Mein Vater Alfons

Lutz Baumann

Als mein Vater im Oktober 1909 in der Kreuzberger Reichenbergerstr. 9 geboren wurde, waren seine sieben Schwestern schon auf der Welt. Sein Vater, Wilhelm Baumann, geb. 1868 in Strelno/ Schlesien als unehelicher Sohn eines Gutsinspektors, verschlug es nach Reichsgründung und Ableistung seines Wehrdienstes nach Berlin in die Reichshauptstadt. Hier hoffte er sein Glück zu finden. Erst wohnte er mit seiner Frau in einer Laubenkolonie vor den Toren von Berlin. Dann gelang es ihn, in Kreuzberg eine Wohnung zu mieten. Seine Frau, die er in Berlin kennenlernte und heiratete, war die uneheliche Tochter eines eines Adligen. Sie stammte aus Hettstett in Sachsen /Anhalt. Das erste Kind, älteste Schwester meines Vaters, meine Tante Lydia kam 1895 auf die Welt und meine Tanten erzählten mir, dass ihre Mutter fast jedes Jahr schwanger wurde. Es folgten immer wieder Abtreibungen und die letzte im Jahre 1911 überlebte sie nicht. Da war sie 42 Jahre alt. Nach meinem Vater Alfons wurden keine weiteren Kinder lebend geboren. Die acht Kinder wuchsen dann ohne Mutter auf. Alle meine Tanten sind in Kreuzberg zur Schule gegangen und haben einen Beruf erlernt.

Mein Vater mit Hut als er, anfang der Zwanzigerjahre in Kopenhagen lebte.

Continue reading “Mein Vater Alfons”

Bajeczki które są, chociaż ich nie ma

Teresa Rudolf

A w pensjonacie “Ziarnko  Maku”…

Puk, puk, puk…
Codziennie rano
tajemnicza
księżniczka 
otwierała
drzwi swego
makowego
apartamentu, 
w pensjonacie
“Ziarnko Maku” . 

Pachniał on
makiem
czerwonym,
do tańca
zaproszeniem,
w objęciach
tajemniczego
księcia, 
Bardzo Mądrego. 

Każde z nich
było z innej bajki,
żadne nie
wiedziało już
z jakiej, 
mak odebrał
im pamięć,
lecz zostawił
serca…

maki przekwitły, 
pozimniało…
…spojrzeli 
smutno
na siebie, 
trzymając
się za ręce, 
za serca,
gdy już
i pamięć
wróciła… 

…i
z rozpaczy,
każde znów
wskoczyło
w swoją bajkę…

Niby jest, a nie ma…

W domku 
“Wiem Więcej” 
mieszkało sześć
Krasnych-Ludków.

Ludzie mówili:
“to niemożliwe,
na ziemi istnieją
jedynie Krasnoludki”

Krasne-Ludki,
wyglądały inaczej;
regularne rysy,
wzrostu różnego…
nie rozmawiały głośno 
uśmiechały się też mile,
uprawiały swój ogródek,
tworzyły pyszne nalewki,
ale były smutne;

bo jak to jest być
i równocześnie
nigdzie nie być…
robiły różne testy 
na ich widoczność;
a to w sklepie,
a to na bazarku…

płaciły, odchodziły,
widziano ich ręce,
nie widziano ich,
i też nie słyszano…

ktoś jednak mówił,
że są w tym domku, 
są, ale też i nie są…
widział sam i słyszał.

Coraz, coraz, więcej 
szeptów na ich 
dziwny temat,
śmiechów…

Coraz większe
poruszenie wioski,
rzucane kamienie,
w kolorowe okna,

opluwanie płotu,
robienie dziur
w wąskiej drodze
kradzież jabłek…

Aż któregoś dnia
przed  domkiem,
na wielkiej tablicy
napisane stało: 

“Skoro jesteśmy,
lecz  i nas nie ma,
cokolwiek robimy,
nie robimy niczego.

