Bajka o Czerwonym Kapturku

Wersja uwspółcześniona

Na skraju wielkiego lasu mieszkała pewna młoda osoba o imieniu Czerwony Kapturek. Któregoś dnia matka poprosiła ją , by zaniosła babci koszyk świeżych owoców i zdrowych przekąsek oraz butelkę wody mineralnej. Naturalnie babcia wcale nie była chora, przeciwnie cieszyła się pełnią zdrowia psychicznego i fizycznego. Niektórzy ludzie, ulegając freudowskim wyobrażeniom, myśleli, że las jest niebezpiecznym miejscem, Czerwony Kapturek. jednak była wystarczająco pewna siebie i swej prawidłowo rozwijającej się seksualności, by nie dać się zastraszyć. Gdy w lesie Czerwonego Kapturka zaczepił wilk, pytając, co ma w koszyku, dziewczyna odpowiedziała, że niesie zdrowe przekąski dla babci, która jako osoba dojrzała oczywiście w pełni potrafi zatroszczyć się o siebie. A kiedy wilk zauważył, że samotny spacer po lesie nie jest bezpieczny dla tak małej dziewczynki, Czerwony Kapturek odrzekła: “Czuję się do głębi urażona twoją seksistowską uwagą, lecz zignoruję ją, gdyż stereotyp wyrzutka społeczeństwa musiał zniekształcić twój sposób postrzegania świata.”
I poszła dalej.

Continue reading “Bajka o Czerwonym Kapturku”

Don Kichot i Ela (8), czyli irys…

i powrót do Ostrowa Wielkopolskiego

Ela Kargol

Znaleziony przez Elę irys Don Kichot wydaje się najnormalniejszy w świecie, jasnofioletowy, z zółtym runem na płatkach, gdzie mu tam do starry night czy chociażby królowej śniegu.

A jednak to jest właśnie TEN irys. Takie wysokie jasnofioletowe irysy rosły, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, w ogrodzie za domem. Ogród założyła i dbała o niego ciotka mojej mamy, moja ukochana cioteczna babka Karolina Lubliner-Mianowska, przez wszystkich, a więc i przeze mnie, nazywana Karusią. I to od TEGO właśnie irysa zaczęła się moja miłość do tych kwiatów.

Wysoki, chudy, blady, brodaty (tak botanicy nazywają to, co ja nazwałam runem na płatkach) – zaiste zasłużył sobie na swoje imię. Po tych cechach przecież każdy z nas nieomylnie odróżnia Don Kichota od wszystkich innych istot na świecie.

***

Po kilku miesiącach dotarł do mnie zamówiony w marcu katalog “donkichotów” z Ostrowa Mazowieckiego. To było jedno ze świetniejszych znalezisk Eli – małżeństwo państwa Wosiów i ich niezrównana kolekcja “donkichotowskich” grafik i ekslibrisów. Pisałam o nich TU i TU, i jeszcze TU.

Nie kopiuję tu katalogu, nie ma sensu, pokazuję kilka zdjęć. Właściwie przez przypadek na stole, na którym leżał katalog, leżała też książka Andrzeja Banacha o Hasiorze, otwarta na na stronach 82 i 83. Rycina po lewej stronie to “Wizerunek obrazu Pana Jezusa Konającego w Cerkwi Parochialnej Zarwanickiej na Podolu Cudami słynącego. od W. Atanazego Szeptyckiego, Metropolity Całej Rusi roku 1742 approbowanego”, a po prawej rzeźba Hasiora, Krzyż III.

Jakoś i ten Hasior, i ten Jezus, i ten jego krzyż pasują mi bardzo do Don Kichota, więc wstawiam tu te zdjęcia tak, jak je zrobiłam.

Łokcie, tyłki, cycki

Ewa Maria Slaska  

Wydawało by się, że najgorszym zagrożeniem są dla każdego człowieka w mieście,  samochody, autobusy i tramwaje. Ale nieprawda – to inni ludzie. I nie chodzi mi tu o jakieś metaforyczne wojny wszystkich przeciw wszystkim, jak nie przymierzając u Hobbesa, albo tyrmandowską wizję Warszawy, gdzie za każdym rogiem czai się zły facet z cegłówką. W ogóle nie chodzi mi o atak. To czym zagrażają ludzie to fakt, że… są. Są sami dla siebie i nie obchodzi ich świat naokoło. Nie patrzą, nie uważają i nic ich nie rusza. Są tak, jak im jest wygodnie.

 

Continue reading “Łokcie, tyłki, cycki”

Uwolnienie

 …Juliana Assange – zdjęcie sprzed 10 lat… Lech Milewski


Od dwóch dni to główny temat w australijskich mediach.

Julian Assange – podaję link do anglojęzycznego wpisu Wikipedii – KLIK, gdyż wpis polski jest bardzo ubogi – KLIK.
W anglojęzycznym wpisie pojawia się powiadomienie – artykuł jest aktualnie przedmiotem zmian….
Rzeczywiście, w chwili gdy zacząłem ten wpis internet podpowiadał:
– godzinę temu (czyli około 2 rano w Polsce) Julian Assange pleaded guilty – przyznał się do winy.
– 22 minuty temu – sąd zaakceptował przyznanie się do winy.

