W roku 1985 odkryłam, że jestem Żydówką. Nikt mi tego nie powiedział, doszłam do tego samodzielnie. Z jednej strony były moje sny i skojarzenia. W snach coraz częściej pojawiała się sprawa, że mama i ja musimy iść na piechotę do obozu koncentracyjnego, a może obozu zagłady. W tych snach nigdy tam nie dochodziłyśmy, co odpowiadało rzeczywistości, bo mama nie była ani w getcie ani w obozie. Ale groźba, że tam zostanie wysłana musiała jej ciążyć przez całe życie. Tak ciążyć, że dostałam ją również ja.
Hier gab es zeit lang die Rede zu Tibor Jagielskis Beerdigung zu lesen, die auch bei seiner post hum Ausstellung im SprachCafé Polnisch gekürzt und verändert vorgelesen wurde und die wir leider im Juli 2025 entfernen müssten.
Was uns bleibt, ist seine Lieblingsmusik: „Winterreise“ von Schubert.
Dwa lata temu Boże Narodzenie zbiegło się z żydowską Chanuką (w tym roku też tak jest – Chanuka zaczęła się w pierwsze święto). Chanuka, żydowskie Święto Świateł, jest świętem ruchomym obchodzonym pomiędzy listopadem a grudniem. Genezą święta są wydarzenia z roku 165 (lub 164 p.n.e.), kiedy władca Syrii i Palestyny, Antioch IV z hellenistycznej dynastii Seleucydów postanowił zmusić Żydów do porzucenia wiary mojżeszowej i przyjęcia obyczajów greckich. Władca złupił Świątynię w Jerozolimie i 25 dnia miesiąca kislew ustawił w niej ołtarz Zeusa, co było świętokradztwem i stało się przyczyną wybuchu powstania Machabeuszów. W trzy lata potem powstańcy zwyciężyli i symbolicznie tego samego dnia, 25 dnia miesiąca kislew odzyskali Świątynię. Była jednak zbeszczeszczona i trzeba było jednak dokonać jej rytualnego oczyszczenia, a to wymagało palenia świętej oliwy przez osiem dni. Taką oliwę oczyszczał kapłan i potrzeba było czasu. W Świątyni odnaleziono jednak tylko jeden dzban takiej oliwy, co wystarczyłoby zaledwie na jeden dzień. Mimo to płomień utrzymał się przez osiem dni. Taki był cud chanukowy.
Na tę pamiątkę w śwuięto Chanuki codziennie zapala się jedną świeczkę więcej, śpiewa się, a potem, jak to w święto, zjada coś smacznego, przy czym koniecznie trzeba też jeść ołatki (latkes), czyli placki ziemniaczane lub racuchy, w dzisiejszych czasach często zastępowane pączkami lub donatami. W każdym razie musi to być coś tłustego, smażonego w tłuszczu. Gdy wiele lat temu byłam w święto Chanuki w Jerozolimie, w całym mieście bladzi chłopcy z długimi pejsami rozdawali przechodniom pączki, a jedno światełko więcej zapalano codziennie w wielkim świeczniku na dachu izraelskiego sejmu.
W pierwszy dzień Chanuki 2022 roku, 19 grudnia zakwitł storczyk. Kwitł przez całe Boże Narodzenie, a ja codziennie w wielkim świeczniku chanukowym zapalałam jedną świeczkę więcej.
Nasze rodzinne święta od wielu lat spędzamy tak, że Wigilię obchodzimy razem, ale potem syn, synowa i wnuk odwiedzają swoich znajomych, a ja odwiedzam lub przyjmuję swoich. Dla porządku dodam, że mieliśmy nie tylko kwitnącego strorczyka, ale choinkę, wieniec adwentowy i chanukaję, czyli specjalny świecznik żydowski.
26 grudnia, w ostatni dzień Chanuki, zebrało się nas u mnie w domu sześcioro. Troje niewierzących polskich katolików, dwoje niewierzących polskich katolików z żydowskich rodzin i jeden niewierzący żyd z Izraela. Fanstastyczne towarzystwo do świętowania zarówno adwentu, jak Bożego Narodzenia i Chanuki. Najpierw zapaliliśmy ósmą świeczkę, potem nasz Izraelczyk wygłosił błogosławieństwa chanukowe po hebrajsku, a nasz polski żyd – po polsku. Potem zapaliliśmy światełka na choince i poprawiliśmy świece w wieńcu. Zasiedliśmy do stołu i spałaszowaliśmy wszystkie resztki świąteczne, i te polskie, i te żydowskie, i niemiecką sałatkę ziemniaczaną, a ponieważ działo się to w Berlinie, to potem niemieckim, protestanckim wzorem zagrzaliśmy sobie dzban wina z przyprawami, usiedliśmy z kubkami wokół stołu i przez kilka godzin śpiewaliśmy kolędy.
Nasze listopadowe spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej jest ważne. Przyjdźcie, porozmawiajcie, opowiedzcie, posłuchajcie.
