Stadt Land Fluss

Masha Pryven

Liebe alle,

ich lade euch zu unserer Fotoausstellung Stadt Land Fluss.

Das gemeinsame Thema der Ausstellung ist das Land, das Territorium und der Raum, wo sich das Politische, Soziale und Private abspielt. In meiner Arbeit Sehe Was Ich Sehe zeige ich die Fotos der Ukrainer:innen, die mir ihre Handybilder seit dem Anfang des Krieges anfingen zu schicken und die ich bis heute sammle. Ich behandele diese Fotos als ein zeitgenössisches Fotoarchiv und als eine Form der Kriegsfotografie ohne Objektivierung und Fremdbestimmung. Einerseits begleitete mich die Frage: Wer darf den Krieg zeigen? Andererseits – die Erkenntnis: der Blick der Menschen, die diesen Krieg erleben, ist radikal. Man muss sehen, was sie sehen.

Ukraine, Mai, 2022 / (c) Sergij Grychenyuk_Masha Pryven

I am kindly inviting you to our exhibition Stadt Land Fluss (old children’s game: Categories). The theme of land and territory is what the four photo series have in common. 

In my work See What I See  I am showing photos of Ukrainians who at the beginning of the war started sending me their photos taken with phones and which I later started collecting. I am treating these photos as a contemporary photo archive and as a form of war photography without objectification.

Eröffnung: 27. Oktober, ab 17 Uhr
Wo: GlogauAir Gallery,  Glogauer Str. 16, Kreuzberg

Herzlich, Masha

***

Hier noch persönlicher Text von Masha Pryven zur Ausstellung Stadt Land Fluss

SEHE WAS ICH SEHE

Am 24. Februar 2022 wurde die Ukraine erneut angegriffen. Sofort bildeten wir ein sporadisches, diffuses, globales Netzwerk aus Ukrainer:innen, um humanitäre und militärische Hilfe zu leisten. Im Zuge dessen fingen die Menschen auf der Flucht an, mir ihre Handybilder zu schicken, die ich mit der Zeit begann, gezielt zu sammeln.

Ich behandele diese Fotos als ein zeitgenössisches Fotoarchiv und als eine Form der Kriegsfotografie ohne Objektivierung und Fremdbestimmung. Einerseits begleitete mich die Frage: Wer darf den Krieg zeigen? Andererseits — die Erkenntnis: der Blick der Menschen, die diesen Krieg erleben, ist radikal. Man muss sehen, was sie sehen.

Die Telegram-Nachrichten, die diese Fotos begleiten, sind die schriftlichen Zeugenberichte dieses Krieges.
***
Fotobücher machen
Sonja Deppisch im Gespräch mit den Fotografinnen Karin Kutter und Masha Pryven sowie der Verlegerin Regelindis Westphal.
Bei Kaffee und Kuchen

Mysia utopia

Reblog (Wikipedia)

Eksperyment Calhouna zwany mysią utopią – doświadczenie naukowe prowadzone od lipca 1968 do 1972 roku przez amerykańskiego etologa Johna B. Calhouna i kilkakrotnie powtarzane.

Założenia

Doświadczenie polegało na stworzeniu populacji myszy, składającej się najpierw z ośmiu osobników (4 pary), idealnego środowiska do życia. Myszy miały nieograniczony dostęp do pożywienia, wody i materiałów do budowy gniazd, z ich środowiska usunięto wszystkie drapieżniki, a także zapewniono im opiekę medyczną, by uchronić populację przed chorobami zakaźnymi. Jedynym ograniczeniem była powierzchnia – klatka o podstawie kwadratu o bokach długości 2,7 metra i wysokości 1,4 mogła pomieścić maksymalnie 3840 osobników.

Przebieg

Eksperyment trwał 1588 dni. Jego przebieg podzielono na cztery fazy:

  • Okres przystosowywania się – trwał do 104 dnia, kiedy to urodziły się pierwsze myszy nowego pokolenia. Jest to najkrótsza faza eksperymentu. W tym okresie myszy dokonały podziału terytorium i zaczęły budować pierwsze gniazda.
  • Okres gwałtownego rozwoju – trwał od dnia 105 do dnia 314. Liczebność myszy dubluje się co 55 dni. Osobniki dominujące, których pozycja społeczna jest wyższa, posiadają liczniejsze potomstwo niż słabsze osobniki. Zauważyć można, że myszy chętniej niż w pierwszej fazie przebywają w towarzystwie innych, obcych myszy.
  • Okres stagnacji – trwał od dnia 315 do dnia 559. Na początku tej fazy żyło 620 osobników. Populacja dubluje swoją liczebność co 145 dni. U samców następuje stopniowy zanik umiejętności obrony własnego terytorium, natomiast u samic powszechniejsze stają się zachowania agresywne i następuje zanik instynktu macierzyńskiego – potomstwo jest odrzucane przez matki. W fazie tej populacja myszy osiągnęła szczytową liczebność wynoszącą 2200 osobników. Stale zamieszkanych była tylko jedna piąta boksów przeznaczonych dla myszy.
  • Okres wymierania – trwał od dnia 560, w którym wskaźnik przyrostu naturalnego stał się ujemny, do dnia 1588, w którym zdechła ostatnia mysz, kończąc tym samym eksperyment. Samice coraz rzadziej zachodziły w ciążę, a w końcowej fazie eksperymentu populacja całkowicie utraciła zdolność reprodukcji. Dnia 600 nastąpiło ostatnie żywe urodzenie. W dniu 920 doszło do ostatniej kopulacji. Była to najdłuższa faza eksperymentu. Wśród myszy nastąpił całkowity zanik zachowań społecznych takich jak obrona własnego terytorium i potomstwa. Ich czynności sprowadzały się do zaspokajania potrzeb naturalnych i czyszczenia futra.

Wnioski

Badacz wskazuje, że redukcja naturalnej umieralności w warunkach ograniczonej przestrzeni doprowadziła do nadmiernego zagęszczenia populacji. Młode osobniki dojrzewając nie znajdowały miejsca dla siebie w organizacji społecznej, w której wszystkie role były już obsadzone. W warunkach naturalnych wyjściem z takiej sytuacji jest emigracja, ale w eksperymencie była ona niemożliwa. Walczyły więc o te role tak zaciekle, że efektem ubocznym stał się upadek normalnej organizacji społecznej. Ponadto nadmierna liczba spotkań z innymi osobnikami doprowadziła do unikania kontaktów społecznych. Kolejne młode urodzone w takich warunkach były przedwcześnie porzucane przez matki oraz grupy rodzinne i, wychowując się w zaburzonych warunkach, nabywały cech autystycznych. W szczególności stawały się same niezdolne do podjęcia prokreacji i wychowania młodych[1].

Calhoun podsumowywał te obserwacje pisząc, że śmierć śmierci cielesnej („śmierć do kwadratu” z tytułu jego pracy) prowadzi do śmierci organizacji społecznej i w konsekwencji do śmierci duchowej jednostek i formułował hipotezy, że w analogicznych warunkach społeczność ludzi także podlegałaby podobnym procesom.

Z drugiej strony zwracano uwagę, że eksperymenty laboratoryjne badają organizmy umieszczone w warunkach całkowicie odmiennych od naturalnych. Wpływa to na morfologię i funkcjonowanie ich mózgów, a więc na ich zachowania, rytm dobowy, rozród, reakcje na stres. W efekcie uzyskane wyniki nie muszą prowadzić do wniosków dotyczących organizmów w warunkach innych niż założone w badaniu.

***

Cały czas myślę, że coś mi to przypomina.

Schweine

Ich fand dies im FB meiner ehemaligen Schülerin. Die Zeiten sind gar nicht lustig, daher…

Tanja Lakatos is feeling amused.

WICHTIGE INFO 😂😂😂

Der Orgasmus eines Schweins dauert 30 Minuten. (Oh. Mein. Gott !!!)

Eine Küchenschabe lebt ohne Kopf noch neun Tage bevor sie verhungert.
(Gruselig. Ich habe das mit dem Schwein noch nicht ganz verarbeitet.)

Eine männliche Gottesanbeterin kann sich nicht paaren, während sein Kopf noch mit seinem Körper verbunden ist.
Das Weibchen leitet den Sex ein, indem Sie den Kopf des Männchens abreist.
(Liebl……ing, ich bin zu hause. Was soll …..?)

Ein Floh kann das 350-fache seiner Körperlänge springen.
Das ist so als ob ein Mensch die Länge eines Fußballfeldes springen kann.

