O trzech muralach w Poznaniu

Ela Kargol

Jeden świeci i się raduje, drugi budzi kontrowersje, że aż konserwator zabytków, nie wie, co z tym fantem zrobić, a trzeci ukrył się tak sprytnie, że gdyby nie panowie stojący w bramie, pewnie bym go nie zobaczyła.

Historię małpki Punch opowiedziała mi moja córka. W sumie dorosła osoba, a tak się wzruszyła, albo dała zmanipulować, że aż zamówiła sobie pluszowego orangutana, podobnego do tego, który rzekomo miał zostać mamą zastępczą dla Punch.


Został, nie został. Internauci uwierzyli, że został. No i ruszyła sprzedaż pluszowych małpich matek. Gdyby nie ta historia, pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi na newsy z Poznania, mojego rodzinnego miasta.

Continue reading “O trzech muralach w Poznaniu”

Scavenger hunt for double birthday of A & K

I had an opportunity to observe an original birthday party – a scavenger hunt around London! It was a joint birthday too (two friends who celebrated their birthdays together). Let me tell you about it.

I didn’t participate in the hunt itself (I came around later in the evening), thus I didn’t see how the teams fulfilled their tasks. What you see here then is my deduction – comparing the list of tasks with pictures.

But first, what is a scavenger hunt?

Typically, a team building scavenger hunt requires participants to find a series of items or places or complete a series of challenges. These can be completed in any order and a winner is determined by how many items were found or collected and/or how quickly everything on the list has been completed.

The idea for the hunt was crafted by A. (the birthday girl)

“Hi everyone,
For those who are coming for the scavenger hunt, we’re meeting tomorrow 12:50 pm at St Pancras Station by the entrance.
Those who aren’t coming can join us later in the Greene Man Euston pub from 6 pm onwards (we’ll most likely be in the basement :))
Super excited to see you all tomorrow 😃”

The plan:

Pop on your party hats and let the hunt begin. Don’t forget to read the extras on the checklist – don’t want to miss before it’s too late. P.S no obligation to purchase things, but if you don’t, take a photo as proof you went there). Also, blank birthday card for strangers to fill. And before the teams part ways, spin the colour wheel (on my phone) – whatever colour you land on, take photos of anything that colour along the way).

How it played out:

Colors: A’s Team – pink, K’s Team – greenish blue

– First, head towards Granary Square via rainbow tunnel

– Find the photo booth (in Coal Drops Yard). How many people can fit in one booth?!

– Head to Angel St to ride the longest escalator on TfL.

– Head to Camden Passage. This is where our two groups split up for a bit of friendly competition.

– Weirdest item you can find in the antiques market.

– Browse the shops and find an object beginning with the first letter of your team leader’s name.

– Blind date with a book- you won’t know the title til you unwrap the package (upper street bookstore).

– British Patagonia bakery (vegan to please an entire crowd)

– Now to find the most unassuming art gallery. Set inside an iconic London structure (telephone boxes!), not far from the British Museum. (Russell Square)(Visionary Brit Museum)

– Now off to another unusual piece of art. Worldwide theme tucked besides the campus of LSE (Holborn). (The World Turned Upside Down). Portugal St.

– What’s the weirdest chocolate flavour you can find in Lindt’s flagship store? (Piccadilly circus). Not obliged to buy anything though.

– Next underground stop is named after an ABBA song (Waterloo). Here, look for a giant mural of London’s favourite bear.

– Head underground to find a tunnel full of legal graffiti (Leake Street Arches)

– Borough Market if peckish. Either way, be at the final meeting point for 5.25pm – an old haunt and hangout of Shakespeare’s to soak up the food with a drink. At the Greene Man Pub Euston

Extra points:

– Take a photo outside a pub named after a famous British figure (eg monarch, prime minister etc).

– Take a photo outside of London’s resident animal (the pigeon!)

– Take a selfie in front of a tube stop starting with the same letter as the team leader’s name (A and K)

***

In Greene Man Pub in Euston after the hunt:

***

Some of the enthusiastic comments after the Scavenger Hunt:

really great day A & K 🩷💚
brilliant day yesterday- thanks all for the fun & happy birthday A & K!
mutual Birthday Party!🥳🥳
It was an absolute pleasure to meet you all wonderful people!
So lovely to meet you

Wakacje w Anglii (1)

Ewa Maria Slaska

Na przełomie stycznia i lutego byłam w Anglii. Wcale nie taki dziwny czas na wakacje. Było już wiosennie, kwitły kwiaty, temperatury sięgały nawet 12 stopni powyżej zera, mimo to było raczej chłodno i przez większość czasu deszczowo. Jednak udało mi się obejrzeć różne wystawy i zwiedzić różne miejsca. W wielu tych wyjściach ktoś mi towarzyszył i z reguły to on właśnie robił zdjęcia. Wszystkim “ktosiom” bardzo dziękuję.

