Podczas jednego z wykładów prof. Czarnocki zauważył, że w ostatniej ławce dwóch studentów gra w karty. Profesor przerwał wykład i poprosił, aby grający do niego podeszli. Zapytał, w co grają, a oni odpowiedzieli, że w pokera. Na pytanie o stawkę odrzekli, że grają o 5 zł za punkt. Profesor zdziwił się, że grają tak nisko, wyciągnął z kieszeni 10 zł i dał im, mówiąc: „Ja w waszym wieku też grałem w pokera, ale o wieś, a czasami o kilka wsi. Przykro, że gracie tak nisko, a teraz słuchajcie wykładu, bo to wam się bardziej w życiu przyda niż gra w karty”.
(prof. Janusz Emerich, “Wspomnienie o prof. Wilhelmie Czarnockim”)
Poruszenie wzwyż, przepuszczenie sennego świstu powietrza, i osunięcie się na wycyzelowane ramy podstawy. Chwila spokoju, słońce muska łagodne wzgórki lodu niczym oszlifowane czułą ręką rzemieślniczą. Fala wzbiera znów, uniesienie, oddzielenie, odepchnięcie, płyta z westchnieniem opada.
Drugą część zimowych wakacji angielskich spędziłam w Kornwalii, czyli na tym sięgającym w Ocean Atlantycki cyplu angielskiej wyspy położonym na południowym zachodzie od… wszystkiego. Za Kornwalią jest ocean, za oceanem Ameryka.
Wakacje w Kornwalii zapewnili mi Kasia, której cioteczną babką była teściowa mojej teściowej, oraz jej mąż Clint. Bardzo im dziękuję!
Ludzie myślą, że są bezsilni w starciu z systemem. Są bezsilni, bo grają zgodnie z regułami narzuconymi przez system. Nie mają odwagi wyjść poza wszelkie reguły. Stary Burnus mówił, że lepiej z mądrym przegrać, niż z głupim wygrać. Co robić, żeby z głupim nie przegrać. Grać absurdem. Nie wiem, czemu to działa? Za każdym razem jestem zdziwiony, jak działa.
Zdzira podstępna Zapada żelbetonowa kurtyna Widząc promień słońca Spada gilotyna Wyczuwając iskrę nadziei Idzie z tobą do sklepu Byś się zgubił wśród półek Byś wybiegł spocony oszalały Ona idzie z tobą do łożka Żebyś nie zasnął spał w malignie Żebyś w śnie chodził w smole Żeby być przy twoim obudzeniu I cię ukrzyżować
Depresja siedzi na chodniku Nie zawsze cuchnie brudem i alkoholem Jedzie pociągiem nie chce wysiąść Patrzy w kałużę chce utonąć
A jeśli mnie spotkasz Zobaczysz czarne łzy Głuche wycie krzyk ujadanie niemocy Nie mów weź się w garść Bo ci wyrwę język Nie radź jakoś to będzie Bo ci przegryzę tętnicę Weź mnie za rękę Pójdźmy razem po pomoc Uporządkujmy moje rachunki Usuńmy stare kurze I bądź czujny nowe czyhają
***
Widziałem dziś jak cię zabrał wiatr Wciąż czekam wciąż się oddalasz Nie odsłonię okien już bo widziałem jak cię porwał wiatr Liście zamiatają po tobie ślady Nie mam prawa czekać bo widziałem właśnie jak cię uwiódł wiatr Wkrótce kolory zakończą swój taniec a chłodny garb melancholii wyrośnie na moich plecach Widziałem dziś jak się nie opierałaś by cię zabrał wiatr
*** Zatrzymałem się w tym miejscu Niewymownie podobnym do ciebie Przykucnąłem na liściu wodnej lilii Nasłuchuję wśród trzciny Wiatr jakby niósł twój szept Bądź tu znów wkrótce Przysięgnę ci słońce
Jarosław Dzięgielewski Jeleń Wydanie drugie, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1973
