Reblog: 1917

Krzysztof Ruchniewicz

Przewrót

Pod takim tytułem otwarto 18 października b.r. w Berlinie w Deutsches Historisches Museum wystawę, która upamiętnia 100 rocznicę rosyjskich rewolucji: obalenia caratu i przewrotu bolszewickiego w Rosji. Wydarzenia te zostały ukazane w tzw. długim trwaniu, które obejmuje nie tylko ich przyczyny, przebieg, ale i ich bezpośrednie oraz długofalowe skutki. Wystawę zrobiono z dużym rozmachem, zgromadzono setki ciekawych eksponatów, zadbano o różne grupy zwiedzających (także młodzież i dzieci). Poruszono również polskie wątki.

Wystawę “Rewolucja 1917. Rosja i Europa“ prezentuje berlińskie Deutsches Historisches Museum. Będzie dostępna dla zwiedzających do 15 kwietnia 2018 r. Wprowadzeniem do niej są odtwarzane na ekranach wypowiedzi 10 osobistości z Niemiec i Rosji na temat dzisiejszego znaczenia tamtych wydarzeń. Następnie w w kolejnych salach tematycznych widz zapoznaje się z podstawowymi faktami, ale i niejednokrotnie z zapomnianymi czy pomijanymi powiązaniami między sytuacja w Rosji a wypadkami w Europie.

Wystawa, która w założeniu ma pokazywać wiele perspektyw i interpretacji, świadomie zrezygnuje z ujęcia linearnego. Na plan pierwszy wysuwają się problemowe duety: zależności między zamiarem a realizację, utopią a rzeczywistością, aż w końcu między akcją i reakcją wewnątrz Rosji, ale także na zewnątrz poprzez pokazanie recepcji komunistycznych idei i przeciwdziałanie im. Autorzy, Julia Franke, Christiane Janke i Arnulf Scriba, podkreślają, że od samego początku nurtom społecznie emancypacyjnym i modernistycznym w sztuce, towarzyszył polityczny dogmatyzm i przemoc w najróżniejszych postaciach, która rozlewała się po obu stronach nowych frontów. Dla nich są to nierozerwalne części narracji o 1917 r. i jego następstwach.

Na początku poznajemy rozwarstwione społeczeństwo rosyjskie przełomu XIX i XX wieku, zróżnicowane ze względu na usytuowanie w społecznej hierarchii , ale i narodowość i wyznanie.

Niewątpliwą atrakcją są ekrany z filmowymi fragmentami sprzed stu lat: sceny z życia codziennego carskiej rodziny, mieszczaństwa i chłopstwa. Różnice i kontrasty w społecznych relacjach pogłębiła dramatycznie I wojna światowa. Początek XX wieku (rewolucja 1905 r.) przyczynił się do politycznego pobudzenia mieszkańców imperium, ale także uwypuklenia zmian w kulturze. Wystawa pokazuje najbardziej znane przykłady rozwoju nowoczesnej sztuki w Rosji tego okresu.

Dużo uwagi poświecono politycznym, społecznym i wojskowym aspektom położenia Rosji, które w konsekwencji doprowadziły do upadku caratu i zmiany systemu. W centrum widzimy wydarzenia rewolucyjne od rewolucji lutowej 1917 roku, przez przewrót październikowy do wieloletniej wojny domowej. W wyniku rewolucji i wojny domowej powstał ZSRR, państwo „nowego człowieka“, będące wielkim społecznym laboratorium. Podstawowym instrumentem polityki wewnętrznej była wszechobecna propaganda oraz terror, tak „demokratyczny”, że obejmujący i cara, i chłopa uznanego za wroga. Zilustrowano to licznymi plakatami i zdjęciami. Podkreślono zmianę roli kobiety, przybliżono nowe rozwiązania w architekturze, oddające rewolucyjny impet tych zmian.

Kolejną część wystawy stanowi opowieść o odbiorze i reakcji na wydarzenia w Rosji. Prezentowana jest cała paleta postaw od akceptacji rewolucyjnych haseł do ich odrzucenia i antyrewolucyjnego terroru. Plany światowej rewolucji znajdowały niemało zwolenników na całym kontynencie, a bolszewicy aktywnie ich wspierali. Strach przed rewolucją stanowił zaś paliwo dla prawicowej radykalizacji. Na przykładzie sześciu państw postanowiono zilustrować różne reakcje na przewrót w Rosji. Wybrano Niemcy, Węgry, Polskę, Włochy, Wielką Brytanię i Francję. Autorzy wystawy słusznie wyszli z założenia, że I wojna światowa i jej skutki nie były uniwersalne dla całej Europy. W wyborze państw kierowano się kryteriami politycznymi (przegrani i zwycięzcy w I wojnie), jak i gospodarczymi (państwa rolnicze i przemysłowe).

Z pewnością umieszczenie przypadku polskiego nie powinno dziwić. Polska skorzystała na rewolucji (nie tylko w Rosji, ale i pozostałych państwach zaborczych), nie zamierzała jednak stać się państwem rewolucyjnym na wzór rosyjski. Polskie dążenia do odzyskania niepodległości przedstawiono poprzez rzeźbę Edwarda Wittiga. Przedstawia ona boginię Nike, która kroczy wsparta przez skrzydlatych geniuszy usosabiających miłość do ojczyzny i męstwo. Odrodzona Polska rodziła się pośród wojny, a jednym z najpotężniejszych zagrożeń, jak przedstawia to wystawa, było dążenie bolszewickiej Rosji do przeniesienia rewolucji na zachód (ilustruje to słynny cytat z M. Tuchaczewskiego). Jednak przyczyny oraz przebieg konfliktu polsko-bolszewickiego można było ukazać w sposób bardziej szczegółowy (bitwa warszawska została wspomniana na marginesie).

Widzowi zaprezentowano przede wszystkim odbicie konfliktu w polskiej propagandzie, podkreślając utożsamianie w niej bolszewizmu z żydowskim zagrożeniem. Zwrócono uwagę na wzrost antysemityzmu, czego przykładem było internowanie żołnierzy pochodzenia żydowskiego (m.in. obóz w Jabłonnej). Przybliżono postać Józefa Piłsudskiego, ale bez podania informacji o jego wcześniejszych związkach z socjalizmem. Zdjęcie członków Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski wykorzystano do poinformowania zwiedzających, że także w Polsce powstała probolszewicka partia. Szkoda że bardziej nie wyeksponowano życiorysów Piłsudskiego i Dzierżyńskiego, by pokazać jak różnymi drogami potoczyły się losy niegdysiejszych polskich socjalistycznych rewolucjonistów, pochodzących ze szlacheckich rodzin.

