Ponidzie, kraina i ludzie

Tadeusz Rogala

Dwóch chłopców znad tej samej rzeki


Rzeki inspirują. Nawet te, które są niewiele większe od płynącego strumyka. Nad rzekami rozwijało się osadnictwo — żywiły ludzi i umożliwiały im przemieszczanie się. Niekiedy także dzieliły regiony i społeczności.
Jedną z takich rzek — a właściwie rzeczek — jest Jawornik, wpadający do Nidzicy, a ta z kolei do rzeki-matki, Wisły. Nad Jawornikiem, na południowym Ponidziu, w sąsiadujących ze sobą wsiach dorastało dwóch nieprzeciętnych chłopców: jeden w Prokocicach, drugi w pobliskich Kaczkowicach.
Obaj urodzili się w Kazimierzy Wielkiej — w tym samym roku i w tym samym budynku, ponieważ znajdowała się tam jedyna regionalna porodówka. Dorastali w sąsiednich wsiach, bawili się nad Jawornikiem, a następnie przez cztery klasy szkoły podstawowej siedzieli w jednej ławce w szkole podstawowej w Prokocicach, by kolejne cztery lata kontynuować naukę w tzw. tysiąclatce w Dobiesławicach.
Na południowym Ponidziu rozpoczęli życie, by po latach na stałe zamieszkać w amerykańskim Chicago. W gruncie rzeczy trafili „do swoich”, gdyż od dziesięcioleci właśnie to miasto było celem emigracji mieszkańców Ponidzia. Trudno znaleźć na Ponidziu osobę, która nie miałaby w Chicago krewnego lub bliskiej rodziny.
Obaj wyrastali w kulturze chłopskiej — w świecie uporządkowanym, toczącym się według od wieków utrwalonych schematów. Nie był to świat skomplikowany: rytm życia wyznaczały pory roku oraz praca w polu. Ludzie może nie byli wysoko wykształceni ani obyci w szerokim świecie, lecz posiadali zdrowy rozsądek i doskonale wiedzieli, co w życiu jest najważniejsze, co ważne, co mniej istotne, a co można pominąć. Ich sposób myślenia był prosty, ale głęboko logiczny. Byli uczciwi, kierowali się honorem i ponad wszystko cenili prawdę, dobroć oraz prawość.
Rodzice obu chłopców mieli świadomość, że najlepszą inwestycją jest inwestycja w człowieka. To oni wspierali i mobilizowali synów do nauki, wysyłając ich do szkół, aby mogli piąć się wyżej w hierarchii społecznej.

Continue reading “Ponidzie, kraina i ludzie”

Przepływy niepokoju,

Matylda Wikland

bądź poszatkowane: wadliwe serce, wadliwe końce i der Katzenaugennebel.

Gdyby na przykład powszechnie wierzono, że Ren w jakimś celu zaczął płynąć od ujścia do źródeł, to już sama ta wiara byłaby jakimś faktem, mimo że jej treść, rozumiana fizycznie, musiałaby uchodzić za stwierdzenie skrajnie niewiarygodne.

C. G. Jung (tłum. R. Reszke)

1.

Dziewczyny z mojego roku zaczęły dostawać wezwania do Komisji Wojskowej. Na uczelnianych korytarzach rozmawiamy o tym, ile miesięcy przed komisją można załatwić poświadczenie o poważnej jakiejś wadzie zdrowia, aby nie dostać po głowie za uchylanie się od patriotycznego obowiązku kiśnięcia w podziemiach budynku rekrutacji w oczekiwaniu na przejście przez tę jedną scenę otwierającą co drugi tzw. film wojenny. A było pójść na polonistykę czy coś takiego, żartuje jedna z nas (no tak, a nam się zachciało kierunku ważnego strategicznie…). Weź nawet nie mów, mózgi by nam zwiędły jak nic, odpowiada inna. Ja, owego czasu pielęgnująca w sobie myśl o studiach teologicznych, pozostaję cicho. Siedzimy w budynku uczelni wciśniętym między kościół i hospicjum, i dyskutujemy o zasadach mobilizacji wojskowej.

Continue reading “Przepływy niepokoju,”

O seksie, wolności i podróży do Berlina

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Czyli

Faul w polu karnym (cd.)

W  1994 roku  Lech Wałęsa przenosi siedzibę prezydenta z Belwederu do pałacu na Krakowskim Przedmieściu.  Zaczyna się okres prezydentury okrągłostołowej. Kolejni prezydeci to znaczy Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław  Komorowski są niewątpliwie prezydentami  okrągłostołowymi. O Andrzeju Dudzie nie można już tego powiedzieć, a na pewno z ducha nie był  okrągłostołowy. Po Dudzie przychodzi Karol Nawrocki. Jawnie zrywa z  okrągłym stołem wyrzucając go z pałacu i obwieszczając  koniec postkomunizmu. Nie obwieścił co dalej.  Możemy się tylko domyślać, widząc miting kończący pielgrzymkę kibiców do Częstochowy na Jasną Górę.