My trzy Ewa Maria Slaska, Elżbieta Kargol, Krystyna Koziewicz zapraszamy na spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej
w piątek 15 listopada o godzinie 19
Schulzestr. 1 13187 Berlin – Pankow Stacja kolejki Wollankstrasse
Pejzaż bez ciebie
Długie jesienne wieczory pełne nostalgii, wspomnień, tęsknoty.
Zaduszki, Święto Zmarłych, to może najsmutniejsze dni w roku. Wspominamy naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, którzy byli z nami tak jeszcze niedawno i odeszli. Czas zadumać się nad życiem.
W tym szczególnym miesiącu – listopadzie spotykamy się raz do roku w SprachCafé Polnisch, aby porozmawiać o nich właśnie, o tych, którzy żyli wśród nas i odeszli. W minionym roku byli to Tibor Jagielski, Magdalena Milenkowska, Ewa Wanat, Leszek Szaruga. Bardzo nam ich brakuje.
My Trzy, Ela, Ewa i ja, Krystyna zapraszamy na rozmowę o nich! Każde odejście zawsze jest za wcześnie, zwłaszcza gdy śmierć przychodzi znienacka i zabiera nam bliską osobę. Każda z tych osób zostawiła w naszej pamięci trwały ślad, chcemy okazać wdzięczność za chwile, które dane nam było z nimi spędzić, za spotkania, rozmowy, dobre słowa, ich obecność na naszej ścieżce życia. Żyjecie w naszej pamięci!
Wydaje się, że nie można się pogodzić z tym, iż odeszli tak nagle, za wcześnie. Lecz jeśli się spojrzy na ich drogę życia, to ma się przekonanie, że zostawiając po sobie dobre wspomnienie nie odeszli bezsensownie, nie umarli ostatecznie.
Przygotujemy puste miejsce – krzesło dla nieobecnych, na którym usiądą ci, którzy nam o nich opowiedzą. Chcemy ich zapamiętać jako ikony polskiej emigracji, wyjątkowe osobowości, swoim życiem tworzyli wielkie dzieło, stali się częścią życia Polaków w Berlinie.
Póki nasza pamięć trwa, oni są wśród nas! Człowiek żyje tak długo, jak długo żyje pamięć o NIM!
Każdemu kiedyś, Wisława Szymborska
Każdemu kiedyś ktoś bliski umiera, między być albo nie być zmuszony wybrać to drugie.
Ciężko nam uznać, że to fakt banalny, włączony w bieg wydarzeń, zgodny z procedurą;
prędzej czy później na porządku dziennym, wieczornym, nocnym, czy bladym porannym; i oczywisty jak hasło w indeksie,
jak paragraf w kodeksie, jak pierwsza lepsza data w kalendarzu.
Ale takie jest prawo i lewo natury. Taki, na chybił trafił, jej omen i amen. Taka jej ewidencja i omnipotencja.
I tylko czasem drobna uprzejmość z jej strony – naszych bliskich umarłych wrzuca nam do snu.
Zgodnie ze starą dobrą niemiecką tradycją handlową zaraz po wakacjach letnich, zaczynamy myśleć o Gwiazdce i prezentach. Będę tu zatem w nieregularnym trybie, a nawet bez żadnego trybu, prezentować propozycje inne niż kupione w ostatniej chwili perfumy bądź gadżety z jarmarków bożonarodzeniowch.
Dziewczyny w Bikini
Bikini Haus w Berlinie znajduje się tuż koło Dworca Zoo i zachodnioberlińskiego Ogrodu Zoologicznego. Jeżeli w knajpie lub kawiarni na 6 piętrze trafi się Wam miejsce przy oknie, będziecie mogli pić kawę albo drinka spoglądając na małpy i wielbłądy. Stąd też i nazwa baru na dachu (bo są i inne), Monkey Bar. W budynku Bikini mieści się muzeum Paradoksu, dużo różnych miejscówek gastronomicznych i eventowych. Zimą na dachu budynku jest też lodowisko.
Dziś, czyli wyjątkowo w drugi a nie w trzeci piątek miesiąca
Ewa Maria Slaska, Ela Kargol, Krystyna Koziewicz
Wojna. Kobiety. Utopia.
Co dzieje się po wojnie? Tak wiemy, po wojnie jest pokój, żyjemy, jesteśmy szczęśliwi. Ale jak pomyślimy głębiej, intensywniej, to pamięć podsuwa nam też inne obrazy. Ruiny, gruzy, zrujnowane kamienice, wyrwane szyny, przewrócone ciężarówki. Wychudzeni ludzie, kobiety w chustkach na głowie. Ale też kwiaty na ruinach. Porozmawiamy o czasach po wojnie, Nie tylko po tej ostatniej, najlepiej nam znanej, z opowieści rodzinnych, filmów, książek, seriali, ale po każdej wojnie. O usuwaniu zniszczeń, budowaniu nowego życia. O utopii, która (być może) w dzisiejszych czasach powstaje dzięki kobietom. O Oldze Tokarczuk i jej heterotopii.
