Herren im Bad oder NIE gehört!

Ewa Maria Slaska

Zugegeben, manchmal spiele ich Quiz online, meistens, wenn ich nicht schlafen gehen kann und bei jeder anderer Tätigkeit im Nu einschlafen werde. Ich spiele 10 Fragen und manchmal erziele ich 10 Punkte, manchmal auch 10, aber mit Hilfe von einem richtigen und einem fifty-fifty Jocker, manchmal trotz Jocker nur 6 oder 7 Punkte. Im Allgemeinen brauche ich Jocker beim Sport, Auto, deutsche Kinderspiele, -reime, -lieder, bei den alten deutschen TV-Serien und überhaupt bei dem typischen deutschen Kulturgut wie z.B. Tatort. Aber meistens weiss ich zu mindest ungefähr, worum es geht. Ich kann falsch antworten, aber ich habe schon davon gehört und einfach nicht aufmerksam genug gewesen oder schlimmer noch, etwas als unbedeutend abgetan. Aber das ich gar nicht weiss, gar nicht! – dies passiert selten.

Es war so eine Frage bei der ich Null Ahnung habe. Eine Frage mit der Nummer 10 und ich habe schon beide Jocker aufgebraucht.

Mit wem saß Herr Müller-Lüdenscheidt in der Badewanne?

Mit wem bloß? Wer? Wieso mit einem anderen Herren. Angedeuteten Antwort-Möglichkeiten weissten nur auf Herren. Mehr noch – auf Herren Doktoren. Dr. Klöbner, Dr. Thoma, Dr. Kunter, Dr. Sommer. Wieso muss ich es wissen!!!? Wieso sollen es Leute wissen???

Bis jetzt ließen mich die von mir falsch beantworteten Quiz-Fragen ganz kalt. Diesmal aber war ich so verdutz, dass ich nach dem Spiel den angegebenen Link zur Wikipedia folgte…

Ich tippte blind auf Dr. Sommer, wobei (wie ich annehme) jeder weiss, dass es doch Dr. Klöbner war. Nur ich nicht.

Aber es geht eigentlich um die Ente. Sie wurde so ein wichtiger Teil der modernen Kultur Deutschlands, dass das Grab vom Autor des Obigen, genannt Loriot, mit bürgerlichen Namen Bernhard Viktor alias Vicco von Bülow, voller Gummienten ist:

Grabstätte von Vicco von Bülow auf dem Berliner Waldfriedhof Heerstraße

Er war einer der vielseitigsten deutschen Humoristen, der sich in allen Bereichen des modernen Pop-Lebens breitmachte: Kunst, Literatur, Fernsehen, Theater und Film; und galt als der deutscheste Großmeister des feinsinnigen und hintergründigen Humors, der sich vor allem für das Zwischenmenschliche interessierte. Kommunikationsgestörte interessieren mich am allermeisten, beteuerte er. Alles, was ich als komisch empfinde, entsteht aus der zerbröselten Kommunikation, aus dem Aneinander-vorbei-Reden. Er starb im Alter von 87 Jahren und wurde am 30. August 2011 auf dem Waldfriedhof Heerstraße im Berliner Stadtteil Westend beigesetzt.

Ich lebte damals schon längst in Deutschland und ich wusste natürlich, dass er starb. Aber mir war es egal. Ich fand ihn nie besonders komisch. Nun ja, ich bin doch keine Deutsche. Einer von seinen Kommiltonen schrieb in einer Zeitungsanzeige: „Lieber Gott, viel Spaß!”

Na dann, lieber Gott, hast du mehr Spass da oben, seit dem der Loriot bei Dir verweilt?

Barataria 109 Pablo Picasso

Kilku wielkich artystów poświęciło Don Kichotowi, samemu i w towarzystwie Sancho Pansy, ogromne cykle prac. W Baratarii pojawili się już Malczewski,
w autoportretach ukazujący się często jako personalizacja Don Kichota i Daumier, pojawi się jeszcze (co najmniej) – Salvador Dali, ale dziś zajmiemy się sytuacją odwrotną. Pablo Picasso narysował tylko jeden wizerunek Don Kichota na Rosynancie i Sancho Pansy na osiołku, a stał się on tak popularny, że w terminach wieku XXI można by powiedzieć, że rysunek ów jest memem XX wieku.

Wikipedia ma oddzielne hasło na ten temat, które zaczyna się od tej pracy z 1955 roku (znamy nawet dokładną datę – był to 10 sierpnia 1955). Ciekawe, że Picasso przecież  wtedy w ogóle inaczej malował –  przypomnijmy, że miał już za sobą okres niebieski i różowy, i już dawno stworzył kubizm. Praca została wykonana dla (a może i na zamówienie) pisma Les Lettres Françaises, aby uczcić 350 rocznicę wydania Don Kichota. Ciekawe, że oprócz wpisu po angielsku jest jeszcze wpis po hiszpańsku i po persku, ten jednak składa się zaledwie z dwóch zdań. Wpis hiszpański jest tłumaczeniem angielskiego (lub vice versa).

W obu podkreśla się fakt, że rysunek jest czarno-biały i że postaci są narysowane powściągliwą, a jednak dramatyczną kreską, co podkreśla satyryczny charakter wizerunku. Na mnie największe wrażenie robi długa chuda szyja rycerza, narysowana jedną, cienką, nierówną kreską. Ten człowiek ledwo się trzyma, jest stary, rozchwierutany i byle co zmiecie go z konia i wygoni z życia.

Podobno istniał już, namalowany w roku 1947, obraz olejny Picassa, który stał się wzorem dla późniejszego rysunku, ale wikipedia określa to jako “there is a claim”. Pojawiło się też przypuszczenie, że istnieje praoryginał tego rysunku, który znajduje się w Gruzji, gdzie miał dotrzeć jako prezent od kogoś z zagranicy. Gruziński rysunek ma być utrzymany w kolorach zielonym i niebieskim, a w lokalnej gazecie Tbilisi został zreprodukowany w wersji szarej. Wydaje się jednak, że owa szarość mogła wynikać nie z odmienności oryginału, jeno z jakości techniki reprodukcyjnej w czasach Komuny. Tak czy owak, nikt nigdzie nie pokazał, ani oryginału namalowanego farbami olejnymi, ani rysunku zielono-niebnieskiego, a to, co znamy jest czarno-białe i przechowuje się to starannie w sejfie w kościele Saint Denis we Francji.

