Samstag 15. Juni, 19:00 Uhr Vernissage und Texte von Tibor Jagielski

Wpisy po polsku
Samstag 15. Juni, 19:00 Uhr Vernissage und Texte von Tibor Jagielski

Ewa Maria Slaska
Lubię irysy. Wszyscy wiedzą, że lubię koty, irysy, poziomki, czerwone sukienki i kolor niebieski. No i Don Kichota. Ale to nie o nim tym razem. Jest lato i wszędzie kwitną irysy, a ja lubię irysy. Jedna z moich przyjaciółek – Danusia Starzyńska-Rosiecka – co roku wynajduje dla mnie jakieś niezwykłe cudo, ale w tym roku przeszła samą siebie. Oto irys Starry night:

Oczywiście nazwa jest zrozumiała sama przez się, ten irys wygląda jak gwiaździste niebo. Tym niemniej możliwe, że można było użyć innego sformułowania, nie wiem, wiem, że Starry night to termin kulturowy, osadzony w trzewiach pop kultury już od wielu lat: Van Gogh, Don McLean, film Kobieli i Welchmanna i … moje skarpetki. W tej kolejności. 🙂

Vincent van Gogh, Gwiaździsta noc, Starry night, Sternennacht, La nuit étoilée, De sterrennacht; olej na płótnie, czerwiec 1889, w zbiorach MoMa w Nowym Yorku (reprodukcja z Wikipedii); artysta przebywał wtedy w zakładzie dla chorych psychicznie w Saint-Paul-de-Mausole i to jest to miasteczko na obrazie, ukazane z perspektywy pokoju Van Gogha.
Don McLean opisał ten obraz w piosence Vincent (Starry night) – w 1972 roku
Starry, starry night.
Paint your palette blue and grey,
Look out on a summer’s day,
With eyes that know the darkness in my soul.
Shadows on the hills,
Sketch the trees and the daffodils,
Catch the breeze and the winter chills,
In colors on the snowy linen land.
Now I understand what you tried to say to me,
How you suffered for your sanity,
How you tried to set them free.
They would not listen, they did not know how.
Perhaps they’ll listen now.
Starry, starry night.
Flaming flowers that brightly blaze,
Swirling clouds in violet haze,
Reflect in Vincent’s eyes of China blue.
Colors changing hue, morning field of amber grain,
Weathered faces lined in pain,
Are soothed beneath the artist’s loving hand.
Now I understand what you tried to say to me,
How you suffered for your sanity,
How you tried to set them free.
They would not listen, they did not know how.
Perhaps they’ll listen now.
For they could not love you,
But still your love was true.
And when no hope was left in sight
On that starry, starry night,
You took your life, as lovers often do.
But I could have told you, Vincent,
This world was never meant for one
As beautiful as you.
Starry, starry night.
Portraits hung in empty halls,
Frameless head on nameless walls,
With eyes that watch the world and can’t forget.
Like the strangers that you’ve met,
The ragged men in the ragged clothes,
The silver thorn of bloody rose,
Lie crushed and broken on the virgin snow.
Now I think I know what you tried to say to me,
How you suffered for your sanity,
How you tried to set them free.
They would not listen, they’re not listening still.
Perhaps they never will.
Ta piosenka kończy polsko-angielski malowany film Loving Vincent z roku 2017; film powstawał przez osiem lat i jest dziełem pary Dorota Kobiela, polska malarka i Hugh Welchman, angielski producent. W ubiegłym roku wyprodukowali oni tą samą techniką film Chłopi. Oba filmy były nominowane do Oskara i oba tego Oskara nie dostały.
Tak to jest.
No i wreszcie wełna i skarpetki.
https://www.nskreativ.de/Opal-Vincent-van-Gogh
Wiele lat temu firma Opal zaczęła sprzedawać wełnę na skarpetki, która była odmierzona wg wielkości stopy i jest to ważne, bo żeby pomysł rzeczywiście dał się zrealizować, z kłębka nie powinno nic zostać. Każdy kłębek reprezentuje proporcje kolorystyczne jednego ze słynnych obrazów artysty, ja dwa razy w życiu w odstępie kilku lat dostałam takie skarpetki: Gwiaździstą noc i Gwiaździstą noc nad Rodanem. Mam te skarpetki do dziś. Skarpetki Gwiaździsta noc nad Rodanem (obraz po lewej na dole, a skarpetki też po lewej, ale na górze) zrobiła Christine Ziegler, Gwiaździstą noc – jakaś pani, która mnie w ogóle nie znała: zrobiła małe skarpetki dla mojego wnuka i duże dla mnie. Kiedyś mieliśmy zdjęcie w tych skarpetkach, myślałam nawet, że było tu na blogu, ale niestety, nie ma zdjęcia.




