infrastruktury
epilog: rok 2047 telewizja trwam otwiera podwoje na czerwonej planecie. szczecin, lipiec 2010
Worldwide Screening: »The Dissident« von Bryan Fogel am 10. Dezember 2021
The international literature festival berlin [ilb] invites individuals, schools, universities, the media, and cultural institutions to participate in a Worldwide Screening of »The Dissident« by Bryan Fogel on 10 December 2021, the anniversary of the Universal Declaration of Human Rights proclaimed by the United Nations in Paris in 1948.
The documentary reconstructs the background of the murder of the Saudi Washington Post journalist and regime critic Jamal Khashoggi in 2018 and illuminates the geopolitical and power-strategic context of the case.
With the worldwide screening of Bryan Fogel’s film, we want to commemorate Jamal Khashoggi’s struggle for human rights and freedom of press and make sure that his commitment to an open, pluralistic Saudi Arabia is not forgotten.
With the film screening, we would also like to bring into focus the human rights violations in Saudi Arabia, especially the right to freedom of expression and freedom of the press. Saudi Arabia ranks fifth among countries that control the internet through spying techniques, censors and trolls. Dozens of journalists are currently imprisoned or beeing persecuted. Women and queer people who stand up for their rights are also imprisoned and tortured. In 2019, 184 people were executed in Saudi Arabia, more than ever before.
»The Dissident«: American documentary filmmaker and Academy Award winner Bryan Fogel spent two years researching for the film. The two-hour documentary analyses the course of events at the consulate in Istanbul and also sheds light on how those in power in Saudi Arabia suppress freedom of the press and manipulate public opinion with trolls and bots. Turkish investigators, journalists and opposition members in exile, Khashoggi’s fiancée Hatice Cengiz and the former CIA director John Brennan have their say.
Jamal Khashoggi (*1958 in Medina, Saudi Arabia) was the director of the Saudi daily newspaper Al-Watan. As of 2017, he was living in the USA. In his texts, he openly criticised the Saudi Arabian government and was a member of an oppositional Twitter network.
With the Worldwide Screening, the ilb continues the series of Worldwide Readings it has been organising since 2006 on various topics, mainly related to human rights, as well as the first two Worldwide Screenings from 2020.
We are calling for participation in the Worldwide Screening of »The Dissident«. This can be done privately in a cinema, in a cultural centre or theatre, a small circle or in a school. The film »The Dissident« is available as video on demand from various streaming providers in English and German and from August 2021 also as DVD in bookshops. Screening rights must be clarified individually with the distributor – we are happy to provide information about distributors.
Institutions and individuals who would like to participate with a screening on 10 December 2021 are asked to send us the following information by 15 November 2021: Organisers, venue, time, participating actors, event language, link to your website if applicable. The email address is: worldwidescreening@literaturfestival.com. The ilb will announce the events on the website and on social media.More
Weltweite Filmvorführung: »The Dissident« von Bryan Fogel Das internationale literaturfestival berlin (ilb) ruft Kinos, Schulen, Universitäten, Fernsehsender, Medien, kulturelle Institutionen und Individuen zu einer weltweiten Filmvorführung von »The Dissident« von Bryan Fogel am 10. Dezember 2021 auf, dem Jahrestag der durch die Vereinten Nationen im Jahr 1948 in Paris verkündeten Allgemeinen Erklärung der Menschenrechte.
Der Film rekonstruiert die Hintergründe der Ermordung des saudischen Washington Post Journalisten und Regimekritikers Jamal Khashoggi und beleuchtet die geopolitischen und machtstrategischen Zusammenhänge des Falls. Khashoggi wurde am 2. Oktober 2018 im saudischen Konsulat in Istanbul von einem 15-köpfigen saudischen Geheimdienstkommando getötet, als er dort Papiere für seine bevorstehende Hochzeit abholen wollte.Mit der weltweiten Vorführung des Films von Bryan Fogel erinnern wir an Jamal Khashoggis Kampf für Menschenreche und Pressefreiheit und möchten einen Beitrag dazu leisten, dass sein Einsatz für ein offenes, pluralistisches Saudi-Arabien nicht vergessen wird.
