Umarł…

Umarł Ireneusz Kania. Wszyscy jesteśmy w żałobie, bo wszyscy kiedyś trafiliśmy na książki, które zaważyły na naszym życiu, a które On przetłumaczył. Dla mnie to była Tybetańska Księga Umarłych.
Na Facebooku Andrzej Saramonowicz napisał o nim najpiękniej chyba z nas wszystkich:

Andrzej Saramonowicz

Umarł Ireneusz Kania, jeden z najciekawszych polskich umysłów ostatniego półwiecza, przenikliwy intelektualista i wybitny tłumacz.

Dzięki Niemu polska kultura zyskała dziesiątki wspaniałych książek tłumaczonych z licznych języków, od portugalskiego do sanskrytu.

Czytam właśnie „Suttanipātę. Zbiór nauk buddyzmu pierwotnego” – jeden z najważniejszych tekstów buddyzmu, spisany na Cejlonie w I wieku przed Chrystusem. Ireneusz Kania przetłumaczył go z języka palijskiego, opatrzył również przedmową i przypisami. Rzecz w Polsce świeża, tegoroczna.

Czytam te sutty niespiesznie, wracam do nich, rozważam i za każdym razem myślę z wdzięcznością o Ireneuszu Kani. Żałuje, że nigdy nie miałem okazji, by mu podziękować za wszystko, co mi – dzięki swojemu talentowi i swojej pracy – ofiarował.

Poniżej dwie zwrotki „Sutty o nosorożcu” – pierwsza i ostatnia.

Przemocy się wyrzekłszy nad wszystkim, co żyje,
Krzywdy nie czyniąc żadnej z istot,
Niepragnący synów, a tym bardziej towarzysza,
Niech żyje samotnie, jak nosorożec.

(…)

Ludzie obcują z innymi ze względu na własne dobro;
Bezinteresownemu trudno uczciwą drogą zdobyć majętności.
Interesowność jednak mąci im umysły,
Żyj więc samotnie, jak nosorożec.

Fot. Bartosz Bańka

***

O Ireneuszu Kani w Wikipedii.

Wielki nieobecny

Zbigniew Milewicz

Mija dziesiąta rocznica śmierci Sławomira Mrożka. Dramatopisarz, prozaik, satyryk, jeden z najbardziej znanych na świecie polskich pisarzy. Urodził się 29 czerwca 1930 w Borzęcinie, zmarł 15 sierpnia 2013 w Nicei. Mieszkał w Paryżu, USA, Niemczech, Meksyku, w roku 1996 wrócił do Polski, do Krakowa. W roku 2008 ponownie wyemigrował z Polski i zamieszkał w Nicei, we Francji.

Tak zaczyna swoją opowieść o Nim publicystka z Culture.pl*, akcentując, że był twórcą wyjątkowo wszechstronnym, swobodnie poruszającym się w rozmaitych formach wypowiedzi. Jej relacja o Sławomirze Mrożku jest zręcznie skonstruowana i zawiera sporo ciekawych faktów, ale z uwagi na znaczną objętość materiału pozwoliłem sobie umieścić go w załączniku do tego wpisu. Mnie fascynował Mrożek przede wszystkim jako mistrz absurdu i krótkich form literackich, usiłowałem go naśladować w swoim pisaniu, ale nigdy nie udawało mi się choćby nadepnąć mu na piętę. Jak On wspaniale operował słowem. Nie wiem, czy to Państwo znacie:

Chcę być koniem

 Mój Boże, jak bardzo chciałbym być koniem…

Gdybym tylko zobaczył w lustrze, że zamiast rąk i nóg mam kopyta, z tyłu ogon i autentyczną końską głowę – natychmiast udałbym się do urzędu mieszkaniowego.
– Proszę o nowoczesne, duże mieszkanie – powiedziałbym.
– Niech pan złoży podanie i czeka na swoją kolej.
– Ha, ha! – zaśmiałbym się. – Czy panowie nie widzą, że ja nie jestem zwyczajnym, takim sobie, szarym człowiekiem? Ja jestem kimś innym, kimś ekstra!

I zaraz otrzymałbym nowoczesne, duże mieszkanie z łazienką.

Występowałbym w kabarecie i nikt by nie mógł powiedzieć, że jestem niezdolny. Nawet wtedy, gdyby moje teksty były niedobre. Przeciwnie.

– Jak na konia, to znakomite – chwalono by mnie.
– Ten ma łeb – mówiliby inni.

