KSIĘŻYC, SEKS I WOLNOŚĆ część III

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

By przyjrzeć się dokładniej czym jest lęk,  sięgnąłem po książkę Antoniego Kępińskiego pt. “Lęk”.

Okazuje się, że jest wiele odmian lęku, ale wszystkie mają jeden wspólny mianownik. Nie wiadomo, co jest źródłem  lęku.  I tak pierwszy najłagodniejszy rodzaj lęku: NIEOKREŚLONY NIEPOKÓJ jest bezprzedmiotowy; nie wiemy, czego się boimy, nie wiemy co nam dokucza, chcielibyśmy wyjść z sytuacji,  w której się znajdujemy, swobodnie odetchnąć, ale nie wiemy, na czym Zło polega. 

Continue reading “KSIĘŻYC, SEKS I WOLNOŚĆ część III”

KSIĘŻYC, SEKS I WOLNOŚĆ część II

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny


Mógłbym powiedzieć o sobie, że jestem odważnym człowiekiem. Faktycznie, organizowałem spływy zimowe,  pływałem na kanadyjkach po górskich rzekach, wędrowałem przez wiele dni samotnie po górach na nartach śladowych.  Tylko że ja nie czuję się odważnym człowiekiem, a w dzieciństwie byłem wręcz lękliwy, bałem się psów, wody i jąkałem się. Mieszkałem w Chodzieży, mieście położonym między trzema jeziorami, dookoła były lasy i wzgórza. Włóczyłem się po tych lasach, zimą na nartach, lato spędzaliśmy nad jeziorami, kąpiąc się  i pływając na kajakach.  W szkole średniej w Tychach  trafiłem do Harcerskiej Drużyny  Wodnej.

Continue reading “KSIĘŻYC, SEKS I WOLNOŚĆ część II”

Frauenblick auf Toscana

Monika Wrzosek-Müller

Maremma-mare ma

Schon wieder ist ein Jahr um; ich merke es nicht einmal so deutlich an meinem Geburtstag wie am Aufenthalt in der südlichen Toskana. Die Signora grüßt uns überschwänglich, für sie ist auch ein Jahr glimpflich vergangen. Der heiße Sommer ist nun vorüber, die schöne ruhigere Zeit mit wenig Touristen aber doch sonnigen, klaren Tagen beginnt. Das Meer ist immer noch warm, erstaunlich warm, die Blaukrebse vermehren sich darin überraschend schnell, vor allem begünstigt durch die Lagune mit ihrem Brackwasser.

Continue reading “Frauenblick auf Toscana”

Farewell to Blackpool

For English, please scroll

Na przełomie października i listopada spędziłam dwa tygodnie w angielskim kurorcie Blackpool. Kurorcie, bo choć jest tu wietrznie i deszczowo, miasto ma ważne wartości kuracyjne, gdyż leży bezpośrednio nad morzem (Morze Irlandzkie). I to nie tak jak polskie czy niemieckie miasta, gdzie do morza jest tak naprawdę bardzo daleko. W Blackpool morze jest na wyciągnięcie ręki, jak wyskakujesz rano po bułki albo idziesz z psem na spacer. Nigdy przedtem nie słyszałam o Blackpool, a tymczasem to znana miejscowość, wielu moich niemieckich znajomych kiedyś tu było, mama Moniki Wrzosek-Müller mieszkała tu przez kilka miesięcy.

Od XVIII wieku była to zawsze miejscowość kuracyjna dla biedniejszych, tych którzy pracowali w Liverpoolu, Manchesterze, Edynburgu, Glasgow albo Aberdeen. Bogaci jeździli na Rivierę albo do francuskiej Bretanii. WAnglii – do Brighton. A Blackpool to taki Brighton dla ubogich. Biedne miasto. Nawet dziś. Jednak w XIX wieku to właśnie w Blackpool zaczęła się masowa turystyka, gdy pierwszą, nowo otwartą linią kolejową przyjechała tu pierwsza zorganizowana wycieczka.

Continue reading “Farewell to Blackpool”

Małą Mi do Berlina i z powrotem 4

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Księżyc, seks i wolność

Z polecenia Ewy Marii kupiłem książkę Wojciecha Koronkiewicza  pt. Życie seksualne kajakarzy. W całej książce znalazłem tylko jedno zdanie na temat życia seksualnego kajakarzy.  Wzmianki o seksie w kajaku  się nie liczą, bo mają tyle wspólnego z życiem seksualnym kajakarzy, co seks w taksówce z życiem seksualnym taksówkarzy.