Tibor Jagielski, artysta ur. 13. 01. 1959 w Szczecinie zm. 02. 06.2024 w Berlinie
Tibor Jagielski, artysta wielki, cmentarz malutki. Nie wiem, czy sam go sobie wybrał, czy zrobił to ktoś za niego, jak już wybierać nie mógł. Ktokolwiek wybrał, wybrał dobrze. Najmniejszy na Reinickendorfie (to dzielnica Berlina), jeden z najmniejszych w całym Berlinie. Tak naprawdę, nie wiem, który cmentarz jest najmniejszy. Wchodzi się furtką jak do czyjegoś ogrodu. Czyjeś ogrody otulają cmentarz, który, gdy powstawał, był tym pierwszym “ogrodem” w szczerym polu.
Czy Tibor Jagielski mieszkał w pobliżu? Podobno nawet nie. Berlin-Hermsdorf / wieś Hermana z początkami słowiańskimi, bo jakże innymi? Zawsze i wszędzie ich szukamy. Na początku byli Słowianie W XIII wieku pojawili się Germanie i zdominowali Słowian. Na cmentarzu, tym cmentarzu Tibora – Friedhof Hermsdorf II – jest stary grobowiec rodziny Hartbrodt – Florentyna Hartbrodt z domu Jackowska na pewno miała coś ze Słowianami wspólnego, może nie z tymi sprzed tysiąca lat, ale z tymi sprzed wieku, sprzed dwóch. Z domu była Jackowska, z polską żeńską końcówką “ska”.
Dziś rocznica. 80 lat temu o godzinie 17 rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Piszę to tak wyraźnie, bo przecież nie wiem, co młodsze pokolenia wiedzą o tym, że to rocznica i jaka. Z tej okazji już kilka tygodni wcześniej, bo w poniedziałek 8 lipca, odsłonięto w Berlinie mural. Zapowiadałam TU tę uroczystość, ale nie mogłam być na odsłonięciu, poszłam obejrzeć mural kilka dni później.
Ein szenischer Versuch über die Absurdität der menschlichen Existenz, die zwischen der Suche nach einem Sinn und dessen Ausbleiben besteht.
Hier trifft Beckett auf Tschechow, Absurdität auf Melancholie – und es entsteht eine sentimentale Groteske… ein groteskes Sentiment über den Schmerz des Menschen; über seine Einsamkeit, aber auch seine Liebe zum Leben und sein zuweilen hoffnungsloses Verlangen nach Glück.
Sartre sagte:
„Alles hat man herausgefunden, nur nicht, wie man lebt.“
Und bei Tschechow heißt es:
„Wozu wir leben, wozu wir leiden … wenn man es nur wüsste, wenn man es nur wüsste!“
(Olga, „Drei Schwestern“)
Namen und Zeit spielen hier nur bedingt oder gar keine Rolle. Es geht um die pure Wahrnehmung der Existenz, um menschliche Sehnsüchte und wie sie im Laufe des Lebens entstehen, sich verändern und schließlich vergehen. Die namenlosen Figuren nehmen im Laufe des Stückes verschiedene Identitäten an. Ganz gleich, ob man die literarische Provenienz der Figuren erkennt oder nicht, sie werden zu Archetypen, zu Urformen des Seins.
Vielleicht ist die Frage nach dem Sinn überflüssig… Vielleicht wird das Leben gerade durch das Stellen dieser Frage absurd…?
Premiere war am 14.03.2024.
Dauer: ca. 60 Minuten
Tickets: 15,- / 10,- (erm.)
Kommende Aufführungen: Freitag 28.06. & Samstag 29.06., jeweils um 20:00 Uhr
Es spielen: Bożena Baranowska, Justyna Pawlicka, Jacek Głaszcz
Off-Stimme: Christian Koerner, Katarzyna Makowska-Schumacher
Idee, Dramaturgie, Regie: Katarzyna Makowska-Schumacher
Bühne: Andre Putzmann
Musik: Bardo
***
Ewa Maria Slaska
Byłyśmy na Beckecie z Elą Kargol już jakiś czas temu. Nie na premierze, ale wkrótce po. Ela napisała na FB:
„Becketts Beine“ (Nogi Becketta) w teatrze ACUD W Berlinie. O życiu, miłości, trwaniu i przemijaniu i o… czekaniu. Dziękuję aktorom, reżyserce, realizatorom i wszystkim, którzy przyczynili się do powstania spektaklu. Ponieważ temat „nogi“ jest ostatnio bardzo ważny dla mnie, tym bardziej zaintrygowały mnie nogi Becketta, a ich absurd w sztuce szalenie mnie rozbawił.
A tu impresje fotograficzne Eli i Gosi Cieśli:
Scena:
Aktorzy:
Ewa i Beckett (Jacek Głaszcz); na prawym zdjęciu również Gosia.
Ela (ja jej towarzyszę, ale ja tu nie jestem w ogóle ważna, ważna jest tylko Ela) na scenie (po spektaklu) wymachuje kulami z radości, że mimo wszystko nie tylko dotarłyśmy do teatru (daleko), ale i weszła na 17 piętro ( no może trochę niżej, ale wysoko):