Nie ma już w Europie dużych dzikich zwierząt, które by żyły jeszcze poza zasięgiem naszej ludzkiej laski niełaski. Tylko drobnica wymyka się spod kontroli i miejscami bytuje na prawdziwej swobodzie. Dużym gatunkom może się tylko wydawać, że istnieją jak chcą, w rzeczywistości jednak poddane są zdalnie kierowanej hodowli. Gdybyśmy się uparli i energicznie do dzieła zabrali, moglibyśmy każdy większy gatunek unicestwić do ostatniej sztuki w ciągu dwóch, trzech lat, a przy żywym współudziale biurokracji to nawet w ciągu lat pięciu. Naturalnie nikt tego sobie nie życzy. Czytając książkę Dzięgielewskiego, w której jest absolutnie wszystko, co dotyczy jelenia w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, doszłam do wniosku, że piękne to zwierzę będzie istniało w Europie aż do ostatniego myśliwego. Myśliwi zginąć mu nie pozwolą, bo kto lubi polować, musi mieć na co. Tak tedy myśliwy przemyka przez karty tej książki w podwójnej roli: niszczycielsko-opiekuńczej, jako anioł zagłady i anioł stróż równocześnie. W prawej ręce dzierży strzelbę, a lewą przesyła jeleniowi całusa. Bodaj najczęściej używanym słowem w książce, oprócz słów „jeleń” i „poroże”, jest “odstrzał”. Odstrzał poprawia rasę, bo eliminuje osobniki niepełnowartościowe. Odstrzał czuwa nad pożądaną proporcją w ilości samców i samic. Odstrzał reguluje rozmieszczenie zwierzyny, aby mogła dobrze prosperować nie niszcząc nadmiernie materii leśnej i polnej. Odstrzał poprawia nawet urodę jeleni, uniemożliwiając rozród takim egzemplarzom, którym rogi rosną nie tak, tylko tak. Jednym słowem odstrzał działa na różne sposoby dla dobra jeleni i tylko to jest przykre, że one o tym nie wiedzą.
Na przełomie stycznia i lutego byłam w Anglii. Wcale nie taki dziwny czas na wakacje. Było już wiosennie, kwitły kwiaty, temperatury sięgały nawet 12 stopni powyżej zera, mimo to było raczej chłodno i przez większość czasu deszczowo. Jednak udało mi się obejrzeć różne wystawy i zwiedzić różne miejsca. W wielu tych wyjściach ktoś mi towarzyszył i z reguły to on właśnie robił zdjęcia. Wszystkim “ktosiom” bardzo dziękuję.
Londyn, dzielnica Chiswick
Konrad
Przemiła “staro-wesoło-angielska” część Londynu. Małe domki, małe sklepiki i restauracyjki, mili, spokojni ludzie miło i spokojnie popijają kawę w miłych i spokojnych kawiarenkach. Na zdjęciach akurat jestem ja, ale też tu chyba jestem miła i spokojna.
Londyn, cmentarz Highgate
Na cmentarz Highgate chodzi się przede wszystkim dla Karola Marxa. Ma to wszelkie cechy pielgrzymki. Dlatego też wejście na cmentarz, który jest raczej zaniedbany i zapuszczony i nie umywa się do Peré Lachaise, Powązek czy cmentarza Łyczakowskiego, kosztuje 10 funtów, podczas gdy wejście na tamte wielkie cmentarze europejskie jest za darmo. Co gorsza ten Marx za 10 funtów jest paskudny i nieautentyczny.
W grobie pochowano też żonę Karola, Jenny von Westphalen, ich gospodynię, Helenę Demuth i ich córkę Eleanor. Marx i reszta jego kompanii zostali pochowani w bocznej alejce, w niedużym grobie szeregowym, który do dziś istnieje. Dopiero w roku 1954 Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii wzniosła mu sowieckie w duchu pomniczydło w bardziej wyeksponowanym miejscu. Rzeźbę wykonał Laurence Bradshaw. Na pomniku wyryto jedno z najsłynniejszych zdań ludzkości i na pewno najsłynniejsze zdanie Marxa: WORKERS OF ALL LANDS UNITE (Proletariusze wszystkich krajów łączcie się). Wyryto mu też jednak inne zdanie, a mianowicie tzw. 11 tezę o Feuerbachu: THE PHILOSOPHERS HAVE ONLY INTERPRETED THE WORLD IN VARIOUS WAYS – THE POINT HOWEVER IS TO CHANGE IT (Filozofowie tylko interpretują świat, ale tak naprawdę chodzi o to, by go zmienić).
W latach 70 ktoś próbował dokonać nieudanego zamachu bombowego na ten pomnik. Zapewne czyn ten miał podłoże polityczne, ale ja bym go też chętnie wysadziła w powietrze za jego napuszoną arogancję.