Internet natomiast roi się od przykładów wykorzystania memu w celach komercyjnych lub nie:

Plakat pacyfistów

Na polach van Gogha


Zdjęcie i przeróbka na tapetę

Graffiti

Na zakończenie pojawia się, bo pojawić się musi, pytanie, jak to właściwie jest
z komercyjnością tego, co tu przedstawiłam i w ogóle komercyjnością świata? Bo na przykład ostatni obrazek z przypadkowo wyszukanej w internecie serii to graffiti.
Zdjęcie znalazłam w zapasach (stock photo) firmy alamy, która zabezpiecza prawa swoje
i autora zdjęcia – Dzianisa Hadziatskiego -, ale oczywiście pomija prawa Picassa oraz prawa człowieka, który wykonał graffiti. Nie informuje też, kiedy to graffiti zostało wykonane i gdzie, wiemy tylko, że zdjęcie zostało wykonane w Mińsku w lipcu 2010 roku, stamtąd zapewne pochodzi ów mem. Autor pisze również, że jest to naśladownictwo Picassa. Można by powiedzieć, że graffiti podobnie jak tatuaże są przykładami inywidualnego, niekomercyjnego wykorzystania memu. Ale nie możemy być chyba tak do końca pewni. Bo jednak zapewne tatuowany zapłacił tatuującemu, ten zaś być może miał
w swych ofertach nie tylko smoki, wojowników i seksbomby, ale również wzory ze sztuki.
I jak to wtedy wygląda, czy w takim wypadku ktoś komuś za coś płaci (pomijam wykonanie samej usługi)? Podobnie jest z Picassem na tle pól van Gogha? Na marginesie powiem, że oba memy pasują do siebie idealnie…


Te krótkie rozważania pozwalają mi przypomnieć, że w sprawie praw autorskich (a jest to teraz w centrum zainteresowań całego świata z uwagi na tzw. europejski paragraf 13) są od zawsze dwa kierunki – wszystko objąć restrykcją lub wszystko puścić na żywioł, próbując jedynie znaleźć ewentualnie inne środki dostarczania artyście pieniędzy za wykonane
i wykorzystane przez użytkownika dzieło. Bo jeśli nie płacimy za streaming filmów, to jednak jeśli nam się film spodoba, to kupimy go na DVD choćby w prezencie, a firmy streamingowe pokazują reklamy. To samo z muzyką – jeśli jest świetna, to 20 milionów ludzi posłucha jej tylko na youtubie, ale pewnie co najmniej milion kupi ją na płycie, żeby odsłuchać w lepszych warunkach, zabrać do samolotu lub, znowu, komuś podarować. Albo po prostu mieć. Nie zapominajmu o Mieciu zwanym też Manią, są oni silnymi motywami wydania pieniędzy na to, co chcemy mieć. Większość ludzi unika kupowania gazet
i książek, bo wszystko jest w sieci, ale znam takich, którzy kupują dwie książki – jedną w twardej okładce, żeby stała na półce i dobrze wyglądała, drugą jako paperback do czytania w łóżku, w wannie, przy jedzeniu lub w metrze. Gdy kopiujemy książki, to nie płacimy tantiem autorowi, ale jednak firma zwana w Niemczech VGWort wypłaca autorom, którzy się zarejestrowali, tzw. Bibliothekengroschen, czyli rekompensatę za to, że ktoś czytał ich książki w bibliotece i być może fragmenty skopiował. I nie jest to darowizna, tylko opłata pobierana od… producentów kopiarek. Czyli być może producenci komputerów, telewizorów, kina domowego i urządzeń odtwarzających powinni oddawać jakieś grosze do centralnego banku tantiem i… Och, no tak, rozpędziłam się.

Na zakończenie wycięta skądś wieki temu, oprawiona i powieszona reprodukcja rysunku Picassa na ścianie u bliskiej przyjaciółki moich rodziców. Kiedyś, kilkadziesiąt lat temu, nasze rodziny mieszkały razem i to stąd i ja pamiętam Picassa i jego Don Kichota.

Um 9 Uhr in Berlin / O 9 rano w Berlinie

Ewa Maria Slaska

Es war Donnerstag, kein Feiertag, keine Ferien, aber die Strassen sind leer. Die Sonne scheint und ich beobachte, wie sich Berlin so gibt.

Był czwartek, normalny dzień roboczy, ale ulice dziwnie puste.
Idę sobie wolnym krokiem i patrzę na Berlin.

We dwoje / Zweisamkeit


Najpierw poczytali, a potem wypili po drinku? Pani z panem? / Zuerst haben die beiden gelesen, und dann einen Drink genossen, oder umgekehrt? Sieht nach Frau und Mann, oder?

Koty / Katzen

Ich katze dich

Słoiki czyli Gläser

Barataria 108 Pan Kiehot

Po polsku poniżej

Günter Grass

Pan Kiehote

Ich sag es immer, Polen sind begabt.
Sind zu begabt, wozu begabt,
begabt mit Händen, Küssen mit dem Mund,
begabt auch darin: Schwermut, Kavallerie;
kam Don Quichotte, ein hochbegabter Pole,
der stand bei Kutno auf dem Hügel,
hielt hinter sich das Abendrot

und senkte die weißrotbegabte Lanze
und ritt den unbegabten Tieren,
die auf Motore angewiesen,
direkt ins Feldgrau, in die Flanke …
Da brach begabt, da küßten unbegabt
– ich weiß nicht, war’n es Schafe Mühlen
Panzer

die küßten Pan Kiehot die Hände,
der schämte sich, errötete begabt;
mir fällt kein Wort ein – Polen sind begabt.

1960

Blechtrommel

Oh, du irrsinnige Kavallerie! – Auf Pferden nach Blaubeeren süchtig. Mit Lanzen, weißrot bewimpelt. Schwadronen Schwermut und Tradition. Attacken aus Bilderbüchern. Über Felder bei Lodz und Kutno. Modlin, die Festung entsetzend. Oh, so begabt galoppierend. Immer auf Abendrot wartend. Erst dann greift die Kavallerie an, wenn Vorder- und Hintergrund prächtig, denn malerisch ist die Schlacht, der Tod ein Modell für die Maler, auf Standbein und Spielbein stehend, dann stürzend, Blaubeeren naschend, die Hagebutten, sie kollern und platzen, ergeben den Juckreiz, ohne den springt die Kavallerie nicht. Ulanen, es juckt sie schon wieder, sie wenden, wo Strohmieten stehen – auch das gibt ein Bild –, ihre Pferde und sammeln sich hinter einem, in Spanien er Don Quijote heißt, doch der, Pan Kiehot ist sein Name, ein reingebürtiger Pole von traurig edler Gestalt, der allen seinen Ulanen den Handkuss beibrachte zu Pferde, so dass sie nun immer wieder dem Tod – als wär’ der ’ne Dame – die Hände anständig küssen, doch vorher sammeln sie sich, die Abendröte im Rücken – denn Stimmung heißt ihre Reserve –, die deutschen Panzer von vorne, die Hengste aus den Gestüten der Krupp von Bohlen und Halbach, was Edleres ward nie geritten. Doch jener, halb spanisch, halb polnisch, ins Sterben verstiegene Ritter – begabt Pan Kiehot, zu begabt! –, der senkt die Lanze bewimpelt, weißrot lädt zum Handkuss Euch ein, und ruft, daß die Abendröte, weißrot klappern Störche auf Dächern, daß Kirschen die Kerne ausspucken, ruft er der Kavallerie zu: ›Ihr edlen Polen zu Pferde, das sind keine stählernen Panzer, sind Windmühlen nur oder Schafe, ich lade zum Handkuß Euch ein!‹ Und also ritten Schwadronen dem Stahl in die feldgraue Flanke und gaben der Abendröte noch etwas mehr rötlichen Schein. – Man mag Oskar diesen Schlussreim verzeihen und gleichfalls das Poemhafte dieser Feldschlachtbeschreibung. Es wäre vielleicht richtiger, führte ich die Verlustzahlen der polnischen Kavallerie auf und gäbe hier eine Statistik, die eindringlich trocken des sogenannten Polenfeldzuges gedächte. Auf Verlangen aber könnte ich hier ein Sternchen machen, eine Fußnote ankündigen und das Poem dennoch stehen lassen.

