Łucja, jedna z 800 tysięcy (1)

Łucja Fice

18 lat na saksach

2004 rok to rok nowej emigracji z przyczyn ekonomicznych. Problemy z nią związane przerosły i oczekiwania samych emigrantów, i możliwości ich rozwiązania przez polskie władze. Sama jako kobieta w wieku 52 lat, bez pracy i możliwości jej otrzymania, mimo usilnych zabiegów i dobrego wykształcenia, zmuszona zostałam do wyjazdów z kraju na wiele lat. Osiemnaście lat spędziłam po części w Walii, Anglii i Niemczech. W roku 2016 pracowałam jako opiekunka w Passau, w Niemczech, gdy nagle umarł mój mąż. Do jego śmierci nie zdawałam sobie sprawy z psychologicznych konsekwencji mojej decyzji. A przecież, jak wszyscy „późni” emigranci, stanęłam przed koniecznością budowania nowej tożsamości kulturowej. Mieliśmy ustabilizowane życie w Polsce, nie byliśmy już bardzo młodzi, opuściliśmy kraj w poszukiwaniu pracy, a często możliwości leczenia dla nas samych – w Polsce brakuje pieniędzy na leki, na leczenie ‘”twardych chorób”. Liczą się też potrzeby rodziny, auto, mieszkanie, kształcenie dzieci lub, i to już jest wystarczający powód wyjazdu – chęć zapewnienia rodzinie w Polsce godnego utrzymania.

Jestem kobietą, żoną, matką, babcią, na dobre i złe w przyzwyczajeniach i zachowaniach ukształtowaną przez Polskę. Nagle zmieniły się realia, znalazłam się w nowej rzeczywistości kulturowej, zmuszona do asymilacji z obcym środowiskiem. Emigracja czy saksy, nieważne, mają swoje blaski i cienie. Jak wszystko na tym świecie, bo nic nie jest białe i nic nie jest czarne. W Niemczech czuję się jak w szkole, w której uczą mnie na nowo prasować, układać, sprzątać, czyścić, gotować – ale po niemiecku. W wieku emerytalnym ma się już całkowicie sprecyzowany sposób postrzegania świata rzeczywistości, dlatego proces przystosowywania się nie jest bezbolesny, ta cała koherentność z rodziną, do której się trafia.
Byłam jedną z wielu Polek w tym zimnym świecie bezwzględnego dobrobytu. Zależało nam, by postrzegano nas jak osoby równe, które mają, tak samo jak gospodarze, jednakową wartość i są równe wobec prawa. Nie chcemy jednak udawać Walijek, Angielek czy Niemek. Nie chcemy kreować fałszywego obrazu Polki, nie chcemy wyrzekać się własnej tożsamości. Świadomość korzeni, to wartość największa i nic nie może jej stać na przeszkodzie. My, Polki, na szczęście, mamy poczucie własnych korzeni, własnej wartości, umiemy zachować równowagę pomiędzy własną tożsamością z całym polskim bagażem tradycji, a koniecznością dopasowania się do nowej kultury. Polak musi umieć wszystko. I to jest PRAWDA.
Ale są jeszcze „oni”.

W wielu domach czułam się cieniem, zaledwie mijanym przez rodzinę.

Praca, jak praca, ale zmuszanie nas na siłę do przyjmowania obcych tradycji, zwyczajów, obyczajów i ceremoniałów panujących w domach podopiecznych, pomimo wspólnych europejskich tradycji, często przerasta siły opiekunów. Bez zdolności kognitywnych, kompatibilnych nie byłybyśmy w stanie wykonywać tej pracy.

Ale była i inna strona tej pracy – empatyczna. Te wyjazdy nauczyły mnie szacunku do życia, bo były bramą do nowego świata, świata cierpienia i ludzkiej egzystencji.

Te doświadczenia prowadzą do rozchwiania osobowości, wywołują poczucie zagubienia, wyobcowania, bezdomności. I w Anglii, i w Niemczech można spotkać tę ksenofobię, myślenie antyhumanitarne. Widziałam sytuacje wyrzucanie opiekunek za drzwi. Nasze życie było niepewne, a nierzadko też biedne. Bywało, że mieszkałam w bezgranicznie nędznych warunkach. Pracowałam nawet po 300 godzin miesięcznie. Doświadczałam dyskryminacji, odczuwałam na własnej skórze fakt, że postrzega się nas Polaków jako nędzarzy.

Czy to śmieszne, taki brytyjski żart?

– Dlaczego z Wysp Brytyjskich zniknęły łabędzie?
– Polacy je zjedli.