Silny antybolszewizm był – jak pokazują autorzy wystawy – wiodącą postawą polityczną Europy. Wiązano z nim, nie tylko w Europie Wschodniej, także antysemityzm. To połączenie w późniejszych latach posłużyć miało do legitymizacji przemocy wobec Żydów. Na wystawie zgromadzono liczne plakaty, które wykorzystywały ten motyw.

Wystawę zamyka opowieść o emigrantach z Rosji, ale i do Rosji. Pokazano losy „białych”, w trudnych warunkach budujących nowe życie w różnych państwach europejskich, ale i przypomniano o emigrantach zmierzających w latach 20. do ZSRR, by tam współtworzyć „nowy świat”. Epilogiem wystawy, dość ekscentrycznym, jest rzeźba Alexandra S. Kosolapowa Hero, Leader, God z 2007 r. Pokazuje ona, że po stu latach wydarzenia, które spowodowały tak dramatyczne i przede wszystkim katastrofalne zmiany, są częścią kultury masowej, w której już mało ważne jest, czy dany artefakt wyprodukowany został przez „kapitalistyczny” czy „socjalistyczny” świat. Zwiedzający z Polski, od razu przypomina sobie wykpiwane na sto sposobów hasło „Lenin wiecznie żywy”.

Na osobną uwagę zasługują rozwiązania techniczne, które wykorzystano na wystawie. Jest kierowana do różnych grup odbiorców. Wysokość witryn dostosowano do wymogów osób niepełnosprawnych, pomyślano o udostępnieniu tekstów dla niesłyszących i niewidomych. Tych ostatnich prowadzi specjalna wypukła linia po całej wystawie, teksty są dostępna w brajlu. Wystawę mogą także zwiedzać dzieci. Z myślą o nich przygotowano specjalną, uproszczoną wersję tekstów (wyróżniono je osobną czcionką) oraz puzzle mające za podstawę wybrane obiekty. Wystawa jest dostępna po niemiecku i angielsku. Towarzyszą jej pięknie wydane katalogi, jeden z eksponatami i związanymi z nimi tekstami, drugi z esejami naukowymi.

Zob.

1917 Revolution. Russland und Europa, hrsg. von Julia Franke, Christiane Janke und Arnulf Scriba, Dresden: Sandstein Verlag, 2017, ss. 320;

1917 Revolution. Russland und die Folgen. Essays, hrsg. vom Deutschen Historischen Museum und dem Schweizerischen Nationalmuseum, Dresden: Sandstein Verlag, 2017, ss. 199.

Cztery w jednej czyli Wymazane Witkowskiego

Ewa Maria Slaska

Wymazane Michała Witkowskiego to cztery powieści w jednej, całkiem byle jak ze sobą sklejone, po to by była to powieść, a nie opowiadania, bo opowiadań nikt nie czyta, jak powiedziała pani z wydawnictwa mojej siostrze, latem 2013 roku. W kilka miesięcy później Alice Munro, kobieta, która nigdy nie pisze nic innego, jak tylko opowiadania, miała dostać literacką nagrodę Nobla. No ale poniekąd to prawda, że opowiadań nikt nie czyta i pisarz musi umieć poskładać swoje dzieła mniejsze w jedno większe, co znowu nie musi być aż tak trudne, skoro powieść nie rządzi się już żadnymi prawami gatunku i można ją posklejać z byle czego, z kaczej łapy, oka muchy i skrzydła ważki, zamieszać w kotle czarownicy i już…

No więc tak to właśnie zrobił Witkowski i wydawnictwo nie mrugnęło nawet powieką muchy, wychodząc z założenia, że ważne, że to Witkowski, a nie to, że coś posklejał, a coś wymazał. Jego nazwisko jest jest tak na oko muchy pięć razy większe niż tytuł, choć ten tytuł jest akurat tym razem, po raz pierwszy od Lubiewa, naprawdę dobry. Choć może jestem niesprawiedliwa, bo w końcu Fynf und cwancyś jest jako tytuł jako żywo jako lizaczek, także udany.

A ta Miłość i śmierć na bagnach to oczywista parafraza Miłości i śmierci wśród lagun László Passutha. Ciekawe, czy tekściarz wydawnictwa Znak.Literanova to wie? Może wie, bo to jednak Znak, może nie, dziś z cytatami nigdy nic nie wiadomo. With the bees you can never tell, Cristopher Robin.

Ten Witkowski pojawia się zresztą w swojej własnej posklejanej powieści jako “ten Witkowski”, co to był w Wymazanym na wieczorze autorskim w bibliotece, czyli w obecnej dyskotece, bo biblioteki już nie ma, podobnie jak nie ma kina ani porządnej szkoły, tylko przystanek autobusowy, sklep Tesco i parking dla TIR-ów Tijuana.

Polska.Wymazane

Pierwsza powieść to owe bagna, na nich Las W Którym Rosną Same Trujaki, a obok lasu miasto Wymazane, złożone z dwóch miast, tego prawdziwego, w którym nie ma biblioteki, sklep nazywa się “Sklep”, a dyskoteka “Dyskoteka”, i tego wymazanego, które nazywa się Tijuana i jest jak z piosenek Manu Chao lub Tercetu Egzotycznego. Welcome to Tijuana, albo za tym pustym stepem miasto jest ogromne. Miasto, które bez trudu przekształca się w Argentynę lub tylko Buenos Aires albo Montevideo, gdzie grasuje przedwojenna banda żydowskich opryszków “Zwi Migdal”, sprowadzająca z Polski biedne dziewczęta żydowskie do południowoamerykańskich burdeli. Przyznaję, że gdyby nie opowieści jednego z moich autorów, niejakiego Viatora, myślałabym, że Witkowski sobie to wymyślił, podobnie jak Tijuanę na granicy polsko-litewsko-estońsko-łotewskiej i to tuż przy granicy z Konfederacją, ale okazuje się, że nie, że rzeczywiście… I że nawet sama osobiście poznałam człowieka, który napisał na ten temat doktorat, nazywa się Piotr Goldyn i zdążył się w międzyczasie habilitować…

Wymazane jest całą Polską nie B, nie C, nie D, tylko może K, L lub M, a najpewniej po prostu W jak Witkowski i jak Wymazane. To ta Polska, w której nic się nie dzieje, a i tak jest coraz gorzej, coraz beznadziejniej, coraz bardziej bez ucieczki donikąd. W tej Polsce nawet jak ktoś obok się dorabia, to i tak nic się nie zmienia, na nikogo nie skapnie ani odrobina złota, ani nawet złota pozłota, nowoczesność omija pole i zagrodę, na polu nic nie rośnie i już nigdy nie wyrośnie… To w tej Polsce W narodzili się i rozmnożyli wyborcy PiSu, aż było ich tylu, że zagarnęli wiele innych lepszych liter i osiągnęli 37,58% w wyborach, a w dwa lata później 47% w sondażach.

