Schrecken ohne Ende: Landwirtschaftsminister Rainer will die grausame Kettenhaltung von Rindern fortführen. Tierrecht und Verbraucherwillen sind ihm egal. Bitte unterschreiben Sie unsere Petition:
Fotos: Tanja Krüger & Christine Ziegler Gülpe an der Havel & Bernöwe
2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe2025 Herbst in Gülpe
Znów bardzo wcześnie wyruszam w drogę. Kierunek Słubice. Po drodze do Briesen, która miała być asfaltowa, następna niespodzianka. Asfalt się kończy i zaczyna bruk. Coś dużo tych brukowanych dróg w Niemczech. Chyba dobrze, ale nie dla mnie, mam za małe kółka, na szczęście jest szerokie, szutrowe pobocze. W Briesen robię postój, śniadanie i oczywiście kawa. Nie mam mapy, ale w każdej miejscowości, przez którą przechodzę są tablice z mapą okolicy. I tak idąc przez Jacobsdorf, Pillgram, Rosengarten dochodzę do przedmieścia Franfurtu nad Odrą. Po drodze męczy mnie to, co powiedziała mi żona, jak jej powiedziałem, że wędruję, by uwolnić się od lęku. A ona na to – wędrujesz, by uwolnić się ode mnie. Trudno nie przyznać jej racji, choć coś tu nie gra. I tak idąc i rozmyślając, doszedłem do wniosku, że to nie od niej się uwalniam tylko od jej lęków. By to sprawdzić, powinienem ją zabrać z sobą, może jej lęki zostaną w domu. Ale jak to zrobić, skoro jej lęki trzymają ją w domu? Idąc przez Frankfurt spotykam liczne grupy emigrantów z całego świata. Niektórzy uśmiechają się do mnie, a nawet machają rękami. Zbliżam się do przejścia granicznego na moście między Frankfurtem a Słubicami. Po jednej i po drugiej stronie kontrole graniczne. Czuję się nielegalnym uchodźcą, niezależnie od tego, w którą stronę bym nie przekraczał granicy. Mam dwa dowody osobiste, jeden ważny ale fałszywy, drugi prawdziwy ale nieważny. Zarówno po niemieckiej stronie jak i po polskiej strażnicy graniczni uśmiechają się do mnie i niczego nie sprawdzają. Ludzi od Krużganka Oświaty nie ma, pozostała po nich gala flagowa, co wygląda, jakby słup graniczny nie wystarczał. W Słubicach tracę kontakt przez WhatsAppa, a odzyskuję kontakt przez telefon. Co najgorsze, skończył mi się placek od Ewy Marii. I wtedy dopada mnie “chochlik drogi powrotnej”. Najpierw dzwoni do mnie i mówi, że niedaleko mam ośrodek szkoleniowy żeglarzy i że tam mnie na pewno przyjmą i będę mógł przenocować. Jest gorąco, jestem już zmęczony, a ośrodka jak nie ma, tak nie ma. Po blisko dwóch godzinach błądzenia po Słubicach odkrywam, że ten “ośrodek” to mieszkanie w bloku i na dodatek, już dawno zlikwidowany. Nie mam siły szukać miejsca na nocleg. Zostawiam MAŁĄ MI na podwórku u życzliwych ludzi, idę na stację kolejową daleko na peryferiach Słubic i ostatnim pociągiem wracam do domu do Wrocławia.