Wykonujemy tę pracę, bo wśród miejscowych nie ma chętnych do tej pracy, jak zresztą do każdej innej ciężkiej pracy. ”Niech pracują emigranci, my wolimy korzystać z socjalu”, tak mówią.
Opiekunka-niewolnica, maszyna do pracy.

Dlaczego? Dlaczego tak musi być?
– Bo Polska to macocha, jak powiedziała mi matka czworga dzieci, tak jak ja wracająca z Niemiec do domu.
Opiekunki wyjeżdżają za pośrednictwem polskich agencji, ale agencje te tylko pośredniczą na rynku pracy i wysyłają Polki nie przygotowane, często nawet bez znajomości języka. Kobiety wyjeżdżają bez żadnego przeszkolenia, nie mając pojęcia o pracy z ciężko chorymi seniorami. Często się zdarza, że jesteśmy dyskryminowane i poniżane, przez nich i przez ich rodziny. Często zadaję sobie pytanie – czy to nowy „rasizm”?
Kim jesteśmy my Polki, opiekunki w Niemczech?

Nie wszyscy znają „nędze” życia opiekunek. Widzą tylko „blaski”: pieniądze. No cóż! Powiedziałabym raczej, to nie „blaski”, to błysk zaledwie. Ta radość z możliwości zarabiania pieniędzy, jedyny powód do zadowolenia. Wspomaganie finansowo rodziny. Ale i to świat zewnętrzny usiłuje nam obrzydzić. W Polsce spotyka nas zawiść, na obczyźnie – pogarda. Nieudacznicy, żebracy. Nasłuchałam się o „biednych Poloczkach” przyjeżdżających do Niemiec po kasę. Tak, musimy przyjeżdżać po kasę, ale nie – nie jesteśmy nieudacznikami.

Po 18 latach pracy mogę powiedzieć, że na szczęście w naszej doli nastąpiła jednak pewna poprawa. Trochę lepsza jest integracja pracowników z Polski, trochę lepiej niż kiedyś informuje się nas, w jakie warunki jedziemy, do jakiego domu, do jakiego kraju, w jakim społeczeństwie się znajdziemy. Gdy wyjeżdżałam 18 lat temu, nie miałam o tym zielonego pojęcia.

Mój apel do wszystkich instancji administracji państwowej, samorządowej w Polsce.
– Nie wysyłajcie kobiet, matek żon, babć, żeby na obczyźnie dorabiały do głodowych emerytur, nie skazujcie „starych drzew”, tych, których się już nie przesadza, na wyobcowanie. Nigdy my nie staniemy się nimi. Chcemy pracować u siebie. Jesteśmy mocne, ale obczyzna niszczy. Nie wyganiajmy kobiet z domów. Chrońmy kobiety, które już tyle lat przepracowały w Polsce. Trzeba tworzyć nowe miejsca pracy, tak, by młodzi mogli wracać. Sama mam dwie córki, które kształciły się na już na zachodnich uniwersytetach i nie myślą wracać.”Do czego?”- mówią. Ich praca wspomaga teraz tamtejszy budżet. I tak myślą cztery miliony młodych Polaków, którzy urządzają sobie życie w Europie i na świecie.

Myślę o integracji, o równym traktowaniu, o tym, że tak bym chciała, aby Unia Europejska stała się naprawdę naszym wspólnym Domem.

Obraz emigracji i saksów w Niemczech przedstawiłam w moich powieściach.

Łucja Fice, jedna z ośmiuset tysięcy opiekunek

22 thoughts on “Łucja, jedna z 800 tysięcy (1)”

  1. Kolokwialnie-każdy jest kowalem swego losu, jak sobie pościeli, tak się wyśpi! Sądzę, iż gdybyś osobiście poznała całokształt emigracji – od podszewki, byłabyś świadoma kuriozalnych zachowań rodaków – również innych nacji! Jak spuszczone ze smyczy stado,,Homo sapiens,, cnotliwe córy Koryntu, oraz rozjuszone różnymi środkami byczki. Z pewnością domyślasz się jak duży wpływ ma logiczne postrzeganie rzeczywistości, mentalność, wiara, kultura osobista, poziom rozwoju intelektualnego, gdzie umiejętność obracania się w takim,,kolorowym,,środowisku, wymaga odpowiedniego hartu ducha, a przede wszystkim psychika odgrywa pierwszoplanową rolę. Niestety, z opanowaniem,,tych emocji,,podobnie jak,,pobudliwy klawisz,,w tych ekstremalnych warunkach, polegając tylko i wyłącznie na sobie, mogą poradzić sobie tylko nieliczni – przyciskając logicznie odpowiednie klawisze! Twoja oferta Lucy-lampka wina, jest bardzo problematyczna dla konesera win, is not acceptable! Może źle wpłynąć na trawienie, już po wypiciu pierwszego chusta.
    Gremium szybko zradykalizować wino może,
    akbar zawołają,
    miast do pisuaaaar,
    w gwar uliczny się wplątają,
    dzieci ubaw będą miały,
    bo konewki oglądały.
    W piaskownicy,
    myszkę Voodoo zabawiały,
    dla koteczka podrzucały,
    kotek szpileczkami ją wygrzmocił,
    oj, z rozkoszą zdrowo się napocił!
    Mokry piasek sitem przecedziły,
    kruszynkę złota zobaczyły,
    w mig do skupu sprowadziły.
    W skupie Alter,
    Orient Spindle 100%,
    Send to Reset, Cycle Stop,
    Delete, klawiszami
    jak przynętą prymitywną,
    bawili się do woli,
    Emergency Stop – Piętaszek Ją wyzwoli,
    z mysiej nory wygramoli.
    Kruszynka była znów szczęśliwa,
    harpun z piersi wyszarpała,
    pełną piersią oddychała,
    Piętaszkowi w buzię dała,
    znów go srodze opiórkała (….)