Prowincjonalny romans bogatej staruchy z młodzieńcem

W mieście Wymazane mieszka najpiękniejszy młody człowiek na świecie. Po prostu tak. Cud genetyczny. Najpiękniejszy. Sama znałam kiedyś takiego, był kolegą mojego syna z klasy, i w przeciwieństwie do biednego Damiana Pięknego z biednego miasteczka w biednej prowincji biednej Polski, najpiękniejszy młody człowiek na świecie, którego znałam w Berlinie, był jeszcze na dodatek zdolny, miły i bogaty.

Druga powieść należy do znanego gatunku “macronizmy wiecznie żywe” i jest opowieścią o romansie i małżeństwie pięknego Damiana Pięknego z “bogatą złą panią”, prowadzącą – jak w pigułce – wszystkie najbrudniejsze interesy wolnej Polski. Pani jest o 40 lat starsza od naszego bohatera, ma ksywkę Alexis, bo jest wredna jak jej pierwowzorka z serialu, choruje na raka i umiera, a piękny Damian Piękny marzy o tym, żeby wypuścić na wolność wszystkie lisy z jej wstrętnej zasranej lisim gównem lisiej farmy, wypuścić do Lasu W Którym Rosną Same Trujaki… Po śmierci żony Damian będzie jednym ze stu najbogatszych ludzi w Polsce…

Babcia

Trzecia powieść, to już w ogóle nie powieść, tylko seria opowiadań babci bohatera o jej młodości, o szkole, tęsknotach nastolatek z lat 30, wojnie, nędzy, komunie…

Alexis

I wreszcie powieść czwarta, historia Alexis, życie cwaniaczki z bazaru Rożyckiego i królowej praskiej Dintojry.

Wszystkie te powieści są dobrze napisane, każda w odmiennym stylu, każda trochę jak pastisz, a to ze Stojowskiego, a to z Tyrmanda. Najlepsza jest jednak Polska.Wymazane czyli powieść o Polsce W,  Polsce,  w której jak mucha tse tse z padliny, wylągł się PiS, choć słowo PiS nigdzie nie pada. Wymazane wyabstrahowane, oczyszczone z dodatków w postaci nierealnego i wymyślonego romansu, babci i Alexis, to surrealistyczny a przenikliwy opis tego, jak na naszych oczach świat zmieniał się w rozpacz. W związku z tym recenzent(ka) donosi uprzejmie, że Witkowski, dotychczas zdolny pisarz obyczajowy średniego pokolenia, stał się właśnie ostrym pisarzem politycznym, którego powieść bezwzględnie należy przeczytać, a autora zapamiętać, bo może pójdzie siedzieć, a może dostanie Nobla, a może jedno i drugie.


Zacytuję więc na zakończenie fragment z powieści Polska.Wymazane, bo po co mam pisać własnymi słowami, skoro autor sam to napisał doskonale:

Następna stacja na mojej drodze to był bar o wdzięcznej nazwie BAR. Ostatnia speluna w miasteczku. Kiedyś było ich więcej, ale teraz żule wolą kupić piwo w Tesco, a jeszcze lepiej wino w Dino (…). Na parterze starej, przedwojennej kamienicy, która się tu jakimś cudem uchowała i stoi jak fragment czegoś, co nie istnieje, bo zostało wymazane, lecz nie dokładnie, świeci i mruga jedna litera R. Wchodzi się od bramy. Jeśli nieopatrznie wszedłeś do środka, bucha ci w twarz zapach nawet nie tyle alkoholu, co barszczu w proszku podgrzewanego w plastikowym kubeczku w mikrofalówce, z wygiętym plastikowym mieszadełkiem, pierogów z mikrofalówki, kawy rozpuszczalnej w plastiku, hot dogów z mikrofalówki. Czas tego miejsca też jest jakiś tańszy, odmierzany przez plastikowy zegar z napisem Tchibo pokazujący niemal zawsze godzinę trzecią. Kwiatki w białych, plastikowych doniczkach też są tańsze, plastikowe i zakurzone, i na pewno co najmniej raz były w mikrofalówce. Czy chcesz, czy nie, jeśli byłeś na tyle nieostrożny, żeby coś zamówić, musisz w trakcie konsumpcji oglądać na dużym, plazmowym telewizorze Klan czy inny serial tak miałki i płaski, jak danie z mikrofalówki dokumentnie wygotowane i pozbawione jakichkolwiek przypraw. Nie da się tego nie widzieć, bo obraz przyciąga wzrok, a głupie dialogi atakują uszy.

Za barem stoi pani Aldona, ludzki rzęch. Jej twarz jest bezwstydnie pozbawiona jakichkolwiek złudzeń – porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie! Jej oczy otoczone niebieskimi rzęsami patrzą na ciebie tak trzeźwo, że pozostaje ci tylko siąść w kącie i wszystkie swoje plany uznać za kompletnie szalone iluzje. Pod wpływem tego wzroku od razu stawało się jasne, że nie zostanę nigdy żadną, nawet najmniejszą i najgłupszą gwiazdą, że nie potrafię śpiewać, że w ogóle najlepiej iść od razu poszukać sobie jakiejś pracy w stylu mycie kibli w Tesco, cała reszta to iluzje, zużyte i z seckend handu.

My Polacy / Wir, Polen

Patrzą na nas naukowcy / Die Wissenschaftler schauen uns an

Ważna sprawa, napisała w mailu referentka: sytuacja najnowszych migracji z Polski do Niemiec! 

Poprosiłam ją o kilka słów od siebie o tym, co bada, czym się zajmuje, o czym pisze:

W wioskach i miastach, na obrzeżach, ale już coraz częściej w popularnych dzielnicach mieszkają Polki i Polacy. Mieszkają lub pomieszkują, jeżdżą w te i we wte albo nie jeżdżą już wcale do Polski właśnie, bo na jesieni długo się jedzie, pociągi się psują i łatwo spóźnić się do pracy w Niemczech.
A pracują wiele. Niemieckie statystyki podają, że najczęściej ponad 40 godzin tygodniowo, i w soboty też. Pracują w nowych formach zatrudnienia, czyli takich, które nie dają długotrwałego bezpieczeństwa socjalnego. Ale co tam. Wspaniale się zintegrowali. Pracują ładnie. Są zawzięci. Byle spłacić następny kredyt, byle posłać córkę na studia. A co z ich zaangażowaniem społecznym i politycznym? A co z równym traktowaniem? Czy mają równe prawa jako obywatele Unii Europejskiej? Kto się przejmuje ich losem, gdy nie mają na utrzymanie? Czy komuś zależy, żeby ich włączyć w społeczeństwo przyjmujące? Co to w ogóle oznacza? Czy niemiecka polityka ma odpowiedzi na potrzeby tych współczesnych podróżników pomiędzy dwoma krajami, których połączył w 1991 roku Traktat, co to teraz jednak niekiedy dzieli? O meandrach niemieckiej i polskiej oraz europejskiej polityki wobec polskich migrantów mowa będzie w następny wtorek w ramach Colloqium Klausa Zernacka.

