Przewrotnie najważniejsze w opowiadaniu o zakupach w sklepie samoobsługowym jest to, o czym nie pisałem, czyli paragon świadczący o zawarciu transakcji. Ten paragon jest znakiem kulturowym, jest znakiem z innego świata niż plamka na kliszy w miejscu, gdzie dotarł foton, bo ta plamka jest znakiem naturalnym. Tu kończy się analogia między zakupami w sklepie a eksperymentem z fotonami i zaczyna się przepaść.
Przepaść między humanistyką a naukami przyrodniczymi, która jest wyznaczona przez dwa rodzaje znaków. Nauki przyrodnicze zajmują się znakami naturalnymi, nazwijmy je śladami. Ślady kopyt na piasku, ślad po uderzeniu pioruna, smugi kondensacyjne, ciągnące się za odrzutowcem czy w końcu plamka na kliszy fotograficznej w miejscu gdzie dotarł promień światła. Z kolei humanistyka zajmuje się znakami kulturowymi nastawionymi na interpretacje – by je odczytać, trzeba znać reguły interpretacji. Obrączka na palcu serdecznym, insygnia oficerskie, dzieła sztuki i w końcu paragon świadczący o transakcji. Tego rodzaju znaki nazwijmy komunikatami.
Przygody mężczyzny i kobiety w sklepie samoobsługowym tak skonstruowałem, aby ich zachowanie było analogiczne do zachowania fotonu, gdy ma do wyboru dwie drogi. Załóżmy, że laser emituje jeden foton, który jest cząstką aż do płytki półprzepuszczalnej. Dalej nasz foton zmienia swoją naturę i jest teraz falą biegnącą równocześnie dwiema drogami, by następnie na jednym z czujników ruchu zameldować się jako cząstka i jako cząstka biec dalej, a na drugim czujniku ruchu zniknąć niczym duch. Nikt tego nie rozumie.
To samo w wykonaniu naszego małżeństwa w sklepie samoobsługowym jest dziecinnie proste i nikt niczemu się nie dziwi. Pominę pytanie, ile trzeba zmienić w fizycznym obrazie świata, by rozsądnie dopuścić myśl, że znak świadczący o fotonie jest komunikatem, podobnie jak paragon, a nie śladem. Ta zmiana nie byłaby tak nadzwyczajna, jak się w pierwszej chwili wydaje. Istotniejsze jest pytanie, jakie miałaby skutki? Już stoicy wiedzieli, że zmianom w fizyce towarzyszą zmiany w etyce, a Carl Friedrich von Weizsäcker we wstępie do Część i całość rozmowy o fizyce atomu Wenera Heisenberga napisał „Zdarza się niekiedy, że nauka nabiera znaczenia dla dziejów świata: nie z powodu konsekwencji technicznych, lecz przez przemianę myślenia.”
W zasadzie wszystko co robię i co piszę, podporządkowane jest temu pytaniu.
PS 1 od Adminki: słyszałam ostatnio od Krizza (czyli sama tego nie przeczytałam), że te elektrony lecą jak fala, jeśli ich NIE obserwujemy i jak cząsteczki, jeśli je obserwujemy. Podobno fizycy jak dotąd nie rozwiązali pytania – dlaczego tak jest? Krizz, nota bene jeden z blogowych autorów, zastanawia się, czy wiąże się to ze światłem (jeśli obserwujemy, to znaczy, że na to patrzymy, a żeby widzieć, potrzebujemy światła).
PS 2 Krizz przypomina tu, że w fizyce znane są inne zjawiska, nazwijmy to, rozłącznie dwoiste. Np. nie można jednocześnie zmierzyć spinu i położenia elektronu. Można określić ALBO spin, ALBO położenie. I wyjaśnia się to w ten sposób, że żeby zmierzyć daną wielkość, trzeba jakoś wpłynąć na stan elektronu, który się wtedy automatycznie zmienia.
PS 3, czyli kolejny przypis Krizza: Oczywiście Carl Friedrich von Weizsäcker ma rację. Wystarczy spojrzeć na nasze życie. I tak – ilość informacji, swoboda wypowiadania się posunięta do skrajności powodują na naszych oczach “przenicowanie” świata i nie jesteśmy w stanie nawet określić, jaka jest natura tej przemiany.
PS 4, czyli tako też rzecze Krizz: A konsekwencją tego jest to, że niektórzy fizycy twierdzą wręcz, iż informacje można traktować jako wielkość fizyczną, czyli czynnik wpływający na rzeczywistość.
Optyka kwantowa w klasie Kucharzy Małej Gastronomii
Zróbmy taki eksperyment myślowy. Do sklepu samoobsługowego wchodzi małżeństwo. Mają ostatnie pięć złotych. Kobieta idzie jedną stroną regału i bierze do wózka szampon w cenie pięć złotych, a mężczyzna idzie drugą stroną i bierze pierniczki, też za pięć złotych. Podchodzą do sąsiadujących z sobą kas i dochodzi do krótkiej sprzeczki szampon czy pierniczki. W końcu jedno z małżonków dokonuje zakupu, a drugie wstydliwie oddaje swój towar. Badając rozkład sklepu, ułożenie towaru na półkach czy urodę kasjerek, nie jesteśmy w stanie przed transakcją ustalić – szampon czy pierniczki? Nic nie determinuje wyniku tego eksperymentu. Ale znając małżeństwo możemy podać prawdopodobieństwo wyniku. U mnie stawiałbym 65% na szampon i 35% na pierniczki. Dalej osoba która dokonała transakcji spokojnie przejdzie przez bramkę alarmującą, a ochroniarz po sprawdzeniu paragonu puści ją wolno. Druga osoba uruchomi alarm, zostanie zatrzymana przez ochroniarza, a towar trafi z powrotem na półkę. Z tego, że mężczyzna nie dokona zakupu nie wynika, że kobieta go dokonała, bo oboje mogą zrezygnować z transakcji. I jeszcze jedno. Jeśli jeszcze na obszarze przed kasami dojdzie do spotkania małżonków, mogą ustalić, co kupują, oszczędzając sobie scenki rodzajowej przy kasach. Zanim przejdziemy do dalszych studiów komparatystycznych z zakresu handlu i teorii kwantów, poproszę miłe czytelniczki, by skonsultowały ten tekst z fachowcami od mechaniki kwantowej i upewniły się, czy faktycznie ma on coś wspólnego z optyką kwantową.
Odpowiedź Adminki: Autor musi nam jednak udowodnić, bądź też nas czarująco przekonać, że tak jest, bo myślę, że ani ja, ani moje Miłe Czytelniczki, nie mają pod ręką fachowca z zakresu mechaniki kwantowej. Chyba, że któraś z nas ma go, że tak powiem, pod rękę, ale, póki co, nic o tym nie wiem.
PS.
To opowiadanie nie jest takie niewinne na jakie wygląda. To jest Koń Trojański, którego chcę spróbować wprowadzić do Instytutu Fizyki. Spróbuję najpierw we Wrocławiu.
Dodatek historyczny.