    1. Panie Epikurze, informuję, że był to ostatni Pana komentarz na tym blogu. Wydaje mi się, że zdołał Pan już rozjuszyć wszystkich autorów, wciąż skrywając się za maską anonimowości. Proponowałam już Panu odsłonięcie przyłbicy i wystąpienie jako JA, czyli obdarzony imieniem i nazwiskiem autor wpisów. Odmówił Pan, Pana decyzja. Ale takie anonimowe gryzienie po łydkach już nam wszystkim nadojadło. Do widzenia – do widzenia, bo jeśli spojrzy Pan nam w oczy jako Pan a nie anonim, to Pana przyjmiemy do grona autorów nawet z kontrowersyjnymi tekstami. Co najwyżej się Panu wtedy oberwie od komentatorów, ale to już będzie Pańska sprawa. “A teraz pa, teraz się wynoście”, jak śpiewał Kniaź Dreptak.

  2. Do EPI KURA. Co było najpierw PANEPI czy KURA. Oto jest pytanie. Na temat, na temat proszę. Mój Apel, to nie filozofia, tylko życie, życie matki, co miała odwagę wyruszyć w świat, bo własny kraj okazał się macochą. Ponad 50 wysłanych CV, dwuletnia walka o pracę. I co? Nadzieją została emigracja, szansa na życie. Na emigrację wyjeżdżali wielcy nasi rodacy i nazwisk nie muszę wymieniać. W Muzeum Emigracji mam swoje miejsce ze swoją małą twórczością, tuż obok tych wielkich nazwisk. Swoim komentarzem obrażasz tych już nieżyjących wielkich, co znosili upokorzenia i trudy emigracji zaliczając ich ( również mnie ) np. do cór Koryntu. Kurza twarz, o co Ci chodzi? Czy mam do czynienia z kimś, komu zgwałcono mózg? Czy taki PANEPI może być bezkarny? Jeśli zgwałcono, to mam przed sobą skrzywdzonego człowieczka i powinnam wysłać go na terapię. Może jakiś guz uciska jego migdałowate ciało i trza to wyciąć (tak tylko myślę, jak Ci pomóc.)
    Uważasz, że świat należy do łajdaków, do zranionych dusz, nie spełnionych KUR? W tym Twoim komentarzu zauważam Twój ból, czyli ból du…. Miast pochwalać za emigracyjną wytrwałość, za pokonywanie barier, za ciężką pracę i branie w obronę Polaków, emigrantów ratujących polski budżet miliardami euro, Ty o córach Koryntu i to, że “Każdy jest kowalem swego losu” Jeśli tak, to dlaczego nie wykułeś w wiecznej skale po wsze czasy swego nazwiska, choćby przydomka, czyli JA PANEPI. Twoje nazwisko nie lśni żadną wielkością. Te Twoje pożal się Boże wierszyki, co wcale nie na temat. To ja Ci oddam TAKIM tekstem w Twoim stylu.
    “Światem rządzi sekretna pomiędzynarodówka
    agresywnego durnia i nadętego półgłówka.
    Areopag jełopów, jałowych namaszczeńców, pompatycznych ważniaków
    i indycznych napuszeńców
    Ty, sceptyczny, zbłąkany
    na ziemi i na niebie
    I taki arogancki I taki pewny siebie”
    Tak to sobie przepiórkałam.

    Następnym razem na temat proszę. Na temat. Blog nie do popisywania się, bo będzie gumka, jak napisała Ewa Maria. Szkoda mi Pana.