Klaus Zernack Colloquium, 17. Oktober 2017

Vortragsreihe Migrationsprozesse und Kulturtransfer. Deutsche und polnische Kontexte

Prof. Dr. Michael G. Müller und Prof. Dr. Robert Traba laden gemeinsam mit Prof. Dr. Igor Kąkolewski ein
zum Vortrag von

Dr. Kamila Schöll-Mazurek
Integrations- und Poloniapolitik.  Erfüllen sie ihre Funktion für polnische Neuemigranten in Deutschland?

Kommentar:
Prof. Dr. Magdalena Nowicka (Berlin)

Dienstag, den 17. Oktober 2017, 19:00 Uhr

Bibliothek des Zentrums für Historische Forschung Berlin

der Polnischen Akademie der Wissenschaften

Majakowskiring 47

13156 Berlin-Pankow

783 085 polnische Immigranten leben derzeit in Deutschland, weitere suchen hier eine Perspektive. Gleichzeitig kamen viele Flüchtlinge nach Deutschland. Deshalb verschiebt sich der Fokus der deutschen Politik. Neben diesen aktuellen Herausforderungen bekommt die Integration der länger hier lebenden Migranten, vor allem aus der der Türkei und den nordafrikanischen Ländern, mehr Aufmerksamkeit. Die polnischen Zuwanderer werden auch als Strebermigranten oder unsichtbare Migranten bezeichnet, die sich hervorragend integriert haben. Was ist das eigentlich für eine Integration? Sind die Instrumente der Integrationspolitik für diese Gruppe angepasst? Wie ist diese Politik konstruiert und für wen?

In ihrem Vortrag stellt Dr. Kamila Schöll-Mazurek die Überzeugung infrage, dass die polnischen Immigranten in Deutschland hervorragend integriert sind. Sie zeigt, dass in einer Situation, wo die Politik auf viele Herausforderungen reagieren muss, die Grenze fließend ist.

Die Grenze zwischen Integration als Selbstläufer, wie sie sich in den Biografien zahlreicher polnischer Migranten zeigt, und einem verborgenen Scheitern, bei dem polnische Arbeitsnehmer zwar äußerlich integriert wirken, sich aber durch Schwarzarbeit um ihre Rente bringen, ihre Kinder bei den Großeltern aufwachsen lassen und durch ständiges Pendeln in beiden Gesellschaften den Anschluss verlieren.

Dr. Kamila Schöll-Mazurek forscht am Zentrum für Interdisziplinäre Polenstudien an Europa-Universität Viadrina. Sie promovierte 2010 über die rot-grüne deutsche Außenpolitik gegenüber Polen. 2017 erscheint ihre Monografie über die Situation der Neu-Immigranten aus Polen in Deutschland in ausgewählten Lebensbereichen (K. Schöll-Mazurek, Między polityką integracyjną a polityką polonijną. Status najnowszych polskich migrantów w Niemczech wybranych obszarach po 2011 roku, Księgarnia Akademicka, Kraków 2017).

Porady kulturalne / Kulturelle Ratschläge

Samstag / Sobota

Niemcy też mają długi weekend i jest on właśnie teraz. Zaczął się wczoraj, skończy 3 października wieczorem, w Dzień Jedności Niemieckiej. Wszyscy wyjechali, a ci co nie wyjechali pójdą w ten weekend co najmniej raz na jakiś event kulturalny. Wiele z nich jest za darmo. Tu poniżej podaję trzy z nich.


(Manchmal) Draussen und umsonst.

In Deutschland herrscht Herbsturlaub-Stimmung! Seit Gestern bis den 3. Oktober hat die ganze Nation frei! Und wer nicht irgendwohin gefahren ist, geht doch irgendwo hin…

Heute ist der erste freie Tag. Wir gehen in die Oper. Draussen und umsonst. Und noch dazu sehr genehme Atmosphäre. Und man kann picknicken! Also Alles in Einem!

Foto: Thomas Bartilla

30. SEPTEMBER UM 17 UHR

Staatsoper für alle: Open-Air-Konzert und Live Übertragungen

Die Staatsoper ist zurück in ihrem Stammhaus Unter den Linden!

Nach mehr als sieben Jahren kehren das gesamte Ensemble, das Orchester, der Chor und alle Mitarbeiterinnen und Mitarbeiter wieder an ihren angestammten Ort zurück. Das möchten wir mit euch allen feiern!

Eintritt frei! Dank BMW Niederlassung Berlin

Open-Air-Konzert STAATSOPER FÜR ALLE
30. Sep 17.00 Uhr Bebelplatz

Dirigent: Daniel Barenboim
Sopran: Diana Damrau
Mezzosopran: Okka von der Damerau
Tenor: Burkhard Fritz
Bass: René Pape
Staatsopernchor
Staatskapelle Berlin

Ludwig van Beethoven
Sinfonie Nr. 9 d-Moll op. 125

Live-Übertragungen STAATSOPER FÜR ALLE
3. – 7. Okt. Bebelplatz

Im Rahmen von STAATSOPER FÜR ALLE werden alle Vorstellungen des PRÄLUDIUMS zur Wiedereröffnung der Staatsoper live aus dem Großen Saal übertragen: Die Eröffnungspremiere »Zum Augenblicke sagen: Verweile doch!« mit Schumanns »Szenen aus Goethes Faust« in der Inszenierung von Jürgen Flimm (3.10., 20 Uhr, auch am 6.10., 18 Uhr) das Konzert am 4.10., 19:30 Uhr (Daniel Barenboim, Maurizio Pollini, Staatskapelle Berlin) sowie das Konzert am 7.10.,18 Uhr mit den Wiener Philharmonikern und Zubin Mehta am Pult . Kommt vorbei!

Alle Termine zu STAATSOPER FÜR ALLE Unter den Linden unter: http://bit.ly/2gQ2eUg


30. SEPTEMBER UM 20 UHR

Und wenn man nach der Oper noch nicht genug von Musik hat, geht man in die Regenbogenfabrik und hört meine (ankommende) Lieblig-Musikerin: Quena Tapia.

Violeta Parra

Quena Tapia lädt zur Peña:

100 Jahre Violeta Parra

Sa., 30.9.17 | 20 Uhr | RegenbogenKino

Violeta Parra war Folk-Musikerin und bildende Künstlerin.
Vor fast 100 Jahren wurde Violeta del Carmen Parra Sandoval in Chile geboren.