(30 Minuten. Glückliches Schwein! Kannst du dir das vorstellen?)

Der Wels hat über 27.000 Geschmacksknospen. (Was könnte auf dem Grund eines Weihers so wohlschmeckend sein?)

Manche Löwen paaren sich mehr als 50 Mal am Tag. (Ich kann das mit dem Schwein immer noch nicht glauben …. Qualität über Quantität)

Schmetterlinge schmecken mit Ihren Füßen.
(Etwas was ich schon immer wissen wollte.)

Elefanten sind die einzigen Tiere, die nicht springen können. (Okay, das ist auch gut so)

Der Urin einer Katze leuchtet unter Schwarzlicht. (Ich frage mich wie viel die Regierung ausgegeben hat um das heraus zu kriegen)

Das Auge eines Vogel Strauß ist größer als sein Hirn (Ich kenne einige solche Leute).

Seesterne haben kein Hirn (solche Leute kenne ich auch)

Eisbären sind Linkshänder.

Menschen und Delfine sind die einzigen Gattungen die Sex zum Vergnügen haben.
(Was ist mit dem Schwein? Wissen die Delfine von dem Schwein?)

Jetzt da du mindestens ein Mal gelächelt hast, ist es an dir diese verrückten Tatsachen in Umlauf zu bringen. (und denk an das Schwein 🐷 )

🤣

Reblog. Nobel z archeologii!!!

Proszę o wybaczenie Teresę, której obiecałam, że dziś umieszczę jej wiersze, ale niestety, przesuwam je na jutro, no bo dziś muszę się po prostu zachłysnąć faktem, że archeolog dostał nagrodę Nobla. Wiem, wiem, to nagroda Nobla z medycyny, ale naprawdę chlubę przynosi archeologii.

Wasza Adminka

Crazy nauka

Ola Stanisławska

Bez Svante Pääbo, który 3 października otrzymał nagrodę Nobla z medycyny, nie poznalibyśmy genomów neandertalczyka i denisowianina, no i nie umielibyśmy wskazać, jaki odsetek genów dzielimy z tymi wymarłymi krewniakami 🧬🔬🧐

To Pääbo jako pierwszy na świecie uznał, że możliwe jest zsekwencjonowanie DNA faraona sprzed 3000 lat i neandertalczyka sprzed 30 tysięcy. Wymyślił to w czasach, kiedy samo sekwencjonowanie było wyczynem, nie mówiąc już o sekwencjonowaniu genomu uszkodzonego lub, co gorsza, należącego do dawno wymarłego gatunku!

Fot. PLoS

Svante Pääbo to geniusz i prekursor w jednym. A do tego niezwykle barwna postać.

Od fascynacji egiptologią i mumiami egipskimi szwedzki naukowiec przeniósł zainteresowania na neandertalczyka i niezwykle tajemniczego człowieka z jaskini Denisowej, który okazał się jeszcze jednym wymarłym gatunkiem Homo.

To w dużej mierze dzięki drobiazgowości Pääbo zrekonstruowane zostały trasy wędrówek Homo sapiens po opuszczeniu kolebki ludzkości, Afryki.

Szwedzki naukowiec sam obsesyjnie wypracowywał metody pracy w laboratorium, z których korzystają teraz wszyscy genetycy, a które pozwoliły mu uniknąć kompromitacji wynikającej z zanieczyszczenia genomów wymarłych gatunków DNA pochodzącym od pracowników laboratorium czy też od przyniesionych przez nich bakterii. Bo jakby to było, gdyby światło dzienne ujrzał nie genom neandertalczyka czy denisowianina, tylko genom jednego z laborantów z pracowni Pääbo?

Pääbo całymi latami był uznawany za naukowca niepokornego i trochę niewygodnego, wskutek czego w zasadzie został “zesłany”, jak sam napisał w książce “Neandertalczyk”, do Instytutu Maxa Plancka w Lipsku. A następnie, ku zaskoczeniu wielu osób, wprowadził ten instytut, założony w miejscu poenerdowskiego ośrodka, do ścisłej światowej czołówki!

Pääbo to jeden z najwybitniejszych współczesnych genetyków, twórca nowej dyscypliny naukowej – paleogenomiki. To nazwisko po prostu trzeba znać.

O tym, czego dokonał Svante Pääbo przeczytajcie TU.

PS. A może to jest Don Kichot? Taki chudy. I tak robi w nauce wszystko na opak.

The Big Bang no longer means what it used to

Reblog

Lots of Big Bang Theory discussions since Webb’s Deep Field was released.
Here’s an article about the history and meaning of the Big Bang Theory from Big Think:

From a pre-existing state, inflation predicts that a series of universes will be spawned as inflation continues, with each one being completely disconnected from every other one, separated by more inflating space. One of these “bubbles,” where inflation ended, gave birth to our Universe some 13.8 billion years ago, where our entire visible Universe is just a tiny portion of that bubble’s volume. Each individual bubble is disconnected from all of the others, and each place where inflation ends gives rise to its own hot Big Bang.
(Credit: Nicolle Rager Fuller)

As we gain new knowledge, our scientific picture of how the Universe works must evolve. This is a feature of the Big Bang, not a bug.

Ethan Siegel

If there’s one hallmark inherent to science, it’s that our understanding of how the Universe works is always open to revision in the face of new evidence. Whenever our prevailing picture of reality — including the rules it plays by, the physical contents of a system, and how it evolved from its initial conditions to the present time — gets challenged by new experimental or observational data, we must open our minds to changing our conceptual picture of the cosmos. This has happened many times since the dawn of the 20th century, and the words we use to describe our Universe have shifted in meaning as our understanding has evolved.

Yet, there are always those who cling to the old definitions, much like linguistic prescriptivists, who refuse to acknowledge that these changes have occurred. But unlike the evolution of colloquial language, which is largely arbitrary, the evolution of scientific terms must reflect our current understanding of reality. Whenever we talk about the origin of our Universe, the term “the Big Bang” comes to mind, but our understanding of our cosmic origins have evolved tremendously since the idea that our Universe even had an origin, scientifically, was first put forth. Here’s how to resolve the confusion and bring you up to speed on what the Big Bang originally meant versus what it means today.

Fred Hoyle was a regular on BBC radio programs in the 1940s and 1950s, and one of the most influential figures in the field of stellar nucleosynthesis. His role as the Big Bang’s most vocal detractor, even after the critical evidence supporting it had been discovered, is one of his longest-enduring legacies.
(Credit: British Broadcasting Company)

The first time the phrase “the Big Bang” was uttered was over 20 years after the idea was first described. In fact, the term itself comes from one of the theory’s greatest detractors: Fred Hoyle, who was a staunch advocate of the rival idea of a Steady-State cosmology. In 1949, he appeared on BBC radio and advocated for what he called the perfect cosmological principle: the notion that the Universe was homogeneous in both space and time, meaning that any observer not only anywhere but anywhen would perceive the Universe to be in the same cosmic state. He went on to deride the opposing notion as a “hypothesis that all matter of the universe was created in one Big Bang at a particular time in the remote past,” which he then called “irrational” and claimed to be “outside science.”

Instead of an empty, blank, three-dimensional grid, putting a mass down causes what would have been ‘straight’ lines to instead become curved by a specific amount. In General Relativity, we treat space and time as continuous, but all forms of energy, including but not limited to mass, contribute to spacetime curvature. The deeper you are in a gravitational field, the more severely all three dimensions of your space is curved, and the more severe the phenomena of time dilation and gravitational redshift become.
(Credit: Christopher Vitale of Networkologies and the Pratt Institute)

But the idea, in its original form, wasn’t simply that all of the Universe’s matter was created in one moment in the finite past. That notion, derided by Hoyle, had already evolved from its original meaning. Originally, the idea was that the Universe itself, not just the matter within it, had emerged from a state of non-being in the finite past. And that idea, as wild as it sounds, was an inevitable but difficult-to-accept consequence of the new theory of gravity put forth by Einstein back in 1915: General Relativity.

When Einstein first cooked up the general theory of relativity, our conception of gravity forever shifted from the prevailing notion of Newtonian gravity. Under Newton’s laws, the way that gravitation worked was that any and all masses in the Universe exerted a force on one another, instantaneously across space, in direct proportion to the product of their masses and inversely proportional to the square of the distance between them. But in the aftermath of his discovery of special relativity, Einstein and many others quickly recognized that there was no such thing as a universally applicable definition of what “distance” was or even what “instantaneously” meant with respect to two different locations.