    1. No i w końcu wyszło szydło z worka, jaka to “milutka” osóbka ta Lucy. “Pożal się Boże wierszyki”? Lucy, a Pani teksty? – Warci jesteście siebie nawzajem z tym uprawianym tu grafomaństwem. Koło wzajemnej adoracji się zebrało i jeszcze jedno na drugie warczy. “Szkoda mi Pan(i)”, ot co. Ta gumka to by się tu wielu przydała. Przestaję tu zaglądać. Wstyd!

  3. Obserwuję, obserwuję
    i widzę prawie wyrównaną walkę Lucy z Epikurem.
    Prawie, bo on zdążył już wnerwić zawodniczkę Lucy różnymi chwytami poniżej pasa, atakując swoistym systemem, wymagającym wytrzymałaści przeciwniczki, by dobrnąć do końca tej walki, rozpoznając cios, by wiedzieć CO odpierać.
    Lucy trzyma się zasad gry, posuwając się do przodu adekwatnie do tego, w co gra.
    Epikur jakby grając w warcaby, lub halmę, chce wygrać, wpierając przeciwniczce, że przegrywa w szachy. Ale mu się to narazie nijak nie udaje!
    Jestem więc bardzo ciekaw,
    kto rzuci pierwszy rękawicę drugiemu w twarz, zakańczając
    tę trwającą od tygodni grę,
    która w normalny sposób, bez reguł żadnych, nigdy się nie zakończy. Za silne emocjonalne sprzężenie!
    Zawodnicy oboje są bowiem ambitni, wytrzymali, pełni ochoty do dalszej gry!!!!!!!!
    Może się jednak mylę i przeważy
    tu normalne “zużycie materiału?”
    OBS.

  4. OBSERWATORZE. Dzięki za wsparcie i takie spojrzenie. Tak! Już kilka tygodni temu otworzyłam spontanicznie GAMBIT LUCY w literackie szachy. Epikur do tej trudnej GRY się włączył, nie zdając sobie sprawy z upartości i siły umysłu przeciwnika. EPI KUR, ten zwolennik patriarchatu (tak mi się wydaje,) pragnie wygrać i “powalić słabą płeć.” Jeśli się mylę i EPI KUREM jest kobieta, tym gorzej dla nas obu. Uwaga! W międzyczasie mogą zdarzać się tąpnięcia, tornada czy literackie wybuchy wulkanów. Kobiety bywają bardziej okrutne i bardziej tajemnicze. Wskazać mi proszę chłopa, co wygrał z babą, a polska baba nawet diabła na manowce wyprowadziła. W mojej b. starej już balladzie poczęstowałam tego biesa tylko mocnym trunkiem i cyt. (….) Kiedy doszedł już do siebie I zobaczył baby nie ma. Och ! cholera- co ja zrobię, no i w kadzi skończył temat.”
    Tak, prawda. Szanse, jak na razie wyrównane ale nie mam zamiaru kończyć matem, czyli stawiać przeciwnika w sytuacji, która grozi zbiciem króla z piedestału słów. Pisałam już coś o takiej żonglerce. Zobaczymy, jeszcze gramy. Czy wiecie moi drodzy czytelnicy, że zakończenie gry matem jest rzeczą dosyć rzadką? Większość graczy, po prostu się poddaje. Zaczekam na ten moment, ewentualnie będę zadowolona, jeśli GRĘ zakończymy REMISEM, choć ambicjonalnie, wolałabym NIE!!! Ja, zodiakalny SMOK i tajemnicza RYBA, jednocześnie zieję w tej chwili ogniem i taka ognista wyruszam na regatową wyprawę, ale nie jako pirat, tylko prawdziwy bosman, przecież każda GRA ma swoje zasady. Mam tylko w zanadrzu harpuny słów. Wspierajcie mnie moi drodzy, za co już z góry Wam dziękuję.