Most jako granica, most jako rana. Antropologia przejścia przez Oberbaumbrücke
W najwęższym miejscu Lichtenberga, tam gdzie jego tkanka niemal dotyka zachodniej strony miasta, znajduje się symboliczny próg – niewielki odcinek przestrzeni, który dzieli, choć fizycznie jest łatwy do przekroczenia. Sprewa, niepozorna rzeka, pełni tu rolę rytualnej bariery – jak w dawnych mitologiach, oddziela dwa porządki: nie tyle Wschód i Zachód w topograficznym sensie, ile dwa światy pamięci, dwa rytmy miejskiego doświadczenia. Przejście przez most Oberbaumbrücke to przejście przez historię, przez czas, przez niewidzialne warstwy kulturowego i afektywnego podziału. Dziś, żeby dostać się z Lichtenberga na Kreuzberg, wystarczy przysłowiowy rzut beretem. Kilka minut piechotą, kilka kroków przez ceglany, neogotycki most. Ale ten most-symbol nie jest tylko infrastrukturą – to miejsce graniczne, które – jak pisał Victor Turner – funkcjonuje jako przestrzeń liminalna: nie-tu i jeszcze-nie-tam. Oberbaumbrücke nie dzieli już państw, ale nadal dzieli rzeczywistości: przeszłość i teraźniejszość, pamięć i zapomnienie, „wschodniość” i „zachodniość” jako mentalne i społeczne kategorie.
Byłam przez tydzień we Wrocławiu. Przez ten czas nagromadziły mi się informacje z różnych stron świata, które niespodziewanie składają się w jakąś niezwykłą jedność. Na przykład błoto. Przypomnijmy: błoto jest czarne.
Ewa fährt nach Blackpool, nicht im Sommer, sondern eher in der dunklen, herbstlichen, fast vorweihnachtlichen Zeit.
Aus den Tiefen meiner Erinnerungen tauchten Erzählungen meiner Mutter auf, über ihre Englandreise im Jahr 1958 – ein für die damalige Zeit in Polen unerhörtes Ereignis. Meine Tante und meine Mutter hatten sich auf Einladung irgendeiner Dienststelle der RAF (Royal Air Force) auf die Reise gemacht, denn die Air Force konnte die Witwenrente, die meiner Oma als Ehefrau eines im Krieg gefallenen polnischen RAF-Piloten zustand, nicht nach Polen auszahlen und man wollte wenigstens den Töchtern die Reise zum Grab ihres Vaters, meines Großvaters, in Großbritannien ermöglichen.
Beat: MC Jaxa Tekst: MC Jaxa, Udar, Kazio Mix: MC Jaxa Okładka: Wanda Marzec (zdjęcie), BuBa (tag)
Na youtubie komentarzy maleńko, ale za to jakie! Piękna muzyka Kaziu kurwa lepiej sie nie dało kazio tak carruje ze to szok ale bicior dobry jaxa gdzie low mid panie jaxa
***
No to teraz wyjaśnienia, żeby tacy jak ja mogli w ogóle zrozumieć, o co tu chodzi.
1. MC (wyjaśnienie od Sztucznej Inteligencji, która nie wiem dlaczego, część informacji zaznaczyła na żółto: MC to skrót od Master of Ceremonies (Mistrz Ceremonii), co pierwotnie oznaczało osobę prowadzącą imprezę hiphopową, a z czasem stało się synonimem rapera z dobrymi umiejętnościami scenicznymi. Raperzy nazywani MC byli odpowiedzialni za animowanie publiczności i utrzymywanie dobrej atmosfery podczas występów, często improwizując w rymach (freestyle). Termin ten jest nadal używany, szczególnie w odniesieniu do artystów o wysokich umiejętnościach performatywnych. A więc MC Jaxa to mistrz. OK, zatem szukamy dalej.
3. Słowa, żeby je spisać słuchałam tego z 10 razy, mimo iż wspomagałam tę akcję podpisami automatycznie generowanymi przez YouTube’a.
