Spotkania z Księciem Ciemności 17

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności!

Dziś, wraz z Księciem, spróbuję opowiedzieć o dwóch obliczach miłości. Dwóch spośród wielu możliwych. Miłości? Tak! Co prawda zeloci spod różnych sztandarów stwierdzą zgodnie, iż zwierzę – jako nie posiadające duszy – na miłość nie zasługuje. Ja mogę im jedynie odpowiedzieć: „Nadgorliwcy wy moi kochani! Spójrzcie w oczy psa. Zajrzyjcie w kocie źrenice. Nie widzicie duszy? Wasza strata – nie znam niestety adresu okulisty, który mógłby wam pomóc”. Im tak odpowiem, a Wam dalej, jakem obiecał, snuć będę klechdę o dwóch twarzach uczucia.

Można tak, jak moja Żona i ja. Czarnuch przychodzi do nas rzadko. Ma znacznie ważniejsze sprawy do załatwienia – zwłaszcza teraz, w czas kwietniowy. Całymi dniami albo patroluje swe włości…

…albo się wygrzewa w słonecznych plamach, na przykład na którymś z parapetów.

Przedwczoraj wieczorem moim oczom ukazał się taki oto, bajkowy i malowniczy, ensemble: głęboki mrok, na niebie błyszczy złoty sierp księżyca, na parapecie siedzi Książę, a na sąsiednim oknie przysiadła Tośka – brązowo-biała kotka sąsiadów; co prawda wysterylizowana, ale widocznie jej sex-appeal wciąż głośno rozbrzmiewa…

No to jakim cudem, w takich warunkach, Sierściuch mógłby znaleźć czas dla nas? A przecież znajduje! Przyjdzie, podje sobie godnie i widząc na fotelu słoneczną plamę, wskakuje, by się w niej wyspać.

Maciej Kot potrafi zadbać o swój interes, nie można jednak powiedzieć, iż jest egoistą: ileż uroczych chwil spędza tam również z Kropką!

Natomiast ostatnio rzadziej darzy względami moją Żonę (bo mnie, jak już wielokrotnie wspominałem, traktuje zasadniczo w kategoriach obsługi kelnerskiej). Po trosze dlatego, iż nie ma na to zbyt wiele czasu, ale jest też inna przyczyna: Żona posiada wyjątkowy talent do wyszukiwania i wyłapywania kleszczy, które kryją się pośród puszystego, czarnego futerka. Umie to robić – i robi to! Niestety, nie zjednuje tym aprobaty Księcia, który, mrucząc przejmująco, ucieka z Jej kolan, albo i w ogóle opuszcza mieszkanie. A Żona tak bardzo lubi te wspólne chwile tête a tête

Narażamy się na jego wymówki, ratując go od pasożytów. Nie robimy niczego, co ograniczałoby jego wolność. Od małego easy rider, chimeryczny łazęga, pozostanie nim już do końca. A my akceptujemy taki układ. Czy to nie miłość?

***

Lecz można inaczej. Tak, jak czyni to, przywołany już niegdyś, mój Przyjaciel – belgijski prezbiter. Opowiedziałem o „Księciu Ciemności”, to teraz będzie o „Księdzu Ciemności” (taki żarcik, wynikający z uroczego przejęzyczenia naszej Adminki). Na plebanii w Ryżej Tafli – jak po trosze żartobliwie, a po trosze kreatywnie przetłumaczyłem nazwę miejscowości, w której ów zacny kapłan rezyduje – najważniejszą osobą jest Śnieżynka.

Nie zaznała w swym życiu poniewierki, od maleńkości otoczona czułą opieką Wielebnego. Nie zna szerokiego świata, nie opuszcza domu, choć może nawet i chciałaby nawiązać znajomość z kimś z zewnątrz.

Brak jej tej swobody, którą dysponuje Książę, ale jest bezpieczna. Co prawda nie przed kleszczami, bo te wnikną wszędzie – nie masz na tym świecie ucieczki od kleszczy! Jednak niebezpieczeństwa, na które narażony jest Czarnuch, jej w większości nie dotyczą.