Continue reading “O seksie, wolności i podróży do Berlina”

Frauenblick aufs Meer

Monika Wrzosek-Müller

Eine Woche an der polnischen Ostseeküste

Gerade war es nicht voll, die Winterferien fangen in Polen erst nächste Woche an, am 02. Februar. Dann kommen ganze Kinderscharen mit ihren Großeltern. Der Beruf der Großeltern hat in Polen offensichtlich nichts an Attraktivität, Intensität und Popularität verloren. Jetzt sitzen im Essraum, vereinzelt oder zu dritt, höchstens vier ältere Damen, auch einige Herren sind dabei. Sie alle wollen von der guten Luft, dem Essen, Schwimmbad und Sauna, manche auch manchmal von einigen Kuranwendungen profitieren. Das alles verspricht hübscher, jünger, vielleicht auch klüger zu werden und länger leben zu können, daher scharen sich alle um den Schönheitssalon und den Massageraum. Nehmen auch die Anwendungen unheimlich ernst, kommen pünktlich, sorgen sich um entsprechende Kleidung. Die Liebe zur Sportkleidung, je nach Sportart und Wetterbedingungen, nimmt manchmal groteske Ausmaße an; dann werden vier paar Schuhe statt zwei angeschleppt, drei verschiedene Hosenarten, extra Unterwäsche etc. – nach dem Motto, alles wichtig, es gibt kein schlechtes Wetter. Und wenn die Damen an die obligatorischen Tanzabende, früher Dancing genannt, denken, kommen für eine Woche Aufenthalt ein riesiger Koffer und diverse Taschen zum Einsatz. Die Ernsthaftigkeit und das Einhalten aller Regeln sind vielleicht Überbleibsel der sozialistischen Sanatoriumsaufenthalte, die ein Segen für die überarbeitete Arbeiterklasse waren, die aber mit strenger Disziplin für die Durchführung der Anwendungen und mit rigiden Formen von Diäten für Erholung sorgten. Wer erinnert sich nicht an die riesigen Gebäude, die Erholungsheime für Bergleute, Eisenhüttenarbeiter und diverse anderen Berufsgruppen, hübsch getrennt je nach Regionen, je nach Kombinat, nach Berufen etc….

Ich beobachte das Treiben um das Buffet immer sehr genau, da ich leider nicht allzu sehr schlemmen kann (mein Magen streikt seit einiger Zeit), und ich stelle fest: meine lieben Landsleute, vielleicht wirklich mehr die Männer als die Frauen, werden immer dicker. Sie essen unheimlich viel, so als ob man auf Vorrat essen könnte, für schlechte Zeiten, für später. Die Batterien von leeren Flaschen, die vor den Zimmertüren stehen, zeugen von wirklich exzessivem Alkoholkonsum. Statistisch gesehen leiden in Polen 62% der Männer und 46% der Frauen an Übergewicht. Im Vergleich sind die Polen damit ziemlich nahe an die Deutschen herangerückt, wo 67% der Männer und 53% der Frauen sich mit dem Problem herumschlagen. Noch vor zehn, sogar vor acht Jahren waren die Polen eindeutig schlanker, dünner… so manifestiert sich jetzt der Wohlstand. Doch sie haben ihre Redseligkeit und Kontaktfreudigkeit beibehalten und auch wenn manche Scherze, Witze mir nicht gefallen, hört man das lange Lachen immer wieder.

A apropos Wohlstand: Auch die Meeresküste wird jetzt mit Zäunen, abgesteckten Wegen in den Kiefernwäldern und Holzbrücken domestiziert. Man spaziert nicht einfach über die Dünen an den Strand, sondern geht geordnet über einen meist gepflasterten Weg mit etlichen Bänken, ansonsten ist das Betreten der Dünen verboten; manchmal an besonders hohen steilen Küstenabschnitten ragt eine Aussichtsplattform aus. Mir ist das oft zu viel, die Landschaft wird so vielleicht ökologisch geschützt, andererseits verscheuchen zu viele solcher Maßnahmen die Natürlichkeit der Umgebung. So ist es in meinem Ostseebad.