Londyn, dzielnica Chiswick

Konrad

Przemiła “staro-wesoło-angielska” część Londynu. Małe domki, małe sklepiki i restauracyjki, mili, spokojni ludzie miło i spokojnie popijają kawę w miłych i spokojnych kawiarenkach. Na zdjęciach akurat jestem ja, ale też tu chyba jestem miła i spokojna.

Londyn, cmentarz Highgate

Na cmentarz Highgate chodzi się przede wszystkim dla Karola Marxa. Ma to wszelkie cechy pielgrzymki. Dlatego też wejście na cmentarz, który jest raczej zaniedbany i zapuszczony i nie umywa się do Peré Lachaise, Powązek czy cmentarza Łyczakowskiego, kosztuje 10 funtów, podczas gdy wejście na tamte wielkie cmentarze europejskie jest za darmo. Co gorsza ten Marx za 10 funtów jest paskudny i nieautentyczny.

W grobie pochowano też żonę Karola, Jenny von Westphalen, ich gospodynię, Helenę Demuth i ich córkę Eleanor. Marx i reszta jego kompanii zostali pochowani w bocznej alejce, w niedużym grobie szeregowym, który do dziś istnieje. Dopiero w roku 1954 Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii wzniosła mu sowieckie w duchu pomniczydło w bardziej wyeksponowanym miejscu. Rzeźbę wykonał Laurence Bradshaw. Na pomniku wyryto jedno z najsłynniejszych zdań ludzkości i na pewno najsłynniejsze zdanie Marxa: WORKERS OF ALL LANDS UNITE (Proletariusze wszystkich krajów łączcie się). Wyryto mu też jednak inne zdanie, a mianowicie tzw. 11 tezę o Feuerbachu: THE PHILOSOPHERS HAVE ONLY INTERPRETED THE WORLD IN VARIOUS WAYS – THE POINT HOWEVER IS TO CHANGE IT (Filozofowie tylko interpretują świat, ale tak naprawdę chodzi o to, by go zmienić).

W latach 70 ktoś próbował dokonać nieudanego zamachu bombowego na ten pomnik. Zapewne czyn ten miał podłoże polityczne, ale ja bym go też chętnie wysadziła w powietrze za jego napuszoną arogancję.


Londyn, Victoria and Albert Museum

Marceli

Nie byłam w tym muzeum ponad 50 lat. Zapamiętałam z dawnych czasów salę ze starymi naparstkami. Nie było żadnych naparstków! Poza tym bardzo ładnie. Wszystko bez ładu i składu, jak na luksusowym bazarze. Ogromne cenne dywany, nieprawdopodobne szkło, Turner i piękne widoki z okien.

Wspaniała wystawa o Marii Antoninie, jej strojach i biżuterii. Kobiety przychodzą na tę wystawę w niezwykłych sukniach.Nie wiedziałm, więc byłam ubrana zwyczajnie, ratował mnie jedynie mój różowy berecik. Na wystawie jest też ostatnia suknia, jaką skazana na śmierć królowa kupiła sobie, już będąc w więzieniu – bawełniana drukowana z materiału w stylu  Toile-de-Jouy produkowanego w słynnej fabryce niemieckiego przedsiębiorcy Christophera Philippe’a Oberkampfa, który w XVIII wieku na stałe osiadł we Francji.


Londyn, Tate Modern

Izabela

Poszłyśmy na wystawę o Picassie. Wstyd przyznać, ale nawet niezbyt mi się chciało. Myślałam sobie, ach jej, już tyle Picassa widziałam, bez sensu. No ale poszłam i bardzo jestem wdzięczna Izabeli, że mnie na tę wystawę namówiła. Było kilkadziesiąt obrazów z różnych epok jego malarstwa, i to rzeczywiście było po trochu takie jak zawsze, genialne, ale przecież wszystko już widzieliśmy, im jesteśmy starsi, tym więcej. Ale był też film Le Mystère Picasso’ (reżyseria Henri-Georges Clouzot) o tym, jak pracował Picasso, jak zmieniał swoje prace nawet 20 razy, tak że na końcu na płótnie nie pozostawało już nic z tego, co zainicjowało dany obraz. Po skończeniu jednego z takich obrazów Picasso obraca się do kamerzysty i reżysera i mówi, “widz pomyśli, że machnąłem to w 10 minut, a tymczasem…”, “…malowałeś to pięć godzin” dopowiada reżyser. Rewelacja!