4 lipca 2020 roku napisałem do Burmistrza Miasta Kłodzka taki donos: „Uprzejmie donoszę, że za większość problemów w mieście odpowiedzialny jest most kwantowy na kanale Młynówki. Badania które prowadzę od trzech lat w ramach Studium Doktoranckiego Bibliologii, Językoznawstwa i Literaturoznawstwa wskazują, iż rzeczony most kształtuje poetykę współczesną (1), na której żeruje kultura masowa (2), nagminnie konsumowana przez obywateli naszego miasta. W ten sposób nieoznaczoność, instrumentalizm i brak wiary w rzeczywistość – cechy kwantomechanicznego obrazu świata – przenikają do życia codziennego, czyniąc je wprawdzie zasobnym ale nieznośnym.”
Przypisy do Dodatku
(1) Formy jakie sztuka przybiera w poszczególnych epokach odzwierciedlają – poprzez analogię, metaforę,… sposób w jaki nauka danej epoki widzi otaczającą rzeczywistość. Umberto Eco, Dzieło otwarte. (2) Niezbędnym warunkiem istnienia kultury masowej jest dostęp do wyższej, w pełni dojrzałej kulturalnej tradycji, której odkrycia, osiągnięcia i samowiedzę kultura masowa potrafi wykorzystać do swoich celów. Clement Greenberg, Awangarda i kicz.
Zdjęcia (Joasia, Ewa) z lotniska Tempelhof 08.08.21– to tu dwa lata temu zakopaliśmy pieniądze na zorganizowanie Nieistniejącego Festiwalu Literatury, festiwal się zaiste nie odbył, zatem teraz możemy mentalnie zmienić przeznaczenie zakopanych dóbr: niniejszym oznajmiam, że mają one posłużyć do realizacji poniższego projektu!
Tabor Regresywny
... i nie tylko
Obawiam się, że konferencja „Przyszłość Europy” może podzielić los Szczytów Klimatycznych i Emigracyjnych. Szczytowali, szczytowali, ale do niczego nie doszli. Pomijam już fakt, że „Magia rejsu Barlovento II” nie zrobiła na organizatorach konferencji żadnego wrażenia. Problem jest poważniejszy.
Organizatorzy konferencji nie zaplanowali bankietu. Bankiet to najważniejsza część konferencji. Referaty i inne wystąpienia to nudy. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, to robi to w czasie bankietu. Swobodny nastrój, wyśmienite potrawy, przednie trunki więcej wniosły do nauki niż najdłuższe stoły prezydialne czy najwyższe mównice.
W czasie słynnej konferencji Solvaja w 1927 roku w Brukseli Albert Einstein nie wygłosił żadnego referatu, nawet nie chodził na obrady. Naoczny świadek Otto Stern tak opisuje dyskusje Einsteina z Bohrem. „Einstein schodził na śniadanie i wyrażał swoje zastrzeżenia do nowej teorii; za każdym razem przedstawiał jakiś nowy, piękny eksperyment myślowy, z którego wynikało, że teoria jest błędna (…) Pauli i Heisenberg, którzy tam byli, nie zwracali na to większej uwagi. Bohr natomiast starannie rozważał jego argumenty i wieczorem, gdy wszyscy byliśmy razem podczas kolacji, dokładnie wyjaśniał sprawę. To te obrady przy posiłkach przeszły do historii fizyki.
Trzeba pomyśleć o bankiecie w ramach konferencji Przyszłość Europy, bez tego konferencja może być niewypałem. Zdaję sobie sprawę, że zarówno forma konferencji jak i ograniczenia pandemiczne uniemożliwiają zorganizowanie zwykłego bankietu. W zeszłym roku byłem na weselu, które ze względu na pandemię odbywało się na Wiśle w formie sztafety. Jako Tabor Regresywny mógłbym zorganizować bankiet wędrowny w formie sztafety. Właściwie to niech się sam zorganizuje.
Będąc we Wdzydzkim Kącie dostałem zapasy żywności z wyposażenia tratw ratunkowych. Po wyjeździe dowiedziałem się, że ktoś zostawił dla mnie butelkę alkoholu. To jest podstawą, bym poprosił Ewę Marię Slaską, by zgłosiła do Komisji Europejskiej bankiet jako wydarzenie w ramach konferencji. Co niniejszym czynię.
A dalej niech się samo dzieje.
Oby.
Ewa Maria Slaska, zdjęcia z bloga (na chybił trafił) – propozycja kulinarna na bankiet europejski
Parlament Europejski, Rada i Komisja Europejska zobowiązały się w ramach konferencji „Przyszłość Europy” wysłuchać każdego, kto zechce się wypowiedzieć na ten temat. Chciałbym na swój sposób zabrać głos na tej konferencji.
Czarny scenariusz.
Dobra praktyka żeglarska nakazuje, by w trudnych sytuacjach bez lęku zakładać czarny scenariusz i się do niego przygotować. Niejednokrotnie takie założenie rozgoniło najczarniejsze chmury, a “jakoś to będzie” kończyło się fatalnie. Załóżmy zatem, że czwarta fala będzie większa od trzeciej, a największą będzie fala dziewiąta. Załóżmy, że gospodarka tego nie wytrzyma, a próba wprowadzenia kolejnego lockdownu skończy się internowaniem rządu na Stadionie Narodowym.
Co w tej sytuacji robić? Czy jest jakieś wyjście?
Huna
Cywilizacja Europejska wyrosła na racjonalnej wiedzy, opartej na odkryciach naukowych, szczególnie na dokonaniach fizyki. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, co zauważył pewien sławny myśliciel.
Człowiek dzisiejszy żyje rabując. I widzimy, jak coraz bardziej obraca się przeciwko nam, a wszelkie próby wyjścia z kryzysu przypominają przebieranie nogami w bagnie.
W sąsiedztwie domu w którym mieszkam jest antykwariat naukowy. Na jego wystawie zobaczyłem książkę poświęconą starożytnej wiedzy Kahunów pt. Huna w religiach świata. Kiedyś czytałem tę książkę ale ją zignorowałem, choć często z żoną żartobliwie „kahuniliśmy” (przypis od adminki: Autor i jego żona uprawiali magię bez hukus pokus i abrakadabry) i ku naszemu zdziwieniu często bardzo skutecznie. Może czas wrócić do starożytnej wiedzy Kahunów. Z tym jednak zastrzeżeniem, by nie chodzić po śladach starców, ale szukać tego, czego oni szukali. Może to jest wyjście?