  5. Za pozwoleniem – mogę zapytać, co najbardziej zadziwiające jest w ludzkości, odpowiem, iż Człowiek! Poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze, następnie poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości,! W związku z tym, nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości, żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak na prawdę nie żyjąc! Najbardziej lubi żyć w przeszłości, rozpamiętując w kółko różne krzywdy, nieszczęścia porażki swoje jak również innych! A jakie ambicje ma dziś człowiek!? Znalezienie dobrej – wysoko płatnej pracy, kupno dobrego środka lokomocji, wyjazd na,,bezpieczny urlop,, posiadanie odpowiedzialnego partnera, statusu społecznego zapewniającego stabilne życie! Można dużo wymieniać, tych priorytetów dot. Big Business. Ogólnie, to pragniemy szczęścia nie bardzo wiedząc na czym ono polega! Życie bywa frustrujące, wkurzające – z patologią mamy do czynienia wszędzie! Czasem szczęście, zadowolenie wydają się być osiągalne jedynie w najskrytszych snach czy marzeniach! Jedną z najlepszych rzeczy w życiu jest możliwość jego zmiany i poprawy, tylko czy Rozum – Ego, na to pozwoli!? Jak już wspomniałem – godnie, ciesz się życiem. Można sobie wypracować umiejętność zmiany myślenia i działania – tego życia. Tak mawiali nasi protoplaści! Nawet najmniejsze zmiany mogą prowadzić do największych transformacji życiowych – sama jesteś tego przykładem. Jeśli faktycznie chcesz poczuć,,to coś więcej,, odkryj swoje zdolności , znajdź w sobie nawyki do ich systematycznego wyrabiania! Niech konstruktywny sen będzie Twoim priorytetem – pozwoli znaleźć kapitalne życiowe rozwiązania. Zabawa jest nie tylko dla dzieci, w ten sposób Ty także możesz się rozwijać. Konsumuj tylko pozytywne informacje, oddzielając plew od ziarna – tam nie ma nic dobrego i pozytywnego. Logiczne, iż jest konieczność zapoznania się z każdą treścią! Zawieraj pozytywne przyjaźnie. Bardzo ciężko być szczęśliwym, gdy otoczeni jesteśmy przez wampiry energetyczne – wciąż niezadowoleni ludzie, uczestnicy różnych,,chorych,, protestów ulicznych, maniacy poklepując Twoje plecy! Trenuj mózg – Twój otwarty umysł ( otwarty znaczy szczęśliwy, pozbawiony kompleksów ) zaprzyjaźni się z naturą, a przy odrobinie szczęścia, sprzyjających warunkach wsłuchując się w kukanie kukułki doświadczysz,,tego czegoś dla większości niedostępnego, nieosiągalnego – poczujesz błogi spokój wewnętrzny, niemal każdą komórkę ciała biorącą udział w tym procesie, podobnie jak czerpanie tzw. prany z dorodnego drzewa – doświadczysz trudnych do opisania pozytywnych emocji,, gdyż umysł oczekuje wyzwań, tak samo jak ciało i mięśnie. Spróbuj czegoś – czego nigdy nie robiłaś, w co tak naprawdę nigdy nie wierzyłaś, a odkryjesz uśpiony potencjał wiedzy. W terminologii medyczno – psychicznej, posiadanie np. Schäferhund, kotka lub innego zwierzaka, może pomóc w obniżeniu ciśnienia krwi oraz redukcji stresu, tym samym spowolnisz zegar biologiczny. Uświadomisz sobie dlaczego możemy być bezwarunkowo kochani! Kochaj – czysto, prawdziwie, bez kalkulacji. Już dostrzegłaś, że podróżując w nowe rejony, zwykli ludzie rozwinęli Twoje nowe horyzonty postrzegania, które przelałaś na papier. W terminologii materiałoznawstwa jest definicja – zmęczenie materiału, które ma miejsce w Twoim komentarzu wylewając pomyje w nieszczelnym sektorze częstotliwości, świadczy to o nadpobudliwym poziomie intelektualnym – utożsamianiu się z tym środowiskiem! Naucz się logicznie zrozumieć, co zawiera myśl, oraz odpuszczać, kiedy nie jesteś pewna, nie jesteś w stanie zrozumieć, gdyż wszystko ma swój czas dojrzewania, podobnie jak wykucie inicjałów w wiecznej skale! Jak podzielę los mojego Schäferhund z pewnością inicjały zostaną wykute, a może coś więcej…J7,37.

  6. Czy ten komentarz napisal naprawde ostatni Epikur ?
    Czy jakis inny Epikur podszywa sie z kolei pod imie znanego juz nam, aroganckiego Epikura (tego od ping- ponga z Lucy)?
    Alez milo sie czytalo ten ostatni komentarz, bez bezczelnosci, bez agresji i arogancji, bardzo spojny, choc dosc krytyczny…
    Ale sie dzieje!
    Pl.