Nie mówię już o korzyściach, jakie wyciągnąłbym z przysłów i porzekadeł: końskie zdrowie, uśmiać się jak koń, koń ma cztery nogi i też się potknie…

Oczywiście,  b y c i e  koniem miałoby pewnie strony ujemne. Moim wrogom dałbym nową broń do ręki. Pisząc do mnie anonimy, zaczynaliby w ten sposób: „Pan jest koń? Pan jest kucyk!”

Kobiety interesowałyby się mną. – Pan jest taki inny… – mówiłyby.

Idąc do nieba, otrzymałbym, siłą faktu, skrzydła. Stałbym się wtedy pegazem. Skrzydlaty koń! Czy może być coś piękniejszego dla człowieka?

Sławomir Mrożek, (w:) Opowiadania, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, s.14

Albo znakomity Artysta:

_________________

*Krystyna Dąbrowska, wrzesień 2009, aktualizacja sierpień 2013

Ciąg dalszy jutro

tod im tegel / reblog

XXV SEPTEMBER

für hannelore

zuletzt schleppte sich eitelberg auf das dach und sprang in die tiefe
er lebte im siebten stock und unter seiner loggia wuchsen die zwergkiefern
er wollte auf numer sicher gehen,
darum erklomm er
mit letzter kraft die sechs etagen und stürzte sich
vom dreizehnten stock
auf die betonplatten; genau dort wo siebenhundert bewohner des hauses tagein tagaus
vorbeigehen; einen monat lang trat aus den poren des steines sein blut heraus
und färbte rostrot das grau, zwei handflächen gross.
neunundvierzig tage wollte ich an ihn denken.
manchmal legte ich eine wildrose, zog die mütze ab und blieb eine minute stehen,
doch meistens blieb es nur beim rose werfen und mütze ziehen
(szybciej, franek, szybciej);
einmal wachte ich in der nacht auf, genau um die zeit als er sprang,
und fragte mich: warum?
(ich suchte dann die brahmsplatte aus, weil bei ihm die träne, die von dem auge fällt
das herz erleichtert);
ein paar mal sprach ich für ihn das vaterunser 
(so wie ich es die ganze kindheit und jugend tat, wenn jemand starb);
manchmal meditierte ich am seeufer oder dachte an ihn beim schwimmen;
doch es gab auch tage wo ich eitelberg komplett vergaß;
es ging schnell – so reisst sich leben von dem tode weg und versucht zu fliehen.
es ging schnell: zuerst verschwand die leiche, dann die polizei, die gaffer und die reporter;
reinigungsarbeiter schütteten den sand und kamen drei tage hintereinander mit den besen;
keiner legte einen blumenstrauss oder zündete eine kerze – tschüss, erledigt;
– eeyyy!!! läßt es liegen…- rief ich einmal so laut wie ich konnte,
als irgendwelche idioten meine blume zertraten 
(sie wurden plötzlich zehn zentimeter kleiner und bogen im rudel brav um die ecke), es war mitternacht und
später, viel später, 
kurz vor dem sonnenaufgang,
flog das reiherpaar mit dem jungen am rostroten himmel vorbei und dahin.
am siebenunddreißigsten tag fing es zu regnen an; 
die wolken kamen aus dem westen
und brachten näße drei tage lang; 
dann fuhr ich weg auf die insel gepeitscht vom wind
und von zweifel; doch die ließen bald nach, als ich die wellen umarmte, sanddorn pflückte und schnitt ab den
flundern die köpfe; es wurde stiller und stiller; bis die feuerquallen an den strand kamen und tanzten im seichten
gewässer; 
sie waren rostrot;
doch ich ging am fünfzigsten tag
mit undine
in das blau
an ihnen vorbei.

2009

Pola (reblog)

Z Facebooka

Chochlik kulturalny

Public domain (Wikipedia)

Elegancka kobieta, teoretycznie mająca wszystko, wychodzi na taras swojego apartamentu na jedenastym piętrze, wspina się na stół, przy którym setki razy piła kawę z przyjaciółkami, a potem skacze… Wcale nie opowiadam tu początku „Zmowy pierwszych żon”, fantastycznej komedii z Diane Keaton, Goldie Hawn i Bette Midler. To finał życia Poli Nireńskiej… Mówi się, że jej niemiecką karierę tancerki zrujnował Hitler, w Polsce dopadł ją antysemityzm, we Włoszech – przegrała z Mussolinim, w Anglii – z wojną. W Stanach Zjednoczonych natomiast – tam była już zbyt wiekowa…

Continue reading “Pola (reblog)”

Sinéad O’Connor

Foto: Radio Nowy Świat

Sinéad Marie Bernadette O’Connor (* 8. Dec 1966 in Dublin †  26. Jul 2023)

Prince.  It was his Song Nothing Compares 2 U released in 1990, that shot her to fame with a unique sound and image. She said, that shaving her head was her way of giving two fingers to the patriarchy — and proving she was not like other pop stars.