Ein besonderes Highlight bildet für mich der kleine Jacht- und Fischereihafen an einem kleinen Flüsschen, das das Meer mit einem See im Hinterland verbindet; hier liegen immer zwei kleine, modernisierte und sehr schön angestrichene, also malerische alte Fischkutter. Einer war immer, abends, vor Sonnenuntergang nah an der Küste auf Fang. Die frischen Fische werden auch jetzt im Winter in der kleinen Räucherei verarbeitet, jeden Tag frisch! Erstaunlich, ich habe erfahren, dass es den Baltischen Lachs [salmo salar] gibt und der wird eben da gefangen, geräuchert und gegessen; eine unwiderstehliche Delikatesse.

Vor Jahren, als kleines Mädchen, war ich in dieser Gegend im Sommerferienlager und ich war damals begeistert von der unberührten Natur; daran kann ich mich noch gut erinnern, an das Gefühl der totalen Freiheit auf den riesigen hellen Stränden. Offensichtlich war das Wetter damals gnädig, denn ich kam braungebrannt nach Hause und wurde die kleine Negerin genannt. Auch später, schon als Studentin besuchte ich Kołobrzeg, fand aber jetzt wie damals, dass das Städtchen im Zweiten Weltkrieg katastrophal zerstört worden war und alle Wiederaufbauten aus den sechziger, siebziger Jahren ziemlich hässlich und für mich urbanistisch wirklich nicht gelungen waren. Jetzt neben alten, schön renovierten Bürgerhäusern stehen Reihen von sozialistischen Wohnblocks, die leider nichts zur Schönheit des Ortes beitragen; auch der sorgfältig angelegte und noch in der Weihnachtsbeleuchtung blinkende Park, konnte mich nicht begeistern. Nur die riesige fünfschiffige Backsteinhallenkirche Mariä Himmelfahrt in der Altstadt versetzte mich in Staunen; der Kolberger Dom ist um 1300 entstanden, ich vermutete eine Wehrkirche, doch angeblich wurden diese Kirchen im Mittelalter als sichere Verwahrungsorte für Handelswaren benutzt. Ähnlich große Kirchen gibt es in Prenzlau oder auch Frankfurt/Oder, ihre Größe erstaunt mich jedes Mal.

Der riesige Leuchtturm wurde nach dem Krieg wiederaufgebaut und er zeugt von der Wichtigkeit des Orts als Seehafen: es gibt auch eine lange Seebrücke. Die Uferpromenade mit den brutalistischen Hotels fand ich damals und jetzt eher scheußlich. Doch Kołobrzeg erfreut sich großer Popularität sowohl bei deutschen als auch bei polnischen Touristen, am Strand und auf der Seebrücke waren auch im Januar viele Leute unterwegs; es gab sogar, trotz des kalten, feuchten, nebligen Wetters Schiffsausflüge. Im Sommer fahren die Schiffe bis zum dänischen Nexo auf der Insel Bornholm, jetzt waren es nur kurze Seerundfahrten.

Ich schwelgte diesmal in Erinnerungen, Nicht nur die Nähe zu den kleinen Orten aus der Kindheit und den Sommerferien hat mich so gestimmt. Auch die vielen Podcasts und Interviews, die ich auf Polnisch jeden Tag hörte, animierten mich dazu. Erstaunlich für mich war zu sehen, wie sehr in Polen meiner Generation gehuldigt, an sie erinnert wird. Diese Kultur der Zugewandtheit zur Erinnerung an die Verstorbenen, aber auch an die noch Lebenden gibt es in Deutschland viel weniger. In Polen gibt es unzählige Programme in TVP mit Erinnerungen und Assoziationen, auch musikalischen, Dokumentationen über der Generation Solidarność und die früheren. Altbekannte Schauspieler und Sänger treten ständig vor die Kamera, dazu gibt es unzählige Podcasts; es sind Leute mit denen ich groß geworden und jetzt gealtert bin. Sie sind immer noch präsent, haben Gewicht, werden gefragt und vielleicht wird auch auf sie gehört. In ihrem Alter haben sie lange Erfahrung und die teilen sie mit dem jungen Publikum. Magda Umer, Agnieszka Osiecka, Maryla Rodowicz, Daniel Olbrychski, Anna Nehrebecka, Maja Komorowska, Krystyna Janda, Beata Tyszkiewicz, Jerzy Stuhr, auch alle die Sänger und Sängerinnen: Irena Santor, Marek Grechuta, Maanam, Kora, Perfekt, sogar Karin Stanek, Skaldowie oder Czerwone Gitary, Alibabki, Trubadurzy, nicht zu vergessen Czesław Niemen. Am Anfang dachte ich, es muss nicht immer so positiv sein, dieses Erinnern und sie auf ein Podest zu stellen, denn dann haben die nachkommenden Generationen weniger Platz, haben Schwierigkeiten sich gegen diese guten, wirklich mit hoher Qualität begnadeten Künstler durchzusetzen, bis ich Maryla Rodowicz mit Ralph Kaminski singen sah und hörte: „Nie ma jak pompa“ da lernt doch der eine von dem anderen und der Zuhörer profitiert enorm.