1959

Fragment Blaszanego bębenka o kampanii wrześniowej po polsku: szalona kawaleria


Wiersz został sześć razy przetłumaczony na polski; tłumaczyli go Jan Koprowski, Krzysztof Karasek, Bolesław Fac, Zdzisław Jaskuła, Wojciech Woźniak
i Ryszard Sobieszczański;  Blaszany bębenek został przetłumaczony tylko raz – przez Sławomira Błauta. Jan Trepczyk przetłumaczył oba teksty na kaszubski.
Günter Grass i polski Pan Kichot to praca zbiorowa pod red. Marii Janion.

Wiersz Pan Kiehote w kilku przekładach ukazał się pod redakcją Bolesława Faca w tomie Günter Grass, Wiersze wybrane, wydanym przez Wydawnictwo Morskie w roku 1986. Dwa wiersze (ale inne) w tym tomie zostały przetłumaczone przez moją Mamę, Irenę Kuran-Bogucką, która dopisała też pod jednym z tłumaczeń wiersza Die Polnische FahnePolski sztandar, swoją własną wersję tłumaczenia.

W dedykacji Mama napisała, że daje mi tę książkę
z mieszanymi uczuciami, ale że ona osobiście jest odpowiedzialna zaledwie za 3% pomieszczonych tu wierszy.

Pan Kichot

Ciągle to mówię: Polacy są zdolni,
nazbyt zdolni, do czego zdolni,
o zdolnych rękach, ustach do całowania,
zdolni także w melancholii, w kawalerii.

Przyszedł Pan Kichot, bardzo zdolny Polak,
stanął pod Kutnem na wzgórzu,
za sobą zorzę wieczorną zatrzymał,
opuścił biało-czerwoną-utalentowaną lancę,
runął przeciw niezdolnym zwierzętom,
skazanym na motory w szarość mundurów
z flanki…

Załamał się talent, cwałowały niezdolnie
– nie wiem: owce, młyny czy tanki –
całowały ręce pana Kichota,
który się wstydził, rumienił z talentem…

Nie znajduję innego słowa: Polacy są zdolni.

Przełożył Jan Koprowski

***

Pan Kichot

Ja mówię zawsze: Polacy są tak zdolni,
za bardzo zdolni, do czego zdolni,
talent mają w rękach, całują ustami,
zdolni także w tym: konnica, melancholia;
szedł Don Quichotte, ten bardzo zdolny Polak,
pod Kutnem stanął na wzgórzu,
za sobą miał wieczorne zorze,
i zniżył biało-czerwoną zdolną lancę,
i jechał na niezdolne bestie,
skazane na motory,
prosto w feldgrau, od flanki…

Tam załamał się zdolnie, cwałowali nieudolnie
– nie wiem, były to owce, młyny czołgi –
całują panu Kichotowi dłonie,
ten wstydził się, zaczerwienił się zdolnie…

nic mi innego nie wpada do głowy: Polacy są tak zdolni.

Przełożył Bolesław Fac

***

Pan Kichot

Zawsze to mówiłem: Polacy są zręczni,
są zbyt zręczni, zręczni w czym,
zręczni w rękach, całują – jak wszyscy – ustami,
zręczni też w smutku i w kawalerii:
zjawił się Don Quichotte, pewien arcyzręczny Polak,
stanął na wzgórzu, pod Kutnem,
za sobą miał zachód słońca,
i pochylił zręczną biało-czerwoną lancę,
i ruszył galopem naprzeciw tępym zwierzętom,
i na bezmyślne motory,
wprost w szarość polnych mundurów, na skrzydło…

I spadł zręcznie z konia, niezręcznie zaczęły go całować
– nie wiadomo już kto, owce, wiatrak czy czołg –
całowały panu Kichotowi ręce,
ten się zawstydził, zręcznie spłonił…

nie mam na to słów: Polacy są zręczni.

Przełożył Krzysztof Karasek

***

Pan Kichot

Powtarzam ciągle: mają dar Polacy,
Nawet nadmierny. W czym im się nie darzy,
mają dar w rękach i dar całowania,
i nie na darmo: smutki, kawaleria;
przydarzył się Don Quichotte, wielce wydarzony Polak,
stanął pod Kutnem na wzgórzu,
w odwodzie miał wieczorną zorzę,
pochylił lancę obdarzoną bielą i czerwienią,
i runął na te niezdarzone zwierzęta,
zdane na motory,
w polu szarym od mundurów, na skrzydło…

Przedarł się i niezdarnie całowały
– nie wiem, czy owce wiatraki czołgi –
całowały ręce panu Kichotowi,
on zawstydził się, poczerwieniał…

darujcie, brak mi słów – mają dar Polacy

Przełożył Zdzisław Jaskuła

***
Pan Kichot

Jȏ to wiedno gȏdóm: Polȏszepochwȏtny,
Są za pochwȏtny, do czego pochwȏtny,
pochwȏtny rękama, kuszkanim gębą,
pochwȏtny też w jiscenim, kawaleriji:
przëszed Don Quichotte, baro pochwȏtny Polȏch,
ten ustanął kol Kutna,
slȏde se trzimȏł wieczorną gornię,
i zniżeł biȏło-czerzwiony bogatą lancę,
i nëkoł nym niepochwȏtnym zwiérzętȏm,
co le na motore spuszczony,
prosto w szari uniforme, we flankę

Tej pochwȏtne zmȏłk, tej niepochwȏtno kuszkałe,
jȏ nie wiém, bëłe to owce, młine, tanczi
kuszkałe Panowi Kichotowi ręce,
nen sę sromȏł zażȏleł, pochwȏtno,

nie pȏdȏ niżódnoowo: Polȏsze są pochwȏtny.