Peña bedeutet Fels, aber auch Stammtisch und steht in ganz Chile für kulturell-politische Gemeindefeiern, bei denen Gesangswettbewerbe aller Generationen solo und als Chor, mit und ohne instrumentale Begleitung häufig im Mittelpunkt stehen.
Heute gibt es viele Peñas in Chile, Lateinamerika, Nordamerika, Europa und Australien, die sich aufgrund der Chilenen, die nach Augusto Pinochets Putsch ins Ausland flohen, ausgebreitet haben.

Ab 1952 begann Parra Folkloremusik aus den ländlichen Zonen aufzunehmen und zusammenzustellen. Diese Sammlung entdeckte die Poesie und das Volkslied aus den ziemlich verschiedenen Regionen Chiles. Diese Arbeit förderte den enormen verborgenen Reichtum der Traditionen zu Tage, die zur chilenischen Kultur verschmolzen waren. Von hier begann sie ihren Kampf gegen die stereotype ausländische Musik und transformierte bzw. gewann die authentische Volkskultur wieder zurück. Sie komponierte Lieder, Décimas und Instrumentalmusik, wurde zur Malerin, Bildhauerin, Stickerin, Töpferin.

Violeta Parra schuf die Basis für La Nueva Canción Chilena, die Neue Gesangsbewegung Chiles, die die chilenische Folkloremusik erneuerte. Diese Bewegung breitete sich in den sechziger und siebziger Jahren in Chile aus. Da sie folkloristische Musikelemente mit religiösen Formen und Inhalten der Protestbewegung und Sozialkritik der sechziger Jahre vereinte, wurde sie der Kopf einer mächtigen kulturellen Strömung und erfasste das ganze Land. Sie wurde auch nach dem Putsch in Chile 1973 für viele ein Synonym für das unter der Militärdiktatur leidende und kämpfende Chile, das seine Rückkehr zur Demokratie erreichte.

Eugenia Tapia (Quena Tapia)
Cantante / compositora / Guitarra

Eugenia Tapia wurde als Tochter Chilenischer Musiker in Rüdersdorf geboren, daher die Freude an Ethno-Einflüssen.
Sie studierte 2 Jahre Komposition an der Universität Arsis-Chile (SCD) und Gesang dazu. Danach Gitarrenstudium im Conservatorium – Badalona.
Eugenia startet ihr Musikerinnenleben mit verschiedenen Bands: teils in Chile, Barcelona und seit 2011 auch in Berlin.
Nicht nur live kann mensch sich an Eugenias Kunst erfreuen, sie hat auch einen Lullabye Song aufgenommen: “Tu mi Mariposa” (E.Tapia /P. v. Rothkirch). 2011 CD -Heart & Toes – Lullabies from Around the world.

Eintritt frei – Spenden willkommen

Gute Nacht


Guten Morgen

01. OCTOBER UM 14 UHR


Gallion-Bild der Ausstellung: Neavenezia 2015/17, was natürlich Berlin ist

In der Komunalen Galerie Berlin  auf dem Hohenzollern Damm 176 gibt es noch bis 29. Oktober eine Ausstellung von Matthias Koeppel

Experiment und Methode

Matthias Koeppel zum 80. Geburtstag

Fotografie, Zeichnung, Grafik, Gedichte, Komposition, Malerei

Während der Ausstellung wird sich der Künstler drei Mal mit seinem Publikum treffen und es durch die Ausstellung führen. Ein Termin ist schon vorbei, zwei bleiben noch, davon ein – morgen:

Führungen mit Matthias Koeppel

Sonntag, 10.09.2017 | 14 Uhr

Sonntag, 01.10.2017 | 14 Uhr

Sonntag, 15.10.2017 | 14 Uh

Leider nicht in der Ausstellung, auch als Plakat nicht: Matthias Koeppel ‘Requiem für Luise’, Plakat zur 750-Jahr-Feier Berlins

Auf dem Blog Café Deutschland liest man: Abgebildet sind die Humpe-Sisters: Annette und Inga Humpe gehörten zu den Schaumkronen der Neuen Deutschen Welle. Annettes Blaue Augen (1981) und Ingas Ich düse im Sauseschritt (1983) haben noch heute großen Wiedererkennungswert. Zwischen 1985 und 1987 hatten sie als Humpe & Humpe eine gemeinsame Band.

Das ‘Requiem für Luise’ ist mein Lieblingsbild von Koeppe – ironische Nachahmung der berühmten Skulptur von Prinzessinnen Luise und Frederike Hohenzollern von Johann Gotlieb Schadow aus den Jahren 1795-7.

Die beste aller Welten / Najlepszy z możliwych światów

Morgen startet den Film / Jutro premiera filmu: Die beste aller Welten

Idźcie koniecznie! / Geht hin! Und zwar unbedingt. Denn: Wenn ihr nicht in der ersten Woche hingeht, verschwindet der Film von der Leinwandoberfläche der deutschen Kinos… So sind die Regeln der unsichtbaren Hand des Marktes.

Dorota Cygan i Ewa Maria Slaska

Film, na który nigdy byśmy nie poszli i byłaby to strata niepowetowana
Zum Film, den wir uns wohl kaum angeschaut hätten – was aber sehr schade wäre …

Obejrzałyśmy ten film, bo wybrali go do preview redaktorzy berlińskiej gazety miejskiej TIP. Poszłyśmy, bo w międzyczasie nauczyłyśmy się, że jeśli ta grupka krytyków wybrała jakiś film, to znaczy, że jest on naprawdę warty uwagi. Dzięki nim obejrzałyśmy przed rokiem Manchester by the sea i wyszłyśmy naprawdę pod wrażeniem siły i autentyczności tego obrazu, a potem, ale dopiero potem dostał on Oskara. Do kogoś trzeba mieć w życiu zaufanie, my pokładamy je w tych kobietach i mężczyznach. Sie schrieben für uns auch, wovon der Film handelt:

Wir haben uns den Film angeschaut, weil er von der Redaktion der Stadtzeitung TIP für ein Preview empfohlen wurde. Mittlerweile haben wir ja auch gelernt, dass Filme, die von den Filmkritikern der TIP ausgewählt wurden, wirklich sehenswert sind. So verdanken wir ihnen, vor einem Jahr Manchester by the sea gesehen zu haben: Wir waren zutiefst beeindruckt, als wir den Kinosaal verließen, und zwar von der Kraft und Authentizität des Dargestellten.Der Film bekam (später!) auch den Oskar. Auf etwas muss man sich verlassen können – etwa auf das Urteil des Redaktionsteams, das uns im Falle von Die beste aller Welten folgendes von der Handlung verrät:

Der kleine Adrian stellt sich seinen Alltag immer wieder als grandioses Abenteuer vor. Und er hat auch allen Grund dazu, denn seine Mutter hat ein Riesenproblem: Sie steckt tief im Salzburger Drogenmilieu fest, und versucht verzweifelt, dem Sohn mit fantasievollen ­Geschichten über die bittere Wirklichkeit hinwegzuhelfen. Adrian Goigingers „Die beste aller Welten“ ist ein gelungener Versuch über die Schutzfunktion der Fantasie und über die Risse, die jede Lügengeschichte irgendwann bekommt. Die kindliche Perspektive lässt „Die beste aller Welten“ zu einem schmerzhaften Psycho­thriller werden. Der Salzburger Dialekt trägt viel zur besonderen Atmosphäre dieses Films bei.  