A przede wszystkim śnieżynkowy Pańcio, kapłan, który wziął wszystko, co najlepsze, z nauk świętego Franciszka, kocha ją nad życie!

Na ten sposób, jak widać, też można. Inaczej, lecz równie prawdziwie. I tak jest dobrze.

Spotkania z Księciem Ciemności 16

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Mroczny, tajemniczy i złowrogi. Nieujarzmiony, chadzam – jak kotu przystoi – wyłącznie własnymi drogami. Wolność cenię nad wszystko i za nic jej nie oddam.

Jestem dziki i nieprzewidywalny, w moich żyłach krąży, gotuje się i śpiewa krew przodków: pustynnych i leśnych drapieżników. Ze mną nie ma żartów, zapamiętaj to sobie dobrze!

Ostatni czterodniowy gigant Księcia przyprawił mnie o lekką depresję, ale na jedno- czy dwudniówki już dawno nie zwracam uwagi: po prostu Czarnuch z arystokratyczną dezynwolturą wykorzystuje przynależną mu swobodę.

Gdy wraca pozwala się, po wielkopańsku szczodrobliwy, ugościć. I jakiś czas – cztery, pięć godzin – odsypia swe łazęgi. Zazwyczaj robi to w kąciku, na koszu z wypranymi ubraniami, osłonięty różnymi kartonami i innymi przedmiotami – musi tak czynić, bo Kropka, mając w nosie wielkoksiążęcy ceremoniał, dość natrętnie domaga się wspólnej zabawy.

Ale czasem jest tak umęczony, iż pogrąża się w głębokim śnie na fotelu. O! Właśnie zasnął. Popatrzcie, zwinął się w kłębuszek.

Ciiicho, podejdźmy bliżej. Oto czarne Półdiablę śpi jak aniołek. Opadły zeń, zniknęły gdzieś dzikość i mrok.

Czuły Barbarzyńca…

Spotkania z Księciem Ciemności 15

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Oj, Książę, Książę… Mam ja z Tobą!

Czasem przywołuję w mojej opowieści inne koty. Dziś wspomnę o innym – Księciu. Małym.

Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. (…) Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie. (…) tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś.

Tak Czarnuszku! Do Ciebie mówię!

Skoro już mnie oswoiłeś, to teraz nie rób takich numerów. Do czego to podobne: zniknąć po południu w Wielki Czwartek i pojawić się ponownie dopiero późnym rankiem Poniedziałku Wielkanocnego! Wrócić jakby nigdy nic, bez cienia wstydu, bez śladu poniewierki. Czy Ty wiesz, co ja czułem?! Ty mały gnojku!! Ty draniu!!!

Saint Émilion błyszczy wśród otaczającej je zieleni jak szkatułka misternie rzeźbiona w kości słoniowej. Kiedy latem ubiegłego roku zachwycaliśmy się wraz z Żoną średniowiecznymi domkami, romańskimi i gotyckimi kościółkami oraz klasztorem z białego wapienia w czarodziejskim miasteczku, gdy przemierzaliśmy bezkresne okoliczne winnice poszukując wybornych win bordoskich, gdyśmy te wina wieźli troskliwie przez całą Europę… Ani przez chwilę nie przeszło nam przez myśl, że jedną z butelek uczcimy powrót Kota Marnotrawnego. Zacny i sławetny Saint-Émilion? Tak. Grand Cru? Oczywiście. Rocznik 2009? Jak najbardziej.

Ani chwili wahania.

Spotkania z Księciem Ciemności 14

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Zazwyczaj mięciutki i przytulaśny. Ale kiedy trzeba – zdystansowany oraz wyniosły.

Akurat dziś Czarnuszek zachowa rezerwę. A ja solidarnie z nim. Bo też i mamy istotny powód: walczymy o naszą tożsamość!