Przełożył na kaszubski Jan Trepczyk


A treaz jeszcze ja, Ewa Maria Slaska

Pan Kiehot

Zawsze to mówię, Polacy są cwani.
Cwani tak, że wszystko wycwanią,
ręce mają cwane, gęby cwane całują,
cwane smutasy cwałują na kawaleryjskich koniach;
Nadciągnął Don Quichotte, cwane Polaczysko,
stanął na wzgórzu pod Kutnem,
a za nim czerwieniał zachód słońca,
zniżył cwaną biało-czerwoną lancę
i pognał ku zwierzętom, co nie były cwane,
lecz zdane tylko ciężko na swe motory,
pognał z flanki na te szare jak pole mundury…

Cwane cwałowanie, a tu całkiem niecwane całowanie
u rąk – owce, a może wiatraki to,
a może nawet czołgi,
zawstydził się Pan Kichot, ręce schował,
na licu pokraśniał – cwanie,
nie ma co gadać: Polacy są cwani

Berlin, luty 2019


Maria Janion i skupieni wokół niej badacze w cytowanej powyżej książce wcale nie za wiele zajmują się Don Kichotem, no ale coś tam się przecież udaje znaleźć.

Maria Janion, Bardzo zdolny Pan Kichot (str. 72-74)

Don Kichot to postać mityczna, którą Grass umieścił w samym centrum swojego obrazu polskości. Don Quichotte, ten bardzo zdolny, rodowity Polak o smutnej i szlachetnej postaci. Zdolny, co oznacza podziw dla wierności ideałom, nawet gdy przeczy im cała rzeczywistość, zdolny, ale jednocześnie szlachetny maniak, na poły Hiszpan, na poły Polak, zbłąkany w umieraniu rycerz. Pani profesor dodaje jeszcze, że Grass nie znosi niemieckiego idealizmu, podziwia jednak polski. Bo niemiecki idealizm jest filozoficzny, heglowski, wydumany i uczony, polski tymczasem, naznaczony romantycznym kultem indywidualności, oryginalny i malowniczy. Zdaniem Grassa piękno śmierci to najwspanialsza cecha tych zdolnych Polaków, no ale w końcu tylko śmierć jest nieśmiertelna.

Do postaci Don Kichota nawiązuje jeszcze Wacław B. Maksymowicz, jeden z uczniów i asystentów Marii Janion, w rozdziale Polskie oko Güntera Grassa (str 248). Kim jest Oskar?, pyta Maksymowicz i odpowiada: Jest okiem Grassa zostawionym w Gdańsku, jego szczególnym gdańskim sposobem postrzegania świata, przy czym z czasem słowo gdański przestanie oznaczać miasto Gdańsk, a stanie się synonimem polskości, a niemiecki pisarz postrzegając świat przez pryzmat słowa “gdański” dostrzeże, że wszystko jest polskie, nawet Don Kichot.

Cat’s museums


Hair Salon Painting – Barber Shop With Cats And Apes, circa 1655, oil on canvas by Abraham Teniers [Belgium 1629-1670]

Ewa Maria Slaska

Cat’s Museum

Some days ago I get that link on Facebook, a BBC story about cat’s museum in Amsterdam.

Felines have fascinated and inspired artists for centuries; worshipped in Ancient Egypt and made Instagram famous in the 21st Century. For many, the cat has been a companion worthy of immortalising in art.

Bob Meijer founded Amsterdam’s KattenKabinet (Cat Cabinet) in memory of his beloved pet John Pierpont Morgan, which he owned as a student. The museum features depictions of cats in film, posters, photography, sculptures and music. It’s also home to two young cats, who are popular with the visitors.

“The character of artists and cats are very close to each other because a cat is a very independent creature, he doesn’t listen to his master. An artist is also very independent, and that is why most artists love cats and not dogs,” says Meijer.

Watch the video above to find out more.

I did. And I found, BBC sent it as one of world’s strangest museums.

And I thought, oh jeemine, IT IS NOT TRUE!

I do not make any research, I just write about cats, because (everybody knows it) I like them. But I am sure, there are many cat’s museums in the world. I myself wrote already twice about cat’s museums – one in Berlin and one in Moscow. The Berlin Museum has even similar story as the Amsterdam’s one – it goes back to that what the owner did (had) as a young boy. I translate from my post:

Helmut Glantz, a very nice older man, collects since 40 years all about cats – figurines, pictures, china, everyday items and selected objects for collectors. Mass products and precious uniques. Everything started with a small white china cat, which he bought for some marks being the pupil… Now all that cats got over the whole flat, the owner and his family (nowadays the wife only, the children growned up and moved away) and, of course, cats are living in another flat in the same house. Here is no place for living beings, here rule the reificated cat.

And HERE. Nine cat’s museums in the whole world – the Amsterdam one is on the list, my two – even not. On the list below there are some further museums.


HERE the link to Cat’s Museum in Warsaw and HERE – in San Francisco. And so on, and so on…

Really BBC, please, some modesty! Katten Kabinet in Amsterdam is a very fine thing, but it is NOT one of the strangest museums in a world! Only because you do not have cat’s museum in London you must not decide such a museum is strange… Two years ago there was a special cat exibition in Museum of London.  And see, what was showed there:

Guess, what it is? A mummified rat and cat, late 19th century; found together in a London sugar warehouse.

Isn’t it nice?

Barataria 107 Honoré Daumier

Ewa Maria Slaska

Dla Danusi Starzyńskiej-Rosieckiej

Auf Deutsch hier

10 lutego Danusia zamieściła u siebie taką oto reprodukcję
i napisała takie oto zdanie:

W 140. rocznicę śmierci Honoré’a Daumiera … “Don Quichotte et Sancho Panza”, 1868 r., Neue Pinakothek, Monachium. Obraz inspirowany powieścią Miguela de Cervantesa; malarz podjął temat 28 razy (obrazy olejne i akwarele oraz wiele rysunków).

Począwszy od roku 1865 artysta podjął temat 28 razy, wykonując go różnych technikach.

Dziękuję Danusi za inspirację. Zobaczymy, ile znajdę. Uprzedzam, że jak raz wejdziemy na tę ścieżkę to czekają nas jeszcze co najmniej dwaj malarze – Pablo Picasso
i Salvador Dali, a ostatnio odkryłam następnych. Tym to sposobem, dzięki Danusi, inaugurujemy otwarcie nowej gałęzi baratarystyki – don Kichot jako leitmotiv dzieła malarskiego. A może się trafi i Barataria.