***
W holu Tate Modern stoi ogromna kolumna futer reniferów. Uchwyciłam na zdjęciu mniej więcej jedną trzecią instalacji, całość jest znacznie wyższa, sięga pewnie trzeciego piętra.


To część instalacji Goavve-Geabbil, w której Máret Ánne Sara pokazuje symbiozę natury, ludzi i zwierząt na dalekiej Północy. Na instalację składają się też symbolicznie zaznaczone wiklinowymi witkami jurty pasterskie, kompozycje czaszek i kości i dziwna, przejmująca kompilacja dźwięków. Artystka jest Samijką , a jej praca jest refleksją nad życiem jej ludu. Hodowla reniferów, kiedyś oś życia i kultury Samów, podlega ustawicznym ograniczeniom. Wydobycie surowców, produkcja energii, zmiany klimatyczne naruszają więzi zwierząt, ludzi i krajobrazu. Kultura Samów zanika.

Tak się kończy londyńska część moich tegorocznych wakacji. Jutro jadę do Kornwalii. Wpis za tydzień.

Frauenblick aufs Meer

Monika Wrzosek-Müller

Eine Woche an der polnischen Ostseeküste

Gerade war es nicht voll, die Winterferien fangen in Polen erst nächste Woche an, am 02. Februar. Dann kommen ganze Kinderscharen mit ihren Großeltern. Der Beruf der Großeltern hat in Polen offensichtlich nichts an Attraktivität, Intensität und Popularität verloren. Jetzt sitzen im Essraum, vereinzelt oder zu dritt, höchstens vier ältere Damen, auch einige Herren sind dabei. Sie alle wollen von der guten Luft, dem Essen, Schwimmbad und Sauna, manche auch manchmal von einigen Kuranwendungen profitieren. Das alles verspricht hübscher, jünger, vielleicht auch klüger zu werden und länger leben zu können, daher scharen sich alle um den Schönheitssalon und den Massageraum. Nehmen auch die Anwendungen unheimlich ernst, kommen pünktlich, sorgen sich um entsprechende Kleidung. Die Liebe zur Sportkleidung, je nach Sportart und Wetterbedingungen, nimmt manchmal groteske Ausmaße an; dann werden vier paar Schuhe statt zwei angeschleppt, drei verschiedene Hosenarten, extra Unterwäsche etc. – nach dem Motto, alles wichtig, es gibt kein schlechtes Wetter. Und wenn die Damen an die obligatorischen Tanzabende, früher Dancing genannt, denken, kommen für eine Woche Aufenthalt ein riesiger Koffer und diverse Taschen zum Einsatz. Die Ernsthaftigkeit und das Einhalten aller Regeln sind vielleicht Überbleibsel der sozialistischen Sanatoriumsaufenthalte, die ein Segen für die überarbeitete Arbeiterklasse waren, die aber mit strenger Disziplin für die Durchführung der Anwendungen und mit rigiden Formen von Diäten für Erholung sorgten. Wer erinnert sich nicht an die riesigen Gebäude, die Erholungsheime für Bergleute, Eisenhüttenarbeiter und diverse anderen Berufsgruppen, hübsch getrennt je nach Regionen, je nach Kombinat, nach Berufen etc….

Ich beobachte das Treiben um das Buffet immer sehr genau, da ich leider nicht allzu sehr schlemmen kann (mein Magen streikt seit einiger Zeit), und ich stelle fest: meine lieben Landsleute, vielleicht wirklich mehr die Männer als die Frauen, werden immer dicker. Sie essen unheimlich viel, so als ob man auf Vorrat essen könnte, für schlechte Zeiten, für später. Die Batterien von leeren Flaschen, die vor den Zimmertüren stehen, zeugen von wirklich exzessivem Alkoholkonsum. Statistisch gesehen leiden in Polen 62% der Männer und 46% der Frauen an Übergewicht. Im Vergleich sind die Polen damit ziemlich nahe an die Deutschen herangerückt, wo 67% der Männer und 53% der Frauen sich mit dem Problem herumschlagen. Noch vor zehn, sogar vor acht Jahren waren die Polen eindeutig schlanker, dünner… so manifestiert sich jetzt der Wohlstand. Doch sie haben ihre Redseligkeit und Kontaktfreudigkeit beibehalten und auch wenn manche Scherze, Witze mir nicht gefallen, hört man das lange Lachen immer wieder.