Continue reading “Sinéad O’Connor”

Frauenblick: Milan Kundera

Monika Wrzosek-Müller

Wir alle haben seinen Roman „Die unerträgliche Leichtigkeit des Seins“ gelesen, darüber diskutiert und uns ereifert. Das Schicksal, das die Tschechoslowakei mit der gewaltsamen Beendigung des „Prager Frühlings“ erleiden musste, hat uns alle beeinflusst und bewegt. Alle, die aus Polen dann später in die Emigration gingen, aber auch alle, die in ihrem Land gegen den Kommunismus kämpften. Kunderas persönliches Schicksal spiegelte die Zerrissenheit der Menschen in jenen Zeiten in der Heimat und im Exil nur allzu genau wider.

Continue reading “Frauenblick: Milan Kundera”

Dzień Węża i Mały Książę

Wczoraj pochowaliśmy naszego Małego Księcia, Beniaminka. Dziś, 16 lipca jest Światowy Dzień Węża. Sięgam więc po Małego Księcia Antoine de Saint Exupéry, myśląc o Beniaminku i najsłynniejszym wężu literackim:

I

Gdy miałem sześć lat, zobaczyłem pewnego razu wspaniały obrazek w książce opisującej puszczę dziewiczą. Książka nazywała się “Historie prawdziwe”. Obrazek przedstawiał węża boa, połykającego drapieżne zwierzę. Oto kopia rysunku:

W książce było napisane: “Węże boa połykają w całości schwytane zwierzęta. Następnie nie mogą się ruszać i śpią przez sześć miesięcy, dopóki zdobycz nie zostanie strawiona”.

Continue reading “Dzień Węża i Mały Książę”

Rozmyślania

Teresa Rudolf

Ludzie podobni kwiatom

Więdną i odchodzą;
te zadbane, planowane,
lub przyniesione wiatrem
przypadku, dziko rosnące.

Jedne rosną na łąkach 
w grupie jak stokrotki,
te małe, ciekawskie,
ledwo dostrzegane,

są też i bardzo dziwne,
z imienia raczej nieznane,
ponoć chwasty, bez prawa
istnienia, bo jakby szkodliwe,

a inne w cieplarniach,
pachnące i kolorowe,
przepiękne i widoczne 
całemu, całemu światu.

Ludzie są jak kwiaty…
więdną i odchodzą
wszystkie, te z łąk
i te z pięknych 
ogrodów…

Bez aplauzu

Życie,
dla jednych mała, 
prowicjonalna scena,
z  aplauzem swoich fanów.

Dla innych światowy teatr,
z fajerwerkami, hałasem,
duża chęć ciągle na więcej, 
jeszcze więcej, bez końca…

Życie
wrzuca nam różne role, 
musimy je dobrze zagrać,
lub po mistrzowsku odrzucić,
z wielką klasą, 

lecz często, 
bez dużego 
aplauzu…

ApeiE

Lech Milewski

Apeirogon – książka autorstwa irlandzkiego pisarza Columa McCain.

Apeirogon – definicja: figura geometryczna o nieskończonej, ale policzalnej, ilości boków.

Rezultat – książka mocno powikłana, zawiera sporo wstawek nie mających nic wspólnego z głównym tematem.
W rezultacie, podczas lektury wielokrotnie korzystałem z pomocy internetu i… uderz w stół.

Okazało się, że dwaj bohaterowie tej bardzo dramatycznej historii są właśnie w Australii – KLIK

Ich historia w ogromnym skrócie:
Rami Elhanan – Izraelita, jego ojciec – Żyd, który emigrował do Izraela z Węgier w 1947 roku.
Żona – Nurit Peled – córka wybitnego izraelskiego generała (6-dniowa wojna 1967).
Rami był czołgistą podczas wojny Yom Kippur w 1974 r.
W 1997 r, jego 14-letnia córka Smadar, zginęła w wyniku palestyńskiego samobójczego zamachu bombowego na ulicach Jerozolimy.
Kilka lat później wstąpił do organizacji Combatants for Peace (Bojownicy o Pokój) – KLIK –zrzeszającej izraelskich i palestyńskich aktywistów walczących bez używania przemocy o zakończenie izraelskiej okupacji terenów palestyńskich.