Honoré Daumier (1808 – 1879), pisze Wikipedia, francuski malarz, grafik, rysownik i rzeźbiarz. Jeden z wybitnych przedstawicieli realizmu XIX wieku. Należał do artystów, wykorzystujących z jak największą swobodą najróżniejsze techniki.
Z jednakowym mistrzostwem wypowiadał się w litografii, rzeźbie i rysunku. Dzieło Daumiera nie znalazło zrozumienia u współczesnych malarzy, bo nie pasowało do XIX-wiecznej wizji malarstwa. Obecnie krytycy zwracają uwagę na nowatorstwo dzieła, podkreślają mistrzostwo skrótu, syntetyczną formę i swobodę faktury, dopatrują się też elementów abstrakcji. Sposób nakładania farby i operowanie płaszczyznami odbierane jest jako zapowiedź fowizmu.

I gdy tak zbieram po świecie-internecie Don Kichoty namalowane, narysowane, naszkicowane, wygrawerowane i wylitografowane przez Daumiera, trafiam na niemiecki artykuł sprzed dziesięciu lat, którego autor nazywa Daumiera Don Kichotem malarstwa modernistycznego. Autor twierdzi, że Daumier zyskał niezwykłą sławę jako autor rysunków i litografii politycznych, natomiast jako malarz był właściwie nieznany, i w tym, jak malował, samotny. Olśniewa mnie to zdanie. Oczywiście, to on sam. To dlatego motyw narażonego na pośmiewisko szalonego chudzielca tak często powraca w twórczości Daumiera. To on, człowiek z nową wizją malarstwa, uwięzionego w malarskich i innych salonach XIX wieku. Byli inni, którzy też się burzyli, ale ci połączyli się w grupy, grupki, kierunki. A on nie, on był sam, osobny. Może czekał, aż oni się do niego odezwą?

Mantegna & Bellini

Ewa Maria Slaska

Dla Danusi

Deutsch & English in Text

1 marca otwarta została w Berlinie wystawa superlatyw. Podczas konferencji prasowej nazwano ją wprawdzie tylko wystawą roku, ale czuło się, że mówcy, rozpływając się nad wartością wystawy, a więc tego, co przygotowali bądź opłacili, wiedzą, że mówią o wystawie dekady, a może stulecia. Jest w każdym razie spektakularna, niezwykła, nadzwyczajna, sensacyjna. To słowo pojawia się wielokrotnie i nader skutecznie, bo recenzje też piszą o sensacji.

Nota bene pan drugi z prawej, przewodniczący Towarzystwa Ubezpieczeń Od Ognia (Feuer-Sozietät) poinformował zebranych, że jego instytucja wydaje rocznie 1,5 miliarda euro na sponsorowanie popularyzacji sztuki. Och!

Gościa zamierzającego udać się na wystawę informuję, że zanim tam dojdzie czeka go przedostanie się przez rozległy plac budowy. Z tyłu widać już zbawcze napisy, że owszem Mantegna i Bellini, ale przed nami droga przez mękę. Na pociechę dodam, że jakoś się dojdzie. Idźcie wzdłuż płotów.

Potem już będzie coraz lepiej.

Wystawa zajęła również reprezentacyjny holl wejściowy Nowej Galerii Narodowej (Neue National Galerie) z piękną instalacją wodną Waltera de Maria, a ja słysząc to wyobrażałam sobie, że będzie nam dane doświadczać przyjemności, jakie mieli bogacze, którzy zamawiając dzieło sztuki, nie wieszali go bezdusznie na ścianie, lecz umieszczali je pomiędzy drogimi kwiatami, w otoczeniu drogocennych przedmiotów  i wkomponowywali je w gry wodne i ogrody…

Dzieło Waltera de Maria zniknęło jednak całkowicie, wodę wyłączono, kamienne baseny przykryto podłogami i dywanami, jeśli w salach były kiedykolwiek jakiekolwiek okna, to wszystkie zostały pokryte gęstą, intensywnie kolorową materią spowijającą sufity, podłogi i ściany. Zielenie, szarości, czerwień. Wystawa jest zbiorem coraz mniejszych szkatułek, zamykających nas w czarodziejskim świecie. Gdy potem wyjdziemy z muzeum, ze zdumieniem stwierdzimy, że tam na zewnątrz nadal trwają prace budowlane, a niebo jest niebieskie.

Co naprawdę wzrusza na wystawie jest maleńka informacja – Fotografujcie (przepraszam za jakość zdjęcia) i jak chcecie, to wyślijcie swoje fotografię na stronę #mantegnabellini (oczywiście jak wam się uda – mnie się nie udało, ale cóż bym ja tam miała wysyłać :-).

Podczas konferencji zostaliśmy dobitnie poinformowani, że galeria ma teraz super nowoczesną stronę, ale może jestem zbyt archaiczna, żeby odkryć jakieś jej nieopisane uroki, a zdjęcia (choćbym chciała) nie udało mi się przesłać, więc chyba wszystko jest nie dla mnie. Ale inni wstawili tam zdjęcia i filmiki, co wygląda bardzo ładnie. Poniżej filmik z wystawy w londyńskiej National Gallery, która poprzedziła tę naszą, berlińską.

Und hier (endlich) eine richtige Kritik auf Deutsch.

A ja od siebie dodam na koniec – piękna wystawa, czarodziejska, pozwala zapomnieć o stresie i zmartwieniach :-). Wielcy artyści, wielkie obrazy.

Alle Infos hier

Dzień Kota w Rosji

Światowy (Międzynarodowy) Dzień Kota (ang. World Cat Day, National Cat-Day, International Cat Day, wł. Giornata mondiale del gatto) – święto obchodzone corocznie 17 lutego we Włoszech (od 1990) i Polsce (od 2006), mające podkreślić znaczenie kotów w życiu człowieka, niesienie pomocy wolno żyjącym i bezdomnym zwierzętom, które miały kiedyś dom, ale go straciły, a także uwrażliwienie ludzi na często trudny koci los.

Również ja, słynna miłośniczka kotów, przygotowałam koci wpis na 17 lutego. Ale…

Ale na świecie są też inne terminy świętowania dnia kota:

  • Rosja – 1 marca,
  • Stany Zjednoczone – 29 października,
  • Wielka Brytania – 8 sierpnia (dzień uważany również za Międzynarodowy Dzień Kota)
  • Włochy – Dzień Czarnego Kota (od 2007) – 17 listopada

Przypomniało mi się, że znam dwie wspaniałe rosyjskie piosenki o kotach. Obie już tu kiedyś przytaczałam, ale dobrego nigdy za dużo.  To wystarczający powód, byśmy dziś poświętowali dzień kota po rosyjsku.

Timor Szaow, Kocie życie.

I Bułat Okudżawa, Czarny kot.