Continue reading “Uwolnienie”

Warszawa w czerwcu

Ewa Maria Slaska

Zdjęcia: Konrad

Byłam w Warszawie. To miasto, jak wiadomo, ludzi spoza Warszawy z reguły nie zachwyca. Tymczasem jednak zachwyciło. Samą mnie to zdziwiło, ale cóż, to jest fakt. Podobała mi się pogoda (nie za zimno i nie za gorąco, choć nie jest to oczywiście zasługa Warszawy), podobali mi się ludzie (nie mam na myśli przyjaciół, to oczywiste, że są mili; jak to twierdził Heinrich Böll: mili ludzie zawsze się przyjaźnią z miłymi ludźmi – mam nadzieję, że to prawo działa w obu kierunkach), ale podobali mi się ludzie na ulicy, w metrze, w autobusie (tylko raz w ciągu dziesięciu dni usłyszałam, jak przechodnie klną; rzecz w Berlinie nie do pomyślenia – spotykani w mieście Polacy rzucają mięsem bez opamiętania) i podobało mi się samo miasto, jego eklektyczne budynki, jego szarość, a często i bieda przemieszane z blichtrem hipsterskich wieżowców. To świetny melanż. Na każdym rogu można by kręcić film.

Continue reading “Warszawa w czerwcu”

Lesba. Rocznik ’87

Z tym dorastaniem w latach 90. było tak, że człowiek już bardzo chciał liznąć tego zachodniego blichtru, który wydawał się na wyciągnięcie ręki, ale jednak do końca nie mógł. W czerwonych kioskach kupowało się podróby kaset Michaela Jacksona i miało się wrażenie, że już nic lepszego człowieka w życiu nie spotka. Słuchało się ich na cudem zdobytym Walkmanie, modląc się, by taśma przypadkiem się nie wciągnęła. Można było ją potem próbować ratować ołówkiem żmudnie nakręcając ją z powrotem na szpulę – ale pewności, że będzie grała jak przedtem nie miał nikt. To były emocje większe niż na finale Mistrzostw Świata.

Continue reading “Lesba. Rocznik ’87”

Pytania bez śniadania

Ewa Maria Slaska

Kiedy?

Ktoś wspomniał ostatnio w rozmowie Jana Pawła II i to, że coś zdarzyło się właśnie wtedy, gdy w Polsce zaczął się chwiać jednolity dotychczas monument papieski. Zaczęło się okazywać, najpierw, że wiedział, a potem, że krył pedofilów. My, ludzie z lewicowej bańki, wymawiamy to zazwyczaj jednym tchem, “papieżkryłpedofilów” i nie przywiązujemy do tego większej wagi. Ta homerycka przydawka, coś w rodzaju Zeusa Gromowładnego albo Eos Różanopalcej, skłania nas do zastanowienia tylko wtedy, gdy rozpatrujemy sprawy takie jak w Klerze Smarzowskiego albo Nie mów nikomu Siekielskich. Ale ja akurat tym razem nie miałam w głowie żadnej takiej sprawy i sformułowanie “papież wiedział” uderzyło mnie swym całkiem odmiennym sensem. Można by go określić zaimkiem “kiedy?”, koniecznie ze znakiem zapytania.

Continue reading “Pytania bez śniadania”

Barataria – wyspa za ukradzione pieniądze

Ewa Maria Slaska

Film Zwei zu eins (Dwa do jednego)

Mojej siostrze Kasi – kiedyś tam byłyśmy 🙂

Film ZWEI ZU EINS pojawi się w kinach niemieckich 25.7.2024.

Film o enerdowskich pieniądzach. O tym jak kapitalizm potrafi nadać wartość temu, co już tej wartości ponoć nie ma. I co można z tym zrobić. Dziennikarze mogli obejrzeć film wcześniej. Materiały prasowe, jakie otrzymaliśmy przed pokazem, to pięć enerdowskich banknotów 500-markowych. Możliwe, że to podróba, ale, po obejrzeniu filmu, można zadać sobie pytanie, czy to jednak nie jest prawdziwy pieniądz – porządnie wyprany i wyprasowany. Tak czy owak dla zwykłego człowieka wartości całkowicie bez wartości. I znowu, po obejrzeniu filmu, można sobie zadać pytanie, czy aby na pewno, po 34 latach zupełnie bez wartości.

Może wciąż jeszcze można je spożytkować, tak by przyniosły zysk.

Continue reading “Barataria – wyspa za ukradzione pieniądze”

Ach, ta natura


Samotność kwiatu

Czemu stoisz taki sam,
w deszczu i na wietrze?
Czy czekasz na kogoś
czy opłakujesz odejście?

Stoisz dumny, samotny,
patrząc losowi prosto
w te chytre jego oczy,

mierzycie się na siły?