Am Ende des Previews könnten wir Fragen an die Hauptprotagonistin und einen der Nebendarsteller, den sog. Griechen, stellen. Wir traffen sie auch in der Kinobar.

Adminka z główną aktorką filmu, foto: Dorota Cygan

Uwaga, jest coś, czego gremium redaktorów nie napisało (i chwała im za to) i co się okazuje dopiero, jeśli się uważnie i ze zrozumieniem przeczytało końcowe napisy. Nie psujcie sobie i innym napięcia, z jakim ogląda się ten film, nie szukajcie tej informacji (bo na pewno gdzieś jest), nie zdradzajcie jej innym, ale nie wychodźcie z kina zanim film się naprawdę nie skończy i obsługa zgasi światła na sali… Bo ominie was efekt całkowitego zaskoczenia.

Aufgepasst: Das Redaktionsgremium hat eines nicht verraten (vielen Dank dafür!). Dies erschließt sich einem erst, wenn man den Abspann aufmerksam (und verstehend:-)) verfolgt hat. Sucht diese (sicherlich irgendwo versteckte) Info nicht im Vorfeld – seid nicht eure eigenen Spielverderber, bringt euch nicht um den Spaß und die Spannung, mit der ihr den Film sehen könnt. Und bitte plaudert auf keinen Fall etwas aus. Verlasst den Kinosaal nicht, bevor der Film zu Ende ist und die Lichter ausgehen. So lasst Ihr Euch nicht etwas entgehen, was Euch komplett überrascht.

Kiedyś to było oczywiste, że podobnie jak pierwsze sceny tak i ostatnie napisy są częścią filmu i nikt się nie ruszał z kina przed czasem. Była przecież wciąż jeszcze muzyka, ważne informacje, czasem nawet pojawiała się jakaś najostatniejsza scena. W Berlinie jednak jest obyczajem powszechnym wychodzenie z kina natychmiast, praktykują to również mieszkający w Berlinie Polacy, obawiam się więc, że ten plebejski zwyczaj dotarł już i do Polski.

Früher mal war es für die Zuschauer selbstverständlich, dass der Abspann genauso zum Film gehört wie der Vorspann oder die erste Szene. Daher hat niemand den Kinosaal vorzeitig verlassen, schließlich lief noch die Musik und es konnte gut sein, dass ganz zum Schluss noch die allerletzte Szene oder die allerwichtigste Information kam. In Berlin hat sich allerdings der Brauch durchgesetzt, das Kino sofort zu verlassen. Davon sind auch die Berliner Polen nicht ausgeschlossen, daher nehme ich an, dass der plebejische Brauch mittlerweile in Polen angekommen ist.


Jeden z bohaterów filmu, tzw. Grieche / Grek w foyer berlińskiego kina

Nasz rok Leśmianowski (16) / Unser Leśmian-Jahr (16)

Maria Szewczyk

informuje / informiert:

heute dzisiaj heute dzisiaj heute dzisiaj

Freitag 22.09.2017 um 18.30 Uhr entgeltfrei
VHS, Antonstr. 37
Raum 207

Leśmian – Lust und Lyrik / Leśmian – Rozkosz poezji!

Die polnische Autorin und Literaturwissenschaftlerin, Prof. Dr. Brigida Helbig wird uns in das Leben und die Poesie des polnischen Poeten der Spät-Moderne, Boleslaw Leśmian (1877 – 1937), einführen. In seinem doppeltem Jubiläums-Jahr lassen wir uns von der Magie der Poesie verzaubern.

Administratorin des Blogs fügt dazu: Leśmian ist bis heute, 80 Jahre nach seinem Tode, in Polen einer der meist gelesenen polnischen Dichter. 2016 stellten mehrere Kultureinrichtungen Polens einen Antrag an den polnischen Sejm, das Jahr 2017 zu dem Leśmian-Jahr zu berufen. Der Antrag wurde von der  polnischen PiS-Regierung abgelehnt. Infolge dessen feiern verschiedene kulturelle Einrichtungen in Polen sowie Polen im Ausland, unabhängig von offiziellen Feierlichkeiten oder deren Nicht-Existenz, diesen magischen Dichter. Auch auf diesem Blog gab es schon mehrere Beiträge über Leśmian und es wird noch mehrere geben.

Polska pisarka, poetka i literaturoznawczyni, prof. dr Brigida Helbig, zaprasza na spotkanie z poezją Bolesława Leśmiana. Wykładowczyni i organizatorka przypominsają, że rok 2017 jest prokiem podwójnie jubileuszowym, Leśmian urodził się bowiem w roku 1877 i zmarł w roku 1937.


Dazu noch ein Gedicht in der Maniere von Leśmian, geschrieben von Julian Tuwim (1894 – 1953), einen anderen wichtigen Dichter der polnischen Moderne. Er war berühmt aber auch berüchtigt für seine bissige Ironie. 1931 verfasste er eine Reihe der Parodien, die alle Vermutungen anstellten, wie der eine oder andere zeitgenössiche polnische Dichter das allgegenwärtiges Kinderliedchen “Wlazł kotek na płotek” (“Bestieg eine Katze einen Zaun”) geschrieben hätte. Auf polnisch kann man all diese Parodien HIER lesen. Das Liedchen war (und ist bis heute) sehr populär so etwa wie “Alle meine Entchen” im deutschen Sprachraum.

Wlazł kotek na płotek                          Die Katze bestieg den Zaun
i mruga,                                               und blinzelt,
ładna to piosenka,                               es ist ein schönes Liedchen,
nie długa.                                             nicht lang.
Nie długa, nie krótka,                          Nicht zu lang, nicht zu kurz,
lecz w sam raz,                                    nur richtig,
zaśpiewaj koteczku,                            singe mir, mein Kätzchen,
jeszcze raz.                                          noch einmal.

Leider sind wir nicht imstande, die Tuwims kunstvolle Parodie des kunstvollen Stils von Leśmian zu übersetzen.

Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk „Wlazł kotek na płotek”

Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony,
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie,
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łaskocie
I podwójnym niekotem ściga cień zielony.

A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!

Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa,
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia.