Dzień kota jest świętem młodym. Так, в России его отмечают 1 марта. Впервые праздник в России был организован Московским музеем кошки и редакцией журнала и газеты «Кот и пёс» в 2004 году.

Moskiewskie Muzeum Kota. No to hop, zobaczmy, jak wygląda… A wygląda tak:

 

Mężczyźni na Starym Cmentarzu św. Mateusza

Ewa Maria Slaska

Wiosna w lutym wygoniła wszystkich na spacery, a w Berlinie spacer często prowadzi na cmentarz. W końcu miasto ma 270 cmentarzy o parkowym charakterze, z których 20 znajduje się w powolnej likwidacji, ale do spacerów nadal nadają się idealnie. Wielu z nas ma swoje ulubione cmentarze, dokąd chodzimy na spacer albo “spotkać się” z jakimś “ulubieńcem”.

W sobotę poszłam więc do braci Grimm i braci Scharwenków na stary Cmentarz św. Mateusza na Schönebergu. To słowo Berg w nazwie dzielnicy jest istotne, bo oznacza górę  – Piękną Górę (Jasna zresztą też jest, i Góra św. Krzyża też). Tędy miała przebiegać jedna z wielkich osi zaplanowanej przez Speera stolicy III Rzeszy – Germanii. Główna oś widokowo-komunikacyjna przechodzić miała przez groby braci Grimm. No ale Germania jednak nie powstała. Bracia Grimm, bajczarze, stoją jak stali, a z tyłu za nimi bracia Scharwenkowie, urodzeni w Szamotułach muzycy, autorzy słnnych polskich tańców. Założyli dwa konserwatoria muzyczne, jedno w Berlinie, jedno w Nowym Jorku. Po Berlinie nosili się z polska po szlachecku, chodzili w kolorowych kontuszach i aksamitnych biretach, czy tak też prezentowali się za oceanem – nie wiem.


Nieopodal polski grób. Piotr Grzegorz Kończak – spoczywaj w pokoju. Nie miał czterdziestki.

***
Ta część Schönebergu, gdzie leży cmentarz, od kilkudziesięciu lat wypracowała sobie renomę dzielnicy gejów. Część z aktywistów i użytkowników miejskiej infrastruktury gejowskiej umarła w międzyczasie i przeniosła się siłą rzeczy za mur cmentarny. W ostatnich 10 latach cmentarz św. Mateusza przekształcił się więc w centralę spraw LGTB “na zaświaty”. Nie wiedziałam o tym i ten wiosenny spacer w lutym pokazał mi całkiem nowe (za)światy.

Podobno leżą tu co najmniej trzy ważne osobistości z tęczowego świata i jest tu  około stu grobów tych, którzy deklarowali przynależność do tej grupy społecznej.

Ciotowaty kicz (przepraszam, ale chyba właśnie tak tłumaczy się użyte w niemieckiej gazecie online dla gejów słowo Tuntenkitsch) na grobie Ovo Maltine, słynnego homoseksualisty, politycznej cioty, aktora kabaretowego, który zmarł 8 lutego 2005 roku na Aids (zdjęcie: Robert Niedermeier).

Inne znane osobistości społeczności gejowskiej na cmentarzu św. Mateusza to fotograf Jürgen Baldiga, reżyser Manfred Salzgeber i muzyk z kultowego zespołu Ton Steine Scherben (Glina kamienie skorupy) – Rio Reiser (powyżej grób Rio Reisera), ten który śpiewał pieśni młodych niemieckich buntowników: Keine Macht für Niemand i Macht kaputt, was euch kaputt macht.

Co roku 17 maja Ludger Wekenborg i Wolfgang Schindler, założyciele stowarzyszenia Kreuz & Queer (W poprzek i na Krzyż), zapraszają na zwiedzanie “cmentarza dla gejów”, jak podobno potocznie nazywa się tę piękną nekropolię. Ta data nie jest przypadkowa, tak jak nie jest przypadkowy 4 maja (may the Force be with you) czy 14 marca (liczba π – 3, 14). 17 maja to przypomnienie § 175 niemieckiego kodeksu karnego, który przewidywał karę więzienia za stosunki homoseksualne między mężczyznami. Paragraf zniesiono dopiero w roku 1994.

Na razie chodzę sobie samopas.


Ci dwaj są niezwykle deklaratywni, a pochowano ich we wspólnym grobie z kotem imieniem Felix Felis. Przejedzeni życiem, przepici śmiercią oraz Używanie rozkoszy chciałoby nieśmiertelności, śmierć ją ma – głoszą napisy na tablicy stojącej nad grobem. Kolejne napisy znajdują się na kamieniach leżących na grobie. “Das Ende des Schweins, ist der Anfang der Wurst” (gdzie kończy się śwnia, tam zaczyna się kiełbasa), to tłumaczenie pewnego łacińskiego przysłowia, przypominające najważniejszą książkę Seyfartha: “Schweine müssen nackt sein” (Nagie świnie). Seyfarth (1953-2000) był jedną z wybitnych osobistości świata LGTB w Berlinie. Słynna była zwłaszcza jego błękitna, psychodeliczna trumna, która stała w jego mieszkaniu i w której go potem pochowano.

***
Jest ciepły dzień lutowy. To oczywiste, że cmentarz pełen jest kwitnących wiosennych kwiatów. Ale o dziwo są i grzyby.

***
Ciekawy zamysł urządzenia grobu znajduję przy murze cmentarnym, gdzie pochówków dokonuje się w obrębie starego grobowca. Dawny właściciel grobu, major armii niemieckiej, pozostał jako patron na głównej płycie, przed nim miejsce na osiem pochówków w urnach.


9 mężczyzn, 1 grób, 8 urn…

Grób majora Marcuse odnowiła grupa ośmiu przyjaciół, którzy postanowili, że po śmierci chcą leżeć we wspólnym grobie. Większość z nich jeszcze żyje, na kamieniach są ich imiona, czasem nazwiska, daty urodzenia. Pusty kamień też ma już właściciela, który jednak nie chce za życia przygotowywać sobie napisu na grobie.
To oni podczas odnawiania grobu majora Marcuse.

***

17 maja. Save this date.

Barataria 105 Don Kichot w każdej książce

Będzie to wpis rozrastający się samoistnie, zgodnie z tokiem lektur. Don Kichot i Sancho Pansa oraz donkichoteria pojawiają się wszędzie. Ponieważ o dziwo przez dwa lata nie podałam tu definicji donkichoterii, postanawiam to czym prędzej nadrobić.

Wikipedia podaje, że: donkiszoteria to postawa życiowa charakteryzująca się marzycielstwem, brakiem rozsądku w ocenianiu ludzi i sytuacji, pragnieniem walki o nierealne cele, nierozsądnym entuzjazmem w podejmowaniu nieosiągalnych zadań oraz walce z urojonymi przeciwnikami (walka z wiatrakami).