So ist die Woche an der polnischen Ostsee schnell vergangen…

Mała Mi a pałac prezydencki RP

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Faul w polu karnym

Przyglądając się trzem następnym  okresom w historii pałacu, doszedłem do wniosku, że warto by je połączyć i rozpatrywać razem, co nie znaczy zrównywać. Chodzi o dwudziestolecie międzywojenne, okres okupacji i czasy PRL-u. Zarówno przed wojną jak i po wojnie pałac był siedzibą premiera i rady ministrów. W czasie wojny został przekształcony w hotel i kasyno, nie wiem czy oficerskie czy po prostu kasyno gry.

Continue reading “Mała Mi a pałac prezydencki RP”

Sylwetki Solidarności. Milczanowski.

Ryszard Dąbrowski

Ryszard Dąbrowski o Andrzeju Milczanowskim

Z Andrzejem Milczanowskim poznaliśmy się pod koniec 1977 lub na początku 1978 roku. Dokładna data zatarła się nam obu w pamięci. Zapoznał nas ze sobą Michał Paziewski. Byłem wówczas konstruktorem w Stoczni Szczecińskiej, gdzie pracowałem od 1974 roku. Michał zaprosił mnie na jedno ze spotkań u Andrzeja w których później w miarę regularnie uczestniczyłem. Było nas jedenastu: Artur Frey, Michał Paziewski, Michał Plater-Zyberk, dr Jerzy Słonecki, ks. Waldemar Szczurowski, Jan Tarnowski, dr Mieczysław Ustasiak, Ewaryst Waligórski, Jerzy Zimowski, Andrzej oraz moja osoba, a chyba od 1980 roku dołączył także Ryszard Ukielski. Na spotkaniach tych zapalczywie dyskutowaliśmy na tematy polityczne i historyczne, wymienialiśmy się i pożyczaliśmy sobie prasę i książki tzw. „drugiego obiegu”. Wówczas po raz pierwszy miałem w rękach Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Po powstaniu „Solidarności” te grupowe spotkania, z powodu braku czasu u ich uczestników, umarły śmiercią naturalną.

Continue reading “Sylwetki Solidarności. Milczanowski.”

Małą Mi do Berlina, czyli o seksie, wolności i flagach

Wczoraj publikowałam tu włoski artykuł o tym, że nie mamy już Europy, nie mamy wspólnej europejskiej flagi, flagi w tym sensie, w jakim flaga jakiegoś narodu, symbolicznie go jednoczy w chwili niebezpieczeństwa. Ela, pisząc kilka dni temu o wieńcach ku czci powstańców wielkopolskich, wyraziła nadzieję, że jak dojdzie do niebezpieczeństwa, wszyscy staną wspólnie pod tą jedną flagą, tak jak wspólnie, ci z lewa, ci z prawa i ci ze środka, złożyli “ku czci” identyczne ozdobione flagami wieńce.

Autor jednak, podobnie jak Paulo Rumiz, sugeruje, że się nie da, że flaga NA Pałacu Prezydenta i flaga Pałacu Prezydenta to dwie różne flagi i ich różność nas poróżnia.

Dziś ciąg dalszy tych rozważań:

Continue reading “Małą Mi do Berlina, czyli o seksie, wolności i flagach”

Z ziemi włoskiej do Polski

Monika Wrzosek-Müller nadesłała do publikacji nieco patetyczny, ale do głębi autentyczny list Paulo Rumiza, włoskiego dziennikarza do premiera Tuska, zawierający wielce trafną analizę sytuacji w Europie.

A tu wersja polska, przygotowana przez Chata GPT

Si tratta di una missiva un po’ irrituale, come ammette lo stesso autore, in cui si appella alla Polonia come una sorta di salvatrice dell’Europa. Un testo dai toni gravi e accorati, che qui riporto. È molto lunga e per questo la spezzo in due parti.

Continue reading “Z ziemi włoskiej do Polski”

107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)

Ela Kargol

Dzień po

Jeszcze dywan czerwony przed ułanem leży.
Kwiaty świeże w wieńce ułożone.
A wieńce biało czerwone.

Wieniec z wieńcem się styka.
Kwiat kwiata dotyka.
Szarfa z lewej strony wije się na prawo.
Przybył wódz, wszyscy biją brawo.

Potem stoją w szeregu,
do hymnu, do roty
Ramię w ramię,
Kwiat w kwiat,
Brat w brat,

Pieśń w pieśń,
Raca w racę.
Nieś się pieśni nieś!
Wołają rodacy!

Pieśń się rzeczywiście poniosła, całkiem możliwe, że ponad podziałami.

Continue reading “107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)”