Jakem już kiedyś zapowiadał, nie odnoszę się w moich opowieściach o Księciu do aktualiów. Ale aktualia odnoszą się do nas. Więcej – chcą nas pochłonąć, strawić i wyrzucić. Chodzi mi o zeszłotygodniowe komentarze, w których sugerowano, iż od rzeczywistości nie uciekniemy, bo ona nas i tak dopadnie.
Dlatego wraz z Księciem deklarujemy uroczyście: my i tak się nie poddamy! Prywatności naszej oraz odrębności strzec będziem jak wolności! Świat przed, w czasie, i po epidemii pędzi na złamanie karku w przepaść. Średnio nam się ten świat podoba. Nasza ambicja sprowadza się przeto do tego, by sobie zbudować nasz własny intymny mały świat.

Najpierw Książę wkracza wprost w moje zaaferowanie, rozkłada się bezceremonialnie na mych papierach i mruczy słodko: Daj se chłopie spokój! Obowiązki? Praca naukowa? Odpuść, wyluzuj. I zajmij się mną: czyż na to po stokroć nie zasługuję?

Zgodzicie się, iż z tak postawioną sprawą nie sposób dyskutować? Toteż nie dyskutuję. Jednym z warunków szczęścia jest umiejętność odróżniania spraw ważnych od bzdetów, bzdur oraz pierdołków.
Ale to nie wszystko. Nasz intymny mały świat jest przede wszystkim miejscem, w którym każdy czuje się – a co ważniejsze JEST – bezpieczny i kochany. Po co nam inny świat? Tak, to egoizm, ale nikt z jego powodu nie ucierpi.

Przyglądam się zwierzątkom, a na myśl przychodzą mi słowa wielkiego poety. Izajasz mu było na imię:

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem,
pantera z koźlęciem razem leżeć będą,
cielę i lew paść się będą społem
i mały chłopiec będzie je poganiał.
Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,
młode ich razem będą legały.
Lew też jak wół będzie jadał słomę.
Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.
Zła czynić nie będą ani zgubnie działać
po całej świętej mej górze.

Tak dwadzieścia siedem wieków temu judzki arystokrata wyobrażał sobie raj. Ja ten raj mam tu i teraz. Prawdziwy. Cenię go sobie nad wyraz. Tym bardziej, że nie przewiduję innego: ani na tym, ani na tamtym świecie.

Czemu przeto, jako ateusz, powołuję się na słowa człowieka, którego liczni uważają za bożego posłańca? Nie tylko dlatego, iż to po prostu piękna poezja. Jest jeszcze jeden powód.
Pod błękitnym niebem Brabancji Walońskiej mieszka mój Przyjaciel. Nasza zażyłość zadaje kłam sceptycznej ocenie innego bożego posłańca – trzymajmy się już konsekwentnie Biblii – który stwierdza: Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem? Okazuje się, że jest! W roli Beliara obsadzam rzecz jasna siebie samego, bo mój Przyjaciel to ksiądz. Polak posługujący (jak to określa ichnia nomenklatura) w Kościele belgijskim. Sporo by można opowiadać o naszych wspólnych pasjach intelektualnych oraz kulinarnych, ale… nie można, bo dbać musimy o reputację.

Jedno Wam wszakże zdradzę: Wielebny też sobie stworzył mały ziemski raj, choć dąży wytrwale ku innemu. Przedstawiam: ta belgijska ślicznotka wabi się Neige, czyli Śnieżynka. Pierwszym skojarzeniem jest co prawda Śnieżka, ale skoro Prezbiter mówi że Śnieżynka – to Śnieżynka! Czy to istotne? Ważne, że jest piękna.

Intymny mały świat brabanckiego kapłana inaczej wygląda niż mój, ale także intryguje i zachwyca.  Lubię dzielić się historyjkami o naszych rajach. Tym bardziej, że Przyjaciel prezentuje poczucie humoru dość – powiedziałbym – jak na księdza… hmm… niekonwencjonalne. Które mnie skądinąd wybitnie pasuje.

Każdy ma prawo do swego raju! Nie zabiorą go nam! Nie pozwolimy na to: prawda, Koteczku?