Rejs
Gdy Leszek zaproponował mi rejs po Bałtyku, w pierwszej chwili chciałem odmówić. I wtedy Ewa, moja żona, powiedziała – płyń, popłynę z tobą. Takiej okazji nie mogłem przepuścić. No, ale pojawiły się wątpliwości – jak ona to zniesie, co z pogodą, co z chorobą morską? Prognozy były bardzo obiecujące, ale wiadomo, na prognozach nie można polegać, trzeba samemu zadbać, by wszystko było jak należy. Po cichu przygotowałem mój magiczny zestaw do parzenia kawy na wolnym ogniu, gorzej było z zabraniem wózka, tego nie dało się ukryć. Liczyłem na to, że sama każe mi go zabrać. Pomógł mi syn, pożyczając nam duży wór podróżny, który aż się prosił o wózek. Myślałem, że to wystarczy. Niestety. Ewa dostała choroby morskiej jeszcze w porcie, zanim wypłynęliśmy w morze. Wtedy nawinął mi się drucik. Taki krótki drucik w niebieskiej koszulce, który należało wyrzucić do kosza. To był materiał na silny amulet pogodowy, trzeba mu było tylko nadać drugie życie. I tu pomógł mi Leszek, zwracając uwagę na brak paska zabezpieczającego lornetkę. Od razu pomyślałem o druciku. Niestety był z krótki i trzeba mu było dodać kawałek linki do pomocy. Ten drucik z lornetką z jednej strony i kawałkiem linki z drugiej stał na straży właściwej pogody, właściwego przebiegu rejsu. Dobrze się spisał? Zdając sobie sprawę z tego, że są wśród nas niedowiarki, powiem, że drucik zafundował nam piękny wiatr z zawijasem w kierunku Helu, gdy gnaliśmy z Gdyni do kapitana Morgana.
Dalej nie wierzycie?
No dobra, na drugi dzień gdy opuszczaliśmy pokład s/y Barlovento II, zabierając ze sobą drucik, zastanawiałem się, co on wam wywinie?
Kiedyś na Wdzydzach mieliśmy bardzo silny szkwał. Tak silny, że nawet Heniu, który dwa razy opłynął Horn, był wystraszony i mówił, że takiej wichury jeszcze nie widział.
Ciekawa dość sprawa.
Wtedy napisałem na facebooku, że po tej kolejnej odsłonie apokalipsy, organizuję ewakuację na Wyspy Szczęśliwe. Wyspy Szczęśliwe to moje przemyślenia o ewakuacji.
Oczywiście, że ewakuacja, ale DOKĄD?
Stwierdziłem, że najbardziej sensowne jest ewakuowanie się na Wyspy Szczęśliwe, bo wszelkie inne kierunki byłyby łatwe do skrytykowania.
Ale chyba nie ma Wysp Szczęśliwych. Może były, ale zostały zagospodarowane przez koncerny turystyczne; mnóstwo uciech kosztem wielu ludzkich nieszczęść.
Ale, za sprawą paru zbiegów okoliczności oraz Aguuli Marzycielki, która nadała zdjęciu mojego wozu tytuł: Kosmos, stwierdziłem, że jednak są Wyspy Szczęśliwe. Jest ich tysiące, może nawet miliony. Wystarczy wieczorem spojrzeć w rozgwieżdżone niebo, żeby je zobaczyć. Myślę, że tam są Wyspy Szczęśliwe. Na to, że tak może być, przytoczę argument z Biblii, który mi się bardzo podoba. Rzecz dzieje się na pustyni. Bóg mówi do Abrahama, żeby wyszedł przed namiot i popatrzył na niebo. Gdy Abraham zobaczył miliony gwiazd, usłyszał jak Bóg powiedział: zobacz tam rozmnożę twoje plemię. Ale najprawdopodobniej ten, kto spisywał biblię, coś pomieszał, albo Abraham był przygłuchawy, bo usłyszał: Tak rozmnożę twoje plemię.
Może tam jest ta ziemia obiecana (ta ziemia obiecana tu na Ziemi nigdy nie była taka obiecana, jak to było obiecane), przyjmijmy, że Wyspy Szczęśliwe są w kosmosie. Pytanie jakie się nasuwa to: Jak się Tam dostać? Ale to pytanie całkowicie zignoruję (odłożę). Postawię inne pytania, bardziej fundamentalne i ważniejsze: Dlaczego nas Tam jeszcze nie ma? Co my tutaj, na tym ziemskim padole jeszcze robimy? Jeżeli faktycznie są Wyspy Szczęśliwe i są nam pisane, to co my tu jeszcze robimy?
Moje doświadczenia z ostatnich lat i droga myślenia, na którą wszedłem, sugerują mi odpowiedź, na którą najłatwiej znowu odwołać się do tekstów biblijnych. Bo z tym jesteśmy obeznani. Otóż w zaleceniu, żebyśmy czynili ziemię sobie poddaną, zobaczyłem ciekawą sprawę. W Biblii tysiąclecia przetłumaczono to jako: ujarzmiajcie ziemię. Z kolei użyję drugiego motywu, w legendarnym ogrodzie, Edenie Bóg mówił do Adama: Będziesz sprawował ten ogród. Z moich doświadczeń wynika, że czynienie ziemi sobie poddaną można realizować na dwa zupełnie odmienne sposoby. Jeden to ujarzmianie i to jest to co ludzie robią z wiadomym skutkiem, a drugi to sprawowanie, które zostało zapomniane, zlekceważone, wyśmiane. Jeżeli w ogóle miało miejsce to zostało całkowicie zignorowane. Widzimy do czego doprowadziło ujarzmianie: wisi nad nami katastrofa klimatyczna, na każdym kroku toniemy w zwałach śmieci, szerzy się pandemia i grozi nam katastrofa gospodarcza.
Po co w to zostaliśmy wkręceni, na co nam to było? Tu pojawiła mi się taka hipoteza, (rozwinięcie tekstu pt. K-utopia), że zanim otworzy się nam droga na Wyspy Szczęśliwe, to mamy do bólu, do końca poznać skutki ujarzmiania, czyli takiego sposobu czynienia ziemi sobie poddanej, który jest bardzo niewłaściwy, ale jednocześnie niebywale kuszący i bardzo dobrze uzasadniony. Myślę, że teraz właśnie doświadczamy skutków tego ujarzmiania nazwanego Oświeceniem, które miało przynieść nam dobrobyt, a przyniosło nieszczęścia.
Teraz mam pytanie: czy jest ten inny sposób, czyli sprawowanie i wydaje mi się, że jest. Myślę, że teraz jest ostatni dzwonek, na spróbowanie tego sposobu. Skutki ujarzmiania ziemi poznaliśmy aż za dobrze. W świetle tego co powiedziałem, moja odpowiedź na pytanie, co my tu robimy, jest bardzo prosta. Przechodzimy tu na ziemi pewną kwarantannę, w czasie której mamy przechorować chorobę, o nazwie Oświecenie, by raz na zawsze zejść z drogi ujarzmiania, byśmy, ewakuując się na Wyspy Szczęśliwe, nie roznieśli tej zarazy po całym kosmosie.
Bronię się przed pokusą poprawiania, ale może powinienem ulec pokusie dedykowania. Dedykuję ten tekst czterem Kasiom, dwóm Jolom i jednej Basi.
Nauka postawiła sobie za cel wyjaśnienie świata bez potrzeby odwoływania się do sił nadprzyrodzonych w szczególności do Boga.