Inne tematy baratarystyczne, wyspy, utopie, szaleńcy, będą dalej przedmiotem osobnych wpisów. Tu po prostu będzie można wpisywać cytaty, by je ewentualnie kiedyś wykorzystać. Uwaga – moje lektury nie są niczym uporządkowane. Ze świata zewnętrznego docierają nowości, ze świata własnego – starocie, czytam jak popadnie, czasem kilka książek na raz. Często jedna z nich jest mała, żeby można ją było nosić ze sobą w torebce i czytać w metrze lub poczekalni. Oczywiście pojawi się tu również prasa, podobnie nieregularnie i nieskładnie jak książki. Czytam po polsku, niemiecku i angielsku.


TIP Berlin, 48. Jahrgang, Heft 01/2019 – der Heft mit der berühmten Liste der 100 peinlichster Berliner. Auf dem Platz 13 Andrea Nahles, SPD-Chefin bezeichnet als “Trauerspielerin”. Sie sitzt im Willy-Brandt-Haus in Kreuzberg ihren eigenen Führungsanspruch ab, wie eine Ritterin der traurigen Gestalt.


Lektüre vom Dezember 2018. Tschingis Aitmatow, Dshamilja, Bibliothek Suhrkamp 1973. Aus dem Russischen von Gisela Drohla. Seite 54.

Eines Tages führte Orsomat einen hochgewachsenen, leicht gebückt gehenden Soldaten, der das linke Bein etwas nachschleppte, zu uns aufs Feld. Er hatte den mantel über den Schulter geworfen und machte große Schritte, um nicht hinter Orsomats stämmiher, kleinen Stute zurückzubleiben, die in kurzem Trab ging. Neben den langen, dürren Danijar sah der kleine, lebhafte Orsomat  wie eine ruhelose Sumpfschnepfe aus. Wir lachten laut, als die beiden an uns zukamen.


Lektura z listopada 2018 roku.

Bogdan Rutha, Nasze ciekawe czasy, Wydawnictwo Literackie Kraków 1972. Opowiadania.

“Hotel pięknych kobiet”
Motto: Czujne dzwony strzegą złota.

Rafael Jimenez jak ów natchniony ingenioso hidalgo ujrzał światło dzienne na ponurych, spalonych słońcem, skalistych pustkowiach la Manchy. Po raz  pierwszy zobaczył błękit hiszpańskiego nieba, taki jak z plakatów zapraszających na Fiesta a Malaga, przez okopcone belki pasterskiej chaty w sercu Kastylii, w tej surowej krainie zamków rozsianych po całym jej obszarze, niegdyś dla obrony przed Arabami. Wychował się w kraju zamków, twierdz i licznych starych rodów szlacheckich, w kraju, który zrodził inkwizycję, do krórego nie dotarły dobrodziejstwa najazdu maurów, a który ominęły strumienie złota Inków i Azteków. (s. 13)

Znowu zerknąłem na księdza i Rafaela.
Przez moment wydali mi się dwoma donkiszotami, którzy nadziawszy się na skrzydła wiatraka obracają się razem z nimi i wygrażają sobie pięściami w nadzie, że wpłynie to w jakiejś mierze na bieg owych skrzydeł. (s. 35)


Lektura z grudnia 2018 roku

Jonathan Caroll, Białe jabłka. Magiczna opowieść o miłości na pograniczu życia i śmierci.  Przełożył Jacek Wietecki. Dom wydawniczy Rebis, Poznań 2003.

– Skoro odsyłają mnie tak szybko, to chyba znaczy, że Vincent dowiedział się czegoś ważnego i że nic mu nie grozi. Musiał nauczyć się z nimi walczyć.
Babka skrzyżowała ramiona na piersi i odwróciła wzrok.
– Nie. To znaczy, że ty musisz wracać, bo nie można dłużej czekać. On cię potrzebuje, jesteś jego podporą i nadzieją. Wczoraj ruszyła nagle lawina zdarzeń, którą trzeba powstrzymać, zanim będzie za późno. – Przypomniała sobie, jak na początku drugiej wojny światowej polska kawaleria rzuciła się do bohaterskiej, donkiszotowskiej obrony kraju przed nadciągającymi czołgami Wehrmachtu. Choć Vincent Ettrich nie będzie zmagał się z chaosem sam, to jednak siedział na koniu, podczas gdy jego przeciwnik jechał na bitwę uzbrojony w najnowocześniejszy sprzęt bojowy, jaki kiedykolwiek wmyślono. (s. 242)


Dezember 2018 / Januar 2019 (ein Weihnachtsgeschenk)

Maria Stepanowa, Nach dem Gedächtnis. Aus dem Russischen von Olga Radetzkaja. Suhrkamp 2018.

Kapitel 3. Einige Fotos.

Foto 8. Die beiden Männern stehen etwas näher zum Betrachter. Der großere hat ein Bein vor das andere gestellt und die Händen in den Hosentaschen; sein über die Hose fallendes Hemd wird von einem schmalen Gürtel zusammengehalten, die Locken sind zerzaust. Das ist Sanka, auch Sancho-Pansa genannt, ein Freund und Vrehrer meiner Urgroßmutter Sarra. Der andere Mann ist etwas älter, er trägt einen Kneifer und ein Arbeitshemd aus grobem Stoff, er wirkt bedrückt. Plötzlich geht mir auf, dass ich sein Gesicht kenne: Der Mann heißt Jakow Swerdlow. Zehn jahre später wird er als Vorsitzender des Zentralen Exekutivkomitees das Dekret über den Roten Terror und die “Verwandlung der Sowjetrepublik in ein geschlossenes Militärlager” unterzeichnen. (S. 58)


Januar 2019
Czytam poświęcony Borgesowi numer szczecińskiego eleWatora z drugiego kwartału 2013 roku.

Od razu w pierwszym artykule – Niewierność oryginału – tłumaczka i autorka Marta Natalia Wróblewska trzykrotnie przywołuje Don Kichota, przy czym dwa razy jest to odwołanie do opowiadania Borgesa Pierre Menard, autor Don Kichota.

Podejście Borgesa do sztuki przekładu było pionierskie w stosunku do wielu nrtów dzisiejszej translatoryki, George Steiner, wpływowy teoretyk sztuki tłumaczenia, stwierdził, że opowiadanie Pierre Menard, autor Don Kichota, to “spośród dotychczas powstałych najbardziej przenikliwy, najbardziej zwarty komentarz omawiający zjawisko przekładu”. (…)

W latach 20 Borges oświadczał z pełnym przekonaniem, że wszelka literatura jest autobiograficzna. Zgodnie z tą koncepcją tłumacz powinien starać się maksymalnie zbliżyć do autora, poznać jego biografię i przeżyć jego emocje. Figurę takiego tłumacza zdaje się ucieleśniać właśnie Pierre Menard, autor Don Kichota, który próbuje na nowo stworzyć napisany przez wielkiego mistrza tekst.

