Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (10). Maj

Marek Maj

Nauki naiwne

Z odległości od woli do rąk
Cała ludzka się bierze bezradność –
Już nie jeden alfabet łez wsiąkł
W ziemię lichą, choć z wierzchu dość ładną.
Z grawitacji obłoków – jest deszcz,
W deszczu krzewi się łan parasoli,
Wtedy ziemia nieziemski ma wierzch,
I spadanie tak bardzo nie boli.
Przez dualizm korpuskuł i dusz
Łatwo znaleźć się gdzieś poza sobą,
Dusza wtedy zamienia się w susz
I umyka pojęciom i globom.

Z prawd ruchomych i ciętych przez pół
Przecząc sobie, mrą tomy w a-tomy,
Z wynalazku zębatek i kół
Czas tutejszy jest ciągle rzekomy.
Z teleskopów, judaszy i sond
Do wyboru pomówień na mieście,
Z rzeczy prostych, jak prosta i kąt,
Zbudowane są miasta i szczęście.

W geografii nadziei i szczęść
Nieodkryte przylądki i wyspy –
Suchą stopą, gdy uda się przejść –
Kiedy ześni się sen realisty.


PS od Adminki: A tymczasem w Berlinie dziś, jak co roku, Fete de la Musique. Wszędzie w Berlinie muzyka – za darmo i pod gołym niebem. https://www.fetedelamusique.de/programm/

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (09). Rudolf

Teresa Rudolf

My prawie martwi…

A z nami co się dzieje?
Kim jesteśmy wyrzucając
nasze serca i dusze
na śmietniki podłości?

Znęcamy się nad wszystkim
co słabe, zwierzęta płaczą
przyroda dość się napłakała,
i będzie się teraz już mścić…

Niszczymy naszą przeszłość
konfliktami, rozliczeniami,
przyszłość bezwględnością,
chciwością, straszną bulimią,

żrąc życie ze wszystkim,
zwracając, by znów żreć
i zwracać na nowo, bez końca…
A co z tą teraźniejszością?

Właśnie to wszystko
TU i TERAZ się dzieje
myślimy że to życie,
pytając wciąż gdzie ono…

Kochać wciąż nie umiemy,
chcąc jednak być kochanymi,
a dla tej “nieczutej” miłości,
warto jest się mścić i zabijać…

Sięgamy po prawa do wojny,
do miłości, do zazdrości,
do nienawiści, do tego bez
końca brania, brania i brania…

Żyjemy więc jako kto?
Bo ludźmi już dawno
nie jesteśmy, ale kim,
ale kim, akurat właśnie ?

Jako ta grupa człowiecza
martwi jesteśmy już dawno
ale każdy jeszcze może,
po prostu człowiekiem zostać….

Zanim skończy się już,
ten nasz króciutki występ
na tej planecie…


PS od Adminki: A tymczasem w Berlinie dziś i jutro, jak co roku, Fete de la Musique. Wszędzie w Berlinie muzyka – za darmo i pod gołym niebem. https://www.fetedelamusique.de/programm/

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (08). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Perfumy

Pośród najdroższych perfum na świecie,
Tych od Chanel, Gucciego, Armani,
Najpiękniej pachnie czerwcowe powietrze,
Kwitnącą akacją, rumiankiem, łąkami.
Trawą wyrosłą i białą pokrzywą,
Bzem czarnym, kwitnącym z przekorą na biało,
Drobnymi, jasnymi, kwiatkami derenia,
I drzewem jaśminu, co w biel się ubrało.
Białym olejkiem do opalania,
Co w kiosku, na rogu, za grosze kupiony,
Bałtyku powiewem, różową meduzą,
I zamkiem, co wyrósł z piasku sklejony,
Oscypkiem góralskim, wędzonym na słońcu,
I podawanym wśród gór, z żurawiną,
I białą wełną owcy z Podhala,
Co dzwonkiem dzwoni, ze śmieszną miną.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (07). Gołąb

Sylwester Gołąb

7

moja myśl pierwsza opada z wolna na twoje lastryko
w które ubraliśmy cię z matką
moja myśl druga tworzy spiralną falę u wybrzeży Kalifornii
i zagraża każdej produkcji
w której nie bierze udziału moja ulubiona gwiazdka porno
moja myśl trzecia dostrzega biedronkę w brzuchu B naszego nazwiska
i nie wie co z nią począć
gdzie jej kazać pójść w pizdu z poświęconego miejsca
moja myśl czwarta wbiega w przyosiedlowy las i szuka Jasia wisielca
moja myśl piąta rozmawia z księżycem jak z bogiem a on się nieźle podszywa
moja myśl szósta wspomina Józia i Stasia jak młócili zboże pod krzyżem
moja myśl siódma krzywi się z goryczy gdy usta połykają słowa

Barataria 121. Różne Don Kichoty / Codziennie jeden wiersz (06). Jakubauskas

Dla A

A przysłał w międzyczasie kilka różnych Don Kichotów i naśladownictw, a ja odpowiadałam, mam, było, zobacz na blogu… Zeźlił się więc i przysłał to.

