Miało nazwy (z Facebooka)

Ewa Karbowska

kiwanie się do muzyki
w pełnym przyleganiu ciał
i wąskim prześwitem poniżej bioder dwojga ludzi
gdzie się działo, zazwyczaj dyskretnie
i to się nazywało tango z bolcem

był też płaski plastikowy przedmiot
nieco mniejszy od dłoni
a na pewno węższy, kształtem nawiązując do rezonansowego pudła gitary
z żyletką w środku
mówiono o tym temperówka

w kuchni stał rodzaj elektrycznego garnka albo brytfanny
z szybką do podglądania i dodatkowym metalowym kubeczkiem
służącym między innymi wytwarzaniu ciast z gustowną dziurką
ten element był zbędny przy pieczeniu drobiu
całą machinę mianowano prodiżem

na podwórku dominował gwar, a to grających w metalowe kapsle
i przez pstrykanie w nie palcami
i w ten sposób przesuwanie ich po wyznaczonym torze
a to piszczących lub skupionych podczas skakania przez związaną gumę
na ogół taką od majtek, rozciągniętą między dwoma osobami
stojącymi naprzeciwko siebie w odległości około półtora metra

klasy szkolne meblowano drewnianymi, przeważnie zielonymi, ławkami
z otworem na kałamarz i wyżłobieniem na obsadkę stalówką
wszystko w górnej części blatu
a pod nim jeszcze kasetka na drugie śniadanie
albo na…

zaznawało się również pozadomowych, częściowo sekretnych
rozkoszy podniebienia: jak to woda w saturatora i wielorazowej szklanki
określana zresztą gruźliczanką, czasami z sokiem, oraz oranżada nie pita
a zlizywana w stanie stałym z brudnej łapy
lub świeży chleb z wodą i cukrem

ma już człowiek swoje lata
to wie, dopóki pamięta
jak i po co
przeżył te asanitarne czasy z gębą pełną radochy
i z kluczem od mieszkania na szyi

9.04.2024


PS od adminki: Prodiż. Czy wiecie, co znaczy to francuskie pierwotnie słowo? Cud! Tak, kochani, to był cud, garnek, który piecze bez kuchenki.

Hegel kontra Don Kichot

Konrad podesłał mi na Instagramie taki hiszpański filmik:

https://www.instagram.com/reel/C5RFqebuF8q/?utm_source=ig_web_button_share_sheet&igsh=MzRlODBiNWFlZA==

Pan na filmiku, określający siebie jako Don Orca, odpowiada na pytanie, dlaczego nie mam dziewczyny? Dlatego że na pierwszej randce mówię dziewczynie coś takiego: Nie byłoby obu wojen światowych, gdyby Niemcy zamiast czytać Hegla, czytali Don Kichota. Hegel był bowiem filozofem i nauczył ich kroczenia drogą, która jest inkompatybilna z rzeczywistością.

Nie potraktowałam tego przesłania poważnie, filmik wydał mi się więc śmieszny, ale komentarze umieszczone pod nim są bezlitosne i nie zostawiają na autorze suchej nitki. Ogólny ich tenor brzmi: aha, gdybyśmy wszyscy czytali Don Kichota nie byłoby kapitalizmu, prześladowań, nienawiści, bezwzględności? A Franco? Przecież on na pewno czytał Don Kichota. Komentatorów płci męskiej interesuje przede wszystkim problem, czy można uniknąć wojny. Kobiet (jest ich jednak znacznie mniej) zapewniają pana Orkę, że one by lubiły taką zagrywkę jako początek flirtu. Ale oczywiście zawsze musimy mieć w pamięci słynną rozmowę Dustina Hoffmana z Jessicą Lang w Tootsie. Gdy Hoffman jest kobietą, Jessika mówi mu, iż nie lubi męskiego kluczenia opłotkami, skoro naprawdę chodzi im tylko o seks. Ona zatem chciałaby, żeby mężczyzna, który chce z nią pójść do łóżka, powiedział jej to prosto w oczy. Hoffman jako Hoffman mówi więc Jessice, że tak właśnie jest… A ona mu daje po pysku.

Continue reading “Hegel kontra Don Kichot”

Zawsze w opozycji. Rudi Dutschke. Grób, miejsca, anegdoty

Ela Kargol

Nie planowałyśmy tego spaceru, choć możliwe, że jakiś spacer był w planach.

W Wielką Sobotę wybrałyśmy się na cmentarz przy kościele św Anny (St.- Annen- Kirche) w Berlinie – Dahlem.
Kościół bardzo średniowieczny z cmentarzem parafialnym wokół i do niego przylegającym cmentarzem miejskim.
Weszłyśmy tylną furtką prowadzącą bezpośrednio na cmentarz z ogrodu przy domu Niemöllera (Martin-Niemöller-Haus Berlin-Dahlem). Niemöller-Haus to dom parafialny przy kościele św. Anny, nazwany imieniem teologa i działacza ruchu oporu, antyfaszysty i pastora. Martin Niemöller mieszkał i pracował w tym domu w latach 1931-1937.