Uświadamiam sobie, że znam przecież  to opowiadanie, przypominam sobie nawet, kiedy i w jakich okolicznościach je czytałam, a przecież, mimo iż od ponad dwóch lat zajmuję się Don Kichotem, wcale sobie tego opowiadania nie przypomniałam. Do tego potrzebna mi była przypadkowa lektura, wyciągnięta na chybił trafił z półki pewnego mokrego styczniowego wieczora.

Kilka akapitów dalej autorka pisze, że

Borges był zwolennikiem analizowania przekładu nie jako “dalekiego krewnego” oryginalnego tekstu, jego skażonej lub niedoskonałej wersji, lecz jako pełnoprawnego tekstu literackiego. Może się zdarzyć, że będzie on gorszy od oryginału, może jednak okazać się lepszy. Co ciekawe i kontrowersyjne, tłumacz winien w tej koncepcji być wierny nie autorowi, czy też oryginalnemu tekstowi, lecz niejako jego idei – ma więc prawo korygować pisarza i poprawiać niedociągnięcia jego stylu. O ile pisarz “wymyśla” swoich poprzedników, ofiarowując nowy klucz do interpretacji ich tekstów (vide Kafka i jego poprzednicy), o tyle złumacz może “wymyślać” swojego autora. Dzieło jest bowiem ważniejsze od pisarza, tłumacza czy czytelnika. Tłumacz winien je potraktować jako szkic, który w przekładzie można udoskonalić. Przykładowo Borges przedkładał hiszpański przekład poematu Paula Valery’ego Cmentarz morski, niemiecki przekład Kwiatów zła i angielskie tłumaczenie Don Kichota nad teksty oryginalne.

Nadal styczeń 2019

Postmodernistyczny żarcik. W filmie Björna Runge Żona grają Glenn Close i Jonathan Pryce. Johnathan grał przedtem rolę Don Kichota w słynnym filmie Terry’ego Gilliama Człowiek, który zabił don Kichota – w filmie Rungego odwołuje się więc do cytatu na temat Don Kichota. Ja, mówi główny bohater, pisarz, który się właśnie dowiedział, że został noblistą, ja… nie mam innego wyjścia, jak powołać się na myśl śródziemnomorską i zacytować medytacje na temat Don Kichota. I am I plus my surroundings, and if I do not preserve the latter, I do not preserve myself.
To fragment pierwszej książki José Ortegi y Gasseta, a jednocześnie temat filmu, ale reżyser nie wyjaśnia tego widzowi.
Ortega y Gasset urodził się 9 maja 1883, zmarł 18 października 1955. Był hiszpańskim filozofem i eseistą. Jego dorosłe życie przypada na ciężki okres w historii Hiszpanii, czas upadku monarchii, powstania republiki, wojny domowej i dyktatury. Stworzył tzw. “filozofię życia” (po polsku nazywa się ją witalną, ale mi się nie podoba ta nazwa). Ortega y Gasset nie krył swoich republikańskich przekonań, zwalczał faszyzm, wykorzystując swój wielki autorytet. Został członkiem Kortezów, ale po wojnie domowej wyjechał na emigrację. Przebywał w Holandii, Argentynie, Francji i Portugalii. W 1946 r. powrócił do Hiszpanii, ale nie skorzystał z propozycji objęcia katedry uniwersyteckiej i poświęcił się całkowicie twórczości naukowej. Wiele rozpraw powstałych w tym czasie ukazało się dopiero po jego śmierci. Jego pierwszą książką, wydaną w roku 1914, były Meditaciones del Quijote. Wydawnictwo pisze, że dla wielu badaczy Medytacje to najważniejsza filozoficznie książka Ortegi, który, wychodząc od lektury powieści Cervantesa, buduje cały przyszły system myślowy i aparat pojęciowy i stawia jednocześnie szereg tez (np. o istocie kultury), które wciąż inspirują.

A pani Bovary to Don Kichot w spódnicy.

Luty 2019

Niemożliwe mi się wydaje, że dopiero teraz, po ponad dwóch latach baratarystki, zajrzałam ponownie do Prousta. Gdzie te czasy, że czytałam go co roku? No ale teraz znowu go czytam i zaczynam, czego już od dziesiątków lat nie robiłam – od wstępu Boya-Żeleńskiego, a tam już od razu na stronie 14 ważny cytat:

Snobizm dostępuje w ujęciu Prousta filozoficznej konsekracji. Nie tylko snobizm towarzyski w tradycyjnym znaczeniu tego słowa: Proust jest prawdziwym mistrzem w kombinowaniu jego odcieni; ale snobizm właściwy wszystkim klasom, wszystkim stanom, będący nie czym innym, jak tylko aurą złudy, w jakiej porusza się każdy człowiek. Nieśmiertelną monografią takiej złudy jest Don Kichot Cervantesa; otóż wyobraźmy sobie stu Kiszotów – każdy odmiennego typu – współżyjących ze sobą, a zrozumiemy intencję Prousta.


To tyle, ale, wiemy, wpis będzie rósł. Nie na darmo Don Kichot jest najpoczytniejszą książką na świecie. Na zakończenie ballada Andrzeja Waligórskiego o Zenobim Dreptaku, bo Dreptak to też Don Kichot:

BŁĘDNY RYCERZ

Rycerz Zenobi Dreptak w szmelcowanej zbroi
Stanął zbrojnie i konno u zamku podwoi,
Miał pancerz, hełm i kopię, jak zwykle rycerze,
I miecz, którym uderzył o zamkowe dźwierze!

Hej, odegrzmiało echo o gotyckie blanki!
Skoczył na nogi książę, spojrzał zza firanki,
Skoczył, spojrzał, oniemiał i zadrżał ze strachu;
Stoi pod drzwiami rycerz Dreptak na wałachu!!!

Stoi Dreptak wśród blasków, szczęków oraz zgrzytań
I zasuwa monolog, co się składa z pytań,
O taki: – Hej, kto mężny, odpowiedzieć musi,
Która z pań jest piękniejsza od mojej Magdusi?

Która ma liczko bielsze, mniej zepsute ząbki?
Czyj biuścik przypomina dwa młode gołąbki
Z ryżem? Która jest taka miła, kochana i ładna?
Tutaj struchlały książę wymamrotał: – Żadna!!!

Wówczas rycerz się zachwiał na swoim bachmacie
I rzekł: – Żadna? To szkoda, o kurtka na wacie,
Bo z Magdą już nie mogę! Jestem u sił kresu…
Tu spiął konia i ruszył w dal, szukać adresów…