A ja na to – nic, bo nie (rozpo)znałam. Ale wiedziałam, że A ma rację, Don Kichot jak żywy, choć gruby, Sancho Pansa też jak żywy, choć z lancą, obaj przyodziani w czapy z futrzanym obramieniem. Jak przestałam już (choć nie nadaremno – patrz niżej) szukać w różnych językach pod hasłem Don Kichot i Sancho Pansa, rysunek, czarno-biały, tatarski, mongolski i Dżyngiz Chan, to zaproponowałam A grę w 20 pytań. Zużyłam pięć pytań – pierwsze brzmiało, czy to Mongołowie? – i wiem. Jeśli nie wiecie, to zobaczcie TU.

A ja tymczasem podzielę się z Wami nietypowymi informacjami i obrazkami, które znalazłam podczas poszukiwań. Myślę, że nie muszę tłumaczyć, jaki ciąg skojarzeń doprowadził mnie od Dżingis Chana tu (a potem i tam – patrz punkt 2):

1. Putin

Mały to Miedwiediew, duży to oczywiście Putin. Przyznacie, że podobni? Autorem rysunku jest taki rosyjski Mleczko. Autor bloga przegląddziennikarski pisze we wpisie Car rosyjskich snów:

Karykaturzysta Siergiej Jołkin (rocznik 1962) znany jest na Zachodzie (Sergey Elkin) oraz w Rosji, ale nie w Polsce, choć jego prześmiewcze rysunki są wobec rzeczywistości rosyjskiej nie mniej krytyczne. Urodził się w Workucie, mieście łagrów.
W 1984 r. ukończył architekturę i do upadku ZSRR pracował w wyuczonym zawodzie. W latach 90 zajął się dziennikarstwem, był redaktorem naczelnym prowincjonalnej gazety. Kryzys 1998 roku sprawił, że utracił pracę. Zaczął więc rozsyłać swoje rysunki i szybko stał się cenionym karykaturzystą w pismach „Izwiestija”, „Rossijskaja gazieta, „The Moscow Times”, „Wiedomosti”, „The Guardian”, „Economist” itp. Od kilku lat publikuje swoje prace przede wszystkim w internecie na łamach pism opozycyjnych wobec władz kremlowskich. Putin jest najważniejszym bohaterem jego twórczości.

2. Don Kichot i Sancho Pansa po polsku

To oczywiście na odwrót niż u przyjaciół Moskali – mały jest duży, a duży mały. Ale też podobni. To nie ja wymyśliłam. Tak niejaka LadyBergamoth podpisała to zdjęcie Sławomira Kamińskiego z roku 2005, umieszczając je na stronie sadistic.pl (uwaga treści polityczne, erotyczne i inne obscena – zaglądamy na własną odpowiedzialność).

3. Jeden wiersz (jak to tego lata u mnie nagminnie)

Adas Jakubauskas

Muzie

Kim byłbym bez ciebie?
Ziarnkiem piasku
W nieskończonym świecie,
Marzącym o bliskiej,
Kochanej duszy.
Pojawiłaś się ty w kaszmirowej sukience
I zostałem niewolnikiem u twych stóp.
Co zobaczyłaś we mnie?
Towarzyszko mojej
Tęsknoty,
W rozpaczliwej i zagubionej
Ciemności,
W Don Kichocie bez zbroi?
Potulnym, czujnym, zwyczajnym.
Dziękuję ci za czas
Spędzony ze mną,
Za delikatność twoich rąk,
Moja poezja to twoja
Zasługa.
Dzięki, ukochana i przyjacielu,
Ze mną – a jakże –
Nie będzie ci słodko…
Jestem cały w wierszach
I w nich płonę,
Zapłaczesz nieraz
Ukradkiem.