A ty płotem, kociugo, chwiej,
A ty kotem, płociugo, hej!

Reblog: Madonna z poziomką

Kindze, która wie, że poziomki są najwspanialszym owocem na świecie –
z podziękowaniem

Bezcenna “Madonna z poziomką” dotarła do Krakowa

Wtorek 08 sierpnia 2017 Autor: in-krakow

To absolutnie wyjątkowy, bezcenny gotycki obraz: „Madonna z poziomką”, na co dzień znajdujący się w kolekcji Muzeum Miejskiego w Żywcu, przyjechał właśnie do Krakowa. (…) (Wystawiony został w) Europeum – w Ośrodku Kultury Europejskiej oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie.

Jeszcze w latach 80 ubiegłego wieku myślano, że jest to obraz barokowy i dopiero podczas pierwszej konserwacji okazało się, że jest znacznie starszy. Badania, m.in. zdjęcia rentgenowskie, pozwoliły ustalić, że obraz składa się z siedmiu warstw. Zapadła decyzja o odsłonięciu tej najcenniejszej, późnośredniowiecznej. Wtedy wyłoniła się pełna wdzięku, ale i majestatu gotycka Madonna przedstawiająca Marię, subtelną, jasnowłosą kobietę, która jedną ręką przytula Dzieciątko, a w drugiej trzyma kwiat i owoc poziomki. Na rączce małego Jezusa przysiadł zielony ptaszek.

Poziomka, na której występują równocześnie kwiat i owoc, oznacza zarówno czystość Dziewicy, jak i rajski ogród lub pokarm zbawionych występujący właśnie w Raju. Foto J. Szczypiński.

„Madonna z poziomką” została namalowana temperą na desce prawdopodobnie w krakowskiej pracowni przez nieznanego mistrza cechowego, działającego u schyłku średniowiecza.

Czytać kryminały

Ewa Maria Slaska

Mariusz Koperski. Zakopane.

Zacznijmy od realiów. Komisarz Tomasz Karpiel, góral, przystojny (orli nos!), młody, sprawny, bystry, odważny… Ewidentnie po jasnej stronie mocy. Wystarczy? Gdzie tam! Bo jeszcze gra na skrzypcach. Dawniej grał na tych skrzypcach w kapeli góralskiej, z dziadkiem grał, starym i krzepkim, prawdziwym Sabałą. Na skrzypcach grał, nie na gęślach, wy cepry zatracone, gęśle to słowo, którego może użyć tylko góral, nam wara, nam, tym z nizin, muszą starczyć skrzypce albo inne viole.

Gorzej, bo oprócz Karpiela jest jeszcze jego szef, niejaki Hermann, który jest dziki, niedostosowany, szybki, ma w… no, w nosie, przełożonych i układy, jest oczytany jak profesor literatury i to taki prawdziwy profesor, a nie dzisiejsze byle co (czyta nawet Prousta!), a na dodatek jest jeszcze maniakiem dobrego kina. Ten Hermann jest dla nas wszystkich sprawdzianem i to nie tylko tam, gdzie wprost zadaje pytanie, czy znamy ten czy ów cytat, wątek, bohatera? Bo, jak nie przymierzając Tarantino, zadaje też pytania w stylu postmodernistycznym, czyli wcale nie wiesz, że zadał ci pytanie, nie rozpoznajesz cytatu i wychodzisz na głupka.

Umówmy się: jeśli tu, na tym blogu, piszę o kryminałach, to są to kryminały znakomite. Moi czytelnicy wiedzą, że czytuję opowieści Roberta van Gülika o Sędzim Di, pewnie rzadziej, ale też znajdą we wpisach wzmianki o Alistairze Macleanie lub Raymondzie Chandlerze, raz czy drugi pojawił się wspaniały Mankell, no i oczywiście Agata Christie, którą miłuję uczuciem wielkim, bo żona archeologa, która sama jeździła na wykopaliska (a ja w końcu archeolożką jestem), bo kobieta i bo to na jej książkach uczyłam się angielskiego. Zapomniałam o kimś? Ach oczywiście, nasza berlińska pisarka Magdalena Parys i jej osadzone w Berlinie powieści sensacyjne Tunel i Magik, oraz Katarzyna Krenz i Julita Bielak – dwie Polki z Gdańska (jedna z nich jest moją siostrą), które napisały polski kryminał w duchu iście skandynawskim umiejscowiony w Niemczech: Księżyc myśliwych. Jak się więc bliżej przyjrzę, to jednak całkiem sporo nazbierałam tych autorów, których czytam, których warto czytać… Teraz do tej grupy doszedł Mariusz Koperski.

Bo oto, oznajmiam, nastał nam w Polsce nasz własny Chandler! I problem z nim jest jeno taki, że wydał dotychczas tylko dwie powieści, czyli nie wiadomo, co my biedactwa będziemy teraz czytać? Z Sędzią Di (czternaście tomów) radzę sobie w ten sposób, że czytam, a potem niecierpliwie czekam, aż zapomnę. Nie całkiem, ale na tyle, żebym nie pamiętała już wszystkich sposobów, jakimi Sędzia rozwiązuje kolejną zagadkę. Wiem, że podobnie postępują inni wyznawcy kultu Wielkiego Chińczyka.

Rzecz w tym, że dwie książki to stanowczo za mało na kult. Gra o tron ma już siedem sezonów czyli prawie 70 odcinków, Terry Pratchett stworzył ponad 40 tomów o świecie dysku, samych powieści o trzech wiedźmach z Lancre napisał sześć… OMB, co czytelnik spragniony pożywki kultowej może zrobić z dwoma powieściami i to takimi, które się połknie za jednym zamachem?

Recenzent Maciej Pinkwart napisał nawet fajne zdanie na ten temat:

Do czytania książki Mariusza Koperskiego Po własnych śladach warto zabrać się wczesnym popołudniem. Gdy przystąpimy do tego wieczorem – czeka nas zarwana noc.

Tak kończy się ta recenzja. Niestety zaczyna się zdaniem (parafrazą z Roberta Schumanna): Panowie, czapki z głów! Oto geniusz! Słowo “niestety”, którego tu używam, nie odnosi się ani do Mariusza Koperskiego ani do Macieja Pinkwarta, tylko, niestety, do mnie samej. Bo niestety Pinkwart mnie ubiegł, jego recenzja już się ukazała, a tu ja biegnę truchtem i popiskuję cichutko, że to ja, to ja byłam pierwsza. To ja porównałam Koperskiego do Chandlera i obwieściłam, że to geniusz!

A tu figa z makiem.