A apropos Wohlstand: Auch die Meeresküste wird jetzt mit Zäunen, abgesteckten Wegen in den Kiefernwäldern und Holzbrücken domestiziert. Man spaziert nicht einfach über die Dünen an den Strand, sondern geht geordnet über einen meist gepflasterten Weg mit etlichen Bänken, ansonsten ist das Betreten der Dünen verboten; manchmal an besonders hohen steilen Küstenabschnitten ragt eine Aussichtsplattform aus. Mir ist das oft zu viel, die Landschaft wird so vielleicht ökologisch geschützt, andererseits verscheuchen zu viele solcher Maßnahmen die Natürlichkeit der Umgebung. So ist es in meinem Ostseebad.

Ein besonderes Highlight bildet für mich der kleine Jacht- und Fischereihafen an einem kleinen Flüsschen, das das Meer mit einem See im Hinterland verbindet; hier liegen immer zwei kleine, modernisierte und sehr schön angestrichene, also malerische alte Fischkutter. Einer war immer, abends, vor Sonnenuntergang nah an der Küste auf Fang. Die frischen Fische werden auch jetzt im Winter in der kleinen Räucherei verarbeitet, jeden Tag frisch! Erstaunlich, ich habe erfahren, dass es den Baltischen Lachs [salmo salar] gibt und der wird eben da gefangen, geräuchert und gegessen; eine unwiderstehliche Delikatesse.

Vor Jahren, als kleines Mädchen, war ich in dieser Gegend im Sommerferienlager und ich war damals begeistert von der unberührten Natur; daran kann ich mich noch gut erinnern, an das Gefühl der totalen Freiheit auf den riesigen hellen Stränden. Offensichtlich war das Wetter damals gnädig, denn ich kam braungebrannt nach Hause und wurde die kleine Negerin genannt. Auch später, schon als Studentin besuchte ich Kołobrzeg, fand aber jetzt wie damals, dass das Städtchen im Zweiten Weltkrieg katastrophal zerstört worden war und alle Wiederaufbauten aus den sechziger, siebziger Jahren ziemlich hässlich und für mich urbanistisch wirklich nicht gelungen waren. Jetzt neben alten, schön renovierten Bürgerhäusern stehen Reihen von sozialistischen Wohnblocks, die leider nichts zur Schönheit des Ortes beitragen; auch der sorgfältig angelegte und noch in der Weihnachtsbeleuchtung blinkende Park, konnte mich nicht begeistern. Nur die riesige fünfschiffige Backsteinhallenkirche Mariä Himmelfahrt in der Altstadt versetzte mich in Staunen; der Kolberger Dom ist um 1300 entstanden, ich vermutete eine Wehrkirche, doch angeblich wurden diese Kirchen im Mittelalter als sichere Verwahrungsorte für Handelswaren benutzt. Ähnlich große Kirchen gibt es in Prenzlau oder auch Frankfurt/Oder, ihre Größe erstaunt mich jedes Mal.

Der riesige Leuchtturm wurde nach dem Krieg wiederaufgebaut und er zeugt von der Wichtigkeit des Orts als Seehafen: es gibt auch eine lange Seebrücke. Die Uferpromenade mit den brutalistischen Hotels fand ich damals und jetzt eher scheußlich. Doch Kołobrzeg erfreut sich großer Popularität sowohl bei deutschen als auch bei polnischen Touristen, am Strand und auf der Seebrücke waren auch im Januar viele Leute unterwegs; es gab sogar, trotz des kalten, feuchten, nebligen Wetters Schiffsausflüge. Im Sommer fahren die Schiffe bis zum dänischen Nexo auf der Insel Bornholm, jetzt waren es nur kurze Seerundfahrten.