Bassam Aramin – Palestyńczyk. 
Od dziecka był świadkiem izraelskiej przemocy w najbliższym sąsiedztwie.
Gdy miał 17 lat, wraz z kolegami podłożyli przypadkowo znalezione granaty pod izraelskie pojazdy, nastąpiła eksplozja, nikt nie zginął.
Wkrótce Bassam został schwytany i skazany na 7 lat więzienia.
W więzieniu został okrutnie pobity przez izraelskich żołnierzy, dla których był to regularny trening. Bicie było kontynuowane w więziennym szpitalu.
W więzieniu obejrzał film Lista Schindlera – KLIK – z którego dowiedział się o losie Żydów podczas Holocaustu.
Jego pierwszą reakcją była radość – TAK! TAK! – jeszcze więcej!

Po kilku latach, nadal w więzieniu, przyszła zupełnie odwrotna refleksja. 
Zdał sobie sprawę z cierpień narodu żydowskiego. Co go uderzyło to wrażenie, że ofiary Holocaustu zdawały się przyjmować swój los bez gwałtownych protestów. 
Zaczął studiować ten temat, nauczył się języka hebrajskiego.

W 2005 roku Bassam dołączył do Combatants for Peace i tam poznał Rami.
2 lata póżniej jego córka Abir została postrzelona gumową kulą przez izraelski patrol.
Najbliższy szpital nie był w stanie jej pomóc, zdecydowano przewieźć ją do szpitala w Jerozolimie.
Pokonanie kilku kilometrów przez palestyńską karetkę pogotowia zajęło ponad 2 godziny z powodu długiego czekania na izraelskim punkcie kontrolnym.
Dwa dni później Abir zmarła w szpitalu.

Abir i Smadar…

Od tego czasu Bassam i Rami odwiedzają wiele miejsc, głosząc ideę pojednania.
Kilka dni temu byli w Melbourne.

O ich wizycie dowiedziałem się w piątek (26/5/23) wieczorem.
Strona organizatora imprezy informowała, że bilety wyprzedane, ale można się zapisać na waiting list.
Zapisałem się.
W poniedziałek o 5 popołudniu dostałem powiadomienie, że mają kilka biletów.
Dla mnie mieli, początek 6:30.
Dojazd do centrum Melbourne o tej porze nie jest zbyt łatwy – samochodem do stacji kolejki, kolejką do centrum miasta, kilka przystanków tramwajem – JESTEM!

Migawka z jazdy tramwajem.
Tłok, w większości młodzież, studenci.
Starsza pani stoi w środku tego tłumu, nie ma się czego złapać a tramwaj hamuje dość mocno.
– Możesz się mnie przytrzymać – proponuje stojąca obok młoda dziewczyna.
– Naprawdę? Mogę? – starsza pani łapie dziewczynę w objęcia, przytula się do niej, kładzie głowę na jej ramieniu i z błogim uśmiechem zamyka oczy.

Przylegająca do naszej Biblioteki Stanowej sala Wheelers Centre okazała się bardzo skromna…

Dopiero w tym momencie zdałem sobie spraw, jak trudna do pojęcia jest idea, o którą walczą Rami i Bassam.
Wiedziałem, że szczególnie Rami i jego rodzina byli mocno atakowani przez izraelskie prawicowe media.
Nie dziwię się, że w takiej sytuacji trudno zdobyć popularność w innych krajach.
Bassam i Rami wspomnieli, że w Australii odwiedzili szkoły izraelskie i palestyńskie.
Spotkali się w nich z raczej chłodnym zrozumieniem, na marginesie zauważyli objawy wrogości.

Moje osobiste wrażenie.
Po pierwsze – zdawałem sobie sprawę, że raczej nie dowiem się niczego nowego, ale miałem jednak poczucie, że oto tuż za miedzą dzieje się coś ważnego i chciałem chociaż otrzeć się o to.
Niestety nie miałem śmiałości, żeby powtórzyć scenę z tramwaju.

