Temat tyleż śliski, co smakowity. Albowiem sempiterna sempiterną, lecz cóż czynić, gdy RZECZ objawia się… frontalnie? Gdy „to coś” jawi się w całej okazałości? A tak bywa w Italii nader często.
Choćby i sam patron naszej wyprawy, Dawid-Psalmista. Oryginalny wizerunek w Galleria dell’Accademia znamy świetnie.
Arno Breker, artysta, któremu się upiekło. Wyszedł z procesów denazyfikacyjnych bez szwanku z nalepką Mitläufer (współpodążający). Przed nim byli „główni winni” (Hauptschuldige), obciążeni (Belastete), obciążeni w mniejszym stopniu (Minderbelastete), a po nim tylko uwolnieni od zarzutów (Entlastete). Breker, ulubiony rzeźbiarz Hitlera, podobno jednak kogoś ostrzegł, kogoś uratował i dlatego dostał czwartą kategorię w procesie zwanym denazyfikacją. Procesy denazyfikacyjne nie odbywały sie zgodnie z prawem i pierwotnym zamiarem. Denazyfikacja przyniosła ograniczone rezultaty. Jej niekonsekwentne przeprowadzenie utrudniło ściganie zbrodniarzy nazistowskich i umożliwiło wielu byłym nazistom obejmowanie stanowisk w życiu publicznym Niemiec. W związku z brakiem kadr na podstawie artykułu 131 ustawy zasadniczej RFN 10 kwietnia 1951 Bundestag zdecydował niemal jednogłośnie (dwa głosy wstrzymujące się) o dopuszczeniu wszystkich osób, których nie zakwalifikowano do 1 lub 2 kategorii winnych do służby urzędniczej w Republice Federalnej Niemiec. Dopuszczone w ten sposób do służby osoby określano jako 131.
Jadę do Paryża dopiero w październiku, ale ponieważ już zdołałam przegapić operę Don Kichot we Lwowie, balet w Londynie i teatr we Wrocławiu, tym razem sprawdzam zawczasu, co z baratarystyki dałoby się obejrzeć jesienią w Paryżu. Z faktów przemijających nic – wszystko już było wiosną i latem, i opera, i balet, i teatr. Ale za to znajduję mural.
Tibor Jagielski, artysta ur. 13. 01. 1959 w Szczecinie zm. 02. 06.2024 w Berlinie
Tibor Jagielski, artysta wielki, cmentarz malutki. Nie wiem, czy sam go sobie wybrał, czy zrobił to ktoś za niego, jak już wybierać nie mógł. Ktokolwiek wybrał, wybrał dobrze. Najmniejszy na Reinickendorfie (to dzielnica Berlina), jeden z najmniejszych w całym Berlinie. Tak naprawdę, nie wiem, który cmentarz jest najmniejszy. Wchodzi się furtką jak do czyjegoś ogrodu. Czyjeś ogrody otulają cmentarz, który, gdy powstawał, był tym pierwszym “ogrodem” w szczerym polu.
Czy Tibor Jagielski mieszkał w pobliżu? Podobno nawet nie. Berlin-Hermsdorf / wieś Hermana z początkami słowiańskimi, bo jakże innymi? Zawsze i wszędzie ich szukamy. Na początku byli Słowianie W XIII wieku pojawili się Germanie i zdominowali Słowian. Na cmentarzu, tym cmentarzu Tibora – Friedhof Hermsdorf II – jest stary grobowiec rodziny Hartbrodt – Florentyna Hartbrodt z domu Jackowska na pewno miała coś ze Słowianami wspólnego, może nie z tymi sprzed tysiąca lat, ale z tymi sprzed wieku, sprzed dwóch. Z domu była Jackowska, z polską żeńską końcówką “ska”.
EMS: W ciągu pierwszych nocy sierpniowych spodziewać się można gwiazd spadających, wychodzących z gwiazdozbioru Perseid. Widzieliście? Nie? To popróbujcie dziś w nocy. Jak będziecie mieli szczęście, to możecie zobaczyć kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt spadających gwiazd na raz. Czasem prawdziwy deszcz. Lud w różnych krajach nazywa ten wspaniały rój “łzami świętego Wawrzyńca”, bo spadają najliczniej w okolicy jego imienin, czyli rocznicy śmierci. Umarł 10 sierpnia w roku 258 naszej ery, nie tyle “za wiarę”, ile dlatego że był jednym z siedmiu diakonów kościoła chrześcijańskiego w Rzymie i odmówił cesarzowi Walerianowi wydania majątku kościelnego. Został za to aresztowany i umęczony – spalono go żywcem na wielkim ruszcie. Był czczony niemal od razu od swej śmierci, a jego kult bardzo się rozwinął w Europie po zwycięstwie cesarza Ottona I nad Węgrami właśnie w dniu św. Wawrzyńca 955 roku. Wawrzyniec jako diakon rzymski był odpowiedzialny również za wspomaganie bieodoty miejskiej i na tę pamiątkę w wielu krajach piecze się tego dnia i rozdaje biednym tzw. “chleb św. Wawrzyńca”. Z kolei “ziele św. Wawrzyńca” to kwitnąca teraz obficie złocista nawłoć. Złote łzy umęczonego świętego.