W latach siedemdziesiątych byłem uczestnikiem i organizatorem wielu spływów kajakowych, zarówno harcerskich jak i studenckich. Mam w związku z tym swoje obserwacje, zgodne zresztą z obserwacjami Wojciecha Koronkiewicza. Wynika z nich, że z tymi kajakarzami jest coś nie tak, oni przez cały dzień wiosłują, a wieczorem rozbijają namioty i zamiast zająć się życiem seksualnym,  rozpalają ogniska i do później nocy siedzą przy tych ogniskach i śpiewają. To nie jest normalne.  Kajakarstwo w ostatnich czasach bardzo się rozwinęło, prawie na każdej rzece działa po kilka firm oferujących spływy kajakowe. Jeśli wszyscy wieczorami będą śpiewać, to skończy się  katastrofą demograficzną. Z tym coś trzeba zrobić. Zbadać, czemu oni śpiewają, zamiast zająć się życiem seksualnym. By dokładnie przyjrzeć się tej sprawie, wyruszyłem małą łódeczką kanałem Odra-Sprewa do Berlina licząc, że po drodze ktoś mnie oświeci. I oświecił mnie księżyc, dosłownie i w przenośni.


Płynąc kanałem Odra- Szprewa, zatrzymałem się w małej zatoczce pełnej zwalonych drzew i z bobrów. Ułożyłem się do snu w łodzi pod gołym niebem. Księżyc wzszedł i miałem go pod nogami. I wtedy przypomniały mi się słowa z Apokalipsy św. Jana o niewieście obleczonej w słońce  z księżycem pod stopami. No oczywiście, ta niewiasta to wolność wędrowców w szczególności kajakarzy, w dzień obleczonych w słońce, a w nocy, gdy śpią pod gołym niebem, to księżyc mają pod stopami. Wiele nocy tak spędziłem, czując się wolnym. No to już wiem, czemu oni śpiewają. Śpiewają, bo czują się wolni. Szelmy z Kościelnej też śpiewały jak pływaliśmy Nysą Kłodzką do Morzyszowa i tam paliliśmy ogniska.  No dobrze, ale czemu oni śpiewają kosztem życia seksualnego?

Na razie zadowolony z tego, że odkryłem dlaczego oni śpiewają, dotarłem do Ewy Marii do Berlina. Poprosiła mnie bym przyniósł z piwnicy karton pełen książek jej autorstwa pt. AMERYKAŃSKI SEN. Nie wiem, co mnie podkusiło, że wziąłem jedną z nich i otworzyłem na przypadkowej stronie. I czytam, że z tą Wolnością  to nie jest taka prosta sprawa. Że o wolności podobnie jak o prawdzie czy o sprawiedliwości  wszyscy mówią, a nikt tak naprawdę nie wie, co to jest, mało tego, walczą o wolność, prawdę i sprawiedliwość, a potem mówią, że “nie o taką Polskę żeśmy walczyli”. Faktycznie, walczyliśmy o wolność, śpiewaliśmy o niej pieśni, a jak ją wywalczyliśmy, to przestaliśmy śpiewać.

I druga sprawa,  okazuje się, że są dwie wolności, wolność od i wolność do. No to mam problem, czy wolność kajakarzy jest Wolnością od czy Wolnością do? I co to ma wspólnego z ich życiem seksualnym?

Małą Mi z Berlina (4)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Chochlik drogi powrotnej

Chochlik drogi powrotnej to wyjątkowo złośliwa bestia.  Przekonała się o tym na własnej skórze moja żona. Wracaliśmy pieszo MAŁĄ MI  z pleneru w Winnej Górze pod  Oławą. Mijając Kotowice, żona stwierdziła,  że woli wracać pociągiem. Stacją była niedaleko, sprawdziła telefonem  czy ma pociąg, kupiła bilet i poszła na stację. Nie odprowadzałem jej, bo droga była nie na mój wózek. Po czterech godzinach dotarłem do Wrocławia, schowałem MAŁĄ MI do garażu, wracam do domu, a tu żona mówi, że też dopiero wróciła.
– Co się stało?  pytam.
– Tory rozebrali, musiałam wracać pieszo do Wrocławia. A pociąg był w rozkładzie, nawet bilet sprzedali.