Samstag 15. Juni, 19:00 Uhr Vernissage und Texte von Tibor Jagielski
Sobota, 15 czerwca – wernisaż i spotkanie autorskie z Tiborem Jagielskim

Romana Brodowskiego






Ewa Maria Slaska
Zawsze musi być ten pierwszy raz, bo jak nie, to piętrzą nam się w życiu przegapione okazje. Tak było też w minioną środę, gdy Tomasz Kycia nagrywał z kilkoma osobami z czterech pokoleń audycję i podcast o tym, jak to jest, być i żyć w Europie. Był Jakub, świeżo upieczony maturzysta, była Marlena, młoda dziennikarka z pokolenia Y, czyli millenialka, był sam redaktor, rówieśnik mojego syna, a więc pokolenie X, no i ja, przedstawicielka baby boomersów. Objęliśmy kolorowe spektrum czterech barw, od niebieskiego, przez różowy i żółty do fioletowego.
Continue reading “Pierwszy raz”Teresa Rudolf
Droga…
Jeden mały krok
do przodu,
do tyłu,
w prawo
w lewo
może
ukraść
wszystko co ważne,
zostawiając odciski
zbędnych marzeń,
błędnych dezycji,
złych wyborów…
…zabawy losu.
A kiedy przyjdzie noc…
Pijana noc aksamitną
ciemnością, kiwając się,
łapiąc świetliki, ćmy nocne,
łaskocze w pięty nietoperze.
Wpada szczekaniem psów,
miauczeniem dzikich kotów,
w śniące, marzące uszy ludzi,
czasem przestraszy, lub ucieszy,
chciałaby otulić bezdomnych
ciepłem, dachem, czernią
anonimowości, bez oczu
ciekawych, najedzonych,
bezwstydnych
pachnących,
zarozumiałych,
krytycznych…
…bez pojęcia.
Ewa Maria Slaska
26 maja, polski Dzień Matki. Dla mnie w Berlinie pechowy dzień. Wstaję rano i wiem, wiem, bo widziałam prognozę i wiem, bo czuję, że po wczorajszych i przedwczorajszych gwałtownych deszczach dziś będzie słoneczny dzień. Za chwilę będziemy umierać z gorąca i przeklinać każdy taki dzień, ale dziś wciąż jeszcze, po zimnej wiośnie i ostatnich ulewach, chętnie idziemy na wiosenny spacer po Berlinie.
Continue reading “Berlin wiosną (2)”Tym razem wpis zawdzięczam nie tylko Eli Kargol, ale i Tomkowi Fetzkiemu, który przysłał mi taki oto obraz, znaleziony, kto wie, może w sieci, ale może bezpośrednio na miejscu, czyli w Muzeum d’Orsay w Paryżu. Uwielbiam to muzem, zatęskniłam więc za Paryżem. Ech… Może namówię wnuka, żeby ze mną pojechał.
PS. Namówiłam.


Honoré Daumier żył w latach 1808–1879 i bardzo często malował Don Kichota. Ten obraz (olej na płótnie) powstał w roku 1867. Podpis głosi, że kiedyś zdobił westybul Muzeum Malarstwa Daubigny w Auvers sur Oise; w roku 1965 został podarowany Muzeum przez baronową Evę Gebhard-Gourgaud. Ciekawe, któremu muzeum, temu w Auvers czy temu w Paryżu?
Piątek 4 lipca, 19:00 – Agata Koch podpisuje powieść “Magnolia“

Teresa Rudolf

***
Radość; radość pogania
śmiechem bez końca…
gdy domino ustawione
z radości, ktoś potrąci…
***
Smutek; ciężko stąpa
w czarnych kaloszach,
topiąc się w swych
jakże czarnych łzach.
***
Żal; zgarbiony w sobie,
w starych, podartych
kapciach, chodzi cicho
sznurując mocno usta.
***
Miłość; cała w makach,
w śpiewie skowronków,
cała przezielona z nadziei,
z zażenowania czerwona…
***
Nienawiść; pełna sztyletów
chowanych po kieszeniach,
spojrzenia pełne arszeniku,
błyskawica w zadaniu ciosu…
***
Samotność; straszy pustką,
przez świat opuszczeniem…
gorącą, najsuchszą pustynią,
też i przeręblą lodową pękającą…
…już nawet
pod ciężarem
małego dziecka.