A może Ty płaczesz
nad kwiatowym rajem,
wiatrem deszczowym
wywianym już w nicość...


Narcyzowy księżyc

Kocha swe odbicie srebrne 
w wodach wszechświata,
takie tajemnicze, chłodne
codziennie w innej twarzy…

A pluskając się cicho w nocy,
liczy wszelkim rybom łuski,
stroi się florą posplataną…
Ależ próżny ten facet.

Podglądając nocne światy,
zagląda ludziom  w okna,
czasem komuś i w oczy,
bawi kwiatami balkonu…

Uwodzi na niebie gwiazdy,
będąc srebra świadomym, 
narcyz zapatrzony w siebie
każdym uczuciem pogardza.

Ale rankiem, gdy wchodzi
w majestacie słońce złote,
rozpływa się w tym srebrze,
w tej ciszy, w tym chłodzie…

Stadion Olimpijski w Berlinie

Ela Kargol

Jest trzecim co do wielkości stadionem w Niemczech, po Dortmundzie i Monachium.


Podczas tegorocznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej mężczyzn rozegrane będzie na nim sześć meczy, w tym ten najważniejszy finałowy.

Polska drużyna na pewno raz wbiegnie na olimpijski stadion w Berlinie.


W swojej naiwności, że wejdę, że zobaczę, przyszłam pod stadion kilka dni przed rozpoczęciem Euro. Chciałam spojrzeć z bliska na dekoracje, wejść bramą wschodnią, tą z zawieszonymi u góry kołami olimpijskimi lub chociaż przed nią stanąć. A tu z każdej strony płoty, bardzo kolorowe, a kolory złożone z barw flag 24 drużyn biorących udział w Euro. Miły policjant nie bardzo wiedział, czy przejdę, czy nie. Panowie z ochrony chodzili jakiś czas za mną, nie rozumiejąc, po co tu chodzę.


Nie bywałam na tym stadionie, ani na meczach, ani na koncertach, ani na mszach. Przyszłam go obejrzeć dopiero po lekturze książki Daniela Lisa Stulecie przeszkód. Polacy na igrzyskach. Chciałam z bliska zobaczyć monumentalną architekturę czasów nazizmu, lożę führera, rzeźby ustawione wokół. Obejrzałam, a zachwycił mnie błękit nieba nade mną, niebieska bieżnia i zielona murawa pode mną. A potem widok z wieży dzwonniczej na Pole Majowe. Olimpijski dzwon się zachował, dzwonnica jest nowa, odbudowana z żelbetu na starych fundamentach według projektu starego architekta, Wernera Marcha.


W tym miejscu kiedyś był Stadion Niemiecki (Deutsches Stadion), wtedy jeszcze nie w Berlinie tylko w Charlottenburgu, późniejszej dzielnicy Berlina. Wybudowany na olimpiadę, która się nie odbyła. Wielka Wojna pokrzyżowała szyki i wyeliminowała Niemcy na jakiś czas z możliwości organizowania igrzysk. Ale już po 10 latach od zakończenia wojny Berlin mógł się znowu starać o prawo bycia gospodarzem Olimpiady.

Decyzję o ponownym przyznaniu Berlinowi prawa do organizacji Igrzysk Olimpijskich podjęto 26 kwietnia 1931.

Plany były, żeby Deutsches Stadion rozbudować, przebudować, dostosować do większych potrzeb i większych planów III Rzeszy. Hitler jednak postanowił go całkowicie zburzyć. I na jego miejscu zbudować całkiem nowy, dużo większy, na miarę swojej Germanii. Nie wszystko wyburzono. Nie tak dawno pod zwałami piasku odkryto kolumnady starego stadionu. Ustawiono je ponownie.


Głównym projektantem nowego stadionu został syn architekta stadionu starego, Werner March. Na polecenie Hitlera jednym z doradców Marcha był Albert Speer. Stadion został otwarty 1 sierpnia 1936 roku z okazji XI Igrzysk Olimpijskich, po 28 miesiącach budowy. Igrzyska Olimpijskie otworzył sam Adolf Hitler. Polska zdobyła wtedy 22 medale. Jedną z medalistek była Maria Kwaśniewska, oszczepniczka, brązowa medalistka. Osobiście gratulował jej sam Führer.

Po tylu latach, mimo licznych przebudów, remontów, udoskonaleń, stadion nadal przypomina historię i czas w którym nazizm zadomawiał się już wszędzie, nie tylko w architekturze.


Mecz Polska – Austria rozpocznie się w piątek, 21.czerwca o godzinie 18:00 na Stadionie Olimpijskim w Berlinie.

W tym zgiełku i zamieszaniu, owacjach i śpiewach trudno będzie się przyglądać architekturze stadionu. Ale może kiedyś po meczach wygranych i przegranych warto tu przyjść dla samego stadionu i jego historii.

***

PS. A dziś, już zaraz, bo od 6 do 9 rano, możecie odwiedzić studio radia 357, które ulokuje się tego poranka w Polskiej Kafejce Językowej i zaprasza na rozmowy, refleksje i śniadanie.