Jesteśmy 
tutaj, 
(choć i nie 
jesteśmy), 
za karę, 
dość 
słuszną:

za plotkarstwo;

a to jest… 
coś wielce
podobnego
do nas;

niby to
prawda
a nieprawda, 
niby coś 
w niej jest, 
a nie ma nic,

niby jest…
…a nie ma”

Czas ogórków małosolnych i węzy pszczelej

Ela Kargol


Czas ogórków małosolnych zaczyna się w Biedronce już na początku maja.
Na półkach obok humusu i guacamoli pojawiają się małe plastikowe wiaderka z małosolną ogórkową zawartością. Każde wiaderko jest na swój sposób nieszczelne i podczas transportu zaznacza wszędzie swoją obecność.
Pochłaniam te biedronkowe małosolniaki aż do sierpnia. W międzyczasie sama coś ukiszę, ale życie małosolnych jest ulotne, trwa za krótko, potem są tylko kiszone i to one zostają mi w kamiennym garnku z koprem, czosnkiem, chrzanem i wspomnieniem po małosolnych, z propozycją na zupę ogórkową.

Zaopatrzona w małosolne wyruszam na tylnym siedzeniu toyoty do krainy jeży i rukonków, pszczół i komarów, starych domów i jeszcze starszych dębów, nieistniejących już pałaców i dworów, rodów szlacheckich i tych bez przedrostka von, do krainy której już nie ma na mapie, ale ciągle gdzieś tam jeszcze jest, we wspomnieniach i wyobraźni, w pamięci drugich, trzecich pokoleń, w pamięci internetu i ludzi z tych stron, przybyłych po roku 1945 i tych, którzy po 1945 stąd wyjechali.

Continue reading “Czas ogórków małosolnych i węzy pszczelej”

Czerwone koperty

Sylwia Malon-Schulze

Rozdział 1

Tomasz Radke, manager projektów w fimie Guard Lab, po raz kolejny przeglądał dokumenty, zbierając dane do comiesięcznego raportu. Szukał czegoś, co mogło go zaniepokoić. Była trzecia po południu. Słońce powoli przygotowywało się do zachodu. Zza okna biura, znajdującego się na piątym piętrze w budynku dzielnicy Schöneberg, widać było drzewa, których liście powoli zmieniały kolor.
Kiedy zadzwonił telefon, zbyt zajęty lekturą Tomasz zirytował się. Nie odbieram. To nie może być ktoś ważny. Po paru chwilach drgania telefonu ustały. Ale kimkolwiek była osoba dzwoniąca do niego, tak łatwo się nie poddawała. Telefon znów się odezwał.
Cholera, westchnął i nacisnął zieloną słuchawkę.

Continue reading “Czerwone koperty”

Śmierć filozofa

Tibor Jagielski

ukryci za tarczami połyskujące błękitnym metalem hełmy
skrzydła falangi zwijają się i rozwijają
pod naszymi murami machiny z miedzi skóry i ognia

nie będę mówił o tych którzy nie sięgnęli po broń
o tych którzy nie stanęli pod walącymi się bramami
lecz o dowódcy w purpurowym pióropuszu
karzącym własnych żołnierzy którzy upojeni zwycięstwem
gwałcili i zabijali
wiszą teraz głowami w dół
w sinych ustach obcięte i skarlałe członki

surowe lecz obiektywne są prawa zwycięzców
poetów wbija się na pal
tłucze pokryte wersami tabliczki
ale przecież nie zabroniono nam handlu z Egiptem
tłuste zboże wiozą w trzewiach okręty
w czas świąt rozdaje się wino i oliwę
ach czyż może być złym władcą ten który wierzy w Platona

jestem filozofem
wzywają mnie do pałacu
przychodzę nocą odziany w szary płaszcz podaję wartom hasło
przyjmuję owoce z rąk człowieka który pozabijał moich przyjaciół
toczymy dysputy
najprzedniejsze wino z Samos nadaje ostrość naszym językom
boimy się śmierci
ja i on
staramy się ją obłaskawić
mądrością i władzą
jego manipuły dotarły już do Eufratu
stoję tuż przed rozwiązaniem zagadki oddechu

głaszczę jego psy podaję mu rękopisy
moja żona podejrzewa mnie iż mam kochankę
jeszcze parę dni parę lat parę gwiazd strąconych z firmamentu

nie wierzcie moim uczniom
nikt z nich nie miał odwagi być przy mnie w chwili śmierci
w chwili gdy wyważano bramy
gdy skrzepły śnieg pokrywał stocznię

w chwili gdy machina obróciła swoją wieżę
był przy mnie tylko on
połyskujący na mrozie purpurowy pióropusz