Spotkania z Księciem Ciemności 13

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Kot czarny, a odcinek 13. I co? Oczywiście nic – poza spostrzeżeniem, że czarne koty od zawsze intrygowały ludzkość. Cóż intrygującego jest w dużym skupieniu melaniny? Nie mam pojęcia. Ale faktycznie tkwi w tym jakaś tajemnica.

Otóż to! Tajemnica. Ona mnie w Księciu pociąga najbardziej. Teraz, gdy po zimie i po epizodzie intensywnego marcowania Sierściuch stracił nadwagę, a wraz z nią bufonkowaty wygląd, jest naprawdę intrygująco tajemniczy. Zwłaszcza, gdy harcuje po nocy w całym domu, sadowiąc się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.

Zielone oczy Księcia kryją tajemnicę. Czarne oczy Kropki wyrażają wierność i oddanie. Niezbyt odkrywcza konstatacja, nieprawdaż? Ale czy fakt, iż jest banalna, ujmuje coś z jej prawdziwości i trafności?

Tajemnica pociąga, wierność topi serce. Co lepsze? Co ważniejsze?
Wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy?
Myć ręce czy nogi?

Spotkania z Księciem Ciemności 12

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! A wiosna właśnie ruszyła: forsycje, listki, ciepło. Toteż i Książę ruszył. Na amory tudzież na łowy. Czarnuch kocha słoneczko.

Rzadko nas teraz odwiedza, choć, trzeba to przyznać, gdy już się pojawi, jego obecność jest bardzo intensywna. Na różnych polach…

Woli się wałęsać całe dnie i noce po okolicy. To tu…

To tam…

Co i rusz widuję go, jak się zasadza na jakieś gryzonie. Albo ambitniej – na ptaki. Wszak to łowca i łowców potomek. Poczytałem coś na ten temat, przeto wiem, że gra w nim krew żbika nubijskiego, przodka wszystkich udomowionych kotów, a przy tym myśliwego, co się zowie!

Siedzi przez dłuższą chwilę cichutki, zaczajony. Potem powoli się podnosi, staje na tylnych łapach, przednie zawieszając w powietrzu. Na chwilę zastyga w bezruchu i…

Zew natury jest nie do zagłuszenia. Toteż pozostaje nam cieszyć się każdą jego krótką wizytą. I wspominać zimowe wieczory, kiedy bywał częściej i na dłużej. Nie marnował wtedy czasu, bynajmniej. Trenował swe łowcze umiejętności. Jak?

Aby to wyjaśnić, trzeba zacząć od przywołania mojego ulubionego powiedzonka, które głosi, iż połowa właścicieli psów śpi z nimi łóżkach, a druga połowa… się do tego nie przyznaje. Żona i ja należymy do pierwszej ekipy. Kropka ma zawsze wolny dostęp do naszego łoża – na kołdrze lub pod nią, jak woli. Niezrozumiałą pruderią i hipokryzją byłoby udawanie, że jest inaczej.

I teraz już możemy zatopić się w uroczych wspomnieniach. Jest zima, na dworze chłód, ciemność i deszcz. W domu cicho i ciepło, w kominku wesoło tańczą płomienie. Książę leży na fotelu. Albo na podłodze. Albo w koszu z wypranymi ubraniami w sąsiednim pokoju. To obojętne, bo w momencie, gdy Kropka wchodzi pod kołdrę, pojawia się natychmiast, wiedziony chyba jakimś dodatkowym zmysłem.

Wchodzi na łóżko, obserwuje wybrzuszenie na pościeli, zdradzające lokalizację zacnej suni. Siedzi przez dłuższą chwilę cichutki, zaczajony. Potem powoli się podnosi, staje na tylnych łapach, przednie zawieszając w powietrzu. Na chwilę zastyga w bezruchu i…

Kropka wychodzi z pieleszy, odgania go warknięciem albo i delikatnym użyciem kłów. I znowu zakopuje się pod kołdrę. A Książę znowu wchodzi na łóżko… etc…

Potrafił powtarzać to swoje polowanie nawet pięć-sześć razy. I zazwyczaj Kropka w końcu dawała za wygraną, opuszczała ciepłą kryjówkę i siadała na moich kolanach, z bezradną skargą w swych pięknych, dużych, czarnych oczach.