Rudi Dutschke – foto: Wikipedia (zdjęcia kościoła i domu – poniżej)

Continue reading “Zawsze w opozycji. Rudi Dutschke. Grób, miejsca, anegdoty”

Die kleine große Welt

Monika Wrzosek-Müller

Eichwerder

Darüber habe ich schon ganz am Anfang meiner „Karriere“ bei Ewas Blog geschrieben; jetzt ist mir wieder so ein Fall passiert. Er gehört in die Reihe „Zufall oder Schicksal?“ Ich beschreibe das inzwischen als zufällige Schicksalhaftigkeit oder schicksalhafte Zufälligkeit, auch wenn ich eigentlich daran glaube, dass alles vielleicht einen tief verborgenen Sinn hat. Wir erkennen ihn erst Jahre später, wundern uns dann, fragen, was war damals, warum, wie ist das möglich? Irgendwo ist aber doch der sprichwörtliche Hund begraben.

Continue reading “Die kleine große Welt”

Kiedy myślisz, że już nigdy nie będzie lepiej

Natalia Raginia, Ocalenie

Do przeczytania zanim przyjdziecie jutro do Polskiej Kafejki Językowej na spotkanie z Autorką w piątek 19 kwietnia

Prolog
Dzień, w którym umarła
Maj, rok 2012


Doczekała się. W końcu spełniło się wszystko to, na co tak długo czekała i gdyby mogła to teraz zobaczyć, ucieszyłaby się, że wreszcie odeszła. Od miesięcy nie pragnęła niczego bardziej, niż uwolnić się od tego nędznego życia, poczuć ulgę, beztroskę i lekkość. Rzucić wszystko i odejść, co mogła osiągnąć tylko w jeden znany jej sposób.
Nie poddała się od razu, walczyła, ale przegrała jednak z bezsilnością i beznadziejnością życia, jakie jej przypadło. A teraz? Teraz będzie już tylko dobrze, bo wreszcie nadszedł wymarzony i od dawna oczekiwany dzień, w którym zdołała przekroczyć tę cienką granicę ludzkiego bytu, po której stąpa tak wielu.

Continue reading “Kiedy myślisz, że już nigdy nie będzie lepiej”

Moje polskie drzewo

Roman Brodowski

Kiedy w 2014 roku, na zaproszenie Stowarzyszenia Literatów Białorusi, Oddział Grodzieński wraz z moimi berlińskimi przyjaciółmi przybyłem do tego pięknego miasta, nie wiedziałem jeszcze, że przez przypadek stanę się bohaterem pewnej, związanej z poniższym drzewem, historii.

Może i byłbym o niej zapomniał, gdyby nie fakt, że otrzymałem od Kazimierza, mojego grodzieńskiego Przyjaciela, fotografię tego pięknego, budzącego się z zimowego snu Klonu, polskiego, choć gatunkowo kanadyjskiego.

Continue reading “Moje polskie drzewo”

Krótkie życie kwitnącej wiśni

Ela Kargol

Przekwitają, bo wiosna przyszła za szybko, i miała od razu letnie zamiary, choć do lata jeszcze sporo czasu. Nie zdążyłam przyjść wczesnym rankiem i nie zdążyłam przyjść kilka dni wcześniej. A dzisiaj to już płatki ścielą różem ścieżki i kobierce.
Kobiety i dzieci w różowych sukniach, niczym Barbie naginają gałązki wiśni ku sobie, przytulają, uśmiechają się, potrząsają kwieciem, spoglądają na Kena, a Ken pstryka jedną fotkę za drugą. Różne ujęcia, z góry, z dołu. Ken leży w płatkach wiśni, a Barbie nad nim kryje się w kwieciu i rozmarzona liczy już lajki na swoim Instagramie.
Na chwilę świat wkłada różowe okulary, albo odwrotnie.
Ja też.

***

Continue reading “Krótkie życie kwitnącej wiśni”

U Pana Boga w kwietniu

Ewa Maria Slaska

Ostatnio, niezauważalnie (chyba), powrócił na bloga Don Kichot. Nie planowałam tego powrotu, ot, znowu się zaczął pojawiać, a skoro tak, to przydzieliłam mu poniedziałki. I nagle okazało się, że “nowa świecka tradycja”, nieważna i taka, którą ustaliłam właściwie tylko sama ze sobą, ma swoje wymagania i ja jako Adminka muszę je spełnić. Już już miałam wstawić na dziś wpis Eli o wiśniach (będzie jutro), albo Romka o innych drzwach (będzie pojutrze), gdy okazało się, że coś, niewiadomoco, zażądało, żeby na dziś wstawić Don Kichota. Co lepsze, wcale nie wiedziałam, co miałabym wstawić, wpisałam więc w Google’a “Don Kichot kwiecień poniedziałek”, a wujaszek natychmiast mi znalazł temat dzisiejszego wpisu: Emilian Kamiński!

Continue reading “U Pana Boga w kwietniu”

Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (10)

Teresa Rudolf

Filomena przyglądała się z okna swej szarej ulicy Karmelickiej. 
Dzień wychylał się powoli, leniwie z mgły porannej, nie mogąc się zdecydować, czy tak naprawdę chce już wychodzić “z pieleszy”.
Słychać było gruchanie gołębi, na razie tylko kilka spacerowało po chodniku, a czasem jakiś pojedynczy podrywał się głośno do lotu, wystraszony przez kogoś biegnącego do odjeżdżającego już prawie tramwaju… Dało się słyszeć otwieranie małych sklepików spożywczych; opuszczanie, lub podnoszenie markiz, jakieś pojedyncze rozmowy, niesione głośno przez pustkę ulicy.

Continue reading “Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (10)”