Chyba ze smutku podam przepis, zwłaszcza, że akurat nadchodzi czas pysznych świeżych fig:

  • 4 duże świeże figi
  • 100 g maku
  • 150 ml mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mąki
  • 5 łyżek cukru
  • garść rodzynek
  • łyżka masła

Dokładnie wypłukany mak zagotować w mleku. Gotować aż do wyparowania płynu. Ostudzić, zmielić trzykrotnie. Do masy makowej dodać żółtka, mąkę i roztopione masło. Białka ubić z cukrem na sztywną pianę i delikatnie połączyć z makiem. Dopiero teraz dodać rodzynki. Kokilki wysmarować tłuszczem i napełnić do połowy ciastem. W każdą włóżyć nacięte na krzyż figi, piec 40 minut w nagrzanym piekarniku (170 stopni).

Nasz rok leśmianowski

Plakat wystawy o Bolesławie Leśmianie w Zamościu

„Poeta i Notariusz Bolesław Leśmian w Zamościu”.
Muzeum Zamojskie we współpracy z Archiwum Państwowym w Zamościu
Wernisaż – piątek, 4 sierpnia o godz. 17.00
w Galerii Rzeźby prof. Mariana Koniecznego w Zamościu, przy ul. Łukasińskiego 2b

Bolesław Leśmian

Sen wiejski

Z tomu Dziejba leśna

Śni mi się czasem wieś, którą, wbrew losom,
Wysiłkiem marzeń przymuszam do trwania,
Czując, jak przymus co chwila jej wzbrania
Zniknąć, gdy właśnie zmyślonym niebiosom
Oczyma ledwo naznaczyłem w próżni
Miejsce spotkania snu mego z błękitem.
Drzewa mię nęcą naocznym rozkwitem –
Czasem się tylko jakiś liść opóźni
Lub gałąź, nic tak zjawiona, przez szpary
Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary…
A zresztą – wieczór żmudny, nieustanny,
Z pola znużone wracają dziewczęta,
Wadząc spódnicą o złote dziewanny,
O których sen mój, że śnią się, pamięta.
A kroki dziewcząt – uparte, bezgłośne
I jednoczesne, i dziwnie nieznośne,
Jakby szły po to, by mi tylko dowieść,
Że idą, dbałe o pył, co się zrywa
Spod stóp ku zorzy. I jak we śnie bywa,
Gdy życie wkracza we własną opowieść,
Wiem o nich wszystko… A one mą wiedzę
Zgadują na wskroś, że nic ta i pusta,
I dalej idą, wypełniając miedzę
I umiejętnie rozchylając usta
jakby do śpiewu. Choć śpiewu nie słyszę,
Wiem, że śpiewają – i wsłuchany w ciszę
Ich warg, niemotą drętwych beznadziejną,
Te słowa chwytam na pozór kolejno:
“Czy kto nas wyśnił? I skąd nasza dola?
I czy to prawda, że wracamy z pola?
I czy to prawda, że my w sobie – żywe?
Śnijmy się nadal – zgodne i cierpliwe!”
Choć słów tych nic ma, lecz słyszę je w chwili,
Kiedy pomyślę, że tak być powinno.
Zorza ku głębiom strumieni się chyli,
Ściekając złotem i purpurą płynną,
Bieleją brzozy, krwawią się czereśnie –
Wszystko to we śnie.

Włodzimierz Przerwa Tetmajer, “Żniwa”, 1902

Wszystko to we śnie. Gdy chylę w sen głowę,
Dziewczęta chylą tak samo swe skronie…
Przechodzą teraz przez nagłą dąbrowę,
Której nic było, a która ustronie
Wprzód upatrzywszy, w sieć snu siebie chwyta
I na spotkanie idącym rozkwita,
Szumiąc zieleni zaklętą pierwszyzną,
Nieprzewidzianą, a bujną i żyzną,
Wśród której życic, przemieszane z zorzą,
Przeświecające wraz z niebem przez liście,
Purpurowieje mętnie i cieniście.
Na widnokręgu obłoki się mnożą.
Od dziewcząt cienie padają ukośne
I jednoczesne, i dziwnie nieznośne,
Jak gdyby po to wysnuły się drogą,
Aby mi dowieść, że mają od kogo
I na co upaść… I błędne motyle
Na pokaz, z trudem swój kształt w zorzy trwałą.
Teraz chcę zliczyć tłum dziewcząt, co falą
Płynie po kwiatach – jest tyle a tyle,
To wszystko – liczby określić nie umiem,
Ale ją na wskroś i żywcem rozumiem,
Jak gdyby była nic liczbą, lecz spadem
Ciał w głąb na oścież rozwartego ducha.
Już czerwiec, skrząc się, biegnie moim sadem,
A w chacie mojej – noc lipcowa, głucha,
A w polu wieczór dogasa sierpniowy.
jakiż to miesiąc zmącił sny mej głowy?
Mijają Lipce i Sierpnie, i Wrześnie…
Wszystko to we śnie.

Kazimierz Sichulski, Pasterz (Hucuł z owcami), 1906

Wszystko to we śnie! I wszystko przemija,
Nie przemijając. I trwa wieś niczyja
I wieczór, złotą znakowany smugą.
O, jakże znikąd i jakże już długo
Idą te z pola znużone dziewczęta!
I ja wraz z nimi! Bo i mnie też peta
Żądza przebycia nad strumieni wodą
Nagłego lasu, co złudnie sie spiętrza,
Ale nie mogę wejść cały do wnętrza
Mego snu: jestem sam sobie przegrodą.
Choć w nim się błąkam, choć dłońmi obiema
Dotykam kwiatów, wiem, że mnie tam nie ma.
Dziewczęta wzajem poprzez mgieł błękitność
Wskazują sobie moją tam niebytność
I sad, gdzie mogłem w cieniu grusz i śliwek
Czekać na przyjście ich wśród drzew bezładu,
I popod płotem tego właśnie sadu
Siadają rzędem na wspólny przyśniwek
O tym, co serce niewoli do bicia –
Czy pozyskanie, czyli strata życia?
I o tym jeszcze, co słodsze dla ciała –
Sen, który gaśnic, czy jawa, co pała?
I o tym jeszcze, skąd przyszła ich dola?
I czy to prawda, że wracają z pola?
I czy to prawda, że zjawiona w ciszy,
Pierś ich tym żyje, że swój oddech słyszy?
I tak śnią chórem chciwie, pracowicie,
Dłonią w swych piersiach przytrzymując życie,
A która dośni do końca – ta gaśnie.
Gasną kolejno, bez żalu. Już właśnie
W ostatniej tli się snu reszta ostatnia,
Która się w zorzy jeszcze wyszkarłatnia,
A i ta z wolna do śmierci nawyka
l w mgle samochcąc bez śladu zanika,
W tej mgle, co w dal się rozwiewa bezkreśnie…
Wszystko to we śnie.

Alfred Wierusz-Kowalski, Dożynki, 1880-1890