With the introduction of Einsteinian relativity — the notion that observers in different frames of reference would all have their own unique, equally valid perspectives on what distances between objects were and how the passage of time worked — it was only almost immediate that the previously absolute concepts of “space” and “time” were woven together into a single fabric: spacetime. All objects in the Universe moved through this fabric, and the task for a novel theory of gravity would be to explain how not just masses, but all forms of energy, shaped this fabric that underpinned the Universe itself.

If you begin with a bound, stationary configuration of mass, and there are no non-gravitational forces or effects present (or they’re all negligible compared to gravity), that mass will always inevitably collapse down to a black hole. It’s one of the main reasons why a static, non-expanding Universe is inconsistent with Einstein’s General Relativity.
(Credit: E. Siegel/Beyond the Galaxy)

Although the laws that governed how gravitation worked in our Universe were put forth in 1915, the critical information about how our Universe was structured had not yet come in. While some astronomers favored the notion that many objects in the sky were actually “island Universes” that were located well outside the Milky Way galaxy, most astronomers at the time thought that the Milky Way galaxy represented the full extent of the Universe. Einstein sided with this latter view, and — thinking the Universe was static and eternal — added a special type of fudge factor into his equations: a cosmological constant.

Although it was mathematically permissible to make this addition, the reason Einstein did so was because without one, the laws of General Relativity would ensure that a Universe that was evenly, uniformly distributed with matter (which ours seemed to be) would be unstable against gravitational collapse. In fact, it was very easy to demonstrate that any initially uniform distribution of motionless matter, regardless of shape or size, would inevitably collapse into a singular state under its own gravitational pull. By introducing this extra term of a cosmological constant, Einstein could tune it so that it would balance out the inward pull of gravity by proverbially pushing the Universe out with an equal and opposing action.

Edwin Hubble’s original plot of galaxy distances versus redshift (left), establishing the expanding Universe, versus a more modern counterpart from approximately 70 years later (right). In agreement with both observation and theory, the Universe is expanding, and the slope of the line relating distance to recession speed is a constant.

Two developments — one theoretical and one observational — would quickly change this early story that Einstein and others had told themselves.

  1. In 1922, Alexander Friedmann worked out, fully, the equations that governed a Universe that was isotropically (the same in all directions) and homogeneously (the same in all locations) filled with any type of matter, radiation, or other form of energy. He found that such a Universe would never remain static, not even in the presence of a cosmological constant, and that it must either expand or contract, dependent on the specifics of its initial conditions.
  2. In 1923, Edwin Hubble became the first to determine that the spiral nebulae in our skies were not contained within the Milky Way, but rather were located many times farther away than any of the objects that comprised our home galaxy. The spirals and ellipticals found throughout the Universe were, in fact, their own “island Universes,” now known as galaxies, and that moreover — as had previously been observed by Vesto Slipher — the vast majority of them appeared to be moving away from us at remarkably rapid speeds.

In 1927, Georges Lemaître became the very first person to put these pieces of information together, recognizing that the Universe today is expanding, and that if things are getting farther apart and less dense today, then they must have been closer together and denser in the past. Extrapolating this back all the way to its logical conclusion, he deduced that the Universe must have expanded to its present state from a single point-of-origin, which he called either the “cosmic egg” or the “primeval atom.”

This image shows Catholic priest and theoretical cosmologist Georges Lemaître at the Catholic University of Leuven, ca. 1933. Lemaître was among the first to conceptualize the Big Bang as the origin of our Universe within the framework of General Relativity, even though he didn’t use that name himself.
(Credit: public domain)

This was the original notion of what would grow into the modern theory of the Big Bang: the idea that the Universe had a beginning, or a “day without yesterday.” It was not, however, generally accepted for some time. Lemaître originally sent his ideas to Einstein, who infamously dismissed Lemaître’s work by responding, “Your calculations are correct, but your physics is abominable.”

Despite the resistance to his ideas, however, Lemaître would be vindicated by further observations of the Universe. Many more galaxies would have their distances and redshifts measured, leading to the overwhelming conclusion the Universe was and still is expanding, equally and uniformly in all directions on large cosmic scales. In the 1930s, Einstein conceded, referring to his introduction of the cosmological constant in an attempt to keep the Universe static as his “greatest blunder.”

However, the next great development in formulating what we know of as the Big Bang wouldn’t come until the 1940s, when George Gamow — perhaps not so coincidentally, an advisee of Alexander Friedmann — came along. In a remarkable leap forward, he recognized that the Universe was not only full of matter, but also radiation, and that radiation evolved somewhat differently from matter in an expanding Universe. This would be of little consequence today, but in the early stages of the Universe, it mattered tremendously.

Matter, Gamow realized, was made up of particles, and as the Universe expanded and the volume that these particles occupied increased, the number density of matter particles would drop in direct proportion to how the volume grew.

But radiation, while also made up of a fixed number particles in the form of photons, had an additional property: the energy inherent to each photon is determined by the photon’s wavelength. As the Universe expands, the wavelength of each photon gets lengthened by the expansion, meaning that the amount of energy present in the form of radiation decreases faster than the amount of energy present in the form of matter in the expanding Universe.

But in the past, when the Universe was smaller, the opposite would have been true. If we were to extrapolate backward in time, the Universe would have been in a hotter, denser, more radiation-dominated state. Gamow leveraged this fact to make three great, generic predictions about the young Universe.

  1. At some point, the Universe’s radiation was hot enough so that every neutral atom would have been ionized by a quantum of radiation, and that this leftover bath of radiation should still persist today at only a few degrees above absolute zero.
  2. At some even earlier point, it would have been too hot to even form stable atomic nuclei, and so an early stage of nuclear fusion should have occurred, where an initial mix of protons-and-neutrons should have fused together to create an initial set of atomic nuclei: an abundance of elements that predates the formation of atoms.
  3. And finally, this means that there would be some point in the Universe’s history, after atoms had formed, where gravitation pulled this matter together into clumps, leading to the formation of stars and galaxies for the first time.
Schematic diagram of the Universe’s history, highlighting reionization. Before stars or galaxies formed, the Universe was full of light-blocking, neutral atoms that formed back when the Universe was ~380,000 years old. Most of the Universe doesn’t become reionized until 550 million years afterwards, with some regions achieving full reionization earlier and others later. The first major waves of reionization begin happening at around ~200 million years of age, while a few fortunate stars may form just 50-to-100 million years after the Big Bang. With the right tools, like the JWST, we hope to reveal the earliest galaxies of all.
(Credit: S. G. Djorgovski et al., Caltech; Caltech Digital Media Center)

These three major points, along with the already-observed expansion of the Universe, form what we know today as the four cornerstones of the Big Bang. Although one was still free to extrapolate the Universe back to an arbitrarily small, dense state — even to a singularity, if you’re daring enough to do so — that was no longer the part of the Big Bang theory that had any predictive power to it. Instead, it was the emergence of the Universe from a hot, dense state that led to our concrete predictions about the Universe.

Over the 1960s and 1970s, as well as ever since, a combination of observational and theoretical advances unequivocally demonstrated the success of the Big Bang in describing our Universe and predicting its properties.

  • The discovery of the cosmic microwave background and the subsequent measurement of its temperature and the blackbody nature of its spectrum eliminated alternative theories like the Steady State model.
  • The measured abundances of the light elements throughout the Universe verified the predictions of Big Bang nucleosynthesis, while also demonstrating the need for fusion in stars to provide the heavy elements in our cosmos.
  • And the farther away we look in space, the less grown-up and evolved galaxies and stellar populations appear to be, while the largest-scale structures like galaxy groups and clusters are less rich and abundant the farther back we look.

The Big Bang, as verified by our observations, accurately and precisely describes the emergence of our Universe, as we see it, from a hot, dense, almost-perfectly uniform early stage.

But what about the “beginning of time?” What about the original idea of a singularity, and an arbitrarily hot, dense state from which space and time themselves could have first emerged?

A visual history of the expanding Universe includes the hot, dense state known as the Big Bang and the growth and formation of structure subsequently. The full suite of data, including the observations of the light elements and the cosmic microwave background, leaves only the Big Bang as a valid explanation for all we see. As the Universe expands, it also cools, enabling ions, neutral atoms, and eventually molecules, gas clouds, stars, and finally galaxies to form. However, the Big Bang was not an explosion, and cosmic expansion is very different from that idea.