  7. LUCY do EPI KUR. LUCY, w języku amharskim oznacza „Jesteś wspaniała.” Utożsamiam się z tym imieniem tylko na tym blogu. Winno raczej być “WYTRWAŁA.” Oznaczenie tego imienia znalazłam dzisiaj w sieci, nie wybrałam celowo, więc proszę nie posądzać mnie o zuchwałość. Tak wyszło. Nawet znalezione kości w dolinie rzeki Auasz w 1974 roku zostały nazwane tym imieniem. Ta Lucy była dwunożną istotą, wzrostu około 1 metra. Teraz rozumiem, dlaczego nazwałeś mnie kruszynką w jednym z komentarzy. LUCY z tych archeologicznych odkryć miała mały mózg i niech Cię to pocieszy, ale już LUCY z filmu, trochę since, trochę fiction, to już inteligentna i sprytna kobieta( polecam ten film, na CDA za darmo.)
    Drogi KURZE w EPI CENTRUM tej dyskusji, strasznie się indyczysz, a ja dostaję pazurki. Twoje rady i porady są śmiesznie infantylne, ale przygarnęłam je serca. Dziękuję.
    Prowokuję do dyskusji, ale oczekuję godnego przeciwnika w tej grze słów. Wszak SŁOWA, to mięso. Przygotowałeś tym razem zwykłe mielone, takie z face booka, bo znam ten cytat właśnie stamtąd. Chciałabym czarne trufle polane jeszcze białym jadalnym złotem, bo takie dania serwuje się na blogu Ewy Marii, a co się serwuje ma znaczenie. Oczekuję dobrze okraszonych ziołami zdań, prawd i wniosków. Primo: Jeśli używasz cudzych słów, zdań, cytatów, proszę zaznacz to, chociażby w cudzysłowie. Nie przywłaszczajmy sobie cudzych myśli, bo to intelektualna własność, choć znam z literatury tzw. twórczość paralelną. Cyt. Człowiek poświęca swoje zdrowie, by …https://www.joga-blonka.pl › blog › człowiek
    Secundo; Obserwuję z jaką lubością przedstawiasz argumenty a propos szczęścia i zadowolenia charakterystyczne dla Twojego stylu negacji i sposobu myślenia. Nazwałam Twoje słowa wątpliwości w miłość i szczęście, mizerią z twardych kamieni. Ta Twoja koncepcja na ten temat sugeruje, iż to Ty jesteś bardzo daleki od poczucia szczęścia i tym samym go nie zaznajesz. Poznałam czym jest miłość, bo ją straciłam, a szczęście? No cóż! Szczęście jest, jak dom, każdy sam je buduje. Nie przytoczyłeś żadnego dowodu na to, iż mogę być nieszczęśliwa, a udzielając porad stałeś się groteskowym coatchem. Twoja arogancja podzielenia losu Schaferhunda i pewności wykucia inicjałów jest zdumiewająca. Trzymam Cię za słowo, będę chciała być wówczas blisko Ciebie, służąc radą, które będę przynosiła z własnych snów. W tej chwili pomyślałam, że może jesteś Reptylianinem, ze swoją zdolnością przybierania ludzkiej formy z tej gadzinej, bo takiej zamiany od czasu do czasu doświadczasz. Demaskujesz się powoli, bo człowiek lubi być odkrywany, jak planeta. Kiedy naprawdę odkryję KIM JESTEŚ, to będzie mój sukces i ten GAMBIT królowej i to będzie moje SZCZĘŚĆIE. W tej chwili nie mam stu procentowej pewności ale dowody zbieram skrupulatnie. To Twoje słowa, magnesy, co przyciągają czytelników, więc napiszę, że do mety może czołgać się będziemy w białych prześcieradłach, prosto na cmentarz. Każdy intelektualista ma kota w domu, Ty również, co wynika z dobrych rad, a ja postaram się o psa, najlepiej charta i razem będziemy robić codzienne kilometry, nawet wtedy, gdy zima będzie trwać. Dzisiaj zaliczyłam 25 kilometrów na rowerze, byłam na pewnym spotkaniu, odpowiedziałam na Twój komentarz i zrobiłam wiele innych rzeczy. JESTEM DZISIAJ SZCZĘŚLIWA , bo napiłam się 30 % kawy z pomarańczą. Wszak dzisiaj moi mili o 21,21 rozpoczęła się jesień, więc to uczciłam. Na JUTRO, życzę wszystkim SZCZĘŚĆIA, niespodziewanych zwrotów akcji, powodzenia we wszystkim i niech tak się stanie. AMEN i DOBRANOC.

  8. Oj! Kaziuk, Kaziuk! Raczej Pani Kaziu, może Alinka, może Grażynka. Wiersz, który się Pani nie spodobał, to poezja Mariana Hemara, (poety, satyryka, komediopisarza dramaturga, tłumacza poezji, autora tekstów piosenek. Urodził się 6 kwietnia 1901 we Lwowie, zmarł 11 lutego 1972 w Dorking pod Londynem. Wszelkie skargi kierować do NIEBA. Zawsze to, co zaznaczone cudzysłowem jest tekstem obcym, ale o tym wiedzą, tylko ci, co czytają książki. Osobiście poezji od dawna nie uprawiam ale wybrałam coś dla Pani, koleżanko. Czy trafi do Twojego serca? Czy to wg. Ciebie poezja? Cyt.
    “(…) Ja też nie wybierałam
    ale nie narzekam
    Mogłam być kimś
    o wiele mniej osobnym
    Kimś z ławicy mrowiska, brzęczącego roju
    szarpana wiatrem cząstką krajobrazu
    Kimś dużo mniej szczęśliwym
    hodowanym na futro
    na świąteczny stół, czymś co pływa pod szkiełkiem
    (…) Los okazał się dla mnie jak dotąd łaskawy
    Mogła mi być odjęta skłonność do porównań (…) ”

    Jutro nie będę pamiętać, że dzisiaj była środa.
    P.S. Hmmmm, zapomniałam, że już tu nie zajrzysz z powodu do mnie obrzydzenia.