Zaprawdę powiadam wam: nie zmarnował Książę tamtych dni. Dziś one procentują, aż miło.

Spotkania z Księciem Ciemności 11

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! My tu czeźniemy na kwarantannie, a on jak zwykle przychodzi niezapowiedziany, od czasu do czasu. To posiedzi, to posnuje się bez celu. No dobrze, niech siedzi, niech się snuje. Czarnuch jeden… Czarny. Co on taki czarny? Jak to drzewiej gadali? Że w takie czarne najchętniej wcielał się szatan? No bzdura przecież, średniowiecze! Chociaż… Jak się tak dokładniej przyjrzeć… Kto wie? Wszak odwieczna mądrość ludowa… No i co mu się te oczy tak błyszczą?

Łazi tak jakoś podejrzanie, skrada się pod ścianami. Co on się tak skrada? Ma powody?

I czemu się kryje w zaroślach? Ma coś do ukrycia?

Oho! Jest i następny! Pomiot diabelski. Zbierają się, zwołują… Spiskują… Na pewno spiskują!

Dają sobie znaki ogonem. Mruczą. Jakie tajne rozkazy, jakie ciemne zadania roznoszą po okolicy? Mroczne, czarne jak one same!

Mnożą się. Są już wszędzie. Gdzie by się człowiek nie ruszył, tam łypią złowrogo zielone ślepia.

A wyłapać, do cholery, je wszystkie! A spalić, jako nasze prapradziady czyniły! Najwyraźniej, przepełnione odwieczną ludową mądrością, wiedziały prapradziady, co i dlaczego czynią. Najwyraźniej szatański przychówek i piekielna czeladka sama sobie była winna. Na pewno była!

I dalej jest. O, ten na przykład siedzi nad samą wodą. Wiadomo po co! Łapać go, na pal wbić! Niech zdycha w męczarniach.

A już ten i ów przynosi nowe wieści i gotów jest przysiąc, że widział żydów zatruwających studnie! Trwoga!! Sąd boży!!!

***

Tak. Upływ lat, wieki postępu o kant dupy rozbić. Gdy przychodzi, jak mówią, „co do czego”, wszystko jest po staremu. Słabe umysły tak mają i tak mieć będą.

Ale ty, Kotku, olej ich. Chodź tu do mnie. Połóż się wygodnie. Tutaj nic Ci nie grozi. Zamrucz mi swoją wieczorną kołysankę. Razem jakoś przeskoczymy przez noc.

A ja obiecuję, iż po raz pierwszy i ostatni w opowieści o Księciu Ciemności nawiązałem do aktualiów. Tak trzeba, bo każdy na tym blogu od kilku dni nawiązuje i stosowną daninę złożyć należało. Ale nigdy więcej! Nad publicystykę nieporównanie wyżej cenię bowiem głupiutkie gawędy o błahostkach. Mam powody…