XI 85

Hommage á Jan Buk

Lidia Głuchowska

PŚEPŠOSENJE / INVITATION

MJAZYNARODNY SYMPOZIUM / INTERNATIONAL SYMPOSIUM

&

dwójne wótwórjenie wustajeńcowu / double opening of the exhibitions
„Wšykno jo krajina.
Serbski mólaŕ Jan Buk“ & „Hommage à Jan Buk (IV): WŠUŹI – NIŹI – DOM“ /
“Everything is a Landscape. The Sorbian painter Jan Buck” & “Hommage à Jan Buck (IV): EVERYTHING – NOWHERE – HOME”

2.02.2024, Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra, al. Niepodległości 15, 65-048 Zielona Góra

Continue reading “Hommage á Jan Buk”

Roboty malują

Lech Milewski

Niezawodne Google powiadomiło mnie jakiś czas temu, że w Melbourne pojawiła się pani Agnieszka Piłat z trójką robotów, aby zademonstrować ich możliwości malarskie.

Jeśli  malarstwo to National Gallery of Victoria – NGV.
Zacząłem googlować:  NGV pila… – google podpowiedziało – NGV pilates.
Wystarczyło żeby rozproszyć moją uwagę, poszedłem tym tropem – rezultaty:
– klasa pilates (ćwiczenia gimnastyczne) na dachu galerii,
– Contrology – rzeżba deski z nogami i płetwą wykonującej ćwiczenia pilates (uwaga – Contrology – takiej właśnie nazwy używał Joseph Pilates, gdy wymyślał swoją technikę ćwiczeń.)
– Sen żony Piłata – grawerunek z 1874 r.

STOP!
Pora zastosować Contrology – zapanować nad Google – piszę: Agnieszka Pilat NGV
Mam Ją!

Continue reading “Roboty malują”

Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Byłem na Wydziale Prawa u znajomego profesora konstytucjonalisty. Opowiedziałem mu o „Klątwie” i zaproponowałem sposób jej zneutralizowania. Obawiam się, że bez neutralizacji tej Klątwy kryzys w wymiarze sprawiedliwości tylko będzie się pogłębiał i skończy się to jakąś katastrofą. Rozbawiło go to, ale mi w tym nie pomoże. Zostawiłem też plakat o Marszu dla Angeliki i o seminarium z dochodzeniu sprawiedliwości środkami artystycznymi. Powiedział, że wątpi, by ktoś się tym zainteresował. Coś mi się zdaje, że na Wydziale Prawa sprawiedliwość nikogo nie interesuje. Zostawiłem mu też szkic pisma z którym chciałem się zwrócić do Sądu Najwyższego. Pismo poniżej. Analizując to pismo pod kątem symetrii, stwierdziłem, że popełniłem błąd. By zachować symetrię to Sąd Najwyższy powinien do mnie napisać „My dziwki, złodzieje i pijacy oświadczamy, że wyrok… Obraża nasze poczucie sprawiedliwości.” Ja po otrzymaniu pisma, powinienem podkreślić to na czerwono i odesłać do Sądu Najwyższego. Co o tym sądzisz?

Continue reading “Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?”

Frauenblick auf die Schönheit

Monika Wrzosek-Müller

Kunstbetrachtungen in grauen Tagen

Die Tage sind eher unfreundlich, wir haben einen richtigen Winter; die Traktoren mit unzufriedenen Bauern rollen über die Straßen, auf den Gehwegen türmt sich der nicht geräumte Schnee. So habe ich angefangen, an schöne Dinge, an Schönheit zu denken und mir sind die letzte Ausstellung über Hayez in Turin und der Film über die Vermeer-Ausstellung eingefallen, und dann war ich letztens auch in dem Film über die Künstlerfamilie Giacometti. Ist euch aufgefallen, dass es im Kino immer mehr sehr gute Dokumentarfilme gibt (nur 2023: Joan Baez: I Am a Noise, Lagunaria, Anselm-Das Rauschen der Zeit, Heaven can wait etc…)? Was bedeutet das, was sagt das über uns aus, über unsere Zeit? Sehen wir uns gerne unsere glorreichen Storys an, Menschen mit großen Talenten – so als ob wir Angst hätten, unsere Zeit würde keine solchen Genies mehr hervorbringen, oder wollen ihnen gedenken?…

Continue reading “Frauenblick auf die Schönheit”