Londyn, Victoria and Albert Museum
Marceli
Nie byłam w tym muzeum ponad 50 lat. Zapamiętałam z dawnych czasów salę ze starymi naparstkami. Nie było żadnych naparstków! Poza tym bardzo ładnie. Wszystko bez ładu i składu, jak na luksusowym bazarze. Ogromne cenne dywany, nieprawdopodobne szkło, Turner i piękne widoki z okien.
Wspaniała wystawa o Marii Antoninie, jej strojach i biżuterii. Kobiety przychodzą na tę wystawę w niezwykłych sukniach.Nie wiedziałm, więc byłam ubrana zwyczajnie, ratował mnie jedynie mój różowy berecik. Na wystawie jest też ostatnia suknia, jaką skazana na śmierć królowa kupiła sobie, już będąc w więzieniu – bawełniana drukowana z materiału w stylu Toile-de-Jouy produkowanego w słynnej fabryce niemieckiego przedsiębiorcy Christophera Philippe’a Oberkampfa, który w XVIII wieku na stałe osiadł we Francji.
Londyn, Tate Modern
Izabela
Poszłyśmy na wystawę o Picassie. Wstyd przyznać, ale nawet niezbyt mi się chciało. Myślałam sobie, ach jej, już tyle Picassa widziałam, bez sensu. No ale poszłam i bardzo jestem wdzięczna Izabeli, że mnie na tę wystawę namówiła. Było kilkadziesiąt obrazów z różnych epok jego malarstwa, i to rzeczywiście było po trochu takie jak zawsze, genialne, ale przecież wszystko już widzieliśmy, im jesteśmy starsi, tym więcej. Ale był też film Le Mystère Picasso’ (reżyseria Henri-Georges Clouzot) o tym, jak pracował Picasso, jak zmieniał swoje prace nawet 20 razy, tak że na końcu na płótnie nie pozostawało już nic z tego, co zainicjowało dany obraz. Po skończeniu jednego z takich obrazów Picasso obraca się do kamerzysty i reżysera i mówi, “widz pomyśli, że machnąłem to w 10 minut, a tymczasem…”, “…malowałeś to pięć godzin” dopowiada reżyser. Rewelacja!
*** W holu Tate Modern stoi ogromna kolumna futer reniferów. Uchwyciłam na zdjęciu mniej więcej jedną trzecią instalacji, całość jest znacznie wyższa, sięga pewnie trzeciego piętra.
To część instalacji Goavve-Geabbil, w której Máret Ánne Sara pokazuje symbiozę natury, ludzi i zwierząt na dalekiej Północy. Na instalację składają się też symbolicznie zaznaczone wiklinowymi witkami jurty pasterskie, kompozycje czaszek i kości i dziwna, przejmująca kompilacja dźwięków. Artystka jest Samijką , a jej praca jest refleksją nad życiem jej ludu. Hodowla reniferów, kiedyś oś życia i kultury Samów, podlega ustawicznym ograniczeniom. Wydobycie surowców, produkcja energii, zmiany klimatyczne naruszają więzi zwierząt, ludzi i krajobrazu. Kultura Samów zanika.
Tak się kończy londyńska część moich tegorocznych wakacji. Jutro jadę do Kornwalii. Wpis za tydzień.
Zostałem zaproszony do urzędu gminy, gdzie pani Mariola poinformowała mnie, że wójtowi bardzo spodobała się idea spływu kajakowego Wiosenne Wody Ziemi Kłodzkiej, w związku z czym mam się wstrzymać z wszelkimi działaniami w tym kierunku i czekać na stosowne zarządzenie wójta.
* Heisenberg wspomina pewną rozmowę z Einsteinem. Einstein: Zakłada pan, że w atomie są elektrony… jednakże tory elektronów w atomie chciałby Pan całkowicie usunąć. Czy może mi Pan wyjaśnić podstawy tych dziwnych założeń? Heisenberg: Torów elektronów nie można obserwować… rozsądną rzeczą jest uwzględnienie w teorii tylko tych wielkości, które mogą być obserwowalne.
W tym roku jakoś z mniejszym entuzjazmem. Nie, żeby od razu, “chodzę, bo muszę”. Chodzę, bo nie opuściłam jeszcze żadnego. Zmieniali się szefowie i już nie jest jak było, zresztą nic nie jest, jak było.