That’s a different conversation, today, than it was back in the 1970s and earlier. Back then, we knew that we could extrapolate the hot Big Bang back in time: back to the first fraction-of-a-second of the observable Universe’s history. Between what we could learn from particle colliders and what we could observe in the deepest depths of space, we had lots of evidence that this picture accurately described our Universe.

But at the absolute earliest times, this picture breaks down. There was a new idea — proposed and developed in the 1980s — known as cosmological inflation, that made a slew of predictions that contrasted with those that arose from the idea of a singularity at the start of the hot Big Bang. In particular, inflation predicted:

  • A curvature for the Universe that was indistinguishable from flat, to the level of between 99.99% and 99.9999%; comparably, a singularly hot Universe made no prediction at all.
  • Equal temperatures and properties for the Universe even in causally disconnected regions; a Universe with a singular beginning made no such prediction.
  • A Universe devoid of exotic high-energy relics like magnetic monopoles; an arbitrarily hot Universe would possess them.
  • A Universe seeded with small-magnitude fluctuations that were almost, but not perfectly, scale invariant; a non-inflationary Universe produces large-magnitude fluctuations that conflict with observations.
  • A Universe where 100% of the fluctuations are adiabatic and 0% are isocurvature; a non-inflationary Universe has no preference.
  • A Universe with fluctuations on scales larger than the cosmic horizon; a Universe originating solely from a hot Big Bang cannot have them.
  • And a Universe that reached a finite maximum temperature that’s well below the Planck scale; as opposed to one whose maximum temperature reached all the way up to that energy scale.

The first three were post-dictions of inflation; the latter four were predictions that had not yet been observed when they were made. On all of these accounts, the inflationary picture has succeeded in ways that the hot Big Bang, without inflation, has not.

The quantum fluctuations that occur during inflation get stretched across the Universe, and when inflation ends, they become density fluctuations. This leads, over time, to the large-scale structure in the Universe today, as well as the fluctuations in temperature observed in the CMB. New predictions like these are essential for demonstrating the validity of a proposed fine-tuning mechanism, and to test (and potentially rule out) alternatives.
(Credit: E. Siegel; ESA/Planck and the DOE/NASA/NSF Interagency Task Force on CMB research)

During inflation, the Universe must have been devoid of matter-and-radiation and instead contained some sort of energy — whether inherent to space or as part of a field — that didn’t dilute as the Universe expanded. This means that inflationary expansion, unlike matter-and-radiation, didn’t follow a power law that leads back to a singularity but rather is exponential in character. One of the fascinating aspects about this is that something that increases exponentially, even if you extrapolate it back to arbitrarily early times, even to a time where t → -∞, it never reaches a singular beginning.

Now, there are many reasons to believe that the inflationary state wasn’t one that was eternal to the past, that there might have been a pre-inflationary state that gave rise to inflation, and that, whatever that pre-inflationary state was, perhaps it did have a beginning. There are theorems that have been proven and loopholes discovered to those theorems, some of which have been closed and some of which remain open, and this remains an active and exciting area of research.

Blue and red lines represent a “traditional” Big Bang scenario, where everything starts at time t=0, including spacetime itself. But in an inflationary scenario (yellow), we never reach a singularity, where space goes to a singular state; instead, it can only get arbitrarily small in the past, while time continues to go backward forever. Only the last minuscule fraction of a second, from the end of inflation, imprints itself on our observable Universe today.
(Credit: E. Siegel)

But one thing is for certain.

Whether there was a singular, ultimate beginning to all of existence or not, it no longer has anything to do with the hot Big Bang that describes our Universe from the moment that:

  • inflation ended,
  • the hot Big Bang occurred,
  • the Universe became filled with matter and radiation and more,
  • and it began expanding, cooling, and gravitating,

eventually leading to the present day. There are still a minority of astronomers, astrophysicists and cosmologists who use “the Big Bang” to refer to this theorized beginning and emergence of time-and-space, but not only is that not a foregone conclusion anymore, but it doesn’t have anything to do with the hot Big Bang that gave rise to our Universe. The original definition of the Big Bang has now changed, just as our understanding of the Universe has changed. If you’re still behind, that’s ok; the best time to catch up is always right now.

Już mi bliżej niż dalej*

Dariusz Bareya

Reblog o byciu starym (znalazł na FB Jarosław Łukasik)

Nasza kultura najczęściej cieszy się z sukcesów na wczesnych etapach życia, hołubi ludzi, którzy szybko rozkwitają.

Zarazem ci ludzie często równie szybko przekwitają, jak zakwitli.

Właśnie z tego powodu ignoruję wszelkie publikowane listy typu “35 najlepszych przed trzydziestką piątką”.

Nie interesują mnie byty jednoroczne, lecz długoletnie.

Chciałbym czytać tylko rankingi typu “8 najlepszych po osiemdziesiątce”.

Nie chcę wiedzieć, jak trzydziestolatek stał się bogaty i słynny.

Chcę słuchać o tym, jak osoba osiemdziesięcioletnia przeżyła swoje życie w zapomnieniu, cały czas tworząc, dzięki czemu była szczęśliwa.

Chcę wiedzieć, jak osiemdziesięciolatek Bill Cunningham skakał na rowerze każdego dnia i jeździł po Nowym Jorku, robiąc zdjęcia.

Chcę wiedzieć, jak Joan Rivers umiała opowiadać dowcipy do samego końca życia.

Chcę wiedzieć, jak dziewięćdziesięciolatek Pablo Casals wstawał rano i ćwiczył grę na wiolonczeli.

To u tego typu ludzi szukam inspiracji.

Zdołali oni bowiem znaleźć tę jedną rzecz, która sprawia, że czują, iż żyją, oraz sami trzymają się przy życiu, wykonując tę rzecz.

Są to osoby, które zasiały nasiona, zajęły się sobą i udało im się wyrosnąć w coś trwałego.

Chcę być jednym z nich.

Chce uczynić słowa malarza po osiemdziesiątce Davida Hockneya moim osobistym mottem:

“Będę kontynuował, dopóki nie padnę”. (Rób swoje – Austin Kleon)


* Tytuł wpisu ode mnie (EMS)

Reblog: 4 pisarki, które zdefiniowały świat

Samuel Dowd

…(i literaturę) na nowo

Ich niecodzienna, radykalna i zuchwała twórczość na zawsze zmieniła literaturę i kobiety. Czasem odbywało się to po cichu, a innym razem z rozmachem.

Utwór Cztery kobiety Niny Simone to wstrząsający akt oskarżenia, głos sprzeciwu wobec spuścizny niewolnictwa. Słynna piosenkarka jazzowa wypowiada się w imieniu całych pokoleń afroamerykańskich kobiet, przez wieki doświadczających niesprawiedliwości i przemocy. Na przestrzeni XX wieku wiele nieustraszonych wojowniczek podobnie jak Simone występowało przeciwko pokornej i biernej postawie kobiet, broniąc swojego prawa do mówienia własnym głosem i zachęcając do tego inne siostry. Najważniejsze z nich to Virginia Woolf, Simone de Beauvoir, Monique Wittig, Maya Angelou, Bell Hooks i Nawal El-Saadawi.

Odziedziczyłem miłość do literatury po mojej matce. Wszystkie książki, jakie mamy w domu — te powciskane na półkach, rozrzucone po podłogach i zalegające na stoliku nocnym — należały do niej. Często mi czytała, a ja uwielbiałem słuchać raz opadającej, raz wznoszącej tonacji jej głosu. W trakcie czytania nie tylko nauczyła mnie swojej „matczynej mowy”, ale także wpoiła, że słowa budują świat. Utalentowany autor czy autorka ma moc kształtowania otaczającego nas świata.

Książki są ogniwem, które łączy moją matkę i mnie po dziś dzień. Wymieniamy się nimi, dyskutujemy o nich. I często w książkach napisanych przez kobiety odnajdujemy najciekawsze i najistotniejsze dla współczesnego świata wątki. Poniżej przedstawię cztery pisarki, które opisały rzeczywistość z punktu widzenia kobiet, by dać im głos i wypełnić je siłą. 

Lepszy świat nie może istnieć bez wyzwolenia umysłów, ciał, a nade wszystko języka kobiet – Nawal El-Saadawi.