Paradoksalnie przy tworzeniu śmiałych hipotez bardzo pomocny jest Bóg nazwany Bogiem Luk. Kepler formułując trzy prawa ruchu planet stwierdził, że Bóg nie był mu do niczego nie potrzebny. Na pytanie, co utrzymuje planety na tych eliptycznych orbitach, odpowiedział, że aniołowie.
Anioły wyeliminował Newton, wprowadzając na ich miejsce siłę przyciągania grawitacyjnego.
Gdy pojawiła się statystyczna interpretacja mechaniki kwantowej, Einstein wyraził obiekcję, że „Bóg nie gra w kości”. Widział lukę w kwantowym opisie świata i umieścił w niej Boga.
Einsteina i jego boga zignorowano w obliczu niebywałego sukcesu technologicznego odkryć w oparciu o nową fizykę.
Ciekaw jestem, jaką rolę Bóg Luk odegrał w tworzeniu hipotezy Wielkiego Wybuchu.
Kto wie, czy kryzys w fizyce, brak wystarczająco śmiałych hipotez, nie wynika z ignorowania Boga Luk.
Moim celem było zbudowanie matematycznego obrazu świata zgodnego z duchem Parmenidesa. Ta myśl mnie męczyła jakieś 30 lat. Rozwiązanie przyszło nieoczekiwanie, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Bóg nie był mi do niczego potrzebny, nawet mi to do głowy nie przyszło. Licząc się z tym, że niczym barbarzyńca w ogrodzie, trafiłem na właściwy trop, chciałem sprawdzić skutki etyczne takiego podejścia, stąd mój pomysł doktoratu u Feliksa Przybylaka.
Bóg Luk pojawił się, gdy zacząłem dostrzegać konsekwencje. Przy czym był i jest to Bóg Luk silnie osadzony w tekstach mądrościowych. Mam na myśli Biblie, Koran, Wedy indyjskie i inne teksty, z którymi się zetknąłem. Ale ciągle to jest Bóg Luk.
Jak już wspominałem, postawiłem sobie ambitne zadanie, by opisać świat zgodnie z poglądami Parmenidesa. Zająłem się geometriami wielowymiarowymi oraz nieeuklidesowymi, by być w zgodzie z teorią względności. Zresztą sama teoria względności sugeruje takie podejście, o czym wspomina Michał Heller w Szczęściu w przestrzeniach Banacha.
Nic mi z tego nie wychodziło, widać było, że problem znacznie wykracza poza moje kompetencje. Gdy już zupełnie z tego zrezygnowałem, za sprawą pewnego żartu z synem, podjąłem próbę rozwiązania problemu tym razem w ramach teorii obliczeń, a szczególnie odwołując się do idei Maszyny Turinga.
I tak powstał Matrix, którego mała trójwymiarowa część została w Berlinie. (Z Matrixem braci Wachowskich łączy go tylko nazwa). Matrix mnie przeraził. Był bezduszny, zimny i kanciasty, ale miał cechy, które opisywała teoria względności. Nie mogłem tego zbagatelizować. Budziłem się w nocy z uczuciem, jakbym się dusił. Za sprawą pewnego monodramatu o Jimie Morrisonie uświadomiłem sobie, że fizyka oprócz skutków technologicznych, ma olbrzymie skutki społeczne, wpływa na wszystkie dziedziny naszego życia, często destrukcyjnie.
Stwierdziłem, że zanim zacznę się dalej zajmować Matrixem, powinienem spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, a jakie to może mieć skutki społeczne. I wtedy trafiłem do prof. Feliksa Przybylaka. Połączyła nas myśl, że nic nie wydarzy się w kulturze, dopóki coś nie wydarzy się w fizyce. Po kilku spotkaniach zaproponował mi studia doktoranckie z teorii literatury. Miałem się zająć związkami miedzy fizyką a poetyką.
Opinię na studia doktoranckie z teorii literatury wystawił mi profesor matematyki, Jacek Cichoń. Może ją przytoczę. „Z M. Włodarczakiem spotkałem się kilkakrotnie przy okazji prowadzenia zajęć na filii Uniwersytetu Wrocławskiego w Kłodzku. Przeprowadziłem z nim kilka dyskusji na temat możliwości opisu mikroświata za pomocą automatów skończonych, automatów komórkowych i maszyn Turinga. M. Włodarczak próbuje zinterpretować w terminach współczesnej fizyki oraz matematyki poglądy filozoficzne Parmenidesa. W tym celu bada zachowanie się pewnej klasy automatów komórkowych. Warto zaznaczyć, że zagadnieniem modelowania właściwości mikroświata za pomocą automatów dyskretnych interesuje się wielu wybitnych współczesnych fizyków.”
Zostałem przyjęty. Jako słuchacz studium doktoranckiego z teorii literatury zgłosiłem się do Instytutu Fizyki Teoretycznej z propozycją przedstawienia mojego sposobu opisu świata. Zaproponowano mi wystąpienie na seminarium instytutowym i wyznaczono opiekuna z ramienia Instytutu Fizyki Teoretycznej, prof. Bernarda Jancewicza.
W zasadzie wystąpienie mi nie wyszło, tylko jakiś emerytowany profesor podszedł do mnie i powiedział, że był na spotkaniu, gdzie prezentowano idee teorii strun i że tam też były podobne struktury. Nie dość, że na studia z teorii literatury opinie wystawił mi matematyk, nie dość, że rozpocząłem je od wystąpienia na seminarium w Instytucie Fizyki Teoretycznej, to jeszcze pracę miałem pisać na wydziale germanistyki, nie znając ani słowa po niemiecku. Prof. Feliks Przybylak zaproponował mi tytuł pracy „Na płonącej granicy poetyki i nauki”. Do dziś nie jestem pewien, o co mu chodziło.
TWIERDZENIE: Kobiety są dwa razy mądrzejsze od mężczyzn.
ZAŁOŻENIE: Mężczyźni są dwa razy mądrzejsi od kobiet.
DOWÓD: Umysł kobiety składa się z świadomej części natury kobiecej (1 M) i podświadomej części natury męskiej (2M) natomiast umysł mężczyzny składa się z świadomej części natury męskiej (2M) i podświadomej natury żeńskiej (1M). Kobieta nie ignoruje tego co podpowiada jej intuicja czyli M( K) = 1M + 2M = 3M Mężczyźnie wystarcza jego racjonalność i nie słucha podświadomości stąd M(M) = 2M + 0M = 2 M . Mamy 3:2 dla kobiet. Dalej, kobieta używając zarówno logiki jak i intuicji z łatwością podporządkowuje sobie podświadomość męską. Stąd mamy ostatecznie M(K) = 1 M + 2M + 1M = 4M. Ostatecznie mamy 4:2.
CBDU.
WNIOSKI: Bóg stworzył kobietę by była mężczyźnie pomocą. Jak to rozumieć. Po pierwsze by pomogła mężczyźnie poznać samego siebie, a następnie pokazała na czym polega czynienie ziemi sobie poddaną, bo to co robią mężczyźni nie ma z tym nic wspólnego, natomiast woła o pomstę do nieba. (Komentarz autorki bloga: Zgubiłam się na samym początku tej arytmetyki.)