Ich schwelgte diesmal in Erinnerungen, Nicht nur die Nähe zu den kleinen Orten aus der Kindheit und den Sommerferien hat mich so gestimmt. Auch die vielen Podcasts und Interviews, die ich auf Polnisch jeden Tag hörte, animierten mich dazu. Erstaunlich für mich war zu sehen, wie sehr in Polen meiner Generation gehuldigt, an sie erinnert wird. Diese Kultur der Zugewandtheit zur Erinnerung an die Verstorbenen, aber auch an die noch Lebenden gibt es in Deutschland viel weniger. In Polen gibt es unzählige Programme in TVP mit Erinnerungen und Assoziationen, auch musikalischen, Dokumentationen über der Generation Solidarność und die früheren. Altbekannte Schauspieler und Sänger treten ständig vor die Kamera, dazu gibt es unzählige Podcasts; es sind Leute mit denen ich groß geworden und jetzt gealtert bin. Sie sind immer noch präsent, haben Gewicht, werden gefragt und vielleicht wird auch auf sie gehört. In ihrem Alter haben sie lange Erfahrung und die teilen sie mit dem jungen Publikum. Magda Umer, Agnieszka Osiecka, Maryla Rodowicz, Daniel Olbrychski, Anna Nehrebecka, Maja Komorowska, Krystyna Janda, Beata Tyszkiewicz, Jerzy Stuhr, auch alle die Sänger und Sängerinnen: Irena Santor, Marek Grechuta, Maanam, Kora, Perfekt, sogar Karin Stanek, Skaldowie oder Czerwone Gitary, Alibabki, Trubadurzy, nicht zu vergessen Czesław Niemen. Am Anfang dachte ich, es muss nicht immer so positiv sein, dieses Erinnern und sie auf ein Podest zu stellen, denn dann haben die nachkommenden Generationen weniger Platz, haben Schwierigkeiten sich gegen diese guten, wirklich mit hoher Qualität begnadeten Künstler durchzusetzen, bis ich Maryla Rodowicz mit Ralph Kaminski singen sah und hörte: „Nie ma jak pompa“ da lernt doch der eine von dem anderen und der Zuhörer profitiert enorm.

So ist die Woche an der polnischen Ostsee schnell vergangen…

107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)

Ela Kargol

Dzień po

Jeszcze dywan czerwony przed ułanem leży.
Kwiaty świeże w wieńce ułożone.
A wieńce biało czerwone.

Wieniec z wieńcem się styka.
Kwiat kwiata dotyka.
Szarfa z lewej strony wije się na prawo.
Przybył wódz, wszyscy biją brawo.

Potem stoją w szeregu,
do hymnu, do roty
Ramię w ramię,
Kwiat w kwiat,
Brat w brat,

Pieśń w pieśń,
Raca w racę.
Nieś się pieśni nieś!
Wołają rodacy!

Pieśń się rzeczywiście poniosła, całkiem możliwe, że ponad podziałami.

Continue reading “107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)”

Koty, irysy, królowa Luiza

Ewa Maria Slaska

Pisałam wczoraj o królowej, ale wszyscy wiedzą, że mam jeszcze dwa ulubione tematy, koty i irysy, i zbieram zachłannie wszystko, co mi ktoś podeśle. Skoro wczoraj przejrzałam nadesłane skarby, chcąc pokazać Luizę czyli Ludwikę, to dziś pokażę koty, irysy i co się tam jeszcze nadarzy.

Continue reading “Koty, irysy, królowa Luiza”

Lyon, Blackpool, Manchester

czyli

Ewa Maria Slaska

Kilka wspomnień o Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, a właściwie, dokładniej, Marii z Kossaków, Bzowskiej, Pawlikowskiej, Jasnorzewskiej

Poetka. Urodziła się 24 listopada 1891 roku w krakowie w słynnej malarskiej rodzinie Kossaków. Była córką Wojciecha, wnuczką Juliusza, siostrą Jerzego. Jej siostrą była Magdalena Samozwaniec, pisarka. Zmarła w Manchesterze 9 lipca 1945 roku i tam została pochowana.

Continue reading “Lyon, Blackpool, Manchester”

Farewell to Blackpool

For English, please scroll

Na przełomie października i listopada spędziłam dwa tygodnie w angielskim kurorcie Blackpool. Kurorcie, bo choć jest tu wietrznie i deszczowo, miasto ma ważne wartości kuracyjne, gdyż leży bezpośrednio nad morzem (Morze Irlandzkie). I to nie tak jak polskie czy niemieckie miasta, gdzie do morza jest tak naprawdę bardzo daleko. W Blackpool morze jest na wyciągnięcie ręki, jak wyskakujesz rano po bułki albo idziesz z psem na spacer. Nigdy przedtem nie słyszałam o Blackpool, a tymczasem to znana miejscowość, wielu moich niemieckich znajomych kiedyś tu było, mama Moniki Wrzosek-Müller mieszkała tu przez kilka miesięcy.

Od XVIII wieku była to zawsze miejscowość kuracyjna dla biedniejszych, tych którzy pracowali w Liverpoolu, Manchesterze, Edynburgu, Glasgow albo Aberdeen. Bogaci jeździli na Rivierę albo do francuskiej Bretanii. WAnglii – do Brighton. A Blackpool to taki Brighton dla ubogich. Biedne miasto. Nawet dziś. Jednak w XIX wieku to właśnie w Blackpool zaczęła się masowa turystyka, gdy pierwszą, nowo otwartą linią kolejową przyjechała tu pierwsza zorganizowana wycieczka.

Continue reading “Farewell to Blackpool”