Spotkania z Księciem Ciemności 10

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! O ile w ogóle jestem. Bo często mnie nie ma.
Czegóż się dziwić? Marzec, dni coraz dłuższe, temperatury coraz wyższe. Wredny Sierściuch przepada na całe dnie. Od początku był chimerycznym łazęgą i taki już raczej zostanie. Nikt nie przerobi go na domowego pieszczocha. I bardzo dobrze! To właśnie mi się u niego podoba, to w nim cenię i tego mu chyba w skrytości ducha zazdroszczę: wolność i swoboda.
Lubimy Księciunia i jego wizyty, dlatego godzimy się na ich nieprzewidywalną nieregularność. Poniżej naszej godności byłyby jakieś umizgi, czy zabieganie o przychylność: co to, to nie! Jest – dobrze. Nie ma go – drugie dobrze. Skoro szanujemy jego wolność i naszą godność, to na serio.
Tym bardziej nie posunąłbym się do jakiejkolwiek przemocy czy gwałtu. Wydawało mi się, że to powinno być oczywiste. Tymczasem…
Wychodzę, by drwa narąbać do kominka (mogę oczywiście napisać po prostu, że idę przynieść drewno, ale drwa narąbać – jak to brzmi!) i słyszę jak, piętro wyżej, moja sąsiadka-rywalka o względy Czarnucha woła go głośno i wszem-wobec oświadcza, iż musi przyjść, bo jedzonko czeka. Po kilku minutach wracam z narąbanymi drwami i taką oto widzę scenę: przed moimi drzwiami kuli się przerażony Książę, przywiera do posadzki, chciałby uciec – zapewne do mojego mieszkania, bo właśnie otwieram drzwi; mile to łechce mą próżność – ale syn sąsiadów siłą go łapie i niesie do góry, ponaglany wołaniem matki, iż miska Bambusika już pełna!
Ja to znam! Ja to już gdzieś widziałem! Jak to leciało?… Oj Kaźmirz, kot w niewolę trafił! Na sznurku go pasą! Tak – jesteśmy w domu.
Nie wtrącam się, bo i po co. Wiadomo, że Księciunio, prędzej czy później, trafi do nas. Dobrowolnie.
I znajdzie spokojny kąt, by się wyspać, odstresować, podreperować zszargane nerwy.

My mu nie przeszkadzamy, a zacna Kropka czuwa nad jego snem.

Ileż ten nieszczęśnik musiał przejść! Gdy tak leży rozwalony na fotelu, na którym już oczywiście nie ma miejsca dla mnie, widać wyraźnie, że stracił (zgubił, zniszczył?) swą czerwoną obróżkę i sąsiedzi, który zdecydowanie wciąż uważają się za jego państwo i właścicieli, zawiązali mu wokół szyli jakąś szmatkę czy tasiemkę. Diabli wiedzą co to, ale na pewno szczęścia mu tym nie przysporzyli.

Moglibyśmy oczywiście zdjąć to paskudztwo. Więcej nawet – moglibyśmy kupić nową, porządną obróżkę. Tylko po co? Żeby eskalować konflikt? Żeby sąsiedzi robili ze mnie pieniacza, który ciska się i krzyczy: Nie będzie mi Kargul umowy łamał i siłą zmuszał kota do kolaboracji!
Nie warto. Jakoś przeżyjemy tę apaszkę. A Książę zapewne w końcu się jej pozbędzie, bo widać, że go uwiera.

Nic na siłę. Niech sam walczy o swoją niepodległość: przecież wie, że nasze skromne progi zawsze stoją przed nim otworem. Ale nic na siłę! Przyjdzie, gdy zechce. Nie będzie musu, nie będzie presji. Jest wolny i takim pozostanie. Jedyne, czego od niego oczekujemy, to żeby przychodził z własnej woli. I żeby był piękny. I jest.

Spotkania z Księciem Ciemności 9

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności!

Rozłożył się wygodnie. Leży.

Nic szczególnego się nie stało. Wiele razy rozkładał się już i leżał w przeróżnych miejscach, kątach, zakamarkach. Nic szczególnego – na pozór.

Książę nawiedza nas łaskawie od kilku miesięcy. Przychodził przez całą zimę. A przez cały ten czas w kominku palił się ogień. Nie mogło być inaczej, bo co prawda tegoroczna zima była wyjątkowo łagodna, ale kominek to jedyne źródło ciepła w naszym mieszkaniu: temperatury panowały zazwyczaj dodatnie, ale nie do tego nomen omen stopnia, by nie trzeba było palić. Przeto codziennie, podczas prawie każdej wizyty Księcia, płomienie wesoło tańczyły za szybą.

Ale… dopiero dziś Pan Puszysty po raz pierwszy rozłożył się właśnie na kominku.

Było to na tyle niezwykłe, że przykuło bardzo skutecznie uwagę tak mojej Żony, jak i, całkiem niezależnie, moją.

Dlaczego? Chyba dlatego, że właśnie pierwszy raz. I po tak długim czasie.