Moja kuzynka Maria poszła do bazyliki św. Wawrzyńca we Florencji właśnie 10 sierpnia. To oczywiście przypadek, ale jako adminka bardzo lubię takie przypadki.
Już dawno chciałam tu napisać o filmie Billy Wildera Menschen am Sonntag i zanim sprawdzę, jak się ten film nazywa po polsku, napiszę swoją wersję tytułu – Letnia niedziela, w nawiązaniu do słynnego szlagieru z lat 30, śpiewanego między innymi przez Mieczysława Fogga: To ostatnia niedziela lub po prostu Ostatnia niedziela. Czas jest podobny, ostatnie lata przed wojną.
In Warschau war es so warm, eigentlich heiß, schwül, und es gab so viel zu tun, dass ich diesmal sehr wenig von der Stadt mitbekommen habe. Geplant war, abends mit der kleinen kostenlosen Fähre vom Saska Kepa-Strand auf die andere Seite überzusetzen und dort dem Nachtleben der jungen Leute zuzuschauen, doch daraus ist nichts geworden – zu müde, zu weit, zu viel noch zu erledigen; ich habe sogar meine alte Freundin versetzt.
Doch an einem Nachmittag bin ich dem nicht enden wollenden Aufräumen und Aufteilen entwischt und habe mir im Zentrum für zeitgenössische Kunst, im Ujazdowski-Schloss, eine Ausstellung (eigentlich mehrere kleinere) angesehen. Schon lange habe ich keine so irritierend politisch aufgeladene Malerei gesehen; es handelt sich um die Ausstellung von den Werken des Künstlers Ignacy Czwartos mit dem Titel Polnische Übungen zur Tragik der Welt. Zwischen Deutschland und Russland.
Sorry für das anti-feministische Frauenbild, aber chatgpt war nicht imstande Punk-Ladies mit wenig Busen, keine Taille und kurzen Beinen zu malen! Wir haben es versucht, die Antwort war: Deine Anfrage entspricht nicht den Richtlinien…
Joasia Rubinroth & Tanja Krüger
Polnischer Ausdruck: Marzyć o niebieskich migdałach.
Wörtliche Übersetzung ins Deutsche: Von blauen Mandeln träumen. Bedeutung: Vor sich hin träumen. Von etwas Unmöglichem träumen.
Dziś rocznica. 80 lat temu o godzinie 17 rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Piszę to tak wyraźnie, bo przecież nie wiem, co młodsze pokolenia wiedzą o tym, że to rocznica i jaka. Z tej okazji już kilka tygodni wcześniej, bo w poniedziałek 8 lipca, odsłonięto w Berlinie mural. Zapowiadałam TU tę uroczystość, ale nie mogłam być na odsłonięciu, poszłam obejrzeć mural kilka dni później.
Żył i był zdrów – to prawda. Nie czuł głodu ani pragnienia; wyspa obfitowała w owoce i zwierzynę, a źródła były czyste jak łza a niesłone. Orzeźwiające.
Tyle, jeśli chodzi o fakty.
Mało – zważywszy wygodę. Stary Poeta nie był zadowolony. Oto złoczyńcy wyginęli, a on – ostatni ufny – ocalał. Lecz nie rozkoszował się spokojem.
Miał ujrzeć nowe niebo i ziemię. Także morze miało być mniej wzburzone niż to, które zatopiło jego stary świat. A on miał mieć wszystko, wprawdzie skromnie, w konwencji rustykalnej, lecz zarazem przyjemnie i beztrosko. Bezpiecznie.
Zamiast raju, napotkał niedostatki, o jakich człowiek cywilizowany nie myślał nawet w środku dysputy o biedzie, katastrofach i wojnach. A te braki w zastawie stołowej: bez sztućców, kieliszków i porcelany o elegancji nie mogło być mowy!
Spać chodził z kurami, wstawał z pianiem koguta. Ogień krzesał dobrą godzinę, a zaopatrzenie i służby miejskie wciąż były niezorganizowane. I poczta nie działała.