1. Clarice Lispector

Gdy w wieku 23 lat Clarice Lispector opublikowała W pobliżu dzikiego serca, poeta Lêdo Ivo nazwał ją najwspanialszą powieścią, jaką kiedykolwiek kobieta napisała po portugalsku. Gwałtowny, dynamiczny opis myśli i przeżyć bohaterki powieści wprawiał w osłupienie ówczesnych czytelników w Brazylii. Monolog wewnętrzny Joany jest liryczny, senny i nieuchwytny. Oddaje sprzeciw bohaterki wobec konwencji oraz oczekiwań, także własnych.

W 1944 roku powieść została wyróżniona prestiżową nagrodą Graça Aranha. Lispector napisała po niej wiele uznanych powieści, artykułów i opowiadań, w tym „Pasję według G.H.” (1964), opisującą niemal ekstatyczne doznania bohaterki w obliczu śmierci karalucha, a także powieść „Água Viva” („Żywa woda” — 1973), kolaż myśli i refleksji nieprzepuszczonych przez żaden filtr:

Stwarzam siebie na nowo, kreśląc rysunek. Mam głos. Gdy zatracam się w kresce, ćwiczę, jak doświadczać życia bez planowania. W świecie brak określonego porządku, a zatem wszystko, co mam, to porządek mojego oddechu. Pozwalam sobie samej się wydarzać.

Krytyk literacki Sergo Millet twierdził, że Clarice Lispector penetruje głębię psychologicznej złożoności współczesnej duszy. Autorka bez ustanku badała powiązanie pomiędzy językiem a świadomością i próbowała zdefiniować, co tak naprawdę oznacza żyć w kobiecym ciele. Niewątpliwie zaliczana do grona najznakomitszych autorów i autorek XX wieku, według jej biografa i tłumacza w Stanach Zjednoczonych, Benjamina Mosera, była także najważniejszą twórczynią żydowską od czasów Kafki. Tak pisała o niej autorka Hélène Cixous: Clarice to imię kobiety, która zdolna jest przywoływać życie we wszystkich jego ciepłych i chłodnych odcieniach. A ono przychodzi. Ona mówi: Oto jestem. I w tej właśnie chwili Clarice jest. Clarice jest całkowicie zanurzona w chwili, gdy poddaje się istnieniu, żywa, bezkresna, nieskończona…

2. Hélène Cixous

Francusko-algierską pisarkę Hélène Cixous uważa się za jedną z matek poststrukturalnej teorii feministycznej. Jacques Derrida, którego łączyło z nią żydowsko-algierskie pochodzenie i z którym blisko współpracowała, określał ją mianem najlepszego żyjącego autora piszącego w języku francuskim. Wydała ponad 70 dzieł, w tym 23 tomy poezji, sześć zbiorów esejów, pięć dramatów i niezliczone artykuły. Współtworzyła również francuski uniwersytet Université Paris 8 oraz pierwszy Ośrodek Badań nad Problematyką Kobiet w Europie.

Jednak Cixous to nie tylko utalentowana pisarka. Konsekwentnie przekracza wszelkie granice języka, łamiąc jego zasady, ściga się z tym, co w nim nieuchwytne. Jako poliglotka pisze w wielu językach. Podczas wykładu I say Allemagne w 2016 roku postulowała, że poznając nowy język, zyskujesz na człowieczeństwie. Cixous ostro sprzeciwia się pokutującej przez wieki praktyce definiowania kobiet poprzez ich niedostatki i stawia przed sobą oraz innymi wyzwanie, by stworzyć siebie na nowo, bazując na wyjątkowości swoich ciał i biografii. W swoim najsłynniejszym eseju, Le Rire de la Méduse (Śmiech Meduzy — 1975 r.) wyjaśnia:

Kiedy piszę, to wszystko czego nie wiemy, kim powinniśmy być, wypisuje się ze mnie, bez ograniczeń, bez przewidywań, i wszystko czym my będziemy, nas woła do niestrudzonej, upajającej, nigdy nie sytej pogoni za miłością. Zawsze na siebie natrafimy (przeł. Anna Nasilowska).

Esej jest pełną pasji, buntowniczą deklaracją miłości do emancypacyjnej, transgresywnej twórczości kobiet. Pisząc siebie, Cixous pokazuje, że kobiety mogą używać języka, by odzyskać wolność i przyszłość, których tak długo im odmawiano.

3. Audre Lorde

Podobne przesłanie towarzyszy twórczości Audre Lorde. Amerykanka argumentowała, że kobiecy erotyzm — tłamszony i deprecjonowany przez zachodnie, białe społeczeństwo — jest wyzwoleńczą siłą.

Przyznając erotyce należne miejsce w naszym życiu, zyskujemy energię napędową do poszukiwania zmiany w świecie… nie tylko sięgamy do źródeł naszej najskrytszej kreatywności, ale robimy to, co kobiece i co ucieleśnia naszą siłę w obliczu rasistowskiego, patriarchalnego i antyerotycznego społeczeństwa. 

Urodzona w Nowym Jorku autorka o karaibskich korzeniach opisywała samą siebie jako „czarnoskórą, lesbijkę, matkę, wojowniczkę i poetkę”. Od najmłodszych lat tworzyła poezję. Lorde to feministka, nauczycielka, bibliotekarka i aktywistka, której twórczość stanowi świadectwo marginalizacji i wykluczenia społecznego niektórych grup. Autorka była niezwykle wpływową postacią w ruchu na rzecz wyzwolenia czarnoskórych kobiet. Krytykowała również supremację białych w ramach głównego nurtu feminizmu. Badając tożsamość w swoich dziełach, podkreślała, że to wysoce skomplikowany byt, na który składa się płeć, rasa, klasa czy seksualność.

Lorde wspierała kobiety na Kubie i w podzielonym rasowo społeczeństwie RPA. Objęła stanowisko profesor wizytującej na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie, gdzie ukuła termin „Afro-Niemiec”. Dał on początek ruchowi czarnoskórych w Niemczech, w ramach którego postulowano okazywanie sprzeciwu za pomocą języka, nie poprzez przemoc. Jako profesor języka angielskiego uhonorowana tytułem poety-laureata stanu Nowy Jork w latach 1991-1992, podkreślała wagę literatury: „Dla kobiet poezja nie jest zbytkiem. To niezbędna potrzeba życiowa. Nadaje jakość światłu, w którym odbijamy nasze pragnienia i marzenia o przetrwaniu i zmianie. Najpierw na poziomie języka, potem idei, w końcu wymiernych czynów”. 

Jej prace pełne są siły, gniewu, buntu i nawoływania do zmiany — są odbiciem kobiety, która dążyła do tego, by „dzielące nas różnice przekuć w siłę”, odmawiając milczenia w obliczu niesprawiedliwości.

4. Joumana Haddad

Kolejną autorką, która nie daje sobie zamknąć ust jest Joumana Haddad — enfant terrible Bliskiego Wschodu. Wielokrotnie nagradzana poetka, dziennikarka, wydawczyni i tłumaczka (posługuje się siedmioma językami), jest redaktorką kulturalną czołowego libańskiego dziennika an-Nahar. Swego czasu wywołała skandal w arabskim świecie, publikując erotyczne czasopismo Jasad (Ciało). Pisarz Tahar Ben Jelloun mówił o niej tak: „Literatura bywa niczym cyklon, który burzy zasady decorum… Joumana Haddad to poetka, która zadomowiła się w tym cyklonie”.

Okiem cyklonu jest z kolei Bejrut, gdzie Haddad się urodziła i wychowała dwóch synów. Poetka sprzeciwia się stereotypowemu postrzeganiu arabskich kobiet przez Zachód. Jednocześnie konfrontuje się z arabskimi poglądami na temat kobiecości. Zaczytując się w Markizie de Sade, którego odkryła za młodu w biblioteczce swojego ojca, Haddad opisuje swoją podróż do swobody intelektualnej w autobiograficznym eseju Zabiłam Szeherezadę. Wyznania gniewnej arabskiej kobiety (2010).

W pracy rozprawia się z niełatwymi tematami takimi jak kobiecy erotyzm, kobiety w polityce czy religia instytucjonalna. Esej stanowi druzgocącą krytykę zarówno zachodnich, jak i arabskich wierzeń. Cytuje w nim Hélène Cixous: „Ocenzuruj ciało, a tym samym ocenzurujesz oddech i mowę”, dodając:

Kobieta jest swoim jedynym znawcą i przewodnikiem po sobie samej. Stanowi jedyny punkt odniesienia dla swojego ciała, ducha i esencji siebie.