Jaxa: Mija czas, mija czas Zaraz już nie będzie Was Dla mnie też przyjdzie koniec A i tak czas ciągle trwonię W mej głowie się wspomnienia biorą (śmieje się)
Inny głos: Ni chuja Cię nie słyszę Dobra zaraz
Jeszcze inny głos: Nie no poczekajcie na mnie kurwa
Jaxa: musisz być cały …. póki jesteś jeszcze mały póki…. Będziesz starcem Jo zgniłym, nie będziesz miał siły już kurz przykryje ci uśmiech i choćbyś dmuchał mocno nigdy go nie zdmuchniesz … żeby mieć w dupie choćbyś się …. bo choćby to zdmuchnięcie głupie było to będziesz się z tego śmiał a nie żył ze świadomością, że życie to niewypał że do siebie z przeszłości zmaga się jak być Uczyłeś się na każdy test Nie nauczyłeś się żyć Nienawidzisz siebie Walisz szot za szotem Jesteś zwykłym Sancho Pansą A mogłeś być Don Kichotem A potem zamiast z wiatrakami walczyć Walczyć ze sumieniem Myślisz że zmarnowałeś życie Dokładnie Wytłumaczę Ci przecież Często zamiast się z ziomalami kształciłeś kalectwo Cierpisz tak od wspomnień W zakamarkach głowy Czas się pożegnać z życiem A ty wciąż niegotowy Wszystko spakowane hej Chyba tak poczekaj Jeszcze zapomniałeś zostawić tak Po sobie ślad Jakikolwiek na ziemi Może jeszcze zmienić Może ci się uda Tymczasem Majka Przejmuje udar
Inny głos mówi coś.
Jaxa: Mija czas, mija czas Zaraz już nie będzie Was Dla mnie też przyjdzie koniec A i tak czas ciągle trwonię W mej głowie się wspomnienia zbierają jak pajęczyna a ja wchodzę na nię od czasu do czasu by ukoić melancholię W tych wspomnieniach tonę Bo mam ich w sumie tonę W kokonie wspomnienia Lubię się schować Szukam szczęścia W chwili nie w gibonie Ten moment w pajęczynie zapisany Ale same dobre chwile By nie rozgrzebywać rany Tak tworzę codziennie moją krainę Bez przerwy dodaję do niej Ładne chwile Lecz by wejść w tę krainę Też muszę mieć ładne życie Dlatego nie siedzę w niej bez przerwy Jak widzę momenty I się nimi delektuję Mam piękne wspomnienia I za to sobie dziękuję Czas jest szybki Czasu dogonić się nie da Dlatego ziomuś pogodzić się Z tym trzeba i przestać Wszędzie się spieszyć, gnać Ponieważ liczony jest twój cenny czas Minie w twoim życiu tylko Kilka sekund i będzie Już początek twego życia kresu Umrzesz tak czy siak Więc pozostaw po sobie Jakiś ślad Jak wielki kolorowy i piękny ptak Skumaj ziombel to takie proste Na koniec każdy z nas będzie w urnie Proszkiem Tyle ząego wokół ciebie Nie wiem Bo wszędzie polityka wojny i globalne Ocieplenie tak że łap chwilę Zapamiętaj każde wspomnienie Zapisuję jak w zeszycie Ciesz się życiem Rób co kochasz Nie goń za szelestem Zaryzykuj siebie Pokaż a odnajdziesz szczęście A gdy ci przyjdzie odejść z tego świata To masz wspomnienia jak w rękawie Dzięki nim możesz latać a w zaświatach nie przyda ci się kasa Jooouł Tutaj lecę na tym bicie jest nas pięciu chłopaków Co kocha życie Eeech Co kocha życie
***
Nic więcej nie znalazłam na temat Jaxy. Nie wiem, skąd to imię? Nie wiem, kto uznał, że jest MC? Na YouTubie jest jeszcze jedno nagranie w podobnym stylu, jak “Zostaw ślad” i jedno zupełnie inne o “Pięciu szlachetnych MC” i to by było na tyle.
Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku, mając na ustach ciszę i krwawiące rany. Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.
Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki i warzą głowy dzieci: — zadziwionych cieląt. Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki, i jedzą je w niedzielę z rodziną się dzieląc.
Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli, wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy, krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli i baraniego ciała bronzowe atłasy.
Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie, obwąchują zająca czy aby dość skruszał, z martwym ozorem w zębach czują się jak w niebie, i do cudzego mózgu śmieje im się dusza.
Pożerają, dymiący jak nowe cmentarze te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy — Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze, na których śmieszek hjeny zakwita, trupawy.
Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby, ale źrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy, i zezują miłośnie do gęsiej wątroby bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy, a twardzi tylko sercem — i w całej stolicy głośni — ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.