Continue reading “Małą Mi z Berlina (4)”

Powrót Małą Mi z Berlina (3)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

DZIEŃ TRZECI  powrotu

Znów bardzo wcześnie wyruszam w drogę. Kierunek Słubice. Po drodze do  Briesen, która miała być asfaltowa, następna niespodzianka. Asfalt się kończy i zaczyna bruk. Coś dużo tych brukowanych dróg w Niemczech. Chyba dobrze, ale nie dla mnie, mam za małe kółka, na szczęście jest szerokie, szutrowe pobocze. W Briesen robię postój, śniadanie i oczywiście kawa. Nie mam mapy, ale w każdej miejscowości, przez którą przechodzę są tablice z mapą okolicy. I tak idąc przez Jacobsdorf, Pillgram, Rosengarten dochodzę do przedmieścia Franfurtu nad Odrą. Po drodze męczy mnie to, co powiedziała mi żona, jak jej powiedziałem, że wędruję, by uwolnić się od lęku. A ona na to – wędrujesz, by uwolnić się ode mnie. Trudno nie przyznać jej racji, choć coś tu nie gra. I tak idąc i rozmyślając, doszedłem do wniosku, że to nie od niej się uwalniam tylko od jej lęków. By to sprawdzić, powinienem ją zabrać z sobą, może jej lęki zostaną w domu. Ale jak to zrobić, skoro jej lęki trzymają ją w domu?
Idąc przez Frankfurt spotykam liczne grupy emigrantów z całego świata. Niektórzy uśmiechają się do mnie, a nawet machają rękami. Zbliżam się do przejścia granicznego na moście między Frankfurtem  a Słubicami. Po jednej i po drugiej stronie kontrole graniczne. Czuję się nielegalnym uchodźcą, niezależnie od tego, w którą stronę bym nie przekraczał granicy. Mam dwa dowody osobiste, jeden ważny ale fałszywy, drugi prawdziwy  ale nieważny. Zarówno po niemieckiej stronie jak i po polskiej strażnicy graniczni uśmiechają się do mnie i niczego nie sprawdzają. Ludzi od Krużganka Oświaty nie ma, pozostała po nich gala flagowa, co wygląda, jakby słup graniczny nie wystarczał. W Słubicach tracę kontakt przez WhatsAppa, a odzyskuję kontakt przez telefon. Co najgorsze, skończył mi się placek od Ewy Marii. I wtedy dopada mnie “chochlik drogi powrotnej”. Najpierw dzwoni do mnie i mówi, że niedaleko mam ośrodek szkoleniowy żeglarzy i że tam mnie na pewno przyjmą i będę mógł przenocować. Jest gorąco, jestem już zmęczony, a ośrodka jak nie ma, tak nie ma. Po blisko dwóch godzinach błądzenia po Słubicach odkrywam, że ten “ośrodek” to mieszkanie w bloku i na dodatek, już dawno zlikwidowany. Nie mam siły szukać miejsca na nocleg. Zostawiam MAŁĄ MI na podwórku u życzliwych ludzi, idę na stację kolejową daleko na peryferiach Słubic i ostatnim pociągiem wracam do domu do Wrocławia.

Blackpool

Monika Wrzosek-Müller

Ewa fährt nach Blackpool, nicht im Sommer, sondern eher in der dunklen, herbstlichen, fast vorweihnachtlichen Zeit.

Aus den Tiefen meiner Erinnerungen tauchten Erzählungen meiner Mutter auf, über ihre Englandreise im Jahr 1958 – ein für die damalige Zeit in Polen unerhörtes Ereignis. Meine Tante und meine Mutter hatten sich auf Einladung irgendeiner Dienststelle der RAF (Royal Air Force) auf die Reise gemacht, denn die Air Force konnte die Witwenrente, die meiner Oma als Ehefrau eines im Krieg gefallenen polnischen RAF-Piloten zustand, nicht nach Polen auszahlen und man wollte wenigstens den Töchtern die Reise zum Grab ihres Vaters, meines Großvaters, in Großbritannien ermöglichen.

Continue reading “Blackpool”

Kannitverstan

Kochani, dziś Joanna gości w Polskiej Kafejce Językowej / Meine Lieben, heute ist Joanna zu Gast im SprachCafé Polnisch

Pfaff-Czarnecka, Joanna

Kannitverstan im Bett. In: Die Weltwoche, Nr. 40, 1996

Ende der zwanziger Jahre brach ein junger Religionsforscher nach Indien auf, wo er seine Suche gleich zweispurig betrieb. Sein Schriftstudium beim bengalischen Sanskritgelehrten Surendranath Dasgupta ergänzte er durch Sinneseindrücke: In der Freizeit suchte er unter anderem dessen Tochter Maitreyi Devi zu verführen. Die Ergebnisse beider Studiengänge sind allgemein bekannt. Der Rumäne Mircea Eliade (1907-1986) hat mit seinen Veröffentlichungen zu vergleichender Religionswissenschaft Weltruhm erlangt und ist auch als Romancier hervorgetreten. Bereits im Jahr 1934 hat Eliade sein Liebesabenteuer in Romanform gleich in zwei Sprachen veröffentlicht. Der rumänische Titel «Maitreyi» gab die Identität der Geliebten preis; der französische Titel «Les nuits bengales» («Die bengalischen Nächte») nahm den Ausgang der Geschichte vorweg.

Continue reading “Kannitverstan”