W wierszu „Zawsze powstanę“ Maya Angelou pyta: „Czy mój seksapil Cię irytuje?” Joumana Haddad — seksowna, nieustraszona, bezkompromisowa, bezpośrednia — podąża za nią, wykorzystując język, by zburzyć status quo i stworzyć własną, wyjątkową przestrzeń na tym świecie. Wierzy, że „umiejętność czytania to jedno z najważniejszych narzędzi wyzwoleńczych każdego człowieka, a w szczególności współczesnej arabskiej kobiety”.

Dziś na wszystkich kontynentach kobiety czytają inne kobiety, opisując świat na nowo, wreszcie po swojemu. 


Samuel Dowd jako nastolatek mieszkał w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Po ukończeniu studiów na kierunku rzeźby, filozofii oraz „sztuki opartej na czasie” rozpoczął pracę jako artysta, twórca filmowy, ogrodnik, pisarz i redaktor Babbel. W poszukiwaniu wszystkiego, co eksperymentalne – w architekturze,  rolnictwie ekologicznym, wielojęzycznej literaturze z pogranicza prozy i poezji oraz muzyce – mieszkał w wielu zakątkach świata: w Finlandii, Nowej Zelandii, Austrii, Chorwacji, a od 2013 r. w Berlinie.

Donkeyszot :-) i zaimki

Ewa Maria Slaska

z inspiracji Viatora

Plakat został sfotografowany na ulicy Parkowej w Trzebiatowie.

Osioł i szot. Ale i Don Kichot. A ten szot, nie wiadomo, może to strzał, może część olinowania, czy mała wódka, a może nowocześniej – buteleczka wyciągu z imbiru, która daje ponoć taki zastrzyk energii, że każdego gnuśnika wyciąg-nie z jego gnuśnego zakątka. I jeszcze jakaś Ameryka Południowa się na tym plakacie plącze, bo ten kaktus jest jednak iście meksykański, a lama, wiadomo, andyjska.

W zoo są alpaki, lamy, owce, kozy, kózki, kucyki, no i oczywiście osiołki.

Mini Zoo w Rogozinie. TEJ Rogozinie – piszę to, bo chyba automatycznie pomyślałam, że to TEN Rogozin, a może TO Rogozino, a tu tymczasem jest TA Rogozina. Takie miasteczko, które powinno podawać w nawiasie swoje zaimki, tak jak to się powoli przyjmuje w środowiskach lewicowych (mimo protestów różnych celebrytów), po to żebyśmy nie zostawiali osób nieheteronormatywnych samych z problemem, jak mamy się do nich zwracać.

Rozumiecie? Wiecie, o co chodzi? O tranzycję!

On, ona, oni: Zaimki osób niebinarnych i transpłciowych

Julia Właszczuk

Fot. Getty Images
Fot. Getty Images

W gazecie Vogue Cecylia Jakubczak, kierowniczka Zespołu Komunikacyjnego Kampanii Przeciw Homofobii, tłumaczy, jak prawidłowo zwracać się do osób niebinarnych i transpłciowych.

Dlaczego zwracanie się do osób transpłciowych wybranymi zaimkami jest takie ważne?

Jednym z elementów tranzycji, czyli procesu mającego na celu pełne dopasowanie ekspresji płciowej do tożsamości płciowej, jest tranzycja społeczna. Tranzycja społeczna polega m.in. na używaniu przez osobę transpłciową innych niż dotychczas zaimków i imienia. Jak wskazują badania, zwracanie się do osób transpłciowych właściwym imieniem i używanie odpowiednich zaimków w sposób pozytywny wpływa na ich dobrostan, zmniejszając o 65 proc. ryzyko kryzysu psychicznego, wystąpienia depresji i myśli samobójczych.

Dlaczego nie powinno się stosować deadname?

Deadname to imię nadane osobie niebinarnej lub transpłciowej przy narodzinach, bez możliwości jej udziału w decyzji. Jeżeli osoba nie przeszła formalnej tranzycji, to deadname może nadal figurować w jej dokumentach. Nie może to stanowić wytłumaczenia dla jego stosowania. Deadnaming jest formą przemocy. Dlatego rozmawiając z osobą transpłciową, nie pytaj o jej deadname ani jej tak nie nazywaj. 

Czym są zaimki they/their? Jak tłumaczyć je na język polski?

Osoby niebinarne, czyli takie, które nie wpisują się w binarny podział na mężczyzn i kobiety, w krajach anglojęzycznych używają zaimków they/their. Zaimki te nie tłumaczą się na język polski. Dlatego osoby niebinarne w Polsce często stosują zaimki żeńskie i męskie wymiennie lub ich unikają. Jeżeli nie wiesz, jakimi zaimkami zwracać się do osoby, z którą rozmawiasz, po prostu zapytaj. Zadanie pytania „Jak się do ciebie zwracać?” jest w porządku. Gdy usłyszysz odpowiedź, to jej nie podważaj. 

Który termin jest poprawny: osoba transpłciowa, osoba trans, osoba transseksualna, transseksualista?

Osoba transpłciowa to osoba, której płeć nie jest zgodna z płcią metrykalną, czyli płcią oznaczoną w akcie urodzenia tuż po narodzinach. Społeczność osób transpłciowych tworzą trans kobiety i trans mężczyźni. Taki zapis powoduje, że słowo „trans” staje się określeniem cechy danej osoby, a nie pełną definicją jej płci. Termin transpłciowości odnosi się do tożsamości płciowej, a nie do orientacji seksualnej, stąd „trans” + „płciowość”, a nie transseksualizm. Podobnie jak homoseksualista, słowo transseksualista budzi negatywne skojarzenie z patologią medyczną i nie powinno być stosowane. Używanie zwrotów „trans” i „transka” nie jest okej. 

W swoim coming oucie Elliot Page napisał, że jest trans i niebinarny. Jak ma się niebinarność do transpłciowości?

Tożsamość płciową określa to, jak odczuwasz swoją płeć, czyli to, czy czujesz się kobietą, mężczyzną czy osobą niebinarną. Pojęcie transpłciowości obejmuje osoby niebinarne, czyli takie, które wewnętrznie nie utożsamiają się wyłącznie z płcią żeńską ani męską. Osoby niebinarne mogą znajdować się na spektrum pomiędzy kategoriami kobieta – mężczyzna. Ich tożsamość płciowa może być płynna (genderfluid). Mogą też nie identyfikować się z żadną płcią, czyli być zupełnie poza spektrum.

Jak okazać wsparcie osobie transpłciowej?

Wspieraj, słuchając. Bądź towarzyszką albo towarzyszem w procesie, bądź otwarty na ich potrzeby. Nie podważaj doświadczeń drugiej osoby. Konfrontuj się z błędami, które być może popełnisz i naprawiaj je, przyjmuj krytykę. Jeżeli przypuszczasz, że ktoś znajomy może być osobą transpłciową, nie zadawaj pytań, nie przymuszaj do coming outu – wybór odpowiedniej chwili należy do tej osoby, a nie do ciebie. 

Jak możemy wspierać społeczność trans w Polsce i na świecie?

Jako sojusznicy i sojuszniczki musimy pamiętać, że nie jesteśmy głosem osób transpłciowych, choć bywamy głosem w ich sprawie. Istotne, by nie zabierać przestrzeni, która nie jest nasza – mówiąc o osobach transpłciowych, skupmy się na faktach i badaniach, a nie na tym, co czują takie osoby, bo tego nie wiemy. Reagujmy na przejawy transfobii, dokształcajmy się i edukujmy innych. Dbajmy o widoczność osób transpłciowych – pomagajmy w tworzeniu przestrzeni do tego, aby trans kobiety i trans mężczyźni mogli wypowiadać się sami o sobie.

Cecylia Jakubczak od 2015 r. związana ze stowarzyszeniem Kampania Przeciw Homofobii, w którym odpowiada za komunikację. Do jej zadań należy m.in. realizacja strategii komunikacyjnej organizacji, współpraca z mediami oraz koordynacja działań komunikacyjnych projektów i kampanii społecznych KPH. Jakubczak specjalizuje się również w prowadzeniu warsztatów dla mediów dot. języka wolnego od dyskryminacji.