Po drugie – Bassam i Rami – wydawali się nieco zmęczeni tymi licznymi występami, szczególnie Rami.
Bassam potrafił zachować dobry humor.
Na pytanie prowadzącej spotkanie, czy Rami jest jego przyjacielem, odpowiedział – Rami przyjacielem?
Rami to jest mój wróg – jest Izraelitą, nie mówi po arabsku i nie pali papierosów!

Na pytanie – dlaczego to robisz? – Rami odpowiedział – każdego ranka gdy się budzę widzę nad sobą Smadar. Patrzy na mnie z wyrzutem – już tak późno, a ty jeszcze nic nie zrobiłeś, żeby to skończyć. I tak do końca dnia.
Bassam kiwał głową bez słów.

Po trzecie – konkrety.
Rząd Izraela – obaj nie mieli wątpliwości – jeśli odrzucamy przemoc, to wszystko w rękach rządu Izraela.
Rami – to prawicowy, faszystowki rząd. Opozycja praktycznie nie istnieje. Jedyny izraelski rząd, który stwarzał nadzieję na unormowanie stosunków między Izraelem i Palestyną, to rząd Yitzhaka Rabina w latach 1974-77. 
Przypomnę, że w latach późniejszych Y. Rabin był przywódcą lewicowej parlamentarnej opozycji. W 1995 roku został zamordowany przez prawicowego ekstremistę.
Rząd okupowanej Palestyny – Rami machnął ręka z rezygnacją – jak prezydent Palestyny chce odwiedzić swój stary dom w innej strefie okupacyjnej, to musi prosić izraelską administrację o przepustkę.

Bassam miał podobne zdanie, dodatkowo wspomniał, że bardzo istotnym czynnikiem w tej sprawie jest pozycja rządu USA.

I jeszcze Rami – dla naszej młodzieży, gdy osiągnie 16 lat, organizuje się wycieczki do Auschwitz, tam maszerują wznosząc okrzyki – Nigdy więcej!
Po powrocie do Izraela, czeka na nich obowiązkowa służba wojskowa, a tam są szkoleni, jak przeprowadzać kontrole ludności palestyńskiej.

Po uporządkowaniu wrażeń wróciłem do lektury.

Apeirogon – nieskończone, ale policzalne.
W przypadku książki jest to 1001 rozdziałów.
Pierwsze 500 rozdziałów ponumerowane od 1 do 500, kolejne 500 – odwrotnie, ostatni rozdział – bez numeru – zdjęcie falującej wody.

Mój główny zarzut do autora – w książce brak jest płynnej narracji, która oddawałaby klimat życia w Izraelu i Palestynie, zamiast tego przypadkowe krótkie relacje, jakby skopiowane z internetu.
Dostosowałem się do tego. Poniżej kilka takich relacji. 

W rezultacie zamachu terrorystycznego, w którym zginęła Smadar, zginęły jeszcze trzy przypadkowe osoby oraz trzej zamachowcy.
Zamachowcy byli przebrani za kobiety.
Następnego dnia po zamachu rodziny terrorystów musiały opuścić swoje domy, które zostały zabetonowane.
Krążą pogłoski, że zamieszkały one w nowych domach, zakupionych dla nich przez rząd Iranu.
Rodzice dziewczynki, która również zginęła podczas zamachu, wytoczyli w USA proces rządowi Iranu o zorganizowanie zamachu.
Sąd uznał ich skargę i przyznał odszkodowanie $1,7 mln.
Rząd Iranu nie zapłacił.

Relacje prasowe po śmierci Abir.
Ojciec ofiary działa w organizacji Combatants for Peace...
Ojciec ofiary spędził kilka lat w więzieniu za działalność terrorystyczną.
Armia opublikowała oficjalną deklarację, że nie ma nic wspólnego z tą sprawą…
W okolicy wydarzenia odbywały się protesty Palestyńczyków…
Ofiarę incydentu widziano jak trzymała w dłoni kamień…
Została zabita kamieniem rzuconym przez protestujący tłum…
Została postrzelona przez palestyńską policję…
Miała atak epilepsji i uderzyła głową o bruk…
W jej kieszeniach znaleziono kamienie…
Zginęła w wyniku wybuchu granatu, który trzymała w dłoni…
Personel w palestyńskiem szpitalu upuścił ją z wózka i rozbiła sobie głowę…
Jej muzułmańscy rodzice nie zgodzili się na leczenie przez izraelskiego doktora…

Cztery lata później podczas procesu w sądzie cywilnym, sędzia (kobieta) zakwestionowała raport, że Abir została zabita kamieniem wystrzelonym z procy przez palestyńskich chłopców ukrywających się na pobliskim cmentarzu. Zwróciła uwagę, że cmentarz jest odległy 100 m i zasłonięty przez 4-piętrowy budynek. Dodatkowy argument – znaleziono gumowe kule na ziemi, kilka kroków od miejsca wypadku.
Rezultat procesu – Bassam otrzymał odszkodowanie – 1 mln szekeli ( ok. $270,000).