Mit der Filmvorführung wollen wir zudem die Menschenrechtsverletzungen in Saudi-Arabien, besonders das Recht auf Meinungs- und Pressefreiheit, in den Fokus rücken. Saudi-Arabien steht auf Platz fünf jener Länder, die mittels Spionagetechnik, Zensoren und Trollen das Internet kontrollieren. Dutzende Journalist*innen befinden sich aktuell in Gefangenschaft oder werden verfolgt. Auch Frauen und queere Personen, die sich für Ihre Rechte einsetzten, werden inhaftiert und gefoltert. 2019 wurden in Saudi-Arabien 184 Menschen hingerichtet, so viele wie nie zuvor.
»The Dissident«: Der amerikanische Dokumentarfilmer und Oscarpreisträger Bryan Fogel hat für den Film zwei Jahre recherchiert. Die zweistündige Dokumentation analysiert den Tathergang im Konsulat in Istanbul und beleuchtet daneben, wie Machthaber in Saudi-Arabien die Pressefreiheit unterdrücken und die öffentliche Meinung mit Trollen und Bots manipulieren. Zu Wort kommen türkische Ermittler*innen, Journalist*innen und Oppositionelle im Exil, die Verlobte Khashoggis Hatice Cengiz und auch der ehemalige CIA-Direktor John Brennan.
Jamal Khashoggi (*1958 in Medina, Saudi-Arabien) war Direktor der saudi-arabischen Tageszeitung Al-Watan. Ab 2017 lebte er in den USA. In seinen Texten kritisierte er offen die saudi-arabische Regierung und war Mitglied in einem oppositionellen Twitter-Netzwerk.
Das ilb knüpft mit dem Worldwide Screening an die Serie der weltweiten Lesungen an, die es seit 2006 zu verschiedenen Themen, vor allem auf Menschenrechte bezogen, veranstaltet sowie an die ersten beiden Worldwide Screenings aus dem Jahr 2020.Wir rufen zur Beteiligung an der weltweiten Filmvorführung von The Dissident auf. Dies kann privat in einem Kino, in einem Kulturzentrum oder Theater, einem kleinen Kreis oder in einer Schule erfolgen. Der Film »The Dissident« ist als Video on Demand bei verschiedenen Streaming-Anbietern auf Englisch und Deutsch und seit August 2021 auch als DVD im Buchhandel erhältlich. Die Vorführrechte sind individuell mit dem Verleih zu klären – gerne geben wir Auskunft über die Distributoren.
Institutionen und Personen, die sich mit einer Vorführung am 10. Dezember 2021 beteiligen möchten, werden gebeten, uns folgende Informationen bis zum 15. November 2021 zukommen zu lassen: Organisator*innen, Veranstaltungsort, Uhrzeit, teilnehmende Akteure, Veranstaltungssprache, ggf. Link zu Ihrer Webseite.
Die E-Mail-Adresse lautet: worldwidescreening@literaturfestival.com. Das ilb wird die Veranstaltungen auf der Webseite und in sozialen Medien ankündigen.Mehr
Ten cytat z wiersza księdza Jana Twardowskiego stał się tak popularny chyba dlatego, że jego metafora w genialnym skrócie ujmuje jeden z największych dramatów egzystencjalnych naszego życia. Sein zum Tode, jesteśmy w drodze do nieuchronnego końca, nasz byt ma tylko taki sens, jaki mu zdołamy nadać. Paradoksalnie myśl katolickiego księdza poety staje się bliska ateistycznej filozofii Heideggera. Musimy być czujni. Musimy się spieszyć. Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny…
Wiersz Jana Twardowskiego mówi o tym, że kochamy wciąż za mało i zawsze za późno. Kiedy myślimy o naszych zmarłych, zawsze pojawia się to przekonanie, że z czymś nie zdążyliśmy. Gdy staram się przypomnieć sobie moje rozmowy z Marylą, z moim Tatą, z moimi Teściami, zawsze mam poczucie, że nie zostały nigdy dokończone, czegoś ważnego nie dopowiedziano, jakaś myśl pojawiła się na chwilę ale zaraz znikła na zawsze, ktoś zmienił temat, ktoś zażartował, coś przerwało rozmowę. Ważne sprawy wymagają namysłu, pośpiech nie jest tu wskazany. Ale właśnie na te najważniejsze zawsze brakuje czasu.