  9. LUCY, jako Diotyma
    Myślałam, że ten Kaziuk, to będzie nowy filozof, bardziej współczesny i bardziej nowatorski, który wniesie na blog Ewy Marii innowacyjną myśl z którą będzie ewoluował w kierunku, może nowego nurtu?! Jego całkowicie nowatorska analiza mojej twórczości i osoby ukazuje ten świat ludzki i intelektualne różnice. Cudna jest ta obserwacja. Mam zadanie. Spróbuję zrozumieć to zjawisko niechęci pewnego gremium do piszących na blogach. Co innego, jakieś kulturalne tąpnięcia czy chwilowy wybuch o nieprzekraczającej temperaturze wulkanu słów. To się zrozumie, ale jeśli ktoś nie jest w stanie dołączyć do Lucy czyli Diotymy, którą broni Sokrates, Platon i dołączyć do równie inteligentnego Epikura i Obserwatora, wówczas, taki Kaziu posługuje się dedukcją more geometrico, czyli bardzo uproszczonym sposobem słów cyt. “No i w końcu wyszło szydło z worka, jaka to “milutka” osóbka ta Lucy. Pożal się Boże wierszyki”? Lucy, a Pani teksty? – Warci jesteście siebie nawzajem z tym uprawianym tu grafomaństwem. Koło wzajemnej adoracji.” Rozumiem takie słowa, jako niespokojne pożądanie zaspokojenia swojego apetytu na dyskusje z nami. Przykro mi, Diotyma odmawia.

  10. Proszę traktować moje komentarze do Waszych komentarzy tylko i wyłącznie, jako świetną zabawę, GRĘ, a nie wojnę. To tylko słowa, co czają się do skoku i tylko litery, co mogą do snu się źle ułożyć. Czasem niechcące zdania, co nie będą miały ratunku w obronie. Proszę patrzeć na wszystko z przymrużeniem oka, bo samo życie jest już okamgnieniem. Tu na blogu jest inny świat, sami go kreujemy ale panują pewne prawa i tego się trzymajmy, bo nie wiemy kiedy nas od “prądu” odłączą. CZAS. Pozdrawiam.

  11. Piętaszek proszantus smokantus – gnojantus wyrzutantus na polantus, na polantus gnojantus wsiąkantus powolantus… niewkopantus, wrzutantus na blogantus, niewiaściantus doprowadzantus godnościantus w ośmieszantus reputantus, naiwnantus bosmantantus żeglutantus, do dryfantus! ну почему ты смотришь wstydantus – концерт не будет не поймешь!

    1. DO EPIKUR
      Czym jest ten ostatni niepoważny wpis, pisany zresztą pod wpływem procentów? Nie pasuje do Twojej zdemaskowanej już sylwetki. Nie igraj proszę, bo od bycia kloszardem dzieli ciebie tylko kobieta. Myślałam, że z kimś inteligentnym będę pisać fajne inspirujące się nawzajem teksty. No cóż Wyszło inaczej.

    2. Zwracam się z pytaniem do innych aktywnych komentatorów. Zostawić ten komentarz, czy go wyrzucić? Autora i tak już pozbawiłam prawa komentowania na blogu