Irena Bobowska: Wiersze / Gedichte

Anna Krenz

IRENA BOBOWSKA
(geb. 3.9.1920, Poznań; gest. 27.9.1942, Berlin-Plötzensee)

Eine  junge Frau. Eine hochbegabte Malerin und Dichterin. Eine Schwerbehinderte im Rollstuhl. Eine Pfadfinderin, Aktivistin der Posener Waffen Organisation, dh. Militärorganisation im Westen Polens (Großpolen). Mitgründerin und Mitherausgeberin der Untergrund-Zeitschrift “Pobudka” (Weckruf). Sie sammelte die Informationen aus der Funküberwachung und bereitet sie zum Ausdrucken vor. Sie transportierte die konspirative Dokumente versteckt in ihrem Rollstuhl. Wegen ihrer Untergrundarbeit wurde sie von der GESTAPO verhaftet. Sie verbrachte zwei Jahre im Gefängnis (Fort VII in Poznań, Gefängnis in Wronki, Gefängnis Alt-Moabit, Gefängnis Barnimstraße und schließlich Gefängnis Berlin-Plötzensee). Sie wurde gefoltert und gedemütigt und fand ihren Ausweg im Schreiben von Gedichten und im Zeichnen.
Sie wurde am 27. September 1942 im Morgengrauen im Gefängnis Berlin-Plötzensee hingerichtet. 

Das Gedicht “Weil ich lerne …”, geschrieben in Fort VII in Posen, wurde von ihrer Tante Stanisława Kwiatkowska, die aus dem Gefängnis in Wronki entlassen wurde, in einem Schuh aus dem Gefängnis gebracht. Dieses Gedicht, voller Schmerz und Hoffnung, verbreitete sich anonym in Gefängnissen und Konzentrationslagern. Es wurde von weiblichen Gefangenen in Oświęcim, von weiblichen Gefangenen im Nachkriegs-Fordon gelesen. Das von Ewa Maria Slaska ins Deutsche übersetzte Gedicht wurde u.A. anlässlich des Internationalen Frauentags am 8.3.2021 vom Kollektiv Dziewuchy Berlin während der Performance “We are relevant” auf dem Nettelbeckplatz in Berlin vorgetragen. 
mehr: DEMO Wir sind Widerstand. 

Wir erinnern an sie. Weil sie war und ist – relevant.

Im Rahmen des Projekts wurden die acht gefundenen Gedichte ins Deutsche übersetzt von: Agnieszka Dębska (2022), Elżbieta Jagiełło (2022),  Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Das Gedicht “Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen” wurde 1995 von Bettina Eberspächer übersetzt und in der Publikation “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995), herausgegeben von Ewa Maria Slaska, veröffentlicht.

IRENA BOBOWSKA
(Urodzona 3 września 1920 r. w Poznaniu, stracona 26 września 1942 r. w Berlinie-Plötzensee)

Młoda kobieta. Niezwykle utalentowana rysowniczka i poetka. Osoba z niepełnosprawnościami, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Harcerka, działaczka Poznańskiej Organizacji Zbrojnej, tj. organizacji wojskowej w zachodniej Polsce (Wielkopolska). Współzałożycielka i współredaktorka podziemnego pisma “Pobudka”. Zbierała informacje z monitoringu radiowego i przygotowała je do druku. Dokumenty konspiracyjne przewoziła ukryte w swoim wózku inwalidzkim. Z powodu swojej pracy konspiracyjnej została aresztowana przez GESTAPO.  Dwa lata spędziła w więzieniu (Fort VII w Poznaniu, więzienie we Wronkach, więzienie Alt-Moabit, więzienie Barnimstraße i wreszcie więzienie Berlin-Plötzensee). Torturowana i poniżana, ucieczkę znalazła w pisaniu wierszy i rysowaniu. Została stracona o świcie 27 września 1942 roku w więzieniu Berlin-Plötzensee.

Najbardziej znany wiersz Bobowskiej, “Bo się uczę…”, napisany w Forcie VII w Poznaniu, przyniosła w bucie z więzienia zwolniona z więzienia we Wronkach ciotka Stanisława Kwiatkowska. Wiersz ten, pełen bólu i nadziei, rozchodził się anonimowo w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Był czytana przez więźniarki w Oświęcimiu, przez więźniarki w powojennym Fordonie. Na niemiecki wiersz przetłumaczyła Ewa Maria Slaska, odczytywany był przez kolektyw Dziewuchy Berlin między innymi w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet (8.3.2021) podczas performance “Jesteśmy istotne” na Widerstandsplatz (Nettelbeckplatz) w Berlinie. więcej: DEMO Wir sind Widerstand. 

Pamiętamy o niej. Bo była i jest – istotna.

W ramach projektu znalezione osiem wierszy na niemiecki przetłumaczyły: Agnieszka Dębska (2022),  Elżbieta Jagiełło (2022), Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Wiersz “Ostatnie pozdrowienie” przetłumaczony był przez Bettinę Eberspächer w 1995 roku i opublikowany w publikacji “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995) pod redakcją Ewy Marii Slaskiej.

Ostatnie pozdrowienie

Przez gwiazdy i księżyc i słońca promienie,
Przez wszystkie blaski istniejące,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje serce tęskniące.

Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie,
Przez wszystko, co kwitnie i rośnie,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje sny o wiośnie.

Przez świeżą zieleń, przez błękit nieba,
Przez grę kolorów tęczową, lśnienia,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Tchnące miłością purpurową.

Przez bicie dzwonów, przez ptaszęce pienia,
Przez wszystkie śpiewy i dźwięki,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
W tonach żałosnej piosenki.

Przez sny złote i srebrne marzenia,
I poprzez myśli tęsknych roje…
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Przyślijcie Wy mi serca swoje.
(Alt-Moabit, 1941?)

Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen

Von Mond und Sternen, von Sonnenstrahlen,
Von allem Lichtschein der Welt,
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und mein sehnendes Herz.

Von allen Bäumen und Sträuchern, des Windes Atem,
Von allem, was wächst und was blüht
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und meinen Frühlingstraum.

Von Himmelsblau und von frischem Grün,
Vom Glanz, von des Regenbogens Spiel der Farben
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Von purpurner Liebe behaucht.

Von Vogelgesängen, von der Glockenschlägen,
Von allem, was tönt und was singt
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen,
Der wie ein Klagelied klingt.

Von goldenen Träumen, silbernen Verlangen,
Von der Sehnsuchtsgedanken Spiel
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
– Schickt Ihr euer Herz zu mir

(übersetzt von Bettina Eberspächer, 1995)

***

Modlitwa

Za wszystkie dobre z Bożej ręki wzięte
Za skarby wiary, za pociechy święte
Za trudy, prace i trudów owoce
Chwile szczęścia i długie niemoce
Za spokój, walkę
Za chwile szczęścia i dni żałoby

(23.4.194?)

Das Gebet

Für all das Gute aus Gotteshand erfasste
Für Glaubensschätze, für die heiligen Troste
Für Arbeit, Mühen und deren Gewinn
Die Glücksmomente und Tage ohne Sinn
Für Kampf und Frieden weltweit
Für Glück und für die Trauerzeit.

(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)

***

Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Słońce nam zaświeci,
Otworzą Fortu drzwi.
O szczęściu i swobodzie
Gromada więźniów śni.
Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień,
Więzienne znikną mury,
Fortecy zniknie cień.
I radość znów zagości
Wśród śmiechu jasnych śnień.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.
Hasłem naszym będzie:
Rodzina, kraj i Bóg.
Ochoczo chwycim w dłonie
Młot twardy, miecz i pług.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.

(194?, Fort VII, Poznań)

Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Die Sonne scheinen
Die Tore der Festung sich öffnen
Von Glück und Freiheit
Träumen die Gefangenen.
Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Die Gefängnismauer verschwindet
Der Schatten der Festung auch.
Die Freude wird einziehen
Im Lachen heller Träume
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Alles wird gut
Wir kehren heim
Unser Schlagwort heißt
Familie, Vaterland und Gott
Mit Freuden greifen wir
Zu Hammer, Schwert und Pflug
Alles wird gut
Wir kehren heim.

(übersetzt von Monika Wrzosek-Müller, 2022)

***

Kochanej Mamusi w dniu imienin 15.5.

Ach tak bym chciała dziś pod stopy Twoje,
jak wonnych kwiatów, rzucić marzeń roje,
życzeń tysiące.

Ale są chwile, gdy nie można w słowa
oblec tych uczuć,
które w sobie chowa
serce bijące…

Ale są chwile, gdy wielkie wzruszenie
zamienia rwący się okrzyk – w milczenie
i głos tamuje…

Matuś, wiesz dobrze, że Twoja pieszczocha
Z całego serca prawdziwie Cię kocha.
Ty wiesz, co czuję…

Nenia dla Matuli

(1942)

Der geliebten Mama zum Namenstag 15.5.