Bassam stale nosił w kieszeni cukierkową bransoletkę (candy bracelet), którą kupiła Abir podczas wyprawy do sklepu.
Może taką…

Po wyjściu z pracy wkładał rękę do kieszeni i przesuwał palcami po cukierkach.
Pewnego dnia wracał z pracy samochodem.
Ruchomy punkt kontrolny…
– Pokaż mi swoje dłonie! Pokaż dłonie!!
Izraelski żołnierz, starsza kobieta, siwe pasma włosów. Bassam miał wrażenie, że mówi z rosyjskim akcentem. Nagle wycelowała w niego karabin…
– Co to kurwa jest?
Bassam przekręcił donie, zauważył że są lekko zabarwione na różowo, pachniały słodyczą.
– Na kolana, na pieprzone kolana!
Bassam klęknął przy szosie. Twarz zwrócił na wschód aby, jeśli przyjdzie na to pora, móc się modlić.
Przez głowę przeleciała myśl, żeby polizać dłoń, ale przypomniał sobie, że jest Ramadan, czas postu.
– Podciągnij koszulę, podciągnij koszulę, powtarzam!
Przez chwilę nie czuł wstydu, nawet przed kobietą, gniew przytłumił przyzwoitość.
Kolba karabinu uderzyła go w okolice nerek, pchnęła do przodu, czuł kurz w na twarzy, kobieta nakładała mu na nadgarstki samozaciskowe kajdanki. Pociągnęła go za włosy i wepchnęła do wojskowego samochodu.
Pięć godzin później, jeszcze na posterunku, kobieta zmiękła, przykro jej, ale Sentex – materiał wybuchowy używany do produkcji bomb, zabarwia dłonie na różowo. 

Strefy na terenach palestyńskich:
A – administrowana przez władze palestyńskie, nieograniczony dostęp dla izrealskich patroli wojskowych, prawo izraelskie zabrania tam wstępu obywatelom Izraela.
B – administrowana przez władze palestyńskie, obie strony odpowiadają za bezpieczeństwo, otwarta dla Izraelitów i Palestyńczyków.
C – tereny zamieszkałe przez izraelskich osadników (ONZ uznaje to za nielegalne) i Palestyńczyków (głównie rolnicy). Strefa administrowana przez Izrael.
Prócz tego jeszcze 4 pomniejsze strefy H1, H2, E1. Seam Zone – patrz przypisy.

Apeirogon – figura geometryczna o nieskończonej, ale policzalnej, ilości boków.
Licznik bije nadal – 5/6/2023 – zmarł 3-letni palestyński chłopiec postrzelony przez izraelski patrol – KLIK.

Przypisy:
Colum McCain – autor książki – KLIK.
Punkty kontrolne na terytorium Palestyny – KLIK.
Seam Zone – KLIK.

Krystian

Zbigniew Milewicz

Krystian Cichowski, zdjęcie z albumu Polonia w obiektywie Stefana Dybowskiego, tom 2, 2009 – 2011.

Dwa biołe psy…

Rzadko rozmawialiśmy ze sobą po śląsku. U Krystiana w domu, podobnie jak w moim, mówiło się na co dzień czystą polszczyzną, co nie znaczy, że tej gwary nie znaliśmy. Żeby nadać czemuś specjalne znaczenie, coś szczególnie zaakcentować, sięgało się do śląskiej godki, zamiast przedpokoju był antryj, zamiast garbu pukiel, zamiast młodzieńca karlus itd, itd. Lubiliśmy też sobie po naszymu pośpiewać. Na ostatniej berlińskiej wycieczce na Ukrainę, zorganizowanej parę miesięcy przed pandemią covida, hitem w autobusie były dwa biołe psy, które śpiewali wszyscy, nie tylko hanysy. Z Krystianem Cichowskim już tego kawałka razem nie zaśpiewamy, bo niestety odszedł na zawsze.

Continue reading “Krystian”