1987–2014

Tłumaczenie: Selim Mirza Chazbijewicz

Adas Jakubauskas, litewski przedsiębiorca, polski naukowiec i poeta tatarski, pisał ten wiersz 27 lat. Ciekawe dlaczego skończył?

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (05). Wiśniewski

Radosław Wiśniewski

M.I.A.

„Nagi mężczyzna w oknie hotelu Piast”
(Karol Maliszewski w nieistniejącym już wierszu o tym samym tytule)
Nie ma tamtego wiersza i nie ma Hotelu “Piast”,
przy ulicy Piastowskiej. Hotel zamieniono na
dom spokojnej starości w mieście, w którym
burmistrz bez litości wyrżnął poniemieckie
drzewa odbierając im prawo do godnej jesieni.
A trzeba wiedzieć, że apetyt na rżnięcie rośnie
w miarę rżnięcia. Nagi mężczyzna w oknie Hotelu
“Piast” tyle zostało z wiersza, którego nie czytałem.
Karol mówił, że pisał w jakimś ciemnym uniesieniu,
że go wyśle, bo to taki ślad po poecie. I po mieście
którym obecnie rządzi burmistrz o nazwisku Wrębiak.
Co wiele wyjaśnia jeżeli chodzi los drzew. Został
jeden wers, jak kikut pozostawiony w skrajni drogi
wojewódzkiej na znak, że zaszła drobna zmiana.
Chciałbym go jeszcze raz przeczytać. Tak jakby coś
żyło we mnie z tamtej nocy, kiedy nagi mężczyzna
stanął w oknie Hotelu “Piast”. Pewnie palił papierosa,
bo wtedy w wierszach wszyscy palili. Ale równie dobrze
mógł palić papiery wygrzebane przez ostatni rocznik
prowadzony do wojska. Być może nawet były tam
jakieś wiersze. Na przykład o tym, że nagi mężczyzna
stoi w oknie Hotelu “Piast”. W pokoju za nim czuć było
potem, może tam spała naga kobieta, albo nagi mężczyzna.
W restauracji dwa piętra niżej przygrywał do Koheleta człowiek
– orkiestra na wielkim klawiszu z napisem „Korg” od czoła.
Mam ten wiersz na końcu języka, jak obce słowo,
które oznacza coś znajomego. Przede mną
ściana bez okien. Stoję oparty o nią czołem
i czuję się
nagi.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (04). Karbowska

Ewa Karbowska

OKULISTYCZNIE – ZNACZY NA OKO – SIĘ DZIWIĆ

zdumienie
co wcale nie dziwne
ma oczy zielone lub piwne
*
szeroko otwarte
za karę?
spłoszone że mocno szare
*
bezradnie
bezbarwnie spłakane
nad sobą – przeważnie nad ranem
*
z zaspania wyrwane
nagle
po fakcie albo po diable?
*
bystrości w miłości nabiera
od wczoraj
najdalej od teraz
*
w przelocie
zdziwienia po twarzy
by resztę? – do końca domarzyć

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (03). Rubinroth

Agnieszka Rachela Rubinroth

pamięć ciała kobiety


aż zrozumiałam
że miednica w moim ciele
w której nosiłam
zalążki moich dzieci
nie jest moja

to biała kość miedniczna
poniewierająca się
wśród popiołów

nosiła
przedtem
zalążki jej
dziewięciorga dzieci

boże
którego nie było
którego
wciąż jeszcze nie ma
otul w płócienny całun
z jedwabną nicią

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (01). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Jak psa
Dla fanów motoryzacji

Tyle dróg wspólnych, tyle lat razem,
Berlin, Bruksela, Londyn, Warszawa,
Ruch lewostronny, ronda angielskie,
Calais – Dover, promem przeprawa.

„Mój jest i basta” – wiedziałam od razu,
Piękny i zgrabny, zadbany i zwinny,
Wyrywny, mocny, sprawny, roztropny,
Z klasą, z luksusem – ten! Żaden inny.

Zestarzał się w końcu i urok swój stracił,
Współpracy odmawiał, w kłopoty wpędził,
Stał się grymaśny, nieprzejednany,
wciąż potrzebował kolejnych pieniędzy.

Gdy zostawiałam go w dzień gradowy,
Jak stał na chłodzie, przez szybę widziałam,
On – jakby patrzył się na mnie oczami,
Czułam – tak jakbym ja psa oddawała…

Przez okno widzę, parking pod domem,
Rząd samochodów, pośrodku z wrębem,
Równy, kompletny, uporządkowany,
Jak szczęka z wyrwanym na przedzie zębem (!)