To jest moment na przywołanie kolejnej postaci z galerii słynnych kotów. Jeśli dobrze policzyłem, już czwartej. Zapewne nie ostatniej: cóż robić – starsi ludzie tak mają. Oboje z Żoną (całkowicie niezależnie, bo wówczas nie mieliśmy nawzajem pojęcia o swym istnieniu; chociaż… chyba coś czuliśmy… przeznaczenie? diabli wiedzą) wychowaliśmy się na bajce Dziwny świat kota Filemona. Nie o Filemona jednak tym razem chodzi. Bynajmniej. Ważny jest stary, doświadczony, mądry, czarny kocur Bonifacy, który, jak być może pamiętacie, całe dnie spędzał na zapiecku. Jako miłośnicy wspomnianej bajki, zarówno Żona jak ja, uważaliśmy za coś oczywistego, że koty ciągną do ciepła. A tu tymczasem zima mija, kominek codziennie płonie, a Książę nic. Aż do dziś.

Leży. A dobrze mu tak, że ho ho!

Czy to coś znaczy?

Jam jest Książę Ciemności!

Spotkania z Księciem Ciemności 8

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Ale… akurat mnie nie ma. Drugi dzień.

Koty to łazęgi. Wiem o tym właściwie od zawsze. Jedna z fajniejszych bajek, jakie pamiętam z dzieciństwa, to ta Kiplinga, o kocie, który chadzał własnymi drogami. Wypisz-wymaluj: Książę. Czasem siedzi niemal bez przerwy, jak ostatnio, gdy spędził u nas dwie noce pod rząd. A potem przepada na całe godziny, albo i dnie. Tym razem to już, jakem wspomniał, dzień drugi.

Mam czas, by pomyśleć. Nie są to miłe myśli. Wredny Czarnuch! Najpierw osacza mnie czarna zazdrość. Na pewno siedzi u sąsiadów! Bo trzeba tu dodać, iż opisana niegdyś konspiracja okazała się tak skuteczna, że o kant dupy ją rozbić. Sąsiedzi poznali tajemnicę i – mam wrażenie – rywalizują o względy Sierściucha. No i na pewno tam teraz wygrzewa się i obżera, niewdzięcznik jeden. A kij mu w oko! Łaski bez, jak mawiają małolaty.

Lecz to tylko przypuszczenia. Dowodów brak. Czas mija, a mnie ogarnia czarny niepokój. Co, jeśli spotkała go jakaś krzywda? Mało wokół niebezpieczeństw? Samochody śmigają w pobliżu całymi stadami, choć to li i jedynie dzielnica podmiejska. Niemal wiejska. Może teraz gdzieś… Nie!!! Ani nawet tak nie myśl, chłopie. Wredota, samolub, pyszałek – a jak się człowiek do niego przywiązał. Niebywałe.

Za chwilę zapewne pogrążę się w czarnej rozpaczy.

I wtedy Książę wraca. Wchodzi jakby nigdy nic, gdym otwarł drzwi, wynosząc śmieci. Wchodzi, łaskawie wita się krótkim miźnięciem z moją Żoną. Chwilę kotłuje się z Kropką po podłodze i po meblach.

A potem uspokaja się i siada na krześle. Jakiś taki wyciszony, refleksyjny. Dopiero teraz widać, że jest po prostu zmęczony.

Do tego stopnia, iż za chwilę przechodzi do sąsiedniego pokoju, bezceremonialnie włazi na kosz z wypranymi ubraniami i się na nich wygodnie mości. Po czym śpi bite trzy godziny.

Myśmy go posądzali o najgorsze, a tymczasem on załatwiał swoje kocie sprawy. Czy były to obowiązki wobec przyszłych pokoleń – tego nie wiem. Ale na pewno coś ważnego. I męczącego.

Wyspał się, wstał i dumnym krokiem kieruje się ku drzwiom. Gdy mnie w nich mija wychodząc, kłaniam się dwornie w pas i uroczystym głosem deklaruję: Dziękujemy za wizytę. Zapraszamy ponownie!

Bo cóż innego można zrobić?