1M to jednostka mądrości. Ponieważ zgodnie z założeniem mężczyzna jest 2 razy mądrzejszy stąd podświadomość kobiety będąc natury męskiej (animus) ma 2M . Kobieta korzysta zarówno ze swojej świadomości jak i podświadomości stąd 3M. Mądrość świadomości mężczyzny to 2M a jego podświadomości to 1M . Ale mężczyzna nie słucha podpowiedzi podświadomości stąd 2M to wartość całej mądrości z jakiej korzysta mężczyzna. Jego podświadomość zostaje niezagospodarowana i tu pojawia się kobieta która ją świetnie umie wykorzystać. Stąd po stronie kobiety 4M. Jedno M swojej świadomości plus 2M swojej podświadomości i 1M podświadomości mężczyzny. razem 4M a nasz biedny chłop tylko 2M.
Jeśli założyć, że kobiety są tak samo mądre jak mężczyźni to wychodzi 3:1 czyli jeszcze gorzej.
(A czy da się to twierdzenie udowodnić?)
Nie, ale to bez znaczenia. Kiedyś w Instytucie Fizyki Teoretycznej przedstawiłem pewne twierdzenie i chciałem je udowadniać, ale mi powiedzieli, żebym dał spokój, bo twierdzenie jest piękne, a zatem musi być prawdziwe. Dowód jest nieważny.
Wczoraj zakończyliśmy naszą trwającą 30 lat przygodę w Kotlinie Kłodzkiej. Zabrałem tylko książki i wózki. Książki przekazuję synowi – zostają mi tylko wózki.
(Piękne podsumowanie, też bym tak chciała, ale nie mam wózków.)
Poprosiłam autora, żeby napisał coś na temat boga luk (God of the Gaps), a on przysyła już drugi wpis, gdzie nie ma ani słowa o tej istocie (pierwszy był TU). Jednak nie należy się niecierpliwić, a zatem po prostu czekam i Wy ze mną…
Jedyna informacja na temat Boga, jaką ostatnio dostałam od Autora, brzmiała tak:
Karol Olgier Borchard w swej najsłynniejszej książce, Znaczy kapitan, opisuje jak to oficerowie Batorego sprzedawali statek ortodoksyjnym Żydom na czas szabatu. Żydzi mieli problem, że na czas szabatu będą poza domem. Wtedy rabin im doradził, by na ten czas kupili statek. Gdy sprawa się wydała, kapitan Mamert Stankiewicz zrobił im awanturę. „To, że oni oszukują swojego Boga, to ich sprawa, ale że moi oficerowie pokątnie handlują moim statkiem, to jest niedopuszczalne”.
Dawid Hadar mówił mi, że Bóg jest już stary, słabo słyszy i niedowidzi można go oszukiwać.
Ale stary Bóg i bóg luk to chyba nie jest ta sama istota, bo bóg luk musi jednak sprawnie wskakiwać wszędzie, gdzie akurat okaże się potrzebny, i musi tam robić to, co do niego należy.
Tabor Regresywny
Podobno Napoleon swoje sukcesy zawdzięczał pewnej modyfikacji szyku marszowego. W normalnym wojsku szyk marszowy wygląda tak; najpierw idą zwiadowcy, za nimi awangarda czyli straż przednia, dalej główna kolumna, a za główną kolumną ariergarda, czyli straż tylna. Zadaniem ariergardy jest wyłapywanie dezerterów. Nie ma się co dziwić, niektórzy mając dość wojny, tęsknią za dziewczynami z rodzinnej wsi i uciekają. Napoleon wprowadził między główną kolumnę a ariergardę markietanki. Liczba dezercji istotnie spadła, a zapał do walki wzrósł.
Sukces Sobieskiego pod Wiedniem polegał na tym, że husaria ruszyła na Turków od strony Lasu Wiedeńskiego, przeleciała przez obóz turecki i znalazła się na tyłach wojsk tureckich, mając harem Kara Mustafy za plecami. Turcy nie mieli szans.
Ale do rzeczy. Na czele pochodu cywilizacyjnego kroczą fizycy. Za nimi awangarda inżynierów i wynalazców, przekuwająca odkrycia fizyki na pożyteczne wynalazki. Dalej idzie lud produkująco-konsumujący te wynalazki. Niestety zdarzają się dezerterzy z tego triumfalnego pochodu, malkontenci którym nie w smak jest postęp cywilizacyjny. Kierowani jakimiś bliżej nieokreślonymi tęsknotami, próbują się wyłamać. Pochód zamykają psychiatrzy, który z większym lub mniejszym skutkiem przywracają dezerterów zdrowemu społeczeństwu.
Okazało się, że jeśli między lud produkująco-konsumujący a psychiatrów wstawić artystów, to dezercji będzie mniej. Marketanki dawały żołnierzom namiastkę miłości i to wystarczało, by żołnierze zapominali o dezercji. Czy artyści też dają namiastkę czegoś? Czego?
Zwiadowcy
Straż przednia
Główna kolumna
Markietanki
Straż tylna
Fizyka
Technika
Produkcja
Sztuka
Psychiatria
***
Wymówka pogodą też powoli przestaje być aktualna. Pozostał problem z obostrzeniami sanitarno- epidemiologicznymi. Obawiam się, że scrabble nie zrobią wrażenia na granicy. Trzeba by coś wymyśleć, czymś się wyłgać.
Rozwój pandemii i coraz bardziej wątpliwa skuteczność szczepień wskazują na to, że trzeba będzie wrócić do starych sprawdzonych sposobów radzenia sobie z epidemią i innymi chorobami.
W średniowieczu gdy panowała dżuma, Europę przemierzały pielgrzymki biczowników. Można by do tego wrócić, ale jest to sposób mało estetyczny, promujący przemoc i mogą być problemy z chętnymi. Innym sposobem stosowanym w prymitywnych społecznościach, które nie wiedziały nawet o istnieniu lekarzy, nie mówiąc już o koncernach farmaceutycznych, było szukanie odpowiedzi na pytanie – co takiego wydarzyło się w naszej społeczności, do jakiego naruszenia ładu kosmicznego doszło z naszej winy na ziemi, że pojawiła się choroba? To podejście, wydaje się, bardzie pasuje do współczesnego świata, szczególnie w świetle Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Już widzę te międzynarodowe konferencje, z których nic nie wynika, te szczyty unijne, w czasie których elita intelektualna nie jest w stanie ustalić nawet porządku obrad. Tych utytułowanych ekspertów, wydających sprzeczne opinie.
Nie, to się nie uda, lepiej wrócić do biczowania. Będzie szybciej i taniej. Niestety w 1345 roku papież Klemens wydał bullę, w której zabronił biczowania. Można by biczowanie zastąpić czymś innym, na przykład wędrówką połączoną ze zbieraniem śmieci. Może znajdą się chętni. Chyba tego nam nie zabronią? Nie wiem tylko czy to poskutkuje, ale można spróbować.