Ach, wie gern würd ich dir heute
Hände voller Träume und lauter gute Wünsche
wie duftende Blüten auf deinen Weg streuen!

Aber es gibt Zeiten, in denen die Gefühle,
die das schlagende Herz in sich verbirgt,
keine Worte finden können…

Es gibt Zeiten, in denen der innere Aufruhr
den Schrei, der sich lösen will, in Schweigen verwandelt
und die Stimme lähmt…

Mami, du weißt genau, dass dein Schatz
dich von ganzem Herzen liebt.
Du weißt, was ich fühle…

Nenia für Mutti

(übersetzt von Anja Witzel, 2022)

***

Ktoś po klawiszach palcami wodzi
O struny skrzypiec czyjaś ręka trąca
Jakaś melodia z dala nadchodzi –
Chcę ją spamięta, lecz tony się mącą –

Śni mi się w nocy nasze pianino –
Czarne i lśniące stoi pod ścianą –
I na mnie czeka, gdy dni szare miną
Wrócę do niego – gdy wolna zostanę…

Na razie śnię tylko i rymy układam
Czasem – choć rzadko – łzy leje
I bajki sobie opowiadam,
I do snów moich się śmieję

Buduję przyszłość promienną, jasną
Podkłady daję z dobroci
I wtedy cela przestaje być ciemną
Przez kraty słońce ją złoci –

A w słonecznej jasnej strudze
W blasku prawdziwych urojeń
Dusza się kąpie jak w strudze
I lżej oddycha serce moje

(1941, Wronki)

Sanfte Finger berühren die Tasten,
Jemand anders zupft die Geigensaiten
Und ich höre ein Lied von ganz Weitem –
Doch der Klang lässt sich nicht festhalten –

Nachts im Traum mein Klavier mir erscheint –
An der Wand glänzend schwarz wartet dort –
Ist das Gräuliche vorbei, bin ich wieder daheim.
Kehre ich zurück, werd‘ ich wieder frei sein…

Bis es soweit ist, kommt ein Traum, kommt ein Reim
Manchmal wein‘ ich, doch zugegeben: selten
Kindheitsmärchen erzähle ich mir
Schaffe es, meinen Träumen zuzulächeln

Eine Zukunft mir baue, eine strahlende, helle
Ihr Fundament ist Güte
Dann weicht das Dunkel der Zelle
Die Sonne dringt ein durch die Gitter

In dem breiten Sonnenstrahl
Phantombilder wirken wahr
Und meine Seele badet wie in einem Bach
Und mein Herz atmet leichter, fast wirklich leicht

(übersetzt von Elżbieta Jagiełło, 2022)

***

Serce me
w złudnym śniepogrążone było.
Przyszedł dzień
Zniknął sen
Szczęście się prześniło.
Tylko myśl
Jeszcze dziś
Przypomina sny.
Dawne piosnki
Budzą troski
Przywołują łzy.

(Moabit, 20.1.1942)

Mein Herz
war vertieft
in Träumerei.
Mit dem Tag
schwand der Traum
das Glück war vorbei.
Heut erinnert
ein Gedanke
an des Traumes Glück
Alte Lieder
bringen Kummer
und Tränen zurück

(übersetzt von Agnieszka Dębska, 2022)

***
Ja lubię sobie wyobrażać
Że jestem z bajki taką dobrą wróżką
Przedziwne cuda mogę stwarzać
Mą czarodziejską różdżką.

I wtedy chodzę i sieję po świecie
Taki radosny, dźwięczny śmiech.
Śmiech, który wszystko zło wymiecie,
Przed którym umknie wszelki grzech.

W takt mojej różdżki tańczą dzieci
Kłonią się kwiaty, szumią drzewa
Gdy zechcę, wiatr swawolny leci
I na mój rozkaz słowik w parku śpiewa.

W dzień wodzę w górze słońce ogniste
I co noc gwiazdy zapalam,
I mgły na łąkach snuję srebrzyste,
I księżycowi świecić pozwalam.

Rankiem rozpylam perliste rosy,
Zawrotnych woni udzielam ziołom,
Rok rocznie złocę pszeniczne kłosy
I deszcz spragnionym zsyłam siołom.

Dzień i noc oraz 4 pory roku
Elfy, chochliki, wszystkie kwietne duszki
I nimfy z łąki przy potoku,
Syreny w morzu – też są moje służki.

(Moabit, 24.12.1941)

Ich stelle mich gerne so vor
Als gute Fee, vorm Märchentor
Mit einem Zauberstab in meiner Hand,
die große Wunder bewirken kann.

So gehe ich freudig durch die Welt
Mit meinem Lachen, das fröhlich klingt
Und all das Böse was im Wege steht
Und jede Sünde vertreiben wird.

Zum Takt meines Zauberstabs tanzen die Kinder
Durch meinen Willen befreie ich Winde.
Die Nachtigal zum Singen ich bezwinge,
Die Blumen zum Grüßen, die Bäume zu Schwingen.

Tagsüber befehle ich der Sonne zu wandern,
Nachts zünde ich Sterne am Himmel an,
Silbrige Nebel lasse ich auf Wiesen landen,
und den Mond leuchten, solange er kann.

Am Morgen sprühe ich perlenden Tau
Betörende Düfte schenke ich den Kräutern
Die Weizenähren bestreue ich mit Gold
Und sende Regen den durstigen Orten.

Der Tag und die Nacht und die Jahreszeiten
die Elfen, Kobolde, jegliche Blumengeister
und all die Nymphen und Wasserjungfrauen
auch die sollen mir ihre Dienste leisten.

(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)

***

Bo ja się uczę… 

Bo ja się uczę największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!

Poznałam smak głodu
I bezsennych nocy (to było dawno)
I wiem jak kłuje zimno,
Gdy w kłębek chciałbyś skulony,
Uchronić się od chłodu.
I wiem co znaczy lać łzy niemocy
W niejeden dzień jasny,
Niejedną noc ciemną.

I nauczyłam się popędzać myślami
Czas co bezlitośnie lubi się dłużyć
I wiem jak ciężko trzeba walczyć z sobą,
Aby nie upaść i nie dać się znużyć
Nie kończącą zda się drogą…

I dalej uczę się największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!

(Wronki, 1941)

Weil ich lerne…

Weil ich die größte Kunst des Lebens lerne:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!

Ich kenne den Geschmack von Hunger
Und schlaflose Nächte (das ist lange her)
Und ich weiß, wie kalt es sticht
Wenn du dich zu einem Ball
zusammenrollen möchtest
Dich vor Kälte schützen.

Und ich weiß, was es bedeutet,
Tränen der Hilflosigkeit zu vergießen
An vielen hellen Tagen
Und einer dunklen Nacht.

Und ich habe gelernt, die Zeit voran zu treiben,
Die sich gnadenlos hinzieht,
Und ich weiß, wie hart man sich selbst bekämpfen muss
Um nicht zu fallen und nicht zu ermüden,
Dass der Weg endlos zu sein scheint…

Und ich lerne immer noch die größte Kunst des Lebens:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst zu haben vor dem, was sein wird!

(übersetzt von Ewa Maria Slaska, 2021)

Stone, wood, glass, paper

or art in it’s incredibility

found on https://artsartistsartwork.com

you can buy it

José Manuel Castro López works the stone in an amazing way, for him stones are malleable, they melt, liquefy, form and deform. It manages to give them a soft and organic look. Real optical illusions, his sculptures are beautiful and well made of quartz, granite and other rocks all harder than the others.

***

This is a fascinating sculpture made of wood. It must be carved but no matter how he created it, it appears so delicate. I can just imaging the skill Alain Mailland has with his tools to create something so complex and beautiful out of wood. ❤

***

Master glassblower and stained glass artist Loren Stump in California has created a “loaf” of glass, called murrine, out of carefully layered glass rods that, when sliced, reveal a painstakingly detailed work of art in cross-section. 😮

***

Intricate paper sculptures by @juliaibbini [IG} are meticulously crafted to appear as though they have been made in nature. Artist Julia Ibbini and computer scientist Stephane Noyer, who are behind the Abu Dhabi-based studio, spent the last year working on a collection of geometric cylindrical pieces swirling with vine-like forms, mirrored geometric designs that resemble the repeating patterns in honeycomb, and sculptures that look like delicate shells. 😍