  12. Cała przyjemność po mojej stronie. Jak już nadmieniłem, zaintrygowany jestem od pokoleń, co najbardziej zadziwiające było i jest w ludzkości – niezależnie, czy mamy do czynienia z osobami na dorobku, czy szczycący się różnymi tytułami, brak jest logicznego sensu, brak jest logicznej spójności, w różnych komunikatach, przekazach, komentarzach czy orędziach ( nie wspomnę o Gdańskim orędziu – na początku, było słowo złego polaka….) Jak wspomniałem, zabawa jest nie tylko dla dzieci….Częstotliwość wymaga dostrojenia, na podstawie odpowiedniej nawigacji odbywa się żeglowanie, w wodzie, na lądzie jak i w przestworzach. Gra w szachy, też wymaga odpowiednich predyspozycji, logicznych ruchów – czym innym są ruchy pionów, a czym innym umiejętne poruszanie figurami (Laufer,Wieża, Koń, Królówka ) tym samym jestem wdzięczny, iż miałem przyjemność poznać (sądzę, że szczerą, wrażliwą tożsamość twórczości ) od kuchni, to było faktycznie ekscytujące – poznać całokształt!
    Min. cyt; Czy mam do czynienia z kimś, komu zgwałcono mózg? Czy taki PANEPI może być bezkarny?Jeśli zgwałcono, to mam przed sobą skrzywdzonego człowieczka i powinnam wysłać go na terapię. Może jakiś guz uciska jego migdałowate ciało i trza to wyciąć(tak tylko myślę, jak Ci pomóc.)
    Jednocześnie zieję w tej chwili ogniem i taka ognista wyruszam na regatową wyprawę, ale niejako pirat, tylko prawdziwy bosman, przecież każda GRA ma swoje zasady. Mam tylko w zanadrzu harpuny słów. W międzyczasie mogą zdarzać się tąpnięcia, tornada czy literackie wybuchy wulkanów.
    Kobiety bywają bardziej okrutne i bardziej tajemnicze. Wskazać mi proszę chłopa, co wygrał z babą, a polska baba nawet diabła na manowce wyprowadziła.
    Drogi KURZE w EPICENTRUM tej dyskusji, strasznie się indyczysz, a ja dostaję pazurki. Twoje rady i porady są śmiesznie infantylne…Szanse, jak na razie wyrównane ale nie mam zamiaru kończyć matem, czyli stawiać przeciwnika w sytuacji, która grozi zbiciem króla z piedestału słów.
    Pisałam już coś o takiej żonglerce. Zobaczymy, jeszcze gramy. Kiedy naprawdę odkryję KIM JESTEŚ, to będzie mój sukces i ten GAMBIT królowej i to będzie moje SZCZĘŚCIE.
    Proszę traktować moje komentarze do Waszych komentarzy tylko i wyłącznie, jako świetną zabawę,GRĘ, a nie wojnę. To tylko słowa, co czają się do skoku i tylko litery, co mogą do snu się źle ułożyć….
    Czyżby!?

    1. A jednak odpiszę, choć mówiłam, NIE! Carpe Diem ( z poezji Horacego.) Uśmiechnij się Epikurze, uśmiechnij się do SŁÓW, uśmiechnij się czytelniku, bo nie wiemy, czy JUTRO nie obudzi nas szokowa wiadomość na pasku dziennika TV. Też od kuchni. Miksuję: posługując się Intuicją, obserwacją, logiką, to z całości Twojego pisania Epikurze wyłania się człowiek, który miał aspiracje być liderem, politykiem, ale nie wyszło. Zaprzepaścił. Buszuje teraz na blogach, krytykuje, wciąż niezadowolony, nienasycony, karmi się energią upatrzonej ofiary. Zapomniał tylko, że są osoby, które zabraną energię z powrotem odbiorą. Myślę samodzielnie, choć nie tak byś chciał. Nie patrzę na życie, jako bateria systemu, choć tak Ci się wydaje. To Ty, ślepo popierasz jedną z doktryn, a nienawidzisz pozostałych. Twoja osoba pachnie mizoginem. Nie martw się, Tołstoj i inni wielcy różnych epok też tacy byli. Wiedzę, tak jak ja zdobywasz z różnych źródeł. Podpowiadam, że w moich felietonach, moje poglądy, opinie, wnioski wysnute są na własnych doświadczeniach. Skończmy Waść, te utarczki, zawrzyjmy pokój, bo blog Ewy Marii nie temu ma służyć, a bezmyślnym życiem żyć nie warto.
      Wierzę, że
      “Jest w ludziach i to w każdym prawie
      nierozwinięta piękna istota
      W nędznej z wadami oprawie
      Zmieszana z gliną mała bryłka złota” -nie znam autora.

  13. Obserwuję, że gra powyższa już zakończona , myślę, że tylko dzięki ingerencji zewnętrznej
    Ewy Marii, która jakby rolę sędziego w tej grze spełniała.
    I uznała ona za stosowne jednego z graczy ( Epikura) z pola gry usunąć.
    I chyba dobrze się stało, gdyż oboje grający powoli zaczęli rozwijać jakby niebezpieczny chwyt “szczękościsku buldoga”,
    co nic dobrego, dla końca tej gry
    a i dla obojga graczy nie wróżyło.

  14. Ontario się kłania! Ktokolwiek, to był ten Epikur – łebski facet, do myszki mikki dotarło, że było to,,farewell party,, przychyliła się do prośby pana Kazia – jestem za a nawet przeciw…..

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.