Czyli: Wypada mi dostarczyć “Kawkę” do Berlina, zbierając po drodze śmieci i uwzględniając sytuację politycznie-epidemiologiczną.
Bal przebierańców na obozie stowarzyszenia “Pod klonowym liściem”. Największą furorę zrobił Wiatrak.
Najnowsze doniesienia w sprawie szczepionek:
15.02.2021 Na WP jest artykuł “Miały czekać w magazynach. Co dzieje się z drugimi dawkami?”
***
15.02.2021 Tylko rząd Baratarii zachował zimną krew. Sprzedał drugą dawkę szczepionki A na wirusa A za podwójną cenę i za te pieniądze kupił dwie dawki szczepionki B na wirusa B, który wypiera wirusa A. Po podaniu pierwszej dawki drugą sprzeda i kupi dwie dawki na wirusa C. Genialne.
Louis Althusser rozpoczyna czytanie Kapitału od pytania, jaką lekturą zgrzeszyliśmy? Spróbujmy zadać sobie pytanie – jaką lekturą zgrzeszyliśmy, czytając Biblię? Odpowiedź jest prosta, zgrzeszyliśmy lekturą religijną, bogobojna i czołobitną. Spróbujmy zatem, podobnie jak Althusser Kapitał, przeczytać Biblię na sposób filozofów. A czytać na sposób filozofów, znaczy zgodnie z Doktryną Stoicką, pytać o fizykę logikę i etykę Biblii.
Zacznijmy od momentu, gdy Bóg postanawia stworzyć człowieka.
Zatem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka… (1.26 Rdz)
Pojawia się od razu pytanie dlaczego Bóg mówi do siebie w liczbie mnogiej? W liczbie mnogiej zwracamy się do siebie, gdy nie jesteśmy pewni skutków tego, co robimy, gdy dodajemy sobie otuchy, pozornie rozkładając odpowiedzialność na wiele osób. Można by zapytać, czego Bóg się obawiał? Mając na uwadze dokonania człowieka w dziele zniszczenia i samozniszczenia, trudno się mu dziwić? Czemu mimo to stworzył człowieka i czy podjął jakieś środki zaradcze w związku z wątpliwościami, jakie go trapiły?
Starożytni Grecy fizyką nazywali odpowiedź na pytanie – co istnieje? Dwie skrajnie przeciwne odpowiedzi sformułowali Heraklit i Parmenides. Dla Heraklita odpowiedź była prosta, istnieje to, co jest dostępne naszym zmysłom. Jest to świat w ciągłym ruchu, ciągłej zmienności. Dla Parmenidesa, to co jest dostępne naszym zmysłom, istnieje tylko w naszej świadomości, a źródłem tych wrażeń jest jakiś nieruchomy byt i tylko on istnieje obiektywnie.
Dziś fizyka to matematyczny opis naszych wrażeń, a wszelkie pytania o to, co istnieje, pogardliwie nazwa się metafizyką i pozostawia filozofom kawiarnianym. Rzetelna nauka poszła drogą Heraklita. Tyle, że obudziliśmy się z ręką w nocniku. Może czas powrócić do greckiego podejścia do fizyki i zadać sobie pytanie, co istnieje, a jako kryterium poprawnej odpowiedzi przyjąć Doktrynę Stoicką a nie empiryczną weryfikowalność.
Gdy Orfeusz zstąpił do piekieł i zaczął swą pieśń, Cerber dziwnie złagodniał, straszliwe Erynie wzruszyły się do łez, ustały cierpienia sławnych grzeszników: zatrzymało się ogniste koło Iksjona, przestał się toczyć kamień Syzyfa, Tantal zapomniał na chwilę o głodzie i pragnieniu, a Danaidy o swej beznadziejnej pracy. Mógł zostać i swą sztuką czynić życie w piekle znośniejszym. Podjął jednak próbę wyprowadzenia Eurydyki. Warunki, jakie narzucili bogowie, zmusiły go do wywindowania muzyki na najwyższe poziomy, by urzeczona muzyką Eurydyka szła z nim.
Jaka myśl kryje się za tym mitem? Czy aby nie chodzi o to, że powinnością artystów nie jest czynienie życia w piekle znośnym, lecz wyprowadzanie ludzi z piekła?
I uczynił Pan Bóg Adamowi i żonie jego przykrycie ze skóry i oblókł ich.
Czym jest to przykrycie ze skóry, które Bóg dał ludziom na drogę. No, oczywiście uśmiechem, a nie jakąś tam kataną ze skóry baraniej albo czapką z bobra. A z czego śmiali się Adam i Ewa po traumie, jaką przeszli po spożyciu zakazanego owocu. No oczywiście, śmiali się z imienia, jakie Adam nadał Ewie. Ewa, no też wymyślił. A co przykryli, śmiejąc się z imienia Ewy? No właśnie z czego śmiali się naprawdę? Śmiech to doskonała przykrywka. Gdy Achaje rozebrani i bez broni ciągnęli pod Bramy Troi pokracznego konia, skleconego byle jak, Trojanie na murach zanosili się ze śmiechu. Przecież zobaczyli wreszcie, że ich wrogowie zwariowali. I nie ma się co dziwić, że gdy Achaje odpłynęli, Trojanie wciągnęli drewnianego konia do środka, by pośmiać się z tego dziwadła. Nie wykluczone, że tę myśl podsunęła im Helena. Od lat używam śmiechu jako konia trojańskiego do przemycania myśli. Nie dajcie się zwieść. Nie śmiejcie się.
W piątek zmontowałem piecyk do ogrzewania wozu i nadałem mu imię “Shackelton” na pamiątkę piecyka, który uratował życie Shackeltonowi i jego towarzyszom, gdy przez półtora roku dryfowali na krze po nieudanej próbie dotarcia na Antarktydę.
W sobotę budowałem mały piecyk do gotowanie kawy, chcę mu nadać imię kucharza z Murzyna z załogi Narcyza, który w ciężkim sztormie gdy statek leżał na burcie potrafił przeczołgać się na dziób i ugotować kawę dla załogi.
Dzisiaj miałem wypróbować mój nowy piecyk do kawy. Zamieć. Prawie za każdym razem, gdy ruszam moimi wózkami, przed wyjazdem dochodzi do jakichś ekstremalnych zjawisk pogodowych. To samo, gdy wracam. Powinienem wyjechać raz a dobrze.
Teresa Rudolf Co znaczy dla mnie ten trudny, ostatni rok?
Ważne było ciagle świadome spostrzeganie każdego dnia, gdyż nikt nie wie, co jest mu dane, a co mu zabrane będzie… i kiedy.
Podam tutaj przemądry cytat:
“Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Naucz się, jakbyś miał żyć wiecznie.” Mahatma Gandhi
Ważne też było dla mnie potwiedzenie wartości przeróżnych form stosunków międzyludzkich, np. tak ważnej dla mnie przyjaźni.
I tu znów przepiękny tekst:
“Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.”
Albert Camus
Janina Kowalska
Tak bym chciała przespać ten odchodzący rok.