Maryla często powtarzała, że nie lubi się spieszyć. Mówiła to zwykle, gdy pakowała się przed podróżą. Na pociąg wychodziła z dużym zapasem czasu, zamawiała taksówkę, pamiętam, że gdy odprowadzałam ją na dworzec, przyjeżdżałyśmy tam zwykle na godzinę przed odjazdem pociągu. Tę godzinę wypełniał swoisty rytuał. Najpierw szłyśmy do jednego z dworcowych barków, gdzie zamawiałyśmy koktajle owocowe. Siadałyśmy na wysokich barowych stołkach, był czas, żeby jeszcze pogawędzić, przypomnieć najważniejsze sprawy, jakie należy załatwić w najbliższym czasie, zaplanować następny przyjazd Maryli do Warszawy. Potem szłyśmy do kiosku, gdzie Maryla kupowała kilka najnowszych tygodników. Następnie wsiadała do pociągu relacji Warszawa – Berlin.
Maryla nie lubiła się spieszyć, ale myślała stale o tym, żeby zdążyć na czas. Dotyczyło to zwykle ludzi, bliskich, znajomych. Wynikało chyba z doświadczeń, naszych wspólnych, związanych ze śmiercią rodziców, moich teściów, mojego taty. Wszyscy troje, ja, Tadek, Maryla, mieliśmy poczucie, że z czymś nie zdążyliśmy w porę, nie dopilnowaliśmy, nie nakłoniliśmy do wizyty u lekarza w odpowiednim czasie. I równocześnie poczucie bezradności wobec faktu, że nie byliśmy w stanie podjąć decyzji za kogoś, kto nie chciał zając się poważnie swoim zdrowiem.
Maryla po śmierci rodziców bardzo dbała o kontakty ze znajomymi, zwłaszcza tymi najstarszymi. Zdarzało się, że przypominała sobie o kimś, kogo dawno nie widziała. Mówiła wtedy: Muszę się do niej wybrać, bo może się pewnego dnia okazać, że już nie będzie do kogo. Przez dłuższy czas po śmierci swojej mamy odwiedzała jej znajomą, starszą samotną panią, mieszkającą w pobliżu. Składała jej wizyty do czasu, gdy staruszka zamieszkała w domu opieki, wtedy obowiązek odwiedzin przejął jej krewny.
Pamiętam naszą rozmowę po śmierci cioci, gdy siedzieliśmy w półmroku małej knajpki na grójeckim rynku. Kuzyn namawiał Marylę, żeby nie sprzedawała mieszkania po cioci, ale wynajęła je. Maryla odpowiedziała krótko, że musi sprzedać, bo ma dług wobec pewnej znajomej, osoby w podeszłym wieku. I że musi to zrobić jak najszybciej. Żeby zdążyć.
Na początku marca 2019 roku zadzwoniła do mnie, żeby powiedzieć, że zdążyła spłacić mieszkanie w Berlinie.
Wydaje mi się, że myśl, aby zdążyć na czas, była jedną z najważniejszych w życiu Maryli. Dotyczyło to zarówno relacji z ludźmi jak i jej pracy. Już na szpitalnym łóżku zdążyła dokończyć tłumaczenie filmu Siłaczki.
W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów, W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście Pożółkłe i zbyteczne, — z duszą, niby ołów, Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot, Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot Siedzi, dumając nad tem, że dumać nie warto, I pośmiertnem spojrzeniem, co nie sięga dalej, Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej, Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.
Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża, Ażeby go powołać na wspólne biesiady We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża, Rozpraszają dla gościa. Gość niezłomnie blady Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.
Niegdyś skrzydła wiatraków sen, posłuszny wiośnie, Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków, A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie, Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków, I — nieufny — uśmiechem szyderczym przesłania Możliwość nowych błędów, snów i opętania.
I nie postrzega nawet, jak nagle — bezszmerny Anioł do stóp mu składa purpurową różę, Przesłaną od Madonny na znak, że w lazurze Pamięta o rycerzu, który był jej wierny. Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza, Znieważając wysłańca i dawczynię daru, Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru. Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem I, całując go w czoło, przytłumionym głosem Szepcze: „To także od Niej!”… I nagłym rumieńcem Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!