Tabor Regresywny
W rok 2020 weszliśmy z widmem katastrofy klimatycznej i ekologicznej na horyzoncie i niemocą kolejnych szczytów klimatycznych. I wtedy pojawiła się pandemia. Gospodarka zaczęła się zatrzymywać, a przyroda odżywać. A wtedy pojawiło się widmo recesji. Rok się kończy mamy szczepionkę, Unia Europejska uchwaliła budżet odnowy gospodarczej. Ruszy budowa zbiorników retencyjnych, powstaną fermy wiatrowe, u mnie na wsi już pojawiło się ogłoszenie – wynajmę pole pod fotowoltaikę. Samochody wymienimy na elektryczne, zainstalujemy klimatyzację, powstaną nowe drogi, nowe lotniska i znów ruszymy na wakacje do egzotycznych krajów.
Tylko czy nie można by inaczej?
*** Ta pandemia może nie odpuścić, bo jak tylko trochę odpuszcza to premier od razu ogłasza, że wygraliśmy z pandemią i ona wtedy wraca. Owszem, premier może zmądrzeć, ale na to się nie zanosi. Jeśli pandemia nie odpuści, to czeka nas taka recesja gospodarcza, że nawet Fundusz Odbudowy nie pomoże. Co w tej sytuacji robić? Jeśli chodzi o mnie to idę do Ewy Marii zagrać w scrabble.
Tibor Jagielski
19/20 taka konstelacja jowisz saturn 15 śmierć i śmiech celtyckie pancerze snute przez druidow gazeta w rynsztoku pozostaje trans form akcja fly!
Christine Ziegler
Hoffen wir drauf, dass uns dieses verflixte jahr 2020 genug an lehren um die ohren gehauen hat und wir gelassener ins neue jahr aufbrechen können.
Nehmen wir die ruhigen tage und schöpfen etwas kraft und füttern unsere geduld und unsere empathie, dann wird es uns schon gut ergehen, so hoffe ich.
Sham, my “very own news curator” hat mir was zu denken gegeben, was ich dir für den blog geben will: “today, I wanted us both to leave 2020 with the reminder that 2020 wasn’t special and that we need to think further ahead.” https://www.whathappenedlastweek.com/
Margaret (Małgorzata) Kowalska 25 grudnia 2020, Ottawa, Kanada
Ten dziwny rok dobiega już końca, czas na retrospekcje i podsumowanie. W sumie nie było tak źle, chociaż inaczej. Szybko przystosowaliśmy się do „social distancing”, maseczek i kolejek przed sklepami. Co prawda jak pierwszy raz włożyłam maseczkę, idąc do sklepu, pomyślałam, że wyglądam idiotycznie, ale w sklepie wszyscy mieli maseczki, więc przestałam się przejmować. Nauczyłam się również oceniać te przepisowe dwa metry odległości i czuję fizyczny niepokój, jak ktoś stoi za blisko.
Tuż przed wybuchem pandemii zdołaliśmy z rodziną mojej córki zaliczyć dziesięć dni na Florydzie. Wróciliśmy na tydzień przed zamknięciem granic. W mojej pracy zawodowej nic się nie zmieniło, ponieważ i tak pracowałam z domu i do biura jeździłam raz w tygodniu, żeby się pokazać. No to przestałam jeździć.
Z wnuczką najpierw widywałam się na odległość – ona na ganku, ja koło samochodu. Stopniowo, w miarę ocieplania się, zaczęłyśmy spotykać się u córki w ogródku. A pewnego dnia moja córka pozwoliła mi wejść do ich domu, ale tylko do jednego pokoju. No a potem stałam się częścią ich bąbla (buble) i już wszystko było w porządku. Zainicjowałam również czytanie książek na dobranoc przez video. Moja wnuczka to uwielbia.
W czerwcu miałam trochę nerwówki, bo dostałam gorączki i bolały mnie kości. Typowe objawy grypy, ale w tych czasach… Pognałam oczywiście zrobić wymaz (trzy godziny stania w kolejce na zewnątrz – miałam ze sobą składany stołeczek), potem dwa dni czekania na wynik i radość, że negatywny.
Zrobiłam się niestety nietolerancyjna – w stosunku do ludzi, którzy narzekają na niewygodę i obostrzenia, którzy twierdzą, że się nie zaszczepią. Wojuję z takimi wypowiedziami i na FB, i osobiście, tłumacząc, że w czasie wojny ludziom było znacznie gorzej i jakoś nikt nie protestował. Bo to jest przecież nasza mała wojna, która kiedyś się skończy i naprawdę nic się nikomu nie stanie, jak w tym roku nie pójdzie do knajpy czy na mecz. A te szczepionki nie zmienią nas w długłowe potwory czy roboty.
Patrzę z nadzieją na rok 2021, chociaż wiem, że daleka jeszcze droga przed nami. A od córki dostałam pod choinkę taką oto zawieszkę, którą 1 stycznia powieszę na drzwiach mieszkania!
Maria Marucelli (Włoszczyzna)
Zdjęcie Ponte Vecchio we Florencji to najsmutniejsze, dla mnie, zdjęcie tego roku; wygląda jakby to była makieta, nie ma ludzi, a tak jak już pisałam – miasto musi żyć!
Zdjęcie Warszawy, to skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Marszałkowską podczas pierwszej manifestacji Strajku Kobiet! Zdjęcie które wypełnia serce nadzieją!
Krystyna Koziewicz Goodbye Stary Roku
Rok 2020 sporo namieszał w naszym życiu codziennym, dopadła nas śmiercionośna pandemia, która wszystkim bez wyjątku zmieniła styl życia, także nasze nawyki, przyzwyczajenia. Pomimo problemów, jakie przysporzył wirus jestem wdzięczna losowi, że dane mi było przeżyć kolejny rok bez wielkich wstrząsów. Miałam cudowny czas z rodziną podczas świąt wielkanocnych, także urlopu w Małopolsce i Karkonoszach. Było wiele innych okazji do celebrowania życia doceniając każdą chwilę korzystając z dobrodziejstw kulturalnych Berlina. Tegoroczne święta Bożego Narodzenia wprawdzie bez fizycznej obecności najbliższych, pomimo tego nie brakowało mi bliskości za pomocą spotkań na Messengerze. No cóż, takie mamy czasy!
Rok 2020 obfitował w smutne wydarzenia, odeszła do wieczności wspaniała duchowa koleżanka Joanna, która służyła życzliwą radą, potrafiła szczerze pocieszyć i doradzić w trudnych sytuacjach. Co było bezcenne u Joanny – to skromność, takt i dyskrecja. Brakuje mi Jej ciepła, spokojnego dystansu, rozmów telefonicznych, smsów, postów na WhatsAppie.
Żegnaj Joanno!
Trudno mi było uwierzyć, że zmarła w zupełnym zaciszu Wiktoria Korb, która ze swoim talentem i dorobkiem publicystyczno-literackim należała niewątpliwie do grona berlińskiej bohemy. Wszędzie, gdzie pojawiała się, przyciągała wzrok, robiło się barwniej i weselej, świetnie się spędzało wspólny czas podczas rozmaitych spotkań polonijnych.
Cześć Jej pamięci!
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia 2020 odszedł w Warszawie Wojtek Borowik – prezes ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, działacz opozycji antykomunistycznej, który wielokrotnie brał udział w polonijnych projektach w Berlinie. Wojtek łączył ludzi, nie dzielił, posiadał dobre umiejętności komunikacyjne.
Żegnaj Wojtku!
Koronowirus wywrócił do góry nogami nasze życie, całkowicie zdominował naszą codzienność. W internecie mamy zalew sprzecznych informacji, chaos zapanował wszędzie i w dużym natężeniu, nasza codzienność to plątanina spraw i emocji. To, co mnie wewnętrznie definiuje, to prawo życia w zgodzie z sobą i swoimi wartościami, a nie kogoś innego. Mam pełne zaufanie do profesjonalnych zaleceń medycznych, ufam wiedzy i ekspertyzom naukowców, tylko ich zalecenia mogą nas wszystkich uchronić przed nieszczęściem! Powszechnie dostępną szczepionkę przeciw Covid-19 traktuję jako dobro publiczne, z którego zamierzam naturalnie skorzystać.
Nie ubolewam specjalnie z powodu narzuconych ograniczeń w kontaktach społecznych, także braku bliskości z rodziną. Na szczęście media społecznościowe Facebook, WhatsApp czy Skype, czyli tzw. cyfrowa rzeczywistość umożliwia nam kontakt ze sobą. Sądzę, że ta sytuacja wzmocniła jeszcze bardziej nasze relacje interpersonalne, chociaż najważniejszą wartość stanowią jednak spotkania twarzą w twarz.
Prawdą jest, że na świecie nagromadziło się sporo zła, choć zawsze wydawało mi się, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i dalej tak uważam. Świat potrzebuje od nas dobra, które tkwi w naszym sercu, musimy kierować się zasadami miłości, wiary i nadziei w stosunku do drugiego człowieka.
Nie skarżę się na los, wierzę mocno w to, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie. Cieszę się z faktu, że jestem zdrowa, że święta spędziłam w domowym ciepełku, a nie w szpitalu, pod respiratorem, w trumnie czy na cmentarzu. W sytuacji pandemicznej nic mi więcej nie potrzeba, żyję według własnego scenariusza w przyjaznym otoczeniu, uwielbiam to, co mnie otacza.
Często słucham refleksyjnej piosenki Johna Lennona „Wyobraź sobie”, którą Państwu dedykuję z okazji Nowego Roku 2021
WYOBRAŹ SOBIE (IMAGINE)
Pomyśl, że nie ma nieba To przecież proste tak Pod nami nie ma piekła Nad głową – tysiące gwiazd. Wyobraź sobie ludzi Gdy pokój ogarnia świat Pomyśl, że nie ma granic To takie proste…wiesz Nikt nie zabija za nic Religii nie ma też. Wyobraź sobie, że ludzie Żyją dzisiejszym dniem Powiesz że to marzenia Lecz przecież nie jestem sam. Któregoś dnia staniesz ze mną Bo to jest nasz wspólny świat Pomyśl, że nie ma głodu To łatwe, przecież wiesz Już nie ma żadnej biedy Chciwości ani łez. Wyobraź sobie ludzi Dbających o cały świat Powiesz, że to marzenia Lecz przecież nie jesteś sam Któregoś dnia staniesz ze mną Jeden jest nasz wspólny świat.
tłum. Michał Worgacz
Ela Kargol Ten rok był wyjątkowy, zaczął się dobrze, kończy mniej dobrze. W tym całym “mniej dobrze” jest dużo dobrego. Na wiele rzeczy pozwala inaczej spojrzeć, inne rzeczy docenić. W moim przypadku nie tylko pandemia namieszała. Gdy zachodziło słońce na czerwono, moja babcia zawsze mówiła, że będzie wojna, albo coś gorszego. Nie zawsze spełniały się przepowiednie babci. Ta czerwień powstaje z rozproszenia światła na zawieszonych pyłach. Nawet nie wiem, czy to o te smogowe pyły chodzi. Jakby tak było, to im gorzej tym piękniej?
Zbigniew Milewicz Nie będzie to specjalnie odkrywcze, co napiszę, ale na przekór trendom starałem się nie myśleć za dużo o wirusie, tylko robiłem swoje, czyli żyłem. Jak corona człowiekowi spadnie z głowy, to żyje mu się lżej. Poza tym układałem nowe rymy, ale nawet totalnie niemuzyczne ucho do słowa Biontec dobrałoby “majątek”, a więc faktycznie nie był to dla mnie zbyt odkrywczy rok. Mam nadzieję, że pod tym względem Nowy będzie lepszy, czego i Państwu życzę.
Brigitte von Ungarn-Sternberg Einen Gruß zur Jahreswende! Das Video hat mich sehr fasziniert, wie man nämlich per Videokonferenz einen ‚Götterfunken‘ erzeugen kann, bzw. Freude. Wie die das wohl gemacht haben!?!
Ein gesundes, frohes 2021 wünsche ich allen!
Brigitte
Da diese Melodie zur Europahymne geworden ist, kann mit ihrer Aufführung möglichst eine ‚Europabegeisterung‘ neu angefacht werden. Das hat unser Kontinent auch wirklich immer wieder nötig, nämlich dass wir unseren Zusammenhalt stärken.
Die Völker und Nationen in Europa werden immer sie selbst bleiben mit ihrer Sprache, Geschichte und Kultur. Man braucht keine Angst zu haben ein Schmelztiegel oder schlimmer noch ein Einheitsbrei zu werden. Außerdem gab es in allen Jahrhunderten der Geschichte ständig europaweite Entwicklungen zusammen oder auch gegeneinander. Wenn man mit offenen Augen durch europäische Städte geht, kann man das ablesen z.B. in Stadtplanung und Architektur.
Der Dirigent Christian Thielemann hat einmal gesagt, dass er an Beethoven besonders bewundert, dass er niemals aufgegeben hat trotz Taubheit und abnehmender Gesundheit.
Ich glaube, dass das als Energie zu uns über die Musik kommt:
Niemals aufgeben!
Ewa Maria Slaska I na końcu życzenia i podziękowania ode mnie, Adminki i Redaktorki tego bloga. Dziękuję Wam wszystkim za Wasze teksty, ale jeszcze bardziej za przyjaźń, jaką od Was otrzymuję. Niech ten Nowy Rok 2021 pozwoli nam zachować to, co udało się nam ocalić w minionym roku, czyli właśnie Przyjaźń, Miłość i Solidarność.
Nie damy się!
Als Redakteurin und Administratorin dieses Blogs möchte ich mich bei Euch allen für Eure Texte bedanken, aber vielmehr sogar für die Freundschaft, die ich mit den Texten von Euch bekomme. Ich hoffe, dass das Neujahr 2021 uns erlaubt, dies zu bewahren, das wir vom vergangenen Jahr rübergerettet haben: Freundschaft, Liebe, Solidarität.